-Co?-Oderwałam się od niego.-Co ty powiedziałeś? Czy nadal? Nie zdajesz sobie sprawy co ja przeżywam! Nigdy nie kochałam, byłam z nim bo bałam się, że nikogo innego nie znajdę. Nie miałam rodziny, przyjaciół, w życiu! Dlatego tak bardzo obawiałam się samotności, której zasmakowałam już za dobrze. Musiałam to skończyć, gdyż nasza relacja polegała już tylko na nienawiści z mojej strony! Nie spodziewałam się, że może mi to zrobić! Sądziłam, że nic złego już mnie nie spotka, a okazało się, że koszmar dopiero się zaczyna! Cierpiałam, jak nigdy! Nadal czuję jego obleśne łapy na swoim ciele, nadal słyszę jego przerażający głos, trzęsę się na samą myśl! Nie zapomniałam o tym nawet na chwilę. A wiesz czemu? Ponieważ zawsze ukrywałam emocje, z obawy o wyśmianie, odrzucenie, od dziecka! Nie umiem tego robić. Potrzebuję pomocy i teraz o tym wiem. Ale jedno jeszcze trzyma mnie przy życiu! Ty. Kocham cię, nie wiem od kiedy. Wcale nie zdawałam sobie z tego sprawy, w ogóle. Dopiero kiedy wyjaśniłeś mi to wszystko, zrozumiałam. Nie potrafiłam ci tego wyznać, ot czemu tak się zachowywałam! Zadowolony? Gratulacje, zmusiłeś kamienną Koni do okazywania słabości, gratuluję...-Pod koniec wypowiedzi ściszyłam głos. Płakałam. Po raz pierwszy nie w samotności. W końcu to z siebie wyrzuciłam. Pozostało mi tylko czekać na jego kolei, wcześniej nie niepokoiłam się czymkolwiek tak bardzo...
***
*Oczami Zayn'a
Tak jak myślałem. Dusiła w sobie wszystko przez całe życie. Rzeczywiście nie okazywała uczuć. W tamtej chwili byłem poruszony tym co powiedziała. Zatkało mnie słysząc słowa "...kocham cię", ale w tamtej chwili nie mogłem skupić się właśnie na tym.
-Koni, ja wiedziałem o tym, że wszystko ukrywasz. Nie chciałem naciskać. Zdaję sobie sprawę z tego jak cierpisz, nawet nie wiesz ile o tym myślę. Czekałem aż sama, powiedzmy sobie, wybuchniesz. Martwiłem się o ciebie od początku i nadal tak jest. Przyznaję, brakowało mi informacji z twojej przeszłości, lecz mimo wszystko domyśliłem się jak zamkniętą w sobie osobą jesteś. Staram się cię wspierać, pomagać, być przyjacielem. Na niczym nie zależy mi bardziej jak na twoim poczuciu bezpieczeństwa i szczęściu. Nie miałem zamiaru mówić ci o swoich uczuciach dopóki nie będziesz gotowa na zwierzenia, gdyż na prawdę wiedziałem o tym co dzieje się w twojej duszy. Może powinienem się narzucać, może nie. W każdym razie chciałem ci powiedzieć, że zależy mi na tobie, nawet nie wiesz jak bardzo i pragnę zostać kimś więcej niż tylko kumplem. Nie umiem wyrazić jak bardzo cierpię widząc twój smutek.-Podszedłem do niej i otarłem jej łzy. Wyrecytowałem wszystko co zamierzałem. Miałem nadzieję, że zrozumie. Wtuliłem ją w siebie. Płakała w moje ramię. Delikatnie muskałem ustami czubek jej głowy.
-Przepraszam, przepraszam, że nie zwierzałam ci się. Na pewno wtedy byłoby łatwiej.-wydukała zanosząc się rykiem.
-Nie przepraszaj. To już za nami. Najważniejsze, że wszystko zostało już wyjaśnione. Nie rozpaczaj już. Ciii...Spokojnie, będzie dobrze.-Ściskałem ją coraz to mocniej.-Jeżeli pozwolisz mi zbliżyć się do siebie pomogę ci uporać się z bliznami życia wcześniejszego. Pytanie tylko czy tego chcesz.-Kiedy uspokoiła się odchyliłem ją tak aby spojrzała w moje oczy. Przełknęła ślinę. Widziałem, że zastanawia się.
-Zayn, czy....Czy ty mnie kochasz?-Nieśmiało wyjęknęła. Na moment zapadło milczenie. Byłem pewien, ale i tak chciałem dokładnie to przeanalizować, by nie popełnić błędu.
-Tak, kocham cię.-Ściszonym głosem odrzekłem.
-Skoro ty kochasz mnie, a ja ciebie...Chcę, abyś odegrał w moim żywocie ważniejszą rolę.-Ułożyła głowę na mojej klatce piersiowej. Trwaliśmy tak jeszcze chwile. Później bez słowa narzuciłem na jej ramiona swoją bluzę i objąłem. Wróciliśmy do mieszkania jej i Al. Zatrzymaliśmy się w przedpokoju.-Zen?
-Tak?-Odwróciła się do mnie twarzą.
-Zostaniesz na noc?-Z nadzieją w głosie zapytała.
-A chcesz?-Uniosłem brwi.
-Nie pytałabym, gdybym nie oczekiwała tego.-Uśmiechnęła się. Może to dziwne, ale widok jej z uniesionymi kącikami ust sprawiało mi więcej radości niż cokolwiek innego. Liczyła się tylko ona. Wyglądała pięknie nawet w rozmazanym makijażu, wyglądała idealnie, zawsze.
-Zostanę.-Powtórzyłem jej gest.
-Idę pod prysznic, za kwadrans wracam.-Zniknęła za drzwiami łazienki. Rozsiadłem się w salonie. Nie wierzyłem, że nareszcie wyznaliśmy sobie co nie co. Przetarłem twarz dłońmi i zatrzymałem je na policzkach. Szczerzyłem się sam do siebie. Kochałem tą dziewczynę jak jeszcze nikogo wcześniej. Cieszyłem się jak wariat z możliwości trwania u jej boku i wspierania jej. Marzyłem o tym. Przez jakieś dziesięć minut myślałem o tym, kiedy rozległ się dzwonek mojej komórki. Zostawiłem telefon w korytarzu, więc ruszyłem tam po niego. Wychodząc z pomieszczenia wpadłem na owiniętą ręcznikiem Koni. Znów. Zupełnie jak w dzień naszego poznania. Stanęliśmy naprzeciw siebie, bardzo blisko. Posyłaliśmy sobie uśmiechy wpatrując się w swoje oczy. Muzyka urządzenia ucichła. Postawiłem dwa kroki do przodu. Jedną rękę ułożyłem na jej biodrze, drugą złapałem delikatnie jej brodę. Nasze usta już prawie się stykały, ale jak zwykle coś musiało pójść nie tak...


Hej! Co wy na to? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*









\











