niedziela, 13 września 2015

Happy Birthday Niall!



Dzień dobry wszystkim! Dzień dobry!
Dzisiaj---> 13.09 są urodziny naszego IRISH BOY <3 :D
Więc z tej okazji składam mu życzenia: )
*Spełnienia marzeń,
*Żebyś nigdy nie dorósł :D, bo jesteś naszym kochanym #CrazyMofo i obyś zawsze nim został,
*Żebyś zawsze uśmiechał się szczerze i tak pięknie jak robisz teraz :D,
*Żeby twój śmiech nigdy się nie zmienił, gdyż to on nas głównie śmieszy w waszych wypowiedziach :3,
*Żebyś robił to co sprawia ci radość,
*Zdrówka :), aby Ci kolanko nie szwankowało kochany :*,
*Więcej hitów :DD,
*Miłości! Abyś w końcu znalazł sobie tą jedyną i stracił dla niej głowę, a ona dla Ciebie (Powiedzmy, że wcale nie mówię o sobie XD hahaha, nie no żart),
*Hajsów! Abyś nadal mógł szaleć ;),
*Podróży w miejsca jakie chciałbyś odwiedzić :D, najlepiej jakbyś chciał do Polski, nikt by się nie obraził :*** <3,
*Przyjaciół, którzy zawsze będą przy Tobie ^.^,
*Jeszcze więcej fanów, ale wtedy już może być ich więcej niż populacja ziemi XD,
*Więcej koncertów <3,
*Abyście wrócili do nas po przerwie z jeszcze większą mocą :D,
*Żebyś nigdy nie zwątpił w siebie ^^,
*Nadal mówił ze swoim cudownym akcentem #Chonce <3,
*Aby fani zawsze byli dla Ciebie opoką i wsparciem :),
*Rodzinka to samo :),
*Byś po prostu miał szczęście w życiu i nigdy nie zawiódł samego siebie :) SAMYCHCZTEROLISTYNCHKONICZYN!!! :D



#IrishGirlsForever! :) <3




Już wczoraj wstawiłam imagin z Niall'em, dzisiaj postaram się wstawić kolejny, lecz z Louis'em, zaglądajcie często ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 12 września 2015

#CHONCE!~~#OhNoNiall :D







































































SOOOOOOOOOOOOO TRUEEEEEEEEEE!!! SOOO FUCKING TRUE! 
#BESTPOSTEVER <3











































Hello and welcome! <3 Witam w kolejnym poście :) Mam nadzieję, że się pośmiejecie Kochani ;D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 





Imagin Niall

*Polecam włączyć na youtubie KODALINE-"ALL I WANT" w drugiej karcie :D Będzie lepszy klimat------->KLIKAJ<  Miłego czytania :)




-Kocham cię.-Te piękne słowa po raz kolejne opuściły usta mojego ukochanego. Właśnie leżałam na jego klatce piersiowej,  na kocu w kratę. Dookoła rozpościerał się krajobraz łąki pokrytej fioletowymi i żółtymi kwiatami. Motyle latały nad naszymi głowami, a słońce jako jedyne widniało wtedy na niebie. W tyle było tylko słychać śpiew ptaków oraz szum drzew z lasku nieopodal. Czułam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie spędzając czas z najbardziej przeze mnie kochaną osobą na świecie w taki sposób. Podniosłam się nieco i zawisłam nad chłopakiem wpijając się w jego usta delikatnie, lecz namiętnie. Po chwili zamienił nas miejscami. Wplątałam palce w jego blond włosy, które zawsze układały się perfekcyjnie. Przymknęłam powieki, a kiedy przywróciłam sobie obraz świata, ujrzałam te niebieściutkie jak ocean w słoneczny dzień oczęta obserwujące moje z uwagą.
-Kocham cię.-Nareszcie mu odpowiedziałam. Znów złączył nasze usta. Chciałam, aby ta chwila nigdy nie dobiegła końca. Następnie wstał i pomógł mi zrobić to samo. Na początku nie wiedziałam o co chodzi. Wybranek mojego serduszka poprowadził mnie w tańcu. Czułam się genialnie w silnych ramionach Niall'a. Tamten dzień był zupełnie idealny. Wieczorny spacer po pobliskiej plaży dopełnił całość idealnie. Pełnia księżyca pozwalała mi lepiej widzieć twarz ukochanego. Trzymał moją rękę, jakbym zaraz miała się rozpłynąć bez śladu, jakby bał się, że mnie straci. Ciepła woda co kilka sekund spotykała się z naszymi stopami, co sprawiało, że przechadzka stała się jeszcze przyjemniejsza, a wydawało mi się to nieosiągalne. Spoglądaliśmy nawzajem w swoje błękitne ślepia co jakiś czas z uśmiechami wypisanymi na twarzy. Łzy cisnęły mi się do powiek, lecz byłam zbyt szczęśliwa, aby dać im upust. Nie chciałam psuć tamtego momentu. Dotarliśmy w miejsce gdzie się poznaliśmy. O dziwo już z daleka w małej jaskimi mającej dostęp do oceanu świeciły małe światełka o nieznanym źródle. Na miejscu okazało się, iż to świeczuszki, które poukładał nie kto inny, jak Nialler.-Tu jest pięknie. Za każdym razem to miejsce nabiera coraz większego uroku.-przyznałam przyglądając się efektowi pracy mojego chłopaka. 
-Gdyż jesteś obok mnie.-Ucałował moją głowę. Serce biło mi tak mocno, że miałam wrażenie, iż za sekundę wyskoczy mi z piersi. A motyle w brzuchu wydawały się tak "uciążliwe", jakby zaraz miało mi rozsadzić wnętrzności. Pozwolił mi usiąść jako pierwszej. Dołączył do mnie i natychmiast mnie objął swym muskularnym ramieniem. 
-Dziękuję ci.-szepnęłam, jakbym bała się zagłuszyć szum Pacyfiku.-Najcudowniejsza trzecia rocznica na świecie.-Otrzymałam kolejny z delikatnych pocałunków. 
-To ja ci dziękuję, za to, że jesteś.-wyrecytował z tak nieziemską pasją jakby miało to być jego ostatnim zdaniem w życiu. Kiedy grał na gitarze melodie, jakiej jeszcze nie znałam wydawało mi się, że latam. Oglądając pokaz, jaki zawdzięczaliśmy spadającym tej nocy gwiazdom, spektakl kołysałam się we wszystkie strony delektując się muzyką. Kiedy skończył nie wytrzymałam. Jedna łza spłynęła po moim poliku. Niall jeszcze jej nie zauważył, więc postanowiłam jak najszybciej się jej pozbyć.-Pragnę ci coś pokazać.-odezwał się. Nie czekał na moją reakcję. Odsłonił swój obojczyk. Tuż pod nim znajdował się piękny wytatuowany napis: "All i want is you". Wtedy nie miałam już jak kryć wzruszenia. Wpadłam w ramiona chłopaka.
-Zawsze mówiłeś, że nie cierpisz bólu na własne życzenie, więc nigdy...-Drżącym głosem zaczęłam, lecz nie dane było mi skończyć.
-Wiem, lecz miałem potrzebę udowodnić ci ile dla mnie znaczysz, a tak nazywa się nasza piosenka. Właśnie ta, którą przed chwilą ci zagrałem, też jest prezentem dla ciebie kochanie.-wyrecytował całując mnie.- Dla ciebie mógłbym przeżywać najgorsze katusze i tortury.-dodał. 
-Jesteś niesamowity.-Wciąż łkałam z nadmiaru emocji. 
-Mam jeszcze jeden prezent.-Nie zwrócił uwagi na to co powiedziałam. Odsunął mnie od siebie. Z kieszeni wyjął małe czerwone pudełko. Otworzył je, lecz nie chciałam nawet patrzeć czym jest zawartość.-Wyjdziesz za mnie?-Atmosfera była tak romantyczna, że nie mogłam uwierzyć jaką szczęściarą jestem. 
-Oczywiście, że tak.-Ponownie się na niego rzuciłam. O dziwo nie był to pierścionek, lecz cudny wisiorek w kształcie serduszka. Z tyłu było wygrawerowane to co na piersi blondyna. Byłam pewna, że już na zawsze będziemy razem. Że jesteśmy sobie pisani. Wtedy myślałam, że nic na świecie nie jest w stanie nas rozłączyć. Kochałam go nad życie. Stanowił mój cały świat, me tchnienie. Niczego nie potrzebowałam, tylko obecności tego jedynego na świecie...


                                                                               ***
Stałam nad nim zapłakana patrząc jak marnieje w oczach. Blady, sine usta, wypłowiałe włosy, chudy jak nigdy. Choroba wyniszczyła jego ciało...Lecz nie jego serce, wciąż było piękne i silne...Kochałam chłopaka tak samo jak tamtej nocy, a nawet bardziej...Oczy Niall'a jednak wciąż się nie zmieniły. Nadal kipiały radością, pewnego dnia zapytałam czemu tak jest, oparł: "Tylko dlatego, że jesteś blisko", resztką sił uniósł mą dłoń i ucałował ją z bezsilnym, lecz satysfakcjonującym mnie uśmiechem. Dobami ślęczałam nad szpitalnym łóżkiem męża z nadzieją, że nie zostawi nas samych za szybko. Mimo mojej wiary, me serce rozpadało się coraz bardziej każdego dnia. To jak podtrzymywali tego, niegdyś, wiecznie młodego Niallera przy życiu za pomocą wielu maszyn, wysysało ze mnie energię. Miałam wtedy jedno, ogromne marzenie, aby został, aby po prostu został. Nie chciałam tracić. Tego jednego z niewielu pierwiastków mojego spełnienia. Wszystko czego chciałam to jego. Aby nabrał koloru, wstał i mógł nadal trwać przy mnie i małym do końca. Pragnęłam jego zdrowia. Mimo moich pragnień, lekarze nie dawali mu już szans. Mogłam tylko wyrywać kartki z kalendarza licząc dni i czekając na ten decydujący.
Wypadały jego urodziny...Dochodziła 22.00 nagle ścisnął mocniej moją rękę. Spojrzałam na niego.
-Tak kochanie?-Gdy tylko przeniosłam na niego wzrok dopadło mnie to bolesne przeczucie. Widziałam jak iskierka znika z jego ślepi. Mimowolnie się uśmiechnął.
-Kocham cię, nie zapomnij. Zawsze będę.-wymamrotał.-Już czas.-szepnął. Płakałam jak nigdy wcześniej, me serce łkało. W jednej chwili wszystkie respiratory zaczęły piszczeć i świecić na czerwono. Ścisnęłam jego dłoń jeszcze mocniej i zamknęłam oczy spuszczając głowę.
-All i want is you.-wydusiłam zanim lekarze wyrzucili mnie z sali. Zjechałam po ścianie na ziemię wpadając w coraz głębszą histerię. Odszedł. Nie wiem jak to możliwe, lecz tak się stało...Ta muzyka...Zaczęła grać w mojej głowie, a w nią wplotły się słowa, które napisałam kiedy zapadła diagnoza. Wszystkie słodko-gorzkie chwile do mnie wróciły. A w myślach echem odbijało mi się tylko: 

"All I want is nothing more
To hear you knocking at my door
Cause' if I could see your face once more
I could die a happy man I'm sure

When you said your last goodbye
I died a little bit inside
And I lay in tears in bed all night
Alone without you by my side

But if you loved me
Why'd' ya leave me
Take my body
Take my body

All I want is
And all I need is
To find somebody
I'll find somebody
Like you

See you brought out the best of me
A part of me I've never seen
You took my soul and wiped it clean
Our love was made for movie screens

But if you loved me
Why'd' ya leave me
Take my body
Take my body

All I want is
And all I need is
To find somebody
I'll find somebody

If you loved me
Why'd' ya leave me
Take my body
Take my body

All I want is
And all I need is
To find somebody
I'll find somebody

Like You"

-Kocham cię.-Nareszcie mu odpowiedziałam.





Hej! Przepraszam, że tak długo mnie nie było, szkoda gadać co się ze mną dzieje :( Jakoś tak jestem mega wykończona treningami i szkołą i wgl masakra :p Nabrała mnie wena na taki smutny imagin :o Mam nadzieję, że się spodoba i nie zabijecie ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 9 września 2015

#Sayinggoodbye





















































Hej! Dzisiaj krótko :( Mam do napisania rozprawkę -.- do tego tańce i się nie wyrobię :( Przepraszam was najmocniej, jutro postaram się coś napisać :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

wtorek, 8 września 2015

Confidence pierwsza połowa 12

Miał rację...Taka byłam naprawdę i potrzebowałam obudzić w sobie tą niebezpieczną Avecra'ę. Mimo, że cały czas byłam wścieka i nabuzowana jak nigdy, to czułam się zdecydowanie lepiej taka agresywna niż kiedy niepewność ze mną wygrywała. Myślę, że ujawniła się we mnie taka wola walki z uwagi na to, że mnie przejrzał...Wiedział jak moja pewność siebie runęła pod nadzorem ojca...Tylko wtedy nie wiedziałam jeszcze jak bardzo mną manipuluje i ile w tym wszystkim prowokacji....
***
Zaniesiono mnie do innego pomieszczenia, wyposażonego w jeden wielki stolik w kształcie półkola, wręcz przepełniony klawiaturami i innym elektronicznymi przedmiotami. Przed tym interaktywnym biurkiem wisiał ogromny ekran. Posadzono mnie na dużym fotelu. W sumie to bardziej zostałam do niego przywiązana. Zostałam w pokoju sama z tym, wciąż tajemniczym, chłopakiem. 
-Cholera! Nie będę polować na własnego brata! Zrozum to i mnie wypuść!-krzyczałam wściekła. 
-Spokojnie. Daj sobie powiedzieć, że...-Opanowany starał się mnie ujarzmić. 
-Że co? Że jestem z jednej wielkiej patologii? Że ojciec miał mnie za jeden wielki błąd? Że twierdził, że jestem najbardziej obrzydliwą kreaturą jaką widział? Że trzymał mnie tylko z prośby matki? Że mój brat zaczął zajmować się tym co on, a ja mam teraz ratować wam dupę?!-To już nie był płytki wrzask. Mój ton przepełnił lament, a oczy łzy. Głos mi drżał. Nie wiem po co to wszystko wypowiedziałam. Jeszcze wtedy nie wiedziałam dlaczego się tak zachowywałam...Jeszcze.-To już wiem.-znacznie ciszej rzekłam. Jednak nieco mi ulżyło, lecz wciąż nie zmieniało to mojego fatalnego samopoczucia, zakłopotania i bezsilności jaka mnie rozpierała. Wzięłam kilka oddechów i spuściłam głowę nie chcąc więcej oglądać tego typa. Jednak nie pozwolił mi długo się ignorować.
-Nie o to tutaj chodzi. Spójrz, jakie zagrożenie sprawia Ernest.-Na ekranie wyświetliła się pewna scena. Osoba w ciemnej oprawie celowała pistoletem w szczupłego mężczyznę podstawionego pod ścianę. Następnie jeszcze kilka takich slajdów.- A my chcemy tylko go złapać, aby odsiedział swoje i zrozumiał jak postępuje. Jednak to zbyt przebiegły przeciwnik i nie damy rady w żaden sposób pociągnąć go do odpowiedzialności.-Zmusił mnie wręcz, abym zerknęła w jego kierunku.
-My? Kto to my? Gdzie ja właściwie jestem? Kim "wy" jesteście żeby mieć prawo przetrzymywać mnie tu i starać się o złapanie mojego brata?-Z wyrzutem odezwałam się. Nabrał powietrze do płuc i ze świstem je wypuścił.
-Jesteśmy swego rodzaju agencją zajmującą się właśnie tym. Pomagamy policji i służbom specjalnym, lecz nie do końca jesteśmy jednymi z nich...-Starał się dobrze ubrać to wszystko w słowa. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że wtem muszę walczyć o dokładną odpowiedź.
-Dlaczego?-zapytałam z marszu.
-No po prostu nie do końca...-Znów chciał zacząć owijać w bawełnę. Nie miałam zamiaru sobie na to pozwalać.
-Jeżeli dokładnie mi tego nie wyjaśnisz, nie mam zamiaru choćby z wami rozmawiać.-Postawiłam warunki. Płonęła we mnie taka wola przetrwania, że kompletnie zapominałam o swojej nieśmiałości. Liczyło się dla mnie jedynie przetrwanie, a taka droga wydawała mi się najbardziej skuteczna. Po prostu dowiedziałam się już, że podoba im się moja agresja. Miałam nadzieję, że dzięki temu szybciej wydostanę się z ich sideł. Przymrużył oczy.
-Cwana.-mruknął pod nosem.-Nie jesteśmy do końca jednymi ze służb specjalnych, ponieważ nie jesteśmy, powiedzmy sobie w ten sposób, "na telefon". Po za tym nie bierzemy udziału w takich sprawach jak małe przestępstwa. My zajmujemy się większymi wykroczeniami na skalę światową.-wyrecytował pewnie. Zauważyłam, że próbuje mnie onieśmielić i grać ze mną w chorą gierkę.
-Czyli mój brat jest kimś więcej niż zwykłym bandziorem. Nie jest jak ojciec.-rzekłam.
-Co?-Zdziwił się. Brunet aż wzdrygnął, jakbym ujawniła nie wiadomo jaki sekret. Reakcja ciemnookiego wydawała mi się absurdalna. Mimo to, zaczęła wskazywać mi drogę do sedna tej rozmowy.
-Pracujecie na skalę światową...Czyli nie zainteresowalibyście się byle kim, w tak "intensywny" sposób. Zależy wam, żebym wam pomogła, także jest coś jeszcze. Pytanie tylko co? Nie chcielibyście mnie tylko po to żebym była przynętą, bo sam mówisz, że jest sprytny. Chcecie ode mnie czegoś więcej, bo on nie złapie się na łatwiejszy chwyt. Te wszystkie sale, gdzie ćwiczyli są pisane również i mi. Prawda? Ernest to ktoś więcej w tym przestępczym świecie. Myślisz, że nabiorę się na te ckliwe filmy z dowodami zbrodni ulicznych, jakimi zajmują się policja oraz służby specjalne, jakimi ponoć wcale nie jesteście? To nie mój brat. On czyni gorsze rzeczy. Jaki, więc jest haczyk, co? O co tutaj naprawdę chodzi?-Zdania płynęły z moich ust jakbym uczyła się ich wcześniej godzinami. Nie mam pojęcia jak doszłam do tego wszystkiego. Wciąż podświadomie łączyłam fakty, ale nie spodziewałam się, iż jestem tak strategicznym człowiekiem. Zaszokowałam samą siebie po raz kolejny. Odkryłam w sobie kilka nowych umiejętności. Nie jestem pewna czy mogłabym być z nich dumna w tamtej chwili. Mimo to, wcale mnie one nie zawodziły, gdyż w owej sytuacji okazały się one przydatne. Czułam się jak w filmie. To nie wydawało się realne. Może i to pomagało mi w odnalezieniu w sobie odwagi. Z jednej strony cieszyło mnie to, z drugiej wywoływało wewnętrzny paraliż. Mina mężczyzny przede mną? Bezcenna. Szczęka mu odpadła w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia. Wpatrywał się we mnie jak obrazek. Najwyraźniej chciał się odezwać, lecz coś go blokowało. Po raz pierwszy w życiu sprawiłam, że kogoś zatkało. Nareszcie znalazłam się po tej drugiej stronie, sprawiała mi ona przyjemność. Pozostawało mi tylko czekać na jego ruch...







Hej! Udało mi się napisać chociaż połówkę ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 Jak myślicie, o co tu tak naprawdę chodzi? :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

#CRAZY


















































I wish so <3











HEJ! Dzisiaj mam wyjątkowo pracowity dzień także nie wiem czy dam radę coś napisać, staram się bo obecnie mam z 1h lub 1,5 więc może mi się uda ;) Trzymajcie kciuki :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

poniedziałek, 7 września 2015

Confidence 11 druga połowa

-Przestań!-wydarłam się. Władała mną taka moc, że wykręciłam chłopakowi rękę stawiając go w sytuacji bez wyjścia. W szale dodatkowo ustawiłam swoją nogę na jego plecach przyciskając bruneta do podłoża. Drugą stopą z całych sił kopnęłam ciemnookiego w bok, aż zajęczał. Kiedy to usłyszałam puściłam go wolno. Me oczy zaszły łzami. Cofnęłam się kilka kroków zszokowana swym postępowaniem. Wtem na całą salę rozległy się gromkie brawa. Przeniosłam uwagę na mężczyzn na "parterze". Byli uradowani. Rozglądałam się oszołomiona. Mężczyzna, którego przed sekundą powaliłam powstał z lekkim trudem. O dziwo jego twarz również była rozradowana.
-Widzisz, taka jesteś naprawdę.-Te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie...
***
Wybiegłam z tamtego pomieszczenia. Słyszałam tylko w tle jak mój porywacz wzywa pomoc. Kilka postawnych mężczyzn goniło za mną. Dziękowałam Bogu, że biegałam i chodziłam na siłownie kiedy dane było mi jeszcze trwać w wolności. Przeskoczyłam przez kilka barierek, ominęłam wiele osób. Przewróciłam kilka koszy w celu spowolnienia mojego "ogona". W końcu natrafiłam na drzwi wyjściowe. Znalazłam się na czymś w rodzaju tarasu kilkanaście metrów nad ziemią ze szkła. Podbiegłam do barierki. Pode mną rozciągała się autostrada. Samochody śmigały wręcz pod moimi stopami. Nie mogłam skoczyć. Ujrzałam drabinkę przy wejściu. Automatycznie ruszyłam i zeszłam na trawę za drogą. Już miałam biec kiedy zostałam złapana za biodra i przerzucona przez ramię. Rozpoznawałam tatuaże na rękach napastnika. Był to ten, który mnie tam przywiózł.
-Puszczaj! Słyszysz chory psycholu?!-Naprawdę nie wiem jak to możliwie, że byłam w stanie się tak wydzierać. W chwilę udało mu się wywołać u mnie agresję. W głowie wciąż siedziały mu jego słowa, a im dłużej nad nimi myślałam, tym bardziej w nie wierzyłam. Kopałam go, szarpałam się. Jednak był zbyt silny, a ja zmęczona maratonem. W końcu wpadłam na pomysł. Wiem, może trochę dziecinny, ale zadziałało. Tak...Ugryzłam go. Natychmiast trafiłam na ziemię. Szybko kopnęłam go w czułe miejsce. Już miałam znów uciekać, a jak na złość ktoś inny objął od tyłu mą posturę krępując me ręce. Znów wierzgałam na marne, ale byłam na tyle żwawa, że przybyło jeszcze jednego napastnika, jaki miał za zadanie zatrzymywać moje nogi. Kiedy ciemnooki poszkodowany podniósł się po dłuższej chwili zbolały, zbliżył się do mnie.
-Waleczna bestia. Jeszcze lepiej.-Wręcz dumny rzekł. Chyba wstąpił we mnie jakiś demon, ale splunęłam mu w twarz. Wytarł to i się zaśmiał. Nie otrzymywałam żadnej odpowiedzi, tylko rozbawienie bądź uśmieszek. Ta jego pewność siebie i "cierpliwość" jeszcze bardziej podnosiły mi ciśnienie. Miał rację...Taka byłam naprawdę i potrzebowałam obudzić w sobie tą niebezpieczną Avecra'ę. Mimo, że cały czas byłam wścieka i nabuzowana jak nigdy, to czułam się zdecydowanie lepiej taka agresywna niż kiedy niepewność ze mną wygrywała. Myślę, że ujawniła się we mnie taka wola walki z uwagi na to, że mnie przejrzał...Wiedział jak moja pewność siebie runęła pod nadzorem ojca...Tylko wtedy nie wiedziałam jeszcze jak bardzo mną manipuluje i ile w tym wszystkim prowokacji....






Hej! Dałam radę ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 PISZCIE ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*