Nadal podążałam za chłopakiem dla, którego wszystko wydawało się codziennością. Po kilku zmianach kierunku i przemierzeniu paru sal, jakie przerażały mnie swoim "zbrojnym wystrojem" i sztukami walki jakie przedstawiali ludzie znajdujący się tam. Czułam się jak w filmie. Otoczenie przypominało jakąś szkołę dla zabójców. Hmm... No cóż, nie wiele się pomyliłam...
***
Nareszcie zatrzymaliśmy się przed pierwszymi drzwiami, które nie ukazywały co kryje się za nimi. Z jednej strony cieszyłam się, iż to już koniec podróży, z drugiej niepokoiła mnie ta niewiedza i niepewność. Chłopak pozwolił wejść mi pierwszej do
tajemniczego pokoju. Wydaje mi się, iż było to pierwsze pomieszczenie do, którego dochodziło światło dzienne. Zbliżyłam się do barierki. Zerknęłam na dół. Przy stolikach siedziało kilku mężczyzn około dwudziestego piątego roku życia, pracujących przy komputerach. Porywacz zszedł na dół i przywitał się z kompanią. Stałam u góry i wpatrywałam się w ich poczynania. Nie zwracali na mnie uwagi. Po prostu plotkowali. Lecz robili to tak perfidnie, że czułam, iż robią to celowo. Jakby chcieli, abym to ja zaczęła mówić. No cóż, po około 30 minutach, pękłam, a im się udało.
-Mogę się do cholery dowiedzieć co ja tu robię?-Dość głośno się odezwałam. Ponownie zaskoczyłam samą siebie. Właściwie, od zawsze czułam w sobie taką siłę, ale po młodzieńczych przeżyciach nie miałam odwagi jej używać. Kilka par oczu skierowało się na mnie. Zamilkli. Następnie wymienili pomiędzy sobą spojrzenia. Ten,który mnie uprowadził zaczął mówić.
-Jesteś córką Franklina Roberta Reque, prawda?-zapytał. Serce od razu mnie zakuło. Nawet nie zadawałam już sobie pytania skąd to wie. Bo po tym jakie urządzenia jutrzejszej technologii tam widziałam, mówiły za siebie. Nie odparłam nic. Sam mój wyraz twarzy odpowiedział.-Wszyscy tutaj wiemy czym zajmował się twój ojciec, tak samo jak i ty to wiesz. Był genialny w tym co robił, ale przez ciebie i Ernesta musiał zwolnić obroty, także wpadł i skończył jak skończył. W każdym razie Er mieszka w Londynie. Zajmuje się dokładnie tym co tatulko.-Myślałam, że się przesłyszałam. Recytował z ogromnym przekonaniem, więc nie dało się mu nie wierzyć, a bardzo tego chciałam. Poświęcałam mu całą swoją uwagę. Powoli wracał na moje piętro, gestykulując przy tym dłońmi.-My jesteśmy, nazwijmy to w ten sposób, pogromcami takich jak on. Niestety nikt nic o nim nie wie, prócz tego jak się nazywa i jakie imiona nosi jego najbliższa rodzina. Nie wiemy nawet ile ma lat. Jest silny, szybki, cwany i dosłownie stworzony do tego w czym pracuje. Chcemy zapobiec temu chaosowi raz na zawsze, lecz potrzebujemy do tego kogoś...Kogoś kto zna go jak nikt inny, kto wie jak go zakasować. Chyba domyślasz się o kim mówię. Słonko o tobie.-Dzieliły nas już milimetry. Z góry go nienawidziłam, nie jestem pewna dlaczego. Wewnątrz już płonęłam złością.-Masz ten spryt w sobie, tylko musisz go znaleźć i nam pomóc. Wiemy, że potrafisz...Masz to w genach, wiesz? Pomyśl ile twój tatuś ludzi zabił, a twój braciszek to powiela. Chyba nie chcesz żeby jego córka stała się tak bezwartościowa i słaba w swoich oczach, jak ty dla samej siebie, co? Teraz on jest następcą twojego ojca i jest zabójcą bez serca...-kontynuował. Teraz już wiem, że mnie sprowokował, ale wtedy jeszcze to do mnie nie dochodziło. Nerwy kompletnie się mnie puściły. Dostałam szału. Nie mogłam pozwolić, aby w ten sposób mówił o Erneście.
-Przestań!-wydarłam się. Władała mną taka moc, że wykręciłam chłopakowi rękę stawiając go w sytuacji bez wyjścia. W szale dodatkowo ustawiłam swoją nogę na jego plecach przyciskając bruneta do podłoża. Drugą stopą z całych sił kopnęłam ciemnookiego w bok, aż zajęczał. Kiedy to usłyszałam puściłam go wolno. Me oczy zaszły łzami. Cofnęłam się kilka kroków zszokowana swym postępowaniem. Wtem na całą salę rozległy się gromkie brawa. Przeniosłam uwagę na mężczyzn na "parterze". Byli uradowani. Rozglądałam się oszołomiona. Mężczyzna, którego przed sekundą powaliłam powstał z lekkim trudem. O dziwo jego twarz również była rozradowana.
-Widzisz, taka jesteś naprawdę.-Te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie...
Hej! Dzisiaj znów zabiegany dzień i połowa rozdziału, przepraszam, że takie gówno...
Pozdrawiam
JEDNOKIERUNKOWYCH :*