Jak na złość, w tamtej sekundzie obaj znaleźli się w sypialni. Szybko schowałam kończynę jak najciszej odsuwając się od krawędzi łoża.
- Chyba coś spadło - dotarł do mnie ton Harolda. Wstrzymałam oddech, gdy obserwowałam jak podąża w moim kierunku i schyla się po urządzenie. Nie mógł mnie zobaczyć. Wszystko by się skomplikowało ...
***
Na szczęście nie zajrzał pod łóżko. Odszedł od mebla z urządzeniem w dłoni. Podał je Cal'owi. - Proszę - podał mu komórkę.
- Dzięki, chyba Frankie to u mnie zostawiła - choć nie widziałam chłopaka to była pewna, że właśnie pociera swój kark spięty przez całe zajście.
- Frankie? - zdziwił się zielonooki.
- Taak - przeciągnął mój przyjaciel - to moja znajoma ze szkoły i ostatnio tu nocowała, chyba musiała zapomnieć o telefonie - wyjaśnił. Aż dziw jak dobrze kłamał.
- Oh, "znajoma" - znaczącym tonem prychnął Hazz, na co odruchowo się uśmiechnęłam. Kochałam jego głos. - Jasne - parsknął.
- Ej, chciałem być grzeczny i nie nazywać tego po imieniu - zaśmiał się Hood.
- Dobra, dobra - zarechotał Harold. Wymienili jeszcze kilka zdań. Kolejno Harry wziął co to po co przybył i opuścił mieszkanie Calum'a. Ten wrócił do gościnnego i wyciągnął mnie spod łóżka.
- Dobrze, że mnie nie nakrył - westchnęłam opadając na łóżko i zakrywając twarz dłońmi.
- Dlaczego właściwie okłamujesz go? - zapytał brunet.
- Bo ... Nie chcę, żeby się o mnie martwił i znów tracił zdrowie oraz siły na borykanie się z moimi problemami ... I tak już wystarczająco dla mnie zrobił, nie chcę go zawieść. Tak bardzo się starał mi pomóc i wyjść z choroby i w ogóle, a ja po prostu nie chcę go zawieść - wyrecytowałam słabym głosem. Wstałam i złapałam za swoje ubrania. - Nie ważne - podsumowałam. - Idę się ogarnąć i uciekam - poinformowałam.
- Okej ... - jęknął mętnie. Wykonałam wszelkie rutynowe czynności poranne na, które mogłam sobie pozwolić z wyposażeniem kosmetyków dla kobiety u Hood'a. Ubrałam się w ciuchy z poprzedniego dnia i wyszłam z pomieszczenia. Podziękowałam Cal'owi i ponownie poprosiłam o trzymanie języka za zębami. Obiecał milczeć w tej sprawie. Pożegnałam się z nim i opuściłam jego posesje. Kiedy znalazłam się za frontowymi drzwiami, chłodne powietrze uderzyło w moją twarz. Na dworze panowała wichura. Liście latały po ulicach szybciej niż można by przypuszczać, a niebo pokrywało się burymi chmurami, co idealnie odwzorowywało mój nastrój. Przeszłam kilka przecznic i po kilkunastu minutach dotarłam na miejsce. W wejściu przywitała mnie babcia.
- Michell, dziecko - z wyciągniętymi rękami zbliżyła się do mnie. Ujęła mą twarz w dłonie i ucałowała oba moje policzki, aby zaraz mnie przytulić na tyle mocno, by zabrakło mi tchu. - Nie uciekaj tak więcej - szepnęła do mojego ucha.
- Dobrze babuniu, wybacz - słabo się do niej uśmiechnęłam co odwzajemniła, nadal ujmując moją buzię. Gładziła moją skórę z troską w oczach, które zaszkliły łzy. Serce jej pękało, co było widać. Mimo, że mama nie była jej córką, to ją tak traktowała i bardzo kochała, co kolejno przeniosła na mnie. Bardzo przeżywała śmierć mej matki i mą rozpacz. Tym samym, wprawiała mnie w jeszcze większe poczucie winy. Nienawidziłam patrzeć na smutek, zwłaszcza osób mi bliskich.
- Dziadek siedzi z ojcem oraz Harold'em w salonie, lepiej idź tam i uratuj chłopaka, zanim go zamęczą - postanowiła rozluźnić atmosferę. Puściła mi oczko i pomogła ściągnąć płaszcz oraz szalik.
- Dziękuję - skinęłam głową i ruszyłam do salonu. Rzeczywiście, zastałam tam dziadka siedzącego w swoim bujanym fotelu, obok tatę na zwykłym siedzeniu tego typu oraz Hazz'ę zaraz obok spiętego jak nigdy z wyrazem twarzy pt. " ratujcie mnie ".
- Miśka! - radował się dziadunio, gdy stanęłam w wejściu. Trzy pary ślepi powędrowały na mnie. Zbliżyłam się do mężczyzn pewnym krokiem, aby zająć miejsce pomiędzy tatką i ukochanym.
- Hej - obdarowałam całusem zielonookiego.
- Więcej tak nie znikaj - natychmiast skarcił mnie ojciec.
- Dobra, pogadankę urządziła mi już babcia - przewróciłam oczami. Tatko objął mnie i przyciągnął do siebie, aby ucałować czubek mojej głowy. Kolejno puścił mnie, więc mogłam bardziej przysunąć się do Styles'a.
- Kocham cię - powiedział. Podniosłam wzrok, by spotkać się z jego spojrzeniem. Kąciki mych ust same się uniosły. - Ale nie chcę, żebyś mnie okłamywała i ukrywała przede mną - szepnął poważnie, czym natychmiast zmazał uśmieszek z mych warg ...
Hejka! Mam nadzieję, że rozdział nie taki zły ;) Piszę póki jest okazja :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Oh czyli domyśla się, że ona coś przed nim ukrywa?
OdpowiedzUsuńCwaniaczek!
No no, szacunek Hazz;)
Super czekam na dalej<3
On w sumie chyba wie ; D
Usuńxoxo