niedziela, 30 listopada 2014

Ride or die 12

-Jesteś śliczna-przerwałem się. No to palnąłem! Jak idiota wpatrując się w nią wyrecytowałem jakże rozwiniętą wypowiedź...yhh debil! Po raz pierwszy, nie zdawało mi się...zachichotała, jak radosna nastolatka zasłaniając usta. Byłem oczarowany...
***
Przecudownie wyglądała bez tych czarnych cieni i kresek na oczach. Wtedy już wiedziałem na pewno...-Zostań tak. Jesteś przepiękna-uśmiech nie znikał nam z twarzy
-Dziękuję-CO?! Ona właśnie...to niemożliwe, ta  skryta buntowniczka zachowywała się jak normalna dziewczyna. Wiedziałem że jeżeli się otworzy zacznie się zmieniać, ale nie że tak szybko. Podobało mi się to. Przełamałem się, postanowiłem zapytać:
-Czy możemy zacząć od nowa naszą znajomość?-byłem niepewny
-Czemu nie-stwierdziła
-Jestem Zayn, madame-wyciągnąłem do niej dłoń
-Mer...-ugryzła się w język. Przejrzała mnie na wylot. Poznała cel tej całej szopki-Wiesz co?-była zażenowana-Daruj sobie-chrząknęła
-Dlaczego tak nie chcesz abym poznał twoje imię?-starałem się zachować spokój
-Bo kompletnie do mnie nie pasuje-warknęła
-A Charlotte to już tak?-już wiedziałem jak trzeba z nią rozmawiać
-Przestań powtarzać to idiotyczne "Charlotte", nienawidzę tego...-wstrząsnęło nią
-Mogę mówić do ciebie inaczej, ale powiedz mi jak-byłem nięugięty
-Mercy-zbliżyła się do mojej twarzy tak że dzieliły nas tylko centymetry i oznajmiła. Zatonąłem w jej przepięknych oczach. Jej oddech był równy z moim. Już prawie...Pukanie. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Niezręcznie.  Jeszcze nie widziałem  na jej twarzy takiej miny, była...zakłopotana? Spuściła ze mnie wzrok i poszła  otworzyć
-Charlotte, czy wszyst...?-w drzwiach pojawił się Liam. Zatrzymał wypowiedz, ponieważ nie  widział jej w takiej  odsłonie, podobnie do mnie. Nie mógł się na nią napatrzeć
-Tak jest dobrze. A coś się stało?-coś naprawdę przestawiło się w tej dziewczynie
-Tak,  no bo płakałaś i pomyślałem że...-wręcz ślinił się na jej widok, co mnie rozbawiło. Słysząc mój śmiech wyszedł z transu-Może obejrzymy wspólnie jakiś film?-zaproponował. Byłem pewien że blondynka odmówi, ale jednak  mnie zaskoczyła
-W sumie-wzruszyła ramionami i minęła Payne'a w progu. Zeszła na dół. Liaś z otwartymi ustami oparł się o futrynę i chyba analizował to co się przed chwilą stało
-Stary wszystko okej?-złapałem go za ramię
-Ona jest...
-Prześliczna hmm?-zaśmiałem  się i ruszyłem w ślady Mercy (zdecydowanie lepiej niż Char). Stała przed kanapą  patrząc na wpatrzonych w nią chłopaków
-Ymm...Zapytałam co obejrzymy, odwrócili się i jakby zastygli-cicho zwróciła się do mnie. Nie dziwiłem się im, ideał, czysty z niej  ideał
-Harry, Lou, Niall! Pobudka!-krzyknąłem. Otrząsnęli się
-Przepraszam-wszyscy naraz się odezwali. Zapowiadało się ciekawie...






Hej!  Wiem że nuda, ale trzeba jakoś ostudzić atmosferę przed...a w sumie nie będę nic zdradzała ;) Jak myślicie, Mercy otworzy się na Zayna i resztę? Czy powróci do starego życia? Propozycje możecie składać  pod postem w komentarzach, jestem otwarta na sugestie ;> Mam nadzieję  że się podoba <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

MERCY-(z ang.) litość

Imagin Tommo

Kocham  ją, kocham jak nikogo innego. Jest moją muzą, moim natchnieniem. Nikt inny nie daje mi tak wiele szczęścia. Pragnę budzić się przy niej każdego poranka. Niestety to nie jest możliwe. Mam zbyt wiele pracy, zajęć. Trasa, płyta, książka, bankiety, gale, teledyski, autografy, wywiady, próby...I tak bez przerwy. Staram się poświęcać jej jak  najwięcej czasu, ale to trudne, bardzo. Dzisiaj zaczynam przerwę, wracam ze Stanów Zjednoczonych. Tak na to czekałem. Zrobię jej niespodziankę.
Wchodzę do naszego domu, drzwi są otwarte. Szukam ukochanej na dole-pusta, w sypialni też jej nie ma, gościnne-zero. Widzę uchylone drzwi łazienki. Popycham je. Widzę plecy mojej dziewczyny. Odwraca się do mnie przodem. Trzyma się za nadgarstek, jest zapłakana. Wiem co zrobiła:
-Przepraszam-drżącym głosem odzywa się. Jestem przerażony. Zbliżam się. Wtulam ją w siebie. Zauważam zakrwawioną żyletkę na umywalce. Jestem przerażony
-Dlaczego?-szepczę do jej ucha
-Nie daję sobie rady-wpada w histerię. Kiedy trochę się uspokaja sadzam ją na parapecie. W panice szukam apteczki. Przemywam i bandażuję jej rany. Cały czas mnie obserwuje ze łzami w oczach-Przepraszam-powtarza kilkukrotnie. Zanoszę ją na łóżko do sypialni
-Z czym nie dajesz sobie rady?-udaje mi się zatrzymać jej ryk
-Kiedy cie nie ma,  ja nie wytrzymuję-stara się zachować spokój
-Przecież kiedy rozmawiamy mówisz że wszystko dobrze-trzymam ją mocno w ramionach
-Nie chciałam cię martwić, psuć kariery-wyjaśnia drżącym tonem
-(T.I. zdrobniale) kocham cię jak nikogo innego. Kamery, mikrofony, okładki gazet i pieniądze nie są ciebie warte, dla  ciebie zrobiłbym wszystko-całuję ją w czoło
-Ja nie chcę,  nie potrafię...-duka
-Czego?-nie rozumiem, jeszcze nigdy jej takiej nie widziałem
-Żyć bez ciebie,  trwać samotnie-nie mogę patrzeć na jej smutek, rozpacz w oczach
-Już nie będziesz musiała-szepcze jej na ucho
-Przepraszam-powtarza po raz setny
-Więcej mnie nie rań, nie rób sobie tego. To boli mnie z zdwojoną siłą. Nie umiałbym żyć bez ciebie. Jesteś dla mnie wszystkim, całym światem. Nie wytrzymam bez ciebie-tym razem ja płaczę-Błagam nigdy więcej...-chowam twarz w dłoniach. Czuję jak obejmuje mój tors
-Obiecuję, nigdy już tego nie zrobię-cicho składa przysięgę. Oboje jesteśmy roztrzęsieni. Nie tak miało wyglądać nasze spotkanie po trzech miesiącach. Moja księżniczka miała wpaść mi ramiona, oboje powinniśmy cieszyć się tą chwilą. Nie wyszło tak jak miało wyjść, ale najważniejsze że już jesteśmy razem, tu i teraz
-Kocham cię (T.I)-całuję ją namiętnie-Zawsze mów mi tylko prawdę, chcę wiedzieć o wszystkim. Zależy mi na tobie jak na nikim innym, nie okłamuj mnie. Zawsze cię zrozumiem, wesprę i nigdy nie opuszczę-recytuję prosto z serca
-Bez względu na wszystko?-ma jakby strach (?) w oczach
-Tak-potwierdzam. Widzę że chce mi coś powiedzieć, definitywnie obawia się-Kochanie o co chodzi?-podnoszę jej podbródek i zmuszam do kontaktu wzrokowego
-Bo to nie wyłącznie przez rozstanie to zrobiłam...-jej prześliczne oczy napełniają się łzami. Milczę, nie chcę jej przerywać-Lou, bo ja...ja...-jąka się-Ja jestem w ciąży-płacze. Ja uśmiecham się szeroko
-Skarbie, to wspaniale-mówię czule
-Nie, no bo my nie jesteśmy małżeństwem i ty masz wyjazdową pracę, a ja jestem młodsza od ciebie i moi rodzice...-ponownie ryczy jak mała dziewczynka
-To wszystko nieważne-przerywam jej-Kochamy się, to jest najważniejsze-ocieram jej poliki i całuje delikatnie-To wspaniała wiadomość-wtulam ją w siebie i szepcze.
*Rok później
Od czego by tu zacząć? Od  miesiąca oficjalnie jesteśmy rodzicami, do tego podwójnymi. Taaak...trochę byliśmy zaskoczeni na porodówce, ale dlaczego nie? Do odważnych świat należy. Przystopowałem z karierą. W końcu mam teraz żonę (tak już żonę :D ) i  dwójkę dzieci (nadal nie wiem jak lekarz mógł wcześniej nie zauważyć Lizay'i i Nahre'go). (T.I) rzeczywiście dotrzymuje obietnicy.  Kocham ją jak nikogo innego. Żyjemy sobie powolutku, nigdzie się nie wybieramy. Jesteśmy tylko my, tu i teraz...



Cześć! Taka niespodzianka! Zaczęło się smutno, skończyło żartobliwie :D Tak wiem jestem chora XD Ale mam nadzieję że to pomieszanie z poplątaniem się spodoba ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Te imiona "Lizay" oraz "Nahry" to idiotyzm, ale wpadło więc... :D

Rain of scars 6

Rzucił mną o łóżko. Podszedł i po raz kolejny skrzywdził mnie, tak bez emocji...Wyszedł, zostałam sama. Skuliłam się w kłębek, schowałam twarz w dłoniach i rozpaczałam wewnątrz siebie...
***
Nie mogłam przestać płakać. Nagle usłyszałam trzask drzwi, od razu zatrzymałam się i z przerażeniem czekałam na tą osobę. Łzy przysłaniały mi obraz, ale doskonale wiedziałam kto to. Otarłam twarz ze słonej cieczy. Czekałam na jego pierwszy ruch. Podszedł do mnie szybkim krokiem. Jego  wzrok zatrzymał się na moich sinych i pełnych ran, udach. Próbowałam przysłonić je za długą na mnie bluzką, którą miałam na sobie. Usiadł obok. Chciał mnie dotknąć, lecz odsunęłam się:
-Skąd się tu wziąłeś?-ledwo słyszalnie odezwałam się
-Pojechałem za tobą-oznajmił
-Po co?-nieśmiało zapytałam
-Nie umiałem tak zwyczajnie odpuścić-unikałam jego wzroku-Nikt nie mieszka tu prócz ciebie, prawda?-pokiwałam głową na tak-Musimy jechać z tym do lekarza-nie przestawał obserwować moich nóg
-Nie, ja nie mogę-jęknęłam i jeszcze bardziej się w siebie wtuliłam-Lepiej już idź, nie chcę żebyś jeszcze ty...-zacięłam się, nie chciało mi to przejść  przez gardło-...oberwał-dokończyłam niepewnie
-To on ci to robi?-nie miałam już gdzie się odsuwać, więc był blisko. Nie odpowiedziałam, zrobiło mi się słabo. Nie pamiętam nic dalej...
*Oczami Niall'a
To miejsce było przerażające-stara rudera, obdrapane mury, powybijane okna, brak ogrzewania. Kiedy zobaczyłem jak Julia tam wchodzi, zamarłem. Nie wiem dlaczego za nią pojechałem,  chyba  chciałem po prostu dowiedzieć się gdzie mieszka. Zaparkowałem przed budynkiem, z niewiadomych mi powodów, miałem jakieś przeczucie, złe przeczucie. Po kilkudziesięciu minutach z tego samego wyjścia wyłonił się zarośnięty mężczyzna, średniej budowy ciała. Był ohydny, patologia.  Zapinał pasek, coś we mnie  tknęło, musiałem tam wejść. Skąd wiedziałem gdzie się kierować?-To proste, tam były tylko jedne drzwi. Wszedłem nie pukając. Kiedy ją zobaczyłem, wiedziałem. Za wszelką cenę nie chciała mnie słychać. Nagle straciła przytomność. Moje serce zaczęło bić mocniej. Jak najszybciej, wziąłem ją na ręce w stylu pana  młodego i zaniosłem do swojego samochodu. Jechałem z dużą prędkością. Po około  dziesięciu minutach niosłem ją w kierunku drzwi szpitalnych. Była taka krucha, jak laleczka z porcelany. Była śliczna, nie zasługiwała na cierpienie. Wzrokiem szukałem pielęgniarki bądź lekarza. Nareszcie znalazłem. Momentalnie zabrali ją na badania. Siedziałem oparty łokciami o kolana. Splotłem dłonie jakbym się modlił. Miałem nadzieję że nic jej nie jest. Gdyby...nie wybaczyłbym sobie że nie zareagowałem wcześniej. Za oknem już słyszałem krzyki i dźwięki fleszy, ale to mnie nie interesowało. Liczyła się tylko ona. To mnie zastanawiało, przecież jej nie znałem. Zwyczajnie mnie do niej ciągnęło, jakbym...niemożliwe, to za szybko.
Ukazał mi się mężczyzna w białym fartuchu i z jakimiś papierami w ręku:
-Co z nią?-przejąłem się
-Jest pan rodziną?-zapytał, dobrze wiedziałem w jakim celu
-Dalekim kuzynem, ale tak-skłamałem, musiałem przecież wiedzieć wszystko
-Dobrze.  Pacjentka jest bardzo osłabiona. Jest wygłodniała, ma niedobór wielu witamin. Wielokrotnie była wykorzystywana seksualnie, bita i prawdopodobnie katowana-nie wierzyłem własnym uszom-Stan jest stabilny. Policja  i psycholog są już w drodze, musimy to wyjaśnić.  Czy pan wie coś na temat tego okaleczania pacjentki?-zupełnie poważnie zadał pytanie
-Niestety, dzisiaj przyjechałem. Zastałem Julię w tym stanie i przywiozłem ją tutaj-musiałem mówić nieprawdę, inaczej nic by do mnie nie dotarło. Brunet skinął głową na znak że rozumnie mnie i przyjmuje to do wiadomości-Czy mogę ją zobaczyć?-tak tego pragnąłem
-Proszę, ale tylko na krótką chwile. Pacjentka nie chce rozmawiać z nami-oznajmił i wpuścił mnie do pomieszczenia. Leżała sama na sali, patrzała w jeden punkt przed sobą. Obok niej znajdowało się pełno maszyn podłączonych do jej rąk, klatki piersiowej itd. Była jakby w transie, swoim świecie. Usiadłem obok nie spuszczając jej z oka. Chciałem złapać ją za rękę, ale ona odruchowo odskoczyła. Nie zdziwiłem się, po takich przeżyciach. Wtem zrozumiałem dlaczego była taka skryta, bojaźliwa. Ona po prostu doświadczała koszmaru w życiu realnym...




Hejka! Wybaczcie że tak późno, ale to jestem chora i ciężko jest mi pisać :P Męczyłam ten rozdział półtorej godziny, mam nadzieję że się spodoba i będziecie czytać chętnie :^ Za niedługo dodam kolejny post ^^
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH  :*

sobota, 29 listopada 2014

Imagin all 1D

***
Zanim przeczytacie ten post, proszę, błagam, włączcie tu obok sobie utwór "Right now".  Zapewniam że doda to klimatu i będzie się czytać zdecydowanie lepiej :* Błagam jeszcze raz!
***

Kim jestem?-Jedną z was, zwykłą dziewczyną, directionerką. Oni?-Oni są moim życiem, całym światem. Bawią mnie, sprawiają że czuję się wyjątkowa. Codziennie wysłuchujemy negatywnych komentarzy na nasz lub ich temat, ale to tylko nas wzmacnia. Nie ważne od kiedy są naszymi idolami, wszystkie kochamy ich tak samo. Każdego dnia z ust najbliższych słyszymy że to tylko chwila zachwytu, przelotna fascynacja. Mimo to trzymamy się przy swoim. Naszym głównym celem jest spotkanie ich, tylko to, nic więcej.  Wystarczyłoby nam pięć sekund: 1. Nie dowierzanie 2. Serce przyspiesza 3. Nie można złapać oddechu 4. Dochodzi to do głowy 5. Mdlejesz. Tak to wygląda, ale to nic, to i tak nasze marzenie. Cieszy nas najmniejszy sukces, najgłupsza statuetka i najzwyklejsza koszulka z ich twarzami.  Tak mało nam potrzeba...Ale doskonale wiemy że wszystko ma swój koniec, oto mój własny:

-Córcia wstawaj!-usłyszałam głos mojej rodzicielki. Zwlekłam się z łóżka i zeszłam na dół. Ciepłe mleko z płatkami już na mnie czekało
-Dzień dobry-zaspana przywitałam rodziców buziakiem w policzek
-Witaj córciu-tata podał mi pudełko z kokardą na szczycie
-Co to?-jeszcze nie do końca się obudziłam
-Skarbie, dzisiaj twoje piętnaste urodziny-oznajmiła mi mama
-A no tak-przypomniałam sobie. Otworzyłam pudełko, w środku znajdował się perfum "You and I"  i płyta "Four", cieszę się niezmiernie-Dziękuję! Jesteście niesamowici-rzuciłam im się na szyję. Po chwili ekscytacji odłożyłam podarunek na bok i zajmuję się jedzeniem
-Kochanie, my jedziemy na moment na miasto, wrócimy za godzinkę, może dwie!-krzyknęli z korytarza. Uniosłam kciuk do góry. Rozległ się trzask zamykanych drzwi. Włączam telewizor wiszący kiedyś na ścianie. Przełączałam kanały, zatrzymałam na typowo informacyjnym programie. Zgłośniłam: "Wczorajszego wieczoru o godzinie 19.38, rozbił się samolot w okolicach Nowego Jorku. Pasażerami, między innymi, byli członkowie sławnego boysbandu ONE DIRECTION (!). Niestety nikt nie przeżył strasznego wypadku lotniczego..." Ja...zamarłam. Łyżka wypadła mi z dłoni. To był koszmar, nie tylko mój.Łzy zebrały się w moich oczach. Na początku nie wierzyłam, moje  serce biło z niewyobrażalną szybkością, nie mogłam oddychać, doszło to do mnie, zemdlałam. Obudziłam się w salonie na sofie, nade mną wisieli rodzice
-Błagam powiedz że to był tylko zły sen-mój głos już drżał
-Niestety nie-podniosłam się na równe nogi. Obserwowali co robię. Zatrzymałam się w jednym punkcie. Wpadłam w szał pomieszany z histerią. Zaczęłam krzyczeć, płakać, demolować pokój,  nie panowałam nad sobą. Próbowali mnie zatrzymać, na marne. Wtedy miałam w sobie ogromną siłę. Czułam jakby ktoś odebrał mi całe szczęście, tak było. To dla nich żyłam, to dla nich uczyłam się tylu rzeczy. Po nic, skończone. Jednym słowem: ROZPACZ! Miałam dziurę w sercu, nic nie było w stanie jej zapełnić. Uspokoiłam się. Teraz cierpiałam w środku. Usiadłam na swojej pościeli, łzy tępo spływały po moich polikach. Wszystko co z nimi związane przelatywało mi przed oczami. Moja cała osobowość umarła z nimi, zginęła. "My goldfish is dead!", "She's mine", "Vas hapenin?!", "Potato!", "At the end of the die", "My sombrero!", "Energy juice!", "Do the filck", "Kevin!", "Jimmie protested!" i wiele innych przypominało mi się, wtedy lekki uśmiech witał na mojej twarzy. Na zmianę śmiałam się i ryczałam. Łgałam cały dzień do ich piosenek. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Świat, tak bez ostrzeżenia, tak zwyczajnie mi się zawalił. Dla mnie to był koniec.
Dzisiaj?-Dzisiaj żyję normalnie, ale nie jak kiedyś. Pomimo że minęło już tyle lat, ja nadal mam wszystkie te plakaty, zeszyty i płyty. Codziennie o nich myślę. Nadal są tu w środku, w moim sercu i na zawsze w nim pozostaną. Łza zakręci się w oku kiedy o nich pomyślę. Urodziny już mnie nie cieszą. Nic nie jest w stanie wypełnić tej luki we mnie. Muszę żyć dalej, ale bez nich. Wiedziałam że nie jestem w tym sama. Miliony osób, na całym świecie opłakiwały ich ze mną. Głęboki oddech, nie mogę już histeryzować. Okazało się że to nie było tylko przelotne zauroczenie, to była miłość. Tak bardzo pragnęłam tych pięciu sekund, ale nie tak miały one wyglądać. To sprawia mi największy ból-już nigdy ich nie zobaczę...




Tak wiem, smutne, ale prawdziwe. Może niekoniecznie ten motyw śmierci, ale taki przykład mi się nasunął. Starałam się wam przypomnieć jak wiele dla nas znaczą, jak bardzo ich kochamy :3 Mam nadzieję że spodoba się wam i skomentujecie <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin ZAYN Malik cz.2 (the end)

-Ja cię kocham-odsuwa się nieco, jest lekko wystraszona
-Ja ciebie też-nareszcie się otrząsam
-Poważnie?-uśmiech powoli wkracza na jej twarz
-Tak-chce się przytulić-Ale jest jeden kłopot-cofa się
-Jaki?-pyta
-Jak powiemy o tym Nialler'owi?-oboje przygryzliśmy wargi, mieliśmy małe kłopoty...
***
-Ale nie jesteśmy oficjalnie parą-krzyżuje ręce na klatce piersiowej
-Jak to?-pytam
-A zapytałeś?-była taka urocza
-A więc-upadam na kolana-(T.I) Horan, czy zechciałabyś, oficjalnie, ze mną być?-chichocze słodko
-Niech pomyślę...-udaje że się zastanawia-Tak!-wpada mi w ramiona
-Czy mogę?-zbliżam swoją twarz do niej
-Tak-delikatnie ją całuję. Nie trwa to krótko. Nagle słyszymy chrząknięcie, odskakujemy od siebie jak poparzeni
-Nie przeszkadzam wam?-zamarłem. Ona podchodzi do brata, staje na palcach i szepcze mu coś na ucho. On mija ją i podchodzi do mnie z poważną miną:
-Jeżeli ją skrzywdzisz, zabiję cię, tylko ostrzegam-uśmiecham się, ulżyło mi
-Nigdy jej nie zranię, nie umiałbym-dziewczyna dołącza do nas i łapie nas za dłonie
-Kocham was-obdarowuje nas całusami w policzek
-Ja ciebie też-równocześnie z blondynem odpowiadam. Idziemy się szykować, moja ukochana nie opuszcza mnie na krok. Czeszą mnie, przebierają itd. Prawie nie mamy dla siebie czasu, ale postaram się to zmienić. Podłączają mnie właśnie do całego sprzętu, nie wiem już jak długo. Gdzieś mi zniknęła, skończyli więc jej szukam. W garderobie-pusto, inne pomieszczenia również. Wołają mnie już na występ, nie wiem co robić, chcę wiedzieć gdzie ona jest. Niechętnie ruszam w stronę wejścia. (T.I) już tam jest. Jak wygląda?-przepięknie. Zbliżam się, kamień spadł mi z serca. Łapię ją za dłonie:
-Ślicznie-zakładam kosmyk jej włosów za jej ucho
-Ty też-uśmiechamy się. Wpijam się lekko w jej malinowe usta. Odsuwam się trochę
-Powodzenia-światła na scenie zapalają się i rzucają na nas dziesiątki barw. Nasz cień pada na wielką ścianę, jest idealnie. Muzyka zaczyna grać:
-Nie dziękuję-jeszcze raz ją całuję, łapię za mikrofon i pełen energii i uradowany ruszam na scenę. Żegna mnie jej cudowny uśmieszek. Jestem wniebowzięty, to spełnienie marzeń. Teraz, właśnie w tej chwili śpiewam "You and I" myśląc o tej jedynej, (T.I)...






SIEMKA! Troszkę późno ale lepiej niż wcale ;) Zaraz kolejny Imagin ale 1partowiec :))
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 28 listopada 2014

Ride or die 11

-Pozwoliłam ci wejść?-zdenerwowana zapytała
-Dlaczego tak się bronisz, pozwól ponieść się emocjom-zbliżyłem się nieco
-Nie-warknęła
-Dlaczego?-spogląda na mnie TYM wzrokiem...











***
-One przynoszą tylko kłopoty-stwierdza z szyderczym uśmieszkiem na twarzy
-Nie prawda-postawiłem się jej
-Może dla ciebie one są naturalne, ale ja wiem swoje-spierała się
-Łzy, to oznaka tego że jesteś wrażliwa, nie słaba. Dlaczego właśnie empatia jest dla ciebie taka normalna?-skrzywiła się
-To nie jest empatia. Ja po prostu boję się kogoś do mnie dopuścić, bo mogę kogoś skrzywdzić-chyba miała już dość tej rozmowy i przyznała się
-Jeżeli otworzysz się przede mną, obiecuję, nie pozwolę ci mnie zranić-patrzała na mnie jak na wariata
-Nie rozumiesz?! To nie jest takie proste! Myślisz że to że ci to wszystko powiedziałam było łatwe?!-krzyczała. Wyrzuciła papierosa i już chciała wejść do środka ale postawiłem jej rękę na drodze
-Nie, nie myślę tak-cicho odpowiedziałem. Uspokoiła się trochę. Zamiast nadal prawić jej kazania, ja, tak zwyczajnie przytuliłem ją. Kiedy trzymałem ją w ramionach, miałem wrażenie że nic innego nie istnieje, że to wszystko czego pragnę. Gdy wtulała się w mój tors czułem jej prawdziwą kruchość i delikatność, ta jej cała "skorupa złej dziewczyny" rozbiła się na miliony kawałeczków. Zaczęła płakać, jak nigdy, to była histeria. Nie puszczałem jej, wiedziałem że uciekłaby mi, nienawidziła kiedy ktoś widział jak płacze. Po dłuższej chwili się uspokoiła. Oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy
-Spróbuję-szepnęła. Wiedziałem o czym mówi, więc skinąłem głową na tak i jeszcze raz ją przytuliłem-Chcę iść pod prysznic, mój make-up spłynął ze łzami-widziałem jak ciężko jest jej mówić o wszystkim co ma zamiar zrobić. Jej problemem było również to że była wolnym ptakiem, nie cierpiała kiedy coś ją ograniczało. Zwykłe mówienie o zamiarach przyprawiało ją o dreszcze
-Dobrze, ja pójdę zapalić-zniknęła za drzwiami łazienki, a ja poszedłem na balkon. Po kilku minutach wyszła. Zatkało mnie. Wyglądała...przecudownie. Zniknęła ta czarna maska, na jej miejsce stanęła przepiękna, naturalna dziewczyna. Zdębiałem, nie mogłem się odezwać:
-Wiem że wyglądam okropnie, ale nie mam już siły na...
-Jesteś śliczna-przerwałem się. No to palnąłem! Jak idiota wpatrując się w nią wyrecytowałem jakże rozwiniętą wypowiedź...yhh debil! Po raz pierwszy, nie zdawało mi się...zachichotała, jak radosna nastolatka zasłaniając usta. Byłem oczarowany...








Cześć! Przypominam że dopiero o 17-19 będzie drugi post <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Informacja

Witam! Jest mi niezmiernie przykro, ponieważ dzisiaj post pojawi się najszybciej o 17.00. Mam dzisiaj kolejne zbiórki karmy dla zwierząt i żywności dla ludzi. Obiecuję że wstawię przynajmniej 4 posty, takie małe wynagrodzenie ;)Przysięgam że was nie zawiodę. Jest mi z tym źle że w wolny dzień was zostawiam, ale nie mam wyboru :P No cóż, jeszcze raz: Na pewno wstawię przynajmniej 4 posty!
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin ZAYN Malik cz.1

Ona znaczy dla mnie wszystko, ale o tym nie wie. Mimo że znam ją ponad cztery lata, mimo że tyle o niej wiem, nadal boję się jej to powiedzieć. Każdego dnia ją widzę, każdego dnia z nią rozmawiam. Uwielbiam kiedy przechodzi obok i zostawia ten nieziemski zapach kwiatów. Ale jest rzecz, która blokuje mnie dwukrotnie, to siostra Niall'a. Nie powinienem, ale tak bardzo...tak bardzo jej pragnę.
Właśnie mamy próbę, nie umiem się skupić na śpiewaniu. Dzisiaj wygląda piękniej niż zwykle, a wydawało mi się to niemożliwe. Przyszło moje solo piosenki "Steal my girl", akurat weszła na scenę, zatkało mnie, nie mogę nic z siebie wykrztusić. Chłopcy wybuchają śmiechem:
-Co jest stary?-za ramie ciągnie mnie Liam
-Nic, tylko boli mnie gardło-kłamię
-To idź się napić, albo coś-nakazuje Hazz
-Okej, idę-zniknąłem z ich oczu. Byłem zawstydzony, gapiłem się na nią jak na cud i zamarłem. Czuję się okropnie. Chowam się w garderobie. Słyszę ciche pukanie. Drzwi się uchylają, widzę jej piękną osobę, nie mogę się napatrzeć. Delikatnie się uśmiecha, podzielam to
-Wszystko dobrze?-zbliża się do mnie
-Tak, ja tylko...nieważne-wstydzę się jej to powiedzieć
-Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze-wtula się we mnie. Czuję przyjemne ciepło, jest mi niewiarygodnie dobrze. Tak bardzo pragnę jej powiedzieć co do niej czuję-Zayn...-odchyla głowę aby spojrzeć mi w oczy
-Tak?-nie odrywam od niej oczu
-Mogę ci coś powiedzieć?-jest niepewna
-Jasne, zawsze-odpowiadam
-Kocham cię-serce na moment przestaje mi bić, przynajmniej tak mi się wydaje. Nie mogę się ruszyć. Czy ona właśnie wyznała mi miłość?!
-Słucham?-zachowuję się jak idiota, ale jestem w szoku
-Ja cię kocham-odsuwa się nieco, jest lekko wystraszona
-Ja ciebie też-nareszcie się otrząsam
-Poważnie?-uśmiech powoli wkracza na jej twarz
-Tak-chce się przytulić-Ale jest jeden kłopot-cofa się
-Jaki?-pyta
-Jak powiemy o tym Nialler'owi?-oboje przygrylismy wargi, mielismy male klopoty...



Hejka! dam 2 czesc wieczorkiem ;3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH ;3

czwartek, 27 listopada 2014

Imagin Liam Payne

Za każdym razem kiedy wracałem do miasta, myślałem o niej. Zastanawiałem się gdzie jest, co robi, czy czasami sobie o mnie przypomni. Ta nadzieja tkwiła we mnie przez cały czas. Wierzyłem że jeszcze kiedyś ją zobaczę.
Właśnie przyjechałem do Wolverhampton po długiej trasie koncertowej. Przywitałem rodzinę, rozpakowałem się i postanowiłem wyjść na spacer. Zajrzałem w to okno, myślałem że będzie puste, ale nie. Ona tam stała, patrzyła na mnie z uśmiechem, tym samym co pięć lat temu. Rozpromieniłem się, spełniło się. Pomachała mi. Gestem poprosiłem ją żeby przyszła do mnie. Pokiwała głową na tak. Po chwili znalazła się w progu drzwi swojej "rezydencji", nadal nie mogłem w to uwierzyć. Zbliżyłem się:
-Liam!-rzuciła się mi w ramiona
-(T.I)-jakby z ulgą powiedziałem
-Nawet nie wiesz jak tęskniłam-a jednak
-A jak ja-nie puszczaliśmy się bardzo długo-Przejdziemy się?-zaproponowałem
-Jasne-oboje cieszyliśmy się jak małe dzieci
-Opowiadaj co u ciebie-trzymaliśmy się blisko siebie
-Całkiem nieźle, kończę właśnie studia, mam pracę,  no i zostałam największą  fanką mojego najlepszego przyjaciela-zachichotała
-Kogo?-zażartowałem-Jakie studia?-dopytywałem
-Filologia łacińska-i tu mnie zatkało
-Słucham?-myślałem że się przesłyszałem
-No coś ty głuptasie, przecież żartuję-znowu dałem się nabrać na te jej śliczne oczka-Aktorstwo-oznajmiła
-To świetnie, ale mnie wystraszyłaś tą łaciną-wybuchnęliśmy śmiechem
-Nauczyłam się tego w szkole-puściła mi oczko
-No  jasne-również to zrobiłem
-Opowiadaj jak to jest-doskonale wiedziałem o co jej chodzi
-To coś niesamowitego, ale brak prywatności doskwiera w niemałym stopniu-jej mogłem powiedzieć prawdę
-Rozumiem-nie wiem kiedy, nasze dłonie się splotły
-Myślałem że o mnie zapomniałaś-nie spuszczałem z niej wzroku
-Nigdy, o tobie nie da się zapomnieć. Nawet nie wiesz jak ciężko było mi z tym że nie mamy kontaktu, ale to wszystko potoczyło się niewiarygodnie szybko-zaczęliśmy poważną rozmowę
-Mi również, szukałem cię niekrótko. Przepadłaś mi gdzieś. Właściwie to gdzie?-zapytałem
-New Castle-odpowiedziała
-Tyle razy byłem w okolicach tego miasta i ani razu cię nie widziałem.
-Dużo pracuję, teraz mam chwilkę wakacji-westchnęła-Ale jutro znowu wyjeżdżam-zasmuciła mnie
-Dlaczego?-przystanęliśmy
-Mam castingi i pełno spraw do załatwienia-wyjaśniła
-Szkoda, miałem nadzieję że spędzimy ze sobą trochę czasu-zrobiłem minę zbitego pieska
-Mamy jeszcze pół dnia i całą noc-starała się dostrzegać pozytywy
-Muszę ci coś powiedzieć-nie  chciałem czekać do następnego spotkania, mogło wcale do niego nie dojść
-Słucham-nadstawiła uszu
-Nie widzieliśmy się tak długo, ja przez te wszystkie lata zrozumiałem jak bardzo...-zaciąłem się-Jak bardzo cię kocham-myślałem że coś powie, ale nic, cisza. Uniosła lekko kąciki ust i wspięła się na palcach aby złożyć na moim poliku pocałunek
-Dam ci namiary, spróbujemy-ponownie mrugnęła do mnie jednym okiem. Tak! Nareszcie! Teraz już nie dam jej mi umknąć...





Hejka! Jestem bardzo smutna, statystyka drastycznie spada. Wcześniej potrafiliście wejść na tą stronkę około 200-stu razy dziennie, od kilku dni jest to 100-130 wyświetleń ;( Mam doła :P Czy coś popsuło się w mojej twórczości? Czy coś jest nie tak? Czy to tylko ze względu na środek tygodnia? Proszę napiszcie mi jeżeli coś złego się dzieje z moimi opowiadaniami. To ważne! Jeżeli coś wam się nie podoba, postaram się to zmienić. To nie jest blog tylko dla mnie i to nie ja mam jakoś szczególnie być nim zafascynowana. 99% sukcesu to wasze zadowolenie, zrobię wszystko aby moi czytelnicy byli zadowoleni. Dlatego proszę jeszcze raz:  wyraźcie swoją opinię o opowiadaniach, to dużo dla mnie znaczy <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harry cz.3 (the end)

Zatrzymuje się na fortepianie. Podchodzi do niego powoli, siada na krzesełku i zatrzymuje palec na dźwięku tej piosenki. Podchodzę do niej od tyłu
-A to pamiętasz?-szepczę jej do ucha...
***
Siadam tuż obok. Układam dłoń na klawiszach i zaczynam grać razem z nią. To był nasz utwór, zawsze graliśmy go wspólnie. Pamięta każdą nutkę doskonale, wie gdzie uderzać dłonią. Czuję jak stawiamy się całemu światu, jak łączymy się w jedność. Moje serce zwalnia puls. Uspokajam się, widzę jak delikatnie unosi kąciki ust i przemierza wzrokiem po wszystkich naszych wspólnych zdjęciach wiszących na ścianach. Widzę że coś się w niej budzi. Nie mogę oderwać wzroku od niej.
W pewnym momencie nasze dłonie się spotykają. Ona kładzie swoją na mojej i wspólnie tworzymy melodię. Kiedy mnie dotyka, wszystko przestaje istnieć, czas staje w miejscu, liczymy się tylko my i muzyka. Nagle wszystko cichnie, nasze oczy się spotykają. Jej piękne tęczówki zatrzymują się na moich. Czuję jak przepływa przeze mnie ciepły dreszczyk. Wszystkie spędzone razem chwile tańczą po mojej głowie, łzy stają mi w oczach. Po raz kolejny utwierdzam się w tym jak bardzo ją kocham. Jak niezwykła jest. Ile dla mnie znaczy. Jak bardzo chcę aby powróciła do mnie pamięcią. Po moim poliku spływa jedna kropelka. Ona ją ociera, bardzo delikatnie. Jej kruchutka dłoń przejeżdża po mojej twarzy, zatrzymuję ją. Nie chcę przestać na nią patrzeć:
-Pamiętam-szepcze. Te słowa odbijają się echem jej głosu w mojej głowie. Nie wyrażam przez chwilę żadnych emocji, mam wrażenie  że nie mówi o tym o czym myślę-Pamiętam tą piosenkę-dokańcza. Moje serce pęka na miliony kawałków. Nie odzywam się, tracę nadzieję. Spuszczam głowę, nie wiem co robić. Jest moim aniołem, moim całym światem, nie mógłbym bez niej żyć. Pragnę jej delikatnych malinowych ust spotykających się z moimi, jej uśmiechu każdego rana, jej przytulenia przed zaśnięciem, jej obecności pod kołdrą w nocy. Pożądam po prostu jej miłości. Nie chcę niczego więcej, tylko to się dla mnie liczy, ona. Spoglądam na nią ponownie, nie spuściła ze mnie uwagi nawet na chwilę
-"All I need is your presence"-wypowiadam słowa które wspólnie zapisaliśmy na swoich ciałach. Łapie mnie za dłoń. Podnoszę wzrok
-Hazz?-uśmiecha się lekko-Kocham cię, już wiem-uśmiecha się szeroko. Nie dochodzi to do mnie. Nareszcie zdaję sobie z tego sprawę i przyjmuje na siebie jej ciepły uścisk, którego tak bardzo mi brakowało
-Tęskniłem-szepczę jej na ucho drżącym głosem
-Tęskniłam-powtarza-Nawet nie wiesz jak bardzo mi cię tam brakowało...-słyszę że płacze, ale wiem że to łzy szczęścia. Teraz jej pamięć dosięga naszej miłości...

Rain of scars 5

-Nie,  po prostu...-zacięła się-Ich już zwyczajnie nie ma-jej poliki zwilżały znacznie. Cierpienie z niej biło. Tak bardzo pragnąłem jej pomóc. Lecz nadal nie wiedziałem co lub kto tak naprawdę ją krzywdzi...
***
-Przepraszam-szepnąłem i objąłem ją co wyraźnie ją zdziwiło. Przestała płakać. Nic już nie powiedziała. Nie wiem dlaczego, złapałem do rąk wziąłem gitarę. Cały czas obserwowałem Julię. Przyglądała się moim dłoniom, ale tylko przez moment. Później zamknęła oczy, tak zwyczajnie wsłuchując się w piosenkę "Little Things", znaną chyba większości osób. Wywołała na mojej twarzy lekki uśmiech, muzyka jakby wprowadzała ją w trans, widziała w każdym dźwięku magię, całość. Jej oddech wyrównał się z powolną melodią.
Kiedy przestałem uchyliła powieki i spojrzała w moje tęczówki. Nie uśmiechnęła się, ale poczułem jakby to robiła. Jej oczy mówiły wszystko. Ułożyłem w jej rękach. Na początku nie wiedziała o co chodzi, później przeskanowała cały instrument i ułożyła dłoń na pierwszym akordzie granej  przeze mnie wcześniej piosenki. Przejechała palcami po strunach, dając uciec dźwiękowi do moich uszu. Zaczęła grać płynnie resztę utworu, oczy wypadły mi z orbit. Nie mogłem uwierzyć że po jednym razie zagrała aż tyle, do tego wcale nie znając chwytów. Kompletnie nie wiedziałem jak to zrobiła. Kiedy oddała mi gitarę odezwałem się:
-Grasz?-pokiwała głową na nie niepewnie-Jak więc...?-nie chciała podnieść głowy by mnie zobaczyć
-Ja...nie wiem-jęknęła
-To niesamowite-pod nosem stwierdziłem
-Ja już muszę iść-cicho oznajmiła i wstała
-Odwiozę cię...-minęła mnie kiwając na nie -To może odprowadzę?-ubierając się spojrzała na mnie z przerażeniem
-Nie, ja muszę sama-zbliżyła się do drzwi, ja do niej. Spanikowała i wyszła. Splotłem dłonie na karku, nie wiedziałem co robić. Opadłem na sofę i zacząłem rozmyślać.
*Perspektywa Julii
Szybko wróciłam  do mieszkania. Miałam nadzieję że on nie zauważy że tak późno dotarłam, niestety.  Usłyszałam głos:
-Gdzie byłaś?-przeszedł mnie zimny dreszcz. Pojawiłam się w futrynie drzwi salonu. Spuściłam głowę, ale widziałam w jakiej furii go zastałam
-W szkole-cicho powiedziałam
-Kłamiesz!-wstał i złapał mnie za włosy, odchylając tym samym moją głowę do tyłu

-Naprawdę-już miałam łzy w oczach. Rzucił mną o łóżko. Podszedł i po raz kolejny skrzywdził mnie, tak bez emocji...Wyszedł, zostałam sama. Skuliłam się w kłębek, schowałam twarz w dłoniach i rozpaczałam wewnątrz siebie...











Siemka! Jak tam mija dzień? Mam nadzieję że się spodoba <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 26 listopada 2014

Ride or die 10

W jej przepięknych oczach widniał żal. Wiedziałem czego brakuje jej najbardziej-miłości. Objąłem ją, miała niepewną minę. Przypuszczam że długo nie czuła  tego uczucia. Nie wiedziałem jedynie, co stało się wtedy kiedy byłem u niej. To zastanawiało mnie najbardziej...
***
Trzymałem ją dopóki nie poddała się uściskowi i ułożyła głowy na moim ramieniu. Poczułem łzę na ramieniu:
-Przepraszam-odezwałem się-Nie powinienem-dokończyłem-Mogę cię o coś zapytać?-pokiwała głową na tak-Czy to przeze mnie tu jesteśmy?-podniosła się
-Zasada jest prosta-zaczęła zimnym tonem-Nie wolno wprowadzać zewnętrznych, jeżeli tak kara. Ja miałam już za dużo wpadek. To była moja ostatnia szansa. Zrobili mi to co mieli zrobić i wygnali z możliwością wyboru...-ugryzła się w język
-Jakiego?-chciałem wiedzieć. Przymknęła oczy i wypuściła powietrze z płuc
-Mogłam cię zostawić na ich pastwę, ale postanowiłam uciec z tobą. Zadowolony?!-warknęła, wstała i odeszła. Zrobiło mi się miło. Mimo że "nie lubiła" uratowała mnie, zanim lepiej się poznaliśmy, więc coś jednak było na rzeczy. Uśmiechnąłem się sam do siebie i ruszyłem za nią
-Czyli jednak zależy ci na mnie?-denerwowałem ją wyraźnie
-Nie prawda-skrzyżowała ręce na klatce piersiowej
-Inaczej nie powierzyłabyś mi tych wszystkich sekretów o sobie-dorównywałem jej kroku-Nie powiesz że mnie nie lubisz-zatrzymała się i spuściła wzrok
-Nie-zbliżyłem się-Ja cię nie znoszę-zwiodła mnie i odeszła. Zaśmiałem się. Nie mogłem dostać wszystkiego na talerzu. Widziałem że mogę ponieść porażkę, nie mogłem być niczego przy niej pewien. Nadal byłem w szoku po jej opowieści, ale nie miałem zamiaru ją o to wypytywać bo to nie lekkie tematy. To już minęło, to do niej nie wróci. Miałem nadzieję że zacznie żyć jak normalna dziewczyna, nie jak...no właśnie, ciężko to przechodziło mi przez gardło, zabójczynię. Każdy by się jej bał, ale ja nie dostrzegałem w niej tylko tej złej, była dla mnie niezwykle czułą dziewczyną z grubą skorupą na zewnątrz. Wkroczyliśmy do willi niemal że jednocześnie. Chłopcy stanęli nam na drodze:
-Co się dzieje?-zapytał Lou-Charlotte wszystko dobrze?-widziałem jak się w niej gotuje, nie cierpiała tego imienia, ale przede wszystkim wywoływania zmartwienia
-Tak-chrząknęła i minęła ich szybko kierując się na górę
-Stary o co chodzi?-szepnął Liam
-Nic takiego, musieliśmy sobie coś wyjaśnić z Char-aż mnie wstrząsnęło na to przezwisko. To wcale do niej nie pasowało, miałem zamiar dowiedzieć się od niej tego. Zapukałem do jej drzwi-cisza, zero odpowiedzi. Wszedłem-nie było jej, ale okno balkonowe zostało otwarte. Ruszyłem na taras, siedziała, paliła papierosa i miała mokre policzki
-Pozwoliłam ci wejść?-zdenerwowana zapytała
-Dlaczego tak się bronisz, pozwól ponieść się emocjom-zbliżyłem się nieco
-Nie-warknęła
-Dlaczego?-spogląda na mnie TYM wzrokiem...














Siemanko! No to jest 10-tka! Mam nadzieję że się podoba <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc ^^

Little Sweet Angel 23

 Ciężko jest opisać to uczucie, byłam głodna, to tak pięknie pachniało, ale moje gardło było ściśnięte. Miałam odruch wymiotny nawet kiedy myłam zęby. To znaczyło dla mnie wiele, mogłam się przełamać, ale to nie ode mnie zależało. Organizm mną władał, nie oszukując się. Powoli zbliżyłam do ust kawałek posiłku, bałam się. Poczułam jego smak, to mnie bolało, cierpiałam...
***
Nie potrafiłam, rzuciłam jedzeniem w talerz i pobiegłam do toalety. Zamiast sobie pomóc, zaszkodziłam. Wyszłam zmęczona. Czekali na mnie przed drzwiami:
-Michell, przepraszam-załamany Hazz do mnie podeszedł
-Nie. Nic się nie stało-uspokajałam go-Idę się odświeżyć-minęłam ich. Pod prysznicem zawsze zbierałam myśli, doszło coś do mnie. Musiałam wziąć się za siebie, nie mogłam zepsuć Świąt. Postanowiłam wyjść z pokoju z uśmiechem. Wysuszyłam włosy i splątałam w kok. Ubrałam się  i przejrzałam ostatni raz w lustrze. Zeskoczyłam wręcz ze schodów i z szerokim uśmiechem dołączyłam do Harold'a i Tatiany. Lekko się zdziwili się na mój widok:
-Mam propozycję-jakoś lepiej się czułam kiedy emanowałam pozytywną energią
-Jaką?-uśmiechali się
-Chodźmy na sanki-cieszyłam się jak dziecko
-Co?-rozbawiłam Styles'a
-Sanki, zjeżdża się na nich z górki po śniegu-wyjaśniłam
-Ja nie mogę zaraz uciekam-oznajmiła Tat
-Okej. Wiesz co to Hazzuś?
-Wiem co to-zaśmialiśmy się-No dobrze-wstali. Ubraliśmy się i wzięliśmy sanie. Chyba nie myślał że będzie tak łatwo, usiadłam na nie i czekałam aż pociągnie za sznurek
-Na co czekasz?-zapytałam udawając powagę. Przewrócił oczami i zaciągnął mnie pod górkę w parku. Kiedy wspinał się z saniami rzuciłam mu w plecy śnieżką. Sama oberwałam w twarz, zabolało, ale nie miałam zamiaru przestać. Bitwa trwała walka. Bawiliśmy się świetnie, uśmiech nie znikał nam z twarzy. Nie bolało mnie już nic. Nie odczuwałam cierpienia fizycznego czy psychicznego. Po prostu żyłam chwilą. Byłam ciekawa jak to wszystko potoczy  się dalej...









Hejka! No i mamy kolejny rozdział, niedługo kończymy pierwszą część, później troszeczkę się skomplikuje :o) Zapraszam do dalszego czytania i komentowania <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 25 listopada 2014

Imagin Tomlinson część 5

Straciłam oddech. Tay nadal się uśmiechał-Chcesz mi coś  powiedzieć?-bałam się jak nigdy. Kompletnie mnie zatkało, katusze. Co mogłam niby mu powiedzieć?...
***
-Ymm...Ja...-jąkałam się
-No słucham-skrzyżował ręce na klatce piersiowej
-No dobra...-opadłam z sił, moje starania na nic-Byłam wczoraj z nim w klubie, już wiesz. Później spałam u niego, NIE Z NIM-podkreśliłam ostatnie słowa
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-spoważniał
-Bałam się i tak byś mi nie pozwolił-miałam nadzieję że obejdzie się bez krzyków
-Skąd wiesz?-uwielbiałam ten jego idiotyczny ton-Jesteś moją siostrzyczką i zawsze nią będziesz, ale jesteś już dorosła. Możesz podejmować decyzje sama. Ufam ci, ale  masz mówić mi o takich rzeczach-myślałam że się przesłyszałam. To nie był mój stary Tay, podmienili go. Zostałam w bez ruchu, aż w końcu to do mnie doszło
-CO?!-krzyknęłam-To ja przez ostatnie 24 godziny się wysilam po to żeby usłyszeć że nie musiałam?!-z jednej strony się cieszyłam, z drugiej byłam wściekła
-Tak-roześmiał się
-Kocham cię-wtuliłam się w niego
-Ja ciebie też-pocałował mnie w czoło-A teraz spowiedź, gadaj. Jaki on jest?-było to jego takie "bratczyne pytanko" 
-Louis jest...-wymieniłam wszystkie jego zalety i poparłam przykładami. Ogólnie to niewiele różnili się od siebie. Obaj byli troskliwi, odpowiedzialni, zakręceni, LENIWI, lubili piłkę nożną itd. Więc Lou przypadł mu do gustu pomimo że nie się nie znali
-Może go tutaj zaprosisz?-zaproponował 
-Czemu nie-stwierdziłam. Od razu napisałam do piosenkarza, po kilku sekundach dostałam odpowiedź. Zgodził się. Miałam obawy, ale do odważnych świat należy! 
*Wieczór
Odświeżyłam się. Ubrałam, uczesałam w koński ogon i  przygotowałam wszystko na wizytę Tomlinson'a. Otworzyłam drzwi:
-Hej!-przywitałam się
-Witaj-pocałował mnie w policzek i wszedł
-To mój starszy brat Tay, a to Louis-przedstawiłam ich sobie. Wymienili męskie piątki i weszli do salonu. Nie pomyliłam się-byli identyczni. Darli się na telewizor w tych samych momentach, cieszyli się tak samo i ogólnie nie mogłam znieść tego że brat kradnie mi chłopaka. Ale cieszę się że mogę rozwijać naszą relację na legalu...



Witam! No to wyszło na to że z dwóch rozdziałów, zrobiło się pięć :3 No cóż, to po prostu ja :D. Mam nadzieję że się wam podoba i wyrazicie swoją opinię pod postem ;) Teraz czekajcie na kolejny, ostatni, rozdział imagin'u o Hazz'ie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* i dobranoc <3

Imagin Harry cz.2

-Dziękuje bardzo-wchodzę ponownie. (T.I) jest już spakowana i ubrana, nadal jest w szoku
-Zabierasz mnie ze sobą?-niepewnie pyta
-Tak, pomogę ci przypomnieć sobie wszystko-zbliżam się
-Ale mnie nie okłamiesz?-chyba się mnie boi
-Nigdy...-odpowiadam...
***
Wsiada bardzo niepewnie do mojego, naszego samochodu. Odkładam jej torbę do bagażnika. Podczas jazdy pyta mnie:
-Gdzie my jesteśmy?-rozglądała się pełna podziwu
-W Londynie-oznajmiam z lekkim uśmiechem
-Naprawdę?! Jeszcze nigdy tu nie byłam, a zawsze chciałam-zasmucała mnie, wiedziałem że nie będzie łatwo
-Mieszkasz tu od kilku lat-patrzy na mnie jak na szaleńca
-U kogo, nie mam tu rodziny?-tak trudno mi jest tego słuchać
-U mnie-milczy, nagle wraca do rozmowy
-Dlaczego mówię po angielsku? Nie znam tego języka-czuję się okropnie
-Nauczyłaś się, teraz ledwo co pamiętasz swoją ojczystą mowę-staram się nie płakać
-Jesteś na mnie zły...?-szuka mojego imienia w pamięci
-Harry-dokańczam-Nie jestem, kocham cię-znów cisza. Rozumiem że jej też jest strasznie na duszy. Nie wyobrażam sobie obudzić się pewnego dnia o lata starszy. To musi być dla niej jak koszmar. Nie znała siebie, domu, mnie i całego otoczenia. Stoimy przed willą. Obserwuję jej reakcję. Nie spuszczając oka z budynku wysiada. Odchyla głowę lekko do tyłu by przeanalizować całą budowlę
-Ja znam to miejsce, już kiedyś tu byłam-uradowałem się wewnątrz, pomimo że była to tylko cząstka jej życia
-Wiesz co tu robiłaś?-staram się pomagać
-Wydaje mi się że podjeżdżałam tu białym samochodem, ale ja nie mam prawa jazdy, więc-zastanawia się
-Masz prawo jazdy-krzywi się
-Ja? Kto normalny dał mi ten dokument?-humor pozostał jej mimo wszystko. Rozbawiła mnie lekko
-Co jeszcze?-dopytuję
-Tam jest moja sypialnia-pokazuje na okno balkonowe naszego pokoju
-Tak. Co dalej?-nadzieja mnie przepełnia
-Taniec na balkonie, w nocy?-mruczy zdziwiona
-Tak! Tak!-ekscytuję się-To była nasza druga rocznica
-Mogę wejść?-pyta. Wręczam jej duży pęk kluczy. Od razu wybiera właściwy i wkłada go w drzwi, przekręca i otwiera wrota-Skąd ja...?-sama do siebie szepcze
-Mieszkasz tu-spogląda na mnie jakby powoli zaczynała w to wszystko wierzyć. Powoli wkracza do wnętrza domu. Rozgląda się
-Tu mecz, popcorn i cola...-wskazuje na sofę-Tam upadłam, potknęłam się o kogoś. Blondyn?-świta jej. Uśmiech nie znika mi z twarzy
-Oczywiście! To Niall, nasz najlepszy przyjaciel-szuka jakby podpowiedzi po całym pomieszczeniu. Zatrzymuje się na fortepianie. Podchodzi do niego powoli, siada na krzesełku i zatrzymuje palec na dźwięku tej piosenki. Podchodzę do niej od tyłu
-A to pamiętasz?-szepczę jej do ucha...
     



Hejoł! Jeszcze jedna część przed nami! :3 Mam nadzieję że się podoba i będziecie czytać ^^ Przypominam że możecie komentować jako anonimki <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Niall

Czego brakuje sławnym, bogatym, żyjącym w blasku fleszy? Nigdy byście nie pomyśleli że to miłość jest niezbyt znajoma gwiazdom. Nie  chodzi tu o rodzinę, przyjaciół, mówimy o relacji damsko-męskiej. Skąd wiem? Proste, sama jestem "celebrytką". Od czternastego roku życia pracuję jako modelka dla największych domów mody, magazynów i fotografów, czasami i projektantów. Nigdy nie zaznałam uczucia miłości, kiedy zaczynałam karierę byłam za młoda na związek, później ciężko było znaleźć kogoś kto pokocha mnie taką jaką jestem.
Jak każdego dnia miałam przymiarki, sesję zdjęciową i spotkanie z agentem. Tamtego wieczoru miała odbyć się premiera najnowszego filmu znanego reżysera. Oczywiście musiałam pojawić się na niej ja.
Wzięłam  prysznic, wysuszyłam włosy i ułożyłam je. Nałożono mi makijaż. Ubrałam się i wsiadłam do limuzyny. Nie obyłoby się bez czerwonego dywanu. Jak zwykle przyklejone uśmiechy, nieprawdziwe komplementy i udawanie zachwytu, norma w tym świecie. Kiedy nareszcie mogłam skończyć pozowanie do fotografii i rozdawanie autografów, weszłam do sali. Nie miałam partnera, więc osoba siedząca obok mogła być kimkolwiek, np. Katy Perry lub Eminem. Czekałam bez żadnej ekscytacji. Zauważyłam zespół One Direction, miałam przeczucie że jeden z nich usiądzie obok. Nie myliłam się, miejsce obok zajął blondyn. Przedstawili mi się po gentelmańsku i opadli na fotele. Poznałam ich już wcześniej, od razu ich polubiłam. Oni nie udawali gwiazdeczek z okładek kolorowych magazynów, nie zmienili się pod wpływem mediów i pieniędzy. Rozmowę zaczął ze mną ten najprzystojniejszy, Niall:
-Lubisz oglądać filmy?-zwykłe pytanie padło z jego ust
-Tak, ale horrory, komedie i science-fiction-oznajmiłam
-Co ty? Ja też-ucieszył się
-Szerze to najchętniej by mnie tu nie było, nie lubię takich sztywnych uroczystości, wolałabym iść w dresach na pizzę-szepnęłam mu na ucho
-Poczekaj-ściemniło się. Po jakiś przemowach, których wcale nie słuchałam zaczął się film. Kilka minut minęło-Ja pójdę w prawo, ty w lewo. Spotkajmy się na backstage'u-odszedł w tą stronę w którą miał. Nie zastanawiałam się, ruszyłam zaraz po nim. Rzeczywiście czekał
-Co my odwalamy?-rozbawiona zapytałam
-Idziemy na pizze-oznajmił z uśmiechem. Ciągnął mnie za rękę
-Poczekaj-puścił mnie. Ściągnęłam szpilki i wyrzuciłam
-Nie zabierasz ich?-rozbawiło go to
-Nienawidzę ich-pobiegliśmy dalej. Wyszliśmy tylnym wyjściem-Ała-poczułam szkła pod stopami-Nie dam rady dalej, nie mam butów-stanęłam
-Wskakuj-zachichotałam i znalazłam się na jego plecach
-Nie jestem za ciężka?-chciałam się upewnić
-To ty tam jesteś? Nawet nie poczułem-zażartował. Zniósł mnie do samochodu i usiadł obok. Fotografowie nawet nas nie zauważyli, nadal stali przed głównym wejściem czekając na sławy. Ruszyliśmy. Śmialiśmy się przez całą drogę. Zatrzymał pojazd dosłownie przed pizzerią. Wysiedliśmy i za rękę wbiegliśmy do środka. Musiało to wyglądać przekomicznie. Ludzie patrzeli na nas jak na wariatów. Dziewczyna w długiej balowej sukni, wystrojona fest, do tego bez butów i chłopak w gajerze z krawatem na szyi. Coś w rodzaju uciekającej pary młodej. W pełni rozbawieni zamówiliśmy i usiedliśmy do stołu
-Nie wiedziałem że taka jesteś-złapał mnie za dłoń
-Jak większość ludzi-przewróciłam oczami-Ale jestem właśnie taka, tylko bez tych wszystkich sztucznych ozdóbek-stwierdziłam
-Jesteś niezwykła-patrzał mi w oczy
-Państwa zamówienie!-krzyknęła brunetka zza baru
-Jedzonko-szybko zabrałam danie i postawiłam na naszym stole. Zjedliśmy ze smakiem
-Wow, nie wiedziałem że dziewczyna jest w stanie tyle zjeść-zaśmialiśmy się
-Ja tak zawsze-stwierdziłam
-Ja też-i znowu śmiech. Bez przerwy się rozbawialiśmy.
Jesteśmy zwyczajnie dla siebie stworzeni. Teraz nam, "celebrytom", nie brak miłości...




Siemanko! Dodam post po 21.20 bo mam trening :(( Kocham was i obiecuję że dodam <3
 Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 24 listopada 2014

IMAGIN zAyN

Siedzieliśmy z Paul'em w studiu, czekaliśmy na autora naszej najnowszej piosenki. Już wcześniej dostaliśmy muzykę i słowa.  Nudziliśmy się więc postanowiliśmy zagrać w nogę. Drzwi się uchyliły, a piłka uderzyła w drobną posturę akurat wchodzącej dziewczyny. Napędziła nam niezłego stracha. Podbiegliśmy i grupowo pomogliśmy jej wstać:
-Nic ci nie jest?-pytaliśmy. Trzymała się za głowę
-Nie, jest okej. Umiecie zrobić wrażenie-nawet kiedy się złościła wyglądała pięknie, była idealna. Zachichotała słodko, a my odetchnęliśmy z ulgą-Jestem (T.I)-przedstawiła się i usiadła na krześle. Podaliśmy jej dłonie. Zastanawialiśmy się kim jest
-A gdzie jest ten tekściarz?-jak zwykle subtelny Lou zapytał
-To jest ona-szepnął Paul, ale tak że usłyszała to i zaśmiała się ponownie
-O-mina Louis'a była niezapomniana
-Pokażę wam jak ma to brzmieć-weszła do kabiny nagraniowej i pokazała aby włączyć jej muzykę. Jak zaśpiewała? Idealnie. Miała nad wyraz czysty i delikatny głos, anielski można by rzec. Byliśmy zdumieni. Wyszła-Spróbujecie?-cudownie się uśmiechała
-Tttak...-ledwo odpowiedzieliśmy
-Zapraszam więc. Znacie tekst?-kiwnęliśmy głowami na tak-Świetnie-usiadła za sprzętem. Byliśmy zestresowani, po takim wykonie ciężko nie denerwować się swoim. Jakoś wyszło. Znaleźliśmy się obok niej-Nieźle. Harry popracuj nad refrenem, Niall wyraźniej, Liam pewniej, a Tomlinson stonuj-była szefową. Nie miała uwag tylko do mnie. Serce zabiło mi mocniej kiedy puściła mi oczko. Reszta patrzała na mnie z głupkowatymi uśmieszkami
-Co?-gdy odeszliśmy trochę warknąłem
-Zayn'uś się zakochał, Zayn'uś się zakochał-śpiewali
-Mało zabawne-idioci
-Zagadaj do niej-namawiał Hazz, nie musiał długo. Skorzystałem z okazji. Zajmowała się jakimiś papierami.  Oparłem się o krzesło na którym siedziała i odezwałem się:
-Może wybierzesz się ze mną na kolację dzisiaj wieczorem?-starałem się być pewien siebie, ale przy niej nogi się pode mną uginały
-Bądź przed... o 21.00-wstała i  odeszła ze stertą kartek w dłoniach. Cieszyłem się jak dziecko.
*21.00 tego samego wieczoru
Czekam na nią z kwiatami na nią przed ekskluzywną restauracją. Przybyła. Wyglądała nieziemsko
-Witaj-pocałowałem ją w policzek i wręczyłem bukiet
-Hej, dziękuję-ukazała rząd swoich bieluśkich zębów
-Wchodzimy?-zaproponowałem
-Jasne-otworzyłem przed nią drzwi. Zamówiliśmy jedzenie i popijaliśmy spokojnie wino. Rozmawiało mi się z nią doskonale. Wszystko szło idealnie. Uroczo wyglądała kiedy ubrudziła się sosem w kąciku ust i mogłem dotknąć delikatnie jej twarzy,by pomóc. Trzymałem ją za dłoń i już chciałem powiedzieć kilka słów prawdy, gdy przerwał mi jakiś maczo:
-Ej! Co myślałeś że cię nie znajdę złodzieju?-zaczął mną szarpać. Mina (T.I) nie wyrażała pozytywnych emocji
-Nie słuchaj go, to jakaś pomyłka-tłumaczyłem
-Żadna pomyłka szczylu-wtrącał się mięśniak. Wylał na mnie wodę i zsunął na głowę talerz Spaghetti, odszedł. (T.I) wstała
-Błagam, to naprawdę jakieś nieporozumienie-prosiłem
-To spotkanie to była pomyłka-zostawiła mnie samego. No i kolejna wtopa, doskonale. Zostałem mokry w sosie pomidorowym, do tego w restauracji. Mimo że nie udało mi się zdobyć miłości, to do głowy wpadł mi pomysł na teledysk do piosenki (T.I). No cóż, coś za coś...



Siemanko!  Tak wiem nuda...ale tak  jakoś wyszło. Mam nadzieję że nie zawiedziecie się bardzo :3 Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Tomlinson część 4

12.13. W tamtym momencie dostałam zawału, 14 nieodebranych połączeń od Tay'a i dziesiątki sms'ów
-Boże Święty!-wyskoczyłam spod kołdry
-Co się stało?-obserwował jak nerwowo ubieram sukienkę


-Ja już muszę uciekać-wiedziałam że będę miała spore KŁOPOTY!...
***
Wystrzeliłam z jego mieszkania jak szalona. Znalazłam się w niezbyt odległej dzielnicy od mojego domu. Pobiegłam do domu Rubin. Zastukałam mocno do jej okna. Otworzyła:
-Gdzieś ty była? On dzwonił do mnie-podawała mi ubrania a ja się przebierałam, tak na ulicy
-Co powiedziałaś?-w szale się odziewałam
-Że zapomniałaś ładowarki i że aktualnie jesteś w sklepie po płatki na śniadanie. Masz być w domu za jakieś dziesięć minut, dłużej nie pociągniemy-skończyłam. Wrzuciłam do jej pokoju sukienkę, szpilki i  torebeczkę. Dałam jej buziaka w policzek
-Nie wiem jak ci dziękować-dyszałam 
-Leć już-popchnęła mnie. Biegłam około pięciu minut. Dotarłam, otrząsnęłam się i wzięłam głęboki oddech. Złapałam za klamkę i popchnęłam drzwi. Zamknęłam je za sobą. Wkroczyłam do salonu, siedział w ciszy. Niepewnie podeszłam:
-Cześć Tay'son-lubiłam go tak nazywać
-Hej, jak było u Rub?-uśmiechał się, ale wyczułam coś niepokojącego w tym tonie
-Nieźle, jak zawsze-starałam się zachować spokój. Zaśmiał się pod nosem
-Może usiądziesz?-zaproponował 
-Okej-upuściłam torbę i zajęłam miejsce obok. Szczerzył się znacznie bardziej niż zwykle
-Może opowiesz co tam sobie porabiałyście?-coś za mile się odzywał
-Malowałyśmy paznokcie, czesałyśmy się, gadałyśmy o  chłopakach i takich tam...-kłamałam jak najęta
-Piłyście alkohol?-podejrzliwie spytał
-Piwo-nie wiedziałam co go tak cieszyło
-A wiesz, siedziałem sobie dzisiaj przy śniadaniu i oglądałem telewizję-miałam złe przeczucia-I leciał bardzo ciekawy artykuł, nie powiem zatkało mnie-serce prawie wyskoczyło mi z piersi-Nawet go nagrałem-włączył telewizor. "Wczorajszego wieczoru widziano zespół One Direction w największym klubie w Londynie. Jak wiemy dotychczas Louis Tomlinson nie miał żadnej partnerki, jednakże poprzedniej nocy widziano go z niejaką (T.I) (T.N). Podobno wcześniej przebywała z piosenkarzem na meczu charytatywnym tego samego dnia. Od informatorów wiemy że para wróciła razem do mieszkania gwiazdora. Chyba szykuję się nam nowa para..." na ekranie pojawiło się mnóstwo zdjęć moich i Lou. Straciłam oddech. Tay nadal się uśmiechał-Chcesz mi coś  powiedzieć?-bałam się jak nigdy. Kompletnie mnie zatkało, katusze. Co mogłam niby mu powiedzieć?...







Hejoł! Taaa...prawdopodobnie pojawią się jeszcze dwie części, tak wiem jestem nienormalna, ale mam pomysł i nie chcę go marnować ;) Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH  :*

Rain of scars 4

*Perspektywa Julii
Cisza, nic. Miałam obawy. On też mógłby mi to zrobić. Bałam się, każdego nawet siebie. Mój najmniejszy błąd mógł zaważyć o mojej przyszłości. Każde spóźnienie, wybór czy słowo. Dlatego milczenie było dla  mnie złotem. Nie zastanawiało mnie gdzie jedziemy, lecz co chce zrobić. Wszystko było możliwe.
Zatrzymaliśmy się przed pięknym domem. Kojarzył mi się ze złem, nie z ideałem. Dla mnie było to siedlisko zabójców, dilerów i krętaczy, nic dobrego. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co może mnie tam spotkać...
***
Wysiadłam. Zatrzymałam się przed wejściem. Stanął obok. Cały czas wlepiał we mnie oczy, otworzył  drzwi i pozwolił mi wejść pierwszej. Serce podchodziło mi do gardła. Oddech przyspieszał, miałam wrażenie że zaraz ktoś skończy mój niepocieszny żywot. Trzasnął, aż podskoczyłam:
-Spokojnie-ściągnął z moich ramion kurtkę, nie kojarzyło mi się to dobrze-Zapraszam-nawet na niego nie patrzałam, strach mnie paraliżował. Wstąpiłam niepewnie do salonu-pustka, zero żywej duszy. Na środku pomieszczenia stał  przepiękny czarny fortepian, aż ciągnęło mnie do niego. Pozostawałam w milczeniu. Ruchem ręki polecił mi zajęcie miejsca na sofie. Tak zrobiłam. Znalazł się na drugim końcu sofy. Wydawało mi się że mój puls jest tak głośny że może go usłyszeć. Ze stresu naciągałam rękawy swetra na nadgarstki i uciekałam od wszelkiego kontaktu fizycznego z chłopakiem. Przypatrywał mi się z uwagą.
*Oczami Niall'a
Pomagając jej zdjąć nakrycie czułem same kości. Wiedziałem że jest drobna, ale nie do tego stopnia. Przeraziło mnie to. Nie skomentowałem, była zbyt delikatna. Za wszelką cenę nie chciała spotkać moich oczu, czułem że się boi:
-Nie musisz się denerwować, nic ci się tutaj nie stanie-szukałem jej zniewalającego spojrzenia, aż w końcu złapałem jej podbródek i zmusiłem do tego. Zarumieniła się lekko-Skąd wzięłaś się pod studiem?-próbowałem złapać jakikolwiek wątek
-Wracałam...-prawie niesłyszalnie odpowiedziała
-Chodzisz do szkoły?-wtedy już sama poświęcała mi uwagę, więc trzymałem jej dłoń. Pokiwała głową na tak-Ile masz lat?-kontynuowałem
-Siedemnaście-szepnęła, w jej wykonaniu to chyba był normalny ton
-Mieszkasz z rodzicami?-spuściła wzrok, gdy po chwili znów go podniosła  zauważyłem łzy w jej niebieskich szkiełkach-Przepraszam. Powiedziałem coś nie tak?-zmartwiłem się
-Nie,  po prostu...-zacięła się-Ich już zwyczajnie nie ma-jej poliki zwilżały znacznie. Cierpienie z niej biło. Tak bardzo pragnąłem jej pomóc. Lecz nadal nie wiedziałem co lub kto tak naprawdę ją krzywdzi...

niedziela, 23 listopada 2014

Imagin Harry cz.1

Budzę się. Dookoła biało, nie wiem gdzie jestem, kim jestem, co robię. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Obok mnie siedzi chłopak lokaty, uśmiech pojawia się na jego twarzy. Rzuca mi się na szyję:
-(T.I) nareszcie się obudziłaś!-zrywam go z siebie
-Kim jesteś?-robi zdziwioną miną
-(T.I) jestem twoim chłopakiem, jesteśmy zaręczeni-ma przerażenie w oczach
-Nie znam cię. Kim ja jestem? Gdzie jestem? Co się stało?-wpadam w panikę
-(T.I) miałaś wypadek samochodowy, popadłaś w śpiączkę, spałaś dwa tygodnie. Leżysz w szpitalu. Ty nic nie pamiętasz?-prawie płacze
-Ja nie wiem o czym ty mówisz-siada ledwo łapiąc oddech. Do sali wchodzi jakiś lekarz
-Panie doktorze, ona nic nie pamięta-chłopak zwraca się do mężczyzny
-Ma amnezję, nie wiemy czy tymczasową, czy stałą. Dowiemy się wszystkiego z czasem. Niedługo przyjdzie psycholog, stwierdzi jak wiele pozostało w jej głowie-lokaty jest szoku, nie może powstrzymać płaczu. Szkoda mi go, to przeze mnie tak się czuje. Kompletnie nie wiem o co chodzi, nie wiem kim jest, co  tu robi i skąd mnie zna. Do pomieszczenia wkracza kobieta średniego wzrostu. Dwaj przedstawiciele przeciwnej płci wychodzą. Zostaję z nią sama, ona zadaje mi wiele pytań...
*Oczami Harold'a
Nie wieżę. (T.I)-moja ukochana nie pamięta mnie, tych wspólnych sześciu lat. Jestem w rozsypce, nie mogę się opanować. Kocham ją nad życie, nie potrafiłbym żyć bez niej. Nie mogę usiedzieć na miejscu. Po ponad godzinie ukazuje mi się postać psycholog:
-I jak?-pytam pełen nadziei
-Pamięć pacjentki sięga do jej szesnastego roku życia. Zna rodzinę, przyjaciół i zatrzymała się mniej-więcej na tym etapie. Nie zdaje sobie sprawy z prawie niczego co później, nie wie który jest rok. Ale na szczęście pomagają jej zdjęcia, pokazałam jej jedno z nich i opowiedziałam trochę. Rozpoznała kilka chwil, więc jest szansa że odzyska pamięć-kobieta dała mi nadzieję-Proszę próbować. Może pan zabrać ją do domu-odeszła
-Dziękuje bardzo-wchodzę ponownie. (T.I) jest już spakowana i ubrana, nadal jest w szoku
-Zabierasz mnie ze sobą?-niepewnie pyta
-Tak, pomogę ci przypomnieć sobie wszystko-zbliżam się
-Ale mnie nie okłamiesz?-chyba się mnie boi
-Nigdy...-odpowiadam...




Hejka! Będą trzy części :3 Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH <3

Ride or die 9

Żałowałem, nie powinienem tego mówić. Musiałem to naprawić. Wybiegłem z pokoju, minąłem chłopaków którzy zapewne zmierzali do mnie aby zapytać o co  chodzi. Nie było jej na dole, w ogrodzie, nigdzie. Przemierzałem drogę do centrum. Nie mogłem jej znaleźć. Zastanowiłem się. Gdzie mogła być? Gdzie poszedłbym ja w takiej sytuacji? Oświeciło mnie. Mogłem od razu na to wpaść. Od razu ruszyłem...
***
Znalazłem się przed opuszczonym zakładzie mechanicznym niedaleko willi, przyglądała się mu kiedy byliśmy na "spacerze". Wszedłem, siedziała na ziemi i płakała chowając głowę pomiędzy kolanami, a klatką piersiową. Zająłem miejsce obok:
-Wybacz, nie powinienem. Nie wiedziałem, żałuję naprawdę. Jestem idiotą, przepraszam...-podniosła głowę
-Przestań!-znów schowała się-Nienawidzę przeprosin, udajmy ze tego nie było-zaskoczyła mnie. Zapadła chwila ciszy
-Powiesz mi o sobie więcej?-spojrzała na mnie wściekle
-Czemu tak ci na tym zależy?-skrzywiła się
-Bo lubię cię bardziej niż można przypuszczać-zwykła dziewczyna by się rozpromieniła, ale ona nie zmieniła wyrazu twarzy
-Jak możesz lubić mnie bardziej, skoro wiesz tak mało?-dziwiła się
-Podoba mi się twój sposób bycia-uniosłem kąciki ust
-Jeżeli opowiem więcej nie będę już to ta sama ja, więc już nie będę sobą-ciągnęła mnie za język, znałem te jej gierki
-Ja nie jestem zauroczony twoją tajemniczością, ale twoim sposobem poruszania się, rozumowania, pięknem, mądrością-mógłbym wymieniać tak bez końca. Wpatrywała się w podłogę
-Mój brat był starszy ode mnie pięć lat-zaczęła-Odkąd pamiętam moi rodzice pili, palili i ćpali. Nigdy nie miałam wiele, często brakowało jedzenia, picia i miejsca do spania. Nigdy ich nie kochałam, nigdy-recytowała tak po prostu bez emocji, chyba miała dość tej historii-Kiedy miałam osiem lat popełnili zbiorowe samobójstwo, ja ich znalazłam. Wisieli w salonie, obok porozsypywane były narkotyki. Nie był to dla mnie szokiem, już wtedy znałam pojęcia takie jak śmierć-powoli zacząłem wszystko rozumieć-Dlatego dzisiaj nie mam z tym żadnego problemu-nawet się nie ruszała-Trafiliśmy z bratem do rodziny zastępczej, nie obchodziliśmy nikogo, nawet tych pseudo rodziców-ślepo obserwowała nieznaną mi dal-Wciągnął się w nieciekawe towarzystwo. Doświadczył wszystkiego w bardzo młodym wieku. Pierwszy raz broń do rąk dostałam w wieku dziesięciu lat. Uczył mnie jak strzelać, jak się bić, używać noża-to było jak scenariusz kryminału-Nie przerażało mnie to. Gdy skończył szesnaście lat zabrał mnie z tamtej patologi i zamieszkaliśmy w, nie lepszej jakościowo, kamienicy. Przez "mieszkanie" przewijało się pełno dilerów i innych.  Miałam z nimi styczność, wiedziałam o tym interesie wszystko, zdawałam sobie sprawę że mnie również czeka taka przyszłość-zamilkła na moment-W końcu dołączył do BBM, dobrze wiesz co to za zbiorowość. Miałam piętnaście lat gdy sama tam wstąpiłam. Po zamordowaniu pierwszego człowieka, czułam że to nie będzie mój ostatni raz-nie mogłem uwierzyć jej słowom, ale to była prawda. Nie sądziłem że tyle naraz się dowiem lecz tego chciałem-Mimo że tak żyliśmy, on i tak mnie kochał. Nie dałby mnie skrzywdzić, kilkukrotnie bronił mnie u szefa-spuściła głowę, wzięła głęboki oddech. Nie spuszczałem jej z oka-Cztery lata temu, nie zatarłam wszystkich śladów, za dużo powiedziałam temu klientowi. Musieliśmy przenieść siedzibę, boss dowiedział się że to moja wina. Chciał ze mną skończyć, ale mój brat się mu postawił i sam  zginął. To moja wina-łza spłynęła po jej poliku-To właśnie dlatego taka jestem, boję się że ponownie przekażę za dużo i zepsuję wszystko-rozjaśniła mi w głowie. Siedziałem jak wryty-Teraz już wiesz, gratuluję-luknęła na mnie. W jej przepięknych oczach widniał żal. Wiedziałem czego brakuje jej najbardziej-miłości. Objąłem ją, miała niepewną minę. Przypuszczam że długo nie czuła  tego uczucia. Nie wiedziałem jedynie, co stało się wtedy kiedy byłem u niej. To zastanawiało mnie najbardziej...



Bam! Bam! Bam! Oto kolejny rozdział. Wiem że historia "Charlotte" jest dość brutalna, ale to prowadzi do wielu przyszłych wydarzeń ;) Będziecie czytać=dowiecie się :** Mam nadzieję że wam się spodoba, komentujcie ^^ Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH <3
P.S Ciekawi was co to "BBM", będzie niespodzianka ;*

Imagin Tomlinson część 3

-Może czegoś się napijesz?-zaproponował jeden z nich
-Nie dzięki-wiedziałam że nie mam twardej głowy i zetnie mnie z nóg bardzo szybko. Po za tym gdyby Tay się dowiedział zabiłby, mnie i ich, natychmiast
-No weź, nie bądź taka sztywna-namawiali. W sumie byłam do dorosła, mogłam robić co chciałam


-No dobrze, poproszę-bałam się co z tego wyniknie...
***
Podali mi drinka, tak jak myślałam kopnęło mnie od razu. Miałam świadomość tego co robię, ale nie panowałam  nad tym co mówię i jak się zachowuję. Pamiętam że poszłam z Lou na parkiet i ocierałam się o niego, niezbyt miłe wspomnienie. Wiem że piłam coraz więcej, ostatnie co mi świta to że całowałam się z Louis'em. 
Obudziłam się w obym mi łóżku. Od razu zajęłam pozycję siedzącą. Rozejrzałam się po pokoju. Dookoła zdjęcia Lou i jego przyjaciół, wywnioskowałam że to u niego jestem. Nagle wszedł do pokoju z tacką na której znajdowało się śniadanie:
-Dzień dobry,  śpiąca królewno-ustawił ją na moich kolanach
-Hej-nerwowo odpowiedziałam i przyjęłam pocałunek na swój policzek. Usiadł na skraju łóżka i przypatrywał mi się-Louis, czy my...?
-Nie-wypuściłam powietrze z płuc-Nie mógłbym ci tego zrobić, nie byłaś sobą. Spałem w salonie-moje serce zabiło mocniej, zależało mu na mnie
-Mówiłam  ci już że cię uwielbiam?-zachichotałam
-Wczoraj, jakieś sto razy-zażartował
-Przepraszam, nie powinnam była pić, mam słabą głowę-zrobiło mi się głupio-Coś wtedy we mnie się przestawia i zachowuję się jak ostatnia...-tak uroczo się uśmiechał
-Nic się nie stało, rozumiem. Ale kilku rzeczy się dowiedziałem...-śmiał się. O nie!-pomyślałam
-Co ja znowu nagadałam?-miałam zrezygnowaną minę
-Lubisz oglądać kreskówki, jesteś uzależniona od marchwi, kochasz piłkę nożną i od początku ci się spodobałem-czułam rumieńce na moich policzkach
-Ymm...Tak mówiłam?-pokiwał głową na tak-Musiało mi się coś wkręcić przez alkohol-kłamałam, nigdy nie umiałam tego robić więc od razu wyczuł
-Jasne, jasne...A teraz jedz-zabrałam się za to
-Głowa mnie boli-dopiero co poczułam
-Obok leżą tabletki-rzeczywiście znajdowały się przy krawędzi tacy.  Wzięłam proszki i popiłam wodą. Spojrzałam na telefon-12.13. W tamtym momencie dostałam zawału, 14 nieodebranych połączeń od Tay'a i dziesiątki sms'ów
-Boże Święty!-wyskoczyłam spod kołdry
-Co się stało?-obserwował jak nerwowo ubieram sukienkę
-Ja już muszę uciekać-wiedziałam że będę miała spore KŁOPOTY!...

Hejka! No to w sumie nie wiem ile będzie części, może 4, może 5. Nie jestem pewna, nie wiadomo co wpadnie mi do makówki ;) Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH, mam nadzieję że się podoba :*