-Kocham cię. Już nigdy cię nie opuszczę.-Równie cicho odpowiedziałem.
-I to mi wystarczy...-Tylko tyle wydukała. Podtrzymałem ją, gdy znów straciła grunt pod nogami tracąc przytomność. Me dopiero co posklejane serduszko zatrzymało się na moment...
***
Lekarz wyskoczył z sali i natychmiast zabrał Michell z moich objęć. Widziałem jak kładzie ją na łóżku, na jego szczęście delikatnie, bo gdyby nie...Opadłem na krzesło na korytarzu. Płakałem, nie ukrywam. Już nie wiem, czy ze szczęścia, że mi wybaczyła, czy z rozpaczy jej stanu. Łkałem nie wiem jak długo kompletnie nie słysząc pocieszeń grupy. Nie pamiętam nic co do mnie mówili. Jakbym został zamknięty w małym szarym pokoju bez klamek, gdzie mam zamiar lamentować dopóki nie zabraknie mi sił. Bałem się o moją słodką kruszynkę. Wyglądała jak lalka z porcelany, która w każdej chwili może się rozsypać na małe kawałeczki.
Z tego co przekazał mi doktor, Michi była odwodniona, osłabiona, miała anemię, zaburzenia odżywiania się odnowiły. Mieli za zadanie podnieść ją na sile kroplówkami, ale pierwsza doba wzorowała decydującą o zdrowiu, a nawet życiu Mich. Siedziałem tam i czekałem. Wiele godzin minęło, bardzo wiele. Fotografowie stali pod szpitalem, pełno kłopotu narobili. Lecz ja to ignorowałem. Liczyła się tylko Chelly. Nie pozwolono mi wejść do jej sali, co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło. W końcu nad ranem nie wytrzymałem. Wparowałem do pomieszczenia, kiedy cała reszta spała siedząc na korytarzu. Słońce dopiero przedzierało się zza horyzontu, dając odrobinę blasku wpadającego przez szyby. Świat budził się do życia, a moja Michell nadal spała. Cicho jak mysz zbliżyłem się do blondynki. Zająłem miejsce na stołku obok, delikatnie ująłem jej dłoń. Zerknąłem na kruchy nadgarstek. Zacząłem zataczać na nim malutkie kółeczka obserwując swój własny ruch.
-Księżniczko, wiem, że to trudne.-Podniosłem wzrok na twarz ukochanej.-Zdaję sobie sprawę jak słaba jesteś, jak bardzo brak ci sił.-Łzy stanęły mi w oczach, a głos począł drżeć.-Ale proszę, nie poddawaj się, walcz. Musisz walczyć. Dla nas...Dla mnie. Kocham cię.-wyrecytowałem szeptem. Podniosłem jej rękę i leciutko musnąłem ustami dłoń pięknej.-Kiedy powrócisz do formy, będziemy mogli znów być razem, będę mógł pocałować cię tak jak lubisz, przytulić, powiedzieć wszystko to czego bałem się wcześniej. Pojedziemy do Australii z wszystkimi, będzie niesamowicie.-Uśmiechnąłem się przez płacz wierząc ślepo w to co mówię. Zachowywałem się, jakby Michi bacznie przysłuchiwała się każdemu mojemu słowu.-Tylko musisz żyć. Zbyt cię kocham, aby stracić cię. Wiem, że nie zasługuję na kogoś takiego, ale jestem tak samo świadom tego, iż i tak nie mogę funkcjonować bez mojej królewny. Ufam ci, wiem, że mnie nie zawiedziesz.-Ponownie ucałowałem jej chudziutką kończynę. Spuściłem na chwilę głowę, by znów przywrócić na nią spojrzenie.-Zdradzę ci sekret, kochanie.-zacząłem.-Pamiętasz, nie dawno zabrałem cię na kolację?-Nie ważne, iż nie otrzymałem żadnego odzewu. Po prostu kontynuowałem.-Miałem wtedy pewien cel. Bardzo, bardzo chciałem to zrobić, ale nie udało mi się.-Łzy, wydawało się, ryły na moich polikach stałe ścieżki.-Stchórzyłem.-przyznałem.-Ale chcę to naprawić. Tylko proszę, daj mi szansę.-wydukałem. Zacisnąłem powieki. Nieco mocniej ścisnąłem dłoń Mich. Nabrałem powietrza starając się uspokoić. Zerknąłem smutno na Chelly. Zauważyłem na bladej twarzyczce małą kropelkę słonej cieczy. Otarłem ją kciukiem, unosząc nieśmiało kąciki ust.-Wiedziałem, że słyszysz.-Me usta spotkały czoło Michell. Wtem do sali wkroczył lekarz.
-Co pan tu robi? Nie powinno tu pana być. Proszę stąd wyjść.-Srogim głosem nakazał. Nie odezwałem się. Pokornie opuściłem pomieszczenie. Zrobiłem się spokojniejszy. Ta "rozmowa", a bardziej monolog, pomogło mi w jakiś sposób. Nieduży kamień spadł mi z serca. Być może nie prosto w oczy, ale wyznałem ukochanej prawdę o tamtym wieczorze. Ta kolacja miała należeć do wyjątkowych, jednak ma pewność siebie uleciała. Pragnąłem możliwości naprawy błędu. Stanąłem przy oknie na samym końcu korytarza. Wszyscy spali. Głucha cisza biła me uszy. Wpatrywałem się bez celu w krajobraz przede mną. Pogoda doskonale opisywała moje życie w owym czasie. Dzień zaczął się pięknie. Słońce, białe chmury sunące po błękitnym niebie, lekki wietrzyk-bez zarzutu. Lecz nagle zjawiła się wichura, błyszczące gwiazdę oświetlającą wcześniej świat zakryły szare kłęby, które niegdyś barwiły w bieli. Deszcz zaczął swą melodię spokojnym rytmem, jak z czasem przybierał na szybkości i sile. Co jakiś czas rozlegało się potężne grzmienie, a za horyzontem pojawiały się pioruny. Wsadziłem ręce do kieszeni wzdychając. Oparłem się o ścianę tuż obok szyby, jedną z nóg zakładając na ścianę, a drugą pozostawiając na podłożu. Oglądałem swe buty rozmyślając. Już nic mi nie wadziło. Zmęczenie, pragnienie, głód-nic. Tylko Michell, tylko ona mi w głowie.
-Księżniczko, błagam nie zostawiaj mnie.-wyszeptałem sam do siebie delikatnie uderzając tyłem głowy o ścianę z zamkniętymi oczami...

Hejka! Nie mam pojęcia, no naprawdę jak to się stało, że tak szybko napisałam ten rozdział :OO Dziękuję Ewci za motywację do zrobienia tego :)) Jesteś wielka! <3 Mam nadzieję, że się spodoba :3 Jak myślicie co będzie dalej? Michell się obudzi? A może to już koniec naszego LSA? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
O nie nie nie!
OdpowiedzUsuńTo nie może być koniec, bo on się jej musi oświadczyć ,nie?
No to chciał zrobić?
Kocham to!
Ja i motywacja?
E tam...
Twoje zamówienie robię, tylko musisz uzbroić się w wielką cierpliwość, bo muszę nad nim pomyśleć
A moje tt to @ESiejca
<3
Boże! Nie spodziewałam się, że wywołam taką reakcję <3
UsuńCzy to? Hmm ;) Zobaczymy ;))
Oj tak, Ty Kochana :** Bez Ciebie na pewno jeszcze zmagałabym się z tym rozdziałem.
Oczywiście ;) Będę czekała cierpliwie :*
Już zaprosiłam <3
Całuski xx
Hej,podaj mi swój tt bo cię bie widzę na tt;)
Usuń@JuliaNelly1971 :*
UsuńPrzepraszam, że mnie nie ma. Postaram się jeszcze dzisiaj wstawić twoje zamówienie ;))
Całuski <<3
Dobra, dobra.
OdpowiedzUsuńSkoro Go usłyszała, to będzie walczyć, prawda? Musi walczyć. Nie może zostawić Harry'ego. Nie pozwalam jej. Jeszcze nie teraz! Oni M U S Z Ą znowu razem być! M U S Z Ą wziąć ślub i mieć dzieci. Ja osobiście tego dopilnuję, albo raczej Ty.
Pozdrawiam i weny życzę! :*
Hmm...Może ;)
UsuńMusi ;) Ojej! Na serio nie spodziewałam się takiej reakcji ^^
Cieszę się, że udało i się wywołać takie emocje <3
Dziękuję <3 Całuski xx