niedziela, 8 listopada 2015

Imagin Louis zmówienie

- Ewa, nie możesz tak ryzykować - kontynuowała moja przyjaciółka szeptem.
- Dobrze, pogadajmy o tym później. Jest lekcja - warknęłam cicho.
- Cisza! - krzyknęła nauczycielka fizyki.
- Tak jest pani Hriffics - w duecie przytaknęłyśmy. Po lekcji Crisanda zaciągnęła mnie do szatni, gdzie mało kto przebywał w środku zajęć.
- Ewka, to dawno przestało być zabawne. Nie możesz uciec z internatu! - prawie niesłyszalnie mówiła. Przewróciłam teatralnie oczami.
- Crisa, ja tu dłużej nie wytrzymam. Ciągła dyscyplina, modlitwy i inne bezużyteczne bzdety. To nie dla mnie, chcę odnaleźć nową siebie i zacząć żyć po swojemu, a stanie się to dzisiejszej nocy - wyjaśniłam. Dziewczyna wiedziała, że dalsze sprzeczki nie mają szansy mnie przekonać, więc odpuściła.
Przygotowałam się idealnie. Tuż po zgaszeniu świateł wymknęłam się przez okno, żegnając się wcześniej z przyjaciółką. Wybiegłam poza teren szkoły i mknęłam przez pustą ulicę miasta przed siebie. Nie wiedziałam c zrobię, gdzie się zatrzymam, ani jak będę żyła. Szukałam otwartego lokalu, który nie wyglądał podejrzanie. Znalazłam jakąś jadłodajnie. Było tam zupełnie pusty. Za ladą stała jedynie starsza latynoska z masą makijażu na twarzy i gazetą w rękach. Nieelegancko żuła gumę obserwując moje niepewne ruchy. Usiadłam na stołku zaraz obok kobiety.
- Dobry wieczór - odezwałam się. Nie odpowiedziała. - Czy... - chciałam kontynuować, ale mi przerwała.
- Louis! Błagam chodź tu, muszę iść zapalić! - krzyknęła wchodząc do kuchni. Tymi samymi
Drzwiami po chwili wszedł wysoki brunet, o niebieskich oczach. Miał na sobie luźne jeansy z dziurami, białą koszulkę bez rękawów i czarny fartuch kuchenny z plamą od sosu. Stanął naprzeciw mnie, opierając się o blat. Patrzał mi prosto w oczy, co onieśmielało.
- Słucham - odezwał się. No tak, wpijałam swój pełen podziwu, jego urody, wzrok i milczałam jak chora umysłowo ~ głupia.
- Em... - zająknęłam się zestresowana, spuszczając głowę. - Chciałam zapytać czy i gdzie znajdę jakiś nocleg - nieśmiało rzekłam. Wydał się zaskoczony.
- Podróżniczka czy hipiska? - zapytał prawie pewien dwóch opcji. Pokiwałam przecząco głową. Wydał się zaciekawiony.
- Jestem tutejsza - odparłam.
- Czyli uciekinierka? - drążył temat.
- Powiedzmy - przełknęłam ślinę ukradkiem zerkając na twarz Louis'a ( jak się dowiedziałam ) .
- Bezdomna? - zdesperowany wydusił.
- Nie - krótko rzekłam.
- Mogę, więc dowiedzieć się czegokolwiek? - zaśmiał się cicho. Przygryzłam nieumyślne dolna wargę. Czułam rumieńce palące me poliki.  Nie miałam pojęcia dlaczego się tak zachowywałam.
- To sekret. Jeśli obiecasz dyskrecję, zaufam ci i powierzę go - puściłam oczko do bruneta. Uniósł kąciki ust.
- Obiecuje - zarechotał.
- Urwałam się z  szkoły z internatem numer 190 imienia Einsteina dla dziewczyn - dumna powiedziałam.  W tamtej sekundzie mina mu zżedła.  Nie wiedziałam o co mu chodzi. Zaczęłam się obawiać.
- Żartujesz?  - jęknął. - To najbardziej zdyscyplinowana szkoła w kraju... Mieszka się tam od dziecka,  ty   Tak po prostu uciekłaś? - wydukał. - Zero domu w okolicy, pracy i znajomych... Nie możesz wrócić, bo spotka cie kara cielesna... Dlaczego? - przerażony składał zdania z trudem.
- Może i nie mam i może nie wiem co to znaczy prawdziwe życie, ale chcę się przekonać - wzruszyłam ramionami. - Po to tu jestem, aby znaleźć jakiś nocleg - rzekłam. Nadal gapił się na mnie jak na wariatkę.
- Yh... - potarł kark nerwowo. - Nie wiem, ale raczej nie znajdziesz niczego na już i to w nocy. To nie jest sprawa, którą można załatwić w pół godziny - wyrecytował.
* Oczami Louis' a
- Nie wiem, ale raczej nie znajdziesz niczego na już i to w nocy. To nie jest sprawa, którą można załatwić w pół godziny - powiedziałem. Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami i oddaliła się ode mnie. Zajęła miejsce przy stoliku pod ścianą i oglądała kartę dań. Nie wiedziałem co się dzieje. Jak zalety Wpatrywałem się w brunetkę.  Podziwiam ją, że miała odwagę zawalczyć o swoje ambicje i marzenia. Po chwili z transu wywodzi mnie jej głos.
- Po proszę tosty z serem i sosem - zawołała.  Przez parę sekund nie wiedziałem co zrobić,  ale zaraz ruszyłem do kuchni wypełnić jej zamówienie. Kiedy skończyłem, Teresa podała tosty zielonookiej.  Nasza jadłodajnia była całodobowa, lecz mało kto się pojawiał o tej porze, zwłaszcza bezdomne uciekinierki. Martwiłem się o nią. Wyglądała na bezbronną i łatwowierną. W NYC to nie mogło przejść. Ulice były niebezpieczne, nawet za dnia. Ona nie wiedziała nic o prawdziwym życiu. Nie wiem czemu, ale wzbudziła we mnie wiele emocji. Podziw, współczucie, troskę... Tak - martwiłem się o nią.
- Louis - usłyszałem ściszony głos Teresy. Podszedłem do okienka. - Koniec twojej zmiany - oznajmiła. - Spójrz - pokazała za siebie kciukiem. Wychyliłem głowę za ramie kobiety. Ujrzałem śpiącą nieznajomą na stoliku. Uśmiechnąłem się na ten widok. - Co z nią zrobimy? - zapytała rozbawiona.
- Zaraz się przebiorę i zajmę się nią, a ty przypilnujesz, żeby bułeczki na jutro się nie przypiekły - puściłem oczko do latynoski i odszedłem. Zmieniłem spodnie na czarne, koszulkę na świeżą i poprawiłem włosy.
- Powodzenia księciuniu - zaśmiała się Teresa mijając mnie w kuchni.
- Dzięki - zarechotałem wychodząc - Pa - rzuciłem.
- No trzymaj się - usłyszałem. Wybrałem numer do Feliksa.
- Tak? - odezwał się swoim głębokim głosem.
- Podjedź proszę i przekaż Grace, aby uszykowała pokój gościnny - poprosiłem. Starszy mężczyzna przytaknął i się rozłączył. Zbliżyłem się do brunetki, unosząc kąciki ust. Założyłem na plecy jej plecak i ująłem ją na ręce. Nawet nie zamarudziła. Spała jak zabita. Ułożyłem ją w samochodzie. Zaniosłem do sypialni. Grace zmyła makijaż zielonookiej i rozpuściła spięte w kucyk włosy. Przebrała dziewczynę w koszulkę sportową i przykryła. Ja wziąłem prysznic, pożegnałem gosposię i udałem się do łózka.
- Dzień dobry Grace - przywitałem siwą panią w kuchni.
- Witam - posłała mi uroczy uśmiech nie przestając sprzątać. Podała mi kawę. Ująłem gazetę w dłoń i zacząłem ją czytać popijając spokojnie gorący napój. Po chwili dźwięk otwieranych drzwi rozległ się po apartamencie. - Oho, chyba królewna się zbudziła - zażartowała Grace. - Ja już kończę i uciekam do domu, bo dzisiaj Carlos przyjeżdża mnie odwiedzić - oznajmiła.
- Pozdrów go - rzekłem serdecznie.
- Dziękuję - pomachała mi wychodząc tylnym wyjściem. W kuchni pojawiła się przerażona zielonooka. Podparłem głowę o rękę, zgiętą w łokciu umieszczoną na blacie.
- Dobry - odezwałem się radośnie. Wydawała się zaskoczona. Oczywiście, miała do tego prawo. Nie obudziła się w znanym sobie miejscu.
- Co ja tu robię? - wystraszona wydukała.
- Zasnęłaś w barze, więc zabrałem cię do siebie - odpowiedziałam, jakby była to najprostsza rzecz na świecie. Przeskanowała wzorkiem całe pomieszczenie.
- Mieszkasz tu? - zapytała nie dowierzając. - W tym pałacu? - dotykając ścian z podziwem jęknęła. Zaśmiałem się pod nosem.
- To aż takie dziwne? - zmarszczyłem brwi. Speszyła się i odstąpiła w swoje wcześniejsze miejsce zakłopotana.
- Nie, po prostu pracujesz w takim miejscu, że się nie spodziewałam - nieśmiało przyznała. Zapadła dłuższa chwila milczenia. - Dziękuję ci, że mi pomogłeś. Przepraszam za kłopot i zaraz schodzę ci z oczu ... - już chciała uciec.
- Poczekaj! - zawołałem, a ona jak na rozkaz zatrzymała się w miejscu. - Podejdź tu i usiądź - poprosiłem spokojnie. Zerkając na mnie ukradkiem zajęła miejsce niedaleko mnie. Podsunąłem jej pod nos tosty z serem oraz sosem i herbatę. Rumieniec zalał policzki brunetki. - Zjedz śniadanie - nakazałem troskliwie. - Nie musisz " schodzić mi z oczu " - odezwałem się, kiedy spożywała posiłek nieśmiało. - Jesteś tu mile widziana. Możesz zamieszkać tu ze mną, jeżeli tylko chcesz. Dla mnie to żaden problem - wyznałem. Wpiła we mnie swój zszokowany wzrok zastygając w jednej pozie.
- Nie, nie ... Ja nie mogę ... - wstała od blatu i się cofnęła.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię, chcę ci tylko pomóc - starałem się uspokoić.
- Ale nie chcę się nikomu narzucać - zawstydziła się po raz kolejny.
- Wróć na miejsce - poprosiłem. - Wiem, jak to jest być na twoim miejscu. Też uciekłem, ale z kraju przed rodziną, która zmuszała mnie do różnych głupstw - zacząłem, kiedy wypełniła mój " rozkaz " . - Wyjechałem i miałem tylko siebie i bagaż. Zacząłem pracować w jadłodajni i nocowałem w kartonach - wyznałem. Ślepia dziewczyny się powiększały. - Każdego dnia do baru przychodził pewien staruszek, któremu bardzo przypadłem go gustu ... - dziwnie na mnie spojrzała. - W sensie polubił mnie. Rozmawiałem z nim i pomagałem zanosić zakupy itd. Po roku zmarł. Jak się okazało przepisał mi wielki majątek, naprawdę dużo pieniędzy i to mieszkanie. Otrzymałem dar od niebios i jestem gdzie jestem. Pracuję w jadłodajni, bo to miejsce przypomina mi gdzie kiedyś byłem i jaki los na loterii wygrałem. No, a przede wszystkim jak troskliwego człowieka miałem zaszczyt spotkać. Chcę ci pomóc, abyś nie musiała nocować w metrze, jak mi się zdarzało. Uwierz, to nie jest miejsce dla niepełnoletnich dziewczyn - wyrecytowałem troskliwie. Widać było, że zaciekawiła ją moja historia.
- Wow - westchnęła. Chyba już się rozluźniła. - Dziękuję ci, skorzystam z propozycji. Tylko... Ty wiesz, że ja mam 20 lat? - zapytała rozbawiona.
- Co?! - niemal krzyknąłem. Popadła w niekontrolowany napad chichotu.
- Tak, tylko w mojej szkole uczyć się trzeba do 21 roku życia - wyznała.
- Boże! Przepraszam cię - zażenowany dukałem.
- Spokojnie, potraktuję to jako komplement. Czuję się młodo - puściła mi oczko. Kto by pomyślał, że jestem takim szczęściarzem... Spotkałem kogoś kto pomógł mi się wybić, a dzięki temu, że pragnąłem się stać taki sam - zdobyłem Ewę ~ najpiękniejszą, najmądrzejszą i najukochańszą kobietę na świecie ~ moją żonę ...



Hejka! Oto imagin dla Ewci :) Kochana mam nadzieję, że nie taki zły i, że się nie zawiedziesz :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

6 komentarzy:

  1. Cudowny poprostu cudeńko! Bardzo fajny pomysł z tą szkołą i tą ucieczką :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł świetny!
    Mój księciunio mnie zdobył!!;)
    Naprawdę cudowny!
    Kocham twoje imaginy.
    Kocham<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. U mnie nowy rozdział!
      Zapraszam

      Usuń
    2. Oh, dziękuję starałam się ;)
      Lecę czytać :*
      xoxo

      Usuń
    3. Hej:)
      Na niani kolejny rozdział!
      Zapraszam<3

      Usuń