Wychowałam się w niewielkiej miejscowości w Polsce. W wieku 19 lat wyjechałam do Londynu do ciotki.
Marzyłam o życiu odmiennym do tego jakie prowadzili moi rodzice. Pragnęłam czegoś więcej. Miałam 16 lat kiedy związałam się z pewnym chłopakiem. Kochałam go. Kiedy się wyprowadzałam próbował na siłę zmienić moją decyzję. Błagał, prosił-nie uginałam się. Później zaczęła się jego obsesja. Od świtu do nocy spędzał ze mną czas. Szantażował mnie, wpadał w nieokrzesane furie, wyzywał mnie, prześladował. Czułam się osaczona. Pewnego dnia doszło do gorszej kłótni, dosłownie przed wyjazdem na lotnisko. Uderzył mnie. Nie mogłam uwierzyć. Osoba, która "wielbiła" mnie ponad wszystko to zrobiła. Serce mi pękło. Trochę czasu zajęło mi dojście do siebie. Nie chodziło o to, że fizycznie to bolało, a tak było. Głównie o to, że okłamywał mnie tak długo. Oszukiwał mnie. Powtarzał, że jestem tą jedyną. Tą jedyną do boksowania? A co jeśli nie wyjechałabym i poznałabym jego prawdziwą twarz już kiedy związałabym się z nim na poważnie? Z jednej strony się cieszyłam. Z drugiej wcale.
Jakoś minął rok w nowym kraju. Wszystko szło w taki sposób jaki zaplanowałam. Poznałam Jake'a. Wydawał się sensownym chłopakiem. Niby taki ideał, a jednak. Po jakiś dziewięciu miesiącach koleżeństwa zostaliśmy parą. Przez jakiś czas było idealnie. Jak to jednak wiadomo-ideały nie istnieją. Na siłę chciał się do mnie wprowadzić. Mnie nie zachwycała ta idea. Wyjaśniłam mu wszystko, a on mnie wyśmiał. Uważał, że to, iż mężczyzna podniósł na mnie rękę nijak ima się do obecnej sytuacji. "Co?! Może jeszcze powiesz, że się mnie boisz? Myślisz, że to coś tak wielkiego? Ha ha. Jakbym chciał już dawno leżałabyś tutaj plackiem w siniakach."-dosłownie w ten sposób ze mnie szydził. Najłagodniej, już z samego strachu, zasugerowałam rozstanie. Wyklął mnie. Stwierdził, że jestem nikim, nie zasługuję na miłość, gdyż jestem zwykłą szmatą. Ogólnie samiec po raz drugi sprawił, iż moja samoocena spadła do zera. Jeszcze trudniej było powstać po kolejnym upadku.
W następnych latach zdarzało się jeszcze więcej takich przypadków. Z każdym czułam się coraz bardziej bezwartościowa. Przestałam wierzyć w miłość. Wybiłam sobie z głowy to pojęcie. Przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Wybiłam sobie z głowy romanse. Jakoś straciłam chęć.
Tak samo oczywiste jest to, że miłość nie wybiera. Tak stało się i w moim przypadku. Kiedy się przed czymś bronimy, to tym bardziej na nas napiera.
Jak każdego dnia założyłam firmowy fartuszek cukierni w jakiej pracowałam. Dzień dopiero się zaczął, a ja już miałam zepsuty humor. Dlaczego? Chyba to, że wypadał właśnie czternasty lutego, czyli jak wszyscy wiedzą-Walentynki. Nie cierpiałam tego święta odkąd pamiętam. Gdybym siedziała w mieszkaniu, to jeszcze pół biedy. Lecz w piekarni roiło się od ciastek, ciast oraz tortów w kształcie serca. Ckliwe ozdoby czy napisy także nie ułatwiały sprawy. Starałam się nie zwracać uwagi na dodatki, ale marnie mi szło. W końcu całe miasto stało w romantycznych światełkach. Ruchu jak to z rana bywa brakowało. Oparłam się o ladę i czekałam. W końcu rozległ się dźwięk dzwonka, który odzywał się kiedy ktoś wkraczał do środka. Wyprostowałam się. Przykleiłam sobie uśmiech na twarz w nadziei sprzedaży czegokolwiek. Ujrzałam sporo wyższego ode mnie niebieskookiego blondyna. Kąciki jego ust nie opadały. Stanął naprzeciw mnie po drugiej stronie.
-Dzień dobry. W czym mogę służyć?-Radośnie zapytałam. Dziwnym okazało się moje zachowanie. Zawsze pozostawałam miła dla klientów, lecz wszystko ma swoją granicę. Wtedy ją przekroczyłam. Nie dość, że emanowały ze mnie pozytywne emocje w walentynki, to jeszcze przy mężczyźnie.
-Dzień dobry. Ale pani wesoła.-Jeszcze nigdy nie słyszałam tak słodkiego akcentu, równie szczerego śmiechu lub bardziej głębokiego głosu. Jego słowa przyprawiły mnie o różowiutkie rumieńce, które starałam się ukryć za długimi brązowymi włosami.-Poproszę kilogram ciastek orzechowych z karmelem.-dodał.
-Oczywiście.-Skinęłam delikatnie głową. Zabrałam się za nakładanie zamówienia.-Aż dziwne, że nie kupuje pan słodkości podchodzących pod klimat dzisiejszego święta.-Aby nie przeciągać zbędnej, niezręcznej ciszy rzekłam.
-Jakoś nie mam z kim go celebrować, więc po co jeszcze się dobijać.-westchnął.
-Doskonale pana rozumiem. Mam to samo.-powiedziałam wbijając na kasę odpowiednie numerki.
-Proszę nie mów do mnie "pan", czuję się dziwnie. Mów mi Niall.-Odebrał woreczek z smakołykami, a drugą dłoń wyciągnął do mnie. Uścisnęłam ją delikatnie.
-Ewa.-Mało brakowało mi do szeptu. Najzwyczajniej w świecie postawił mnie w szokującej sytuacji.
-Do zobaczenia słodka.-Puścił mi oczko całując zewnętrzną część mojej dłoni. Zabrał ze sobą ciastka i wyszedł jak gdyby nigdy nic. Stałam tak oniemiała przez kilkanaście sekund. Co miało znaczyć to: "Do zobaczenia słodka."? Dopiero po jakimś czasie poczułam papier w pięści. Na małej żółtej karteczce zapisany był numer z podpisem "Nialler xx". Zrobiło mi się cieplej na sercu. Schowałam skrawek do kieszeni. Dzień mijał szybko. W głowie nadal siedział mi Niall. Zapomniałam nawet o czternastym lutego, a świat jakoś nabrał więcej koloru. Cała w skowronkach obsługiwałam klientów. Dochodziła może 16.00. Do zakładu wparowała moja szefowa. Starsza pani, bardzo miła i zdecydowanie nadopiekuńcza.
-Witaj Ewcia, posłuchaj. Dzisiaj o 20.00 odbywa się pewien bankiet na, którym muszę wystawić mojego najlepszego pracownika. To taki bal dla cukierników. Zechciałabyś to być ty?-wyrecytowała tak szybko, że ledwo ją zrozumiałam.
-Yyy...Znaczy tak, ale ja nie mam stroju i...-jąkałam się.
-Posłuchaj, zaraz przyjdzie Melanie, do tego czasu ja tu postoję. Ty idź ubrać coś porządnego.-Wręcz wypchnęła mnie z lokalu podając mi płaszcz oraz torebkę.-Wyślę ci adres!-krzyknęła i zatrzasnęła szklane drzwi. Nie dochodziło do mnie to co się stało. Mimo wszystko wróciłam do mieszkania. Wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy, ułożyłam je. Wytarłam ciało ręcznikiem. Lekko pomalowałam oczy oraz usta. Policzki lekko musnęłam bronzerem. Ubrałam się. Przejrzałam się w lustrze. Zadowolona z tego co widzę ruszyłam do sypialni. Złapałam za komórkę. Odebrałam wiadomość od szefowej. Zamówiłam taksówkę, która już po chwili zjawiła się pod moją kamienicą. Wsiadłam. Podałam adres, a kierowca ruszył. Nie rozpoznawałam tego miejsca z samej ulicy. Przemierzając Londyn po zmroku po raz kolejny przekonałam się jak bardzo jest piękny. Nie żałuje przyjazdu tu. Zapłaciłam należną sumę dodając do tego mały napiwek. Wysiadłam. Stanęłam przed pięknym domem. Willa jak z marzeń. Zanim zdążyłam dobrze się rozejrzeć samochód pozostawił mnie samą na środku pustkowia gdzie mieścił się tylko ten dom. Nie rozumiałam o co chodzi. Wybrałam numer do Grace (właścicielka cukierni).
-Skarbie, o nic nie pytaj. Zapukaj, zaufaj mi, nie pożałujesz.-Po dwóch sygnałach usłyszałam taką jej wypowiedź i sygnał rozłączenia. Niepewnie zastukałam w białe drzwi. Najbardziej przerażał mnie fakt, iż za oknami paliły się jedynie stłumione światełka. Wrota po króciutkiej chwili się uchyliły. Nikogo za nimi nie ujrzałam, ale byłam pewna, że ktoś się za nimi ukrył. Lecz to co ujrzałam przed sobą...Zaparło mi dech. Tycie lampki w kształcie małych serduszek tworzyły dróżkę do okrągłego, pięknie przysłanego stolika z dwoma miejscami, po obu stronach przedpokoju. Nastrojowa muzyka dodawała romantyczności całej pracy tajemniczego twórcy. Zasłoniłam usta wydobywając z siebie cichy jęk zachwytu. Wtem zza bariery drzewnej wychylił się ten sam przystojny dżentelmen. Niebieściutkie źrenice Niall'a wpatrywały się we mnie. Nie ukrywał swojej radości. Bez słowa wyciągnął do mnie rękę, którą nieśmiało ujęłam. Przekroczyłam próg pod jego wpływem. Lekko zatrzasnął drzwi prowadząc mnie dalej. Nie spuszczałam oka z blondyna. Zatrzymał mnie za środku salonu. Gestem nakazał pozostać w miejscu. Nie byłam w stanie zaprzeczyć, odezwać się, ruszyć się! Melodia stała się głośniejsza. Nialler delikatnie zsunął mój płaszcz i odrzucił go na bok wraz z mą torebeczką.
-Mogę prosić?-zapytał tak łagodnie. Nogi zrobiły mi się jak z waty. Nie dochodziło do mnie nic co się działo. Wydawało mi się, że występuje w jakimś filmie. To niebywałe. W realu nie zdarzają się takie sytuacje. Prawda? Jednak tak rzeczywiście było. Ułożył jedną ze swoich silnych dłoni na mojej talii, drugą natomiast złapał moją. Ja wolną zawiesiłam na karku towarzysza. Nie potrafiłam uspokoić uśmiechu. Nie odrywaliśmy od siebie wzroku. Przyjemność sprawiało nam obserwowanie siebie nawzajem. Czułam się jak księżniczka. Wiedziałam, że to dla mnie. Kompletnie zapomniałam o tym co kiedyś miało miejsce. O tym jakie blizny pozostały po dawnych związkach. Liczyło się tylko co w tamtej wyjątkowej chwili. Po tańcu Niall odsunął mi jedno z krzeseł. Zajęłam miejsce. Nagle rozległ się dźwięk mojej komórki. Jak najszybciej sprawdziłam sms'a:
OD Grace: Walentynki też mogą być przyjemne :) Zależało mu kochanie <3"
Pokiwałam głową unosząc kąciki ust. Schowałam urządzenie do torebki. Kompletnie pochłonęła mnie rozmowa z chłopakiem. Dostrzegałam w nim coś czego jeszcze nie widziałam w nikim innym. Urzekł mnie swoją osobowością, humorem, romantycznością. Postarał się. Traktował mnie jak kogoś wyjątkowego. Chyba tego wcześniej mi brakowało-troski.
-...Walentynki jednak mogą być przyjemne.-rzekłam.
-Zgadzam się, mam nadzieję, że to nie nasze ostanie spędzone razem.-Ułożył rękę na mojej. Nie były. A ja już wierzę w miłość. Może to nie życie, a bajka w jakiej trwam, ale nasza. To najważniejsze...

Witam! Przepraszam, że mnie wczoraj nie było, ale mega wyczerpujący trening+nauka :P Wybaczcie. Oto imagin na zamówienie Ewci <3 Kochana, starałam się i pisałam go długo, długo do "Night changes", mam więc nadzieję, że ci się spodoba <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*











To ja i mój chłopak-Harry :)"