sobota, 7 listopada 2015

Imagin Harry

Pochodzę z normalnej rodziny... No dobrze, może nie jest ona do końca zwyczajna. Moi rodzice się rozwiedli jak byłam dzieckiem, więc nie pamiętam za dobrze jaką tworzyli parę. Ojciec znalazł sobie kobietę i wspólnie dali mi młodszego braciszka. Mieszkałam z mamą i od czasu, do czasu jej bratem, który żył jako wolny ptak i skakał z miejsca na miejsce. Zajmował się podróżowaniem i rzadko kiedy przebywał w rodzinnym mieście, a kiedy już to robił - gościł u nas. Ogólnie miałam dobry kontakt z mamą. Była wyrozumiała, tolerancyjna i otwarta na propozycje XXI wieku. Mówię o tych całych "chorobach cywilizacyjnych dzisiejszej młodzieży". Dobrze mi się z nią rozmawiało i powierzałam jej tyle sekretów, na ile mogłam być pewna, że mnie nie zawiedzie. Wiadomo, nie dzieliłam się informacjami typu " No bo Cassidy odbiła mi chłopaka, który mi się skrycie podoba i nikt o tym nie wie. " albo " Kirk ( którego z resztą nie znasz ) sypia z matką Toma ( którego też nie kojarzysz ), ale jej ufałam. Niestety nigdy nie miała szczęścia do facetów. Ten - kryminalista, tamten - zboczeniec. Ciężko było jej znaleźć odpowiednią partię. Miałam niemal szesnaście lat, kiedy znalazła Rob'a. Przyznam, że przystojny i inteligentny. Wiadomo, że spędzała z nim mnóstwo czasu, aby poznać potencjalnego partnera życiowego. Jednak z czasem zaczęło się to robić uciążliwe. Kiedy jej najbardziej potrzebowałam, kiedy stres z związku ze szkołą i innymi głupotami zwalił mi się na głowę, to jej nie było. Każdy weekend spędzała z Robertem. Rozmawiałyśmy od wielkiego dzwonu o moich sprawach. Wiecznie nie miała czasu, była zajęta albo umówiona. Brakowało mi matki, kompletnie ją straciłam. Nie mogłam się zwierzyć, poprosić o pomoc. Zaczęłyśmy się kłócić. Dzień za dniem oddalałyśmy się od siebie. Zaczęłam robić się samotna. Wracała późnymi wieczorami, a ja miałam dość milczenia i niepewności czy wróci bezpiecznie. Nie chciałam dłużej żyć z martwieniem się o to, czy zastanę ją o tej 1.00 w nocy. Kompletnie nie zwracała na mnie uwagi. Postanowiłam też znaleźć sobie coś co zajmie mi czas. Moje towarzystwo raczej było nudne. Przyjaciółki interesowały tylko zakupy, których miałam dość, a koledzy potrafili jedynie grać. Nadszedł nowy rok szkolny. Zmieniłam szkołę. Poznałam kilka nowych osób. Przyznam, że ich podejście do życia mnie zaintrygowało. Z tego co słyszałam to imprezowali i świetnie się bawili. Bardzo chciałam znaleźć się w kręgu takich ludzi. Często z nimi rozmawiałam i coraz bardziej się zmieniałam. Mama nawet nie zauważyła, że zrezygnowałam z kolorowych sweterków na rzecz ciemnych ubrań w stylu rockowym. Na mojej twarzy lądował makijaż, czego nigdy wcześniej się nie zdarzało. Nie ładowałam sobie tapety na twarz, lecz korektor, tusz, ciemne szminki dodawały mi pazura. Obcięłam swoje sięgające pasa włosy, tak że nie wychodziły poza obszar łopatek. Stałam się nową wersją siebie, ale nawet nie spostrzegła. To, że tata mieszkał daleko dodawało mi pewności i odwagi. Nie mógł mi niczego zabronić ani zamknąć w ciemnym pokoju, abym tego nie robiła. Niby tego nie chciałam, ale w środku bardzo brakowało mi opieki i troski ze strony bliskich. Kompletnie wkręciłam się w imprezowanie. Zaczęłam pić i popalać trawkę. Papierosy jakoś mi nie podchodziły, choć próbowałam kilka razy. Na jednej z przedświątecznych domówek zauważyłam pewnego chłopaka. 
Z końca pomieszczenia można było zauważyć burzę loków na jego głowie. Był postawny, a jego ramiona pokrywały tatuaże. Popijał piwo prosto z butelki stojąc pod ścianą. Wkroczyłam na parkiet z nadzieją, że dołączy. Poruszałam się normalnie, nie lubiłam zachowywać się jak puszczalska szmata, co w zwyczaju miały niektóre z moich znajomych. Ja byłam sobą, nareszcie czułam, że żyje. Po kilku tańcach zrozumiałam, że nie ma zamiaru do mnie dołączyć. Udałam się do łazienki. Poprawiłam włosy i przejechałam szminką po ustach. Kiedy wyszłam z pomieszczenia i miałam zamiar udać się na dół wpadłam na tego chłopaka. Uśmiechnął się przelotnie łapiąc mnie za łokcie, abym nie upadła.
- Przepraszam - podniosłam wzrok i spotkałam te jego hipnotyzujące zielone ślepia. Nie odrywałam spojrzenia od niego przez chwilę.
- Nic się nie stało, ale uważaj, bo możesz zrobić sobie krzywdę słońce - puścił do mnie oczko, odrywając ode mnie ręce. 
- Zapamiętam - uniosłam kąciki ust. 
- Jak masz na imię ? - zapytał.
- (T.I) - przedstawiłam się. 
- Harry - ściskając mą dłoń, ucałował jej zewnętrzną część. 
- ... - do końca wieczora rozmawialiśmy ze sobą. Bardzo go polubiłam. Był starszy o trzy lata i pracował w zakładzie motoryzacyjnym, gdzie składał samochody do kupy. Sporo się o sobie dowiedzieliśmy. Wydał mi się taki zadziorny, ale przestrzegający prawa. Nie zbir, ale bad boy. Coś mnie w nim pociągało, naprawdę bardzo. Spotykaliśmy się niemal każdego dnia. Przyjeżdżał po mnie pod szkołę. Zmienił mnie na tą bardziej spokojną wersję. Już tak nie imprezowałam. Przynajmniej nie pięć razy w tygodni, jak się to zdarzało wcześniej. Zabierał mnie w różne miejsca. Pewnego ciepłego dnia, jak na marzec, dnia zabrał mnie na spacer po lesie. 
- Nie podoba mi się to jak się ubierasz - wyznał w związku z rozmową.
- To znaczy? - zapytałam.
- To znaczy te wszystkie skórzane spodnie i ciemne hard rockowe bluzki nie pasują do ciebie. Ty nawet nie słuchasz takiej muzyki. Mówiłaś, że kiedyś ubierałaś się inaczej i nie potrzebowałaś makijażu. Chciałbym cię taką zobaczyć - wyrecytował. 
- No nie wiem Hazz - tak na niego mówiłam. - Dawno nie zakładałam swoich starych rzeczy. Mówiłam ci, że to taka odskocznia od tego co w domu - jęknęłam.
- Zrób to dla mnie - poprosił. 
- Ale... - zająknęłam się. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć przewrócił teatralnie oczami i przerzucił mnie sobie przez ramię. Śmiałam się w głos kiedy posadził mnie na motorze, włożył mi na głowę kask. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do mojego domu. Pociągnął mnie za rękę na piętro i posadził na moim łóżku. Podszedł do szafy i ją otworzył. Na najwyższej półce zauważył kolory, więc tam sięgnął. Wybrał niebieski sweter i jasne jeansy z dziurami. 
- Załóż to - nakazał. 
- Dobra - westchnęłam. Wiedziałam, że z nim nie wygram. Trafiłam do łazienki i zamknęłam się na klucz w pomieszczeniu. 
- Zmyj to świństwo z twarzy! - krzyknął z sypialni. Pokiwałam przecząco głową z niezrozumieniem w odpowiedzi , choć wiedziałam, że tego nie zobaczy. Posłusznie przeciągnęłam przez głowę sweter i opięłam nogi rurkami. Kilka razy przejechałam nawilżonym wacikiem po buzi i wyszłam. Przemknęłam przez korytarz i zaraz znalazłam się w swoim pokoju. Harold spoczywał na mojej pościeli stukając w swoją komórkę. W pierwszej chwili w ogóle mnie nie zauważył. Poprawiłam włosy tak, aby nie było widać mojej całej twarzy, a tylko jej niecałą połowę. Postawiłam jeszcze kilka kroków przed siebie. Hazz spostrzegł mnie przed sobą. Zanim dokładnie mi się przyjrzał, wstał i zbliżył się. - Podnieś głowę - poprosił ze śmiechem. Zakryłam buzię dłońmi i uczyniłam prośbę lokatego. -  (T. I)! - krzyknął rechocząc. Oderwał moje dłonie, a ja zamknęłam oczy i wystawiłam język, aby odwrócić jego uwagę. - Uspokój się - poprosił. 
- Nie, bo wyglądam bleee - powiedziałam. 
- Nie prawda. Wyglądasz lepiej niż wcześniej - rzekł zakładając kosmyk włosów za me ucho. 
- Serio? - prychnęłam. 
- Tak - odparł. - Bardziej mi się tak podobasz - przyznał. - Załóż jeszcze to - podał mi sukienkę, utrzymaną w różanym kolorze. Od razu posmutniałam. Odebrałam wieszak od chłopaka i dokładniej przyjrzałam się jej. Lekki uśmieszek zabłysnął na mych ustach, a w oczach pojawiły się łzy.
- Coś nie tak? - zapytał. 
- Nie, nie - odparłam. - Po prostu... Mama mi ją kupiła na bal dawno, dawno temu i wtedy jeszcze byłyśmy... Blisko - wydukałam. Chyba chciał coś powiedzieć, ale ja odeszłam i pomknęłam do toalety, aby znów się przebrać. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Ta kreacja przywoływała mnóstwo wspomnień. Z rytmu wybił mnie głos matki.
- (T.I) ? - zapukała do drzwi. Bez zastanowienia je otworzyłam i postawiłam krok w przód. Zmierzyła mnie wzrokiem i u przytuliła mocno. Po raz pierwszy od miesięcy... Poczułam, że jednak o mnie nie zapomniała. 
- Córciu, przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam, że wcale nie umiałam się z tobą porozumieć, ale kompletnie straciłam głowę. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Przysięgam, że już nigdy tego nie zrobię - łkała. To była sprawka Harold'a. Wiedział kiedy to zrobić i jak. Od zawsze chciał mnie zmienić, nie dlatego, że mu nie pasowałam. Dlatego, że wiedział, iż nie jestem taka za jaką się podaję. Miał rację. Tak wiele zmienił w moim życiu. Sprowadził mnie do parteru, ale nie do kompletniej nudy. Oderwał mnie od czerni i make-up'u i starał się pogodzić z matką. Przyznam, że nie natychmiast było pomiędzy nami idealnie. Długo zmagałyśmy się z nadrobieniem straconych chwil. W sumie, to i tak nie jest jak było dawniej, ale pracujemy nad tym i zmierzamy ku dobremu. Co do mnie i Harry'ego... W wakacje zbliżyliśmy się do siebie i zaczęliśmy spotykać w charakterze chłopak - dziewczyna. Poczułam coś do niego, z wzajemnością. Zostaliśmy parą i jestem szczęśliwa, nawet bardzo. Nauczyłam się czegoś, że niczego nie można żałować. Gdyby kontakt z mamą się nie zepsuł, nie spotkałabym Harry'ego. Sytuacja ma swoje plusy i minusy, ale ja wolę dostrzegać pozytywy...



Hejka! Imagin napisany pod napływem emocji, więc proszę nie bądźcie źli że jest taki nijaki -.- Ostatnio chyba spójność się mnie nie trzyma :/ 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

4 komentarze:

  1. Nie wiem, gdzie on jest niespójny, ale ok.
    Bardzo mi się podoba!
    Fajnie, że ją przywrócił do dawnego stanu;)
    A czy ja Mogłabym prosić imaginka?
    Z Lou, wiem, że cały czas proszę z nim, ale uwielbiam czytać twoje dzieła z nim...:*
    Także cokolwiek co przejdzie ci do głowy B)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, dziękuję c: to pociesza ^.^
      Oczywiście! Postaram się jak najszybciej napisać Pana szefa ;)
      xoxo

      Usuń
  2. Świetny! Czekam na inne ;-)

    OdpowiedzUsuń