czwartek, 26 lutego 2015

I can't find this feeling 12

Obudziłam się o siódmej. Zjadłam śniadanie. Odświeżyłam się i wykonałam rutynowe czynności poranne. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je. Rzęsy podkreśliłam tuszem, a usta malinowym błyszczykiem. Ubrałam się i stwierdziłam gotowość do kolejnego dnia.Trafiłam do miejsca pracy i zaczęłam harówę. Po ośmiu godzinach samotnie postanowiłam pospacerować po plaży. Chciałam wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam nic. Czekałam tylko na jakiś znak od niebios. Właśnie błagałam o niego przy brzegu, kiedy znikąd tak po prostu się pojawił...
***
Od jakiegoś czasu kroczyła przede mną pewna para. Trzymali się za ręce, okazywali czułość i ogólnie wyglądali na szczęśliwych. W którymś momencie zaczęli kłócić się nie wiadomo o co. Akurat trafiło, że usłyszałam te słowa.
-Nie myśl, czuj. Miłość nie na rozsądku polega. Nie wszystko można rozwiązać rozumem, poglądy się zmieniają, uczucia niekoniecznie!-wykrzyczała dziewczyna. Dotarło do mnie, że to właśnie mój znak. Serce zaczęło bić mi mocniej. Ogólnie ogarnęło mnie coś jeszcze mi nieznanego. Coś do mnie doszło. Jedyne co mi pozostało to zaplanowanie interpretacji. Przerażało mnie to co się ze mną działo. Bałam się, bałam się niemiłosiernie. 
Mijały dni, tygodnie. Ja nadal nie potrafiłam tego okazać. Z każdym dniem jednak było mi coraz ciężej. Myślałam, że niewiedza jest męcząca, ale gdy już wszystko stało się jasne kompletnie się załamałam. Wiele razy próbowałam, za każdym obawa o niepowodzeniu mi przeszkadzała. Lecz nareszcie przyszedł ten dzień. Wszystko jak zawsze, praca, dom. Jednakże, tamtego wieczora mieliśmy wyjść na imprezę. Około 17.00 byłam w mieszkaniu. Postanowiłam przygotować się z Als. Kąpiel, suszenie, pogadanka. Fryzura, makijaż, strój. I tak wycięte trzy godziny z życia. Dochodziła godzina 21.00, wszyscy razem ruszyliśmy do klubu. Jak zwykle Alby pomknęła z Lou na parkiet zostawiając mnie z Harry'm, Niall'em, Li oraz Zen'em. Wiedziałam, że zaraz zacznie się bitwa o to kto pierwszy porywa mnie do tańca. Oczywiście zawsze musiał to być Hazz, ale nie tym razem, gdyż trochę nie za bardzo się czuł i towarzyszył nam tak po prostu. Pozostał blondyn, zniknął w tłumie, Liam- nieśmiały=nigdy nie zapyta. A więc tylko Mulat, nie powiem, że mnie to nie cieszyło. Ruszyłam z nim na parkiet. Norma, w znacznej odległość poruszaliśmy się do rytmu. W pewnej chwili zwolniono tempo. Oplotłam rękoma kark chłopaka i przywarłam do niego. Natomiast jego dłonie spoczęły na mojej talii. Serce waliło mi jak szalone. Od dawna nie trwałam tak blisko niego. Gdy piosenka znalazła swój koniec, odchyliłam się w tył i spojrzałam w te jego śliczne czekoladowe źrenice. Wtem coś we mnie pękło. Wszystko obudziło się wybuchło we mnie. Uciekłam, znów uciekłam. Wyszłam pospiesznym krokiem z klubu. Wciąż słyszałam go za sobą, Dorównał mi kroku, złapał za ramię i obrócił ku sobie.
-Co się dzieje?-Z troską zapytał zbliżając się do mnie.
-Nic, nic...-Starałam się nie wybuchnąć płaczem. Znów ruszyłam. Lokal znajdował się na plaży. Zdjęłam buty. Postawiłam zaledwie kilka kroków na piasku, a znów zatrzymał mnie.
-Koni, od miesiąca zachowujesz się inaczej. Widzę, że coś nie gra. Unikasz mnie, kiedy na ciebie patrzę stykasz wzrok z podłożem, mówię ty milczysz, ignorujesz mnie. Boli mnie to, kompletnie nie wiem co się dzieje. Powiedz mi, ja nie umiem tak żyć...Bez ciebie.-Trzymał mnie za dłonie. Wyglądało to jak w filmie romantycznym. Na horyzoncie widniał wielki księżyc w pełni, tafla wody tworzyła lekkie fale, a my trwaliśmy naprzeciw siebie jakby bokiem do oceanu. Wzięłam głęboki oddech. Postanowiłam zaryzykować, już miałam zacząć kiedy.-Czy to chodzi o ten gwałt? Nadal cię to dręczy?-Myślałam, że się przesłyszałam.
-Co?-Oderwałam się od niego.-Co ty powiedziałeś? Czy nadal? Nie zdajesz sobie sprawy co ja przeżywam! Nigdy nie kochałam, byłam z nim bo bałam się, że nikogo innego nie znajdę. Nie miałam rodziny, przyjaciół, w życiu! Dlatego tak bardzo obawiałam się samotności, której zasmakowałam już za dobrze. Musiałam to skończyć, gdyż nasza relacja polegała już tylko na nienawiści z mojej strony! Nie spodziewałam się, że może mi to zrobić! Sądziłam, że nic złego już mnie nie spotka, a okazało się, że koszmar dopiero się zaczyna! Cierpiałam, jak nigdy! Nadal czuję jego obleśne łapy na swoim ciele, nadal słyszę jego przerażający głos, trzęsę się na samą myśl! Nie zapomniałam o tym nawet na chwilę. A wiesz czemu? Ponieważ zawsze ukrywałam emocje, z obawy o wyśmianie, odrzucenie, od dziecka! Nie umiem tego robić. Potrzebuję pomocy i teraz o tym wiem. Ale jedno jeszcze trzyma mnie przy życiu! Ty. Kocham cię, nie wiem od kiedy. Wcale nie zdawałam sobie z tego sprawy, w ogóle. Dopiero kiedy wyjaśniłeś mi to wszystko, zrozumiałam. Nie potrafiłam ci tego wyznać, ot czemu tak się zachowywałam! Zadowolony? Gratulacje, zmusiłeś kamienną Koni do okazywania słabości, gratuluję...-Pod koniec wypowiedzi ściszyłam głos. Płakałam. Po raz pierwszy nie w samotności. W końcu to z siebie wyrzuciłam. Pozostało mi tylko czekać na jego kolei, wcześniej nie niepokoiłam się czymkolwiek tak bardzo...












Hejka! Wiem, że jakoś tak ostatnio ze mną słabo, ale szkoła mnie przytłacza i nadmiar konkursów, spotkań,m prace domowe, przygotowania itd. Przepraszam, postaram się poprawić...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Jej co za ekscytujący rozdział!
    Powiedziała mu wszystko!
    Już nie mogę się doczekać jak on na t o zareaguje?!!!
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń