***
Zastanawiałem się dlaczego ktoś to zrobił. Nie miałem żadnych dużych zatargów. Nie nie składało się w całość, a mnie dręczyły najczarniejsze myśli, jakie można sobie wyobrazić. Usiadłem na podłodze w pokoju Adley z jednym członkiem kolekcji misiów małej. Uśmiechnąłem się delikatnie patrząc na zabawkę. W pewnej chwili zauważyłem, że na łóżku córki brakuje ukochanej lalki Ad ~ "Dolly". Żadko kiedy wynosiła ją z domu, więc natychmiast nabrałem podejrzeń. Wtem nie wiedziałem czy bać się jeszcze bardziej czy cieszyć. Musiały wiedzieć o wyjściu.
- O co tu kurwa chodzi? - zapytałem sam siebie, uderzając głową o ścianę. Miałem ochotę roznieść cały dom. Zrobiłbym wszystko, aby je ocalić. Aby je znaleźć, przeszukałbym cały Londyn, Nowy Jork, czy choćby Tokio. Z bezsilności i niewiedzy, łzy same zaczęły opuszczać moje oczy. Mimo, że to powinno przynieść choć małą ulgę, to płacz wcale nie pomógł. Po jakimś czasie telefon zmusił mnie do uspokojenia się.
- Tak? - odezwałem się.
- Boo Bear! - cienki, roztrzęsiony głosik Adley dobiegł do moich uszu. Moje oczy się rozszerzyły, by dać miejsce kolejnym łzom.
- Adley?! - niemal krzyknąłem do słuchawki - Gdzie jesteś kochanie? - łamiącym się głosem zapytałem. Serce zaczęło bić mi mocniej. Czułem, że dany został mi tylko moment na rozmowę, co przyprawiało mnie o jeszcze większy stres.
- Jestem u ... - po tych słowach rozbrzmiał jedynie sygnał, oznaczający zakończenie połączenia. To tylko pogłębiło moją rozpacz. Rzuciłem komórką o ścianę i schowałem twarz w dłoniach. Cały się trzęsłem. Błagałem Boga, aby oddał mi moje królewny. Wiedziałem, że obie się boją. Kiedy wyobrażałem sobie ten strach w oczach dziewczyn roz
brajało mnie od środka. Wolałem nie myśleć jakie okropieństwa im czynili, by nie popaść w kompletną histerię. Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Leniwie powstałem, starając się uspokoić. Zbliżyłem się do wejścia domu. Uchyliłem wrota. Za nimi ujrzałem średniego wzrostu kobietę o blond włosach.
- Dzień dobry - przywitała się z powagą.
- Witam - odparłem bez wyrazu. - W czym mogę pomóc? - zapytałem. Przez chwilę błądziła wzrokiem po mej twarzy, by kolejno przejść do rozmowy.
- Jestem ciotką Acris - oznajmiła. Natychmiast się rozbudziłem.
- Dlaczego miałbym w to wierzyć? - zapytałem.
- Posłuchaj Louis, nie mamy czasu one są w niebezpieczeństwie, a ja chcę pomóc w wyciągnięciu ich z tarapatów, jasne? - surowo wyrecytowała. Gdy zdjęła okulary przeciwsłoneczne, podczas mówienia, dostrzegłem w jej oczach tą samą iskre determinacji, która spotykałem codziennie w ślepiach Acris. Uwierzyłem jej. Wpuściłem kobietę do środka. Mimo, że nie miałem pojęcia skąd zna moje imię, wie o Adley i o porwaniu, to ufałem jej ... W pewnym sensie. Cris nie utrzymywała kontaktu z rodziną ~ przynajmniej tak twierdziła.
- W jaki sposób ma pani zamiar pomóc? - odezwałem się, podążając za kobietą do salonu.
- Posłuchaj, to nie są żarty. O wielu rzeczach nie wiesz. Nie miej jej za złe tego wszystkiego co starała się przed tobą ukryć, bo robiła to ze strachu przed odrzuceniem - zaczęła.
- O co chodzi? Niech mówi pani jaśniej - poprosiłem zniecierpliwiony.
- Chodzi o to, że Acris pochodzi z patologicznej rodziny. W skrócie mówiąc, matka Acris była moją siostrą. Związała się z alkoholikiem, narkomanem i przestępcą, zwyczajnie się zakochała. Zaszła w ciążę i urodziła, wszystko potoczyło się tak, że sama wpadła w nałogi. Byli biedni, a wszystkie datki z kas społecznych przeznaczali na używki, wiec Acris była zaniedbaną dziewczynką. Kiedy Cris miała 10 lat zawalczyłam o prawa rodzicielskie co do niej. Sama mam córkę nieco od niej starszą. Jest chora na schizofrenię. Zawsze była zazdrosna o to z jaką delikatnością wychowuje nie swoje dziecko. Nienawidziła i nienawidzi Acris. Sama wciągnęła się w złe towarzystwo i również wpadła w nałogi przez swojego chłopaka, który jest gangsterem. Wyprowadziła się i postanowiła, że kiedyś zemści się na kuzynce. Acris uciekła ze strachu i reszte jej historii już znasz. Niedawno Acris dostała kilka listów, w których moja córka groziła jej i Adley. Dzisiaj miałam zobaczyć się z Acris jak co miesiąc i tak było. Byłam pewna, że mój kierowca zawiezie ją prosto tu. Jak się okazało, zapłacono mu, aby zabrał dziewczynki do Gabi. Nie mam pojęcia co teraz może się z nimi dziać, ale wiem, że nie są bezpieczne. Ona jest nie obliczana i może dojść do najgorszego - wyrecytowała.
- Ale ... Ale - jąkałem się zszokowany.
- Mimo wszystko, nie mają podsłuchu ani żadnych ludzi, bo ten mężczyzna został wyrzucony z gangu za oszustwa - dodała. - Trzeba działać natychmiast - rzekła.
- Wiem, wiem - zacząłem nerwowo spacerować po pomieszczeniu. - Ale jak? - zapytałem.
- ... - zaczęła...
Hej ! Trochę mnie nie było, ale serio brak mi czasu i motywacji i w ogóle .. po pierwsze nie ma komentarzy, po drugie pisanie na telefonie mnie męczy i to dłuuuugi proces :/ Nie wiem za ile będzie kolejny post ...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
- O co tu kurwa chodzi? - zapytałem sam siebie, uderzając głową o ścianę. Miałem ochotę roznieść cały dom. Zrobiłbym wszystko, aby je ocalić. Aby je znaleźć, przeszukałbym cały Londyn, Nowy Jork, czy choćby Tokio. Z bezsilności i niewiedzy, łzy same zaczęły opuszczać moje oczy. Mimo, że to powinno przynieść choć małą ulgę, to płacz wcale nie pomógł. Po jakimś czasie telefon zmusił mnie do uspokojenia się.
- Tak? - odezwałem się.
- Boo Bear! - cienki, roztrzęsiony głosik Adley dobiegł do moich uszu. Moje oczy się rozszerzyły, by dać miejsce kolejnym łzom.
- Adley?! - niemal krzyknąłem do słuchawki - Gdzie jesteś kochanie? - łamiącym się głosem zapytałem. Serce zaczęło bić mi mocniej. Czułem, że dany został mi tylko moment na rozmowę, co przyprawiało mnie o jeszcze większy stres.
- Jestem u ... - po tych słowach rozbrzmiał jedynie sygnał, oznaczający zakończenie połączenia. To tylko pogłębiło moją rozpacz. Rzuciłem komórką o ścianę i schowałem twarz w dłoniach. Cały się trzęsłem. Błagałem Boga, aby oddał mi moje królewny. Wiedziałem, że obie się boją. Kiedy wyobrażałem sobie ten strach w oczach dziewczyn roz
brajało mnie od środka. Wolałem nie myśleć jakie okropieństwa im czynili, by nie popaść w kompletną histerię. Niespodziewanie rozległ się dzwonek do drzwi. Leniwie powstałem, starając się uspokoić. Zbliżyłem się do wejścia domu. Uchyliłem wrota. Za nimi ujrzałem średniego wzrostu kobietę o blond włosach.
- Dzień dobry - przywitała się z powagą.
- Witam - odparłem bez wyrazu. - W czym mogę pomóc? - zapytałem. Przez chwilę błądziła wzrokiem po mej twarzy, by kolejno przejść do rozmowy.
- Jestem ciotką Acris - oznajmiła. Natychmiast się rozbudziłem.
- Dlaczego miałbym w to wierzyć? - zapytałem.
- Posłuchaj Louis, nie mamy czasu one są w niebezpieczeństwie, a ja chcę pomóc w wyciągnięciu ich z tarapatów, jasne? - surowo wyrecytowała. Gdy zdjęła okulary przeciwsłoneczne, podczas mówienia, dostrzegłem w jej oczach tą samą iskre determinacji, która spotykałem codziennie w ślepiach Acris. Uwierzyłem jej. Wpuściłem kobietę do środka. Mimo, że nie miałem pojęcia skąd zna moje imię, wie o Adley i o porwaniu, to ufałem jej ... W pewnym sensie. Cris nie utrzymywała kontaktu z rodziną ~ przynajmniej tak twierdziła.
- W jaki sposób ma pani zamiar pomóc? - odezwałem się, podążając za kobietą do salonu.
- Posłuchaj, to nie są żarty. O wielu rzeczach nie wiesz. Nie miej jej za złe tego wszystkiego co starała się przed tobą ukryć, bo robiła to ze strachu przed odrzuceniem - zaczęła.
- O co chodzi? Niech mówi pani jaśniej - poprosiłem zniecierpliwiony.
- Chodzi o to, że Acris pochodzi z patologicznej rodziny. W skrócie mówiąc, matka Acris była moją siostrą. Związała się z alkoholikiem, narkomanem i przestępcą, zwyczajnie się zakochała. Zaszła w ciążę i urodziła, wszystko potoczyło się tak, że sama wpadła w nałogi. Byli biedni, a wszystkie datki z kas społecznych przeznaczali na używki, wiec Acris była zaniedbaną dziewczynką. Kiedy Cris miała 10 lat zawalczyłam o prawa rodzicielskie co do niej. Sama mam córkę nieco od niej starszą. Jest chora na schizofrenię. Zawsze była zazdrosna o to z jaką delikatnością wychowuje nie swoje dziecko. Nienawidziła i nienawidzi Acris. Sama wciągnęła się w złe towarzystwo i również wpadła w nałogi przez swojego chłopaka, który jest gangsterem. Wyprowadziła się i postanowiła, że kiedyś zemści się na kuzynce. Acris uciekła ze strachu i reszte jej historii już znasz. Niedawno Acris dostała kilka listów, w których moja córka groziła jej i Adley. Dzisiaj miałam zobaczyć się z Acris jak co miesiąc i tak było. Byłam pewna, że mój kierowca zawiezie ją prosto tu. Jak się okazało, zapłacono mu, aby zabrał dziewczynki do Gabi. Nie mam pojęcia co teraz może się z nimi dziać, ale wiem, że nie są bezpieczne. Ona jest nie obliczana i może dojść do najgorszego - wyrecytowała.
- Ale ... Ale - jąkałem się zszokowany.
- Mimo wszystko, nie mają podsłuchu ani żadnych ludzi, bo ten mężczyzna został wyrzucony z gangu za oszustwa - dodała. - Trzeba działać natychmiast - rzekła.
- Wiem, wiem - zacząłem nerwowo spacerować po pomieszczeniu. - Ale jak? - zapytałem.
- ... - zaczęła...
Hej ! Trochę mnie nie było, ale serio brak mi czasu i motywacji i w ogóle .. po pierwsze nie ma komentarzy, po drugie pisanie na telefonie mnie męczy i to dłuuuugi proces :/ Nie wiem za ile będzie kolejny post ...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz