czwartek, 21 stycznia 2016

Imagin Louis cz.4

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!


Wskoczyła seksownie do wody, a kiedy się wynurzyła zawołała mnie. Nie zastanawiając się długo dołączyłem do dziewczyny. Wtem byłem pewien, że dojdzie do tego czego początkowo się obawiałem ...
* * *
- Louis - do moich uszu dotarł głos Elisabeth. Otworzyłem szeroko oczy. Rozejrzałem się po sypialni i zrozumiałem, że to był cholerny sen. Cholerny sen!


    Po powrocie do domu zjedliśmy kolacje w sympatycznej atmosferze, lecz zdala od siebie. Dziewczyna uznała, że podróż ją wykończyła. Po złożeniu talerza do zmywarki, natychmiast udała się do swojej sypialni. Ja sam udałem się na wieczorny trening na domowej siłowni oraz basenie. Wziąłem prysznic i znalazłem się w salonie. Do północy czas zajmował mi mój ulubiony serial kryminalny, a po dwunastej ułożyłem się pod pościelą, we własnym łóżku.


Obudziłem się rozpalony, co idealnie odznaczało się na mojej bieliźnie. Odetchnęłam z ulgą. Usiadłem, podpierając się o ścianę. Przetarłem twarz dłońmi i wypuściłem powietrze z płuc. Przeczesałem ręką me roztrzepane włosy i wyszedłem spod kołdry. Wsunęłem na nogi szare dresy i udałem się do kuchni. Zastałem tam Elis oraz ( T.I ). Rozmawiały podczas przygotowywania śniadania, chichocząc i wymieniając spojrzenia.
- Dzień dobry - przywitałem się zasypany. Ta noc zwyczajnie wykończyła mnie tym intensywnym snem. Obie podniosły na mnie wzrok i jednocześnie się uśmiechnęły.  Były tak cholernie do siebie podobne, a jednocześnie tak różne.
- Witaj, Lou - odezwała się uradowana Elizabeth. - Zapraszamy do stołu, śpiochu - zaśmiała się uroczo. Uniósłem delikatnie kąciki ust i podszedłem bliżej, aby ucałować polik narzeczonej. Córka El prychnęła niekontrolowanie, nalewając soku do szklanek. Oboje zerknęliśmy na nią zdziwieni. Choć może ja mniej. Jednak rozumiałem ją. To musiało wyglądać sztucznie, żałośnie, a przede wszystkim komicznie. ( T.I ) wcale nie przejęła się tym, a jej rozbawienie jedynie się pogłębiło. Złapała za szklankę i ruszyła do zastawionego jedzeniem stołu. Zajęła miejsce, które niegdyś należało do niej i zajęła się jedzeniem. Zdezorientowana Elis wypalała wzrokiem dziurę we własnym dziecku. W ramach wsparcia pomasowałem jej plecy i uśmiechnąłem się, aby dodać kobiecie otuchy.
- Spokojnie - rzuciłem, omijając ją. Także zgarnąłem sok i usiadłem. Po chwili dołączyła do nas Elizabeth.
- Dzisiaj wybieramy smak tortu - odezwała się szczęśliwa Lizbeth. Skinąłem na znak zrozumienia. Kątem oka zauważyłem, jak (T.I) podnosi głowę i wpatruje się w matkę z dezaprobatą. - Coś nie tak? - brunetka skarciła dziecko wzrokiem.
- Gdybyś dobrze znała swojego narzeczonego ... - szybko podniosłem ślepia na (T.I), zainteresowany dalszym ciągiem. - to wiedziała byś, że nie znosi ciast - prychnęła. Widelec wypadł z dłoni Eliz. Luknęła na mnie zszokowana, ale ja nie zwróciłem na to uwagi. Poświęciłem ją dziewczynie naprzeciwko mnie. Zadowolona popijała sok, nie przejmując się mamą.
- Louis? - wymamrotała Elizabeth w osłupieniu.
- To prawda - przyznałem zerkając w podłogę.
- Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś? - poirytowana zapytała. Nie rozumiałem powodu jej zdenerwowania. Przecież tort to nic szczególnie ważnego, przynajmniej nie dla mnie. Tak czy owak, nie powinno być to źródłem kłótni.
- Jakoś nie było okazji ... Po za tym nigdy tego nie zauważyłaś? - wydusiłem, pocierając dłonią kark. Kobieta zacisnęła zęby i odłożyła nóż na stół. Posłała córce zawistne spojrzenie i opuściła pomieszczenie, nie szczędząc dramaturgii. Zmarszczyłem czoło w niezrozumieniu. - O co chodzi? - niekontrolowanie wypaliłem.
- Zazdrość - mruknęła szyderczo (T.I). Odstawiła talerz do zlewu i również wyszła z kuchni. Zastanawiałem się nad tym, skąd wiedziała, że nie lubię tego dania. Chyba nigdy wcześniej z nią o tym nie rozmawiałem. Może to wydawać się nie lada błahą sprawą, lecz dla mnie stanowiło to niemałe zaskoczenie. Postanowiłem skończyć w spokoju śniadanie.
- Louis, skoro tak bardzo nienawidzisz ciast o czym oczywiście nie wiedziałam, sama to załatwię. Ale natomiast idź z (T.I) pomóc wybrać jej jakiś sensowny strój w stosownym kolorze. Miałam zrobić to ja, ale otrzymałam pilne wezwanie do banku - surowym tonem zwróciła się do mnie Elizabeth.
- Dobra - prychnąłem obojętnie. Jakoś im bliżej było tego całego wesela, tym bardziej irytowała mnie postać mojej narzeczonej. Oburzona burknęła coś pod nosem i zwyczajnie opuściła dom. Gdy tylko się to stało odetchnąłem z ulgą. Bałem się prawdy. Pragnąłem, aby do ślubu nigdy nie doszło. W pewnym sensie miałem zamiar zerwać zaręczyny, ale ranienie ludzi nie należało do mojego sposobu bycia.
- Jedziemy? - zza rogu wyskoczyła niespodziewanie córka Eliz.
- Emm ... Tak - opowiedziałem niepewnie, łapiąc za kluczki do samochodu. Stłumiony chichot dziewczyny rozległ się po pokoju. - Coś nie tak? - zapytałem.
- Masz zamiar jechać do centrum w takim ubraniu? - wskazała palcem na moją piżamę.
- Ah, no tak - przetarłem twarz dłońmi.
- Coś niedobrego się dzieje? - zmartwiona odezwała się, gdy siedzieliśmy już w aucie.
- To znaczy? - mruknąłem.
- To znaczy, wiem, że jej nie kochasz, ale im dalej będziesz w to brnął tym ciężej będzie się z tego uwolnić - moje serce znów się zatrzymało. Scena z mojego snu zaczęła się powtarzać. W sumie, to nie pogardziłbym takim przebiegiem okoliczności.
- Skąd to wiesz? - starałem się zachowywać naturalnie.
- Po pierwsze nie ma pomiędzy wami chemii, widać po twojej minie, słychać po tonie ... Po za tym kto potrafiłby darzyć uczuciem tak zapracowaną, zimną kobietę, która rzadko kiedy ma ochotę na jakiekolwiek pieszczoty? - pewna siebie wyrecytowała.
- A to ostatnie po czym wnioskujesz? - zaśmiałem się. Ta dziewczyna zmieniła się nie do poznania! Czułem się przy niej tak cholernie swobodnie. Zupełnie jakbym znał ją od lat i przyjaźnił się przez pół życia.
- Po tym co mówisz przez sen - odpowiedziała krótko i bez owijania w bawełnę.
- Słucham? - aż zachłysnąłem się powietrzem.
- Przechodziłam obok twojej sypialni w nocy, kiedy szłam po wodę, wtedy usłyszałam twój głos. Postanowiłam wejść. Położyłam się obok i słuchałam jak bardzo cię podniecam - zaśmiała się. Moje policzki zaczęły czerwienieć. Wiedziałem, że nie kłamie. I to właśnie było najgorsze ...






Hejooo! Witam :) Wiem, że do dupy ten rozdział i ogólnie ostatnio jest ze mną źle jeżeli chodzi o systematyczność, treść i w ogóle ;/ Brak mi weny, motywacji ... Nie wiem sama, dlatego zawieszam blog do odwołania :( Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz