-Michell?-babcia nie dowierzając zbliżyła się-Dziecko, to ty-rzuciła mi się na szyję, tak samo jak i dziadek
-Tak bardzo mi was brakowało-nie wypuszczałam ich z uścisku-Przepraszam was,tak bardzo was przepraszam-łamiącym się głosem wyznałam...
***
-Ci...Przestań. Nawet nie wiesz, jak nam cię brakowało-łamiącym się głosem wyznała babcia. Drżeliśmy. Padło wiele słów, spłynęło wiele łez po naszych polikach, aż w końcu się opanowaliśmy. Przedstawiłam Harold'a. Rozsiedliśmy się w salonie i zaczęliśmy rozmawiać. Na tamtą chwilę nie poruszali tematu mojego wyjazdu. Oczywiście, nie obeszłoby się i bez tego:
-Skarbie, powiedz jak ci się żyło przed poznaniem tego uroczego młodzieńca?-jak zwykle swoim slangiem zapytała starsza kobietka. Wymieniłam spojrzenia z Harold'em. Zająknęłam się kilka razy. Można powiedzieć, że dawałam sobie czas na przemyślenie odpowiedzi. W końcu zdecydowałam się
-Nie źle. Całkiem dobrze. Pracowałam i w ogóle-nie popisałam się. Jednak, nie miałam zamiaru im się zwierzać. Po co mieli się martwić, przeżywać? Po za tym wypominaliby mi te swoje słynne "A nie mówiłam?". Nie miałam zamiaru tego słuchać
-To dobrze. A co z tym chłopakiem?-tu mnie zatkało. Właśnie. I tak wreszcie dowiedzieliby się, ale nie chciałam im wyznawać całej prawdy
-Nie wiem. Rozstałam się z nim i chyba wyjechał gdzieś-skłamałam swojej rodzinie prosto w oczy. Zielonooki nawet nie zmienił mimiki. Rozumiał. Nie chciałbym się do czegokolwiek zmuszała. Przyznam ideał z niego. Chwilę jeszcze gadaliśmy. Nurtowało mnie jednak coś. Nie wytrzymałam napięcia-Gdzie ojciec?-matka spojrzała na mnie
-W pracy-odpowiedziała TYM tonem. Obie zdawałyśmy sobie sprawę co mogło się wydarzyć. Głównie on mnie "znienawidził" za tą ucieczkę. Obawiałam się starcia z tatą. Siedziałam wręcz jak na szpilkach. Usłyszałam jak drzwi się otwierają. Powstałam i postawiłam kilka kroków do przodu. Ukazał się mi wysoki blondyn o niebieskich oczach:
-Miśka?!-na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Na mojej także
-Luke!-rzuciłam się bratu na szyję. Szczerze, to brakowało mi go najbardziej. Mimo, iż nad życie kochałam rodziców i dziadków, on był dla mnie kimś wyjątkowym. Od małego się o mnie troszczył, nigdy nie opuścił, pomagał, wspierał, zasypiał ze mną kiedy nie mogłam sama i po prostu zachowywał się jak najlepszy brat na świecie. Niestety Rich zabrał mi komórkę i kompletnie straciłam z nim kontakt. Już nie miałam siły łkać. Zwyczajnie nie puszczałam go zaciskając powieki. W pewnym momencie otworzyłam oczy. Obraz mojego ojca pojawił się na plecami Luke'a. Niebieskooki zauważył, że uspokoiłam się nieco. Puścił mnie i pocałował w czoło. Odszedł i powiedzmy, że "dał mi szansę" na konwersacje z tatą. Nie spuszczałam wzroku z mężczyzny w średnim wieku. On także stał osłupiały, lecz z poważną miną. Cisza zapadła. Wszyscy pozostawali w napięciu. Moje serce biło w przyśpieszonym tempie. Gotowa byłam na każdą reakcję. Lecz to co nastało można nazwać niespodziewanym...

Hejka! Właśnie dodaję Luke'a do postaci :3 Zaraz będzie, zapraszam. Wybaczcie, że tak późno, ale najpierw pisałam rozdział na mystery1directionff.blogspot.com, a później miałam kolędę :P Nieważne. Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*















