niedziela, 21 lutego 2016

Imagine Liam

LEE456: Cześć :) 
ME: Hej ?
 ME: Znamy się?
LEE456: Nie :'D 
ME: Okej ... 
LEE456: Spokojnie, nie jestem jakimś pedofilem czy coś ;)
ME: Uff... A już się bałam ;) No to jak masz na imię Lee?
LEE456: Liam :D A ty? 
ME: (T.I) 
LEE456: Wow! Ładne imię dla ładnej dziewczyny ;)
ME: Przestań, bo jednak wezmę cię za tego pedofila xd
LEE456: Cóż, podobasz mi się - to fakt, ale chyba nie jestem na tyle stary i zboczony, żeby być pedofilem!
ME: Ile masz lat? 
LEE456: 23, będzie w sierpniu ;)
ME: Hmm... Ja skończę 21 w grudniu, więc nie wiem, nie wiem ;D
LEE456: No to może i zostanę tym pedofilem dla ciebie ;)
ME: Nie trzeba zostawać pedofilem ;D
LEE456: A więc co trzeba? xD
ME: No zależy co chcesz osiągnąć ;)
LEE456: Powiedzmy chcę zaprosić cię na imprezę :)
ME: Cóż... Chyba trzeba zapytać xd
LEE456: (T.I) pójdziesz ze mną na imprezę do mojej przyjaciółki Danielle? Ta sobota
ME: No nie wiem, nie znam cię pedofilu ;)
LEE456: To może umówimy się jutro na kawę w  ' La Cafe?
ME: Dobra :) 16.30?
LEE456: Pasuje :)




***



- Witaj 
- Cześć Lee 
- Miło cię poznać! W realu jesteś jeszcze piękniejsza 
- Emm... Dziękuję, ale skąd wiedziałeś jak wyglądam... Na naszym chacie nie ma zdjęć profilowych 
- Pod informacjami masz link do swojego instagrama 
- Hahahaha, no tak. Głupia ja
- Czym się zajmujesz? 
- Studiuje i pracuje w dużej firmie... Takie tam. A ty?
- Właściwie jestem handlowcem 
- O! Jakim towarem? 
- Głównie zagranicznym... No właśnie! Masz ciekawy akcent, skąd jesteś?
- Z Polski. Przyjechałam do Londynu kiedy miałam 19 lat
- Byłem tam kilka razy. Mam tam wspólników 
- Naprawdę? I jak ci się tam podoba?
- Piękny kraj, wspaniałe kobiety, udane interesy
- Dość nietypowe streszczenie, ale miłe nie powiem 
- A tobie jak się tutaj podoba?
- Na pewno żyje się łatwiej, a mężczyźni tutaj to wyjątkowo przystojni dżentelmeni 
- Nie wszyscy
- No ty do nich należysz
- Po czym wnioskujesz, że jestem dżentelmenem? 
- Czuję to 
- Niezbyt jasna odpowiedź 
- To znaczy?
- Przeczucia mogą, że tak powiem mylić, a ty wydajesz się pewna
- Ufam sobie
- A innym?
- Przeważnie
- To niezbyt odpowiedzialne
- Żyje się tylko raz. Tobie ufam, wzbudzasz we mnie to uczucie
- Pozory mogą mylić
- Powtarzam: ufam sobie



***


LEE456: Jak ci się dzisiaj podobało? Nie jestem pedofilem?
ME: Chyba nie ;) Było bardzo miło, mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy ;D
LEE456: To widzimy się jutro na tej imprezie? Podjadę po ciebie, tylko podaj adres ;)
ME: Tak tak, ale nie wiem czy już mogę podać ci mój adres
LEE456: Przecież w kawiarni byłaś taka pewna swojej "ufności" co do mnie, więc w czym problem? Nie jestem pedofilem xD haha 
ME: W sumie masz rację... No to podjedź o 19.45 na A21 Street 56
LEE456: Załatwione ;) 


***
- Podoba ci się tutaj? 
- Bardzo! Fajna muzyka i klimat 
- Cieszę się, ale czy możemy wyjść na chwilę? Muszę nabrać trochę powietrza, bo nie za bardzo czuję się w takim natłoku osób 
- Jasne, chodź 
- Od razu lepiej... Podjedźmy do auta, w bagażniku mam kurtkę, a ty się nie ubrałaś. Przynajmniej się ogrzejesz
- Okej, dzięki za troskę hahahaha
- Nie ma problemu
- Co ty robisz?! Pomocy! Wypuść mnie stąd! Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! 

***

- 20 letnia polka za 80 000 funtów po raz pierwszy! Po raz drugi! Sprzedana! Gratulujemy panu z numerem 3! 


***


- Nawet ładna 456
- Dzięki szefie, dawno nie wstawiłem na aukcję tak ładnej. Ale też nie tak ufnej 
- Liam, Liam ... Synu, zawsze wiedziałem, że będzie z ciebie dobry handlarz 








Hejka! To znów ja! Mam nadzieję, że się spodoba :D To chyba ostatni post jak na razie ;) Nic nie obiecuję, bo nie wiem kiedy następny :) Taki trochę inny ten imagin, ale mam nadzieję, że zrozumiecie ;D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*




Uninhabited 13

- Wchodzisz? - zapytał rozradowany.


- Harry, bo ja chyba ... - zawstydzona dukałam, modląc się w duchu o pomoc. Nie mogłam wykrztusić słowa. Przypuszczałam, że nie skończy się to dobrze ...
***
- Jeżeli nie jesteś gotowa, to zrozumiem - przerwał mi troskliwym głosem. Spojrzałam w jego, przepełnione niewinnością oraz ciepłem, oczy i podjęłam decyzję. Postanowiłam w końcu komuś zaufać. Nie mogłam więcej żyć w wiecznym wstydzie i wycofaniu - dusiłam się. 
- Nie - rzekłam. Szybko podniosłam koszulkę i rzuciłam na piasek. Zaraz później zsunęłam z siebie czarne spodenki. Pozostałam jedynie w białej, koronkowej bieliźnie. Rozpuściłam włosy i pomierzwiłam je, aby się nie splątały do reszty. Wypuściłam powietrze z płuc, zanim spojrzałam na Harry'ego. OWSZEM, bałam się jak cholera to zrobić, ale w końcu się zdecydowałam, a odwrotu raczej już nie było. Mógł poprosić mnie o założenie ubrań lub mógł skrzywić się w obrzydzeniu. Jedak gdzieś w środku miałam nadzieję, że tak się nie stanie i będzie miał skrupuły do przemilczenia mojego ohydnego ciała. Gdy zerknęłam na jego reakcję z wahaniem wypisanym na twarzy, stało się coś czego się nie spodziewałam. Uważnie skanował moją, niemal, nagość, przygryzając dolą wargę w zdumieniu. Przez chwilę myślałam, że żartuje sobie ze mnie, na skutek czego na moich policzkach poczułam palące rumieńce. Jednak, gdy luknęłam nieco niżej, jego "kumpel" przekonał mnie co do zadowolenia z mojego widoku. Dość sporego "zadowolenia". Delikatnie uśmiechnęłam się do samej siebie. - Woda nie za zimna? - zapytałam. Natychmiast oderwał wzrok od moich kształtów i nasze oczy się spotkały. Zarumienił się lekko i odkaszlnął, aby jego głos nabrał głębokości. 
- Nie, nie... Możesz wejść spokojnie - odpowiedział troskliwie. Ruszyłam, więc w jego kierunku. 
- Zimna! - pisknęłam niezadowolona, stając tuż obok bruneta. Moje ramie stykało się z jego prawym bicepsem. 
- Hmm... Może po prostu to mi zrobiło się gorąco - spojrzał na mnie, oblizując wargi ze znaczącym uśmiechem. Spuściłam głowę zawstydzona jego słowami. - Ale skoro tobie jest zimno, to trzeba cię rozgrzać - zaśmiał się. Skrzywiłam się z pytającą miną.
- O czym ty mówisz? - wydukałam. Rechocząc, szybko wepchnął mnie do oceanu. Właściwie to pociągnął za sobą. - To miało mnie rozgrzać? - zachichotałam.
- Może rozbawić - wzruszył ramionami. Znaleźliśmy się w pozycji takiej jak na plaży tego samego dnia. Tym razem zaś czułam się zdecydowanie bardziej komfortowo. 
- Chyba się udało - przyznałam.
- Bo jestem w tym niezaprzeczalnym mistrzem - zażartował.
- Nie wątpię - odparłam. - To jaki przewidujesz ciąg dalszy? 
- Jestem komikiem nie magikiem, ale jak na mój instynkt, to wydarzy się właśnie TO - powiedział podnosząc mnie dokładnie jak w filmie "Dirty Dancing", w scenie z prób w jeziorze. 
- Oryginalne - wydusiłam. - Puść mnie - nakazałam.
- Wedle życzenia - wykonał moje polecenie, ale oczywiście tak, abym wylądowała ustami kilka milimetrów od jego. Mimo większego poczucia luzu, nie chciałam aby doszło do pocałunku, tym bardziej czegoś więcej. Zwyczajnie nie chciałam. Znałam tego chłopaka jedynie z tego jak zachowywał się, gdy byliśmy we dwoje. Nie miałam pewności czy zachowywałby się tak, gdybyśmy przebywali w centrum Nowego Jorku. Szybko uniknęłam jego "ataku", podtapiając go delikatnie. Szybko oddaliłam się od zielonookiego. Ten zaczął mnie gonić i rozpoczęła się zabawa w tak zwanego "kotka i myszkę". Wszystko było dobrze dopóki nie natrafiłam na jakiś głęboki dół przy dnie. Czułam jakby coś wciągało mnie do głębin, ale natychmiastowo się wynurzyłam. Hazz od razu odciągnął mnie z tamtego miejsca. Sprawnie owinęłam nogi wokół jego bioder i przerażona ułożyłam głowę na jego ramieniu, otulając go rękoma. Cała się trzęsłam na samą myśl, co mogło się wydarzyć. - Spokojnie księżniczko, spokojnie - kojącym głosem starał się podtrzymać mnie na duchu. Emanowało z niego tak pociągające ciepło. Zabrałam głowę z jego barku i spojrzałam mu w oczy. Coś mnie podkusiło i po prostu złączyłam nasze usta z delikatnością, łamiąc tym moje wszystkie zasady. Jednak jego rozgrzane wargi idealnie pasowały do moich, oddając każdy jeden pocałunek. Czułam się idealnie, zupełnie jak w bajce. Dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Nie wydawał się zaskoczony, był dosłownie mniej zdziwiony niż ja. Jednak emanował pożądaniem i jakby pragnieniem mej bliskości. Pocałunki nabierały namiętności, a ja nie chciałam przestawać. Niestety wizja zbliżenia z mężczyzną zbyt mnie przerażała ... 






WOW! Hej! Tak zupełnie nagle złapała mnie wena, pomysł i chęć, więc kurcze molek napisałam rozdział!!! :O :D Jestem z siebie dumna, że nareszcie mnie coś złapało i napisałam to cholerka =^.^= Nie wiem kiedy następnym razem mnie tak nabierze, dlatego korzystajcie ( że tak to ujmę :) ) Mam nadzieję, że się spodoba ;3
 Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Wiem, że krótki, ale cóż :// Chociaż tyle ;) 

Little Sweet Angel 80

- Kocham cię - powiedział. Podniosłam wzrok, by spotkać się z jego spojrzeniem. Kąciki mych ust same się uniosły. - Ale nie chcę, żebyś mnie okłamywała i ukrywała przede mną - szepnął poważnie, czym natychmiast zmazał uśmieszek z mych warg ...
***


On wie? Skąd może to wiedzieć? Przecież ... To niemożliwe!

Rozmowa pomiędzy mężczyznami toczyła się dalej, ale nie słuchałam. Analizowałam powoli słowa Styles'a. Wciąż nie mogłam dojść do tego w jaki sposób dowiedział się o moim małym kłamstwie.
- To już jutro - te słowa wywiodły mnie z zamyślenia. Spojrzałam na sterczącego w progu salonu Luke'a, którego wcześniej nie zauważyłam. Ukradkiem zerknęłam na tatę. Spuścił głowę ze smutną miną. Mimo, że nigdy nie należał do ideałów, to bardzo kochał mamę. Jednak przeżyli ze sobą niemal 30 lat.
- Chodź tu synku - dziadek zwrócił się do mojego brata. Lubił go tak nazywać. Blondyn wyglądał na wyczerpanego. Miał podkrążone oczy, rozczochrane włosy, był blady i ubrany w niemal najgorsze ubrania. Przeczesał włosy dłonią, aby wyglądały przyzwoicie i ruszył w naszym kierunku. Zajął miejsce obok Harry'ego z obojętną miną.
- Nie wierzę - jęknął ojciec. - Jutro pożegnamy ją na zawsze i będziemy mogli odwiedzać w tym okropnym miejscu... Do końca zostanę sam... - recytował zrozpaczony.
- Tato, proszę przestań tak mówić - tym razem do pokoju wkroczyła Tatiana. - Jesteśmy w tym razem i będziemy się wspierać, rozumiesz? - lekko zirytowana zapytała.
- Dobrze córciu, dobrze - westchnął. Moja bliźniaczka usiadła tacie na kolanach i wtuliła się w jego tors. Mój wzrok zastygł na splecionych dłoniach moich i Harold'a. Wciąż po głowie chodziło mi to co powiedział. W pewnej chwili nie wytrzymałam napięcia i nabrałam potrzeby zaczerpnięcia świeżego powietrza. Uwolniłam się z uścisku i wyszłam. Na stopy wsunęłam pierwsze lepsze buty, złapałam za sweterek i opuściłam dom. Usiadłam na ganku przypatrując się okolicy.
- Michell, coś nie tak? - za sobą usłyszałam głos dziadka. Zajął miejsce obok, obejmując mnie.
- Nie dziadku, ja po prostu ostatnimi czasy potrzebuje więcej czasu dla siebie - wyjaśniłam.
- Rozumiem dziecko, rozumiem. Zawsze tak miałaś - ucałował moją głowę. - Pamiętam, jakby to było wczoraj... - zaczął po długiej chwili milczenia. - Miałyście po 7 lat... Luke złamał nogę i stracił przytomność przez widok krwi. Tatiana płakała przez czas, gdy składali jego kończynę do kupy. A ty ... Ty milczałaś. Siedziałaś na końcu korytarza w poczekalni zupełnie sama. Nie dawałaś się nikomu do ciebie zbliżyć dopóki nie skończono operacji. Pierwszą osobą do której się odezwałaś był właśnie Luke. A z uwagi na liczne złamania, nie można było do niego wchodzić przez 3 dni. Nie jadłaś, nie piłaś... Czekałaś na brata i kiedy nareszcie się doczekałaś... Byłaś najszczęśliwszą dziewczynką na świecie. Wszyscy płakali ze wzruszenia, a ty nie rozumiałaś dlaczego. Uważałaś, że takie zachowanie jest normalne - wyrecytował. Uśmiechnęłam się bezsilnie na opowiadanie dziadka. Nie do końca tak to pamiętałam, ale z mojej perspektywy mogło wyglądać to inaczej.
- Nadal tak myślę, ale moja postawa męczy mój organizm... Zwłaszcza po chorobie - wyznałam. Ten starszy mężczyzna zawsze wzbudzał we mnie poczucie zaufania. Wiedziałam, że mogę powiedzieć mu wszystko, a on będzie milczał jak grób. Rozumiał młodzież i nasze postępowanie. Popierał tak zwane - "życie chwilą", gdyż bardzo szybko założył rodzinę i nigdy nie zdążył się wyszaleć. Dziadek miał zaledwie 20 lat, gdy moja 19 letnia babcia zaszła z nim w pierwszą ciążę. Nie byli po ślubie ani nawet zaręczeni, co w ich czasach było karygodne. Musiał znaleźć pracę i mieszkanie, aby lepiej żyło się ich trójce. Nigdy nie należał do niedojrzałych osobników, którzy porzucają kobietę, gdy tylko zrobi się poważnie. Był odpowiedzialny i bardzo kochał swoją partnerkę. Urodził się mój tata, a gdy miał trzy latka, dziadek udał się na pięcioletnią służbę w wojsku. Kiedy wrócił babcia znów zaszła w ciąże. Urodziła się siostra mojego ojca, ale w wieku 5 lat zmarła na skutek zakażenia. Trzy lata później tata poszedł do wojska, a dziadek udał się na służbę do okolicznej jednostki. Babcia, aby zapomnieć o śmierci córki, zatrudniła się w zakładzie krawieckim na pół etatu. Wiele złego miało miejsce w ich życiu, ale wciąż trzymali się razem. Nawet kiedy urodził Luke, a w domu nie było zbyt dużo miejsca, pozwolili moim rodzicom zamieszkać z nimi. Zrobili rozbudowę domu z ostatnich pieniędzy, jakie mieli i pomogli swojemu jedynemu synowi. Kolejno na świat przyszłyśmy my i wszystko toczyło się ku dobremu, aż do momentu mojego wyjazdu...
- Wiem dziecko i to martwi nas najbardziej - przyznał dziadek.
- Kogo masz na myśli mówiąc "nas"? - zapytałam ciekawa.
- Wszystkich Michell, wszystkich - z wyczerpaniem odparł. - Harry to bardzo dobry chłopak, który bardzo, ale to bardzo cię kocha i bądź z nim szczera dziecko, bo wiem, że nie mówisz mu wszystkiego. Zaufaj mu, gdyż jesteś najbliższą mu osobą i nie wyobraża sobie życia bez ciebie. Nawet nie wiesz jakie cierpienie mu zadajesz ciągłymi tajemnicami. Wydaje mi się, że gorsze niż to, którym rzekomo miałabyś zranić go prawdą - tymi słowami zakończył naszą rozmowę. Ucałował mnie w czoło i zwyczajnie wrócił do domu.
Dobrze wiedziałam, że dziadek ma rację, ale wciąż miałam obawy. Postanowiłam jednak się przemóc i spróbować ...



Hejka! Taki mini rozdział, który nareszcie udało mi się wystrugać ;) Będę się pojawiała co jakiś czas, ale rzadko, bo serio mam wyjątkowo mało czasu, mimo trwających u mnie ferii ;/ Wybaczcie :( Ale w każdym razie nie kończę bloga i nie odchodzę ;) Mam nadzieję, że jeszcze długo tu zostanę :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 2 lutego 2016

Save me 8

Gdybym skontaktował się z policją, najukochańsze mi osoby by zginęły.  Nie chciałem na to pozwolić. Nie mogę ich zawieść - powtarzałem sobie ...
***
Zastanawiałem się dlaczego ktoś to zrobił. Nie miałem żadnych dużych zatargów.  Nie nie składało się w całość, a mnie dręczyły najczarniejsze myśli, jakie można sobie wyobrazić. Usiadłem na podłodze w pokoju Adley z jednym członkiem kolekcji misiów małej. Uśmiechnąłem się delikatnie patrząc na zabawkę. W pewnej chwili zauważyłem, że na łóżku córki brakuje ukochanej lalki Ad ~ "Dolly". Żadko kiedy wynosiła ją z domu,  więc natychmiast nabrałem podejrzeń. Wtem nie wiedziałem czy bać się jeszcze bardziej czy cieszyć. Musiały wiedzieć o wyjściu.
- O co tu kurwa chodzi? - zapytałem sam siebie, uderzając głową o ścianę. Miałem ochotę roznieść cały dom. Zrobiłbym wszystko, aby je ocalić. Aby je znaleźć, przeszukałbym cały Londyn, Nowy Jork, czy choćby Tokio. Z bezsilności i niewiedzy, łzy same zaczęły opuszczać moje oczy. Mimo, że to powinno przynieść choć małą ulgę, to płacz wcale nie pomógł. Po jakimś czasie telefon zmusił mnie do uspokojenia się.
- Tak? - odezwałem się.
- Boo Bear! - cienki, roztrzęsiony głosik Adley dobiegł do moich uszu. Moje oczy się rozszerzyły, by dać miejsce kolejnym łzom.
- Adley?! - niemal krzyknąłem do słuchawki - Gdzie jesteś kochanie? - łamiącym się głosem zapytałem. Serce zaczęło bić mi mocniej. Czułem, że dany został mi tylko moment na rozmowę, co przyprawiało mnie o jeszcze większy stres.
- Jestem u ... - po tych słowach rozbrzmiał jedynie sygnał, oznaczający zakończenie połączenia. To tylko pogłębiło moją rozpacz. Rzuciłem komórką o ścianę i schowałem twarz w dłoniach. Cały się trzęsłem. Błagałem Boga, aby oddał mi moje królewny. Wiedziałem, że obie się boją. Kiedy wyobrażałem sobie ten strach w oczach dziewczyn roz
brajało mnie od środka. Wolałem nie myśleć jakie okropieństwa im czynili, by nie popaść w kompletną histerię.  Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Leniwie powstałem, starając się uspokoić. Zbliżyłem się do wejścia domu. Uchyliłem wrota. Za nimi ujrzałem średniego wzrostu kobietę o blond włosach.
- Dzień dobry - przywitała się z powagą.
- Witam - odparłem bez wyrazu. - W czym mogę pomóc?  - zapytałem. Przez chwilę błądziła wzrokiem po mej twarzy, by kolejno przejść do rozmowy.
- Jestem ciotką Acris - oznajmiła. Natychmiast się rozbudziłem.
- Dlaczego miałbym w to wierzyć?  - zapytałem.
- Posłuchaj Louis, nie mamy czasu one są w niebezpieczeństwie, a ja chcę pomóc w wyciągnięciu ich z tarapatów, jasne? - surowo wyrecytowała. Gdy zdjęła okulary przeciwsłoneczne, podczas mówienia, dostrzegłem w jej oczach tą samą iskre determinacji, która spotykałem codziennie w ślepiach Acris. Uwierzyłem jej. Wpuściłem kobietę do środka. Mimo, że nie miałem pojęcia skąd zna moje imię,  wie o Adley i o porwaniu, to ufałem jej ... W pewnym sensie. Cris nie utrzymywała kontaktu z rodziną ~ przynajmniej tak twierdziła.
- W jaki sposób ma pani zamiar pomóc? - odezwałem się, podążając za kobietą do salonu.
- Posłuchaj, to nie są żarty. O wielu rzeczach nie wiesz. Nie miej jej za złe tego wszystkiego co starała się przed tobą ukryć, bo robiła to ze strachu przed odrzuceniem - zaczęła.
- O co chodzi? Niech mówi pani jaśniej - poprosiłem zniecierpliwiony.
- Chodzi o to, że Acris pochodzi z patologicznej rodziny. W skrócie mówiąc, matka Acris była moją siostrą. Związała się z alkoholikiem, narkomanem i przestępcą, zwyczajnie się zakochała. Zaszła w ciążę i urodziła, wszystko potoczyło się tak, że sama wpadła w nałogi. Byli biedni, a wszystkie datki z kas społecznych przeznaczali na używki, wiec Acris była zaniedbaną dziewczynką. Kiedy Cris miała 10 lat zawalczyłam o prawa rodzicielskie co do niej. Sama mam córkę nieco od niej starszą. Jest chora na schizofrenię. Zawsze była zazdrosna o to z jaką delikatnością wychowuje nie swoje dziecko. Nienawidziła i nienawidzi Acris. Sama wciągnęła się w złe towarzystwo i również wpadła w nałogi przez swojego chłopaka, który jest gangsterem. Wyprowadziła się i postanowiła, że kiedyś zemści się na kuzynce. Acris uciekła ze strachu i reszte jej historii już znasz. Niedawno Acris dostała kilka listów, w których moja córka groziła jej i Adley. Dzisiaj miałam zobaczyć się z Acris jak co miesiąc i tak było. Byłam pewna, że mój kierowca zawiezie ją prosto tu. Jak się okazało, zapłacono mu, aby zabrał dziewczynki do Gabi. Nie mam pojęcia co teraz może się z nimi dziać, ale wiem, że nie są bezpieczne. Ona jest nie obliczana i może dojść do najgorszego - wyrecytowała.
- Ale ... Ale - jąkałem się zszokowany.
- Mimo wszystko, nie mają podsłuchu ani żadnych ludzi, bo ten mężczyzna został wyrzucony z gangu za oszustwa - dodała. - Trzeba działać natychmiast - rzekła.
- Wiem, wiem - zacząłem nerwowo spacerować po pomieszczeniu. - Ale jak? - zapytałem.
- ... - zaczęła...


Hej ! Trochę mnie nie było, ale serio brak mi czasu i motywacji i w ogóle .. po pierwsze nie ma komentarzy, po drugie pisanie na telefonie mnie męczy i to dłuuuugi proces :/ Nie wiem za ile będzie kolejny post ...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*