-Wychodzę!-rzuciłam opuszczając dom. Po dziesięciu minutach stawiłam się na miejscu. Po kilku kolejnych zauważyłam sylwetkę lokatego zbliżającą się ku mnie. Podszedł i ucałował mój polik. Do tego utknęłam w jego objęciach. Robił to tak czule jakbyśmy rzeczywiście stanowili parę.
-Tomlinson przyszedł za mną.-szepnął mi na ucho. Kiwnęłam głową w geście zrozumienia.
-Cześć skarbie.-powiedziałam głośno tak aby wszyscy dookoła słyszeli. Harold złapał mnie za rękę i zaczął spacer. Czułam się dziwnie. Jakbym postępowała bardzo źle robiąc to w ramach zemsty. Szczerze to nie miałabym nic przeciwko gdybyśmy nie grali miłości...
***
-Opowiadaj.-szepnął.
-Chodzi o to, że on mnie wkopał. Rodzice mieli nie być w to wmieszani. Ogólnie myślę, że Louis i Zen knują coś i podejrzewają, że trochę oszukujemy. Najgorsze, że Zaz powiedział o wszystkim mamie, tacie oraz młodemu. Zaprosili cię na kolację. Musimy dać z siebie wszystko. Nie ma opcji, że damy cokolwiek po sobie poznać. Rodzice zabiliby mnie albo chłopaków za to, że pomiędzy nami występują takie akcje. Zgadzasz się?-Cicho wyrecytowałam.
-Jasne, że tak.-Puścił do mnie oczko. Zdziwiłam się, że tak lekko to przyjął. Tylko się cieszyć. Ja natomiast przejmowałam się tym wieczorem.
-Dziękuję. Właściwie to dlaczego Tomlinson za nami łazi?-Ukradkiem zeskanowałam otoczenie.
-Sama powiedziałaś, że coś knują. Cały czas wypytuje mnie na nasz temat i tak dalej. Próbuje się czegoś dowiedzieć, ale jestem ostrożny nie ma się o co martwić.-Przycisnął mnie mocniej. Miałam wrażenie, że ta gra aktorska wcale mu nie przeszkadza. Jakby nie byłoby w tym nic sztucznego. Nagle usłyszałam dzwonek telefonu. Odebrałam.
-Tak?
-Córciu, Zayn właśnie zaproponował restaurację "Classic", co ty na to, aby to tam spotkać się z twoim chłopakiem?-Usłyszałam głos matki. Moje źrenice się rozszerzyły. Ten lokal należy do najbardziej eleganckich w mieście. Co oznacza garnitury, zdobne suknie.
Jeszcze tego brakowało! Nie dość, że miejsce publiczne, gdzie zapewne będą znajomi rodziców, to jeszcze w tak sztywnej restauracji! Nienawidzę brata!-Vivien?-odezwała się ponownie.
-Yyy...Jestem jestem. Tak, może być.-zgodziłam się z wahaniem w głosie.
-Dobrze, to poinformuj Harold'a, że ma być gotowy na 20.00.-Rzuciła i się rozłączyła. Westchnęłam ciężko. Opadłam na pobliską ławkę.
-Co się stało?-Troskliwie zapytał Hazz. Uklęknął przede mną wpatrując się głęboko w me źrenice. Smutno zerknęłam na posturę lokatego.
-Zen stwierdził, że lepiej byłoby spotkać się z tobą dzisiaj w "Classic". Zrobił to specjalnie, bo wiedział, że tam najczęściej spotykają się przyjaciele rodziny, więc wszyscy zobaczą nas razem, aby jeszcze bardziej podkręcić temat.-Schowałam twarz w dłoniach. Niedługo po tym Styles ujął moje nadgarstki i znów odsłonił moją buzię.
-Dlaczego aż tak bardzo się tego boisz? Przecież to twój plan. Tak ma być. Jakby co to "zerwiemy", ale zostaniemy przyjaciółmi. Vivi, proszę cię. Nie denerwuj się tak.-Sama już nie wiedziałam, czy on udawał czy naprawdę się mną przejmował. Nie wyglądał na odgrywającego swoją rolę. Ucałował moje czoło. Ujął moją rękę, pociągnął w górę i ruszył.
-Może i masz rację. Ale ja zwyczajnie boję się konsekwencji.-Wypuściłam powietrze z płuc.
-One day my father told me: Son, don't slip it away...When you get older, your wild heart will live for younger days...He said, one day you'll live this world behind so live a life you will remember...These are the nights that never die...-zacytował słowa piosenki. Zachichotałam na to radośnie.
-Jesteś kochany, wiesz?-Nie mam pojęcia dlaczego, ale przy Harry'm nagle wzięło mnie na dziewczęcość. Wspięłam się na palce i podpierając się o jego ramię cmoknęłam polik zielonookiego.
-Wiem, ale tylko dla ciebie.-Zaśmiał się.
-Nie bardzo rozumiem.-Zmarszczyłam brwi lekko unosząc kąciki ust.
-Dla innych nie zawsze bywam...Miły.-rzekł.
-Dlaczego?-Zdziwiło mnie to. Wyglądał na przyjaznego chłopaka.
-Mam dość trudny charakter. W ogóle nie czuję się tutaj jak u siebie.-Już wcale nie entuzjastycznie powiedział.
-W Doncaster?-dopytałam.
-Nie. Nie chodzi o to miasto. Ogólnie czuję, że jestem inny niż reszta. Jakoś nie obchodzą mnie trendy, mody. Nie podążam za tłumem, nie lubię kiedy się mnie do czegoś zmusza. Zawsze mam własne zdanie. Tylko tyle, że nie wiem czy to dobre. Wtem wszyscy wydają mi się tacy monotonni, jak barany. Zachowujący się tak jak reszta świata tego chce. Nie żyją według własnych zasad, a tych ustalonych przez otoczenie. Traktuję, więc ich tak jak ich widzę. Nie uważam, że powinienem słodzić im za to, że są tacy jak 3/4 społeczności. Nie ciepię przebywać z takimi personami bez wyrazu uważającymi się za nie wiadomo kogo. Uważam, że różnię się od reszty. Wiem, że to głupie, ale..-Wyrecytował to pełen pasji. Wierzył w to co mówi. Jednak przy końcówce ton bruneta przybrał na niepewności.
-Nie. Wcale nie. To nie głupie.-Przerwałam mu bacznie obserwując twarz towarzysza.-Wiesz, że mam dokładnie tak samo. Odpycham ich, bo uważam, że przebywanie z nimi nie odda mi żadnej korzyści.-dodałam.
-Właśnie. Dlatego jestem dla ciebie taki, a nie inny. Wiem, że ty także jesteś wyjątkowa.-Ukazał mi swoje cudowne dołeczki. Odwzajemniłam gest. Wtuliłam się w jego rękę oplatając ją wolną kończyną, a drugą dłonią wzmocniłam uścisk. Spacerem obeszliśmy cały park. W pewnej chwili poczułam jakbym poważnie trwała w związku. Wpadłam na pomysł.
-Zabawię się z naszym ciekawskim Lou. Udawaj, że się do mnie dobierasz.-wyszeptałam. Puścił mi oczko. Doprowadził mnie do drzewa. Nagle przywarł mnie do niego i zaczął całować po szyi. Nie minęła sekunda, a Louis wkroczył z wielkim "Boom". Odepchnął ode mnie zielonookiego. Śmiałam się trzymając kolana. Tommo już chciał grozić Hazz'ie, ale zauważył moje rozbawienie.-Idiota.-parsknęłam chichocząc.
-Jesteście okropni.-Tomlinson rozejrzał się po naszych roześmianych twarzach.
-A ty wścibski. Po co nas śledzisz?-Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Zbliżyłam się do niebieskookiego.
-Daj mi spokój.-Zdenerwowany odwrócił się. Potężnym krokiem kroczył przed siebie. Nie wiedziałam o co chodzi. Pobiegłam za nim każąc zostać Styles'owi w miejscu.
-Dlaczego aż tak cię wkurzyłam?-zapytałam łapiąc go za ramię.
-Bo to nie miało być tak! Rozumiesz! Nie miało być tak!-Tym razem to on mocno zacisnął dłonie na moich barkach...Za mocno. Sparaliżował mnie ból. Krzyczał mi prosto w twarz. Nachylał się nad moją posturą z wściekłą miną. Bałam się go. W moich oczach samoistnie stanęły łzy. Nie miałam pojęcia czemu się tak zachowuje. Nie wierzyłam. Poczułam się taka bezbronna, mała, tycia. Nie poznawałam swojego "brata", to nie był on. Zwykle z natury stanowił dżentelmena. Nie wrzeszczał. Cała drżałam. Jego oczęta zaczęły powracać do swojego naturalnego błękitu. Chyba doszło do niego co zrobił. Znieruchomiał. Wtem pojawił się Harold. Odepchnął Loui'ego ode mnie. Stanął pomiędzy naszą dwójką tak jakby próbował przysłonić mnie sobą. W ślepiach Lou płonęło rozczarowanie, zawód, ale samym sobą. Odszedł ze spuszczoną głową. Nadal tkwiłam w bezruchu. Szok, kompletny. Harry widząc moją reakcję mocno wtulił mnie w swój tors. Wszystko zaczęło się komplikować, a ja już nie wiedziałam co robić, jak to rozwiązać, zachować się. Po prostu nie miałam pomysłu na przyszłość...
Hej! Wybaczcie, że tak późno. Jestem z rozdziałem :)) Mam nadzieję, że się spodoba <3 Imagin dla Karoli się pisze ;) Jutro się pojawi :* Później zajmuję się Ewcią ;33
Teraz z innej beczki. Słyszeliście już o "Nowej aferze" pomiędzy Zen'em, NB oraz Louis'em? Mi brak słów. Jak można bronić kogoś kogo nie zna się tak długo, a nie bronić nas-fanów, tych którzy zadbali o jego karierę? Tych którzy wspierali, trwali, kochali? Nie rozumiem. Tak samo stawiać "nowego kolegę" ponad kogoś kogo zna się od pięciu lat i nazywało się go bratem? Nie wiem co powiedzieć -.-. Tak samo to "...Naszych fanów"- Louis <<3 (respect <3 lots of love) i to-"...Moich fanów..."-Zayn (nie rozumiem, czyli Zayn nie traktuje się jako członka 1D?). Przykro mi, cholernie mi przykro. Nie spodziewałam się tego po Malik'u. Naprawdę starałam się go wspierać, ale teraz już nie wiem co myśleć ;(...Piszcie jakie wasze opinie.
Pozdrawiam
JEDNOKIERUNKOWYCH :*