środa, 6 lipca 2016

Imagin dark Harry część trzecia

Dom był ogromny, ale ilość ludzi wypełniających go zdecydowanie zmniejszała przestrzeń. Nie bardzo miałam ochotę na takie towarzystwo, ale musiałam oderwać się od czarnych myśli. Przywitałam kilku znajomych, nalałam sobie alkoholu i zajęłam miejsce na sofie. I znowu czułam na sobie czyjś wzrok, a mój puls ponownie wzrósł. Czułam, że ten KTOŚ tu jest ...
***
Zaniepokojona błądziłam wzrokiem po pomieszczeniu. Cała masa ludzi zajmowała się zupełnie typowymi imprezowymi czynnościami. Nie zauważałam nikogo patrzącego na mnie. Starałam się rozluźnić i zapomnieć o swoich urojeniach. Kiedy tylko udało mi się zając dobrą zabawą, mój wzrok przykuły czerwone Jordany wśród setki innych butów. Te same obuwie nosił mężczyzna z autobusu. Moje źrenice natychmiast się rozszerzyły. Przełknęłam ślinę i ze strachem podniosłam spojrzenie na twarz właściciela butów. Był to zaskakująco przystojny blondyn z postawionymi do góry włosami. Miał niebieskie oczy i zniewalający uśmiech. Wydawał się być na prawdę miłym, zabawnym facetem. Nie wyglądał na psychopatę. Rozmawiał z grupką innych osobników płci męskiej i wydawał się czerpać z tego radość. Jego wzrok niespodziewanie przeniósł się na mnie, a uśmiech lekko się przetarł, aby zaraz wrócić jednak z innym wyrazem. Wtem zrozumiałam, że bezczelnie go obserwuję i sama zachowuję się jak nawiedzona. Oderwałam od niego oczy i poszłam po dolewkę drinka. W kuchni znalazłam to czego potrzebowałam. Uzupełniłam swoją szklankę niemal całkowicie, kiedy na mych biodrach spoczęły spore, męskie dłonie. Zamarłam, a moje serce zatrzymało się na sekundę. Przeszedł mnie dreszcz, pozostawiając po sobie gęsią skórkę. Niby nie był to znaczący i śmiercionośny akt, lecz intuicja podpowiadała mi, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Odwróciłam się, aby przed sobą ujrzeć postać tajemniczego blondyna. Wydawał się o wiele niższy niż rzeczywiście był. Myślałam, że jest mojego wzrostu, lecz okazało się, że dzieliła nas około 10 centymetrowa różnica i spora masowa rozbieżność, która wcale nie działała na moją korzyść. Skrzywiłam się niezadowolona i zdjęłam ze swojego ciała ręce ucieszonego chłopaka.
- Jestem Niall - przedstawił się, opierając ręce na blacie.
- I jesteś nachalny - parsknęłam jak najodważniej potrafiłam i odepchnęłam go dalej. Zabrałam swój drink i wyszłam z kuchni. Mimo, iż pozbyłam się tego zboka, to wciąż nie opuściło mnie to przeczucie. Wyszłam na ogród, aby ochłonąć. Kolejny tłum osób bawił się na dworze, nie zwracając uwagi na wszystko inne. Postanowiłam oddalić się od hałasu i jednak przejść przed dom. Stałam spokojnie, popijając alkohol, który swoją drogą smakował inaczej. Spojrzałam w górę, podziwiając bezchmurne niebo, pokryte przez gwiazdy. Po kilku kolejnych łykach wszystko dookoła zaczęło się kręcić, a mi zrobiło się nie dobrze. Złapałam się za głowę i postanowiłam ruszyć w kierunku domu, aby znaleźć Liam'a i poprosić o pomoc. Jednak drink zaszkodził mi na tyle, abym poszła nie w tą stronę co zamierzałam. Zmierzałam ku ulicy, nie mogąc się zatrzymać, myślę, że nie miałam już nad sobą kontroli. Czułam, że moje nogi się uginają. Już prawie wylądowałam na ziemi, kiedy ktoś mnie złapał jak na ćwiczeniach teatralnych. W oczy zaświeciły mi dwa samochodowe reflektory, które na szczęście szybko zgasły. Nie zmieniając pozycji, obserwowałam jak muskularna męska sylwetka zbliża się do mnie.
- Dzięki Horan - odezwał się tajemniczy mężczyzna...

   Ostatnie co pamiętam z tamtego wieczoru to to, iż zostałam odebrana przez nieznajomego i zaniesiona do samochodu.


   Obudziłam się z ogromnym bólem głowy i każdej innej części ciała. Przez chwilę nie byłam w stanie się ruszyć, a jedyne co widziałam to biały sufit. Po kilku dobrych minutach zebrałam się w sobie i podniosłam. Natychmiast otrzeźwiałam kiedy ujrzałam otoczenie. To na pewno nie był ani mój ani pokój Liam'a. Znajdowałam się w obcym pomieszczeniu. Ściany były szaro- białe, tak samo jak meble i inne bzdety w owym pokoju. Pościel wydawała się śnieżnobiała, a wszystko dookoła wyklarowane jak na wizytę królowej. Okna, choć piękne, były zastawione kratami, a ja zaczęłam wierzyć, iż trafiłam do szpitala psychiatrycznego za głupie zwidy. Udało mi się wstać i złapać równowagę. Znalazłam pełną garderobę, łazienkę i mały salonik. Jedne drzwi zostały zamknięte na klucz. Jak się domyśliłam były to te, które miały wyprowadzić mnie na zewnątrz, abym mogła dowiedzieć się gdzie jestem. Wyjrzałam przez okno, lecz tam zobaczyłam tylko drzewa. Ogarnął mnie strach i te durne złe przeczucie. Szarpałam się z zakluczonymi drzwiami, lecz nie zamek nie dawał za wygraną. Usiadłam więc na łóżku cicho łkając. Po jakimś czasie usłyszałam głośne, lecz powolne kroki. TA osoba zatrzymała się przed zablokowanymi drzwiami, a po chwili do zamka trafił klucz, który został przekręcony trzy razy. Wrota powoli się otworzyły, a zza nich wyłoniła się mierząca 190 postać muskularnego mężczyzny z tatuażami. Przełknęłam głośno ślinę, a gul stanął mi na stałe w gardle ...







Helloł! Wierzcie w to lub nie, ale nareszcie mam internet i postaram się w miarę regularnie pisać :) Wybaczcie za wszystko, ale poważnie miałam z tym kłopoty :'( Nadal nie będę pisała tak systematycznie jak kiedyś, bo jednak są wakacje i wyjeżdżam w parę miejsc :) Poza tym nowa szkoła nadchodzi, gdyż high school i te sprawy i będzie dużo na głowie :D Jednak spokojnie - nie zostawię kompletnie bloga i mam nadzieję, że Wy też nie <3 Myślę o założeniu ff na Wattpadzie, ale nie wiem jak będzie z czasem ;) Co o tym Myślicie? <3 Piszcie ;) Jakby co będę dawała znać :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Mam nadzieję, że część się spodoba :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz