Witajcie!
W związku z tym, że nadal nie mogę poradzić sobie z odejściem Zen'a, opuszczam was na kilka dni :( Nie mogę się skupić, pisać lub robić nic innego. Nie mam sił, płaczę na zmianę słuchając piosenek chłopaków i solówek Malik'a. Przepraszam, ale potrzebuję trochę czasu. Nie wiem kiedy wrócę, ale na pewno w przyszłym tygodniu. Może w poniedziałek, a może w kolejny piątek, nie wiem. Przepraszam, ale mam złamane serce i ledwo widzę przez spuchnięte oczy i falę łez, która nie odpuszcza. Wybaczcie, to dla mnie trudne zostawiać was na taki czas, ale nie radzę sobie. Nadal krąży mi to w myślach. Boję się co dalej. Potrzebuję czasu na oswojenie się z jego (lub nie jego, gdyż pojawiły się podejrzenia o wyrzuceniu Zazy przez Modest z 1D) decyzją. Nie złośćcie się. Jestem pewna, że wy także nie chcielibyście czytać najgorszego gówna przez moją depresję. Mam nadzieję, że zrozumiecie i nie będziecie źli. Trzymajcie się!
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. To samo tyczy się mojego drugiego bloga--> mystery1directionff.blogspot.com
czwartek, 26 marca 2015
środa, 25 marca 2015
I'm dying
Ja, ja...Przepraszam, ja już nie funkcjonuję normalnie xd. Nie potrafię. Nie jestem w stanie napisać niczego. Nie jestem w stanie niczego robić. Chyba wszyscy wiemy dlaczego. Jak dla mnie to jest tragedia, ale nadal wierzę w 1D. Ryczę jak dziecko. Czuję jakby ubyło mi cząstki mnie. Jestem w rozpaczy, wybaczcie. Nie spodziewałam się. To jest tragedia. One Direction to od początku pięć osób i tak będzie do końca <3 #Zaynalwaysinourhearts
#Alwaysrememberyou
#WewillmissyouZayn
KOCHAMY CIĘ! Nie przestaniemy! You saved our lifes!
Błagam dajcie mi obudzić się z tego koszmaru!
Oczywiście szanuję jego decyzję i rozumiem go, ale po prostu nie może to do mnie dojść. Nie umiem się wysłowić. Nie mogę wyobrazić sobie co czuje pozostała czwórka, jak muszą cierpieć.
"-Do you think we'd be the same without one of us?
-No"
Kiedy sobie to przypomnę. Nie wiem co powiedzieć. Tyle razem przeszliśmy...
Wiecie co, może jutro kiedy zbiorę myśli napiszę coś więcej na ten temat, ale pamiętajcie "This isn't the last of One Direction""-Zayn
Więc...Vas happenin'?!
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 24 marca 2015
Little Sweet Angel 54
-Wie może pani gdzie znajdę Cindy Cracer?-zapytałem niskiej brunetki o czekoladowej skórze.
-Czego ty tu szukasz Harry?-Złapała mnie za rękę i zaciągnęła w kąt. W jej głosie wyczuwałem złość, a nawet wściekłość.
-To ty?-Trochę oszołomiło mnie jej zachowanie, więc wiecie.
-Tak idioto, to ja.-warknęła.
-Ej, ej, my się chyba nie znamy, więc nie życzę sobie...
-A ja nie życzę sobie, żebyś znęcał się nad Michi, jasne?!-Oczy mi wyszły na wierzch...
***
-O czym ty mówisz?-Nie dowierzałem.
-O czym mówię? O twoim wczorajszym zachowaniu.-odpowiedziała.
-Ale co ja zrobiłem?-Już brakowało mi tchu. Mierzyła mnie wściekłym wzrokiem. Szczerze to zaczynałem bać się tej dziewczyny.
-Z tego co mi wiadomo to wczoraj wdałeś się w bójkę przy okazji uderzając Michell, później się na nią wydarłeś i zrobiłeś wyrzuty. Nawet nie wiesz jak bardzo ona się stara spędzać z tobą każdą wolną chwilę, poświęcać ci jak najwięcej czasu. Na każde wolne okienko w jej grafiku trafiasz ty, ale nie doceniasz tego ile poświęciła zleceń w zamian za wieczór z tobą. Tak naprawdę nieświadomie wyrzygałeś jej wszystko czego pragnęła dla ciebie. Gratuluję ci. Poznałam jej przeszłość. Ty także ją znasz, lepiej ode mnie, jak się domyślam, a mimo to powtórzyłeś to wszystko co złego zrobił Rich. Rozumiesz, że przypomniałeś jej wszystko co złe? Zdajesz sobie sprawę, że jeszcze dobrze nie wyleczyła się z tamtej traumy, a znów nasunąłeś jej to wszystko? Możesz tylko sobie pogratulować. Michi jest załamana. Cała drży, boi się dotyku.-Kiedy te wszystkie słowa do mnie dotarły, kiedy zrozumiałem co uczyniłem, oniemiałem. Nie pamiętałem nic. Nie miałem pojęcia, że zachowałem się w ten sposób. Przecież ja nawet nie miałem za złe jej pracy. Wszystkie informacje uderzyły we mnie. Zawiodłem się sam na sobie. Bałem się o moją małą, obawiałem się także, że już mi nie wybaczy. Tyle przeszła, tyle czasu kurowała te wszystkie wspomnienia, a ja falą alkoholu zniszczyłem to nad czym tak długo pracowała. Jak mogłem się tak zachować?
-Ja...Ja...-jąkałem się. Łzy już swobodnie tańczyły po moich policzkach. Ciemnoskóra chyba zmiękła, ale to nie to było moim celem.-Powiedz gdzie ona jest? Ja naprawdę tego nie pamiętam, byłem zalany i nie panowałem nad tym co robiłem. Jakieś krótkie sceny migają mi w pamięci, ale nic konkretnego. Ja nie chcę jej stracić. Miśka jest moim całym światem, powietrzem i tlenem...-Plątałem się w własnej wypowiedzi. Na szczeście uratowała mnie swoim wtrąceniem.
-Już, już. Ciszej, bo to nie jest las.-Przyciągnęła mnie bliżej siebie.-Posłuchaj. Mich jest u mnie. Wczoraj przyszła kompletnie zrozpaczona. Opowiedziała mi wszystko łkając jak oszalała. Na tą chwilę jest w takiej histerii, że nie powinieneś interweniować. Daj jej jeszcze z jeden dzień, może dwa. Ona najpierw musi odetchnąć, gdyż to poważna sprawa i wcale nie łatwa dla blondi. Zapewniam cię, że u mnie jest bezpieczna...-Spokojniej recytowała.
-Zostawiłaś ją samą w rozsypce?! Przecież ona może się poranić!-Przerwałem jej. Miałem jeszcze coś dodać, ale zasłoniła mi usta dłonią widząc dwie chude modelki przechodzące obok.
-Nie. Została z moją młodszą siostrą. Ogarnij się, proszę. Masz.-Wręczyła mi papierowy prostokąt.-To mój numer. Twój już mam. Jak coś to pisz, dzwoń. Też się odezwę jak coś. A teraz idź, bo mam pracę.-Starałem się zachowywać spokój. Wycofywałem się przyglądając się wizytówce z zapłakanymi zielonkami, co utrudniało mi życie nie powiem.
-Dziękuję.-Tylko tyle jeszcze zdołałem wykrztusić. Tak bardzo pragnąłem popędzić i wyjaśnić jej wszystko, ale może rzeczywiście trochę świeżego powietrza nie zaszkodziłoby jej. Postanowiłem czekać. Nic innego mi nie pozostało. Niewyobrażalne jak bardzo może boleć zranienie osoby, którą kocha się bardziej niż siebie samego, bardziej niż żywot. Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Nawet on przypomniał mi obraz uśmiechniętej niebieskookiej. Tęskniłem nie mając jej u boku zaledwie kilka godzin. Nie znosiłem jej braku. Zauważyłem na podjeździe kilka znanych mi aut. Kiedy wszedłem do środka cała grupa moich przyjaciół podniosła się z kanapy i zwróciła na mnie uwagę z powagą wymalowaną na twarzach. Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać. W tamtej chwili najchętniej bym strzelił sobie w łeb. Zdjąłem z siebie nakrycie. Zbliżyłem się do nich. Nie rzuciłem nawet na nich okiem.
-Stary, co się stało?-Bardo zmartwionym głosem zapytał Niall.
-Wszystko.-Wściekłym tonem mruknąłem.
-Co wszystko?-dopytał Zen.
-Wszystko spierdoliłem, jasne?!-krzyknąłem. Jak najszybciej wyszedłem stamtąd z rykiem i skierowałem się do naszej sypialni. Zatrzasnąłem z hukiem drzwi i opadłem na jej miejsce na naszym łóżku. Delektowałem się zapachem, którego tak bardzo mi brakowało. Pragnąłem jej obecności, uśmiechu, głosu, dotyku. Cały mój świat stanął w barwach szarych. Wszystko co dookoła straciło sens, łącznie z mną...

Witam! Przepraszam, że pojawiam się tak późno i zapewne większość z was się o to gniewa, lecz brak czasu nadal mi doskwiera i nic nie mogę poradzić. Po prostu brakuje mi czasu na pisanie. Spokojnie, nie odchodzę i nie zamierzam, bo nie wytrzymałabym. Zwyczajnie zrozumcie, że poza moimi obowiązkami każdemu należy się chwila odpoczynku. Staram się odpoczywać pisząc tutaj, ale okazuje się, że ekran laptop'a mnie nie odpręża. Pisanie=tak, światło komputerowe=nie. Jutro, od razu mówię, mam korepetycje z matematyki, której kompletnie nie ogarniam, więc jest spore prawdopodobieństwo, iż pojawię się około godziny 20.00 może później. Wybaczcie, nie mogę poradzić na to nic. Pozostało mi tylko lepiej rozplanowywać mój czas, ale jakoś na razie mi to nie wchodzi. Mam nadzieję, że nie będziecie źli i spodoba się wam to co napisałam tam u góry :) Nie zanudzam już was kocurki wy moje :))
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Czego ty tu szukasz Harry?-Złapała mnie za rękę i zaciągnęła w kąt. W jej głosie wyczuwałem złość, a nawet wściekłość.
-To ty?-Trochę oszołomiło mnie jej zachowanie, więc wiecie.
-Tak idioto, to ja.-warknęła.
-Ej, ej, my się chyba nie znamy, więc nie życzę sobie...
-A ja nie życzę sobie, żebyś znęcał się nad Michi, jasne?!-Oczy mi wyszły na wierzch...
***
-O czym ty mówisz?-Nie dowierzałem.
-O czym mówię? O twoim wczorajszym zachowaniu.-odpowiedziała.
-Ale co ja zrobiłem?-Już brakowało mi tchu. Mierzyła mnie wściekłym wzrokiem. Szczerze to zaczynałem bać się tej dziewczyny.
-Z tego co mi wiadomo to wczoraj wdałeś się w bójkę przy okazji uderzając Michell, później się na nią wydarłeś i zrobiłeś wyrzuty. Nawet nie wiesz jak bardzo ona się stara spędzać z tobą każdą wolną chwilę, poświęcać ci jak najwięcej czasu. Na każde wolne okienko w jej grafiku trafiasz ty, ale nie doceniasz tego ile poświęciła zleceń w zamian za wieczór z tobą. Tak naprawdę nieświadomie wyrzygałeś jej wszystko czego pragnęła dla ciebie. Gratuluję ci. Poznałam jej przeszłość. Ty także ją znasz, lepiej ode mnie, jak się domyślam, a mimo to powtórzyłeś to wszystko co złego zrobił Rich. Rozumiesz, że przypomniałeś jej wszystko co złe? Zdajesz sobie sprawę, że jeszcze dobrze nie wyleczyła się z tamtej traumy, a znów nasunąłeś jej to wszystko? Możesz tylko sobie pogratulować. Michi jest załamana. Cała drży, boi się dotyku.-Kiedy te wszystkie słowa do mnie dotarły, kiedy zrozumiałem co uczyniłem, oniemiałem. Nie pamiętałem nic. Nie miałem pojęcia, że zachowałem się w ten sposób. Przecież ja nawet nie miałem za złe jej pracy. Wszystkie informacje uderzyły we mnie. Zawiodłem się sam na sobie. Bałem się o moją małą, obawiałem się także, że już mi nie wybaczy. Tyle przeszła, tyle czasu kurowała te wszystkie wspomnienia, a ja falą alkoholu zniszczyłem to nad czym tak długo pracowała. Jak mogłem się tak zachować?
-Ja...Ja...-jąkałem się. Łzy już swobodnie tańczyły po moich policzkach. Ciemnoskóra chyba zmiękła, ale to nie to było moim celem.-Powiedz gdzie ona jest? Ja naprawdę tego nie pamiętam, byłem zalany i nie panowałem nad tym co robiłem. Jakieś krótkie sceny migają mi w pamięci, ale nic konkretnego. Ja nie chcę jej stracić. Miśka jest moim całym światem, powietrzem i tlenem...-Plątałem się w własnej wypowiedzi. Na szczeście uratowała mnie swoim wtrąceniem.
-Już, już. Ciszej, bo to nie jest las.-Przyciągnęła mnie bliżej siebie.-Posłuchaj. Mich jest u mnie. Wczoraj przyszła kompletnie zrozpaczona. Opowiedziała mi wszystko łkając jak oszalała. Na tą chwilę jest w takiej histerii, że nie powinieneś interweniować. Daj jej jeszcze z jeden dzień, może dwa. Ona najpierw musi odetchnąć, gdyż to poważna sprawa i wcale nie łatwa dla blondi. Zapewniam cię, że u mnie jest bezpieczna...-Spokojniej recytowała.
-Zostawiłaś ją samą w rozsypce?! Przecież ona może się poranić!-Przerwałem jej. Miałem jeszcze coś dodać, ale zasłoniła mi usta dłonią widząc dwie chude modelki przechodzące obok.
-Nie. Została z moją młodszą siostrą. Ogarnij się, proszę. Masz.-Wręczyła mi papierowy prostokąt.-To mój numer. Twój już mam. Jak coś to pisz, dzwoń. Też się odezwę jak coś. A teraz idź, bo mam pracę.-Starałem się zachowywać spokój. Wycofywałem się przyglądając się wizytówce z zapłakanymi zielonkami, co utrudniało mi życie nie powiem.
-Dziękuję.-Tylko tyle jeszcze zdołałem wykrztusić. Tak bardzo pragnąłem popędzić i wyjaśnić jej wszystko, ale może rzeczywiście trochę świeżego powietrza nie zaszkodziłoby jej. Postanowiłem czekać. Nic innego mi nie pozostało. Niewyobrażalne jak bardzo może boleć zranienie osoby, którą kocha się bardziej niż siebie samego, bardziej niż żywot. Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu. Nawet on przypomniał mi obraz uśmiechniętej niebieskookiej. Tęskniłem nie mając jej u boku zaledwie kilka godzin. Nie znosiłem jej braku. Zauważyłem na podjeździe kilka znanych mi aut. Kiedy wszedłem do środka cała grupa moich przyjaciół podniosła się z kanapy i zwróciła na mnie uwagę z powagą wymalowaną na twarzach. Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać. W tamtej chwili najchętniej bym strzelił sobie w łeb. Zdjąłem z siebie nakrycie. Zbliżyłem się do nich. Nie rzuciłem nawet na nich okiem.
-Stary, co się stało?-Bardo zmartwionym głosem zapytał Niall.
-Wszystko.-Wściekłym tonem mruknąłem.
-Co wszystko?-dopytał Zen.
-Wszystko spierdoliłem, jasne?!-krzyknąłem. Jak najszybciej wyszedłem stamtąd z rykiem i skierowałem się do naszej sypialni. Zatrzasnąłem z hukiem drzwi i opadłem na jej miejsce na naszym łóżku. Delektowałem się zapachem, którego tak bardzo mi brakowało. Pragnąłem jej obecności, uśmiechu, głosu, dotyku. Cały mój świat stanął w barwach szarych. Wszystko co dookoła straciło sens, łącznie z mną...

Witam! Przepraszam, że pojawiam się tak późno i zapewne większość z was się o to gniewa, lecz brak czasu nadal mi doskwiera i nic nie mogę poradzić. Po prostu brakuje mi czasu na pisanie. Spokojnie, nie odchodzę i nie zamierzam, bo nie wytrzymałabym. Zwyczajnie zrozumcie, że poza moimi obowiązkami każdemu należy się chwila odpoczynku. Staram się odpoczywać pisząc tutaj, ale okazuje się, że ekran laptop'a mnie nie odpręża. Pisanie=tak, światło komputerowe=nie. Jutro, od razu mówię, mam korepetycje z matematyki, której kompletnie nie ogarniam, więc jest spore prawdopodobieństwo, iż pojawię się około godziny 20.00 może później. Wybaczcie, nie mogę poradzić na to nic. Pozostało mi tylko lepiej rozplanowywać mój czas, ale jakoś na razie mi to nie wchodzi. Mam nadzieję, że nie będziecie źli i spodoba się wam to co napisałam tam u góry :) Nie zanudzam już was kocurki wy moje :))
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
poniedziałek, 23 marca 2015
Be my wonder 11
-Dobra, ja lecę. Nie przeszkadzam, a i dzisiaj mam nockę, więc nie wiem kiedy się zobaczymy.-Dał mi buziaka, aż mnie zemdliło. Nie oceniajcie, proszę.-Pa pa.-Pomachał mi, a ja jemu unosząc sztucznie kąciki ust. Kiedy tylko straciłam go z pola widzenia opadłam na swoje miejsce i głośno westchnęłam.
-To nie będzie łatwe.-Stwierdziłam sama do siebie...
***
*Lotnisko Mullingar, dzień wylotu na Hawaje.
Oczywiście mój Brucer nie mógł czekać ze mną, gdyż pracował. Pożegnałam się z nim przed przybyciem na lotnisko. Miałam głupie wrażenie, że cieszy się z mojego wyjazdu o wiele bardziej niż "ukochany" powinien. To było dziwne, nawet bardzo. Wiecie, tu taki czuły i troskliwy, a nagle raduje go moja nieobecność. Zostały może dwie godziny do odlotu, a Niall'a nadal nie było. Biłam się z myślami. Niby chciałam, aby się nie zjawiał, ale z drugiej strony niczego nie pragnęłam czegoś tak bardzo. Wstałam i podeszłam kilka kroków w kierunku okna. Nagle na moich oczach pojawiły się dłonie. Serce zaczęło mi mocniej walić. Lekki uśmiech zagościł na mojej twarzy. Zdjęłam z siebie ręce i odwróciłam się. Ciała moje i blondyna prawie się stykały. Uniosłam wzrok i cofnęłam się nieco. Te jego bieluśkie perełki przyprawiały mnie o wiercenie w brzuchu, rozświetlały mój dzień. Jeden przebłysk jego szczęścia nadawał mojemu życiu sens.
-Witam, pana Horan'a.-Postanowiłam podjeść do niego luźno i żartobliwie. Taki miałam pomysł. Zmuszona byłam spędzić z blondasem trzy tygodnie, a nie niezręczna atmosfera stanowiła dla mnie cel.
-Witam, panią Tree.-Jakbym dosłownie była jego dziewczyną wsunął swoje dłonie na moją talię i przywarł do mnie długo mnie nie puszczając. Kiedy zwalniał mój oddech, gdyż w takich sytuacjach z nim w roli głównej go traciłam, złożył na moim policzku delikatny pocałunek.-Gotowa?-zapytał. Kiwnęłam twierdząco głową. Objął mnie i poprowadził do bramek. Ledwie co zdążyłam złapać za swoje pakunki, a już zabrał mi je i poniósł za mnie. Dżentelmen, niewątpliwie. Po, może, półtorej godzinie siedziałam przy oknie w samolocie. Tuż obok mnie przebywał nie kto inny jak Nialler. Specjalnie chowałam ręce przy sobie, aby przypadkiem nie pomyślał o uściśnięciu jednej z nich. Niestety, on nie znał dystansu. Sam złapał moją kończynę i mocno złączył ją ze swoją. Przyznam, że przyjemny ciepły prąd przebiegł przez moje całe ciało. Nie zamierzałam się wyrywać, czułam się zbyt dobrze. To niesamowite do jakiego stanu mnie doprowadzał. Uniosłam kąciki ust zwracając wzrok na krajobraz za szybą. Wiedziałam, że nawet go nie zauważył. Oparłam głowę o fotel i przymknęłam powieki.
-Mogę cię o coś zapytać?-odezwałam się i spojrzałam na niego. Okazało się, że kiedy ja tak sobie odpoczywałam, on przypatrywał mi się z ogromną uwagą.
-Oczywiście, że tak księżniczko.-Wtem wielki głęboki oddech.
-Dlaczego się tak zachowujesz? Czy ty wiesz, że jestem zaręczona z twoim kumplem? Czemu tak bardzo się starasz?-Widziałam jak jego źrenice płoną w krwistej czerwieni na wspomnienie o moich niby przyszłych zaślubinach.
-Pozwól, że odpowiem na to kiedy będę gotów.-odrzekł i znacznie się ode mnie odsunął. Zezłościłam go, to było pewne. Cały długi lot przeminął w niezręcznej ciszy, tego się obawiałam. Nie miałam pojęcia, że to doprowadzi go do takiego stanu. Nie przypuszczałam, że może się tak stać. Zastanawiało mnie to. O co mu chodziło z tym "...Kiedy będę gotów"? Na co gotów? Czy on ma wszystko okej pod czaszką? Bałam się, że zaprzepaściłam sobie u niego szansę na cokolwiek. W sumie to nie miałam pojęcia na co, ale takie obawy mnie dopadały. Po lądowaniu, kiedy już mogliśmy zabrać bagaż, Horan wziął wszystkie pakunki bez słowa. Nie uśmiechał się, nie był już radosny. Strasznie głupio się czułam. Winna? Tak chyba tak. Tylko czego? W bardzo ciepły sposób przyjęto nas w naprawdę jednym z najpiękniejszych hoteli w jakich się znalazłam, a dużo tego się trafiło. Nasze rzeczy zostały przetransportowane do naszych sąsiednich pokoi na ostatnim piętrze. Otrzymaliśmy kolorowe napoje i kierownik instytucji postanowił oprowadzić nas po terenie hotelowym. Mężczyzna stanowił coś na rodzaj bariery pomiędzy mną a blondynem. Wciąż na mnie nie patrzał, nie odzywał się do mnie. To w pewnym sensie bardzo bolało. Nadal moje strony się ze sobą kłóciły. Jednak ta cierpiąca przeważała. Nareszcie mogliśmy iść się wypakować. Znów to milczenie. Mam tego dosyć! Nikt nie będzie mnie ignorował tak bezkarnie!
Udało mi się ułożyć wszystkie swoje ubrania i kosmetyki należycie, tak jak lubię. Przebrałam się w coś letniejszego i luźniejszego, gdyż tam dzień dopiero nastawał. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Postanowiłam wyjść na balkon. Odetchnęłam świeżym powietrzem. Zauważyłam na dole wyjście na plażę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Kochałam czuć piasek pod stopami i szum wody, to mnie relaksowało. Wręcz pędem ruszyłam w kierunku bramy. Kiedy już znalazłam się na miejscu, zakochałam się. To było przepiękne. Zrzuciłam z nóg brązowe rzymianki i wzięłam je do rąk. Moja skóra spotkała się z ciepłą H2O. Wszystkie troski odeszły. Choć na moment miałam możliwość się odprężyć. Istniałam tylko ja i to co dookoła. Nie myślałam o Niall'u, Bruce'sie czy kimkolwiek innym. Kiedy wracałam do budynku mojego zakwaterowania zauważyłam wielki biały hamak wiszący pomiędzy palmami tuż obok muru otaczającego hotel. Uśmiechnięta zamierzałam odpocząć bujając się na nim. Jednak w moim przypadku sielanka trwała niedługo...

Hejka! Wybaczcie, że taką późną porą dodaję ten rozdział, lecz nie miałam wcześniej zbyt czasu. Tu szkoła, próby, spotkania, obowiązki domowe, no i ta nieszczęsna praca domowa :P Nie miałam jak do was wpaść :( Myślę, że ze względu na szkołę i zajęcia poza szkolne będę ograniczać się do 1-2 postów dziennie, gdyż na więcej nie pozwala mi czas. Próbuję z całych sił, ale wtedy wychodzi jak wychodzi, a wierzę, że jeżeli poświęcę pisaniu więcej czasu i wy i ja będę bardziej zadowolona :) Nie gniewajcie się :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Udało mi się ułożyć wszystkie swoje ubrania i kosmetyki należycie, tak jak lubię. Przebrałam się w coś letniejszego i luźniejszego, gdyż tam dzień dopiero nastawał. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Postanowiłam wyjść na balkon. Odetchnęłam świeżym powietrzem. Zauważyłam na dole wyjście na plażę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Kochałam czuć piasek pod stopami i szum wody, to mnie relaksowało. Wręcz pędem ruszyłam w kierunku bramy. Kiedy już znalazłam się na miejscu, zakochałam się. To było przepiękne. Zrzuciłam z nóg brązowe rzymianki i wzięłam je do rąk. Moja skóra spotkała się z ciepłą H2O. Wszystkie troski odeszły. Choć na moment miałam możliwość się odprężyć. Istniałam tylko ja i to co dookoła. Nie myślałam o Niall'u, Bruce'sie czy kimkolwiek innym. Kiedy wracałam do budynku mojego zakwaterowania zauważyłam wielki biały hamak wiszący pomiędzy palmami tuż obok muru otaczającego hotel. Uśmiechnięta zamierzałam odpocząć bujając się na nim. Jednak w moim przypadku sielanka trwała niedługo...

Hejka! Wybaczcie, że taką późną porą dodaję ten rozdział, lecz nie miałam wcześniej zbyt czasu. Tu szkoła, próby, spotkania, obowiązki domowe, no i ta nieszczęsna praca domowa :P Nie miałam jak do was wpaść :( Myślę, że ze względu na szkołę i zajęcia poza szkolne będę ograniczać się do 1-2 postów dziennie, gdyż na więcej nie pozwala mi czas. Próbuję z całych sił, ale wtedy wychodzi jak wychodzi, a wierzę, że jeżeli poświęcę pisaniu więcej czasu i wy i ja będę bardziej zadowolona :) Nie gniewajcie się :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
niedziela, 22 marca 2015
I don't understand
Witajcie! Czy wy także słyszeliście o zerwaniu Elounor? Bardzo martwi mnie to wszystko co się dzieje! Najpierw Zayn i Perrie przeżywają taki dramat, teraz Louis i El :o Ja nie rozumiem tego wszystkiego! Czy nasze ukochane 1D się rozpada?! Rzeczywiście to tak wygląda. Boję się, że to może być ostatnia trasa naszych chłopców ;'( Nie chcę tego. Nigdy nie interesowały mnie ich życia miłosne, nie angażowałam się w plotki, zerwania, bromance lub inne bzdety, ale teraz serio mnie to wszystko poruszyło! Uważam, że Zerrie się kochają i to nie jest nic za siłę dla publiki, Elounor także <3 Wierzę w nich. Mam nadzieję, że pomiędzy Perrie a Zazą będzie dobrze :) Są dla siebie stworzeni i wyglądali naprawdę słodko przy sobie :)) El i Lou również, dlatego ciężko jest mi uwierzyć w ich zerwanie. Może to i prawda, ale te zdjęcia Louis'a całującego się z jakąś dziewczyną w basenie to jakiś photoshop! Jestem pewna! Na tym całym zdjęciu Louis wcale nie całuje jej ust tylko nos, więc wiecie...Myślę, że to media, tak po prostu. Ogólnie mam nadzieję, że my jako fani będziemy wspierać ich w tym wszystkim i nie będziemy przyczyniać się do 'upadku' One Direction. W pewnym sensie my jako fandom napędzaliśmy sytuację z tajemniczą dziewczyną, którą widziano z Zayn'em i doszło do czego doszło :( Dlatego proszę nie dołączajcie się do osób działających wbrew życiom prywatnym chłopaków i po prostu wtrącającym się w to w co nie powinny! Tylko kopiemy pod sobą dołki i podburzamy 1D. Może El i Lou rozstali się właśnie przez nas? Może to ten hait na El doprowadził do ich zerwania? Przemyślcie najpierw co robicie, później działajcie. Zawsze złościmy się kiedy ktoś nazywa naszych chłopców gejami lub wyzywającymi ich od najgorszych, dlatego nie róbmy tego samego w stosunku do ich dziewczyn. Pamiętajcie, że to boli ich oboje, a na tym cierpi później cały band no i my. Nie mówię, że każdy z was to robi, ale znam kilka takich "directioner", które hejtują hejterów, a sami nie są lepsi :/ Dlatego BŁAGAM wspierajcie chłopaków zamiast tylko napędzać te wszystkie ploty! Błagam, nie chcę żeby to był koniec! Od razu mówię, że ten post nie miał na celu obrażenia kogoś, chciałam tylko zaapelować do was o pomoc. Nie chodzi mi tylko o to co dzieje się teraz, ogólnie. Wszystkie polotki i inne sytuacje nie powinny być przez nas komentowane. To co dzieje się teraz to tragedia według mnie, więc mówię to teraz. Mam nadzieję, że jakoś do was dotarłam i mnie wesprzecie. Przepraszam, że takie morały prawię, ale to naprawdę dla mnie ważne.Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Hatin' Syndrome 6
-To kiedy wracacie?-zapytałam przy żegnaniu chłopaków.
-W niedzielę wieczorem .-Pocałował mnie w policzek. Widziałam jak Louis pakuje ostatnie walizki do auta swojego kuzyna Drake'a.
-A gdzie Harry?-Skrzywiłam się nie widząc go w samochodzie.
-On nie jedzie. Kocham cię pa.-Przytulił mnie i zwinnie opuścił mnie.
-Co?!-Krzyknęłam wściekła.
-Do zobaczenia.-Pomachał mi i wsiadł. Myślałam, że go zabiję tylko kiedy wróci. Chyba już wiem co to za opieka...
***
Zatrzasnęłam wściekła drzwi i pomknęłam na górę. Położyłam się w łóżku i włączyłam telewizor. Nie miałam siły się ruszyć. Brakowało mi energii. Ta choroba mnie wykańczała. Kurowałam się podstawowymi lekami odpornościowymi co nie pomagało. Nie działały na mnie herbatki ani witaminy. Jednym słowem katastrofa.
Oglądałam jakiś film romantyczny przy jogurcie truskawkowym. Łzy leciały mi po policzkach strumieniami. Nagle rozległ się dzwonek. Niechętnie zwlekłam się i otworzyłam. Stanęła przede mną postura Harry'ego.
-Co ty tu robisz?-Dość niemiło odezwałam się.
-Mi też miło cię widzieć Vivien.-Uśmiechnął cię ciepło.-Wpuścisz mnie?-Zachowywał się zupełnie jakby pomiędzy nami było okej. Nie do końca to rozumiałam. Jak można być tak promienną osobą? Z jednej strony to dobrze, z drugiej nadal widziałam w nim tego pewnego siebie dupka, który uważa iż może mieć każdą, jeżeli tylko będzie chciał. Uchyliłam trochę bardziej barierę drzewną i pozwoliłam mu wkroczyć do mojego domu. Zatrzasnęłam wrota za chłopakiem i oglądałam jak ściąga z siebie bluzę i wiesza na wieszak. Wtedy włączyła mi się czerwona lampka.
-Ty zamierzasz tu zostać?-Nie dowierzałam.
-Mam się tobą opiekować, złotko.-Doskonale wiedział jak bardzo mnie irytuje tymi swoimi dołeczkami.
-Naprawdę kiedyś coś ci zrobię za te słowa.-warknęłam.-Nie musisz ze mną zostawać, dam radę sama.-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Obiecałem Zayn'owi i Lou, a ja obietnic dotrzymuję.-odrzekł.
-Jak ty im nic nie powiesz i ja cię nie wysypię to nic się nie stanie.-Wzruszyłam ramionami. Domyślacie się chyba jak bardzo zależało mi, aby się poddał. No jakoś nie cieszyła mnie perspektywa przebywania w jego towarzystwie przez dwie i pół doby.
-Ale jak ci się coś stanie to się dowiedzą. Po za tym nie dasz sobie sama rady. Do tego to, że ty mnie nie trawisz nie oznacza, że cię nie lubię.-Puścił mi oczko i wprosił się do salonu. Tak po prostu włączył telewizor i czekał na moją reakcję.-No chodź.-Popędził mnie.
-Wiesz co? Mam cię dość, a jesteś tu ze dwie minuty. Idę do siebie, jak chcesz to tu zostań. Tylko mi nie przeszkadzaj.-Ledwo wydukałam przez zachrypnięte gardło. Poszłam na górę. Ledwo usiadłam do tv, a nagle na ekranie wyświetliła się informacja, z której wynikało, że rodzice nie zapłacili za mój dekoder.-Serio? Teraz?-Sama do siebie wyryczałam. Z wściekłością wyłączyłam odbiornik i znów pojawiłam się na dole. Wyobraźcie sobie jak szczerzył się na mój widok.
-Co jednak chcesz ze mną posiedzieć?-Dumnie zapytał. Krzywo na niego spojrzałam i opadłam na drugi koniec sofy.
-Nie podniecaj się tak. Rachunku zapomniałam z Zazą zapłacić i nie mam jak dokończyć oglądać filmu.-odpowiedziałam.
-Jasne.-parsknął pod nosem pewien swego.
-Mówię prawdę!-Zdenerwował mnie jeszcze bardziej.
-Yhym.-Ponownie ten jego ton.
-Harry!-Nie wytrzymywałam. Strasznie bolało mnie gardło, ale on tak na mnie działał, że nie umiałam się opanować.
-Oczywiście. Patrz jak ci wierzę.-No gotowało się we mnie! I ten jego durny wyraz twarzy.
-Zabiję cię!-Rzuciłam się na niego. Nie wiem jak, ale stało się tak, że wylądowałam na nim w pozycji leżącej. Nasze ciała dzieliły centymetry tylko dzięki przytrzymywaniu przez niego moich rąk.
-Jak tam księżniczko?-Po raz setny tego dnia ujrzałam jego dołeczki i pewność siebie w źrenicach.
-Puszczaj mnie!-Ocknęłam się i odsunęłam się na swoje miejsce. Wytrzymałam może jeszcze z pięć minut, kiedy po raz kolejny dopadły mnie mdłości. Nie wiecie jak bardzo się siebie wstydziłam. Mimo, że nie cierpiałam tego lokatego idioty to i tak głupio było mi wymiotować dwa pomieszczenia od niego. Na dobór złego wszedł do łazienki i postanowił mnie "wspierać". Dziwnie się czułam kiedy trzymał moje włosy i masował po plecach. Z jednej strony irytowało mnie to, z drugiej to bardzo miłe. Miałam mieszane uczucia. Kiedy skończyłam i odświeżyłam się niezręcznie było mi spojrzeć mu w oczy, ale i tak do tego doszło.-Przepraszam, źle się czuję.-Nieśmiało powiedziałam.
-Spokojnie, rozumiem. Przyniosłem ci coś, chodź.-Przepuścił mnie pierwszą w drzwiach. Stanęłam w korytarzu.-Idź weź prysznic i połóż się do łóżka zaraz ci coś przyniosę.-Nie wiem czemu, ale wtedy już mnie tak nie wkurzał. Jakoś łatwiej było znieść tego opiekuńczego Harold'a, wydawał się taki inny, może lepszy. Dzięki jego spokojnemu tonowi posłuchałam go i spełniłam prośbę. Po kąpieli ubrałam piżamę i trafiłam pod ciepłą kołdrę. Po kilku minutach zjawił się z talerzem, z którego parowało. Ułożył mi tackę na kolanach. Zobaczyłam rosół, herbatę i kilka tabletek, których wcześniej u siebie nie zauważyłam. Najpierw przeskanowałam wszystko co znajdowało się na tacy, później zerknęłam na Styles'a. Nie wiedziałam co powiedzieć...


Hejka! Wybaczcie, że tak długo mnie nie było, ale padł mi touchpad w laptopie i nie miałam dostępu do komputera. Teraz kupiłam myszkę i wróciłam :) Mam nadzieję, że rozdział nie taki zły ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-W niedzielę wieczorem .-Pocałował mnie w policzek. Widziałam jak Louis pakuje ostatnie walizki do auta swojego kuzyna Drake'a.
-A gdzie Harry?-Skrzywiłam się nie widząc go w samochodzie.
-On nie jedzie. Kocham cię pa.-Przytulił mnie i zwinnie opuścił mnie.
-Co?!-Krzyknęłam wściekła.
-Do zobaczenia.-Pomachał mi i wsiadł. Myślałam, że go zabiję tylko kiedy wróci. Chyba już wiem co to za opieka...
***
Zatrzasnęłam wściekła drzwi i pomknęłam na górę. Położyłam się w łóżku i włączyłam telewizor. Nie miałam siły się ruszyć. Brakowało mi energii. Ta choroba mnie wykańczała. Kurowałam się podstawowymi lekami odpornościowymi co nie pomagało. Nie działały na mnie herbatki ani witaminy. Jednym słowem katastrofa.
Oglądałam jakiś film romantyczny przy jogurcie truskawkowym. Łzy leciały mi po policzkach strumieniami. Nagle rozległ się dzwonek. Niechętnie zwlekłam się i otworzyłam. Stanęła przede mną postura Harry'ego.
-Co ty tu robisz?-Dość niemiło odezwałam się.
-Mi też miło cię widzieć Vivien.-Uśmiechnął cię ciepło.-Wpuścisz mnie?-Zachowywał się zupełnie jakby pomiędzy nami było okej. Nie do końca to rozumiałam. Jak można być tak promienną osobą? Z jednej strony to dobrze, z drugiej nadal widziałam w nim tego pewnego siebie dupka, który uważa iż może mieć każdą, jeżeli tylko będzie chciał. Uchyliłam trochę bardziej barierę drzewną i pozwoliłam mu wkroczyć do mojego domu. Zatrzasnęłam wrota za chłopakiem i oglądałam jak ściąga z siebie bluzę i wiesza na wieszak. Wtedy włączyła mi się czerwona lampka.
-Ty zamierzasz tu zostać?-Nie dowierzałam.
-Mam się tobą opiekować, złotko.-Doskonale wiedział jak bardzo mnie irytuje tymi swoimi dołeczkami.
-Naprawdę kiedyś coś ci zrobię za te słowa.-warknęłam.-Nie musisz ze mną zostawać, dam radę sama.-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Obiecałem Zayn'owi i Lou, a ja obietnic dotrzymuję.-odrzekł.
-Jak ty im nic nie powiesz i ja cię nie wysypię to nic się nie stanie.-Wzruszyłam ramionami. Domyślacie się chyba jak bardzo zależało mi, aby się poddał. No jakoś nie cieszyła mnie perspektywa przebywania w jego towarzystwie przez dwie i pół doby.
-Ale jak ci się coś stanie to się dowiedzą. Po za tym nie dasz sobie sama rady. Do tego to, że ty mnie nie trawisz nie oznacza, że cię nie lubię.-Puścił mi oczko i wprosił się do salonu. Tak po prostu włączył telewizor i czekał na moją reakcję.-No chodź.-Popędził mnie.
-Wiesz co? Mam cię dość, a jesteś tu ze dwie minuty. Idę do siebie, jak chcesz to tu zostań. Tylko mi nie przeszkadzaj.-Ledwo wydukałam przez zachrypnięte gardło. Poszłam na górę. Ledwo usiadłam do tv, a nagle na ekranie wyświetliła się informacja, z której wynikało, że rodzice nie zapłacili za mój dekoder.-Serio? Teraz?-Sama do siebie wyryczałam. Z wściekłością wyłączyłam odbiornik i znów pojawiłam się na dole. Wyobraźcie sobie jak szczerzył się na mój widok.
-Co jednak chcesz ze mną posiedzieć?-Dumnie zapytał. Krzywo na niego spojrzałam i opadłam na drugi koniec sofy.
-Nie podniecaj się tak. Rachunku zapomniałam z Zazą zapłacić i nie mam jak dokończyć oglądać filmu.-odpowiedziałam.
-Jasne.-parsknął pod nosem pewien swego.
-Mówię prawdę!-Zdenerwował mnie jeszcze bardziej.
-Yhym.-Ponownie ten jego ton.
-Harry!-Nie wytrzymywałam. Strasznie bolało mnie gardło, ale on tak na mnie działał, że nie umiałam się opanować.
-Oczywiście. Patrz jak ci wierzę.-No gotowało się we mnie! I ten jego durny wyraz twarzy.
-Zabiję cię!-Rzuciłam się na niego. Nie wiem jak, ale stało się tak, że wylądowałam na nim w pozycji leżącej. Nasze ciała dzieliły centymetry tylko dzięki przytrzymywaniu przez niego moich rąk.
-Jak tam księżniczko?-Po raz setny tego dnia ujrzałam jego dołeczki i pewność siebie w źrenicach.
-Puszczaj mnie!-Ocknęłam się i odsunęłam się na swoje miejsce. Wytrzymałam może jeszcze z pięć minut, kiedy po raz kolejny dopadły mnie mdłości. Nie wiecie jak bardzo się siebie wstydziłam. Mimo, że nie cierpiałam tego lokatego idioty to i tak głupio było mi wymiotować dwa pomieszczenia od niego. Na dobór złego wszedł do łazienki i postanowił mnie "wspierać". Dziwnie się czułam kiedy trzymał moje włosy i masował po plecach. Z jednej strony irytowało mnie to, z drugiej to bardzo miłe. Miałam mieszane uczucia. Kiedy skończyłam i odświeżyłam się niezręcznie było mi spojrzeć mu w oczy, ale i tak do tego doszło.-Przepraszam, źle się czuję.-Nieśmiało powiedziałam.
-Spokojnie, rozumiem. Przyniosłem ci coś, chodź.-Przepuścił mnie pierwszą w drzwiach. Stanęłam w korytarzu.-Idź weź prysznic i połóż się do łóżka zaraz ci coś przyniosę.-Nie wiem czemu, ale wtedy już mnie tak nie wkurzał. Jakoś łatwiej było znieść tego opiekuńczego Harold'a, wydawał się taki inny, może lepszy. Dzięki jego spokojnemu tonowi posłuchałam go i spełniłam prośbę. Po kąpieli ubrałam piżamę i trafiłam pod ciepłą kołdrę. Po kilku minutach zjawił się z talerzem, z którego parowało. Ułożył mi tackę na kolanach. Zobaczyłam rosół, herbatę i kilka tabletek, których wcześniej u siebie nie zauważyłam. Najpierw przeskanowałam wszystko co znajdowało się na tacy, później zerknęłam na Styles'a. Nie wiedziałam co powiedzieć...

Hejka! Wybaczcie, że tak długo mnie nie było, ale padł mi touchpad w laptopie i nie miałam dostępu do komputera. Teraz kupiłam myszkę i wróciłam :) Mam nadzieję, że rozdział nie taki zły ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
sobota, 21 marca 2015
Be my wonder 10
-Chloe wszystko mi opowiedziała.-Wyskoczyła. No i znów mi przypomniała.
-O czym?-Udałam, że nie wiem o czym mówi.
-O Niall'u i tobie i Bruce'sie.-odpowiedziała.-Nie udawaj, skarbie.-Spojrzała na mnie tym podejrzliwym spojrzeniem.
-Vic, nie chcę o tym rozmawiać.-westchnęłam głośno.
-Dobrze, rozumiem. Tylko kieruj się tym co czujesz, pamiętaj.-Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę.
-Dzięki. Co tam u ciebie?-Wiecie, jak to damskie pogaduchy. Po kilku godzinach stałam już w hall'u w budynku, gdzie pracowałam. Kiedy weszłam do biura...Zatkało mnie, wtedy już kompletnie oniemiałam...
***
Dookoła stało pełno wielkich bukietów róż. Było ich z pięćdziesiąt. Znajdowały się na każdym stoliku, półce, regale, parapecie, nawet na podłodze tworzyły rząd prowadzący do mojego miejsca pracy. Jednakże na moim stoliku roboczym mieścił się jeden wyróżniający się spośród reszty. Wszystkie kwiaty były czerwone, a w tym jednym widniały białe róże. Nie miałam pojęcia co to i po co. Podeszłam zszokowana do wyjątkowego wazonu i wyjęłam małą karteczkę ułożoną pomiędzy płatkami.
-O czym?-Udałam, że nie wiem o czym mówi.
-O Niall'u i tobie i Bruce'sie.-odpowiedziała.-Nie udawaj, skarbie.-Spojrzała na mnie tym podejrzliwym spojrzeniem.
-Vic, nie chcę o tym rozmawiać.-westchnęłam głośno.
-Dobrze, rozumiem. Tylko kieruj się tym co czujesz, pamiętaj.-Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę.
-Dzięki. Co tam u ciebie?-Wiecie, jak to damskie pogaduchy. Po kilku godzinach stałam już w hall'u w budynku, gdzie pracowałam. Kiedy weszłam do biura...Zatkało mnie, wtedy już kompletnie oniemiałam...
***
Dookoła stało pełno wielkich bukietów róż. Było ich z pięćdziesiąt. Znajdowały się na każdym stoliku, półce, regale, parapecie, nawet na podłodze tworzyły rząd prowadzący do mojego miejsca pracy. Jednakże na moim stoliku roboczym mieścił się jeden wyróżniający się spośród reszty. Wszystkie kwiaty były czerwone, a w tym jednym widniały białe róże. Nie miałam pojęcia co to i po co. Podeszłam zszokowana do wyjątkowego wazonu i wyjęłam małą karteczkę ułożoną pomiędzy płatkami.
"Dzisiaj nie będzie mnie królewno, ale mam nadzieję, że chociaż te kwiaty sprawią, że się uśmiechniesz i tym samym mój dzień nabierze większego sensu.
N xoxo. "
Zatkało mnie, kompletnie. Rzeczywiście uśmiechnęłam się. Zapomniałam o Bruce'sie i o tym co się dzieje. Mój brzuch wypełnił się milionami motyli. Czułam jak moje poliki robią się różowe, a serce szaleje. Opadłam na obrotowy fotel z radością wymalowaną na twarzy. To było takie romantyczne. Nigdy nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Mój narzeczony nigdy nie pomyślał o czymś takim. Najromantyczniejsze co uczynił dla mnie to podarowanie mi naszyjnika na pierwszą rocznicę w ekskluzywnej restauracji. Jednakże nigdy nie mogłam na niego narzekać. Czuły, troskliwy, opiekuńczy, starał się, zabiegał o mnie, pamiętał o każdej najmniejszej rocznicy. Prawie wyśniony partner. Jednak nie to samo co mój współpracownik. Nialler miał w sobie to coś. Tą charyzmę, uczucie. Potrafił rozpromienić mnie jednym prostym gestem, krył w sobie tą nutkę szaleństwa i spontaniczności. Obaj różnili się od siebie, obaj byli niesamowici. Jednego wybierało serce, drugiego rozum, ale ja chyba już wybrałam. Żałowałabym do końca życia. Tylko błagam nie myślcie, że jestem nieczułą suką, która zostawia faceta z dnia na dzień dla jego najlepszego przyjaciela. To wcale nie tak. Ja po prostu chyba nigdy nie kochałam Brucer'a. Miałam zamiar najpierw go poznać, później zastanowić się nad tym czy serducho nie płata mi figli. Nie chciałam zdradzać narzeczonego, najpierw pragnęłam poznać Horan'a, mimo iż i tak zawładnął całym moim światem. Mogłabym tak o nim myśleć bez końca i w tedy tak było, aż do pomieszczenia wkroczył...Bruce!!! Prawie spadłam z krzesła. Z wyluzowanego i rozmarzonego wyrazu twarzy zmienił się w przerażony i spięty.
-Christina?-Chyba nie dostrzegał mnie pośród wszystkich tych kwiatów. Skąd on do cholery wie gdzie pracuję?! Nie dawałam mu adresu!
-Tu jestem.-Schowałam kartkę do szuflady i wstałam.
-Hej skarbie.-Pocałował mnie w policzek przez biurko. Wydawał się bardzo szczęśliwy. Już się bałam.
-Hej.-Trochę nerwowo odrzekłam.
-Co tutaj tyle róż?-Trochę ze śmiechem zapytał.
-A wiesz, moja współpracowniczka ma dzisiaj dziesiątą rocznicę ślubu i mąż jej sprawił taką niespodziankę. Właśnie wyszła, być może się z nią minąłeś.-Kłamałam jak z nut, ale nie stanowiło to dla mnie problemu. Od dziecka uczyłam się jak dobrze udawać. Tak po prostu. Kiedy potrzebowałam byłam w stanie wymyślić taką historię, że detektyw nic by nie podejrzewał. Ale mniejsza o to.
-Wow! No to nieźle się postarał.-Szczerzył się jak nienormalny. Serio zaczęłam się obawiać.
-A co cię tutaj sprowadza?-Drżącym głosem zachichotałam. Podleciało to trochę może na level pustej idiotki, ale samo wyszło.
-Chciałem pokazać ci obrączki, właśnie odebrałem je od jubilera.-Wyjął z kieszeni małe czarne pudełko i pokazał mi dwa srebrne okręgi.
-Ładne.-Nawet dobrze się im nie przyjrzałam. Oczywiście on nie zauważył. Czasami czułam się jakby to on był kobietą w tym związku. Przejmował się wystrojem, szczegółami, wyglądem, a ja to ogólnie zlewałam. Nie zależało mi może to jest powód?
-Cieszę się, że jesteś z nich zadowolona.-Ponownie je schował.-Przyniosłem ci mini kolację, bo na lunch już chyba za późno.-Wręczył mi moje ukochane sushi, które jadłam prawie co dzień.
-Dziękuję.-Odebrałam posiłek.
-Dobra, ja lecę. Nie przeszkadzam, a i dzisiaj mam nockę, więc nie wiem kiedy się zobaczymy.-Dał mi buziaka, aż mnie zemdliło. Nie oceniajcie, proszę.-Pa pa.-Pomachał mi, a ja jemu unosząc sztucznie kąciki ust. Kiedy tylko straciłam go z pola widzenia opadłam na swoje miejsce i głośno westchnęłam.
-To nie będzie łatwe.-Stwierdziłam sama do siebie...

Hejka! Oto kolejny rozdział! Wybaczcie, że tak późno, ale byłam zajęta sprzątaniem. Wiecie Święta się zbliżają, a moja mama jest lekko przewrażliwiona na owym puncie, więc ;) Mam nadzieję, że się nie gniewacie i spodoba się wam rozdział :3 Ktoś spodziewał się takiej niespodzianki ze strony Pana Horan'a? Piszcie ;) A! No i już niedługo zacznie się naprawdę dziać :D Po prostu wstęp do akcji jest bardzo długi, samo wyszło, przepraszam :> Nie gniewajcie się <3 WITAMY WIOSNĘ! <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
piątek, 20 marca 2015
Little Sweet Angel 53
-Michell, ja...-zaczął klęcząc przede mną.
-Nie chcę z tobą rozmawiać.-Wstałam i starałam się ogarnąć.-Otwórz drzwi, chcę wejść.-Nakazałam bez emocji. Wykonał moje polecenie i wpuścił mnie pierwszą. Z wściekłością zrzuciłam z siebie kurtkę i szpilki.
-Michi, proszę...-Kroczył za mną.
-Dlaczego tak zareagowałeś? Czemu to zrobiłeś? Mogłeś tylko go ode mnie odciągnąć. Po co?-Drżącym głosem spokojnie wyrecytowałam serię pytań. Bałam się czy w ogóle mnie usłyszy.
-Bo oni cały czas cię zatrzymują! Wciąż fani, fotografowie, gale, bankiety, sesje, pokazy! Mam tego dość! Zabierają mi ciebie! Nie mam ciebie! Zmieniłaś się!!!-Nie dość, że górował nade mną jeżeli chodzi o wzrost to jeszcze nachylił się nade mną krzycząc to wszystko. Cały mój świat runął. Histeria mnie pochłonęła. Wszystko wróciło. Wybiegając z domu złapałam tylko za kurtkę...
***
Nie wołał, nie gonił, opuścił. Nie wiedziałam dokąd się wybieram. Szłam płacząc. Nie obchodziły mnie osoby, które patrzały na mnie jak na wariatkę. Zauważałam osoby, które próbowały sfotografować mnie niepostrzeżenie. Nie miałam siły się zakrywać i się z nimi użerać. Pragnęłam uciec. Nie miałam planu gdzie, ale nareszcie wpadłam na pomysł.
*Oczami Harry'ego.
Obudziłem się rano z totalnym bólem głowy. Nie miałem pojęcia skąd wziąłem się w łóżku. Nie pamiętałem prawie nic co stało się poprzedniego wieczoru. Nadal tkwiłem w ubraniach bez Michi u boku. Nie wiedziałem o co chodzi. Podniosłem się z trudem. Wyszedłem na korytarz-pusto, dół-pusto, nigdzie jej nie było. Wyjrzałem za drzwi z małą nadzieją spotkania jej w ogrodzie. Nadal nie natrafiłem na niebieskooką. Ale za to zauważyłem rozsypane rzeczy ukochanej. Podniosłem jej komórkę i torebkę. Wtedy coś mi zaświtało. Przepraszałem ją za coś. Ale za co? Wróciłem do środka. Jeszcze coś, krzyczałem na nią. Za cholerę nie przypominałem sobie za co. Wiedziałem, że uciekła i to tyle. Opadłem na sofę i schowałem twarz w dłoniach. Załamałem się. Przeczuwałem, że przesadziłem, byłem tego pewien. Zbierało mi się na płacz. Nagle pojawili się Calum oraz Luke.
-Hej. Harry co się wczoraj z wami stało po tej bójce jak wróciliście?-zapytał zmartwiony ciemnooki. Podniosłem na nich wzrok. Myślałem, że mnie uszy mylą.
-Jakiej bójce?-Przerażenie płonęło w moich zielonkach.
-Nie pamiętasz?-Pokiwałem głową na nie. Rozpacz mnie powoli ogarniała. Jaka znowu bójka? Michell się z kimś pobiła?-myślałem.-Stary, jeden facet trochę narzucał się Mich. Nie mogła się od niego odpędzić, a ty zamiast subtelnie jej pomóc rzuciłeś się na tego mężczyznę jak dziki. Okładałeś go pięściami jak opętany. Przy okazji, kiedy młoda próbowała cię odciągnąć uderzyłeś ją. Później odjechała, a ty za nią. Kiedy przyjechaliśmy leżałeś już w sypialni a jej nie było.-wyrecytował brat Chelly. Nie wytrzymałem zacząłem płakać. Łzy leciały z moich oczu jak deszcz z nieba. Nie rozumiałem co mną władało. Na prawdę nie pamiętałem z tego nic. To wszystko alkohol, to on spowodował tą siekę w moim mózgu. To on mnie opętał.
-Gościu, nie rycz tylko podzwoń gdzie może być.-poradził Cal.
-Masz rację.-Starałem się uspokoić. Po licznych telefonach nie otrzymałem żadnej wiadomości. Nikt nie widział mojej słodkiej blondyneczki. Tak bardzo żałowałem. Traciłem siły. Zdawałem sobie także sprawę z tego, że w pracy jej nie znajdę. Miała wolne. Zaraz, zaraz. Zaćmienie nieco minęło. Wpadłem na coś. Szybko się odświeżyłem i wsiadłem do samochodu. Jechać, ale gdzie? Nie znałem adresu, numeru. Znałem tylko jej imię. Zmuszony byłem jednak podjechać pod budynek, gdzie Miśka miała wszystkie przymiarki, sesje i inne. Wparowałem tam i natychmiast rzuciłem się na recepcjonistkę.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?-Starsza kobieta lustrowała mnie od góry do dołu ze zmartwieniem w głosie.
-Ja do asystentki Michell Robinson-Cindy. Gdzie mogę ją znaleźć?-Starałem się jak najspokojniej w tym szale.
-Jej nazwisko?-Zaglądając do jakichś kart rzuciła.
-Nie znam. Proszę niech mi pani pomoże. Na pewno wie pani o kogo mi chodzi.-Wręcz błagałem.
-A mogę wiedzieć kim pan jest?-Serio, myślałem, że wyjdę z siebie.
-Styles, partner życiowy Michell Robinson.-odrzekłem. No krew mnie zalewała.
-Dobrze, niech panu będzie. Ale robię to tylko dlatego, że widzę, że coś się dzieje. Panna Cracer aktualnie przebywa na siódmym piętrze w dziale krawieckim. Jak się panu uda złapie pan ją na przerwie. To przepustka.-Podała mi świstek nawet na mnie nie patrząc.
-Dziękuję bardzo.-Natychmiast później odbiegłem. Szybko wsiadłem do windy i wcisnąłem guzik z właściwą cyfrą. Nareszcie maszyna zatrzymała się na moim przystanku. Zaczepiałem wiele osób w poszukiwaniu właściwej.-Wie może pani gdzie znajdę Cindy Cracer?-zapytałem niskiej brunetki o czekoladowej skórze.
-Czego ty tu szukasz Harry?-Złapała mnie za rękę i zaciągnęła w kąt. W jej głosie wyczuwałem złość, a nawet wściekłość.
-To ty?-Trochę oszołomiło mnie jej zachowanie, więc wiecie.
-Tak idioto, to ja.-warknęła.
-Ej, ej, my się chyba nie znamy, więc nie życzę sobie...
-A ja nie życzę sobie, żebyś znęcał się nad Michi, jasne?!-Oczy mi wyszły na wierzch...
Hejoł! Oto kolejny rozdział? Zaskoczeni? Jak myślicie, co będzie dalej? Jak potoczą się losy ich jako pary? I czy w ogóle będę jeszcze parą? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Nie chcę z tobą rozmawiać.-Wstałam i starałam się ogarnąć.-Otwórz drzwi, chcę wejść.-Nakazałam bez emocji. Wykonał moje polecenie i wpuścił mnie pierwszą. Z wściekłością zrzuciłam z siebie kurtkę i szpilki.
-Michi, proszę...-Kroczył za mną.
-Dlaczego tak zareagowałeś? Czemu to zrobiłeś? Mogłeś tylko go ode mnie odciągnąć. Po co?-Drżącym głosem spokojnie wyrecytowałam serię pytań. Bałam się czy w ogóle mnie usłyszy.
-Bo oni cały czas cię zatrzymują! Wciąż fani, fotografowie, gale, bankiety, sesje, pokazy! Mam tego dość! Zabierają mi ciebie! Nie mam ciebie! Zmieniłaś się!!!-Nie dość, że górował nade mną jeżeli chodzi o wzrost to jeszcze nachylił się nade mną krzycząc to wszystko. Cały mój świat runął. Histeria mnie pochłonęła. Wszystko wróciło. Wybiegając z domu złapałam tylko za kurtkę...
***
Nie wołał, nie gonił, opuścił. Nie wiedziałam dokąd się wybieram. Szłam płacząc. Nie obchodziły mnie osoby, które patrzały na mnie jak na wariatkę. Zauważałam osoby, które próbowały sfotografować mnie niepostrzeżenie. Nie miałam siły się zakrywać i się z nimi użerać. Pragnęłam uciec. Nie miałam planu gdzie, ale nareszcie wpadłam na pomysł.
*Oczami Harry'ego.
Obudziłem się rano z totalnym bólem głowy. Nie miałem pojęcia skąd wziąłem się w łóżku. Nie pamiętałem prawie nic co stało się poprzedniego wieczoru. Nadal tkwiłem w ubraniach bez Michi u boku. Nie wiedziałem o co chodzi. Podniosłem się z trudem. Wyszedłem na korytarz-pusto, dół-pusto, nigdzie jej nie było. Wyjrzałem za drzwi z małą nadzieją spotkania jej w ogrodzie. Nadal nie natrafiłem na niebieskooką. Ale za to zauważyłem rozsypane rzeczy ukochanej. Podniosłem jej komórkę i torebkę. Wtedy coś mi zaświtało. Przepraszałem ją za coś. Ale za co? Wróciłem do środka. Jeszcze coś, krzyczałem na nią. Za cholerę nie przypominałem sobie za co. Wiedziałem, że uciekła i to tyle. Opadłem na sofę i schowałem twarz w dłoniach. Załamałem się. Przeczuwałem, że przesadziłem, byłem tego pewien. Zbierało mi się na płacz. Nagle pojawili się Calum oraz Luke.
-Hej. Harry co się wczoraj z wami stało po tej bójce jak wróciliście?-zapytał zmartwiony ciemnooki. Podniosłem na nich wzrok. Myślałem, że mnie uszy mylą.
-Jakiej bójce?-Przerażenie płonęło w moich zielonkach.
-Nie pamiętasz?-Pokiwałem głową na nie. Rozpacz mnie powoli ogarniała. Jaka znowu bójka? Michell się z kimś pobiła?-myślałem.-Stary, jeden facet trochę narzucał się Mich. Nie mogła się od niego odpędzić, a ty zamiast subtelnie jej pomóc rzuciłeś się na tego mężczyznę jak dziki. Okładałeś go pięściami jak opętany. Przy okazji, kiedy młoda próbowała cię odciągnąć uderzyłeś ją. Później odjechała, a ty za nią. Kiedy przyjechaliśmy leżałeś już w sypialni a jej nie było.-wyrecytował brat Chelly. Nie wytrzymałem zacząłem płakać. Łzy leciały z moich oczu jak deszcz z nieba. Nie rozumiałem co mną władało. Na prawdę nie pamiętałem z tego nic. To wszystko alkohol, to on spowodował tą siekę w moim mózgu. To on mnie opętał.
-Gościu, nie rycz tylko podzwoń gdzie może być.-poradził Cal.
-Masz rację.-Starałem się uspokoić. Po licznych telefonach nie otrzymałem żadnej wiadomości. Nikt nie widział mojej słodkiej blondyneczki. Tak bardzo żałowałem. Traciłem siły. Zdawałem sobie także sprawę z tego, że w pracy jej nie znajdę. Miała wolne. Zaraz, zaraz. Zaćmienie nieco minęło. Wpadłem na coś. Szybko się odświeżyłem i wsiadłem do samochodu. Jechać, ale gdzie? Nie znałem adresu, numeru. Znałem tylko jej imię. Zmuszony byłem jednak podjechać pod budynek, gdzie Miśka miała wszystkie przymiarki, sesje i inne. Wparowałem tam i natychmiast rzuciłem się na recepcjonistkę.
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc?-Starsza kobieta lustrowała mnie od góry do dołu ze zmartwieniem w głosie.
-Ja do asystentki Michell Robinson-Cindy. Gdzie mogę ją znaleźć?-Starałem się jak najspokojniej w tym szale.
-Jej nazwisko?-Zaglądając do jakichś kart rzuciła.
-Nie znam. Proszę niech mi pani pomoże. Na pewno wie pani o kogo mi chodzi.-Wręcz błagałem.
-A mogę wiedzieć kim pan jest?-Serio, myślałem, że wyjdę z siebie.
-Styles, partner życiowy Michell Robinson.-odrzekłem. No krew mnie zalewała.
-Dobrze, niech panu będzie. Ale robię to tylko dlatego, że widzę, że coś się dzieje. Panna Cracer aktualnie przebywa na siódmym piętrze w dziale krawieckim. Jak się panu uda złapie pan ją na przerwie. To przepustka.-Podała mi świstek nawet na mnie nie patrząc.
-Dziękuję bardzo.-Natychmiast później odbiegłem. Szybko wsiadłem do windy i wcisnąłem guzik z właściwą cyfrą. Nareszcie maszyna zatrzymała się na moim przystanku. Zaczepiałem wiele osób w poszukiwaniu właściwej.-Wie może pani gdzie znajdę Cindy Cracer?-zapytałem niskiej brunetki o czekoladowej skórze.
-Czego ty tu szukasz Harry?-Złapała mnie za rękę i zaciągnęła w kąt. W jej głosie wyczuwałem złość, a nawet wściekłość.
-To ty?-Trochę oszołomiło mnie jej zachowanie, więc wiecie.
-Tak idioto, to ja.-warknęła.
-Ej, ej, my się chyba nie znamy, więc nie życzę sobie...
-A ja nie życzę sobie, żebyś znęcał się nad Michi, jasne?!-Oczy mi wyszły na wierzch...
Hejoł! Oto kolejny rozdział? Zaskoczeni? Jak myślicie, co będzie dalej? Jak potoczą się losy ich jako pary? I czy w ogóle będę jeszcze parą? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Hatin' Syndrome 5
-Proszę.-Z trudem zaprosiłam.
-Vivi. Chciałem upewnić się czy na pewno mam tam...?-Ujrzałam Zaz'ę.
-Zayn, tak, masz tam jechać bez dyskusji.-Przerwałam mu zanim zdążył jeszcze wejść. Chociaż nie byłam pewna kazałam mu i nie miałam zamiaru się poddawać.
-Dobrze, ale załatwiłem ci jeszcze małą opiekę i...
-Dobra, dobra. Nie było trzeba, bla bla bla. Oboje wiemy, że ja się będę bronić, ale i tak się nie ugniesz i tyle z tej rozmowy, a ja chcę obejrzeć do końca.-Zaśmialiśmy się.
-Pewna jesteś, że...?
-Tak.-Nie przestawałam wchodzić mu w słowo.
-Okej.-Lekko pogardliwym rechotem odpowiedział i wycofał się. Trochę to nietypowe. Ok kiedy mój brat się tak zachowuje? Co go tak cieszyło?...
***
Wzruszyłam tylko ramionami i dokończyłam seans. Później zasnęłam. Obudziłam się dopiero kolejnego dnia. Czułam się jeszcze gorzej. Postanowiłam wziąć kąpiel. Zayn'a i tak już nie było, więc chatę miałam wolną, czyli mogłam przesiadywać w wannie tak długo jak chcę. No zbyt to ja się nie pocieszyłam, bo w pewnej chwili, po jakichś dziesięciu minutach odpoczynku, zebrało mi się na...Wymioty. Jeszcze nigdy wcześniej nie spędziłam tyle godzin nad muszlą klozetową. Wydawało mi się, że straciłam z pięć kilogramów. Na szczęście udało mi się skończyć przed powrotem brata. Związałam włosy jeszcze wyżej, tak na wszelki wypadek, dokładnie umyłam zęby i twarz. Ubrałam się i poszłam wypić herbatę. Kaszlałam, kichałam, karat mnie męczył, głowa pękała. Nie miałam apetytu ani chęci do życia. Jednoznacznie stwierdziłam, iż jestem chora.
Właśnie kończyłam gorący napój kiedy do domu wkroczyli chłopcy. Tak przy okazji poinformuję was, że Louis przesiadywał u nas więcej niż u siebie, ale szczegół. Ukazali mi się.
-Hej, mała.-Jednocześnie mnie przywitali.
-Cześć. Coście tacy szczęśliwi?-Lekko się uśmiechnęłam.
-Dostaliśmy bilety i załatwiliśmy wszystko.-Dumnie odpowiedział Zen.
-To super.-Upiłam jeszcze łyk.
-Misia, czy ty się dobrze czujesz?-Lou się do mnie zbliżył.
-Tak, wszystko okej.-Skłamałam.
-Na pewno?-Uniósł brwi podejrzliwie dotykając mojego czoła.-Masz gorączkę.-Dodał.
-Nic mi nie jest, trochę boli mnie głowa, ale jest dobrze.-Zapewniałam tym samym oszukując samą siebie. Nie cierpię okazywać słabości, a dla mnie choroba jest jednym z jej objawów.
-...-Mój brat otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale na to wszedł Harry i ciemnooki nie zdążył nic wydusić.
-Hej wam.-Przywitał nas z uśmiechem. No i w tamtej chwili znów mnie zemdliło. Musiało to wyglądać przekomicznie kiedy na jego widok zrobiłam się zielona i pędem ruszyłam do łazienki. Nie chodziło o niego,po prostu mój organizm wybrał taki a nie inny moment, aż tak nie nienawidziłam lokatego, chociaż może...W każdym razie, to nie było specjalnie. Na moich plecach delikatne wzory malowała czyjaś ręka. Kiedy skończyłam osoba pomogła mi wstać. Podeszłam do umywalki i wypłukałam usta.
-Vivien, na sto procent dobrze się czujesz?-zapytał Zaza.
-Tak.-chrząknęłam kaszląc.-Musiałam zjeść coś nieświeżego.-Rzuciłam z nadzieją, że mi uwierzy.
-Może zadzwonić po lekarza?-zaproponował.
-Nie trzeba. Wezmę jakieś leki i położę się u siebie.-Minęłam go. Przed drzwiami stali Louis i Harold. Chyba czekali na mnie. Obu spiorunowałam wzrokiem i ruszyłam dalej. Pokierowałam się do kuchni i otworzyłam jedną z górnych szafek. No i znów. Nie mogłam dosięgnąć. Odwróciłam się, aby złapać za krzesło. Cholera jasna! Kiedy stałam na podwyższeniu zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. No i oczywiście nie mógł złapać mnie nikt inny jak Pan Styles! Yhh...
-Wiesz, co może zaniosę cię do pokoju choruszku co?-Te jego irytujące dołeczki pojawiły się kiedy to mówił. Szczęście od Boga, że nie było przy tym Mulata i Lou, na sto procent wtedy nie pojechaliby.
-Postaw mnie, dam radę sama.-Jak najspokojniej odrzekłam. Spełnił moją prośbę.-Od kiedy ty taki posłuszny?-Podał mi koszyczek z tabletkami, po który nie udało mi się sięgnąć.
-Od kiedy ty taka spokojna?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Odkąd jestem chora.-mruknęłam pod nosem.-Nie ciesz się za bardzo, niedługo mi przejdzie i wrócę do gry.-Rzuciłam opuszczając pomieszczenie z potrzebnym wyposażeniem.
*Kolejny dzień 17.00
-To kiedy wracacie?-zapytałam przy żegnaniu chłopaków.
-W niedzielę wieczorem .-Pocałował mnie w policzek. Widziałam jak Louis pakuje ostatnie walizki do auta swojego kuzyna Drake'a.
-A gdzie Harry?-Skrzywiłam się nie widząc go w samochodzie.
-On nie jedzie. Kocham cię pa.-Przytulił mnie i zwinnie opuścił mnie.
-Co?!-Krzyknęłam wściekła.
-Do zobaczenia.-Pomachał mi i wsiadł. Myślałam, że go zabiję tylko kiedy wróci. Chyba już wiem co to za opieka...

Hejka! Oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba :D Obiecuję, że już niedługo się rozkręci :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Vivi. Chciałem upewnić się czy na pewno mam tam...?-Ujrzałam Zaz'ę.
-Zayn, tak, masz tam jechać bez dyskusji.-Przerwałam mu zanim zdążył jeszcze wejść. Chociaż nie byłam pewna kazałam mu i nie miałam zamiaru się poddawać.
-Dobrze, ale załatwiłem ci jeszcze małą opiekę i...
-Dobra, dobra. Nie było trzeba, bla bla bla. Oboje wiemy, że ja się będę bronić, ale i tak się nie ugniesz i tyle z tej rozmowy, a ja chcę obejrzeć do końca.-Zaśmialiśmy się.
-Pewna jesteś, że...?
-Tak.-Nie przestawałam wchodzić mu w słowo.
-Okej.-Lekko pogardliwym rechotem odpowiedział i wycofał się. Trochę to nietypowe. Ok kiedy mój brat się tak zachowuje? Co go tak cieszyło?...
***
Wzruszyłam tylko ramionami i dokończyłam seans. Później zasnęłam. Obudziłam się dopiero kolejnego dnia. Czułam się jeszcze gorzej. Postanowiłam wziąć kąpiel. Zayn'a i tak już nie było, więc chatę miałam wolną, czyli mogłam przesiadywać w wannie tak długo jak chcę. No zbyt to ja się nie pocieszyłam, bo w pewnej chwili, po jakichś dziesięciu minutach odpoczynku, zebrało mi się na...Wymioty. Jeszcze nigdy wcześniej nie spędziłam tyle godzin nad muszlą klozetową. Wydawało mi się, że straciłam z pięć kilogramów. Na szczęście udało mi się skończyć przed powrotem brata. Związałam włosy jeszcze wyżej, tak na wszelki wypadek, dokładnie umyłam zęby i twarz. Ubrałam się i poszłam wypić herbatę. Kaszlałam, kichałam, karat mnie męczył, głowa pękała. Nie miałam apetytu ani chęci do życia. Jednoznacznie stwierdziłam, iż jestem chora.
Właśnie kończyłam gorący napój kiedy do domu wkroczyli chłopcy. Tak przy okazji poinformuję was, że Louis przesiadywał u nas więcej niż u siebie, ale szczegół. Ukazali mi się.
-Hej, mała.-Jednocześnie mnie przywitali.
-Cześć. Coście tacy szczęśliwi?-Lekko się uśmiechnęłam.
-Dostaliśmy bilety i załatwiliśmy wszystko.-Dumnie odpowiedział Zen.
-To super.-Upiłam jeszcze łyk.
-Misia, czy ty się dobrze czujesz?-Lou się do mnie zbliżył.
-Tak, wszystko okej.-Skłamałam.
-Na pewno?-Uniósł brwi podejrzliwie dotykając mojego czoła.-Masz gorączkę.-Dodał.
-Nic mi nie jest, trochę boli mnie głowa, ale jest dobrze.-Zapewniałam tym samym oszukując samą siebie. Nie cierpię okazywać słabości, a dla mnie choroba jest jednym z jej objawów.
-...-Mój brat otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale na to wszedł Harry i ciemnooki nie zdążył nic wydusić.
-Hej wam.-Przywitał nas z uśmiechem. No i w tamtej chwili znów mnie zemdliło. Musiało to wyglądać przekomicznie kiedy na jego widok zrobiłam się zielona i pędem ruszyłam do łazienki. Nie chodziło o niego,po prostu mój organizm wybrał taki a nie inny moment, aż tak nie nienawidziłam lokatego, chociaż może...W każdym razie, to nie było specjalnie. Na moich plecach delikatne wzory malowała czyjaś ręka. Kiedy skończyłam osoba pomogła mi wstać. Podeszłam do umywalki i wypłukałam usta.
-Vivien, na sto procent dobrze się czujesz?-zapytał Zaza.
-Tak.-chrząknęłam kaszląc.-Musiałam zjeść coś nieświeżego.-Rzuciłam z nadzieją, że mi uwierzy.
-Może zadzwonić po lekarza?-zaproponował.
-Nie trzeba. Wezmę jakieś leki i położę się u siebie.-Minęłam go. Przed drzwiami stali Louis i Harold. Chyba czekali na mnie. Obu spiorunowałam wzrokiem i ruszyłam dalej. Pokierowałam się do kuchni i otworzyłam jedną z górnych szafek. No i znów. Nie mogłam dosięgnąć. Odwróciłam się, aby złapać za krzesło. Cholera jasna! Kiedy stałam na podwyższeniu zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. No i oczywiście nie mógł złapać mnie nikt inny jak Pan Styles! Yhh...
-Wiesz, co może zaniosę cię do pokoju choruszku co?-Te jego irytujące dołeczki pojawiły się kiedy to mówił. Szczęście od Boga, że nie było przy tym Mulata i Lou, na sto procent wtedy nie pojechaliby.
-Postaw mnie, dam radę sama.-Jak najspokojniej odrzekłam. Spełnił moją prośbę.-Od kiedy ty taki posłuszny?-Podał mi koszyczek z tabletkami, po który nie udało mi się sięgnąć.
-Od kiedy ty taka spokojna?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Odkąd jestem chora.-mruknęłam pod nosem.-Nie ciesz się za bardzo, niedługo mi przejdzie i wrócę do gry.-Rzuciłam opuszczając pomieszczenie z potrzebnym wyposażeniem.
*Kolejny dzień 17.00
-To kiedy wracacie?-zapytałam przy żegnaniu chłopaków.
-W niedzielę wieczorem .-Pocałował mnie w policzek. Widziałam jak Louis pakuje ostatnie walizki do auta swojego kuzyna Drake'a.
-A gdzie Harry?-Skrzywiłam się nie widząc go w samochodzie.
-On nie jedzie. Kocham cię pa.-Przytulił mnie i zwinnie opuścił mnie.
-Co?!-Krzyknęłam wściekła.
-Do zobaczenia.-Pomachał mi i wsiadł. Myślałam, że go zabiję tylko kiedy wróci. Chyba już wiem co to za opieka...

Hejka! Oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba :D Obiecuję, że już niedługo się rozkręci :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
czwartek, 19 marca 2015
Imagin Harry zamówienie
-Przepraszam, mój chłopak miał wypadek. Gdzie mogę go znaleźć?-Spanikowana zaczepiłam jedną z wielu pielęgniarek.
-Imię, nazwisko?-Zachowywała taki spokój. Nie mogłam uwierzyć, że mój kochany Hazz leży teraz poturbowany w niestabilnym stanie. Nie umiałam sobie tego wyobrazić. Łzy leciały mi po policzkach jak szalone. Cała się trzęsłam, ledwo trzymałam się na nogach. Nie mam pojęcia jak dotarłam do szpitala bez żadnych problemów. Gdy tylko zadzwonił do mnie Liam i poinformował o zajściu natychmiast wystrzeliłam z pracy, nie zwracając uwagi na późną porę i to ile klientów znajduje się w restauracji. Nie obchodziło mnie nic innego.
-Harold Styles.-odpowiedziałam drżącym głosem.
-A tak. Proszę za mną.-nakazała. Wydawało mi się, że zachichotała pod nosem, ale uznałam to za jeden z omamów histerii. Droga dłużyła się jak nigdy. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Czułam się dosłownie jak w filmie. Słyszałam swój oddech, mocny puls. Każda z moich łez pozostawiała na mojej twarzy jakby bliznę, czułam jak każda wbija się w moją skórę i ryje na niej trwałe ślady. Im więcej kroków stawiałam tym korytarz dłużył się bardziej. Nic dookoła nie istniało. Do moich uszu nie docierało nic z otoczenia. Byłam tylko ja i myśli. Kiedy tylko nasuwał mi się obraz Harold'a podłączonego do aparatury z krwią na ciele, serce mi pękało. Nie umiem wyrazić jak wiele emocji mną targało. Sekundy przeobrażały się w minuty, a one w godziny. Traciłam kontakt ze światem. W ogóle nie byłam świadoma tego, że kobieta prowadzi mnie już naprawdę bardzo długo. Zachowywałam się jak nieprzytomna. Nie patrzałam na jakie piętro mnie kieruje, jakimi schodami podąża. Zwyczajnie mknęłam za nią z nadzieją zobaczenia ukochanego całego. Otworzyła przede mną ciemne metalowe drzwi. Wtem się ocknęłam. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech.-Proszę.-wymamrotała. Wyszłam. To co ujrzałam...Stałam na dachu. Droga usłana płatkami róż i świecami prowadziła do pięknie nakrytego stolika. Cała powierzchnia szczytu świeciła od płomieni. Cudowna panorama miasta rozciągała się w tle. Otarłam twarz. Mogłam zlustrować wszystko dokładniej. Ruszyłam do przodu. Nie mogłam już wrócić, wrota się zatrzasnęły, co wywnioskowałam po dźwięku. Do tego piosenka moja i Harry'ego rozbrzmiewała dając jeszcze romantyczniejszy efekt. Brakowało tylko jednego-Styles'a. Uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wzruszyłam się widząc nasze pierwsze wspólne zdjęcie leżące na obrusie. Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś tak wyjątkowego. Kompletnie już zapomniałam o tym całym strachu sprzed chwili i rozpaczy. Wtem liczyło się tylko co to tam. Nagle moje oczy przysłoniły dłonie. Znałam ten zniewalający zapach, woń jego perfum doprowadzała mnie do przyjemnego szaleństwa. Prowadził mnie. Moje nogi dotknęły krańca powierzchni. Ręce chłopaka ześlizgnęły się z moich ślepi i oplotły moją talię. Ułożył swoją głowę na moim ramieniu, a ja poczułam się tak jak wcześniej nei miałam okazji. Latałam, dosłownie latałam.
-Harry, po co to całe zamieszanie?-wyszeptałam wpatrując się w krajobraz. Nie dotarła do mnie odpowiedź. Czułam tylko jak opuszcza mnie. Odsuwa się. Odwróciłam się powoli. Nie znalazłam go wzrokiem na zwykłym poziomie. Klęczał przede mną z czerwonym pudełeczkiem w dłoni. Jego zielonki lśniły piękniej niż zwykle. Kompletnie nie zwracałam uwagi na pierścionek, nie interesował mnie. Obchodziła mnie rozpromieniona twarzyczka bruneta. Samoistnie się uśmiechałam.
-Wyjdziesz za mnie?-zapytał. Zrobił to tak nieśmiało, zupełnie tak jak po raz pierwszy zapraszał mnie na randkę. Tak jakbyśmy się nie znali.
-Tak.-odrzekłam cichutko tak, aby tylko on mógł to usłyszeć. Zastygłam w jego ramionach z nadzieją, że ta chwila będzie trwała wiecznie, Z NIM NA ZAWSZE...


A tu jeszcze coś takiego śmiesznego, żebyś się ładnie uśmiechnęła <3
Hejka! Oto zamówienie dla Ewci <3 Nie wiem skarbie czy to o to chodziło, ale się starałam :) Mam nadzieję, że nie zawiodę :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Imię, nazwisko?-Zachowywała taki spokój. Nie mogłam uwierzyć, że mój kochany Hazz leży teraz poturbowany w niestabilnym stanie. Nie umiałam sobie tego wyobrazić. Łzy leciały mi po policzkach jak szalone. Cała się trzęsłam, ledwo trzymałam się na nogach. Nie mam pojęcia jak dotarłam do szpitala bez żadnych problemów. Gdy tylko zadzwonił do mnie Liam i poinformował o zajściu natychmiast wystrzeliłam z pracy, nie zwracając uwagi na późną porę i to ile klientów znajduje się w restauracji. Nie obchodziło mnie nic innego.
-Harold Styles.-odpowiedziałam drżącym głosem.
-A tak. Proszę za mną.-nakazała. Wydawało mi się, że zachichotała pod nosem, ale uznałam to za jeden z omamów histerii. Droga dłużyła się jak nigdy. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Czułam się dosłownie jak w filmie. Słyszałam swój oddech, mocny puls. Każda z moich łez pozostawiała na mojej twarzy jakby bliznę, czułam jak każda wbija się w moją skórę i ryje na niej trwałe ślady. Im więcej kroków stawiałam tym korytarz dłużył się bardziej. Nic dookoła nie istniało. Do moich uszu nie docierało nic z otoczenia. Byłam tylko ja i myśli. Kiedy tylko nasuwał mi się obraz Harold'a podłączonego do aparatury z krwią na ciele, serce mi pękało. Nie umiem wyrazić jak wiele emocji mną targało. Sekundy przeobrażały się w minuty, a one w godziny. Traciłam kontakt ze światem. W ogóle nie byłam świadoma tego, że kobieta prowadzi mnie już naprawdę bardzo długo. Zachowywałam się jak nieprzytomna. Nie patrzałam na jakie piętro mnie kieruje, jakimi schodami podąża. Zwyczajnie mknęłam za nią z nadzieją zobaczenia ukochanego całego. Otworzyła przede mną ciemne metalowe drzwi. Wtem się ocknęłam. Na jej twarzy gościł szeroki uśmiech.-Proszę.-wymamrotała. Wyszłam. To co ujrzałam...Stałam na dachu. Droga usłana płatkami róż i świecami prowadziła do pięknie nakrytego stolika. Cała powierzchnia szczytu świeciła od płomieni. Cudowna panorama miasta rozciągała się w tle. Otarłam twarz. Mogłam zlustrować wszystko dokładniej. Ruszyłam do przodu. Nie mogłam już wrócić, wrota się zatrzasnęły, co wywnioskowałam po dźwięku. Do tego piosenka moja i Harry'ego rozbrzmiewała dając jeszcze romantyczniejszy efekt. Brakowało tylko jednego-Styles'a. Uśmiech zagościł na mojej twarzy. Wzruszyłam się widząc nasze pierwsze wspólne zdjęcie leżące na obrusie. Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś tak wyjątkowego. Kompletnie już zapomniałam o tym całym strachu sprzed chwili i rozpaczy. Wtem liczyło się tylko co to tam. Nagle moje oczy przysłoniły dłonie. Znałam ten zniewalający zapach, woń jego perfum doprowadzała mnie do przyjemnego szaleństwa. Prowadził mnie. Moje nogi dotknęły krańca powierzchni. Ręce chłopaka ześlizgnęły się z moich ślepi i oplotły moją talię. Ułożył swoją głowę na moim ramieniu, a ja poczułam się tak jak wcześniej nei miałam okazji. Latałam, dosłownie latałam.
-Harry, po co to całe zamieszanie?-wyszeptałam wpatrując się w krajobraz. Nie dotarła do mnie odpowiedź. Czułam tylko jak opuszcza mnie. Odsuwa się. Odwróciłam się powoli. Nie znalazłam go wzrokiem na zwykłym poziomie. Klęczał przede mną z czerwonym pudełeczkiem w dłoni. Jego zielonki lśniły piękniej niż zwykle. Kompletnie nie zwracałam uwagi na pierścionek, nie interesował mnie. Obchodziła mnie rozpromieniona twarzyczka bruneta. Samoistnie się uśmiechałam.
-Wyjdziesz za mnie?-zapytał. Zrobił to tak nieśmiało, zupełnie tak jak po raz pierwszy zapraszał mnie na randkę. Tak jakbyśmy się nie znali.
-Tak.-odrzekłam cichutko tak, aby tylko on mógł to usłyszeć. Zastygłam w jego ramionach z nadzieją, że ta chwila będzie trwała wiecznie, Z NIM NA ZAWSZE...


A tu jeszcze coś takiego śmiesznego, żebyś się ładnie uśmiechnęła <3
Hejka! Oto zamówienie dla Ewci <3 Nie wiem skarbie czy to o to chodziło, ale się starałam :) Mam nadzieję, że nie zawiodę :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Be my wonder 9
-Cześć. Wejdź.-zaprosiłam go. Pewnie wkroczył do mieszkania. Starałam się trzymać fason uprzejmym wyrazem twarzy.
-Gdzie Bruce?-odezwał się.
-Jeszcze czegoś szuka. Bruce!-Zajrzałam za ścianę odwracając wzrok od gościa.
-Pięć minut!-odkrzyknął. Chciałam coś powiedzieć do blondyna i znów odwróciłam się do niego przodem. Nie zdążyłam. Przycisnął mnie seksownie do ściany i zbliżył usta do ucha.
-Jeszcze tylko kilka dni, księżniczko-wyszeptał. Kupował mnie, zdobywał każdym słowem. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Sprawdzał mnie. A ja głupia nie opierałam się niczemu co ze mną robił. Dawałam mu tym samym znak jak bardzo pragniemy tego samego. W tamtej chwili nie liczyło się nic prócz niego...
***
Jednakże oświeciło mnie. Odepchnęłam Nialler'a od siebie i wrogo na niego spojrzałam. Odeszłam ze spuszczoną z zażenowania głową, akurat wpadłam na Bruce'a.
-To ja lecę kochanie.-Pocałował mnie. Doskonale wiedziałam, że Horan patrzy. Nie wiem co miałam na celu pogłębiając pocałunek na pokaz. Po co? Przecież tak bardzo go pragnęłam, a narzeczonym wręcz się brzydziłam. Nie miałam pojęcia co wyprawiam.
-Pa.-Minęłam go nawet nie patrząc mu w oczy. Zatrzasnęłam drzwi sypialni i oparłam się o ich wewnętrzną część. Zjechałam na ziemię i dałam łzom upust. Schowałam twarz w dłoniach i płakałam. Nie miałam już sił. Nie umiałam poradzić sobie z tym wszystkim. Nie wiecie jak bardzo pragnęłam skończyć ze sobą. Chciałam uciec od rzeczywistości, zapomnieć. Nie mogłam. Nie miałam możliwości w jednej chwili odejść i zostawić za sobą wszystko. I nie chodziło o pracę, to czego się dorobiłam lub zaręczyny i ślub. Zatrzymywało mnie...Moje serce. Wiedziałam, że mogę już więcej go nie zobaczyć, nie ujrzeć tego cudownego uśmiechu, usłyszeć zabawnego rechotu i nie poczuć tego prądu przy naszym dotyku. To właśnie osoba, którą znałam tak krótko trzymała mnie przy życiu. Ta osoba, która zrujnowała schemat mojego życia i wprowadziła mnie w taką sytuację. Nienawidziłam go i kochałam jednocześnie. Niby zburzył wszystko do czego doszłam z Bruce'm, ale tym samym obudził we mnie uczucie jakiego wcześniej nie doświadczyłam. Kiedy już trochę się uspokoiłam złapałam wyszłam z pokoju. Nie miałam nic konkretnego do roboty, więc włączyłam telewizor i zaczęłam jeść sushi. Powiem tak, żebym nie wyszła na...A z resztą, po prostu utopiłam smutki w czystej, jasne?!
Głowa mi pękała kiedy tylko się obudziłam. A obudziłam się na sofie. Pierwsze co zobaczyłam to pusta butelka po wódce. Tak właśnie, nawet nie wzięłam szklanek. To znaczyło, że jest bardzo źle, gdyż ogólnie nie piłam. Okazyjnie, tylko i wyłącznie. Ogólnie, więc była ze mną tragedia. Szczęście od Boga, że miałam na 16.00. Dziękować jeszcze, że tylko na sześć godzin, bo osiem bym nie wytrzymała. Wręcz nieprzytomna weszłam pod prysznic. Wykonałam inne rutynowe czynności poranne i ubrałam się. Mokre włosy pozostawiłam rozpuszczone. Zajęłam się za sprzątanie. Wyrzuciłam śmieci, umyłam stół i blaty, pościeliłam łóżko, ogarnęłam całe mieszkanie. Akurat skończyłam kiedy rozbrzmiał dzwonek. Otworzyłam.
-Hej mała.-Moja kochana Vicki mnie przytuliła.
-Cześć.-Uśmiechnęłam się szczerze.
-Akurat byłam w centrum i pomyślałam, że wpadnę na sekundę. Nie przeszkadzam?-Weszła do środka i usiadła przy blacie na wysokim obrotowym krześle.
-Nie, no co ty.-Wyjęłam dwie szklanki i nalałam do nich naszego ulubionego koktajlu awokado, który zawsze miałam w lodówce.
-Dzięki.-Odebrała naczynie z napojem.-Chloe wszystko mi opowiedziała.-Wyskoczyła. No i znów mi przypomniała.
-O czym?-Udałam, że nie wiem o czym mówi.
-O Niall'u i tobie i Bruce'sie.-odpowiedziała.-Nie udawaj, skarbie.-Spojrzała na mnie tym podejrzliwym spojrzeniem.
-Vic, nie chcę o tym rozmawiać.-westchnęłam głośno.
-Dobrze, rozumiem. Tylko kieruj się tym co czujesz, pamiętaj.-Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę.
-Dzięki. Co tam u ciebie?-Wiecie, jak to damskie pogaduchy. Po kilku godzinach stałam już w hall'u w budynku, gdzie pracowałam. Kiedy weszłam do biura...Zatkało mnie, wtedy już kompletnie oniemiałam...

Hejka! Oto kolejny rozdział, który mam nadzieję się spodoba chociaż nudy :P Jak myślicie, co to będzie? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
Jednakże oświeciło mnie. Odepchnęłam Nialler'a od siebie i wrogo na niego spojrzałam. Odeszłam ze spuszczoną z zażenowania głową, akurat wpadłam na Bruce'a.
-To ja lecę kochanie.-Pocałował mnie. Doskonale wiedziałam, że Horan patrzy. Nie wiem co miałam na celu pogłębiając pocałunek na pokaz. Po co? Przecież tak bardzo go pragnęłam, a narzeczonym wręcz się brzydziłam. Nie miałam pojęcia co wyprawiam.
-Pa.-Minęłam go nawet nie patrząc mu w oczy. Zatrzasnęłam drzwi sypialni i oparłam się o ich wewnętrzną część. Zjechałam na ziemię i dałam łzom upust. Schowałam twarz w dłoniach i płakałam. Nie miałam już sił. Nie umiałam poradzić sobie z tym wszystkim. Nie wiecie jak bardzo pragnęłam skończyć ze sobą. Chciałam uciec od rzeczywistości, zapomnieć. Nie mogłam. Nie miałam możliwości w jednej chwili odejść i zostawić za sobą wszystko. I nie chodziło o pracę, to czego się dorobiłam lub zaręczyny i ślub. Zatrzymywało mnie...Moje serce. Wiedziałam, że mogę już więcej go nie zobaczyć, nie ujrzeć tego cudownego uśmiechu, usłyszeć zabawnego rechotu i nie poczuć tego prądu przy naszym dotyku. To właśnie osoba, którą znałam tak krótko trzymała mnie przy życiu. Ta osoba, która zrujnowała schemat mojego życia i wprowadziła mnie w taką sytuację. Nienawidziłam go i kochałam jednocześnie. Niby zburzył wszystko do czego doszłam z Bruce'm, ale tym samym obudził we mnie uczucie jakiego wcześniej nie doświadczyłam. Kiedy już trochę się uspokoiłam złapałam wyszłam z pokoju. Nie miałam nic konkretnego do roboty, więc włączyłam telewizor i zaczęłam jeść sushi. Powiem tak, żebym nie wyszła na...A z resztą, po prostu utopiłam smutki w czystej, jasne?!
Głowa mi pękała kiedy tylko się obudziłam. A obudziłam się na sofie. Pierwsze co zobaczyłam to pusta butelka po wódce. Tak właśnie, nawet nie wzięłam szklanek. To znaczyło, że jest bardzo źle, gdyż ogólnie nie piłam. Okazyjnie, tylko i wyłącznie. Ogólnie, więc była ze mną tragedia. Szczęście od Boga, że miałam na 16.00. Dziękować jeszcze, że tylko na sześć godzin, bo osiem bym nie wytrzymała. Wręcz nieprzytomna weszłam pod prysznic. Wykonałam inne rutynowe czynności poranne i ubrałam się. Mokre włosy pozostawiłam rozpuszczone. Zajęłam się za sprzątanie. Wyrzuciłam śmieci, umyłam stół i blaty, pościeliłam łóżko, ogarnęłam całe mieszkanie. Akurat skończyłam kiedy rozbrzmiał dzwonek. Otworzyłam.
-Hej mała.-Moja kochana Vicki mnie przytuliła.
-Cześć.-Uśmiechnęłam się szczerze.
-Akurat byłam w centrum i pomyślałam, że wpadnę na sekundę. Nie przeszkadzam?-Weszła do środka i usiadła przy blacie na wysokim obrotowym krześle.
-Nie, no co ty.-Wyjęłam dwie szklanki i nalałam do nich naszego ulubionego koktajlu awokado, który zawsze miałam w lodówce.
-Dzięki.-Odebrała naczynie z napojem.-Chloe wszystko mi opowiedziała.-Wyskoczyła. No i znów mi przypomniała.
-O czym?-Udałam, że nie wiem o czym mówi.
-O Niall'u i tobie i Bruce'sie.-odpowiedziała.-Nie udawaj, skarbie.-Spojrzała na mnie tym podejrzliwym spojrzeniem.
-Vic, nie chcę o tym rozmawiać.-westchnęłam głośno.
-Dobrze, rozumiem. Tylko kieruj się tym co czujesz, pamiętaj.-Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę.
-Dzięki. Co tam u ciebie?-Wiecie, jak to damskie pogaduchy. Po kilku godzinach stałam już w hall'u w budynku, gdzie pracowałam. Kiedy weszłam do biura...Zatkało mnie, wtedy już kompletnie oniemiałam...

Hejka! Oto kolejny rozdział, który mam nadzieję się spodoba chociaż nudy :P Jak myślicie, co to będzie? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Mini dla Meli
-Hej skarbie, już jestem!-krzyknęłam z przedpokoju.-Witaj, królewno.-Podszedł do mnie i namiętnie wpił się w moje usta. Podniósł mnie. Oplotłam nogi wokół jego torsu, a ręce zawiesiłam na karku. Dłonie chłopaka spoczęły na mojej wąskiej tali. Powoli wychodził ze mną z pomieszczenia. Wiedziałam, że próbuje skierować nas do sypialni. Dlatego umiejętnie łapię się blatu kuchennego, kiedy próbuje minąć kuchnię. Siadam na nim nie przestając całować Zayn'a.
-Nie dzisiaj.-Zaśmiałam się odsuwając kochasia od swojego ciała.
-Co mam zrobić, abyś się zgodziła?-Nadal muskał moją szyję.
-No nie wiem.-Postanowiłam go pozwodzić.-Misia...-mruknął mi do ucha. Jego głos nanosił na moją skórę ciarki, przewodził ciepłe dreszcze przez całą mnie, wprowadzał w taki stan, którego nie umiem scharakteryzować słowami. Zakochiwałam się w nim każdego dnia na inny, nowy sposób. Co dzień budziłam się w jego ramionach jako najszczęśliwsza dziewczyna na świecie. Trafiłam na tego jedynego i byłam tego pewna.
-No dobrze.-Nie potrafiłam mu odmówić. Powiedzmy, że to tak zmajstrowaliśmy młodego ;).

Hejka! To takie mini gifo podobne imagino coś ;D Nie wiedziałam co zrobić dla mojej Kochanej Meli w ramach nagrody za ten mały kokursik. Imagin był za pierwsze miejsce, a gif to za mało na drugie, więc postanowiłam zrobić takie coś :) Mam nadzieję, że się spodoba :3 DLA CIEBIE MELA! <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Śmieszne 1D











Hejka! Wspominam, iż to nie mojego autorstwa obrazki. Wybaczcie, że wszystkie są po angielsku, ale chyba wszystko co w naszym języku zostało już przez was obejrzane, tak mi się wydaje. Kiedy przeglądam polskie strony wciąż widzę to samo, a kiedy zagraniczne zawsze jest coś świeżego. Wydaje mi się, że wszystkie testy są łatwe i nie trzeba ich tłumaczyć, jednakże jeżeli ktoś ma z tym problem niech pisze, będę tłumaczyć w następnych postach. Dzisiaj nie komentowałam żadnego z powyższych obrazków, bo chyba nie trzeba, a to może tylko rozpraszać. Ojoj, ale się rozpisałam. Dobrze, nie zanudzam. Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
środa, 18 marca 2015
Mała nagródka dla Ewci
-Ewa, możesz podać mi pudełko do pakowania?-zapytała mnie moja współpracowniczka.
-Oczywiście, proszę.-Spełniłam jej prośbę.
-Dziękuję.-Ściszyła nieco ton zajmując się czynnością. To może w tym czasie opowiem wam co nie co o swoim życiu. Pochodzę z Polski, aktualnie mieszkam w Holmes Chapel w Anglii. Po skończeniu szkoły postanowiłam się rozwijać. O wyborze miejsca przeprowadzki zadecydowały pewne fakty. Po pierwsze uwielbiam piec, to w stu procentach moja pasja, marzyłam, aby osiągnąć sukces w tym fachu. Po drugie jestem wielką fanką boysband'u-One Direction (przy okazji prowadziłam o nich CUDOWNEGO blog'a ;) ), a to właśnie w tym miasteczku wychował się jeden z jego członków. Ale, czekajcie, czekajcie, to nie koniec. On także zaczynał w piekarni i to tej samej co ja teraz. Przybywając do Wielkiej Brytanii miałam nadzieję upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Poznać moich idoli i zajmować się tym co daje mi szczęście. Zamieszkałam w małym mieszkanku niedaleko miejsca pracy. Miło zaskoczyło mnie otoczenie, ludzie i sposób w jaki żyją. Na prawdę mi się spodobało. Cieszyła mnie moja decyzja.
Blondynka właśnie skończyła pakowanie. Podała zamówienie klientowi i zamknęła w kasie należną za nią sumę.-Do widzenia!-pożegnała mężczyznę.-No to chyba mój czas.-Spojrzała na zegar wiszący naprzeciw nas.
-Tak, jasne. To za ile wpadnie Pani Barbara?-zapytałam. Swoją drogą kobieta przemiła, przekochana i prze, no po prostu prze.
-Wiesz co za jakieś dziesięć minut powinna być. Mówiła coś o jakiś gościach, więc bądź gotowa na wszystko.-Zaśmiała się ubierając płaszcz i owijając szal wokół szyi.
-Jestem.-Odebrałam od niej buziaka w policzek.-Pa.-Pomachałam jej.
-Pa pa. Do jutra.-I wyszła z szerokim uśmiechem. Sprzedałam jeszcze kilka słodkich cudeniek. Wtem do "lokalu" wparowała moja szefowa.
-Dzień dobry, złotko.-Przywitała mnie ciepłym uśmiechem. Za nią podążała, jak się domyśliłam po barwach bluz i czapek i ogólnie po ubiorze, para sporo wyższych od niej i ode mnie mężczyzn. Mieli spuszczone głowy, na których spoczywały mocno zaciągnięte kaptury. Właściwie wyglądali jakby się chowali przed czymś lub kimś.
-Witam.-Odpowiedziałam jej równie zadowolona. Nie specjalnie przejmowałam się obecnością tych dwóch. Bardziej zajmowałam się tuleniem niskiej kobietki.
-Wiem, że może to nie do końca całość twojego marzenia, ale postanowiłam spełnić je chociaż po części.-Patrząc mi w oczy i szczerząc się wyszeptała. Nie miałam pojęcia o co jej może chodzić. Wtem przypomniałam sobie o tych "gościach". Zwróciłam na nich wzrok. Byli już bez okryć na głowie. Ich twarze emanujące radością stały się dla mnie widoczne. Te dwie pary pięknych oczy skupiały się na mnie. Zamarłam. Moje serce zaczęło walić jak szalone. Nie byłam w stanie się ruszyć. Zastygłam z uśmieszkiem na twarzy i przerażeniem w oczach. Kiedy to sobie wyobrażałam wyglądało to inaczej. Miałam zachować spokój, jak dorosła, przedstawić się, ładnie zachować. Zwyczajnie miałam zamiar potraktować ich jak zwykłych chłopaków, którymi z resztą byli. Jednakże sama podświadomość mnie zaklęła. Dopiero po kilkunastu sekundach zerknęłam znów na Barbarę.
-Ale, ale...-Zaczęłam się cicho jąkać jak jakaś nienormalna. Puściła mi cwanie oczko.
-O nie! Zapomniałam notesu z domu! Wrócę niedługo!-Rozumiecie, że ta pozornie niewinna starsza kobietka wszystko ustawiła?! Zostawiła mnie samą z dwoma członkami najsławniejszego zespołu na kuli ziemskiej!!! Co robić? Co robić?-Krzyczałam w swoich myślach.
-Cześć.-Podeszłam nieco bliżej lady. Udało wydukać mi się chociaż tyle.
-Hej, Ewciu.-odezwał się HAROLD STYLES! On zna moje imię!-I znów te moje durne myśli.
-Wiesz jak mam na imię?-Drżącym głosem wydusiłam.
-Pani Barbara opowiada o tobie bez przerwy.-Przyznam, że te dołeczki w rzeczywistości wyglądają jeszcze radośniej.
-Naprawdę?-Uniosłam brwi. Przecież prosiłam ją, żeby nie mówiła o mnie nikomu!
-Tak. Harry jestem.-Wszedł za ladę i zamiast tak po ludzku podać mi rękę przytulił mnie. Rozpłynęłam się. Tak wiele razy śniłam o tej chwili. Marzyłam, aby kiedyś to się wydarzyło i to się działo! Byłam w kompletnym szoku, ale nie miałam zamiaru dawać tego po sobie poznać.-Już, spokojnie. Nie denerwuj się tak nic ci nie zrobimy.-Zaśmiał mi się cicho do ucha. Jego głos ukoił nieco mój stres. Rozluźniłam się. Kiedy mnie puścił to ten, który zajmował wszystkie moje myśli odkąd go zobaczyłam, zbliżył się do mnie i powtórzył gest loczka. Sam LOUIS TOMLINSON! Kochałam go całym sercem. Od zawsze stanowił dla mnie coś za na wzór mentora, idola.
-Lou jestem.-przestawił się nie puszczając mnie.
-Nawet nie wiecie jak to miło mi jest was poznać.-Nareszcie zdobyłam się na odwagę, aby powiedzieć coś głośniej.
-A jak nam.-Nie mogłam przestać oglądać niebieściutkich źrenic Tommo. Ich głębi nie wyrazi żadna kamera czy aparat, to trzeba zobaczyć osobiście.-Chcesz może później wyskoczyć ze mną na spacer?-zaproponował Tommo.
-Oczywiście, ale kończę dopiero za dwie godziny, a to już będzie 20.00 i...-Zanim jeszcze skończyłam ściągnął ze mnie fartuch i rzucił go zielonookiemu.
-Hazz się tym zajmie, w końcu kiedyś tu pracował co nie?-Puścił mi oczko. Zaniemówiłam. Zwinnie chwycił moją kurtkę i narzucił ją na mnie. Zanim się obejrzałam trzymał mnie za rękę i prowadził powolnym spacerkiem ulicą. To było niewiarygodne. Moje marzenia się spełniły! W sumie to nawet o tym nie śniłam. Pragnęłam ich poznać, ale o takim czymś nie miałam nawet śmiałości pomyśleć, że przydarzy mi się coś takiego, a jednak! Louis był dokładnie taki jakiego go sobie wyobrażałam. Miły, zabawny, spontaniczny i wesoły. Nie długo się przy nim stresowałam. Już po kilku chwilach poczułam się swobodnie. I wiecie co? Przez tą małą niepozorną kobietkę, odnalazłam to czego zawsze chciałam: wyśnioną pracę oraz miłość. Dlatego spełniajcie marzenia, nawet jeżeli wydają się głupie, niestworzone, niemożliwe, bo także i one bywają niepozorne ;)
Hejka! Oto taka mała nagroda dla zwyciężczyni mojego mini konkursu z wczoraj-Ewci <3 Skarbie, przepraszam, jeżeli ci się nie spodoba. Na prawdę starałam się :) Mam nadzieję, że nie zawiodę :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Oczywiście, proszę.-Spełniłam jej prośbę.
-Dziękuję.-Ściszyła nieco ton zajmując się czynnością. To może w tym czasie opowiem wam co nie co o swoim życiu. Pochodzę z Polski, aktualnie mieszkam w Holmes Chapel w Anglii. Po skończeniu szkoły postanowiłam się rozwijać. O wyborze miejsca przeprowadzki zadecydowały pewne fakty. Po pierwsze uwielbiam piec, to w stu procentach moja pasja, marzyłam, aby osiągnąć sukces w tym fachu. Po drugie jestem wielką fanką boysband'u-One Direction (przy okazji prowadziłam o nich CUDOWNEGO blog'a ;) ), a to właśnie w tym miasteczku wychował się jeden z jego członków. Ale, czekajcie, czekajcie, to nie koniec. On także zaczynał w piekarni i to tej samej co ja teraz. Przybywając do Wielkiej Brytanii miałam nadzieję upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Poznać moich idoli i zajmować się tym co daje mi szczęście. Zamieszkałam w małym mieszkanku niedaleko miejsca pracy. Miło zaskoczyło mnie otoczenie, ludzie i sposób w jaki żyją. Na prawdę mi się spodobało. Cieszyła mnie moja decyzja.
Blondynka właśnie skończyła pakowanie. Podała zamówienie klientowi i zamknęła w kasie należną za nią sumę.-Do widzenia!-pożegnała mężczyznę.-No to chyba mój czas.-Spojrzała na zegar wiszący naprzeciw nas.
-Tak, jasne. To za ile wpadnie Pani Barbara?-zapytałam. Swoją drogą kobieta przemiła, przekochana i prze, no po prostu prze.
-Wiesz co za jakieś dziesięć minut powinna być. Mówiła coś o jakiś gościach, więc bądź gotowa na wszystko.-Zaśmiała się ubierając płaszcz i owijając szal wokół szyi.
-Jestem.-Odebrałam od niej buziaka w policzek.-Pa.-Pomachałam jej.
-Pa pa. Do jutra.-I wyszła z szerokim uśmiechem. Sprzedałam jeszcze kilka słodkich cudeniek. Wtem do "lokalu" wparowała moja szefowa.
-Dzień dobry, złotko.-Przywitała mnie ciepłym uśmiechem. Za nią podążała, jak się domyśliłam po barwach bluz i czapek i ogólnie po ubiorze, para sporo wyższych od niej i ode mnie mężczyzn. Mieli spuszczone głowy, na których spoczywały mocno zaciągnięte kaptury. Właściwie wyglądali jakby się chowali przed czymś lub kimś.
-Witam.-Odpowiedziałam jej równie zadowolona. Nie specjalnie przejmowałam się obecnością tych dwóch. Bardziej zajmowałam się tuleniem niskiej kobietki.
-Wiem, że może to nie do końca całość twojego marzenia, ale postanowiłam spełnić je chociaż po części.-Patrząc mi w oczy i szczerząc się wyszeptała. Nie miałam pojęcia o co jej może chodzić. Wtem przypomniałam sobie o tych "gościach". Zwróciłam na nich wzrok. Byli już bez okryć na głowie. Ich twarze emanujące radością stały się dla mnie widoczne. Te dwie pary pięknych oczy skupiały się na mnie. Zamarłam. Moje serce zaczęło walić jak szalone. Nie byłam w stanie się ruszyć. Zastygłam z uśmieszkiem na twarzy i przerażeniem w oczach. Kiedy to sobie wyobrażałam wyglądało to inaczej. Miałam zachować spokój, jak dorosła, przedstawić się, ładnie zachować. Zwyczajnie miałam zamiar potraktować ich jak zwykłych chłopaków, którymi z resztą byli. Jednakże sama podświadomość mnie zaklęła. Dopiero po kilkunastu sekundach zerknęłam znów na Barbarę.
-Ale, ale...-Zaczęłam się cicho jąkać jak jakaś nienormalna. Puściła mi cwanie oczko.
-O nie! Zapomniałam notesu z domu! Wrócę niedługo!-Rozumiecie, że ta pozornie niewinna starsza kobietka wszystko ustawiła?! Zostawiła mnie samą z dwoma członkami najsławniejszego zespołu na kuli ziemskiej!!! Co robić? Co robić?-Krzyczałam w swoich myślach.
-Cześć.-Podeszłam nieco bliżej lady. Udało wydukać mi się chociaż tyle.
-Hej, Ewciu.-odezwał się HAROLD STYLES! On zna moje imię!-I znów te moje durne myśli.
-Wiesz jak mam na imię?-Drżącym głosem wydusiłam.
-Pani Barbara opowiada o tobie bez przerwy.-Przyznam, że te dołeczki w rzeczywistości wyglądają jeszcze radośniej.
-Naprawdę?-Uniosłam brwi. Przecież prosiłam ją, żeby nie mówiła o mnie nikomu!
-Tak. Harry jestem.-Wszedł za ladę i zamiast tak po ludzku podać mi rękę przytulił mnie. Rozpłynęłam się. Tak wiele razy śniłam o tej chwili. Marzyłam, aby kiedyś to się wydarzyło i to się działo! Byłam w kompletnym szoku, ale nie miałam zamiaru dawać tego po sobie poznać.-Już, spokojnie. Nie denerwuj się tak nic ci nie zrobimy.-Zaśmiał mi się cicho do ucha. Jego głos ukoił nieco mój stres. Rozluźniłam się. Kiedy mnie puścił to ten, który zajmował wszystkie moje myśli odkąd go zobaczyłam, zbliżył się do mnie i powtórzył gest loczka. Sam LOUIS TOMLINSON! Kochałam go całym sercem. Od zawsze stanowił dla mnie coś za na wzór mentora, idola.
-Lou jestem.-przestawił się nie puszczając mnie.
-Nawet nie wiecie jak to miło mi jest was poznać.-Nareszcie zdobyłam się na odwagę, aby powiedzieć coś głośniej.
-A jak nam.-Nie mogłam przestać oglądać niebieściutkich źrenic Tommo. Ich głębi nie wyrazi żadna kamera czy aparat, to trzeba zobaczyć osobiście.-Chcesz może później wyskoczyć ze mną na spacer?-zaproponował Tommo.
-Oczywiście, ale kończę dopiero za dwie godziny, a to już będzie 20.00 i...-Zanim jeszcze skończyłam ściągnął ze mnie fartuch i rzucił go zielonookiemu.
-Hazz się tym zajmie, w końcu kiedyś tu pracował co nie?-Puścił mi oczko. Zaniemówiłam. Zwinnie chwycił moją kurtkę i narzucił ją na mnie. Zanim się obejrzałam trzymał mnie za rękę i prowadził powolnym spacerkiem ulicą. To było niewiarygodne. Moje marzenia się spełniły! W sumie to nawet o tym nie śniłam. Pragnęłam ich poznać, ale o takim czymś nie miałam nawet śmiałości pomyśleć, że przydarzy mi się coś takiego, a jednak! Louis był dokładnie taki jakiego go sobie wyobrażałam. Miły, zabawny, spontaniczny i wesoły. Nie długo się przy nim stresowałam. Już po kilku chwilach poczułam się swobodnie. I wiecie co? Przez tą małą niepozorną kobietkę, odnalazłam to czego zawsze chciałam: wyśnioną pracę oraz miłość. Dlatego spełniajcie marzenia, nawet jeżeli wydają się głupie, niestworzone, niemożliwe, bo także i one bywają niepozorne ;)
Hejka! Oto taka mała nagroda dla zwyciężczyni mojego mini konkursu z wczoraj-Ewci <3 Skarbie, przepraszam, jeżeli ci się nie spodoba. Na prawdę starałam się :) Mam nadzieję, że nie zawiodę :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Little Sweet Angel 52
-Witajcie.-Przytuliła się do mnie, następnie do Harry'ego. Wtem przyszedł czas na gości. Z Hood'em jeszcze jakoś poszło...Zastygli gapiąc się na siebie z niebieskookim.-Przepraszam.-Nareszcie wydusiła.
-Spoko.-CO?! JA P******* K**** M**! Co za parka idiotów! Ja się tak przejmowałam i w ogóle, a tu takie zwykłe: "-Przepraszam. -Spoko"!!! Z jednej strony to dobrze, z drugiej tylko mi nerwów napsuli. Kopara mi opadła, ale nie tak jak Luke'owi na widok Horan'a całującego Tatiana'ę. Wtedy zaczęłam znów się bać. Wiecie on nigdy nie był typem wyluzowanego brata w tych sprawach...
***
Spojrzał na mnie pytająco. Wtem odwróciłam wzrok. Odruchowo schowałam się za Harry'm. Nie koniecznie uśmiechało mi się stanie pomiędzy nimi w tej sytuacji. Cal też subtelnie się wycofał. Reszta widząc to dołączyła. Kiedy skończyli się całować oboje z uśmiechami zerknęli na Luke'a.
-A, no to ten. Jestem z Niall'em.-Jak idiotka Tati oznajmiła.
-Nie zauważyłem.-parsknął lekkim śmiechem. Znów wprowadzili mnie w szok. To nie było moje rodzeństwo! Przecież oni o miskę płatków śniadaniowych potrafili się pokłócić!
-Nie jesteś zły?-Na szczęście siostra mnie wyprzedziła, bo jeszcze przypadkiem bym się wcięła.
-Po pierwsze widzę, że jesteś szczęśliwa, więc nie. Po drugie jesteście obie już dorosłe, ufam wam i muszę się z tym pogodzić. Po trzecie Niall jest mniej męski niż ty, więc to ty możesz skrzywdzić go bardziej niż on ciebie.-Zażartował.
-Ej!-warknął Horan.
-Wy się...?-Tatiana rozglądała się po twarzach blondynów.
-Tak, długa historia. Nie ważne.-Machnął ręką Lukie.
-Oookej.-Przeciągnęła Tats.
-Dobra! Koniec sztywniactwa! Bawimy się!-Jak zwykle wyskoczył Louis. I bardzo dobrze. Atmosfera natychmiast się poprawiła. Zabawa się rozkręciła. Hmm...Zabawa, raczej butelki szybko się rozkręcały. Zanim wyszliśmy do klubu prawie wszyscy byli wstawieni. Ja po trzech drinkach jeszcze jakoś dawałam radę. Nie była piana. Oczywiście przed lokalem kiedy wysiadaliśmy z aut, chmary paparazzi czekających na mnie cykała nam fotki. Nie wiem skąd wiedzieli, że tam będę. Udało nam przepchnąć się przez tłumy i wkroczyć do środka. Zamówiliśmy drinki, napiliśmy się i ruszyliśmy na parkiet. Jakoś tak wyszło, że po kilku piosenkach z ukochanym porwali mnie wielbiciele. Rozdawałam autografy na klatach, koszulkach, serwetkach, czasami w dzienniczkach. Okazało się, że mniej czasu spędziłam z nimi niż z bliskimi. Ale po pewnym czasie się opamiętałam i chciałam wrócić do nich. Pozostał tylko jeden mężczyzna, pijany jak beka. Narzucał się mi. Odpychałam go, ale nic z tego. Na szczęście Styles zainterweniował, tylko tyle, że zbyt dotkliwie. Naparzał go jak dziki.
-Harry! Harry! Przestań!-Odciągałam go. Muzyka dawno już się zatrzymała. Wszyscy patrzeli tylko na nich. Odciągałam zielonookiego od tamtego faceta. On wpadł w jakby trans.-Słyszysz?-Wtem jego ręka trafiła w mój policzek z nieprawdopodobną siłą. I czas się zatrzymał. Upadłam na ziemię i spojrzałam na lokatego. Wreszcie pojawili się Lou, Liam, Zayn i reszta naszych znajomych. Ale już byli niepotrzebni. Hazz siedząc okrakiem na pobitym człowieku zawiesił na mnie wzrok. Podniosłam się. Zaczęłam uciekać. Wyszłam z klubu i wsiadłam do samochodu, który nas przywiózł. Ryczałam jak dziecko.
-Dziękuję.-Rzuciłam wysiadając. Pod drzwiami nie mogłam znaleźć w torebce kluczy. Dłonie mi się trzęsły. Wypadła mi z rąk i cała jej zawartość. Usiadłam na ścieżce i już kompletnie się załamałam. Nie chodziło o ból, to się nie liczyło. To, że tak zareagował mnie przeraziło. Poczułam rękę na ramieniu. Podniosłam głowę.
-Michell, ja...-zaczął klęcząc przede mną.
-Nie chcę z tobą rozmawiać.-Wstałam i starałam się ogarnąć.-Otwórz drzwi, chcę wejść.-Nakazałam bez emocji. Wykonał moje polecenie i wpuścił mnie pierwszą. Z wściekłością zrzuciłam z siebie kurtkę i szpilki.
-Michi, proszę...-Kroczył za mną.
-Dlaczego tak zareagowałeś? Czemu to zrobiłeś? Mogłeś tylko go ode mnie odciągnąć. Po co?-Drżącym głosem spokojnie wyrecytowałam serię pytań. Bałam się czy w ogóle mnie usłyszy.
-Bo oni cały czas cię zatrzymują! Wciąż fani, fotografowie, gale, bankiety, sesje, pokazy! Mam tego dość! Zabierają mi ciebie! Nie mam ciebie! Zmieniłaś się!!!-Nie dość, że górował nade mną jeżeli chodzi o wzrost to jeszcze nachylił się nade mną krzycząc to wszystko. Cały mój świat runął. Histeria mnie pochłonęła. Wszystko wróciło. Wybiegając z domu złapałam tylko za kurtkę...
Hejka! Zaskoczeni? Jak myślicie, co będzie dalej? Czy pogodzą się? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :) Jak mówiłam- sielanka nigdy nie trwa wiecznie :/
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Spoko.-CO?! JA P******* K**** M**! Co za parka idiotów! Ja się tak przejmowałam i w ogóle, a tu takie zwykłe: "-Przepraszam. -Spoko"!!! Z jednej strony to dobrze, z drugiej tylko mi nerwów napsuli. Kopara mi opadła, ale nie tak jak Luke'owi na widok Horan'a całującego Tatiana'ę. Wtedy zaczęłam znów się bać. Wiecie on nigdy nie był typem wyluzowanego brata w tych sprawach...
***
Spojrzał na mnie pytająco. Wtem odwróciłam wzrok. Odruchowo schowałam się za Harry'm. Nie koniecznie uśmiechało mi się stanie pomiędzy nimi w tej sytuacji. Cal też subtelnie się wycofał. Reszta widząc to dołączyła. Kiedy skończyli się całować oboje z uśmiechami zerknęli na Luke'a.
-A, no to ten. Jestem z Niall'em.-Jak idiotka Tati oznajmiła.
-Nie zauważyłem.-parsknął lekkim śmiechem. Znów wprowadzili mnie w szok. To nie było moje rodzeństwo! Przecież oni o miskę płatków śniadaniowych potrafili się pokłócić!
-Nie jesteś zły?-Na szczęście siostra mnie wyprzedziła, bo jeszcze przypadkiem bym się wcięła.
-Po pierwsze widzę, że jesteś szczęśliwa, więc nie. Po drugie jesteście obie już dorosłe, ufam wam i muszę się z tym pogodzić. Po trzecie Niall jest mniej męski niż ty, więc to ty możesz skrzywdzić go bardziej niż on ciebie.-Zażartował.
-Ej!-warknął Horan.
-Wy się...?-Tatiana rozglądała się po twarzach blondynów.
-Tak, długa historia. Nie ważne.-Machnął ręką Lukie.
-Oookej.-Przeciągnęła Tats.
-Dobra! Koniec sztywniactwa! Bawimy się!-Jak zwykle wyskoczył Louis. I bardzo dobrze. Atmosfera natychmiast się poprawiła. Zabawa się rozkręciła. Hmm...Zabawa, raczej butelki szybko się rozkręcały. Zanim wyszliśmy do klubu prawie wszyscy byli wstawieni. Ja po trzech drinkach jeszcze jakoś dawałam radę. Nie była piana. Oczywiście przed lokalem kiedy wysiadaliśmy z aut, chmary paparazzi czekających na mnie cykała nam fotki. Nie wiem skąd wiedzieli, że tam będę. Udało nam przepchnąć się przez tłumy i wkroczyć do środka. Zamówiliśmy drinki, napiliśmy się i ruszyliśmy na parkiet. Jakoś tak wyszło, że po kilku piosenkach z ukochanym porwali mnie wielbiciele. Rozdawałam autografy na klatach, koszulkach, serwetkach, czasami w dzienniczkach. Okazało się, że mniej czasu spędziłam z nimi niż z bliskimi. Ale po pewnym czasie się opamiętałam i chciałam wrócić do nich. Pozostał tylko jeden mężczyzna, pijany jak beka. Narzucał się mi. Odpychałam go, ale nic z tego. Na szczęście Styles zainterweniował, tylko tyle, że zbyt dotkliwie. Naparzał go jak dziki.
-Harry! Harry! Przestań!-Odciągałam go. Muzyka dawno już się zatrzymała. Wszyscy patrzeli tylko na nich. Odciągałam zielonookiego od tamtego faceta. On wpadł w jakby trans.-Słyszysz?-Wtem jego ręka trafiła w mój policzek z nieprawdopodobną siłą. I czas się zatrzymał. Upadłam na ziemię i spojrzałam na lokatego. Wreszcie pojawili się Lou, Liam, Zayn i reszta naszych znajomych. Ale już byli niepotrzebni. Hazz siedząc okrakiem na pobitym człowieku zawiesił na mnie wzrok. Podniosłam się. Zaczęłam uciekać. Wyszłam z klubu i wsiadłam do samochodu, który nas przywiózł. Ryczałam jak dziecko.
-Dziękuję.-Rzuciłam wysiadając. Pod drzwiami nie mogłam znaleźć w torebce kluczy. Dłonie mi się trzęsły. Wypadła mi z rąk i cała jej zawartość. Usiadłam na ścieżce i już kompletnie się załamałam. Nie chodziło o ból, to się nie liczyło. To, że tak zareagował mnie przeraziło. Poczułam rękę na ramieniu. Podniosłam głowę.
-Michell, ja...-zaczął klęcząc przede mną.
-Nie chcę z tobą rozmawiać.-Wstałam i starałam się ogarnąć.-Otwórz drzwi, chcę wejść.-Nakazałam bez emocji. Wykonał moje polecenie i wpuścił mnie pierwszą. Z wściekłością zrzuciłam z siebie kurtkę i szpilki.
-Michi, proszę...-Kroczył za mną.
-Dlaczego tak zareagowałeś? Czemu to zrobiłeś? Mogłeś tylko go ode mnie odciągnąć. Po co?-Drżącym głosem spokojnie wyrecytowałam serię pytań. Bałam się czy w ogóle mnie usłyszy.
-Bo oni cały czas cię zatrzymują! Wciąż fani, fotografowie, gale, bankiety, sesje, pokazy! Mam tego dość! Zabierają mi ciebie! Nie mam ciebie! Zmieniłaś się!!!-Nie dość, że górował nade mną jeżeli chodzi o wzrost to jeszcze nachylił się nade mną krzycząc to wszystko. Cały mój świat runął. Histeria mnie pochłonęła. Wszystko wróciło. Wybiegając z domu złapałam tylko za kurtkę...
Hejka! Zaskoczeni? Jak myślicie, co będzie dalej? Czy pogodzą się? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :) Jak mówiłam- sielanka nigdy nie trwa wiecznie :/
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Informacja!
Hejka!
W moim opisie znajduje się adres na stronę ask.fm :D Niestety wcześniej zgubiłam hasło, ale już się znalazło :) Serdecznie zapraszam do pytania, jestem aktywna ;) Jeżeli chcecie możecie pytać o nowe rozdziały, losy bohaterów lub o to co was ciekawi, śmiało :) Zapraszam serdecznie :DD
Link-->http://ask.fm/littlesweetangel1
Zapraszam! :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
W moim opisie znajduje się adres na stronę ask.fm :D Niestety wcześniej zgubiłam hasło, ale już się znalazło :) Serdecznie zapraszam do pytania, jestem aktywna ;) Jeżeli chcecie możecie pytać o nowe rozdziały, losy bohaterów lub o to co was ciekawi, śmiało :) Zapraszam serdecznie :DD
Link-->http://ask.fm/littlesweetangel1
Zapraszam! :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
wtorek, 17 marca 2015
Imagin
To była mój debiut. Po raz pierwszy występowałam w roli prezenterki i dziennikarki na czerwonym dywanie. Władał mną mały stres, ale czułam się na siłach. Wyszykowana przez chmarę makijażystów, stylistów i fryzjerów mogłam stanąć przed kamerą. Po pierwszej przeprowadzonej rozmowie z Ritą Ora wiedziałam, że pójdzie łatwo. Szybko i sprawnie szło mi moje zadanie.Zaliczyłam Rihannę, Eminem'a, Arianę Grande, Justina i Bibera i Timberlake'a, One Direction, 5SOS, R5 oraz wiele wiele innych. Naprawdę zadowalała mnie moja praca. Nagle, kiedy myślałam, że wszystko już skończone, że mogę zając się już tylko oglądaniem rozdania nagród, kiedy wszyscy prócz mnie znajdowali się w środku, zaczepił mnie pewien mężczyzna. Znałam jego uśmiech, jego oczy.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Chciałem cię o coś zapytać, mogę?-Wywołał uśmiech na mojej twarz, tak po prostu.
-Jasne. O co chodzi?-Poświęciłam mu całą uwagę.
-Dasz się porwać?-Rozbawił mnie.
-Teraz?-Nie kryłam zadowolenia.
-Ucieknijmy.-Puścił mi oczko.-Co ty na to?-Wystawił do mnie dłoń. Zerknęłam, później na niego. Ujęłam ją.
-To zostawiasz zespół tak po prostu?-Bawiło mnie to.
-Trochę tak. Ale to nie pierwszy raz.-Już oddaliliśmy się znaczenie od tamtego miejsca.
-Wiele dziewczyn tak porywasz?-Zwolniliśmy.
-Nie, jesteś pierwsza.-Nie spuszczał ze mnie wzroku.
-Gdzie my właściwie idziemy?-Polubiłam go.
-Pozwól, że to ja będę się o to martwił. Po za tym co to by było za porwanie kiedy bym ci to zdradził, co?-Uroczo się zachowywał. Zauroczył mnie.
-Nie wierzę, że ktoś pojmał mnie z moją zgodą.-Chichotaliśmy jak para idiotów.
-Jak wolisz.-Zatrzymał nas. Niespodziewanie przełożył sobie mnie przez ramię.
-Nie o to mi chodziło, ale te buty są niewygodne, więc.-Machnęłam ręką.-Nie jestem za ciężka?-Rechotałam, gdy mnie tak niósł ten chudzielec.
-Właściwie to nie, nosiłem Harry'ego i resztę, więc już wolę ciebie.-odpowiedział.
-Dzięki. Zapewne każda dziewczyna marzy, aby usłyszeć, że jest lżejsza od członków najsławniejszego boysband'u na świecie.-parsknęłam.
-Nie o to mi chodziło.-Postawił mnie na nogi. Spojrzałam mu w oczy. Śliczne miał te hipnotyzujące ślepia. Kroczyliśmy dalej. Robiło się coraz ciemniej. Z każdą chwilą poznawałam go coraz lepiej. Świetnie mi się z nim rozmawiało. Wydał się troskliwym, ciepłym, zabawnym, kochanym chłopakiem. Wcześniej nie spotkałam kogoś z poczuciem humoru tak podobnym do mojego. Usiedliśmy, może to nielegalne, ale co tam-Y.O.L.O, przed wielkim napisem "Hollywood". Obserwowaliśmy chowające się za panoramą miasta słońce. Niesamowity widok.
-Wiesz co? Cieszę się, że urwaliśmy się tutaj.-odezwałam się.
-Ja też.-Splótł nasze palce razem.
-Właściwie to dlaczego zabrałeś akurat mnie? Tam było tyle innych, a porwałeś właśnie mnie. Czemu?-Luknął na mnie. Myślałam, że się postara, wypowie coś romantycznego. To się przeliczyłam.
-Miałaś najkrótszą spódniczkę.-Moja mina musiała być bezcenna, zwłaszcza, że powiedział to zupełnie poważenie. Po chwili jednak zaczął się śmiać.-Żartuję przecież. Po prostu spodobałaś mi się.-Objął mnie.
-Długo tu jeszcze zostaniemy?-zapytałam.
-Z tobą mógłbym zostać tu wieczność.-Okazało się, ze nie tylko tam... ;)
Hejka! Jak myślicie z kim to był imagin? Powiem tak, dla pierwszej osoby, która zgadnie będzie niespodzianka :DD Czekam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Coś się stało?-zapytałam.
-Chciałem cię o coś zapytać, mogę?-Wywołał uśmiech na mojej twarz, tak po prostu.
-Jasne. O co chodzi?-Poświęciłam mu całą uwagę.
-Dasz się porwać?-Rozbawił mnie.
-Teraz?-Nie kryłam zadowolenia.
-Ucieknijmy.-Puścił mi oczko.-Co ty na to?-Wystawił do mnie dłoń. Zerknęłam, później na niego. Ujęłam ją.
-To zostawiasz zespół tak po prostu?-Bawiło mnie to.
-Trochę tak. Ale to nie pierwszy raz.-Już oddaliliśmy się znaczenie od tamtego miejsca.
-Wiele dziewczyn tak porywasz?-Zwolniliśmy.
-Nie, jesteś pierwsza.-Nie spuszczał ze mnie wzroku.
-Gdzie my właściwie idziemy?-Polubiłam go.
-Pozwól, że to ja będę się o to martwił. Po za tym co to by było za porwanie kiedy bym ci to zdradził, co?-Uroczo się zachowywał. Zauroczył mnie.
-Nie wierzę, że ktoś pojmał mnie z moją zgodą.-Chichotaliśmy jak para idiotów.
-Jak wolisz.-Zatrzymał nas. Niespodziewanie przełożył sobie mnie przez ramię.
-Nie o to mi chodziło, ale te buty są niewygodne, więc.-Machnęłam ręką.-Nie jestem za ciężka?-Rechotałam, gdy mnie tak niósł ten chudzielec.
-Właściwie to nie, nosiłem Harry'ego i resztę, więc już wolę ciebie.-odpowiedział.
-Dzięki. Zapewne każda dziewczyna marzy, aby usłyszeć, że jest lżejsza od członków najsławniejszego boysband'u na świecie.-parsknęłam.
-Nie o to mi chodziło.-Postawił mnie na nogi. Spojrzałam mu w oczy. Śliczne miał te hipnotyzujące ślepia. Kroczyliśmy dalej. Robiło się coraz ciemniej. Z każdą chwilą poznawałam go coraz lepiej. Świetnie mi się z nim rozmawiało. Wydał się troskliwym, ciepłym, zabawnym, kochanym chłopakiem. Wcześniej nie spotkałam kogoś z poczuciem humoru tak podobnym do mojego. Usiedliśmy, może to nielegalne, ale co tam-Y.O.L.O, przed wielkim napisem "Hollywood". Obserwowaliśmy chowające się za panoramą miasta słońce. Niesamowity widok.
-Wiesz co? Cieszę się, że urwaliśmy się tutaj.-odezwałam się.
-Ja też.-Splótł nasze palce razem.
-Właściwie to dlaczego zabrałeś akurat mnie? Tam było tyle innych, a porwałeś właśnie mnie. Czemu?-Luknął na mnie. Myślałam, że się postara, wypowie coś romantycznego. To się przeliczyłam.
-Miałaś najkrótszą spódniczkę.-Moja mina musiała być bezcenna, zwłaszcza, że powiedział to zupełnie poważenie. Po chwili jednak zaczął się śmiać.-Żartuję przecież. Po prostu spodobałaś mi się.-Objął mnie.
-Długo tu jeszcze zostaniemy?-zapytałam.
-Z tobą mógłbym zostać tu wieczność.-Okazało się, ze nie tylko tam... ;)
Hejka! Jak myślicie z kim to był imagin? Powiem tak, dla pierwszej osoby, która zgadnie będzie niespodzianka :DD Czekam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Hatin' Syndrome 4
-Viv.-Objął mnie.-Wszystko dobrze?-Jego usta musnęły czubek mojej głowy
-Tak. Mam wrócić na chatę. Mam wolne te dwa dni.-westchnęłam.
-Może odwołam ten wypad?-zaproponował.
-Nie, nic mi nie jest. Jedź, drugiej szansy może nie być. Nie wiadomo kiedy rodzice wyfrunął znów.-Zaśmialiśmy się. Odprowadził mnie do bramy szkoły.
-To trzymaj się, będę za pięć godzin.-Pocałował mnie w czoło.
-No. Papa.-Pomachałam mu i ruszyłam. Kaszel nie dawał mi spokoju, tak samo jak katar oraz ból głowy. Każdy mój mięsień piekł od najmniejszego ruchu. Walczyłam ze swoim organizmem, aby dotrzeć do domu. Natychmiast przebrałam się w leginsy i jakąś bluzę Zen'a. Położyłam się do łóżka i zasnęłam...
***
Obudził mnie trzask drzwi. Natychmiast zwlekłam się i podbiegłam do lustra. Poprawiłam włosy i ubrania. Nie chciałam dawać po sobie niczego poznać. Wyszłam z pokoju z lekki, udawanym z resztą, uśmiechem. Ujrzałam Louis'a.
-Hej, mała. Wszystko okej?-Natychmiast mnie przytulił.
-Tak, tak. Co tu robisz? Gdzie Zen?-Ruszyliśmy na dół.
-Przyszedłem do ciebie. Zayn jest...Ymm...-Widziałam po twarzy Tomlinson'a, że coś się stało. Opadł na sofę w salonie i podrapał się po karku.
-Lou?-Poirytowana domagałam się dokończenia zdania.
-No, bo...-Nadal dukał.
-Louis!!!-Krzyknęłam, chociaż było to dla mnie nie lada wyzwanie.
-Jest u dyrektora.-W końcu wydusił.
-Co czemu?-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Zlał Dave'a. Właściwie to zlaliśmy.-Myślałam, że się przesłyszałam.
-Co z was za idioci! Przecież mogło się wam coś stać. On jest niebezpieczny, gdyby nie Zaza już mogłabym leżeć w grobie albo na sali operacyjnej.-Złapałam się za czoło.
-Vivien, ale to nie...-Nie dokończył, gdyż do budynku wparował Mulat.
-Cześć siostruś.-Wstałam i podeszłam do niego.
-Ty ciołku. On mógł ci coś zrobić!-odezwałam się z chrypką.
-Powiedziałeś jej?!-Wychylił się za mnie i zwrócił się do niebieskookiego.
-Nie musiał. Krew leci ci z wargi.-Spokojnie wyręczyłam przyjaciela.-Chodź tu.-Objął mnie na moje życzenie.-Dziękuję, ale więcej tego nie rób.-mruknęłam.
-Ookej.-Lekko się zaśmiał.
-A za karę, idziesz i robisz mi herbatę.-Oderwałam się od niego.
-Zielona, jagodowa bez cukru z miętą?-Chyba wolał się upewnić.
-Jak zawsze.-Puściłam mu oczko.-No i zrób coś z ustami, bo nam ktoś tu zemdleje.-Wskazałam wzrokiem na gościa.
-Ej, to było raz i w podstawówce!-warknął Tommo.
-Jasne.-Zachichotałam. Wzięłam koc i zajęłam miejsce obok bruneta. Ułożyłam głowę na jego ramieniu i włączyłam telewizor.
-MMA!!!-Razem się ucieszyliśmy. To zdecydowanie jedno z naszych ulubionych zajęć. Mimo, że byłam dziewczyną kochałam sport, błoto, samochody, broń i takie tam inne. Jednakże nie o wiele mniej kręciły mnie ubrania, kosmetyki i pielęgnacja. Można powiedzieć, że wychowali mnie bracia z ojcem z małą interwencją kobiecej ręki mamy, a, że to ona rządziła domem...
-Proszę, królewno.-Brat podał mi kubek i usiadł po mojej drugiej stronie. Pełen emocji seans przerwał dzwonek do drzwi. Żadne z Malik'ów nawet nie drgnęło. Lou zmierzył nas wzrokiem.
-Serio?-chrząknął. Niechętnie wstał. Zmieniłam "poduszkę" na ciemnookiego. Po chwili w salonie stawił się z Harry'm.
-To ja lecę.-Podniosłam się.
-Nie oglądasz?-Na sekundę zatrzymałam się.
-Nie. Dokończę u siebie.-Luknęłam jeszcze na Harold'a. Nie miał zadowolonej miny. Smutna także nie była. Wyglądał na przejętego. Wpatrywał się we mnie.
-Na pewno?-Wciął się Zen.
-Tak, tak.-Lekko uniosłam kąciki ust i zniknęłam z ich oczu. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi mojego pokoju i westchnęłam. Czułam się okropnie. Wiedziałam, że będę chora. Nie uśmiechało mi się zostawanie samej. Tym bardziej, że w każdej chwili mógł wpaść wściekły Dave i dokończyć to co zaczął. Jednak nie chciałam psuć zabawy bratu. Tak mało wychodził beze mnie. Wciąż tylko ja, Tomlinson i tak cały czas.
Włączyłam swój telewizor i zaczęłam oglądać mieszane sztuki walki. Napawałam się widokiem pod kołdrą z ciepłym napojem kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-Z trudem zaprosiłam.
-Vivi. Chciałem upewnić się czy na pewno mam tam...?-Ujrzałam Zaz'ę.
-Zayn, tak, masz tam jechać bez dyskusji.-Przerwałam mu zanim zdążył jeszcze wejść. Chociaż nie byłam pewna kazałam mu i nie miałam zamiaru się poddawać.
-Dobrze, ale załatwiłem ci jeszcze małą opiekę i...
-Dobra, dobra. Nie było trzeba, bla bla bla. Oboje wiemy, że ja się będę bronić, ale i tak się nie ugniesz i tyle z tej rozmowy, a ja chcę obejrzeć do końca.-Zaśmialiśmy się.
-Pewna jesteś, że...?
-Tak.-Nie przestawałam wchodzić mu w słowo.
-Okej.-Lekko pogardliwym rechotem odpowiedział i wycofał się. Trochę to nietypowe. Ok kiedy mój brat się tak zachowuje? Co go tak cieszyło?...

Hej! Jak myślicie o co chodzi? Czy oni w końcu przełamią lody? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :)) Znów ja w domu, jaka nuda :PP
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Tak. Mam wrócić na chatę. Mam wolne te dwa dni.-westchnęłam.
-Może odwołam ten wypad?-zaproponował.
-Nie, nic mi nie jest. Jedź, drugiej szansy może nie być. Nie wiadomo kiedy rodzice wyfrunął znów.-Zaśmialiśmy się. Odprowadził mnie do bramy szkoły.
-To trzymaj się, będę za pięć godzin.-Pocałował mnie w czoło.
-No. Papa.-Pomachałam mu i ruszyłam. Kaszel nie dawał mi spokoju, tak samo jak katar oraz ból głowy. Każdy mój mięsień piekł od najmniejszego ruchu. Walczyłam ze swoim organizmem, aby dotrzeć do domu. Natychmiast przebrałam się w leginsy i jakąś bluzę Zen'a. Położyłam się do łóżka i zasnęłam...
***
Obudził mnie trzask drzwi. Natychmiast zwlekłam się i podbiegłam do lustra. Poprawiłam włosy i ubrania. Nie chciałam dawać po sobie niczego poznać. Wyszłam z pokoju z lekki, udawanym z resztą, uśmiechem. Ujrzałam Louis'a.
-Hej, mała. Wszystko okej?-Natychmiast mnie przytulił.
-Tak, tak. Co tu robisz? Gdzie Zen?-Ruszyliśmy na dół.
-Przyszedłem do ciebie. Zayn jest...Ymm...-Widziałam po twarzy Tomlinson'a, że coś się stało. Opadł na sofę w salonie i podrapał się po karku.
-Lou?-Poirytowana domagałam się dokończenia zdania.
-No, bo...-Nadal dukał.
-Louis!!!-Krzyknęłam, chociaż było to dla mnie nie lada wyzwanie.
-Jest u dyrektora.-W końcu wydusił.
-Co czemu?-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
-Zlał Dave'a. Właściwie to zlaliśmy.-Myślałam, że się przesłyszałam.
-Co z was za idioci! Przecież mogło się wam coś stać. On jest niebezpieczny, gdyby nie Zaza już mogłabym leżeć w grobie albo na sali operacyjnej.-Złapałam się za czoło.
-Vivien, ale to nie...-Nie dokończył, gdyż do budynku wparował Mulat.
-Cześć siostruś.-Wstałam i podeszłam do niego.
-Ty ciołku. On mógł ci coś zrobić!-odezwałam się z chrypką.
-Powiedziałeś jej?!-Wychylił się za mnie i zwrócił się do niebieskookiego.
-Nie musiał. Krew leci ci z wargi.-Spokojnie wyręczyłam przyjaciela.-Chodź tu.-Objął mnie na moje życzenie.-Dziękuję, ale więcej tego nie rób.-mruknęłam.
-Ookej.-Lekko się zaśmiał.
-A za karę, idziesz i robisz mi herbatę.-Oderwałam się od niego.
-Zielona, jagodowa bez cukru z miętą?-Chyba wolał się upewnić.
-Jak zawsze.-Puściłam mu oczko.-No i zrób coś z ustami, bo nam ktoś tu zemdleje.-Wskazałam wzrokiem na gościa.
-Ej, to było raz i w podstawówce!-warknął Tommo.
-Jasne.-Zachichotałam. Wzięłam koc i zajęłam miejsce obok bruneta. Ułożyłam głowę na jego ramieniu i włączyłam telewizor.
-MMA!!!-Razem się ucieszyliśmy. To zdecydowanie jedno z naszych ulubionych zajęć. Mimo, że byłam dziewczyną kochałam sport, błoto, samochody, broń i takie tam inne. Jednakże nie o wiele mniej kręciły mnie ubrania, kosmetyki i pielęgnacja. Można powiedzieć, że wychowali mnie bracia z ojcem z małą interwencją kobiecej ręki mamy, a, że to ona rządziła domem...
-Proszę, królewno.-Brat podał mi kubek i usiadł po mojej drugiej stronie. Pełen emocji seans przerwał dzwonek do drzwi. Żadne z Malik'ów nawet nie drgnęło. Lou zmierzył nas wzrokiem.
-Serio?-chrząknął. Niechętnie wstał. Zmieniłam "poduszkę" na ciemnookiego. Po chwili w salonie stawił się z Harry'm.
-To ja lecę.-Podniosłam się.
-Nie oglądasz?-Na sekundę zatrzymałam się.
-Nie. Dokończę u siebie.-Luknęłam jeszcze na Harold'a. Nie miał zadowolonej miny. Smutna także nie była. Wyglądał na przejętego. Wpatrywał się we mnie.
-Na pewno?-Wciął się Zen.
-Tak, tak.-Lekko uniosłam kąciki ust i zniknęłam z ich oczu. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi mojego pokoju i westchnęłam. Czułam się okropnie. Wiedziałam, że będę chora. Nie uśmiechało mi się zostawanie samej. Tym bardziej, że w każdej chwili mógł wpaść wściekły Dave i dokończyć to co zaczął. Jednak nie chciałam psuć zabawy bratu. Tak mało wychodził beze mnie. Wciąż tylko ja, Tomlinson i tak cały czas.
Włączyłam swój telewizor i zaczęłam oglądać mieszane sztuki walki. Napawałam się widokiem pod kołdrą z ciepłym napojem kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-Z trudem zaprosiłam.
-Vivi. Chciałem upewnić się czy na pewno mam tam...?-Ujrzałam Zaz'ę.
-Zayn, tak, masz tam jechać bez dyskusji.-Przerwałam mu zanim zdążył jeszcze wejść. Chociaż nie byłam pewna kazałam mu i nie miałam zamiaru się poddawać.
-Dobrze, ale załatwiłem ci jeszcze małą opiekę i...
-Dobra, dobra. Nie było trzeba, bla bla bla. Oboje wiemy, że ja się będę bronić, ale i tak się nie ugniesz i tyle z tej rozmowy, a ja chcę obejrzeć do końca.-Zaśmialiśmy się.
-Pewna jesteś, że...?
-Tak.-Nie przestawałam wchodzić mu w słowo.
-Okej.-Lekko pogardliwym rechotem odpowiedział i wycofał się. Trochę to nietypowe. Ok kiedy mój brat się tak zachowuje? Co go tak cieszyło?...

Hej! Jak myślicie o co chodzi? Czy oni w końcu przełamią lody? Piszcie ;) Mam nadzieję, że się spodoba :)) Znów ja w domu, jaka nuda :PP
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
poniedziałek, 16 marca 2015
Be my wonder 8
-Jeszcze raz przepraszam za ten incydent.-Założę się, że me poliki nadal płonęły rumieńcem.
-Wiesz co? Jak dla mnie to możesz to powtarzać codziennie, byle żebyś tak słodko się rumieniła i uroczo stresowała i żebym mógł ujrzeć ten cudowny uśmiech na twojej pięknej twarzy. Aby twoje spojrzenie spotkało moje i obym utonął w twych błękitnych źrenicach na zawsze.-wyrecytował nachylając się nade mną. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mogłam się ruszyć. Moje serce waliło jak oszalałe. Nie ułatwiał mi sprawy. Znałam go zaledwie cztery dni, a już zdążyłam zadurzyć się w nim milion razy bardziej niż w swoim narzeczonym, który istniał w moim życiu od kilku dobrych lat. Siedziałam tak i patrzyłam się na niego osłupiała. Słysząc takie słowa nie wiadomo jak się zachować. Błagałam w myślach, żeby coś to przerwało, to do czego dążył...Dążyliśmy. Jednakże to coś nadal siedziało we mnie prosząc o jego malinowe usta...
***
-Panie Horan, mam dla pana te katalogi, o które pan prosił.-Do pomieszczenia wparowała zapatrzona w papiery sekretarka. Nawet na nas nie spojrzała. O dziwo w tamtej chwili, ja odsunęłam się z krzesłem od Niall'a, a on nie drgnął. To oznaczało, iż nie boi się przyłapania nas na czymś. Właściwie to do niczego nie doszło, ale mogło. Poprawiłam włosy i zerwałam się z miejsca. Zażenowanie mnie dopadło. Czułam jak blondyn odprowadza mnie wzrokiem. Wyszłam stamtąd. Ostatnie co usłyszałam.
-Tak dziękuję Helen.-Ton blondyna nie należał do przyjaznych i empatycznych. Nie wiedziałam o myśleć. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Moje poliki płonęły. Wypuściłam powietrze z płuc. Wszystko wydawało się takie nierealne. Miałam wrażenie, że gram w jakiejś pieprzonej "Modzie na sukces". Wiedziałam, że muszę podjąć jakieś kroki w którymś kierunku, nareszcie się zdecydować. Tylko jak? W takim stanie, do jakiego mnie doprowadzał nie dało się nic. Naprawdę nie myślałam trzeźwo. Modliłam się tylko, żeby ten dzień minął szybko i, abym mogła uciec do domu. Doprowadziłam się do porządku i nadal zestresowana wróciłam do biura. Nawet nie zerknął w mym kierunku. Zignorował moje przybycie, chociaż nie do końca. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek, taki usatysfakcjonowany. Usiadłam i upiłam łyk kawy. Zajęłam się obowiązkami wciąż rozprawiając o współpracowniku. Jak to możliwe, aby ktoś prawie nieznajomy doprowadzał do takiego stanu? Minęło może pół godziny. Odebrał telefon. Rozmowa niebieskookiego nie przebiegała zbyt długo. Dowiedziałam się tylko tyle, że musi gdzieś pojechać. Zebrał swoje wszystkie rzeczy. Ja nadal bacznie obserwowałam ekran komputera, udawałam, że pochłonęła mnie robota. Całkiem dobrze mi to wychodziło. Już prawie był na zewnątrz kiedy usłyszałam.-Do zobaczenia wieczorem, piękna.-I trzask. Jakiego wieczora?-pomyślałam. Kompletnie nie rozumiałam jego słów. Kiedy tylko upewniłam się, iż zniknął, oparłam ręce o blat i ułożyłam na nich głowę. Wykańczało mnie to wieczne rozmyślanie. Każda ze stron przedstawiała milion plusów i minusów. Tylko tyle, iż ja analizowałam to w głowie. Tam to się dzieliło. Serce podpowiadało mi jedno i to przerażało mnie najbardziej. Niestety moje modły na nic. Samotnie czas dłużył mi się w nieskończoność. Nareszcie jednak wybił mój finisz. Wsiadłam do swojego samochodu i podjechałam jeszcze na małe zakupy. Nie te domowe, postanowiłam zapatrzyć się w jakieś gadżety na Hawaje. Bikini, olejki do opalania, jakieś letnie kreacje, sami wiecie. Wybrałam i zapłaciłam za strój. Wszystkie kosmetyki także trafiły w moje posiadania. Podobnie jak kilkanaście zestawów ubrań. Powiem szczerze, to mnie odprężało, a jeszcze widok znaczków "-50% SALE" wprowadzał mnie w euforię. Co poradzę? Wychodząc z centrum zahaczyłam jeszcze o chińską restaurację zamawiając sushi. Kiedy weszłam do domu dochodziła 20.00. Zdjęłam kurtkę i buty. Rzeczy, że tak powiem, wrzuciłam do sypialni, a jedzenie postawiłam na blacie w kuchni.
-Hej.-Pocałowałam swojego narzeczonego w policzek. Stał przed lustrem w łazience perfumując się. Wyglądał atrakcyjnie.
-Witaj słońce.-Rozpromienił się na mój widok.
-Gdzieś wychodzisz?-Wskoczyłam na blat obok umywalki.
-Skarbie? Nie pamiętasz? Mówiłem ci wczoraj i przedwczoraj, że wychodzę z Nialler'em do baru, a później do niego i wrócę dopiero jutro.-Powiem szczerze, że wciąż z tyłu głowy miałam "(...)Do zobaczenia wieczorek, piękna.", wtem ulżyło mi. No jasne, to o to chodziło!-Uderzyłam się w myślach w czoło.
-Serio?-Przekręciłam lekko głowę w bok.
-Taaak.-Zaśmiał się i wszedł pomiędzy moje nogi. Złapał mnie za podbródek i delikatnie lecz namiętnie musnął moje usta, przygryzając przy tym moją dolną wargę. Brak motylków w brzuchu, emocji, nic, zero. Nie budził już we mnie żadnego ciepłego uczucia.
-Za ile wychodzisz?-zapytałam.
-Właściwie, to...-Przerwał mu dzwonek do drzwi.-...Chyba już.-Zarechotał, a ja za nim udając, że to zabawne. Może i gdzieś tam było, ale przerażał mnie fakt o znaniu mojego adresu przez Horan'a i samej jego wizyty.-Otworzysz misia? Muszę jeszcze poszukać portfela.-Co miałam kurde powiedzieć? "Nie, boję się, że ten Bóg pod skórą człowieka pocałuje mnie tak jak jeszcze nikt wcześniej i zakocham się już w nim do reszty!"-Nie bardzo.
-Tak, jasne.-Posłałam mu nieszczery uśmiech, czego oczywiście nie zauważył. Kiedy opuściłam toaletę minka mi zrzedła. Denerwowałam się. Stres mnie ogarnął. Głęboki oddech i uchyliłam dzwonek. Stał tam taki przystojny, z zadziornym uśmieszkiem. Podświadomość chciała rzucić się na niego i nigdy nie wypuszczać z uścisków.
-Cześć. Wejdź.-zaprosiłam go. Pewnie wkroczył do mieszkania. Starałam się trzymać fason uprzejmym wyrazem twarzy.
-Gdzie Bruce?-odezwał się.
-Jeszcze czegoś szuka. Bruce!-Zajrzałam za ścianę odwracając wzrok od gościa.
-Pięć minut!-odkrzyknął. Chciałam coś powiedzieć do blondyna i znów odwróciłam się do niego przodem. Nie zdążyłam. Przycisnął mnie seksownie do ściany i zbliżył usta do ucha.
-Jeszcze tylko kilka dni, księżniczko-wyszeptał. Kupował mnie, zdobywał każdym słowem. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Sprawdzał mnie. A ja głupia nie opierałam się niczemu co ze mną robił. Dawałam mu tym samym znak jak bardzo pragniemy tego samego. W tamtej chwili nie liczyło się nic prócz niego...


Hejka! Oto takie cuś :) Mam nadzieję, że niezłe :3 Jak myślicie dojdzie teraz do czegoś? Kogo wybierze Christi? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Little Sweet Angel 51
-No dobra, to ja uciekam się szykować.-Aż podskoczyłam.
-Jest dopiero 16.00-stwierdził ciemnooki.
-Już?!-Zniknęłam z ich oczu w ułamku sekundy. Przygotowania zajęły mi dwie i pół godziny, ale warto było. Efekt końcowy mnie zadowalał. Zeszłam na dół ukazując się Harry'emu, Lukie'mu oraz Cal'owi.-Ale wyglądacie, moje przystojniaki.-Pocałowałam lekko ukochanego.
-Pięknie wyglądasz.-szepnął mi na ucho.
-Dziękuję.-Puściłam mu oczko.-Jedziemy?-zaproponowałam. Szczerze stresowałam się, czy słusznie?...
***
Starałam się uczestniczyć w ich rozmowie, ale nie było to łatwe. Serce waliło mi jak szalone. Niby to ich sprawa, ale obawiałam się, że się nie pogodzą i będę stała pomiędzy młotem a kowadłem.
-Misia, spokojnie.-Ręka ukochanego na moment spoczęła na moim udzie.
-Próbuję.-Wtem zaparkował pod domem przyjaciół. Przełknęłam ślinę lustrując budynek. Wysiadłam przy pomocy zielonookiego. Oczywiście stałam pierwsza. Zapukałam. W drzwiach pojawiła się El, jak zawsze.
-Hej!-Natychmiast rzuciła mi się na szyję.
-Witaj piękna!-Zmierzyłam ją wzrokiem.-Śliczna.-Minęłam ją, aby przywitała resztę. Słyszałam jak zapoznaje się z chłopakami podczas witania się z Lou, Perrie, Zayn'em, Soph oraz Li. Brakowało tylko blond pary, że tak powiem. Kiedy już moi "bracia" zaczęli rozmowę z chłopakami i rozsiedli się w salonie, ja wplątałam się w pogaduchy dziewczyn.
-Muszę wam coś powiedzieć.-Zbliżyły się wiedząc, że chodzi o sekret.-Nie mówiłam jeszcze Hazz'ie, ale niedługo zabieram was wszystkich ze mną do Australii. Mam tam sesję, a przy okazji możemy nieco się zabawić. Za wszystko płacę ja i mój szef, więc. Co myślicie?-Szczęki im opadły.
-Oszalałaś? Przecież to spory, bardzo spory wydatek!-Dziewczyna Payn'a stwierdziła.
-No może, ale tyle dla mnie zrobiliście. A z resztą nie macie nic do gadania, to jest zaproszenie i koniec kropka.-Zaśmiałam się. W tej sekundzie ujrzałam Nialler'a. Najpierw podszedł do mnie.
-Cześć Michi.-Z uśmiechem musnął mój polik.
-Hej Niall..-odpowiedziałam. Później przybił sobie piątkę z Harold'em.
-Luke?!-krzyknął na widok mojego brackiego. We trójkę z Calum'em szczerzyli się jak nigdy. Cała nasza reszta nie wiedziała o co chodzi co wyrażały nasze twarze.
-Horan!-Wpadli sobie w ramiona. Zbliżyłam się do lokatego.
-Co tu się dzieje?-drżącym głosem wyszeptałam.
-Nie wiem, to twoja rodzina.-Wzruszył ramionami.
-Pomocny jesteś.-Wystawił mi język. Kiedy się już wyściskali ich wzrok powędrował na mnie.-Mogę wiedzieć skąd się znacie?-odezwałam się.
-Przecież Nialler chodził do naszej, w sumie to mojej i Cal'a szkoły.-Przymrużyłam oczy na znak niezrozumienia.-Mieszkał trzy ulice dalej i bawił się ze mną w dzieciństwie.-Nadal ruszałam głową na nie.-Zawsze wyjadał czekoladowy budyń.-Wtedy mi zaświtało.
-Ty to ten mały, chudy, ciemnowłosy w aparacie na zęby?!-Zatkało mnie.
-Cicho.-Złapał się za głowę z zażenowaniem.
-Nosiłeś aparat?-Zaszydził Lou.
-Zamknij się.-warknął Irlandczyk.
-Jak to jest, że się nie skojarzyliśmy?-Wydawało mi się to niedorzeczne.
-Wiesz ty kiedyś wyglądałaś inaczej, ja wyglądałem inaczej. Po za tym to nie z tobą się kolegowałem tylko z nimi.-Chciałam jeszcze coś dodać, ale pojawiła się Tat.
-Witajcie.-Przytuliła się do mnie, następnie do Harry'ego. Wtem przyszedł czas na gości. Z Hood'em jeszcze jakoś poszło...Zastygli gapiąc się na siebie z niebieskookim.-Przepraszam.-Nareszcie wydusiła.
-Spoko.-CO?! JA P******* K**** M**! Co za parka idiotów! Ja się tak przejmowałam i w ogóle, a tu takie zwykłe: "-Przepraszam. -Spoko"!!! Z jednej strony to dobrze, z drugiej tylko mi nerwów napsuli. Kopara mi opadła, ale nie tak jak Luke'owi na widok Horan'a całującego Tatiana'ę. Wtedy zaczęłam znów się bać. Wiecie on nigdy nie był typem wyluzowanego brata w tych sprawach...
Hejka! Przepraszam, że tak późno, ale ta choroba naprawdę mnie wykańcza. Nie byłam dzisiaj w szkole, czułam się okropnie i nie miałam siły na pisanie. Dopiero teraz zebrałam siły. Wybaczcie. Wiem, że chłam. Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Jest dopiero 16.00-stwierdził ciemnooki.
-Już?!-Zniknęłam z ich oczu w ułamku sekundy. Przygotowania zajęły mi dwie i pół godziny, ale warto było. Efekt końcowy mnie zadowalał. Zeszłam na dół ukazując się Harry'emu, Lukie'mu oraz Cal'owi.-Ale wyglądacie, moje przystojniaki.-Pocałowałam lekko ukochanego.
-Pięknie wyglądasz.-szepnął mi na ucho.
-Dziękuję.-Puściłam mu oczko.-Jedziemy?-zaproponowałam. Szczerze stresowałam się, czy słusznie?...
***
Starałam się uczestniczyć w ich rozmowie, ale nie było to łatwe. Serce waliło mi jak szalone. Niby to ich sprawa, ale obawiałam się, że się nie pogodzą i będę stała pomiędzy młotem a kowadłem.
-Misia, spokojnie.-Ręka ukochanego na moment spoczęła na moim udzie.
-Próbuję.-Wtem zaparkował pod domem przyjaciół. Przełknęłam ślinę lustrując budynek. Wysiadłam przy pomocy zielonookiego. Oczywiście stałam pierwsza. Zapukałam. W drzwiach pojawiła się El, jak zawsze.
-Hej!-Natychmiast rzuciła mi się na szyję.
-Witaj piękna!-Zmierzyłam ją wzrokiem.-Śliczna.-Minęłam ją, aby przywitała resztę. Słyszałam jak zapoznaje się z chłopakami podczas witania się z Lou, Perrie, Zayn'em, Soph oraz Li. Brakowało tylko blond pary, że tak powiem. Kiedy już moi "bracia" zaczęli rozmowę z chłopakami i rozsiedli się w salonie, ja wplątałam się w pogaduchy dziewczyn.
-Muszę wam coś powiedzieć.-Zbliżyły się wiedząc, że chodzi o sekret.-Nie mówiłam jeszcze Hazz'ie, ale niedługo zabieram was wszystkich ze mną do Australii. Mam tam sesję, a przy okazji możemy nieco się zabawić. Za wszystko płacę ja i mój szef, więc. Co myślicie?-Szczęki im opadły.
-Oszalałaś? Przecież to spory, bardzo spory wydatek!-Dziewczyna Payn'a stwierdziła.
-No może, ale tyle dla mnie zrobiliście. A z resztą nie macie nic do gadania, to jest zaproszenie i koniec kropka.-Zaśmiałam się. W tej sekundzie ujrzałam Nialler'a. Najpierw podszedł do mnie.
-Cześć Michi.-Z uśmiechem musnął mój polik.
-Hej Niall..-odpowiedziałam. Później przybił sobie piątkę z Harold'em.
-Luke?!-krzyknął na widok mojego brackiego. We trójkę z Calum'em szczerzyli się jak nigdy. Cała nasza reszta nie wiedziała o co chodzi co wyrażały nasze twarze.
-Horan!-Wpadli sobie w ramiona. Zbliżyłam się do lokatego.
-Co tu się dzieje?-drżącym głosem wyszeptałam.
-Nie wiem, to twoja rodzina.-Wzruszył ramionami.
-Pomocny jesteś.-Wystawił mi język. Kiedy się już wyściskali ich wzrok powędrował na mnie.-Mogę wiedzieć skąd się znacie?-odezwałam się.
-Przecież Nialler chodził do naszej, w sumie to mojej i Cal'a szkoły.-Przymrużyłam oczy na znak niezrozumienia.-Mieszkał trzy ulice dalej i bawił się ze mną w dzieciństwie.-Nadal ruszałam głową na nie.-Zawsze wyjadał czekoladowy budyń.-Wtedy mi zaświtało.
-Ty to ten mały, chudy, ciemnowłosy w aparacie na zęby?!-Zatkało mnie.
-Cicho.-Złapał się za głowę z zażenowaniem.
-Nosiłeś aparat?-Zaszydził Lou.
-Zamknij się.-warknął Irlandczyk.
-Jak to jest, że się nie skojarzyliśmy?-Wydawało mi się to niedorzeczne.
-Wiesz ty kiedyś wyglądałaś inaczej, ja wyglądałem inaczej. Po za tym to nie z tobą się kolegowałem tylko z nimi.-Chciałam jeszcze coś dodać, ale pojawiła się Tat.
-Witajcie.-Przytuliła się do mnie, następnie do Harry'ego. Wtem przyszedł czas na gości. Z Hood'em jeszcze jakoś poszło...Zastygli gapiąc się na siebie z niebieskookim.-Przepraszam.-Nareszcie wydusiła.
-Spoko.-CO?! JA P******* K**** M**! Co za parka idiotów! Ja się tak przejmowałam i w ogóle, a tu takie zwykłe: "-Przepraszam. -Spoko"!!! Z jednej strony to dobrze, z drugiej tylko mi nerwów napsuli. Kopara mi opadła, ale nie tak jak Luke'owi na widok Horan'a całującego Tatiana'ę. Wtedy zaczęłam znów się bać. Wiecie on nigdy nie był typem wyluzowanego brata w tych sprawach...
Hejka! Przepraszam, że tak późno, ale ta choroba naprawdę mnie wykańcza. Nie byłam dzisiaj w szkole, czułam się okropnie i nie miałam siły na pisanie. Dopiero teraz zebrałam siły. Wybaczcie. Wiem, że chłam. Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
niedziela, 15 marca 2015
Hatin' Syndrome 3
-Tak, wkurzył mnie. Nie. Chcę sama wygrać tą wojnę. Nie mów nic Lou, bo nie będzie chciał narażać mnie na fochy, więc nie będzie go tu przyprowadzał, ale on musi spędzać z nim czas, więc też tu nie zajrzy. Skoro i tak on ma tu przebywać, chcę wygrać. Muszę wygrać.-Ale się nakręciłam. Dopiero, gdy to ze mnie wypłynęło zdałam sobie sprawę, że brzmię jak psychopatka.
-Siostra, dobrze się czujesz?-Ułożył dłoń na moim czole.
-Tak właściwie to nieco boli mnie głowa.-Nie kłamałam.
-Masz gorączkę.-oznajmił.
-Przestań. To nic. Tylko proszę nie mów nic Louis'owi i nie mieszaj się. Jestem już dużą dziewczynką.-Uśmiechnęłam się delikatnie. Przejechał palcami po moim policzku i musnął go ustami.
-Okej. Nie ma problemu, tylko nie przesadź. Nie chcę znów odbierać cię z aresztu.-Zakpił ze mnie.
-Nie zrobię tego co z Jeremy'm, obiecuję.-Puścił mi oczko i wyszedł. Teraz zostało mi się tylko zastanowić jak się bronić oraz jak atakować...
***
Kolejnego dnia obudziłam się z lekkim katarem, nie przejęłam się zbytnio. Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Przyznam, że nie czułam się za dobrze, jakoś tak mizernie. Weszłam do kuchni.
-Hej.-mruknęłam wysokim głosem.
-Cześć mała.-Zayn odwrócił się do mnie przodem.-Głodna?-zapytał.
-Nie, jakoś nie.-Upiłam łyk jego herbaty.
-Coś ty dzisiaj taka spokojna?-Zmierzył mnie wzrokiem. Nie miałam zamiaru wyznawać mu prawdy, przez to nie mogłabym nigdzie wyjść przez nadchodzący weekend i do tego zniszczyłabym jego plany.
-Normalna.-Wzruszyłam ramionami. Mulat spożył posiłek, wtem rozległ się dzwonek.-Ja otworzę.-oznajmiłam. Uchyliłam wrota. Ujrzałam Louis'a i tego idiotę. Postanowiłam nie zachowywać się jak dziecko, świadoma byłam swoich możliwości i uwierzcie to nie był mój poziom.-Hej wam.-Lekko się uśmiechnęłam. Oj tak, nie chciałam ignorować zielonookiego. To dla bachorów. Ja miałam ciekawsze zamiary.
-Cześć młoda.-Przytuliłam przyjaciela i pozwoliłam im wejść do środka.
-Zen!-zawołałam.
-Idę, idę.-Wyłonił się z salonu. Przybił sobie piątkę najpierw z Harry'm, później zajął się Tomlinson'em. Minęłam ich i jako pierwsza opuściłam posesję. Obok mnie szedł brat. Nie słuchałam ich rozmów. Na prawdę pękała mi głowa, męczył mnie katar i lekki kaszel.Starałam się to ukrywać. Dopiero słowa skierowane do mnie wyrwały mnie z transu.
-...Vivien?-Zerknęłam na Zazę.
-Co?-Wtedy zauważyłam, że cała trójka się mi przygląda.
-Pytam czy zostałabyś sama na weekend, bo chcemy jechać z Lou na koncert.-odpowiedział.
-Jasne, pewnie.-odrzekłam.
-Na pewno?-dopytał.
-Tak, tak, dam radę.-Uniosłam kąciki ust. W tamtej chwili wkroczyliśmy do budynku szkoły.
-Tylko bądź grzeczna.-szepnął mi na ucho.
-Postaram się.-Puściłam mu oczko. Nasze drogi się rozeszły. Moja szafka znajdowała się na jednym końcu szkoły, ich na drugim. Wyjęłam z niej niezbędne książki i zeszyty. Nagle drzwiczki się zatrzasnęły, a zza nich ukazał się "PAN WIELKI KAPITAN SZKOLNEJ DRUŻYNY FOOTBALL'U".
-Cześć maleńka.-Zbliżył się do mnie z tym swoim idiotycznym uśmieszkiem i próbował dotknąć moich włosów, ale uderzyłam do w rękę.
-Czego chcesz Dave?-warknęłam. Mimo, że miał ze dwa metry i ważył ze 100 kilogramów, nie bałam się go.
-Nie tym tonem, blondyneczko.-Złapał mnie za gardło i przycisnął do ściany. Czułam jego oddech na twarzy. Może nie byłam jakoś bardzo przerażona, ale martwiłam się o swój los. Nikt nigdy nie miał odwagi postawić się temu gorylowi. Jego dłoń coraz mocniej zaciskała się na mojej skórze. Brakło mi powietrza. Moje wierzganie nie pomagało. Na korytarzu nie było nikogo prócz nas, na prawdę obawiałam się David'a. Nie wiedziałam co ze mną zrobi, wszystko było możliwe. Niespodziewanie rozległ się głos, męski głos.
-Zostaw ją!-Do moich uszu doszła taka miła chrypka. Blondyn puścił mnie. Zgięłam się w pół łapiąc tlen. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam. Zakręciło mi się w głowie. Ciemność zapanowała mi przed oczyma. Chyba zemdlałam. Kiedy otworzyłam oczy stała nade mną pielęgniarka szkolna.
-Jak się czujesz dziecko?-odezwała się.
-Dobrze, już dobrze.-Zajęłam pozycję siedzącą.-Co się stało?-Złapałam się za głowę.
-Dave Flow podduszał cię, za co został zawieszony i rozważa się wydalenie go z naszej placówki. Twój brat cię tu przyniósł.-wyrecytowała starsza pani.
-Zayn tu jest?-zapytałam.
-Tak. Napisałam ci zwolnienie do końca tygodnia. Idź dziecko do lekarza. Wracaj już do domu.-Podała mi kartkę.
-Dziękuję, do widzenia.-Opuściłam jej gabinet. Czułam się słabo, ale nie przez ten incydent, po prostu jakbym miała być chora. A ja nigdy nie choruję!
-Viv.-Objął mnie.-Wszystko dobrze?-Jego usta musnęły czubek mojej głowy
-Tak. Mam wrócić na chatę. Mam wolne te dwa dni.-westchnęłam.
-Może odwołam ten wypad?-zaproponował.
-Nie, nic mi nie jest. Jedź, drugiej szansy może nie być. Nie wiadomo kiedy rodzice wyfrunął znów.-Zaśmialiśmy się. Odprowadził mnie do bramy szkoły.
-To trzymaj się, będę za pięć godzin.-Pocałował mnie w czoło.
-No. Papa.-Pomachałam mu i ruszyłam. Kaszel nie dawał mi spokoju, tak samo jak katar oraz ból głowy. Każdy mój mięsień piekł od najmniejszego ruchu. Walczyłam ze swoim organizmem, aby dotrzeć do domu. Natychmiast przebrałam się w leginsy i jakąś bluzę Zen'a. Położyłam się do łóżka i zasnęłam...
Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że nie jest taki zły :) Nie wiem czy uda mi się dzisiaj dodać coś jeszcze to gardło i katar mi także nie dają spokoju i czuję się okropnie :P Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Siostra, dobrze się czujesz?-Ułożył dłoń na moim czole.
-Tak właściwie to nieco boli mnie głowa.-Nie kłamałam.
-Masz gorączkę.-oznajmił.
-Przestań. To nic. Tylko proszę nie mów nic Louis'owi i nie mieszaj się. Jestem już dużą dziewczynką.-Uśmiechnęłam się delikatnie. Przejechał palcami po moim policzku i musnął go ustami.
-Okej. Nie ma problemu, tylko nie przesadź. Nie chcę znów odbierać cię z aresztu.-Zakpił ze mnie.
-Nie zrobię tego co z Jeremy'm, obiecuję.-Puścił mi oczko i wyszedł. Teraz zostało mi się tylko zastanowić jak się bronić oraz jak atakować...
***
Kolejnego dnia obudziłam się z lekkim katarem, nie przejęłam się zbytnio. Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Przyznam, że nie czułam się za dobrze, jakoś tak mizernie. Weszłam do kuchni.
-Hej.-mruknęłam wysokim głosem.
-Cześć mała.-Zayn odwrócił się do mnie przodem.-Głodna?-zapytał.
-Nie, jakoś nie.-Upiłam łyk jego herbaty.
-Coś ty dzisiaj taka spokojna?-Zmierzył mnie wzrokiem. Nie miałam zamiaru wyznawać mu prawdy, przez to nie mogłabym nigdzie wyjść przez nadchodzący weekend i do tego zniszczyłabym jego plany.
-Normalna.-Wzruszyłam ramionami. Mulat spożył posiłek, wtem rozległ się dzwonek.-Ja otworzę.-oznajmiłam. Uchyliłam wrota. Ujrzałam Louis'a i tego idiotę. Postanowiłam nie zachowywać się jak dziecko, świadoma byłam swoich możliwości i uwierzcie to nie był mój poziom.-Hej wam.-Lekko się uśmiechnęłam. Oj tak, nie chciałam ignorować zielonookiego. To dla bachorów. Ja miałam ciekawsze zamiary.
-Cześć młoda.-Przytuliłam przyjaciela i pozwoliłam im wejść do środka.
-Zen!-zawołałam.
-Idę, idę.-Wyłonił się z salonu. Przybił sobie piątkę najpierw z Harry'm, później zajął się Tomlinson'em. Minęłam ich i jako pierwsza opuściłam posesję. Obok mnie szedł brat. Nie słuchałam ich rozmów. Na prawdę pękała mi głowa, męczył mnie katar i lekki kaszel.Starałam się to ukrywać. Dopiero słowa skierowane do mnie wyrwały mnie z transu.
-...Vivien?-Zerknęłam na Zazę.
-Co?-Wtedy zauważyłam, że cała trójka się mi przygląda.
-Pytam czy zostałabyś sama na weekend, bo chcemy jechać z Lou na koncert.-odpowiedział.
-Jasne, pewnie.-odrzekłam.
-Na pewno?-dopytał.
-Tak, tak, dam radę.-Uniosłam kąciki ust. W tamtej chwili wkroczyliśmy do budynku szkoły.
-Tylko bądź grzeczna.-szepnął mi na ucho.
-Postaram się.-Puściłam mu oczko. Nasze drogi się rozeszły. Moja szafka znajdowała się na jednym końcu szkoły, ich na drugim. Wyjęłam z niej niezbędne książki i zeszyty. Nagle drzwiczki się zatrzasnęły, a zza nich ukazał się "PAN WIELKI KAPITAN SZKOLNEJ DRUŻYNY FOOTBALL'U".
-Cześć maleńka.-Zbliżył się do mnie z tym swoim idiotycznym uśmieszkiem i próbował dotknąć moich włosów, ale uderzyłam do w rękę.
-Czego chcesz Dave?-warknęłam. Mimo, że miał ze dwa metry i ważył ze 100 kilogramów, nie bałam się go.
-Nie tym tonem, blondyneczko.-Złapał mnie za gardło i przycisnął do ściany. Czułam jego oddech na twarzy. Może nie byłam jakoś bardzo przerażona, ale martwiłam się o swój los. Nikt nigdy nie miał odwagi postawić się temu gorylowi. Jego dłoń coraz mocniej zaciskała się na mojej skórze. Brakło mi powietrza. Moje wierzganie nie pomagało. Na korytarzu nie było nikogo prócz nas, na prawdę obawiałam się David'a. Nie wiedziałam co ze mną zrobi, wszystko było możliwe. Niespodziewanie rozległ się głos, męski głos.
-Zostaw ją!-Do moich uszu doszła taka miła chrypka. Blondyn puścił mnie. Zgięłam się w pół łapiąc tlen. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam. Zakręciło mi się w głowie. Ciemność zapanowała mi przed oczyma. Chyba zemdlałam. Kiedy otworzyłam oczy stała nade mną pielęgniarka szkolna.
-Jak się czujesz dziecko?-odezwała się.
-Dobrze, już dobrze.-Zajęłam pozycję siedzącą.-Co się stało?-Złapałam się za głowę.
-Dave Flow podduszał cię, za co został zawieszony i rozważa się wydalenie go z naszej placówki. Twój brat cię tu przyniósł.-wyrecytowała starsza pani.
-Zayn tu jest?-zapytałam.
-Tak. Napisałam ci zwolnienie do końca tygodnia. Idź dziecko do lekarza. Wracaj już do domu.-Podała mi kartkę.
-Dziękuję, do widzenia.-Opuściłam jej gabinet. Czułam się słabo, ale nie przez ten incydent, po prostu jakbym miała być chora. A ja nigdy nie choruję!
-Viv.-Objął mnie.-Wszystko dobrze?-Jego usta musnęły czubek mojej głowy
-Tak. Mam wrócić na chatę. Mam wolne te dwa dni.-westchnęłam.
-Może odwołam ten wypad?-zaproponował.
-Nie, nic mi nie jest. Jedź, drugiej szansy może nie być. Nie wiadomo kiedy rodzice wyfrunął znów.-Zaśmialiśmy się. Odprowadził mnie do bramy szkoły.
-To trzymaj się, będę za pięć godzin.-Pocałował mnie w czoło.
-No. Papa.-Pomachałam mu i ruszyłam. Kaszel nie dawał mi spokoju, tak samo jak katar oraz ból głowy. Każdy mój mięsień piekł od najmniejszego ruchu. Walczyłam ze swoim organizmem, aby dotrzeć do domu. Natychmiast przebrałam się w leginsy i jakąś bluzę Zen'a. Położyłam się do łóżka i zasnęłam...
Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że nie jest taki zły :) Nie wiem czy uda mi się dzisiaj dodać coś jeszcze to gardło i katar mi także nie dają spokoju i czuję się okropnie :P Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
