***
Zaniesiono mnie do innego pomieszczenia, wyposażonego w jeden wielki stolik w kształcie półkola, wręcz przepełniony klawiaturami i innym elektronicznymi przedmiotami. Przed tym interaktywnym biurkiem wisiał ogromny ekran. Posadzono mnie na dużym fotelu. W sumie to bardziej zostałam do niego przywiązana. Zostałam w pokoju sama z tym, wciąż tajemniczym, chłopakiem.
-Cholera! Nie będę polować na własnego brata! Zrozum to i mnie wypuść!-krzyczałam wściekła.
-Spokojnie. Daj sobie powiedzieć, że...-Opanowany starał się mnie ujarzmić.
-Że co? Że jestem z jednej wielkiej patologii? Że ojciec miał mnie za jeden wielki błąd? Że twierdził, że jestem najbardziej obrzydliwą kreaturą jaką widział? Że trzymał mnie tylko z prośby matki? Że mój brat zaczął zajmować się tym co on, a ja mam teraz ratować wam dupę?!-To już nie był płytki wrzask. Mój ton przepełnił lament, a oczy łzy. Głos mi drżał. Nie wiem po co to wszystko wypowiedziałam. Jeszcze wtedy nie wiedziałam dlaczego się tak zachowywałam...Jeszcze.-To już wiem.-znacznie ciszej rzekłam. Jednak nieco mi ulżyło, lecz wciąż nie zmieniało to mojego fatalnego samopoczucia, zakłopotania i bezsilności jaka mnie rozpierała. Wzięłam kilka oddechów i spuściłam głowę nie chcąc więcej oglądać tego typa. Jednak nie pozwolił mi długo się ignorować.
-Nie o to tutaj chodzi. Spójrz, jakie zagrożenie sprawia Ernest.-Na ekranie wyświetliła się pewna scena. Osoba w ciemnej oprawie celowała pistoletem w szczupłego mężczyznę podstawionego pod ścianę. Następnie jeszcze kilka takich slajdów.- A my chcemy tylko go złapać, aby odsiedział swoje i zrozumiał jak postępuje. Jednak to zbyt przebiegły przeciwnik i nie damy rady w żaden sposób pociągnąć go do odpowiedzialności.-Zmusił mnie wręcz, abym zerknęła w jego kierunku.
-My? Kto to my? Gdzie ja właściwie jestem? Kim "wy" jesteście żeby mieć prawo przetrzymywać mnie tu i starać się o złapanie mojego brata?-Z wyrzutem odezwałam się. Nabrał powietrze do płuc i ze świstem je wypuścił.
-Jesteśmy swego rodzaju agencją zajmującą się właśnie tym. Pomagamy policji i służbom specjalnym, lecz nie do końca jesteśmy jednymi z nich...-Starał się dobrze ubrać to wszystko w słowa. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że wtem muszę walczyć o dokładną odpowiedź.
-Dlaczego?-zapytałam z marszu.
-No po prostu nie do końca...-Znów chciał zacząć owijać w bawełnę. Nie miałam zamiaru sobie na to pozwalać.
-Jeżeli dokładnie mi tego nie wyjaśnisz, nie mam zamiaru choćby z wami rozmawiać.-Postawiłam warunki. Płonęła we mnie taka wola przetrwania, że kompletnie zapominałam o swojej nieśmiałości. Liczyło się dla mnie jedynie przetrwanie, a taka droga wydawała mi się najbardziej skuteczna. Po prostu dowiedziałam się już, że podoba im się moja agresja. Miałam nadzieję, że dzięki temu szybciej wydostanę się z ich sideł. Przymrużył oczy.
-Cwana.-mruknął pod nosem.-Nie jesteśmy do końca jednymi ze służb specjalnych, ponieważ nie jesteśmy, powiedzmy sobie w ten sposób, "na telefon". Po za tym nie bierzemy udziału w takich sprawach jak małe przestępstwa. My zajmujemy się większymi wykroczeniami na skalę światową.-wyrecytował pewnie. Zauważyłam, że próbuje mnie onieśmielić i grać ze mną w chorą gierkę.
-Czyli mój brat jest kimś więcej niż zwykłym bandziorem. Nie jest jak ojciec.-rzekłam.
-Co?-Zdziwił się. Brunet aż wzdrygnął, jakbym ujawniła nie wiadomo jaki sekret. Reakcja ciemnookiego wydawała mi się absurdalna. Mimo to, zaczęła wskazywać mi drogę do sedna tej rozmowy.
-Pracujecie na skalę światową...Czyli nie zainteresowalibyście się byle kim, w tak "intensywny" sposób. Zależy wam, żebym wam pomogła, także jest coś jeszcze. Pytanie tylko co? Nie chcielibyście mnie tylko po to żebym była przynętą, bo sam mówisz, że jest sprytny. Chcecie ode mnie czegoś więcej, bo on nie złapie się na łatwiejszy chwyt. Te wszystkie sale, gdzie ćwiczyli są pisane również i mi. Prawda? Ernest to ktoś więcej w tym przestępczym świecie. Myślisz, że nabiorę się na te ckliwe filmy z dowodami zbrodni ulicznych, jakimi zajmują się policja oraz służby specjalne, jakimi ponoć wcale nie jesteście? To nie mój brat. On czyni gorsze rzeczy. Jaki, więc jest haczyk, co? O co tutaj naprawdę chodzi?-Zdania płynęły z moich ust jakbym uczyła się ich wcześniej godzinami. Nie mam pojęcia jak doszłam do tego wszystkiego. Wciąż podświadomie łączyłam fakty, ale nie spodziewałam się, iż jestem tak strategicznym człowiekiem. Zaszokowałam samą siebie po raz kolejny. Odkryłam w sobie kilka nowych umiejętności. Nie jestem pewna czy mogłabym być z nich dumna w tamtej chwili. Mimo to, wcale mnie one nie zawodziły, gdyż w owej sytuacji okazały się one przydatne. Czułam się jak w filmie. To nie wydawało się realne. Może i to pomagało mi w odnalezieniu w sobie odwagi. Z jednej strony cieszyło mnie to, z drugiej wywoływało wewnętrzny paraliż. Mina mężczyzny przede mną? Bezcenna. Szczęka mu odpadła w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia. Wpatrywał się we mnie jak obrazek. Najwyraźniej chciał się odezwać, lecz coś go blokowało. Po raz pierwszy w życiu sprawiłam, że kogoś zatkało. Nareszcie znalazłam się po tej drugiej stronie, sprawiała mi ona przyjemność. Pozostawało mi tylko czekać na jego ruch...
Hej! Udało mi się napisać chociaż połówkę ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 Jak myślicie, o co tu tak naprawdę chodzi? :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-My? Kto to my? Gdzie ja właściwie jestem? Kim "wy" jesteście żeby mieć prawo przetrzymywać mnie tu i starać się o złapanie mojego brata?-Z wyrzutem odezwałam się. Nabrał powietrze do płuc i ze świstem je wypuścił.
-Jesteśmy swego rodzaju agencją zajmującą się właśnie tym. Pomagamy policji i służbom specjalnym, lecz nie do końca jesteśmy jednymi z nich...-Starał się dobrze ubrać to wszystko w słowa. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że wtem muszę walczyć o dokładną odpowiedź.
-Dlaczego?-zapytałam z marszu.
-No po prostu nie do końca...-Znów chciał zacząć owijać w bawełnę. Nie miałam zamiaru sobie na to pozwalać.
-Jeżeli dokładnie mi tego nie wyjaśnisz, nie mam zamiaru choćby z wami rozmawiać.-Postawiłam warunki. Płonęła we mnie taka wola przetrwania, że kompletnie zapominałam o swojej nieśmiałości. Liczyło się dla mnie jedynie przetrwanie, a taka droga wydawała mi się najbardziej skuteczna. Po prostu dowiedziałam się już, że podoba im się moja agresja. Miałam nadzieję, że dzięki temu szybciej wydostanę się z ich sideł. Przymrużył oczy.
-Cwana.-mruknął pod nosem.-Nie jesteśmy do końca jednymi ze służb specjalnych, ponieważ nie jesteśmy, powiedzmy sobie w ten sposób, "na telefon". Po za tym nie bierzemy udziału w takich sprawach jak małe przestępstwa. My zajmujemy się większymi wykroczeniami na skalę światową.-wyrecytował pewnie. Zauważyłam, że próbuje mnie onieśmielić i grać ze mną w chorą gierkę.
-Czyli mój brat jest kimś więcej niż zwykłym bandziorem. Nie jest jak ojciec.-rzekłam.
-Co?-Zdziwił się. Brunet aż wzdrygnął, jakbym ujawniła nie wiadomo jaki sekret. Reakcja ciemnookiego wydawała mi się absurdalna. Mimo to, zaczęła wskazywać mi drogę do sedna tej rozmowy.
-Pracujecie na skalę światową...Czyli nie zainteresowalibyście się byle kim, w tak "intensywny" sposób. Zależy wam, żebym wam pomogła, także jest coś jeszcze. Pytanie tylko co? Nie chcielibyście mnie tylko po to żebym była przynętą, bo sam mówisz, że jest sprytny. Chcecie ode mnie czegoś więcej, bo on nie złapie się na łatwiejszy chwyt. Te wszystkie sale, gdzie ćwiczyli są pisane również i mi. Prawda? Ernest to ktoś więcej w tym przestępczym świecie. Myślisz, że nabiorę się na te ckliwe filmy z dowodami zbrodni ulicznych, jakimi zajmują się policja oraz służby specjalne, jakimi ponoć wcale nie jesteście? To nie mój brat. On czyni gorsze rzeczy. Jaki, więc jest haczyk, co? O co tutaj naprawdę chodzi?-Zdania płynęły z moich ust jakbym uczyła się ich wcześniej godzinami. Nie mam pojęcia jak doszłam do tego wszystkiego. Wciąż podświadomie łączyłam fakty, ale nie spodziewałam się, iż jestem tak strategicznym człowiekiem. Zaszokowałam samą siebie po raz kolejny. Odkryłam w sobie kilka nowych umiejętności. Nie jestem pewna czy mogłabym być z nich dumna w tamtej chwili. Mimo to, wcale mnie one nie zawodziły, gdyż w owej sytuacji okazały się one przydatne. Czułam się jak w filmie. To nie wydawało się realne. Może i to pomagało mi w odnalezieniu w sobie odwagi. Z jednej strony cieszyło mnie to, z drugiej wywoływało wewnętrzny paraliż. Mina mężczyzny przede mną? Bezcenna. Szczęka mu odpadła w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia. Wpatrywał się we mnie jak obrazek. Najwyraźniej chciał się odezwać, lecz coś go blokowało. Po raz pierwszy w życiu sprawiłam, że kogoś zatkało. Nareszcie znalazłam się po tej drugiej stronie, sprawiała mi ona przyjemność. Pozostawało mi tylko czekać na jego ruch...
Hej! Udało mi się napisać chociaż połówkę ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3 Jak myślicie, o co tu tak naprawdę chodzi? :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Ok,ja nic nie wiem. Nie bd zgadywać.
OdpowiedzUsuńPoczekam sobie, aż dodasx kolejną cześć ;)
Oczywiście, jak tylko napiszę twoje zamówenie od razu dam ci znać. <3
Hehe :D Ja też nie zgadywałabym, bo to takie zagmatwane XD Aż sama kilka razy czytałam, żeby się nie pogubić XD, ale jak to mówią "Chcesz być piękna, musisz cierpieć" XD Mam nadzieję, że rozumiesz ;)
UsuńCzekam xx
Oj tak:)
Usuń