czwartek, 31 grudnia 2015

Imagine Niall cz. 5

Sielanka zakończyła się w tym samym momencie, gdy do mieszkania weszła najmniej pożądana osoba tamtym momencie.
- Co tu się dzieje?! - krzyknął zszokowany...
***
Natychmiast zaskoczyłam z blondyna i poprawiłam koszulkę zestresowana. Wstałam chaotycznie, jakbym właśnie została przyłapana na całowaniu się w gimnazjum. Spojrzałam nieco wystraszony wzrokiem na mojego brata, a zarazem najlepszego przyjaciela Horana ~ Liam'a.  Byłam pewna, że wyjechał do pracy. Byłam pewna! 
       
       Mój starszy o dwa lata braciszek to osoba bardzo, ale to bardzo nadopiekuńcza. Zwłaszcza jeżeli chodzi o jego "małą siostrzyczkę". Specjalnie dla mnie przeprowadził się z rodzinnego miasta, mimo że wcale nie był o to poproszony.  Oczywiście kocham go nad życie i nie znam bardziej wartościowego mężczyzny niż on, ale jednak wieczna kontrola z jego strony bywa męcząca. Doceniam to, iż martwi się, ale w większości przesadza. 
       Z Nialler'em znamy się od dziecka. To zarówno jego, jak i mój najlepszy przyjaciel. Nawet kiedy wygłupiałam się z blondynem, Liam odstawiał szopki. Twierdził, że gdyby nasz związek nie wyszedł to zapewne nie mógłby przyjaźni się już z Horan'em.  

- Hej braciszku - słodkim głosem się odezwałam. Miałam nadzieję, że chociaż to złagodzi złość jaka gościła Liam'ie. Na twarzy miał wypisane zdziwienie oraz wściekłość. W ciemnych oczach chłopaka płynęła chęć zniszczenia wszystkiego co na jego drodze. Nie lubiłam kiedy się denerwował. Był wtedy taki przerażający. 
- Co ty tu robisz? - przez zaciśnięte żeby wykrztusił. Jego dłonie już dawno złożyły się w pięści, a żyły zaczęły odznaczać się na rękach bruneta. - Co wy tu robicie?! -podniósł głos, patrząc na Nialla. 
- Ja ... - zająknęłam się. - No bo ... - sama nie wiedziałam co powiedzieć. Zdesperowana przeniosłam wzrok na niebieskookiego. Nagle na nadgarstkach poczułam ścisk. Li mocno trzymał je, ciągnąc mnie w swoim kierunku. - Ała! - pisnęłam. Wtem reakcja Horana wystąpiła natychmiast. Wszedł pomiędzy nas i odepchnął ode mnie brata. 
- Liam! Co ty robisz, stary?! - wykrzyczał Nialler, klepiąc ciemnookiego po twarzy. Payne przez chwile wpatrywał się ślepo w ślepia Niall'a. Z jego twarzy powoli zaczęła znikać wściekłość. Kiedy luknął na mnie, chyba zrozumiał co zrobił. 
- ( T.I ) - odezwał się - Przepraszam - wyszeptał. 
- Nie ważne Li - pokiwałam głową. Nialler odgrodził brata ode mnie, dając mi tym do niego dostęp. Mocno się w niego wtuliłam. - Zayn mnie zdradził - oznajmiłam.
- Słucham?  - warknął niezadowolony.

    Zayn'a poznałam przez internet, zupełnie przypadkiem. Pisaliśmy ze sobą, ale o ogółach. Pewnego dnia wpadliśmy na siebie na ulicy i wybraliśmy na kawę. Okazało się,  że to kolega z pracy mojego brata. Li był pewien, że to odpowiednia partia dla mnie i na pewno mnie nie skrzywdzi. Wręcz polecał mi Mulata. Jak się okazało ~ pomyłka.
    Kolejno zamieszkałam z Malik'iem, a jakby na złość właśnie wtedy Payne zmienił robotę i nie mógł mieć tego zdrajcy na oku. Choć może i dobrze się stało.
   Ufałam Zen'owi, poważnie mu ufałam. Jednak, już od dawna nie było dobrze. Kłóciliśmy się, oddalaliśmy, prawie nie rozmawialiśmy. Często na noc wolałam zostawać u brata lub jeszcze częściej u Niallera. Świetnie spędzałam czas z przyjacielem i chyba już wtedy zaczęłam coś do niego czuć.
    Najwyraźniej tak miało po prostu być.

- Ale to nie o to chodzi i to nie jest ważne - przyznałam. Podniosłam wyżej wzrok, by spotkać wzrok braciszka. - Chodzi o to, że ją ... Że ja czuję coś do Niall'a i chcę ... Chcemy stworzyć związek, Liam - wydusiłam. Ciemnooki bez wyrazu obserwował mnie, a później blondasa i tak na zmianę.
- Ukryta kamera? - zupełnie poważnie zapytał.
- Nie - rozbawiona odparłam. - Liam - zwróciłam uwagę bruneta. - będę szczęśliwa, wiem to - powiedziałam. - Nic poza tym, że będziemy razem się nie zmieni - zapewniłam. Oddaliłam się od niego i weszłam w ramiona blondyna.
- Obiecuję, że nie skrzywdzę ( T.I ) - odezwał się Nialler. - Stary, przecież o tym wiesz - uśmiechnął się pocieszająco.
- No niby wiem - westchnął Payne, pobierając swój kark.
- To co? Zgoda? - uradowana pisnęłam.
- Tak - w duecie odparli.
- Dobrze - uśmiechnęłam się szeroko. - Teraz już wszystko będzie dobrze - zakończyłam,  opierając głowę o ramię niebieskookiego ...

      Miałam rację ...




Hej! Uff udało mi się jeszcze w tym roku ;) Hahaha ;D Tak właśnie kończy się ten imagine z Nialler'em :3 Mam nadzieje że nie jest tak źle :) Piszcie ;) Wybaczcie mi błędy, ale jak wiecie pisze na telefonie :/
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S Jak spędzacie Sylwester? ! :) Pisać mi tu szybko :3
Ja domek i kuzynostwo i psiapsi :) 

wtorek, 29 grudnia 2015

Imagine Niall cz.4

Uśmiechnęłam się triumfalnie, gdy moje plecy wygięły się w łuk. To dosłownie było najlepsze doświadczenie mojego życia.
- Niall ... - szeptem wymamrotałam. Ułożyłam się na torsie niebieskookiego. - Dziękuję - mruknęłam jeszcze dochodząc do siebie ...
***
- Co teraz ... Co teraz nami będzie? - odezwał się Niall. Spojrzałam w jego błękitne oczy, przesuwając się bliżej niego. Siedzieliśmy właśnie na sofie, oglądając nasz ulubiony serial.
- Nialler - szepnęłam, posyłając mu znaczące spojrzenie. - Ja ... czuję coś do ciebie i ... Chce spróbować - odpowiedziałam nieśmiało. - Pytanie czy ty także - dodałam.
- Hmm ... - udał zastanowienie. - No nie wiem - jęknął, oglądając sufit.
- Niall! - śmiejąc się, klepnęłam chłopaka w ramię. Pokierował mną w taki sposób, że znalazłam się na jego ciele w pozycji okracznego siadu. Ujął moją twarz i zbliżył do swojej. Złączył nasze czoła i spojrzał w moje oczy z uczuciem. Delikatnie musnął me usta, uniósł lekko kąciki swoich i pogładził mój policzek kciukiem.
- Oczywiście, że tak - powiedział pewnie. W moich oczach stanęły łzy. - Hej ... - jęknął. - Nie płacz głuptasku - uśmiechnął się pocieszająco. Wtuliłam się w niego, a moje powieki same się zacisnęły.
- Od dawna nie czułam się tak szczęśliwa - wyjaśniłam. - Nie mogę uwierzyć, że ... - zająknęłam się.
- Że?  - głos blondyna wypełniało wzruszenie, co bardzo mnie ucieszyło. Wewnętrznie nareszcie osiągnęłam poczucie bezpieczeństwa, miłości i braku osamotnienia.
- Że przez tyle lat nie zauważyłam tego jak bardzo mi na tobie zależy i jak wiele dla mnie znaczycz - odparłam, wracając do kontaktu wzrokowego z Horan'em. Po bladych polikach Niallera również spływały pojedyncze łzy. Z każdą sekundą utwierdzałam się we własnych słowach. - Jestem taka głupia - schowałam twarz w dłoniach. - Ty wiedziałeś o swoich uczuciach prawda? - zapytałam zapłakana.
- Od początku - odparł.
- Przepraszam - wydukałam. - Jestem beznadziejna - karciłam się. Blondas zdjął me ręce z mojej twarzy i zajrzał głęboko w me źrenice.
- Nie jesteś - zaprotestował delikatnie. - Jesteś najukochańszą, najbardziej wrażliwą i opiekuńczą dziewczyną jaką znam, słońce - złożył pocałunek za moim czole. - Nie masz za co przepraszać - rzekł.
- Niall ... - zaczęłam. - Raniłam cię, a ty nadal udawałeś, że wszystko jest dobrze - westchnęłam winna.
- Teraz to nie jest ważne - wciąż ze mną walczył. - Teraz jesteśmy MY, rozumiesz? ~ MY - sprawił, że nieco się rozpromieniłam. Zawsze potrafił doprowadzić mnie do uśmiechu. - Teraz jestem najszcześliwszym mężczyzną na świecie, bo mam ciebie przy sobie i nic tego nie zmieni - uparcie starał się mnie przekonać. Moje serce biło coraz mocniej, że względu na to co wpływało wpływało ust Niallera. Wypełniała mnie wewnętrzna euforia, spowodowana samą obecnością blondyna. - Nigdy - pocałował mnie namiętnie. - Kocham cię - te dwa słowa wystarczyły, żebym osiągnęła szczyt szczęścia. Rzuciłam się na niebieskookiego z dzikimi pocałunkami i kompletnie zapomniałam o łzach sprzed minuty.
- Niall - przytulająć przytulać się do niego mruknęłam.  - Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie, wiesz? - zapytałam.
- Wiem - zaśmiał się.
- Dziękuję - szepnęłam.
- Za co? - rozbawiony wydusił.
- Za to, że jesteś - zacisnęłam powieki. - Czy juz zawsze przy mne będziesz? - Poważnie rzekłam.
- Obiecuje - odparł. - Dopóki będziesz chciała, będę twoja opoką i głównym źródłem szczęścia - ponownie złączył nasze usta. Sielanka zakończyła się w tym samym momencie, gdy do mieszkania weszła najmniej pożądana osoba tamtym momencie.
- Co tu się dzieje?! - krzyknął zszokowany...


Hej! Dzisiaj wstawiam taki krótki rozdział ;) Wena mnie naszła na coś romantycznego, słodkiego czy jakby inaczej tego nie nazwać xD hahaha :) mam nadzieję,  że nie poszło mi tak źle ;) wybaczcie błędy ~ pisanie na telefonie :(
Dziękuję za tyle wyświetleń! Nie spodziewałam się tego :D jesteście niesamowici ;3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 26 grudnia 2015

Imagin Louis cz.3

- Rozumiem - mruknąłem.
- Chcesz? - zwróciła się do mnie nakładając ryżu na talerz.
- Poproszę, ale ja mogę to zrobić - powiedziałem.
- Emm ... - spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem. - Jednak kiedyś tu mieszkałam, nie jestem gościem - zachichotała.
- No fakt - przyznałem. Wieczór zapowiadał się dobrze, lecz wciąż bałem się, że dojdzie do czegoś do czego nie powinno ...
***
Zasiedliśmy do stołu.
- Wina? - zapytałem otwierając butelkę alkoholu. Dziewczyna sięgnęła po dwa kieliszki i podała mi je.
- Poproszę - odparła z lekkim uśmiechem. Ukradkiem spoglądałem na jej krągłe piersi, kiedy ona nachylała się nad stołem, aby sięgnąć po serwetkę.  Spojrzałem na swoje spodnie, wtem moje policzki zaczęły mnie palić. Wsunęłem się bliżej stołu, aby nie zauważyła mojego podniecenia.
- Ykhm - chrząknąłem, by się uspokoić. - Proszę - podałem jej lampkę wina. Odebrała ją ode mnie i obdarzyła radosnym uśmiechem. W jej oczach także widniała ta niepokojąca iskra, która nie powinna występować pomiędzy naszą dwójką.
- Dziękuję - odezwała się, upijając łyk. Jej pełne usta idealnie objęły szkło. Wyglądało to tak cholernie seksownie. Poważnie myślałem, że za moment eksploduję.  Kompletnie zapomniałem o Elisabeth. Skupiłem się na pięknym, młodym ciele ( T.I ).  Oblizała wargi powoli, udając niewinną dziewczynkę. Odstawiła kieliszek i wstała. Niesłyszalnie wypuściłem powietrze z płuc, gdyż zrobiło się naprawdę gorąco. Kręcąc swym zgrabnym tyłkiem zbliżyła się do wieży stereo. Schyliła się powoli, wypinając to i owo. Nie mogłem oderwać wzroku od tej perfekcyjne wykrojonej pupy.

   W mojej głowie zawitało milion fantazji na temat dziewczyny i tego co mógłbym z nią robić. Przygryzłem wargę, czując narastające napięcie pomiędzy nami. Ona dobrze wiedziała co robi i bylem pewien, że chce tego samego co ja. Mimo to, starałem się opanować.

   Nawet nie zauważyłem, gdy wymieniła płytę i muzyka zaczęła grać. Nie przypominała romantycznej klasyki, ani żywego roka. Było to coś bardziej ... Seksownego ~ dosłownie. Moje spostrzeżenie nie wynikało z ogromnego podniecenia postacią córki mej narzeczonej, ale z tego, że te utwory poważnie były stworzone do rozbudzania zmysłów dorosłych. Wybór dziewczyny nie stanowił przypadku, czego też mogłem być pewny.

- Tak lepiej - stwierdziła wracając na swoje miejsce.  - Smacznego - pożyczyła mi.
- Smacznego - odpowiedziałem i zająłem się jedzeniem.
- Jak wam się układa? - zapytała, wybijając mnie tym z rytmu. Spojrzałem na nią zdezorientowany, aby za chwilę zrozumieć o co pyta.
- Z ... Z Elisabeth?  - otrząsnąłem się. - Ah tak - westchnąłem, udając rozbawienie.


     Jednakże nie było mi do śmiechu. Bałem się,  że dojdzie do czegoś więcej niż rozmowa. Bałem się zranić Elis. Obiecałem sobie, że tego nie zrobię. Gdyby się jednak dłużej zastanowić to właśnie to czyniłem. Niechciane przeze mnie oświadczyny, przygotowania, ciągle przekonywanie o swojej nieszczerej miłości oraz samo to, że ją wykorzystywałem ... Tamtego wieczora zdałem sobie z tego sprawę. Tak właśnie zacząłem walkę z samym sobą. Z jednej strony nie chciałem posunąć się do takich czynów. Z drugiej zaś,  pragnąłem (T.I ) i uważałem, że i tak ją ranię.

- ... Znaczy jest okej - wykrztusiłem. Jej twarz wyrażała rozbawienie. Zaczęła głośno chichotać. Ułożyła dłoń na mym ramieniu, aby rozluźnić me napięte mięśnie. Jednakże efekt zupełnie różnił się od zamiaru. Zamiast się rozluźnić, jeszcze bardziej się podnieciłem. Jednak, widząc pożądanie w źrenicach dziewczyny, ułożyło mi nieco. Nie byłem już tak bardzo zażenowany swoją postawą, gdyż podzielała ją.
- Okej? - przez śmiech jęknęła.  - Przepraszam Louis, ale wiem, że tak nie jest - powiedziała. Tymi słowami wbiła mnie w krzesło.
- Słucham? - wymamrotałem. Czułem jak rośnie we mnie większe napięcie. Jednak nie to "przyjemne", a bardziej to napięcie stresu.
- Lou ... - westchnęła. - Wiem, że nie kochasz mojej matki - powiedziała rozbawiona. - To oczywiste - machnęła ręką. - Wiem też, że po prostu boisz się ją urazić i nie chcesz przez to zrywać zaręczyn - z każdym słowem coraz bardziej mnie szokowała.
 
       W głowie zacząłem układać sobie miliony pytań. Skąd? Jak? Od kiedy? Obawiałem się, że opowie o wszystkim swojej matce. W pewnym sensie uwolnił się od największego błędu swojego życia. Jednakże złamałbym serce Elisabeth. Sam nie wiedziałem jaką wersję bym wolał. Nie byłem również pewien co do tego czy to właśnie ja chciałem przekazać źle wieści Elisie. Może lepiej zrobiłaby to ( T.I )?


- Ale ... - odezwałem się przerażony.
- Spokojnie - obdarzyła mnie uśmiechem pocieszenia. - Gdybym miała jej to powiedzieć, zrobiłabym to już dawno - ułożyło mi.
- Dlaczego więc nigdy tego nie zrobiłaś? - zapytałem ciekawy.
- Hmm... - udała, że się zastanawia - To raczej nie mój interes. Ty powinieneś to zrobić - wzruszyła ramionami i znów zajęła się jedzeniem. Mnie już opuścił stres, a pociąg do osoby ( T.I ) powracał.
- Znaczy nie zależy ci? - skupiłem na niej wzrok.
- Jakoś nie darzę swojej mamy specjalnym szacunkiem i miłością - odpowiedziała obojętnie.
 - Dlaczego? - zmarszczyłem czoło.
- Zdradziła ojca nie raz, a później udawała święta. Tak samo robi z tobą, a ty nawet nic nie podejrzewasz - prychnęła.
- Co? - poczucie winy zaczęło we mnie maleć. Wtem coraz bardziej chciałem się odegrać.
- Proszę cię, ona nawet gdy mnie odwiedza to puszcza się z jakimiś przystojnymi pracownikami hotelu - przewróciła oczami. - Zapewne i teraz jest u jakiegoś kochanka - stwierdziła pewnie z szyderczym akcentem. - Ona tez wyciąga z waszego związku same korzyści, gdyż dzięki tobie może zostać szanowana panią z banku. Gdyby była sama traktowano by ją jako niezaradną kobietę, a tak ma ciebie i kłamie na prawo i lewo, że masz 40 lat i dwa metry wzrostu - zaśmiała się. - Tak na prawdę nie kocha cię i jesteś jej obojętny - podsumowała.

   Byłem w szoku. Gdyby powiedziałby mi to ktoś inny ~ mógłbym nie uwierzyć. Jednak fakt, iż wpłynęło to z ust samej córki Elisabeth, utwierdził mnie w tym. Wiedziałem, że nie kłamie. Po co miałaby to robić? Kompletnie przestałem czuć się winny. Wypełniło mnie natomiast coś czego mi brakowało - ulga. Tak ~ ulga. Cieszyło mnie to, że moja rola zdrajcy i łajdaka się skończyła. Byłem w szoku, ale jakoś niespecjalnie czułem się zdradzony lub oszukany. Ja także nie byłem w zupełności szczery co do Elisabeth. Wtedy moje pożądanie względem ( T.I ) wzrosło o 100 procent.

- Szkoda mi cię - przyznała. - Jesteś takim fajnym facetem - oblizała wargi zmysłowo. - No cóż - wstała od stołu i odłożyła talerz do zmywarki. Również podniosłem się. Właśnie mnie mijała, gdy przejechała dłonią po mym rozpalonym kroczu. Zniknęła z pola mego widzenia, pozostawiając mnie w oszołomieniu.

  Szukałem dziewczyny przez dłuższy czas po całym domu. Zostało jedynie jedno miejsce ~ basen. Zdjąłem z siebie ubrania, pozostawiając tylko bokserki. Jak się spodziewałem znalazłem ją w pomieszczeniu z ogromnym zbiornikiem wodnym. Kusy strój kąpielowy ukazywał jej piękne krągłości. Majtki ledwo co zakrywa przód kobietki, a tył ukazywał dosłownie wszystko. Góra bikini składała się z dwóch mikroskopijnych, względem piersi, trójkątów. Włosy miała rozpuszczone. Stała do mnie przodem, przygryzając dolną wargę. Wzrok wpijała w mojego pobudzonego członka, który marzył o jednym. Spojrzała mi w oczy i zbliżyła się na minimalną odległość.
- Wchodzisz?  - zapytała zadowolona. Wskoczyła seksownie do wody, a kiedy się wynurzyła zawołała mnie. Nie zastanawiając się długo dołączyłem do dziewczyny. Wtem byłem pewien, że dojdzie do tego czego początkowo się obawiałem ...



Hej! Uff... Długo mi się pisało, bo Święta itd. Wybaczcie ;) Już jestem ; D mam nadzieję,  że rozdział nie taki tragiczny ; 3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 24 grudnia 2015

Lous bday

Hej Kochani :)
Jak wszyscy wiemy  Louis ma dzisiaj urodzinki i to juz 24 :o Nie wierzę w to! Jaki on już jest dorosły :') Nie będę się rozpisywać, gdyż jeszcze szykuję wigilię i mało czasu :/ Chce muz życzyć po prostu zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, bycia sobą, więcej uśmiechu, więcej pewności siebie, więcej wiernych fanów, wspaniałych ludzi dookoła i kogoś kto rozpali jego serduszko :) Nasz Louis the Tommo Tomlinson ♥
A Wam Kochani życzę zdrowych spokojnych Świąt Bożego Narodzenia! :)
Żeby Mikołaj był bogaty, żeby grono przy wigilijnym stole było pełne i radosne, żeby spełniły się wasze marzenia i żebyście byli radośni, uśmiechnięci, bogaci ;) , zdrowi i nigdy nie przestali w siebie wierzyć :D Kocham Was i dziękuję za to że jesteście i mnie wspieracie :) buziaki ;)
 

Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S misie nie wstawiam imagina bo jak mówię brak czasu przez pieczenie, sprzątanie oraz gotowanie :# Postaram się dodać kolejna część niebawem ;D

środa, 16 grudnia 2015

Imagin Louis cz.2

Odwróciła się i podeszła do miejsca pasażera. Odruchowo wzrok przeniosłem na idealnie wykrojoną pupę 21 latki. Przygryzłem dolną wargę, skupiając całą uwagę właśnie na tej części ciała ( T.I ). Kiedy wsiadła do auta i zatrzasnęła drzwi, dotarło do mnie co wyprawiałem. Otrząsnąłem się i ruszyłem do samochodu. Kur*a, nie zapowiada się dobrze ... 
***
Zapiąłem pas i ruszyłem. Zestresowany swoim postępowaniem przełykałem nerwowo ślinę. Dziewczyna obok mnie kompletnie nie zwracała na to uwagi. Przeglądała coś w telefonie, uśmiechając się co moment.
- Czym się obecnie zajmujesz? - zapytałem. Kątem oka zauważyłem, iż odwiodłem ją z transu. Zwróciła wzrok na mnie i odłożyła urządzenie na swoje uda. Te cholernie seksowne uda ... 
- Matka kompletnie nic ci o mnie nie mówi? - z pomieszaniem zaskoczenia oraz smutku w głosie, zapytała. Wtem nie wiedziałem co odpowiedzieć. " Nie obchodziły mnie specjalnie losy pryszczatej nastolatki, bo nie wiedziałem, że stała się cholernie gorącą laską " - nie sądzę. Poprawiłem się na siedzeniu, co czyniłem za każdym razem, gdy potrzebowałem chwili na zastanowienie.
- Znaczy ... Ostatnio głównym tematem rozmów są przygotowania do wesela ... Rozumiesz - starałem się wybrnąć w jakikolwiek sposób z tej niekomfortowej sytuacji. Błagałem Boga, żeby tylko nie zadawała więcej pytań w tym kontekście.
- Tak, tak ... Rozumiem - być może to tylko moje odczucie, ale tym razem to ona poczuła się winna. Spuściła głowę, jakby ktoś właśnie przyłapał ją na czymś niestosownym. Zastanawiałem się czy chodziło jej o patrzenie się na mnie. Lub może o to pytanie? - Skończyłam drugi rok studiów, ale ... - westchnęła ciężko. Czuć było, że coś jest nie tak. Sam jej ton, gdy o tym wspomniała potwierdzał tą tezę. - ... rzuciłam to - przyznała ze wstydem. Przyznam, że temat nauki dziewczyny niejednokrotnie obił mi się o uszy, jednak nie zwracałem zbytnio na nim uwagi. Jednak wiedziałem jak bardzo zależy na tym Elisabeth i jak bardzo jest dumna z córki. Zerknąłem zdziwiony na towarzyszkę.
- Emm ... Można wiedzieć dlaczego? - nie chciałem zabrzmieć niegrzecznie, aby nie zestresować jej tym. Chyba mi się udało, gdyż nieco się rozluźniła.
- Chodzi o to, że czuję, że ekonomia to nie moje powołanie. Zawsze chciałam zajmować się czymś innym, ale mama od zawsze widziała moją przyszłość w banku, gdzie będę miała zapewnione pieniądze. Pragnęła, abym została taka jak ona, a ja nie chciałam i nie chcę jej zawieść - wyrecytowała poprawiając włosy. - Jednak nareszcie doszło do mnie, że nie mogę dłużej oszukiwać siebie i jej ... To po prostu nie dla mnie i  nic tego nie zmieni - dokończyła. Świetnie ją rozumiałem.

   Kiedy miałem szesnaście lat uciekłem z domu, bo rodzice zmuszali mnie do pracy w mechanice. Jednak ja byłem cholerną porażką jeżeli o to chodzi. Mimo to, wciąż pchali mnie w tamtym kierunku. Wtedy z Doncaster przeniosłem się do Londynu. Kolejno udałem się do Stanów. Zamieszkałem w Nowym Jorku i moje życie potoczyło się w zupełnie innym kierunku niż chcieli tego mama z tatą.


- Powiem ci, że to bliski mi temat ... Co więc innego cię interesuje? - postanowiłem nie karcić jej, bądź mówić, że popełniła błąd. Dlaczego? - dlatego, że zgadzałem się z nią w stu procentach. Marzenia rodziców nie zawsze mogą być naszymi marzeniami.
- Piszę ... tworzę poezję i książki, czasami reportaże. Różnie bywa, ale ogólnie chodzi o literaturę - przyznała. - Podczas studiów chodziłam na kursy i praktykowałam - dodała. - Kilka moich artykułów zostało opublikowanych w gazetach oraz czasopismach. - podobało mi się w niej to, że nigdy się nie chwaliła. Może to głupie, ale nic mi w niej nie przeszkadzało. - Jednak jak na razie trzymam swoją cichą twórczość dla siebie. W tej kwestii pozostaje starą, nieśmiałą wersją siebie - wzruszyła ramionami z niepociesznym uśmiechem. Mimo to, gdy mówiła o swojej ukrytej pasji ~ w jej oczach widniała iskra pobudzenia. Zależało jej na tym.
- Czyli jednak nie tak wiele się zmieniło - aby rozluźnić atmosferę zażartowałem. Zachichotała radośnie.
- Ej - delikatnie trąciła mnie w ramie. Po kilku zdaniach ten temat się urwał. To zaskakujące jak swobodnie czułem się obok niej. Co raz częściej zdarzało mi się zapominać, że to córka mojej narzeczonej. Musiałem powstrzymywać się od brudnych myśli na temat ( T.I ).
- Jesteś może głodna? - zapytałem, gdy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle. Spojrzałem w jej kierunku. Obserwowała obraz za oknem. Patrzała jak ludzie z parasolami przemierzają to zatłoczone miasto. Krople deszczu biły w okno. Bijące w przód samochodu światło sygnalizacyjne w duecie z wodą, sprawiały, że dziewczyna wyglądała jeszcze piękniej. Zapatrzyłem się na nią i kompletnie nie słuchałem odpowiedzi. Po jakimś czasie oglądania, jak jej pełne usta poruszają się nie wydając siebie dźwięku, dotarło do mnie co robię. Otrząsnąłem się, gdy kierowca za mną zaczął dawać o sobie znać. Zwróciłem wzrok za zielone światło przed sobą i ruszyłem zażenowany swoją postawą. Do moich uszu dotarł głośny śmiech ( T.I ).
- Przepraszam, zamyśliłem się - zawstydzony rzekłem.
- Widziałam - prychnęła.
- Możesz powtórzyć to co mówiłaś wcześniej? - poprosiłem, starając się odwieść temat swojego zafascynowania osobą dziewczyny.
- Powiedziałam, że tak i mam ochotę na coś ostrego. Po chwili stwierdziłam, że jedzenie i tak jest już pewnie gotowe w domu, więc nie ma co wymyślać - powiedziała.
- To prawda - przyznałem.
- Właśnie - ponownie wzruszyła ramionami. Po kilku minutach zaparkowałem pod willą Elisy oraz po części mojej. Zaniosłem walizki do środka. Zostawiłem je w starym pokoju ( T.I ) i zszedłem na dół. Córka mojej kobiety oglądała regał z książkami w salonie. Stała do mnie tyłem, co dało mi kolejną okazję do bezkarnego patrzenia się na jej perfekcyjną pupę. Jednak tamtym razem szybko odwiodłem od tego swoje myśli. Na stole zauważyłem kartkę. Ująłem ją i przeczytałem zawartość.
- Wygląda na to, że mama będzie dopiero jutro rano. Pilne wezwanie, jakaś transakcja - poinformowałem dziewczynę. Odłożyła jedną z lektur i uśmiechnęła się do mnie delikatnie zbliżając się do kuchni.
- Spodziewałam się tego - przyznała ze śmiechem. Początkowo nie zrozumiałem o co jej chodzi. Ruszyłem za nią do kuchni i oglądałem jej śmiałe poczynania.
- W jakim sensie? - zapytałem.
- Ostatnio dużo dzieje się na rynku handlowym pomiędzy stanami, a Europą. Wiele firm zawiązuje umowy i miliony przepływają pomiędzy kontami - wyjaśniła.
- Rozumiem - mruknąłem.
- Chcesz? - zwróciła się do mnie nakładając ryżu na talerz.
- Poproszę, ale ja mogę to zrobić - powiedziałem.
- Emm ... - spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem. - Jednak kiedyś tu mieszkałam, nie jestem gościem - zachichotała.
- No fakt - przyznałem. Wieczór zapowiadał się dobrze, lecz wciąż bałem się, że dojdzie do czegoś do czego nie powinno ...





Hejka! Dzisiaj znów otrzymałam przywilej pisania na komputerze :D Chyba jeszcze kilka razy się to powtórzy ;) Ale gdyby nie to potraktujcie ten imagin jako urodzinowy dla Louis'a, gdyż mogę nie dać rady napisać go na telefonie ;/ Trzymajcie kciuki :D Mam nadzieję, że się spodoba i skomentujecie :3 Wybaczcie błędy, ale starałam napisać się jak najwięcej i jak najszybciej bo zaraz mi kompa zabierają ;( Niebawem powinno się coś pojawić! Wchodźcie często! :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Imagin Louis cz.1

- ... Myślę, więc, że błękit będzie pasował tu idealnie - podsumowała Elisabeth. - Nie uważasz? - tuląc się do mego torsu, zwróciła się do mnie. Zerknąłem na nią z uśmiechem, który miał mnie uratować.
- Tak kochanie - potwierdziłem, mimo, że za cholerę nie wiedziałem o co chodzi. Nie słuchałem wywodów na temat kwiatów i dekoracji, jakimi miało zostać usłane nasze wesele. Szczerze, wszystko było mi jedno. Jaki facet przejmowałby się barwą serwetek na stole?
- Wiem, że to nie twój klimat, ale postaraj się mieć jakikolwiek wkład w to jak będzie wyglądał najlepszy dzień naszego życia - poprosiła całując mnie w usta.
- Dobrze, postaram się - obiecałem, szczerząc się do niej.
- Tak ma być - zaśmiała się i powróciła do kobiety, która miała zorganizować całe wydarzenie. Kiedy były wystarczająco daleko wypuściłem powietrze z ust, doznając ulgi. Usiadłem na kamiennych schodach pod starodawnym domem, gdzie mieliśmy się pobrać.
   Elisabeth to urocza, mądra i otwarta kobieta. Niestety o 20 lat starsza. Przyznam się bez bicia ~ początkowo związałam się z nią dla pieniędzy. W tamtym czasie zachowywałem się cholernie nieodpowiedzialnie i niedojrzale. Ja byłem wolny i spłukany. Znalazłem prace w barze, gdzie poznałem Elisabeth. Opijała ze znajomymi swój rozwód. Na palarni poznaliśmy się lepiej. Wyglądała na dzianą,  więc postanowiłem ja uwieść. W tamtym okresie rozterek życiowych, wydawała się nietrudna do zdobycia. Po dwóch miesiącach byliśmy razem. Zamieszkałem u niej. Wszystko potoczyło się bardzo szybko.  Wykorzystywałem Elisabeth w każdy możliwy sposób. Kiedy zrozumiałem, że się we mnie zakochała, dorosłem.  Choć może to źle określenie ... - zrozumiałem powagę mojego postępowania. Nie było odwrotu. Dosłownie. Wiedziałem ile przeszła i nie chciałem jej zranić. Mimo , że kiedyś ciągnęły mnie do niej tylko pieniądze, to z czasem stała się mi przyjaciółką. Wewnętrznie czułem , że nie mogę z dnia na dzień jej opuścić.
   Do oświadczyn doszło w nietypowy sposób. Nie wiedziałem jaki sprawić jej prezent na urodziny. Kompletnie nie przemyślałem swojego zakupu, a Elisa potraktowała pierścionek jako zaręczyny. Co miałem powiedzieć? ~ "Przepraszam,  ale to nie to co myślisz ... Nie chce za ciebie wyjść. " ? - nie sądzę. Wiedziałem,  że popełniłem największy błąd swojego życia. Wiele razy próbowałem ją jakoś od siebie odwieść,  lecz ta akceptowała każdą moją wadę. Później zaczęły się przygotowania do ślubu i resztę już chyba znacie.
 
   - Dzisiaj przyjeżdża moja córka - odezwała się Elisabeth, podczas drogi powrotnej do naszej, a właściwie jej, willi.
- ( T.I )? - zapytałem.

    ( T.I ) nigdy nie chciała mnie poznać. Znienawidziła mnie od początku. Na początku "związku" z jej matka miałem 20 lat, a ona 17. Wyprowadziła się do Melbourne do swojego ojca. Pamiętałem ją jako pryszczatą nastolatkę w okularach i aparatem ortodontycznym na zębach.

  - Tak - westchnęła. - Stresujące wydarzenie - skomentowała. - W końcu nie widziałam jej prawie rok ... - stwierdziła smutno.
- Spokojnie - ująłem jej dłoń. - Ja nie widziałem ( T.I ) od czterech lat. Na pewno wiele się zmieniło, oby nasze relacje tez się polepszyły - westchnąłem.
- Przyznam, że możesz jej nie poznać. Wypiękniała - radośniej rzekła Elis. - Mam nadzieję,  że wszystko pójdzie dobrze - zakończyła opierając głowę o szybę po stronie pasażera.
W domu zająłem się pracą. Usiadłem w pracowni i wyceniałem mieszkania oferowane przez firmę w, której pracowałem. Elisabeth zajęła się kolacją.
- Louis! - usłyszałem jej głos, dobiegający z kuchni.
- Tak ? - znalazłem się u boku brunetki.
- Muszę pojechać do sklepu na zakupy, gdyż brakuje mi kilku składników. Możesz odebrać ( T.I ) z lotniska? - zapytała.
- Oczywiście - zgodziłem się.
- Dzięki ci - ucałowała mój polik. - Jak wyruszysz za 10 minut, ominą cie korki - zerkając na zegar poinformowała.
- Dobrze kochanie - zaśmiałem się i wróciłem do pracowni. Zamknąłem system i wyłączyłem lampkę. Przebrałem się i ruszyłem w drogę.
  Stałem przy ogromnej szybie, która dawała mi podgląd na samoloty. Zmrok juz dawno zapadł, a migające światła maszyn rozświetlały tą ciemność. Kiedy zaczął padać deszcz, wszyscy zaczęli pracować pośpieszniej,  aby nie zmoknąć. Włożyłem dłonie do kieszeni kurtki i skupiłem się na oglądaniu krajobrazu za oknem. Kompletnie zapomniałem o celu przybycia na lotnisko. Myślałem o tym jak bardzo żałuję tego co narobiłem w swoim życiu. Z rozmyśleń wywiódł mnie delikatny, kobiecy głos.
- Louis? - jak na zawołanie wyprostowałem się i przez chwilę nie ruszałem. Po kilku sekundach zdobyłem się na odwagę i odwróciłem się. Elisabeth miała rację ~ ( T.I ) kompletnie nie przypomniała dawnej siebie. Idealna figura, piękna twarz bez skazy, proste żeby, brak okularów. Szczerze? Nigdy nie widziałem tak imponującej przemiany. Była prześliczna. Zaniemówiłem.
- ( T.I )?  - wydukałem.
- T... Tak - również wydawała się mną zaskoczona. Mój wygląd także uległ zmianie przez te cztery lata. Nie tak drastycznej, ale jednak. Zarost, tatuaże, zdrowej masy tez mi przybyło. Po części tez mogła być zaskoczona. Patrzeliśmy się tak na siebie przez jakiś czas w niezręcznej atmosferze.
- Cześć - wydusiłem ledwo.
- Hej - odpowiedziała. Pomiędzy nami występował dziwny magnetyzm, którego nie potrafię opisać. Być może to niestosowne, ale cholernie mnie podniecała. Miała na sobie obcisłe, czarne spodnie oraz biały top. Obie części odzieży doskonale opinały atuty dziewczyny. Bałem się, że ta zauważy to jak na mnie zadziałała. Obyło się bez ckliwych przywitań, gdyż niegdyś mnie nienawidziła, a ja uważałem ją za rozpieszczoną gówniarę. - Dawno się nie widzieliśmy - odezwała się kiedy pakowałem jej walizki do bagażnika. Stała obok oglądając moje poczynania z uwagą, na co starałem się nie zwracać uwagi.
- Taaak - przeciągnąłem. - Przyznam, że się zmieniłaś - postanowiłem pociągnąć jakikolwiek temat, aby tylko zniknęła niezręczna energia.
- To samo mogę powiedzieć o tobie ... Tato - gdy wypowiedziała ostatnie słowo spojrzałem na nią z przerażeniem w źrenicach. Kiedy zapoznała się dokładniej z moją reakcją, zaczęła się śmiać, co sprawiło, że kamień spadł mi z serca. Aż sam zarechotałem.
- Nie mów tak do mnie, jestem starszy o zaledwie 3 lata - poprosiłem zamykając bagażnik. Oparłem się o samochód i wpiłem wzrok w piękne oczy dziewczyny.
- Wiesz moja matka jest od ciebie starsza o 20, a nazywa cię swoim narzeczonym ... Chyba nic nie jest zdrowego w tym wszystkim - prychnęła. Wiele zmieniło się przez te cztery lata. Nie jednokrotnie przypominała o tym jaka różnica dzieli mnie i jej rodzicielkę, ale niegdyś czyniła to z pretensją oraz obrzydzeniem. Tamtym razem udało się jej oszczędzić sobie nieprzyjemnego tonu. Zastąpiła go humorem. Wyglądała przeuroczo, kiedy marszczyła swój słodki nosek chichocząc jak mała dziewczynka. Mogłem patrzeć tak na nią godzinami. Była taka idealna ... Tak cholernie idealna.
- Cóż ... Sam nie wiem co na to odpowiedzieć - przyznałem się, po dłuższej chwili milczenia. W tamtej chwili nie pamiętałem już o tym, że rozmawiam z córką mojej przyszłej żony, ani tym, że przed chwilą panowała wściekle niezręczna atmosfera. Nie obchodziło mnie nawet to, że flirtowaliśmy ze sobą nawet mową ciała. Nic się nie liczyło ... Jakby rzuciła na mnie jakieś cholerne zaklęcie.
- Zostawmy to w spokoju - machnęła ręką.
- Chyba nie jest to już tak denerwujący dla ciebie fakt ... - postanowiłem sprowokować ją do rozwinięcia swojego zdania na temat mojego związku.
- Dorosłam i zrozumiałam, że są różne rodzaje szczęścia, które można zdobywać w różny sposób. Jeżeli wy macie się nim obdarzyć, to raczej nie powinnam mieć nic przeciwko - wzruszyła ramionami obojętnie. Jednak, gdy to mówiła ... Jakby posmutniała. Wydawało mi się, że jednak nie jest to "obojętne". Mimo to, wolałem odpuścić pytaniom.
- Nie poznaję cię - zażartowałem.
- A co ja mam powiedzieć? - jej śliczna buzia ponownie się rozpromieniła.
- Nie rozumiem ... - udałem, że nie wiem o co chodzi.
- Kiedy ostatni raz cię widziałam, byłeś chudy, nie miałeś tatuaży, zarostu ... Po za tym zachowywałeś się jak nadpobudliwy dziesięciolatek, a tutaj zdaje się jesteś dorosłym, poważnym MĘŻCZYZNĄ - podkreśliła ostatni wyraz.
- Sugerujesz, że jestem gruby? - złapałem za swój brzuch, z udawaną miną smutnego dziecka. Zaśmiała się na akt mojego humoru.
- Raczej bardziej umięśniony, ale interpretuj to jak chcesz - puściła mi oczko. Ugryzłem polik od środka, gdy po raz kolejny ujrzałem jej szczery uśmiech, który wydawał mi się tak cholernie perfekcyjny.
- No powiedzmy, że ci wybaczam - powiedziałem.
- Dzięki - oblizała swoje pełne usta, co pewnie należało do jej odruchów, których na sto procent nie zauważała. Jednak ja miałem szczęście to dostrzec. - Zimno się robi ... Możemy już jechać? - zapytała.
- Jasne - kiwnąłem głową, przypominając sobie o reszcie świata. Kompletnie zatraciłem się w przyjemnej rozmowie z ( T.I ), co wydawało mi się chore. Jak to możliwe, że w ciągu kilkunastu minut poczułem pociąg do córki swojej kobiety? Odwróciła się i podeszła do miejsca pasażera. Odruchowo wzrok przeniosłem na idealnie wykrojoną pupę 21 latki. Przygryzłem dolną wargę, skupiając całą uwagę właśnie na tej części ciała ( T.I ). Kiedy wsiadła do auta i zatrzasnęła drzwi, dotarło do mnie co wyprawiałem. Otrząsnąłem się i ruszyłem do samochodu. Kur*a, nie zapowiada się dobrze ... 





Hej! Kochani, dzisiaj wyjątkowo otrzymałam dostęp do prawdziwego komputera! :D O Boże, jak się cieszę! Ale szkoda, że to tylko jeden dzień :'(
Chciałam niniejszym poinformować Was moi kochani, iż piszę częściowe imaginy, ponieważ wszystkie planty i dalsze ciągi moich opowiadań, jak "LSA" czy "Save me" mam na moim komputerze, który obecnie jest w naprawie -.- Także, postanowiłam się zając imaginami ;) W imaginie z Niallem jeszcze trochę się wydarzy, ale postanowiłam już zacząć ten ;)
Mam nadzieję, że się spodoba i skomentujecie ;) Zostawcie po sobie ślad :D To motywuje!!!
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 13 grudnia 2015

Imagine Niall cz.3



UWAGA!!! W tej części imagina pojawiają się sceny erotyczne!!! Czytasz na własną odpowiedzialność! 






Wpiłam się w jego malinowe usta, ujmując jego twarz. Po chwili odwzajemnił moje starania. Wtem nasze języki zaczęły toczyć ze sobą zacięta walkę o dominację. Obrócił nas tak, abym to ja opierała się o blat. Podniósł mnie i na nim posadził.
- Niczego nie robię na siłę - mruknęłam pomiędzy pocałunkami ...
***
Oplatałam  nogami biodra chłopaka. Moje dłonie utonęły w blond włosach chłopaka. Zamknęłam oczy i delektowałam się dotykiem Nialla, przemieszczającym się z tali po plecy. Czułam narastające pożądanie. Siłą nóg przyciągnęłam go bliżej siebie. Przez ten ruch, na moim kroczu poczułam ogromne wubrzuszenie pochodzące spod spodni Niallera. Odchyliłam głowę do tyłu, dając tym samym możliwość składania pocałunków na mej szyi. Wydałam z siebie jęk przyjemności. W moim brzuchu pojawiła się fala pożądania. Pragnęłam go całego. Uśmiechnęłam się lekko, gdy chłodne palce chłopaka trafiły pod moją koszulkę. Droczył się ze mną błądząc po mych plecach oraz brzuchu, kiedy ja pragnęłam jego cholernego dotyku. Nareszcie dotarł wyżej i ścisnął moja nagą pierś, doprowadzając mnie tym samym do szaleństwa pociągu co do niego. Moje plecy już zaczęły się wycinać. Wróciłam do wcześniejszej pozycji i znów wpiłam się w usta Nialla. Prawą ręką przejechałam po jego kroczu, na co zamruczał jak kot. Przygryzłam delikatnie wargę towarzysza,  co także mu się spodobało. Pieścił moje obie piersi, czyniąc tym mnie najszcześliwszą dziewczyną. Zajęłam się jego paskiem. Odpiełam jego spodnie i zaczęłam zsuwać je z bioder Horana. Wsunęłam dłoń w bokserki Niallera i złapałam za rozbudzonego kolegę blondyna. Tym razem to Niall odchylił głowę. Otworzyłam oczy i spojrzałam na partnera z zadowoleniem. Sprawiałam mu cholerną przyjemność poruszając ręką, umieszczoną w bokserkach Horana. Przygryzłam dolną wargę, widząc jak z trudem łapie oddech. Postanowiłam doprowadzić do stuprocentowego zadowolenia. Niestety odmówił mi tego, wyciągając moją kończyne ze swojej bielizny.
- Chcę cię poczuć - oznajmił, zanim język Horana trafił do mych ust. Zdjął ze mnie koszulkę i rzucił ja w kat. Zlustrował mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Widziałam, że jest już na skraju wytrzymałości, tak samo jak ja. - Cholera - skomentował moje niemal nagiej ciało. Podniósł mnie i podszedł do sypialni. Ułożył mnie na łóżku. Ściągnął z siebie koszulkę i zawisł nade mną, całując mnie namiętnie. Tym razem jego ręką trafiła do moich majtek, krążąc w okolicach mojego wejścia.
- Niall - sapnęłam do ucha przyjaciela.
- Huh?  - mruknął.
- Proszę ... - jęknęłam potrzebują go w sobie.
- O co księżniczko? - grając ze mną w ta cholernie podniecającą gierkę, zapytał.
- Pomóż mi ... - zdesperowana wydukałam. Zaśmiał się cicho i zsunął ze mnie resztę moich ubrań. Ściągnął swoje bokserki. Patrząc na przyjaciela chłopaka, oblizałam wargi. Z szafki wyjął jedna prezerwatywe, aby zaraz znalazła się na jego członku.  Nareszcie doczekałam się go w sobie. Przyznam, że jeszcze nigdy nie było mi tak kurewsko przyjemnie. Przyspieszał swoje poczynania. Nasze oddechy dawno przestały być umiarkowane, a jęki pojawiały się coraz częściej wypełniając cały dom. W końcu fala przyjemności rozlała się po moim organiźmie.  Uśmiechnęłam się triumfalnie, gdy moje plecy wygięły się w łuk. To dosłownie było najlepsze doświadczenie mojego życia.
- Niall ... - szeptem wymamrotałam. Ułożyłam się na torsie niebieskookiego. - Dziękuję - mruknęłam jeszcze dochodząc do siebie ...





Hej! Wybaczcie,  że nie było mnie tak długo,  ale dużo obowiązków i jeszcze cholera jestem chora :'( Wiem, że wcześniej nie pisałam takich rzeczy, ale chciałam spróbować swoich sił hak głupio by to nie brzmiało xD haha ... mam nadzieje że nie poszło mi aż tak źle ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Wybaczcie ze tak krótko i za wszystkie błędy ale na telefonie pisze się źle :((

niedziela, 6 grudnia 2015

Imagine Niall cz.2

Nagle, blondyn przerwał pocałunek. Zdjął moje dłonie z siebie i nawet na mnie nie spoglądając wstał.
- Dobranoc (T.I) - odezwał się opuszczając pomieszczenie...
***
Nie miałam pojęcia co się stało. Dlaczego mnie tak zostawił? - pytałam samą siebie. Przez moment siedziałam bez ruchu, układając sobie wszystko co się stało w głowie. Zrobiło mi się cholernie przykro. Stwierdziłam, że to jedynie moja wina. Może źle zrobiłam prosząc go o to? Lub źle całuje? A może jestem taka obleśna, że Nialler brzydzi się mnie dotykać? - rozważałam wiele możliwości. Moje myśli pochłaniało jedynie to co ze mną nie tak. Postanowiłam udać się do sypialni. Przebrałam się w piżame i ułożyłam pod kołdrą. Niełatwo było mi zasnąć po tym co się stało. Poza rozpatrywaniem rzeczy, które mu we mnie nie pasowały, wciąż myślałam o smaku jego słodkich ust. Wciąż czułam je na swoich wargach. Bez nich gościła we mnie żądna zapełnienia pustka. Pragnęłam powtórzyć to co się stało. Znów przejechać dłonią po torsie blondyna, spojrzeć w te błękitne oczęta, wplątać palce w jego czuprynę. Zasnęłam w rozdarciu emocjonalnym. Chyba czuje coś do Nialla. 
Kolejnego dnia obudzilam się o godzinie 7.30. Po kilku minutach leżenia i przyglądania się krajobrazowi za oknem, podniosłam się i trafiłam do łazienki. Zmyłam resztki makijażu z poprzedniego wieczora, umyłam i rozczesałam włosy, wzięłam prysznic. Ubrałam krótkie, materiałowe czarne spodenki oraz za długa białą koszulkę z numerem 89 na tyle. Niepewnie wychyliłam się na korytarz. Z kuchni słyszałam dźwięki radia, co oznaczało że tam spotkam Horana.  Powoli zbliżyłam się do pomieszczenia. Moje serce biło coraz mocniej. Na sile starałam się uformować oddech. Przymknęłam oczy na sekundę, nabrałem powietrza w płuca i znalazłam się w kuchni. Blondyn odwrócony był do mnie tyłem, przygotowywując moje ulubione musli z jagodami i jogurtem. Wiedziałam, że robi je dla mnie, gdyż on uczulony był na orzechy, które zawarte były w owym daniu.
- Niall - odezwałam się cicho.
- Cześć (T.I) - przywitał się nawet na mnie nie patrząc. Choć zrobił to normalnym tonem, to wiedziałam że coś nadal nie gra.
- Nie musiałeś - stanęłam za jego plecami.
- Ale chciałem - oschle rzekł. Postawił miskę na blacie, unikając mego wzroku. Nie potrafiłam już tego wytrzymać. Tego niezręcznego napięcia.
- Powiedz mi o co chodzi - poprosiłam.
- O nic nie chodzi - mruknął bez wyrazu.
- Nialler - odwróciłam go do siebie przodem i przywarłam do ciała chłopaka. Wciąż unikał mego spojrzenia. - Niall - wyszeptałam delikatnie,  proszącym głosem. Wtem źrenice blondasa zwróciły się na mnie. Natychmiast coś w nich pękło. Natychmiast chłód z nich bijący, zastąpiło coś zdecydowanie cieplejszego.
- Ten ... Ten pocałunek - odezwał się swoim aksamitnym głosem. - ( T.I ) on wydarzył się kiedy byłaś zdesperowana po zdradzie Zayna. Myślę, że nie kierowały tobą żadne uczucia względem mnie - przyznał się. Moje serce na moment się zatrzymało. - Z mojej strony to od dawna nie jest przyjaźń i marzyłem o chwili, która miała miejsce wczoraj ... Jednak zrozumiałem, że dla ciebie byłem jedynie nagrodą pocieszenia - smutno wyrecytował. Przez dłuższy moment analizowałam słowa Horana.
- Nialler, to co mówisz nie jest prawdą - ze łzami w oczach powiedziałam. - Zayn od dawna nie znaczy dla mnie nic - przyznałam. - A wczoraj ... Wczoraj zrozumiałam dlaczego ... - spuściłam głowę.  - Od jakiegoś czasu wiele myśli poświęcam tobie, rozmawiamy więcej i spędzamy ze sobą ogrom czasu ... Niall, ja chyba coś do ciebie czuje - wymamrotałam niepewnie, bojąc się reakcji przyjaciela. Zamilkł, czym sprawiał mi straszny ból.
- Właśnie ( T.I ) - zwrócił się do mnie. Podniosłam wzrok. - "chyba", nie jesteś pewna - stwierdził. - Nie chcę, abyś robiła cokolwiek na siłę - z żalem wpisanym na twarz rzekł. Po kilkunastu sekundach postanowiłam zareagować na słowa blondyna. Wpiłam się w jego malinowe usta, ujmując jego twarz. Po chwili odwzajemnił moje starania. Wtem nasze języki zaczęły toczyć ze sobą zacięta walkę o dominację. Obrócił nas tak, abym to ja opierała się o blat. Podniósł mnie i na nim posadził.
- Niczego nie robię na siłę - mruknęłam pomiędzy pocałunkami ...




Hej ✋ wybaczcie , że musieliście tyle na mnie czekać :/ Jednak pisanie na telefonie to nie łatwa sprawa ; ( dlatego przepraszam za błędy ;) dziękuję wam za ponad 400 wyświetleń pod ostatnia częścią :D to dla mnie wiele znaczy ; 3 dziękuję ;* Mam nadzieję,  że niebawem pojawi się kolejny post :) sorka że taki krótki ale nie dałam rady więcej :/
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 1 grudnia 2015

Imagine Niall cz.1

- Już jestem - oznajmiłam wchodząc do mieszkania. Zdjęłam kurtkę i rzuciłam ja na szafkę. Kiedy nie otrzymałam odpowiedzi zmarszczyłam czoło. Ruszyłam przed siebie. Uchyliłam drzwi sypialni. - Zayn? - zakryłam usta dłonią, widząc mojego chłopaka leżącego na jakiejś rudej dziewczynie. Szybko zaskoczył z nagiej kobiety i przysłonił ciało kołdrą.
- (T.I)?! - krzyknął zaskoczony. Z niedowierzaniem pokręciłam głową i wyszłam. Szybko wyjęłam walizkę i wrzuciłam do niej ubrania z szafy stojącej w salonie. To samo zrobiłam z kosmetykami z łazienki i papierami z pracowni. Opuściłam apartament, nie słuchając nawołań Mulata.
- Nialler? - jęknęłam do słuchawki.
- Tak? Co się stało? - zmartwił się, gdy usłyszał mój zrozpaczony głos i szloch.
- Malik mnie zdradził - powiedziałam.
- Skurwiel - podsumował mój przyjaciel i sąsiad z rodzinnego miasta.
- Mogę u ciebie przenocować? - zapytałam.
- Jasne. Gdzie jesteś? Przyjadę po ciebie - w tle rozpoznałam dźwięk sofy chłopaka, co znaczyło, że wstał.
- Nie, nie - zaprotestowałam. - Już jadę autobusem - poinformowałam.
- Oh, no dobrze - zgodził się. Podziękowałam mu i rozłączyłam się. Po kilkunastu minutach wysiadam na odpowiednim przystanku. Jednak do domu Horana pozostał spory kawałek drogi. Była zima. Termometry wskazywały około -10 stopni. Cała się trzęsłam. Panowała zamieć, więc ledwo widziałam. Cała się trzęsłam.  Zdążyłam założyć tylko zwiewna kurtkę i cienki szalik. Do tego zamek w wiatrówce był zepsuty. Ciągnęłam za sobą wielka torbę na kółkach, wolna ręką trzymając przy ciele okrycie. Zostało mi jeszcze jakieś 10 minut drogi, ale czułam że mogę nie dotrzeć. Cała zamarzałam. W pewnej chwili nie wytrzymałam. Zatrzymałam się, nogi zwyczajne odmówiły mi posłuszeństwa i padłam do siadu. Moje powieki stawały się coraz bardziej cięższe. Już powoli zasypiałm, gdy usłyszałam głos Niallera.
- (T.I) ! - krzyknął. Otworzyłam szerzej oczy. Biegł w moim kierunku przejęty. - Co się dzieje? - zapytał klękając przede mną.
- Stra... strasznie mi zimno - jęknęłam. Blondyn nie dużo myśląc zdjął swoją kurtkę i mnie nią okrył. Złapał za walizkę i wziął mnie na ręce. Byłam ledwo przypomna, więc niewiele z otoczenia do mnie docierało. Wtuliłam twarz w rozgrzany tors chłopaka i rozkoszowałam się ciepłem puchu z okrycia niebieskookiego. Po jakimś czasie dotarliśmy do domu Horana. Zostawił moje pakunki w korytarzu. Ułożył mnie na sofie w salonie i przykrył kocem. Z troską wypisaną na twarzy pogładził moje czoło.
- Zaraz wracam - odezwał się spokojnym głosem. Skinęłam głową,  a ten zniknął z pola mojego widzenia. Ogień w kominku dawał mi ciepło, które powoli ogarniało moje ciało. Minęło około 10 minut. W pomieszczeniu znalazł się Nialler. Bez słowa, ponownie, wziął mnie na ręce. Nie protestowałam. Znaleźliśmy się w łazience. Niepewnym wzrokiem zerknęłam na blondasa. - Przygotowałem ci kąpiel - oznajmił. Posadził mnie na szafce obok zlewu i pogładził mój policzek. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał, ale i mnie dopadło coś wcześniej nie doświadczonego. Doznałam efektu "motyli w brzuchu". Było mi cholernie przyjemnie, kiedy mnie dotykał. Po raz pierwszy, gdy nasze spojrzenia się spotykały czułam pożądanie i magnetyzm pomiędzy nami. Nie miałam pojęcia co się ze mną działo, ale nie chciałam aby się to skończyło. Z każdym momentem pragnęłam więcej i więcej, lecz wolałam nie dawać tego po sobie poznać.  Uklęknął przede mną i ściągnął moje trampki oraz skarpety.  Odłożył je na bok. Nie zdejmując dłoni z mojej skóry udał się aż do mego pasa, aby rozpiąć moje spodnie i zsunąć je na podłogę. Przejechał palcami po moim całym ciele, aż dotarł do kurtki.  Zagłębiając twarz pomiędzy moim ramieniem, a szyją, pozbawił mnie cienkiego okrycia.  Następnie,  patrząc mi prosto w ślepia, powoli zdarł białą bokserke z mej skóry. Zostałam w samej bieliźnie. Wciąż obserwował moje oczęta, trzymając ręce na zimnych udach.
- Niall - wyszeptałam. - Chce żebyś zrobił to ze mną - oznajmiłam łapiąc za końcówki koszulki Horana. Ściągnęłam z niego t-shirt, kolejno przejeżdżając zimnym dłońmi po umięśnionym torsie niebieskookiego. Zlustrowałam postać Nialla z uwagą. Samodzielnie zrzucił spodnie. Delikatnie Posadził mnie w wannie z gorącą wodą, by zaraz do mnie dołączyć. Fala przyjemności rozlała się po moim organiźmie, gdy ma skostniała skóra doznała wysokiej temperatury. Mimo, że znałam Horana od dziecka to po raz pierwszy poczułam do niego coś więcej niż miłość do przyjaciela. - Przepraszam - wydukałam.
- Za co? - zapytał gładząc moje ramiona zwilżoną dłonią.
- Tylko sprawiam ci kłopot - westchnęłam słabo.
- ( T.I ) to nie prawda i dobrze o tym wiesz - zaprotestował z uśmiechem.  Po kąpieli owinęłam się ręcznikiem, a Nialler przyniósł mi ubrania i bieliznę na zmianę. Założyłam rzeczy, wyjęte z mojej walizki i udałam się do kuchni, gdzie zastałam blondyna. - Zrobiłem ci gorącą czekoladę - oznajmił szczęśliwy.
- Gorzką?  - podekscytowana klasnęłam w dłonie, oblizując usta. Skinął głową, a ja odebrałam ciepły napój od przyjaciela.
- Tak jak lubisz - odezwał się.  Upiłam łyk, nie odsuwając się od Niallera. Kiedy skończyłam i spojrzałam nieco w górę, aby spotkać ślepia Horana. Chłopak się zaśmiał i otarł mój nos z brązowej cieczy. - Uroczo - skomentował. - Już lepiej? - zapytał troskliwie.
- Tak - odparłam, spuszczając nieśmiały wzrok na czekoladę. - Dziękuję - mruknęłam niepewnie.
- Nie ma za co, ale więcej mnie tak nie strasz maluchu - żartobliwym tonem powiedział.
- Obiecuje - podniosłam głowę, przygryzując dolną wargę. - Wiesz co? - wpadłam na pomysł. - Czegoś tu brakuje - wskazałam na kubek.
- Poważnie?  - uniósł brwi.
- Yhym - potwierdziłam, podchodząc do lodówki. - Bitej śmietany - dokończyłam. Nałożyłam białej słodkości na napój niebieskookiego jak i mój.
- Dzięki - zaśmiał się blondyn.
- Spoko, to w końcu twoje - rozbawiona wydukałam.
- W sumie - wzruszył ramionami. Wspólnie rozsiedliśmy się na kanapie, popijając gorącą ciecz. Nagle spoważniał - Jak się czujesz z ... ? - nie chciał dokończyć. Mimo to, zrozumiałam.
- Nijak - przyznałam. Moja mina chyba nie wyrażała żadnej określonej emocji. Szczerze, byłam temu obojętna. - I tak nie było po między nami dobrze, więc w jakiś sposób mi ułożyło - wyrecytowałam bez uczucia. - Jedyne o co się boje to to, że już nigdy nie poznam kogoś kto mnie pokocha - smutno rzekłam. W tamtej chwili moje ślepia spotkały blask niebieskich źrenic chłopaka.
- Wystarczy się tylko rozejrzeć - powiedział zbliżając się do mnie. Wolna ręką przejechał po moim policzku, a moje powieki zadrżały na skutek nieokreślonej przyjemności jakiej doznałam.
- Niall? - mruknęłam spuszczając wzrok na sekundę.
- Tak? - uśmiechnął się delikatnie.
- Pocałuj mnie - pewnie poprosiłam. Horan przez moment wpatrywał się we mnie bez emocji. Zastygł w jednej pozie, aż w końcu ukazał mi rząd swoich lśniących perełek. Odłożył kubek, odebrał także mój i delikatnie złączył nasze usta w całość. Nieznana siła zaczęła wiercić się w moim brzuchu. Wewnętrzna euforia ogarnęła mnie cała pod wpływem dotyku blondyna. Lewa ręka ściskał lekko moją talię, prawa zaś podtrzymywał mój podbródek. Ja ujęłam jego twarz, aby pogłębić pocałunek. Nigdy nie wypełniło mnie coś podobnego do tego co nosiłam w sobie wtedy. Pragnęłam wieczności w ramionach przyjaciela. Serce biło mi jak szalone, z trudem łapałam oddech. Nagle, blondyn przerwał pocałunek. Zdjął moje dłonie z siebie i nawet na mnie nie spoglądając wstał.
- Dobranoc (T.I) - odezwał się opuszczając pomieszczenie...



Hej! :) Uff... nie wiem ile czasu pisałam tez rozdział,  ale z 4 dni na pewno :D mam nadzieje ze się spodoba ten kilku częściowy imagine :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 28 listopada 2015

Uinhabited 13

- Wchodzisz? - zapytał rozradowany.
- Harry, bo ja chyba ... - zawstydzona dukałam, modląc się w duchu o pomoc. Nie mogłam wykrztusić słowa. Przypuszczałam, że nie skończy się to dobrze ...
***
- ... ja nie dam rady - jęknęłam. Zakłopotana spuściłam głowę. Słyszałam jak chłopak wychodzi z wody. Po krótkiej chwili znalazł się zaraz naprzeciw mnie.
- Spójrz na mnie - delikatnym głosem odezwał się.  Wypełniłam prośbę zielonookiego, przełykając głośno ślinę. Patrzał na mnie wzrokiem, którego nie da opisać się słowami. W ślepiach Styles' a zauważyłam troskę, ale także surowość. Ciężko było określić co dokładnie zamierza. - Ufasz mi? - zapytał poważnie. Moje serce łomotało, a wiercenie w brzuchu dawało o sobie znać.
- Słucham?  - wydukałam niepewnie.
- Czy mi ufasz? - powtórzył cierpliwie. Przez moment patrzyłam na niego zaniepokojona sytuacją. Jednak po chwili jego tajemnicze spojrzenie, jakimś cudem, przekonało mnie do decyzji.
- Tak - wydusiłam prawie niesłyszalnie. Postawił krok do przodu. W tamtej sekundzie dzieliły nas juz tylko centymetry. Nie tracąc ze mną kontaktu wzrokowego wyciągnął rękę w moja stronę. Zerknęłam na nią, lecz zaraz wróciłam do zielonek chłopaka. Złapał za prawy rekaw koszuli, którą mialam na sobie i zaczął zsuwać ją z mego ramienia. - Harry ... - szeptem wymamrotałam układając dłoń na jego klatce piersiowej.
- Spokojnie - powiedział delikatnie. Skrępowana spuściłam spojrzenie na ciało Harolda,  przyglądając się dokładniej jego tatuażom.  Powoli zdjął ze mnie materiał w kratę. Nadal nie miałam odwagi podnieść wzroku. Kolejno, ponownie zmniejszył dystans pomiędzy nami. Czułam jak stykamy się rozgrzanym ciałami. Sprawnie złapał za moją gumkę do włosów i dał moim blond falom wolność. Przeczesał je palcami, zataczając koła na mojej głowie. Fala przyjemności rozlała się po moim ciele. Jeszcze żaden mężczyzna nigdy mnie tak nie dotykał. Nachylił usta nad moją twarzą, a o moją skórę obijał się kontrolowany oddech. Przez szyję odbył niemal niewyczuwalną drogę aż do mej tali. Opuszki palców Harry ' ego z każdym przebytym milimetrem, powodowały u mnie przyjemne dreszcze. Kiedy dotarł do celu uniósł moja bluzkę do góry.  Sprawnie odrzucił materiał na piasek. O dziwo przestałam czuć dyskomfort. Jedna rękę wciąż trzymał na moich biodrach. Zaraz, dołączył druga i obiema dotarł aż do żeber. Dotyk Hazzy okazywał się być na tyle przyjemny, że coś nieznanego mnie opanowało. Nie kontrolowałam się.  Moja głowa sama się odchyliła, a usta otworzyły. Kolejno, brunet powędrował palcami w dół,  aby spotkać się z zapięciem moich szortów. Ani się obejrzałam, a straciłam je z siebie. Nikt inny nigdy mu tak nie robił,  czułam się idealnie, gdy dłonie chłopaka wędrował po mnie całej. Moja głowa nareszcie wróciła na swoje miejsce, a wargi zaciskały się jak zawsze.
- Jesteś piękna - na te ciche słowa moje powieki odsłoniły mi obraz Harolda. Nadal dotykał mej skóry, błądząc po plecach. Niespodziewanie oderwał się ode mnie. Kompletnie nie wiedziałam co się dzieje, ale uśmiech wciąż gościł na mojej twarzy. Ujął moja dłoń i pociągnął mnie do wody. Kiedy w pełni zakryła mnie letnia H2O, puścił moja rękę. Zerknęłam na Styles' a. Wydawał się zadowolony. Był na tyle wysoki, że mógł spokojnie iść dalej, by się w pełni zamoczyć, lecz został ze mną na moim poziomie. Ścisnął mmoje nadgarstki i przyciągnął do siebie. Zaczął łaskotać mnie po brzuchu. Wpadłam do oceanu chichocząc. Bawiłam się świetnie, kiedy mnie nosił, wrzucał do wody, chlapał i po prostu śmiał ze mną. Kompletnie zapomniałam o moich wszystkich objawach.  Przy zielonookim czułam się swobodniej niż przy kimkolwiek innym, co wydawało mi się kompletną niedorzecznością. W pewnej chwili, podczas pływania zanurkował. Nie wiedziałam gdzie jest. Niespodziewanie się wynurzył tuż przede mną. Złapał mnie w tali  i uniósł tak, że skończyłam na torsie Hazzy.  Nogami oplatałam biodra Harolda, a rękoma kark. Nasze oczy się spotkały, a śmiechy ucichły.  Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem przez jakiś czas, nagle nasze czoła się zetknęły. Jak niczego w świecie pragnęłam zasmakować ust lokatego. Jednak on odsunął się i po prostu się do mnie przytulił. W głębi duszy poczułam zawód, ale czułam że to zbliżenie nie jest zwyczajne. Coś wewnętrznego hamowało Harolda. Stwierdzam, że próbuje tylko mnie pocieszyć, a prawda jest taka, że wyglądam jak prosiak i nie zasługuje na uwagę kogoś takiego. Choć ogarnął mnie smutek, starałam się tego nie okazywać. Wyniósł mnie z oceanu i postawił na nogi. Zerknęłam na jego twarz. Mimo, że widniał na niej uśmiech,  to w oczach zabrakło stałej iskry radości. Odczytałam z miny bruneta coś niezidentyfikowanego. Poczucie winy? Żal?  Rozczarowanie? - sama nie bylam pewna. Jednak, nie chciałam wzbudzać żadnej z tych emocji w Harrym. Czułam jak me ślepia zalewają łzy,  którym za wszelką cenę nie chciałam dawać upustu. Spuściłam głowę.
- Jestem aż tak odrażająca? - odezwałam się łamiącym głosem. Schyliłam się po koszule i szybko ją założyłam. Po tym natychmiast odeszłam w kierunku ogniska, nie spoglądając na chłopaka. Usiadłam przy ogniu opierając ukradkiem łzy. Po chwili zobaczyłam jak odważnym, męskim krokiem w moim kierunku idzie Hazz. Spojrzałam w jego zielonki. Wyrażały pożądanie ~ nie miałam problemu, aby to rozczytać. Ułożył się na mnie i zachłannie wpił w moje wargi. Nikt nigdy nie całował mnie tak czule, a zarazem brutalnie. W życiu nie wypełniło mnie tak silne, intensywne uczucie w brzuchu jak podczas tamtego pocałunku. Wszystko zniknęło. Byłam tylko ja i on. Pozostawało tylko jedno pytanie ~ Co będzie dalej?  ...



Hej! Wybaczcie, ale dalej nie mam internetu i wygląda na to, że jeszcze trochę tak będzie :/ Jestem wściekła z tego powodu bo na telefonie to nie da się pracować :/ Wybaczcie za błędy,  ale mam autokorekte i słownik sam wstawia pewne formy, a czasami może zdazyc mi się tego nie zauważyć. Mam nadzieje, że nie jesteście bardzo źli i poczekacie aż moja rodzinka zafunduje mi router albo modem :/ Trzymajcie się! :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 22 listopada 2015

Little Sweet Angel 79

Jak na złość, w tamtej sekundzie obaj znaleźli się w sypialni. Szybko schowałam kończynę jak najciszej odsuwając się od krawędzi łoża. 
- Chyba coś spadło - dotarł do mnie ton Harolda. Wstrzymałam oddech, gdy obserwowałam jak podąża w moim kierunku i schyla się po urządzenie. Nie mógł mnie zobaczyć. Wszystko by się skomplikowało ...
***
Na szczęście nie zajrzał pod łóżko. Odszedł od mebla z urządzeniem w dłoni. Podał je Cal'owi. - Proszę - podał mu komórkę.
- Dzięki, chyba Frankie to u mnie zostawiła - choć nie widziałam chłopaka to była pewna, że właśnie pociera swój kark spięty przez całe zajście. 
- Frankie? - zdziwił się zielonooki. 
- Taak - przeciągnął mój przyjaciel - to moja znajoma ze szkoły i ostatnio tu nocowała, chyba musiała zapomnieć o telefonie - wyjaśnił. Aż dziw jak dobrze kłamał.
- Oh, "znajoma" - znaczącym tonem prychnął Hazz, na co odruchowo się uśmiechnęłam. Kochałam jego głos. - Jasne - parsknął. 
- Ej, chciałem być grzeczny i nie nazywać tego po imieniu - zaśmiał się Hood.
- Dobra, dobra - zarechotał Harold. Wymienili jeszcze kilka zdań. Kolejno Harry wziął co to po co przybył i opuścił mieszkanie Calum'a. Ten wrócił do gościnnego i wyciągnął mnie spod łóżka. 
- Dobrze, że mnie nie nakrył - westchnęłam opadając na łóżko i zakrywając twarz dłońmi.
- Dlaczego właściwie okłamujesz go? - zapytał brunet.
- Bo ... Nie chcę, żeby się o mnie martwił i znów tracił zdrowie oraz siły na borykanie się z moimi problemami ... I tak już wystarczająco dla mnie zrobił, nie chcę go zawieść. Tak bardzo się starał mi pomóc i wyjść z choroby i w ogóle, a ja po prostu nie chcę go zawieść - wyrecytowałam słabym głosem. Wstałam i złapałam za swoje ubrania. - Nie ważne - podsumowałam. - Idę się ogarnąć i uciekam - poinformowałam.
- Okej ... - jęknął mętnie. Wykonałam wszelkie rutynowe czynności poranne na, które mogłam sobie pozwolić z wyposażeniem kosmetyków dla kobiety u Hood'a. Ubrałam się w ciuchy z poprzedniego dnia i wyszłam z pomieszczenia. Podziękowałam Cal'owi i ponownie poprosiłam o trzymanie języka za zębami. Obiecał milczeć w tej sprawie. Pożegnałam się z nim i opuściłam jego posesje. Kiedy znalazłam się za frontowymi drzwiami, chłodne powietrze uderzyło w moją twarz. Na dworze panowała wichura. Liście latały po ulicach szybciej niż można by przypuszczać, a niebo pokrywało się burymi chmurami, co idealnie odwzorowywało mój nastrój. Przeszłam kilka przecznic i po kilkunastu minutach dotarłam na miejsce. W wejściu przywitała mnie babcia.
- Michell, dziecko - z wyciągniętymi rękami zbliżyła się do mnie. Ujęła mą twarz w dłonie i ucałowała oba moje policzki, aby zaraz mnie przytulić na tyle mocno, by zabrakło mi tchu. - Nie uciekaj tak więcej - szepnęła do mojego ucha.
- Dobrze babuniu, wybacz - słabo się do niej uśmiechnęłam co odwzajemniła, nadal ujmując moją buzię. Gładziła moją skórę z troską w oczach, które zaszkliły łzy. Serce jej pękało, co było widać. Mimo, że mama nie była jej córką, to ją tak traktowała i bardzo kochała, co kolejno przeniosła na mnie. Bardzo przeżywała śmierć mej matki i mą rozpacz. Tym samym, wprawiała mnie w jeszcze większe poczucie winy. Nienawidziłam patrzeć na smutek, zwłaszcza osób mi bliskich.
- Dziadek siedzi z ojcem oraz Harold'em w salonie, lepiej idź tam i uratuj chłopaka, zanim go zamęczą - postanowiła rozluźnić atmosferę. Puściła mi oczko i pomogła ściągnąć płaszcz oraz szalik. 
- Dziękuję - skinęłam głową i ruszyłam do salonu. Rzeczywiście, zastałam tam dziadka siedzącego w swoim bujanym fotelu, obok tatę na zwykłym siedzeniu tego typu oraz Hazz'ę zaraz obok spiętego jak nigdy z wyrazem twarzy pt. " ratujcie mnie ". 
- Miśka! - radował się dziadunio, gdy stanęłam w wejściu. Trzy pary ślepi powędrowały na mnie. Zbliżyłam się do mężczyzn pewnym krokiem, aby zająć miejsce pomiędzy tatką i ukochanym.
- Hej - obdarowałam całusem zielonookiego.
- Więcej tak nie znikaj - natychmiast skarcił mnie ojciec.
- Dobra, pogadankę urządziła mi już babcia - przewróciłam oczami. Tatko objął mnie i przyciągnął do siebie, aby ucałować czubek mojej głowy. Kolejno puścił mnie, więc mogłam bardziej przysunąć się do Styles'a.
- Kocham cię - powiedział. Podniosłam wzrok, by spotkać się z jego spojrzeniem. Kąciki mych ust same się uniosły. - Ale nie chcę, żebyś mnie okłamywała i ukrywała przede mną - szepnął poważnie, czym natychmiast zmazał uśmieszek z mych warg ...



Hejka! Mam nadzieję, że rozdział nie taki zły ;) Piszę póki jest okazja :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

sobota, 21 listopada 2015

Save me 7

Uznawałem się za cholernego szczęściarza będąc jej partnerem. Powoli zszedłem z pocałunkami do samej dłoni i tą samą drogą w górę, przez szyję, aż do ust. Pragnąłem, aby tamten czas nigdy nie minął. Oby nic tego nie zepsuło...
***
Obudziłem się obok Acris, trzymając jej drobne ciało w objęciach. Obserwowałem jak spokojnie oddycha z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Dochodziła godzina 9.00 rano, więc zmuszony byłem naszykować się do pracy. Jak najdelikatniej potrafiłem odsunąłem się od dziewczyny. Udałem się do łazienki, gdzie wykonałem wszystkie rutynowe czynności poranne, tym samym kończąc przygotowania. Gdy, znalazłem się w sypialni, łóżko było puste. Zaśmiałem się pod nosem i zszedłem na dół, skąd dochodził chichot Adley. Znalazłem się w kuchni, gdzie zastałem córkę, siedzącą na blacie obok kuchenki oraz Cris smażącą gofry. 
- Boo Bear! - krzyknęła mała wyciągając do mnie ręce. Zbliżyłem się do brunetki i wziąłem na ręce. Ucałowałem czoło Dley.
- Dzień dobry moim dwóm księżniczkom - rzekłem cmokając delikatnie polik zajętej blondynki. Kąciki jej pełnych ust uniosły się. Wyglądała tak cholernie dobrze. Miała na sobie moją białą koszulkę na krótki rękaw, która sięgała jej do połowy uda. Włosy niebieskookiej pozostawiony były w nieładzie, a rozpromieniona twarz dodawała uroku efektowi. 
- Zjesz z nami? - zapytała radośnie Acris.
- Niestety nie - odparłem mniej entuzjastycznie. - Mam spotkanie na 11.00 i muszę dojechać na drugi koniec miasta - wyjaśniłem widząc zawód w oczach Cris. - Ale, kiedy wrócę zabieram was w pewne miejsce - puściłem oczko do malutkiej. Zachichotała podekscytowana.
- Co to za miejsce? - krzyknęła swoim cienkim głosikiem. 
- Tajemnica - szepnąłem przykładając wargi do czoła córeczki. - Dobra słońca wy moje - zacząłem. - Lecę - poinformowałem.
- Pa - buziakiem pożegnała mnie blondynka. Posadziłem córkę na blat i wyszedłem zabierając jeszcze swoją teczkę. Trafiłem do budynku mojej pracy i zająłem się nią. Po pięciu godzinach otrzymałem telefon od nieznanego numeru.
- Tak? - odezwałem się.
- Zabawmy się - oschły, damski głos zabrzmiał po drugiej stronie.
- Słucham? To chyba pomy ... - zmarszczyłem czoło. Miałem bardzo złe przeczucia.
- To nie żadna, pieprzona pomyłka Tomlinson - przerwała mi kobieta. Nie brzmiała znajomo. Nie miałem pojęcia w jakim celu może się ze mną kontaktować. - Mam twoją dziunię i dziecko - oznajmiła osoba po drugiej stronie, na co natychmiast zerwałem się z miejsca. - Siadaj na miejsce bo ta czerwona kropka na twoich plecach to nie latarka! - wykrzyczała. Odwróciłem się i rzeczywiście ~ byłem na czyimś celowniku. Nie bałem się o siebie, a o moje skarby. Przełknąłem ślinę i zacisnąłem mocno szczękę. Wypełniłem nakaz szukając snajpera w budynku naprzeciw. Pomieszczenie, w którym się znajdywałem ~ moje biuro, zamiast dwóch ścian miało szyby, przez które to miałbym zostać zastrzelony.
- Czego chcesz? - wycedziłem przez zęby.
- Nie tak ostro pięknisiu - szyderczym tonem odparła kobieta. - Ty masz pieniądze, a ja nie ... Potrzebuję ich, a ty mi je dasz albo twoje królewny szlak trafi, a raczej moja spluwa - poinformował głos. - Jeżeli ktokolwiek się o tym dowie, a mam podsłuch i ludzi, przysięgam, że już więcej ich nie zobaczysz - dokończyła surowo. Serce zaczęło mi bić jeszcze mocniej niż wcześniej. Ten lekceważący ton sprawiał, że się we mnie gotowało.
- Ile chcesz? - warknąłem.
- Milion - odparła. Nie zakrztusiłem się z wrażenia, ale suma nie była mała. Nie wiedziałem jak szybko uda im się zdobyć tyle pieniędzy. - Kasę zostawisz w skrzynce na dworcu przy głównej ulicy obok fabryki stolarskiej jutro o 19.00 - po tych słowach rozbrzmiał już tylko sygnał informujący o rozłączeniu połączenia. Rzuciłem telefonem i westchnąłem, przecierając twarz dłońmi.
- To nie dzieje się na prawdę - powiedziałem sam do siebie.  W mojej głowie pojawiło się mnóstwo myśli, których nie byłem w stanie poukładać. Nie rozumiałem dlaczego ktoś mi to robił.  Martwiłem się o Adley oraz Acris. Dopiero co je odzyskałem, a już miałem je stracić. Łzy cisnęły mi się do oczu, lecz starałem się pozostać opanowany i silny dla odzyskania dziewczyn. Zauważyłem, że czerwona plamka zniknęła z mojego ciała.  Wstałem i udałem się do mojej sekretarki.
- Biorę wolne na parę dni, prosze odwołać wszystkie spotkania i konferencje w trybie natychmiastowym. Odciąć wszystkich wspólników od kontaktu ze mną. Wyjechałem i mnie nie ma. Na moje konto do północy ma znaleźć się milion od Simpsona - wyrecytowałem. Poprawiłem swój krawat, ubrałem kurtkę i złapałem za teczkę. Opuściłem budynek i ruszyłem do domu. Spodziewałem się tam kompletnego nieładu oraz śladów po włamaniu.  Jednak wszystko stało w jak najlepszym porządku.  Postanowiłem sprawdzić monitoring zewnętrzny. Cris i Dley wsiadły do czarnego Ferrari dwie godziny po moim wyjściu. Niestety kierowca zaparkował auto na tyle daleko, aby jego rejestracja nie była czytelna. Sprawdziłem ostatnie połączenia telefonu domowego, lecz cała historia została usunięta. To samo stało się z komputerem i laptopem. Nic nie składało się w całość, a ja coraz bardziej się we wszystkim plątałem. To nie było normalne i przypadkowe. Coś było nie tak. Nic nie pasowało.  Szukałem kamer i podsłuchu,  ale niczego nie znalazłem. Nic więcej nie mogłem zrobić w tej sprawie. Gdybym skontaktował się z policją, najukochańsze mi osoby by zginęły.  Nie chciałem na to pozwolić. Nie mogę ich zawieść - powtarzałem sobie ...


Hej! Także jestem u taty i mam internet :) ale tylko na kilka dni niestety :'( narazie jestem więc może ze trzy posty jeszcze się pojawią :3 zaglądajcie często :D Przepraszam za nieobecność i wgl ale serio nadal nie mam pojęcia kiedy przywrócą mi internet :/ Może dopiero w grudniu albo styczniu -.- eh ... wybaczcie :( ale także wielkie sory za wszystkie błędy bo trochę na laptopie pisałam a trochę dokończyłam na telefonie :^ Mam nadzieje że jednak nie jest tak źle i chociaż da się czytać :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 15 listopada 2015

Uwaga!

Hejka,
Wiem że nie pojawiłam się wczoraj ani dzisiaj i prawdopodobnie nie będzie to możliwe przez dłuższy okres czasu :'( Modem do internetu padł i nie za bardzo dam rade pisać na telefonie, który jest w kratkę -.- (w sensie pobity) ... Jestem zła i smutna na raz :/ Mam nadzieje, ze wrócę jak najszybciej i nie opuścicie mnie ;) Bądźcie cierpliwi c: Kocham Was ♡
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH

piątek, 13 listopada 2015

Uninhabited 12

- Nie mam zamiaru - przyznał.
- I dobrze - zgodziłam się przechodząc nad leżącym na piasku chłopakiem. Jednak kiedy już prawie byłam za nim, potknęłam się o jego nogę i opadłam na jego tors. Nasze twarze niemal się stykały. Zaskoczona wpatrywałam się w oczy Harold'a. W brzuchu poczułam tak zwane motyle...
***
Nie wiedziałam co zrobić. Czułam na sobie oddech chłopaka. 
- Prze ... Przepraszam - niepewnie jęknęłam schodząc z bruneta. Niemal widziałam palące rumieńce, na swoich policzkach. Usiadłam obok zielonookiego zakrywając twarz dłońmi. Nie chciałam pokazać jak bardzo się zawstydziłam. Od dawna nie doświadczyłam tak bliskiego kontaktu z mężczyzną. Serce biło mi bardzo szybko, a oddech nie chciał się uspokoić. W żołądku pojawiło się nigdy wcześniej, nie zapoznane uczucie, które wierciło mi w nim dziury i zaciskało gardło, lecz w dziwnie przyjemny sposób. Cała dygotałam. Nie miałam pojęcia, jak Hazz może zareagować. Mógł się na mnie obrazić, nakrzyczeć lub przyjąć to jako nic szczególnego. Niespodziewanie wybuchł niekontrolowanym śmiechem, turlając się po piasku. Przez chwilę obserwowałam go oniemiała. Kolejno, rechot Styles'a stał się zaraźliwy i mi się udzielił. Kompletnie się rozluźniłam, choć przyjemne wibracje ze mną zostały. 
- Julia, luz. Przecież się nic nie stało - ułożył rękę na moim ramieniu, gdy się uspokoiliśmy. Zajrzał mi głęboko w oczy, jakby chciał zajrzeć mi w duszę. Nawet nie zdawał sobie sprawy do jakiego stanu mnie wprowadzał przez jedno, przelotne spojrzenie. Kiedy utrzymywał mnie w takim stanie przez dłużej niż 10 sekund, co zdarzało się często, czułam jakby czas się zatrzymywał. Jakbyśmy byli tylko my. Nic innego się nie liczyło. Nigdy wcześniej nic takiego mnie nie spotkało. Przysięgam, żaden z mężczyzn, których spotkałam, tak na mnie nie działał. Przy Haroldzie wydawałam się sobie lepsza i ważna dla kogoś, taka wyjątkowa. Traktował mnie jak księżniczkę, którą nigdy nie miałam okazji się poczuć. Każda mała dziewczynka o tym marzy, a mnie to się działo. Nie mogłam się nadziwić jaki miał na mnie wpływ. Wciąż powtarzał jak nieodpowiednią mam o sobie opinię. Powoli zaczynałam wierzyć w słowa zielonookiego i posiadać większą pewność siebie. Prawił mi komplementy, lecz nie te z fałszywych. Starał mi się pomóc, co wydawało mi się piękne. Nie czynił tego z litości, ale z potrzeby. Miał takie dobre serce ... Zaskakiwał mnie niemal codziennie. Znikał w głębi lasu i nigdy nie zdradzał dlaczego nie wracał przez tyle czasu. Bywał otwarty, momentami tajemniczy. Lubił zachowywać się jak grzeczny chłopczyk, innymi razy zgrywał groźnego. W każdym wydaniu podobał mi się tak samo.  Co by tu dużo opowiadać ~ zauroczył mnie. 
- Emm ... - zrozumiałam na ile czasu zapatrzyłam się w ślepia Hazz'y, więc spuściłam głowę. - Po prostu nie chciałam - wykrztusiłam cokolwiek, aby nie podtrzymywać niezręcznej atmosfery, którą rozpoznawałam tylko ja. 
- Zdarza się - puścił mi oczko. - Idę się przejść - oznajmił. Wstał i zniknął z pola mojego widzenia. Nigdy nie pytał o to, czy nie chcę do niego dołączyć. Stwierdziłam, że potrzebuje czasu dla siebie. W końcu, z dnia na dzień trafił na bezludną wyspę, z obcą dziewczyną. Potrzebował momentu oddechu od przebywanie ze mną. Ja także lubiłam pobyć wtedy trochę sama. Spacerowałam wtedy po skałach, przy morzu, śpiewając piosenki które tylko przychodziły mi do głowy. W domu zawsze śpiewałam smutne ballady o rozstaniach i bólu, jaki spotyka kobiety. Odkąd kiedy trafiłam na wyspę, zaczęłam nucić miłosne melodie, które wprawiały mnie w jeszcze lepszy nastrój. W ogóle nie przejmowałam się swoim ubiorem i włosami, których nie czesałam od kilku dni porządną szczotką. Zwyczajnie byłam szczęśliwa. Początkowo, obwiniałam o to wolność, jakiej wcześniej nie posiadałam. Z czasem zrozumiałam, że to nie o to chodzi ... 
- Juls? - odezwał się Harry. Siedzieliśmy własnie przy ognisku na środku plaży obok siebie, obserwując spokojną wodę. Wciąż miałam na sobie jego koszulę. Co zabawne, nie traciła swojego pięknego, męskiego zapachu, pomimo wszystko. Harold używał ślicznych perfum, jakie w pewny sposób odwzorowywały jego charakter i charyzmę. 
- Tak? - znów zatrzymałam swe niebieściutkie ślepia, na tych cudownych zielonkach. Wciągałam się coraz bardziej w tego faceta, choć starałam się hamować. Oh, ile razy ... Za każdym przypadkowym, bądź " przypadkowym " (rozumiecie), zbliżeniu miałam ochotę posunąć się krok do przodu, ale wolałam najpierw przekonać się czy on czuje to samo. Nie mogłam decydować za nas oboje. Nie miałam pojęcia czy coś do mnie czuje i czy ma zamiary względem mojej osoby. 
- Masz ochotę wziąć kąpiel? - zapytał z powagą. 
- Ale jak? - nie zrozumiałam. 
- Spokojnie, nie nago - zaśmiał się. Nie potrafiłam nie odwzajemnić chichotu. Wygląda tak przystojnie w blasku płomieni ... Julia stop! - w głowie rozgrywałam jedną, ze swoich najbardziej zaciętych walk wewnętrznych. 
- Okej ... - przeciągnęłam skrępowana.
- W bieliźnie lub ubraniach, jeżeli chcesz. Po prostu mam ochotę popływać. Dołączysz do mnie? - w jego policzkach wydrążyły się dołeczki, dodające brunetowi słodkości. Zerknęłam na ocean rozciągający się za jego plecami. Zastanowiłam się moment. 
- Ttak - zająknęłam się. Przełknęłam głośno ślinę, kiedy szłam za lokatym do wody. Na samym brzegu zdjął koszulkę i spodnie. Zamoczył się po kolana i odwrócił do mnie twarzą. 
- Wchodzisz? - zapytał rozradowany.
- Harry, bo ja chyba ... - zawstydzona dukałam, modląc się w duchu o pomoc. Nie mogłam wykrztusić słowa. Przypuszczałam, że nie skończy się to dobrze ...




Hejka! Wybaczcie, że dzisiaj tak ślamazarnie ze mną ;) Jestem już i oto rozdział, mam nadzieję, że nie taki zły ;) No to, pojawiło się Made in the A.M :D Przyznam, że płyta piękna <3 Brak słów ;) Chyba najbardziej ( prócz Dmd i Perfect ) podoba mi się WTWYAS oraz EOTD =^.^= A wam? Piszcie ;)
 Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

czwartek, 12 listopada 2015

Little Sweet Angel 78



- Michell, on chciał popełnić samobójstwo - wyrecytował to jak najszybciej. Słowa ciemnookiego obiły się echem w mej głowie. Nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam. Miliard myśli nawarstwiło mi się w sekundę ... Dlaczego? Dlaczego chciał to zrobić?! 
***
-
Co?! - wydukałam oniemiała. Spojrzał na mnie niepewnie.
- Tak, Luke chciał podciąć sobie żyły ... Przynajmniej tak mi się wydaje - jęknął zagubiony. Przełknęłam głośno ślinę.
 - Jak to ci się wydaje? - zapytałam, starając się zachować spokój. Kiedy tylko wyobrażałam sobie jak mogło się to skończyć przechodził mnie dreszcz. Gdybym straciła brata, prawdopodobnie, sama bym ze sobą skończyła.
- Tamtego dnia z chłopakami chcieliśmy wspierać Luke'a i wpadliśmy do was. Uznał, że jest głodny, więc udał się do kuchni. Zniknął na jakieś 20 minut, więc postanowiłem sprawdzić o co chodzi - Calum zaciął się na moment. Widać było, że nie łatwo mu to przychodzi. Lecz nie do końca wiedziałam, czy chodzi o samą wiadomość do przekazania, czy o to, że skierowana była do mnie. - Kiedy znalazłem się w pomieszczeniu, Luke siedział nad przygotowanym jedzeniem z nożem w ręku. Obracał go, dokładnie się mu przyglądając. Dotykał ostrożnie ostrza i skupiał uwagę tylko na nim. Wyglądało to niepokojąco ... Kiedy zapytałem co robi, ten wyparł się moich wszystkich podejrzeń i wciąż twierdzi, że po prostu się zamyślił i nie miał zamiaru zrobić sobie krzywdy. Postanowiłem nic nikomu nie mówić, ale martwię się o niego i stwierdziłem, że jesteś jedyną osobą, która może mu pomóc i dowiedzieć się czegokolwiek - wyrecytował. Przymrużyłam oczy analizując wszystko co doszło do moich uszu. Wydawało mi się to nieprawdopodobne. Nie mogłam uwierzyć, że Lukie posunąłby się do takiego czynu. Musiałam z nim o tym pogadać. 
- Hood, dzięki, ale teraz będę się martwiła i nie mogła zasnąć - warknęłam poirytowana. Calum nigdy nie słynął z dobrego wyczucia czasu. Zawsze paplał głupoty w nieodpowiednim momencie, ale w tamtej chwili przesadził. Nie dość, że i tak nie przesypiałam każdej z nocy, to musiał dodać swoje pięć groszy.  Kiedy by się tak dłużej zastanowić, to żaden ze znajomych mojego brata nieszczególnie odznaczał się delikatnością. 
- Przepraszam, ale nie mogłem już wytrzymać - westchnął. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. - Michell! Wiesz, że tego nie lubię! To okropne! - piszczał jak dziewczyna. Przynajmniej tym poprawił mi humor. 
- Dobra, idę spać - oznajmiłam klepiąc go lekko w ramię. 
- Dobranoc - odezwał się cicho.
- Pa - zniknęłam za drzwiami sypialni. Ułożyłam się pod pościelą i starałam zasnąć. O dziwo, magicznym sposobem, udało mi się to. O poranku zbudził mnie trzask frontowych drzwi. Nie specjalnie się tym przejęłam, nawet nie otworzyłam oczu. Dopiero kiedy usłyszałam charakterystyczny akcent Harold'a, rozbudziłam się w stu procentach. Natychmiast znalazłam się w pozycji siedzącej z szeroko otwartymi ślepiami. Zwróciłam głowę ku drzwiom od pokoju i zerwałam się z łóżka. Nie wiedziałam co zrobić. Nie mogłam wyjść. Wtem dowiedziałby się o moim kłamstwie. Pomyślałby, że unikam kontaktu z bliskimi, a zwłaszcza z nim. W pewnym sensie tak było, ale nie w dosłownym znaczeniu. Przez dłuższy moment wahałam się co uczynić. Nie znajdywałam wiele opcji do wyplątania się z tej, nie lada, stresującej sytuacji. Cała się trzęsłam.  Postanowiłam podsłuchać rozmowę. 
- ... Wpadłem po skrzynkę dla pana Robinson - mówił zielonooki.
- Em ... Jasne, są w GOŚCINNYM - wiedziałam, że Cal celowo podkreślił to słowo. Moje serce na moment się zatrzymało. - Zaraz ich poszukam, są w SZAFIE - znów postawił nacisk na słowo, które miało mi pomóc. Szybko podbiegłam do łóżka. Natychmiast się pod nie wsunęłam. Modliłam się, żeby mnie nie zauważył. Tylko ... Cholera! Zostawiłam komórkę na szafce nocnej! Wyciągnęłam rękę, aby złapać za urządzenie. Jednak nie udało mi się i telefon spadł na panele. Jak na złość, w tamtej sekundzie obaj znaleźli się w sypialni. Szybko schowałam kończynę jak najciszej odsuwając się od krawędzi łoża. 
- Chyba coś spadło - dotarł do mnie ton Harolda. Wstrzymałam oddech, gdy obserwowałam jak podąża w moim kierunku i schyla się po urządzenie. Nie mógł mnie zobaczyć. Wszystko by się skomplikowało ...




Hejka! Dzisiaj wbijam do Was kochani z takim oto rozdziałem ;) Mam nadzieję, że nie jest taki zły i da się czytać ;) JUŻ JUTRO premiera Made in the A.M <3 Ale jestem zachwycona, że wszystkie piosenki będą dostępne =^.^=
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

środa, 11 listopada 2015

Uninhabited 11

Zamilkła kompletnie odlatując na mojej klatce piersiowej. Zasnąłem. Czułem się wspaniale leżąc u jej boku. A poranek? - uuuu... Intensywny...
***
Już świtało. Na klatce piersiowej czułem ruchy Julii i słyszałem jej pomrukiwania. Oznaczało to, że się budzi. Chwilę potem podniosła się z mojego torsu i przeciągnęła się, ziewając. Mimo, że miałem zamknięte oczy, to niemal widziałem jej minę, gdy spojrzała na mnie. Szybko odsunęła się ode mnie.
- Co do cholery?! - krzyknęła. Moje powieki powoli powędrowały ku górze. Mozolnie podniosłem się do siadu.
- Kręciłaś się w nocy i sama się na mnie ułożyłaś - odpowiedziałem ze spokojem. Z twarzy dziewczyny zaczęła znikać irytacja, a wymalowało się na niej zakłopotanie. Rumieniec natychmiast wstąpił na poliki blondynki. Przykucnęła i usiadła na swoich, zgiętych nogach. Zerwała ze mną kontakt wzrokowy, aby przyglądać się dokładniej ziemi.
- Boże ... Tak strasznie cię przepraszam, nie chciałam - zestresowana bawiła się palcami. Wyglądała tak cholernie pociągająco ... Długie, blond włosy opadały po obu stronach ciała niebieskookiej, blask w pięknych ślepiach oświetlał mój dzień, pełne usta prosiły się o pocałunek, a ciało eksponowało się perfekcyjnie, w sumie jak zawsze. Powstrzymywałem się, aby nie uczynić czegoś głupiego. Nie dość, że fizycznie stanowiła mój ideał, to jej charakter i wiedza mnie zdumiewały. Pragnąłem zostać dla niej kimś więcej niż przyjacielem. Chciałem stanowić opokę Julii, miłość jej życia. Marzyły mi się spędzone z nią lata, rodzina, dzieci, dom ... Jednak, musiałem się hamować.
- Spokojnie, przecież to nic takiego - ułożyłem dłoń na jej ramieniu, aby dodać otuchy blondynce. Podniosła głowę i uśmiechnęła się nieśmiało.
- Dzięki - odetchnęła. - I wybacz, że cię obudziłam - zachichotała. Jak ja uwielbiam ten śmiech ... Stop! Uspokój się, kretynie! - karciłem się w myślach. Powiem szczerze, bałem się, iż dziewczyna zorientuje się co do tego, jak bardzo mnie podnieca. Rozumiecie ... To nie zależało do końca ode mnie.
- Nic nie szkodzi - machnąłem ręką. Powstałem i pomogłem towarzyszce uczynić to samo. Zabraliśmy się do szukania jedzenia i samego spożycia go.
* Oczami Niall'a
- Czemu wy do cholery nie zaczniecie tych popieprzonych poszukiwań?! - darła się Taylor. Trzymałem ją w powietrzu, a ta wyrywała się machając rękami i nogami w kierunku kierownika rejsu. Biedak chyba zaczynał się jej bać. Fakt, nie była za wysoka i jak wiatr zawiał to niemal latała, ale moc w agresji to miała. Bardzo mi się podobała. A jej temperament, wręcz odpowiadał. Od trzech dni nie zaczęli szukać naszych przyjaciół, a to dlatego, że najpierw był sztorm, a później brakło ludzi do akcji, gdyż podczas niesprzyjających dni, jeżeli chodzi o pogodę, wydarzyło się kilka dużych wypadków. To było bez sensu. W stu procentach zgadzałem się z Tay, lecz wiedziałem, że agresja nic nie pomoże.
- Taylor - westchnąłem do jej ucha. Przestała wierzgać, więc mogłem ją odstawić.
- ... - mężczyzna po raz milion setny wyrecytował powody, dla których nie mogą nam pomóc. Brunetka tupnęła nogą i odeszła od faceta.
- Niech pan coś wymyśli, bo ona w końcu wybuchnie i nie dam rady jej utrzymać - zupełnie w dobrej intencji, poinformowałem kierownika. Skinął głową, cały czas trzęsąc się. Kolejno pobiegłem za Taylor.
* Oczami Julii
- ... Boję się, że nas nie znajdą - wyznałam.
- O to się nie martw, Nialler na pewno o nas walczy - żartobliwie rzekł.
- Serio? To ty chyba nie widziałeś Tay w akcji! - wybuchnęłam śmichem.
- Powiadasz? - zdziwił się.
- Serio, taka pchełka, a strongmen'a by powaliła na ziemię - zapewniałam.
- Wow, w takim razie lepiej z nią nie zadzieram - uniósł ręce, w geście obronnym. - Jeszcze mi łeb ukręci - zażartował.
- Lepiej nie sprawdzaj - puściłam do chłopaka oczko.
- Nie mam zamiaru - przyznał.
- I dobrze - zgodziłam się przechodząc nad leżącym na piasku chłopakiem. Jednak kiedy już prawie byłam za nim, potknęłam się o jego nogę i opadłam na jego tors. Nasze twarze niemal się stykały. Zaskoczona wpatrywałam się w oczy Harold'a. W brzuchu poczułam tak zwane motyle...




Hejka! Przepraszam, że tak długo mnie dziś nie było ;) Ale jestem i mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

wtorek, 10 listopada 2015

Save me 6

- Loui? - odezwałam się leżąc na nagim torsie niebieskookiego.
- Tak? - spojrzał na mnie z troską.
- Czy jesteś w stanie powiedzieć mi co będzie dalej? - zapytałam nieśmiało. Brakło mi pomysłu. Mimo, że właśnie współżyliśmy seksualnie, to nie dawało mi to stuprocentowej odpowiedzi na to co nastanie w przyszłości.
- ... - to co powiedział... Po prostu się nie spodziewałam...
***
- Wrócisz tu i wszystko się zmieni. Będę was kochał i traktował lepiej niż robiłem to wcześniej, jeśli to w ogóle możliwe. Będziecie moim całym światem i nikomu nie dam was skrzywdzić. Uwierz mi, że kochałem cię od zawsze i cieszę się, że w końcu do tego doszło. Będę najlepszym ojcem jakim tylko dam radę się stać - ucałował moje czoło.
- Wystarczy, że się nie zmienisz - wyszeptałam przykładając usta do nagiego torsu bruneta. Uśmiechnęłam się delikatnie i przymknęłam oczy. 
*Oczami Louis'a
Po dwóch dniach wszystkie rzeczy moich księżniczek powróciły na miejsce. Czułem się wspaniale. Pozostał jeszcze jeden szczegół do wypełnienia. Nie wiedziałem, jak mała przyjmie informację, o tym, że jestem jej tatą i, że jesteśmy razem z Acris. Nadszedł ten moment.
- Adley - zaczęła Cris. - Chcielibyśmy ci coś powiedzieć - zestresowana wydukała. Siedziałem tuż obok. Ująłem jej dłonie i posłałem podtrzymujące na duchu spojrzenie. Brunetka siedziała na przeciwko na nas i obserwowała każdy nasz ruch.
- Spokojnie - wyszeptałem. Wzięła głęboki oddech i kontynuowała.
- Boo Bear to twój tatuś - oznajmiła. Niebieskooka wpiła swój wzrok we mnie. Wydawała się zaskoczona, ale jej mina nie pozwalała pozostać mi pewnym. Zauważyłem, że w oczach dziewczynki pojawiły się łzy. Niespodziewanie wstała i zaczęła biec w moim kierunku. Szybko zareagowałem. Padłem na kolana. Ad wpadła w moje ramiona płacząc.
- Już nie będziesz moim Boo Bear? - zapytała przestraszonym głosem. Odsunąłem ją od siebie tak, aby ująć twarz sześciolatki w dłonie.
- Oczywiście, że będę. Zawsze, ale jestem też twoim tatą - rzekłem wzruszony. Pocałowała mnie w usta delikatnie, co robiła rzadko, ale zawsze w porę.
- Cieszę się, że jesteś moim tatą. Nie chciałabym innego w całym świecie - powiedziała. Moje serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Jeszcze nigdy nie czułem aż takiego przypływu miłości na raz. Usiadłem i wziąłem sobie córkę na kolana. Córkę - jak to pięknie brzmi . 
- Adley, jesteśmy twoimi rodzicami i jesteśmy razem. Dużo się zmieni - odezwała się Acris. Dziewczynka wymieniła spojrzenie, najpierw ze mną, później z matką. Wzrok jej przepełniony był niepokojem oraz niepewnością. - Będziemy spali razem i całowali się i trzymali za ręce... - źrenice brunetki się powiększyły.
- Blee - skrzywiła się. Zaśmiałem się cicho.
- Jak to blee? Jak to blee, maluchu? - Cris zaczęła łaskotać Ad, a ta słodko chichotać. Nie wierzyłem w to jakie szczęście mnie spotkało. Miałem ukochaną, dziecko i dom. W pracy się układało i nie mogłem narzekać na brak pieniędzy. Życie zaczęło mi się po prostu układać.
* Wieczór
- Boo Bear ... - do kuchni weszła, ubrana w uroczą piżamkę Adley. Miała mokre włoski opadające po obu stronach jej ciała. Podbiegła do mnie, a ja ją podniosłem.
- Hmm? - mruknąłem.
- Zrobisz mi musli? - zapytała.
- Z jogurtem malinowym? - zaproponowałem.
- Tak! - krzyknęła zadowolona.
- Ciszej, dzieci - do pomieszczenia wkroczyła rozbawiona Cris. - Jest już późno, a ty młoda damo miałaś już lecieć do łóżka - zwróciła się do małej.
- Mamuś! Ale ja jestem głodna - jęknęła Adi.
- No dobrze, dobrze - zachichotała blondynka. - Ja lecę pod prysznic - oznajmiła całując nas w poliki.
- Zostaliśmy sami - zabawnym głosem stwierdziłem. Mała zaśmiała się radośnie. Posadziłem brunetkę na blacie i zacząłem przygotowywać posiłek dla malutkiej, komentując swoje poczynania zmieniając swój ton. Świetnie się bawiliśmy. Kiedy płatki były gotowe usiadłem z córką przy stole i obserwowałem jak wcina musli. Widziałem jak bardzo staje się zmęczona. Przy końcówce praktycznie zasypiała. Wciąż pocierała oczy i ziewała. Gdy skończyła zaniosłem ją do łóżka, przeczytałem bajkę. Pocałowałem moją śpiącą królewnę w czoło i wyszedłem z uśmiechem. Trafiłem do toalety i się odświeżyłem. Z jeszcze mokrą czupryną udałem się do sypialni, gdzie zastałem czytającą książkę Acris. Wskoczyłem na miejsce obok, aby zaraz ucałować jej odkryte ramie. Miała na sobie atłasową, czarną koszulę nocną ze złotymi wstawkami przy dekolcie. Wyglądała niesamowicie seksownie. Nie będę zdradzał jak bardzo pobudzała moje zmysły. W sumie działała tak na mnie nawet w swetrze swojej babci i niedbałym koku. Niesłychane jak musiałem się hamować, aby nie zrobić czegoś niestosownego, zanim wyznaliśmy sobie miłość. Mogłem być z siebie dumny. Przyznam, że nie znałem piękniejszej i bardziej pociągającej dziewczyny. Uznawałem się za cholernego szczęściarza będąc jej partnerem. Powoli zszedłem z pocałunkami do samej dłoni i tą samą drogą w górę, przez szyję, aż do ust. Pragnąłem, aby tamten czas nigdy nie minął. Oby nic tego nie zepsuło...



Hello! Mam nadzieję, że rozdział nie taki zły ;) Album chłopaków przesłuchany? - Ja nie wytrzymałam i się skusiłam =^.^= I powiem, że niesamowity! Olivia i I want to write you a song ~ KOCHAM! <3 A jak Wam się podobają?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Little Sweet Angel 77

- Bóg popełnił kilka błędów w tworzeniu świata - odezwałam się.
- Nie prawda. To my pomyliliśmy się w jego rozwoju. To zależy już tylko od nas - bezsilnie się uśmiechnął. - Zawsze jest kilka wyjść i dla każdego przypisana jest jakaś historia. Jeden wybór - jedna, drugi - druga - wyrecytował. - Trzeba wierzyć w siebie, bo to jedyna osoba, która może ci pomóc. Uwierz, nawet najbliżsi nie podejmą za ciebie decyzję - zerknął na mnie. - Oni szybko odchodzą, my też odejdziemy i będą po nas cierpieć. Dlatego powinniśmy doceniać dzisiaj i ich obecność, bo niebawem może stać się nieobecnością... - rzekł i tak po prostu wstał i odszedł...
***
Wpatrywałam się w przestrzeń, w której kierunku podążał. Zamyśliłam się. Tak fascynująca osoba właśnie wymieniła swoje poglądy, w pewnym sensie mnie naprawiła i zwyczajnie opuściła mnie - układałam to sobie po kolei w głowie. Niespodziewanie zza tego samego rogu wyskoczył Calum. Natychmiast się ocknęłam. Szybko ostygłam z podniecenia. No tak, zapomniałam, że zawsze wracał późno od nas właśnie tą drogą. A ja głupia musiałam znaleźć się właśnie na tej ścieżce! Chciałam się gdzieś schować, ale musiałabym przebiec mu przez drogę i to pod latanią, więc nie miałam szans. Pozostało mi tylko bardziej schylić się za dębem, z nadzieją, że mnie nie zauważy. Tak, na pewno... Przecież mi się nigdy nie udaje. 
- Michell? - przechylił głowę, aby lepiej mnie widzieć. Zacisnęłam powieki i przeklęłam pod nosem. - Co ty tu robisz? - zapytał już mniej spokojnie. Wstałam i ze spuszczoną głową do niego podeszłam.
- Jestem na spacerze - odpowiedziałam jak najpewniej, aby nie zauważył, że kłamie. Choć w pewnym sensie tak nie było. W końcu to był spacer, tylko taki całonocny i w jednym miejscu. Czy to się liczy? Po jego minie wywnioskowałam, że nie uwierzył. 
- A tak na poważnie? - warknął niezadowolony zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Oj, chciałam pobyć trochę sama, a w domu nie mam spokoju... Błagam, nie mów o tym Luke'owi ani nikomu - spojrzałam na niego proszącym wzrokiem. Przypuszczam, że wyglądałam jak dziecko ze złożonymi, jak do modlitwy, dłońmi, wysuniętą wargą i zaszklonymi oczami. Przyznam, że Cal nigdy mi nie odmówił. Wiedziałam, że się zgodzi. Choć fakt, iż się o mnie martwił... Wzbudzał we mnie uczucie bliskie co do niepewności. Przez paręnaście sekund wpatrywał się we mnie, jakby walcząc z myślami, kolejno przewrócił teatralnie tymi swoimi ślepiami niedźwiedzia i się zgodził.
- ... Ale wracasz ze mną do mojego mieszkania - postawił warunek. Westchnęłam niezadowolona, tupiąc nogą. Taaak... Bardzo dorosłe - analizowałam swoje poczynania.
- Dobra - jęknęłam. Po kilkunastu minutach spaceru trafiliśmy do niewielkiego mieszkania Hood'a. Jak zwykle dał mi wielką koszulkę z logiem swojego ulubionego rockowego zespołu, bokserki, a do zestawu moje długie skarpetki za kolana, które od dawna spoczywały na dnie jego toaletowej szuflady. Udostępnił łazienkę oraz niewielki pokój gościnny. Kiedy odświeżona i przebrana weszłam do salonu, na stoliku już czekała na mnie gorąca czekolada z masą bitej śmietany, karmelu oraz wiórek kokosowych na wierzchu. Uśmiechnęłam się delikatnie na ten widok i zajęłam miejsce na  fotelu, który był zawieszony na dużym łańcuchu umocowanym klamrą przy suficie. Calum zajmował miejsce tuż obok, na skraju sofy. Cisza panowała w pomieszczeniu, które oświetlała tylko niewielka lampka za nami. Złapałam nasz ulubiony napój. Stuknęliśmy się kubkami i ze śmiechem napiliśmy się czekolady. Bita śmietana pozostawiła po sobie ślad nad naszymi ustami, przypominający wąsy, co rozbawiło nas jeszcze bardziej. Po chwili chichotów zapadła cisza i to ta z najgorszych... Ta smutna cisza, taka grobowa. Oboje myśleliśmy o tym samym. W sumie ciężko było o tym nie myśleć. Po chwili się odezwałam.
- Myślisz, że tak po prostu miało być? - odezwałam się niepewnie, spoglądając na chłopaka. Zastanowił się przez moment.
- Tak - odpowiedział. - Według mnie nic nie dzieje się bez powodu - rzekł. 
- Nie wierzę, że już nigdy jej nie zobaczę ... - wyznałam. - Nie usłyszę jej śmiechu - kontynuowałam. - Nie posmakuję jej naleśników ... Nie powiem, że ją kocham ...- tempo wpatrując się w ścianę mówiłam. Chyba brakło mi łez, gdyż żadna nie opuściła swoich ram. W sumie, dopiero wtedy zaczęło do mnie dochodzić co się stało. Zaczęłam rozumieć, że taka jest kolej rzeczy. Te szepty wciąż błąkały się po mojej głowie. Nie chodzi o takie, jakbym łączyła się z zaświatami, ale takie myśli, które przychodzą, lecz wydają się jakby nie własne. Takie ... Wycięte z kontekstu. 
- Michi, błagam ... Wiem, że to bardzo trudne i znam to uczucie z dwojoną siłą. Uwierz, że to minie. Kiedy ludzie, którzy cię kochają są obok, to jest na pewno łatwiej ... Wy mi pomogliście i byliście przy mnie, ja mam zamiar być przy was - zbliżył się do mnie i ucałował moje czoło. Uniosłam kąciki ust z brakiem sił. To prawda. Kiedy Cal miał 16 lat, jego rodzice wyjechali na 20 rocznicę ślubu do Nigerii. Tam zostali zamordowani, a Hood nigdy nie dowiedział się za co stracił rodziców. Owszem, był w pół żywy, ale udało się nam go wyciągnąć z dołka. Resztę już znacie. 
- Dziękuję Cali - nazwałam go pieszczotliwie. Po kilku minutach powrócił do rozmowy.
- Mich, mam ci coś do powiedzenia - oparł łokcie o uda nie puszczając kubka. 
- Tak? - spojrzałam na niego czekając na dalszy ciąg. 
- No bo ... Wiem, że to bardzo trudne dla waszej trójki i reszty rodziny, ale Luke poważnie sobie z tym nie radzi ... On ... - jąkał się zestresowany Calum. 
- Spokojnie - wyszeptałam dla otuchy, łapiąc za ramię bruneta. Nie wiem czy to możliwe, ale wydawało mi się, że czułam bardzo szybki puls chłopaka. 
- Michell, on chciał popełnić samobójstwo - wyrecytował to jak najszybciej. Słowa ciemnookiego obiły się echem w mej głowie. Nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam. Miliard myśli nawarstwiło mi się w sekundę ... Dlaczego? Dlaczego chciał to zrobić?! 



Hejka! Dzisiaj witam Was z takim rozdziałkiem ;) Mam nadzieję, że nie taki zły i da się czytać :3 A tak w ogóle, to słyszeliście już " End of the day " ? :D Według mnie BOSKA! <3 Zakochałam się :) I jeszcze przypomniało mi się, kiedy Harry wciąż powtarzał " At the end of the day! " :) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 
P.S. Gdyby ktoś jeszcze nie słyszał EOTD :) ---> KLIK
TEKST ---> KLIK