poniedziałek, 4 maja 2015

Imagin Louis

Spokojnie wracałam do domu moim czarnym BMWx6. Przemierzałam krętą drogę lasu w egipskich ciemnościach. Nareszcie dotarłam do mojego domu, jaki znajdował się w lesie. Wjechałam autem do garażu. Rzuciłam torbę na sofę. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam buteleczkę wody mineralnej. Upiłam łyk orzeźwiającej cieczy. Nagle rozbrzmiał sygnał telefonu domowego. Odebrałam. W słuchawce rozbrzmiewała tylko i wyłącznie cisza. Wzruszyłam ramionami oddalając się od urządzenia. Jednak głuchość w słuchawce powtórzyła się kilka razy. Przyznam, że się bałam. To przerażające uczucie. Znów ten hałas. Podniosłam słuchawkę po raz kolejny.
-Już jestem.-Męski nieznany mi głos wyszeptał. Urządzenie wypadło mi z dłoni. Przełknęłam głośno ślinę. Cofnęłam się kilka kroków. Ze łzami w oczach rozglądałam się nie poruszając głową. Nagle na mojej głowie znalazł się worek. Piszczałam, kopałam. Napastnik krępując moje ręce podniósł mnie i wyniósł z budynku. Na nic moje miotanie, był silniejszy. Wiedziałam na pewno, iż to mężczyzna. Jego postura zdradzała wszystko. Wsadził mnie do bagażnika. Wręcz się dusiłam. Po jakiejś godzinie auto się zatrzymało. Porywacz otworzył drzwiczki bagażnika. Byłam na to przygotowana. W czasie jazdy zdjęłam worek. Z całej siły, z zaskoczenia, wypchnęłam nogę przed siebie trafiając w męski czuły punkt. Korzystając z okazji wyskoczyłam na ścieżkę i rozbiegłam się. Ocierając łzy mknęłam pomiędzy drzewami w kompletnym mroku. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Najwyraźniej las znajdował się na jakimś wzgórzu. Starałam się wdrapać się jak najwyżej, aby zauważyć jakieś drogi ucieczki. Mężczyzna nawet nie próbował za mną gonić. Spostrzegłam światła miasta. Dowiózł mnie aż pod Nowy Jork. Kompletnie nie rozumiałam z jakiego powodu zostałam pojmana. Jak najszybciej przebierając nogami ruszyłam w kierunku oświetlonej cywilizacji. Dotarłam na nieprzyjemną ulicę miasta. Dreptałam drżąc i rozglądając się za jakimś normalnym człowiekiem. Wokół sami napakowani mężczyźni z brodami, łańcuchami, skórzanymi kurtkami. Bałam się jak nigdy. Jesienna pogoda przyprawiała mnie o chłód na nieokrytych niczym ramionach. Cała skostniałam. Zapewne wyglądałam jak psychopatka. Trzęsąca się, z potarganymi włosami oraz ubraniami, prawie że biegnąca. Gubiłam się. Pragnęłam uciec. Wrócić do swojego mieszkania. Nagle wpadłam na czyjąś posturę. Osoba, której nie sięgałam nawet do ramion odwróciła się do mnie przodem. Zacisnęłam powieki.
-Proszę, tylko nie rób mi krzywdy. To było niechcący, przepraszam.-wydusiłam strachliwie.
-Ej, ej. Spokojnie.-Usłyszałam zatroskany głos. Otworzyłam oczy, podniosłam głowę. Ujrzałam bruneta o ciemnych oczach. Złapał mnie za łokcie.-Nic ci nie zrobię. Dlaczego sama jesteś tu tak późno i to jeszcze tak rozebrana?-zapytał pełen troski. Zachowywał się jakby mnie znał.
-Porwano mnie, ale uciekłam. Mieszkam sto kilometrów stąd i nie mam ze sobą nic. Boję się.-wydukałam w oszołomieniu po tym co mnie spotkało. Normalnie w życiu nie opowiedziałabym obcej osobie o samej sobie, lecz wtedy władały we mnie emocje jakich nie kontrolowałam. Nie dochodziło do mnie jakimi informacjami się dzieliłam. Chłopak spojrzał na mnie litościwie.
-Jak masz na imię?-odezwał się spokojnie.
-(T.I).-odpowiedziałam wibrującym tonem.
-(T.I) musisz mi zaufać. Dobrze?-Pokiwałam głową na tak.-Jestem Liam i zabiorę cię do mojego domu. Jutro odwiozę cię do ciebie. Zgadzasz się?-Czułam, że stara się mówić jak najdelikatniej. Wydawało się jakby obawiał się skrzywdzenia mnie zwykłą propozycją. Niepewnie skinęłam głową. Być może to moje odcięcie od rzeczywistości, być może przyjemy sposób mówienia ciemnookiego. Tak czy tak, wyraziłam zgodę na pomoc. Pomógł mi włożyć swoją kurtkę, a sam został w swetrze. Kilka uliczek dalej, na obrzeżach Nowego Jorku znajdował się piękny dom. Z ciągłym strachem w oczach zmierzyłam budowlę wzrokiem. Li wprowadził mnie do środka. Zdjęłam buty oraz okrycie ramion. Za jego pozwoleniem wkroczyłam do salonu. Poruszałam się ostrożnie. Powoli zaczęłam wracać do siebie, więc moja naturalna nieufność zaczęła wpajać się na nowo. Usiadłam na sofie skanując wnętrze z uwagą. Wybawca podał mi kubek z ciepłą herbatą. Z czasem lekkiej rozmowy nieco się rozluźniłam. Nadal pozostawałam w podświadomym szoku tego, iż ktoś próbował mnie porwać i zrobić krzywdę. Wciąż po głowie chodziły mi myśli związane z tamtym wydarzeniem. W pewnym sensie uwierzyłam, że Liam nie ma złych zamiarów w stosunku do mnie. Nagle rozległ się dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. W pomieszczeniu pojawił się równie wysoki co Li brunet o niebieskich ślepiach. Na jego twarzy pojawiło się lekkie zdziwienie moją obecnością, a po chwili już uśmieszek.
-(T.I) to mój brat, Louis. Lou, to (T.I) moja znajoma.-Chociaż ciemnooki starał się być jak najbardziej dyskretny to i tak czułam w jego głosie jak sugeruje Loui'emu, aby ten zachowywał się poprawnie. Cokolwiek to znaczy. Przybyły chłopak nie przestawał na mnie patrzeć. Uścisnął delikatnie moją dłoń i zajął miejsce obok. Jego przystojność przysłoniła mi złe wspomnienia sprzed kilkudziesięciu minut. Skupiłam się tylko na nim. Konwersacja kompletnie mnie pochłonęła. Zupełnie wróciłam do świata żywych. Za sobą miałam już pojmanie. Nie wiadomo kiedy Liam poszedł spać. Wcale nie zauważyłam kiedy zniknął. Z Louis'em łączyło mnie więcej wspólnych zainteresowań, hobby, poglądów. Do tego oboje wybieraliśmy się na tą samą uczelnię od nowego roku! Dochodziła druga w nocy. Zdecydowaliśmy się położyć.
-Zaraz przyniosę ci coś mojego.-powiedział. Oboje wstaliśmy. Chyba dopiero w tamtym momencie zauważył jaka różnica wzrostu nas dzieli. Zaśmiał się kompletnie spuszczając głowę, podczas kiedy ja zadzierałam ją przyprawiając się o ból karku.-No nie wiem maluszku czy nie będzie za krótka.-zadrwił ze mnie.
-To nie było miłe.-Założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Przepraszam.-Nadal chichocząc wydukał. Dotarliśmy na górę. Wręczył mi koszulkę i spodnie dresowe. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam to co mi dał.T-shirt sięgał mi do kolan, więc nawet nie trudziłam się o założenie dołu. Opuściłam toaletę. Znalazłam się w długim korytarzu. Delikatnie zapukałam do ostatnich drzwi po prawej.
-Proszę.-Usłyszałam. Niepewnie uchyliłam barierę drzewną wychylając się zza niej. Wrota ponownie bezszelestnie spotkały się z framugą.-Słucham.-odezwał się, kiedy z wlepionym w podłogę spojrzeniem bawiłam się palcami.
-Ymm...Znaczy...-jąkałam się. Zwyczajnie nie do końca byłam pewna czy mogę poprosić o coś takiego.-Ja chciałam...Bo ja wiem, że znamy się kilka godzin, ale...Mogę z tobą spać?-Po długich plątaninach słownych wykrztusiłam to co chciałam.
-Jasne.-Zaskoczył mnie swoją odpowiedzią. Nie pytał, nie próbował się dowiedzieć dlaczego tego chcę. Posłał mi szeroki uśmiech. Przesunął się na materacu i odchylił kołdrę abym mogła położyć się obok. Tak uczyniłam.
-Przepraszam, strasznie mi wstyd, że wpycham ci się tutaj.-rzekłam.-Obawiam się spania samotnie.-dodałam.
-Obiecuję, że już nigdy nie będziesz musiała się bać.-wyszeptał. Przy Loui'm było mi ciepło, miło, a przede wszystkim miałam poczucie bezpieczeństwa.
Dotrzymał obietnicy. Kto by pomyślał, że porwanie może doprowadzić mnie do mojego męża, któremu urodzę trójkę dzieci i będę szczęśliwa? Ja na pewno nie. Zło czasami też do czegoś prowadzi, zaufajcie ;)



Hejoł! Oto taki sobie imagin. Wpadłam na niego z pewnego powodu i tak się prawie że sam napisał. Nie uważam go za nie wiadomo jak udany, ale chyba nie ma aż takiej tragedii.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

8 komentarzy:

  1. *---*
    Zamawiam imagina, mogę?
    Chcę jakiś smutaśny ooo, hmhmhm, a niech będzie cały zespół. Mogę?
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, jaki sweet imagin!
    No boski!
    Kochany Lou
    Super.

    Ps. Jakie chciałabyś swoje zamówienie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3
      Bardzo się cieszę, że jesteś zadowolona ^^

      Hmm...Może Louis, ale taki romantyczny bad boy, wiesz taki break the rules ;* Który kocha swoją niunię nad życie <3

      Usuń
  3. Liam I Louis braćmi w realnym świecie było by to dziwne haha
    Super imagin
    Skoro wszyscy zamawiaja imaginy to ja też poproszę wesoły z całym zespołem w scenerii bogów greckich ;D
    Buziaczki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha XD Byłoby MEGA DZIWNE! :D Dziękuję bardzo się cieszę :3
      Ty zawsze dajesz mi wyzwania :) Mam nadzieję, że podołam :*
      Całuski xx

      Usuń
  4. Och to obiecuje że to już moje ostatnie wyzwanie

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! Na moim blogu pojawił się już 8 rozdział, a wiec serdecznie zapraszam!
    http://www.hard-harry-styles-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń