sobota, 28 lutego 2015

I can't find this feeling 13

.-Czy to chodzi o ten gwałt? Nadal cię to dręczy?-Myślałam, że się przesłyszałam.
-Co?-Oderwałam się od niego.-Co ty powiedziałeś? Czy nadal? Nie zdajesz sobie sprawy co ja przeżywam! Nigdy nie kochałam, byłam z nim bo bałam się, że nikogo innego nie znajdę. Nie miałam rodziny, przyjaciół, w życiu! Dlatego tak bardzo obawiałam się samotności, której zasmakowałam już za dobrze. Musiałam to skończyć, gdyż nasza relacja polegała już tylko na nienawiści z mojej strony! Nie spodziewałam się, że może mi to zrobić! Sądziłam, że nic złego już mnie nie spotka, a okazało się, że koszmar dopiero się zaczyna! Cierpiałam, jak nigdy! Nadal czuję jego obleśne łapy na swoim ciele, nadal słyszę jego przerażający głos, trzęsę się na samą myśl! Nie zapomniałam o tym nawet na chwilę. A wiesz czemu? Ponieważ zawsze ukrywałam emocje, z obawy o wyśmianie, odrzucenie, od dziecka! Nie umiem tego robić. Potrzebuję pomocy i teraz o tym wiem. Ale jedno jeszcze trzyma mnie przy życiu! Ty. Kocham cię, nie wiem od kiedy. Wcale nie zdawałam sobie z tego sprawy, w ogóle. Dopiero kiedy wyjaśniłeś mi to wszystko, zrozumiałam. Nie potrafiłam ci tego wyznać, ot czemu tak się zachowywałam! Zadowolony? Gratulacje, zmusiłeś kamienną Koni do okazywania słabości, gratuluję...-Pod koniec wypowiedzi ściszyłam głos. Płakałam. Po raz pierwszy nie w samotności. W końcu to z siebie wyrzuciłam. Pozostało mi tylko czekać na jego kolei, wcześniej nie niepokoiłam się czymkolwiek tak bardzo...
***
*Oczami Zayn'a
Tak jak myślałem. Dusiła w sobie wszystko przez całe życie. Rzeczywiście nie okazywała uczuć. W tamtej chwili byłem poruszony tym co powiedziała. Zatkało mnie słysząc słowa "...kocham cię", ale w tamtej chwili nie mogłem skupić się właśnie na tym. 
-Koni, ja wiedziałem o tym, że wszystko ukrywasz. Nie chciałem naciskać. Zdaję sobie sprawę z tego jak cierpisz, nawet nie wiesz ile o tym myślę. Czekałem aż sama, powiedzmy sobie, wybuchniesz. Martwiłem się o ciebie od początku i nadal tak jest. Przyznaję, brakowało mi informacji z twojej przeszłości, lecz mimo wszystko domyśliłem się jak zamkniętą w sobie osobą jesteś. Staram się cię wspierać, pomagać, być przyjacielem. Na niczym nie zależy mi bardziej jak na twoim poczuciu bezpieczeństwa i szczęściu. Nie miałem zamiaru mówić ci o swoich uczuciach dopóki nie będziesz gotowa na zwierzenia, gdyż na prawdę wiedziałem o tym co dzieje się w twojej duszy. Może powinienem się narzucać, może nie. W każdym razie chciałem ci powiedzieć, że zależy mi na tobie, nawet nie wiesz jak bardzo i pragnę zostać kimś więcej niż tylko kumplem. Nie umiem wyrazić jak bardzo cierpię widząc twój smutek.-Podszedłem do niej i otarłem jej łzy. Wyrecytowałem wszystko co zamierzałem. Miałem nadzieję, że zrozumie. Wtuliłem ją w siebie. Płakała w moje ramię. Delikatnie muskałem ustami czubek jej głowy. 
-Przepraszam, przepraszam, że nie zwierzałam ci się. Na pewno wtedy byłoby łatwiej.-wydukała zanosząc się rykiem.
-Nie przepraszaj. To już za nami. Najważniejsze, że wszystko zostało już wyjaśnione. Nie rozpaczaj już. Ciii...Spokojnie, będzie dobrze.-Ściskałem ją coraz to mocniej.-Jeżeli pozwolisz mi zbliżyć się do siebie pomogę ci uporać się z bliznami życia wcześniejszego. Pytanie tylko czy tego chcesz.-Kiedy uspokoiła się odchyliłem ją tak aby spojrzała w moje oczy. Przełknęła ślinę. Widziałem, że zastanawia się. 
-Zayn, czy....Czy ty mnie kochasz?-Nieśmiało wyjęknęła. Na moment zapadło milczenie. Byłem pewien, ale i tak chciałem dokładnie to przeanalizować, by nie popełnić błędu.
-Tak, kocham cię.-Ściszonym głosem odrzekłem.
-Skoro ty kochasz mnie, a ja ciebie...Chcę, abyś odegrał w moim żywocie ważniejszą rolę.-Ułożyła głowę na mojej klatce piersiowej. Trwaliśmy tak jeszcze chwile. Później bez słowa narzuciłem na jej ramiona swoją bluzę i objąłem. Wróciliśmy do mieszkania jej i Al. Zatrzymaliśmy się w przedpokoju.-Zen?
-Tak?-Odwróciła się do mnie twarzą.
-Zostaniesz na noc?-Z nadzieją w głosie zapytała.
-A chcesz?-Uniosłem brwi.
-Nie pytałabym, gdybym nie oczekiwała tego.-Uśmiechnęła się. Może to dziwne, ale widok jej z uniesionymi kącikami ust sprawiało mi więcej radości niż cokolwiek innego. Liczyła się tylko ona. Wyglądała pięknie nawet w rozmazanym makijażu, wyglądała idealnie, zawsze. 
-Zostanę.-Powtórzyłem jej gest.
-Idę pod prysznic, za kwadrans wracam.-Zniknęła za drzwiami łazienki. Rozsiadłem się w salonie. Nie wierzyłem, że nareszcie wyznaliśmy sobie co nie co. Przetarłem twarz dłońmi i zatrzymałem je na policzkach. Szczerzyłem się sam do siebie. Kochałem tą dziewczynę jak jeszcze nikogo wcześniej. Cieszyłem się jak wariat z możliwości trwania u jej boku i wspierania jej. Marzyłem o tym. Przez jakieś dziesięć minut myślałem o tym, kiedy rozległ się dzwonek mojej komórki. Zostawiłem telefon w korytarzu, więc ruszyłem tam po niego. Wychodząc z pomieszczenia wpadłem na owiniętą ręcznikiem Koni. Znów. Zupełnie jak w dzień naszego poznania. Stanęliśmy naprzeciw siebie, bardzo blisko. Posyłaliśmy sobie uśmiechy wpatrując się w swoje oczy. Muzyka urządzenia ucichła. Postawiłem dwa  kroki do przodu. Jedną rękę ułożyłem na jej biodrze, drugą złapałem delikatnie jej brodę. Nasze usta już prawie się stykały, ale jak zwykle coś musiało pójść nie tak...








Hej! Co wy na to? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

BARDZO WAŻNE!!!

Witajcie! 
Mam BARDZO ważną prośbę. 
Myślę, że każdy/a  z nas chcieliby koncertu w Polsce, prawda?
Kochani, mamy na to szansę! Trzeba tylko trochę zaangażowania!
Aby chłopcy zagrali w naszym kraju trzeba nam aż 30 TYS głosów do maja! 
Na chwilę obecną jest to około 12 tys, dlatego musimy się sprężyć! 
Skarby GŁOSUJEMY na stronie: http://1d.gigalize.com/pl/OneDirection.html !!!
Im więcej głosów, tym większa szansa :D
Razem damy radę :D
Głosujcie codziennie! Wspólnymi siłami w końcu uda nam się ściągnąć 1D do Polski! 
Tak długo na to czekamy i teraz mamy na to szansę! Nie pozwólmy sobie jej zmarnować! 
GŁOSUJEMY!!!


Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Be my wonder 2

Złota plakietka stała naprzeciw mnie. Przyjrzałam się napisowi dokładniej: "N. Horan". Jakiś ważniak-pomyślałam. Odłożyłam przedmiot i spojrzałam w sufit z uśmiechem. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Odwróciłam się zadowolona. Lecz kiedy tylko zrozumiałam, że to Niall, oniemiałam.  Stanęłam jak wryta. Ledwo zdążyłam na sekundę zapomnieć o tym jego zniewalającym uśmiechu, idealniej fryzurze, pięknych oczach i boskim ciele, a znów stanęło on naprzeciw...
***
Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. On jak gdyby tego nie zauważał, podszedł szczerząc te swoje białe ząbki i zatrzymał się może pięć centymetrów ode mnie.
-Cześć Christina.-Pocałował mnie w policzek. Czułam jak się rumienię. To, powiedzmy sobie, mnie ocknęło. Zrozumiałam, że zachowuję się jak idiotka, więc jako kobieta postanowiłam zrobić dobrą minę do złej gry.
-Witaj Niall, będziesz ze mną pracował?-Natychmiast wystrzeliłam.
-Tak, na to wygląda.-Zaśmiał się. Dopiero wtedy zauważyłam, że nadal trzyma mnie za łokcie trwając w minimalnej odległości ode mnie. 
-Mówiłeś, że masz kogoś szkolić, ale chyba nie mnie.-Uniosłam brwi chichocząc.
-Takie informacje otrzymałem i muszę wykonać moją robotę. Zlecenie szefa, wybacz. Jestem zmuszony cię kontrolować i ogólnie pokazać kilka rzeczy.-Mimo, iż wysłuchiwanie porad, nakazów, wskazówek itd. ogólnie mi nie pasowało, to od niego mogłabym słuchać tego całymi dniami. Jego głos sprawiał, że miękły mi kolana. Jednakże nie zamierzałam okazywać tego w jakikolwiek sposób.
-Ale wiesz, że mam już doświadczenie jeżeli chodzi o moje zadania?-Minęłam go i oparłam się o biurko.
-Ponoć. Ale wiesz, że i tak jesteś tu nowa i nie masz wyboru?-Rozbawił mnie.
-Dobrze, od czego więc chcesz zacząć panie nauczycielu?-zapytałam rechocząc.
-Od oprowadzenia cię po budynku.-Otworzył szklane drzwi i wskazał ruchem abym wyszła. Szczerze, znałam już tamto miejsce na wylot. Zawsze marzyłam o pracy tam i nic nie pozostawało dla mnie w tajemnicy, ale tak bardzo pragnęłam być obok niego. Wciąż wypierałam to z myśli, lecz to było silniejsze. Nie umiałam się na niczym skupić. Opowiadał o wszystkim co już wiedziałam, ale i tak z uwagą wsłuchiwałam się w jego rozprawy. Po powrocie poinstruował kilka znanych mi procesów komputerowych, które także nie stanowiły nowości dla panny Christi. Może wyjaśnię czym konkretnie się zajmowałam, przynajmniej tak miałam ogólnie. Jeździć po świecie oceniając inne hotele z linii firmy, w której pracowałam. Mogłam pojawić się w Paryżu, Tokio czy nawet Sydney. Po wystawieniu opinii internetowej musiałam dokonywać wykresów, statystyk o skoku liczności gości przebywających w naszych "skromnych progach". Trafiały one do szefów całej linii hotelowej. Ode mnie, między innymi, zależało to jakie zarobki mają inni pracownicy itd. Jednym słowem sporo poważnych zadań. Na szczęście miałam jeszcze cały oddział spełniający takie same zadania. W nowej pracy przyjmowałam tylko rezerwacje internetowe i wybrano mnie do wystawiania opinii innych hoteli. Tamtego dnia dowiedziałam się, że będę miała do tego partnera, których oczywiście okazał się Nialler. Cały Boży dzień czułam na sobie jego wzrok, co ukrywał umiejętnie,gdyż za każdym razem gdy luknęłam w jego kierunku, jego oczy skierowane pozostawały na ekranie komputera.-Zapomniałem, że miałem pokazać ci coś jeszcze.-Powstał. Zbliżył się do mnie i jakbyśmy znali się całe życie, nie kilka godzin, pociągnął mnie za dłoń.
-Co to takiego?-Ledwo nadążałam w szpilkach po schodach ewakuacyjnych.-Ała. Zaczekaj, nie dam rady w tych butach.-Wyrwałam mu się w połowie, jak można było się domyślić, drogi. 
-Zaniosę cię.-Bardziej stwierdził niż zaproponował.
-Nie ma mowy.-Odepchnęłam go lekko. Ściągnęłam szpile i wzięłam je w dłonie. Wyszliśmy na dach. Piękne widoki.-Dlaczego postanowiłeś mi to...?
-Tu można zapomnieć o problemach i stresie, polecam.-Puścił mi oczko.
-Dziękuję?-Do moich uszu po raz kolejny tego dnia dobiegł melodyjny śmiech blondyna.
-Dobrze, chodź.-Znów przepuścił mnie w progu wyjścia. Dżentelmen.-pomyślałam.
-Gdzie znów? Do piwnicy?-Zaszydziłam.
-Nie. Na kawę.-odrzekł.
-Mamy masę pracy.-Zatrzymałam się i odwróciłam do niego przodem, aby spotkać te krystaliczne ślepia. Tkwiliśmy bardzo blisko. Wiedziałam jaki to błąd, ale nie umiałam się oprzeć.
-Zlecę to komuś innemu.-Wzruszył ramionami.
-Nie jesteś właścicielem hotelu, możesz sobie.-parsknęłam.
-Ja nie, mój wuj, tak.-Oniemiałam. Nie spodziewałam się. 
-Czemu nie powiedziałeś?-Ruszyliśmy obok siebie.
-"Hej, Christina, jestem siostrzeńcem właściciela, figo-fago i te sprawy. Mogę załatwić ci nowe biuro, bo jestem takim bogaczem, że dostałem tą fuchę ze względu na powiązania rodzinne." Nie wydaje mi się.-Rozbawił mnie. Polubiłam...Tak, a może nie. Nie wiem czy to odpowiednie słowo. Coś mówiło mi, że ta cała sytuacja nie skończy się dobrze. Najgorsze jest to, że mimo czarnych myśli nie próbowałam się opanować...




Hejka! Oto drugi rozdział, wiem, że na razie nuda, ale wszystko musi się rozkręcić. Mam nadzieję, że się spodoba i zmotywujecie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 27 lutego 2015

It's just killing me XD

Czasami zastanawiam się jak to jest, że są dorośli (przynajmniej tak mają w papierach), i dlaczego właściwie ja ich tak bardzo cholernie kocham.  ONE DIRECTION PROSZĘ PAŃSTWA! :3
:) XD



My w poniedziałek rano XD



Wolę nie komentować tego, że ma większe ode mnie XD



Pozdrowienia z podłogi, to zniszczyło mi psychikę xD



Nic dodać, nic ująć XXDD



EJ TEŻ TO SŁYSZYCIE?! XD

\
JASNE c:



I'm just out XD


Bitch please XD


Hahaha XD Prawda? 



Krótko, zwięźle i na temat XD



Haha :D

Awrr... XD



Hej! Po raz pierwszy EVER wstawiam takie coś. Może się wam spodoba, jeżeli nie piszcie ;) Mam nadzieję, że jednak tak, bo ja osobiście uśmiałam się po pachy. Od razu mówię, że nie są mojego autorstwa. 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 45

Trzy dni minęły szybko. Tamtego miała ukazać się reklama ze mną w roli głównej. Właśnie miałam godzinną przerwę. Przesiadywałam ją z Cin w koktajlodajni ulicę od miejsca mojej pracy. To i nagle rozbrzmiał dzwonek. Najpierw Tat...Ogólnie to wszyscy w szoku i gratulacje i takie tam. Jedna osoba pozostała na mojej liście. Tak własnie Harry. Nie napisał, nie zadzwonił. Zawsze robił to w czasie swojego krótkiego odpoczynku od roboty. Nie mogłam do niego dotrzeć ani drogą telefoniczną ani mailową, zero kontaktu. Bałam się. Sama nie wiedziałam czego. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic mu nie jest, gdyż wciąż słyszałam jego głos w radiu, tyle, że taki zmieniony. Ciężko stwierdzić jaki dokładnie on był. Musiałam czekać na powrót do domu. Zamknęłam za sobą drzwi. Zastałam ukochanego w kuchni...
***
Oparty był o blat. Jego ręce skrzyżowane opierały się na klatce piersiowej chłopaka. Bałam się, bałam się jak nic. Serce przyspieszyło, oddech objawiał się niemiarowo, a moje ręce trzęsły się jak na zimnie. Stanęłam w progu. Po chwili jednak, kiedy jego wzrok spoczął na mnie postawiłam kilka kroków w jego kierunku. Kuchnie miałam wielką, więc i tak dzielił nas spory odstęp.
-Harry, ja...-Zaczęłam. Właściwie nie wiedziałam co chciałam powiedzieć. W sumie nawet nie miałam pojęcia o tym czy jest zły, smutny, zawiedziony, a może szczęśliwy.
-Michell, dlaczego mi nie powiedziałaś?-Już wiedziałam, że jest źle. Zawsze mówił mi po imieniu kiedy sytuacja trwała w powadze.
-To miała być niespodzianka, tak samo jaką była dla mnie. Jak widać zła, przepraszam. Nie chciałam abyś się zdenerwował. Ja po prostu gdzieś tam w głębi duszy, jak chyba każda kobieta, marzyłam o czymś takim i postanowiłam spróbować. Nie każdemu zdarza się taka okazja. Ja...Wybacz. Jesteś dla mnie ważniejszy i jeżeli chcesz, żebym z tego zrezygnowała...-Tłumaczyłam się. Sama plątałam się już w swojej wypowiedzi. Nie do końca świadoma byłam swoich słów. W tej chwili zaczął się śmiać jak idiota. Podszedł i nadal robiąc sobie ze mnie bekę przytulił mnie. CO ZA DEBIL!!!-pomyślałam. Nicpoń jeden robił mnie w balona.-Jesteś wredny.-wymruczałam obejmując go niechętnie.
-Oj, przepraszam. Chciałem zobaczyć czy myślisz, że jestem aż takim tyranem. Cieszę się twoim szczęściem i jeżeli ty jesteś tego pewna, będę wspierał cię w tym. Wszystko, abyś była szczęśliwa, księżniczko.-Pocałował mnie delikatnie, ale i namiętnie. Kochałam jego usta. Mogłam muskać je w nieskończoność i jeszcze dłużej.
-Uwielbiam kiedy mnie tak nazywasz, ale to trochę samolubne.-Zachichotałam.
-Nie prawda.-Ponownie nasze wargi się złączyły.-Opowiedz mi wszystko z szczegółami.-Usiedliśmy na sofie, a ja ponownie tego dnia wyrecytowałam tą czterodniową historię.-...To rzeczywiście wygrałaś los na loterii. Cóż poradzić, że jesteś taka piękna i idealna. Martwi mnie tylko to czy nie wymienisz mnie na jakiegoś modela Calvin Klein.-Zażartował.
-Wolę mojego Adonisa niż jakiegoś pedałka.-Wtuliłam się w niego mocniej. Cieszyło mnie, że chce mi pomagać i rozumie to.
Dni mijały bardzo szybko. Może wydać się to niedorzeczne, ale w ciągu dwóch miesięcy zarobiłam tyle ile doświadczona modelka w ciągu roku. Tak, to prawda. Moja kariera nabrała rozpędu. Reklamy, wywiady, sesje, pokazy, to stało się już dla mnie normalnością. Wszystko działo się bardzo szybko. Kupiłam nam nowy dom, samochód, nasze życie stanęło na głowie. Na szczęście w dobrym znaczeniu. Jednak to co się zmieniło, nie zmodyfikowało mojej relacji z Hazz'ą i resztą przyjaciół. Poświęcałam im tyle samo czasu co wcześniej. A  to za sprawą mojej kochanej asystentki, która rozplanowywała mój grafik wręcz idealnie. Na prawdę, zaczęłam trwać w pięknej bajce. Ale jak wszyscy wiemy sielanka nie trwa wiecznie. W moim przypadku to były tylko dwa miesiące. Później ukazała mi się ciemna strona mocy, jeżeli w takim zmiękczeniu można to wyrazić...









Hejka! Wiem, że późno i wgl, ale pisałam na drugim blogu i do tego masa spraw domowych. Mam nadzieję, że nie jesteście źli i będziecie zadowoleni z tego rozdziału. Jak myślicie, co się zepsuje w życiu Michell? Piszcie ;) Jestem ciekawa waszego zdania :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


czwartek, 26 lutego 2015

Imagin Louis 4

-Czemu od razu tak mnie skreśliłaś?-Podszedłem do niej.
-Przestaniesz zadawać tyle pytań?-Znów stanęła do mnie twarzą, lecz tym razem nie wiedziała, że tkwię tuż za jej plecami. Nasze ciała wręcz się stykały.
-Nie.-Zaśmiałem się. Chciała cofnąć się, ale złapałem ją na nadgarstki i przyciągnąłem bliżej.-Chcę odpowiedzi, bo jak nie to nie puszczę.-Ścisnąłem ją mocniej. Oczywiście długo krzyczała na mnie i szarpała się, ale trochę drobinka z niej i nie bardzo wychodziły jej te "próby".
-Najzwyczajniej w świecie nauczyłam się, że gdy kogoś polubię po chwili go tracę, więc nie mam zamiaru przeżywać tego wciąż i nie mam nawet znajomych.-Dałem jej powietrza. Zszokowała mnie. Nie myślałem, że o to chodzi. Łzy w jej oczach sprawiły, że spoważniałem.-On zawsze odstrasza tą swoją "dyscypliną". Kontroluje i zazwyczaj nie pozwala dopuścić do mnie nikogo. Wolę oszczędzić tego sobie i innym. Jesteś pierwszą osobą jak w ogóle kiedykolwiek zagościła w moim domu za jego zgodą.-Minęła mnie starając się ukryć płacz. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. Zatkało mnie.
-Ja...
-Przestań. Idź lepiej, wróć do swojej ekipy i rozpowiedz im jaka to córunia dyra nie jest beksa i ciota, zrobi ci to dobrze.-Ocierała poliki. Zbliżyłem się do niej i znów zacisnąłem dłonie w tym samym miejscu.
-A może warto spróbować?-...
***
-Nie jestem taki jak myślisz.-Ścisnąłem jej dłonie.
-Jasne.-Parsknęła.-To po co udajesz kogoś kim nie jesteś? Dla popularności, "przyjaciół"? Tak? Pomyślałeś, że udając nie siebie, oni tak naprawdę lubią nie ciebie tylko twoje udawane zachowanie? Przecież, gdyby zależało im na tobie chcieliby się z tobą przyjaźnić bezwarunkowo. Dlatego ja nie mam znajomych, nie muszę grać.-Wyrwała mi się i odeszła na kilka kroków powracając do dawnego zajęcia. Miała rację stuprocentową. Otworzyła mi oczy na to co robię. Rzeczywiście nie byłem sobą, to wszystko na pokaz. Lecz nie tylko to zrozumiałem.
-Przyznam, że to prawda. Przejrzałaś mnie, gratuluję. Myślę, że oboje potrzebujemy kogoś kto stanie u naszego boku bez żadnych sztuczności. Może dajmy sobie szansę?  Nawzajem.-Spojrzała na mnie i zmierzyła wzrokiem.
-Nie boisz się, że cała szkoła cię znienawidzi?-Ironicznie zapytała.
-Nie, bo ja nie mam się czego wstydzić przy takiej dziewczynie. Jesteś mądra, inteligentna, pewna siebie, piękna i robisz wrażenie.-Wyrecytowałem na co krzywo na mnie luknęła.
-Chodzi mi o to, że jestem córką dyrektora szkoły. Wiele osób postrzega mnie tylko przez ojca, więc...
-Przestań. Nie zależy mi na opinii innych, liczy się to co ja uważam o tobie i moją sprawą jest czy spotykam się z tobą czy nie.-Zrobiła zdziwioną minę.
-Od kiedy masz wylane na resztę szkoły?-Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-Od jakiejś minuty, kiedy dowiedziałem się jaki jestem.-Zachichotała.
-Jakbym powiedziała ci jaki jesteś to już nigdy nie zechciałbyś zobaczyć mnie po raz drugi.-Nawet nie wiedziała, że sama się pogrążała.
-Ale mi tego nie wytkniesz, bo chcesz abym spędzał z tobą czas.-Pewnie stwierdziłem. Spodziewałem się wyparcia, w najgorszym wypadku kłótni.
-Tak zależy mi na tym.-Zupełnie poważnie potwierdziła. Zatkało mnie. Oniemiałem. (T.I) (T.N), ta która przed minutą mnie nie cierpiała wyznała, że chce ze mną przebywać?!?!?!
-Co?-Jak idiota wydukałem.
-Jesteś pierwszą i jedyną osobą, która daje mi szansę i chce mnie poznać.-Odpowiedziała cicho. Spostrzegłem w jej oczach żal i smutek, miałem ochotę opleść ją rękami i wtulić mocno w siebie. Jednakże wiedziałem, że nie mogę. Mogłem stracić ją przez najgorszą głupotę, doskonale zdawałem sobie z tego sprawę.
-I nie mam zamiaru zmieniać zdania.-rzekłem.
-Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać.-Chyba nie miałem tego usłyszeć, ale usłyszałem. Niepokoiło mnie to. Spakowałem swoje rzeczy i narzuciłem pakunek na plecy.
-Do zobaczenia.-Wychodząc rzuciłem z lekkim uśmiechem.
-Cześć Louis.-Odwzajemniła gest i zamknęła za mną drzwi.
*Oczami (T.I)
Jak zawsze wyszłam z domu o 8.00. Przed furtką jednak zastałam coś, właściwie kogoś nowego.
-Co tu robisz?-odezwałam się pierwsza.
-Czekam na ciebie.-oznajmił.
-Myślałam, że po przemyśleniu tego zrezygnujesz.-Ruszyliśmy.
-Rzadko kiedy się poddaję.-odrzekł.
*Oczami Lou
Wkroczyliśmy do budynku szkoły. Wszystkie spojrzenia zostały skierowane na nas. Nie czułem się nieswojo. Wręcz duma przepełniała mnie. Zjawiliśmy się przed moją "paczką", o której już opowiadałem. Każdy z nich miał zaskoczony wyraz twarzy. Cóż, pewnie nie spodziewali się. W tajemnicy zdradzę, że nie tylko oni. Ciekawy byłem ich reakcji, która mogła objawić się w każdy sposób...










Hi! Oto kolejna część, choć krótka, mam nadzieję, wystarczająco treściwa.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 12

Obudziłam się o siódmej. Zjadłam śniadanie. Odświeżyłam się i wykonałam rutynowe czynności poranne. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je. Rzęsy podkreśliłam tuszem, a usta malinowym błyszczykiem. Ubrałam się i stwierdziłam gotowość do kolejnego dnia.Trafiłam do miejsca pracy i zaczęłam harówę. Po ośmiu godzinach samotnie postanowiłam pospacerować po plaży. Chciałam wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam nic. Czekałam tylko na jakiś znak od niebios. Właśnie błagałam o niego przy brzegu, kiedy znikąd tak po prostu się pojawił...
***
Od jakiegoś czasu kroczyła przede mną pewna para. Trzymali się za ręce, okazywali czułość i ogólnie wyglądali na szczęśliwych. W którymś momencie zaczęli kłócić się nie wiadomo o co. Akurat trafiło, że usłyszałam te słowa.
-Nie myśl, czuj. Miłość nie na rozsądku polega. Nie wszystko można rozwiązać rozumem, poglądy się zmieniają, uczucia niekoniecznie!-wykrzyczała dziewczyna. Dotarło do mnie, że to właśnie mój znak. Serce zaczęło bić mi mocniej. Ogólnie ogarnęło mnie coś jeszcze mi nieznanego. Coś do mnie doszło. Jedyne co mi pozostało to zaplanowanie interpretacji. Przerażało mnie to co się ze mną działo. Bałam się, bałam się niemiłosiernie. 
Mijały dni, tygodnie. Ja nadal nie potrafiłam tego okazać. Z każdym dniem jednak było mi coraz ciężej. Myślałam, że niewiedza jest męcząca, ale gdy już wszystko stało się jasne kompletnie się załamałam. Wiele razy próbowałam, za każdym obawa o niepowodzeniu mi przeszkadzała. Lecz nareszcie przyszedł ten dzień. Wszystko jak zawsze, praca, dom. Jednakże, tamtego wieczora mieliśmy wyjść na imprezę. Około 17.00 byłam w mieszkaniu. Postanowiłam przygotować się z Als. Kąpiel, suszenie, pogadanka. Fryzura, makijaż, strój. I tak wycięte trzy godziny z życia. Dochodziła godzina 21.00, wszyscy razem ruszyliśmy do klubu. Jak zwykle Alby pomknęła z Lou na parkiet zostawiając mnie z Harry'm, Niall'em, Li oraz Zen'em. Wiedziałam, że zaraz zacznie się bitwa o to kto pierwszy porywa mnie do tańca. Oczywiście zawsze musiał to być Hazz, ale nie tym razem, gdyż trochę nie za bardzo się czuł i towarzyszył nam tak po prostu. Pozostał blondyn, zniknął w tłumie, Liam- nieśmiały=nigdy nie zapyta. A więc tylko Mulat, nie powiem, że mnie to nie cieszyło. Ruszyłam z nim na parkiet. Norma, w znacznej odległość poruszaliśmy się do rytmu. W pewnej chwili zwolniono tempo. Oplotłam rękoma kark chłopaka i przywarłam do niego. Natomiast jego dłonie spoczęły na mojej talii. Serce waliło mi jak szalone. Od dawna nie trwałam tak blisko niego. Gdy piosenka znalazła swój koniec, odchyliłam się w tył i spojrzałam w te jego śliczne czekoladowe źrenice. Wtem coś we mnie pękło. Wszystko obudziło się wybuchło we mnie. Uciekłam, znów uciekłam. Wyszłam pospiesznym krokiem z klubu. Wciąż słyszałam go za sobą, Dorównał mi kroku, złapał za ramię i obrócił ku sobie.
-Co się dzieje?-Z troską zapytał zbliżając się do mnie.
-Nic, nic...-Starałam się nie wybuchnąć płaczem. Znów ruszyłam. Lokal znajdował się na plaży. Zdjęłam buty. Postawiłam zaledwie kilka kroków na piasku, a znów zatrzymał mnie.
-Koni, od miesiąca zachowujesz się inaczej. Widzę, że coś nie gra. Unikasz mnie, kiedy na ciebie patrzę stykasz wzrok z podłożem, mówię ty milczysz, ignorujesz mnie. Boli mnie to, kompletnie nie wiem co się dzieje. Powiedz mi, ja nie umiem tak żyć...Bez ciebie.-Trzymał mnie za dłonie. Wyglądało to jak w filmie romantycznym. Na horyzoncie widniał wielki księżyc w pełni, tafla wody tworzyła lekkie fale, a my trwaliśmy naprzeciw siebie jakby bokiem do oceanu. Wzięłam głęboki oddech. Postanowiłam zaryzykować, już miałam zacząć kiedy.-Czy to chodzi o ten gwałt? Nadal cię to dręczy?-Myślałam, że się przesłyszałam.
-Co?-Oderwałam się od niego.-Co ty powiedziałeś? Czy nadal? Nie zdajesz sobie sprawy co ja przeżywam! Nigdy nie kochałam, byłam z nim bo bałam się, że nikogo innego nie znajdę. Nie miałam rodziny, przyjaciół, w życiu! Dlatego tak bardzo obawiałam się samotności, której zasmakowałam już za dobrze. Musiałam to skończyć, gdyż nasza relacja polegała już tylko na nienawiści z mojej strony! Nie spodziewałam się, że może mi to zrobić! Sądziłam, że nic złego już mnie nie spotka, a okazało się, że koszmar dopiero się zaczyna! Cierpiałam, jak nigdy! Nadal czuję jego obleśne łapy na swoim ciele, nadal słyszę jego przerażający głos, trzęsę się na samą myśl! Nie zapomniałam o tym nawet na chwilę. A wiesz czemu? Ponieważ zawsze ukrywałam emocje, z obawy o wyśmianie, odrzucenie, od dziecka! Nie umiem tego robić. Potrzebuję pomocy i teraz o tym wiem. Ale jedno jeszcze trzyma mnie przy życiu! Ty. Kocham cię, nie wiem od kiedy. Wcale nie zdawałam sobie z tego sprawy, w ogóle. Dopiero kiedy wyjaśniłeś mi to wszystko, zrozumiałam. Nie potrafiłam ci tego wyznać, ot czemu tak się zachowywałam! Zadowolony? Gratulacje, zmusiłeś kamienną Koni do okazywania słabości, gratuluję...-Pod koniec wypowiedzi ściszyłam głos. Płakałam. Po raz pierwszy nie w samotności. W końcu to z siebie wyrzuciłam. Pozostało mi tylko czekać na jego kolei, wcześniej nie niepokoiłam się czymkolwiek tak bardzo...












Hejka! Wiem, że jakoś tak ostatnio ze mną słabo, ale szkoła mnie przytłacza i nadmiar konkursów, spotkań,m prace domowe, przygotowania itd. Przepraszam, postaram się poprawić...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 25 lutego 2015

Be my wonder 1

Na imię mi Christina. Można powiedzieć, że wiodłam spokojne życie. Narzeczony, dom, praca, przyjaciółki. Rzeczywiście było jak w bajce. Ale każda bajka ma swój koniec. Niektóre zamykają rozdział słowami: "I żyli długo i szczęśliwie", niestety bądź stety, nie w moim przypadku. Zacznę może od początku.
Irlandia to piękny kraj, zamieszkiwałam go od zawsze. Nigdy nie pragnęłam innego miejsca. Może Mullingar to nie moje marzenie, ale nie narzekałam. Bruce'a poznałam w liceum. Na początku to tylko przyjaźń, która przerodziła się w miłość. W zaręczeniu trwaliśmy akurat, może jakieś cztery miesiące, kiedy właśnie nastał ten dzień. Poszłam z Bru, Josh'em (przyjaciel), Vicki (koleżanka), Chloe (najlepsza przyjaciółka) do baru świętować mój awans i przeniesienie do nowego miejsca pracy. Usiedliśmy i zaczęliśmy opijać. Miał dołączyć do nas dawny kumpel mojego ukochanego. Ponoć kiedyś mieli świetny kontakt, który urwał się jakoś z rozpoczęciem szkoły wyższej. Nie ważne. Po jakichś dwudziestu minutach do lokalu wkroczył wysoki blondyn o niebieskich jak ocean oczach. Był niesamowicie przystojny. W zwykłych rurkach, t'shirt'cie oraz Nike'ach wyglądał bosko. Jednakże szybko wyrzuciłam z głowy fantazje o nim. Czemu? Właśnie dlatego.:
-Hej, stary.-Bruce przybił sobie z nim piątkę. Wtem mnie oświeciło. Wstałam i podałam mu dłoń.
-Niall.-przedstawił się jako pierwszy.
-Christina.-odparłam. Następnie wymienił imiona z resztą towarzystwa. Prawie się nie odzywałam. Wlepiałam wzrok w podłogę i jakoś się stresowałam. Kompletnie nie miałam pojęcia z jakiego powodu. Czułam się jak w podstawówce, dosłownie. Nie wiem, wydawało mi się to strasznie głupie i niedorzeczne. Przecież nie znając go nie mogłam się zakochać. To niemożliwe!-wypierałam w myślach same podejrzenie. Mimo, iż nie uczestniczyłam zbytnio w konwersacji, to uważnie słuchałam każdego jego słowa. Jejku! Nie dosyć, że zabójczo przystojny to do tego na max'a inteligentny. Z tego wszystkiego dowiedziałam się, że jest pracownikiem hotelu, tak jak ja. Wywnioskowałam, iż ma przyjąć dziewczynę i przeszkolić ją w nowym dla niej zakresie. Od razu przyszłam sama sobie na myśl. Lecz prędko to odeszło, gdyż ja miałam robić w dobrze znanym mi dziale. Po spotkaniu wróciłam z Bruce'm do mieszkania, jego mieszkania. Moje zajmowała moja była współlokatorka i najlepsza kumpela-Chloe. Wzięłam prysznic i położyłam się w ramionach narzeczonego. Wielokrotnie pytał czy wszystko dobrze. Odpowiadałam wciąż, że tak. Ale czy do końca tak było? Nie rozumiałam tego, że od ujrzenia Niall'a nie potrafiłam nawet dostrzec we własnym partnerze tego czegoś. Już wtedy to mnie zaniepokoiło. Gdybym tylko wiedziała. To co wtedy działo się w mojej głowie nie może nawet równać się z dalszym rozwojem akcji, ale to w swoim czasie.
Obudziłam się jak zawsze o 6.00. By nie obudzić blondaska cicho wstałam i ruszyłam do kuchni. Zrobiłam śniadanie i spożyłam co nie co, zostawiając resztę niebieskookiemu na później. W łazience wzięłam prysznic i ubrałam się. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam makijaż i wsiadłam do samochodu. Po półgodzinie zatrzymałam się przed nowym miejscem pracy. Piękny budynek, ekskluzywny i z klasą. Pewnie wkroczyłąm do środka. Porozmawiałam z kilkoma osobami, szefem itd. Otrzymałam swoje własne biuro, które miałam z kimś dzielić, Rozłożyłam swoje rzeczy za biurkiem i postanowiłam rozejrzeć się po pomieszczeniu. Złota plakietka stała naprzeciw mnie. Przyjrzałam się napisowi dokładniej: "N. Horan". Jakiś ważniak-pomyślałam. Odłożyłam przedmiot i spojrzałam w sufit z uśmiechem. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Odwróciłam się zadowolona. Lecz kiedy tylko zrozumiałam, że to Niall, oniemiałam.  Stanęłam jaak wryta. Ledwo zdążyłam na sekundę zapomnieć o tym jego zniewalającym uśmiechu, idealniej fryzurze, pięknych oczach i boskim ciele, a znów stanęło on naprzeciw...


 

Christina






Hejka! Wiem, że obiecywałam na wczoraj, ale po prostu nie wyrobiłam czasowo. Dzisiaj nie było mnie długo z powodu występów itd. Nie złośćcie się proszę :3 Mam nadzieję, że zaciekawię was nowym opowiadaniem i skomentujecie <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


Chloe




                                                                                   
Bruce










Vicki


Josh





wtorek, 24 lutego 2015

Little Sweet Angel 44

-Hej. Mów mi Cin.-Przywitałyśmy się uściskiem dłoni.
-Michi.-Uśmiechnęłam się.
-Masz, więc dzisiaj przymiarki do pierwszej, później próba make-up'u i fryzury. O siedemnastej kolacja z innymi modelkami i jesteś wolna. Jutrzejszy plan wyślę ci mail'em. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała pisz, albo dzwoń. To mój numer. Jestem na czternastym piętrze. Do usług.-wyrecytowała zadowolona. Od razu ją polubiłam.
-Jasne, dziękuję.-Odebrałam karteczkę.
-To do zobaczenia.-Pomachała mi i wyszła.
-Pa!-rzuciłam.
-Podnieś ręce do góry.-Nakazała jedna ze skaczących wokół mnie krawcowych.
-Tak jasne.-Powróciłam do skupienia na przymiarce. To jest jakaś bajka.-pomyślałam...
***
Szybko zleciało. Poznałam wiele znanych modelek, aż byłam w szoku jakie to miłe dziewczyny. Wydawało mi się, że takie gwiazdy są raczej wredne i samolubne, ale nie one. Jednakże, życie nauczyło mnie, aby nie ufać nikomu za szybko. Dlatego też nie zbliżałam się za bardzo. Po "kolacji" George odebrał mnie i podwiózł mnie na róg mojej ulicy. Dlaczego biorę słowo "kolacja" w cudzysłów? Już wyjaśniam. Jak wiadomo ten fach nie należy do takich gdzie można wszystko bezkarnie. Tutaj styl życia wpływa na karierę. A więc posiłek nie należał do obfitych, jeżeli w ogóle można było nazwać to posiłkiem. Kolejne pytanie: Czemu na róg, nie pod dom? Otóż, Hazz mógł domyślić się czegoś, mimo iż tego wieczoru i tak go nie było. Umówiłam się z szoferem, że będziemy spotykać się właśnie tam. Weszłam do mieszkania. Harry miał audycję do 22.00, więc samotnie zajęłam sofę i włączyłam telewizor. Jakoś samoistnie mi się przysnęło.
-Słoneczko?-Usłyszałam głos ukochanego z przedpokoju. Natychmiast podniosłam się i przeciągnęłam. Ruszyłam do źródła dźwięku.
-Hej.-Uśmiechnięta przywitałam go pocałunkiem.
-Witam mój cały świat.-Oplótł ręce wokół mojej talii.-Mam pytanie do mojego aniołka.-Oznajmił.
-Rozumiem, że o mówisz o mnie.-Zachichotałam.
-Jak dojechałaś do pracy?-Odgarnął włosy z mojej twarzy.
-A czemu...?
-Twoje auto nadal stoi pod budynkiem od rana.-Przerwał mi. Ups...No to mamy problem!-pomyślałam. Zmuszona  byłam szybko znaleźć wyjaśnienie. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
-Tak, bo widzisz. Co dziennie podjeżdża po mnie koleżanka z pracy. Nie mówiłam ci?-Jak najwiarygodniej odparłam odchodząc do kuchni. Podążał za mną.
-Nie.-Zaśmiał się.
-No to mówię.-Oparłam się o blat.
-Dobrzeee...-Przeciągnął układając dłonie na moich biodrach.
-Głodny?-Przechyliłam lekko głowę na bok tworząc wzory na jego torsie.
-Yhym.-mruknął.
-Może pizz'a...-Moment Michell buforowała informacje.-Albo może...Ymmm...Grzanki?-Lekko się skrzywiłam. Wiecie, nie mogłam jeść tak tłustych rzeczy, do tego on jeszcze o tym nie wiedział, więc.
-Nie masz ochoty na pizzę?-Zaśmiał się pod nosem.
-Nie bardzo, w sumie to nie jestem głodna. Brzuch mnie boli.-Udałam cierpienie.
-Jak wolisz, ja chyba zamówię tajskie.-Puścił mi oko łapiąc za telefon domowy.
-Dobrze, ja pójdę pod prysznic.-Oznajmiłam wychodząc.
-Myślałem, że zrobimy to razem.-Mruknął.
-Nie dzisiaj, kochaniutki.-Posłałam mu buziaka i zniknęłam. Mało brakowało, muszę być ostrożniejsza.-pomyślałam. Woda rozluźniła moje mięśnie. Wysuszyłam ciało i włosy, które związałam w niechlujną kitkę. W za dużej koszulce na długi rękaw i szarych spodniach dresowych zeszłam do ukochanego. Spożywał właśnie posiłek. Zajęłam miejsce obok na sofie. Jak na nieszczęście zaburczało mi w brzuchu i po raz kolejny musiałam się tłumaczyć.
Trzy dni minęły szybko. Właśnie tamtego miała ukazać się reklama ze mną w roli głównej. Właśnie miałam godzinną przerwę. Przesiadywałam ją z Cin w koktajlodajni ulicę od miejsca mojej pracy. To i nagle rozbrzmiał dzwonek. Najpierw Tat...Ogólnie to wszyscy w szoku i gratulacje i takie tam. Jedna osoba pozostała na mojej liście. Tak własnie Harry. Nie napisał, nie zadzwonił. Zawsze robił to w czasie swojego krótkiego odpoczynku od roboty. Nie mogłam do niego dotrzeć ani drogą telefoniczną ani mailową, zero kontaktu. Bałam się. Sama nie wiedziałam czego. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic mu nie jest, gdyż wciąż słyszałam jego głos w radiu, tyle, że taki zmieniony. Ciężko stwierdzić jaki dokładnie on był. Musiałam czekać na powrót do domu. Zamknęłam za sobą drzwi. Zastałam ukochanego w kuchni...










Hejka! Oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że nie będziecie za niego źli, doskonale wiem, że tragedia...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 23 lutego 2015

Imagin Louis 3

-Dzień dobry, ja do (T.I) na korepetycje.-Odezwałem się jako pierwszy.
-Witaj. Tak, tak. Louis, prawda?-Uchylając drzwi szerzej zapytała.
-Tak. Skąd pani wie?-Wszedłem i nieco się zaśmiałem.
-Córa, trochę o tobie mówiła. Że jesteś taki...
-Mamo?-Nagle pojawiła się ona. Jej rodzicielka zatrzasnęła barierę drzewną i zachichotała pod nosem.
-Dobrze, dobrze. Już nic nie mówię. To ja lecę, a wy się tam "uczcie" namalowała cudzysłów w powietrzu szczerząc się od ucha do ucha. Rozbawiła mnie. (T.I) posłała jej karcące spojrzenie. Brunetka zniknęła. Zostałem w przedpokoju wraz z nią.
-Nic nie mów.-Nakazała zanim zdążyłem cokolwiek wydusić. Odwróciła się i zaczęła iść. Dorównałem jej kroku pokonując pierwsze schodki.
-Jaki jestem?-Rechotałem.
-Głupi.-Uderzyła mnie w ramię jeszcze bardziej mnie bawiąc...
***
Jej pokój? Niesamowity. Ogromny i urządzony naprawdę nowocześnie. Przyznam, że w tamtej chwili na sekundę zagościła we mnie zazdrość, ale po minucie uleciała. Usiedliśmy do nauki. Na początku jak zawsze musiałem się trochę powygłupiać, później jakoś poszło. Powiem tak, belfrzy nigdy nie potrafili niczego mnie nauczyć. Zawsze mieszały mi się ich metody, wzory itd. (T.I) udało się to. Naprawdę zrozumiałem. Myślała schematami, co mi także pasowało w tym przypadku.
-...Wynik?-zapytała.
-Minus pięćdziesiąt dwa.-odpowiedziałem niepewnie. Patrzała na mnie tymi swoimi ślicznymi oczkami, przy niej po prostu nie dało się być przekonanym o swoim zdaniu.
-Dobrze.-Ucieszyła się (?).-Załapałeś.-Lekko klepnęła mnie w rękę na znak, chyba, gratulacyjny.
-Mam dobrą nauczycielkę.-Wyszczerzyłem się.
-Ta. Okej, to chyba wszystko na dziś.-Zamknęła zeszyty i odłożyła na bok.
-Mogę zadać ci pytanie?-Odezwałem się.
-Wydaje mi się, że właśnie to zrobiłeś.-Zachichotała.
-Inne pytanie.-Sprostowałem.
-No wal.-Poprawiła włosy.
-Dlaczego mi pomogłaś?-zapytałem.
-Już mówiłam ci...
-Ale tak naprawdę, powiedz czemu. Chcę wiedzieć.-Przerwałem jej. Wyraźnie posmutniała.
-Kiedy masz ojca dyrektora, nie chodzi mi tylko o szkołę, bronisz zdania i praw innych. Tyle.-odpowiedziała wstając. Zaczęła grzebać w swoim plecaku tyłem do mnie.
-Może dokładniej?-Nie chciałem przyznawać się dosłownie, że nie skumałem.
-Po prostu on stara się rządzić wszystkimi i nadzorować wszystko. Mam tego dość. Po prostu staram się stawiać mu kiedy uważam coś za niesłuszne.-Wzruszyła ramionami układając ubrania do swojej szafy.
-Czyli karcenie mnie było niesłuszne ze strony twojego ojca?-Wyprostowała się i odwróciła aby na mnie spojrzeć.
-Musisz łapać mnie za słowa?-Z wyrzutem westchnęła.
-Nie łapię cię za słowa, po prostu wyznałaś, że uważasz to za błąd. Czyli jednak mnie lubisz.-Wskazałem na nią wskazującym unosząc brwi.
-Toleruję i tylko dlatego, że jesteś cholernie uparty i walczysz o swoje. Szanuję takie osoby, co nie oznacza, że darzę cię jakąś tam sympatią czy coś tam.-Machnęła ręką.
-Czemu od razu tak mnie skreśliłaś?-Podszedłem do niej.
-Przestaniesz zadawać tyle pytań?-Znów stanęła do mnie twarzą, lecz tym razem nie wiedziała, że tkwię tuż za jej plecami. Nasze ciała wręcz się stykały.
-Nie.-Zaśmiałem się. Chciała cofnąć się, ale złapałem ją na nadgarstki i przyciągnąłem bliżej.-Chcę odpowiedzi, bo jak nie to nie puszczę.-Ścisnąłem ją mocniej. Oczywiście długo krzyczała na mnie i szarpała się, ale trochę drobinka z niej i nie bardzo wychodziły jej te "próby".
-Najzwyczajniej w świecie nauczyłam się, że gdy kogoś polubię po chwili go tracę, więc nie mam zamiaru przeżywać tego wciąż i nie mam nawet znajomych.-Dałem jej powietrza. Zszokowała mnie. Nie myślałem, że o to chodzi. Łzy w jej oczach sprawiły, że spoważniałem.-On zawsze odstrasza tą swoją "dyscypliną". Kontroluje i zazwyczaj nie pozwala dopuścić do mnie nikogo. Wolę oszczędzić tego sobie i innym. Jesteś pierwszą osobą jak w ogóle kiedykolwiek zagościła w moim domu za jego zgodą.-Minęła mnie starając się ukryć płacz. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. Zatkało mnie.
-Ja...
-Przestań. Idź lepiej, wróć do swojej ekipy i rozpowiedz im jaka to córunia dyra nie jest beksa i ciota, zrobi ci to dobrze.-Ocierała poliki. Zbliżyłem się do niej i znów zacisnąłem dłonie w tym samym miejscu.
-A może warto spróbować?-...











Hejka! Jak powiedziałam pojawia się dzisiaj kolejny rozdział, który mam nadzieję, że się spodoba ;) I jak? Spodziewaliście się takiego zwrotu akcji? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 11

W świetle księżyca wyglądał naprawdę atrakcyjnie. Zaraz...Co?! Stop!
-Taaa...Jutro pracujesz?-rzucił.
-No, niestety. Nie mam ochoty na wstawanie z rana, ale nie mam wyboru.-Westchnęłam.-Spójrz!-Wskazałam na niebo.-Gwiazdy są niesamowite.-opadłam na piasek odchylając głowę do tyłu. On zrobił to samo.
-Nie tylko one...-Przykuł moją uwagę...
***
Nie do końca wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam tam osłupiała wpatrując się w te jego piękne ślepia. Kompletnie nie potrafiłam wybrnąć. Nie spodziewałam się takich słów z jego strony. Po jakimś czasie odwróciłam wzrok.
-Mogę o coś cię zapytać?-Odezwałam się.
-Tak, oczywiście.-Wzięłam głęboki oddech.
-Byłeś kiedyś zakochany?-Już czułam jak rumieniec ogarnia moją twarz.
-Dlaczego pytasz?-Lekko go rozbawiłam.
-Ja...Z resztą nie ważne, jak nie chcesz to...-Zaczęłam nerwowo plątać się w wypowiedzi.
-Nie, nie, chcę. Spokojnie. Byłem zakochany.-Odpowiedział spokojnie. Niemalże nasze ciała do siebie przywierały. Jego łokcie zginały się nad jego kolanami odnajdując na nich oparcie. Ja dłonie trzymałam pod zgięciami kolan.
-Ja to jest? Co wtedy się czuje?-Nie odrywając spojrzenia od nieba zapytałam.
-To wtedy kiedy serce nie bije po to, aby utrzymać cię przy życiu, lecz przy tej osobie. To wtedy kiedy wolisz umrzeć niż zostać bez niej. To coś co po prostu się czuje. Tylko od ciebie zależy czy chcesz to dostrzec i powiedzieć o tym światu czy zapomnieć i żyć w kłamstwie ze samym sobą.-Wyrecytował, jak zauważyłam kątem oka, patrząc na mnie. 
-Jeszcze nigdy nie słyszałam tak pięknej definicji tego słowa.-Szepnęłam.
-To nie jest słowo, tego nie da się zdefiniować. Musisz zwyczajnie wiedzieć.-odparł.
-Ale jak to znaleźć?-Kontynuowałam.
-Sercem.-Cicho zachichotał.-Nigdy nikt cię nie zauroczył?-Po dłuższej chwili milczenia przerwał je.
-Oprócz ostatniego chłopaka nie miałam innego. W życiu się z nikim nie spotykałam, dużo by opowiadać. Tak czy tak, nie wiem ja to jest.-Wzruszyłam smutno ramionami.
-Nie kochałaś go?-Nutka zdziwienia zagościła w jego głosie.
-Byłam pewna, że tak. Ale po tym co mi wyjaśniłeś, nie do końca.-odrzekłam.-Wiesz co? Może już wróćmy. Jutro muszę wrócić do roboty.-Nie chcąc ciągnąć tematu wstałam. Ruszyliśmy. Odprowadził mnie pod samo wejście.-Do zobaczenia.-Pocałował mnie w policzek.
-Do zobaczenia.-Cicho powtórzyłam. Uśmiechnęłam się i weszłam do mieszkania. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi i uderzyłam w nie głową. Przygryzłam wargę zaciskając przy tym powieki. 
Westchnęłam i weszłam do swojego pokoju. To wszystko mnie przytłaczało, ale nie pozwolę, abym popełniła błędy mojej matki. O co to, to nie.-twierdziłam. Wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka, gdyż Als nadal nie było. Ciężar na sercu wadził mi już od jakiegoś czasu, nie do końca wiedziałam czy to, to i czy będę umiała go ściągnąć. Tyle myśli zaprzątało moją głowę. Zaczęłam się nad czymś bardzo zastanawiać. Już sama gubiłam się w tym co robię, myślę i czuję.
Obudziłam się o siódmej. Zjadłam śniadanie. Odświeżyłam się i wykonałam rutynowe czynności poranne. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je. Rzęsy podkreśliłam tuszem, a usta malinowym błyszczykiem. Ubrałam się i stwierdziłam gotowość do kolejnego dnia.Trafiłam do miejsca pracy i zaczęłam harówę. Po ośmiu godzinach samotnie postanowiłam pospacerować po plaży. Chciałam wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam nic. Czekałam tylko na jakiś znak od niebios. Właśnie błagałam o niego przy brzegu, kiedy znikąd tak po prostu się pojawił...








Hejka! Oto rozdział number eleven ;) Jak myślicie, co tak wadzi naszej małej Koni? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 
P.S. Nie wiem kiedy pojawi się nowe opowiadanie, na razie mam małą blokadę twórczą, ale już coś mi się tworzy, więc będzie okej :) Nie denerwujcie się jeżeli nie pojawi się w najbliższych dniach :3

niedziela, 22 lutego 2015

Imagin Louis 2

-Czego ty ode mnie chcesz? Możesz się odczepić?-Niemiłym tonem zapytała.
-Nie. Nie pozwalasz mi na to sobą.-Przewróciła teatralnie oczami.
-Nie wiem czy wiesz "Panie Piękny", ale wygląd to nie wszystko.-Zmniejszyła dystans pomiędzy nami mówiąc to i, gdy skończyła, miała zamiar odejść, ale nie pozwoliłem jej na to łapiąc nadgarstek kruszynki.
-Nie wiem czy wiesz, ale nie miałem na myśli tylko wyglądu.-wyrwała rękę z mojego uścisku i wrogo na mnie spojrzała.
-Palant!-krzyknęła krocząc tyłem do mnie i wystawiając środkowy palec w moim kierunku.
-Jasne jasne! Jeszcze  będziesz krzyczeć moje imię któregoś wieczoru!-Odwrzasnąłem.
-Chyba już po śmierci!-Tylko tyle usłyszałem od niej więcej.
-Tsa...-Zaśmiałem się pod nosem. Nagle na ramieniu poczułem dłoń. Odwróciłem się na pięcie. Zamarłem. No to kaplica!-pomyślałem...
***
-Pan dyrektor?-Drżącym głosem odezwałem się.
-Chciałbyś mi coś powiedzieć?-K***a! Nie dość, że przyłapał mnie na takich a nie innych słowach, to jeszcze skierowanych do jego córki. Doskonale! Tylko pogratulować, pacanie!-Karciłem się w myślach.
-To znaczy, ja...-Gładziłem się po karku. Kompletnie nie wiedziałem jak wykaraskać się z tej sytuacji. W mojej głowie pojawiła się rzadka, dla mnie, pustka.
-My tylko się przekomarzaliśmy, to nic takiego.-Nagle za plecami mężczyzny pojawiła się (T.I). Odwrócił się i zmierzył ją wzrokiem.-My się lubimy.-Podeszła do mnie i stanęła w tej samej linii. Byłem w szoku. Przed sekundą mnie wyzywała, a tu takie coś. No proszę...
-Skoro więc tak bardzo się polubiliście, proponuję, abyś udzielała koledze korepetycji. Ty masz świetne oceny, on nie do końca. To będzie coś w rodzaju kary. I mają one odbywać się u nas w domu, żebym mógł was kontrolować. Bo znając Pana Tomlinson'a i ciebie...Zaczynacie od jutra.-Surowo wyrecytował dyrektor i zniknął. Jej mina, nie do opisania. Ja także zostałem postawiony w niezręcznej sytuacji. No wiecie, fajnie, że miałem spędzać z nią czas, ale, że u dyra na chacie. Taaa...
-Czy mi się przywidziało czy ty serio mnie obroniłaś?-Zaśmiałem się. Z poirytowaniem na mnie zerknęła.
-Przywidziało ci się.-warknęła.
-No raczej nie. To co jutro o osiemnastej będę.-Puściłem jej oczko.
-Weź nie przypominaj, bo dobijasz.-parsknęła.
-Dlaczego to zrobiłaś? Przecież mnie nie trawisz.-Przymrużyłem oczy.
-Nie ważne.-Zaczęła się oddalać.
-Lubisz mnie!-Krzyknąłem.
-Nie wyobrażaj sobie za wiele!-odparła. Wydarzenie tamto było słodko-gorzkie. Niby załatwiłem sobie bliższe kontakty z (T.I.), ale z drugiej miałem minus u jej ojca, pod względem szkoły, rzecz jasna. A może nie tylko? Wróciłem do domu. Już w korytarzu rzuciły się na mnie moje młodsze siostry. Kochałem je nad życie. Może i w budzie wydawałem się chojrakiem bez uczuć, ale tak naprawdę to tylko maska. Poza liceum, kumplami i towarzystwem, zachowywałem się inaczej. Czulszy, troskliwszy i ogólnie bardziej empatyczny. Pomogłem mamie w podawaniu obiadu. Po posiłku udałem się do swojego "królestwa". Na uszy nasunąłem słuchawki i włączyłem głośną muzykę. Moje powieki samowolnie opadły. Wciąż myślałem o (T.I). Jej sposób bycia mnie pociągał. Jej ciało, oczy, włosy, usta, jak marzenie.
Kolejny dzień szkoły mijał dość szybko. Nie koniecznie chwaliłem się zajściem z szefem budy i "moim ideałem". Wolałem zachować to dla siebie. Dochodziła siedemnasta. Postanowiłem trochę ogarnąć się przed wyjściem do dziewczyny. No co poradzić, że dla mnie to właśnie oznaczało ogarnąć się. Nie potrzebowałem jakiś tam ekstrawaganckich ciuchów. Po za tym moich rodziców nie było na nie stać. Złapałem za komórkę i plecak. Pożegnałem rodzinę i wyszedłem. Adres miałem zapisany w telefonie. Nigdy wcześniej nie przebywałem w tej okolicy. Dotarłem i oniemiałem. Jeszcze nie widziałem tak niesamowitego domu. W porównaniu do mojego...Tego właściwie nie da się porównać. To można spokojnie nazwać willą. Po złapaniu oddechu zapukałem. Otworzyła mi niska kobietka. Ciemne oczy i włosy, uśmiechnięta i, jak można się domyślić, przyjazna.
-Dzień dobry, ja do (T.I) na korepetycje.-Odezwałem się jako pierwszy.
-Witaj. Tak, tak. Louis, prawda?-Uchylając drzwi szerzej zapytała.
-Tak. Skąd pani wie?-Wszedłem i nieco się zaśmiałem.
-Córa, trochę o tobie mówiła. Że jesteś taki...
-Mamo?-Nagle pojawiła się ona. Jej rodzicielka zatrzasnęła barierę drzewną i zachichotała pod nosem.
-Dobrze, dobrze. Już nic nie mówię. To ja lecę, a wy się tam "uczcie" namalowała cudzysłów w powietrzu szczerząc się od ucha do ucha. Rozbawiła mnie. (T.I) posłała jej karcące spojrzenie. Brunetka zniknęła. Zostałem w przedpokoju wraz z nią.
-Nic nie mów.-Nakazała zanim zdążyłem cokolwiek wydusić. Odwróciła się i zaczęła iść. Dorównałem jej kroku pokonując pierwsze schodki.
-Jaki jestem?-Rechotałem.
-Głupi.-Uderzyła mnie w ramię jeszcze bardziej mnie bawiąc...




Hejka! Oto druga część :D Jak się podoba? Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*