wtorek, 23 czerwca 2015

Confidence 7

Ostatnim jego ruchem było zaśmianie się mi do ucha po tym, kiedy zauważył rumieńce na mojej bladziutkiej twarzy. Skamieniałam, co wykorzystał i po prostu zniknął z pola widzenia. Stałam tak osłupiała, dopóki jakiś sąsiad nie otworzył drzwi za mną. Ocknęłam się. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Nie potrafiłam rozgryźć dlaczego tak wiele nakładało się w tak krótkim czasie. O niczym nie mogłam powiedzieć Alexis, co bardzo mnie bolało. Zapewne nikt nie chciałby słuchać od przyjaciółki, wywodów na temat tego, jak bardzo przeraża ją jej brat oraz chłopak (?) . Po za tym, czułam, że gdybym się zwierzyła, to nie wynikłoby z tego nic dobrego. Ogólnie rzecz biorąc źle wróżyłam sobie przyszłość. Często łapały mnie takie "wizje", niestety równie często się sprawdzały...
***
Niepewnie zajrzałam do mieszkania. Znów zostałam sama. "Urocza parka" musiała się gdzieś ulotnić. Odetchnęłam nieco. Znalazłam się w salonie. Włączyłam telewizor. Przeszłam do swojego pokoju i złapałam za gumkę do włosów. Przechadzając się z powrotem do największego pomieszczenia w domu wiązałam na głowie kok. Przelotem zerknęłam na szybę naprzeciw. Znów dostrzegłam tam męską posturę siedzącą na krześle oddalonym nieco od swojego okna. Moje serce ponownie przyspieszyło swój bieg. Nie mogłam się ruszyć. Czułam się jak wtedy, kiedy byłam mała. Wzrok tajemniczej osoby wypalał w moim ciele dziury. Zauważyłam uśmieszek na twarzy obserwatora. Natychmiast pobiegłam do drzwi. Zakluczyłam je, aby nikt nie dostał się do środka. Postanowiłam nie wracać do salonu. Usiadłam przy blacie w kuchni, na wielkim obrotowym krześle. Wtem zauważyłam kopertę zaadresowaną do mnie. Natychmiast otworzyłam ją i wyjęłam list. Postanowiłam jeszcze sprawdzić nadawcę na rozerwanym "pojemniku". Kilkukrotnie sprawdzałam czy na pewno oczy mnie nie mylą. Znów się przestraszyłam. Nie chciałam czytać tej wiadomości, ale ciekawość była silniejsza. Ręce mi się trzęsły. Obawiałam się treści. Łzy znów zamazały mi nieco obraz.

"Avecra,
             Piszę ten list, gdyż muszę Ci coś przekazać, powinnaś o tym wiedzieć, z uwagi na to, że jesteś moją córką.
             Nie będę się rozpisywał, bo wiem, że i tak nie interesują Cię moje wywody. Pragnę jedynie poinformować Cię, iż za dwa tygodnie wychodzę z więzienia..."

Zatrzymałam się. Nie chciałam więcej czytać. Rzuciłam papierem przed siebie. Zeszłam z siedzenia i zasłoniętymi ustami cofnęłam się kilka kroków. Płakałam. Nie miałam pojęcia jak dalej potoczy się moje życie. Bałam się o samą siebie, jak i o moje przyjaciółki. Aż dygotałam. Wpadłam w histerię. Niespodziewanie rozległo się potężne walenie do drzwi wejściowych. Krzyknęłam cienkim głosikiem w reakcji. To pogłębiło moją rozpacz. Nie radziłam sobie emocjonalnie. Moje serduszko już nie miało sił tego znosić. Ledwo co udało mi się zajrzeć przez "judasza" kogo niesie. Kiedy po drugiej stronie ujrzałam Louis'a, zamarłam. Odsunęłam się od bariery. Pobiegłam do znów do kuchni i złapałam za telefon. Wybrałam numer do Mirell. Na szczęście od razu odebrała.
-Słucham cię kochana.-odezwała się.
-Błagam cię, przyjedź jak najszybciej.-łkałam do słuchawki. Słyszałam jak zrywa się z miejsca słysząc mój lament.
-Co się dzieje?-Znów po mieszkaniu rozbiegło się to dobijanie się do środka.
-Proszę cię, przyjedź tu, ale nie sama. Pomóż mi.-Nie dochodziło do mnie co dukałam. Po prostu mówiłam. Pragnęłam zwyczajnie nie ucierpieć. Rozłączyłam się. Bałam się, że Louis usłyszy moją rozmowę i przyspieszy proces. Nie poddawał się. Wciąż stukał w mahoniową powierzchnię. Nagle zatrzymał się. Wtem pojawił się tylko odgłos przekręcanego w zamku klucza. Wyszłam spod stołu i przebiegłam się do przedpokoju z nadzieją. Szczęście od Boga, że ujrzałam Miri. Natychmiast wpadłam jej w ramiona przejętej brunetki. Uspokajała mnie przez długi czas. Chciała zaprowadzić mnie do salonu, lecz zaprotestowałam i zwróciłam nas do mej sypialni. W końcu udało mi się złapać oddech.
-On sobie poszedł?-zapytałam niepewnie.
-Kto? Tam nikogo nie było.-odpowiedziała.
-Był! Tam był Louis!-Podniosłam głos w amoku. Wstałam, lecz przyjaciółka natychmiast posadziła mnie na materacu.
-Spokojnie, opowiedz mi wszystko od początku. Mała.-Głaskała mnie tuląc do piersi. Zrobiłam sobie jeszcze przerwę na płynną akcję oddechową i zaczęłam opowiadać:
-Zaczęło się to w klubie, pięć dni temu. Tam patrzył na mnie jeden brunet, wiesz, że wcale nie jest to dla mnie miłe lub komfortowe. Starałam się nie zwracać na to uwagi. Od tamtego czasu mam wrażenie, że ktoś wciąż za mną chodzi i mnie obserwuje. Ostatnio też był w lokalu i znów mnie oglądał. Kiedy niosłam ten napój dla Paulla'i zeszłego wieczoru wylałam go przez przypadek na Louis'a. Naskoczył na mnie, myślałam, że nie wyjdę z tego cało. Jednak jakiś jego kumpel ocalił mnie, nawoływaniem go. Wracając samodzielnie znów miałam to poczucie czyjejś obecności za mną. W mieszkaniu naprzeciwko ktoś mieszka i od jakiegoś czasu nieustannie zagląda przez nasze okno szczerząc się na mój widok. Do tego dzisiaj rano ten cały Louis był u nas w mieszkaniu, bo to jakiś stary kumpel Alex ze szkoły i przespała się z nim tej nocy. Konfrontacja nie należała do przyjemnych, jak się domyślasz. Jeżeli można to nazwać konfrontacją. Postanowiłam uciec z mieszkania na czas jego przebywania tu. Wychodząc natknęłam się na Niall'a. Nie wiem czemu, ale udało mi się zamienić z nim kilka zdań. Wybraliśmy się wspólnie na spacer po parku. Tam zauważył stare prostytutki i wspomniał coś o ich dzieciach, wtedy normalnie zakuło mnie w serce, wiesz dlaczego. Dziwne było to, że udało mu się uderzyć w mój czuły punkt, a wcale z nim nie rozmawiam. Wydawało mi się to dziwne, bo przecież patrząc na kogoś takiego nie myślisz o ich pociechach tak po prostu. Nie uważam tego za przypadek. Do tego później wiedział jaką lubię kawę, a na pożegnanie pocałował mnie w policzek. Patrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem...Bałam się go. Kiedy weszłam do salonu, ponownie dostrzegłam tego obserwatora za oknem. Przeniosłam się do kuchni, a tam...Znalazłam list. Jest od ojca...-Zatrzymałam się na dłuższą chwilę powstrzymując łzy. Mirell nie przerwała mi żadnym zdaniem. Dobrze mnie znała, na szczęście wiedziała, iż musi być cierpliwa.-On...Wychodzi z więzienia za dwa tygodnie. Ja nie wiem co robić, jak sobie z tym poradzić...Do tego jeszcze Louis zaczął się tu dobijać. Czego on ode mnie chce? Ja po prostu sobie nie radzę. Tu miało być lepiej! Tu miałam znaleźć nowe, lepsze życie, takie jakiego nigdy nie miałam. Spełnić marzenia. A teraz wszystko się wali. Boję się o siebie, ponownie. Nie chcę przechodzić tego samego po raz kolejny...-Dokończyłam. Płacz już pochłonął mnie całą. Mimo, że zrobiło mi się nieco lżej na sercu, to czułam, iż to tylko namiastka tego co będzie się działo. Byłam pewna, że to nie koniec, a jedynie początek...











Hejka! Jestem z rana :) Taki, chyba, całkiem długi rozdział wam rzucam ;) Hehe :)) Może jeszcze dzisiaj wstawię #8 :D Mam nadzieję, że się spodoba :3 Piszcie reakcje i podejrzenia na temat ciągu dalszego :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Confidence 6

Gestem, jak dżentelmen, nakazał mi iść pierwszej. Zapowiadało się ciekawie, z uwagi na moją nieśmiałość. I tak było, ale nie jestem pewna czy właśnie przez to i czy w pozytywnym znaczeniu tego słowa...
***
Zaczęło się spokojnie. Spacerkiem przechadzaliśmy się przez park. Mimo, że panowała cisza, nie należała ona do niezręcznych. W pewnej chwili doszło do rozmowy, nie zaciekłej dyskusji, lecz przynajmniej do zamiany kilku zdań.
-Spójrz, współczuję im.-Wskazał palcem na ulicę za bramą.-Wyglądają na dojrzałe kobiety, a pracują w tak niepochwalnym fachu, jeżeli można to tak nazwać. Zapewne ich dzieci są teraz same, bez rodzica u boku, jeżeli mają dzieci.-Mówił. Zerknęłam w kierunku jaki wskazywał. Ujrzałam kilka mocno wymalowanych kobiet po czterdziestce w krótkich spódniczkach i na szpilkach. Nazywano i nazywa się je paniami do towarzystwa. Ten widok już nie ruszał ludzi, był traktowany jako normalność. Lecz dla mnie była to księga wspomnień, których nie chciałam pamiętać. Natychmiast łzy zebrały się w moich oczach. Nie mogłam patrzeć na to. Do tego to, co wypowiedział Niall...Spuściłam głowę, aby chłopak nie dostrzegł mego wzruszenia.
-Możemy już stąd iść?-zaproponowałam. Nie czekając na reakcję ruszyłam. Dorównał mi kroku.
-Coś nie tak?-zapytał.
-Nie, wszystko jest okej.-odpowiedziałam. Nie miałam zamiaru wyznawać mu prawdy.Wolałam szerokim łukiem omijać dialogi dotyczące moich uczuć, przeszłości oraz mojego ogółu. Nie cierpiałam, kiedy zwracano na mnie uwagę. Dla mnie wcale nie było to pochlebstwem, a przerażającą studnią doświadczeń i okropnego dzieciństwa.
-Na pewno?-Dłoń niebieskookiego spoczęła na mym ramieniu. Odwróciłam się do niego twarzą.
-Tak. Proszę cię, nie pytaj o to.-Przez zaciśnięte zęby rzekłam. Zrozumiał. Puścił mnie wolno. Wspólnie udaliśmy się do niewielkiej kafejki, gdzie mało kto zaglądał, co zdecydowanie stanowiło dla mnie atut.
-Witam serdecznie, co mogę podać?-Kobietka w średnim wieku podeszła do nas z szerokim uśmiechem. Niestety nie byłam w stanie tego odwzajemnić, dlatego zajął się tym mój towarzysz.
-Poproszę dwa razy małe Latte bez cukru z mlekiem.-odpowiedział wesoło. Kiedy ciemnooka blondynka oddaliła się zadowolona od naszego stolika, natychmiast skierowałam wzrok na blondyna.
-Skąd wiedziałeś jaką kawę lubię?-odezwałam się niegłośno. Uśmiechnął się cwanie. W źrenicach Horan'a zabłysły przebiegłe iskierki, co bardzo mnie zaniepokoiło. Nie rozumiałam go. Przecież zapytałam tylko o ciepły napój...Nachylił się nad barierą jaka nas dzieliła i nie spuszczając mnie z oka zaczął recytować:
-Może i jesteś cichutka, ale ja zauważam pewne rzeczy.-Przyznam, że całe moje ciało pokryła gęsia skórka. Zaczęłam się go bać. Odwróciłam głowę. Wpatrywałam się w przestrzeń za szybą słuchając tylko jak mój puls wzrasta. W końcu otrzymaliśmy nasze kawy. Dość długo męczyłam się z wrzącą cieczą. Nareszcie jednak udało mi się dopić napój. Obok pustego naczynia pozostawiłam należną za dwie osoby sumę. Nialler natychmiast zerwał banknot z obrusu i włożył mi go do kieszeni, a sam odłożył swój na to samo miejsce. Luknęłam na niego pytającym wzrokiem, a on w odpowiedzi obdarzył mnie jedynie mrugnięciem. Bez słowa odwróciłam się i opuściłam lokal, co chyba zaskoczyło Niall'a. Zapewne spodziewał się chichotu lub protestów, bądź kłótni. Nie ze mną takie numery. Po pierwsze brakło mi odwagi na takie posunięcia, po drugie nie należałam do typu dziewczyn zgrywających, że moment w którym to facet płaci się jej nie podoba. Odprowadził mnie pod kamienicę.
-Wchodzisz do Alex?-Niepewnie wydukałam. Zabawne jest to, jak wiele razy zmieniałam się w stosunku do niego. Raz byłam nieśmiała, za inną okazją mniej.
-Nie, nie. Mam jeszcze coś do załatwienia. Muszę zdać raport ze zlecenia.-wyjaśnił. Szczerze, nie wiedziałam jeszcze czym zajmuje się brat mojej współlokatorki. Nigdy nie interesowało mnie to. Przytaknęłam tylko, aby nie wyjść na głupią.
-Dobrze, do zobaczenia więc.-Już chciałam wejść do środka, ale on przytrzymał mnie i ucałował w policzek. Ostatnim jego ruchem było zaśmianie się mi do ucha po tym, kiedy zauważył rumieńce na mojej bladziutkiej twarzy. Skamieniałam, co wykorzystał i po prostu zniknął z pola widzenia. Stałam tak osłupiała, dopóki jakiś sąsiad nie otworzył drzwi za mną. Ocknęłam się. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Nie potrafiłam rozgryźć dlaczego tak wiele nakładało się w tak krótkim czasie. O niczym nie mogłam powiedzieć Alexis, co bardzo mnie bolało. Zapewne nikt nie chciałby słuchać od przyjaciółki, wywodów na temat tego, jak bardzo przeraża ją jej brat oraz chłopak (?) . Po za tym, czułam, że gdybym się zwierzyła, to nie wynikłoby z tego nic dobrego. Ogólnie rzecz biorąc źle wróżyłam sobie przyszłość. Często łapały mnie takie "wizje", niestety równie często się sprawdzały...











Hejka! Oj! Wiem, że już późno, ale jestem ;) Oto kolejny rozdział :33 Mam nadzieję, że się spodoba :D Jeżeli jutro pojawi się rozdział, to rano, bo jadę do taty i posty znów będą nie regularne tak do piątku :'( Przepraszam, ale później wyjeżdżam na miesiąc i nie będę miała możliwości zobaczenia mojego tatusia <3 Zrozumcie proszę :) Nieczęsto widuję tatę, a bardzo go kocham i za nim tęsknie, więc potrzebuję czasami takiego oddechu. U taty nie mam laptop'a, tylko telefon, a na "zastępczym" (bo zbiłam swój codzienny) nie mam chyba opcji do połączenia się z W-fi -,- No nic...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

#7
































































































































































































Hejka! Dzisiaj witam was z #7 :D Mam nadzieję, że się pośmiejecie. Pod wieczór POWINNO pojawić się nowe "Confidence" :) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*












































niedziela, 21 czerwca 2015

Imagin Louis zamówienie

Miałem szesnaście lat. Wraz z rodziną wyjechałem do Hiszpani na wakacje. Już po pierwszej godzinie byłem znudzony. Moja mama wciąż poświęcała uwagę mojemu młodszemu rodzeństwu. Nie miałem jej tego za złe, ale po prostu brakło mi zajęcia. Żadnej młodej duszy do zamienienia zdania. Wszyscy rozpakowywali swoje rzeczy w pokoju hotelowym. Słońce powoli już zachodziło, ale postanowiłem wybrać się na spacer.
-Wychodzę się przejść.-oznajmiłem matuli. Zerknęła na mnie ukradkiem.
-Dobrze synku, tylko nie za długo i uważaj na siebie.-zgodziła się puszczając mi oczko. Uniosłem kąciki ust i opuściłem budynek. Spokojnie przechadzałem się po plaży. Nagle przed moimi stopami znalazła się piłka siatkowa. Podniosłem ją. Przyjrzałem się jej dokładnie, a później spojrzałem przed siebie. Nieopodal stała nieco niższa ode mnie postura zielonookiej brunetki. Uśmiechnęła się do mnie promiennie co odwzajemniłem.
-Cześć.-przywitała się w moim języku.
-Cześć.-odpowiedziałem.-To twoje?-zapytałem wyciągając do niej rękę ze "zdobyczą".
-Tak, wyleciała mi z rąk.-zaśmiała się.
-Nie grasz z nikim?-zdziwiłem się kiedy odbierała swoją własność. Założyła kosmyk swoich długich włosów za ucho. Była piękna. Jej twarz w każdym calu wydawała mi się idealna. Nie miałem śmiałości wyobrazić sobie bardziej fascynującej istoty.
-Nie. Jestem tu tylko z rodzicami i tak trochę brak mi towarzystwa.-odparła spokojnie.
-Mi tak samo, właśnie dotarłem i już jestem znużony samotnością.-zachichotała słodko.-Louis jestem.-Uścisnęła moją dłoń.
-Ewa.-Patrząc mi w oczy przedstawiła się.-To może ponudzimy się we dwoje?-zaproponowała żartobliwie. Od razu mi się to spodobało. Nie dość, że ładna, to z poczuciem humoru.
-Jasne.-zgodziłem się.-Skąd jesteś?-odezwałem się, gdy szliśmy brzegiem morza.
-Z polski.-odrzekła. Zaskoczyła mnie. Brzmiała jak rodowita Brytyjka. Jej angielski był bez zarzutu. Do tego akcent wcale nie przypominał zagranicznego, lecz rzeczywiście taki z samego centrum Anglii.-A ty?-Luknęła na mnie.
-Doncaster, UK.-odpowiedziałem natychmiast.-Ile masz lat?
-Nie mogę tego zdradzić, jestem incognito.-Rozbawiła mnie.-A tak serio, to szesnaście.-dodała po chwili śmiechów.
-Ja tak samo.-Znów mogłem obserwować jak jej twarz się rozpromienia, a to sprawiało, że czułem się jak największy szczęściarz na świecie.
-Czym się interesujesz?-kontynuowała "wywiad".
-Muzyką oraz sportem. A ty co lubisz robić?
-Słuchać muzyki i piec.-Spodobało mi się to, że była szczera. Nie próbowała na siłę wmówić mi, że ma takie same hobby. Wiele osób tak robi, aby zdobyć sobie sympatię.
-Upichcisz mi coś kiedyś?-Szturchnąłem ją delikatnie.
-Jak będziesz grzeczny i ładnie poprosisz, to może może...-"Zastanawiała się". Bardzo przyjemnie rozmawiało mi się z Ewą. Nie spotkałem jeszcze takiej dziewczyny. Stanowiła wzór mojego ideału.
Kolejnego dnia całą ekipą wybraliśmy się na plażę. Siostry bawiły się w piasku, mama odpoczywała itd. Ja znów nie miałem konkretnego zajęcia, wiec postanowiłem wejść do wody. Zanurkowałem, by kompletnie się zamoczyć. Kiedy wychyliłem się ktoś natychmiast mnie podtopił. Od razu domyśliłem się, że to Ewa. Postanowiłem również zażartować. Sprawnie ustawiłem się tak, iż po wynurzeniu się miałem brunetkę na ramionach. Zaczęła piszczeć.
-Lou! Puść mnie!-Bawiło mnie to.
-Jak sobie życzysz!-Łagodnie wrzuciłem dziewczynę do morza.
-Dziękuję.-Uśmiechnęła się utrzymując się na plecach.
-Proszę cię bardzo.-Ukłoniłem się. Kolejne chwile spędziłem w towarzystwie tej niesamowitej osóbki. Poznałem jej rodziców, ona moich. Bardzo polubiłem zielonooką. Nie było detalu, który mi w niej nie pasował. Spotykałem się z nią każdego dnia, a za jednym kolejnym podobała mi się coraz bardziej. Moje serce szalało kiedy była obok. Pamiętam, że piątej doby zdobyłem się na odwagę i podczas naszego nocnego spaceru pod gwiazdami złapałem ją za rękę. Wiedziałem, że zostało nam niewiele czasu razem. Dwie doby. Później wyjeżdżała. Szóstej doby przytuliłem moją przyjaciółkę. Nie chciałem jej tracić. Wiecie jak to jest. Wraca się do swojego świata i zapomina się jak to jest z tamtą osobą. W tamtej chwili nie wyobrażałem sobie gorszej opcji. Nadeszła ten ostatni wspólny mrok. Ściskałem jej dłoń spacerując brzegiem. Księżyc doskonale oświecał nam nasze twarze.
-Jutro się żegnamy.-odezwała się przerywając melodyjną ciszę. Mówiła to z takim spokojem, ale widziałem, że wcale nie było to łatwe ani dla niej ani dla mnie.
-Niestety.-przyznałem ze łzami w oczach. Postanowiłem wyznać jej całą prawdę.- Nie wierzę, że jesteś już spakowana. To był najlepszy czas w moim życiu, ale teraz najgorszy nadchodzi. Lecz musimy się pożegnać. Nie obiecuj mi nic prócz tego, że nie zapomnisz tego co było pomiędzy nami. Byłaś moją na lato, teraz zbliża się koniec. Jesteś moją wakacyjną miłością i zawsze nią będziesz. Nie patrz tak na mnie. Wiemy, że jesteśmy blisko końca, ale zawsze będę o tobie pamiętać. Moja wakacyjna miłości.-Uśmiechnęła się lekko ze łzami w oczach, które już opuszczały jej oczęta tak piękne jak żadne inne. Ująłem jej delikatną twarz w dłonie i ucałowałem jej pełne usta z subtelną namiętnością. Odwzajemniła każdy całus, jaki składałem raz za razem.
-Nie chcę końca...-łkała.
-Nie utrudniaj tego, to wystarczająco ciężkie. Nie zmieniłbym nic co było. Zawsze będę kochał cię jako moją letnią miłość.-Zamknąłem ją w swym kurczowym uścisku. Odprowadziłem ją po drzwi jej pokoju i pożegnałem się z nią po raz ostatni. Nie szczędziłem płaczu. Całą noc myślałem tylko o niej. Reszta wyjazdu była smutna i nijaka. Brakowało mi jej. Mojej miłości, najlepszej niespodzianki od urlopu w świecie. Szkoda, że tylko na chwilę mogłem ją mieć.
 Niestety, choć zawsze o tym marzyłem, już nigdy się nie spotkaliśmy. Tyle się wydarzyło w ciągu tych kilku lat. Ale wiem, że ona jest.Dziękuję Bogu, że ją spotkałem, mimo, że nie ma jej przy mnie fizycznie. Bo ja przed oczami co dzień mam ten cudowny uśmiech, zniewalające spojrzenie. Czuję jakbym nigdy się z nią nie rozstał. Ewa, nawet nie wie ile piosenek o niej napisałem. Nie wie jak inspiruje mnie do dzisiaj tylko tym, że żyje pod tym samym niebem co ja, że ogląda te same gwiazdy. Kocham ją nadal, na swój zwariowany sposób. Mam zamiar ją spotkać i opowiedzieć ile o niej myślę, ile dla mnie znaczy, jak ją kocham, jak jestem jej wdzięczny, jak bardzo żałuję, że nie jestem w najtrudniejszych chwilach jej życia i nie mogę jej wspierać, jak bardzo przepraszam, że nie na tak długo ją opuściłem, ile poświęciłbym dla bycia z nią na zawsze. Zapytać co u niej, czy nadal mnie pamięta, czy czasami zastanawia się co u mnie, czy słucha mojej muzyki, czy tęskni, czy kocha, czy jest szansa. Kiedyś to zrobię, bo zbyt wiele jej zawdzięczam. Najlepsze chwile mojego życia zamknięte w tygodniu.
Moja wakacyjna miłość, na zawsze...








Hejka! Napisałam ten imagin przy piosence "Summer Love" co zapewne widać ;) Zawsze wzruszał mnie tekst tej piosenki :3 Tak samo popłakałam się przy pisaniu tego imagin'a :') Dużo dzisiaj płaczę <3 Dobrze, że nie ze smutku <3 Ewciu! Starałam się Kochanie i mam nadzieję, że nie jest źle, bo to miał być ten ostatni, finałowy i nie wybaczę sobie, jeżeli sknociłam. Pisz szczerze :* Proszę c:
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 20 czerwca 2015

Confidence 5

Jak najszybciej zatrzasnęłam za sobą drzwi i przekręciłam zamek, aby nikt nieproszony mnie nie odwiedził. Zrzuciłam z siebie kurtkę, a torebkę odrzuciłam w kąt. Z nóg zsunęłam baletki i natychmiast złapałam za gumkę do włosów. Związałam swoje czarne fale w kucyk. Przeszłam się do salonu zasłonić rolety. Okazało się, że z mieszkania naprzeciw ktoś zaglądał w moje szyby. Lecz kiedy nieznajomy mnie ujrzał natychmiast zasłonił swoje zasłony. Znów serce zaczęło mi przyspieszenie walić. Uczyniłam to co zamierzałam i w niepokoju udałam się do łazienki. Wzięłam szybką kąpiel. Przebrałam się w piżamę. Około drugiej w nocy słyszałam Alexis, nie była sama...
***
Słyszałam jej chichot i dźwięk jaki rozbrzmiewa podczas pocałunków. Następnie trzask zamykanych drzwi sypialni obok. Nie chcę być wulgarna, ale całą noc Alex jęczała, stękała i krzyczała. Do tego miałam wrażenie, że to łóżko za ścianą zaraz się zarwie. Poważnie, to był pierwszy raz kiedy tak się zachowała. Nigdy wcześniej nie sprowadzała facetów do mieszkania. Z wielkim trudem udało mi się zasnąć.
Kiedy się obudziłam panowała cisza, może zakłócały ją hałasy miasta, ale takie stanowiły normę. Niepewnie wychyliłam się do przedpokoju. Obawiałam się konfrontacji z "kochankiem" mojej współlokatorki. Niepostrzeżenie trafiłam do kuchni. Już wyjmowałam z lodówki mój poranny koktajl, a nagle zza mnie dobiegła znana mi przerażająca chrypka.
-Przepraszam, chciałem tylko nalać sobie trochę wody.-Moje źrenice automatycznie się rozszerzyły. Zdębiałam, zastygłam w jednej pozie. Nie miałam ochoty się odwracać, lecz tak się stało. Ujrzałam...Jego. Tego samego chłopaka na, którego wylałam napój Paulla'i w samych bokserkach. Brunet wydawał się równie zaskoczony co ja. Bałam się. Oboje staliśmy jak słupy. Martwiłam się o siebie. Nie znałam go, więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Był nieobliczalny. W każdej chwili miał możliwość wyszarpania mnie za włosy i wyrzucenia przez okno lub zadźgania nożem. Żadna z tych opcji nie uśmiechała mi się. Brakowało mi pomysłu na jakąkolwiek odpowiedź. Po pewnym czasie na twarzy Louis'a (?) zawitał cwany uśmieszek. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, lecz Bóg zesłał mi z nieba blondynkę.
-O! Vecra! Już wstałaś! To jest Lou, mój stary znajomy jeszcze z czasów szkolnych.-"Przedstawiła mi" swojego "kolegę". Również zaskoczyła ją moja obecność. Wyglądała na...Wypoczętą? Co było dziwne po tak głośnej, wyczerpującej nocy. Wtuliła się w niebieskookiego, a ten natychmiast ją objął.
-My się znamy, skarbie.-zwrócił się do mej przyjaciółki.
-Naprawdę, skąd?-Uśmiechnęła się szeroko błądząc wzrokiem po naszych twarzach. Nawet nie zauważyła jak bardzo jestem przerażona.
-Wczoraj się poznaliśmy, prawda?-Wpił we mnie swoje rządne zemsty ślepia. Nerwowo przytaknęłam ruchem głowy.
-Jjja...Muszę iść.-Wyminęłam jak najszybciej parkę łapiąc tylko swój napój. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję Lexi zamknęłam za sobą barierę drzewną prowadzącą do mojego pokoju. Oparłam się o nią od wewnętrznej strony. Starałam się uspokoić oddech. Może to się wyda dziwne, ale tego typu stresów doświadczałam każdego dnia bez wyjątku. Wypiłam koktajl. Następnie wkroczyłam do łazienki i wykonałam wszystkie rutynowe czynności poranne. "Wyszykowana" wymknęłam się z domu. Tak bardzo się śpieszyłam, że na klatce schodowej wpadłam na kogoś kładąc go na ziemię, a siebie na nim. Nasze twarze dzieliły milimetry. Dopiero po kilku sekundach zrozumiałam, że to Niall. Właściwie to wskazał mi na to jego charakterystyczny śmiech, który wręcz uwielbiałam. W pędzie zeszłam z blondyna i wyciągnęłam ku niemu dłoń. Skorzystał z mojej pomocy.
-Przepraszam. Nie chciałam.-Znów rumieńce zgrabnie wkroczyły na moje poliki. Spuściłam głowę.
-Nic się nie stało, było to nawet całkiem zabawne.-Zarechotał ponownie. Wtem ja po raz pierwszy od dwóch lat, przez jakie się znaliśmy, szczerze się do niego uśmiechnęłam. Nie wiem dlaczego, nie mam pojęcia. Szokiem był fakt, iż Nialler tamtym razem kompletnie nie wywołał u mnie żadnej oznaki spięcia się. Luz zagrał swój debiut w tamtej sytuacji. Dla mnie było to czymś nie do pomyślenia. Ja...Zachichotałam. To dla mnie nie lada wyczyn, naprawdę.-A dlaczego tak umykasz?-zapytał ciekawie, lecz wciąż wesoło.
-Ymm...Nie wiem czy powinnam ci o tym mówić, ale i tak szedłeś odwiedzić siostrę, więc i tak byś się dowiedział. Więc...Nocował u nas znajomy Alex z czasów szkolnych. Wiesz...Nie w pokoju gościnnym.-Oboje zamilkliśmy. W życiu nie wypowiedziałam tylu słów na raz. Jego oczy, jak i moje, się rozszerzyły. Nie kontrolowałam się, nie byłam sobą. Jednak postanowił nie komentować tego zjawiska.
-Kolega?-Wydał się troszkę poirytowany.
-Owszem, jak się nie mylę nazywa się Louis. Chyba.-odparłam ciszej niż wcześniej. Wziął głęboki oddech, jakby próbując się uspokoić. Najwyraźniej go zdenerwowałam, co znów postawiło mnie w stresującej sytuacji.
-Dlaczego uciekasz przed nim?-Po długiej chwili milczenia odezwał się. Najpierw przejechałam spojrzeniem po podłożu, później natrafiłam na buzię Horan'a.
-Ja...Nie pasuje mi on, po prostu.-W pewnym sensie nie skłamałam. Pokiwał znacząco głową, że rozumie.
-Gdzie, więc się wybierasz?-Ponownie się zdziwiłam.
-Nie wiem, jeszcze.-odrzekłam nieśmiało.
-Mogę się dołączyć?-zaproponował.
-Nie idziesz do...?-Wskazałam kciukiem za siebie.
-Też go nie lubię.-przerwał mi.-No to jak? Nie będę przeszkadzał?-Wsadził ręce do kieszeni. Wyglądał tak jakby denerwował się ode mnie.
-Nie. Chodź.-Uniosłam kąciki ust. Gestem, jak dżentelmen, nakazał mi iść pierwszej. Zapowiadało się ciekawie, z uwagi na moją nieśmiałość. I tak było, ale nie jestem pewna czy właśnie przez to i czy w pozytywnym znaczeniu tego słowa...







Cześć! No i jestem! :) Mam nadzieję, że się spodoba <3 Jak myślicie, co takiego przydarzy się Avera'rze? O co chodzi z Niall'em? Czy Alexis będzie z Louis'em? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

#6







































































































































Hejka! Wybaczcie, że mnie wczoraj nie było :( Dzisiaj jestem już z wami :) Oto takie sobie #6 :3 Mam nadzieję, że się pośmiejecie ;) Zaraz zabieram się za "Confidence 5", a później imagin Ewci <3 Ewo! Kochanie moja Najdroższe! Postaram się jak najszybciej, ale staram się wycackać imaginek na perfect! Dlatego nie niecierpliw się Misiaczku :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Oto takie trafnie przytoczone, może podnoszące na duchu, słowa bardzo mądrej osoby.