niedziela, 1 listopada 2015

Imagin Harry

Dochodziła godzina 15.00, postanowiłam więc rozpocząć przygotowania do imprezy. Wzięłam prysznic. Wybrałam jeansowe szorty z wysokim stanem, białą bokserkę, czarny sweterek. W szafie odszukałam swoje dawno nie noszone vansy pod kolor narzuty. Do zestawu dobrałam srebrny wisior z sercem oraz kilka bransoletek do kompletu. Moje pofalowane, długie włosy rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Pomalowałam rzęsy, nałożyłam brokatowy cień na powieki, który odznaczał się cielistą barwą. Po ustach maznęłam różową szminką, użyłam swojego ulubionego zapachu od Gucci'ego i byłam gotowa. Złapałam za torebkę i ruszyłam do domu brata jednej z moich znajomych. Po kilkunastu minutach marszu przez ciemne, lecz oświetlone przez lampy ulice, dotarłam na miejsce. Już z końca ulicy było słychać głośną muzykę dobiegającą z posiadłości Tomlison'ów. Louis'a znałam jedynie z widzenia, ale Charlotte i tak mnie zaprosiła. Skorzystałam, po prostu miałam ochotę się zabawić. Nie rozpoznawałam nikogo ze swojego otoczenia. Większość gości była płci męskiej, a każda dziewczyna wydawała się wulgarna. Stanowiłam wyjątek w towarzystwie, gdyż tylko ja nie nosiłam kusej spódnicy, topu i masy makijażu, który rozmazywał się podczas dosłownego "lizania się" po kątach z facetami. W powietrzu unosił się swąd alkoholu, papierosów oraz zioła. W tłumie ocierających się o siebie par dostrzegłam skaczącą po stole Lottie. Podeszłam do niej.
- Charlotte! - krzyknęłam i pomachałam do niej. Szybko zeszła za ziemię i obdarowała mnie całusem na powitanie.
- Chodź! - pociągnęła mnie za sobą przepychając się środkiem parkietu. Wyszła ze mną na dwór i posadziła przy wielkim basenie. Tak. Ta dziewczyna miała pieniądze. Niespodziewanie z tylnej kieszeni wyjęła woreczek z białym proszkiem. Uśmiechnęła się znacząco i pomachała mi nim przed twarzą.
- Lottie, ja tego nie wezmę. Nie ćpam - zaprotestowałam zanim w ogóle zdążyła zapytać.
- No weź, jest impreza - jęknęła błagalnie.
- Nie ma mowy. Dla mnie to za dużo. Przestań to robić - poprosiłam. Przewróciła oczami jak nastolatka. 
- Nie robię tego codziennie. Tylko na takich event'ach i jak mam szczególnego doła - wyjaśniła. - Nie chcesz, nie zmuszam cię - wzruszyła ramionami. Po chwili rozsypała proszek na swoją rękę i wciągnęła go przez krótką rurkę. Odwróciłam się, aby nie patrzeć na to jak marnowała sobie życie. Zaraz znów zabrała mnie do środka. Podała mi drinka i ruszyła do tańca. Zostałam sama. Zasiadłam na ladzie, z której miałam idealny widok na wszystko co dzieje się na parterze. Przyjrzałam się dokładniej tym wszystkim ludziom. Wiele z nich miało czerwone oczy od narkotyków, część przewracała się z pijaństwa, reszta albo się całowała, albo paliła jointy. Ewentualnie tańczyła tak, że niewiele brakowało do seksu na środku pomieszczenia. Jeszcze nigdy wcześniej nie trafiłam do takiego miejsca. Czy tak bawią się bogacze? - pytałam samą siebie. Wiadomo, nie byłam uboga, ale na pewno nie było mnie stać na takie wille w jakiej się znajdowałam. Uważałam, że to chore co wprawiali. Nie mogłam na to patrzeć. Odstawiłam alkohol i zabrałam swoją torebkę. Szybko znalazłam się przy wyjściu. Po chwili uderzyła we mnie fala ciepłego, a co najważniejsze, świeżego powietrza. Odetchnęłam z ulgą. Niespodziewanie ktoś chrząknął tuż za moimi plecami. Aż podskoczyłam. Odwróciłam się. Po prawej stronie od drzwi, o ścianę opierał się wysoki brunet o zielonych oczach. Miał na sobie czarny zestaw złożony z rurek, koszulki na krótki rękaw oraz butów z zaokrąglonym czubkiem. Jego obie ręce przysłaniały bezbarwne tatuaże, jakie zlewały się w jedno z niesamowitym efektem. Wydawał się bardzo przystojny w świetle lamp rozproszonych po całej posiadłości Tomlinson'ów. Dołeczki wydrążone w policzkach nieznajomego dodawały mu słodkości, co, ze względu na jego łobuzerski wizerunek, dodawało kontrastu. 
- Nie zauważyłam cię - przyznałam rumieniąc się. Nie wiem dlaczego, ale mnie onieśmielał. Czułam się jak taka pchełka stojąc naprzeciw chłopaka, wyglądającego jak grecki bóg. 
- Patologia - odezwał się spokojnie. Moje serce na moment stanęło. Wystraszyłam się. 
- Słucham? - jęknęłam, przełykając, po tym, ślinę.
- Tam w środku. Patologia. Nie uważasz? - zaśmiał się. Odetchnęłam z ulgą.
- Em... Zgadzam się. To zdecydowanie nie moja bajka - przyznałam rozluźniając się. Z każdą mijającą sekundą ekscytowałam się tą rozmową i obecnością nieznajomego. 
- A jaka jest twoja bajka? - zapytał głębokim głosem. Po raz kolejny nie wiedziałam co powiedzieć. Od zielonookiego biło pewnością siebie. 
- Moja bajka? - zastanowiłam się. - Sama nie wiem, nigdy sobie tego nie wyobrażałam - wykrzesałam cokolwiek, w miarę, sensownego. Przez jego twarz ponownie przebiegł uśmieszek. Postawił kilka kroków w moim kierunku. Wtem, dzielił nas dystans kilku centymetrów. Czułam jego oddech na twarzy. Patrzał mi prosto w oczy. Górował nade mną jakimiś pięcioma centymetrami. Nieśmiało dotknął mojej dłoni.
- Pozwól, że pomogę ci sobie ją wyobrazić - rzekł. Otworzyłam usta, aby cokolwiek powiedzieć, ale trwałam pod takim wrażeniem, że nic nie chciało z nich wyjść. Może to i dobrze, bo palnęłabym coś bezsensownego. Zanim zareagowałam, ten oddalił się i nie puszczając mojej ręki, obrócił mnie. Kolejno, przyciągnął mnie i porwał do wolnego tańca. Kąciki ust bruneta utrzymywały się na jednym poziomie. Ja nadal nie dowierzałam w to co się działo, także pozostawałam poważna. W rzeczywistości natomiast, myślałam, że serce wyskoczy mi z piersi. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Kompletnie mnie oczarował. Można powiedzieć, że dopadł mnie powszechny syndrom "motylków w brzuchu". Trzymał mnie tak lekko, a zarazem pewnie. Zupełnie jak porcelanową lalkę. Jakby bał się, że mu ucieknę, bądź rozsypię się. Muzyka ledwo docierała do moich uszu, gdyż byłam ogłuszona przez szok. Dosłownie wprowadził mnie w stan pozytywnego upojenia. Niespodziewanie szarpnął mnie mocniej tak, że przywarłam plecami do jego torsu, a on wciąż ściskał me dłonie. Kołysał nami do dziwnie zmysłowego rytmu dobiegającego z domu. Nosem pieścił płatek mojego prawego ucha. Przymrużyłam oczy, lecz za moment otworzyłam oczy. Gdy muzyka ucichła zatrzymał nas. Ucałował mą dłoń i ukłonił się jak dżentelmen. Róż ponownie oblał moje policzki. Zaśmiał się uroczo, a ja dołączyłam do niego. Posłał mi ostatni z pięknych uśmiechów, odwrócił się na pięcie i po prostu odszedł. Zniknął za wysokim murem ogradzającym posiadłość. W tamtej chwili nie wiedziałam o co chodzi. Rozejrzałam się, aby upewnić się czy nikt mnie nie wkręca. Te poczucie rozpalenia wewnętrznego nadal nie uleciało, ale nie mogłam tak sterczeć i gapić się w przestrzeń zauroczona kimś, kto przed chwilą odszedł. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam. Kiedy zerknęłam w kierunku, w jakim podążał, nie zauważyłam postaci bruneta. Przyznam, że nieco się zawiodłam. Spuściłam głowę i kontynuowałam marsz. Po może dwóch minutach, na moje plecy naszło światło z lamp samochodowy. Srebrne Lamborgini stanęło tuż obok. Z samochodu wysiadł zielonooki. Zamarłam. Wykorzystał moje zaskoczenie i w mgnieniu oka posadził mnie na miejscu pasażera. Po kilkunastu sekundach jechałam w nieznanym mi kierunku, u boku mężczyzny o którym nic nie wiem. 
- Życie to nie bajka - odezwał się. Wtem się ocknęłam. Zaczęłam się bać. Uśmiech dawno starł się z twarzy nieznajomego. - Ja nie jestem księciem - dodał. Mój oddech przyspieszył. - Ale ty zostaniesz moją księżniczką - oznajmił opanowanym tonem. 
- O co ci chodzi? - przerażona wydukałam. Przyspieszył i to znacznie. 
- Od teraz jesteś moja - powiedział. Łzy stanęły w moich oczach. 
- Co?! Wypuść mnie! Słyszysz?! Natychmiast się zatrzymaj! - zaczęłam krzyczeć w panice.
- Uspokój się, bo będę musiał cię ukarać - warknął.
- O czym ty mówisz? - zaczęłam płakać. Wiedziałam, że rozmowa nic nie da. Fizycznie też nie mogłam zadziałać, gdyż szybkościomierz wskazywał niemal 200 km/ h, więc zabiłabym nas. Nie mogłam nic uczynić w sprawie ratowania się. Jedyne co miało sens, to czekanie. Tak, może wydać się to głupie, ale to prawda. Zatrzymał się przed pięknym, piętrowym domem. Zaprowadził mnie siłą do środka. Posadził na fotelu przy ogniu palącym się w kominku i zajął miejsce naprzeciw. Łzy wciąż lały się po moich policzkach.
- Wyglądasz tak uroczo kiedy się boisz. Nie wiem czy wiesz, ale żartowałem - zaczął śmiać się jak robił to pod domem Lottie. Zrozumiałam, że mnie wkręcał. Wściekłam się i zaczęłam krzyczeć i okładać go chichocząc. Z jednej strony cieszyłam się, że ty był tylko durny psikus. Po dłużej rozmowie lepiej poznałam Harold'a, gdyż tak miał na imię ten chłopak. Okazał się romantycznym żartownisiem. Bardzo mi się podobał wizualnie, jak i jego osobowość mnie oczarowała. 
Tak właśnie zamieszkałam w pałacu, zostałam księżniczką u bok księcia i zaczęłam żyć w bajce, którą stworzył mi ktoś kogo poznałam w patologii... Tak wiem, szalone, ale prawdziwe ;)



Hej! Wybaczcie kochani, że wczoraj nic się nie pojawiło, ale nie dałam rady, bo imprezę organizowałam i nie wyszło ;/ Mam nadzieję, że imagin się spodoba i wybaczycie mi nieobecność :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

4 komentarze:

  1. Bardzo fajny!
    Rany, myślałam, że on mówi prawdę. Umiesz zaskakiwać!
    Super
    Czekam na next
    U mnie na no control nowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję C: Bardzo mi miło =^.^=
      Byłam już xD zgrałyśmy się, nie ma co ;)
      xoxo

      Usuń
  2. O matko. Tym zakończeniem to mnie naprawdę zaskoczyłaś, już myślałam że chce jej coś zrobić. Uff.. :-) coraz bardziej mnie zaskakujesz, czekam na inne. :-D

    OdpowiedzUsuń