środa, 31 grudnia 2014

SZCZĘŚLIWEGO :D

No to już nadchodzi rok 2015 :D Życzę wam w nim:
Zdrowia, szczęścia, sukcesów, spełnienia marzeń, miłości, pieniędzy i wszystkiego czego zapragniecie :*
Kocham was CAŁYM SERDUSZKIEM <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #11

-Wariatka-stwierdził. Nałożył "wykwintne danie" na talerze
-Ale twoja-dodałam
-No właśnie-wszedł pomiędzy moje, zwisające z niewielkiej wysokości, nogi i pocałował mnie trzymając mój podbródek i opierając drugą rękę o moją talię. Wplotłam palce w jego loki i pogłębiłam stosunek
-Smacznego-siedząc mu na kolanach włożyłam kawałek tosta do jego ust, następnie kolejny do swoich. "Spokój" panował jeszcze tylko kilka minut. Później zrobiło się niezręcznie i to bardzo...
***
-On zawsze musi wszczynać kłótnie! Mam tego dość!-krzyczała Pani Anne. Akurat siedziałam przodem na kolanach loczka i składałam pocałunki na jego ustach, kiedy w drzwiach pojawiła się matka oraz ojczym Harold'a. Musiało to wyglądać świetnie, w oczach Pani Cox. Dziewczyna w samej bieliźnie i za dużej koszulce siedząca na chłopaku ubranym tylko w spodnie dresowe. Jak byście się poczuli? Niezręcznie? To zbyt mało, za słabe słowo. Zeskoczyłam wręcz z Hazz'y i cofnęłam się od niego kilka kroków. Przecież mieli wrócić jutro!-pomyślałam. Harry również powstał:
-Hej-nerwowo założył rękę na kark i uśmiechnął się loczek
-Witajcie, może my damy wam chwilkę i zaraz wrócimy-odrzekła mama Styles'a z szerokim uśmiechem na twarzy. Uradowani zniknęli z naszych oczu. Złapałam się za głowę
-O Boże!-westchnęłam
-Spokojnie, skarbie. Przecież nic się nie stało-zbliżył się i ułożył dłonie na moich biodrach
-Jak to nic się nie stało?-przez zęby warknęłam-Jak ja teraz się twojej mamie na oczy pokażę? Tak z dnia na dzień i...-ujął moją twarz w dłonie
-Sama to zaplanowała, proszę cię przestań-uniosłam brwi
-Jak to zaplanowała?-strąciłam jego łapy ze mnie
-Myślisz, że tak nagle i onie i G wyjechaliby? Na pewno to uknuli-zaśmiał się
-Miałeś coś z tym wspólnego?-zdenerwowałam się lekko
-Gem powiedziała mi wczoraj-zauważył moje nastawienie, więc ściszył głos jakby się mnie bał
-Czyli wiedziałeś, że nas swatają?-myślałam że go uderzę
-Nie. Powiedziała, żebym tego nie schrzanił, bo robi to dla mnie-uspokoił mnie trochę
-Nie kłamiesz?-wskazałam na niego palcem wskazującym
-Nie-zaśmiał się-Jesteś urocza kiedy się złościsz-wpił się w moje usta
-Chodźmy już, miejmy już tą rozmowę za sobą westchnęłam ponownie go rozbawiając
-Dobrze królewno-cmoknął moje czoło. Z każdym kolejnym krokiem moje serce biło coraz szybciej. Nie miałam pomysłu co powiedzieć. Jak byście się zachowali? "Dzień dobry, wczoraj związałam się z pani synem i przespałam się z nim"-nie sądzę. Wzięłam głęboki oddech i zjawiliśmy się przed rodzicielką oraz ojczymem mojego chłopaka...













Hej! Jeszcze tylko kilka godzin i Nowy rok! :DD Szybko zleciało ;) Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli, że takie krótkie :>>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU :D

Little Sweet Angel 30 (Surprise x2 ?)

-Chciałbym ci coś powiedzieć-nadstawiła uszu-Nie wiedziałem jak to wyznać, wiele razy walczyłem ze sobą. Wahałem się, ale już jestem pewien. Rozświetlasz mój każdy dzień, kiedy tylko jesteś obok, czuję, że żyję. Michell, kocham cię i chciałbym być kimś więcej, niż przyjacielem-nie wierzyłem, że nareszcie udało mi się to powiedzieć. Bałem się jej reakcji
-Harry-zaczęła. Mój puls drastycznie wzrastał-Już od dawna nie jesteś, tylko, przyjacielem. Jesteś moją drugą połówką, bez której nie istnieję, potrzebuję cię-zamarłem. W duchu już dawno odleciałem ponad chmury-Harry, kocham cię i pragnę, abyś został ze mną do końca-podczas jej przemowy złapałem ją w tali. Przyciągnąłem lekko do siebie. Tak długo czekałem na ten moment. Złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku, który z każdą chwilą pogłębialiśmy. Było idealnie...
***
-Kocham cię-złączyłem nasze usta razem
-Ja ciebie też, Harry. Ja ciebie też-szepnęła. Staliśmy tak przez jeszcze moment. Za rękę wróciliśmy do towarzystwa. Michell miała zamiar usiąść na krześle obok, lecz posadziłem ją na swoich kolanach. Ponownie ją pocałowałem. Wszystkim dookoła szczęki opadły, a my się zaśmialiśmy:
-No co? Chcieliście, to macie-odezwałem się
-Właśnie-przytaknęła mi
-Boże! Nareszcie!-wszyscy chórem się uradowali. Później zaczęły się gratulacje.
Około trzeciej skończyliśmy balować. Na początku Michi wzięła prysznic, następnie ja. Leżała pod pościelą w moim łóżku
-Nie mogę w to uwierzyć-wyznałem stojąc w drzwiach łazienki. Nie odpowiedziała, tylko się uśmiechnęła. Ułożyłem się obok niej i objąłem ją-Kocham cię słońce-musnąłem ustami jej czoło
-Kocham cię-powtórzyła i bardziej wtuliła się we mnie
-Dobranoc-przymknęła oczy, jak i ja. Zasnęliśmy. Nie umiem opisać jakie to uczucie trzymać w ramionach cały swój świat.
*Oczami Michell
Jak to wytłumaczyć? Nie wiem. Zdałam sobie sprawę z tego jak go kocham dopiero,  przy jego wyznaniu. Chyba od zawsze coś do niego czułam.
Obudziła nas mała Emily skacząca po naszym łóżku:
-Wtawajce! Są Swieta! Swieta!-krzyczała. Ledwo się podnieśliśmy
-Jej!-ledwo wydusiłam
-Em, idź przypilnuj naszych prezentów, my zaraz przyjdziemy-odezwał się Harold
-Dobze-wybiegła
-Dzień dobry skarbie-pocałował mnie
-Hej misiek-przywitałam się i wstaliśmy. Zjawiliśmy się przy choince.  Dostałam kilka interesujących przedmiotów. Lecz dwa się wyróżniały:
-Niall! Wariacie! Dziękuję-rzuciłam mu się na szyję. Kupił mi przepiękną gitarę akustyczną, prawie identyczną jaką ja sprezentowałam mu (XD). Otworzyłam małe czerwone pudełeczko od Hazz'y. Ukazał mi się piękny łańcuszek z przywieszką anielskich skrzydeł. Wygrawerowane na nich było "My Angel" Zarumieniłam się na widok tego cuda-Harry, on jest śliczny. Dziękuję-pocałowałam go.
Radowaliśmy się tak z otrzymanych podarunków jeszcze kilka chwil. Pograłam z Nialler'em trochę w duecie na gitarze i pośpiewaliśmy. Atmosfera była bardzo przyjemna. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszych świąt, przynajmniej tak mi się wydawało. To było jak sen. Błagałam, aby nikt mnie nie uszczypnął.
Dni mijały szybko, z każdym kochałam Harold'a coraz bardziej. Trapiły mnie jednak dwie rzeczy. Jedna związana z naszym związkiem, druga nie koniecznie. Bałam się.
Nastał 31 grudzień. Wszyscy wiemy co to oznacza. Mieliśmy powitać nowy rok w pięknym lokalu w centrum miasta. Wyszykowana i gotowa do zabawy wyszłam z pokoju. Harry obkręcił mnie dookoła:
-Wyglądasz...idealnie-musnął moje usta
-Ty również kochanie-puknęłam palcem w czubek jego nosa. Dotarliśmy na miejsce. Wszyscy już tam czekali. Warto wspomnieć o tym, że Niall związał się z moją bliźniaczką. Pospieszyli się, ale nie miałam zamiaru wybijać im związku z głowy. Po pierwsze ufałam obojgu, po drugie byli dorośli. Zabawa była świetna. Oczywiście nie obyło się bez małych wpadek typu pomylenia damskiej toalety z męską przez Zayn'a, czy zbicia okna przez Louis'a. To nazywało się dla nich normą. Tańczyłam właśnie z ukochanym wolny taniec
-Jeszcze pięć minut-oznajmił
-I będziemy starsi o rok-dodałam
-Owszem-z uśmiechem potwierdził-Chcę powitać nowy rok obok ciebie-rozbawił mnie
-Myślałam już, że ze mną na rękach-zażartowałam
-W sumie, nie głupi pomysł-ujął mnie
-Harry! Szaleńcze!-zaczęłam machać nogami, co musiało wyglądać przezabawnie
-Masz rację, oszalałem, z miłości do ciebie-pocałował mnie. Nie obejrzeliśmy się a zaczęło się odliczanie:
-...3,2,1, Happy New Year!-krzyczeli, kiedy my po prostu składaliśmy całusy na swoich ustach
-Szczęśliwego nowego roku-odsunęłam swoją twarz co nie co
-Szczęśliwego nowego toku, księżniczko-zakręcił nami ponownie. Z nim czułam się szczęśliwa, latałam wysoko ponad chmurami, byłam w niebie...





Hejka! SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! <3 Mam nadzieję, że ten rok będzie milion razy lepszy od poprzedniego ^^ Buziaki miśki :** Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie bardzo źli za taki chłam :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 30 grudnia 2014

I didn't forget where I belong 6

-Wchodź-Harold podał mi rękę i wciągnął mnie wręcz na powierzchnię ich mieszkania
-Jak wy dajecie radę tu włazić, masakra-rozbawiłam go. Wprowadził mnie do salonu. Wszyscy chórem mnie powitali, wszyscy tylko nie Lou. Usiadłam pomiędzy Hazz'ą a Nialler'em. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok, lecz gdy tylko sprawdzałam czyj, ich spojrzenia były skierowane na ekran. Miałam wrażenie, że to Louis...
***
Nagle Niall zwrócił wzrok na mnie i wybuchł śmiechem. Wszyscy wlepili we mnie swoje oczy i również nie powstrzymywali rozbawienia, tylko Lou zostawał poważny:
-O co chodzi?-rozglądałam się po ich twarzach
-Masz na bluzie...-nie mógł wydusić Zayn
-Co?!-nie mogłam już ich znieść. Złapałam za górną część mojego stroju i dokładnie ją przeskanowałam-Co?!-darłam się, ale to tylko nasilało ich rechot
-Wiesz co to znaczy?-udało się wydukać Liam'owi
-Nie-zaczerwieniłam się
-Sprawdź w internecie-rzekł Hazz
-Jakby co to Niall Horan-dodał blondyn i wyciągnął do mnie dłoń. Uścisnęłam dłoń
-Co to ma do rzeczy?-miałam ich dość. Znów zaczęli się śmiać-Wiecie co, mam dość. Cześć-rzuciłam zdenerwowana i wręcz zbiegłam na dół, nie zwracając uwagi na ich przywołania. Usiadłam na sofie u siebie i wzięłam na nogi laptop, który kupiłam tego dnia. Szybko wpisałam hasło "Crazy Mofos" w wyszukiwarce. Kiedy już dowiedziałam się wszystkiego o małym fandom'ie Nialler'a, załamałam się. W ogóle, ci idioci nie powiedzieli mi na jaką skalę są znani w branży muzycznej. Zamarłam. Zrobiłam z siebie totalną idiotkę. Wściekła trzasnęłam komputerem i rzuciłam go na bok. Poczułam rękę na ramieniu, aż podskoczyłam i odwróciłam się bokiem do...LOUIS'A (!!!) Myślałam, że mi się przywidziało. Klęczał za sofą i przyglądał mi się. Na moją reakcję wstał i zajął miejsce obok:
-Lou co ty...?-przerwał mi dotykiem mojej dłoni
-Diana, przepraszam-patrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi diamencikami, w których utonęłam na moment-Wybacz, że się tak zachowywałem. Ja po prostu...-nie mógł się wysłowić-Nie miałem na tyle odwagi by chociażby się do ciebie odezwać-zesztywniałam- Diana, ja wiem kim jesteś naprawdę. Nie dosyć, że jesteś piękna, mądra, zabawna, taka...idealna, to...jesteś z tej sfery osób do których nawet nigdy nie miałbym zaszczytu się odezwać. Po prostu czułem się jak frajer przy kimś takim-oniemiałam. Mówił to pełen wyrazu. Był wyjątkowo przejęty-Gdyby nie ta sytuacja przed chwilą, gdyby nie to zachowanie rano, nie byłoby tej rozmowy. Zauważyłem jaka jesteś tu wewnątrz-wskazywał na serce-Pamiętam cię. Pamiętam cię z tego bankietu w Nowym Jorku, to nie byłaś ty. Zobaczyłem cię wtedy, wydawałaś się taka poważna, sztywna. Postrzegałem cię jako porcelanową lalkę do, której nie mógłbym się równać-nie spuszczał ze mnie wzroku-Ale teraz wiem-ściszył głos-Chcę poznać tą Dianę, pozwól mi-w moich oczach zebrały się łzy. Ja nie wiedziałam co powiedzieć. Zaskoczył mnie. Ja myślałam, że on po prostu mnie nie lubi. A tu takie coś. Pamiętał mnie. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim wyznaniem. Nie rozumiałam dlaczego uważał się za gorszego
-Louis, ja...Nie wiedziałam-wydukałam-Czemu miałbyś się do mnie nie odzywać? Przecież bogactwo moich rodziców nie zmienia mnie. To, że mam założoną "maskę" na tego typu imprezach nie znaczy nic. Nie jestem taka, dobrze, że już wiesz-udało mi się wyrecytować gdy nieco się uspokoiłam-Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej?-ocierałam bezskutecznie łzy
-Nie potrafiłem. Nie chodzi tylko o te przyjęcie. Później interesowałem się twoją osobą nieco i wiem o twoim pochodzeniu wszystko. Zdaję sobie sprawę w jakich warunkach byłaś wychowywana-w tamtym momencie się wystraszyłam. Przecież on mógł mnie wydać. Wyjawić informację o miejscu mojego pobytu
-Błagam cię, tylko nikomu nie mów, że...
-Nie zamierzam-przerwał mi-Wiem jakie to życie w fleszach jest ciężkie i rozumiem czemu uciekłaś-oniemiałam
-Skąd...?
-Nie oglądasz telewizji? Cały świat huczy o tobie-oznajmił ze spokojem-Nie wiem, że ci idioci z góry jeszcze się nie zorientowali-zażartował, wywołując uśmiech na mojej twarzy-Wybaczysz mi moje wcześniejsze zachowanie?-słodko się uśmiechnął. Otarłam twarz i uniosłam kąciki ust
-Wybaczę-ucieszył się i mnie przytulił. No tego się nie spodziewałam....













Hejka! Wybaczcie, że tak późno, ale chciałam napisać to jak najlepiej. Chyba nie do końca mi wyszło
>.< Lecz już lepiej tego nie uda mi się tego zrobić :(
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #10

-Kocham cię-pocałował mnie
-Ja ciebie też-po długim "stosunku" dał mi szansę na odpowiedź. Jakoś cały wieczór, miałam wrażenie, że panuje dziwne, przyjemne oraz ekscytujące napięcie. Zdjęliśmy z siebie okrycie i stanęliśmy naprzeciw siebie, bardzo blisko w przedpokoju. Pozostawaliśmy w milczeniu. Spojrzeliśmy sobie w oczy, to był ten moment. Złączyliśmy nasze usta w namiętnym pocałunku, który pogłębialiśmy z każdą chwilą. Nie wiem kiedy, nie wiem jak straciłam z stóp wysokie buty i znalazłam się na rękach Harold'a. Nie mogłam już się doczekać pomieszczenia do którego mnie niósł. Niczego bardziej nie pragnęłam...
***
Obudziłam się. Nie otwierałam oczu. Czułam jego ciepły oddech. Obejmował mnie, byliśmy bardzo blisko:
-Dzień dobry, księżniczko-pocałował mnie w czoło
-Dzień dobry, książę-zachichotałam i uchyliłam powieki
-Mówiłem ci już, że cię kocham?-uśmiechaliśmy się do siebie
-Nie zaszkodzi jeszcze raz-czułam się, nie wiem czemu, wyjątkowo przy nim
-Kocham cię-musnął moje usta
-A ja ciebie-odwzajemniłam pocałunek
-Głodna?-po długich, namiętnych, chwilach zapytał
-Ciebie-rozbawiłam go-Tak-dodałam
-Dzisiaj ja robię śniadanie dla mojego słońca-podniósł się i ubrał
-Umiesz?-uniosłam brwi do góry
-Dla ciebie, zawsze-nachylił się i cmoknął mój policzek
-Zaraz przyjdę-oznajmiłam
-Czekam-zniknął z moich oczu. Opadłam na pościel. To wydawało się snem, z którego za wszelką cenę nie chciałam się obudzić. Zakochałam się w nim po uszy. Śmiało mogę powiedzieć, że od pierwszego wejrzenia. To jak magia, nic nie było w stanie nas rozdzielić. Czułam się jak prawdziwa królewna, która odnalazła swojego księcia z bajki. Szczerzyłam się sama do siebie, aż zdecydowałam się zwlec. Ubrałam bieliznę i koszulkę Hazz'y. Cieszyłam się jak mała dziewczynka. Nie do pomyślenia jak wiele dziewczyn mogłoby być na moim miejscu, a to właśnie taka sobie ja. Nigdy nie przypuszczałam, że zwiążę się z kimś ponad skalę "zwyczajnego" życia, gdyż nie rozróżniałam pojęcia normy od wyjątkowości. Ja od zawsze traktowałam tą samą miarą. Wręcz zeskoczyłam po schodach na dół. Wtuliłam się w lokatego, który właśnie robił tosty;
-Mmm...Wykwitnie-zażartowałam
-Przecież to twoje ulubione-zaśmiał się
-No przecież mówię-wskoczyłam na blat
-Kiedy się uśmiechasz, nie umiem tego nie odwzajemnić-ukazał mi swoje urocze dołeczki
-Ja tak samo-zrobiłam dziubek i wybuchliśmy śmiechem
-Wariatka-stwierdził. Nałożył "wykwintne danie" na talerze
-Ale twoja-dodałam
-No właśnie-wszedł pomiędzy moje, zwisające z niewielkiej wysokości, nogi i pocałował mnie trzymając mój podbródek i opierając drugą rękę o moją talię. Wplotłam palce w jego loki i pogłębiłam stosunek
-Smacznego-siedząc mu na kolanach włożyłam kawałek tosta do jego ust, następnie kolejny do swoich. "Spokój" panował jeszcze tylko kilka minut. Później zrobiło się niezręcznie i to bardzo...















Hejka! Wybaczcie, że taka nuda, ale chciałam trochę was wprowadzić ^^ Nie wiem kiedy pojawi się kolejny post, bo wychodzę dzisiaj na małe zakupki przed sylwestrem :)
Pytanko: Jak wy spędzacie sylwestra? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 29 grudnia 2014

I will teach you life 5

Wstałam i pociągnęłam za sobą pakunek. Szybko odnalazłam swój pokój. Na drzwiach widniało moje imię. Wszystko było przygotowane wcześniej. Pomieszczenie urządzone było w odcieniach brązu. Ogółem spodobał mi się. Szczególnie do gustu przypadło mi wielkie łoże z baldachimem o cielistej barwie. Otwarta była ogromna szafa wbudowana w ścianę. Wewnątrz, mnóstwo ubrań. Pod każdą półką był podpis, jakiego rodzaju odzieży mam się spodziewać. To było coś niesamowitego. Wyjęłam jakąś  piżamę i zaczęłam szukać łazienki. Kiedy znalazłam ją, oniemiałam . Poczułam się jak szlachcic, nie do końca mi to odpowiadało. Lecz odrobina luksusu, nie mogła mi zaszkodzić. Nie powiem, ten cały szef się postarał...
***
Wzięłam długą kąpiel. Ubrałam się do snu. Splotłam moje długie włosy w warkocz i ułożyłam się pod pościelą. Westchnęłam głośno:
-Moje życie jest chore-odpłynęłam.
Obudziły mnie promienie słoneczne trafiające w moje oczy. Zwlokłam się z łoża. Znalazłam się w tej samej, pięknej łazience. Wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam i ułożyłam włosy. Przeczesałam rzęsy tuszem, który znajdował się tuż obok sterty innych, damskich kosmetyków. Ubrałam się i spryskałam najładniejszym zapachem spośród znalezionych na półeczce. Zeszłam na dół. Stanęłam w drzwiach kuchni. Payne tyłem do mnie przyrządzał coś. Cicho zbliżyłam się i wtuliłam się w jego plecy obejmując go w pasie. Szybko odwrócił się do mnie twarzą, a ja odsunęłam się z uśmiechem:
-Co ty wyprawiasz?-był wyraźnie zakłopotany
-Dzień dobry-nie traciłam humoru
-(T.I)-domagał się odpowiedzi
-Chcę się z tobą zaprzyjaźnić, przecież i tak mamy ze sobą spędzić mnóstwo czasu i w ogóle-wskoczyłam na blat. Złapałam za jedno winogrono i wsadziłam je sobie do ust
-Po pierwsze, w tym zawodzie nie ma przyjaźni. Po drugie jestem twoim nauczycielem-powrócił do wcześniejszej czynności
-Oj Liaś, nie przesadzaj. Nie ma przyjaźni, nie ma przyjaźni...-przedrzeźniałam go-Przecież nikt nas nie obserwuje, tu możemy robić co chcemy. Nie?-kolejne grono trafiło do mojej buzi
-Młoda, nie możemy-przewróciłam oczami i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej-Ty chyba naprawdę nie zdajesz sobie sprawy na jaką my działamy skalę i jak to jest poważna sprawa-skończył kroić warzywa oraz owoce i wrzucił je do miksera. Nie dał mi nic powiedzieć. Po prostu włączył urządzenie i zagłuszył mnie. Kiedy skończył nalał, już, cieczy do dwóch szklanek. Jedną z nich podał mi:
-Co to ma niby być?-ja, jak zwykle uprzejma
-Śniadanie-oznajmił
-Co?-pretensjonalnie zapytałam. Stanęłam na równe nogi, wzięłam naczynie do rąk i przyjrzałam mu się z każdej strony-To mają niby być moje gofry z truskawkami?-skrzywiłam się
-Od dzisiaj nie jesz żadnych gofrów, tylko to-patrzał mi w oczy za każdym razem kiedy do mnie mówił. Z jednej strony to było krępujące, ale z drugiej mogłam utonąć w tych czekoladowych źrenicach
-Bo?-ruszyłam za nim
-Bo, nie możesz spożywać tak kalorycznych posiłków. Musisz trzymać formę-usiadł na schodach na patio, a ja obok
-Jakoś wcześniej zażerałam się wręcz takimi "kaloriami" i nic mi nie było-naburmuszałam się jak mała dziewczynka
-Ale teraz już nie będziesz, możesz mi wierzyć-jego cierpliwość naprawdę można było nazwać anielską
-Yhhh...-warknęłam i upiłam łyk, tego jego "eliksiru energii oraz zdrowia". Zasmakował mi natychmiast, ale nie miałam zamiaru się przyznawać do błędu. Kto by się przyznał?
-I jak?-sam się napił
-Może być-obojętnie rzuciłam
-Szykuj się na ostry wycisk-odezwał się gdy skończyliśmy
-To znaczy?-oboje wstaliśmy
-To znaczy, ubierz coś sportowego, bo trening-skręcił w kierunku swojego pokoju
-Yyyyy...-ręce mi opadły i z odchyloną głową do tyłu ruszyłam do swojego "królestwa". Wyjęłam z szafy sportową kreację i odziałam się w nią. Na "początek", według Liam'a, godzinne bieganie. Po tym ledwo żyłam, a później, po długich sporach, zmusił mnie do ćwiczeń siłowych. Nie czułam już własnego ciała. A on?! A on, to się kuźwa trochę spocił! Kolejno miałam przetrenować "walkę", myślałam, że się przesłyszałam:
-Że co, przepraszam?-zmierzyłam go wzrokiem jak wariata
-Słyszałaś. Pokaż mi jak się bijesz-przygotował się na cios. Wzruszyłam ramionami. W sumie, czemu nie-pomyślałam. Zamachnęłam się, aby go walnąć. Jednakże zatrzymał moją rękę. Widziałam satysfakcję na jego twarzy. Nie wiem czemu, ale to mnie zmotywowało. Zebrały się we mnie wszystkie siły. Wkurzyła mnie ta jego gardząca, pewna mina. Wykorzystałam to, że mnie ściska. Przeszłam pod naszymi rękami i wykręciłam go, aby zgiął się. Ścięłam go z nóg i przyłożyłam rękę do gardła w geście uduszenia. Prawą nogą jeszcze przytrzymywałam jego spoczywające na kafelkach ciało. W źrenicach chłopaka zauważyłam strach. Doszło do mnie co właśnie zrobiłam. Przeraziłam się samej siebie. Puściłam go i obejrzałam swoje dłonie. Zdałam sobie sprawę, że nie panuję nad sobą. Nigdy nie walczyłam, nie zrozumiałym dla mnie było, to ile potrafię. Wstałam i szukałam wzrokiem wyjaśnienia na Liam'ie, który ledwo wstał:
-Li, ja przepraszam, ja nie wiem co się ze mną dzieje-łzy zebrały się w moich oczach...







Witam! No to się zadziało ;) Hehe. Mam nadzieję, że się spodoba :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Rain of scars druga część rozdziału 22

-Ymmm...Horan?-Li pokazał na własne oko, pytając tym samym o rany niebieskookiego
-To nic-odrzekł-Wejdziecie? Czy będziecie tak tu stać?-pociągnął mnie do salonu za sobą. Reszta podążała za nami. Posadził mnie sobie na kolanach i pocałował ponownie. Miny loczka, Lou, Zaz'y oraz Liasia, były bezcenne
-Coś się zmieniło przez te piętnaście minut kiedy ostatnio się widzieliśmy-Mulat zajął miejsce obok
-Trochę-Irlandczyk nie spuszczając ze mnie wzroku, założył pasmo moich włosów za ucho. Oparłam głowę o jego ramię. Nareszcie-pomyślałam...
***
-Jesteście razem?-zapytał Harry
-Na to wygląda-zachichotałam
-Gratulacje-wszyscy po kolei przybili mojemu ukochanemu piątkę. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Siedziałam tak wtulona w Horan'a. Byłam zmęczona. Nie przespałam welu nocy przez jego nieobecność, po prostu nie umiałam. Jeszcze wydarzenia z tamtego dnia, tak wiele się wydarzyło. Moje powieki zaczęły robić się coraz cięższe. To ostatnie co pamiętam z tamtego wieczoru.
*Oczami Niall'a 
Nawet nie zauważyłem kiedy moja królewna zasnęła. Zawsze była cicha, więc ciężko było się zorientować. Wyglądała na wykończoną psychicznie. Tak ją kochałem. Serce krajało mi się na jej ból. 
Zaniosłem mój cały świat do, już, naszej sypialni. Przykryłem ją kołdrą, pocałowałem w czoło i wyszedłem. Nie zwracając uwag na toczoną przez kumpli rozmowę, opadłem na swoje wcześniejsze miejsce. Obserwowałem swój palec malujący wzroki na oparciu kanapy z uśmiechem. Myślałem wtedy o niej. O tym jak po raz pierwszy ją ujrzałem, usłyszałem jej głos, poczułem smak jej ust. Wszystko wydawało się takie nierealne . Ne wierzyłem, że znalazłem tak niesamowitą dziewczynę. Moje serce biło tylko dla niej:
-Niall! Niall!-z rozmyśleń wyrwał mnie Zayn
-Co jest?-zwróciłem na nich wzrok 
-Nad czym się tak zastanawiasz?-odezwał się Tomlinson. Na to pytanie ponownie uniosłem kąciki ust-Julia?-pokiwałem głową na tak
-Ja po prostu nie potrafię bez niej żyć-radośnie westchnąłem
-Wiemy stary-wspólnie zaśmiali się
-Co?-nie zrozumiałem o co im chodzi
-Horan, nie wiem czy wiesz, ale przez cały czas nawiałeś tylko o niej. Chodziłeś przygnębiony dopóki nie zobaczyłeś jej na ekranie komputera lub gdy nie usłyszałeś jej przez słuchawkę telefonu. Myślami byłeś daleko od nas, przypuszczam, że wtedy z nią. Nialler, bracie wiemy, że prócz Julii nie istnieje dla ciebie nic-wyrecytował Liam
-Prawda-potwierdziłem-Nie zdajecie sobie sprawy jak silne to jest uczucie-mówiłem pełen pasji-Tego nie da się opisać, nie umiem wyrazić tego słowami-sam byłem zafascynowany tym jak bardzo ją kocham
-Tego chyba nawet nie da się wyobrazić-stwierdził Louis
-Tak-przytaknąłem. Rozprawialiśmy jeszcze o kilku mało, dla mnie, istotnych sprawach. Później pożegnałem przyjaciół i udałem się pod prysznic. Ubrałem spodnie dresowe i wróciłem do sypialni. Ułożyłem się obok miłości mojego życia. Objąłem mojego anioła i  z szerokim uśmiechem zasnąłem...






Hejka! Mam nadzieję, że się spodoba kochani ^^ Ja jestem, w miarę, zadowolona. Ale też nei do końca. 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I didn't forget where I belong 5

-...-zaczął wymieniać składniki
-Octu?-ręce mi opadły-Octu do naleśników?-myślałam, że się załamię. Wzruszył zakłopotany ramionami-Okej, wyrzuć to, zrobimy nową-zabraliśmy się do pichcenia. Dobrze, że kiedyś szef kuchni w moim starym domu nauczył mnie gotować. Pomogłam chłopakowi zrobić śniadanie, a sama złapałam za jabłko
-Nie jesz?-zapytał
-Nie lubię naleśników-stwierdziłam
-Niech ci będzie-zaśmiał się-Chłopaki! Śniadanie!-krzyknął do góry. No, czegoś takiego jeszcze nie widziałam...
***
Niall o mało się nie zabił biegnąc ze schodów. Wybuchłam śmiechem. A chłopak zaczął jeść
-O Boże! Jakie to jest dobre-wręcz wpychał sobie danie do ust
-Cześć Nialler-dałam znać o swojej obecności. Zatrzymał się i spojrzał na mnie
-O Diana, nie zauważyłem cię-nerwowo się zaśmiał
-Spoko, kontynuuj. U mnie w domu też tak jedzą...-powrócił do czynności. Zbliżyłam się do Mulata-...Psy-dodałam szeptem na co Zayn się zaśmiał
-Cześć-przywitał się Harry. Uroczo wyglądał z takimi roztrzepanymi lokami
-Hej-odezwałam się. Jego oczy się powiększyły. Czy ja jestem niewidoczna?-pomyślałam
-Diana, witaj-uradował się i zajął miejsce. Po chwili ujrzałam wysokiego bruneta o ciemnych oczach
-Liam-uścisnął moją dłoń
-Dana-dołączył do reszty. Jedynym, który się nie przywitał był Louis. Nawet na mnie nie spojrzał. Obserwowałam jak spożywają posiłek. Usiadłam na blacie i dokończyłam jabłko. Nadal się zastanawiałam o co chodzi Lou. Nie lubił mnie? Coś mu we mnie przeszkadzało? Udało mi się usłyszeć jego głos. Był radosny, zabawny. Rozmawiał z chłopakami bardzo entuzjastycznie. Mnie jakby nie zauważał. Przygnębiało mnie to. Coś kuło mnie w serce, jakby mi na tym zależało. Odłożyli talerze do zmywarki:
-Hej Diana, może wpadniesz dzisiaj do nas na wieczorek horrorów?-zaoferował blondy. Nigdy nie lubiłam tego rodzaju filmów, ale nie chciałam się z nimi zaprzyjaźnić
-Jasne. O której?-nieco zestresowanym głosem zapytałam
-19-odrzekł
-Okej, to do zobaczenia-ulotniłam się. Rzuciłam się na łóżko i miałam zamiar poczytać książkę, ale nie mogłam się skupić. Po mojej głowie cały czas biegał Louis. Miałam tego dosyć. Zebrałam się i poszłam na zakupy. Spożywcze oraz odzieżowe (XD) Około 18, poszłam pod prysznic. Ubrałam czarne leginsy  białą bluzę z jakimś nadrukiem. Nie wiedziałam co to te całe "Crazy mofos", ale w sklepie wyglądała ładne, więc kupiłam. Na czubku mojej głowy pojawił się niestaranny kok. Na nogi wsunęłam moje nowe kapcie za kostkę i ruszyłam na górę. Zapukałam w panele
-Wchodź-Harold podał mi rękę i wciągnął mnie wręcz na powierzchnię ich mieszkania
-Jak wy dajecie radę tu włazić, masakra-rozbawiłam go. Wprowadził mnie do salonu. Wszyscy chórem mnie powitali, wszyscy tylko nie Lou. Usiadłam pomiędzy Hazz'ą a Nialler'em. Cały czas czułam na sobie czyjś wzrok, lecz gdy tylko sprawdzałam czyj, ich spojrzenia były skierowane na ekran. Miałam wrażenie, że to Louis...















Hejka! Wybaczcie, że taki chłam. Nie wiem, jakoś ostatnio piszę taki szajs, nie mam weny :( Jestem przybita :/ Przepraszam. Mam nadzieję, że natchnienie niebawem do mnie powróci i skończę z tymi bzdurami, które teraz piszę.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #9

-(T.I) ja tak nie potrafię, to nie miało tak wyjść-był wyjątkowo przejęty-Zależy mi na tobie i miałem zamiar ci to pokazać, ale stchórzyłem. Wiem jestem idiotą, głupkiem, nie umiem być facetem i w ogóle. Ale nie chcę cię tracić przez pocałunek w polik, który wcale nie powinien się wydarzyć. Wiem, że miałem ci udowodnić, że jesteś kimś więcej, a ja to schrzaniłem. Wybacz, przepraszam. Jestem frajerem, tchórzem...-kontynuowałby, ale przerwałam mu. Szybko  złapałam jego twarz w dłonie, wspięłam się na palce i wpiłam się w jego usta...
***
-Już, spokojnie-wyszeptałam, gdy odsunęłam się od niego trochę. Nie wypuszczałam jego twarzy z objęć-Nie musisz mi już niczego udowadniać, wierzę. Chcę spróbować-wywołałam uśmiechy na naszych twarzach-Harry, ja po prostu...Cię kocham-zachichotałam
-Ja ciebie też-tym razem on delikatne mnie ucałował
-Możesz podziękować swojej mamie-ruszyliśmy blisko siebie za rękę
-Dlaczego?-rozbawiłam go lekko
-Gdyby nie rozmowa z nią, nadal bym się wahała-odpowiedziałam
-Jej-przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i objął mnie-Nie dość, że dała m życie, to jeszcze kogoś takiego, mój cud-pocałował mnie w czoło
-No jeszcze nie taki twój-oderwałam się na sporą odległość
-Co?-spoważniał nieco i przyspieszył aby dorównać mi kroku
-A zapytałeś?-skrzyżowałam ręce na piersiach i udałam obrazę. Złapał mnie za rękę i zwrócił ku sobie
-(T.I) (T.N) uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną...
-Daruj sobie-ponownie zmusiłam go do gonitwy za mną. Lubiłam się z nim droczyć-Ma być romantycznie, nie na opierdziel-oparłam się o drzwi wejściowe
-Jesteś szalona, królewno-ukazywał mi te swoje niezapomniane dołeczki. Nie umiałam gniewać się na niego. Tak ciężko było mi grać-Przecież nie miałem ci już niczego udowadniać-nie umiał powstrzymać rozbawienia
-Tak. To nie jest udowadnianie niczego, ja po prostu chciałam poczuć się wyjątkowo.-udało mi się wydusić kilka łez, powstrzymując z trudem chichot. Postanowiłam jeszcze bardziej mu dopiec. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zdjęłam z siebie rzeczy i ruszyłam po schodach-Masz mnie za rzecz? Nie możesz mnie mieć tak po prostu-złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam głowę w jego kierunku. Cały czas się uśmiechał. Wiedział, że ja tylko się wygłupiam
-Bądź gotowa za godzinkę-puścił mi oczko
-Okej-podekscytowana pisknęłam i pobiegłam do pokoju. To była komedia. Rozumieliśmy się jak nikt. Byliśmy dla siebie stworzeni. Szykując się, cały czas się śmiałam. To było take idiotyczne, a zarazem urocze. Rozczulał mnie fakt, że Hazz był w stanie znosić moje najbzdurniejsze zachcianki. Nie miałam wątpliwości, zależało mu na mnie. Wzięłam kąpiel, pomalowałam rzęsy, wysuszyłam i lekko pokręciłam włosy, aby utworzyły się sprężyny. Spryskałam się ulubionym zapachem, w uszy wpięłam długie kolczyki, na szyi zawiesiłam wisiorek do kompletu, a na nadgarstkach spoczęły bransoletki. Ubrałam swoją  najatrakcyjniejszą kreację, a na nogi wsunęłam koturny. Czekałam na znak mojego przyszłego chłopaka. Ten tytuł odbijał mi się w głowie miliony razy i za każdym kolejnym brzmiał coraz piękniej. Nareszcie usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Poprawiłam włosy i otworzyłam. Miał w rękach wielki bukiet białych róż. Skąd wiedział, że to moje ulubione? Był elegancko ubrany. Zakochałam się w nim po raz kolejny. Był taki przystojny...Zmierzył mnie wzrokiem:
-Wow-chyba zaparło mu dech
-Yhym-chrząknęłam, by się ocknął
-To dla ciebie, skarbie-wręczył mi kwiaty
-Dziękuję-uśmiechnęłam się  odebrałam podarunek. Położyłam go na stoliku i złapałam loczka za rękę. Zaprowadził mnie do samochodu. Podjechaliśmy pod bardzo elegancką restaurację. Bardzo przyjemnie nam się "rozmawiało". Dlaczego cudzysłów? Ponieważ co moment wybuchaliśmy śmiechem z powodu samej sytuacji. To było tak zabawnie ustawione
-(T.I) chcesz zostać moją jedyną?-złapał mnie za dłonie
-No nie wiem...-udawałam, że się zastanawiam. Chyba przekonująco, gdyż w jego oczach naprawdę pojawił się strach-No jasne, że tak-odetchnął
-Kocham cię-pocałował mnie
-Ja ciebie też-po długim "stosunku" dał mi szansę na odpowiedź. Jakoś cały wieczór, miałam wrażenie, że panuje dziwne, przyjemne oraz ekscytujące napięcie. Zdjęliśmy z siebie okrycie i stanęliśmy naprzeciw siebie, bardzo blisko w przedpokoju. Pozostawaliśmy w milczeniu. Spojrzeliśmy sobie w oczy, to był ten moment. Złączyliśmy nasze usta w namiętnym pocałunku, który pogłębialiśmy z każdą chwilą. Nie wiem kiedy, nie wiem jak straciłam z stóp wysokie buty i znalazłam się na rękach Harold'a. Nie mogłam już się doczekać pomieszczenia do którego mnie niósł. Niczego bardziej nie pragnęłam...











Hejka! No i jest! Męczyłam go trzy godziny :P Mam nadzieję, że chociaż trochę się wam spodoba :)
A! Mam pytanie. Wszyscy wiemy o co chodzi w zakończeniu (zbok ze mnie). Mam opisać tą scenę, czy zacząć już po? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 28 grudnia 2014

I will teach you life 4

-Ej, ej, ej, nie przeginaj-odciągnął mnie Mulat
-Nie dotykaj mnie!-wyrwałam się
-Uspokój się-doradził Payne łapiąc mnie za łokieć
-Bo co?-zwróciłam twarz ku "wspaniałej" czwórce cwaniaków-Pobiją mnie? Zabiją? Rodziny nie mam, więc raczej nic nikomu nie zrobią-nie wiedziałam czemu, wszyscy spojrzeli na blondyna. O czymś nie wiedziałam? Ten spuścił głowę, ale po chwili ją podniósł-Mi i tak jest wszystko jedno-dodałam. To było idiotyczne. Trafiłam do czegoś w rodzaju gangu szpiegów, debilizm. Wszystko wydawało się takie ustawione, zaplanowane. Czułam się jak w filmie. Nie wiedziałam gdzie ja nauczyłam się bić, skąd we mnie tyle agresji i odwagi. Wszystko pozostawało zagadką...
***
Stałam w miejscu i normowałam oddech. Byłam wściekła. Wszyscy obserwowali mnie-Dlaczego niby to on ma mnie "szkolić"?-namalowałam cudzysłów w powietrzu
-Możemy przydzielić ci kogoś innego, królewno. Chcesz sobie kogoś wybrać?-sarkastycznie parsknął niebieskooki brunet
-Nie ku**a! Chcę wiedzieć, idioto-nie umiałam trzymać jeżyka za zębami
-Wydawałaś się łagodna, ale pozory tym razem zmyliły-zakpił lokaty
-Naprawdę mu zaj*bie-stwierdziłam przez zęby
-Wylizuj już-polecał Liam
-Dobra-wyrwałam ręce z jego dłoni-Możemy już stąd jechać?-rzuciłam. Po kilkunastu godzinach wylądowaliśmy. Doskonale wiedziałam gdzie jesteśmy-Malibu (Kalifornia). Przewróciłam oczami i ruszyłam dalej z moim "bagażem". Czyli małą walizką, nie moich, damskich ubrań. Trafiliśmy pod ogromny, piękny dom-Żartujesz?-stanęłam jak wryta
-Nie rozumiem-zatrzymał się obok
-Przecież, to jest pałac, a ja nie jestem księżniczką. Czemu aż taki luksus dla takiej słabeuszki jak ja?-szydziłam ich zdaniem na mój temat
-Przestań w końcu mi to wypominać,to nie moja wina-warknął
-Dobra-mruknęłam i ruszyłam za nim-Po prostu nie wiem, dlaczego niby miałabym być słabsza od innych i dostawać taryfę ulgową-warknęłam i wkroczyłam pierwsza do środka
-(T.I) ty chyba czegoś nie rozumiesz. Jesteś pierwszą dziewczyną w historii tego zawodu, rozumiesz?-zatkało mnie. Co? Ja? Miałam coś zapoczątkować?
-Czemu akurat ja?! Do cholery! Gadacie, że jestem świetnie przygotowana fizycznie, ale nie psychicznie, a mimo to, to ja mam zostać tą pierwszą?! Przecież po świecie chodzą tysiące lepszych!-rzuciłam rzeczy na sofę i darłam się na chłopaka
-Może i są lepsze, ale wybrano ciebie. Nie mogę zdradzić czemu-powiedział
-Dobra, nie chcesz, nie mów-zdenerwowana  opadłam na kanapę. To było ostro pokręcone. Kompletnie się nie poznawałam. Wiadomo, nigdy nie byłam aniołem. Ale wcześniej nie wrzeszczałam i nie okładałam psychopatów, którzy mogli mnie zabić. Przepełniała mnie odwaga, innego rodzaju niż skok na bungee. To było coś nie do opisania. To przepełniało całą mnie, nie wiedziałam o co chodzi. Nie byłam sobą, to tyle. Dał mi do myślenia. Przecież bez powodu, nagle nie daliby dziewczynie wstąpić do "gangu", czymś to jednak spowodowane być musiało. Payne usiadł spokojnie obok

-Posłuchaj, to nie moja ani nie twoja wina, że tu jesteśmy. Tak chciał szef, tak jest, okej? Nie możemy nic zrobić. Idź się połóż, jutro mamy dużo pracy. Zaczynamy szkolenie-oznajmił. Wstał i zniknął z moich oczu. Zrobiło mi się głupio. Zachowywałam się jak rozpuszczona małolata, a on zachowywał spokój. Był dla mnie miły i dobry. Lecz wiało od niego chłodem. Taka była część tej  pracy, także musiałam się taką stać. Niby musiałam. Skoro zdecydowali się za zmianę uwzględniając mnie w "grupie", postanowiłam wprowadzić kolejną. Chciałam, aby Liam się na mnie otworzył. Zaczęłam planować. Wstałam i pociągnęłam za sobą pakunek. Szybko odnalazłam swój pokój. Na drzwiach widniało moje imię. Wszystko było przygotowane wcześniej. Pomieszczenie urządzone było w odcieniach brązu. Ogółem spodobał mi się. Szczególnie do gustu przypadło mi wielkie łoże z baldachimem o cielistej barwie. Otwarta była ogromna szafa wbudowana w ścianę. Wewnątrz, mnóstwo ubrań. Pod każdą półką był podpis, jakiego rodzaju odzieży mam się spodziewać. To było coś niesamowitego. Wyjęłam jakąś  piżamę i zaczęłam szukać łazienki. Kiedy znalazłam ją, oniemiałam . Poczułam się jak szlachcic, nie do końca mi to odpowiadało. Lecz odrobina luksusu, nie mogła mi zaszkodzić. Nie powiem, ten cały szef się postarał...











Witam! No to tak, ciągnę to dalej. Mam coraz więcej pomysłów, więc chyba jest nieźle. Na razie macie taką nudną część, ale niedługo się rozkręci, obiecuję ;) Mam nadzieję, że pomożecie i zmotywujecie ;D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Mały imagif, sorry nie umiałam się powstrzymać :3

Hazz obraził się na ciebie, nie odzywa się. Próbowałaś wszystkiego. Przepraszałaś miliony razy, ale nic. W końcu nie dajesz rady. Sięgasz po ciężką artylerię Stajesz w drzwiach sypialni w samej biezliźnie:
-I'm horny*
-And I'm Harold-nie daje za wygraną.



















Hejka! Wybaczcie, ale siedziało mi to w głowie od kilku dni. W końcu wybuchłam :D Jeżeli nie wiecie co oznacza słowo horny (z ang.) to już tłumaczę-napalona (w tym przypadku) ;) Tak wiem jestem zboczuchem :3 Ale no cóż
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Rain of scars 21 pierwsza część rozdziału

-To tylko rozcięta warga i podbite oko, tego nawet nie da się opatrzyć-zaśmiał się. Oj jak ja tęskniłam za tym rechotem, nie mogłam się go doczekać
-Daj chociaż mi to obejrzeć-wspięłam się na palce, by luknąć na jego usta. Kusiły mnie. Były takie pełne, same prosiły się o pocałunek. Spojrzałam mu niepewnie w oczy. Zauważyłam tą iskierkę w jego źrenicach. Obawiałam się. Nie wiedziałam jak to się skończy Ale wydawało mi się, że ten wzrok Niall'a się na to zgadza. Wzięłam głęboki oddech, liczyła się tylko ta chwila...
***
Delikatnie musnęłam jego usta, czekając na odpowiedź. Ujął moją twarz w dłonie. Pozwolił mi stanąć na równe stopy. Nachylał się lekko pogłębiając pocałunek. Jedna z jego rąk zsunęła się na moją talię i przybliżyła nas do siebie. Wplotłam palce w jego blond włosy. Nie mogłam uwierzyć. Wcześniej bałam się tego. Obawiałam się, że nie będę umiała. Tyle złego uczynił mi jeden mężczyzna, myślałam że jest także w stanie obrzydzić mi każdy kontakt z płcią przeciwną. Okazało się, że nie. Kochałam Niall'a od samego początku, nie istniałam bez niego. Lecz cały czas zatrzymywał mnie niepokój o to czy nie stchórzę w ostatniej chwili i nie zaprzepaszczę naszej relacji. Udało mi się. Było niesamowicie. Poczułam jak bardzo go kocham. Ile dla mnie znaczy. Odsunęliśmy się od siebie. Złączył nasze czoła razem. Patrząc sobie w oczy wyrównywaliśmy oddech. Uśmiechaliśmy się do siebie jak szaleńcy:
-Kocham cię-wyszeptał
-Kocham cię-równie  cicho powtórzyłam. Ponownie złączyliśmy nasze wargi w delikatnym całusie
-Już nigdy cię nie opuszczę, nigdy-przymknął oczy. Staliśmy w bezruchu tak przyklejeni do siebie w przedpokoju. Nagle drzwi się otworzył, a do środka wpadli chłopcy. Byli wyraźnie przejęci, lecz kiedy tylko nas ujrzeli, widocznie się uspokoili. Przestraszyłam się i wtuliłam się w Nialler'a, chowając twarz w jego tors-To tylko ci idioci-zaśmiał się. Odwróciłam się do niego plecami, tak że odejmował mnie w tali-Jest dobrze-wyraźnie rozbawiony powiedział. Poczułam na głowie jego usta
-Hej-przywitałam się niezbyt głośno
-Cześć-szczerzyli się jak nigdy
-Ymmm...Horan?-Li pokazał na własne oko, pytając tym samym o rany niebieskookiego
-To nic-odrzekł-Wejdziecie? Czy będziecie tak tu stać?-pociągnął mnie do salonu za sobą. Reszta podążała za nami. Posadził mnie sobie na kolanach i pocałował ponownie. Miny loczka, Lou, Zaz'y oraz Liasia, były bezcenne
-Coś się zmieniło przez te piętnaście minut kiedy ostatnio się widzieliśmy-Mulat zajął miejsce obok
-Trochę-Irlandczyk nie spuszczając ze mnie wzroku, założył pasmo moich włosów za ucho. Oparłam głowę o jego ramię. Nareszcie-pomyślałam...











Hejka! Przepraszam, że dzielę rozdziały, ale nie mam jak napisać dzisiaj dłuższego. Muszę lecieć :P Mam nadzieję, że nie będziecie bardzo źli.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I didn't forget where I belong 4

-Nie no, z każdą chwilą robi się coraz lepiej-stwierdziłam bezradnie, lecz z uśmiechem. W głowie  zabijałam się tysiące razy, za podpisanie tej umowy
-Będzie okej-zielonooki poklepał mnie po ramieniu
-Musi być-westchnęłam
-Ustalmy wszystko-zaproponował niebieskooki
-Dobra-zgodziłam się. Zaplanowaliśmy wszystko tak, aby być jak najbardziej niezależnym. Ogółem dzieliliśmy tylko kuchnię, nic więcej. Zero wstępu do swoich mieszkań, bez zgody właściciela. Jakoś udało się nam dojść do porozumienia. Zapowiadało się...intensywnie. No to była prawdziwa niespodzianka...
***
Oni poszli do siebie, ja o siebie. Opadłam na łóżko:
-To są jakieś kiepskie żarty-stwierdziłam sama do siebie. Poszłam pod prysznic. Letnia woda rozluźniła moje mięśnie. Dziwnie było nie mieć przygotowanego szlafroka po kąpieli, nie posiadać żadnych praw  do wydawania "rozkazów" (np. Mógłbyś skoczyć po moją piżamę w małpki? XD). Lecz ta niezależność, nadal podobała mi się bardziej, niż życie w klatce. Wysuszyłam włosy, ubrałam piżamę i ułożyłam się pod pościelą. Szybko udało mi się zasnąć.
Obudziłam się około 10.00 rano, jeszcze nigdy tak późno nie wstawałam. Zwlokłam się z łoża i ruszyłam do łazienki. Wzięłam poranny prysznic. Podkreśliłam oczy eyeliner'em oraz tuszem do rzęs. Usta pomalowałam błyszczykiem. Rozczesałam włosy i obwiązałam głowę czarną bandamką dookoła. Ubrałam się i spryskałam ulubionym zapachem od Channel. Weszłam do kuchni, w której coś najwidoczniej się  przypalało. Przez sporą ilość mgły, ledwo ujrzałam wysokiego chłopaka stojącego obok otwartego okna
-Co tu się dzieje?-przymykałam oczy i zasłaniałam  usta oraz nos
-Smażyłem naleśniki i coś mi nie wyszło-"mgła" zaczęła ulatywać. Jeszcze nie znałam tego przystojniaka. Szczupły ciemnooki Mulat z lekkim, seksownym zarostem. Na jego rękach widniały liczne tatuaże, wyglądał jak typowy badboy. Spodobał mi się od razu
-Ale wiesz, że smaży się na jakimś tłuszczu, nie na suchej patelni?-podniosłam naczynie z przyklejoną masą tak aby je ujrzał
-Teraz już tak-uśmiechnął się-Jestem Zayn-wystawił do mnie rękę
-Diana-ujęłam ją i odwzajemniłam wyraz twarzy
-Pomożesz mi?-spojrzał na mnie z miną szczeniaczka
-Jasne-nie umiałam się oprzeć
-Jakby co, to chłopaki mówili mi już wszystko i...-przyglądał się jak zeskrobuję czarne resztki z patelni-Ogółem jestem wtajemniczony-zaśmiałam się
-Jak to możliwe, że i wy i ja przeoczyliśmy to w umowie?-kiwałam głową
-Nie mam pojęcia-rozbawieni zaczęliśmy już oddychać świeżym powietrzem
-Dobra, pokaż mi gdzie masz masę na...-podstawił mi pod nos miskę-Fu...-odsunęłam się-Czego ty tam dodałeś, że tak to śmierdzi?-zakrztusiłam się
-...-zaczął wymieniać składniki
-Octu?-ręce mi opadły-Octu do naleśników?-myślałam, że się załamię. Wzruszył zakłopotany ramionami-Okej, wyrzuć to, zrobimy nową-zabraliśmy się do pichcenia. Dobrze, że kiedyś szef kuchni w moim starym domu nauczył mnie gotować. Pomogłam chłopakowi zrobić śniadanie, a sama złapałam za jabłko
-Nie jesz?-zapytał
-Nie lubię naleśników-stwierdziłam
-Niech ci będzie-zaśmiał się-Chłopaki! Śniadanie!-krzyknął do góry. No, czegoś takiego jeszcze nie widziałam...













Hejka! Informuję, że dzisiaj nie wstawię zbyt wiele, gdyż ponowny wyjazd >< Mam dosyć i jestem zła sama na siebie. Tak wiem jestem beznadziejna :P  Wybaczcie, za moje nieobecności.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 27 grudnia 2014

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #8

Chciałam przygotować śniadanie. Było około 6.00. Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Zaczęłam przygotowywać omlety. Poczułam na biodrach dłonie Odwróciłam się momentalnie
-Hazz, co ty...
-Ciii...-zamilkłam. Nie wiedziałam o co chodzi. Zbliżył swoją twarz do mojej. Obawiałam się. Dzieliły nas zaledwie centymetry, już myślałam, że, kiedy...
***
Kiedy on pocałował mnie(!), ale w policzek
-Co to było?-zaśmiałam się gdy się odsunął
-Takie moje dzień dobry-słodko się uśmiechnął
-Dzień dobry, więc-odwzajemniłam wyraz twarzy i powróciłam do swojego wcześniejszego zajęcia. Nie powiem, byłam nieco zawiedziona. Kiedy stałam do niego plecami, mina mi zrzedła. Liczyłam na coś więcej z jego strony. To było coś więcej niż przyjaźń, przynajmniej ja tak czułam. Skończyłam przyrządzać posiłek. Podałam loczkowi jedzenie. Panowała napięta atmosfera. Reszta domowników dołączyła do nas Przy posiłku Pani Anne zaczęła temat:
-Dzisiaj wyjeżdżamy na czterodniowy wypad do ciotki Doris-oznajmiła
-Podwieziecie mnie do Rebbeca'i? Chciałam przenocować u niej ze trzy noce, a mieszka pięćdziesiąt kilometrów stąd. To po drodze-Gemma przyprawiła mnie o zadławienie się gofrem. Musiałam popić. No to mnie zatopiła. Miałam zostać z Harrym na kilka dni sama?
-Oczywiście, córciu-odrzekła jej matka. Harold wlepił wzrok w talerz, nie odzywał się. Ja także, ale ten prąd nad nami nadal panował. Zmywarka szwankowała, więc wraz z przyjaciółką zabrałyśmy się za wypucowanie naczyń. Gdy tylko zostałyśmy same, odezwałam się:
-Czemu mi to robisz do cholery?-podśpiewywała coś pod nosem
-Ale co? Hazz!-ewidentnie udawała niewiedzę. W pomieszczeniu znalazł się lokaty. Moje szansę na rozmowę z G, rozpłynęły się
-Co tam?-niby na luzie zbliżył się do nas
-Możemy porozmawiać?-zwracając się do niego rzuciła spojrzenie na mnie. Zrozumiałam
-Zostawiam was samych-wytarłam dłonie i wyszłam. Opadłam na łóżko w swoim pokoju i zaczęłam analizować wszystko od mojego przyjazdu. Zaczęłam rozumieć. Usłyszałam pukanie do drzwi
-Proszę-cicho odezwałam się i przyjęłam pozycję siedzącą. Ukazała mi się postać Pani Cox. Uniosłam kąciki ust na jej widok. Zajęła miejsce tuż obok i wzięła moją dłoń pomiędzy dwie swoje. Najpierw wlepiała wzrok w nie, następnie we mnie
-To dobry chłopak, nie musisz się martwić, on cię nie skrzywdzi-zaskoczyła mnie tym tematem. Skąd widziała o moich obawach?-Widzę co się dzieje pomiędzy wami-kontynuowała-Może i powtarzałam ci już to wiele razy, ale on naprawdę na nikogo tak nie patrzył. Chodzi jak zaczarowany. To nie ten sam Harry. Wiem to, jestem jego matką. Nie wahaj się, bądź pewna, to  prawda-mówiła szyframi, które odczytywałam na bieżąco. Nie wiedziałam, skąd wie o mnie tyle. Co czuję-Poświęci wszystko. Nie da powiedzieć na ciebie złego słowa. Obiecuję, że się uda, nie będzie katastrofy. Daj się ponieść Przechodziłam to samo, wiem wszystko-przycisnęła mnie do siebie i pocałowała w głowę
-Dziękuję Pani-odwzajemniłam uścisk. Wtedy nie miałam już żadnych wątpliwości. Miała rację.
Pożegnaliśmy się ze sobą. Zostałam tylko ja i Harold. Usiedliśmy w salonie z dala od siebie. To dziwne napięcie panowało od rana. Milczeliśmy. Ślepo obserwowaliśmy obraz na ekranie telewizora. Nareszcie loczek\ odezwał się:
-Może wyjdziemy na spacer?-zaproponował
-Jasne-przytaknęłam. Ubraliśmy się i wyszliśmy. Odległość pomiędzy nami, nigdy nie była tak spora. Ta cisza była nie do zniesienia. Zatrzymaliśmy się pod jakimś wielkim drzewem. Księżyc oświetlał nam noc. Harold pękł, nie wytrzymał-(T.I) ja tak nie potrafię, to nie miało tak wyjść-był wyjątkowo przejęty-Zależy mi na tobie i miałem zamiar ci to pokazać, ale stchórzyłem. Wiem jestem idiotą, głupkiem, nie umiem być facetem i w ogóle. Ale nie chcę cię tracić przez pocałunek w polik, który wcale nie powinien się wydarzyć. Wiem, że miałem ci udowodnić, że jesteś kimś więcej, a ja to schrzaniłem. Wybacz, przepraszam. Jestem frajerem, tchórzem...-kontynuowałby, ale przerwałam mu. Szybko  złapałam jego twarz w dłonie, wspięłam się na palce i wpiłam się w jego usta...












Hejka! Jak się podoba? Piszcie :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I didn't forget where I belong 3

-Dobra, ale wiesz jak tam dotrzeć?-rozbawiłam ich ponownie
-Tak-przytaknęłam. Miło mi się z nimi rozmawiało Nie wiedziałam tylko o co chodzi Louis'owi . To mnie dręczyło. Byli uprzejmi i życzliwi, ale tylko Hazz i Nialler. Nat temat trzeciego z nich nie mogłam się wypowiedzieć, gdyż nawet nie słyszałam jego głosu. Dotarliśmy pod mój blok
-To tutaj-oznajmiłam
-Poważnie?-wyraźnie zaskoczyłam tą "wspaniałą trójkę"
-Tak, a coś nie tak?-zestresowali mnie...
***
-Nie, no bo...A właściwie to które mieszkanie?-zacinał się Niall
-32-odrzekłam. Ich źrenice znaczcie się powiększyły-Powiecie mi w końcu o co chodzi?-zdenerwowałam się
-Mieszkamy w tym samym mieszkaniu-szczęka, dosłownie, mi opadła
-CCcO?-oparłam się o drzwi
-Jest dwupiętrowe, my na górze, ty na dole. Też właśnie się wprowadziliśmy-oznajmił ledwo Hazz
-Wy sobie żartujecie, tak?-zaczęłam przypuszczać
-Nie-kiwał przecząco głową blondyn
-Jak to w ogóle możliwe?-czuję, że bladnę
-Czytasz umowy?-zaczęliśmy panikować
-A wy czytacie umowy?!-warknęłam, kiedy zaczęli mnie obwiniać
-Dobra, spokojnie, damy radę. Przecież nie...Cholera-loczek splótł ręce na karku
-Co?!-nerwowo się odezwałam
-Dzielimy kuchnię. Nie zauważyłaś w niej schodów?-chaotycznie chodziliśmy pod blokiem
-Nie wchodziłam tam, a wy kurde co? W łazience gotowaliście?-irytowali mnie
-Wprowadziliśmy się dzisiaj, wiedzieliśmy, że będziemy mieć tylko połowę mieszkania, ale nie wiedzieliśmy, że będziemy musieli dzielić cokolwiek-Lou jak gdyby nigdy nic, stał sobie z boku i przyglądał się nam
-No to jesteście genialni "Bierzemy połowę mieszkania", nie pomyśleliście, że trzeba sprawdzić czy nie dojdzie do takiej sytuacji?-ironicznie powiedziałam
-A ty nie pomyślałaś, aby obejrzeć dom?-przewróciłam oczami
-Wiecie co, i wy i ja zachowaliśmy się bezmyślnie. Nic nie da nam obwinianie się, więc chodźmy to obejrzeć i jakoś damy radę-wzięłam kilka głębokich oddechów
-Okej-we dwójkę wręcz wyśpiewali i ruszyliśmy na górę. Otworzyłam drzwi i wpuściłam ich do środka. Zjawiliśmy się w "wspólnym" pomieszczeniu. Rzeczywiście, kręcone, metalowe schody prowadziły ku górze. Złapałam się za głowę i opadłam na jedno z wysokich, obrotowych krzeseł przy barze. Oparłam łokcie o blat, a czoło o dłonie. Załamałam się. To była prawda. Ja i oni, świetnie. Nie spodziewałam się, że moje nowe "lepsze" życie będzie wyglądało w ten sposób. Na początku próba gwałtu, a później moi wybawcy mają ze mnę zamieszkać. Chyba lepszego scenariusza nie wymyśliłabym sama. Hazz i Nialler krążyli dookoła. Louis opierał się o ścianę za mną. Jego to nie ruszyło. Panowało milczenie, nie mogłam już go znieść
-No nic, musimy jakoś to przetrwać-podniosłam na nich wzrok
-Tak, właśnie-potwierdził lokaty
-Świetnie to brzmi, wysoka blondynka oraz pięciu facetów nad nią-zażartował Niall
-Ilu?-moja mina-"wtf?!"
-Pięciu-powtórzył
-Nie no, z każdą chwilą robi się coraz lepiej-stwierdziłam bezradnie, lecz z uśmiechem. W głowie  zabijałam się tysiące razy, za podpisanie tej umowy
-Będzie okej-zielonooki poklepał mnie po ramieniu
-Musi być-westchnęłam
-Ustalmy wszystko-zaproponował niebieskooki
-Dobra-zgodziłam się. Zaplanowaliśmy wszystko tak, aby być jak najbardziej niezależnym. Ogółem dzieliliśmy tylko kuchnię, nic więcej. Zero wstępu do swoich mieszkań, bez zgody właściciela. Jakoś udało się nam dojść do porozumienia. Zapowiadało się...intensywnie. No to była prawdziwa niespodzianka...










Hejka! Ale jestem słowna, akurat 22.00 ;) Mam nadzieję, że się spodoba ^^ (Ja tam bym się cieszyła z takiej niespodzianki ;) )
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 26 grudnia 2014

Imagin Liam

To nie może być prawda! To się nie dzieje! Nie wiem jak zareagować. Niby się cieszę, lecz również krztuszę się łzami. Wiem, że zniszczę mu życie Zrujnuję jego karierę. Nie chcę tego, zbyt go kocham. Jest dla mnie wszystkim. Cała się trzęsę. Ledwo udaje mi się wyjść z łazienki. Przejęta Perrie zbliża się do mnie. Unosił lekko głowę do górę w geście pytającym, kiwam na tak. Rozkłada ręce na boki i łapie mnie w objęcia. Gdy nieco się uspokajam zabiera mnie do mojej sypialni i siada naprzeciw mnie
-Kochana, dacie sobie radę, to nic takiego. Powinnaś się cieszyć-masuje mnie po ramieniu
-Ale jak ja mam się cieszyć, kiedy on jest sławny i media zniszczą go za nieślubne dziecko?!-wręcz krzyczę
-Może i zmieszają was z błotem, ale wy i tak wiecie najlepiej-ponownie mnie tuli-Laura, wszystko będzie dobrze. Kochacie się, Liam nie da cie skrzywdzić, jestem pewna-pocieszała mnie-Dzisiaj mu to powiesz?-pyta
-Nie wiem czy dam radę-odpowiadam
-Jestem pewna-nie wypuszcza mnie z uścisku. Łapię oddech. Zdaję sobie sprawę, że nie mogę tego ukryć choćbym chciała. Dzisiaj wraca od rodziców. Czekam, już sama , w salonie. Siedzę jak na szpilkach. Co moment się uśmiecham, za chwilę płaczę. Prawdziwa huśtawka. Słyszę trzask drzwi i kroki stawiane w moim kierunku. Serce bije mi coraz szybciej. Wstaję, staram  się szczerzyć. Kiedy widzę jak szczęśliwy jest, z mojej twarzy znika pozytywny wyraz, nie potrafię udawać. Zaczynam płakać i opadam na sofę. Od razu zbliża się do mnie i przyciska mnie do siebie
-Lauruś, co się stało?-troskliwie pyta. Serce mi pęka
-Liam, przepraszam, ja...-dukam. Nie umiem się wyrazić. Długo pozostajemy w milczeniu. Próbuję złożyć jakieś zdanie w myślach lecz  nie mogę. Moje głowa przepełniona jest już czarnymi scenariuszami
-Kochanie, ciii...Już dobrze-nareszcie, jego głos nieco mnie uspokaja-Pamiętaj, że będę z tobą na dobre i na złe, nigdy cię nie opuszczę. Możesz mi powiedzieć wszystko-serce mi rośnie. Wierzę, że mówi prawdę. Po co miałby mnie okłamywać? Biorę głęboki oddech
-Li, ja...my....będziemy mieć dziecko-puszcza mnie w taki sposób, że mogę spojrzeć mu w oczy. Jest w szoku. Teraz, jestem przerażona. Nie wiem co zrobić
-Co?-pyta drżącym  głosem
-Będziesz ojcem-wstaje i wybiega z domu. Zostawia mnie samą. Załamałam się, to koniec naszego związku. Nie chce mieć ze mną potomstwa, muszę się z tym pogodzić. Payne mnie nie kocha, to pewne. Jego słowa okazały się pustymi. Nawet się ze mną nie pożegnał, nawet nie skomentował. Tak zwyczajnie po chamsku mnie opuścił. Nie mam siły już płakać, jestem wyczerpana. Podkulam nogi do klatki piersiowej i opieram o nie głowę. Z jednej strony, spodziewałam się takiej reakcji, ale byłam pewna, że Liaś taki nie jest. No cóż, pomyliłam się. To koszmar. Ja kocham go najbardziej we wszechświecie, nie można wyobrazić sobie mocniejszego uczucia. Jednak łzy same opuszczają moje oczy. Kiedy już tracę nadzieję, pojawia się ta iskierka. Ponownie trzask drzwi. Staję dęba. Pojawia się postać, nie mogę jej poznać, gdyż jej twarz przysłonięta jest ogromnym bukietem białych róż. Ukazuje mi się-Liam. Zakrywam usta dłonią, nie wierzę. Zbliża się do mnie:
-Laura kocham cię, jestem szaleńcem wiem, ale szaleńcem z miłości. Niczego bardziej nie pragnę niż zostanie z tobą na zawsze i zaopiekowanie się naszym dzieckiem. Laura czy wyjdziesz za mnie?-upada na kolano i ledwo, przez kwiaty, udaje mu się odsłonić otwarte pudełeczko z pierścionkiem wewnątrz. Łzy szczęścia zbierają się w moich oczach. Jestem szczęśliwa, nareszcie
-Ttttak-jąkam się. Wsuwa część biżuterii na mój palec i podaje mi róże. Odkładam je i rzucam mu się na szyję. Kręci nami. Całuję go, nie mogę przestać. Pogłębiamy pocałunek z każdą chwilą. Istniejemy tylko my, nic więcej się nie liczy. Nareszcie jesteśmy szczęśliwi...









Hejka! Wiem, że jak na mnie, wcześnie. Lecz dzisiaj wyjeżdżam na małą "wycieczkę" i nie będzie mnie do końca dnia. Wiecie co to oznacza :( Będę może dzisiaj około 22.00-23.00 :P Nie jestem pewna.
Pewnie zdziwicie się, że dałam imię bohaterce z imagina. Dedykuję ten post mojej kuzynce z bardzo daleka, Laurze. Kocham ją i to moja najlepsza przyjaciółka, gdyż nie ma wyjścia, musi ze mną wytrzymać ;) Hehe, nie no żart to moja bff, zawsze będziemy blisko. A ja powoli zaczynam zarażać ją ONE DIRECTION INFECTION :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #7

Opanowałam emocje i zeszłam na dół do kuchni
-Dzień dobry-przywitałam się. Harold na mój widok zachłysnął się piciem
-Witaj dziecko-Anne krzywo spojrzała na syna i podała mu chusteczkę-Gdzie się podziewałaś?-zapytała troskliwie
-Byłam w pokoju-usiadłam na krześle obok G
-Pukałyśmy, nie odzywałaś się-kobieta oparła się o blat. Harry nie spuszczał ze mnie wzroku
-Mam twardy sen, po za tym byłam pod prysznicem-skłamałam
-Dobrze. Proszę, zrobiłam tosty-podała mi talerz
-Dziękuję-zaczęłam jeść. Przyznam, serce biło mi jak szalone
-Kłamczucha, wiem gdzie byłaś-szepnęła do mnie Gem. Zamarłam...
***
Skończyłam posiłek równo z Harry'm. Oboje wstaliśmy, aby odłożyć talerze do zmywarki. Szepnęłam do niego dyskretnie
-Ona wie-na moment się zatrzymał
-To co, księżniczko?-nie przejął się. Skoro on, to i ja nie Przecież ja tylko z nim spałam, nic więcej. Sama dobrze o tym wiedziałam, więc nie musiało mi zależeć aby mi wierzyła. Przewróciłam oczami i wróciłam do stoły. Gdy wszyscy już skończyli, pokierowaliśmy się do salonu. Usiedliśmy w salonie. Rozmawialiśmy trochę. Nie umiałam udawać, że się nie stresuję
-Możemy porozmawiać?-mruknęłam do przyjaciółki
-Idziemy się napić-oznajmiła reszcie, tym samym zgadzając się na moją prośbę-Słucham więc-oparła się o blat
-To samo wyszło, drzwi się zatrzasnęły, a ja nie wiedziałam, no i on..-zaczęłam nadawać jak wariatka
-(T.I) spokojnie, jest okej. Ufam wam. Po za tym to wasza sprawa, jesteście dorośli. Tylko więcej mnie nie okłamuj-przerwała mi. Kamień spadło mi z serca
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że to mówisz-zatrzymałam dłoń na klatce piersiowej-Dziękuję-rzuciłam się jej na szyję
-Spoko-zaśmiałyśmy się.
*Trzy tygodnie później
Przyznam, z każdym dniem Hazz podobał mi się coraz bardziej. Imponował mi codziennie. Udowadniał, że zależy mu. Zbliżyliśmy się do siebie. Mieliśmy ze sobą wiele wspólnego. Nawet jego rodzice zauważyli to nie raz, powtarzali, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dałam sobie spokój z wiecznym przejmowaniem się o zdanie Gem. Między mną a Harold'em nie doszło do niczego konkretnego.
Wstałam z samego rana Chciałam przygotować śniadanie. Było około 6.00. Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Zaczęłam przygotowywać omlety. Poczułam na biodrach dłonie Odwróciłam się momentalnie
-Hazz, co ty...
-Ciii...-zamilkłam. Nie wiedziałam o co chodzi. Zbliżył swoją twarz do mojej. Obawiałam się. Dzieliły nas zaledwie centymetry, już myślałam, że, kiedy...














Heja! Wybaczcie, że taki krótki, ale szykuję małą niespodziankę :D Hehe i nie chciałam dodawać za dużo opisów Wybaczcie :> Buziaczki :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I WESOŁYCH ŚWIĄT <3

Rain of scars druga część rozdziału 20

-Niall, ja muszę ci coś powiedzieć-spojrzałam mu w oczy
-Coś się stało?-czułam jak gul mu skacze, na widok mojego niepokoju
-Nie, tak, prawie-byłam niezdecydowana-Uciekłam z domu, bo on był u nas i chciał znowu...-zacięłam się. Nie mogłam tego powiedzieć. Jego mina przybrała bardzo wściekły wyraz
-On tam jest?-nie chciał dać mi zejść na ziemię
-Nie wiem, tak jakby go znokautowałam i zostawiłam...-krztusiłam się łzami
-Wracamy-zaniósł mnie do samochodu. Ochroniarze jechali za nami. Obawiałam się dalszego rozwoju wydarzeń. To mogło skończyć się tragedią...
***
-Niall, proszę-jechał bardzo szybko, ale nie o to mi chodziło-Ja nie chcę cię stracić-łkałam
-Nie stracisz, tak jak i ja nie mam zamiaru stracić ciebie. Dlatego tam jedziemy-przyspieszył. Nie miałam już siły go prosić. Oparłam głowę o szybę i wyłam. Podkuliłam nogi pod klatkę piersiową i czekałam. Zatrzymaliśmy się pod domem-Zostań tu-rozpiął pas
-Niall...-ułożyłam dłoń na jego dłoni-Nie rób nic głupiego-widziałam jak w tle ochroniarze wchodzą  do domu
-Nie zrobię, obiecuję-pocałował mnie w czoło i zniknął z moich oczu. Czekałam jakby w nieskończoność. Każda minuta ciągnęła się, moja głowa przepełniona była czarnymi scenariuszami. Nie zjawiał się, ani on ani jego ekipa. Nie wytrzymałam wstałam i wybiegłam z pojazdu. Wpadłam do korytarza. Słyszałam krzyki, po chwili ukazał mi się obraz trzech ogromnych mężczyzn trzymających mojego oprawce w szale. Darł się w niebo głosy i szarpał. Kiedy zbliżyli się do mnie, spojrzał na mnie wrogo z szyderczym uśmiechem, jedyne co zrozumiałam z jego ust to:
-To nie koniec, suko-dałam miejsce ochroniarzom. Jakby w momencie zamknięcia się drzwi rozbrzmiały syreny policyjne. Pomknęłam sprawdzić gdzie Nialler. Wpadłam na jego tors po trzech krokach nie zauważając go. Odsunęłam się i spojrzałam w górę. To co zobaczyłam...Moje serce po raz kolejny pękło:
-Niall...-łzy zebrały się w moich oczach, ponownie
-Julia, ja...-zbliżył się, ale ja cofnęłam się jeszcze dalej
-Jak mogłeś?-kiwałam głową i chciałam uciec, lecz był silniejszy i przyciągnął mnie do siebie Wyrywałam się bezskutecznie z jego uścisku. Nareszcie do odwzajemniłam przytulenie
-Wybacz, ale nie umiałem-jego głos drżał
-Obiecałeś-wydukałam ledwo
-To nie było głupie-stwierdził. Postawiłam kilka malutkich kroczków w tył, aby spotkać jego nieziemskie, niebieskie oczęta
-Nie widzisz co sobie zrobiłeś? To nie głupie?-trzymałam jego podbródek
-Nie-odparł-Bo zrobiłem to dla ciebie, za ciebie, to nie mogło być bezsensu-wyszeptał
-Nigdy więcej, proszę cię-ocierałam łzy bez rezultatu
-Nie mogę przysiądź, lecz postaram się, dla ciebie-wyrecytował wręcz
-Tak bardzo za  tobą tęskniłam-ponownie utonęłam w jego ramionach
-A ja za tobą, skarbie-poczułam jego usta na czubku mojej głowy
-Opatrzę ci to-po dłuższej chwili odezwałam się
-To tylko rozcięta warga i podbite oko, tego nawet nie da się opatrzyć-zaśmiał się. Oj jak ja tęskniłam za tym rechotem, nie mogłam się go doczekać
-Daj chociaż mi to obejrzeć-wspięłam się na palce, by luknąć na jego usta. Kusiły mnie. Były takie pełne, same prosiły się o pocałunek. Spojrzałam mu niepewnie w oczy. Zauważyłam tą iskierkę w jego źrenicach. Obawiałam się. Nie wiedziałam jak to się skończy Ale wydawało mi się, że ten wzrok Niall'a się na to zgadza. Wzięłam głęboki oddech, liczyła się tylko ta chwila...





























Hej! Wreszcie jestem ;) Mam nadzieję, że się spodoba :^^ Jak myślicie, uda się Julii? :33
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I WESOŁYCH ŚWIĄT <3

czwartek, 25 grudnia 2014

I didn't forget where I belong 2

 Kroczyłam uliczkami Londynu. Stwierdziłam, że pora wracać. Stanęłam na przystanku autobusowym. Chciałam się przekonać jak to jest podróżować komunikacją miejską, tak wiem dziwne i bez sensu, ale założony przez matkę oraz ojca klosz nade mną, wcześniej nie pozwalał mi na takiego rodzaju "rozrywki". Czekałam i czekałam. Pustka panowała dookoła. Nagle pojawili się dwaj postawni mężczyźni
-Hej maleńka, jesteś sama?-zaczęli się do mnie dobierać. Bałam się jak nigdy. Nie wiedziałam co zrobić. Bawili się moim włosami. Już mnie trzymali za ręce, by zrobić coś strasznego kiedy
-Nie, nie jest sama-głos zza moich pleców przerwał im przygotowania do wykorzystania mnie...
***
Zamknęłam oczy. Słyszałam tylko jak coś upada. Uchyliłam powieki. Ujrzałam trzech chłopaków, blondyna, lokatego o zielonych oczach oraz niebieskookiego bruneta. Otoczyli mnie
-Nic ci nie jest?-odezwał się najwyższy lokacz
-Nie. Jest okej, dziękuję. Nie wiem co by się stało gdyby nie wy-zadzierałam głowę, aby spojrzeć na nich, mimo iż byłam wysoka, nawet bardzo. Cieszyłam się, że się zjawili, inaczej mogłabym zostać zgwałcona, a mogło być nawet gorzej
-Odprowadzimy cię-zaproponował blondas
-Dobrze-ruszyliśmy-Mogę wiedzieć kim jesteście?-rozejrzałam się po ich twarzach
-Ja jestem Harry, to Niall, a to Louis-odpowiedział Harold, jak się dowiedziałam-A ty? Jak się nazywasz?-zapytał
-Diana-tak wiem, to imię, idealnie pasujące do rozpieszczonej dziewczynki. No cóż-Co robicie o tej porze w środku miasta?-zainteresowałam się
-Chyba my powinnyśmy zapytać o to ciebie-zaśmiał się Niall, miał zabawny rechot
-To mój pierwszy dzień tutaj i chciałam zwiedzić trochę miasta, nie wyszło mi chyba-skrzywiłam się lekko
-Zrozumiałe-puścił mi oczko
-A wy?-wybuchli śmiechem. Jak zawsze musiałam palnąć coś głupiego. Zaczerwieniłam się i spuściłam głowę, aby to ukryć
-Trochę śpiewamy-nareszcie się uspokoili-Trochę profesjonalnie-dodali
-Ja też, ale na pewno nie, aż tak dobrze jak wy-nie kłamałam
-Kiedyś sprawdzimy-szturchnął mnie zielonooki. Lou nie wtrącał się. Unikał mojego wzroku, nie chciał ze mną rozmawiać. Nie wiedziałam o co chodzi
-Okej-pokiwałam głową na tak
-Właściwie to gdzie idziemy?-właśnie, jak nazywa się ta ulica
-Ymmm...-dałam im znak, że nie do końca wiem
-Dobra, ale wiesz jak tam dotrzeć?-rozbawiłam ich ponownie
-Tak-przytaknęłam. Miło mi się z nimi rozmawiało Nie wiedziałam tylko o co chodzi Louis'owi . To mnie dręczyło. Byli uprzejmi i życzliwi, ale tylko Hazz i Nialler. Nat temat trzeciego z nich nie mogłam się wypowiedzieć, gdyż nawet nie słyszałam jego głosu. Dotarliśmy pod mój blok
-To tutaj-oznajmiłam
-Poważnie?-wyraźnie zaskoczyłam tą "wspaniałą trójkę"
-Tak, a coś nie tak?-zestresowali mnie...




















Hejka! Jednak udało mi się napisać coś przed Midnight ;) Hehe :D Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Jak myślicie, o co chodzi Lou? I co jest nie tak z adresem Diany? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I WESOŁYCH ŚWIĄT <3

Wybaczcie :*

Witajcie Kochani!
Niestety nie udało mi się dzisiaj nic napisać, bo Święta. Wiadomo latanina od babci do babci, od wujka do cioci itd. Postaram się napisać coś w nocy, ale nic nie obiecuję. Jutro wynagrodzę wam dzisiejszą nieobecność ;)
Buziaczki Słońca wy moje :**
Kocham was <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 24 grudnia 2014

I didn't forget where I belong 1

Życie idealne-Jak można to zdefiniować? Dla każdego oznacza to coś zupełnie innego. Dla większości jest to bogactwo i dobra materialne. Lecz kiedy ma się to wszystko, zaczyna brakować miłości, rodziny, po prostu poczucia bycia kochanym.
Ja od zawsze miałam to "perfekcyjne" życie. Prawda jest taka, że to jest coś strasznego, to nie życie. W rzeczywistości nie miałam matki oraz ojca, wychowała mnie służba. Nie znałam czegoś takiego jak przytulenie lub zwykłe słowa "Kocham cię" z ich ust. Byli dla mnie jak obcy ludzie. Miałam od nich wszystko, firmową odzież, gadżety z górnych półek, pojazdy większe niż domy niektórych. Wszystko tylko nie miłość. Stwierdziłam, że i tak nie jestem im do szczęścia potrzebna. Na dodatek nienawidziłam tego życia w klatce, więc zaplanowałam wszystko.
W dniu moich osiemnastych urodzin, wstałam. Wzięłam kąpiel w wannie przypominającej basen. Ubrałam się w mój stały uniform: biała bluzka oraz rurki, marynarka w  jasnym odcieniu różu i baletki pod kolor. Spięłam włosy w kok i zeszłam na dół. Spotkałam moją jedyną przyjaciółkę, której niestety przypadło pracować dla mnie, Demi:
-Hej kochana, dzisiaj?-przytuliła mnie
-Dzisiaj-potwierdziłam
-Wszystkiego najlepszego-podała mi małe pudełeczko
-D, miałaś nie...
-Przestań-wręcz wepchnęła mi kartonik.  Otworzyłam go, wewnątrz znajdował się małą przywieszkę z napisem "FREEDOM". Był cudowny. To właśnie takie niewielkie gesty najbardziej mnie cieszyły. Przytuliłam ją i ruszyłyśmy wspólnie na dół. Oczywiście  zajęto się mną po "królewsku". Spożyłam niskokaloryczne śniadanie i ruszyłam na zajęcia. Oczywiście domowe zajęcia, nigdy nie uczęszczałam do szkoły. Na początek języki obce, następnie balet, kolejno przedmioty ścisłe oraz humanistyczne. Około godziny 16.00 mogłam zejść na obiad. Przy stole siedzieli moi rodzice
-Witaj ojcze, matko-zajęłam miejsce z dala od nich, czyli  tam gdzie zawsze
-Wszystkiego najlepszego córeczko-uśmiechali się sztucznie. Raz w roku, właśnie tego dnia nazywali mnie "córeczką"-Mamy dla ciebie prezent-może nie uwierzycie, ale na te słowa zawsze przechodził mnie dreszcz. To przerażające, że myśleli, że rzeczy wynagrodzą mi ich
-Dziękuję-zauważyłam, że leży przede mną szare, podłużne pudełeczko
-Otwórz-pospieszali. Luknęłam na nich i złapałam za kartonik. W środku znalazłam srebrny wisiorek, w kształcie serca. Otwierało się go, wewnątrz znajdował się herb naszej rodziny. Był śliczny, bardzo mi się podobał. Wydawał się taki skromny, ale piękny. Lecz oni musieli to zepsuć-Od najdroższego jubilera na świecie-cieszyli się jakby to było ważne. Mina mi zrzedła. Przewróciłam oczami i dałam pomóc służącej w zakładaniu biżuterii na moją szyję
-Jest niesamowity-zajęliśmy się jedzeniem. Jak zwykle rozmawiali tylko ze sobą o biznesach, ja byłam zbędnym powietrzem. Podziękowałam i odeszłam od stołu. Upewniłam się w swoim pokoju czy wszystko gra, czy moje plany trzymają się kupy. Na szczęście wszystko wyglądało na dopracowane, więc jeszcze dopakowałam kilka rzeczy i schowałam aby nikt ich nie znalazł. Pożegnałam zaufanych, wtajemniczonych i poszłam do kąpieli. Ułożyłam się w łóżku i udawałam, że śpię. Zdawałam sobie sprawę, że to moje ostatnie chwile w "luksusie". Radowałam się jak małe dziecko. Wybiła północ. Większość służby już zniknęła z naszej posesji. Pozostali tylko ochroniarze. Na szczęście lekcje gimnastyki nie ominęły mnie, więc z łatwością przemierzyłam dach willi, a później wysoki mur. Biegłam, czułam wolność pod stopami. Tak długo na to czekałam. Tak wiele się wycierpiałam. Moje marzenia zaczęły się spełniać. Byłam tak blisko niezależności. Po kilku wyczerpujących godzinach. Trafiłam do mojego wcześniej kupionego przez internet mieszkania w Londynie. Dlaczego wybrałam właśnie to miasto?-Tu rodzice zaglądali najrzadziej, prawie wcale. Rozgościłam się. Już wcześniej odwiedzałam stolicę Wielkiej Brytanii i co nie co wiedziałam czego się spodziewać. A le zdawałam sobie sprawę, że życie w kajdanach z ochroniarzami u boku, to nie to samo co bycie samotnie w tak sporym mieście. Nigdy nie byłam sama, aż do tamtego dnia. Postanowiłam wyjść na spacer, pomimo ciemności, która już ogarnęła otoczenie. Nie bałam się, gdyż jeszcze nie wiedziałam jak może to być niebezpieczne. Kroczyłam uliczkami Londynu. Stwierdziłam, że pora wracać. Stanęłam na przystanku autobusowym. Chciałam się przekonać jak to jest podróżować komunikacją miejską, tak wiem dziwne i bez sensu, ale założony przez matkę oraz ojca klosz nade mną, wcześniej nie pozwalał mi na takiego rodzaju "rozrywki". Czekałam i czekałam. Pustka panowała dookoła. Nagle pojawili się dwaj postawni mężczyźni
-Hej maleńka, jesteś sama?-zaczęli się do mnie dobierać. Bałam się jak nigdy. Nie wiedziałam co zrobić. Bawili się moim włosami. Już mnie trzymali za ręce, by zrobić coś strasznego kiedy
-Nie, nie jest sama-głos zza moich pleców przerwał im przygotowania do wykorzystania mnie...










Hejka! Oto nowe opowiadanko ^^ Mam nadzieję, że je polubicie. Wiem, że chłopców tu nie ma, ale nie długo to się zmieni ;) Buziaki :>
P.S. To ostatni post dzisiaj :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I WESOŁYCH ŚWIĄT <3

Little Sweet Angel 29 (SURPRISE ^^)

-Gadaj.Jak to jest z tobą i Harry'm?-przewróciłam oczami przez śmiech, na zmianę tematu
-...-opowiedziałam jej wszystko. Nie mówiłam dosadnie co czuję, sama nie byłam niczego pewna. Wiadomo powiedziałam, że to mój najlepszy przyjaciel i nie do końca wiem co między nami jest
-On chodzi jak nakręcony. Cały czas o tobie mówi, wisi na telefonie i sprawdza czy nie dzwonisz lub piszesz. Kiedy idzie do ciebie ma niebywale dobry humor, gdy wraca jeszcze lepszy, a kiedy jest z tobą, o Boże! Wtedy traci głowę. Jeszcze nie widziałam go w takim stanie, więc coś może być na rzeczy-puściła mi oczko. Ja udałam, że to mało istotne i tylko uniosłam lekko kącki ust. Lecz wewnątrz roznosiło mnie z radości, co było dla mnie niezrozumiałe...


***
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę. Przerwał nam dźwięk  otwieranych drzwi. Do środka wkroczyli Hazz i Louis. El wstała, aby przywitać partnera:
-Skarbie, gdzie tyle byliście tyle czasu?-złapała jego twarz w dłonie pocałowała go namiętnie-Stęskniłam się-mruknęła. Oni byli dla siebie stworzeni. Idealnie do siebie pasowali. Wydawali się najszczęśliwszą parą wśród wszystkich par. Harry zbliżył się do mnie, wtuliłam się w niego
-Co  tu robisz?-zapytał do mojego ucha
-Swatam moją siostrę z Niall'em-zaśmiałam się
-Co?-rozbawiłam go
-Wpadliśmy jakieś półgodziny temu na siebie w parku i...
-Słucham?  Przecież miałaś nie ryzykować. A jakby coś się stało?-ściszył ton i mocniej mnie ścisnął. Nasza cała rozmowa przebiegała w tym zbliżeniu, co mi nie przeszkadzało
-Byłam z Tati, ale już więcej nie będę, obiecuję-szczędziłam nam dalszych sporów-Chyba wpadli sobie w oko-zachichotałam-Zaraz się zbieram-oznajmiłam
-Odprowadzić cię?-zaproponował
-Jeżeli chcesz, jasne-puścił mnie. Odwróciliśmy się twarzą do pary, Tommo tulił Elkę od tyłu i opierał głowę na jej ramieniu. Oboje szczerzyli się jak nigdy. Zarumieniliśmy się Harold'em
-Okej, to może ja już...-zestresowałam się-Pa-pocałowałam Eleanor i Louis'a w poliki i wraz z lokatym opuściłam ich posesję. 
*24 grudnia, godzina 11.00
-Tatiana! Rusz szanowny tyłek na śniadanie!-krzyczałam z salonu. Bliźniaczka, jak i ja byłyśmy jeszcze w piżamach. Nareszcie zwlokła się i usiadła ze mną do stołu
-Muszę iść kupić jakąś sukienkę na dzisiaj-półprzytomna stwierdziła
-Co?-szczęka mi opadła-Jesteś tu od prawie dwóch tygodni i jeszcze nie kupiłaś kreacji na wieczór, serio?-luknęła na mnie
-A ty masz?-przecież wiedziała
-Zakładam coś starego-przypomniałam  jej
-To chodź i kup sobie coś ze mną. To twoje pierwsze Święta z ekipą, musisz wyglądać powalająco-jakby dobudziła się i wzruszyła znacząco brwiami
-Niech będzie, ale dawaj szybciej-odłożyłam talerz po sobie do zlewu. Zaczęłam jeść systematycznie, już się nie głodziłam. Ruszyłam na górę. Wzięłam prysznic i ogółem doprowadziłam się do porządku. Wzięłam do rąk komórkę. Wybrałam numer:
-Halo?-chyba królewicz jeszcze nie wstał. Śpioch z niego, nie da się ukryć
-Wstawaj, wstawaj, jutro Boże Narodzenie-zaśmiałam się do słuchawki
-Już, już-ziewnął
-Potrzebuję pomocy. Możesz przyjechać po prezenty? Leżą pod choinką, klucze masz. Ja z Tati idę jeszcze załatwić parę spraw i później przyjdziemy pomóc-wyrecytowałam
-Okej. Będę za pół godzinki i wezmę je-rozbawił mnie swoim zmęczonym głosem
-Dobra już cię nie męczę. Ruszaj się, kochany. Dzięki, buźka-rozłączyłam się. Złapałam za torbę i dołączyłam do, o dziwo, już wyszykowanej bliźniaczki. Przyznam w galerii trochę nam zeszło. Długo szukałyśmy czegoś odpowiedniego. Udało się nam. Wróciłyśmy. Zabrałyśmy ze sobą wszystko co potrzebne i jakoś udało nam się, przez zaspy, dotrzeć do willi. Przywitałyśmy się.  Złożyłyśmy życzenia solenizantowi i zabrałyśmy się za przygotowania. Jak zwykle, nie obyło się bez zabaw i śmiechów. Chłopcy mieli poważne zadania, typu układanie serwetek, nawet to byli w stanie zepsuć.  Jednak udało  mi  się zbliżyć  Niall'a do Tat, cały czas się do siebie uśmiechali i rozmawiali dużo. Około godziny 17.40 z Emily, Elką i Tatian'ą ruszyłyśmy się przygotować. Wzięłyśmy długie kąpiele. Wypachniłyśmy się, uczesałyśmy, one się pomalowały, obwiesiłyśmy się biżuterią i ubrałyśmy się. Ogółem zajęło nam to około dwie godziny. Słyszałyśmy narzekania chłopaków, ale taka już babska natura. Nareszcie skończyłyśmy. Em, Els i Tati wyszły pierwsze, ja jeszcze musiałam poszukać aparatu.
*Oczami Harold'a
Czekaliśmy tak długo, że musieliśmy przytrzymywać Niall'a, aby nie pochłonął całego jedzenia. Nareszcie na ręce Lou zeskoczyła Ems. Miała na sobie szarą sukieneczkę z cekinami u góry. Uczesana była w staranny koczek z powpinanymi różyczkami dookoła. Koleje zjawiły się Eleanor oraz Tatiana, obie miały rozpuszczone włosy. Wyglądały bardzo ładnie. Ale w prawdziwy zachwyt wprowadziła mnie Michell, pojawiła się. Oniemiałem. Wyglądała cudownie. Jej długie, jasne, blond włosy opadały na oba ramiona. Uśmiechała się od ucha do ucha. Przez te, niecałe, cztery miesiące zmieniła się nie do poznania. Wypiękniała, chociaż wydawało mi się to niemożliwe. Coś mnie tknęło, tu, w sercu. Wiedziałem, że zrobię to właśnie tej nocy. Zeszła i zbliżyła się do mnie:
-Ślicznie wyglądasz-pocałowałem ją w policzek
-Ty też przystojniaku-poprawiła  mój kołnierz
-Zapraszam do stołu-odezwał się Nialler
-Już, już, żarłoku-zaśmialiśmy się wszyscy razem. Wieczór mijał przecudownie. Wstąpiliśmy w temat noclegu
-Jest kłopot, bo łóżko w pokoju gościnnym jest jednoosobowe-oznajmiła El
-Spokojnie, jakoś się podzielimy-puściłem oczko brunetce, na co zachichotała. Było idealnie, nie mogłem wymarzyć sobie lepszego scenariusza. Wiadomo, nie obyło się bez sugestii na temat mój i Mich, ale mnie to już nie ruszało. Gdyż ja już wiedziałem.
 Mała zasnęła na moich kolanach, nic dziwnego dochodziła już północ. Postanowiłem zanieść ją do jej sypialni. Kiedy wróciłem, nigdzie nie było Michi
-Gdzie jest...?-zwróciłem się do Louis'a
-Chyba wyszła-nie dał nawet mi dokończyć, wiedział o co zapytam. Ruszyłem na ganek za domem. Uchyliłem drzwi bez hałasu. Stała do mnie plecami, przyglądała się opadającym płatkom śniegu w blasku pełni księżyca. Zdjąłem z siebie marynarkę i okryłem jej ramiona:
-Co tu robisz?-oparłem głowę na jej ramieniu.  Po krótkiej chwili odwróciła się do mnie przodem, dzieliły nas zaledwie centymetry
-Czekam na pierwszą gwiazdkę-była taka piękna-Jest niesamowicie-po chwili dodała-W tak krótkim czasie tak wiele się zmieniło na lepsze-jej oczy błyszczały-A to za sprawą jednej, wyjątkowej osoby-uniosła kąciki ust
-Chciałbym ci coś powiedzieć-nadstawiła uszu-Nie wiedziałem jak to wyznać, wiele razy walczyłem ze sobą. Wahałem się, ale już jestem pewien. Rozświetlasz mój każdy dzień, kiedy tylko jesteś obok, czuję, że żyję. Michell, kocham cię i chciałbym być kimś więcej, niż przyjacielem-nie wierzyłem, że nareszcie udało mi się to powiedzieć. Bałem się jej reakcji
-Harry-zaczęła. Mój puls drastycznie wzrastał-Już od dawna nie jesteś, tylko, przyjacielem. Jesteś moją drugą połówką, bez której nie istnieję, potrzebuję cię-zamarłem. W duchu już dawno odleciałem ponad chmury-Harry, kocham cię i pragnę, abyś został ze mną do końca-podczas jej przemowy złapałem ją w tali. Przyciągnąłem lekko do siebie. Tak długo czekałem na ten moment. Złączyłem nasze usta w delikatnym pocałunku, który z każdą chwilą pogłębialiśmy. Było idealnie...










Witajcie Kochani! No to, pewnie was zaskoczyłam ;) Nareszcie się udało! :DD Wiem, że długo kazałam wam czekać :> To taka mała Świąteczna Niespodzianka ^^ Mam nadzieję, że udana :) Piszcie ;)
A więc, KOCHANI, jeszcze raz: Zdrowych, pogodnych Świąt spędzonych w gronie rodzinnym, dużo prezentów, miłości i wszystkiego czego zapragniecie ;* Kocham was <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I WESOŁYCH ŚWIĄT <3

I will teach you life 3

-Dlaczego ja?-ryczałam jak dziecko
-Jesteś zdrowa, wysportowana, giętka, sprytna, szybka, inteligentna, myślisz, strategiczna, jest wiele powodów-odpowiedział. Zatrzymaliśmy się przed wielką willą, zrobioną prawie w całości, ze szkła
-Gdzie my jesteśmy?-pełna niepokoju zaciekawiłam się
-U szefa-wysiadł i pomógł mi zrobić to samo. Ledwo utrzymywałam się na nogach z przerażenia...
***
Jakoś się mi dotrzeć do salonu. Na sofie siedzieli czterej mężczyźni w wieku mniej, więcej Payne'a. Blondyn, Mulat, brunet o niebieskich oczach oraz lokaty brunet. Omawiali coś. Chowając się za plecami Liam'a zbliżyłam się do nich:
-To ona-odsłonił mnie, a oni jednocześnie odwrócili się, aby spojrzeć na mnie. Przeskanowali mnie dokładnie i wstali. Podeszli bliżej
-Wiesz już wszystko?-zdecydowanie na za małą odległość przystawił się lokacz
-Odwal się, psychopato!-odepchnęłam go. Zaśmiali się na widok miny potrąconego przeze mnie. Obserwowali wszystko z bok. Zielonooki chaotycznie do mnie podszedł i miał zamiar mnie uderzyć, ale go wyprzedziłam. Z całej siły kolanem uderzyłam w jego krocze, skulił się, postanowiłam dodać coś w gratisie. Ponownie, tą samą częścią ciała, trafiłam w jego brzuch i z pięści przyłożyłam w twarz, aby upadł. Kiedy już leżał, przerażona spojrzałam na swoje ręce. Co się ze mną dzieje?-pomyślałam. Przebiegłam wzrokiem przez zaskoczone twarze towarzystwa. Cofnęłam się kilka kroków
-Mówiłem, że da radę-mruknął Mulat
-Gratulacje młoda, przeszłaś pierwszy etap-zwrócił się do mnie blondas podnosząc z paneli kolegę
-O co wam chodzi?-ta moja niewyparzona buźka
-To było coś w rodzaju testu na charakter, twój wynik jak widać bardzo pozytywny i zaskakujący-odpowiedział niebieskooki
-Możecie dać mi spokój?!-podniesionym głosem zapytałam
-Po takim popisie, chyba tylko głupiec odpuściłby taką sztukę-jeszcze skulony lokaty zaśmiał się. Oj nie wyglądał za dobrze
-Co teraz? Przeszkolicie mnie i mam zostać jakimś tajniakiem?-sarkastycznie rzekłam-Mam zostać zimną suką, bo wy tak chcecie?-cały strach ze mnie spłynął. Już się ich nie obawiałam. Wręcz przeciwnie, czułam się przy nich pewnie. Nie wzbudzali we mnie obaw
-Nie. Liam zabiera cię i szkoli, później wracasz tu i zostajesz w branży, maleńka-zaśmiał się zielonooki
-Tylko nie maleńka palancie. Mało ci?-wręcz na niego weszłam swoją pewnością siebie. Musiał stawiać kroki do tyłu, gdyż zaczęłam do popychać
-Ej, ej, ej, nie przeginaj-odciągnął mnie Mulat
-Nie dotykaj mnie!-wyrwałam się
-Uspokój się-doradził Payne łapiąc mnie za łokieć
-Bo co?-zwróciłam twarz ku "wspaniałej" czwórce cwaniaków-Pobiją mnie? Zabiją? Rodziny nie mam, więc raczej nic nikomu nie zrobią-nie wiedziałam czemu, wszyscy spojrzeli na blondyna. O czymś nie wiedziałam? Ten spuścił głowę, ale po chwili ją podniósł-Mi i tak jest wszystko jedno-dodałam. To było idiotyczne. Trafiłam do czegoś w rodzaju gangu szpiegów, debilizm. Wszystko wydawało się takie ustawione, zaplanowane. Czułam się jak w filmie. Nie wiedziałam gdzie ja nauczyłam się bić, skąd we mnie tyle agresji i odwagi. Wszystko pozostawało zagadką...







Witam! Wasze komentarze mnie zmotywowały, za co jestem niezmiernie wdzięczna ;) Posłuchałam rad i będę wstawiać rozdziały, gdy tylko coś mnie natchnie ;) Dzisiaj właśnie tak się stało i zaczęłam wszystko składać w całość :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni i napiszecie co myślicie o tym opowiadaniu :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* I WESOŁYCH ŚWIĄT <33


WESOŁYCH ŚWIĄT!!! :D

 Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzę wam  spełnienia marzeń (wszyscy wiemy, głównie, z czym związanymi ;) ), szczęścia, uśmiechu, zdrowia, powodzenia w miłości (XD czemu ja cały czas o nich myślę?!), żebyście te Święta spędzili w rodzinnym gronie, żeby wasz Mikołaj był hojny i wszystkiego czego jeszcze zapragniecie :)

Mam nadzieję, że ciepło spędzicie te magiczne chwile :3
Że śnieg was śnieg was obsypie i będziecie szczęśliwi :)
Życzę wam jeszcze, abyście poznali naszych ukochanych mężów-MIKOŁAJÓW! :D
Kocham was Kochani, dziękuję za to że jesteście ^^
Buziaczki :**
WESOŁYCH ŚWIĄT!









Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*