***
- Posłuchaj, to nie jest tak, że... - zacząłem.
- Spokojnie, nie musisz się mi tłumaczyć. Rozumiem, że to tylko sen - postanowiła mnie oszczędzić. Dzięki Bogu nie była taka jak Elizabeth. - Ale z tym o tobie i matce to poważnie mówię - przyznała.
- Wiem - odparłem. I tak znała już prawdę, dlatego na nic były moje tłumaczenia. Miałem szczerą nadzieję, że w jakiś sposób pomoże mi się pozbyć natarczywej narzeczonej. - Cholernie nie chcę się z nią żenić, ale tak samo nie wiem jak jej to powiedzieć... Jak w ogóle rozstać się z nią w taki sposób, aby jej nie skrzywdzić - wyrecytowałem, zatrzymując samochód na tylnym parkingu butiku.
- Wiesz... Na pewno powinieneś zrobić to jak najszybciej, choćby dzisiaj. Powiedz jej prawdę, po prostu. Być może złamiesz jej serce, ale jest silna i sobie z tym poradzi. Po za tym powinna znaleźć sobie kogoś kto poważnie będzie ją kochał i z kim zestarzeje się już do reszty, cholera. Ty ledwo skończysz 40 lat, a ona już o lasce będzie chodziła, więc... Dacie radę. Może przyjaźń będzie dobrym rozwiązaniem? Lou musisz to jakoś zakończyć - powiedziała pełna ekspresji i przekonania, co mnie zdziwiło, gdyż brzmiała jakby na prawdę zależało jej na naszym rozstaniu. Wydając ostatnie zdanie ułożyła rękę wysoko na moim udzie. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, ciepło rozlało się po moim ciele. Zerknąłem na delikatną dłoń dziewczyny, kolejno na jej śliczną twarz, która była tak bardzo blisko mojej. Jej piękne oczy wypełnione były pożądaniem, a postawa świadczyła o potrzebie dotyku. Nagle zawładnęła mną ogromna potrzeba bliskości. Zanim zdążyłem pomyśleć nasze usta już zostały złączone. Wplątała palce w moje włosy i przeniosła ciało na moje kolana. Błądziłem dłońmi po jej plecach i w niższych partiach mojego ciała. Nasze języki toczyły ze sobą ciągłą walkę o dominacje. Czułem się tak dobrze, robiąc tą złą rzecz... Nie chciałem przestawać mimo uczuć Lizbeth, choć wiedziałem jak jest to okrutne.
Wróciliśmy do domu i doszło do tego. Zrobiłem to z córką mojej narzeczonej i to w naszym łóżku. To było tak bezduszne, ale tak przyjemne zarazem, że sam nie wiedziałem czy w końcu tego żałuję.
Jeszcze nigdy nie czułem się tak jak przy (T.I), była idealna.
- Lou - odezwała się. - Bo... To był mój pierwszy raz - rzekła. Moje serce na moment się zatrzymało. Spojrzałem na nią zszokowany. Jej twarz wyrażała powagę, co jeszcze bardziej mnie zmartwiło.
- Słucham? - wydusiłem.
- Jeszcze dwie godziny temu byłam dziewicą - potwierdziła swoje wcześniejsze słowa.
- Żartujesz? - dopytywałem.
- Nie Lou, mówię zupełnie poważnie - powiedziała zawstydzona.
- Boże, (T.I) ja nie wiedziałem. Przepraszam - wydukałem.
- Za co? Nie żałuję tego co się stało ani trochę - zapewniała mnie.
- Co my teraz zrobimy z tym wszystkim? - westchnąłem.
- Tak jak mówiłam, będziesz szczery z matką i tyle. Pomachasz jej na do widzenia i wyjedziesz - powtórzyła. - Ja wrócę do Australii i 'the end' - zaśmiała się. Zdezorientowany obserwowałem jak dziewczyna udaje się do łazienki.
Byłem pewien, że będzie chciała mnie przy sobie zatrzymać. Że po tym co się stało i w jakich okolicznościach, będzie chciała być ze mną. Jak się okazuje (T.I) była inna. Dla niej to nic nie znaczyło. W pewnym sensie dla mnie też nie było to coś na czym mogłoby zakończyć się moje życie, ale chyba ten pierwszy raz coś znaczy. Prawda? Być może nie rozumiem kobiet i najwyraźniej nigdy się to nie stanie.
- Louis nie uwierzysz! Gabb załatwił nam gołębie na wyjście z koś... - do kuchni wparowała rozradowana Lizbeth. Jednak, gdy zauważyła moją srogą minę, zamilkła.
- Musimy porozmawiać - odezwałem się.
- Słucham - usiadła przy stole, zaraz naprzeciw mnie.
- ... - wyjaśniłem jej wszystko po kolei. W między czasie zdążyła się już rozpłakać, co wcale nie ułatwiało mi zadania. - ... Uważam, więc, że powinniśmy się rozstać na stałe - skończyłem.
- Nienawidzę cię! I cholernie cieszę się, że to koniec i nie muszę użerać się z takim kłamcą i manipulatorem! - krzyknęła. Jej słowa były bolesne, ale zasłużone.
I kiedy wszystko miało się już skończyć i wszystko miało być już dobrze, jak zawsze coś musiało to wszystko zepsuć...

S.H.I.T.
Hejooł! Obecna! :) Długo mnie nie było wiem :'( Ale dzisiaj jestem z postem, który mam nadzieję, nie jest aż taki zły ;) ;) Kocham WAS ! <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Jest jak zwykle świetny!
OdpowiedzUsuńDobrze, że z nią zerwał!!!
Jestem ciekawa, co dalej przygotowałaś<3
Dziękuję Kochanie <3
Usuńxx