poniedziałek, 7 września 2015

#SLAYING! :D


UWAGA! NOTKA POD POSTEM!!!






















OMG! Skąd ja to znam XD






































O,o WHAT?!








:3 <3






     



























































































#Anotherdayanotherslay #Tomlinsonslaysagain <3












Niall złapał stopę :'( Poor boy :(





It's tottaly cute ^.^




Kocham <3 







Hejka! Dzisiaj po ciężkim na max'a dniu udało mi sie wystrugać coś takiego :) Niebawem, jeszcze dzisiaj, pojawi się druga połowa "Confidence 11" :D! A no tak! Zapomniałabym, 1.09 wstawiłam pierwszy rozdział "Blind Love", jeżeli chcecie dalszego ciągu proszę o wyrażenie swojej opinii na ten temat pod owym postem, to dla mnie ważne, gdyż nikt nie napisał co myśli o opowiadaniu, a jeżeli się wam nie podoba to bez sensu ciągnąć to dalej. Także proszę o szczerą opinię :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 6 września 2015

Imagin Louis zamówienie

Od dwóch dni nie była już z Louis'em. Nie pasowała jej jego osobowość. Napadały go ataki furii o byle zbity talerz, wyżywał się na niej i ogółem był agresywny. Nie mogła żyć z takim człowiekiem. Dla dziewczyny znaczyło to zbyt wiele wyrzeczeń i poświęceń. Zawsze marzyła o zdrowym związku, a w towarzystwie Tomlinson'a nie był on możliwy. Pokłócili się, co było doskonałą okazją do skończenia tej toksycznej relacji. Jego ostatnimi słowami było: "Jeszcze tego pożałujesz!". Wystraszył tym ciemnowłosą piękność. Wiedziała ona, iż Lou jest niebezpieczny. Dla niej nie były to żarty, tak samo jak i dla niego. Jedynym pocieszeniem zielonookiej był fakt, iż jej były chłopak wyjeżdża "w interesach". Miała nadzieję, że do tego czasu zdąży się ulotnić z Doncaster. Wszystko było już załatwione. Przez internet wynajęła mieszkanie w Liverpool'u, znalazła pracę i spakowała większość rzeczy. Potrzebowała tylko jednej rzeczy, a mianowicie kopi wypowiedzenia z fach, w którym robiła do tamtego czasu.
Panował już zmrok. W ciemnozielonym płaszczyku przemierzała długą ulicę, gdzie prawie nikt nie pokazywał się o tej porze. Żałowała, że wybrała tak późną porę. Obawiała się o samą siebie. Trafem udało się jej dotrzeć i załatwić wszystko bez problemu. Kolejno miał nastać powrót. Przerażała ją myśl o ponownym przemierzeniu takiego dystansu. Jedynie szelest pozostałości liści na drzewach, wywołany lekkimi podmuchami wiatru oraz stukot jej kozaków na obcasie, odbijających się o chodnik zagłuszał ciszę. Rozglądała się nerwowo. Czuła czyjąś obecność. Niepokój ogarnął ją całą. Z każdą przyspieszała kroku. Puls dziewczyny wydawał się aż słyszalny przez otoczenie. Zdawała sobie sprawę z tego, że jest sama i nikt jej nie pomoże. Mentalnie przeklinała samą siebie za to jak mogła być tak nieodpowiedzialna i dać sobie samej wyjść z mieszkania. Wręcz biegła do odległej nadal kamienicy. Droga dłużyła się niemiłosiernie. Został już tylko ostatni zakręt. Brunetka w duchu dziękowała już Bogu za to, iż przetrwała. Była to niestety zbyt wczesna radość. Niespodziewanie, nie wiadomo skąd, ukazał się sportowy samochód nikogo innego jak Louis'a. Zielonooka zaczęła biec, już prawie miała klamkę od drzwi wejściowych w dłoni, gdy poczuła silne dłonie oplatające jej talię i mocne szarpnięcie w tył. Później nic nie zobaczyła, gdyż na jej głowie znalazł się worek, a kończyny oplotły mocne liny zostawiające ślady na jej kostkach oraz nadgarstkach. Trafiła do bagażnika. Cicho łkała w pewności, iż zginie obecnej wtedy nocy. Po niemal godzinie dotarli w docelowe miejsce, jakie ustalił sobie porywacz. Słyszała tylko męskie głosy. Została zabrana z bagażnika i zaniesiona w nieznane jeszcze jej miejsce. Posadzono ją na krześle. Po kilku minutach usłyszała głośny trzask drzwi. Ściągnięto z jej głowy worek, wtem mogła ujrzeć pomieszczenie w którym się znajdowała. Było to obskurne mieszkanie, jakby po pożarze. Złapała kilka szybkich oddechów, aż nareszcie natrafiła na twarz porywacza. Stał przed nią nie kto inny jak Tomlinson. Uśmiechał się zadziornie. Nachylił się nad piękną młodą kobietą.
-Mówiłem kochanie, było trzeba zostać.-Delikatnie przejechał dłonią po jej policzku. Zwinnym ruchem strąciła z siebie kończynę niebieskookiego.-Nadal niegrzeczna.-wyprostował się. Miejsce, które przed sekundą gładził, przyjęło cios przepełniony impetem.-Lubię takie.-dodał oddalając się plecami do skrępowanej osóbki. Uderzenie paliło ją jeszcze kilka sekund. Z ust pociekła jej krew.-Już mi nie uciekniesz, nawet nie miej takiej nadziei.-Znów się odezwał. Odpalił papierosa i oparł się o ścianę.-Mnie się nie zostawia, nigdy. Zadarłaś z nieodpowiednią osobą.-rzekł.-I tak masz wielkie szczęście, wiesz? Inne już dawno leżały by w grobie. Właściwie to już leżą.-zaśmiał się szyderczo. Udało mu się, ponownie wprowadził zielonooką w przerażenie.-Ale to jesteś ty. Masz cholernego farta, że jesteś takim ideałem. Piękna, seksowna, mądra...Cud natury. Zakochałem się.-Przyznał. Dla niej to wcale nie były komplementy. Z ust chłopaka wszystko brzmiało jak obelga. Miała szczerą ochotę napluć mu za to w twarz. Wszystko wydawało się chorym, popapranym filmem akcji bez happy end'u.-Dlatego też już na zawsze będziemy razem. Na zawsze.-Brzmiał jak psychopata, w sumie to nim był.-Zostaniesz moją lalunią. Będziesz już zawsze, ale to zawsze.-Podszedł do niej i chaotycznie wpił się w usta dziewczyny. W jej oczętach zebrały się łzy. Nie chciała tego, ale on dotrzymał obietnicy.
Zbudował dom, dom jak z bajki. Był piękny i elegancki. Mimo to na zewnątrz były kraty, a wokół posiadłości krążyli ochroniarze. Louis okazał się przebogatym przestępcą pierwszej klasy. Ewa była jego niewolnicą, gdyż inaczej nie da się tego nazwać. Lecz nie musiała nic robić, miał od tego ludzi. Ona po prostu miała być przy nim na każde jego zawołanie. Na początku nie chciał się mu oddawać, lecz po karach jakie dostawała już nie miała siły na więcej tortur. Jednak z czasem zrozumiała, że Louis naprawdę ją kocha. Dawał jej wszystko czego potrzebowała. Zaczęła przyzwyczajać się do takiego życia. Również poczuła coś do Lou. On powoli przekonywał się do tego, że jest grzeczna i nie chce uciekać, więc pozwalał jej wychodzić. Zabierał ją wszędzie. Choć w niewoli, to jednak w miłości została z nim na zawsze...







Hej! Oto imagin dla Ewy <3 Kochana długo mi zajęło pisanie niego i nie wiem czy jest chociaż ok, jakoś chyba mi nie wyszło. Przepraszam, następnym razem bardziej się postaram :/, chociaż teraz i tak się starałam i takie coś wyszło :(
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

sobota, 5 września 2015

God damn, God damn :O XD























Z góry za to przepraszam XD Musiałam :D












BICEPS! <3







































:') So proud <3































God, I'm crying right now :'(
















Hahahah XD







O.O


























Przepraszam :'D























































Hejka! Zaczynam dzisiaj tym <3 Mam nadzieję, że się pośmiejecie. Postaram się jeszcze dzisiaj dodać zamówienie Ewci, ale proszę, żeby moja Kochana się nie obrażała, bo z czasem u mnie od paru dni krucho -.- Szkoła nawet w sobotę -.- Eh...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*






piątek, 4 września 2015

Confidence 11 pierwsza połowa

 Nadal podążałam za chłopakiem dla, którego wszystko wydawało się codziennością. Po kilku zmianach kierunku i przemierzeniu paru sal, jakie przerażały mnie swoim "zbrojnym wystrojem" i sztukami walki jakie przedstawiali ludzie znajdujący się tam. Czułam się jak w filmie. Otoczenie przypominało jakąś szkołę dla zabójców. Hmm... No cóż, nie wiele się pomyliłam...
***
Nareszcie zatrzymaliśmy się przed pierwszymi drzwiami, które nie ukazywały co kryje się za nimi. Z jednej strony cieszyłam się, iż to już koniec podróży, z drugiej niepokoiła mnie ta niewiedza i niepewność. Chłopak pozwolił wejść mi pierwszej do tajemniczego pokoju. Wydaje mi się, iż było to pierwsze pomieszczenie do, którego dochodziło światło dzienne. Zbliżyłam się do barierki. Zerknęłam na dół. Przy stolikach siedziało kilku mężczyzn około dwudziestego piątego roku życia, pracujących przy komputerach. Porywacz zszedł na dół i przywitał się z kompanią. Stałam u góry i wpatrywałam się w ich poczynania. Nie zwracali na mnie uwagi. Po prostu plotkowali. Lecz robili to tak perfidnie, że czułam, iż robią to celowo. Jakby chcieli, abym to ja zaczęła mówić. No cóż, po około 30 minutach, pękłam, a im się udało.
-Mogę się do cholery dowiedzieć co ja tu robię?-Dość głośno się odezwałam. Ponownie zaskoczyłam samą siebie. Właściwie, od zawsze czułam w sobie taką siłę, ale po młodzieńczych przeżyciach nie miałam odwagi jej używać. Kilka par oczu skierowało się na mnie. Zamilkli. Następnie wymienili pomiędzy sobą spojrzenia. Ten,który mnie uprowadził zaczął mówić.
-Jesteś córką Franklina Roberta Reque, prawda?-zapytał. Serce od razu mnie zakuło. Nawet nie zadawałam już sobie pytania skąd to wie. Bo po tym jakie urządzenia jutrzejszej technologii tam widziałam, mówiły za siebie. Nie odparłam nic. Sam mój wyraz twarzy odpowiedział.-Wszyscy tutaj wiemy czym zajmował się twój ojciec, tak samo jak i ty to wiesz. Był genialny w tym co robił, ale przez ciebie i Ernesta musiał zwolnić obroty, także wpadł i skończył jak skończył. W każdym razie Er mieszka w Londynie. Zajmuje się dokładnie tym co tatulko.-Myślałam, że się przesłyszałam. Recytował z ogromnym przekonaniem, więc nie dało się mu nie wierzyć, a bardzo tego chciałam. Poświęcałam mu całą swoją uwagę. Powoli wracał na moje piętro, gestykulując przy tym dłońmi.-My jesteśmy, nazwijmy to w ten sposób, pogromcami takich jak on. Niestety nikt nic o nim nie wie, prócz tego jak się nazywa i jakie imiona nosi jego najbliższa rodzina. Nie wiemy nawet ile ma lat. Jest silny, szybki, cwany i dosłownie stworzony do tego w czym pracuje. Chcemy zapobiec temu chaosowi raz na zawsze, lecz potrzebujemy do tego kogoś...Kogoś kto zna go jak nikt inny, kto wie jak go zakasować. Chyba domyślasz się o kim mówię. Słonko o tobie.-Dzieliły nas już milimetry. Z góry go nienawidziłam, nie jestem pewna dlaczego. Wewnątrz już płonęłam złością.-Masz ten spryt w sobie, tylko musisz go znaleźć i nam pomóc. Wiemy, że potrafisz...Masz to w genach, wiesz? Pomyśl ile twój tatuś ludzi zabił, a twój braciszek to powiela. Chyba nie chcesz żeby jego córka stała się tak bezwartościowa i słaba w swoich oczach, jak ty dla samej siebie, co? Teraz on jest następcą twojego ojca i jest zabójcą bez serca...-kontynuował. Teraz już wiem, że mnie sprowokował, ale wtedy jeszcze to do mnie nie dochodziło. Nerwy kompletnie się mnie puściły. Dostałam szału. Nie mogłam pozwolić, aby w ten sposób mówił o Erneście.
-Przestań!-wydarłam się. Władała mną taka moc, że wykręciłam chłopakowi rękę stawiając go w sytuacji bez wyjścia. W szale dodatkowo ustawiłam swoją nogę na jego plecach przyciskając bruneta do podłoża. Drugą stopą z całych sił kopnęłam ciemnookiego w bok, aż zajęczał. Kiedy to usłyszałam puściłam go wolno. Me oczy zaszły łzami. Cofnęłam się kilka kroków zszokowana swym postępowaniem. Wtem na całą salę rozległy się gromkie brawa. Przeniosłam uwagę na mężczyzn na "parterze". Byli uradowani. Rozglądałam się oszołomiona. Mężczyzna, którego przed sekundą powaliłam powstał z lekkim trudem. O dziwo jego twarz również była rozradowana.
-Widzisz, taka jesteś naprawdę.-Te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie...







Hej! Dzisiaj znów zabiegany dzień i połowa rozdziału, przepraszam, że takie gówno...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 3 września 2015

Confidence druga połowa 10

-Nie bój się.-usłyszałam głęboki głos, który już znałam. Natychmiast otworzyłam oczy. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Docieraliśmy już do końca drogi. Zerknęłam na prawo. Tajemniczy mężczyzna nie miał już na głowie kaptura. Zobaczyłam jego profil. Brązowa, nie za długa grzywka postawiona była do góry, a włosy po bokach czaszki miał wygolone. Czekoladowe oczy wpatrywał w przestrzeń przed sobą. Lekki zarost pokrywał jego linię szczęki. Wydawał się bardzo dumnym człowiekiem. Wpadałam już na niego kiedyś...
***
"To ten chłopak z klubu!"-pomyślałam. Może wyda się to niedorzeczne, lecz ten głęboki głos w pewnym stopniu mnie uspokoił. Bardzo chciałam mu wierzyć, naprawdę. Wydawał się wiarygodny, ale samo to, iż mnie uprowadził rozmazywało to złudzenie. Wpijałam swój wzrok w niego tak, że nie zauważyłam kiedy samochód się zatrzymał. Tajemniczy mężczyzna rozpiął pas i wysiadł z samochodu. Ocknęłam się. Natychmiast rozejrzałam się. Ujrzałam... Wielką szklaną ścianę, a za nią masę komputerów, przy których siedziało mnóstwo ludzi Wszyscy ubrani na czarno. Wszystkie stoły, na jakich mieściły się urządzenia ich pracy. W tle zauważyłam ogromny ekran. Co moment pojawiało się na nim kilka komunikatów o wypadkach, kradzieżach lub przestępstwach. Wszystko świeciło na niebiesko bądź żółto. Było wyjątkowo jasno. Podłoga w tamtym pomieszczeniu aż lśniła bielą. Po prawej były drzwi automatyczne, gdzie co sekundę kilka osób wymieniało się kierunkiem chodu. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. Wszyscy się gdzieś spieszyli. Aż z samochodu słychać było szum ze środka i dzwonki telefonów. Zauważyłam także niemało papierów spoczywających w rękach pracujących. Tylko co ja tu robię?- Zadałam sobie to pytanie. Auto stało na podziemnym parkingu. Wokół stało wiele sportowych aut, lecz to, w którym się znajdowałam zdecydowanie wyróżniało się największą klasą. Mój pas sam odskoczył, a ja aż podskoczyłam zaskoczona. Wszystko kompletnie się skomplikowało. Nie miałam pojęcia co tam robię. Wtem bardziej zastanawiałam się dlaczego tam mnie przywieziono, niż się bałam. Lecz w kościach czułam, że niebawem zrobi się poważnie. Wciąż telepałam się od środka, z lęku przed rozmowami, a wiedziałam, że będą one nieuniknione. Przysięgłam sobie jeszcze tam siedząc, że będę starała się chronić konwersacją, chociaż będzie to trudne. Niespodziewanie drzwi od mojej strony się otworzyły. Uniosłam wzrok, dopóki nie napotkałam oczu "porywacza". Kiwnął głową na znak, abym wyszła. Uczyniłam to. Kiedy znalazłam się obok poczułam się jak... Mrówka. Był, dosłownie, ogromny. Miał około metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu i nie małą masę ciała. Też nie należałam do najniższych, lecz nie mogłam się z nim równać. Znów zaczęłam się obawiać o siebie. Huk zatrzaśniętych drzwi samochodu sprawił, iż ponownie wzdrygnęłam.
-Naprawdę nie musisz się bać.-rzekł. Zaczął iść. Chociaż nie wspomniał nic o tym, to byłam przekonana, iż mam ruszyć za nim. Jak nie ja skanowałam otoczenie. W końcu trafiliśmy do pomieszczenia, które wcześniej widziałam przez szybę. Nikt nawet nie zwrócił na nas uwagi. Kiedy znalazłam się wewnątrz otoczenie wydało się jeszcze bardziej zmodernizowane. Zamiast sufitu było wielkie okno. Jednak nie ujrzałam nieba czy chmur, a ludzi...Bijących się? Na ścianach piętro wyżej wisiały noże, pistolety, granaty i inne urządzenia, jeżeli można to tak nazwać, jakich nie znałam. Tym razem to my przeszliśmy z tamtego miejsca przez automatyczne drzwi. Wtem znaleźliśmy się , jakby w... Galerii handlowej? Kilka wymieniających się kierunkami schodów ruchomych utworzonych z tego samego materiału co wszystko w tamtym, niemal, szklanym budynku. Nadal podążałam za chłopakiem dla, którego wszystko wydawało się codziennością. Po kilku zmianach kierunku i przemierzeniu paru sal, jakie przerażały mnie swoim "zbrojnym wystrojem" i sztukami walki jakie przedstawiali ludzie znajdujący się tam. Czułam się jak w filmie. Otoczenie przypominało jakąś szkołę dla zabójców. Hmm... No cóż, nie wiele się pomyliłam...








Hejka! Oto druga część :) Starałam się opisać wszystko dokładnie, sami oceńcie jak wyszło. Przepraszam, że możliwie, iż to flaki z olejem, lecz nie mogłam tego pominąć :) Informuję, że nie będę pojawiała się codziennie, ale sprawdzajcie ;) Wiecie szkoła :/
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 2 września 2015

Confidence pierwsza połowa 10

Czekałam pod blokiem na przybycie mojej koleżanki. Ujrzałam przed sobą czarny sportowy samochód z przyciemnionymi szybami. Byłam niemal pewna, iż to auto Katy. Natychmiast podbiegłam do pojazdu i otworzyłam drzwi, aby szybko znaleźć się w środku. Dopiero po zamknięciu drzwi zerknęłam na kierowcę. To zdecydowanie nie była Katy, a ja nie miałam szans na ucieczkę...
***
Za kierownicą siedział mężczyzna ubrany na czarno. Nie widziałam jego twarzy, gdyż przysłaniał ją wielki kaptur zatrzymujący się na głowie nieznajomego. Zanim zdążyłam choćby pomyśleć o umknięciu z owego pojazdu, zamki uniemożliwiły mi to. Natychmiast napadł mnie atak paniki. Nie wiedziałam co zrobić. Nie do pomyślenia jak bardzo byłam przerażona. Moje serce momentalnie zaczęło bić w niezmiernie szybkim tempie. Jednak mimo wszystko postanowiłam nie pogarszać swej sytuacji i zamilkłam. Nawet się nie ruszyłam. "Spokojnie" zapięłam pas i oparłam się o siedzenie. Starałam się wierzyć w jakikolwiek happy end, lecz nie udawało mi się to. Wiedziałam, że porywacz czuje moje przerażenie. Doszło do mnie także, iż miał świadomość kogo zabiera. Nie miałam natomiast pojęcia jak udało mu się tak dokładnie trafić w punkt i stawić się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Byłam pewna, że nie jest amatorem. Nie nosił rękawiczek, więc nie miał zamiaru natychmiast mnie skrzywdzić.  Zauważyłam jak płynnie porusza się w ruchu ulicznym, co pokazywało, iż ma wszystko zaplanowane i dąży do danego punktu i celu. Jednak nie pocieszało mnie to. Miał pojęcie o tym co robi. Cała się trzęsłam. Jak się spodziewałam wywiózł mnie za miasto, jednak zaskoczył mnie tym gdzie. Nie poznawałam okolic. Kompletnie nie znałam miejsc jakie mijaliśmy. Nareszcie zwolnił. Wtem w mojej głowie pojawiła się myśl: "Chyba jednak nie uda mu się mnie zabić, zaraz sama padnę na zawał.". Tak, sama się sobie dziwię, że jeszcze miałam nerwy na żartobliwe myśli. Z tego co pamiętam był to oświetlony tunel. Chłopak znacznie zmniejszył prędkość, mniej więcej w połowie. Niespodziewanie przyspieszył i skręcił w prawo wjeżdżając w bardzo ciemny korytarz, na którego końcu widać było kilka światełek. Na liczniku widniało 100 km/h. Obawiałam się o swój los, jak...W dzieciństwie. Zacisnęłam powieki. Kurczowo trzymałam się fotela.
-Nie bój się.-usłyszałam głęboki głos, który już znałam. Natychmiast otworzyłam oczy. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Docieraliśmy już do końca drogi. Zerknęłam na prawo. Tajemniczy mężczyzna nie miał już na głowie kaptura. Zobaczyłam jego profil. Brązowa, nie za długa grzywka postawiona była do góry, a włosy po bokach czaszki miał wygolone. Czekoladowe oczy wpatrywał w przestrzeń przed sobą. Lekki zarost pokrywał jego linię szczęki. Wydawał się bardzo dumnym człowiekiem. Wpadałam już na niego kiedyś...









Hejka! Niestety dzisiaj miałam pracowity dzień i nie dałam rady. Przepraszam. Jutro druga połowa ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 1 września 2015

Confidence 9

***


Zahaczyłyśmy jeszcze o biuro klienta Mirell. Zostawiła mnie samą w samochodzie. Z przyzwyczajenia obserwowałam przechodzących ludzi. W tłumie naprzeciw dostrzegłam parę, na której widok oczy wyszły mi na wierzch. Aż zaparło mi dech. Savannah i Harry?! Nie to, niemożliwe...
***
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie mogli mnie zobaczyć. Zsunęłam się nieco w dół. Wyglądali na szczęśliwych. Śmiali się i trzymali za ręce. Wiosenny watr rozwiewał loki chłopaka i proste włosy Sav. Na początku jeszcze trzymałam się nadziei, iż to tylko przyjaźń. Później jednak zwątpiłam w to kompletnie. Dlaczego? Złączyli swoje usta w namiętnym pocałunku. Moją twarz zaczęła pokrywać wiśniowa barwa. Sama nie wiem dlaczego. Niespodziewanie telefon Savannah'y zadzwonił.  Po której rozmowie ruszyła z lokowatym w przeciwnym kierunku. Odetchnęłam z ulgą.  Nie musiałam brać udziału w konwersacji,  jaka zapewne nie należałaby do luźnych. Niezręcznie byłoby i mi i im. Po pierwsze Sav nie zdradziła nikomu, iż spotyka się z kimkolwiek. Po drugie, wmawiała, że nie jest gotowa na związek po ostatnim nie zbyt szczęśliwym. Po za tym wstydziłam się i nie do końca śmiało rozmawiałam z Harold'em. Nareszcie dołączyła do mnie Mirell. Nie wiedziałam czy wspominać jej o sytuacji jakiej byłam świadkiem minutę wcześniej, gdyż swego czasu podkochiwała się w Haroldzie, lecz nigdy nie ujawniła tego przed nikim prócz mnie. Nawet ja zostałam poinformowana o tym przez przypadek, lecz to już oddzielna historia.
-Załatwione.-oznajmiła wsiadając do auta. Zapinając pas zerknęła na mnie.-Coś nie tak?-zapytała przejęta. Jej ręka spoczęła na moim prawym ramieniu. Czyli nie udało mi się udać obojętnej.
-Em...-zająknęłam się.-Wszystko w porządku, tylko się tak zastanawiam czy nie będę wam przeszkadzała. Mieszkacie z Chace'm ze sobą stosunkowo niedługo i nie wiem czy nie naruszę waszej przestrzeni osobistej, w rozwojowym etapie związku, czyli tym najbardziej istotnym.-Na poczekaniu udało mi się wymyślić zgrabną historyjkę. Miri uśmiechnęła się pocieszająco.
-No co ty? Nie będziesz żadną przeszkodą. Chace teraz ma pracowity czas w firmie, więc nie za wiele go będzie. Po za tym szczerze mówiąc potrzeba mi kogoś bliskiego obok, bo wiesz jednak mam do was wszystkich daleko i brak możliwości zwierzenia się komuś. Dobrze, że będziesz blisko.-Puściła mi oczko. Uniosłam kąciki ust i przytaknęłam. Dzięki Bogu, uwierzyła. Brunetka przekręciła kluczyki w stacyjce i ruszyła.
*4 dni później.
Wszystko ucichło. Przez te kilka dób żadne wydarzenie szczególnie nie zaniepokoiło mnie. Mieszkanie z Mirell i jej partnerem okazało się bardzo korzystną decyzją. Naprawdę miałam spokój i ciszę, Chłopaka często nie było, a kiedy już wracał po kilkunastu godzinach harowania we własnej firmie, zachowywał się jak ja, Cichutko przemykał do sypialni zaraz po czułym przywitaniu się z ukochaną. Brał kąpiel i kładł się spać. Może sporadycznie opowiedział parę zdań o swoim dniu, lecz kierował to głównie do latynoski. Nie musiałam uczestniczyć w żadnej konwersacji tej pary. Wszystko stanowiło zupełne przeciwieństwo tego co przeżywałam z Alexis.
Tamtego dnia obudziły mnie krzyki i trzask drzwi wejściowych. Byłam jeszcze zaspana, więc nie do końca wiedziałam czego dotyczyła ostra wymiana zdań dobiegająca z kuchni. Przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka. W pomieszczeniu, w samym sercu mieszkania, zastałam roztrzęsionego Chce'a. Aż zamarłam. Nie spodziewałam się akurat jego, bardziej mojej przyjaciółki. W głowie od razu pojawiła mi się myśl o tym, co mam ze sobą począć. I tak już mnie zobaczył, a więc nie mogłam się wycofać, pozostawiając go w takim stanie. Niezbyt uśmiechała mi się rozmowa z jakąkolwiek osobą, która nie jest mi bliska ani zaufana. Na własne życzenie wystawiłam się na próbę. Nie wiedziałam czy sobie poradzę. Siedział na krześle przy kuchennym stole opierając łokcie o balat. Wyglądał na załamanego. Niepewnie zajęłam miejsce na przeciwko. Nie wiedziałam co zrobić. W końcu po długiej chwili milczenia zdecydowałam się odezwać.
-Co się stało?-Wymagało to ode mnie wiele odwagi. W pewnym sensie powinnam być z siebie dumna. Ze zdziwieniem zmierzył mnie wzrokiem.
-Pokłóciłem się z Mirell.-odpowiedział zdołowany. Przełknęłam ślinę, w przygotowaniu na kolejne pytanie, jakie miałam zamiar zadać.
-O co?
-O czułość w naszym związku, wcale mi jej nie okazuje.-Powstał. Wydawał się bardzo przygnębiony, ale też i wściekły. Odruchowo dołączyłam do niego i stanęłam na nogi. Chodził w kółko poirytowany i smutny.-Nie rozumiem. Czy coś jest ze mną nie tak? Haruję jak wół, staram się, żeby było nam jak najlepiej...Nie zasługuję na okazanie trochę uczuć? Tak bardzo mi tego brakuje...-mówił. Wtem zatrzymał się naprzeciw mnie. Skamieniałam. Wpijał we mnie spojrzenie tak intensywnie, że wiedziałam, iż coś się szykuje. Moje serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Obawiałam się go. Miał ponad 190 centymetrów wzrostu i niemałą masę ciała. Mogę szczerze przyznać, że fizycznie mnie przerażał. Zaczął się do mnie zbliżać. Na skutek kroków blondyna, cofałam się dopóki nie spotkałam ściany na swojej drodze ucieczki. Nie miałam już gdzie się podziać. Pozostało mi tylko liczyć na cud. Jego dłoń trafiła na mój policzek, twarz chłopaka kierowała się ku mojej.
-Co...Co ty robisz?-zająknęłam się. W odpowiedzi uzyskałam jedynie gardzący mną postacią śmiech. Nagle rozległ się huk zamykanych drzwi wejściowych. To mnie uratowało. Chace natychmiast trafił na swoje wcześniejsze miejsce. Ja natomiast pozostałam w pozycji przypartej do muru. Oddychałam w przyśpieszonym tempie. Nie dało się ukryć, iż nie wyszłam jeszcze z szoku. W wejściu pojawiła się Miri. Najpierw przeskanowała posturę swojego partnera, następnie trafiło na mnie. Widocznie nie rozumiała co się dzieje. Obawiałam się jej reakcji.
-O co chodzi? Co się stało?-Natychmiast zapytała. Spuściłam głowę. Było to już moim przyzwyczajeniem. Ale ten kretyn, gdyż inaczej nie mogę go nazwać, wykorzystał to.
-Ona tu wparowała. Powiedziała, że specjalnie nakłoniła cię do sprowadzenia jej tu i, że czekała na moment kiedy zostaniemy sam na sam. Ponoć specjalnie grała taką cichą, żeby tylko nie było widać jak bardzo się jej podobam. Przed chwilą uradowana stwierdziła, że skoro się pokłóciliśmy może wkroczyć do gry.-Kłamał jak z nut. Przyznaję mu Oskara za tą rolę. Zagrał to świetnie, sama chyba bym uwierzyła, gdybym nie znała prawdy. Podczas swojego monologu zbliżył się do swojej "ukochanej". Złapał ją za dłonie i recytował jej prosto w oczy, które zdążyły zajść łzami pomiędzy zdaniami. Nie wierzyłam, że był zdolny do takiego ruchu. Widać było, że ciemnowłosa już mu wierzyła. Czułam w kościach jak moje szanse na wytłumaczenie się maleją. Natychmiast oprzytomniałam z szoku jaki przeżyłam przez natarczywość Chace'a. Narosła we mnie wściekłość. Coś we mnie pękło. Te kłamstwa wzbudziły we mnie agresję. Zbyt wiele mi to przypomniało. Zacisnęłam pięści. Miri zerknęła na mnie, tak samo jak i ten łgarz.
-Ty zakłamany frajerze! Jak możesz tak okłamywać taką dziewczynę?! Tak ją kochasz?! Tak ci zależy?! Tak bardzo brakuje ci z nią bliskości, że postanowiłeś przystawiać się do mnie, a później odwracać kota ogonem?! Ty debilu! Nie zasługujesz na nią ani na żadną kobietę!...-kontynuowałabym, gdyby nie fakt, iż dotarło do mnie co robię. Zrozumiałam jak głośno krzyczę. Luknęłam na nich. Byli w szoku. Ich źrenice zrobiły się ogromne. W sumie sama byłam zszokowana swoim zachowaniem. Wcześniej krzyczałam tylko raz w życiu, ale nie wyszło mi to na dobre. Wrzaski zawsze stanowiły dla mnie coś szczególnie traumatycznego. A sama to uczyniłam. Zatrzymałam się. Zasłoniłam usta. Moje niebieskie oczy przysłoniła ściana łez. Przeskanowałam jeszcze raz ich postury i wybiegłam z mieszkania. Nie miałam już pojęcia gdzie się podziać. Wiedziałam, że nie mam po co wracać. Udałam się na dach budynku, z uwagi na to, że byłam ubrana jedynie w piżamę. Nie miałam nawet butów. Jedyne co udało mi się zgarnąć to komórka. Nie do końca wiedziałam do kogo zadzwonić.  Już nie chciałam wynosić się do żadnej z moich koleżanek. Zastanawiałam się nad Alexis, lecz stwierdziłam, iż musiałabym jej wszystko wyjaśnić. Moje przemyślenia przerwał właśnie dzwonek mojej komórki. Nie za wiele widziałam przez ścianę łez, więc po prostu odebrałam.
-Tak?-odezwałam się.
-Avecra? Co się dzieje?-W słuchawce rozbrzmiał znajomy głos.
-Błagam cię...Przyjedź po mnie.-wydukałam.
-Będę za 10 minut.-Następnie rozbrzmiał sygnał rozłączenia się połączenia telefonicznego. Starałam się uspokoić. Nareszcie udało mi się. Zeszłam na dół. Czekałam pod blokiem na przybycie mojej koleżanki. Ujrzałam przed sobą czarny sportowy samochód z przyciemnionymi szybami. Byłam niemal pewna, iż to auto Katy. Natychmiast podbiegłam do pojazdu i otworzyłam drzwi, aby szybko znaleźć się w środku. Dopiero po zamknięciu drzwi zerknęłam na kierowcę. To zdecydowanie nie była Katy, a ja nie miałam szans na ucieczkę...





Hello! Oto Confidence 9 <3 Mam nadzieję, że się spodoba ;3 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Welcome!

Hello!
Witam moich kochanych czytelników :) Jestem! Dzisiaj pierwszy września co oznacza...POCZĄTEK SZKOŁY ( -.- ) i KONTYNUACJĘ PROWADZENIA TEGO BLOGA PRZEZE MNIE! :D Czekałam na to długo :3 Wakacje minęły mi aktywnie! :) No i bardzo męcząco, ale tak pozytywnie c:
* 1 miesiąc na obozie sportowym (uff, mega dużo zajęć, ale zdecydowanie kocham to miejsce, jestem tam co rok :D )
* kilka dni w domu :o (NUDAAA!, ale nadal na sportowo **)
* Kociewie ;) U dziadków nad jeziorkiem, gdzie ciągłe treningi sprawnościowe, które z resztą organizowałam sobie sama, bądź z tatą :>
* Lublin! :D U rodzinki, również ogrom spacerów, rolki, rowery itd. ;) Fajnie spędzony czas :3
* A następnie...Bielsko-Biała <3 Kocham góry, dla mnie jest to coś pięknego <3 Morze też jest cudowne, ale jednak to nie to samo :3 (Mieszkam nad morzem, więc jestem już troszkę znudzona XD). Tam równie wiele chodzenia, wiecie...Góry :*
* Kolejno znów Kociewie i to samo :)
* Trójmiasto i dzień luzu :O Wow! Taki sobie leniwiec XD
* NO I DOMEK! <3 NARESZCIE! <3


No to tak minęły mi wakacje :) Tutaj pic z wyjazdu :)










Dobra wystarczy już mnie XD





W każdym razie, cieszę się, że już jestem :) Zaraz kolejny post ;)
Buźka :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Piszcie jak wam minęły wakacje ;)