Dom był ogromny, ale ilość ludzi wypełniających go zdecydowanie zmniejszała przestrzeń. Nie bardzo miałam ochotę na takie towarzystwo, ale musiałam oderwać się od czarnych myśli. Przywitałam kilku znajomych, nalałam sobie alkoholu i zajęłam miejsce na sofie. I znowu czułam na sobie czyjś wzrok, a mój puls ponownie wzrósł. Czułam, że ten KTOŚ tu jest ...
***
Zaniepokojona błądziłam wzrokiem po pomieszczeniu. Cała masa ludzi zajmowała się zupełnie typowymi imprezowymi czynnościami. Nie zauważałam nikogo patrzącego na mnie. Starałam się rozluźnić i zapomnieć o swoich urojeniach. Kiedy tylko udało mi się zając dobrą zabawą, mój wzrok przykuły czerwone Jordany wśród setki innych butów. Te same obuwie nosił mężczyzna z autobusu. Moje źrenice natychmiast się rozszerzyły. Przełknęłam ślinę i ze strachem podniosłam spojrzenie na twarz właściciela butów. Był to zaskakująco przystojny blondyn z postawionymi do góry włosami. Miał niebieskie oczy i zniewalający uśmiech. Wydawał się być na prawdę miłym, zabawnym facetem. Nie wyglądał na psychopatę. Rozmawiał z grupką innych osobników płci męskiej i wydawał się czerpać z tego radość. Jego wzrok niespodziewanie przeniósł się na mnie, a uśmiech lekko się przetarł, aby zaraz wrócić jednak z innym wyrazem. Wtem zrozumiałam, że bezczelnie go obserwuję i sama zachowuję się jak nawiedzona. Oderwałam od niego oczy i poszłam po dolewkę drinka. W kuchni znalazłam to czego potrzebowałam. Uzupełniłam swoją szklankę niemal całkowicie, kiedy na mych biodrach spoczęły spore, męskie dłonie. Zamarłam, a moje serce zatrzymało się na sekundę. Przeszedł mnie dreszcz, pozostawiając po sobie gęsią skórkę. Niby nie był to znaczący i śmiercionośny akt, lecz intuicja podpowiadała mi, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Odwróciłam się, aby przed sobą ujrzeć postać tajemniczego blondyna. Wydawał się o wiele niższy niż rzeczywiście był. Myślałam, że jest mojego wzrostu, lecz okazało się, że dzieliła nas około 10 centymetrowa różnica i spora masowa rozbieżność, która wcale nie działała na moją korzyść. Skrzywiłam się niezadowolona i zdjęłam ze swojego ciała ręce ucieszonego chłopaka.
- Jestem Niall - przedstawił się, opierając ręce na blacie.
- I jesteś nachalny - parsknęłam jak najodważniej potrafiłam i odepchnęłam go dalej. Zabrałam swój drink i wyszłam z kuchni. Mimo, iż pozbyłam się tego zboka, to wciąż nie opuściło mnie to przeczucie. Wyszłam na ogród, aby ochłonąć. Kolejny tłum osób bawił się na dworze, nie zwracając uwagi na wszystko inne. Postanowiłam oddalić się od hałasu i jednak przejść przed dom. Stałam spokojnie, popijając alkohol, który swoją drogą smakował inaczej. Spojrzałam w górę, podziwiając bezchmurne niebo, pokryte przez gwiazdy. Po kilku kolejnych łykach wszystko dookoła zaczęło się kręcić, a mi zrobiło się nie dobrze. Złapałam się za głowę i postanowiłam ruszyć w kierunku domu, aby znaleźć Liam'a i poprosić o pomoc. Jednak drink zaszkodził mi na tyle, abym poszła nie w tą stronę co zamierzałam. Zmierzałam ku ulicy, nie mogąc się zatrzymać, myślę, że nie miałam już nad sobą kontroli. Czułam, że moje nogi się uginają. Już prawie wylądowałam na ziemi, kiedy ktoś mnie złapał jak na ćwiczeniach teatralnych. W oczy zaświeciły mi dwa samochodowe reflektory, które na szczęście szybko zgasły. Nie zmieniając pozycji, obserwowałam jak muskularna męska sylwetka zbliża się do mnie.
- Dzięki Horan - odezwał się tajemniczy mężczyzna...
Ostatnie co pamiętam z tamtego wieczoru to to, iż zostałam odebrana przez nieznajomego i zaniesiona do samochodu.
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy i każdej innej części ciała. Przez chwilę nie byłam w stanie się ruszyć, a jedyne co widziałam to biały sufit. Po kilku dobrych minutach zebrałam się w sobie i podniosłam. Natychmiast otrzeźwiałam kiedy ujrzałam otoczenie. To na pewno nie był ani mój ani pokój Liam'a. Znajdowałam się w obcym pomieszczeniu. Ściany były szaro- białe, tak samo jak meble i inne bzdety w owym pokoju. Pościel wydawała się śnieżnobiała, a wszystko dookoła wyklarowane jak na wizytę królowej. Okna, choć piękne, były zastawione kratami, a ja zaczęłam wierzyć, iż trafiłam do szpitala psychiatrycznego za głupie zwidy. Udało mi się wstać i złapać równowagę. Znalazłam pełną garderobę, łazienkę i mały salonik. Jedne drzwi zostały zamknięte na klucz. Jak się domyśliłam były to te, które miały wyprowadzić mnie na zewnątrz, abym mogła dowiedzieć się gdzie jestem. Wyjrzałam przez okno, lecz tam zobaczyłam tylko drzewa. Ogarnął mnie strach i te durne złe przeczucie. Szarpałam się z zakluczonymi drzwiami, lecz nie zamek nie dawał za wygraną. Usiadłam więc na łóżku cicho łkając. Po jakimś czasie usłyszałam głośne, lecz powolne kroki. TA osoba zatrzymała się przed zablokowanymi drzwiami, a po chwili do zamka trafił klucz, który został przekręcony trzy razy. Wrota powoli się otworzyły, a zza nich wyłoniła się mierząca 190 postać muskularnego mężczyzny z tatuażami. Przełknęłam głośno ślinę, a gul stanął mi na stałe w gardle ...
Helloł! Wierzcie w to lub nie, ale nareszcie mam internet i postaram się w miarę regularnie pisać :) Wybaczcie za wszystko, ale poważnie miałam z tym kłopoty :'( Nadal nie będę pisała tak systematycznie jak kiedyś, bo jednak są wakacje i wyjeżdżam w parę miejsc :) Poza tym nowa szkoła nadchodzi, gdyż high school i te sprawy i będzie dużo na głowie :D Jednak spokojnie - nie zostawię kompletnie bloga i mam nadzieję, że Wy też nie <3 Myślę o założeniu ff na Wattpadzie, ale nie wiem jak będzie z czasem ;) Co o tym Myślicie? <3 Piszcie ;) Jakby co będę dawała znać :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Mam nadzieję, że część się spodoba :)
środa, 6 lipca 2016
czwartek, 26 maja 2016
Little Sweet Angel 81
Dobrze wiedziałam, że dziadek ma rację, ale wciąż miałam obawy. Postanowiłam jednak się przemóc i spróbować ...
***
Przez moment obserwowałam akcję rozgrywającą się na ulicy, aż w końcu byłam gotowa wrócić do środka. Weszłam do kuchni, aby napić się wody. Wszyscy inni przebywali w salonie, tocząc zaciętą konwersację.
- Michelle - ponownie dotarł do mnie szept. Wystraszona rozejrzałam się po pomieszczeniu. - Powiedz mu prawdę, całą prawdę - kazał głos. Dreszcz przeszedł przez mój kręgosłup. Westchnęłam i udałam się do centrum domu. Dyskretnie poprosiłam Harry'ego na stronę. Zaprowadziłam go do mojego pokoju. Usiadł na łóżko, a ja zakluczyłam drzwi. Usiadłam blisko zielonookiego.
- Przepraszam - odezwałam się, splatając nasze dłonie. - Wczoraj nocowałam u Calum'a i schowałam się pod łóżkiem w gościnnym, kiedy przyszedłeś. Nie chciałam żebyś wiedział, że cię okłamałam... Od początku wiedziałam, że nie będę spała u Emmy ani w domu. Chciałam być sama, a napatoczył się Hood. Zwyczajnie nie chciałam cię stresować... Tyle dla mnie zrobiłeś. Od początku mnie wspierasz i straciłeś na mnie tyle czasu, a ja po prostu mam przez to poczucie winy. Tyle mi dajesz, a mi się wydaje, że nigdy nie będę w stanie się ci odwdzięczyć. To sprowadza mnie do kłamstw, które mają odratować cię od kolejnego wysłuchiwania moich żalów - wyjaśniłam smutno.
- Jesteś najważniejszą kobietką w moim życiu, rozumiesz? Będę przy tobie na dobre i na złe, nie ważne co. Nie żałuję ani sekundy spędzonej u twojego boku i dziękuję Bogu, że natrafiłem na ciebie. Nie chcę, abyś cierpiała, a zwłaszcza w samotności. I to ja nie będę w stanie odpłacić ci za to jak wiele szczęścia wniosłaś w moje życie, słoneczko - złapał za mój podbródek i, patrząc mi prosto w oczy, ucałował me usta. Uśmiechnęłam się przez pocałunek. Ogromny kamień spadł mi z serca, a atmosfera natychmiast stała się lżejsza.
- Dziękuję - wtuliłam się w chłopaka.
- To ja ci dziękuję - szepnął. - No i oczywiście wiedziałem, że jesteś u Cal'a - rzekł lekko rozbawiony.
- Jak to? - zdziwiona, oderwałam się od bruneta.
- Napisał do mnie w nocy, abym się nie martwił - przyznał.
- A to kłamca! - prychnęłam.
- Przyganiał kocioł... - zanim dokończył, zasłoniłam mu usta dłonią. Ten szybko odebrał mi władzę i przewrócił mnie na plecy. Zawisł nade mną, opierając się na rękach umieszczonych zaraz za moimi ramionami.
- Naprawdę nie przeszkadza to ile mam problemów i z jaką siłą wraca do mnie niewyklarowana przeszłość? Nie odrzuca cię to? - zapytałam.
- W życiu. Może to zabrzmi egoistycznie i zupełnie płytko lub powierzchownie, ale dzięki temu rozumiem jak bardzo mi na tobie zależy i co jesteśmy w stanie wspólnie zrobić - wyznał. Uśmiechnęłam się szczerze z ulgą. Wpiłam się w jego usta, momentalnie potrzebując czegoś więcej. Wplotłam palce w loki Styles'a, przyciągając go bliżej. Początkowo wydał się zaskoczony moim zachowaniem. Sama nie wierzyłam, że nagle obudziło się we mnie takie pożądanie. Nie spodziewałam się, że w tak dramatycznych chwilach byłam choćby w stanie pomyśleć o sprawach łóżkowych. Przygryzłam jego dolną wargę, po chwili delikatnie ją oblizując. Władały mną niesamowicie silne emocje. Przepełniła mnie miłość i chęć bliskości. Wydałam z siebie cichy jęk, kiedy poczułam wykończoną malinkę na mojej szyi. Dłonie zielonookiego błądziły po moim ciele. Szczerze? Nie robiliśmy tego strasznie długo. Zdecydowanie ze względu na moje zdrowie, jak i wieczne problemy. Cholernie mi tego brakowało. Pragnęłam tej bliskości. Ściągnęłam z torsu bruneta koszulkę. - Jesteś pew...? - zatrzymał się na moment.
- Jak niczego na świecie - przerwałam. Od razu złączyłam nasze usta.
* Oczami Luke'a
Właśnie wracałem z salonu, kiedy przechodząc obok sypialni Michelle, usłyszałem jej głos. Wiedziałem co musiało rozgrywać się za ścianą, ale nadal nie wierzyłem. Nie chodziło o wybrany moment, bo nie należało to do mojego interesu. Mówię tu bardziej o miejscu, gdzie jej cała rodzina była w stanie usłyszeć jej jęki rozkoszy. Przyznam, że robiło mi się niedobrze na myśl o tym co moja mała siostrzyczka wyrabia. Jednak jestem jej bratem, prawda? To chyba zwyczajna braterska reakcja? Westchnąłem i wróciłem do salonu, aby w razie wypadku zatrzymać kogokolwiek, udającego się na górę. Po ponad godzinie, zjawiła się para.
* Oczami Harry'ego
Przyznam, że nie spodziewałem się tego po Michelle. Kto by pomyślał, że wybierze taki moment. Nie ukrywam, że niespecjalnie podobał mi się ten dobór chwili, lecz dałem upust emocjom. Michelle wzbudzała we mnie tak silne uczucia, że nie byłem w stanie się jej oprzeć. Należałem do niej.
Dodam, że był to najbardziej wypełniony pasją i pożądaniem stosunek, jaki odbyliśmy - czysta miłość.
Kiedy byliśmy już gotowi, udaliśmy się do salonu. Niall'a oraz Tatian'y już nie było. Podobnie zniknęły ciotki Michi oraz dziadkowie blondynki. W salonie siedział tylko brat i ojciec dziewczyny. Było już późno- dochodziła 21.30.
- Michelle? - odezwał się Luke.
- Tak? - spojrzała na chłopaka.
- Dostałaś kilka sms'ów od kiedy nie odebrałaś paru telefonów - poinformował siostrę. Michi szepnęła ciche "dziękuję" i złapała za komórkę. Jej mina zmieniała się kilka razy. Jednak zakończyła z niemożliwym do odczytania. Wyglądała na zamyśloną i oddaloną od rzeczywistości.
* Oczami Michelle
Te wiadomości wprawiły mnie w kompletne zakłopotanie. Nie wiedziałam już w co wierzyć, czego słuchać i jak postępować. Byłam pewna, że wariuję. Natychmiast zajęłam sprawą myśli...
Hello! It's me, I was wondering if after all this you should like to meet ;) No to jestem z rozdziałem, którym mam nadzieję się spodoba :3 Wiem, że nie jest jakiś niesamowity i sama treść jest dosyć dziwna, ale fabuła dopiero teraz zacznie się komplikować, a być może z drugiej klarować ;) Jeżeli macie swoje podejrzenia na temat akcji - dzielcie się ze mną! Chcę wiedzieć co myślicie o historii ;3
Tęskniłam za Wami! :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Long time apart ;(
Hey,
Dawno mnie tu nie było :'( Kurcze! Tęsknię za Wami i za pisaniem na blog'u. Dzisiaj przybyłam do strefy Wi-fi, tak więc będę miała możliwość napisania czegoś w najbliższe dni :3
Odwiedzajcie stronę <3 Mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy i coś z tego mojego mini powrotu wyjdzie ;) Pamiętajcie, że tak naprawdę naprawdę wracam w lipcu, kiedy wróci do mnie net :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Dawno mnie tu nie było :'( Kurcze! Tęsknię za Wami i za pisaniem na blog'u. Dzisiaj przybyłam do strefy Wi-fi, tak więc będę miała możliwość napisania czegoś w najbliższe dni :3
Odwiedzajcie stronę <3 Mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy i coś z tego mojego mini powrotu wyjdzie ;) Pamiętajcie, że tak naprawdę naprawdę wracam w lipcu, kiedy wróci do mnie net :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
piątek, 25 marca 2016
One Year
* (Call) *
- Tak?
- Z... Zayn?
- Tak. Kto mówi?
- Trochę minęło czasu, ale nie wiedziałem, że zapomnisz jak brzmię.
- Louis... Ja...
- Dzwonimy, żeby pogratulować Ci wydania albumu * Zayn smiles with tears in his eyes)*
- My? Chłopcy są z tobą?
- W zasadzie to tak... Jestem sam z Freedie'm.
- Lou... Cholernie za tobą tęskniłem. Tak wiele się zmieniło przez ten rok...
- Wiem Zayn, wiem. Ja też. *(Lou cries)*
- Masz dziecko... I wszystko jest już inne.
- Dokładnie. Szybko dorosłem *(both laughs touched of how many things have changed)*
- Okropnie czuję się z tym, że tyle mnie ominęło.
- Nie wspominając o mnie... Stary ty przecież wydałeś już album i nagrałeś klip.U ciebie też się sporo działo.
- To prawda...
- Wiesz, musimy się zobaczyć razem. W piątkę.
- Zgadzam się.
- Tęskniłem bracie.
- Tęskniłem Lou...

*(Tweet)*
Liam: Gratulacje bracie @ZaynMalik
Zayn: Dziękuję @LiamPayne To wiele dla mnie znaczy
Liam: Świetny album!!
Zayn: Wasz także.
Liam: Na naszym czegoś brakuje...
Zayn: Waszych nazwisk na okładce...
Liam: ...
Zayn: Tęskniłem.
Liam: Tęskniłem przez rok.
Zayn: Rok.
*(sms)*
H: Dobra robota! Gratuluję. H. xx
Z: Harry... Myślałem, że nadal jesteś wściekły.
H: W ogóle nie byłem.
Z: ???
H: Zwyczajnie było i jest mi cholernie przykro.
Z: Harry...
H: Od początku byłeś z nami. Nie mogę przeżyć tego od środka.
Z: :(
H: Byliśmy w tym razem i z dnia na dzień straciliśmy cię z oczu.
Z: Przepraszam.
H: Ale wiesz co?
Z: Co?
H: Ani na chwilę nie przestałeś być częścią nas... Nadal jesteś 1/5 One Direction.
H: Ale teraz my to dwa różne kierunki ;D
H: Pamiętaj, że Harry czuwa ;D
Z: --.-- Cały czas to robisz.
H: Pamiętaj, że zawsze będziesz naszym bratem.
Z: Pamiętam i kiedyś... Na pewno... Jeszcze wyjdziemy wspólnie na scenę.
H: Tęskniliśmy.
H: Ja tęskniłem...
Z: Ja też Hazz, ja też...
*(party)*
*Zayn sees Niall in front of the club*
- Niall?!
- Cześć. *tears in both's eyes*
- Co ty tu robisz?
- Słyszałem, że tu będziesz świętować wydanie albumu i postanowiłem wpaść i pogratulować ci. *Horan shows his beautiful smile*
- Dziękuję Niall. *Zayn also smiles*
- Miłej zabawy. *Nialler walks by Zayn*
- Niall? *turns around*
- Tak?
- Spotkamy się któregoś razu? *They're both quiet for some time*
- To byłoby miłe... Po roku bracie. Nie wiedziałem, że tak bardzo się nie znamy.
- Nie rozumiem...
- Myślałem, że łączy nas braterska więź, a ty zwyczajnie odszedłeś i po cholernym roku postanowiłeś zapytać czy się spotkamy. *quiet* Cóż... Do zobaczenia wkrótce. Błędy da się naprawić. * Niall smiles * Powodzenia.
- Tęskniłem.
- Ja też. *Niall walkes away*

Hejka! Dzisiaj wyjątkowo wpadłam z wyjątkowym postem :) Wszyscy wiedzą który dzisiaj (25.03.2016r. - dla tych, którzy NIE wiedzią) i dlaczego to właśnie dzisiaj tu piszę (rocznica odejścia Zayn'a i wydanie jego pierwszego albumu - dla tych, którzy NIE wiedzą) ... Jak spędzacie ten dzień? Ja oderwałam nieco myśli od tej rocznicy, bo w sumie przygotowania do świąt idą pełną parą, ale jednak wciąż mam to gdzieś z tyłu głowy i łzy same napływają mi do oczu... To ciężki dzień i nie wykluczam nocnego lamentu, ale chyba każda directioner przeżywa ten dzień ;) na swój sposób :D Jak się podoba album? Ja jeszcze całego nie przesłuchałam, ale to co już usłyszałam opiszę jednym słowem - ZAJEBISTE <3 Uwielbiam twórczość Zayn'a i cieszę się, że jest szczęśliwy ^^ Mam nadzieję, że post nie taki zły i da radę czytać ;)
Kocham was!! <<33
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Piosenka: Skinny Love - Birdy

- Tak?
- Z... Zayn?
- Tak. Kto mówi?
- Trochę minęło czasu, ale nie wiedziałem, że zapomnisz jak brzmię.
- Louis... Ja...
- Dzwonimy, żeby pogratulować Ci wydania albumu * Zayn smiles with tears in his eyes)*
- My? Chłopcy są z tobą?
- W zasadzie to tak... Jestem sam z Freedie'm.
- Lou... Cholernie za tobą tęskniłem. Tak wiele się zmieniło przez ten rok...
- Wiem Zayn, wiem. Ja też. *(Lou cries)*
- Masz dziecko... I wszystko jest już inne.
- Dokładnie. Szybko dorosłem *(both laughs touched of how many things have changed)*
- Okropnie czuję się z tym, że tyle mnie ominęło.
- Nie wspominając o mnie... Stary ty przecież wydałeś już album i nagrałeś klip.U ciebie też się sporo działo.
- To prawda...
- Wiesz, musimy się zobaczyć razem. W piątkę.
- Zgadzam się.
- Tęskniłem bracie.
- Tęskniłem Lou...

*(Tweet)*
Liam: Gratulacje bracie @ZaynMalik
Zayn: Dziękuję @LiamPayne To wiele dla mnie znaczy
Liam: Świetny album!!Zayn: Wasz także.
Liam: Na naszym czegoś brakuje...
Zayn: Na moim też!
Liam: Czego?Zayn: Waszych nazwisk na okładce...
Liam: ...
Zayn: Tęskniłem.
Liam: Tęskniłem przez rok.
Zayn: Rok.
*(sms)*
H: Dobra robota! Gratuluję. H. xx
Z: Harry... Myślałem, że nadal jesteś wściekły.
H: W ogóle nie byłem.
Z: ???
H: Zwyczajnie było i jest mi cholernie przykro.
Z: Harry...
H: Od początku byłeś z nami. Nie mogę przeżyć tego od środka.
Z: :(
H: Byliśmy w tym razem i z dnia na dzień straciliśmy cię z oczu.
Z: Przepraszam.
H: Ale wiesz co?Z: Co?
H: Ani na chwilę nie przestałeś być częścią nas... Nadal jesteś 1/5 One Direction.
H: Ale teraz my to dwa różne kierunki ;D
Z: -.- Zepsułeś tak miłe słowa tym żartem.
Z: Ale jesteś Harry, więc... Za to cię kocham bracie...H: Pamiętaj, że Harry czuwa ;D
Z: --.-- Cały czas to robisz.
H: Pamiętaj, że zawsze będziesz naszym bratem.
Z: Pamiętam i kiedyś... Na pewno... Jeszcze wyjdziemy wspólnie na scenę.
H: Tęskniliśmy.
H: Ja tęskniłem...
Z: Ja też Hazz, ja też...
*(party)*
*Zayn sees Niall in front of the club*
- Niall?!
- Cześć. *tears in both's eyes*
- Co ty tu robisz?
- Słyszałem, że tu będziesz świętować wydanie albumu i postanowiłem wpaść i pogratulować ci. *Horan shows his beautiful smile*
- Dziękuję Niall. *Zayn also smiles*
- Miłej zabawy. *Nialler walks by Zayn*
- Niall? *turns around*
- Tak?
- Spotkamy się któregoś razu? *They're both quiet for some time*
- To byłoby miłe... Po roku bracie. Nie wiedziałem, że tak bardzo się nie znamy.
- Nie rozumiem...
- Myślałem, że łączy nas braterska więź, a ty zwyczajnie odszedłeś i po cholernym roku postanowiłeś zapytać czy się spotkamy. *quiet* Cóż... Do zobaczenia wkrótce. Błędy da się naprawić. * Niall smiles * Powodzenia.- Tęskniłem.
- Ja też. *Niall walkes away*
Come on, skinny love, just last the year
Pour a little salt, we were never here
My, my, my, my, my, my, my, my
Staring at the sink of blood and crushed veneer
I told my love to wreck it all
Cut out all the ropes and let me fall
My, my, my, my, my, my, my, my
Right at the moment this order's tall
And I told you to be patient
And I told you to be fine
And I told you to be balanced
And I told you to be kind
And in the morning, I'll be with you
But it will be a different kind
'Cause I'll be holding all the tickets
And you'll be owning all the fines
Come on, skinny love what happened here
Suckle on the hope in lite brassiere
My, my, my, my, my, my, my, my
Sullen load is full, so slow on the split
And I told you to be patient
And I told you to be fine
And I told you to be balanced
And I told you to be kind
And now all your love is wasted
Then who the hell was I?
'Cause now I'm breaking at the bridges
And at the end of all your lies
Who will love you?
Who will fight?
And who will fall far behind?
Come on, skinny love
My, my, my, my, my, my, my, my
My, my, my, my, my, my, my, my

Hejka! Dzisiaj wyjątkowo wpadłam z wyjątkowym postem :) Wszyscy wiedzą który dzisiaj (25.03.2016r. - dla tych, którzy NIE wiedzią) i dlaczego to właśnie dzisiaj tu piszę (rocznica odejścia Zayn'a i wydanie jego pierwszego albumu - dla tych, którzy NIE wiedzą) ... Jak spędzacie ten dzień? Ja oderwałam nieco myśli od tej rocznicy, bo w sumie przygotowania do świąt idą pełną parą, ale jednak wciąż mam to gdzieś z tyłu głowy i łzy same napływają mi do oczu... To ciężki dzień i nie wykluczam nocnego lamentu, ale chyba każda directioner przeżywa ten dzień ;) na swój sposób :D Jak się podoba album? Ja jeszcze całego nie przesłuchałam, ale to co już usłyszałam opiszę jednym słowem - ZAJEBISTE <3 Uwielbiam twórczość Zayn'a i cieszę się, że jest szczęśliwy ^^ Mam nadzieję, że post nie taki zły i da radę czytać ;)
Kocham was!! <<33
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Piosenka: Skinny Love - Birdy

piątek, 18 marca 2016
Poważne
Witajcie Kochani :)
Tak więc zawalam po całej linii w tym roku i wiem o tym. Zapewne mało kto wierzy, że w XXI wieku ktoś może zwyczajnie nie mieć internetu i funkcjonować. Jednak oto jestem. Nie mam internetu na laptopie, który nareszcie wrócił, jednak bez możliwości połączenia się z internetem, nie mam komórki, ponieważ ją zepsułam, więc nie mam nawet jak zaglądać tu pisząc na nim. Łapię się każdego źródła, aby tu zajrzeć, ale niestety nie zawsze mogę i mam możliwość.
Po za brakiem możliwości do pisania, brak mi też czasu, lecz to błaha sprawa w porównaniu do braku internetu. Wiecie, egzaminy gimnazjalne, nauka, wybór szkoły, konkursy, zapisy, obowiązki i przede wszystkim stres. Wszystko składa się w jedno - chaos, którego nie mogę ogarnąć :( Przyznam Wam szczerze, że od miesiąca nie przeczytałam ani strony żadnej książki z braku czasu, a dla mnie to coś niepojętego!
Wybaczcie za moją nieobowiązkowość oraz nieprofesjonalność, ale zwyczajnie nie mam warunków do pisania tego bloga, nie wspominając o drugim...
Niniejszym chciałam oznajmić, że oficjalnie wrócę w najprawdopodobniej w czerwcu, a do tego czasu wyrywkowo będą pojawiały się pojedyncze posty.
Przepraszam Was serdecznie i mam nadzieję, że nie odejdziecie.
Kocham was xx
P.s. Nie mam także możliwości czytania waszych blogów (zwracam się tu do mojej ukochanej Ewci :) ), ale kiedy tylko dopadnę się połączenia, obiecuję, że przeczytam wszystkie zaległości od deski do deski ;)
Tak więc zawalam po całej linii w tym roku i wiem o tym. Zapewne mało kto wierzy, że w XXI wieku ktoś może zwyczajnie nie mieć internetu i funkcjonować. Jednak oto jestem. Nie mam internetu na laptopie, który nareszcie wrócił, jednak bez możliwości połączenia się z internetem, nie mam komórki, ponieważ ją zepsułam, więc nie mam nawet jak zaglądać tu pisząc na nim. Łapię się każdego źródła, aby tu zajrzeć, ale niestety nie zawsze mogę i mam możliwość.
Po za brakiem możliwości do pisania, brak mi też czasu, lecz to błaha sprawa w porównaniu do braku internetu. Wiecie, egzaminy gimnazjalne, nauka, wybór szkoły, konkursy, zapisy, obowiązki i przede wszystkim stres. Wszystko składa się w jedno - chaos, którego nie mogę ogarnąć :( Przyznam Wam szczerze, że od miesiąca nie przeczytałam ani strony żadnej książki z braku czasu, a dla mnie to coś niepojętego!
Wybaczcie za moją nieobowiązkowość oraz nieprofesjonalność, ale zwyczajnie nie mam warunków do pisania tego bloga, nie wspominając o drugim...
Niniejszym chciałam oznajmić, że oficjalnie wrócę w najprawdopodobniej w czerwcu, a do tego czasu wyrywkowo będą pojawiały się pojedyncze posty.
Przepraszam Was serdecznie i mam nadzieję, że nie odejdziecie.
Kocham was xx
P.s. Nie mam także możliwości czytania waszych blogów (zwracam się tu do mojej ukochanej Ewci :) ), ale kiedy tylko dopadnę się połączenia, obiecuję, że przeczytam wszystkie zaległości od deski do deski ;)
sobota, 5 marca 2016
Imagine Louis cz.3
- Przechodziłam obok twojej sypialni w nocy, kiedy szłam po wodę, wtedy usłyszałam twój głos. Postanowiłam wejść. Położyłam się obok i słuchałam jak bardzo cię podniecam - zaśmiała się. Moje policzki zaczęły czerwienieć. Wiedziałem, że nie kłamie. I to właśnie było najgorsze ...
***
- Posłuchaj, to nie jest tak, że... - zacząłem.
- Spokojnie, nie musisz się mi tłumaczyć. Rozumiem, że to tylko sen - postanowiła mnie oszczędzić. Dzięki Bogu nie była taka jak Elizabeth. - Ale z tym o tobie i matce to poważnie mówię - przyznała.
- Wiem - odparłem. I tak znała już prawdę, dlatego na nic były moje tłumaczenia. Miałem szczerą nadzieję, że w jakiś sposób pomoże mi się pozbyć natarczywej narzeczonej. - Cholernie nie chcę się z nią żenić, ale tak samo nie wiem jak jej to powiedzieć... Jak w ogóle rozstać się z nią w taki sposób, aby jej nie skrzywdzić - wyrecytowałem, zatrzymując samochód na tylnym parkingu butiku.
- Wiesz... Na pewno powinieneś zrobić to jak najszybciej, choćby dzisiaj. Powiedz jej prawdę, po prostu. Być może złamiesz jej serce, ale jest silna i sobie z tym poradzi. Po za tym powinna znaleźć sobie kogoś kto poważnie będzie ją kochał i z kim zestarzeje się już do reszty, cholera. Ty ledwo skończysz 40 lat, a ona już o lasce będzie chodziła, więc... Dacie radę. Może przyjaźń będzie dobrym rozwiązaniem? Lou musisz to jakoś zakończyć - powiedziała pełna ekspresji i przekonania, co mnie zdziwiło, gdyż brzmiała jakby na prawdę zależało jej na naszym rozstaniu. Wydając ostatnie zdanie ułożyła rękę wysoko na moim udzie. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ciepło rozlało się po moim ciele. Zerknąłem na delikatną dłoń dziewczyny, kolejno na jej śliczną twarz, która była tak bardzo blisko mojej. Jej piękne oczy wypełnione były pożądaniem, a postawa świadczyła o potrzebie dotyku. Nagle zawładnęła mną ogromna potrzeba bliskości. Zanim zdążyłem pomyśleć nasze usta już zostały złączone. Wplątała palce w moje włosy i przeniosła ciało na moje kolana. Błądziłem dłońmi po jej plecach i w niższych partiach mojego ciała. Nasze języki toczyły ze sobą ciągłą walkę o dominacje. Czułem się tak dobrze, robiąc tą złą rzecz... Nie chciałem przestawać mimo uczuć Lizbeth, choć wiedziałem jak jest to okrutne.
Wróciliśmy do domu i doszło do tego. Zrobiłem to z córką mojej narzeczonej i to w naszym łóżku. To było tak bezduszne, ale tak przyjemne zarazem, że sam nie wiedziałem czy w końcu tego żałuję.
Jeszcze nigdy nie czułem się tak jak przy (T.I), była idealna.
- Lou - odezwała się. - Bo... To był mój pierwszy raz - rzekła. Moje serce na moment się zatrzymało. Spojrzałem na nią zszokowany. Jej twarz wyrażała powagę, co jeszcze bardziej mnie zmartwiło.
- Słucham? - wydusiłem.
- Jeszcze dwie godziny temu byłam dziewicą - potwierdziła swoje wcześniejsze słowa.
- Żartujesz? - dopytywałem.
- Nie Lou, mówię zupełnie poważnie - powiedziała zawstydzona.
- Boże, (T.I) ja nie wiedziałem. Przepraszam - wydukałem.
- Za co? Nie żałuję tego co się stało ani trochę - zapewniała mnie.
- Co my teraz zrobimy z tym wszystkim? - westchnąłem.
- Tak jak mówiłam, będziesz szczery z matką i tyle. Pomachasz jej na do widzenia i wyjedziesz - powtórzyła. - Ja wrócę do Australii i 'the end' - zaśmiała się. Zdezorientowany obserwowałem jak dziewczyna udaje się do łazienki.
Byłem pewien, że będzie chciała mnie przy sobie zatrzymać. Że po tym co się stało i w jakich okolicznościach, będzie chciała być ze mną. Jak się okazuje (T.I) była inna. Dla niej to nic nie znaczyło. W pewnym sensie dla mnie też nie było to coś na czym mogłoby zakończyć się moje życie, ale chyba ten pierwszy raz coś znaczy. Prawda? Być może nie rozumiem kobiet i najwyraźniej nigdy się to nie stanie.
- Louis nie uwierzysz! Gabb załatwił nam gołębie na wyjście z koś... - do kuchni wparowała rozradowana Lizbeth. Jednak, gdy zauważyła moją srogą minę, zamilkła.
- Musimy porozmawiać - odezwałem się.
- Słucham - usiadła przy stole, zaraz naprzeciw mnie.
- ... - wyjaśniłem jej wszystko po kolei. W między czasie zdążyła się już rozpłakać, co wcale nie ułatwiało mi zadania. - ... Uważam, więc, że powinniśmy się rozstać na stałe - skończyłem.
- Nienawidzę cię! I cholernie cieszę się, że to koniec i nie muszę użerać się z takim kłamcą i manipulatorem! - krzyknęła. Jej słowa były bolesne, ale zasłużone.
I kiedy wszystko miało się już skończyć i wszystko miało być już dobrze, jak zawsze coś musiało to wszystko zepsuć...

S.H.I.T.
Hejooł! Obecna! :) Długo mnie nie było wiem :'( Ale dzisiaj jestem z postem, który mam nadzieję, nie jest aż taki zły ;) ;) Kocham WAS ! <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
niedziela, 21 lutego 2016
Imagine Liam
LEE456: Cześć :)
ME: Hej ?
ME: Znamy się?
LEE456: Nie :'D
ME: Okej ...
LEE456: Spokojnie, nie jestem jakimś pedofilem czy coś ;)
ME: Uff... A już się bałam ;) No to jak masz na imię Lee?
LEE456: Liam :D A ty?
ME: (T.I)
LEE456: Wow! Ładne imię dla ładnej dziewczyny ;)
ME: Przestań, bo jednak wezmę cię za tego pedofila xd
LEE456: Cóż, podobasz mi się - to fakt, ale chyba nie jestem na tyle stary i zboczony, żeby być pedofilem!
ME: Ile masz lat?
LEE456: 23, będzie w sierpniu ;)
ME: Hmm... Ja skończę 21 w grudniu, więc nie wiem, nie wiem ;D
LEE456: No to może i zostanę tym pedofilem dla ciebie ;)
ME: Nie trzeba zostawać pedofilem ;D
LEE456: A więc co trzeba? xD
ME: No zależy co chcesz osiągnąć ;)
LEE456: Powiedzmy chcę zaprosić cię na imprezę :)
ME: Cóż... Chyba trzeba zapytać xd
LEE456: (T.I) pójdziesz ze mną na imprezę do mojej przyjaciółki Danielle? Ta sobota
ME: No nie wiem, nie znam cię pedofilu ;)
LEE456: To może umówimy się jutro na kawę w ' La Cafe?
ME: Dobra :) 16.30?
LEE456: Pasuje :)
***
- Witaj
- Cześć Lee
- Miło cię poznać! W realu jesteś jeszcze piękniejsza
- Emm... Dziękuję, ale skąd wiedziałeś jak wyglądam... Na naszym chacie nie ma zdjęć profilowych
- Pod informacjami masz link do swojego instagrama
- Hahahaha, no tak. Głupia ja
- Czym się zajmujesz?
- Studiuje i pracuje w dużej firmie... Takie tam. A ty?
- Właściwie jestem handlowcem
- O! Jakim towarem?
- Głównie zagranicznym... No właśnie! Masz ciekawy akcent, skąd jesteś?
- Z Polski. Przyjechałam do Londynu kiedy miałam 19 lat
- Byłem tam kilka razy. Mam tam wspólników
- Naprawdę? I jak ci się tam podoba?
- Piękny kraj, wspaniałe kobiety, udane interesy
- Dość nietypowe streszczenie, ale miłe nie powiem
- A tobie jak się tutaj podoba?
- Na pewno żyje się łatwiej, a mężczyźni tutaj to wyjątkowo przystojni dżentelmeni
- Nie wszyscy
- No ty do nich należysz
- Po czym wnioskujesz, że jestem dżentelmenem?
- Czuję to
- Niezbyt jasna odpowiedź
- To znaczy?
- Przeczucia mogą, że tak powiem mylić, a ty wydajesz się pewna
- Ufam sobie
- A innym?
- Przeważnie
- To niezbyt odpowiedzialne
- Żyje się tylko raz. Tobie ufam, wzbudzasz we mnie to uczucie
- Pozory mogą mylić
- Powtarzam: ufam sobie
***
LEE456: Jak ci się dzisiaj podobało? Nie jestem pedofilem?
ME: Chyba nie ;) Było bardzo miło, mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy ;D
LEE456: To widzimy się jutro na tej imprezie? Podjadę po ciebie, tylko podaj adres ;)
ME: Tak tak, ale nie wiem czy już mogę podać ci mój adres
LEE456: Przecież w kawiarni byłaś taka pewna swojej "ufności" co do mnie, więc w czym problem? Nie jestem pedofilem xD haha
ME: W sumie masz rację... No to podjedź o 19.45 na A21 Street 56
LEE456: Załatwione ;)
***
- Podoba ci się tutaj?
- Bardzo! Fajna muzyka i klimat
- Cieszę się, ale czy możemy wyjść na chwilę? Muszę nabrać trochę powietrza, bo nie za bardzo czuję się w takim natłoku osób
- Jasne, chodź
- Od razu lepiej... Podjedźmy do auta, w bagażniku mam kurtkę, a ty się nie ubrałaś. Przynajmniej się ogrzejesz
- Okej, dzięki za troskę hahahaha
- Nie ma problemu
- Co ty robisz?! Pomocy! Wypuść mnie stąd! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
***
- 20 letnia polka za 80 000 funtów po raz pierwszy! Po raz drugi! Sprzedana! Gratulujemy panu z numerem 3!
***
- Nawet ładna 456
- Dzięki szefie, dawno nie wstawiłem na aukcję tak ładnej. Ale też nie tak ufnej
- Liam, Liam ... Synu, zawsze wiedziałem, że będzie z ciebie dobry handlarz
Hejka! To znów ja! Mam nadzieję, że się spodoba :D To chyba ostatni post jak na razie ;) Nic nie obiecuję, bo nie wiem kiedy następny :) Taki trochę inny ten imagin, ale mam nadzieję, że zrozumiecie ;D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Uninhabited 13
- Wchodzisz? - zapytał rozradowany.
- Harry, bo ja chyba ... - zawstydzona dukałam, modląc się w duchu o pomoc. Nie mogłam wykrztusić słowa. Przypuszczałam, że nie skończy się to dobrze ...
***
- Jeżeli nie jesteś gotowa, to zrozumiem - przerwał mi troskliwym głosem. Spojrzałam w jego, przepełnione niewinnością oraz ciepłem, oczy i podjęłam decyzję. Postanowiłam w końcu komuś zaufać. Nie mogłam więcej żyć w wiecznym wstydzie i wycofaniu - dusiłam się.
- Nie - rzekłam. Szybko podniosłam koszulkę i rzuciłam na piasek. Zaraz później zsunęłam z siebie czarne spodenki. Pozostałam jedynie w białej, koronkowej bieliźnie. Rozpuściłam włosy i pomierzwiłam je, aby się nie splątały do reszty. Wypuściłam powietrze z płuc, zanim spojrzałam na Harry'ego. OWSZEM, bałam się jak cholera to zrobić, ale w końcu się zdecydowałam, a odwrotu raczej już nie było. Mógł poprosić mnie o założenie ubrań lub mógł skrzywić się w obrzydzeniu. Jedak gdzieś w środku miałam nadzieję, że tak się nie stanie i będzie miał skrupuły do przemilczenia mojego ohydnego ciała. Gdy zerknęłam na jego reakcję z wahaniem wypisanym na twarzy, stało się coś czego się nie spodziewałam. Uważnie skanował moją, niemal, nagość, przygryzając dolą wargę w zdumieniu. Przez chwilę myślałam, że żartuje sobie ze mnie, na skutek czego na moich policzkach poczułam palące rumieńce. Jednak, gdy luknęłam nieco niżej, jego "kumpel" przekonał mnie co do zadowolenia z mojego widoku. Dość sporego "zadowolenia". Delikatnie uśmiechnęłam się do samej siebie. - Woda nie za zimna? - zapytałam. Natychmiast oderwał wzrok od moich kształtów i nasze oczy się spotkały. Zarumienił się lekko i odkaszlnął, aby jego głos nabrał głębokości.
- Nie, nie... Możesz wejść spokojnie - odpowiedział troskliwie. Ruszyłam, więc w jego kierunku.
- Zimna! - pisknęłam niezadowolona, stając tuż obok bruneta. Moje ramie stykało się z jego prawym bicepsem.
- Hmm... Może po prostu to mi zrobiło się gorąco - spojrzał na mnie, oblizując wargi ze znaczącym uśmiechem. Spuściłam głowę zawstydzona jego słowami. - Ale skoro tobie jest zimno, to trzeba cię rozgrzać - zaśmiał się. Skrzywiłam się z pytającą miną.
- O czym ty mówisz? - wydukałam. Rechocząc, szybko wepchnął mnie do oceanu. Właściwie to pociągnął za sobą. - To miało mnie rozgrzać? - zachichotałam.
- Może rozbawić - wzruszył ramionami. Znaleźliśmy się w pozycji takiej jak na plaży tego samego dnia. Tym razem zaś czułam się zdecydowanie bardziej komfortowo.
- Chyba się udało - przyznałam.
- Bo jestem w tym niezaprzeczalnym mistrzem - zażartował.
- Nie wątpię - odparłam. - To jaki przewidujesz ciąg dalszy?
- Jestem komikiem nie magikiem, ale jak na mój instynkt, to wydarzy się właśnie TO - powiedział podnosząc mnie dokładnie jak w filmie "Dirty Dancing", w scenie z prób w jeziorze.
- Oryginalne - wydusiłam. - Puść mnie - nakazałam.
- Wedle życzenia - wykonał moje polecenie, ale oczywiście tak, abym wylądowała ustami kilka milimetrów od jego. Mimo większego poczucia luzu, nie chciałam aby doszło do pocałunku, tym bardziej czegoś więcej. Zwyczajnie nie chciałam. Znałam tego chłopaka jedynie z tego jak zachowywał się, gdy byliśmy we dwoje. Nie miałam pewności czy zachowywałby się tak, gdybyśmy przebywali w centrum Nowego Jorku. Szybko uniknęłam jego "ataku", podtapiając go delikatnie. Szybko oddaliłam się od zielonookiego. Ten zaczął mnie gonić i rozpoczęła się zabawa w tak zwanego "kotka i myszkę". Wszystko było dobrze dopóki nie natrafiłam na jakiś głęboki dół przy dnie. Czułam jakby coś wciągało mnie do głębin, ale natychmiastowo się wynurzyłam. Hazz od razu odciągnął mnie z tamtego miejsca. Sprawnie owinęłam nogi wokół jego bioder i przerażona ułożyłam głowę na jego ramieniu, otulając go rękoma. Cała się trzęsłam na samą myśl, co mogło się wydarzyć. - Spokojnie księżniczko, spokojnie - kojącym głosem starał się podtrzymać mnie na duchu. Emanowało z niego tak pociągające ciepło. Zabrałam głowę z jego barku i spojrzałam mu w oczy. Coś mnie podkusiło i po prostu złączyłam nasze usta z delikatnością, łamiąc tym moje wszystkie zasady. Jednak jego rozgrzane wargi idealnie pasowały do moich, oddając każdy jeden pocałunek. Czułam się idealnie, zupełnie jak w bajce. Dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Nie wydawał się zaskoczony, był dosłownie mniej zdziwiony niż ja. Jednak emanował pożądaniem i jakby pragnieniem mej bliskości. Pocałunki nabierały namiętności, a ja nie chciałam przestawać. Niestety wizja zbliżenia z mężczyzną zbyt mnie przerażała ...
WOW! Hej! Tak zupełnie nagle złapała mnie wena, pomysł i chęć, więc kurcze molek napisałam rozdział!!! :O :D Jestem z siebie dumna, że nareszcie mnie coś złapało i napisałam to cholerka =^.^= Nie wiem kiedy następnym razem mnie tak nabierze, dlatego korzystajcie ( że tak to ujmę :) ) Mam nadzieję, że się spodoba ;3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Wiem, że krótki, ale cóż :// Chociaż tyle ;)
Little Sweet Angel 80
- Kocham cię - powiedział. Podniosłam wzrok, by spotkać się z jego spojrzeniem. Kąciki mych ust same się uniosły. - Ale nie chcę, żebyś mnie okłamywała i ukrywała przede mną - szepnął poważnie, czym natychmiast zmazał uśmieszek z mych warg ...
***
On wie? Skąd może to wiedzieć? Przecież ... To niemożliwe!
Rozmowa pomiędzy mężczyznami toczyła się dalej, ale nie słuchałam. Analizowałam powoli słowa Styles'a. Wciąż nie mogłam dojść do tego w jaki sposób dowiedział się o moim małym kłamstwie.
- To już jutro - te słowa wywiodły mnie z zamyślenia. Spojrzałam na sterczącego w progu salonu Luke'a, którego wcześniej nie zauważyłam. Ukradkiem zerknęłam na tatę. Spuścił głowę ze smutną miną. Mimo, że nigdy nie należał do ideałów, to bardzo kochał mamę. Jednak przeżyli ze sobą niemal 30 lat.
- Chodź tu synku - dziadek zwrócił się do mojego brata. Lubił go tak nazywać. Blondyn wyglądał na wyczerpanego. Miał podkrążone oczy, rozczochrane włosy, był blady i ubrany w niemal najgorsze ubrania. Przeczesał włosy dłonią, aby wyglądały przyzwoicie i ruszył w naszym kierunku. Zajął miejsce obok Harry'ego z obojętną miną.
- Nie wierzę - jęknął ojciec. - Jutro pożegnamy ją na zawsze i będziemy mogli odwiedzać w tym okropnym miejscu... Do końca zostanę sam... - recytował zrozpaczony.
- Tato, proszę przestań tak mówić - tym razem do pokoju wkroczyła Tatiana. - Jesteśmy w tym razem i będziemy się wspierać, rozumiesz? - lekko zirytowana zapytała.
- Dobrze córciu, dobrze - westchnął. Moja bliźniaczka usiadła tacie na kolanach i wtuliła się w jego tors. Mój wzrok zastygł na splecionych dłoniach moich i Harold'a. Wciąż po głowie chodziło mi to co powiedział. W pewnej chwili nie wytrzymałam napięcia i nabrałam potrzeby zaczerpnięcia świeżego powietrza. Uwolniłam się z uścisku i wyszłam. Na stopy wsunęłam pierwsze lepsze buty, złapałam za sweterek i opuściłam dom. Usiadłam na ganku przypatrując się okolicy.
- Michell, coś nie tak? - za sobą usłyszałam głos dziadka. Zajął miejsce obok, obejmując mnie.
- Nie dziadku, ja po prostu ostatnimi czasy potrzebuje więcej czasu dla siebie - wyjaśniłam.
- Rozumiem dziecko, rozumiem. Zawsze tak miałaś - ucałował moją głowę. - Pamiętam, jakby to było wczoraj... - zaczął po długiej chwili milczenia. - Miałyście po 7 lat... Luke złamał nogę i stracił przytomność przez widok krwi. Tatiana płakała przez czas, gdy składali jego kończynę do kupy. A ty ... Ty milczałaś. Siedziałaś na końcu korytarza w poczekalni zupełnie sama. Nie dawałaś się nikomu do ciebie zbliżyć dopóki nie skończono operacji. Pierwszą osobą do której się odezwałaś był właśnie Luke. A z uwagi na liczne złamania, nie można było do niego wchodzić przez 3 dni. Nie jadłaś, nie piłaś... Czekałaś na brata i kiedy nareszcie się doczekałaś... Byłaś najszczęśliwszą dziewczynką na świecie. Wszyscy płakali ze wzruszenia, a ty nie rozumiałaś dlaczego. Uważałaś, że takie zachowanie jest normalne - wyrecytował. Uśmiechnęłam się bezsilnie na opowiadanie dziadka. Nie do końca tak to pamiętałam, ale z mojej perspektywy mogło wyglądać to inaczej.
- Nadal tak myślę, ale moja postawa męczy mój organizm... Zwłaszcza po chorobie - wyznałam. Ten starszy mężczyzna zawsze wzbudzał we mnie poczucie zaufania. Wiedziałam, że mogę powiedzieć mu wszystko, a on będzie milczał jak grób. Rozumiał młodzież i nasze postępowanie. Popierał tak zwane - "życie chwilą", gdyż bardzo szybko założył rodzinę i nigdy nie zdążył się wyszaleć. Dziadek miał zaledwie 20 lat, gdy moja 19 letnia babcia zaszła z nim w pierwszą ciążę. Nie byli po ślubie ani nawet zaręczeni, co w ich czasach było karygodne. Musiał znaleźć pracę i mieszkanie, aby lepiej żyło się ich trójce. Nigdy nie należał do niedojrzałych osobników, którzy porzucają kobietę, gdy tylko zrobi się poważnie. Był odpowiedzialny i bardzo kochał swoją partnerkę. Urodził się mój tata, a gdy miał trzy latka, dziadek udał się na pięcioletnią służbę w wojsku. Kiedy wrócił babcia znów zaszła w ciąże. Urodziła się siostra mojego ojca, ale w wieku 5 lat zmarła na skutek zakażenia. Trzy lata później tata poszedł do wojska, a dziadek udał się na służbę do okolicznej jednostki. Babcia, aby zapomnieć o śmierci córki, zatrudniła się w zakładzie krawieckim na pół etatu. Wiele złego miało miejsce w ich życiu, ale wciąż trzymali się razem. Nawet kiedy urodził Luke, a w domu nie było zbyt dużo miejsca, pozwolili moim rodzicom zamieszkać z nimi. Zrobili rozbudowę domu z ostatnich pieniędzy, jakie mieli i pomogli swojemu jedynemu synowi. Kolejno na świat przyszłyśmy my i wszystko toczyło się ku dobremu, aż do momentu mojego wyjazdu...
- Wiem dziecko i to martwi nas najbardziej - przyznał dziadek.
- Kogo masz na myśli mówiąc "nas"? - zapytałam ciekawa.
- Wszystkich Michell, wszystkich - z wyczerpaniem odparł. - Harry to bardzo dobry chłopak, który bardzo, ale to bardzo cię kocha i bądź z nim szczera dziecko, bo wiem, że nie mówisz mu wszystkiego. Zaufaj mu, gdyż jesteś najbliższą mu osobą i nie wyobraża sobie życia bez ciebie. Nawet nie wiesz jakie cierpienie mu zadajesz ciągłymi tajemnicami. Wydaje mi się, że gorsze niż to, którym rzekomo miałabyś zranić go prawdą - tymi słowami zakończył naszą rozmowę. Ucałował mnie w czoło i zwyczajnie wrócił do domu.
Dobrze wiedziałam, że dziadek ma rację, ale wciąż miałam obawy. Postanowiłam jednak się przemóc i spróbować ...
Hejka! Taki mini rozdział, który nareszcie udało mi się wystrugać ;) Będę się pojawiała co jakiś czas, ale rzadko, bo serio mam wyjątkowo mało czasu, mimo trwających u mnie ferii ;/ Wybaczcie :( Ale w każdym razie nie kończę bloga i nie odchodzę ;) Mam nadzieję, że jeszcze długo tu zostanę :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
On wie? Skąd może to wiedzieć? Przecież ... To niemożliwe!
Rozmowa pomiędzy mężczyznami toczyła się dalej, ale nie słuchałam. Analizowałam powoli słowa Styles'a. Wciąż nie mogłam dojść do tego w jaki sposób dowiedział się o moim małym kłamstwie.
- To już jutro - te słowa wywiodły mnie z zamyślenia. Spojrzałam na sterczącego w progu salonu Luke'a, którego wcześniej nie zauważyłam. Ukradkiem zerknęłam na tatę. Spuścił głowę ze smutną miną. Mimo, że nigdy nie należał do ideałów, to bardzo kochał mamę. Jednak przeżyli ze sobą niemal 30 lat.
- Chodź tu synku - dziadek zwrócił się do mojego brata. Lubił go tak nazywać. Blondyn wyglądał na wyczerpanego. Miał podkrążone oczy, rozczochrane włosy, był blady i ubrany w niemal najgorsze ubrania. Przeczesał włosy dłonią, aby wyglądały przyzwoicie i ruszył w naszym kierunku. Zajął miejsce obok Harry'ego z obojętną miną.
- Nie wierzę - jęknął ojciec. - Jutro pożegnamy ją na zawsze i będziemy mogli odwiedzać w tym okropnym miejscu... Do końca zostanę sam... - recytował zrozpaczony.
- Tato, proszę przestań tak mówić - tym razem do pokoju wkroczyła Tatiana. - Jesteśmy w tym razem i będziemy się wspierać, rozumiesz? - lekko zirytowana zapytała.
- Dobrze córciu, dobrze - westchnął. Moja bliźniaczka usiadła tacie na kolanach i wtuliła się w jego tors. Mój wzrok zastygł na splecionych dłoniach moich i Harold'a. Wciąż po głowie chodziło mi to co powiedział. W pewnej chwili nie wytrzymałam napięcia i nabrałam potrzeby zaczerpnięcia świeżego powietrza. Uwolniłam się z uścisku i wyszłam. Na stopy wsunęłam pierwsze lepsze buty, złapałam za sweterek i opuściłam dom. Usiadłam na ganku przypatrując się okolicy.
- Michell, coś nie tak? - za sobą usłyszałam głos dziadka. Zajął miejsce obok, obejmując mnie.
- Nie dziadku, ja po prostu ostatnimi czasy potrzebuje więcej czasu dla siebie - wyjaśniłam.
- Rozumiem dziecko, rozumiem. Zawsze tak miałaś - ucałował moją głowę. - Pamiętam, jakby to było wczoraj... - zaczął po długiej chwili milczenia. - Miałyście po 7 lat... Luke złamał nogę i stracił przytomność przez widok krwi. Tatiana płakała przez czas, gdy składali jego kończynę do kupy. A ty ... Ty milczałaś. Siedziałaś na końcu korytarza w poczekalni zupełnie sama. Nie dawałaś się nikomu do ciebie zbliżyć dopóki nie skończono operacji. Pierwszą osobą do której się odezwałaś był właśnie Luke. A z uwagi na liczne złamania, nie można było do niego wchodzić przez 3 dni. Nie jadłaś, nie piłaś... Czekałaś na brata i kiedy nareszcie się doczekałaś... Byłaś najszczęśliwszą dziewczynką na świecie. Wszyscy płakali ze wzruszenia, a ty nie rozumiałaś dlaczego. Uważałaś, że takie zachowanie jest normalne - wyrecytował. Uśmiechnęłam się bezsilnie na opowiadanie dziadka. Nie do końca tak to pamiętałam, ale z mojej perspektywy mogło wyglądać to inaczej.
- Nadal tak myślę, ale moja postawa męczy mój organizm... Zwłaszcza po chorobie - wyznałam. Ten starszy mężczyzna zawsze wzbudzał we mnie poczucie zaufania. Wiedziałam, że mogę powiedzieć mu wszystko, a on będzie milczał jak grób. Rozumiał młodzież i nasze postępowanie. Popierał tak zwane - "życie chwilą", gdyż bardzo szybko założył rodzinę i nigdy nie zdążył się wyszaleć. Dziadek miał zaledwie 20 lat, gdy moja 19 letnia babcia zaszła z nim w pierwszą ciążę. Nie byli po ślubie ani nawet zaręczeni, co w ich czasach było karygodne. Musiał znaleźć pracę i mieszkanie, aby lepiej żyło się ich trójce. Nigdy nie należał do niedojrzałych osobników, którzy porzucają kobietę, gdy tylko zrobi się poważnie. Był odpowiedzialny i bardzo kochał swoją partnerkę. Urodził się mój tata, a gdy miał trzy latka, dziadek udał się na pięcioletnią służbę w wojsku. Kiedy wrócił babcia znów zaszła w ciąże. Urodziła się siostra mojego ojca, ale w wieku 5 lat zmarła na skutek zakażenia. Trzy lata później tata poszedł do wojska, a dziadek udał się na służbę do okolicznej jednostki. Babcia, aby zapomnieć o śmierci córki, zatrudniła się w zakładzie krawieckim na pół etatu. Wiele złego miało miejsce w ich życiu, ale wciąż trzymali się razem. Nawet kiedy urodził Luke, a w domu nie było zbyt dużo miejsca, pozwolili moim rodzicom zamieszkać z nimi. Zrobili rozbudowę domu z ostatnich pieniędzy, jakie mieli i pomogli swojemu jedynemu synowi. Kolejno na świat przyszłyśmy my i wszystko toczyło się ku dobremu, aż do momentu mojego wyjazdu...
- Wiem dziecko i to martwi nas najbardziej - przyznał dziadek.
- Kogo masz na myśli mówiąc "nas"? - zapytałam ciekawa.
- Wszystkich Michell, wszystkich - z wyczerpaniem odparł. - Harry to bardzo dobry chłopak, który bardzo, ale to bardzo cię kocha i bądź z nim szczera dziecko, bo wiem, że nie mówisz mu wszystkiego. Zaufaj mu, gdyż jesteś najbliższą mu osobą i nie wyobraża sobie życia bez ciebie. Nawet nie wiesz jakie cierpienie mu zadajesz ciągłymi tajemnicami. Wydaje mi się, że gorsze niż to, którym rzekomo miałabyś zranić go prawdą - tymi słowami zakończył naszą rozmowę. Ucałował mnie w czoło i zwyczajnie wrócił do domu.
Dobrze wiedziałam, że dziadek ma rację, ale wciąż miałam obawy. Postanowiłam jednak się przemóc i spróbować ...
Hejka! Taki mini rozdział, który nareszcie udało mi się wystrugać ;) Będę się pojawiała co jakiś czas, ale rzadko, bo serio mam wyjątkowo mało czasu, mimo trwających u mnie ferii ;/ Wybaczcie :( Ale w każdym razie nie kończę bloga i nie odchodzę ;) Mam nadzieję, że jeszcze długo tu zostanę :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
wtorek, 2 lutego 2016
Save me 8
Gdybym skontaktował się z policją, najukochańsze mi osoby by zginęły. Nie chciałem na to pozwolić. Nie mogę ich zawieść - powtarzałem sobie ...
***
Zastanawiałem się dlaczego ktoś to zrobił. Nie miałem żadnych dużych zatargów. Nie nie składało się w całość, a mnie dręczyły najczarniejsze myśli, jakie można sobie wyobrazić. Usiadłem na podłodze w pokoju Adley z jednym członkiem kolekcji misiów małej. Uśmiechnąłem się delikatnie patrząc na zabawkę. W pewnej chwili zauważyłem, że na łóżku córki brakuje ukochanej lalki Ad ~ "Dolly". Żadko kiedy wynosiła ją z domu, więc natychmiast nabrałem podejrzeń. Wtem nie wiedziałem czy bać się jeszcze bardziej czy cieszyć. Musiały wiedzieć o wyjściu.
- O co tu kurwa chodzi? - zapytałem sam siebie, uderzając głową o ścianę. Miałem ochotę roznieść cały dom. Zrobiłbym wszystko, aby je ocalić. Aby je znaleźć, przeszukałbym cały Londyn, Nowy Jork, czy choćby Tokio. Z bezsilności i niewiedzy, łzy same zaczęły opuszczać moje oczy. Mimo, że to powinno przynieść choć małą ulgę, to płacz wcale nie pomógł. Po jakimś czasie telefon zmusił mnie do uspokojenia się.
- Tak? - odezwałem się.
- Boo Bear! - cienki, roztrzęsiony głosik Adley dobiegł do moich uszu. Moje oczy się rozszerzyły, by dać miejsce kolejnym łzom.
- Adley?! - niemal krzyknąłem do słuchawki - Gdzie jesteś kochanie? - łamiącym się głosem zapytałem. Serce zaczęło bić mi mocniej. Czułem, że dany został mi tylko moment na rozmowę, co przyprawiało mnie o jeszcze większy stres.
- Jestem u ... - po tych słowach rozbrzmiał jedynie sygnał, oznaczający zakończenie połączenia. To tylko pogłębiło moją rozpacz. Rzuciłem komórką o ścianę i schowałem twarz w dłoniach. Cały się trzęsłem. Błagałem Boga, aby oddał mi moje królewny. Wiedziałem, że obie się boją. Kiedy wyobrażałem sobie ten strach w oczach dziewczyn roz
brajało mnie od środka. Wolałem nie myśleć jakie okropieństwa im czynili, by nie popaść w kompletną histerię. Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Leniwie powstałem, starając się uspokoić. Zbliżyłem się do wejścia domu. Uchyliłem wrota. Za nimi ujrzałem średniego wzrostu kobietę o blond włosach.
- Dzień dobry - przywitała się z powagą.
- Witam - odparłem bez wyrazu. - W czym mogę pomóc? - zapytałem. Przez chwilę błądziła wzrokiem po mej twarzy, by kolejno przejść do rozmowy.
- Jestem ciotką Acris - oznajmiła. Natychmiast się rozbudziłem.
- Dlaczego miałbym w to wierzyć? - zapytałem.
- Posłuchaj Louis, nie mamy czasu one są w niebezpieczeństwie, a ja chcę pomóc w wyciągnięciu ich z tarapatów, jasne? - surowo wyrecytowała. Gdy zdjęła okulary przeciwsłoneczne, podczas mówienia, dostrzegłem w jej oczach tą samą iskre determinacji, która spotykałem codziennie w ślepiach Acris. Uwierzyłem jej. Wpuściłem kobietę do środka. Mimo, że nie miałem pojęcia skąd zna moje imię, wie o Adley i o porwaniu, to ufałem jej ... W pewnym sensie. Cris nie utrzymywała kontaktu z rodziną ~ przynajmniej tak twierdziła.
- W jaki sposób ma pani zamiar pomóc? - odezwałem się, podążając za kobietą do salonu.
- Posłuchaj, to nie są żarty. O wielu rzeczach nie wiesz. Nie miej jej za złe tego wszystkiego co starała się przed tobą ukryć, bo robiła to ze strachu przed odrzuceniem - zaczęła.
- O co chodzi? Niech mówi pani jaśniej - poprosiłem zniecierpliwiony.
- Chodzi o to, że Acris pochodzi z patologicznej rodziny. W skrócie mówiąc, matka Acris była moją siostrą. Związała się z alkoholikiem, narkomanem i przestępcą, zwyczajnie się zakochała. Zaszła w ciążę i urodziła, wszystko potoczyło się tak, że sama wpadła w nałogi. Byli biedni, a wszystkie datki z kas społecznych przeznaczali na używki, wiec Acris była zaniedbaną dziewczynką. Kiedy Cris miała 10 lat zawalczyłam o prawa rodzicielskie co do niej. Sama mam córkę nieco od niej starszą. Jest chora na schizofrenię. Zawsze była zazdrosna o to z jaką delikatnością wychowuje nie swoje dziecko. Nienawidziła i nienawidzi Acris. Sama wciągnęła się w złe towarzystwo i również wpadła w nałogi przez swojego chłopaka, który jest gangsterem. Wyprowadziła się i postanowiła, że kiedyś zemści się na kuzynce. Acris uciekła ze strachu i reszte jej historii już znasz. Niedawno Acris dostała kilka listów, w których moja córka groziła jej i Adley. Dzisiaj miałam zobaczyć się z Acris jak co miesiąc i tak było. Byłam pewna, że mój kierowca zawiezie ją prosto tu. Jak się okazało, zapłacono mu, aby zabrał dziewczynki do Gabi. Nie mam pojęcia co teraz może się z nimi dziać, ale wiem, że nie są bezpieczne. Ona jest nie obliczana i może dojść do najgorszego - wyrecytowała.
- Ale ... Ale - jąkałem się zszokowany.
- Mimo wszystko, nie mają podsłuchu ani żadnych ludzi, bo ten mężczyzna został wyrzucony z gangu za oszustwa - dodała. - Trzeba działać natychmiast - rzekła.
- Wiem, wiem - zacząłem nerwowo spacerować po pomieszczeniu. - Ale jak? - zapytałem.
- ... - zaczęła...
Hej ! Trochę mnie nie było, ale serio brak mi czasu i motywacji i w ogóle .. po pierwsze nie ma komentarzy, po drugie pisanie na telefonie mnie męczy i to dłuuuugi proces :/ Nie wiem za ile będzie kolejny post ...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
- O co tu kurwa chodzi? - zapytałem sam siebie, uderzając głową o ścianę. Miałem ochotę roznieść cały dom. Zrobiłbym wszystko, aby je ocalić. Aby je znaleźć, przeszukałbym cały Londyn, Nowy Jork, czy choćby Tokio. Z bezsilności i niewiedzy, łzy same zaczęły opuszczać moje oczy. Mimo, że to powinno przynieść choć małą ulgę, to płacz wcale nie pomógł. Po jakimś czasie telefon zmusił mnie do uspokojenia się.
- Tak? - odezwałem się.
- Boo Bear! - cienki, roztrzęsiony głosik Adley dobiegł do moich uszu. Moje oczy się rozszerzyły, by dać miejsce kolejnym łzom.
- Adley?! - niemal krzyknąłem do słuchawki - Gdzie jesteś kochanie? - łamiącym się głosem zapytałem. Serce zaczęło bić mi mocniej. Czułem, że dany został mi tylko moment na rozmowę, co przyprawiało mnie o jeszcze większy stres.
- Jestem u ... - po tych słowach rozbrzmiał jedynie sygnał, oznaczający zakończenie połączenia. To tylko pogłębiło moją rozpacz. Rzuciłem komórką o ścianę i schowałem twarz w dłoniach. Cały się trzęsłem. Błagałem Boga, aby oddał mi moje królewny. Wiedziałem, że obie się boją. Kiedy wyobrażałem sobie ten strach w oczach dziewczyn roz
brajało mnie od środka. Wolałem nie myśleć jakie okropieństwa im czynili, by nie popaść w kompletną histerię. Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Leniwie powstałem, starając się uspokoić. Zbliżyłem się do wejścia domu. Uchyliłem wrota. Za nimi ujrzałem średniego wzrostu kobietę o blond włosach.
- Dzień dobry - przywitała się z powagą.
- Witam - odparłem bez wyrazu. - W czym mogę pomóc? - zapytałem. Przez chwilę błądziła wzrokiem po mej twarzy, by kolejno przejść do rozmowy.
- Jestem ciotką Acris - oznajmiła. Natychmiast się rozbudziłem.
- Dlaczego miałbym w to wierzyć? - zapytałem.
- Posłuchaj Louis, nie mamy czasu one są w niebezpieczeństwie, a ja chcę pomóc w wyciągnięciu ich z tarapatów, jasne? - surowo wyrecytowała. Gdy zdjęła okulary przeciwsłoneczne, podczas mówienia, dostrzegłem w jej oczach tą samą iskre determinacji, która spotykałem codziennie w ślepiach Acris. Uwierzyłem jej. Wpuściłem kobietę do środka. Mimo, że nie miałem pojęcia skąd zna moje imię, wie o Adley i o porwaniu, to ufałem jej ... W pewnym sensie. Cris nie utrzymywała kontaktu z rodziną ~ przynajmniej tak twierdziła.
- W jaki sposób ma pani zamiar pomóc? - odezwałem się, podążając za kobietą do salonu.
- Posłuchaj, to nie są żarty. O wielu rzeczach nie wiesz. Nie miej jej za złe tego wszystkiego co starała się przed tobą ukryć, bo robiła to ze strachu przed odrzuceniem - zaczęła.
- O co chodzi? Niech mówi pani jaśniej - poprosiłem zniecierpliwiony.
- Chodzi o to, że Acris pochodzi z patologicznej rodziny. W skrócie mówiąc, matka Acris była moją siostrą. Związała się z alkoholikiem, narkomanem i przestępcą, zwyczajnie się zakochała. Zaszła w ciążę i urodziła, wszystko potoczyło się tak, że sama wpadła w nałogi. Byli biedni, a wszystkie datki z kas społecznych przeznaczali na używki, wiec Acris była zaniedbaną dziewczynką. Kiedy Cris miała 10 lat zawalczyłam o prawa rodzicielskie co do niej. Sama mam córkę nieco od niej starszą. Jest chora na schizofrenię. Zawsze była zazdrosna o to z jaką delikatnością wychowuje nie swoje dziecko. Nienawidziła i nienawidzi Acris. Sama wciągnęła się w złe towarzystwo i również wpadła w nałogi przez swojego chłopaka, który jest gangsterem. Wyprowadziła się i postanowiła, że kiedyś zemści się na kuzynce. Acris uciekła ze strachu i reszte jej historii już znasz. Niedawno Acris dostała kilka listów, w których moja córka groziła jej i Adley. Dzisiaj miałam zobaczyć się z Acris jak co miesiąc i tak było. Byłam pewna, że mój kierowca zawiezie ją prosto tu. Jak się okazało, zapłacono mu, aby zabrał dziewczynki do Gabi. Nie mam pojęcia co teraz może się z nimi dziać, ale wiem, że nie są bezpieczne. Ona jest nie obliczana i może dojść do najgorszego - wyrecytowała.
- Ale ... Ale - jąkałem się zszokowany.
- Mimo wszystko, nie mają podsłuchu ani żadnych ludzi, bo ten mężczyzna został wyrzucony z gangu za oszustwa - dodała. - Trzeba działać natychmiast - rzekła.
- Wiem, wiem - zacząłem nerwowo spacerować po pomieszczeniu. - Ale jak? - zapytałem.
- ... - zaczęła...
Hej ! Trochę mnie nie było, ale serio brak mi czasu i motywacji i w ogóle .. po pierwsze nie ma komentarzy, po drugie pisanie na telefonie mnie męczy i to dłuuuugi proces :/ Nie wiem za ile będzie kolejny post ...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
czwartek, 21 stycznia 2016
Imagin Louis cz.4
WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!
Wskoczyła seksownie do wody, a kiedy się wynurzyła zawołała mnie. Nie zastanawiając się długo dołączyłem do dziewczyny. Wtem byłem pewien, że dojdzie do tego czego początkowo się obawiałem ...
* * *
- Louis - do moich uszu dotarł głos Elisabeth. Otworzyłem szeroko oczy. Rozejrzałem się po sypialni i zrozumiałem, że to był cholerny sen. Cholerny sen!
Po powrocie do domu zjedliśmy kolacje w sympatycznej atmosferze, lecz zdala od siebie. Dziewczyna uznała, że podróż ją wykończyła. Po złożeniu talerza do zmywarki, natychmiast udała się do swojej sypialni. Ja sam udałem się na wieczorny trening na domowej siłowni oraz basenie. Wziąłem prysznic i znalazłem się w salonie. Do północy czas zajmował mi mój ulubiony serial kryminalny, a po dwunastej ułożyłem się pod pościelą, we własnym łóżku.
Obudziłem się rozpalony, co idealnie odznaczało się na mojej bieliźnie. Odetchnęłam z ulgą. Usiadłem, podpierając się o ścianę. Przetarłem twarz dłońmi i wypuściłem powietrze z płuc. Przeczesałem ręką me roztrzepane włosy i wyszedłem spod kołdry. Wsunęłem na nogi szare dresy i udałem się do kuchni. Zastałem tam Elis oraz ( T.I ). Rozmawiały podczas przygotowywania śniadania, chichocząc i wymieniając spojrzenia.
- Dzień dobry - przywitałem się zasypany. Ta noc zwyczajnie wykończyła mnie tym intensywnym snem. Obie podniosły na mnie wzrok i jednocześnie się uśmiechnęły. Były tak cholernie do siebie podobne, a jednocześnie tak różne.
- Witaj, Lou - odezwała się uradowana Elizabeth. - Zapraszamy do stołu, śpiochu - zaśmiała się uroczo. Uniósłem delikatnie kąciki ust i podszedłem bliżej, aby ucałować polik narzeczonej. Córka El prychnęła niekontrolowanie, nalewając soku do szklanek. Oboje zerknęliśmy na nią zdziwieni. Choć może ja mniej. Jednak rozumiałem ją. To musiało wyglądać sztucznie, żałośnie, a przede wszystkim komicznie. ( T.I ) wcale nie przejęła się tym, a jej rozbawienie jedynie się pogłębiło. Złapała za szklankę i ruszyła do zastawionego jedzeniem stołu. Zajęła miejsce, które niegdyś należało do niej i zajęła się jedzeniem. Zdezorientowana Elis wypalała wzrokiem dziurę we własnym dziecku. W ramach wsparcia pomasowałem jej plecy i uśmiechnąłem się, aby dodać kobiecie otuchy.
- Spokojnie - rzuciłem, omijając ją. Także zgarnąłem sok i usiadłem. Po chwili dołączyła do nas Elizabeth.
- Dzisiaj wybieramy smak tortu - odezwała się szczęśliwa Lizbeth. Skinąłem na znak zrozumienia. Kątem oka zauważyłem, jak (T.I) podnosi głowę i wpatruje się w matkę z dezaprobatą. - Coś nie tak? - brunetka skarciła dziecko wzrokiem.
- Gdybyś dobrze znała swojego narzeczonego ... - szybko podniosłem ślepia na (T.I), zainteresowany dalszym ciągiem. - to wiedziała byś, że nie znosi ciast - prychnęła. Widelec wypadł z dłoni Eliz. Luknęła na mnie zszokowana, ale ja nie zwróciłem na to uwagi. Poświęciłem ją dziewczynie naprzeciwko mnie. Zadowolona popijała sok, nie przejmując się mamą.
- Louis? - wymamrotała Elizabeth w osłupieniu.
- To prawda - przyznałem zerkając w podłogę.
- Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś? - poirytowana zapytała. Nie rozumiałem powodu jej zdenerwowania. Przecież tort to nic szczególnie ważnego, przynajmniej nie dla mnie. Tak czy owak, nie powinno być to źródłem kłótni.
- Jakoś nie było okazji ... Po za tym nigdy tego nie zauważyłaś? - wydusiłem, pocierając dłonią kark. Kobieta zacisnęła zęby i odłożyła nóż na stół. Posłała córce zawistne spojrzenie i opuściła pomieszczenie, nie szczędząc dramaturgii. Zmarszczyłem czoło w niezrozumieniu. - O co chodzi? - niekontrolowanie wypaliłem.
- Zazdrość - mruknęła szyderczo (T.I). Odstawiła talerz do zlewu i również wyszła z kuchni. Zastanawiałem się nad tym, skąd wiedziała, że nie lubię tego dania. Chyba nigdy wcześniej z nią o tym nie rozmawiałem. Może to wydawać się nie lada błahą sprawą, lecz dla mnie stanowiło to niemałe zaskoczenie. Postanowiłem skończyć w spokoju śniadanie.
- Louis, skoro tak bardzo nienawidzisz ciast o czym oczywiście nie wiedziałam, sama to załatwię. Ale natomiast idź z (T.I) pomóc wybrać jej jakiś sensowny strój w stosownym kolorze. Miałam zrobić to ja, ale otrzymałam pilne wezwanie do banku - surowym tonem zwróciła się do mnie Elizabeth.
- Dobra - prychnąłem obojętnie. Jakoś im bliżej było tego całego wesela, tym bardziej irytowała mnie postać mojej narzeczonej. Oburzona burknęła coś pod nosem i zwyczajnie opuściła dom. Gdy tylko się to stało odetchnąłem z ulgą. Bałem się prawdy. Pragnąłem, aby do ślubu nigdy nie doszło. W pewnym sensie miałem zamiar zerwać zaręczyny, ale ranienie ludzi nie należało do mojego sposobu bycia.
- Jedziemy? - zza rogu wyskoczyła niespodziewanie córka Eliz.
- Emm ... Tak - opowiedziałem niepewnie, łapiąc za kluczki do samochodu. Stłumiony chichot dziewczyny rozległ się po pokoju. - Coś nie tak? - zapytałem.
- Masz zamiar jechać do centrum w takim ubraniu? - wskazała palcem na moją piżamę.
- Ah, no tak - przetarłem twarz dłońmi.
- Coś niedobrego się dzieje? - zmartwiona odezwała się, gdy siedzieliśmy już w aucie.
- To znaczy? - mruknąłem.
- To znaczy, wiem, że jej nie kochasz, ale im dalej będziesz w to brnął tym ciężej będzie się z tego uwolnić - moje serce znów się zatrzymało. Scena z mojego snu zaczęła się powtarzać. W sumie, to nie pogardziłbym takim przebiegiem okoliczności.
- Skąd to wiesz? - starałem się zachowywać naturalnie.
- Po pierwsze nie ma pomiędzy wami chemii, widać po twojej minie, słychać po tonie ... Po za tym kto potrafiłby darzyć uczuciem tak zapracowaną, zimną kobietę, która rzadko kiedy ma ochotę na jakiekolwiek pieszczoty? - pewna siebie wyrecytowała.
- A to ostatnie po czym wnioskujesz? - zaśmiałem się. Ta dziewczyna zmieniła się nie do poznania! Czułem się przy niej tak cholernie swobodnie. Zupełnie jakbym znał ją od lat i przyjaźnił się przez pół życia.
- Po tym co mówisz przez sen - odpowiedziała krótko i bez owijania w bawełnę.
- Słucham? - aż zachłysnąłem się powietrzem.
- Przechodziłam obok twojej sypialni w nocy, kiedy szłam po wodę, wtedy usłyszałam twój głos. Postanowiłam wejść. Położyłam się obok i słuchałam jak bardzo cię podniecam - zaśmiała się. Moje policzki zaczęły czerwienieć. Wiedziałem, że nie kłamie. I to właśnie było najgorsze ...
Hejooo! Witam :) Wiem, że do dupy ten rozdział i ogólnie ostatnio jest ze mną źle jeżeli chodzi o systematyczność, treść i w ogóle ;/ Brak mi weny, motywacji ... Nie wiem sama, dlatego zawieszam blog do odwołania :( Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
- Dzisiaj wybieramy smak tortu - odezwała się szczęśliwa Lizbeth. Skinąłem na znak zrozumienia. Kątem oka zauważyłem, jak (T.I) podnosi głowę i wpatruje się w matkę z dezaprobatą. - Coś nie tak? - brunetka skarciła dziecko wzrokiem.
- Gdybyś dobrze znała swojego narzeczonego ... - szybko podniosłem ślepia na (T.I), zainteresowany dalszym ciągiem. - to wiedziała byś, że nie znosi ciast - prychnęła. Widelec wypadł z dłoni Eliz. Luknęła na mnie zszokowana, ale ja nie zwróciłem na to uwagi. Poświęciłem ją dziewczynie naprzeciwko mnie. Zadowolona popijała sok, nie przejmując się mamą.
- Louis? - wymamrotała Elizabeth w osłupieniu.
- To prawda - przyznałem zerkając w podłogę.
- Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś? - poirytowana zapytała. Nie rozumiałem powodu jej zdenerwowania. Przecież tort to nic szczególnie ważnego, przynajmniej nie dla mnie. Tak czy owak, nie powinno być to źródłem kłótni.
- Jakoś nie było okazji ... Po za tym nigdy tego nie zauważyłaś? - wydusiłem, pocierając dłonią kark. Kobieta zacisnęła zęby i odłożyła nóż na stół. Posłała córce zawistne spojrzenie i opuściła pomieszczenie, nie szczędząc dramaturgii. Zmarszczyłem czoło w niezrozumieniu. - O co chodzi? - niekontrolowanie wypaliłem.
- Zazdrość - mruknęła szyderczo (T.I). Odstawiła talerz do zlewu i również wyszła z kuchni. Zastanawiałem się nad tym, skąd wiedziała, że nie lubię tego dania. Chyba nigdy wcześniej z nią o tym nie rozmawiałem. Może to wydawać się nie lada błahą sprawą, lecz dla mnie stanowiło to niemałe zaskoczenie. Postanowiłem skończyć w spokoju śniadanie.
- Louis, skoro tak bardzo nienawidzisz ciast o czym oczywiście nie wiedziałam, sama to załatwię. Ale natomiast idź z (T.I) pomóc wybrać jej jakiś sensowny strój w stosownym kolorze. Miałam zrobić to ja, ale otrzymałam pilne wezwanie do banku - surowym tonem zwróciła się do mnie Elizabeth.
- Dobra - prychnąłem obojętnie. Jakoś im bliżej było tego całego wesela, tym bardziej irytowała mnie postać mojej narzeczonej. Oburzona burknęła coś pod nosem i zwyczajnie opuściła dom. Gdy tylko się to stało odetchnąłem z ulgą. Bałem się prawdy. Pragnąłem, aby do ślubu nigdy nie doszło. W pewnym sensie miałem zamiar zerwać zaręczyny, ale ranienie ludzi nie należało do mojego sposobu bycia.
- Jedziemy? - zza rogu wyskoczyła niespodziewanie córka Eliz.
- Emm ... Tak - opowiedziałem niepewnie, łapiąc za kluczki do samochodu. Stłumiony chichot dziewczyny rozległ się po pokoju. - Coś nie tak? - zapytałem.
- Masz zamiar jechać do centrum w takim ubraniu? - wskazała palcem na moją piżamę.
- Ah, no tak - przetarłem twarz dłońmi.
- Coś niedobrego się dzieje? - zmartwiona odezwała się, gdy siedzieliśmy już w aucie.
- To znaczy? - mruknąłem.
- To znaczy, wiem, że jej nie kochasz, ale im dalej będziesz w to brnął tym ciężej będzie się z tego uwolnić - moje serce znów się zatrzymało. Scena z mojego snu zaczęła się powtarzać. W sumie, to nie pogardziłbym takim przebiegiem okoliczności.
- Skąd to wiesz? - starałem się zachowywać naturalnie.
- Po pierwsze nie ma pomiędzy wami chemii, widać po twojej minie, słychać po tonie ... Po za tym kto potrafiłby darzyć uczuciem tak zapracowaną, zimną kobietę, która rzadko kiedy ma ochotę na jakiekolwiek pieszczoty? - pewna siebie wyrecytowała.
- A to ostatnie po czym wnioskujesz? - zaśmiałem się. Ta dziewczyna zmieniła się nie do poznania! Czułem się przy niej tak cholernie swobodnie. Zupełnie jakbym znał ją od lat i przyjaźnił się przez pół życia.
- Po tym co mówisz przez sen - odpowiedziała krótko i bez owijania w bawełnę.
- Słucham? - aż zachłysnąłem się powietrzem.
- Przechodziłam obok twojej sypialni w nocy, kiedy szłam po wodę, wtedy usłyszałam twój głos. Postanowiłam wejść. Położyłam się obok i słuchałam jak bardzo cię podniecam - zaśmiała się. Moje policzki zaczęły czerwienieć. Wiedziałem, że nie kłamie. I to właśnie było najgorsze ...
Hejooo! Witam :) Wiem, że do dupy ten rozdział i ogólnie ostatnio jest ze mną źle jeżeli chodzi o systematyczność, treść i w ogóle ;/ Brak mi weny, motywacji ... Nie wiem sama, dlatego zawieszam blog do odwołania :( Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
sobota, 16 stycznia 2016
Imagin dark Harry cześć druga
Z dołu dobiegł do mnie głos Felicii. - Wychodzę nudziaro! - krzyknęła, a serce zatrzymało mi się na moment. Po tych słowach rozległ się tylko trzask frontowych drzwi, wtem zapadła ta cholernie niepokojąca cisza, nie zwiastująca nic dobrego ...
***
Moje ciało zesztywniało. Miałam dość nieprzerwanego strachu. Postanowiłam udać się jak najdalej domu i wrócić z kimś kto ewentualnie nie pozwoli mnie skrzywdzić. Przy każdym moim kroku podłoga wydawała skrzyp, który cholernie przypominał mi jak bardzo jestem zaniepokojona. Złapałam za swoją komórkę, klucze oraz szarą bluzę, którą szybko narzuciłam na siebie. Na stopy wyłożyłam białe trampki przed kostkę. Otworzyłam okno i złapałam się drabiny, przymocowanej do ściany domu. Pospiesznie zaszłam na ziemię i ruszyłam do drzwi frontowych, aby je zamknąć. Niemal przeskoczyłam przez ogrodzenie i zaczęłam biec w kierunku przystanku, na którym miał mnie zastać autobus prowadzący do mieszkania Liam'a.
Liam to mój starszy o dwa lata przyjaciel. Nasze matki znały się jeszcze z czasów liceum, a więc od małego mieliśmy ze sobą do czynienia. Dobrze się rozumieliśmy i często rozmawialiśmy na wszelkie tematy. Jednak odkąd poszedł na studia, kontakt się nam pogorszył. Oczywiście wciąż pisaliśmy, ale jednak nic nie zastąpi spotkań. Stwierdziłam, że tamten moment był idealny na niezapowiedzianą wizytę. Wolałam nie wspominać o zaistniałej sytuacji, gdyż nie raz przerabiał ze mną podobne sytuacje. Cóż, Li podchodził do tego sceptycznie i nie starczało mu już energii na moje wymysły.
Liam był moim totalnym przeciwieństwem. Ja od zawsze obawiałam się tego co może czekać za rogiem. Owszem, mimo to się nie zatrzymywałam. Jednak wciąż nosiłam w sobie strach. Chłopak natomiast, nigdy nie należał do bojaźliwych. Od dziecka był nieustraszony i zawsze pakował się przez to w tarapaty, z których musiałam go wyciągać jak przystało na przyjaciółkę. Działało to w obie strony. Zawsze mnie bronił. Kiedy sobie nie radziłam, kiedy ktoś mnie nękał ~ walczył o mnie. Parę razy widziałam jak włada nad nim agresja, a jego oczy wypełnia niepokojąca iskra. Momentami wydawał się niebezpieczny. Jednak wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie. Zawsze bałam się, że źle wykorzysta swoje umiejętności i wda się w nieodpowiednie towarzystwo. Ale natychmiast odpędzałam od siebie te bzdury.
Choć nasze relacje od zawsze należały do bliskich, to nigdy nie doszło do czegoś więcej niż całus w polik z okazji urodzin. Za co oczywiście dziękuję Bogu.
Przez cały maraton czułam się obserwowana. Parę razy sprawdzałam czy ktoś mnie nie śledzi, ale nie spotkałam się z nikim za swoimi plecami. Stwierdziłam, że zaczęła dręczyć mnie paranoja. Nie wierzyłam w to, że ktoś rzeczywiście mógł znaleźć się w moim domu. Jednak wszystko na to wskazywało, więc musiałam zacząć przyswajać tę myśl. Wzbudzało to we mnie przerażenie. Z drugiej, zaś strony zastanawiałam się dlaczego ten KTOŚ nie skrzywdził mnie od razu i dlaczego się nie ujawnił choć miał wiele okazji. Zastanawiałam się czego KTOŚ mógł ode mnie chcieć
Wsiadłam do autobusu, który miał przetransportować mnie pod kamienicę Payne'a. Kupując bilet u kierowcy, zauważyłam, że jakiś mężczyzna wbiega do środka. Czekając na wydanie biletu, przyjrzałam się postaci. Nieznajomy nosił czarną bluzę, której kaptur spoczywał na jego głowie, zakrywając większość twarzy. Do tego miał na sobie ciemne jeansy i czerwone Jordany. Zajął miejsce na samym końcu busa. Nie odsłaniał twarzy, jakby bał się ujawnić.
- Panienko ... - z transu wywiódł mnie głos kierowcy. Odebrałam bilet i grzecznie podziękowałam. Postanowiłam zająć miejsce stojące, aby móc obserwować chłopaka. Miałam głupie wrażenie, że to on mnie śledził. Usprawiedliwiało go jedynie to, że nikogo za sobą nie widziałam. Te przypuszczenie odpychałam od siebie, aby mój puls w końcu się unormował. Po co ktokolwiek miałby mnie śledzić? Po jakimś czasie odsunęłam od siebie rozprawianie na ten temat. Zbliżał się mój przystanek. Kiedy pojazd się zatrzymał, natychmiast wysiadłam z niego. Odwróciłam się kontrolnie. Ten mężczyzna ... szedł za mną! Wtem, ponownie, wpadłam w panikę. Starałam się wyjaśnić sobie, że to tylko zbieg okoliczności, ale nigdy w nie nie wierzyłam. Przyspieszyłam. Starałam się nie zacząć krzyczeć, ale pojedyncze jęki przerażenia wydobywały się z mych ust. Czułam obecność nieznajomego zaraz za sobą. Z każdym moim krokiem, zbliżał się. Postanowiłam biec, on także. Nie chciałam się odwracać, cholernie tego nie chciałam. Bałam się spojrzeć w rządne, mojego cierpienia, ślepia. Widziałam już bramę prowadzącą do osiedla Li'ego. Popchnęłam masywne; metalowe drzwi i kontynuowałam sprint. Za plecami słyszałam jak wrota ponownie się otwierają. Wydawało mi się, że od biegu odebrało mi oddechu. Drzwi do klatki schodowej chłopaka okazały się być zamknięte. Serce niemal nie wyskoczyło mi z piersi. Szybko nacisnęłam dzwonek do mieszkania Liam'a. Czułam, że zaraz dojdzie do konfrontacji pomiędzy mną, a potworem. Stwierdziłam, że w końcu i tak do tego dojdzie. Niemal czułam chłodny oddech oprawcy na karku. Zacisnęłam powieki. Szybko odwróciłam się tyłem do ściany i się o nią oparłam. Świat wydawał się zatrzymać, nic po prostu się nie działo. Otworzyłam oczy. Jak się okazało ~ nie było tam nikogo. Doświadczyłam ulgi, a jednocześnie niepokoju swoim stanem. Martwiłam się sobą. W tamtym momencie natłok myśli powiększył się jeszcze bardziej. Rozglądałam się jeszcze przez moment po osiedlu, aż na ziemię sprowadził mnie głos Liam'a.
- Halo?
- Em - zająknęłam się. - Li, to ja - wykrztusiłam. Otworzył mi, więc szybko weszłam na klatkę schodową. Dwa piętra w górę i znalazłam się przed drzwiami chłopaka. Starałam się unormować oddech, lecz okazało się to nieosiągalne. Sama nie wiem czy to przez zmęczenie biegiem czy rozhwianie emocjonalne.
- Cześć młoda - przywitał mnie z szerokim uśmiechem, który szybko zniknął z jego twarzy, gdy zobaczył moje przerażenie. - Co się stało? - zapytał, wciągając mnie do środka. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie chciałam znów czynić z siebie wariatki, która stanowiłam już dla samej siebie przez wydarzenie sprzed chwili. -Wiesz ostatnio ... Odkąd rodzice wyjechali czuje się tak samotna w domu. Więc pomyślałam, że cię odwiedzę - wymusiłam uśmieszek, aby przekonać bruneta w swoich słowach.
- Aww - przytulił mnie mocno. - A teraz powiedz prawdę - surowo nakazał. Ruszył do kuchni, a ja za nim. Zajęłam miejsce na krześle przy stole. Ciemnooki oparł się o blat, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - No już - poganiał.
- Ja zwyczajnie pokłóciłam się z przyjaciółka i potrzebuję kogoś ... Rozrywki czy coś - rzekłam. Wcześniej nie miałam problemów z kłamstwem i dosłownie nikt nie umiał mnie przejrzeć, ale wtedy straciłam tą umiejętność, gdyż nie ufałam sobie samej.
- To się dobrze składa - zaśmiał się. - Zabiorę cię na imprezę, którą urządza dzisiaj mój kumpel - zarządził.
- Ale ... - wtrąciłam się.
- Coś nie tak? - zmarszczył brwi. Musiałam się zgodzić. Odmową przyznałabym się do kłamstwa.
- Niech będzie - westchnęłam.
- No - wyszczerzył się.
Dzień minął mi szybko w towarzystwie Li'ego. Zniknęło nawet to niemiłe poczucie obserwowania. Przed imprezą dołączyła do nas siostra Payne'a ~ Lizzie. Użyczyła mi swoich kosmetyków, abym mógła zrobić sobie naturalny makijaż. Pożyczyła mi czarne szorty, crop top w tym samym kolorze oraz skórzaną kurtkę. Zatrzymałam swoje białe Converse na stopach i byłam gotowa do wyjścia.
Dom był ogromny, ale ilość ludzi wypełniających go zdecydowanie zmieniejszała przestrzeń. Nie bardzo miałam ochotę na takie towarzystwo, ale musiałam oderwać się od czarnych myśli. Przywitałam kilku znajomych, nalałam sobie alkoholu i zajęłam miejsce na sofie. I znowu czułam na sobie czyjś wzrok, a mój puls ponownie wzrósł. Czułam, że ten KTOŚ tu jest ...
Hej! Wybaczcie długą nieobecność, ale brakło mi weny :'( Mam nadzieję, że ten nijaki rozdział nie jest aż taki zły :// Dziękuję wam za niemal 1000 wyświetleń pod ostatnim postem :) Jesteście wspaniali :3 Oby tak dalej ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Moje ciało zesztywniało. Miałam dość nieprzerwanego strachu. Postanowiłam udać się jak najdalej domu i wrócić z kimś kto ewentualnie nie pozwoli mnie skrzywdzić. Przy każdym moim kroku podłoga wydawała skrzyp, który cholernie przypominał mi jak bardzo jestem zaniepokojona. Złapałam za swoją komórkę, klucze oraz szarą bluzę, którą szybko narzuciłam na siebie. Na stopy wyłożyłam białe trampki przed kostkę. Otworzyłam okno i złapałam się drabiny, przymocowanej do ściany domu. Pospiesznie zaszłam na ziemię i ruszyłam do drzwi frontowych, aby je zamknąć. Niemal przeskoczyłam przez ogrodzenie i zaczęłam biec w kierunku przystanku, na którym miał mnie zastać autobus prowadzący do mieszkania Liam'a.
Liam to mój starszy o dwa lata przyjaciel. Nasze matki znały się jeszcze z czasów liceum, a więc od małego mieliśmy ze sobą do czynienia. Dobrze się rozumieliśmy i często rozmawialiśmy na wszelkie tematy. Jednak odkąd poszedł na studia, kontakt się nam pogorszył. Oczywiście wciąż pisaliśmy, ale jednak nic nie zastąpi spotkań. Stwierdziłam, że tamten moment był idealny na niezapowiedzianą wizytę. Wolałam nie wspominać o zaistniałej sytuacji, gdyż nie raz przerabiał ze mną podobne sytuacje. Cóż, Li podchodził do tego sceptycznie i nie starczało mu już energii na moje wymysły.
Liam był moim totalnym przeciwieństwem. Ja od zawsze obawiałam się tego co może czekać za rogiem. Owszem, mimo to się nie zatrzymywałam. Jednak wciąż nosiłam w sobie strach. Chłopak natomiast, nigdy nie należał do bojaźliwych. Od dziecka był nieustraszony i zawsze pakował się przez to w tarapaty, z których musiałam go wyciągać jak przystało na przyjaciółkę. Działało to w obie strony. Zawsze mnie bronił. Kiedy sobie nie radziłam, kiedy ktoś mnie nękał ~ walczył o mnie. Parę razy widziałam jak włada nad nim agresja, a jego oczy wypełnia niepokojąca iskra. Momentami wydawał się niebezpieczny. Jednak wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie. Zawsze bałam się, że źle wykorzysta swoje umiejętności i wda się w nieodpowiednie towarzystwo. Ale natychmiast odpędzałam od siebie te bzdury.
Choć nasze relacje od zawsze należały do bliskich, to nigdy nie doszło do czegoś więcej niż całus w polik z okazji urodzin. Za co oczywiście dziękuję Bogu.
Przez cały maraton czułam się obserwowana. Parę razy sprawdzałam czy ktoś mnie nie śledzi, ale nie spotkałam się z nikim za swoimi plecami. Stwierdziłam, że zaczęła dręczyć mnie paranoja. Nie wierzyłam w to, że ktoś rzeczywiście mógł znaleźć się w moim domu. Jednak wszystko na to wskazywało, więc musiałam zacząć przyswajać tę myśl. Wzbudzało to we mnie przerażenie. Z drugiej, zaś strony zastanawiałam się dlaczego ten KTOŚ nie skrzywdził mnie od razu i dlaczego się nie ujawnił choć miał wiele okazji. Zastanawiałam się czego KTOŚ mógł ode mnie chcieć
Wsiadłam do autobusu, który miał przetransportować mnie pod kamienicę Payne'a. Kupując bilet u kierowcy, zauważyłam, że jakiś mężczyzna wbiega do środka. Czekając na wydanie biletu, przyjrzałam się postaci. Nieznajomy nosił czarną bluzę, której kaptur spoczywał na jego głowie, zakrywając większość twarzy. Do tego miał na sobie ciemne jeansy i czerwone Jordany. Zajął miejsce na samym końcu busa. Nie odsłaniał twarzy, jakby bał się ujawnić.
- Panienko ... - z transu wywiódł mnie głos kierowcy. Odebrałam bilet i grzecznie podziękowałam. Postanowiłam zająć miejsce stojące, aby móc obserwować chłopaka. Miałam głupie wrażenie, że to on mnie śledził. Usprawiedliwiało go jedynie to, że nikogo za sobą nie widziałam. Te przypuszczenie odpychałam od siebie, aby mój puls w końcu się unormował. Po co ktokolwiek miałby mnie śledzić? Po jakimś czasie odsunęłam od siebie rozprawianie na ten temat. Zbliżał się mój przystanek. Kiedy pojazd się zatrzymał, natychmiast wysiadłam z niego. Odwróciłam się kontrolnie. Ten mężczyzna ... szedł za mną! Wtem, ponownie, wpadłam w panikę. Starałam się wyjaśnić sobie, że to tylko zbieg okoliczności, ale nigdy w nie nie wierzyłam. Przyspieszyłam. Starałam się nie zacząć krzyczeć, ale pojedyncze jęki przerażenia wydobywały się z mych ust. Czułam obecność nieznajomego zaraz za sobą. Z każdym moim krokiem, zbliżał się. Postanowiłam biec, on także. Nie chciałam się odwracać, cholernie tego nie chciałam. Bałam się spojrzeć w rządne, mojego cierpienia, ślepia. Widziałam już bramę prowadzącą do osiedla Li'ego. Popchnęłam masywne; metalowe drzwi i kontynuowałam sprint. Za plecami słyszałam jak wrota ponownie się otwierają. Wydawało mi się, że od biegu odebrało mi oddechu. Drzwi do klatki schodowej chłopaka okazały się być zamknięte. Serce niemal nie wyskoczyło mi z piersi. Szybko nacisnęłam dzwonek do mieszkania Liam'a. Czułam, że zaraz dojdzie do konfrontacji pomiędzy mną, a potworem. Stwierdziłam, że w końcu i tak do tego dojdzie. Niemal czułam chłodny oddech oprawcy na karku. Zacisnęłam powieki. Szybko odwróciłam się tyłem do ściany i się o nią oparłam. Świat wydawał się zatrzymać, nic po prostu się nie działo. Otworzyłam oczy. Jak się okazało ~ nie było tam nikogo. Doświadczyłam ulgi, a jednocześnie niepokoju swoim stanem. Martwiłam się sobą. W tamtym momencie natłok myśli powiększył się jeszcze bardziej. Rozglądałam się jeszcze przez moment po osiedlu, aż na ziemię sprowadził mnie głos Liam'a.
- Halo?
- Em - zająknęłam się. - Li, to ja - wykrztusiłam. Otworzył mi, więc szybko weszłam na klatkę schodową. Dwa piętra w górę i znalazłam się przed drzwiami chłopaka. Starałam się unormować oddech, lecz okazało się to nieosiągalne. Sama nie wiem czy to przez zmęczenie biegiem czy rozhwianie emocjonalne.
- Cześć młoda - przywitał mnie z szerokim uśmiechem, który szybko zniknął z jego twarzy, gdy zobaczył moje przerażenie. - Co się stało? - zapytał, wciągając mnie do środka. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie chciałam znów czynić z siebie wariatki, która stanowiłam już dla samej siebie przez wydarzenie sprzed chwili. -Wiesz ostatnio ... Odkąd rodzice wyjechali czuje się tak samotna w domu. Więc pomyślałam, że cię odwiedzę - wymusiłam uśmieszek, aby przekonać bruneta w swoich słowach.
- Aww - przytulił mnie mocno. - A teraz powiedz prawdę - surowo nakazał. Ruszył do kuchni, a ja za nim. Zajęłam miejsce na krześle przy stole. Ciemnooki oparł się o blat, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - No już - poganiał.
- Ja zwyczajnie pokłóciłam się z przyjaciółka i potrzebuję kogoś ... Rozrywki czy coś - rzekłam. Wcześniej nie miałam problemów z kłamstwem i dosłownie nikt nie umiał mnie przejrzeć, ale wtedy straciłam tą umiejętność, gdyż nie ufałam sobie samej.
- To się dobrze składa - zaśmiał się. - Zabiorę cię na imprezę, którą urządza dzisiaj mój kumpel - zarządził.
- Ale ... - wtrąciłam się.
- Coś nie tak? - zmarszczył brwi. Musiałam się zgodzić. Odmową przyznałabym się do kłamstwa.
- Niech będzie - westchnęłam.
- No - wyszczerzył się.
Dzień minął mi szybko w towarzystwie Li'ego. Zniknęło nawet to niemiłe poczucie obserwowania. Przed imprezą dołączyła do nas siostra Payne'a ~ Lizzie. Użyczyła mi swoich kosmetyków, abym mógła zrobić sobie naturalny makijaż. Pożyczyła mi czarne szorty, crop top w tym samym kolorze oraz skórzaną kurtkę. Zatrzymałam swoje białe Converse na stopach i byłam gotowa do wyjścia.
Dom był ogromny, ale ilość ludzi wypełniających go zdecydowanie zmieniejszała przestrzeń. Nie bardzo miałam ochotę na takie towarzystwo, ale musiałam oderwać się od czarnych myśli. Przywitałam kilku znajomych, nalałam sobie alkoholu i zajęłam miejsce na sofie. I znowu czułam na sobie czyjś wzrok, a mój puls ponownie wzrósł. Czułam, że ten KTOŚ tu jest ...
Hej! Wybaczcie długą nieobecność, ale brakło mi weny :'( Mam nadzieję, że ten nijaki rozdział nie jest aż taki zły :// Dziękuję wam za niemal 1000 wyświetleń pod ostatnim postem :) Jesteście wspaniali :3 Oby tak dalej ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
czwartek, 7 stycznia 2016
Imagin dark Harry cześć pierwsza
UWAGA! Ważna notka pod rozdziałem ;) !!!
Noc wydawała się mroczniejsza niż zazwyczaj. Po raz kolejny poprawiłam na sobie kołdrę, aby poczuć kojące ciepło. Oczy pragnęły odpoczynku, lecz świadomość samotności nie pozwalała na sen.
Rozumiałam doskonale, że paranoja jaka mnie wtedy dopadła stanowiła skutek nocnych maratonów horrorów, które odbywałam z Tracy niemal codziennie. I tamtego wieczora się tak stało, ale uczyniłam to w pojedynkę, gdyż przyjaciółkę dopadła grypa. Moi rodzice wyjechali na wakacje z okazji 20 rocznicy ślubu, a ja zostałam sama w ogromnym domu w jednej z najbogatszych dzielnic LA. Dnie nie przerażały mnie aż tak bardzo, jak czas po zmroku. Przez ponad miesiąc miałam zasypiać w samotności. Może nie kompletnej, gdyż towarzyszyły mi dwa cholernie wrażliwe na każde światełko, ruch lub odgłos, dobermany, wypuszczane przeze mnie o 21.00. Miały za zadanie po prostu alarmować mnie o niechcianych gościach i ostrzegać przed niebezpieczeństwem.
Postanowiłam nie zadręczać się więcej czarnymi scenariuszami, jakie pisała moja wyobraźnia. Wstałam i ruszyłam na dół, nie zapalając ani jednego światła, by nie obudzić psów. Drogę do kuchni znałam na pamięć, ale wolałam rozjaśnić ją sobie latarką umieszczoną w mojej komórce. Kiedy schodziłam po schodach usłyszałam skrzyp drzwi do pracowni ojca, tak charakterystyczny, że mogłam rozpoznać go pośród tysiąca innych. Moje źrenice automatycznie się poszerzyły, ale nie zatrzymałam się. Dobermany nie dawały o sobie znać, upewniając mnie we własnym bezpieczeństwie. Byłam pewna, że to tylko moja bujna fantazja, która doskwierała mi od dziecka. Nawet nie zerkając w stronę centrum hałasu, przemieściłam się do kuchni. Złapałam za butelkę wody i ze spokojem wróciłam na górę. Łyk chłodnej H2O zawsze pomagał mi w zaśnięciu. Ułożyłam się pod, zimniejszą niż pamiętałam, pościelą i przewróciłam się na bok, tak aby drzwi znajdowały się za mymi plecami. W pokoju panowało dziwne napięcie, które mnie martwiło, lecz także potraktowałam to jako kolejną z objaw wyobraźni. Próbując zasnąć, wydawało mi się, że jestem pod czyjąś obserwacją, lecz nie starczało mi sił na sprawdzanie otoczenia. Brak alarmów, szczeków oraz hałasów dodawało mi odwagi.
Obudziłam się około 10.00 rano. Leniwie uniosłam powieki i przetarłam je, by lepiej widzieć. Promienie słońca już dawno biły w moją twarz, ale przez 18 lat, które spędziłam w tym samym domu i pokoju, przyzwyczaiły mnie do tego zjawiska. Dotarł do mnie zapach intensywnych męskich perfum tuż za mną. Szybko odwróciłam głowę, ale nie zastałam tam niczego. Przysunęłam sąsiednią poduszkę do twarzy i rzeczywiście emanowała wonią jaką rozpoznałam. Skrzywiłam się zdziwiona. Wzruszyłam ramionami i znów położyłam się, tym razem twarzą do uchylonych drzwi. Zaraz ... Co? ~ uchylonych? Byłam w stu procentach pewna, że pozostawiłam je zamknięte. Nie umiałam zasnąć bez pewności, że uczyniłam swój chory rytuał. Podniosłam się siłą swoich rąk, przyglądając się białej powłoce drzewnej z niedowierzaniem. Westchnęłam, starając się uspokoić. Wstałam z łóżka i złapałam za czarną koszulkę z szafki. Od zawsze sypiałam w samej bieliźnie, co może wydawać się dziwne, ale dla mnie piżama to niepotrzebna cześć odzieży, w której tylko duszę się zamiast cieszyć wolnością odpoczynku. Tak czy inaczej, musiałam coś na siebie narzucić. Już w korytarzu dotarły do mnie dźwięki odbiegające z kuchni, co kompletnie mnie przeraziło.Tracy leżała chora w domu, a rodzice dopiero co wyjechali. Szybko zbiegłam na dół, aby nie katować się niepewnością. Kiedy stanęłam w progu, odetchnęłam z ulgą.
- Felicia! - krzyknęłam na kuzynke.
- A może tak dzień dobry? - skrzywiła się, odrywając usta od szklanki soku.
- Rozumiem, że rodzice dali ci klucze, a nie sama je sobie przywłaszczyłaś - syknęłam do starszej ode mnie o dwa lata, ropuszczonej, chamskiej dziewczyny. Od lat się nienawidziłyśmy. Pomimo tego, ta wciąż odwiedzała nasz dom, gdy tylko zabrakło jej pieniędzy lub miała ochotę na kąpiel w jacuzzi. Zdenerwowana jej obecnością, a jednocześnie dziękując Bogu, że to jednak ona a nie jakiś psychopata, opadłam na najbliższe mi szklane krzesło.
- Nie trzeba było, miałam zapukać czy coś, ale frontowe drzwi od pracowni były uchylone, więc to nie było konieczne - obojętnie rzekła, a mnie zatkało. Zrozumiałam, że "złudzenia" sprzed nocy wcale nimi nie były i rzeczywiście ktoś "odwiedził" mnie w niewidomym celu. Jeszcze bardziej bolał mnie fakt, że te durne psy nie zareagowały na rzekomego włamywacza. Przez sekundę łudziłam się, że to jedynie żart ze strony latynoski, ale nie znajdowałam powodu dla którego miałaby to robić. Nie miała także pojęcia co stało się wcześniejszej nocy, więc nie miałaby podstaw do takich figli. Serce zaczęło bić mi mocniej, a nieprzyjemne poczucie czyichś oczu na sobie powróciło. Miałam wrażenie, że ktoś nadal jest w środku i w każdej chwili może wyskoczyć na mnie z nożem. W powietrzu wisiała napięta atmosfera, lecz nie przez obecność znienawidzonej kuzynki. Napięcie przypominało to sprzed punktu kulminacyjnego w horrorze, gdy nie wiadomo czy dana postać zostanie zabita. Niemal słyszałam złowrogą muzykę w tle. Mój oddech stał się płytki w ciągu sekundy.
- Byłaś ... - odezwałam się piskliwym głosem. Przerwałam, aby nabrać powietrza i nie brzmieć więcej jakbym nawydychała helu. - Byłaś może w moim pokoju? - jęknęłam. Ciemnooka spojrzała na mnie wzrokiem, który pada na kogoś kto palnął coś niedorzecznego. Choć w tamtej chwili byłam w stanie zgodzić się z Felicią.
- Dlaczego miałabym? - fuknęła, zaglądając do lodówki. Zupełnie mnie lekceważyła i nie cierpiałam jej za to, ale w tamtej chwili cieszyłam się, że jednak jest ktoś obok, nawet jeżeli to ta irytująca dwudziestolatka. - Em ... Nie wiem, tak zapytałam - odpowiedziałam roztrzepana nadmiarem emocji.
- A ja za to zapytam, dlaczego o cholery latasz w samych bokserkach i koszulce? - z pogardą wyrecytowała. Nie miałam sił na kłótnie, więc nie odgryzłam się. Kiedy ta przygotowywała sobie jedzenie, rozglądam się jak głupia. Serce wydawało mi się zaraz wyskoczyć z piersi i miałam wrażenie, że zaraz zejdę na zawał. Jednak postanowiłam nie opowiadać latynosce o prawdopodobnym zagrożeniu, gdyż wyśmiałaby mnie, bądź zostawiła samą, czego kompletnie nie chciałam. Korzystając z obecności dziewczyny, postanowiłam rozejrzeć się po domu.
- Masz zupełną rację, lepiej pójdę się przebrać - stwierdziłam, wstając. - A ... masz zamiar jeszcze długo tu zostać? - zapytałam, zatrzymując się w progu kuchni. Odwróciłam się do niej przodem, aby zobaczyć jej zniesmaczoną minę.
- Zawsze ją mam i chcę spędzić tu z godzinę góra, więc nie musisz zbyt długo się ze mną męczyć - z wyrzutem odpowiedziała. Skinęłam głową i ruszyłam na schody. Najpierw przeszukałam garderoby, sypialnię rodziców, gościnny oraz wszystkie łazienki. Zajrzałam do biblioteki oraz siłowni, lecz nigdzie nic nie znalazlam. Ostatnim miejscem okazał się mój pokój. Przed oczyma stawało mi mnóstwo scenariuszy, a żaden nie wydawał się korzystny. Stanęłam tuż naprzeciw drzwi mojego królestwa, oddychając niespokojnie. Bałam się przekroczyć próg tamtego pomieszczenia, jakby za nim miałoby znaleźć się najprawdziwsze piekło. Jakbym wcale nie znała pomieszczenia, zamieszkiwanego przeze mnie od 18 lat. Wydawały się takie zimne, prowadzące do końca mojego żywota, co może wydawać się niedorzecznym porównaniem, ale dokładnie tak było. Jakby chciały wciągnąć mnie do swojej otchłani zła, ciemności i śmierci, której tak bardzo się bałam. Starałam się zebrać w sobie siłę, odwagę oraz pewność siebie, ale gdy zrozumiałam, że to nieosiągalne, ujęłam chłodną klamkę w dłoń i delikatnie pociągnęłam w dół. Leniwie stawiałam kroki, popychając białe wrota. Przerażona przejrzałam się wnętrzu pokoju. Większość się zgadzała. Jedyną oznaką obecności nieznajomego w moim domu okazał się mój telefon, który zawsze spoczywał na komodzie, a wtedy znalazł miejsce na poduszce. Przełknęłam ślinę i zamknęłam się w pomieszczeniu, sama nie rozumiejąc siebie. Nie wiedziałam dlaczego po prostu nie ucieknę lub wezwę policji, chociaż już prawie padłam na atak serca. Zbliżyłam się do szafy i wyjęłam z niej ubrania. Starałam się zachowywać normalnie, aby ... Właściwie nie wiem dlaczego nie zadzwoniłam po policję lub po prostu uciekłam. Nie rozumiałam własnego postępowania. Miałam wrażenie, że TA osoba jest w tym samym pomieszczeniu, a ja jestem zbyt ślepa, by ją zauważyć. Westchnęłam głośno, wchodząc do łazienki. Szybko nasunęłam na siebie czystą bieliznę, czarne jeansy oraz biały crop top w czarne, poziome pasy. Włosy przeczestałam szczotką, umyłam żeby i doprowadziłam się do porządku w jak najszybszym tempie. Z dołu dobiegł do mnie głos Felicii. - Wychodzę nudziaro! - krzyknęła, a serce zatrzymało mi się na moment. Po tych słowach rozległ się tylko trzask frontowych drzwi, wtem zapadła ta cholernie niepokojąca cisza, nie zwiastująca nic dobrego ...
Hej! Oto pierwszy sensowny post w tym miesiącu ;) mam nadzieję, że nie jest tak z nim źle :D wybaczcie długą nieobecność, ale nazbierało się obowiązków :/ No i wybaczcie błędy ~ pisanie na telefonie :'( piszcie jak się podoba i błagam KOMENTUJCIE!!! To daje tyle motywacji, której ostatnio wyjątkowo mi brakuje :( nie wiem czy piszę dla siebie i może 2 osób, które komentują czy da większego grona, które po prostu nie robi tego ; ( to kurcze boli, ale nic nie chcę mówić ;/ dopiero dzisiaj zdobywa się taką odwagę :(( prowadzę stronę od ponad roku, a praktycznie nic się na niej nie dzieje i błagam, abyście dali o sobie znak ;/ chociaż zwyczajne "jestem" :'( Dziękuję, że jesteście, ale proszę o dawanie znać o swojej obecności :* Przepraszam, że tak się użyłam nad sobą i mówię to tak dramatycznie, ale siedziało to we mnie przez rok i nie wytrzymałam :'( mam nadzieję, że rozumiecie :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
- Byłaś ... - odezwałam się piskliwym głosem. Przerwałam, aby nabrać powietrza i nie brzmieć więcej jakbym nawydychała helu. - Byłaś może w moim pokoju? - jęknęłam. Ciemnooka spojrzała na mnie wzrokiem, który pada na kogoś kto palnął coś niedorzecznego. Choć w tamtej chwili byłam w stanie zgodzić się z Felicią.
- Dlaczego miałabym? - fuknęła, zaglądając do lodówki. Zupełnie mnie lekceważyła i nie cierpiałam jej za to, ale w tamtej chwili cieszyłam się, że jednak jest ktoś obok, nawet jeżeli to ta irytująca dwudziestolatka. - Em ... Nie wiem, tak zapytałam - odpowiedziałam roztrzepana nadmiarem emocji.
- A ja za to zapytam, dlaczego o cholery latasz w samych bokserkach i koszulce? - z pogardą wyrecytowała. Nie miałam sił na kłótnie, więc nie odgryzłam się. Kiedy ta przygotowywała sobie jedzenie, rozglądam się jak głupia. Serce wydawało mi się zaraz wyskoczyć z piersi i miałam wrażenie, że zaraz zejdę na zawał. Jednak postanowiłam nie opowiadać latynosce o prawdopodobnym zagrożeniu, gdyż wyśmiałaby mnie, bądź zostawiła samą, czego kompletnie nie chciałam. Korzystając z obecności dziewczyny, postanowiłam rozejrzeć się po domu.
- Masz zupełną rację, lepiej pójdę się przebrać - stwierdziłam, wstając. - A ... masz zamiar jeszcze długo tu zostać? - zapytałam, zatrzymując się w progu kuchni. Odwróciłam się do niej przodem, aby zobaczyć jej zniesmaczoną minę.
- Zawsze ją mam i chcę spędzić tu z godzinę góra, więc nie musisz zbyt długo się ze mną męczyć - z wyrzutem odpowiedziała. Skinęłam głową i ruszyłam na schody. Najpierw przeszukałam garderoby, sypialnię rodziców, gościnny oraz wszystkie łazienki. Zajrzałam do biblioteki oraz siłowni, lecz nigdzie nic nie znalazlam. Ostatnim miejscem okazał się mój pokój. Przed oczyma stawało mi mnóstwo scenariuszy, a żaden nie wydawał się korzystny. Stanęłam tuż naprzeciw drzwi mojego królestwa, oddychając niespokojnie. Bałam się przekroczyć próg tamtego pomieszczenia, jakby za nim miałoby znaleźć się najprawdziwsze piekło. Jakbym wcale nie znała pomieszczenia, zamieszkiwanego przeze mnie od 18 lat. Wydawały się takie zimne, prowadzące do końca mojego żywota, co może wydawać się niedorzecznym porównaniem, ale dokładnie tak było. Jakby chciały wciągnąć mnie do swojej otchłani zła, ciemności i śmierci, której tak bardzo się bałam. Starałam się zebrać w sobie siłę, odwagę oraz pewność siebie, ale gdy zrozumiałam, że to nieosiągalne, ujęłam chłodną klamkę w dłoń i delikatnie pociągnęłam w dół. Leniwie stawiałam kroki, popychając białe wrota. Przerażona przejrzałam się wnętrzu pokoju. Większość się zgadzała. Jedyną oznaką obecności nieznajomego w moim domu okazał się mój telefon, który zawsze spoczywał na komodzie, a wtedy znalazł miejsce na poduszce. Przełknęłam ślinę i zamknęłam się w pomieszczeniu, sama nie rozumiejąc siebie. Nie wiedziałam dlaczego po prostu nie ucieknę lub wezwę policji, chociaż już prawie padłam na atak serca. Zbliżyłam się do szafy i wyjęłam z niej ubrania. Starałam się zachowywać normalnie, aby ... Właściwie nie wiem dlaczego nie zadzwoniłam po policję lub po prostu uciekłam. Nie rozumiałam własnego postępowania. Miałam wrażenie, że TA osoba jest w tym samym pomieszczeniu, a ja jestem zbyt ślepa, by ją zauważyć. Westchnęłam głośno, wchodząc do łazienki. Szybko nasunęłam na siebie czystą bieliznę, czarne jeansy oraz biały crop top w czarne, poziome pasy. Włosy przeczestałam szczotką, umyłam żeby i doprowadziłam się do porządku w jak najszybszym tempie. Z dołu dobiegł do mnie głos Felicii. - Wychodzę nudziaro! - krzyknęła, a serce zatrzymało mi się na moment. Po tych słowach rozległ się tylko trzask frontowych drzwi, wtem zapadła ta cholernie niepokojąca cisza, nie zwiastująca nic dobrego ...
Hej! Oto pierwszy sensowny post w tym miesiącu ;) mam nadzieję, że nie jest tak z nim źle :D wybaczcie długą nieobecność, ale nazbierało się obowiązków :/ No i wybaczcie błędy ~ pisanie na telefonie :'( piszcie jak się podoba i błagam KOMENTUJCIE!!! To daje tyle motywacji, której ostatnio wyjątkowo mi brakuje :( nie wiem czy piszę dla siebie i może 2 osób, które komentują czy da większego grona, które po prostu nie robi tego ; ( to kurcze boli, ale nic nie chcę mówić ;/ dopiero dzisiaj zdobywa się taką odwagę :(( prowadzę stronę od ponad roku, a praktycznie nic się na niej nie dzieje i błagam, abyście dali o sobie znak ;/ chociaż zwyczajne "jestem" :'( Dziękuję, że jesteście, ale proszę o dawanie znać o swojej obecności :* Przepraszam, że tak się użyłam nad sobą i mówię to tak dramatycznie, ale siedziało to we mnie przez rok i nie wytrzymałam :'( mam nadzieję, że rozumiecie :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
piątek, 1 stycznia 2016
2016
Witam Was kochani w roku 2016! :D
Życzę wam zdrowia, szczęścia, pomyślności, kasy, uśmiechu, więcej dobrych ocen, dobrych przyjaciół i spełnienia marzeń :') oby ten rok był milion razy lepszy :') żeby nie było tyle dram i żeby wszystko było dobrze ;) mam nadzieję, że wszystko jest z Wami dobrze po zabawie sylwestrowej i trzymacie się jakoś c; a i życzę Wam zostania ze mną jak najdłużej i zdrowia jeszcze raz, bo to najważniejsze ;
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)