niedziela, 22 lutego 2015

Imagin Louis 2

-Czego ty ode mnie chcesz? Możesz się odczepić?-Niemiłym tonem zapytała.
-Nie. Nie pozwalasz mi na to sobą.-Przewróciła teatralnie oczami.
-Nie wiem czy wiesz "Panie Piękny", ale wygląd to nie wszystko.-Zmniejszyła dystans pomiędzy nami mówiąc to i, gdy skończyła, miała zamiar odejść, ale nie pozwoliłem jej na to łapiąc nadgarstek kruszynki.
-Nie wiem czy wiesz, ale nie miałem na myśli tylko wyglądu.-wyrwała rękę z mojego uścisku i wrogo na mnie spojrzała.
-Palant!-krzyknęła krocząc tyłem do mnie i wystawiając środkowy palec w moim kierunku.
-Jasne jasne! Jeszcze  będziesz krzyczeć moje imię któregoś wieczoru!-Odwrzasnąłem.
-Chyba już po śmierci!-Tylko tyle usłyszałem od niej więcej.
-Tsa...-Zaśmiałem się pod nosem. Nagle na ramieniu poczułem dłoń. Odwróciłem się na pięcie. Zamarłem. No to kaplica!-pomyślałem...
***
-Pan dyrektor?-Drżącym głosem odezwałem się.
-Chciałbyś mi coś powiedzieć?-K***a! Nie dość, że przyłapał mnie na takich a nie innych słowach, to jeszcze skierowanych do jego córki. Doskonale! Tylko pogratulować, pacanie!-Karciłem się w myślach.
-To znaczy, ja...-Gładziłem się po karku. Kompletnie nie wiedziałem jak wykaraskać się z tej sytuacji. W mojej głowie pojawiła się rzadka, dla mnie, pustka.
-My tylko się przekomarzaliśmy, to nic takiego.-Nagle za plecami mężczyzny pojawiła się (T.I). Odwrócił się i zmierzył ją wzrokiem.-My się lubimy.-Podeszła do mnie i stanęła w tej samej linii. Byłem w szoku. Przed sekundą mnie wyzywała, a tu takie coś. No proszę...
-Skoro więc tak bardzo się polubiliście, proponuję, abyś udzielała koledze korepetycji. Ty masz świetne oceny, on nie do końca. To będzie coś w rodzaju kary. I mają one odbywać się u nas w domu, żebym mógł was kontrolować. Bo znając Pana Tomlinson'a i ciebie...Zaczynacie od jutra.-Surowo wyrecytował dyrektor i zniknął. Jej mina, nie do opisania. Ja także zostałem postawiony w niezręcznej sytuacji. No wiecie, fajnie, że miałem spędzać z nią czas, ale, że u dyra na chacie. Taaa...
-Czy mi się przywidziało czy ty serio mnie obroniłaś?-Zaśmiałem się. Z poirytowaniem na mnie zerknęła.
-Przywidziało ci się.-warknęła.
-No raczej nie. To co jutro o osiemnastej będę.-Puściłem jej oczko.
-Weź nie przypominaj, bo dobijasz.-parsknęła.
-Dlaczego to zrobiłaś? Przecież mnie nie trawisz.-Przymrużyłem oczy.
-Nie ważne.-Zaczęła się oddalać.
-Lubisz mnie!-Krzyknąłem.
-Nie wyobrażaj sobie za wiele!-odparła. Wydarzenie tamto było słodko-gorzkie. Niby załatwiłem sobie bliższe kontakty z (T.I.), ale z drugiej miałem minus u jej ojca, pod względem szkoły, rzecz jasna. A może nie tylko? Wróciłem do domu. Już w korytarzu rzuciły się na mnie moje młodsze siostry. Kochałem je nad życie. Może i w budzie wydawałem się chojrakiem bez uczuć, ale tak naprawdę to tylko maska. Poza liceum, kumplami i towarzystwem, zachowywałem się inaczej. Czulszy, troskliwszy i ogólnie bardziej empatyczny. Pomogłem mamie w podawaniu obiadu. Po posiłku udałem się do swojego "królestwa". Na uszy nasunąłem słuchawki i włączyłem głośną muzykę. Moje powieki samowolnie opadły. Wciąż myślałem o (T.I). Jej sposób bycia mnie pociągał. Jej ciało, oczy, włosy, usta, jak marzenie.
Kolejny dzień szkoły mijał dość szybko. Nie koniecznie chwaliłem się zajściem z szefem budy i "moim ideałem". Wolałem zachować to dla siebie. Dochodziła siedemnasta. Postanowiłem trochę ogarnąć się przed wyjściem do dziewczyny. No co poradzić, że dla mnie to właśnie oznaczało ogarnąć się. Nie potrzebowałem jakiś tam ekstrawaganckich ciuchów. Po za tym moich rodziców nie było na nie stać. Złapałem za komórkę i plecak. Pożegnałem rodzinę i wyszedłem. Adres miałem zapisany w telefonie. Nigdy wcześniej nie przebywałem w tej okolicy. Dotarłem i oniemiałem. Jeszcze nie widziałem tak niesamowitego domu. W porównaniu do mojego...Tego właściwie nie da się porównać. To można spokojnie nazwać willą. Po złapaniu oddechu zapukałem. Otworzyła mi niska kobietka. Ciemne oczy i włosy, uśmiechnięta i, jak można się domyślić, przyjazna.
-Dzień dobry, ja do (T.I) na korepetycje.-Odezwałem się jako pierwszy.
-Witaj. Tak, tak. Louis, prawda?-Uchylając drzwi szerzej zapytała.
-Tak. Skąd pani wie?-Wszedłem i nieco się zaśmiałem.
-Córa, trochę o tobie mówiła. Że jesteś taki...
-Mamo?-Nagle pojawiła się ona. Jej rodzicielka zatrzasnęła barierę drzewną i zachichotała pod nosem.
-Dobrze, dobrze. Już nic nie mówię. To ja lecę, a wy się tam "uczcie" namalowała cudzysłów w powietrzu szczerząc się od ucha do ucha. Rozbawiła mnie. (T.I) posłała jej karcące spojrzenie. Brunetka zniknęła. Zostałem w przedpokoju wraz z nią.
-Nic nie mów.-Nakazała zanim zdążyłem cokolwiek wydusić. Odwróciła się i zaczęła iść. Dorównałem jej kroku pokonując pierwsze schodki.
-Jaki jestem?-Rechotałem.
-Głupi.-Uderzyła mnie w ramię jeszcze bardziej mnie bawiąc...




Hejka! Oto druga część :D Jak się podoba? Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. Tak jak myślałam, pan dyrektor!
    I moja mina jak go wybronila spod wyroku ojca-oooooo
    'Pan szef' taaaaaki słodki, gdy o niej myśli!!
    Ciekawe co chciała powiedzieć jej mama...?
    No bo na pewno nie to, że jest głupi, jak to ujęła jej córka.
    Ona go lubi!!!
    Tak myślę...
    Superaśna część!!
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :D Dobrze myślałaś :*
      Noooooo :3
      Wiesz, on zawsze jest słodki ^^
      Nikt tego nie wie, dobra może ja :D Ty też niedługo się dowiesz :3
      Tak myślisz? :D Już wkrótce sprawdzimy czy na pewno...
      Dziękuję, bardzo się cieszę :)
      Ale mi serce rośnie czytając takie komentarze :3
      KC <3

      Usuń
  2. Druga
    No no szok
    Boska ta część
    Lou przeżył hehe
    Jestem ciekawa jaki to niby Lou jest według niej
    Nie mogę się doczekać kolejnego
    Buziaki
    Ściskam
    Mela:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo, bardzo się cieszę :D MEGA MOTYWACJA!!! AAA...Aż mnie rozsadzi przed snem ;)
      Niebawem się przekonasz ;)
      Już, mam nadzieję, jutro :*
      Całuski <3

      Usuń