Przemknęłam do siebie. Harry leżał na moim łóżku stukając w ekran komórki. Brak koszulki na torsie chłopaka przyprawił mnie o przyjemne dreszcze. Odłożyłam swoje rzeczy gdzieś na bok.-Styles?-Zerknął na mnie.
-Tak?-Aż mi kolana zmiękły kiedy skupiał na mnie całą uwagę.
-Ymm...Dlaczego nie założyłeś top'u?-Nieśmiało wydukałam.
-Nie lubię. Przeszkadza ci to?-Wyszczerzył te swoje białe perełki.
-Nie skądże.-Machnęłam ręką.-Posłuchamy muzyki?-zaproponowałam.
-Okej.-odpowiedział. Włączyłam pierwszy lepszy utwór. Po północy zasnęliśmy obok siebie. Jak spokojnie zasnęłam, tak niekomfortowo się obudziłam...
***
-Dzieci! Jesteśmy!-Z dołu było słychać głos mojego taty. Automatycznie się rozbudziłam. Podniosłam się jak najszybciej. Rzuciłam w Harry'ego poduszką. Ocknął się.
-Co jest?-Niemrawo zapytał.
-Wstawaj.-Wyciągnęłam go z łóżka i wcisnęłam jego ubrania.-Rodzice wrócili dwa dni wcześniej. Jak cię tu zobaczą to koniec. Mogę pożegnać się z życiem.-Mówiąc otworzyłam okno. Wystawiłam zielonookiego na dach.
-Mam później przyjść?-zapytał. Kroki zbliżały się.
-Napiszę ci wszystko, ale idź. Proszę.-Zasunęłam szybę. Rzuciłam się pod kołdrę. W tej samej sekundzie do pomieszczenia wkroczył tata oraz mama.
-Witaj córeczko.-Udawałam zaspaną podnosząc się.
-Hej.-wymruczałam "zaspana" z uśmieszkiem.
-Wróciliśmy wcześniej.-Uradowani, nie wiadomo z jakiego powodu, rzekli.-Dobra, śpij sobie.-Wyszli. Opadłam ciężko na materac z westchnięciem. Zwlekłam się przecierając twarz dłońmi. Szurając nogami trafiłam do swojej łazienki. Wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy i związałam w kucyk. Ubrałam jeasny z dziurami oraz kurtkę z tego samego materiału, białą koszulkę, Converse pod kolor. Do kompletu dodałam kilka bransoletek oraz wisorek. Zeszłam ma dół. Przy stole w kuchni siedzieli moi bracia i ojciec. Mamuśka krzątała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiegoś składnika do chleba, jaki piekła każdego poranka. Przywitałam przybyłych członków rodziny i zajęłam swoje miejsce. Mulat wręcz mordował mnie wzrokiem.
-Jak tam było pod naszą nieobecność? Bardzo szaleliście? Coś się zmieniło?-Wyskoczyła kobieta. Zayn uśmiechnął się złowieszczo. Już byłam pewna co ma zamiar uczynić.
-Właściwie to tak. Nasza Vivien na chłopaka.-Wtem cała rodzina zatrzymała się i zwróciła wzrok na mnie.
-Vivi?-Ojciec się zdziwił.-Opowiedz coś o nim.-Bardziej nakazał niż poprosił. Rzuciłam starszemu bratu mordercze spojrzenie. Aż się we mnie gotowało.
-Ma na imię Harry. Koleguje się z Zen'em i Lou. Chodzi ze mną do klasy. Jesteśmy razem od wczoraj.-Nie spuszczając uwagi z Zazy wyrecytowałam przez zęby.
-Poznamy go?-odezwała się mama.
-Yyy...-Już miałam się wykręcić, ale oczywiście nie było mi to dane.
-Zaprosiła go dzisiaj na kolację.-Wtrącił się Zayn.
-Świetnie!-Ucieszyła się matka.
-Tak. Doskonale.-wycedziłam.-Pójdę po sok do spiżarni. Zen, pomożesz mi.-Pociągnęłam go za rękę. Wparowałam do składziku.-Ty idioto!-szeptem się "wydarłam".
-Ale o co ci chodzi?-Założył ręce na klatkę piersiową. Zrozumiałam, że on nie wie o tym, iż go oszukuję, a właściwie to mszczę.-Coś nie tak? Przecież go "kochasz". Wstydzisz się Harry'ego? Co może jednak nie jest wcale taki ważny co?-Jak typowy przemądrzalec przedstawił kilka pytań. Trochę się zestresowałam, gdyż już wiedziałam o jego domysłach. Byłam pewna, iż muszę je rozwiać jak najszybciej, aby nie przegrać no i nie wyjść na skończoną idiotkę.
-Nie. Dlaczego miałabym udawać albo wstydzić się swojego chłopaka? Po prostu sama chciałam im wszystko oznajmić.-Szczęście, że kłamstwo nigdy nie sprawiało mi problemu, więc zagrałam to tak jakby była to prawda.
-Jasne.-parsknął. Złapał za sok. Opuścił mnie. Z westchnięciem ruszyłam za nim. Oczywiście rodzinka przeprowadziła ze mną wywiad na temat Hazz'y, jakże by inaczej. Po śniadaniu natychmiast ruszyłam do siebie. Złapałam za komórkę:
Do Harry: Hej. Słuchaj. Wrócili wcześniej. Oczywiście, ten debil-mój brat wygadał im o tobie. Jesteś zaproszony na kolację. Zayn snuje jakieś teorie na temat naszego "związku". Czuję, że coś knuje. Musimy być dzisiaj w stu procentach wiarygodni. Spotkajmy się za dwadzieścia mimut w parku. Błagam.
Rozpisałam się. Miałam obawy co do reakcji zielonookiego na przedstawione informacje. Sama nie jestem pewna z jakiego to powodu.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
Od Harry: Okej, będę. Do zobaczenia przy stawku ;*.
Zamurowało mnie. Nie tego się spodziewałam, ale w sumie to lepiej. Przez ramię przewiesiłam sobie czarną torbę, do której wcześniej zapakowałam kilka potrzebnych do użytku rzeczy.
-Wychodzę!-rzuciłam opuszczając dom. Po dziesięciu minutach stawiłam się na miejscu. Po kilku kolejnych zauważyłam sylwetkę lokatego zbliżającą się ku mnie. Podszedł i ucałował mój polik. Do tego utknęłam w jego objęciach. Robił to tak czule jakbyśmy rzeczywiście stanowili parę.
-Tomlinson przyszedł za mną.-szepnął mi na ucho. Kiwnęłam głową w geście zrozumienia.
-Cześć skarbie.-powiedziałam głośno tak aby wsztscy dookoła słyszeli. Harold złapał mnie za rękę i zaczął spacer. Czułam się dziwnie. Jakbym postępowała bardzo źle robiąc to w ramach zemsty. Szczerze to nie miałabym nic przeciwko gdybyśmy nie grali miłości...
Hejka! Wybaczcie moje miśki kochane, że mnie nie ma, ale porwali mi kompa i piszę na tefonie, przy okazji przepraszam za wszelkie błedy, więc długo mi schodzi. Wracam w poniedziałek już tak na powerze. Mam nadzieję, że jutro coś dodam, ale nie obiecuję, także że to u góry się spodoba ;) Jakie macie przeczucia co do dalszego ciągu? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
No albo im się ta akcja uda na kolacji, albo chłopaki ich rozgryzą.
OdpowiedzUsuńJuz samo to, że Tommo za nim szedł wydaje sie podejrzane...
Świetny rozdział!
Powodzenia w pisaniu<3
Buhuhu... Zobaczymy jak to będzie ;) ale powiem, że nie jesteś zbyt blisko ;*
UsuńDziękuję ♡♥♡
Całuski xx
Jak zawsze:)
UsuńNigdy nie wiem co planujesz...
Ale to mnie jeszcze ciągnie do kolejnego rozdziału<3