-Cześć!-Rozbiegła się i wskoczyła pomiędzy nas.
-Hej maluchu.-przywitaliśmy się z nią.
-Co tu robicie?-Wymieniłam znaczące, rozbawione spojrzenia z Harry'm.
-Mmm...My rozmawialiśmy.-odparł zielonooki.
-Jasne.-prychnęła brunetka. Wybuchnęliśmy rechotem. Przywykliśmy do faktu, iż mała jest bardzo inteligentna i rozumie o wiele więcej, niż powinna. Tłumaczyliśmy to sobie~"Przecież to córka Louis'a"...
***
-Maluchu!-Żartobliwie fuknął Hazz łaskocząc Ems.
-Przestań! Przestań!-chichotała. Po kilkunastu minutach opuściła nasz pokój w zamian za pancakes z nutellą i syropem klonowym na śniadanie. Udałam się do łazienki, aby wziąć kąpiel. Zakluczyłam drzwi i rozebrałam się. Kiedy spojrzałam w lustro przeraziłam się. Wyglądałam strasznie. Ważyłam 51 kg przy wzroście niemal 1,77 cm. Zdecydowanie za mało. Mogłam policzyć swoje żebra bez problemu, ujrzeć kości miedniczne, wyróżnić każdy kręg na moim kręgosłupie. Jednak wiedziałam, że nie mogę się załamywać, to mogłoby tylko pogorszyć sprawę. Do tego zbyt kochałam Hazz'ę, aby go znów opuścić. Westchnęłam bezsilnie. Po krótkim prysznicu ubrałam się. Sprawnie związałam swoje blond włosy w zwiewny warkocz na bok i podmalowałam rzęsy tuszem. Styles właśnie skończył zapinać pasek u spodni stojąc do mnie tyłem. Bez zastanowienia rozbiegłam się i wskoczyłam na plecy ukochanego.
-Co ty wyprawiasz?- Śmiejąc się zapytał. Cmoknęłam jego polik.
-Znieś mnie na dół, kochanie.- poprosiłam.
-No dobrze, pączusiu.- zażartował. W salonie zastaliśmy całe towarzystwo.
-Dzień dobry.- przywitałam się zeskakując z zielonookiego.
-Hejka, zarywający nocy ludzie, nie dający innym spać.- wyrecytował w odpowiedzi Niall. Zachichotałam.
-Nie przesadzaj.-prychnęłam. Usiadłam na wysokim krześle za wysepką z blatem na środku kuchni. Przede mną w rzędzie przygotowywali coś moi czterej "bracia". Każdy jeden zabijał mnie wzrokiem.-No co?!- Nie umiałam powstrzymać rozbawienia w głosie.
-Jesteś moją siostrą, wolałbym nie słyszeć tego.- wycedził Luke.
-Ta, fajnie. Szkoda, że ty w wieku siedemnastu lat przyprowadzałeś Becky na kolacje ze śniadaniem.- odparłam. Zamilkł. Chwilę później w pomieszczeniu pojawiła się Tatiana oraz Emily.
-Pancakes, Michell!- Malutka pociągnęła mnie za rękę. Pod wpływem dziewczynki stanęłam na równe nogi. Przygotowałam dla wszystkich amerykańskie naleśniki i podałam je z ciepłymi napojami. Reszta również przyczyniła się do robienia śniadania i każdy dodał coś od siebie. Oczywiście nie mogłam od razu spożywać wszystkiego i nie byłam w stanie tego robić. I tak na za wiele sobie pozwoliłam próbując babeczki dzień wcześniej. Przygotowałam sobie twarożek z kefirem i warzywami. Zjadłam co nie co, kiedy reszta nadal zapychała się smakołykami. Przy posiłku panowała zupełnie luźna i przyjemna atmosfera. Rozmowy, kawały- idealnie. Czułam, że wszystko zaczyna się układać. Kiedy z bliźniaczką zajęłyśmy się sprzątaniem, reszta ruszyła za dom, aby pograć w piłkę z Emi.
-Jak się czujesz?- zapytałam Tat, której brzuszek rósł z dnia na dzień.
-Powiedzmy, że w miarę. Jestem szczęśliwa z Niall'em i w ogóle, ale dziecko w wieku 19 lat, to jednak wyzwanie. Wiem, że damy sobie radę, bo musimy, ale czasami napadają mnie takie myśli...- westchnęła wycierając kolejny talerz suchą ścierką.
-Słońce.-zaczęłam.- Po pierwsze każdy czasem wątpi w swoją przyszłość i to normalne. Chyba jestem najlepszym, na to, przykładem. Ale także na to, że wszystko może się ułożyć. Dlatego nie martw się wiekiem, ale tym jaki kolor ścian wybierzesz, aby pomalować pokój maleństwa.- pocieszałam siostrę. Zaśmiała się cicho na moje słowa.- Kochana, jeszcze wiele niewiadomego w naszym życiu, ale nie możemy zawracać sobie tym głowy. Musimy myśleć jedynie o czasie teraźniejszym. Teraz skup się na związku i nadchodzącym macierzyństwu, jasne? Kocham cię i zawsze ci pomogę, pamiętaj. Nie masz się o co martwić. Nialler to wspaniały chłopak i na pewno krzywda ci się przy nim nie stanie.- Pogładziłam polik Tatiany.
-Dziękuję, zawsze wiesz co powiedzieć.- przyznała.
-Taki już mój dar.- zaśmiałam się. - Dobra. Kończmy to.- rzekłam. Po kilku minutach chłopcy i córka Lou oraz Elki wrócili do środka.
-Nie gracie?- zapytała Tati.
-Nie. Tomlinson zadzwonił, że małą chcą zabrać dziadkowie i mamy ją odwieść.- odpowiedział Horan.- Z resztą, my też się zbieramy...- Podszedł do Tats i objął ją w tali całując usta dziewczyny z uczuciem. Po pocałunku zerknęła na niego pytająco.- Mamy wizytę u ginekologa.- Rozczuliłam się na słowa blondyna. To takie urocze, że mówił "my" zamiast "ty".
-A! No tak.- zachichotała moja bliźniaczka.- Dobrze, że mam ciebie. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.- Wtuliła się w tors ukochanego. Po jakimś czasie zniknęli wraz z Emily.
-No, a my zbieramy się już jutro.- oznajmił Calum.
-Co?! Przecież...- zdziwiona zareagowałam.
-Spokojnie tygrysie.- przerwał mi Mike.
-Ale ja nie chcę, żebyście wyjeżdżali.- jęknęłam. Wyrwałam się z uścisku Hazz'y na rzecz wtulenia się w Hood'a.
-Musimy, mała.- zaśmiał się.
-No, ale jak na razie, to musimy jechać złożyć zeznania.- wtrącił się Michael. Ashton oraz Clifford udali się na komisariat, kiedy Luke oraz Cal poczęli się pakować. Postanowiłam coś ze sobą zrobić. Wybrałam się do mojej agencji, aby porozmawiać z Cindy jedynie o pracy. Oczywiście po drodze mknęła za mną chmara fotoreporterów, jaka nie odstępowała mnie choćby na krok. Nie mogłam nic z tym zrobić, póki plotki nie miały ucichać. Musiałam się przyzwyczaić. Wszyscy przywitali mnie z entuzjazmem w agencji, lecz mimo to czułam ile fałszu przez to przesiąka. Byłam pewna, że wszyscy rozmawiali tylko o tym i wiele osób wymyślało pełno historyjek na mój temat. Postanowiłam jednak nie komentować i dziękowałam odchodząc. Nareszcie natrafiłam na Cin.
-Hej misia.- przywitała mnie całusem w polik.
-Cześć.- odpowiedziałam.
-Chodź do mojego biura.- zaprosiła mnie. Przy kawie zaczęłyśmy rozmowę.- Michi, sytuacja wygląda w następujący sposób.- zaczęła.- Nie ma opcji, żebyś w stu procentach wróciła do zawodu. Jednak nie martw się, wciąż będziesz miała masę sesji, pokazów i reklam. Jednak twój kontrakt jest jakby zrekonstruowany i nie podlegasz wyłącznej dyspozycji agencji. Jesteś nadal przedstawicielką naszej firmy, ale możesz brać udział także w produkcjach innych instytucji. Od teraz potrzebujesz manager'a, jeżeli chcesz utrzymać się na rynku. Jednakże, radzę ci na razie zbytnio nie ingerować w życie publiczne, z uwagi na te wszystkie artykułu plotkarskie. Może wyniknąć z tego coś niepożądanego. Na tą chwilę masz zaplanowany dwutygodniowy urlop. Później zaczynamy współpracę. Pierwszą sesję masz właśnie za dwa tygodnie, a najbliższy pokaz ma odbyć się za trzy. Nie martw się mamy konkretne zamiary względem ciebie, jednak nie będą one wymagały od ciebie takich poświęceń i wysiłku. Powiedzmy, że wskoczyłam w naszym rankingu szczebel wyżej i mam coś do powiedzenia w tej sprawie, kochana. Wszystko będzie odbywało się w sposób nie zagrażający twojemu zdrowiu, czy życiu. Jesteś teraz naszą lubą i musimy o ciebie dbać, słoneczko. Jeżeli chcesz mogę ci pomóc jeszcze w poszukiwaniu manager'a.- recytowała jak najęta nawet na mnie nie patrząc. Przeglądała papiery, to mieszała coś w komputerze. Byłam pod jej wrażeniem.
-Chyba już znalazłam.- Znacząco się uśmiechnęłam.- Chcesz nim zostać?- zaproponowałam.
-Czekałam aż zapytasz.- Obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Dopracowałyśmy jeszcze wspólnie szczegóły i mogłam opuścić budynek. Postanowiłam coś zmienić w sobie, ze względu na moją wypłowiałą po pobycie w szpitalu osobę. Udałam się do salonu piękności, gdzie najpierw poprawili moje paznokcie, następnie oczyścili i nawilżyli skórę, kolejno podreperowali włosy. Po wyjściu z odnowy czułam się jak nowo narodzona. Wróciłam do domu. Kiedy wkroczyłam do salonu mój dobry humor uległ zmianie...
Hej! Przepraszam was moi Kochani, że wczoraj mnie nie było :'( Nauka :/ Wybaczcie, lecz musicie być przygotowani na takie ewentualności, które mogą czasami się mi zdarzać, ze względu na ostatnią klasę gimnazjum, jaka niesie ze sobą ogromy bagaż materiału :p Oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba ^.^ Piszcie ;) Szczególnie dzisiaj, chciałabym podziękować Ewie <3 Zmotywowałaś mnie do działania imaginem na twojej stronce Kochanie :) Bez Ciebie nie miałabym takiej motywacji :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
środa, 30 września 2015
poniedziałek, 28 września 2015
Confidence Epilog
Wiele się zmieniło w moim życiu. Musiałam przywyknąć do siebie, do swojego zachowania, przeszłości i nowej osobowości. Początkowo nie radziłam sobie z tym i odreagowywałam płaczem. Po jakimś czasie, natomiast nastała ulga. Przywykłam do nowej historii mojego życia. Wróciłam do rzeczywistości.
Sprawa z Payn'em szybko się rozwiązała. Jego agencja odczepiła się od mojej familii. Powiedzmy, że zawarliśmy pomiędzy sobą sojusz.
Musiałam skłamać trochę przyjaciół, którzy przy mnie zostali. Wmówiłam im, iż miałam terapię na wyjeździe i zmieniłam się. Bez większych pytań przyjęli to do wiadomości. Ale dlaczego tych którzy przy mnie pozostali? Może dlatego, że Mirell uwierzyła Chance'owi i odwróciła się kompletnie od mojego towarzystwa. Wyjechała z nim do Stanów, więcej nie wiem. Podobnie Sav oraz Harold, bez pożegnania udali się za granicę i więcej ich nie zobaczyłam.
Al uspokoiła się nieco z imprezowaniem. A tu was zaskoczę...Pod wpływem Louis'a, który okazał się być przyjemnym facetem, mimo swojego zawodu. Dbał o dziewczynę i najwyraźniej się kochali, więc nie mogłam się sprzeciwiać ich szczęściu, bądź obawiać się bruneta.
Nadal mieszkałam z Alexis. Nad sobą wciąż miałam nadzór Niall'a. Jednak nie był natarczywy. Wręcz przeciwnie, odwiedzał nas, a ja lubiłam go coraz bardziej i bardziej. Codziennie się z nim widziałam. Nie tylko kiedy przybywał do Alex, bądź na kontrolę. Spotykałam się z nim po zajęciach na studiach, po pracy, w wolne dni. Przyznam, że z czasem coś zaczęło się pomiędzy nami dziać, ale do tego jeszcze wrócę później...
Niemal wszystko było po staremu, tyle tylko, że przeżywałam to jako inna i chyba lepsza Avecra. Do mojej codzienności dołączył Ernest i jego świeżo upieczona rodzinka. Natychmiast złapałam wspólny język z kobietą mojego brata, a kiedy na świat przyszedł mały Xabi zakochałam się w nim. Rodzice malucha stwierdzili, iż ich potomek jest bardzo do mnie podobny. Dostrzegałam w tym nutkę prawdy (; . Często opiekowałam się dzieciaczkiem, kiedy młoda para potrzebowała chwili dla siebie. To odbudowywało moją relację z Er'em.
Skończyłam studia z wyróżnieniem, znalazłam lepszą pracę i w końcu znalazłam swoje własne mieszkanie. Było przestronne i urządzone w stylu Vintage, co od zawsze mi się podobało. Szczerze, zadowalało mnie nowe życie.
Dobrze, dobrze opowiem teraz o relacji z Niall'em, bo to zapewne interesuje was najbardziej. Tak jak już wspomniałam chodziliśmy na randki. Powoli się do siebie zbliżaliśmy. Żadne z nas się tego nie spodziewało i żadne z nas nie chciało się spieszyć. To wyszło tak... Nieoczekiwanie. Poznawaliśmy się coraz lepiej i czekaliśmy aż poniesie nas chwila. Ten moment nadszedł po 3 latach nieoficjalnego związku opartego na przyjaźni, tak wiem trochę chore, lecz tak bezpieczniej jest zaczynać partnerstwo. Właściwie nasze startowało nieświadomie. Całe nasze towarzystwo naciskało, laski mnie namawiało, nawet mój braciszek polecał blondasa, co wydawało się niemożliwe ze względu na jego wymagania względem potencjalnych wybranków mego serca. Jeżeli każdy podlegał dokładnej selekcji Ernest'a, a on sam wielbił Nialler'a, to byłam pewna, że to dobra partia. Horan pomagał mi w przeprowadzce. Wnosiliśmy drobiazgi umieszczone w kartonach, kolejno układaliśmy je. Kolejno zabraliśmy się za malowanie ostatniego, pustego jeszcze pokoju. Jeszcze nie zagospodarowałam wtedy tego pomieszczenia, lecz łyse ściany mi nie odpowiadały. Niall był moim najbliższym przyjacielem, więc bezinteresownie mnie we wszystkim wspierał. Po pięciu minutach pracy przy kolorowaniu ścian wpadłam na świetny pomysł. Chlusnęłam w kierunku towarzysza farbą. Przyjął cios na brzuch. Rozpoczęła się najprzyjemniejsza walka jaką miałam okazję przebyć. Doskonale się bawiłam. Kochałam śmiech niebieskookiego. Z każdą sekundą nasze ciała dzieliła coraz mniejsza odległość, aż w końcu doszło do namiętnego pocałunku. Tak własnie się to zaczęło...
A dzisiaj, po sześciu latach znów kolorujemy ściany pokoju. Powoli zaczyna do nas docierać, że zostaniemy rodzicami. Tak...Ja i Niall. Para z przypadku. Nie pomyślałabym, że to wszystko się tak potoczy. Że mogę być silną, pewną siebie kobietą. Z dumą mogę przyznać, że jestem szczęśliwą kobietą, chyba nawet najszczęśliwszą, nawet z tą zagmatwaną przeszłością...Tak. Pewność siebie.
Nie żałuję. Nie jestem sobą. Nigdy znów nią nie będę. Teraz jestem silniejsza, może nawet lepsza. Nie wierzyłam, ale się przekonałam..
Heja! Późno? Bo szkoła :'( Wybaczcie :/ Oto taki epilog na luzie, pisany nowoczesnym językiem, gdyż nie miałam zamiaru wymyślać jakiś poezji, skoro przekaz jest ten sam ;3 Mam nadzieję, że się wam spodoba i, że całe opowiadanie było przyjemne do czytania :) To już oficjalny koniec "Confidence" :')
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
niedziela, 27 września 2015
Uninhabited 3
Zerknęłam w jego kierunku.
-Nie prawda.-wypierałam jego słowa.
-Prawda. Do tego te delikatne rysy, oczy, włosy...Ideał.-Myślałam, że sobie ze mnie żartuje. Lecz zrozumiałam, iż jest w stu procentach poważny. Nie odpowiedziałam już nic. Po prostu oglądałam jak płomienie rytmicznie skaczą przede mną. Nawet nie wiem jak i kiedy zapadłam w głęboki sen...
***
Obudziło mnie dziwne stukanie i hałasy. Otworzyłam niepewnie oczy. Zauważyłam na sobie koszulę Harry'ego. Przykrył mnie nią kiedy spałam. Ognisko wygasło. Dzień był słoneczny, ptaszki śpiewały. Głośne odgłosy dobiegały z dalszego odcinka lasu. Zdjęłam z nadgarstka gumkę i spięłam włosy w kucyk. Odzież jaka przed sekundą na mnie leżała, narzuciłam na siebie. Ruszyłam. Po niecałej minucie dotarłam na miejsce. Ujrzałam Harolda zmagającego się z wiązaniem jakiś kawałków drewna. Zrozumiałam, że próbuje zbudować schronienie. Nadepnęłam na jakiś patyk, który się połamał. Dałam więc znak o swojej obecności. Lokaty zwrócił na mnie uwagę.
-Dzień dobry.- odezwałam się lekko uśmiechając.
-Hej.- przywitał się radośnie. Zmierzył mnie wzrokiem.- Ładnie ci w mojej koszuli.-przyznał.
-Dziękuję, że mnie nią przykryłeś.- Jakby zignorowałam komplement.
-Nie dziękuj, to normalne, że się o ciebie boję.- Wrócił do wcześniejszego zajęcia. Zbliżyłam się.
-Jak ci idzie?- zapytałam.- Pomóc coś?
-Jak chcesz możesz znaleźć jakieś gałęzie na dach.- odparł. Natychmiast wzięłam się do pracy. Oddaliłam się. Kiedy stwierdziłam, iż więcej drzewa nie uniosę postanowiłam wrócić. Kiedy stąpałam pomiędzy korzeniami drzew usłyszałam syk i ukłucie w lewej łydce. Krzyknęłam z bólu i upuściłam wszystko co miałam w rękach. Spojrzałam pod nogi i ujrzałam węża. Odruchowo nadepnęłam na jego głowę. Cofnęłam się kilka kroków i opadłam na ziemię. Po krótkiej chwili pojawił się przy mnie zielonooki.
-Co się stało?- Spanikowany zapytał.
-Wąż mnie ukąsił.- wydukałam zbolała. Natychmiast zaczął szukać śladu, kiedy natrafił na właściwe miejsce niespodziewanie podniósł moją kończynę i bez zastanowienia przystawił do niej usta. Wyssał jad z mojego organizmu. Byłam pod wrażeniem jego umiejętności. Niespodziewanie złapał mnie jak pannę młodą i zaczął biec w kierunku plaży. Wyglądał na tak skupionego i przejętego. Delikatnie ułożył mnie przy samym brzegu, a sam wszedł po kostki do wody. Zimną H2O przemył moją ranę. Ulżyło mi, udręka ustąpiła w pewnym stopniu.
-Lepiej?- odezwał się głębokim głosem. Za moment zapatrzyłam się na twarz Harold'a. Ocknęłam się po kilku sekundach.
-Ttak.- jęknęłam zerkając na ślad po ukąszeniu. -Dziękuję Harry.- Znów zatraciłam się w ślepiach chłopaka.
-Ile razy mam to powtarzać...- Ze śmiechem zaczął.
-Nie dziękuj, to normalne, że się o ciebie boję.- Na raz dokończyliśmy. Kolejno wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dokładnie.- potwierdził. -A teraz zabieram cię i więcej nie ruszasz się nigdzie, bo robisz sobie tylko krzywdę kruszynko.- zaszydził.
-Ha ha.- powiedziałam. -Uważasz mnie za niedojdę?- Gdy znów wracałam do lasu na rękach Hazz'y zapytałam.
-Nie.- odparł.-Uważam, że jesteś...Za delikatna do pracy.- wyjaśnił. Myślę, że próbował być delikatny, ale raczej mu się to nie udało. Poczułam się urażona, ale nie miałam zamiaru tego okazywać. Postanowiłam przekonać go jak waleczną jestem osobą w przyszłości, aby zwyczajnie go zaskoczyć. On uczynił to ze mną już za wiele razy...
*Oczami Taylor.
Pół nocy spędziłam na grze w bilard z Niall'em. Kolejne pół przespałam w swojej kajucie. Brakowało mi w pomieszczeniu Julii. Byłam niemal pewna, że spędziła czas do rana z Harry'm. Obudziłam się około godziny 11.00. Odświeżyłam się i przygotowałam do kolejnego dnia. Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam.
-Hej Tay.- Blondyn przywitał mnie buziakiem w policzek. -Czy jest Julia?- Z przejętą miną zapytał.
-Cześć, nie ma jej od wczoraj.- odpowiedziałam. -A dlaczego?- Nie miałam pojęcia o co chodzi. Wyglądał na wystraszonego.
-Nie mogę znaleźć Harold'a, myślałem, że może Juls wie co z nim. Cały statek przeszukałem, dosłownie. A nie ma po nim śladu.- wyjaśnił chodząc nerwowo po dywanie.
-Tyle tylko, że Jula też się rozpłynęła bez znaku życia.- Moje serce zaczęło bić szybciej.- A jak się utopili albo ich rekiny zeżarły?- Spanikowana dukałam.
-Nie to niemożliwe...- Zaprotestował Nialler.
-Tak? A masz inne wyjaśnienie jeżeli nigdzie ich nie ma?- Niemal wykrzyczałam mu to w twarz.
-Nie wiem, nie wiem. Jetem zdenerwowany, nie myślę.- wyrecytował. Nie miałam pojęcia co robić ani co myśleć. Byłam przerażona, musieliśmy zadziałać...
*Oczami Julii
Hazz ułożył mnie na grubej gałęzi drzewa i zajął się pracą. Obserwowałam poczynania bruneta z uwagą. Wyglądał tak bardzo...Stop! Przestań!~ karciłam się w myślach. Mimo moich licznych protestów, podświadomie pożądałam seksownego ciała Harold'a. Był niewiarygodnie seksowny. Ciało miał wyrzeźbione idealnie, niemal jak Adonis. Tatuaże dodawały mu zadziorności. Podobał mi się fizycznie i moralnie, martwiło mnie to. Nie wiedziałam jak skończy się nasz pobyt na bezludnej wyspie we dwoje. Nie chciałam mu ulegnąć, lecz wiedziałam, że nie mam silnej woli, zwłaszcza kiedy czegoś bardzo chcę...
Hejka! Mam nadzieję, ze spodoba się wam rozdziałek ;) Życzę wam miłego dnia, później powinnam się jeszcze pojawić, nic nie obiecuję ;3 Będę się starała <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
sobota, 26 września 2015
Imagin Liam
Wcześniej żyłem jako najszczęśliwszy zajęty chłopak na ziemi. Miałem Sophię, myślałem, że to ta jedyna. Jednak zostawiła mnie dla innego, co przeżywałem przez długi czas. Opuściła mnie na sam koniec trasy, więc cieszyłem się, że nie będę musiał zwodzić fanów poprzez występy bez dawania z siebie życia. Wiele nocy przepłakałem, lecz publicznie starałem nie dawać po sobie poznać jak smutny jestem. Odłączyłem się od świata. Zaszyłem się w swoim domu w LA i czekałem aż samo mi przejdzie. Nigdy nie potrafiłem uleczyć sobie złamanego serca. Ani alkohol ani żadne używki, czy zabawy nie poprawiały mojego samopoczucia. To zwyczajnie musiało ode mnie odejść, tak po prostu. Nie mogłem znieść, iż te wszystkie piękne chwile muszę oddać w zapomnienie. Bardzo kochałem Soph. Przyznaję, że była pierwszą dziewczyną, którą pokochałem na poważnie. Byłem w stanie uczynić wszystko dla tej kobiety, a ona z dnia na dzień oznajmiła mi, że to koniec. Naprawdę pogrążyłem się w głębokiej rozpaczy, jaką ciężko opisać słowami.
Pozostawiłem wszystkie portale społecznościowe na pastwę losu. Nie zaglądałem tam. Jednak pewnego wieczoru, coś mnie naszło. Zajrzałem na TT. Oczywiście na ekranie IPhona 5S wyświetliło się mi pełno tweet'ów typu: "Follow me". Standardowa fala próśb. Serce mi pękało widząc to wszystko, bo wiedziałem, że nie mogę zaobserwować wszystkich. Przeglądałem stronę główną około dziesięć minut. Niespodziewanie przyszła do mnie wiadomość prywatna, która wyjątkowo mnie zainteresowała. Oczywiście pojawiały się co sekundę, lecz ta akurat została przede mnie odczytana. Pamiętam ją jak dziś.:
Od (T.I) :
"Witaj Liam,
Jestem (T.I) i mam 21 lat. Jestem waszą fanką, gdyż zakochałam się w muzyce, jaką tworzycie. Bardzo niezręcznie jest mi do ciebie pisać, gdyż wiem, że dostajesz pełno takich wiadomości i zapewne nie zobaczysz właśnie tej. Mimo to, postanowiłam wysłać to do ciebie.
Chciałam tylko przekazać ci, iż mam nadzieję, że wszystko z tobą dobrze. Mieszkam w LA i widuję cię czasami, jednak nie mam odwagi się do ciebie odezwać. Widzę, że jesteś smutny i prawie nie wychodzisz na dwór. Jeżeli coś się dzieje to pamiętaj, iż zawsze będziemy z tobą, bo cię kochamy za to jak wspaniałym jesteś człowiekiem. Uśmiechnij się i idź przez życie dalej, gdyż nie ma czasu na smutki, trzeba cieszyć się młodością.
Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam. Jeżeli to przeczytasz, to przepraszam, że się wtrącam. Dziękuję, że jesteś. Powodzenia :)
(T.I)"
Kiedy wszystko przeskanowałem wzrokiem poprawił mi się humor. Może to dziwne, ale czułem empatię bijącą z tekstu. Zapomniałem na moment o swoich zmartwieniach. Wszedłem na profil dziewczyny i postanowiłem ją zaobserwować. Zabrałem się do pisania.
Do (T.I):
"Hej (T.I)
Jednak dostrzegłem twoją wiadomość spośród innych. Bardzo mi miło, naprawdę sprawiłaś, że poczułem się lepiej. Nie rozumiem dlaczego się mnie wstydzisz. Nie warto, jesteś piękna. Uśmiechnij się :)"
Spodziewałem się w odpowiedzi jakiś okrzyków radości, bądź wyznań miłości lub informacji jak bardzo nie wierzy w to, że odpowiedziałem jej. Jednak mnie zaskoczyła po kilku minutach komórka dała znak o otrzymaniu nowego tekstu.
Od (T.I):
"Wstydzę się ciebie, gdyż w swoim życiu spotkałeś tyle niesamowitych osób, tak oryginalnych i pięknych. Ja nie należę do takich i uważam, że zmarnowałabym tylko czas i twój i osoby, która mogłaby właśnie być na moim miejscu, ktoś kto zasługuje na to bardziej."
Zaskoczyło mnie to co ujrzałem. Nigdy nikt nie był nieśmiały w stosunku do mnie z takiego powodu. Natychmiast pożałowałem tej biednej dziewczyny. Obejrzałem jej profil. Według mnie wyglądała pięknie na każdym ze zdjęć. Cudowne oczy z głębią, jaka wydawała się kryć niejedną tajemnicę. Długie włosy, mały nosek, radosny uśmiech, śliczna twarzyczka, delikatne rysy. Średniego wzrostu, szczupła. Innymi słowy ideał. Do tego inteligenta, co wynikało z jej słów. Jednak bardzo nieśmiała i niewierząca w siebie. Nie chciałem, aby dalej tak żyła. Zapragnąłem jej pomóc i to zmienić.
Do (T.I):
"Nie mów tak. Każdy jest wyjątkowy na swój sposób. Ty jesteś niesamowita. Nawet nie wiesz jak różnisz się od innych. Jak mądrą i cudowną jesteś osobą. Tylko nie rozumiem dlaczego jesteś dla siebie taka krytyczna. Chciałbym cię poznać."
Od (T.I):
"Poważnie? Jesteś pewien, że warto? "
Do (T.I):
"Tak, jestem pewien. Proszę cię, pojaw się jutro o godzinie 14.30..."
Podałem dziewczynie adres mojej ulubionej herbaciarni. Zgodziła się na spotkanie. Przyznam, że myślałem o niej całą noc. Kompletnie wyleciała mi z głowy Sophia. Nie umiałem oderwać się od zdjęć (T.I) była taka piękna. Znalazłem filmik na którym śpiewa tańcząc do muzyki "You & I". Miała niewiarygodny głos i nieprawdopodobne możliwości akrobatyczne. Wykonywała te dwie czynności z taką lekkością, jakby wcale jej to nie męczyło. Jak uniosłem kąciki ust, tak nie opadały choćby na chwilę aż nie zapadłem w głęboki sen. Obudziłem się około 11.00. Od rana trzymał się mnie radosny humorek. Czułem się jak nowo narodzony. Nikt jeszcze tak szybko nie pomógł mi ze złamanym sercem. Może to bezuczuciowe, ale kompletnie nie przejmowałem się już Sophią. Pragnąłem tylko bliżej poznać (T.I). Wykonałem wszystkie rutynowe czynności poranne. Przygotowałem się na spotkanie i na nie ruszyłem. Po drodze zdarzyło się kilka autografów i zdjęć, lecz fani na szczęście nie narzucali się i bez większych problemów trafiłem do celu. Z daleka poznałem dziewczynę, z jaką pisałem wieczór wcześniej. Na żywo wyglądała jeszcze lepiej. Czytała książkę przy filiżance parującego napoju.
-Witaj.-odezwałem się podchodząc do niej. Zerwała się nagle na równe nogi odkładając lekturę na bok. Nachyliłem się do niej i ucałowałem w policzek. Uśmiechnęła się promiennie, co stanowiło miód na moje serce i założyła kosmyk włosów za ucho. Chyba zdała sobie sprawę co ma na nosie i od razu zdjęła okulary czerwieniąc się natychmiast.
-Witaj.-Skrępowana odparła. Zająłem miejsce naprzeciwko.
-Spokojnie, słodko wyglądałaś.-zaśmiałem się. Najwyraźniej rozluźniłem ją tym, co mnie ucieszyło.
-Dziękuję. Nie lubię ich nosić, są niesamowicie ciężkie.-zachichotała.
-Mogę?-Przytaknęła i podała mi szkiełka w oprawie. Rzeczywiście.
-Miałaś rację.-przyznałem oddając pięknej jej własność. Schowała bryle do torebki.-Dlaczego jesteś tak niepewna siebie?-zapytałem. Może niedelikatnie, lecz korciło mnie to, więc nie byłem w stanie tego pohamować.
-Ponieważ widziałeś tyle twarzy, byłeś w tylu miejscach. Wydaje mi się, że tylko bym cię zatrzymała i zmarnowała twój cenny czas. Nie chodzi o to, że nie znam swojej wartości. Po prostu nie chcę nikomu przeszkadzać. Zwyczajnie bardzo doceniam młodość, która przepływa pomiędzy palcami, a teraz masz swoje szczytowe momenty, jakich nie chcę zakłócać. Nikomu nie wchodzę w paradę. A, że zauważyłam jak smutny ostatnio bywasz chciałam ci pomóc.-opowiedziała jak z marszu. Ponownie wprawiła mnie w szok. Traktowała mnie jak równego sobie, rozmawiała ze mną tak szczerze i naturalnie. Doceniałem to, gdyż rzadko spotykałem to pośród wielbicieli zespołu, osób, które nie znają mnie osobiście.
-Jesteś nieprawdopodobna.-palnąłem wpatrując się w (T.I) jak w obrazek.
-Dziękuję.-zaśmiała się. Wtem dotarło do mnie co powiedziałem.
-Przepraszam.-ocknąłem się.
-Spokojnie, słodkie to było.-Naprawiła moje samopoczucie tymi słowami. Kiedy znajdowałem się obok dziewczyny czułem się taki...Szczęśliwy.
-Dziękuję.-odpowiedziałem. Serce zabiło mi mocniej.
Nauczyła mnie tylu rzeczy. Cieszyć się z życia, traktować innych na równi z sobą nieważne co, szczerość, odwaga, prostota, wiara, nadzieja, wierność, szacunek, pomoc, promienność, energiczność, pracowitość, czułość, wartość najmniejszego szczegółu, radość ze wszystkiego, a przede wszystkim miłość~ Oto co mi wpoiła. Moja ukochana, jedna i jedyna, niepowtarzalna. Nie wyobrażam sobie związku z kimś innym. Dopiero teraz poznałem szczęście. A wszystko potoczyło się tak niespodziewanie i szybko. W tak nieoczekiwanym momencie. Cieszę się, że ją spotkałem. Że własnie wtedy do mnie napisała, że to odczytałem. Tak zdecydowanie to było przeznaczenie. Tak, wierzę w nie.
Wy też uwierzcie. Wszystko jest zaplanowane tam u góry i nic nie dzieje się bez przyczyny. Doceniajcie młodość, doceniajcie małe rzeczy. Nie marnujcie czasu, jest bardzo cenny i w końcu minie pozostawiając po sobie jedynie znikły ślad. To wszystko ma sens, tylko trzeba go odkryć i uwierzyć...
Pozostawiłem wszystkie portale społecznościowe na pastwę losu. Nie zaglądałem tam. Jednak pewnego wieczoru, coś mnie naszło. Zajrzałem na TT. Oczywiście na ekranie IPhona 5S wyświetliło się mi pełno tweet'ów typu: "Follow me". Standardowa fala próśb. Serce mi pękało widząc to wszystko, bo wiedziałem, że nie mogę zaobserwować wszystkich. Przeglądałem stronę główną około dziesięć minut. Niespodziewanie przyszła do mnie wiadomość prywatna, która wyjątkowo mnie zainteresowała. Oczywiście pojawiały się co sekundę, lecz ta akurat została przede mnie odczytana. Pamiętam ją jak dziś.:
Od (T.I) :
"Witaj Liam,
Jestem (T.I) i mam 21 lat. Jestem waszą fanką, gdyż zakochałam się w muzyce, jaką tworzycie. Bardzo niezręcznie jest mi do ciebie pisać, gdyż wiem, że dostajesz pełno takich wiadomości i zapewne nie zobaczysz właśnie tej. Mimo to, postanowiłam wysłać to do ciebie.
Chciałam tylko przekazać ci, iż mam nadzieję, że wszystko z tobą dobrze. Mieszkam w LA i widuję cię czasami, jednak nie mam odwagi się do ciebie odezwać. Widzę, że jesteś smutny i prawie nie wychodzisz na dwór. Jeżeli coś się dzieje to pamiętaj, iż zawsze będziemy z tobą, bo cię kochamy za to jak wspaniałym jesteś człowiekiem. Uśmiechnij się i idź przez życie dalej, gdyż nie ma czasu na smutki, trzeba cieszyć się młodością.
Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam. Jeżeli to przeczytasz, to przepraszam, że się wtrącam. Dziękuję, że jesteś. Powodzenia :)
(T.I)"
Kiedy wszystko przeskanowałem wzrokiem poprawił mi się humor. Może to dziwne, ale czułem empatię bijącą z tekstu. Zapomniałem na moment o swoich zmartwieniach. Wszedłem na profil dziewczyny i postanowiłem ją zaobserwować. Zabrałem się do pisania.
Do (T.I):
"Hej (T.I)
Jednak dostrzegłem twoją wiadomość spośród innych. Bardzo mi miło, naprawdę sprawiłaś, że poczułem się lepiej. Nie rozumiem dlaczego się mnie wstydzisz. Nie warto, jesteś piękna. Uśmiechnij się :)"
Spodziewałem się w odpowiedzi jakiś okrzyków radości, bądź wyznań miłości lub informacji jak bardzo nie wierzy w to, że odpowiedziałem jej. Jednak mnie zaskoczyła po kilku minutach komórka dała znak o otrzymaniu nowego tekstu.
Od (T.I):
"Wstydzę się ciebie, gdyż w swoim życiu spotkałeś tyle niesamowitych osób, tak oryginalnych i pięknych. Ja nie należę do takich i uważam, że zmarnowałabym tylko czas i twój i osoby, która mogłaby właśnie być na moim miejscu, ktoś kto zasługuje na to bardziej."
Zaskoczyło mnie to co ujrzałem. Nigdy nikt nie był nieśmiały w stosunku do mnie z takiego powodu. Natychmiast pożałowałem tej biednej dziewczyny. Obejrzałem jej profil. Według mnie wyglądała pięknie na każdym ze zdjęć. Cudowne oczy z głębią, jaka wydawała się kryć niejedną tajemnicę. Długie włosy, mały nosek, radosny uśmiech, śliczna twarzyczka, delikatne rysy. Średniego wzrostu, szczupła. Innymi słowy ideał. Do tego inteligenta, co wynikało z jej słów. Jednak bardzo nieśmiała i niewierząca w siebie. Nie chciałem, aby dalej tak żyła. Zapragnąłem jej pomóc i to zmienić.
Do (T.I):
"Nie mów tak. Każdy jest wyjątkowy na swój sposób. Ty jesteś niesamowita. Nawet nie wiesz jak różnisz się od innych. Jak mądrą i cudowną jesteś osobą. Tylko nie rozumiem dlaczego jesteś dla siebie taka krytyczna. Chciałbym cię poznać."
Od (T.I):
"Poważnie? Jesteś pewien, że warto? "
Do (T.I):
"Tak, jestem pewien. Proszę cię, pojaw się jutro o godzinie 14.30..."
Podałem dziewczynie adres mojej ulubionej herbaciarni. Zgodziła się na spotkanie. Przyznam, że myślałem o niej całą noc. Kompletnie wyleciała mi z głowy Sophia. Nie umiałem oderwać się od zdjęć (T.I) była taka piękna. Znalazłem filmik na którym śpiewa tańcząc do muzyki "You & I". Miała niewiarygodny głos i nieprawdopodobne możliwości akrobatyczne. Wykonywała te dwie czynności z taką lekkością, jakby wcale jej to nie męczyło. Jak uniosłem kąciki ust, tak nie opadały choćby na chwilę aż nie zapadłem w głęboki sen. Obudziłem się około 11.00. Od rana trzymał się mnie radosny humorek. Czułem się jak nowo narodzony. Nikt jeszcze tak szybko nie pomógł mi ze złamanym sercem. Może to bezuczuciowe, ale kompletnie nie przejmowałem się już Sophią. Pragnąłem tylko bliżej poznać (T.I). Wykonałem wszystkie rutynowe czynności poranne. Przygotowałem się na spotkanie i na nie ruszyłem. Po drodze zdarzyło się kilka autografów i zdjęć, lecz fani na szczęście nie narzucali się i bez większych problemów trafiłem do celu. Z daleka poznałem dziewczynę, z jaką pisałem wieczór wcześniej. Na żywo wyglądała jeszcze lepiej. Czytała książkę przy filiżance parującego napoju.
-Witaj.-odezwałem się podchodząc do niej. Zerwała się nagle na równe nogi odkładając lekturę na bok. Nachyliłem się do niej i ucałowałem w policzek. Uśmiechnęła się promiennie, co stanowiło miód na moje serce i założyła kosmyk włosów za ucho. Chyba zdała sobie sprawę co ma na nosie i od razu zdjęła okulary czerwieniąc się natychmiast.
-Witaj.-Skrępowana odparła. Zająłem miejsce naprzeciwko.
-Spokojnie, słodko wyglądałaś.-zaśmiałem się. Najwyraźniej rozluźniłem ją tym, co mnie ucieszyło.
-Dziękuję. Nie lubię ich nosić, są niesamowicie ciężkie.-zachichotała.
-Mogę?-Przytaknęła i podała mi szkiełka w oprawie. Rzeczywiście.
-Miałaś rację.-przyznałem oddając pięknej jej własność. Schowała bryle do torebki.-Dlaczego jesteś tak niepewna siebie?-zapytałem. Może niedelikatnie, lecz korciło mnie to, więc nie byłem w stanie tego pohamować.
-Ponieważ widziałeś tyle twarzy, byłeś w tylu miejscach. Wydaje mi się, że tylko bym cię zatrzymała i zmarnowała twój cenny czas. Nie chodzi o to, że nie znam swojej wartości. Po prostu nie chcę nikomu przeszkadzać. Zwyczajnie bardzo doceniam młodość, która przepływa pomiędzy palcami, a teraz masz swoje szczytowe momenty, jakich nie chcę zakłócać. Nikomu nie wchodzę w paradę. A, że zauważyłam jak smutny ostatnio bywasz chciałam ci pomóc.-opowiedziała jak z marszu. Ponownie wprawiła mnie w szok. Traktowała mnie jak równego sobie, rozmawiała ze mną tak szczerze i naturalnie. Doceniałem to, gdyż rzadko spotykałem to pośród wielbicieli zespołu, osób, które nie znają mnie osobiście.
-Jesteś nieprawdopodobna.-palnąłem wpatrując się w (T.I) jak w obrazek.
-Dziękuję.-zaśmiała się. Wtem dotarło do mnie co powiedziałem.
-Przepraszam.-ocknąłem się.
-Spokojnie, słodkie to było.-Naprawiła moje samopoczucie tymi słowami. Kiedy znajdowałem się obok dziewczyny czułem się taki...Szczęśliwy.
-Dziękuję.-odpowiedziałem. Serce zabiło mi mocniej.
Nauczyła mnie tylu rzeczy. Cieszyć się z życia, traktować innych na równi z sobą nieważne co, szczerość, odwaga, prostota, wiara, nadzieja, wierność, szacunek, pomoc, promienność, energiczność, pracowitość, czułość, wartość najmniejszego szczegółu, radość ze wszystkiego, a przede wszystkim miłość~ Oto co mi wpoiła. Moja ukochana, jedna i jedyna, niepowtarzalna. Nie wyobrażam sobie związku z kimś innym. Dopiero teraz poznałem szczęście. A wszystko potoczyło się tak niespodziewanie i szybko. W tak nieoczekiwanym momencie. Cieszę się, że ją spotkałem. Że własnie wtedy do mnie napisała, że to odczytałem. Tak zdecydowanie to było przeznaczenie. Tak, wierzę w nie.
Wy też uwierzcie. Wszystko jest zaplanowane tam u góry i nic nie dzieje się bez przyczyny. Doceniajcie młodość, doceniajcie małe rzeczy. Nie marnujcie czasu, jest bardzo cenny i w końcu minie pozostawiając po sobie jedynie znikły ślad. To wszystko ma sens, tylko trzeba go odkryć i uwierzyć...

Hej! Kochani :) Nabrało mnie na taki własnie imagin z pewnego powodu ;3 Mianowicie chodzi o poznaną dzisiaj przeze mnie osobę :D Jest ona jedną z naszych sióstr i jesteśmy bardzo, ale to bardzo podobne, niemal identyczne :D Poczułam, że mam po co żyć, bo od dawna nie miałam zbytnio dobrego humoru i potrzebowałam takiego energicznego kopa, a jak wiecie spotkanie innej directioner to wspaniałe przeżycie wywołujące masę pozytywnych emocji :D Przyznam, że aż popłakałam się z radości :3 Mam nadzieję, że imagin się spodoba ;) Piszcie c:
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Little Sweet Angel 66
-Ash! Michael!-Później przytuliła Mi.-Daisy! Cindy!-Następne w kolejce były dwie siostry. Przywitała jeszcze Liam'a, Soph, Zayn, Perrie oraz Emily.
-Rebecca.-przedstawiła się niska kobietka o różowych włosach.
-Michell, miło mi cię poznać.
-Niespodzianka.-Objąłem ją i pocałowałem w głowę.
-Najlepsza na świecie. Dziękuję ci.-Obdarowała mnie słodkim całusem. Zapowiadało się dobrze, szkoda, że nie do końca tak było...
***
Wszyscy rozsiedli się w salonie popijając to drinki, to soki lub wodę. Każdy rozmawiał z każdym w świetnym humorze. Moja ukochana siedziała na moich kolanach wtulając się w mój tors. Marzyłem o tym tak długo, o jej dotyku. Brakowało mi po prostu obecności Michi. Jednak spokój przerwały krzyki dobiegające z kuchni.
-...Spieprzaj!-Po tym rozległ się huk, jakby ktoś uderzył kogoś w twarz.
-Jak możesz mu to robić? Jesteś zwykłą suką!-Po głosie poznałem, iż to Ashton. Trzask szuflady sprawił, że całe towarzystwo podskoczyło z zaskoczenia.-Co ty wyprawiasz?!-warknął. Niespodziewanie wybiegł z pomieszczenia się nam ukazując. Za nim przybiegła Rebecca z nożem w dłoni. Nam wszystkim oczy wyszły na wierzch. W przeciągu sekundy Louis złapał małą Emi i schował pomiędzy sobą, a El. Osłaniał je obie, jak każdy z nas swoja kobietę.-Ta wariatka chce mnie zabić.-wydukał przerażony Ash.
-Beca, przestań.-Michael postanowił zainterweniować. Nie wiem dlaczego, ale odruchowo przycisnąłem mocniej do siebie Michell.
-Odejdź!-krzyknęła grożąc mu narzędziem. Usiadł na swoje miejsce ze strachem w oczach. Naszą cała paczkę opanował paraliż. Czułem jak Mi się trzęsie. Blondyn skorzystał z braku uwagi ze strony Reb i wyrwał jej nóż z dłoni. Jednak ta zdążyła jeszcze przejechać po jego śródręczu ostrzem. M szybko się zerwał i skrępował ruchy różowowłosej. Po kilkunastu minutach zabrała ją policja. Chłopcy mieli stawić się za zeznania kolejnego dnia. Wszyscy milczeli w szoku. Cindy udała się opatrzyć ranę Ash'a.
-Kochani, naprawdę was przepraszam. Tak bardzo mi wstyd.-Zażenowany Michael opadł na krzesło.
-To nie twoja wina, nie znałeś jej od tej strony.-Perrie go uspokajała. Wszyscy powtarzaliśmy mu, iż to po prostu chora psychicznie osoba, a on zwyczajnie tego tak nie odczytał. Szkoda mi się go zrobiło. Szerze, był najmilszym i wydaje mi się, że najtroskliwszym chłopakiem z ekipy, a nie szło mu w miłości. Wszystko się uspokoiło i powrócił wcześniejszy klimat.
-Harry.-szepnęła Chelly. Spojrzałem jej w oczy.
-Tak słoneczko?-Uśmiechnąłem się.
-Chcę coś zjeść.-zachichotała. Zrozumiałem aluzję. Złapałem na kremową babeczkę, jaka stała na stoliku przede mną. Nakarmiłem nią blondyneczkę. Cieszyłem się tym widokiem, nie tylko dlatego, że całe usta i nosek miała w białym kremie, lecz przez to, że stara się zwalczyć chorobę.-Dziękuję.-Obdarowała mnie całusem.
-Wyglądasz uroczo.-przyznałem.
-Dlaczego?-W odpowiedzi wytarłem czubek jej nosa.-Tęskniłam za tobą.-Tym razem pocałunek stał się namiętny i czuły.
-Wiecie, że my też tu jesteśmy?-odezwał się Liam. Reszta wieczoru minęła bardzo przyjemnie. Tatiana z Niall'em, bracia Michell oraz mała Emily u nas nocowali. Reszta udała się do swoich mieszkań. Pożegnaliśmy przyjaciół. Michi ułożyła do snu Ems. Kiedy wróciła do naszej sypialni zbliżyłem się do kobietki.
-Mam propozycję...-powiedziałem.
-To znaczy?-Ułożyłem dłonie na jej tali.
-Kąpiel we dwoje?-zaproponowałem.
-No nie wiem.-Postanowiła się ze mną droczyć. Wziąłem ją na ręce i wpiłem w usta.-No dobra.-zgodziła się.
*Oczami Michell
*Kolejny dzień.
Obudziłam się obok lokatego jako najszczęśliwsza dziewczyna na świecie. Wszystko się rozwiązało. Kompletnie nie winiłam Harold'a za ten incydent. Moja miłość potrafiła przebaczyć wszystko. Pragnęłam pokonać chorobę dla nas, abym nie zostawiła go samego. Słyszałam każde kierowane do mnie słowo podczas śpiączki, więc wiem w jak fatalnym był stanie psychicznym. Wciąż miałam poczucie winy, iż doprowadziłam się do tak krytycznego stanu i wystawiłam Harold'a na taką próbę. Niestety nie mogłam cofnąć czasu.
-Dzień dobry księżniczko.-Moje przemyślenia przerwał głos Hazz'y.
-Dzień dobry królewiczu.-Nasze spojrzenia się spotkały. Kochałam jego oczy, były wspaniałe. Kryły w sobie tyle tajemnic...
-Jak się spało?-zapytał.
-Cudownie, bo obok ciebie. Szkoda tylko, że tak krótko.-przyznałam ze śmiechem.
-Taak.-zgodził się. Niespodziewanie rozległo się ciche pukanie do drzwi.-Proszę.-zawołał mój ukochany. Bariera się uchyliła, a zza niej wyłoniła się Emily.
-Cześć!-Rozbiegła się i wskoczyła pomiędzy nas.
-Hej maluchu.-przywitaliśmy się z nią.
-Co tu robicie?-Wymieniłam znaczące, rozbawione spojrzenia z Harry'm.
-Mmm...My rozmawialiśmy.-odparł zielonooki.
-Jasne.-prychnęła brunetka. Wybuchnęliśmy rechotem. Przywykliśmy do faktu, iż mała jest bardzo inteligentna i rozumie o wiele więcej, niż powinna. Tłumaczyliśmy to sobie~"Przecież to córka Louis'a"...
Hejka! Dzisiaj witamy się z takim rozdziałem ;) Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;3 Nie wiem czy dzisiaj się jeszcze coś pojawi, gdyż mam zbiórkę żywności, na której stoję na wolontariacie ;) Nie bądźcie źli ;))
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Rebecca.-przedstawiła się niska kobietka o różowych włosach.
-Michell, miło mi cię poznać.
-Niespodzianka.-Objąłem ją i pocałowałem w głowę.
-Najlepsza na świecie. Dziękuję ci.-Obdarowała mnie słodkim całusem. Zapowiadało się dobrze, szkoda, że nie do końca tak było...
***
Wszyscy rozsiedli się w salonie popijając to drinki, to soki lub wodę. Każdy rozmawiał z każdym w świetnym humorze. Moja ukochana siedziała na moich kolanach wtulając się w mój tors. Marzyłem o tym tak długo, o jej dotyku. Brakowało mi po prostu obecności Michi. Jednak spokój przerwały krzyki dobiegające z kuchni.
-...Spieprzaj!-Po tym rozległ się huk, jakby ktoś uderzył kogoś w twarz.
-Jak możesz mu to robić? Jesteś zwykłą suką!-Po głosie poznałem, iż to Ashton. Trzask szuflady sprawił, że całe towarzystwo podskoczyło z zaskoczenia.-Co ty wyprawiasz?!-warknął. Niespodziewanie wybiegł z pomieszczenia się nam ukazując. Za nim przybiegła Rebecca z nożem w dłoni. Nam wszystkim oczy wyszły na wierzch. W przeciągu sekundy Louis złapał małą Emi i schował pomiędzy sobą, a El. Osłaniał je obie, jak każdy z nas swoja kobietę.-Ta wariatka chce mnie zabić.-wydukał przerażony Ash.
-Beca, przestań.-Michael postanowił zainterweniować. Nie wiem dlaczego, ale odruchowo przycisnąłem mocniej do siebie Michell.
-Odejdź!-krzyknęła grożąc mu narzędziem. Usiadł na swoje miejsce ze strachem w oczach. Naszą cała paczkę opanował paraliż. Czułem jak Mi się trzęsie. Blondyn skorzystał z braku uwagi ze strony Reb i wyrwał jej nóż z dłoni. Jednak ta zdążyła jeszcze przejechać po jego śródręczu ostrzem. M szybko się zerwał i skrępował ruchy różowowłosej. Po kilkunastu minutach zabrała ją policja. Chłopcy mieli stawić się za zeznania kolejnego dnia. Wszyscy milczeli w szoku. Cindy udała się opatrzyć ranę Ash'a.
-Kochani, naprawdę was przepraszam. Tak bardzo mi wstyd.-Zażenowany Michael opadł na krzesło.
-To nie twoja wina, nie znałeś jej od tej strony.-Perrie go uspokajała. Wszyscy powtarzaliśmy mu, iż to po prostu chora psychicznie osoba, a on zwyczajnie tego tak nie odczytał. Szkoda mi się go zrobiło. Szerze, był najmilszym i wydaje mi się, że najtroskliwszym chłopakiem z ekipy, a nie szło mu w miłości. Wszystko się uspokoiło i powrócił wcześniejszy klimat.
-Harry.-szepnęła Chelly. Spojrzałem jej w oczy.
-Tak słoneczko?-Uśmiechnąłem się.
-Chcę coś zjeść.-zachichotała. Zrozumiałem aluzję. Złapałem na kremową babeczkę, jaka stała na stoliku przede mną. Nakarmiłem nią blondyneczkę. Cieszyłem się tym widokiem, nie tylko dlatego, że całe usta i nosek miała w białym kremie, lecz przez to, że stara się zwalczyć chorobę.-Dziękuję.-Obdarowała mnie całusem.
-Wyglądasz uroczo.-przyznałem.
-Dlaczego?-W odpowiedzi wytarłem czubek jej nosa.-Tęskniłam za tobą.-Tym razem pocałunek stał się namiętny i czuły.
-Wiecie, że my też tu jesteśmy?-odezwał się Liam. Reszta wieczoru minęła bardzo przyjemnie. Tatiana z Niall'em, bracia Michell oraz mała Emily u nas nocowali. Reszta udała się do swoich mieszkań. Pożegnaliśmy przyjaciół. Michi ułożyła do snu Ems. Kiedy wróciła do naszej sypialni zbliżyłem się do kobietki.
-Mam propozycję...-powiedziałem.
-To znaczy?-Ułożyłem dłonie na jej tali.
-Kąpiel we dwoje?-zaproponowałem.
-No nie wiem.-Postanowiła się ze mną droczyć. Wziąłem ją na ręce i wpiłem w usta.-No dobra.-zgodziła się.
*Oczami Michell
*Kolejny dzień.
Obudziłam się obok lokatego jako najszczęśliwsza dziewczyna na świecie. Wszystko się rozwiązało. Kompletnie nie winiłam Harold'a za ten incydent. Moja miłość potrafiła przebaczyć wszystko. Pragnęłam pokonać chorobę dla nas, abym nie zostawiła go samego. Słyszałam każde kierowane do mnie słowo podczas śpiączki, więc wiem w jak fatalnym był stanie psychicznym. Wciąż miałam poczucie winy, iż doprowadziłam się do tak krytycznego stanu i wystawiłam Harold'a na taką próbę. Niestety nie mogłam cofnąć czasu.
-Dzień dobry księżniczko.-Moje przemyślenia przerwał głos Hazz'y.
-Dzień dobry królewiczu.-Nasze spojrzenia się spotkały. Kochałam jego oczy, były wspaniałe. Kryły w sobie tyle tajemnic...
-Jak się spało?-zapytał.
-Cudownie, bo obok ciebie. Szkoda tylko, że tak krótko.-przyznałam ze śmiechem.
-Taak.-zgodził się. Niespodziewanie rozległo się ciche pukanie do drzwi.-Proszę.-zawołał mój ukochany. Bariera się uchyliła, a zza niej wyłoniła się Emily.
-Cześć!-Rozbiegła się i wskoczyła pomiędzy nas.
-Hej maluchu.-przywitaliśmy się z nią.
-Co tu robicie?-Wymieniłam znaczące, rozbawione spojrzenia z Harry'm.
-Mmm...My rozmawialiśmy.-odparł zielonooki.
-Jasne.-prychnęła brunetka. Wybuchnęliśmy rechotem. Przywykliśmy do faktu, iż mała jest bardzo inteligentna i rozumie o wiele więcej, niż powinna. Tłumaczyliśmy to sobie~"Przecież to córka Louis'a"...
Hejka! Dzisiaj witamy się z takim rozdziałem ;) Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;3 Nie wiem czy dzisiaj się jeszcze coś pojawi, gdyż mam zbiórkę żywności, na której stoję na wolontariacie ;) Nie bądźcie źli ;))
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
piątek, 25 września 2015
I'm a song!















THERE'S NO BETTER FEELING!!! :D




He looks so perfect standing there <3







Hello! Dodaję tak coś na szybko, gdyż zaraz uciekam na kilku godzinny trening, bo kiedy byłam chora ominął mnie jeden i teraz trzeba nadrobić ;) Trzymajcie kciuki :3 Mam nadzieję, że umilę Wam czas czekania na mój kolejny post i pośmiejecie się :D Miłego dnia moi Kochani ^,^
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Confidence 16 KONIEC
Niby wszystko zostało mi wyjaśnione, ale nie potrafiłam w to uwierzyć. Miałam mętlik w głowie. Niby wszystko składało się w całość, ale nadal wydawało się nierealne. Musiałam przyswoić to wszystko. Padłam na ziemię i płakałam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Er był zszokowany. Jednak po chwili zawahania usiadł obok mnie i przytulił się do mnie.-Przepraszam, Vec.-Ucałował czubek mojej głowy...
***
-Ale...Ale ja dostałam list od taty...-jęknęłam drżącym głosem. Spojrzałam w oczy brata. Mimo, iż byłam w szoku po tych wszystkich informacjach, to śmierć ojca uderzyła we mnie najboleśniej. Myślałam o nim jak o zbrodniarzu, który zniszczył mi życie. Tak na prawdę był czułym i troskliwym rodzicem, jaki głównie dbał o nasze bezpieczeństwo, a ja tego nie pamiętałam. Czułam się z tym jak najgorsza suka w historii. Było mi tak cholernie przykro. Chciałam go poznać. Niestety nie miałam już takiej możliwości.
-To zapewne część planu Liam'a.-Znów mnie utulił, abym wypłakała się i wyrzuciła z siebie wszystkie negatywne emocje.
-Co teraz będzie?-zapytałam, gdy byłam już spokojniejsza.
-Jesteś zmuszona oderwać się od tego wszystkiego. Musisz się wyprowadzić.-powiedział. Wyrwałam się z objęć bruneta.
-Jak to? A ty?-oburzona gestykulowałam przy mowie.
-Nie mogę zostawić tego co przekazał mi ojciec. Nie mogę zostawić Clarissa'y i Xabi'ego.-odparł. Wstał i pomógł zrobić mi to samo.
-O kim ty mówisz?
-O mojej narzeczonej i naszym dziecku.-odrzekł. Zatkało mnie. Nie spodziewałam się, że tak dużo mnie ominęło. Czułam się winna mojej nieobecności. Dla mnie było to niedorzeczne, lecz powoli zaczęłam oswajać nakład wydarzeń z przeszłości.
-Masz syna?-wydukałam oszołomiona. Mimo wszystkich emocji, jakie kłębiły się wewnątrz mej osoby, nie chciałam znów reagować w pochopny sposób. Postanowiłam przyjąć to z opanowaniem.
-W drodze, za dwa miesiące przyjdzie na świat.-Przez twarz Ernesta przebiegł uśmiech.
-Gratuluję.-Uniosłam kąciki ust.
-Dziękuję.-Ton chłopaka uległ zmianie. Zdawał się cieplejszy, bardziej empatyczny.
-Ja nie wyjadę Ernest.-stwierdziłam. Dobry humor natychmiast zniknął z buzi bruneta.
-Co? Dlaczego?-Zdziwił się.-Nie możesz tu zostać. To zbyt niebezpieczne.-Złapał mnie za ramiona. Natychmiast strąciłam ręce brata.
-Nie chcę zaczynać na nowo życia po raz kolejny, jasne? Chcę kontynuować to co tutaj i skończyć tutaj. Jestem w końcu "tajną bronią", więc dam radę sobie z każdym niebezpieczeństwem. Nie mam zamiaru dołączać do twojej świty. Po prostu pragnę prowadzić normalny żywot, w prawdzie i tak jak ja to sobie wyobrażam. Planuję być szczęśliwa, tutaj. Właśnie w Londynie. Nie obchodzi mnie żadnej Payne, jakikolwiek mafiozo czy cokolwiek. Nie mam zamiaru mieć nic wspólnego z tym całym zamieszaniem. Nie chcę w tym uczestniczyć, w tym spiskowym świecie tajnych agentów.-wyrecytowałam przekonana swoich słów.
-Jeżeli taki jest twój wybór...-westchnął.-Nie mogę cię do niczego zmusić. Obecnie nikt nic na ciebie nie ma. Porozmawiam z Liam'em, jakoś to rozwiążę. Choćbym miał rozpętać trzecią wojnę światową to doprowadzę to tego, aby nikt cię nie śledził ani krzywdził. Będziesz bezpieczna choćbym miał zginąć.-Ucałował moje czoło. Serce zaczęło mi łomotać na zdanie płynące z ust Ernest'a. Nikt nigdy tak się o mnie troszczył, nie dbał. Chociaż może...Lecz na tamtą chwilę nie pamiętałam takich skierowanych do mnie słów. Cieszyłam się, iż miałam takiego brata. Brakowało mi go.
-Dziękuję.-Otarłam łzy jakie zdążyły spłynąć po moich policzkach.-Ale chcę czegoś jeszcze. Wyjmij ze mnie to coś.-Podniosłam koszulkę i wskazałam na bliznę.
-Dobrze.-zgodził się.-Tylko, ja...Nie mogę zrobić tego osobiście. Musimy udać się do kliniki mojego przyjaciela.-wyjaśnił.
-Zgoda. Ja po prostu chcę wymazać te kłamliwe obrazy z pamięci. Wszystko mi jedno jak, oby tylko jak najszybciej.-oznajmiłam.
-Nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwy, iż wróciłaś, a z serca spadł mi ogromny kamień.-przyznał.
-To dobrze. Ale ja wciąż nie wiem, którą Avecra'ą jestem do końca.-wyznałam.
-Jak to?
-Nie mam pojęcia. Nie czuję się ani tą nieśmiałą wersją Av, tą którą stworzyliście...Czy tą pewną siebie, silną Vecra'ą, jaka siedziała we mnie od dnia narodzin. Nie jestem pewna, jaką wolę się stać, czy może odkryję sową osobowość, czy pozostanę przy którejś...Ahh...Mam mętlik w głowie.-Opadłam na krzesło nieopodal. Naprawdę czułam się zagubiona.
-Mała.-Widziałam, że szykuje się pogadanka mojego braciszka.-Nie możesz tak tego interpretować. Na razie o tym nie myśl. Odpocznij do tego, przyzwyczaj się do prawdy, wszystkiego co nowe. Musisz znaleźć siebie, nie tą starą czy nową Avi. Tego się nie da zaplanować, przemyśleć. Musisz to poczuć i czynić jak cię poniesie, oczywiście z umiarem. Nie staraj się działać jak podlega pod jedną z twoich osobowości. Bądź taka jaką chcesz i jesteś. Zaufaj, odnajdziesz się. Zapewne jesteś wspaniała, kochana.-Obdarzył mnie jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.-Pewność siebie.-Puścił mi oczko. Miałam przeczucie, dobre przeczucie. Moje życie musiało się zmienić na lepsze, byłam tego pewna...Właśnie! Pewna siebie.

Hej! Kochani na sto procent jesteście zaskoczeni takim nagłym zakończeniem ;) Zapewniam, że to jeszcze nie koniec tej historii :D Napiszę jeszcze coś na kształt Epilogu, gdzie opowiem dalsze losy naszych bohaterów, a zwłaszcza Avecra'y :D Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba i nieco rozjaśni wam w głowach jak dalej będzie z Av :3 Niedługo pojawi się dosłowny finish :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
***
-Ale...Ale ja dostałam list od taty...-jęknęłam drżącym głosem. Spojrzałam w oczy brata. Mimo, iż byłam w szoku po tych wszystkich informacjach, to śmierć ojca uderzyła we mnie najboleśniej. Myślałam o nim jak o zbrodniarzu, który zniszczył mi życie. Tak na prawdę był czułym i troskliwym rodzicem, jaki głównie dbał o nasze bezpieczeństwo, a ja tego nie pamiętałam. Czułam się z tym jak najgorsza suka w historii. Było mi tak cholernie przykro. Chciałam go poznać. Niestety nie miałam już takiej możliwości.
-To zapewne część planu Liam'a.-Znów mnie utulił, abym wypłakała się i wyrzuciła z siebie wszystkie negatywne emocje.
-Co teraz będzie?-zapytałam, gdy byłam już spokojniejsza.
-Jesteś zmuszona oderwać się od tego wszystkiego. Musisz się wyprowadzić.-powiedział. Wyrwałam się z objęć bruneta.
-Jak to? A ty?-oburzona gestykulowałam przy mowie.
-Nie mogę zostawić tego co przekazał mi ojciec. Nie mogę zostawić Clarissa'y i Xabi'ego.-odparł. Wstał i pomógł zrobić mi to samo.
-O kim ty mówisz?
-O mojej narzeczonej i naszym dziecku.-odrzekł. Zatkało mnie. Nie spodziewałam się, że tak dużo mnie ominęło. Czułam się winna mojej nieobecności. Dla mnie było to niedorzeczne, lecz powoli zaczęłam oswajać nakład wydarzeń z przeszłości.
-Masz syna?-wydukałam oszołomiona. Mimo wszystkich emocji, jakie kłębiły się wewnątrz mej osoby, nie chciałam znów reagować w pochopny sposób. Postanowiłam przyjąć to z opanowaniem.
-W drodze, za dwa miesiące przyjdzie na świat.-Przez twarz Ernesta przebiegł uśmiech.
-Gratuluję.-Uniosłam kąciki ust.
-Dziękuję.-Ton chłopaka uległ zmianie. Zdawał się cieplejszy, bardziej empatyczny.
-Ja nie wyjadę Ernest.-stwierdziłam. Dobry humor natychmiast zniknął z buzi bruneta.
-Co? Dlaczego?-Zdziwił się.-Nie możesz tu zostać. To zbyt niebezpieczne.-Złapał mnie za ramiona. Natychmiast strąciłam ręce brata.
-Nie chcę zaczynać na nowo życia po raz kolejny, jasne? Chcę kontynuować to co tutaj i skończyć tutaj. Jestem w końcu "tajną bronią", więc dam radę sobie z każdym niebezpieczeństwem. Nie mam zamiaru dołączać do twojej świty. Po prostu pragnę prowadzić normalny żywot, w prawdzie i tak jak ja to sobie wyobrażam. Planuję być szczęśliwa, tutaj. Właśnie w Londynie. Nie obchodzi mnie żadnej Payne, jakikolwiek mafiozo czy cokolwiek. Nie mam zamiaru mieć nic wspólnego z tym całym zamieszaniem. Nie chcę w tym uczestniczyć, w tym spiskowym świecie tajnych agentów.-wyrecytowałam przekonana swoich słów.
-Jeżeli taki jest twój wybór...-westchnął.-Nie mogę cię do niczego zmusić. Obecnie nikt nic na ciebie nie ma. Porozmawiam z Liam'em, jakoś to rozwiążę. Choćbym miał rozpętać trzecią wojnę światową to doprowadzę to tego, aby nikt cię nie śledził ani krzywdził. Będziesz bezpieczna choćbym miał zginąć.-Ucałował moje czoło. Serce zaczęło mi łomotać na zdanie płynące z ust Ernest'a. Nikt nigdy tak się o mnie troszczył, nie dbał. Chociaż może...Lecz na tamtą chwilę nie pamiętałam takich skierowanych do mnie słów. Cieszyłam się, iż miałam takiego brata. Brakowało mi go.
-Dziękuję.-Otarłam łzy jakie zdążyły spłynąć po moich policzkach.-Ale chcę czegoś jeszcze. Wyjmij ze mnie to coś.-Podniosłam koszulkę i wskazałam na bliznę.
-Dobrze.-zgodził się.-Tylko, ja...Nie mogę zrobić tego osobiście. Musimy udać się do kliniki mojego przyjaciela.-wyjaśnił.
-Zgoda. Ja po prostu chcę wymazać te kłamliwe obrazy z pamięci. Wszystko mi jedno jak, oby tylko jak najszybciej.-oznajmiłam.
-Nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwy, iż wróciłaś, a z serca spadł mi ogromny kamień.-przyznał.
-To dobrze. Ale ja wciąż nie wiem, którą Avecra'ą jestem do końca.-wyznałam.
-Jak to?
-Nie mam pojęcia. Nie czuję się ani tą nieśmiałą wersją Av, tą którą stworzyliście...Czy tą pewną siebie, silną Vecra'ą, jaka siedziała we mnie od dnia narodzin. Nie jestem pewna, jaką wolę się stać, czy może odkryję sową osobowość, czy pozostanę przy którejś...Ahh...Mam mętlik w głowie.-Opadłam na krzesło nieopodal. Naprawdę czułam się zagubiona.
-Mała.-Widziałam, że szykuje się pogadanka mojego braciszka.-Nie możesz tak tego interpretować. Na razie o tym nie myśl. Odpocznij do tego, przyzwyczaj się do prawdy, wszystkiego co nowe. Musisz znaleźć siebie, nie tą starą czy nową Avi. Tego się nie da zaplanować, przemyśleć. Musisz to poczuć i czynić jak cię poniesie, oczywiście z umiarem. Nie staraj się działać jak podlega pod jedną z twoich osobowości. Bądź taka jaką chcesz i jesteś. Zaufaj, odnajdziesz się. Zapewne jesteś wspaniała, kochana.-Obdarzył mnie jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.-Pewność siebie.-Puścił mi oczko. Miałam przeczucie, dobre przeczucie. Moje życie musiało się zmienić na lepsze, byłam tego pewna...Właśnie! Pewna siebie.

Hej! Kochani na sto procent jesteście zaskoczeni takim nagłym zakończeniem ;) Zapewniam, że to jeszcze nie koniec tej historii :D Napiszę jeszcze coś na kształt Epilogu, gdzie opowiem dalsze losy naszych bohaterów, a zwłaszcza Avecra'y :D Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba i nieco rozjaśni wam w głowach jak dalej będzie z Av :3 Niedługo pojawi się dosłowny finish :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
czwartek, 24 września 2015
Uninhabitet 2
-Czekamy na nich.-Przez zaciśnięte zęby wycedziłam. Przewróciła teatralnie oczami.
-No dobra, ale się naczekamy.-Odwróciła się do obiektów naszych westchnień tyłem wieszając się na barierce. Akurat zachodziło słońce.
-Może nie koniecznie.-Szturchnęłam ją ukradkiem, a ta powróciła do swojej wcześniejszej pozycji. Otworzyła szerzej oczy, kiedy zobaczyła, że ta dwójka się na nas gapi.-Nie zapowiada się tak źle, co?-Zaśmiałam się...
-No dobra, ale się naczekamy.-Odwróciła się do obiektów naszych westchnień tyłem wieszając się na barierce. Akurat zachodziło słońce.
-Może nie koniecznie.-Szturchnęłam ją ukradkiem, a ta powróciła do swojej wcześniejszej pozycji. Otworzyła szerzej oczy, kiedy zobaczyła, że ta dwójka się na nas gapi.-Nie zapowiada się tak źle, co?-Zaśmiałam się...
***
-Chyba nie.-Ujrzałam iskierki w oczach przyjaciółki. Znałam tą minę. Była wniebowzięta. Para chłopaków się do nas zbliżała.
-Hej.-przywitali się.-Na wakacjach?-Zbliżyli się na odległość półtora metra.
-Owszem.-odparła Taylor.-A wy?-zapytała.
-To statek mojego ojca.-pochwalił się blondyn. Tay była po części materialistką, więc bardzo spodobała się jej informacja o nowo poznanym niebieskookim.
-Piękny.-przyznała. Wraz z brunetem obserwowaliśmy jak flirtują ze sobą nawzajem.
-Jestem Niall.-przedstawił się nam całując nasze dłonie.
-Taylor.
-Julia.-odparłam.
-Harry.-Zielonooki zwrócił się najpierw do mnie. Później nadeszła kolej na Lorry. Rozmowa potoczyła się pomiędzy nami wyjątkowo naturalnie. Konwersacja nie należała do wymuszonych. Bliżej poznałam Hazz'ę, a Tay Niall'a. W sumie to dobraliśmy się idealnie. Właściwie spędziłam ten wieczór i połowę nocy w towarzystwie zielonookiego. Oczarował mnie swoją pasją~muzyką. Chociaż jego żart nie należały do niesamowicie elokwentnych, a wręcz głupkowatych, to i tak bardzo mnie bawiły. Zaskoczyłam go tym. Zauroczył mnie swoim akcentem, uśmiechem, dołeczkami oraz głębią swoich zielonek. Loki układały się idealnie na jego głowie. Był nieziemsko przystojny. Kiedy wymienialiśmy swoje poglądy miałam motyle w brzuchu. Sądziliśmy podobnie o tych samych rzeczach. Do tego był gentelman'em, ale z pazurem, co kręciło mnie w mężczyznach. Właściwie to zdawało mi się, że spotkałam swoją bratnią duszę. Mogłam rozmawiać z nim bez przerwy. Niestety Taylor zniknęła mi gdzieś z oczu, tak samo jak i Niall. Postanowiliśmy ich poszukać. Było po zmroku, około 2.00 w nocy, więc mało co było widać na zewnątrz. Weszliśmy do środka. Przeszukaliśmy swoje kajuty, następnie restaurację i bar. Kolejno wróciliśmy na zewnątrz, tyle że na tylną burtę, gdzie praktycznie nikogo nie było.
-Gdzie oni mogą być?-zapytałam.
-Domyślam się.-rzekł. Na początku nie zrozumiałam, lecz po chwili doszło do mnie o co chodzi.
-O Boże! Ta dziewczyna mnie przeraża.-westchnęłam. Oparłam się o barierkę. Niespodziewanie ta się otworzyła, a ja zaczęłam spadać. Wpadłam do zimnej wody z piskiem. Dobre tyle, że umiałam pływać. Ani się obejrzałam, a Harold znalazł się obok mnie.
-Co ty cholera wyrabiasz?-odezwałam się oburzona.
-Pomagam ci.-podpłynął do mnie.
-Czy ty człowieku rozumiesz, że nie ma szans, aby ktokolwiek nas teraz usłyszał ze statku, nie dogonimy go ani nie wespniemy się samodzielnie. Dlatego albo tu skostniejemy albo jakimś cudem znajdziemy jakiś ląd. Tak mi pomagasz.-Jeszcze w miarę spokojnie wyrecytowałam.
-Emm...No racja.-Chyba przeceniłam jego inteligencję.
-Brawo.-mruknęłam.-I co teraz?-Z wyrzutem warknęłam.
-Możemy udać się tam, niedawno widziałem tam jaką wysepkę.-oznajmił. Uległam mu. Miałam inny wybór? Po kilkudziesięciu minutach poczułam grunt pod stopami. Mieliśmy ogromne szczęście. Rozejrzałam się. Księżyc oświetlał nam piasek i otoczenie.-Poczekaj tu. Pójdę znaleźć coś przydatnego.-oznajmił. Byłam tak zmęczona, że nie miałam siły powstać z ziemi, a on tak po prostu zniknął pomiędzy drzewami. Nie chciałam go zatrzymywać. Jednak kiedy rozpłynął się tak na dłużej zaczęłam obawiać się o jego los.
-Harry!-zawołałam. Ze strachem weszłam do lasu. Zauważyłam ogień nieopodal. Ruszyłam w owym kierunku.-Harry?-Zobaczyłam go bez koszulki noszącego drzewo do ogniska. Oczy wyszły mi na wierzch. Nie spodziewałam się tego po nim. Cała dygotałam z zimna, więc w głębi duszy ucieszyłam się.
-Tak? Chciałem zawołać cię jak skończę, ale proszę siadaj.-Grzecznie zaproponował. Uczyniłam to. Podziwiałam jego umięśniony tors pokryty tatuażami. W takim świetle wyglądał jak młody Bóg. Oglądałam jak pracuje w skupieniu. Na twarzy miał wypisane poczucie winy.
-Przepraszam.-odezwałam się, a on zastygł w jednej pozie.
-Za co?
-Że cię obwiniam. To nie ty, to ja tutaj nas zaciągnęłam. Że musiałam oprzeć się o tą cholerną barierkę.-mruknęłam.
-Spokojnie. Będzie dobrze, damy radę.-Puścił mi oczko i wrócił do zajęcia. Kiedy już skończył usiadł obok mnie. Nadal się trzęsłam.-Wiesz, że jeżeli ma być ci ciepło to musisz to wysuszyć?-Zaśmiał się.
-Nie rozbiorę się przy tobie.-zaprotestowałam nie łapiąc z nim kontaktu wzrokowego.
-Nie wiadomo ile spędzimy tu czasu i nie wiadomo co się tu wydarzy. Więc lepiej dbać o siebie nawzajem nie uważasz? Nie mam zamiaru cię obmacywać albo pożerać się wzrokiem. Nie chcę żebyś zachorowała. To chyba utrudniło by nam znacznie przetrwanie tu. Nie uważasz?-Zmusił mnie do spojrzenia w jego oczy. Już nie wiedziałam co zrobić. Niby mówił to z powagą i troską, lecz wiedziałam, że faceci to urodzeni aktorzy-Zaufaj mi. Jestem gejem.-Jak gdyby nigdy nic powiedział. Zatkało mnie. Nie chciałam go karcić, bądź posądzać, gdyż to jego sprawa. No przyznam, że ukuło mnie to w serce. Nie spodziewałam się. Mimo to, przekonał mnie tym zdaniem.
-No dobra.-jęknęłam. Zdjęłam czarny sweterek, białą koszulkę na ramiączkach oraz spodenki pod kolor narzuty na top. Pozostałam w samej bieliźnie. Wstydziłam się. Zmierzył mnie wzrokiem kiedy wieszałam odzież na gałąź nieopodal ognia. Nigdy nie lubiłam swojego ciała, więc nie czułam się komfortowo, lecz wolałam być zdrowa niż ubrana. Tak wiem, dziwnie to brzmi.
-Nie spodziewałem się, że uwierzysz, że jestem gejem.-Wpadł w głęboki śmiech. Nie wytrzymałam. Rzuciłam się na niego siadając na nim okrakiem, aż padł na plecy. Zaczęłam go lekko szczypać.
-Ty kłamco.-Byłam zła...Co ja mówię? Byłam wściekła.
-Nie denerwuj się tak. Jesteś piękna, pokazuj to ludziom.-Złapał mnie za nadgarstki i wlepił we mnie swoje czułe spojrzenie.
-Po pierwsze N-I-E J-E-S-T-E-M. Po drugie jakim ludziom? Tobie?-Zeszłam z niego i oddaliłam się o kilka kroków, aby spocząć w samotności.
-Nie tylko mnie. I jesteś. Masz świetne ciało, takie...
-Grube?-parsknęłam ze łzami w oczach.
-Kobiece, seksowne.-poprawił mnie. Zerknęłam w jego kierunku.
-Nie prawda.-wypierałam jego słowa.
-Prawda. Do tego te delikatne rysy, oczy, włosy...Ideał.-Myślałam, że sobie ze mnie żartuje. Lecz zrozumiałam, iż jest w stu procentach poważny. Nie odpowiedziałam już nic. Po prostu oglądałam jak płomienie rytmicznie skaczą przede mną. Nawet nie wiem jak i kiedy zapadłam w głęboki sen...
Hej! Przepraszam, że tak późno, dużo lekcji i kartkówek :/ Pff...Wolałam być chora >< Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
środa, 23 września 2015
Imagin Marcel-Harry zamówienie
-No chodź.
-Nie chcę.-odmówiłem po raz kolejny.
-To impreza! Tam się chociaż pobawimy, a tutaj co? Kurde, człowieku...Wyśpisz się w grobie.-nalegał.
-Ale ja mam pracę domową i dużo zajęć...-Nienawidziłem go.
-Co z tego? Jak raz czegoś nie zrobisz to świat się nie zawali! Ona tam będzie, dobrze o tym wiesz...-Stosował swoją stałą śpiewkę.
-Nie ma mowy. Przestań już!-wydarłem się. Do pomieszczenia wpadła mama.
-Coś nie tak synku?-zapytała przejęta.
-Nie, nie. Jest dobrze, tylko...Tak sobie rozmawiałem z...
-Z?-Stojąc w progu skrzyżowała ręce na piersiach. Spuściłem głowę.
-Z Harry'm.-odparłem. Podeszła do mnie.
-Marcel, musisz w końcu zrozumieć, że żadnego Harry'ego nie ma. On NIE ISTNIEJE.-podkreśliła dwa ostatnie słowa.
-Ja istnieję!-odezwał się.
-Zamknij się!-warknąłem.
-Coś ty powiedział?!-Moja matula się oburzyła.
-Hahahaha.-zaśmiał się ten kretyn.
-Cicho bądź!-uciszałem go. Miał zabawę z tego, że skłócał mnie z innymi.
-Marcel.-skarciła mnie.
-Mamo, to nie tak. To nie było do ciebie...-chciałem się wytłumaczyć.
-Nie gadaj mi tu jakiś opowiastek. Nie ma żadnego Harry'ego, a ty się dziecko uspokój. Zważaj na słowa jakie kierujesz do rodzica, zapamiętaj to sobie. I żeby mi to było po raz ostatni!-nakrzyczała na mnie i z hukiem opuściła moją sypialnię. Opadłem na łóżko.
-Jesteś z siebie zadowolony?-zapytałem.
-To było zabawne, fakt.-odpowiedział. Harry to...Sam nie wiem kim on był. Po prostu go słyszałem. Czytał mi w myślach i odzywał się do mnie, tylko tyle, że nikt oprócz mnie nie mógł usłyszeć. Nie wiem jak to dokładnie działało, lecz byłem świadom jak wygląda od początku mimo, iż fizycznie go nie widziałem. Przedstawiał mi tylko swój obraz w mej głowie. Harold stanowił moje przeciwieństwo, choć posturą i wyglądem twarzy nie różniliśmy się ani krzty. Dosłownie byliśmy jak przerysowani, jeden szczegół w ciele nas podzielał...Tatuaże na rękach i klatce piersiowej Harry'ego. Miał rozproszone po całej głowie loki, zero okularów, obcisłe spodnie, koszulki utrzymane w czerni, bądź bieli, skórzane kurtki i buty. Dorastaliśmy w tym samym czasie. Znałem go od urodzenia. Kiedy moja rodzicielka była w ciąży miała bliźniaki. Jednak w drugim miesiącu poroniła mojego, najprawdopodobniej, brata, a więc zostałem sam. Zawsze uważałem Harold'a własnie za mojego niedoszłego bliźniaka, ale skoro tylko ja go słyszałem uważałem go tylko za wytwór mojej wyobraźni. Tyle, że ten "wytwór wyobraźni" zdawał się bardzo realny. Dosłownie, żyliśmy moim życiem, ciałem i umysłem we dwoje. Nie było to łatwe ze względu na to jak się różniliśmy, ale nawet jakbyśmy byli podobni, to życie dwóch osób w jednym ciele to jednak tłok. Mimo wszystko zdążyłem się przyzwyczaić. Tylko mamie opowiedziałem o nim, ale ona z czasem przestała traktować mnie jak dziecko, tym samym zaczęła myśleć o mnie jak o wariacie. Dlatego starałem się nie komunikować z Harold'em zbyt głośno, ale mi to nie wychodziło. Karciła mnie za te rozmowy. Stwierdziła u mnie jako lekarz rozdwojenie osobowości, co dla mnie równało się to z totalną bujdą. Nie byłem szalony! Bardziej on...
-Nie cierpię cię.-przyznałem.
-Miło. Nie wiedziałem.-Z sarkazmem powiedział.
-Daj mi już spokój.-westchnąłem.-Niszczysz mi młodość.-obwiniłem go.
-Ja?!-Zdziwiony warknął.-Sam sobie rujnujesz "młodość"...Z resztą jaką cholera młodość? To jakaś emerytura jest! Nigdy się nie zabawisz, tylko siedzisz na swoim kościstym dupsku i się uczysz, albo grasz w szachy, czy sprzątasz! Jesteś nudziarzem Marcel! Słyszysz?!-darł się. Nie wiem czemu, ale po raz pierwszy zabolały mnie te słowa. Może dlatego, że ktoś kto zna mnie tak dobrze je wypowiedział? Wcześniej wiele osób mi to powtarzało, lecz to własnie Harry do mnie dotarł. Nabrałem motywacji do zmienienia czegoś w sobie.
-Dobra...-zgodziłem się.
-I do tego...!!!-Miał zamiar nadal wyrzygiwać mi jaki to nie jestem nudny, ale chyba dopiero po chwili dotarła do niego moja odpowiedź.-Co? Poważnie?-Szok bił z głosu mojego krzywego zwierciadła.
-Tak.-Wstałem.
-Co ty robisz?-ciszej wydukał.
-Zrób ze mnie siebie, dzisiaj masz kontrolę, ale nie przesadzaj. Jasne? Działaj.-nakazałem stając przed lustrem.
-Wow...-jęknął zdumiony.-Dobra, działam póki się nie rozmyślisz.-stwierdził. Nie wiem jak to się stało, ale poważnie zamieniliśmy się miejscami. Nie wiedziałem, że on hamuje się i nie wciela się we mnie. Wydało mi się to bardzo...Kochane, takie braterskie. Zostałem w tyle, kiedy on moimi kończynami szykował nas na imprezę. Moje idealnie ułożone na żel włosy roztrzepał i stworzył na głowie schludny chaos. Śmiesznie było tak stać po jego stronie. Czułem się jakbym obserwował samego siebie z perspektywy osoby trzeciej. Odbicie w lustrze coraz bardziej przypominało Harry'ego. Wyglądałem...Wyglądaliśmy świetnie. Czarne rurki, koszulka i buty prezentowały się na ciele idealnie.-Gotowe.-oznajmił.-Powiesz coś?-poprosił.
-Po raz pierwszy naprawdę cię widzę Hazz.-stwierdziłem. Na twarz sam naszedł uśmiech.
-Tak.-sprawił, że się zaśmialiśmy.-Dobra, chodź.-Ruszył. Wtedy to on nami sterował, ale też miałem panowanie nad tym co mówię. Mogłem w każdej chwili zablokować mu tą ewentualność. Powiedzmy sobie, że przeczuwałem co Harry ma zamiar rzec, wtem podejmowałem automatyczną decyzją czy pozwolę, aby zdanie ujrzało światło dzienne, czy nie. Tamtego wieczoru zrozumiałem jak ciężko musi mu być. Zrobiło mi się szkoda Harold'a. Trafiliśmy na odpowiednią ulicę. Przyznam, że wparowaliśmy z impetem. Na nasz widok wszystkim opadła szczęka. Wcale się nie dziwię. Ujrzałem ją. W myślach usłyszałem pytanie.
-Działamy?
-Tak.-odparłem. Zbliżyliśmy się do obiektu moich westchnień.
-Marcel?-Zatkało ją.
-Cześć (T.I).-przywitałem się całując jej dłoń i obróciłem dziewczynę jak w tańcu.
-To naprawdę ty?-Nie dowierzała.
-We własnej osobie.-Tym razem był to Harold.
-Zmieniłeś się.-przyznała.
-Specjalnie dla ciebie.-Porwałem ją do tańca. Czułem się wspaniale, tak lekko. Adrenalina mnie ponosiła, po raz pierwszy w moim życiu coś takiego mnie wypełniło. W pewnej chwili straciłem kontakt z Harry'm. Nie wiedziałem co się dzieje, ale nie przestawałem bawić się z (T.I). Flirt szedł mi niezwykle łatwo. A już robiłem to sam. Umówiłem się z moją wybranką na kolejny wieczór. Po powrocie do domu matka na mnie naskoczyła. Wysłuchałem jej i poszedłem do siebie. Stanąłem przed lustrem.
-Harry.-zawołałem.-Hazz.-znowu. Nie odzywał się.-Harold.-Uderzyłem w lustro. Nie wiem kiedy łzy zebrały się w moich oczach. Kiedy podniosłem na siebie wzrok zrozumiałem coś. On...On nie istnieje. On nigdy nie istniał. Był dosłownym wytworem mojej wyobraźni. Nigdy go nie było. Właściwie to był, ale tylko we mnie.Mama miała rację. To było takie smutne. Czułem się taki pusty bez niego. Bez tego wkurzającego głosu, przytyków. On we mnie wchłonął. Połączyłem ich, gdyż miałem rozdzielenie osobowości. Szukałem siebie przez całe życie, aż do tamtego momentu. Nareszcie znalazłem...Byłem kimś innym. Kimś kim zawsze chciałem się stać.
(T.I), moja żona i matka moich dzieci. Piękna i mądra kobieta, mój ideał. A to wszystko dzięki Harry'emu. Mój brat, mój kochany brat. Zawsze będę pamiętał co dla mnie zrobił i nie będę przejmował się, że niby nie istniał. W moim sercu zostanie na zawsze...
Hej! Oto imagin dla mojego Kochanego Anonimka :) Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Starałam się ;) Miłego wieczoru Kochani ^.^ Piszcie jak się podoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Nie chcę.-odmówiłem po raz kolejny.
-To impreza! Tam się chociaż pobawimy, a tutaj co? Kurde, człowieku...Wyśpisz się w grobie.-nalegał.
-Ale ja mam pracę domową i dużo zajęć...-Nienawidziłem go.
-Co z tego? Jak raz czegoś nie zrobisz to świat się nie zawali! Ona tam będzie, dobrze o tym wiesz...-Stosował swoją stałą śpiewkę.
-Nie ma mowy. Przestań już!-wydarłem się. Do pomieszczenia wpadła mama.
-Coś nie tak synku?-zapytała przejęta.
-Nie, nie. Jest dobrze, tylko...Tak sobie rozmawiałem z...
-Z?-Stojąc w progu skrzyżowała ręce na piersiach. Spuściłem głowę.
-Z Harry'm.-odparłem. Podeszła do mnie.
-Marcel, musisz w końcu zrozumieć, że żadnego Harry'ego nie ma. On NIE ISTNIEJE.-podkreśliła dwa ostatnie słowa.
-Ja istnieję!-odezwał się.
-Zamknij się!-warknąłem.
-Coś ty powiedział?!-Moja matula się oburzyła.
-Hahahaha.-zaśmiał się ten kretyn.
-Cicho bądź!-uciszałem go. Miał zabawę z tego, że skłócał mnie z innymi.
-Marcel.-skarciła mnie.
-Mamo, to nie tak. To nie było do ciebie...-chciałem się wytłumaczyć.
-Nie gadaj mi tu jakiś opowiastek. Nie ma żadnego Harry'ego, a ty się dziecko uspokój. Zważaj na słowa jakie kierujesz do rodzica, zapamiętaj to sobie. I żeby mi to było po raz ostatni!-nakrzyczała na mnie i z hukiem opuściła moją sypialnię. Opadłem na łóżko.
-Jesteś z siebie zadowolony?-zapytałem.
-To było zabawne, fakt.-odpowiedział. Harry to...Sam nie wiem kim on był. Po prostu go słyszałem. Czytał mi w myślach i odzywał się do mnie, tylko tyle, że nikt oprócz mnie nie mógł usłyszeć. Nie wiem jak to dokładnie działało, lecz byłem świadom jak wygląda od początku mimo, iż fizycznie go nie widziałem. Przedstawiał mi tylko swój obraz w mej głowie. Harold stanowił moje przeciwieństwo, choć posturą i wyglądem twarzy nie różniliśmy się ani krzty. Dosłownie byliśmy jak przerysowani, jeden szczegół w ciele nas podzielał...Tatuaże na rękach i klatce piersiowej Harry'ego. Miał rozproszone po całej głowie loki, zero okularów, obcisłe spodnie, koszulki utrzymane w czerni, bądź bieli, skórzane kurtki i buty. Dorastaliśmy w tym samym czasie. Znałem go od urodzenia. Kiedy moja rodzicielka była w ciąży miała bliźniaki. Jednak w drugim miesiącu poroniła mojego, najprawdopodobniej, brata, a więc zostałem sam. Zawsze uważałem Harold'a własnie za mojego niedoszłego bliźniaka, ale skoro tylko ja go słyszałem uważałem go tylko za wytwór mojej wyobraźni. Tyle, że ten "wytwór wyobraźni" zdawał się bardzo realny. Dosłownie, żyliśmy moim życiem, ciałem i umysłem we dwoje. Nie było to łatwe ze względu na to jak się różniliśmy, ale nawet jakbyśmy byli podobni, to życie dwóch osób w jednym ciele to jednak tłok. Mimo wszystko zdążyłem się przyzwyczaić. Tylko mamie opowiedziałem o nim, ale ona z czasem przestała traktować mnie jak dziecko, tym samym zaczęła myśleć o mnie jak o wariacie. Dlatego starałem się nie komunikować z Harold'em zbyt głośno, ale mi to nie wychodziło. Karciła mnie za te rozmowy. Stwierdziła u mnie jako lekarz rozdwojenie osobowości, co dla mnie równało się to z totalną bujdą. Nie byłem szalony! Bardziej on...
-Nie cierpię cię.-przyznałem.
-Miło. Nie wiedziałem.-Z sarkazmem powiedział.
-Daj mi już spokój.-westchnąłem.-Niszczysz mi młodość.-obwiniłem go.
-Ja?!-Zdziwiony warknął.-Sam sobie rujnujesz "młodość"...Z resztą jaką cholera młodość? To jakaś emerytura jest! Nigdy się nie zabawisz, tylko siedzisz na swoim kościstym dupsku i się uczysz, albo grasz w szachy, czy sprzątasz! Jesteś nudziarzem Marcel! Słyszysz?!-darł się. Nie wiem czemu, ale po raz pierwszy zabolały mnie te słowa. Może dlatego, że ktoś kto zna mnie tak dobrze je wypowiedział? Wcześniej wiele osób mi to powtarzało, lecz to własnie Harry do mnie dotarł. Nabrałem motywacji do zmienienia czegoś w sobie.
-Dobra...-zgodziłem się.
-I do tego...!!!-Miał zamiar nadal wyrzygiwać mi jaki to nie jestem nudny, ale chyba dopiero po chwili dotarła do niego moja odpowiedź.-Co? Poważnie?-Szok bił z głosu mojego krzywego zwierciadła.
-Tak.-Wstałem.
-Co ty robisz?-ciszej wydukał.
-Zrób ze mnie siebie, dzisiaj masz kontrolę, ale nie przesadzaj. Jasne? Działaj.-nakazałem stając przed lustrem.
-Wow...-jęknął zdumiony.-Dobra, działam póki się nie rozmyślisz.-stwierdził. Nie wiem jak to się stało, ale poważnie zamieniliśmy się miejscami. Nie wiedziałem, że on hamuje się i nie wciela się we mnie. Wydało mi się to bardzo...Kochane, takie braterskie. Zostałem w tyle, kiedy on moimi kończynami szykował nas na imprezę. Moje idealnie ułożone na żel włosy roztrzepał i stworzył na głowie schludny chaos. Śmiesznie było tak stać po jego stronie. Czułem się jakbym obserwował samego siebie z perspektywy osoby trzeciej. Odbicie w lustrze coraz bardziej przypominało Harry'ego. Wyglądałem...Wyglądaliśmy świetnie. Czarne rurki, koszulka i buty prezentowały się na ciele idealnie.-Gotowe.-oznajmił.-Powiesz coś?-poprosił.
-Po raz pierwszy naprawdę cię widzę Hazz.-stwierdziłem. Na twarz sam naszedł uśmiech.
-Tak.-sprawił, że się zaśmialiśmy.-Dobra, chodź.-Ruszył. Wtedy to on nami sterował, ale też miałem panowanie nad tym co mówię. Mogłem w każdej chwili zablokować mu tą ewentualność. Powiedzmy sobie, że przeczuwałem co Harry ma zamiar rzec, wtem podejmowałem automatyczną decyzją czy pozwolę, aby zdanie ujrzało światło dzienne, czy nie. Tamtego wieczoru zrozumiałem jak ciężko musi mu być. Zrobiło mi się szkoda Harold'a. Trafiliśmy na odpowiednią ulicę. Przyznam, że wparowaliśmy z impetem. Na nasz widok wszystkim opadła szczęka. Wcale się nie dziwię. Ujrzałem ją. W myślach usłyszałem pytanie.
-Działamy?
-Tak.-odparłem. Zbliżyliśmy się do obiektu moich westchnień.
-Marcel?-Zatkało ją.
-Cześć (T.I).-przywitałem się całując jej dłoń i obróciłem dziewczynę jak w tańcu.
-To naprawdę ty?-Nie dowierzała.
-We własnej osobie.-Tym razem był to Harold.
-Zmieniłeś się.-przyznała.
-Specjalnie dla ciebie.-Porwałem ją do tańca. Czułem się wspaniale, tak lekko. Adrenalina mnie ponosiła, po raz pierwszy w moim życiu coś takiego mnie wypełniło. W pewnej chwili straciłem kontakt z Harry'm. Nie wiedziałem co się dzieje, ale nie przestawałem bawić się z (T.I). Flirt szedł mi niezwykle łatwo. A już robiłem to sam. Umówiłem się z moją wybranką na kolejny wieczór. Po powrocie do domu matka na mnie naskoczyła. Wysłuchałem jej i poszedłem do siebie. Stanąłem przed lustrem.
-Harry.-zawołałem.-Hazz.-znowu. Nie odzywał się.-Harold.-Uderzyłem w lustro. Nie wiem kiedy łzy zebrały się w moich oczach. Kiedy podniosłem na siebie wzrok zrozumiałem coś. On...On nie istnieje. On nigdy nie istniał. Był dosłownym wytworem mojej wyobraźni. Nigdy go nie było. Właściwie to był, ale tylko we mnie.Mama miała rację. To było takie smutne. Czułem się taki pusty bez niego. Bez tego wkurzającego głosu, przytyków. On we mnie wchłonął. Połączyłem ich, gdyż miałem rozdzielenie osobowości. Szukałem siebie przez całe życie, aż do tamtego momentu. Nareszcie znalazłem...Byłem kimś innym. Kimś kim zawsze chciałem się stać.
(T.I), moja żona i matka moich dzieci. Piękna i mądra kobieta, mój ideał. A to wszystko dzięki Harry'emu. Mój brat, mój kochany brat. Zawsze będę pamiętał co dla mnie zrobił i nie będę przejmował się, że niby nie istniał. W moim sercu zostanie na zawsze...
Hej! Oto imagin dla mojego Kochanego Anonimka :) Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Starałam się ;) Miłego wieczoru Kochani ^.^ Piszcie jak się podoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
wtorek, 22 września 2015
Imagin Niall zamówienie
-...Niall, koniec tematu.-powiedziała moja matka.
-Nie będę tam jechał, nie jestem dzieckiem!-warknąłem.
-Powiedziałam i koniec.-spokojnie powtórzyła. Jęknąłem tylko i opadłem zdenerwowany na krzesło.
Miałem dziewiętnaście lat. Od zawsze muzyka stanowiła nieoddzielny czynnik mojego życia. Grałem w zespole jako gitarzysta i jako frontman. Fakt faktem, że zmieniłem się bardzo przez trasy po kraju, ale nie było to powodem, aby wysyłać mnie na obóz "dla trudnej młodzieży". Tyle w tym było dobrego, że to również obóz muzyczny. Tylko dlatego nie walczyłem do końca. Miałem kilka tatuaży, kolczyków oraz kolorowe włosy, lecz dla mnie nie stanowiło to niczego nadzwyczajnego. Natomiast moja mama uważała to za wygląd "kryminalisty". Ogólnie stała się bardziej surowa i zaborcza od kiedy narzucono mi kuratora, przez jedną głupią bójkę z kolesiem, który, dla śmiechu, wyzywał własnie moją rodzinę, a ja postanowiłem zainterweniować. Cóż, musiałem z nią mieszkać dopóki nie skończę 21 roku życia. Kretyńskie przepisy. Po kolejnym zgarnięciu mnie przez policję z jednej z imprez, postanowiła wysłać mnie na ten głupi obóz.
Spakowała mnie i ogółem wyszykowała, kiedy ja przez pierwszy tydzień lata leżałem na sofie grając w gry. Nadszedł ten dzień. Odprowadziła mnie na miejsce zbiórki. Rozejrzałem się. Dookoła wszyscy tylko w czerni, czerwieni, szarym oraz bieli. Przybici albo aż, za weseli, jakby naćpani. To kompletnie nie był mój świat. Ja się tam wyróżniałem, tak zdecydowanie. Byłem typem imprezowicza, nie emo albo ćpuna.
-Serio?-zapytałem rozglądając się po placu.
-No już, nie przesadzaj, będzie dobrze.-Matula pogładziła mnie po plecach.
-Ta.-prychnąłem. Zaczęli wyczytywać nasze imiona. Padło na mnie. Niska blondynka ucałowała mój policzek i popchnęła mnie do autobusu. Usiadłem sam. Po czterech godzinach jazdy zatrzymaliśmy się przy jakimś ośrodku nad jeziorem. Po rozdzianiu walizek i gadkach opisującymi przepisy dali nam klucze do pokoi. Tyle dobrego, że jako jedyny miałem kwaterę solo. Tamtego wieczora mieliśmy poznać kadrę opiekunów. Zebraliśmy się na apelu. Widziałem tylko ludzi po trzydziestce, aż nareszcie...
-Ewa, nasza praktykantka moi drodzy.-Kierownik przedstawił nam ostatnią dziewczynę, której wcześniej nie zauważyłem. Była...Śliczna. Nie za wysoka, szczupła, brunetka o prostych włosach i zielonych oczach. Buzię miała taką delikatną, bez żadnej skazy. Zero makijażu. Uśmiechała się szeroko i pomachała do nas. Wyróżniała się z tłumu, ale wcześniej jej nie spostrzegłem, przez swoje zamyślenie.-...Będzie miała z wami zajęcia z gry na gitarze, fortepianie oraz będzie zawsze, aby porozmawiać o waszych problemach, jeżeli tylko będziecie chcieli. Ewo...-Mężczyzna oddał głos pięknej.
-Tak. Witam was serdecznie. Zapraszam gorąco na terapię ze mną. Spokojnie, niebawem idę na studia z psychologii i jestem w stanie wam pomóc i zaoferować profesjonalizm. Oczywiście czekam na was także na zajęciach muzycznych i jeżeli spodobają się wam lekcje w moim towarzystwie możemy wystrugać naukę śpiewu i poprawę dykcji.-wyrecytowała. Ewa jako pierwsza osoba zdobyła moją uwagę. Wydawała się radosna i promienna, zabawna, ale nie wredna. Chciałem poznać ją jako dziewczynę, nie jako instruktorkę.
Nadszedł wieczór. Akurat wypadło na ognisko ze śpiewaniem i poznawaniem siebie nawzajem. Ciekawym trafem to własnie zielonooka miała prowadzić event.
-Dobrze kochani, chciałabym, aby każdy po kolei się przedstawił.-Usiadła dokładnie naprzeciwko mnie. Zebraliśmy się w kółku, w środku palił się ogień. Spoczywaliśmy na dużych belach drzewa.-Może ja zacznę.-stwierdziła.-Jestem Ewa i mam 18 lat.-zdziwiłem się. Była młodsza ode mnie, ale mi to nie przeszkadzało.-Interesuję się muzyką, kocham także dobrą zabawę i lubię poznawać nowych ludzi i przeżywać przygody. Nie boję się niczego i bardzo się cieszę, że mogę być tutaj z wami.-Wystarczyło kilka słów dziewczyny, a już przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Cały czas na nią patrzałem. Nareszcie nadeszła moja kolej. Zwróciła na mnie uwagę.-Proszę, teraz ty.-Obdarzyła mnie promiennym uśmiechem.
-Mam na imię Niall, 19 lat. Kocham grać na gitarze i śpiewać w moim band'zie. Kocham adrenalinę i w sumie nawet mi się tutaj podoba.-wyrecytowałem nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
-Dziękujemy.-odparła. Widziałem jak ukradkiem spogląda na mnie cały wieczór.
Po ognisku została z tym wszystkim sama. Nie miał kto pomóc jej posprzątać. Widziałem jak próbuje przenieść ciężką skrzynkę, która wydawała się większa niż cała postura brunetki. Podbiegłem szybko i odebrałem przedmiot zielonookiej.
-Hej...Dziękuję Niall.-zachichotała i wzięła kilka butelek po soku ze stolika. Ruszyliśmy do stołówki.
-Nie chciałem, żebyś zrobiła sobie coś złego.-powiedziałem. Zadowalał mnie fakt, iż zapamiętała moje imię.
-Chyba średnio tu pasujesz.-stwierdziła.
-Też tak czuję.-zgodziłem się.
-Zdradzić ci sekret?-zaśmiała się.
-Wal śmiało.-Nie wiem czemu, ale nie umiałem powstrzymać się od uśmiechu, jaki wcześniej pojawiał się u mnie tylko po zażyciu alkoholu, a tamtej nocy nie spożyłem choćby kropli.
-Kiedyś to ja tu przyjeżdżałam co rok przez pięć lat, bo to ja należałam do "trudnej młodzieży".-Zszokowała mnie.
-Poważnie? Co takiego robiłaś?-Nie dowierzałem.
-Aaa...Stare dzieje. Kilka włamań za gówniarza, parę murali na blokach, imprezy jako nieletnia, bójki, ucieczki ze szkoły.-wymieniła imponujące wykroczenia.-Szczerze to wcale nie miałam trudnego wieku i nie chciałam tego, ale zawsze bawiło mnie irytowanie ludzi. Fakt, że teraz się tego wstydzę, ale było dużo śmiechu. Teraz robię tu jako instruktorka. Kto by pomyślał?-prychnęła.
-Niezła jesteś.-przyznałem.-Uwierz mi, że ja też taki zły nie jestem. Panuję nad sobą, ale nie chcę tracić życia na byciu grzecznym chłopczykiem. Może czasami przesadzam, ale chciałbym choć trochę się zmienić. Tylko boję się, że stanę się nudziarzem.-wyznałem. Zatrzymaliśmy się naprzeciwko siebie. Spojrzała na mnie znacząco.-Emm...Znaczy.-Doszło do mnie, ze mówiłem jak jakiś romantyk w filmie.-Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło.-Zawstydziłem się.
-Spokojnie.-Ujęła mą dłoń.-Bycie dobrym nie jest chyba takie złe.-Wspięła się na palcach i ucałowała mój polik.
-Czy to nie łamanie zasad?-zaśmiałem się.
-Może i tak, ale ja nigdy nie stanę się dobrą dziewczyną tak do końca.-Puściła mi oczko. Myślałem tylko o niej. Czułem, że się w nią wkręcam. Była idealna. Nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszej i mądrzejszej. Mimo mojej młodości, miałem przeczucie, iż to ona jest mi przeznaczona. Może to głupie, ale serce raczej nie kłamie. Każdy kolejny dzień spędzałem na "terapii" z Ewcią. Rozumiała mnie. Była pierwszą osobą tak bardzo podobną do mnie. Uwielbiałem spędzać z nią czas. Właściwie to dla mnie nie był to obóz, a "codzienne pogadanki z Ewą". Nie uczestniczyłem w żadnych zajęciach, prócz tych, jakie prowadziła ona. Dziwne, że żaden starszy instruktor nie przyłapał nas na flirtowaniu. Oh, była w tym wspaniała. Sam kilka razy złapałem się na jej przynętę. Pociągało mnie to u dziewczyny. Okazało się, że będzie studiowała nieopodal Mullingar, w miasteczku, do którego przeprowadzam się z mamą. Wspólnie stwierdziliśmy, iż to znak od niebios.
Nadszedł ostatni wieczór. Mieliśmy go spędzić na wspólnym graniu i śpiewie pod wiatą. Nie miałem zamiaru uczestniczyć w jakiś chórach z nudnymi melodiami w tle. Po za tym byłem zajęty rozmową z zielonooką pięknością.
-...A może pan Horan nam coś zagra?-zaproponował kierownik. Spojrzałem na niego, nie umiałem odczytać emocji jaką wyrażała twarz faceta.
-Dobra, ale z panną Siejca.-odparłem pewnie. Wydał się zaskoczony, co było dziwne. Serio nikt niczego nie zauważył przez te trzy tygodnie?-pytałem w myślach.
-Proszę, jak sobie życzysz, a Ewa nie ma nic przeciwko.-zgodził się.
-Masz coś przeciwko?-Zwróciłem wzrok na brunetkę z uśmiechem. Skinęła głową. Już wcześniej próbowaliśmy duetu, było cudownie, lecz tamten raz przebił wszystkie poprzednie. Było magicznie. Nie traciliśmy kontaktu wzrokowego. Nie wiem dlaczego, ale wykonaliśmy utwór Rihanna'y pt. "We found love" w wersji akustycznej. Dopasowaliśmy się idealnie. Po raz pierwszy poczułem dziwne wiercenie w brzuchu, coś jak...Nie to na pewno nie to!-karciłem się. Zatraciliśmy się w swych spojrzeniach, a z transu wybudziły nas dopiero oklaski. Grzecznie podziękowaliśmy. Około drugiej w nocy zacząłem pomagać w sprzątaniu. Szliśmy odnieść tace do stołówki, zupełnie jak pierwszej nocy.
-...Zmieniłeś się.-przyznała.-Ale na dobre.-dodała uradowana.
-Dzięki tobie.-odparłem.
-Przestań.-Choć było ciemno, to widziałem te rumieńce na polikach Ewci. Zawsze spuszczała głowę, chowając się w swoich długich włosach, abym tylko nie spostrzegł jej zawstydzenia.
-Nie bądź taka skromna i nie kryj się.-Uniosłem jej twarz, by na mnie spojrzała.-Jesteś piękna.-Z przekonaniem i czułością rzekłem. Uniosła kąciki ust promiennie.
-Nie lubię komplementów, nie umiem ich przyjmować.-zaśmiała się spuszczając wzrok, ale byłem pewny, iż to tylko przykrywka. Wcale nie wydawało się jej to zabawne, ale tak miała zamiar wybrnąć z sytuacji. Ja byłem poważny, więc ona dołączyła do mnie.
-Jesteś piękna, mądra, inteligentna, zabawna, skromna i kochana. Nigdy nie wątp w to, bo ci, którzy ci to wmawiali, to zakompleksione patałachy, które chciały, żebyś poczuła się jak oni. Ale nie możesz dawać im wygrać. Pokaż jak silną jesteś osobą. Jesteś najbardziej niesamowitą dziewczyną jaką spotkałem. Nigdy nie dogadywałem się z kimś tak jak z tobą. Ty łapiesz kontakt ze wszystkimi. Jesteś ideałem, nigdy nie myśl, że jest inaczej. I jeżeli kiedykolwiek zapomnisz o tym co ci teraz mówię, to nie ważne jak daleko będę, zadzwoń lub napisz, a powiem ci to jeszcze raz. Będę recytował ci jak cudowna jesteś do końca moich dni i jeszcze jeden kolejny. Jesteś aniołem bez skazy i nigdy nie zapominaj. Dziękuję, że po prostu jesteś.-Stała i obserwowała bacznie moje źrenice. Recytowałem z powagą i pewnością słów, które ze mnie wypływały. Wierzyłem w to co mówiłem i chciałem, aby ona także mi zaufała. Ujrzałem łzy w jej oczach, jakie zaraz zaczęły spływać po tych delikatnych policzkach. Otarłem je. Ucałowałem Ewę w czubek głowy i poszedłem dalej. Dziwnie się czułem. Nigdy nie wyrecytowałem komuś takich słów. Nigdy nie byłem aż tak szczery. To stanowiło coś nowego, lecz miłego. Nadszedł dzień. Spakowałem się. Na śniadaniu nie było zielonookiej. Nie mogłem skupić się na jedzeniu, co było czymś nieprawdopodobnym, gdyż to moja pierwsza życiowa miłość. Postanowiłem poszukać instruktorki. Po kilkunastu minutach znalazłem ją na huśtawce zawieszonej na wielkiej topoli pochylającej się nad jeziorem, co dawało prześliczny efekt, zwłaszcza w tak słoneczne dni, do jakich należał i tamten.
-Dlaczego nie na śniadanku, głodomorze?-zapytałem siadając obok niej. Wpatrywała się w przestrzeń przed sobą, aż w końcu wypowiadając pierwsze zdanie luknęła na mnie.
-Od wczoraj bez przerwy myślę o tym co powiedziałeś. Wiesz, nikt nigdy...A z resztą, nie chcę żeby zabrzmiało to banalnie. Po prostu jesteś pierwszą osoba, która skomplementowała mnie w tak miły sposób.-rzekła.
-Ej, wszystko co wyznałem stanowi szczerą prawdę. Ale proszę cię weź to sobie do serducha, mała.-poprosiłem.
-Wezmę.-spokojnie zgodziła się kiwając głową. Uśmiech Ewci był zdecydowanie bardziej radosny, inny. Cała była inna. Weselsza, jakby naprawdę widziała przez różowe okulary. Promieniała.
-Obiecujesz?-Wzruszyłem zabawnie brwiami.
-Obiecuję.-zachichotała.
-Jadę. Kiedy mnie odwiedzisz?-zapytałem przed wejściem do bus'a.
-Za osiem dni, cztery godziny, trzydzieści dwie minuty i dwanaście sekund.-odparła żartobliwie.
-Trochę długo.-przyznałem.
-Szybko minie.-pocieszyła mnie. Nie ważne co by nie powiedziała, wystarczyło mi, że stała obok.-Cieszę się, że cię poznałam. Mam nadzieję, że po powrocie nic się nie zmieni.-przyznała.
-Ja też. Nic się nie zmieni.-odpowiedziałem.
-Obiecujesz?-Powtórzyła mój wcześniejszy gest.
-Obiecuję.-zarechotałem. Przytuliłem ją do siebie mocno na pożegnanie. Wysyłała mi buziaki i machała, a mi serce pękało na myśl o tych ośmiu dobach bez Ewy.
Czekałem. Nareszcie dołączyła do mnie. I rzeczywiście. Nic się nie zmieniło. No może jeden szczegół...Jesteśmy razem. W końcu przyznałem się sam sobie, że jestem w stanie kochać kogoś bardziej od siebie samego, no cóż...Jak powiedziała zmieniłem się, własnie dzięki niej...
Hej! Jak mówiłam, post jest późno, ale jest ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 Starałam się, ale nie wiem czy wyszło tak jak moja Kochana Ewcia chciała :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. ZACHĘCAM DO SKŁADANIA ZAMÓWIEŃ!!! :D
-Nie będę tam jechał, nie jestem dzieckiem!-warknąłem.
-Powiedziałam i koniec.-spokojnie powtórzyła. Jęknąłem tylko i opadłem zdenerwowany na krzesło.
Miałem dziewiętnaście lat. Od zawsze muzyka stanowiła nieoddzielny czynnik mojego życia. Grałem w zespole jako gitarzysta i jako frontman. Fakt faktem, że zmieniłem się bardzo przez trasy po kraju, ale nie było to powodem, aby wysyłać mnie na obóz "dla trudnej młodzieży". Tyle w tym było dobrego, że to również obóz muzyczny. Tylko dlatego nie walczyłem do końca. Miałem kilka tatuaży, kolczyków oraz kolorowe włosy, lecz dla mnie nie stanowiło to niczego nadzwyczajnego. Natomiast moja mama uważała to za wygląd "kryminalisty". Ogólnie stała się bardziej surowa i zaborcza od kiedy narzucono mi kuratora, przez jedną głupią bójkę z kolesiem, który, dla śmiechu, wyzywał własnie moją rodzinę, a ja postanowiłem zainterweniować. Cóż, musiałem z nią mieszkać dopóki nie skończę 21 roku życia. Kretyńskie przepisy. Po kolejnym zgarnięciu mnie przez policję z jednej z imprez, postanowiła wysłać mnie na ten głupi obóz.
Spakowała mnie i ogółem wyszykowała, kiedy ja przez pierwszy tydzień lata leżałem na sofie grając w gry. Nadszedł ten dzień. Odprowadziła mnie na miejsce zbiórki. Rozejrzałem się. Dookoła wszyscy tylko w czerni, czerwieni, szarym oraz bieli. Przybici albo aż, za weseli, jakby naćpani. To kompletnie nie był mój świat. Ja się tam wyróżniałem, tak zdecydowanie. Byłem typem imprezowicza, nie emo albo ćpuna.
-Serio?-zapytałem rozglądając się po placu.
-No już, nie przesadzaj, będzie dobrze.-Matula pogładziła mnie po plecach.
-Ta.-prychnąłem. Zaczęli wyczytywać nasze imiona. Padło na mnie. Niska blondynka ucałowała mój policzek i popchnęła mnie do autobusu. Usiadłem sam. Po czterech godzinach jazdy zatrzymaliśmy się przy jakimś ośrodku nad jeziorem. Po rozdzianiu walizek i gadkach opisującymi przepisy dali nam klucze do pokoi. Tyle dobrego, że jako jedyny miałem kwaterę solo. Tamtego wieczora mieliśmy poznać kadrę opiekunów. Zebraliśmy się na apelu. Widziałem tylko ludzi po trzydziestce, aż nareszcie...
-Ewa, nasza praktykantka moi drodzy.-Kierownik przedstawił nam ostatnią dziewczynę, której wcześniej nie zauważyłem. Była...Śliczna. Nie za wysoka, szczupła, brunetka o prostych włosach i zielonych oczach. Buzię miała taką delikatną, bez żadnej skazy. Zero makijażu. Uśmiechała się szeroko i pomachała do nas. Wyróżniała się z tłumu, ale wcześniej jej nie spostrzegłem, przez swoje zamyślenie.-...Będzie miała z wami zajęcia z gry na gitarze, fortepianie oraz będzie zawsze, aby porozmawiać o waszych problemach, jeżeli tylko będziecie chcieli. Ewo...-Mężczyzna oddał głos pięknej.
-Tak. Witam was serdecznie. Zapraszam gorąco na terapię ze mną. Spokojnie, niebawem idę na studia z psychologii i jestem w stanie wam pomóc i zaoferować profesjonalizm. Oczywiście czekam na was także na zajęciach muzycznych i jeżeli spodobają się wam lekcje w moim towarzystwie możemy wystrugać naukę śpiewu i poprawę dykcji.-wyrecytowała. Ewa jako pierwsza osoba zdobyła moją uwagę. Wydawała się radosna i promienna, zabawna, ale nie wredna. Chciałem poznać ją jako dziewczynę, nie jako instruktorkę.
Nadszedł wieczór. Akurat wypadło na ognisko ze śpiewaniem i poznawaniem siebie nawzajem. Ciekawym trafem to własnie zielonooka miała prowadzić event.
-Dobrze kochani, chciałabym, aby każdy po kolei się przedstawił.-Usiadła dokładnie naprzeciwko mnie. Zebraliśmy się w kółku, w środku palił się ogień. Spoczywaliśmy na dużych belach drzewa.-Może ja zacznę.-stwierdziła.-Jestem Ewa i mam 18 lat.-zdziwiłem się. Była młodsza ode mnie, ale mi to nie przeszkadzało.-Interesuję się muzyką, kocham także dobrą zabawę i lubię poznawać nowych ludzi i przeżywać przygody. Nie boję się niczego i bardzo się cieszę, że mogę być tutaj z wami.-Wystarczyło kilka słów dziewczyny, a już przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Cały czas na nią patrzałem. Nareszcie nadeszła moja kolej. Zwróciła na mnie uwagę.-Proszę, teraz ty.-Obdarzyła mnie promiennym uśmiechem.
-Mam na imię Niall, 19 lat. Kocham grać na gitarze i śpiewać w moim band'zie. Kocham adrenalinę i w sumie nawet mi się tutaj podoba.-wyrecytowałem nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
-Dziękujemy.-odparła. Widziałem jak ukradkiem spogląda na mnie cały wieczór.
Po ognisku została z tym wszystkim sama. Nie miał kto pomóc jej posprzątać. Widziałem jak próbuje przenieść ciężką skrzynkę, która wydawała się większa niż cała postura brunetki. Podbiegłem szybko i odebrałem przedmiot zielonookiej.
-Hej...Dziękuję Niall.-zachichotała i wzięła kilka butelek po soku ze stolika. Ruszyliśmy do stołówki.
-Nie chciałem, żebyś zrobiła sobie coś złego.-powiedziałem. Zadowalał mnie fakt, iż zapamiętała moje imię.
-Chyba średnio tu pasujesz.-stwierdziła.
-Też tak czuję.-zgodziłem się.
-Zdradzić ci sekret?-zaśmiała się.
-Wal śmiało.-Nie wiem czemu, ale nie umiałem powstrzymać się od uśmiechu, jaki wcześniej pojawiał się u mnie tylko po zażyciu alkoholu, a tamtej nocy nie spożyłem choćby kropli.
-Kiedyś to ja tu przyjeżdżałam co rok przez pięć lat, bo to ja należałam do "trudnej młodzieży".-Zszokowała mnie.
-Poważnie? Co takiego robiłaś?-Nie dowierzałem.
-Aaa...Stare dzieje. Kilka włamań za gówniarza, parę murali na blokach, imprezy jako nieletnia, bójki, ucieczki ze szkoły.-wymieniła imponujące wykroczenia.-Szczerze to wcale nie miałam trudnego wieku i nie chciałam tego, ale zawsze bawiło mnie irytowanie ludzi. Fakt, że teraz się tego wstydzę, ale było dużo śmiechu. Teraz robię tu jako instruktorka. Kto by pomyślał?-prychnęła.
-Niezła jesteś.-przyznałem.-Uwierz mi, że ja też taki zły nie jestem. Panuję nad sobą, ale nie chcę tracić życia na byciu grzecznym chłopczykiem. Może czasami przesadzam, ale chciałbym choć trochę się zmienić. Tylko boję się, że stanę się nudziarzem.-wyznałem. Zatrzymaliśmy się naprzeciwko siebie. Spojrzała na mnie znacząco.-Emm...Znaczy.-Doszło do mnie, ze mówiłem jak jakiś romantyk w filmie.-Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło.-Zawstydziłem się.
-Spokojnie.-Ujęła mą dłoń.-Bycie dobrym nie jest chyba takie złe.-Wspięła się na palcach i ucałowała mój polik.
-Czy to nie łamanie zasad?-zaśmiałem się.
-Może i tak, ale ja nigdy nie stanę się dobrą dziewczyną tak do końca.-Puściła mi oczko. Myślałem tylko o niej. Czułem, że się w nią wkręcam. Była idealna. Nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszej i mądrzejszej. Mimo mojej młodości, miałem przeczucie, iż to ona jest mi przeznaczona. Może to głupie, ale serce raczej nie kłamie. Każdy kolejny dzień spędzałem na "terapii" z Ewcią. Rozumiała mnie. Była pierwszą osobą tak bardzo podobną do mnie. Uwielbiałem spędzać z nią czas. Właściwie to dla mnie nie był to obóz, a "codzienne pogadanki z Ewą". Nie uczestniczyłem w żadnych zajęciach, prócz tych, jakie prowadziła ona. Dziwne, że żaden starszy instruktor nie przyłapał nas na flirtowaniu. Oh, była w tym wspaniała. Sam kilka razy złapałem się na jej przynętę. Pociągało mnie to u dziewczyny. Okazało się, że będzie studiowała nieopodal Mullingar, w miasteczku, do którego przeprowadzam się z mamą. Wspólnie stwierdziliśmy, iż to znak od niebios.
Nadszedł ostatni wieczór. Mieliśmy go spędzić na wspólnym graniu i śpiewie pod wiatą. Nie miałem zamiaru uczestniczyć w jakiś chórach z nudnymi melodiami w tle. Po za tym byłem zajęty rozmową z zielonooką pięknością.
-...A może pan Horan nam coś zagra?-zaproponował kierownik. Spojrzałem na niego, nie umiałem odczytać emocji jaką wyrażała twarz faceta.
-Dobra, ale z panną Siejca.-odparłem pewnie. Wydał się zaskoczony, co było dziwne. Serio nikt niczego nie zauważył przez te trzy tygodnie?-pytałem w myślach.
-Proszę, jak sobie życzysz, a Ewa nie ma nic przeciwko.-zgodził się.
-Masz coś przeciwko?-Zwróciłem wzrok na brunetkę z uśmiechem. Skinęła głową. Już wcześniej próbowaliśmy duetu, było cudownie, lecz tamten raz przebił wszystkie poprzednie. Było magicznie. Nie traciliśmy kontaktu wzrokowego. Nie wiem dlaczego, ale wykonaliśmy utwór Rihanna'y pt. "We found love" w wersji akustycznej. Dopasowaliśmy się idealnie. Po raz pierwszy poczułem dziwne wiercenie w brzuchu, coś jak...Nie to na pewno nie to!-karciłem się. Zatraciliśmy się w swych spojrzeniach, a z transu wybudziły nas dopiero oklaski. Grzecznie podziękowaliśmy. Około drugiej w nocy zacząłem pomagać w sprzątaniu. Szliśmy odnieść tace do stołówki, zupełnie jak pierwszej nocy.
-...Zmieniłeś się.-przyznała.-Ale na dobre.-dodała uradowana.
-Dzięki tobie.-odparłem.
-Przestań.-Choć było ciemno, to widziałem te rumieńce na polikach Ewci. Zawsze spuszczała głowę, chowając się w swoich długich włosach, abym tylko nie spostrzegł jej zawstydzenia.
-Nie bądź taka skromna i nie kryj się.-Uniosłem jej twarz, by na mnie spojrzała.-Jesteś piękna.-Z przekonaniem i czułością rzekłem. Uniosła kąciki ust promiennie.
-Nie lubię komplementów, nie umiem ich przyjmować.-zaśmiała się spuszczając wzrok, ale byłem pewny, iż to tylko przykrywka. Wcale nie wydawało się jej to zabawne, ale tak miała zamiar wybrnąć z sytuacji. Ja byłem poważny, więc ona dołączyła do mnie.
-Jesteś piękna, mądra, inteligentna, zabawna, skromna i kochana. Nigdy nie wątp w to, bo ci, którzy ci to wmawiali, to zakompleksione patałachy, które chciały, żebyś poczuła się jak oni. Ale nie możesz dawać im wygrać. Pokaż jak silną jesteś osobą. Jesteś najbardziej niesamowitą dziewczyną jaką spotkałem. Nigdy nie dogadywałem się z kimś tak jak z tobą. Ty łapiesz kontakt ze wszystkimi. Jesteś ideałem, nigdy nie myśl, że jest inaczej. I jeżeli kiedykolwiek zapomnisz o tym co ci teraz mówię, to nie ważne jak daleko będę, zadzwoń lub napisz, a powiem ci to jeszcze raz. Będę recytował ci jak cudowna jesteś do końca moich dni i jeszcze jeden kolejny. Jesteś aniołem bez skazy i nigdy nie zapominaj. Dziękuję, że po prostu jesteś.-Stała i obserwowała bacznie moje źrenice. Recytowałem z powagą i pewnością słów, które ze mnie wypływały. Wierzyłem w to co mówiłem i chciałem, aby ona także mi zaufała. Ujrzałem łzy w jej oczach, jakie zaraz zaczęły spływać po tych delikatnych policzkach. Otarłem je. Ucałowałem Ewę w czubek głowy i poszedłem dalej. Dziwnie się czułem. Nigdy nie wyrecytowałem komuś takich słów. Nigdy nie byłem aż tak szczery. To stanowiło coś nowego, lecz miłego. Nadszedł dzień. Spakowałem się. Na śniadaniu nie było zielonookiej. Nie mogłem skupić się na jedzeniu, co było czymś nieprawdopodobnym, gdyż to moja pierwsza życiowa miłość. Postanowiłem poszukać instruktorki. Po kilkunastu minutach znalazłem ją na huśtawce zawieszonej na wielkiej topoli pochylającej się nad jeziorem, co dawało prześliczny efekt, zwłaszcza w tak słoneczne dni, do jakich należał i tamten.
-Dlaczego nie na śniadanku, głodomorze?-zapytałem siadając obok niej. Wpatrywała się w przestrzeń przed sobą, aż w końcu wypowiadając pierwsze zdanie luknęła na mnie.
-Od wczoraj bez przerwy myślę o tym co powiedziałeś. Wiesz, nikt nigdy...A z resztą, nie chcę żeby zabrzmiało to banalnie. Po prostu jesteś pierwszą osoba, która skomplementowała mnie w tak miły sposób.-rzekła.
-Ej, wszystko co wyznałem stanowi szczerą prawdę. Ale proszę cię weź to sobie do serducha, mała.-poprosiłem.
-Wezmę.-spokojnie zgodziła się kiwając głową. Uśmiech Ewci był zdecydowanie bardziej radosny, inny. Cała była inna. Weselsza, jakby naprawdę widziała przez różowe okulary. Promieniała.
-Obiecujesz?-Wzruszyłem zabawnie brwiami.
-Obiecuję.-zachichotała.
-Jadę. Kiedy mnie odwiedzisz?-zapytałem przed wejściem do bus'a.
-Za osiem dni, cztery godziny, trzydzieści dwie minuty i dwanaście sekund.-odparła żartobliwie.
-Trochę długo.-przyznałem.
-Szybko minie.-pocieszyła mnie. Nie ważne co by nie powiedziała, wystarczyło mi, że stała obok.-Cieszę się, że cię poznałam. Mam nadzieję, że po powrocie nic się nie zmieni.-przyznała.
-Ja też. Nic się nie zmieni.-odpowiedziałem.
-Obiecujesz?-Powtórzyła mój wcześniejszy gest.
-Obiecuję.-zarechotałem. Przytuliłem ją do siebie mocno na pożegnanie. Wysyłała mi buziaki i machała, a mi serce pękało na myśl o tych ośmiu dobach bez Ewy.
Czekałem. Nareszcie dołączyła do mnie. I rzeczywiście. Nic się nie zmieniło. No może jeden szczegół...Jesteśmy razem. W końcu przyznałem się sam sobie, że jestem w stanie kochać kogoś bardziej od siebie samego, no cóż...Jak powiedziała zmieniłem się, własnie dzięki niej...
Hej! Jak mówiłam, post jest późno, ale jest ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 Starałam się, ale nie wiem czy wyszło tak jak moja Kochana Ewcia chciała :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. ZACHĘCAM DO SKŁADANIA ZAMÓWIEŃ!!! :D
Imagin Louis cz.3 (druga połowa) KONIEC
-...-Wyjaśniłam mu wszystko po kolei.-Co ja mam teraz zrobić, Gabe?-Wtuliłam się w zielonookiego.
-Mała, musisz pogadać z Kit, tak samo jak z Tomlinson'em.-Poradził patrząc mi prosto w ślepia. Westchnęłam tylko. Zdawałam sobie sprawę, iż ma rację...
***
-Wiem, Gebbie, wiem.-Przetarłam twarz dłońmi. Ruszyłam się przebrać w coś bardziej wyjściowego, abym nie trafiła do jakiejś gazety ze zdjęciem alla "potwór z bajora". Pomalowałam nieco rzęsy i mogłam iść. Pożegnałam brata, gdyż Lou zaszył się w swoim pokoju. Najpierw chciałam porozmawiać z Kitty. Zapukałam do drzwi jej mieszkania.
-No hej.-przywitała mnie ze zdziwieniem.-Coś się stało? Dziwnie brzmiałaś przez telefon.-Wpuściła mnie do środka.
-Możemy przejść do salonu?-zapytałam.
-Jasne, proszę.-Obie rozsiadłyśmy się naprzeciwko siebie. Stresowałam się. Nie miałam pojęcia jak zareaguje, gdyż była to świeża sprawa. Wiem, że to może nie mieć nic do rzeczy, że nowa czy stara, ale kurde zależało mi na znajomości z Louis'em.
-Kit, mam ci coś do powiedzenia.-odezwałam się.
-To już wiem. Nie trudno się domyślić.-rzekła.
-No w sumie racja. Em...No, bo ja wczoraj byłam na tej imprezie u Gebe'a i poznałam tam Lou. No i w sumie to bardzo go polubiłam, chyba z wzajemnością. Nawet przez myśl mi przeszło, że może być z tego coś więcej. A, gdy tylko dowiedziałam się, że to ten, który cię "zdradził"...-Namalowałam cudzysłów w powietrzu, ponieważ wiedziałam, że wcale tak nie było.-Serce mi pękło. A teraz ja kompletnie nie wiem co mam czuć, a co robić i w ogóle. Jestem załamana. No bo on mi się podoba, ale z drugiej strony nie chcę cię ranić i zaprzepaszczać naszej przyjaźni i...-Zaczęłam nawijać jak katarynka. Nie umiałam zatrzymać fali słów, jaka zaczęła ze mnie wypływać. Na szczęście Kitty zdołała mnie zatrzymać.
-Stój.-przerwała.-Rozumiem.-uśmiechnęła się do mnie. Pomrugałam kilka razy, aby upewnić się, że nie mam zwidów. Byłam zszokowana.-I doceniam to, że masz odwagę mówić mi o tym otwarcie. Spokojnie, daję ci wolną rękę. Uwierz mi, mnie to nie boli. Ale jego zaboli, jeżeli potraktuje cię jak mnie. Chcę twojego szczęścia, a po raz pierwszy od dawna, widzę iskierki w twoich oczach. Mała, ja chcę dla ciebie jak najlepiej. I naprawdę, jeśli dzięki niemu staniesz się weselszą wersją siebie...Weźcie ślub i miejsce gromadkę dzieci i psa, no i piękny dom nad oceanem na Florydzie.-zażartowała przytulając mnie.
-Jesteś najukochańszą najlepszą przyjaciółką na całym świecie.-wymruczałam jej do ucha. Serce łomotało mi z uwagi na to jakie miałam szczęście trafiając na taką dziewczynę. -Dziękuję. Ale czy jesteś pewna, że będziesz znosiła jego obecność obok?-Spojrzałam jej w oczy. Nie zauważyłam tam żadnego żalu.
-Chyba, wiesz, że w moim morzu pływa dużo rybek i chyba niekoniecznie przejmuje się przeszłością. A to, że wczoraj płakałam było efektem zbliżających się kobiecych dni i wspomnień, które może wcale aż mnie tak nie dotknęły. Chyba po prostu miałam gorszy dzień. Misiek, serio macie moje błogosławieństwo.-Pogłaskała mnie.-No. A teraz leć do niego i flirtuj, jakby miał to być twój ostatni dzień twojego życia.-Pocałowała mnie w policzek.
-Dziękuję.-Odwzajemniłam jej gest i ruszyłam do wyjścia.-Kocham cię!-krzyknęłam już w progu.
-A ja ciebie!-chichocząc odpowiedziała. Po jakimś czasie znalazłam się pod apartamentowcem brackiego. Już miałam wchodzić do budynku, kiedy zderzyłam się z kimś. Oboje upadliśmy na ziemię.
-(T.I), przepraszam cię bardzo. Nie zauważyłem cię.-Usłyszałam przerażony ton Lou. Powstał i pociągnął mnie do góry jedynym sprawnym ruchem.
-Nic się nie stało, ja też nie uważałam.-Otrzepałam swoje ubrania z kurzu.-Wow, silny jesteś.-przyznałam.
-Dzięki.-zaśmiał się. Ah, jak ja uwielbiam jego rechot. A ten uśmiech...-Rozmarzyłam się w myślach.-Chyba musimy pogadać.-rzekł.
-Chyba tak.-zgodziłam się.
-Chodź, niedaleko jest mała kafejka.-Objął mnie. Przyznam, że było za szybko na takie gesty, ale nie umiałam zaprotestować. Ciągnęłam do bruneta jak magnez, nawet nad tym nie panowałam. Bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Zamówiliśmy ciepłe napoje.-(T.I), wiem, że Kitty to twoja przyjaciółka i jeżeli ty nie...-zaczął.
-Lou.-przerwałam mu.-Rozmawiałam z nią. Jest okej. Obie nie mamy nic przeciwko temu co się własnie dzieje.-Jego twarz rozpromieniła się na moje słowa. Nie byłam w stanie nie odwzajemnić tego gestu.
-Poważnie?-uradowany upewniał się.
-Tak.-zachichotałam. Powstał. Dołączyłam do chłopaka, gdyż widziałam co zamierza. Przytulił mnie. Nawet nie wiem kiedy straciłam grunt pod nogami. Niespodziewanie wpił się w moje usta. Poczułam motyle w brzuchu.
Wiecie co? Jesteśmy ze sobą już osiem lat, jesteśmy po ślubie, mamy dwójkę dzieci i wspólny dom, a ja nadal czuję to za każdym razem, kiedy łączy nasze usta w jedno. Kocham go...
Hej! Dzisiaj tak zaczynam :) Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Mała, musisz pogadać z Kit, tak samo jak z Tomlinson'em.-Poradził patrząc mi prosto w ślepia. Westchnęłam tylko. Zdawałam sobie sprawę, iż ma rację...
***
-Wiem, Gebbie, wiem.-Przetarłam twarz dłońmi. Ruszyłam się przebrać w coś bardziej wyjściowego, abym nie trafiła do jakiejś gazety ze zdjęciem alla "potwór z bajora". Pomalowałam nieco rzęsy i mogłam iść. Pożegnałam brata, gdyż Lou zaszył się w swoim pokoju. Najpierw chciałam porozmawiać z Kitty. Zapukałam do drzwi jej mieszkania.
-No hej.-przywitała mnie ze zdziwieniem.-Coś się stało? Dziwnie brzmiałaś przez telefon.-Wpuściła mnie do środka.
-Możemy przejść do salonu?-zapytałam.
-Jasne, proszę.-Obie rozsiadłyśmy się naprzeciwko siebie. Stresowałam się. Nie miałam pojęcia jak zareaguje, gdyż była to świeża sprawa. Wiem, że to może nie mieć nic do rzeczy, że nowa czy stara, ale kurde zależało mi na znajomości z Louis'em.
-Kit, mam ci coś do powiedzenia.-odezwałam się.
-To już wiem. Nie trudno się domyślić.-rzekła.
-No w sumie racja. Em...No, bo ja wczoraj byłam na tej imprezie u Gebe'a i poznałam tam Lou. No i w sumie to bardzo go polubiłam, chyba z wzajemnością. Nawet przez myśl mi przeszło, że może być z tego coś więcej. A, gdy tylko dowiedziałam się, że to ten, który cię "zdradził"...-Namalowałam cudzysłów w powietrzu, ponieważ wiedziałam, że wcale tak nie było.-Serce mi pękło. A teraz ja kompletnie nie wiem co mam czuć, a co robić i w ogóle. Jestem załamana. No bo on mi się podoba, ale z drugiej strony nie chcę cię ranić i zaprzepaszczać naszej przyjaźni i...-Zaczęłam nawijać jak katarynka. Nie umiałam zatrzymać fali słów, jaka zaczęła ze mnie wypływać. Na szczęście Kitty zdołała mnie zatrzymać.
-Stój.-przerwała.-Rozumiem.-uśmiechnęła się do mnie. Pomrugałam kilka razy, aby upewnić się, że nie mam zwidów. Byłam zszokowana.-I doceniam to, że masz odwagę mówić mi o tym otwarcie. Spokojnie, daję ci wolną rękę. Uwierz mi, mnie to nie boli. Ale jego zaboli, jeżeli potraktuje cię jak mnie. Chcę twojego szczęścia, a po raz pierwszy od dawna, widzę iskierki w twoich oczach. Mała, ja chcę dla ciebie jak najlepiej. I naprawdę, jeśli dzięki niemu staniesz się weselszą wersją siebie...Weźcie ślub i miejsce gromadkę dzieci i psa, no i piękny dom nad oceanem na Florydzie.-zażartowała przytulając mnie.
-Jesteś najukochańszą najlepszą przyjaciółką na całym świecie.-wymruczałam jej do ucha. Serce łomotało mi z uwagi na to jakie miałam szczęście trafiając na taką dziewczynę. -Dziękuję. Ale czy jesteś pewna, że będziesz znosiła jego obecność obok?-Spojrzałam jej w oczy. Nie zauważyłam tam żadnego żalu.
-Chyba, wiesz, że w moim morzu pływa dużo rybek i chyba niekoniecznie przejmuje się przeszłością. A to, że wczoraj płakałam było efektem zbliżających się kobiecych dni i wspomnień, które może wcale aż mnie tak nie dotknęły. Chyba po prostu miałam gorszy dzień. Misiek, serio macie moje błogosławieństwo.-Pogłaskała mnie.-No. A teraz leć do niego i flirtuj, jakby miał to być twój ostatni dzień twojego życia.-Pocałowała mnie w policzek.
-Dziękuję.-Odwzajemniłam jej gest i ruszyłam do wyjścia.-Kocham cię!-krzyknęłam już w progu.
-A ja ciebie!-chichocząc odpowiedziała. Po jakimś czasie znalazłam się pod apartamentowcem brackiego. Już miałam wchodzić do budynku, kiedy zderzyłam się z kimś. Oboje upadliśmy na ziemię.
-(T.I), przepraszam cię bardzo. Nie zauważyłem cię.-Usłyszałam przerażony ton Lou. Powstał i pociągnął mnie do góry jedynym sprawnym ruchem.
-Nic się nie stało, ja też nie uważałam.-Otrzepałam swoje ubrania z kurzu.-Wow, silny jesteś.-przyznałam.
-Dzięki.-zaśmiał się. Ah, jak ja uwielbiam jego rechot. A ten uśmiech...-Rozmarzyłam się w myślach.-Chyba musimy pogadać.-rzekł.
-Chyba tak.-zgodziłam się.
-Chodź, niedaleko jest mała kafejka.-Objął mnie. Przyznam, że było za szybko na takie gesty, ale nie umiałam zaprotestować. Ciągnęłam do bruneta jak magnez, nawet nad tym nie panowałam. Bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Zamówiliśmy ciepłe napoje.-(T.I), wiem, że Kitty to twoja przyjaciółka i jeżeli ty nie...-zaczął.
-Lou.-przerwałam mu.-Rozmawiałam z nią. Jest okej. Obie nie mamy nic przeciwko temu co się własnie dzieje.-Jego twarz rozpromieniła się na moje słowa. Nie byłam w stanie nie odwzajemnić tego gestu.
-Poważnie?-uradowany upewniał się.
-Tak.-zachichotałam. Powstał. Dołączyłam do chłopaka, gdyż widziałam co zamierza. Przytulił mnie. Nawet nie wiem kiedy straciłam grunt pod nogami. Niespodziewanie wpił się w moje usta. Poczułam motyle w brzuchu.
Wiecie co? Jesteśmy ze sobą już osiem lat, jesteśmy po ślubie, mamy dwójkę dzieci i wspólny dom, a ja nadal czuję to za każdym razem, kiedy łączy nasze usta w jedno. Kocham go...
Hej! Dzisiaj tak zaczynam :) Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
poniedziałek, 21 września 2015
Confidence 15
-Spokojnie. Liam nic ci tutaj nie zrobi, ale znam bezpieczniejsze miejsca.-rzekł nawet na mnie nie zerkając.
-Czyli ty o nim wiesz? O co chodzi?-Aż dygotałam. Prowadził mnie na strych. Znowu na niego trafiłam.
-Proszę cię. Musisz być cierpliwa. Wszystko opowiem ci na miejscu.-nakazał. Postanowiłam poddać się jego prośbom. Posadził mnie na skraju jakiegoś zsypu, który krył się pod drewnianą klapą.-Złaź po tej drabinie.-nakazał. Nie odezwałam się tylko to uczyniłam. Zeszliśmy z dwadzieścia metrów w dół. Rozejrzałam się. Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałam...
***
Znaleźliśmy się w podziemiach miasta, do których spływała woda przez rynny podczas deszczy. Er dołączył do mnie.-Chodź.-Pociągnął mnie chwilę za rękę, później dał mi iść samej. Przemierzaliśmy korytarz, za korytarzem, zakręt, za zakrętem. Nareszcie wyszliśmy nad ziemię. Znaleźliśmy się na ulicy przed obskurną kamienicą, która najwyraźniej ledwo trzymała się po przebytym pożarze.-To tu.-oznajmił. Zmierzyłam budynek z niezrozumieniem.
-Tu ma być bezpiecznie?-parsknęłam.-Jak to się nam na głowę nie zwali, to będzie sukces.-Szyderczo rzekłam.
-Nie gadaj tyle.-Zaśmiał się. Weszliśmy do środka. O dziwo wnętrze wyglądało zupełnie normalnie. Urządzone tam było jak w normalnym mieszkaniu.
-Za to ty w końcu mógłbyś zacząć gadać.-odezwałam się. Wyłożył swoją broń na stół w salonie i zaczął czyścić je z każdej strony.
-Najpierw ty mi powiedz jak się dowiedziałaś?-Postawił warunek. Ja natomiast, nie miałam zamiaru grać w jego gierki.
-O nie, nie. Ja już zbyt długo czekałam.-powiedziałam.-Błagam cię, mów.-wycedziłam przez zęby. Nie umiałam znieść tego napięcia. Tych nie wyjaśnionych spraw.
-Ehh...No dobra, w sumie masz rację.-westchnął. Korciło mnie, aby skomentować jego zachowanie, lecz wolałam się zamknąć i nareszcie otrzymać informacje.-Ojciec nigdy nie był przestępcą i teraz wcale nie siedzi w więzieniu.-zaczął. W mojej głowie już pojawiło się mnóstwo pytań, ale nie przerywałam.-On szkolił ludzi na ochroniarzy, szpiegów i policjantów. Od dawna walczył z przestępczością, między innymi z ojcem Liam'a. To właśnie jest szkoła zabijania. Tata Payne'a prowadził ją już od dawna. Właśnie tam byłaś. Dlatego pełno tam od wyświetlanych przestępstw na ekranach, kontrolują swoich. Działalności te próbowały zwalczać siebie nawzajem. Aktualnie mamy z nimi "rozejm", właściwie to mieliśmy. Później zaczęli polować na ciebie, bo nasi ludzie przeszli do Liam'a. Opowiedzieli o tym jakie możesz mnie możliwości i jaką możesz okazać się zdobyczą. Oczywiście, że obserwowali cię przed tym, ale nie ruszali cię, gdyż byli pewni, że jesteś nie zbyt przydatna, bo nie miałaś pamiętać niczego. Wydali cię i wtedy wszystko się zaczęło. Wszedł Louis i reszta. Obserwowali cię dzień i noc. Wtedy nasłaliśmy na ciebie Niall'a, ale nie był w stanie cię ochronić. Porwali cię, a ja czekałem tylko na to, abyś wróciła. Chociaż było wiele prób odbicia cię. Ogólnie od trafienia do domu dziecka byłaś pod opieką naszej instytucji i agencji Payne'a. Jesteś swego rodzaju tajną bronią...-recytował. Mój mózg ledwo dawał radę pojmować wszystko co mówił do mnie brat.
-Czekaj.-przerwałam mu.-To Niall i Lou byli w to zamieszani? Czyli Alexis ma coś wspólnego z tym wszystkim?-Oburzona zapytałam.
-Niall to nasz człowiek, Louis, Chace i ich kumple to zawodnicy Liam'a. Ale nie martw się, Alex i twoje przyjaciółki nie są wtajemniczone.-odpowiedział spokojnie.
-A co z tatą? Gdzie on teraz jest?-Mina Ernesta zrzedła. Iskry w jego źrenicach zniknęły, a na twarzy wymazał mu się żal.
-Nie żyje odkąd masz szesnaście lat.-odparł. Zamilkłam. Opadł bezsilnie na krzesło.-To był niezwykły człowiek. Kochał nas i mamę jak nikogo innego. Chciał dla nas jak najlepiej. Szkolił nas, aby nic złego się nam nigdy nie stało, gdyż był świadom niebezpieczeństwa związanego z zawodem. W każdej chwili mogli nas złapać, a chciał abyśmy umieli się obronić. Byłem starszy i do tego jestem mężczyzną, więc mnie traktował ostrzej. Chciał, abym przejął interes. Wiedziałem o wiele więcej, bo ty zawsze byłaś jego księżniczką, kruszynką i bardzo się bał o twoje bezpieczeństwo. Wiedział, że nazwisko może cię zniszczyć. Wolał, abyś nie siedziała w tym wszystkim. Polowali na tatę, gdyż mafie były zagrożone przez naszych. Od małego wstrzykiwano ci hormony, które miały za zadanie wzmocnić twój organizm, psychicznie i fizycznie. Wiem, że to chore, ale poprawiały twoją odporność. Po za tym, były czymś w rodzaju osłony przed tym co ci...-zaciął się. Widziałam, że nie może mu to przejść przez gardło.
-Wszczepili w ciało.-dokończyłam za bruneta.
-Tak.-potwierdził.
-Co to było?
-Pewne urządzenie, które sprawiło, iż miałaś zapomnieć o swojej przeszłości, a wgrać ci to co opowiadałem. Tamtej nocy, jaką za pewnie już pamiętasz, napadnięto na dom. Ogólnie wszyscy prócz ciebie o tym wiedzieli. Chroniliśmy cię przed tym. Mimo, że cały czas pytałaś nas o co chodzi z tymi akcjami przygotowawczymi i tak dalej. Tamta noc okazała się kluczowa. Na szybko wczepiono ci to i zaniesiono na strych. Ja zabrałem wszystkie ważne rzeczy i dołączyłem do ciebie. Zabrałem cię tym samym wyjściem i trafiliśmy tu. Z tatą mieliśmy już plan, dlatego akcja ze szpitalem była ukartowana. Tak samo trafiłaś do ośrodka opieki nad dzieckiem, które naprawdę nim nie było. Byli tam potomkowie pracowników, którzy zginęli. Ale nie z sieroctwa, bo maluchy miały matki, ale na potajemnym szkoleniu, które już przeszłaś. Było to daleko za Londynem i zapewne myślałaś, że wychowałaś się za stolicą, ale tak naprawdę pochodzisz stąd, tylko tam cię wywiozłem.-opowiadał. Z każdym kolejnym słowem docierało do mnie w jak złożonym kłamstwie żyłam. Bolało mnie to. Nie jestem pewna, w którym momencie w moich oczach zebrały się łzy.-Kiedy wróciłaś znacznie utrudniłaś mi sprawę, więc Niall interweniował, było dobrze, a resztę chyba już znasz. W każdym razie...To prawdziwa przeszłość prawdziwej Avecra'y, nie tej stworzonej przez nas.-Smutno zakończył. Rozpłakałam się na dobre. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wydawało się, że to sceny ucięte z filmu. Jakaś pieprzona fikcja! Owszem, ale fikcją tu było moje życie. Niby wszystko zostało mi wyjaśnione, ale nie potrafiłam w to uwierzyć. Miałam mętlik w głowie. Niby wszystko składało się w całość, ale nadal wydawało się nierealne. Musiałam przyswoić to wszystko. Padłam na ziemię i płakałam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Er był zszokowany. Jednak po chwili zawahania usiadł obok mnie i przytulił się do mnie.-Przepraszam, Vec.-Ucałował czubek mojej głowy...
Hello! No to jestem :D Oto rozdział piętnasty ;) Mam nadzieję, że się spodoba ;) Długo układałam sobie te wszystkie wydarzenia w głowie, żeby jakoś złożyły się w całość i mam nadzieję, że się udało :3 Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Czyli ty o nim wiesz? O co chodzi?-Aż dygotałam. Prowadził mnie na strych. Znowu na niego trafiłam.
-Proszę cię. Musisz być cierpliwa. Wszystko opowiem ci na miejscu.-nakazał. Postanowiłam poddać się jego prośbom. Posadził mnie na skraju jakiegoś zsypu, który krył się pod drewnianą klapą.-Złaź po tej drabinie.-nakazał. Nie odezwałam się tylko to uczyniłam. Zeszliśmy z dwadzieścia metrów w dół. Rozejrzałam się. Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałam...
***
Znaleźliśmy się w podziemiach miasta, do których spływała woda przez rynny podczas deszczy. Er dołączył do mnie.-Chodź.-Pociągnął mnie chwilę za rękę, później dał mi iść samej. Przemierzaliśmy korytarz, za korytarzem, zakręt, za zakrętem. Nareszcie wyszliśmy nad ziemię. Znaleźliśmy się na ulicy przed obskurną kamienicą, która najwyraźniej ledwo trzymała się po przebytym pożarze.-To tu.-oznajmił. Zmierzyłam budynek z niezrozumieniem.
-Tu ma być bezpiecznie?-parsknęłam.-Jak to się nam na głowę nie zwali, to będzie sukces.-Szyderczo rzekłam.
-Nie gadaj tyle.-Zaśmiał się. Weszliśmy do środka. O dziwo wnętrze wyglądało zupełnie normalnie. Urządzone tam było jak w normalnym mieszkaniu.
-Za to ty w końcu mógłbyś zacząć gadać.-odezwałam się. Wyłożył swoją broń na stół w salonie i zaczął czyścić je z każdej strony.
-Najpierw ty mi powiedz jak się dowiedziałaś?-Postawił warunek. Ja natomiast, nie miałam zamiaru grać w jego gierki.
-O nie, nie. Ja już zbyt długo czekałam.-powiedziałam.-Błagam cię, mów.-wycedziłam przez zęby. Nie umiałam znieść tego napięcia. Tych nie wyjaśnionych spraw.
-Ehh...No dobra, w sumie masz rację.-westchnął. Korciło mnie, aby skomentować jego zachowanie, lecz wolałam się zamknąć i nareszcie otrzymać informacje.-Ojciec nigdy nie był przestępcą i teraz wcale nie siedzi w więzieniu.-zaczął. W mojej głowie już pojawiło się mnóstwo pytań, ale nie przerywałam.-On szkolił ludzi na ochroniarzy, szpiegów i policjantów. Od dawna walczył z przestępczością, między innymi z ojcem Liam'a. To właśnie jest szkoła zabijania. Tata Payne'a prowadził ją już od dawna. Właśnie tam byłaś. Dlatego pełno tam od wyświetlanych przestępstw na ekranach, kontrolują swoich. Działalności te próbowały zwalczać siebie nawzajem. Aktualnie mamy z nimi "rozejm", właściwie to mieliśmy. Później zaczęli polować na ciebie, bo nasi ludzie przeszli do Liam'a. Opowiedzieli o tym jakie możesz mnie możliwości i jaką możesz okazać się zdobyczą. Oczywiście, że obserwowali cię przed tym, ale nie ruszali cię, gdyż byli pewni, że jesteś nie zbyt przydatna, bo nie miałaś pamiętać niczego. Wydali cię i wtedy wszystko się zaczęło. Wszedł Louis i reszta. Obserwowali cię dzień i noc. Wtedy nasłaliśmy na ciebie Niall'a, ale nie był w stanie cię ochronić. Porwali cię, a ja czekałem tylko na to, abyś wróciła. Chociaż było wiele prób odbicia cię. Ogólnie od trafienia do domu dziecka byłaś pod opieką naszej instytucji i agencji Payne'a. Jesteś swego rodzaju tajną bronią...-recytował. Mój mózg ledwo dawał radę pojmować wszystko co mówił do mnie brat.
-Czekaj.-przerwałam mu.-To Niall i Lou byli w to zamieszani? Czyli Alexis ma coś wspólnego z tym wszystkim?-Oburzona zapytałam.
-Niall to nasz człowiek, Louis, Chace i ich kumple to zawodnicy Liam'a. Ale nie martw się, Alex i twoje przyjaciółki nie są wtajemniczone.-odpowiedział spokojnie.
-A co z tatą? Gdzie on teraz jest?-Mina Ernesta zrzedła. Iskry w jego źrenicach zniknęły, a na twarzy wymazał mu się żal.
-Nie żyje odkąd masz szesnaście lat.-odparł. Zamilkłam. Opadł bezsilnie na krzesło.-To był niezwykły człowiek. Kochał nas i mamę jak nikogo innego. Chciał dla nas jak najlepiej. Szkolił nas, aby nic złego się nam nigdy nie stało, gdyż był świadom niebezpieczeństwa związanego z zawodem. W każdej chwili mogli nas złapać, a chciał abyśmy umieli się obronić. Byłem starszy i do tego jestem mężczyzną, więc mnie traktował ostrzej. Chciał, abym przejął interes. Wiedziałem o wiele więcej, bo ty zawsze byłaś jego księżniczką, kruszynką i bardzo się bał o twoje bezpieczeństwo. Wiedział, że nazwisko może cię zniszczyć. Wolał, abyś nie siedziała w tym wszystkim. Polowali na tatę, gdyż mafie były zagrożone przez naszych. Od małego wstrzykiwano ci hormony, które miały za zadanie wzmocnić twój organizm, psychicznie i fizycznie. Wiem, że to chore, ale poprawiały twoją odporność. Po za tym, były czymś w rodzaju osłony przed tym co ci...-zaciął się. Widziałam, że nie może mu to przejść przez gardło.
-Wszczepili w ciało.-dokończyłam za bruneta.
-Tak.-potwierdził.
-Co to było?
-Pewne urządzenie, które sprawiło, iż miałaś zapomnieć o swojej przeszłości, a wgrać ci to co opowiadałem. Tamtej nocy, jaką za pewnie już pamiętasz, napadnięto na dom. Ogólnie wszyscy prócz ciebie o tym wiedzieli. Chroniliśmy cię przed tym. Mimo, że cały czas pytałaś nas o co chodzi z tymi akcjami przygotowawczymi i tak dalej. Tamta noc okazała się kluczowa. Na szybko wczepiono ci to i zaniesiono na strych. Ja zabrałem wszystkie ważne rzeczy i dołączyłem do ciebie. Zabrałem cię tym samym wyjściem i trafiliśmy tu. Z tatą mieliśmy już plan, dlatego akcja ze szpitalem była ukartowana. Tak samo trafiłaś do ośrodka opieki nad dzieckiem, które naprawdę nim nie było. Byli tam potomkowie pracowników, którzy zginęli. Ale nie z sieroctwa, bo maluchy miały matki, ale na potajemnym szkoleniu, które już przeszłaś. Było to daleko za Londynem i zapewne myślałaś, że wychowałaś się za stolicą, ale tak naprawdę pochodzisz stąd, tylko tam cię wywiozłem.-opowiadał. Z każdym kolejnym słowem docierało do mnie w jak złożonym kłamstwie żyłam. Bolało mnie to. Nie jestem pewna, w którym momencie w moich oczach zebrały się łzy.-Kiedy wróciłaś znacznie utrudniłaś mi sprawę, więc Niall interweniował, było dobrze, a resztę chyba już znasz. W każdym razie...To prawdziwa przeszłość prawdziwej Avecra'y, nie tej stworzonej przez nas.-Smutno zakończył. Rozpłakałam się na dobre. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wydawało się, że to sceny ucięte z filmu. Jakaś pieprzona fikcja! Owszem, ale fikcją tu było moje życie. Niby wszystko zostało mi wyjaśnione, ale nie potrafiłam w to uwierzyć. Miałam mętlik w głowie. Niby wszystko składało się w całość, ale nadal wydawało się nierealne. Musiałam przyswoić to wszystko. Padłam na ziemię i płakałam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Er był zszokowany. Jednak po chwili zawahania usiadł obok mnie i przytulił się do mnie.-Przepraszam, Vec.-Ucałował czubek mojej głowy...
Hello! No to jestem :D Oto rozdział piętnasty ;) Mam nadzieję, że się spodoba ;) Długo układałam sobie te wszystkie wydarzenia w głowie, żeby jakoś złożyły się w całość i mam nadzieję, że się udało :3 Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Simple but effective






#GoingDrugs <3





The worst thing is that it's true :'(

Cute <3









Probably me XD

:'(

For one more day :'(



Hi! Zaczynam z takim oto postem :) Mam nadzieję, że się pośmiejecie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)