***
-Vivien? Wszystko dobrze?-Harry troskliwie zapytał trzymając moją twarz w dłoniach.
-T..tak.-wyjęknęłam spuszczając głowę.-Chyba, ja już...Pójdę.-westchnęłam ciężko.
-Odprowadzę cię.-rzekł. Wzruszyłam bezsilnie ramionami i ruszyłam. Mimo, że Louis'a nie było już w pobliżu, to Hazz i tak objął mnie jak swoją dziewczynę. Nie wiedziałam czy robi to w ramach otuchy, czy może czegoś więcej. Wtedy nie było mi dane zastanawiać się nad tym. Po prostu kroczyłam wciąż mając przed oczyma obraz kogoś z kim spędziłam całe swoje życie, krzyczącego na mnie, targającego mną. To bardzo bolało.-...Vivi.-Zielonooki założył kosmyk mych blond włosów za me ucho. Dopiero w tamtej chwili spostrzegłam, iż stoimy na zakręcie mojej ulicy.
-Tak?-Ocknęłam się pod wpływem jego kojącego głosu.
-Chciałem ci oznajmić, że już jesteśmy.-Posłał mi delikatny uśmiech jaki odwzajemniłam.
-Jasne, dzięki.-Włożyłam ręce do kieszeni spodni.
-Mała, nie przejmuj się. Postaraj się o tym nie myśleć, dopóki z nim nie porozmawiasz. Nie martw się.-Ucałował mnie w czoło, przytulił mnie. Kiedy się odsunęłam mocniej ścisnął moją dłoń.
-Postaram się. Do zobaczenia.-Pomachałam mu. Odwróciłam się. Weszłam do domu. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi zaciskając powieki.
-Siostra?-Usłyszałam zmartwiony głos Zayn'a. Przywróciłam sobie obraz świata, a wtem zrozumiałam, że płaczę. Nie miałam zamiaru zwierzać się Zen'owi właśnie w tamtym czasie. Dobrze, że stał jakieś dziesięć metrów naprzeciw mnie, w wejściu kuchni. Mogłam spokojnie umknąć. Wbiegłam po schodach na górę. Modliłam się, aby mi się udało. Oczywiście, że mnie gonił, nigdy nie odpuszczał. Na szczęście, dosłownie sekundę przed jego dotykiem zatrzasnęłam za sobą wrota do mojego pokoju. Przekręciłam klucz w zamku, aby nikt nie miał dostępu do mnie. Zsunęłam się na ziemię łkając. Wołania Mulata na mnie nie działały.
-Daj mi spokój!-krzyknęłam w końcu mając dość jego próśb.
-Powiedz mi chociaż o kogo chodzi.-Któryś raz z rzędu się powtórzył.
-Nie!-warknęłam starając się uspokoić.
-Harry?-zapytał.
-Nie!-odpowiedziałam.
-Rodzice, młody, ja?-kontynuował.
-Nie!
-To kto?-Jak mówiłam, mój brat nigdy nie odpuszcza.
-Louis! Rozumiesz?! Louis!-Najgłośniej jak potrafiłam wydobyłam to z siebie. Zamilkł, co mnie zaskoczyło. Siedziałam na panelach bez ruchu wpatrując się w ścianę. Minęło pół godziny, panowała zupełna cisza. Było mi źle, a zarazem dobrze. Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Nagle ponownie rozległo się stłumione pukanie. Wkurzyłam się. Miałam zwyczajnie dość. Podniosłam się ocierając poliki.-Ile razy mam mówić, żebyś dał mi spo...!!!-Zaczynam podniesionym głosem, ale kiedy przed sobą zobaczyłam niebieskookiego zatrzymałam swoje wrzaski. Znieruchomiałam.
-Vivien. Chciałem z tobą porozmawiać.-Niepewnym tonem odezwał się. Miał czerwone spojówki, płakał. Pozwoliłam mu wkroczyć do swojej sypialni. Usiadłam na łóżku podkulając nogi do klatki piersiowej. Tomlinson chodził nerwowo po pokoju.-Przepraszam cię za moje zachowanie, nie panowałem nad sobą. Nie mam pojęcia co mną władało.-zaczął.
-Wiem. Wiem to.-westchnęłam, a Tommo zerknął na mnie zdezorientowany.-Przed chwilą to zrozumiałam. Chcę tylko wiedzieć dlaczego tak się stało. O co chodziło?-wydukałam.
-Wstyd mi się przyznać, ale...Zwyczajnie to nie miało być tak. Boję się o ciebie. Wiem jaki jest Hazz, nie chcę żeby cię zranił. Kocham cię nad życie, jesteś dla mnie jak siostra i nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek kiedykolwiek sprawił ci ból. Zwyczajnie martwię się, że...No, bo byłaś zawsze takim małym moim kurduplem, a teraz już masz chłopaka i...Nie mogę się z tym pogodzić.-wyrecytował nieśmiało. Zawsze jest tak, że kiedy słyszymy takie słowa z jednej strony się złościmy, ale z drugiej mamy poczucie, iż ktoś rzeczywiście się o nas troszczy. Jednak ulżyło mi.
-Louis...-Podniosłam się i wtuliłam w bruneta.-Mogłeś mi powiedzieć. Nie musiałeś krzyczeć.-rzekłam.
-Wiem, przepraszam.-Ucałował czubek mojej głowy.
-Kocham cię.-Po raz pierwszy w życiu mu to wyznałam, szczerze to niechcący. Odsunął mnie od siebie
-Młoda...Zaczynam się bać. Robisz się coraz bardziej delikatniejsza odkąd poznałaś Harry'ego...Zaraz, zaraz.-Złapał mnie za podbródek i dokładnie przyjrzał się mym ślepiom.-Masz powiększone źrenice. Słońce, jak to możliwie, że aż tak się zakochałaś w ciągu kilku dni?-zapytał z uśmiechem na twarzy.
-Przestań!-Uderzyłam go w ramię, a do słabych nie należałam.
-No i wróciła stara Viv.-Przez zęby wycedził masując zaczerwienione miejsce. Pokazałam mu język.
-A od kiedy ty się kochany o mnie tak bardzo martwisz, co? Nagle się delikatny zrobiłeś.-parsknęłam szyderczo.
-Daj mi spokój.-Machnął ręką rechocząc. Tak właśnie się pogodziliśmy. Można było się tego po nas spodziewać. Już z Zayn'em się częściej kłóciłam.
-Dobra, idź już sobie. Teraz muszę się przejmować czymś innym. Jedno zeszło, drugie nadchodzi.-Wypychając go z pomieszczenia powiedziałam.
-Co? O czym ty mówisz?-Zatrzymał moje poczynania w progu. Przypomniałam sobie, że on nie wie. Jaka ja głupia!
-Yyy...Nic, nic. Po prostu muszę się dobrze ubrać na tą kolację, na pewno Zen ci mówił.-Wybrnęłam.
-Aha. Dobra, to pa misia. Powodzenia. I jeszcze raz przepraszam.-Musnął mój polik i zniknął z pola widzenia. Odetchnęłam z ulgą. Kamień spadł mi z serca.
-No to zaczynamy.-odezwałam się sama do siebie. Najpierw kąpiel, następnie, chyba można tak to ująć-szpachla. Około dwie godziny zajęło mi ogarnięcie się. Nienawidziłam sukienek. Wolałabym ubrać dres, ale rodzice chyba by mnie rozszarpali. Nareszcie byłam gotowa. W szafie miałam jedne, jedyne szpilki. Mama mi je kupiła w nadziei, iż kiedyś się przydadzą. Chciałam spróbować, ale niestety. Po całych dwóch wykonanych w nich krokach miałam serdecznie dość. Zdjęłam te narzędzia tortur, a na stopy nasunęłam najzwyklejsze baletki. Złapałam za małą torebeczkę do kompletu i zeszłam na dół. Czekał tam już na mnie mój młodszy brat w garniturze.
-Vivien?-Zmierzył mnie wzrokiem ze skrzywioną twarzą. Chyba mnie nie poznał.
-Tak, wiem. Nic nie mów, wyglądam jak...
-Dziewczyna.-dokończył jeszcze bardziej objawiając grymas.
-Dziękuję?-Dołączyłam do niego. Po chwili zjawili się rodzice.
-Słoneczko! Jak ty cudnie wyglądasz!-Matula mnie uściskała.
-Dzię...-zaczęłam.
-Idź się przebierz.-przerwał mi ojciec.
-Co?-Jednocześnie z rodzicielką zwróciłam się do taty.
-Nie może wyglądać tak...-Wskazał na mnie.-Przy jakimś obcym chłopaku.-powiedział.
-Przestań.-warknęła mama poprawiając moje włosy.-Cudo.-Pocałowała mnie w policzek.-Dobrze, jedźmy więc. Chodź mały, no już.-Pospieszyła młodego. Wychodziłam jako ostatnia.
-Vivi?-Usłyszałam za sobą drżący głos...

Hejka! Oto nareszcie jestem :D Jak się podoba? :) Mam nadzieję, że nie jest źle. Macie więc odpowiedz, na to co dręczyło Lou ;) Niedługo kończymy "Hatin' Syndrome", ale powiem wam, że już szykuję ff o Liam'ku <3 Hihi :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-T..tak.-wyjęknęłam spuszczając głowę.-Chyba, ja już...Pójdę.-westchnęłam ciężko.
-Odprowadzę cię.-rzekł. Wzruszyłam bezsilnie ramionami i ruszyłam. Mimo, że Louis'a nie było już w pobliżu, to Hazz i tak objął mnie jak swoją dziewczynę. Nie wiedziałam czy robi to w ramach otuchy, czy może czegoś więcej. Wtedy nie było mi dane zastanawiać się nad tym. Po prostu kroczyłam wciąż mając przed oczyma obraz kogoś z kim spędziłam całe swoje życie, krzyczącego na mnie, targającego mną. To bardzo bolało.-...Vivi.-Zielonooki założył kosmyk mych blond włosów za me ucho. Dopiero w tamtej chwili spostrzegłam, iż stoimy na zakręcie mojej ulicy.
-Tak?-Ocknęłam się pod wpływem jego kojącego głosu.
-Chciałem ci oznajmić, że już jesteśmy.-Posłał mi delikatny uśmiech jaki odwzajemniłam.
-Jasne, dzięki.-Włożyłam ręce do kieszeni spodni.
-Mała, nie przejmuj się. Postaraj się o tym nie myśleć, dopóki z nim nie porozmawiasz. Nie martw się.-Ucałował mnie w czoło, przytulił mnie. Kiedy się odsunęłam mocniej ścisnął moją dłoń.
-Postaram się. Do zobaczenia.-Pomachałam mu. Odwróciłam się. Weszłam do domu. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi zaciskając powieki.
-Siostra?-Usłyszałam zmartwiony głos Zayn'a. Przywróciłam sobie obraz świata, a wtem zrozumiałam, że płaczę. Nie miałam zamiaru zwierzać się Zen'owi właśnie w tamtym czasie. Dobrze, że stał jakieś dziesięć metrów naprzeciw mnie, w wejściu kuchni. Mogłam spokojnie umknąć. Wbiegłam po schodach na górę. Modliłam się, aby mi się udało. Oczywiście, że mnie gonił, nigdy nie odpuszczał. Na szczęście, dosłownie sekundę przed jego dotykiem zatrzasnęłam za sobą wrota do mojego pokoju. Przekręciłam klucz w zamku, aby nikt nie miał dostępu do mnie. Zsunęłam się na ziemię łkając. Wołania Mulata na mnie nie działały.
-Daj mi spokój!-krzyknęłam w końcu mając dość jego próśb.
-Powiedz mi chociaż o kogo chodzi.-Któryś raz z rzędu się powtórzył.
-Nie!-warknęłam starając się uspokoić.
-Harry?-zapytał.
-Nie!-odpowiedziałam.
-Rodzice, młody, ja?-kontynuował.
-Nie!
-To kto?-Jak mówiłam, mój brat nigdy nie odpuszcza.
-Louis! Rozumiesz?! Louis!-Najgłośniej jak potrafiłam wydobyłam to z siebie. Zamilkł, co mnie zaskoczyło. Siedziałam na panelach bez ruchu wpatrując się w ścianę. Minęło pół godziny, panowała zupełna cisza. Było mi źle, a zarazem dobrze. Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Nagle ponownie rozległo się stłumione pukanie. Wkurzyłam się. Miałam zwyczajnie dość. Podniosłam się ocierając poliki.-Ile razy mam mówić, żebyś dał mi spo...!!!-Zaczynam podniesionym głosem, ale kiedy przed sobą zobaczyłam niebieskookiego zatrzymałam swoje wrzaski. Znieruchomiałam.
-Vivien. Chciałem z tobą porozmawiać.-Niepewnym tonem odezwał się. Miał czerwone spojówki, płakał. Pozwoliłam mu wkroczyć do swojej sypialni. Usiadłam na łóżku podkulając nogi do klatki piersiowej. Tomlinson chodził nerwowo po pokoju.-Przepraszam cię za moje zachowanie, nie panowałem nad sobą. Nie mam pojęcia co mną władało.-zaczął.
-Wiem. Wiem to.-westchnęłam, a Tommo zerknął na mnie zdezorientowany.-Przed chwilą to zrozumiałam. Chcę tylko wiedzieć dlaczego tak się stało. O co chodziło?-wydukałam.
-Wstyd mi się przyznać, ale...Zwyczajnie to nie miało być tak. Boję się o ciebie. Wiem jaki jest Hazz, nie chcę żeby cię zranił. Kocham cię nad życie, jesteś dla mnie jak siostra i nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek kiedykolwiek sprawił ci ból. Zwyczajnie martwię się, że...No, bo byłaś zawsze takim małym moim kurduplem, a teraz już masz chłopaka i...Nie mogę się z tym pogodzić.-wyrecytował nieśmiało. Zawsze jest tak, że kiedy słyszymy takie słowa z jednej strony się złościmy, ale z drugiej mamy poczucie, iż ktoś rzeczywiście się o nas troszczy. Jednak ulżyło mi.
-Louis...-Podniosłam się i wtuliłam w bruneta.-Mogłeś mi powiedzieć. Nie musiałeś krzyczeć.-rzekłam.
-Wiem, przepraszam.-Ucałował czubek mojej głowy.
-Kocham cię.-Po raz pierwszy w życiu mu to wyznałam, szczerze to niechcący. Odsunął mnie od siebie
-Młoda...Zaczynam się bać. Robisz się coraz bardziej delikatniejsza odkąd poznałaś Harry'ego...Zaraz, zaraz.-Złapał mnie za podbródek i dokładnie przyjrzał się mym ślepiom.-Masz powiększone źrenice. Słońce, jak to możliwie, że aż tak się zakochałaś w ciągu kilku dni?-zapytał z uśmiechem na twarzy.
-Przestań!-Uderzyłam go w ramię, a do słabych nie należałam.
-No i wróciła stara Viv.-Przez zęby wycedził masując zaczerwienione miejsce. Pokazałam mu język.
-A od kiedy ty się kochany o mnie tak bardzo martwisz, co? Nagle się delikatny zrobiłeś.-parsknęłam szyderczo.
-Daj mi spokój.-Machnął ręką rechocząc. Tak właśnie się pogodziliśmy. Można było się tego po nas spodziewać. Już z Zayn'em się częściej kłóciłam.
-Dobra, idź już sobie. Teraz muszę się przejmować czymś innym. Jedno zeszło, drugie nadchodzi.-Wypychając go z pomieszczenia powiedziałam.
-Co? O czym ty mówisz?-Zatrzymał moje poczynania w progu. Przypomniałam sobie, że on nie wie. Jaka ja głupia!
-Yyy...Nic, nic. Po prostu muszę się dobrze ubrać na tą kolację, na pewno Zen ci mówił.-Wybrnęłam.
-Aha. Dobra, to pa misia. Powodzenia. I jeszcze raz przepraszam.-Musnął mój polik i zniknął z pola widzenia. Odetchnęłam z ulgą. Kamień spadł mi z serca.
-No to zaczynamy.-odezwałam się sama do siebie. Najpierw kąpiel, następnie, chyba można tak to ująć-szpachla. Około dwie godziny zajęło mi ogarnięcie się. Nienawidziłam sukienek. Wolałabym ubrać dres, ale rodzice chyba by mnie rozszarpali. Nareszcie byłam gotowa. W szafie miałam jedne, jedyne szpilki. Mama mi je kupiła w nadziei, iż kiedyś się przydadzą. Chciałam spróbować, ale niestety. Po całych dwóch wykonanych w nich krokach miałam serdecznie dość. Zdjęłam te narzędzia tortur, a na stopy nasunęłam najzwyklejsze baletki. Złapałam za małą torebeczkę do kompletu i zeszłam na dół. Czekał tam już na mnie mój młodszy brat w garniturze.
-Vivien?-Zmierzył mnie wzrokiem ze skrzywioną twarzą. Chyba mnie nie poznał.
-Tak, wiem. Nic nie mów, wyglądam jak...
-Dziewczyna.-dokończył jeszcze bardziej objawiając grymas.
-Dziękuję?-Dołączyłam do niego. Po chwili zjawili się rodzice.
-Słoneczko! Jak ty cudnie wyglądasz!-Matula mnie uściskała.
-Dzię...-zaczęłam.
-Idź się przebierz.-przerwał mi ojciec.
-Co?-Jednocześnie z rodzicielką zwróciłam się do taty.
-Nie może wyglądać tak...-Wskazał na mnie.-Przy jakimś obcym chłopaku.-powiedział.
-Przestań.-warknęła mama poprawiając moje włosy.-Cudo.-Pocałowała mnie w policzek.-Dobrze, jedźmy więc. Chodź mały, no już.-Pospieszyła młodego. Wychodziłam jako ostatnia.
-Vivi?-Usłyszałam za sobą drżący głos...

Hejka! Oto nareszcie jestem :D Jak się podoba? :) Mam nadzieję, że nie jest źle. Macie więc odpowiedz, na to co dręczyło Lou ;) Niedługo kończymy "Hatin' Syndrome", ale powiem wam, że już szykuję ff o Liam'ku <3 Hihi :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Haha nie ma to jak kochający tata ;)
OdpowiedzUsuńTeż kupiłam szpilki raz je ubralam na koniec roku szkolnego i więcej razy nawet nie chce ich widzieć ;D
A rozdział cud miód haha
Buziaczki ;*
Oczywiście, chyba każdy ojciec taki jest XD
UsuńHeh, ja nigdy na szczęście nie będę miała tego problemu z uwagi na mój wzrost XD Szczęście od Boga ^.^
Dziękuję <3 Bardzo się cieszę :DD
Całuski xx
Czyli znowu się pomyliłam.
OdpowiedzUsuńNie. Już więcej nic nie będę zgadywać! Koniec.
Cudowna część!
Już czekam na kolejną!
Louis, moje kochanie, to straszne czytać że ma zaczerwienione oczy a co dopiero je widzieć....
Umarłabym...
Cudo!
<3
Oj, tam. Wiesz ile razy ja się mylę, nie ma się co przejmować ;*
UsuńDziękuję <3 Bardzo się cieszę ^.^
Mam nadzieję, że niedługo uda mi się dodać :))
Oj wiem, mi nie łatwo pisać, ale cóż taki wymóg ;D
Dziękuję raz jeszcze :))
Całuski xx
Dla ciebie wszystko!
OdpowiedzUsuńJaki imagin sobie życzysz?
<3
Hmm...
UsuńProsiłabym coś podchodzącego pod fantastykę z Harry'm <3 No i loff XD jak zawsze ;) (To 1 zamówienie, tylko tak mówię ;))
Całuski xx
Ale mam wyzwanie!;)
OdpowiedzUsuńMoże jakaś drobna pomoc co do rozmiaru fantastyczności twojego zamówienia?
Hmmm...Mam na myśli coś w rodzaju czarodziejka i na przykład zwykły człowiek albo może wampir i zwykła dziewczyna :D Wiesz taka "zakazana miłość" :DD
UsuńNie wiem co mi wpadło do głowy, ale Juls tak czasami ma XD
Całuski xx
Powodzenia <3