czwartek, 21 stycznia 2016

Imagin Louis cz.4

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!


Wskoczyła seksownie do wody, a kiedy się wynurzyła zawołała mnie. Nie zastanawiając się długo dołączyłem do dziewczyny. Wtem byłem pewien, że dojdzie do tego czego początkowo się obawiałem ...
* * *
- Louis - do moich uszu dotarł głos Elisabeth. Otworzyłem szeroko oczy. Rozejrzałem się po sypialni i zrozumiałem, że to był cholerny sen. Cholerny sen!


    Po powrocie do domu zjedliśmy kolacje w sympatycznej atmosferze, lecz zdala od siebie. Dziewczyna uznała, że podróż ją wykończyła. Po złożeniu talerza do zmywarki, natychmiast udała się do swojej sypialni. Ja sam udałem się na wieczorny trening na domowej siłowni oraz basenie. Wziąłem prysznic i znalazłem się w salonie. Do północy czas zajmował mi mój ulubiony serial kryminalny, a po dwunastej ułożyłem się pod pościelą, we własnym łóżku.


Obudziłem się rozpalony, co idealnie odznaczało się na mojej bieliźnie. Odetchnęłam z ulgą. Usiadłem, podpierając się o ścianę. Przetarłem twarz dłońmi i wypuściłem powietrze z płuc. Przeczesałem ręką me roztrzepane włosy i wyszedłem spod kołdry. Wsunęłem na nogi szare dresy i udałem się do kuchni. Zastałem tam Elis oraz ( T.I ). Rozmawiały podczas przygotowywania śniadania, chichocząc i wymieniając spojrzenia.
- Dzień dobry - przywitałem się zasypany. Ta noc zwyczajnie wykończyła mnie tym intensywnym snem. Obie podniosły na mnie wzrok i jednocześnie się uśmiechnęły.  Były tak cholernie do siebie podobne, a jednocześnie tak różne.
- Witaj, Lou - odezwała się uradowana Elizabeth. - Zapraszamy do stołu, śpiochu - zaśmiała się uroczo. Uniósłem delikatnie kąciki ust i podszedłem bliżej, aby ucałować polik narzeczonej. Córka El prychnęła niekontrolowanie, nalewając soku do szklanek. Oboje zerknęliśmy na nią zdziwieni. Choć może ja mniej. Jednak rozumiałem ją. To musiało wyglądać sztucznie, żałośnie, a przede wszystkim komicznie. ( T.I ) wcale nie przejęła się tym, a jej rozbawienie jedynie się pogłębiło. Złapała za szklankę i ruszyła do zastawionego jedzeniem stołu. Zajęła miejsce, które niegdyś należało do niej i zajęła się jedzeniem. Zdezorientowana Elis wypalała wzrokiem dziurę we własnym dziecku. W ramach wsparcia pomasowałem jej plecy i uśmiechnąłem się, aby dodać kobiecie otuchy.
- Spokojnie - rzuciłem, omijając ją. Także zgarnąłem sok i usiadłem. Po chwili dołączyła do nas Elizabeth.
- Dzisiaj wybieramy smak tortu - odezwała się szczęśliwa Lizbeth. Skinąłem na znak zrozumienia. Kątem oka zauważyłem, jak (T.I) podnosi głowę i wpatruje się w matkę z dezaprobatą. - Coś nie tak? - brunetka skarciła dziecko wzrokiem.
- Gdybyś dobrze znała swojego narzeczonego ... - szybko podniosłem ślepia na (T.I), zainteresowany dalszym ciągiem. - to wiedziała byś, że nie znosi ciast - prychnęła. Widelec wypadł z dłoni Eliz. Luknęła na mnie zszokowana, ale ja nie zwróciłem na to uwagi. Poświęciłem ją dziewczynie naprzeciwko mnie. Zadowolona popijała sok, nie przejmując się mamą.
- Louis? - wymamrotała Elizabeth w osłupieniu.
- To prawda - przyznałem zerkając w podłogę.
- Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś? - poirytowana zapytała. Nie rozumiałem powodu jej zdenerwowania. Przecież tort to nic szczególnie ważnego, przynajmniej nie dla mnie. Tak czy owak, nie powinno być to źródłem kłótni.
- Jakoś nie było okazji ... Po za tym nigdy tego nie zauważyłaś? - wydusiłem, pocierając dłonią kark. Kobieta zacisnęła zęby i odłożyła nóż na stół. Posłała córce zawistne spojrzenie i opuściła pomieszczenie, nie szczędząc dramaturgii. Zmarszczyłem czoło w niezrozumieniu. - O co chodzi? - niekontrolowanie wypaliłem.
- Zazdrość - mruknęła szyderczo (T.I). Odstawiła talerz do zlewu i również wyszła z kuchni. Zastanawiałem się nad tym, skąd wiedziała, że nie lubię tego dania. Chyba nigdy wcześniej z nią o tym nie rozmawiałem. Może to wydawać się nie lada błahą sprawą, lecz dla mnie stanowiło to niemałe zaskoczenie. Postanowiłem skończyć w spokoju śniadanie.
- Louis, skoro tak bardzo nienawidzisz ciast o czym oczywiście nie wiedziałam, sama to załatwię. Ale natomiast idź z (T.I) pomóc wybrać jej jakiś sensowny strój w stosownym kolorze. Miałam zrobić to ja, ale otrzymałam pilne wezwanie do banku - surowym tonem zwróciła się do mnie Elizabeth.
- Dobra - prychnąłem obojętnie. Jakoś im bliżej było tego całego wesela, tym bardziej irytowała mnie postać mojej narzeczonej. Oburzona burknęła coś pod nosem i zwyczajnie opuściła dom. Gdy tylko się to stało odetchnąłem z ulgą. Bałem się prawdy. Pragnąłem, aby do ślubu nigdy nie doszło. W pewnym sensie miałem zamiar zerwać zaręczyny, ale ranienie ludzi nie należało do mojego sposobu bycia.
- Jedziemy? - zza rogu wyskoczyła niespodziewanie córka Eliz.
- Emm ... Tak - opowiedziałem niepewnie, łapiąc za kluczki do samochodu. Stłumiony chichot dziewczyny rozległ się po pokoju. - Coś nie tak? - zapytałem.
- Masz zamiar jechać do centrum w takim ubraniu? - wskazała palcem na moją piżamę.
- Ah, no tak - przetarłem twarz dłońmi.
- Coś niedobrego się dzieje? - zmartwiona odezwała się, gdy siedzieliśmy już w aucie.
- To znaczy? - mruknąłem.
- To znaczy, wiem, że jej nie kochasz, ale im dalej będziesz w to brnął tym ciężej będzie się z tego uwolnić - moje serce znów się zatrzymało. Scena z mojego snu zaczęła się powtarzać. W sumie, to nie pogardziłbym takim przebiegiem okoliczności.
- Skąd to wiesz? - starałem się zachowywać naturalnie.
- Po pierwsze nie ma pomiędzy wami chemii, widać po twojej minie, słychać po tonie ... Po za tym kto potrafiłby darzyć uczuciem tak zapracowaną, zimną kobietę, która rzadko kiedy ma ochotę na jakiekolwiek pieszczoty? - pewna siebie wyrecytowała.
- A to ostatnie po czym wnioskujesz? - zaśmiałem się. Ta dziewczyna zmieniła się nie do poznania! Czułem się przy niej tak cholernie swobodnie. Zupełnie jakbym znał ją od lat i przyjaźnił się przez pół życia.
- Po tym co mówisz przez sen - odpowiedziała krótko i bez owijania w bawełnę.
- Słucham? - aż zachłysnąłem się powietrzem.
- Przechodziłam obok twojej sypialni w nocy, kiedy szłam po wodę, wtedy usłyszałam twój głos. Postanowiłam wejść. Położyłam się obok i słuchałam jak bardzo cię podniecam - zaśmiała się. Moje policzki zaczęły czerwienieć. Wiedziałem, że nie kłamie. I to właśnie było najgorsze ...






Hejooo! Witam :) Wiem, że do dupy ten rozdział i ogólnie ostatnio jest ze mną źle jeżeli chodzi o systematyczność, treść i w ogóle ;/ Brak mi weny, motywacji ... Nie wiem sama, dlatego zawieszam blog do odwołania :( Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

















sobota, 16 stycznia 2016

Imagin dark Harry cześć druga

Z dołu dobiegł do mnie głos Felicii. - Wychodzę nudziaro! - krzyknęła, a serce zatrzymało mi się na moment. Po tych słowach rozległ się tylko trzask frontowych drzwi, wtem zapadła ta cholernie niepokojąca cisza, nie zwiastująca nic dobrego ...

***

Moje ciało zesztywniało. Miałam dość nieprzerwanego strachu. Postanowiłam udać się jak najdalej domu i wrócić z kimś kto ewentualnie nie pozwoli mnie skrzywdzić. Przy każdym moim kroku podłoga wydawała skrzyp, który cholernie przypominał mi jak bardzo jestem zaniepokojona. Złapałam za swoją komórkę, klucze oraz szarą bluzę,  którą szybko narzuciłam na siebie. Na stopy wyłożyłam białe trampki przed kostkę. Otworzyłam okno i złapałam się drabiny, przymocowanej do ściany domu. Pospiesznie zaszłam na ziemię i ruszyłam do drzwi frontowych, aby je zamknąć. Niemal przeskoczyłam przez ogrodzenie i zaczęłam biec w kierunku przystanku, na którym miał mnie zastać autobus prowadzący do mieszkania Liam'a.


     Liam to mój starszy o dwa lata przyjaciel. Nasze matki znały się jeszcze z czasów liceum, a więc od małego mieliśmy ze sobą do czynienia. Dobrze się rozumieliśmy i często rozmawialiśmy na wszelkie tematy. Jednak odkąd poszedł na studia, kontakt się nam pogorszył. Oczywiście wciąż pisaliśmy, ale jednak nic nie zastąpi spotkań. Stwierdziłam, że tamten moment był idealny na niezapowiedzianą wizytę. Wolałam nie wspominać o zaistniałej sytuacji, gdyż nie raz przerabiał ze mną podobne sytuacje. Cóż, Li podchodził do tego sceptycznie i nie starczało mu już energii na moje wymysły.
     Liam był moim totalnym przeciwieństwem. Ja od zawsze obawiałam się tego co może czekać za rogiem. Owszem, mimo to się nie zatrzymywałam. Jednak wciąż nosiłam w sobie strach. Chłopak natomiast, nigdy nie należał do bojaźliwych. Od dziecka był nieustraszony i zawsze pakował się przez to w tarapaty, z których musiałam go wyciągać jak przystało na przyjaciółkę. Działało to w obie strony. Zawsze mnie bronił. Kiedy sobie nie radziłam, kiedy ktoś mnie nękał ~ walczył o mnie. Parę razy widziałam jak włada nad nim agresja, a jego oczy wypełnia niepokojąca iskra. Momentami wydawał się niebezpieczny. Jednak wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie. Zawsze bałam się, że źle wykorzysta swoje umiejętności i wda się w nieodpowiednie towarzystwo. Ale natychmiast odpędzałam od siebie te bzdury.
      Choć nasze relacje od zawsze należały do bliskich, to nigdy nie doszło do czegoś więcej niż całus w polik z okazji urodzin. Za co oczywiście dziękuję Bogu.




Przez cały maraton czułam się obserwowana. Parę razy sprawdzałam czy ktoś mnie nie śledzi, ale nie spotkałam się z nikim za swoimi plecami. Stwierdziłam, że zaczęła dręczyć mnie paranoja. Nie wierzyłam w to, że ktoś rzeczywiście mógł znaleźć się w moim domu. Jednak wszystko na to wskazywało, więc musiałam zacząć przyswajać tę myśl. Wzbudzało to we mnie przerażenie. Z drugiej, zaś strony zastanawiałam się dlaczego ten KTOŚ nie skrzywdził mnie od razu i dlaczego się nie ujawnił choć miał wiele okazji. Zastanawiałam się czego KTOŚ mógł ode mnie chcieć
Wsiadłam do autobusu, który miał przetransportować mnie pod kamienicę Payne'a. Kupując bilet u kierowcy, zauważyłam, że jakiś mężczyzna wbiega do środka. Czekając na wydanie biletu, przyjrzałam się postaci. Nieznajomy nosił czarną bluzę, której kaptur spoczywał na jego głowie, zakrywając większość twarzy. Do tego miał na sobie ciemne jeansy i czerwone Jordany. Zajął miejsce na samym końcu busa. Nie odsłaniał twarzy, jakby bał się ujawnić.
- Panienko ... - z transu wywiódł mnie głos kierowcy. Odebrałam bilet i grzecznie podziękowałam. Postanowiłam zająć miejsce stojące, aby móc obserwować chłopaka. Miałam głupie wrażenie, że to on mnie śledził. Usprawiedliwiało go jedynie to, że nikogo za sobą nie widziałam. Te przypuszczenie odpychałam od siebie, aby mój puls w końcu się unormował. Po co ktokolwiek miałby mnie śledzić?  Po jakimś czasie odsunęłam od siebie rozprawianie na ten temat. Zbliżał się mój przystanek. Kiedy pojazd się zatrzymał, natychmiast wysiadłam z niego. Odwróciłam się kontrolnie. Ten mężczyzna ... szedł za mną!  Wtem, ponownie,  wpadłam w panikę. Starałam się wyjaśnić sobie, że to tylko zbieg okoliczności, ale nigdy w nie nie wierzyłam. Przyspieszyłam. Starałam się nie zacząć krzyczeć, ale pojedyncze jęki przerażenia wydobywały się z mych ust. Czułam obecność nieznajomego zaraz za sobą. Z każdym moim krokiem, zbliżał się. Postanowiłam biec, on także. Nie chciałam się odwracać, cholernie tego nie chciałam. Bałam się spojrzeć w rządne, mojego cierpienia, ślepia. Widziałam już bramę prowadzącą do osiedla Li'ego. Popchnęłam masywne; metalowe drzwi i kontynuowałam sprint. Za plecami słyszałam jak wrota ponownie się otwierają. Wydawało mi się, że od biegu odebrało mi oddechu. Drzwi do klatki schodowej chłopaka okazały się być zamknięte. Serce niemal nie wyskoczyło mi z piersi. Szybko nacisnęłam dzwonek do mieszkania Liam'a. Czułam, że zaraz dojdzie do konfrontacji pomiędzy mną, a potworem. Stwierdziłam, że w końcu i tak do tego dojdzie. Niemal czułam chłodny oddech oprawcy na karku. Zacisnęłam powieki. Szybko odwróciłam się tyłem do ściany i się o nią oparłam. Świat wydawał się zatrzymać, nic po prostu się nie działo. Otworzyłam oczy. Jak się okazało ~ nie było tam nikogo. Doświadczyłam ulgi, a jednocześnie niepokoju swoim stanem. Martwiłam się sobą. W tamtym momencie natłok myśli powiększył się jeszcze bardziej. Rozglądałam się jeszcze przez moment po osiedlu, aż na ziemię sprowadził mnie głos Liam'a.
- Halo?
- Em - zająknęłam się. - Li, to ja - wykrztusiłam. Otworzył mi, więc szybko weszłam na klatkę schodową. Dwa piętra w górę i znalazłam się przed drzwiami chłopaka. Starałam się unormować oddech, lecz okazało się to nieosiągalne. Sama nie wiem czy to przez zmęczenie biegiem czy rozhwianie emocjonalne.
- Cześć młoda - przywitał mnie z szerokim uśmiechem, który szybko zniknął z jego twarzy, gdy zobaczył moje przerażenie. - Co się stało? - zapytał, wciągając mnie do środka. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie chciałam znów czynić z siebie wariatki, która stanowiłam już dla samej siebie przez wydarzenie sprzed chwili. -Wiesz ostatnio ... Odkąd rodzice wyjechali czuje się tak samotna w domu. Więc pomyślałam, że cię odwiedzę - wymusiłam uśmieszek, aby przekonać bruneta w swoich słowach.
- Aww - przytulił mnie mocno. - A teraz powiedz prawdę - surowo nakazał. Ruszył do kuchni, a ja za nim. Zajęłam miejsce na krześle przy stole. Ciemnooki oparł się o blat, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - No już - poganiał.
- Ja zwyczajnie pokłóciłam się z przyjaciółka i potrzebuję kogoś ... Rozrywki czy coś - rzekłam. Wcześniej nie miałam problemów z kłamstwem i dosłownie nikt nie umiał mnie przejrzeć, ale wtedy straciłam tą umiejętność, gdyż nie ufałam sobie samej.
- To się dobrze składa - zaśmiał się. - Zabiorę cię na imprezę, którą urządza dzisiaj mój kumpel - zarządził.
- Ale ...  - wtrąciłam się.
- Coś nie tak? - zmarszczył brwi. Musiałam się zgodzić. Odmową przyznałabym się do kłamstwa.
- Niech będzie - westchnęłam.
- No - wyszczerzył się.

Dzień minął mi szybko w towarzystwie Li'ego. Zniknęło nawet to niemiłe poczucie obserwowania. Przed imprezą dołączyła do nas siostra Payne'a ~ Lizzie. Użyczyła mi swoich kosmetyków, abym mógła zrobić sobie naturalny makijaż. Pożyczyła mi czarne szorty, crop top w tym samym kolorze oraz skórzaną kurtkę. Zatrzymałam swoje białe Converse na stopach i byłam gotowa do wyjścia.
Dom był ogromny, ale ilość ludzi wypełniających go zdecydowanie zmieniejszała przestrzeń. Nie bardzo miałam ochotę na takie towarzystwo, ale musiałam oderwać się od czarnych myśli. Przywitałam kilku znajomych, nalałam sobie alkoholu i zajęłam miejsce na sofie. I znowu czułam na sobie czyjś wzrok, a mój puls ponownie wzrósł. Czułam, że ten KTOŚ tu jest ...



Hej! Wybaczcie długą nieobecność, ale brakło mi weny :'( Mam nadzieję, że ten nijaki rozdział nie jest aż taki zły :// Dziękuję wam za niemal 1000 wyświetleń pod ostatnim postem :) Jesteście wspaniali :3 Oby tak dalej ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 7 stycznia 2016

Imagin dark Harry cześć pierwsza

   
UWAGA! Ważna notka pod rozdziałem ;) !!!



Noc wydawała się mroczniejsza niż zazwyczaj. Po raz kolejny poprawiłam na sobie kołdrę, aby poczuć kojące ciepło. Oczy pragnęły odpoczynku, lecz świadomość samotności nie pozwalała na sen.

   Rozumiałam doskonale, że paranoja jaka mnie wtedy dopadła stanowiła skutek nocnych maratonów horrorów, które odbywałam z Tracy niemal codziennie. I tamtego wieczora się tak stało, ale uczyniłam to w pojedynkę, gdyż przyjaciółkę dopadła grypa. Moi rodzice wyjechali na wakacje z okazji 20 rocznicy ślubu, a ja zostałam sama w ogromnym domu w jednej z najbogatszych dzielnic LA. Dnie nie przerażały mnie aż tak bardzo, jak czas po zmroku. Przez ponad miesiąc miałam zasypiać w samotności. Może nie kompletnej, gdyż towarzyszyły mi dwa cholernie wrażliwe na każde światełko, ruch lub odgłos, dobermany, wypuszczane przeze mnie o 21.00. Miały za zadanie po prostu alarmować mnie o niechcianych gościach i ostrzegać przed niebezpieczeństwem.

    Postanowiłam nie zadręczać się więcej czarnymi scenariuszami, jakie pisała moja wyobraźnia. Wstałam i ruszyłam na dół, nie zapalając ani jednego światła, by nie obudzić psów. Drogę do kuchni znałam na pamięć, ale wolałam rozjaśnić ją sobie latarką umieszczoną w mojej komórce.  Kiedy schodziłam po schodach usłyszałam skrzyp drzwi do pracowni ojca, tak charakterystyczny, że mogłam rozpoznać go pośród tysiąca innych. Moje źrenice automatycznie się poszerzyły, ale nie zatrzymałam się. Dobermany nie dawały o sobie znać, upewniając mnie we własnym bezpieczeństwie. Byłam pewna, że to tylko moja bujna fantazja, która doskwierała mi od dziecka. Nawet nie zerkając w stronę centrum hałasu, przemieściłam się do kuchni. Złapałam za butelkę wody i ze spokojem wróciłam na górę. Łyk chłodnej H2O zawsze pomagał mi w zaśnięciu. Ułożyłam się pod, zimniejszą niż pamiętałam, pościelą i przewróciłam się na bok, tak aby drzwi znajdowały się za mymi plecami. W pokoju panowało dziwne napięcie, które mnie martwiło, lecz także potraktowałam to jako kolejną z objaw wyobraźni. Próbując zasnąć, wydawało mi się, że jestem pod czyjąś obserwacją, lecz nie starczało mi sił na sprawdzanie otoczenia. Brak alarmów, szczeków oraz hałasów dodawało mi odwagi. 
Obudziłam się około 10.00 rano. Leniwie uniosłam powieki i przetarłam je, by lepiej widzieć. Promienie słońca już dawno biły w moją twarz, ale przez 18 lat, które spędziłam w tym samym domu i pokoju, przyzwyczaiły mnie do tego zjawiska. Dotarł do mnie zapach intensywnych męskich perfum tuż za mną. Szybko odwróciłam głowę, ale nie zastałam tam niczego. Przysunęłam sąsiednią poduszkę do twarzy i rzeczywiście emanowała wonią jaką rozpoznałam. Skrzywiłam się zdziwiona. Wzruszyłam ramionami i znów położyłam się, tym razem twarzą do uchylonych drzwi. Zaraz ... Co? ~ uchylonych? Byłam w stu procentach pewna, że pozostawiłam je zamknięte. Nie umiałam zasnąć bez pewności, że uczyniłam swój chory rytuał. Podniosłam się siłą swoich rąk, przyglądając się białej powłoce drzewnej z niedowierzaniem. Westchnęłam, starając się uspokoić. Wstałam z łóżka i złapałam za czarną koszulkę z szafki. Od zawsze sypiałam w samej bieliźnie, co może wydawać się dziwne, ale dla mnie piżama to niepotrzebna cześć odzieży, w której tylko duszę się zamiast cieszyć wolnością odpoczynku. Tak czy inaczej, musiałam coś na siebie narzucić. Już w korytarzu dotarły do mnie dźwięki odbiegające z kuchni, co kompletnie mnie przeraziło.Tracy leżała chora w domu, a rodzice dopiero co wyjechali. Szybko zbiegłam na dół, aby nie katować się niepewnością. Kiedy stanęłam w progu, odetchnęłam z ulgą.  
- Felicia! - krzyknęłam na kuzynke. 
- A może tak dzień dobry? - skrzywiła się, odrywając usta od szklanki soku. 
- Rozumiem, że rodzice dali ci klucze, a nie sama je sobie przywłaszczyłaś - syknęłam do starszej ode mnie o dwa lata, ropuszczonej, chamskiej dziewczyny. Od lat się nienawidziłyśmy. Pomimo tego, ta wciąż odwiedzała nasz dom, gdy tylko zabrakło jej pieniędzy lub miała ochotę na kąpiel w jacuzzi. Zdenerwowana jej obecnością, a jednocześnie dziękując Bogu, że to jednak ona a nie jakiś psychopata, opadłam na najbliższe mi szklane krzesło. 
- Nie trzeba było, miałam zapukać czy coś, ale frontowe drzwi od pracowni były uchylone, więc to nie było konieczne - obojętnie rzekła, a mnie zatkało. Zrozumiałam, że "złudzenia" sprzed nocy wcale nimi nie były i rzeczywiście ktoś "odwiedził" mnie w niewidomym celu. Jeszcze bardziej bolał mnie fakt, że te durne psy nie zareagowały na rzekomego włamywacza. Przez sekundę łudziłam się, że to jedynie żart ze strony latynoski, ale nie znajdowałam powodu dla którego miałaby to robić. Nie miała także pojęcia co stało się wcześniejszej nocy, więc nie miałaby podstaw do takich figli. Serce zaczęło bić mi mocniej, a nieprzyjemne poczucie czyichś oczu na sobie powróciło. Miałam wrażenie, że ktoś nadal jest w środku i w każdej chwili może wyskoczyć na mnie z nożem. W powietrzu wisiała napięta atmosfera, lecz nie przez obecność znienawidzonej kuzynki. Napięcie przypominało to sprzed punktu kulminacyjnego w horrorze, gdy nie wiadomo czy dana postać zostanie zabita. Niemal słyszałam złowrogą muzykę w tle. Mój oddech stał się płytki w ciągu sekundy.
- Byłaś ... - odezwałam się piskliwym głosem. Przerwałam, aby nabrać powietrza i nie brzmieć więcej jakbym nawydychała helu. - Byłaś może w moim pokoju? - jęknęłam. Ciemnooka spojrzała na mnie wzrokiem, który pada na kogoś kto palnął coś niedorzecznego. Choć w tamtej chwili byłam w stanie zgodzić się z Felicią.
- Dlaczego miałabym? - fuknęła, zaglądając do lodówki. Zupełnie mnie lekceważyła i nie cierpiałam jej za to, ale w tamtej chwili cieszyłam się, że jednak jest ktoś obok, nawet jeżeli to ta irytująca dwudziestolatka.  - Em ... Nie wiem, tak zapytałam - odpowiedziałam roztrzepana nadmiarem emocji.
- A ja za to zapytam, dlaczego o cholery latasz w samych bokserkach i koszulce? - z pogardą wyrecytowała. Nie miałam sił na kłótnie, więc nie odgryzłam się. Kiedy ta przygotowywała sobie jedzenie, rozglądam się jak głupia. Serce wydawało mi się zaraz wyskoczyć z piersi i miałam wrażenie, że zaraz zejdę na zawał. Jednak postanowiłam nie opowiadać latynosce o prawdopodobnym zagrożeniu, gdyż wyśmiałaby mnie, bądź zostawiła samą, czego kompletnie nie chciałam. Korzystając z obecności dziewczyny, postanowiłam rozejrzeć się po domu.
- Masz zupełną rację, lepiej pójdę się przebrać - stwierdziłam, wstając. - A ... masz zamiar jeszcze długo tu zostać? - zapytałam, zatrzymując się w progu kuchni. Odwróciłam się do niej przodem, aby zobaczyć jej zniesmaczoną minę.
- Zawsze ją mam i chcę spędzić tu z godzinę góra, więc nie musisz zbyt długo się ze mną męczyć - z wyrzutem odpowiedziała. Skinęłam głową i ruszyłam na schody. Najpierw przeszukałam garderoby, sypialnię rodziców, gościnny oraz wszystkie łazienki. Zajrzałam do biblioteki oraz siłowni, lecz nigdzie nic nie znalazlam. Ostatnim miejscem okazał się mój pokój. Przed oczyma stawało mi mnóstwo scenariuszy, a żaden nie wydawał się korzystny. Stanęłam tuż naprzeciw drzwi mojego królestwa, oddychając niespokojnie. Bałam się przekroczyć próg tamtego pomieszczenia, jakby za nim miałoby znaleźć się najprawdziwsze piekło. Jakbym wcale nie znała pomieszczenia, zamieszkiwanego przeze mnie od 18 lat. Wydawały się takie zimne, prowadzące do końca mojego żywota, co może wydawać się niedorzecznym porównaniem, ale dokładnie tak było. Jakby chciały wciągnąć mnie do swojej otchłani zła, ciemności i śmierci, której tak bardzo się bałam. Starałam się zebrać w sobie siłę, odwagę oraz pewność siebie, ale gdy zrozumiałam, że to nieosiągalne, ujęłam chłodną klamkę w dłoń i delikatnie pociągnęłam w dół. Leniwie stawiałam kroki, popychając białe wrota. Przerażona przejrzałam się wnętrzu pokoju. Większość się zgadzała. Jedyną oznaką obecności nieznajomego w moim domu okazał się mój telefon, który zawsze spoczywał na komodzie, a wtedy znalazł miejsce na poduszce. Przełknęłam ślinę i zamknęłam się w pomieszczeniu, sama nie rozumiejąc siebie. Nie wiedziałam dlaczego po prostu nie ucieknę lub wezwę policji, chociaż już prawie padłam na atak serca. Zbliżyłam się do szafy i wyjęłam z niej ubrania. Starałam się zachowywać normalnie, aby ... Właściwie nie wiem dlaczego nie zadzwoniłam po policję lub po prostu uciekłam. Nie rozumiałam własnego postępowania. Miałam wrażenie, że TA osoba jest w tym samym pomieszczeniu, a ja jestem zbyt ślepa, by ją zauważyć. Westchnęłam głośno, wchodząc do łazienki.  Szybko nasunęłam na siebie czystą bieliznę, czarne jeansy oraz biały crop top w czarne, poziome pasy. Włosy przeczestałam szczotką, umyłam żeby i doprowadziłam się do porządku w jak najszybszym tempie. Z dołu dobiegł do mnie głos Felicii. - Wychodzę nudziaro! - krzyknęła, a serce zatrzymało mi się na moment. Po tych słowach rozległ się tylko trzask frontowych drzwi, wtem zapadła ta cholernie niepokojąca cisza, nie zwiastująca nic dobrego ...


Hej! Oto pierwszy sensowny post w tym miesiącu ;) mam nadzieję, że nie jest tak z nim źle :D wybaczcie długą nieobecność, ale nazbierało się obowiązków :/ No i wybaczcie błędy ~ pisanie na telefonie :'( piszcie jak się podoba i błagam KOMENTUJCIE!!! To daje tyle motywacji, której ostatnio wyjątkowo mi brakuje :( nie wiem czy piszę dla siebie i może 2 osób,  które komentują czy da większego grona, które po prostu nie robi tego ; ( to kurcze boli, ale nic nie chcę mówić ;/ dopiero dzisiaj zdobywa się taką odwagę :(( prowadzę stronę od ponad roku, a praktycznie nic się na niej nie dzieje i błagam, abyście dali o sobie znak ;/ chociaż zwyczajne "jestem" :'( Dziękuję, że jesteście,  ale proszę o dawanie znać o swojej obecności :* Przepraszam, że tak się użyłam nad sobą i mówię to tak dramatycznie, ale siedziało to we mnie przez rok i nie wytrzymałam :'( mam nadzieję, że rozumiecie :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 1 stycznia 2016

2016

Witam Was kochani w roku 2016! :D

  Życzę wam zdrowia, szczęścia, pomyślności, kasy, uśmiechu, więcej dobrych ocen, dobrych przyjaciół i spełnienia marzeń :') oby ten rok był milion razy lepszy :') żeby nie było tyle dram i żeby wszystko było dobrze ;) mam nadzieję, że wszystko jest z Wami dobrze po zabawie sylwestrowej i trzymacie się jakoś c; a i życzę Wam zostania ze mną jak najdłużej i zdrowia jeszcze raz, bo to najważniejsze ;

Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*