Z dołu dobiegł do mnie głos Felicii. - Wychodzę nudziaro! - krzyknęła, a serce zatrzymało mi się na moment. Po tych słowach rozległ się tylko trzask frontowych drzwi, wtem zapadła ta cholernie niepokojąca cisza, nie zwiastująca nic dobrego ...
***
Moje ciało zesztywniało. Miałam dość nieprzerwanego strachu. Postanowiłam udać się jak najdalej domu i wrócić z kimś kto ewentualnie nie pozwoli mnie skrzywdzić. Przy każdym moim kroku podłoga wydawała skrzyp, który cholernie przypominał mi jak bardzo jestem zaniepokojona. Złapałam za swoją komórkę, klucze oraz szarą bluzę, którą szybko narzuciłam na siebie. Na stopy wyłożyłam białe trampki przed kostkę. Otworzyłam okno i złapałam się drabiny, przymocowanej do ściany domu. Pospiesznie zaszłam na ziemię i ruszyłam do drzwi frontowych, aby je zamknąć. Niemal przeskoczyłam przez ogrodzenie i zaczęłam biec w kierunku przystanku, na którym miał mnie zastać autobus prowadzący do mieszkania Liam'a.
Liam to mój starszy o dwa lata przyjaciel. Nasze matki znały się jeszcze z czasów liceum, a więc od małego mieliśmy ze sobą do czynienia. Dobrze się rozumieliśmy i często rozmawialiśmy na wszelkie tematy. Jednak odkąd poszedł na studia, kontakt się nam pogorszył. Oczywiście wciąż pisaliśmy, ale jednak nic nie zastąpi spotkań. Stwierdziłam, że tamten moment był idealny na niezapowiedzianą wizytę. Wolałam nie wspominać o zaistniałej sytuacji, gdyż nie raz przerabiał ze mną podobne sytuacje. Cóż, Li podchodził do tego sceptycznie i nie starczało mu już energii na moje wymysły.
Liam był moim totalnym przeciwieństwem. Ja od zawsze obawiałam się tego co może czekać za rogiem. Owszem, mimo to się nie zatrzymywałam. Jednak wciąż nosiłam w sobie strach. Chłopak natomiast, nigdy nie należał do bojaźliwych. Od dziecka był nieustraszony i zawsze pakował się przez to w tarapaty, z których musiałam go wyciągać jak przystało na przyjaciółkę. Działało to w obie strony. Zawsze mnie bronił. Kiedy sobie nie radziłam, kiedy ktoś mnie nękał ~ walczył o mnie. Parę razy widziałam jak włada nad nim agresja, a jego oczy wypełnia niepokojąca iskra. Momentami wydawał się niebezpieczny. Jednak wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie. Zawsze bałam się, że źle wykorzysta swoje umiejętności i wda się w nieodpowiednie towarzystwo. Ale natychmiast odpędzałam od siebie te bzdury.
Choć nasze relacje od zawsze należały do bliskich, to nigdy nie doszło do czegoś więcej niż całus w polik z okazji urodzin. Za co oczywiście dziękuję Bogu.
Przez cały maraton czułam się obserwowana. Parę razy sprawdzałam czy ktoś mnie nie śledzi, ale nie spotkałam się z nikim za swoimi plecami. Stwierdziłam, że zaczęła dręczyć mnie paranoja. Nie wierzyłam w to, że ktoś rzeczywiście mógł znaleźć się w moim domu. Jednak wszystko na to wskazywało, więc musiałam zacząć przyswajać tę myśl. Wzbudzało to we mnie przerażenie. Z drugiej, zaś strony zastanawiałam się dlaczego ten KTOŚ nie skrzywdził mnie od razu i dlaczego się nie ujawnił choć miał wiele okazji. Zastanawiałam się czego KTOŚ mógł ode mnie chcieć
Wsiadłam do autobusu, który miał przetransportować mnie pod kamienicę Payne'a. Kupując bilet u kierowcy, zauważyłam, że jakiś mężczyzna wbiega do środka. Czekając na wydanie biletu, przyjrzałam się postaci. Nieznajomy nosił czarną bluzę, której kaptur spoczywał na jego głowie, zakrywając większość twarzy. Do tego miał na sobie ciemne jeansy i czerwone Jordany. Zajął miejsce na samym końcu busa. Nie odsłaniał twarzy, jakby bał się ujawnić.
- Panienko ... - z transu wywiódł mnie głos kierowcy. Odebrałam bilet i grzecznie podziękowałam. Postanowiłam zająć miejsce stojące, aby móc obserwować chłopaka. Miałam głupie wrażenie, że to on mnie śledził. Usprawiedliwiało go jedynie to, że nikogo za sobą nie widziałam. Te przypuszczenie odpychałam od siebie, aby mój puls w końcu się unormował. Po co ktokolwiek miałby mnie śledzić? Po jakimś czasie odsunęłam od siebie rozprawianie na ten temat. Zbliżał się mój przystanek. Kiedy pojazd się zatrzymał, natychmiast wysiadłam z niego. Odwróciłam się kontrolnie. Ten mężczyzna ... szedł za mną! Wtem, ponownie, wpadłam w panikę. Starałam się wyjaśnić sobie, że to tylko zbieg okoliczności, ale nigdy w nie nie wierzyłam. Przyspieszyłam. Starałam się nie zacząć krzyczeć, ale pojedyncze jęki przerażenia wydobywały się z mych ust. Czułam obecność nieznajomego zaraz za sobą. Z każdym moim krokiem, zbliżał się. Postanowiłam biec, on także. Nie chciałam się odwracać, cholernie tego nie chciałam. Bałam się spojrzeć w rządne, mojego cierpienia, ślepia. Widziałam już bramę prowadzącą do osiedla Li'ego. Popchnęłam masywne; metalowe drzwi i kontynuowałam sprint. Za plecami słyszałam jak wrota ponownie się otwierają. Wydawało mi się, że od biegu odebrało mi oddechu. Drzwi do klatki schodowej chłopaka okazały się być zamknięte. Serce niemal nie wyskoczyło mi z piersi. Szybko nacisnęłam dzwonek do mieszkania Liam'a. Czułam, że zaraz dojdzie do konfrontacji pomiędzy mną, a potworem. Stwierdziłam, że w końcu i tak do tego dojdzie. Niemal czułam chłodny oddech oprawcy na karku. Zacisnęłam powieki. Szybko odwróciłam się tyłem do ściany i się o nią oparłam. Świat wydawał się zatrzymać, nic po prostu się nie działo. Otworzyłam oczy. Jak się okazało ~ nie było tam nikogo. Doświadczyłam ulgi, a jednocześnie niepokoju swoim stanem. Martwiłam się sobą. W tamtym momencie natłok myśli powiększył się jeszcze bardziej. Rozglądałam się jeszcze przez moment po osiedlu, aż na ziemię sprowadził mnie głos Liam'a.
- Halo?
- Em - zająknęłam się. - Li, to ja - wykrztusiłam. Otworzył mi, więc szybko weszłam na klatkę schodową. Dwa piętra w górę i znalazłam się przed drzwiami chłopaka. Starałam się unormować oddech, lecz okazało się to nieosiągalne. Sama nie wiem czy to przez zmęczenie biegiem czy rozhwianie emocjonalne.
- Cześć młoda - przywitał mnie z szerokim uśmiechem, który szybko zniknął z jego twarzy, gdy zobaczył moje przerażenie. - Co się stało? - zapytał, wciągając mnie do środka. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Nie chciałam znów czynić z siebie wariatki, która stanowiłam już dla samej siebie przez wydarzenie sprzed chwili. -Wiesz ostatnio ... Odkąd rodzice wyjechali czuje się tak samotna w domu. Więc pomyślałam, że cię odwiedzę - wymusiłam uśmieszek, aby przekonać bruneta w swoich słowach.
- Aww - przytulił mnie mocno. - A teraz powiedz prawdę - surowo nakazał. Ruszył do kuchni, a ja za nim. Zajęłam miejsce na krześle przy stole. Ciemnooki oparł się o blat, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - No już - poganiał.
- Ja zwyczajnie pokłóciłam się z przyjaciółka i potrzebuję kogoś ... Rozrywki czy coś - rzekłam. Wcześniej nie miałam problemów z kłamstwem i dosłownie nikt nie umiał mnie przejrzeć, ale wtedy straciłam tą umiejętność, gdyż nie ufałam sobie samej.
- To się dobrze składa - zaśmiał się. - Zabiorę cię na imprezę, którą urządza dzisiaj mój kumpel - zarządził.
- Ale ... - wtrąciłam się.
- Coś nie tak? - zmarszczył brwi. Musiałam się zgodzić. Odmową przyznałabym się do kłamstwa.
- Niech będzie - westchnęłam.
- No - wyszczerzył się.
Dzień minął mi szybko w towarzystwie Li'ego. Zniknęło nawet to niemiłe poczucie obserwowania. Przed imprezą dołączyła do nas siostra Payne'a ~ Lizzie. Użyczyła mi swoich kosmetyków, abym mógła zrobić sobie naturalny makijaż. Pożyczyła mi czarne szorty, crop top w tym samym kolorze oraz skórzaną kurtkę. Zatrzymałam swoje białe Converse na stopach i byłam gotowa do wyjścia.
Dom był ogromny, ale ilość ludzi wypełniających go zdecydowanie zmieniejszała przestrzeń. Nie bardzo miałam ochotę na takie towarzystwo, ale musiałam oderwać się od czarnych myśli. Przywitałam kilku znajomych, nalałam sobie alkoholu i zajęłam miejsce na sofie. I znowu czułam na sobie czyjś wzrok, a mój puls ponownie wzrósł. Czułam, że ten KTOŚ tu jest ...
Hej! Wybaczcie długą nieobecność, ale brakło mi weny :'( Mam nadzieję, że ten nijaki rozdział nie jest aż taki zły :// Dziękuję wam za niemal 1000 wyświetleń pod ostatnim postem :) Jesteście wspaniali :3 Oby tak dalej ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Ten KTOŚ prawie wpadł.
OdpowiedzUsuńoN JĄ SLEDZIŁ.
Szkoda, że jaks nie zareagowała...
No nic, czekam na tą imprezę i mam nadzieję,że będzie się działo!
Ps, na sprzedanej jest już kolejny rozdział :)
Oh, czy KTOŚ na pewno istnieje? A może to tylko wymysł? :00
UsuńHehs, przepraszam - musiałam xd
Lece do cb :^
Xx