środa, 25 lutego 2015

Be my wonder 1

Na imię mi Christina. Można powiedzieć, że wiodłam spokojne życie. Narzeczony, dom, praca, przyjaciółki. Rzeczywiście było jak w bajce. Ale każda bajka ma swój koniec. Niektóre zamykają rozdział słowami: "I żyli długo i szczęśliwie", niestety bądź stety, nie w moim przypadku. Zacznę może od początku.
Irlandia to piękny kraj, zamieszkiwałam go od zawsze. Nigdy nie pragnęłam innego miejsca. Może Mullingar to nie moje marzenie, ale nie narzekałam. Bruce'a poznałam w liceum. Na początku to tylko przyjaźń, która przerodziła się w miłość. W zaręczeniu trwaliśmy akurat, może jakieś cztery miesiące, kiedy właśnie nastał ten dzień. Poszłam z Bru, Josh'em (przyjaciel), Vicki (koleżanka), Chloe (najlepsza przyjaciółka) do baru świętować mój awans i przeniesienie do nowego miejsca pracy. Usiedliśmy i zaczęliśmy opijać. Miał dołączyć do nas dawny kumpel mojego ukochanego. Ponoć kiedyś mieli świetny kontakt, który urwał się jakoś z rozpoczęciem szkoły wyższej. Nie ważne. Po jakichś dwudziestu minutach do lokalu wkroczył wysoki blondyn o niebieskich jak ocean oczach. Był niesamowicie przystojny. W zwykłych rurkach, t'shirt'cie oraz Nike'ach wyglądał bosko. Jednakże szybko wyrzuciłam z głowy fantazje o nim. Czemu? Właśnie dlatego.:
-Hej, stary.-Bruce przybił sobie z nim piątkę. Wtem mnie oświeciło. Wstałam i podałam mu dłoń.
-Niall.-przedstawił się jako pierwszy.
-Christina.-odparłam. Następnie wymienił imiona z resztą towarzystwa. Prawie się nie odzywałam. Wlepiałam wzrok w podłogę i jakoś się stresowałam. Kompletnie nie miałam pojęcia z jakiego powodu. Czułam się jak w podstawówce, dosłownie. Nie wiem, wydawało mi się to strasznie głupie i niedorzeczne. Przecież nie znając go nie mogłam się zakochać. To niemożliwe!-wypierałam w myślach same podejrzenie. Mimo, iż nie uczestniczyłam zbytnio w konwersacji, to uważnie słuchałam każdego jego słowa. Jejku! Nie dosyć, że zabójczo przystojny to do tego na max'a inteligentny. Z tego wszystkiego dowiedziałam się, że jest pracownikiem hotelu, tak jak ja. Wywnioskowałam, iż ma przyjąć dziewczynę i przeszkolić ją w nowym dla niej zakresie. Od razu przyszłam sama sobie na myśl. Lecz prędko to odeszło, gdyż ja miałam robić w dobrze znanym mi dziale. Po spotkaniu wróciłam z Bruce'm do mieszkania, jego mieszkania. Moje zajmowała moja była współlokatorka i najlepsza kumpela-Chloe. Wzięłam prysznic i położyłam się w ramionach narzeczonego. Wielokrotnie pytał czy wszystko dobrze. Odpowiadałam wciąż, że tak. Ale czy do końca tak było? Nie rozumiałam tego, że od ujrzenia Niall'a nie potrafiłam nawet dostrzec we własnym partnerze tego czegoś. Już wtedy to mnie zaniepokoiło. Gdybym tylko wiedziała. To co wtedy działo się w mojej głowie nie może nawet równać się z dalszym rozwojem akcji, ale to w swoim czasie.
Obudziłam się jak zawsze o 6.00. By nie obudzić blondaska cicho wstałam i ruszyłam do kuchni. Zrobiłam śniadanie i spożyłam co nie co, zostawiając resztę niebieskookiemu na później. W łazience wzięłam prysznic i ubrałam się. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam makijaż i wsiadłam do samochodu. Po półgodzinie zatrzymałam się przed nowym miejscem pracy. Piękny budynek, ekskluzywny i z klasą. Pewnie wkroczyłąm do środka. Porozmawiałam z kilkoma osobami, szefem itd. Otrzymałam swoje własne biuro, które miałam z kimś dzielić, Rozłożyłam swoje rzeczy za biurkiem i postanowiłam rozejrzeć się po pomieszczeniu. Złota plakietka stała naprzeciw mnie. Przyjrzałam się napisowi dokładniej: "N. Horan". Jakiś ważniak-pomyślałam. Odłożyłam przedmiot i spojrzałam w sufit z uśmiechem. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Odwróciłam się zadowolona. Lecz kiedy tylko zrozumiałam, że to Niall, oniemiałam.  Stanęłam jaak wryta. Ledwo zdążyłam na sekundę zapomnieć o tym jego zniewalającym uśmiechu, idealniej fryzurze, pięknych oczach i boskim ciele, a znów stanęło on naprzeciw...


 

Christina






Hejka! Wiem, że obiecywałam na wczoraj, ale po prostu nie wyrobiłam czasowo. Dzisiaj nie było mnie długo z powodu występów itd. Nie złośćcie się proszę :3 Mam nadzieję, że zaciekawię was nowym opowiadaniem i skomentujecie <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


Chloe




                                                                                   
Bruce










Vicki


Josh





wtorek, 24 lutego 2015

Little Sweet Angel 44

-Hej. Mów mi Cin.-Przywitałyśmy się uściskiem dłoni.
-Michi.-Uśmiechnęłam się.
-Masz, więc dzisiaj przymiarki do pierwszej, później próba make-up'u i fryzury. O siedemnastej kolacja z innymi modelkami i jesteś wolna. Jutrzejszy plan wyślę ci mail'em. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała pisz, albo dzwoń. To mój numer. Jestem na czternastym piętrze. Do usług.-wyrecytowała zadowolona. Od razu ją polubiłam.
-Jasne, dziękuję.-Odebrałam karteczkę.
-To do zobaczenia.-Pomachała mi i wyszła.
-Pa!-rzuciłam.
-Podnieś ręce do góry.-Nakazała jedna ze skaczących wokół mnie krawcowych.
-Tak jasne.-Powróciłam do skupienia na przymiarce. To jest jakaś bajka.-pomyślałam...
***
Szybko zleciało. Poznałam wiele znanych modelek, aż byłam w szoku jakie to miłe dziewczyny. Wydawało mi się, że takie gwiazdy są raczej wredne i samolubne, ale nie one. Jednakże, życie nauczyło mnie, aby nie ufać nikomu za szybko. Dlatego też nie zbliżałam się za bardzo. Po "kolacji" George odebrał mnie i podwiózł mnie na róg mojej ulicy. Dlaczego biorę słowo "kolacja" w cudzysłów? Już wyjaśniam. Jak wiadomo ten fach nie należy do takich gdzie można wszystko bezkarnie. Tutaj styl życia wpływa na karierę. A więc posiłek nie należał do obfitych, jeżeli w ogóle można było nazwać to posiłkiem. Kolejne pytanie: Czemu na róg, nie pod dom? Otóż, Hazz mógł domyślić się czegoś, mimo iż tego wieczoru i tak go nie było. Umówiłam się z szoferem, że będziemy spotykać się właśnie tam. Weszłam do mieszkania. Harry miał audycję do 22.00, więc samotnie zajęłam sofę i włączyłam telewizor. Jakoś samoistnie mi się przysnęło.
-Słoneczko?-Usłyszałam głos ukochanego z przedpokoju. Natychmiast podniosłam się i przeciągnęłam. Ruszyłam do źródła dźwięku.
-Hej.-Uśmiechnięta przywitałam go pocałunkiem.
-Witam mój cały świat.-Oplótł ręce wokół mojej talii.-Mam pytanie do mojego aniołka.-Oznajmił.
-Rozumiem, że o mówisz o mnie.-Zachichotałam.
-Jak dojechałaś do pracy?-Odgarnął włosy z mojej twarzy.
-A czemu...?
-Twoje auto nadal stoi pod budynkiem od rana.-Przerwał mi. Ups...No to mamy problem!-pomyślałam. Zmuszona  byłam szybko znaleźć wyjaśnienie. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
-Tak, bo widzisz. Co dziennie podjeżdża po mnie koleżanka z pracy. Nie mówiłam ci?-Jak najwiarygodniej odparłam odchodząc do kuchni. Podążał za mną.
-Nie.-Zaśmiał się.
-No to mówię.-Oparłam się o blat.
-Dobrzeee...-Przeciągnął układając dłonie na moich biodrach.
-Głodny?-Przechyliłam lekko głowę na bok tworząc wzory na jego torsie.
-Yhym.-mruknął.
-Może pizz'a...-Moment Michell buforowała informacje.-Albo może...Ymmm...Grzanki?-Lekko się skrzywiłam. Wiecie, nie mogłam jeść tak tłustych rzeczy, do tego on jeszcze o tym nie wiedział, więc.
-Nie masz ochoty na pizzę?-Zaśmiał się pod nosem.
-Nie bardzo, w sumie to nie jestem głodna. Brzuch mnie boli.-Udałam cierpienie.
-Jak wolisz, ja chyba zamówię tajskie.-Puścił mi oko łapiąc za telefon domowy.
-Dobrze, ja pójdę pod prysznic.-Oznajmiłam wychodząc.
-Myślałem, że zrobimy to razem.-Mruknął.
-Nie dzisiaj, kochaniutki.-Posłałam mu buziaka i zniknęłam. Mało brakowało, muszę być ostrożniejsza.-pomyślałam. Woda rozluźniła moje mięśnie. Wysuszyłam ciało i włosy, które związałam w niechlujną kitkę. W za dużej koszulce na długi rękaw i szarych spodniach dresowych zeszłam do ukochanego. Spożywał właśnie posiłek. Zajęłam miejsce obok na sofie. Jak na nieszczęście zaburczało mi w brzuchu i po raz kolejny musiałam się tłumaczyć.
Trzy dni minęły szybko. Właśnie tamtego miała ukazać się reklama ze mną w roli głównej. Właśnie miałam godzinną przerwę. Przesiadywałam ją z Cin w koktajlodajni ulicę od miejsca mojej pracy. To i nagle rozbrzmiał dzwonek. Najpierw Tat...Ogólnie to wszyscy w szoku i gratulacje i takie tam. Jedna osoba pozostała na mojej liście. Tak własnie Harry. Nie napisał, nie zadzwonił. Zawsze robił to w czasie swojego krótkiego odpoczynku od roboty. Nie mogłam do niego dotrzeć ani drogą telefoniczną ani mailową, zero kontaktu. Bałam się. Sama nie wiedziałam czego. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nic mu nie jest, gdyż wciąż słyszałam jego głos w radiu, tyle, że taki zmieniony. Ciężko stwierdzić jaki dokładnie on był. Musiałam czekać na powrót do domu. Zamknęłam za sobą drzwi. Zastałam ukochanego w kuchni...










Hejka! Oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że nie będziecie za niego źli, doskonale wiem, że tragedia...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 23 lutego 2015

Imagin Louis 3

-Dzień dobry, ja do (T.I) na korepetycje.-Odezwałem się jako pierwszy.
-Witaj. Tak, tak. Louis, prawda?-Uchylając drzwi szerzej zapytała.
-Tak. Skąd pani wie?-Wszedłem i nieco się zaśmiałem.
-Córa, trochę o tobie mówiła. Że jesteś taki...
-Mamo?-Nagle pojawiła się ona. Jej rodzicielka zatrzasnęła barierę drzewną i zachichotała pod nosem.
-Dobrze, dobrze. Już nic nie mówię. To ja lecę, a wy się tam "uczcie" namalowała cudzysłów w powietrzu szczerząc się od ucha do ucha. Rozbawiła mnie. (T.I) posłała jej karcące spojrzenie. Brunetka zniknęła. Zostałem w przedpokoju wraz z nią.
-Nic nie mów.-Nakazała zanim zdążyłem cokolwiek wydusić. Odwróciła się i zaczęła iść. Dorównałem jej kroku pokonując pierwsze schodki.
-Jaki jestem?-Rechotałem.
-Głupi.-Uderzyła mnie w ramię jeszcze bardziej mnie bawiąc...
***
Jej pokój? Niesamowity. Ogromny i urządzony naprawdę nowocześnie. Przyznam, że w tamtej chwili na sekundę zagościła we mnie zazdrość, ale po minucie uleciała. Usiedliśmy do nauki. Na początku jak zawsze musiałem się trochę powygłupiać, później jakoś poszło. Powiem tak, belfrzy nigdy nie potrafili niczego mnie nauczyć. Zawsze mieszały mi się ich metody, wzory itd. (T.I) udało się to. Naprawdę zrozumiałem. Myślała schematami, co mi także pasowało w tym przypadku.
-...Wynik?-zapytała.
-Minus pięćdziesiąt dwa.-odpowiedziałem niepewnie. Patrzała na mnie tymi swoimi ślicznymi oczkami, przy niej po prostu nie dało się być przekonanym o swoim zdaniu.
-Dobrze.-Ucieszyła się (?).-Załapałeś.-Lekko klepnęła mnie w rękę na znak, chyba, gratulacyjny.
-Mam dobrą nauczycielkę.-Wyszczerzyłem się.
-Ta. Okej, to chyba wszystko na dziś.-Zamknęła zeszyty i odłożyła na bok.
-Mogę zadać ci pytanie?-Odezwałem się.
-Wydaje mi się, że właśnie to zrobiłeś.-Zachichotała.
-Inne pytanie.-Sprostowałem.
-No wal.-Poprawiła włosy.
-Dlaczego mi pomogłaś?-zapytałem.
-Już mówiłam ci...
-Ale tak naprawdę, powiedz czemu. Chcę wiedzieć.-Przerwałem jej. Wyraźnie posmutniała.
-Kiedy masz ojca dyrektora, nie chodzi mi tylko o szkołę, bronisz zdania i praw innych. Tyle.-odpowiedziała wstając. Zaczęła grzebać w swoim plecaku tyłem do mnie.
-Może dokładniej?-Nie chciałem przyznawać się dosłownie, że nie skumałem.
-Po prostu on stara się rządzić wszystkimi i nadzorować wszystko. Mam tego dość. Po prostu staram się stawiać mu kiedy uważam coś za niesłuszne.-Wzruszyła ramionami układając ubrania do swojej szafy.
-Czyli karcenie mnie było niesłuszne ze strony twojego ojca?-Wyprostowała się i odwróciła aby na mnie spojrzeć.
-Musisz łapać mnie za słowa?-Z wyrzutem westchnęła.
-Nie łapię cię za słowa, po prostu wyznałaś, że uważasz to za błąd. Czyli jednak mnie lubisz.-Wskazałem na nią wskazującym unosząc brwi.
-Toleruję i tylko dlatego, że jesteś cholernie uparty i walczysz o swoje. Szanuję takie osoby, co nie oznacza, że darzę cię jakąś tam sympatią czy coś tam.-Machnęła ręką.
-Czemu od razu tak mnie skreśliłaś?-Podszedłem do niej.
-Przestaniesz zadawać tyle pytań?-Znów stanęła do mnie twarzą, lecz tym razem nie wiedziała, że tkwię tuż za jej plecami. Nasze ciała wręcz się stykały.
-Nie.-Zaśmiałem się. Chciała cofnąć się, ale złapałem ją na nadgarstki i przyciągnąłem bliżej.-Chcę odpowiedzi, bo jak nie to nie puszczę.-Ścisnąłem ją mocniej. Oczywiście długo krzyczała na mnie i szarpała się, ale trochę drobinka z niej i nie bardzo wychodziły jej te "próby".
-Najzwyczajniej w świecie nauczyłam się, że gdy kogoś polubię po chwili go tracę, więc nie mam zamiaru przeżywać tego wciąż i nie mam nawet znajomych.-Dałem jej powietrza. Zszokowała mnie. Nie myślałem, że o to chodzi. Łzy w jej oczach sprawiły, że spoważniałem.-On zawsze odstrasza tą swoją "dyscypliną". Kontroluje i zazwyczaj nie pozwala dopuścić do mnie nikogo. Wolę oszczędzić tego sobie i innym. Jesteś pierwszą osobą jak w ogóle kiedykolwiek zagościła w moim domu za jego zgodą.-Minęła mnie starając się ukryć płacz. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. Zatkało mnie.
-Ja...
-Przestań. Idź lepiej, wróć do swojej ekipy i rozpowiedz im jaka to córunia dyra nie jest beksa i ciota, zrobi ci to dobrze.-Ocierała poliki. Zbliżyłem się do niej i znów zacisnąłem dłonie w tym samym miejscu.
-A może warto spróbować?-...











Hejka! Jak powiedziałam pojawia się dzisiaj kolejny rozdział, który mam nadzieję, że się spodoba ;) I jak? Spodziewaliście się takiego zwrotu akcji? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 11

W świetle księżyca wyglądał naprawdę atrakcyjnie. Zaraz...Co?! Stop!
-Taaa...Jutro pracujesz?-rzucił.
-No, niestety. Nie mam ochoty na wstawanie z rana, ale nie mam wyboru.-Westchnęłam.-Spójrz!-Wskazałam na niebo.-Gwiazdy są niesamowite.-opadłam na piasek odchylając głowę do tyłu. On zrobił to samo.
-Nie tylko one...-Przykuł moją uwagę...
***
Nie do końca wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam tam osłupiała wpatrując się w te jego piękne ślepia. Kompletnie nie potrafiłam wybrnąć. Nie spodziewałam się takich słów z jego strony. Po jakimś czasie odwróciłam wzrok.
-Mogę o coś cię zapytać?-Odezwałam się.
-Tak, oczywiście.-Wzięłam głęboki oddech.
-Byłeś kiedyś zakochany?-Już czułam jak rumieniec ogarnia moją twarz.
-Dlaczego pytasz?-Lekko go rozbawiłam.
-Ja...Z resztą nie ważne, jak nie chcesz to...-Zaczęłam nerwowo plątać się w wypowiedzi.
-Nie, nie, chcę. Spokojnie. Byłem zakochany.-Odpowiedział spokojnie. Niemalże nasze ciała do siebie przywierały. Jego łokcie zginały się nad jego kolanami odnajdując na nich oparcie. Ja dłonie trzymałam pod zgięciami kolan.
-Ja to jest? Co wtedy się czuje?-Nie odrywając spojrzenia od nieba zapytałam.
-To wtedy kiedy serce nie bije po to, aby utrzymać cię przy życiu, lecz przy tej osobie. To wtedy kiedy wolisz umrzeć niż zostać bez niej. To coś co po prostu się czuje. Tylko od ciebie zależy czy chcesz to dostrzec i powiedzieć o tym światu czy zapomnieć i żyć w kłamstwie ze samym sobą.-Wyrecytował, jak zauważyłam kątem oka, patrząc na mnie. 
-Jeszcze nigdy nie słyszałam tak pięknej definicji tego słowa.-Szepnęłam.
-To nie jest słowo, tego nie da się zdefiniować. Musisz zwyczajnie wiedzieć.-odparł.
-Ale jak to znaleźć?-Kontynuowałam.
-Sercem.-Cicho zachichotał.-Nigdy nikt cię nie zauroczył?-Po dłuższej chwili milczenia przerwał je.
-Oprócz ostatniego chłopaka nie miałam innego. W życiu się z nikim nie spotykałam, dużo by opowiadać. Tak czy tak, nie wiem ja to jest.-Wzruszyłam smutno ramionami.
-Nie kochałaś go?-Nutka zdziwienia zagościła w jego głosie.
-Byłam pewna, że tak. Ale po tym co mi wyjaśniłeś, nie do końca.-odrzekłam.-Wiesz co? Może już wróćmy. Jutro muszę wrócić do roboty.-Nie chcąc ciągnąć tematu wstałam. Ruszyliśmy. Odprowadził mnie pod samo wejście.-Do zobaczenia.-Pocałował mnie w policzek.
-Do zobaczenia.-Cicho powtórzyłam. Uśmiechnęłam się i weszłam do mieszkania. Oparłam się o wewnętrzną stronę drzwi i uderzyłam w nie głową. Przygryzłam wargę zaciskając przy tym powieki. 
Westchnęłam i weszłam do swojego pokoju. To wszystko mnie przytłaczało, ale nie pozwolę, abym popełniła błędy mojej matki. O co to, to nie.-twierdziłam. Wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka, gdyż Als nadal nie było. Ciężar na sercu wadził mi już od jakiegoś czasu, nie do końca wiedziałam czy to, to i czy będę umiała go ściągnąć. Tyle myśli zaprzątało moją głowę. Zaczęłam się nad czymś bardzo zastanawiać. Już sama gubiłam się w tym co robię, myślę i czuję.
Obudziłam się o siódmej. Zjadłam śniadanie. Odświeżyłam się i wykonałam rutynowe czynności poranne. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je. Rzęsy podkreśliłam tuszem, a usta malinowym błyszczykiem. Ubrałam się i stwierdziłam gotowość do kolejnego dnia.Trafiłam do miejsca pracy i zaczęłam harówę. Po ośmiu godzinach samotnie postanowiłam pospacerować po plaży. Chciałam wszystko przemyśleć. Nie wiedziałam nic. Czekałam tylko na jakiś znak od niebios. Właśnie błagałam o niego przy brzegu, kiedy znikąd tak po prostu się pojawił...








Hejka! Oto rozdział number eleven ;) Jak myślicie, co tak wadzi naszej małej Koni? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 
P.S. Nie wiem kiedy pojawi się nowe opowiadanie, na razie mam małą blokadę twórczą, ale już coś mi się tworzy, więc będzie okej :) Nie denerwujcie się jeżeli nie pojawi się w najbliższych dniach :3

niedziela, 22 lutego 2015

Imagin Louis 2

-Czego ty ode mnie chcesz? Możesz się odczepić?-Niemiłym tonem zapytała.
-Nie. Nie pozwalasz mi na to sobą.-Przewróciła teatralnie oczami.
-Nie wiem czy wiesz "Panie Piękny", ale wygląd to nie wszystko.-Zmniejszyła dystans pomiędzy nami mówiąc to i, gdy skończyła, miała zamiar odejść, ale nie pozwoliłem jej na to łapiąc nadgarstek kruszynki.
-Nie wiem czy wiesz, ale nie miałem na myśli tylko wyglądu.-wyrwała rękę z mojego uścisku i wrogo na mnie spojrzała.
-Palant!-krzyknęła krocząc tyłem do mnie i wystawiając środkowy palec w moim kierunku.
-Jasne jasne! Jeszcze  będziesz krzyczeć moje imię któregoś wieczoru!-Odwrzasnąłem.
-Chyba już po śmierci!-Tylko tyle usłyszałem od niej więcej.
-Tsa...-Zaśmiałem się pod nosem. Nagle na ramieniu poczułem dłoń. Odwróciłem się na pięcie. Zamarłem. No to kaplica!-pomyślałem...
***
-Pan dyrektor?-Drżącym głosem odezwałem się.
-Chciałbyś mi coś powiedzieć?-K***a! Nie dość, że przyłapał mnie na takich a nie innych słowach, to jeszcze skierowanych do jego córki. Doskonale! Tylko pogratulować, pacanie!-Karciłem się w myślach.
-To znaczy, ja...-Gładziłem się po karku. Kompletnie nie wiedziałem jak wykaraskać się z tej sytuacji. W mojej głowie pojawiła się rzadka, dla mnie, pustka.
-My tylko się przekomarzaliśmy, to nic takiego.-Nagle za plecami mężczyzny pojawiła się (T.I). Odwrócił się i zmierzył ją wzrokiem.-My się lubimy.-Podeszła do mnie i stanęła w tej samej linii. Byłem w szoku. Przed sekundą mnie wyzywała, a tu takie coś. No proszę...
-Skoro więc tak bardzo się polubiliście, proponuję, abyś udzielała koledze korepetycji. Ty masz świetne oceny, on nie do końca. To będzie coś w rodzaju kary. I mają one odbywać się u nas w domu, żebym mógł was kontrolować. Bo znając Pana Tomlinson'a i ciebie...Zaczynacie od jutra.-Surowo wyrecytował dyrektor i zniknął. Jej mina, nie do opisania. Ja także zostałem postawiony w niezręcznej sytuacji. No wiecie, fajnie, że miałem spędzać z nią czas, ale, że u dyra na chacie. Taaa...
-Czy mi się przywidziało czy ty serio mnie obroniłaś?-Zaśmiałem się. Z poirytowaniem na mnie zerknęła.
-Przywidziało ci się.-warknęła.
-No raczej nie. To co jutro o osiemnastej będę.-Puściłem jej oczko.
-Weź nie przypominaj, bo dobijasz.-parsknęła.
-Dlaczego to zrobiłaś? Przecież mnie nie trawisz.-Przymrużyłem oczy.
-Nie ważne.-Zaczęła się oddalać.
-Lubisz mnie!-Krzyknąłem.
-Nie wyobrażaj sobie za wiele!-odparła. Wydarzenie tamto było słodko-gorzkie. Niby załatwiłem sobie bliższe kontakty z (T.I.), ale z drugiej miałem minus u jej ojca, pod względem szkoły, rzecz jasna. A może nie tylko? Wróciłem do domu. Już w korytarzu rzuciły się na mnie moje młodsze siostry. Kochałem je nad życie. Może i w budzie wydawałem się chojrakiem bez uczuć, ale tak naprawdę to tylko maska. Poza liceum, kumplami i towarzystwem, zachowywałem się inaczej. Czulszy, troskliwszy i ogólnie bardziej empatyczny. Pomogłem mamie w podawaniu obiadu. Po posiłku udałem się do swojego "królestwa". Na uszy nasunąłem słuchawki i włączyłem głośną muzykę. Moje powieki samowolnie opadły. Wciąż myślałem o (T.I). Jej sposób bycia mnie pociągał. Jej ciało, oczy, włosy, usta, jak marzenie.
Kolejny dzień szkoły mijał dość szybko. Nie koniecznie chwaliłem się zajściem z szefem budy i "moim ideałem". Wolałem zachować to dla siebie. Dochodziła siedemnasta. Postanowiłem trochę ogarnąć się przed wyjściem do dziewczyny. No co poradzić, że dla mnie to właśnie oznaczało ogarnąć się. Nie potrzebowałem jakiś tam ekstrawaganckich ciuchów. Po za tym moich rodziców nie było na nie stać. Złapałem za komórkę i plecak. Pożegnałem rodzinę i wyszedłem. Adres miałem zapisany w telefonie. Nigdy wcześniej nie przebywałem w tej okolicy. Dotarłem i oniemiałem. Jeszcze nie widziałem tak niesamowitego domu. W porównaniu do mojego...Tego właściwie nie da się porównać. To można spokojnie nazwać willą. Po złapaniu oddechu zapukałem. Otworzyła mi niska kobietka. Ciemne oczy i włosy, uśmiechnięta i, jak można się domyślić, przyjazna.
-Dzień dobry, ja do (T.I) na korepetycje.-Odezwałem się jako pierwszy.
-Witaj. Tak, tak. Louis, prawda?-Uchylając drzwi szerzej zapytała.
-Tak. Skąd pani wie?-Wszedłem i nieco się zaśmiałem.
-Córa, trochę o tobie mówiła. Że jesteś taki...
-Mamo?-Nagle pojawiła się ona. Jej rodzicielka zatrzasnęła barierę drzewną i zachichotała pod nosem.
-Dobrze, dobrze. Już nic nie mówię. To ja lecę, a wy się tam "uczcie" namalowała cudzysłów w powietrzu szczerząc się od ucha do ucha. Rozbawiła mnie. (T.I) posłała jej karcące spojrzenie. Brunetka zniknęła. Zostałem w przedpokoju wraz z nią.
-Nic nie mów.-Nakazała zanim zdążyłem cokolwiek wydusić. Odwróciła się i zaczęła iść. Dorównałem jej kroku pokonując pierwsze schodki.
-Jaki jestem?-Rechotałem.
-Głupi.-Uderzyła mnie w ramię jeszcze bardziej mnie bawiąc...




Hejka! Oto druga część :D Jak się podoba? Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 43

-Mam ochotę na...-szeptał mi do ucha.
-Trolololo...Nie ma bata.-Odepchnęłam go nieco krztusząc się śmiechem.
-Nie o to mi chodziło. Miałem na myśli wypad do Lou, dzisiaj rocznica naszego poznania.-Zaczerwieniłam się niewątpliwie, więc spuściłam wzrok. Było mi głupio.-Hej. Kocham jak różowieją twoje policzki, wtedy wyglądasz jak laleczka z porcelany.-Zarechotał.
-Przepraszam. Jasne, idź.-Okazałam rozbawienie samą sobą.
-Co? Czy słyszałaś gdzieś w mojej wypowiedzi, iż odwiedzam go sam? No way, baby. Lecisz ze mną.-Obrócił mną jak w tańcu.
-Jesteś niemożliwy.-Uderzyłam go lekko w pierś...
***
Odświeżyłam się i wyszykowałam. Podjechaliśmy pod dom przyjaciół. Przywitaliśmy się z wszystkimi i rozsiedliśmy w salonie.
-Kiedy wraca Em?-zapytałam.
-Za dwa dni, miała za tydzień, ale...
-Mamusia się stęskniła.-Wypowiedź El dopełnił Louis.
-Trolololo. To tatuś wczoraj płakał za córunią.-Trzepnęła męża w kark.
-Ała!-Zareagował.
-Co "ała" taka prawda pozerze!-warknęła na niego. Rozbawiali nas w ten sposób za każdym razem. Mimo wszystko kochali się nad życie, to było strasznie urocze.
-Przestańcie już.-Zatrzymałam ich.
-Michell? Możemy porozmawiać?-Nagle wyskoczyła Perrie.
-Ymm...Jasne, a coś się stało?-Wstałam i poszłam za nią do kuchni.
-Niedługo urodziny Zen'a i chciałam coś przygotować, tyle tylko, że nie za bardzo sama dam radę. Dziewczyny już wiedzą, ale chłopcy mają się nie wtrącać. Chciałam zapytać czy dołączysz do ekipy i także się przyłączysz.-Ulżyło mi. Widziałam, że blondynka się stresuje, więc już miałam czarne myśli, a tu takie coś.
-Jasne, oczywiście, że tak. Zayn jest dla mnie jak brat, pewnie, że dołączę się.-Przytuliła mnie z uśmiechem.
-Boże! Nie wiem jak ci dziękować.-Wróciłyśmy do salonu. Rozmawialiśmy popijając wino i ogółem bawiąc się dobrze. Około 1.00 wróciłam z lokatym do domu. Odświeżyliśmy się i położyliśmy do łóżka. Obudziłam się o 8.00. Wiedziałam, że ma po mnie podjechać auto z firmy Jean'a-Claude'a, gdyż tak nazywał się ten fotograf, a właściwie to mój szef. Zjadłam śniadanie, wypiłam herbatę i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Podkreśliłam rzęsy tuszem i wybrałam kreację. Może to nie do końca mój styl, ale w tym fachu musiałam ubierać się elegancko, ale na luzie. Pocałowałam Hazz'ę kiedy jeszcze spał i wyszłam przed budynek. Czekał tam na mnie przecudowny samochód, taki jaki zawsze chciałam mieć. Oparty o maskę stał podstarzały mężczyzna odziany dokładnie jak szofer. Oczy wyszły mina wierzch, ale nie do końca chciałam to okazać.
-Witam, panno Robinson. Proszę.-Elegancko otworzył przede mną drzwi.
-Dziękuję.-Wsiadłam do tyłu. Byłam zachwycona. Po kilkunastu minutach trafiłam pod tą samą agencję.-Dziękuję...
-George.-Dopełnił moją wypowiedź.
-Dziękuję George. Zawsze będziesz po mnie przyjeżdżał?-Zbierając rzeczy z siedzenia zapytałam.
-Jak tylko będzie sobie panienka życzyła.-odparł.
-Nie nazywaj mnie tak, mów mi po imieniu. Michell.-Podał mi dłoń nieco zaskoczony.
-Miłego dania, a więc życzę.
-Nawzajem i do zobaczenia.-Wysiadłam i pokierowałam się do wysokiego oszklonego dookoła wieżowca. Dotarłam na właściwe piętro i zaczęłam pracę, jeżeli przymiarki można tak nazwać. Miałam otworzyć pokaz u bardzo znanego projektanta. A co najlepsze, że miałam tylko pięć dni na przygotowania.
-Dobrze, następne.-Krawcowym nakazał właśnie szef.-Mich, oto twoja asystentka Cindy .-Mężczyzna przedstawił mi niziutką brunetkę.
-Hej. Mów mi Cin.-Przywitałyśmy się uściskiem dłoni.
-Michi.-Uśmiechnęłam się.
-Masz, więc dzisiaj przymiarki do pierwszej, później próba make-up'u i fryzury. O siedemnastej kolacja z innymi modelkami i jesteś wolna. Jutrzejszy plan wyślę ci mail'em. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała pisz, albo dzwoń. To mój numer. Jestem na czternastym piętrze. Do usług.-wyrecytowała zadowolona. Od razu ją polubiłam.
-Jasne, dziękuję.-Odebrałam karteczkę.
-To do zobaczenia.-Pomachała mi i wyszła.
-Pa!-rzuciłam.
-Podnieś ręce do góry.-Nakazała jedna ze skaczących wokół mnie krawcowych.
-Tak jasne.-Powróciłam do skupienia na przymiarce. To jest jakaś bajka.-pomyślałam...




Hejka! Oto kolejny rozdział ;) Mam nadzieję, że nie taki zły jak go opisują ;) Nie wiem czy dzisiaj jeszcze coś wstawię, bo mam czterogodzinny trening z panią, która serio nieźle wyciska najlepszych, więc nie wiem czy o 20.00 jeszcze będę w stanie chodzić ;) Oby... No to do następnego skarby <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 21 lutego 2015

Imagin Louis 1

Po rozstaniu z El nie mogłem pozbierać się przez długi czas, przyznaję. Jednakże moi kumple pomogli mi się ogarnąć. Wyjechała, wyprowadziła się, popłakałem-zapomniałem. Skończone. W sumie to po zastanowieniu i przeanalizowaniu sprawy, to nigdy nie darzyłem jej jakimś wyjątkowo silnym uczuciem.
Tego dnia, jak każdego, wkroczyłem do budynku mojego liceum. Znalazłem się w samym jego centrum przy mojej szafce. Harry, Niall, Liam oraz Zayn, moi najlepsi przyjaciele na mnie czekali. Właściwie wraz z nimi stanowiłem elitę szkolną. Wzbudzaliśmy respekt w innych uczniach. Powiedzmy, że pełno panienek, sportowców i innych popularsów kręciło się nam pod nogami.
-Siema.-Przybiłem piątkę z każdym z nich.
-Żyjesz po sobocie?-Zaśmiali się i ja z nimi.
-Jakoś daję radę. Jakieś nowości?-Moje stałe pytanie padło i tym razem. Dlaczego? Gdyż to wspaniali informatorzy. Kto jak kto, ale oni zawsze znali świeże news'y. Zawsze dostarczali mi dawkę ciekawostek, np. O nieobecnościach nauczycieli, rozstaniach par szkolnych itd. Nic wielkiego, ale przynajmniej coś.
-No! Dzisiaj ma dołączyć do naszej klasy nowa uczennica. A najlepsze, że to córka nowego dyrektora.-oznajmił mi Hazz.
-Serio? Do naszej?-Otworzyłem szerzej oczy.
-No, ponoć niezła.-Lekko szturchnął mnie Zen. Uśmiechnąłem się znacząco. I jakby na zawołanie w wejściu szkoły pojawiła się naprawdę przepiękna dziewczyna. Wysoka, szczupła. Jej długie włosy spięte były w luźny warkocz na bok. Jej chude nogi podkreślały czarne leginsy, na które lekko nachodziła biała koszulka z napisem #Free. Stopy laski pokrywały ciemne Converse, a na plecach wisiał jej plecak. Śliczna i oryginalna. Pewnie ruszyła środkiem korytarza. Wszyscy dosłownie schodzili jej z drogi. Z każdym jej krokiem moje serce biło coraz mocniej. Bez zawahania mogę stwierdzić, iż wszyscy obserwowali jej chód, a ona jakby tego nie zauważała. Koledzy także jej się przyglądali bez słowa. Zatrzymała się przed nami i nie zerkając na żadnego wskazała ruchem obu dłoni, abyśmy się rozsunęli. Tak zrobiliśmy, a ta otworzyła drzwiczki tuż obok moich. Zostaliśmy "sąsiadami". Wyjęła kilka książek i zatrzasnęła szafkę. Zignorowała nas. Zwyczajnie odeszła.
-To była...?
-(T.I.) (T.N.), aha.-przytaknął mi Liam.
-Seksowna...-Wyjąkał lokaty. Obrzuciłem go wrogim spojrzeniem
-Nie podniecaj się, ona jest moja.-Warknąłem na niego.
-Dobra, ja i tak mam Nancy.-Uniósł ręce w geście obronnym.
-No to się zamknij.-parsknąłem.
-Dobra, przestańcie. Riski idzie.-Rozdzielił nas Nialler. Wtem pojawiła się jego "ukochana". Mega laska, chyba najlepsza w szkole. Nie powiem, że się nie kochali, ale w budzie wydawali się udawać. Kiedy spotykaliśmy się gdzieś, nie wiem u mnie czy u nich, było okej. Czułe słówka, całusy i takie tam, a w liceum cały czas kleili się, jakby to było bardziej cool i jakby to wzbudzało podziw. Z resztą, nieważne. Moje myśli pochłonęła tylko (T.I). Wszedłem do klasy. Jaka ironia losu, że własnie ona usiadała na wolnym miejscu w mojej ławce. Natychmiast pewien siebie zająłem miejsce obok, nadal nie przykuwając jej uwagi.
-Hejka...-przywitałem się. Z pogardliwym uśmieszkiem luknęła na mnie.
-Za wysokie progi.-Zanim zdążyłem cokolwiek zasugerować zostałem odrzucony. Ostra, lubię takie.
-Ej, ej. Nie o to mi chodziło. Chciałem tylko...
-Niech zgadnę, zaprzyjaźnić się?-Namalowała cudzysłów w powietrzu.-Dzięki, ale znajomych mam na pęczki, nawet się nie staraj.-Jeszcze nigdy wcześniej nie spotkałem tak podobnej do mnie osoby. Szczerze, to wydała się pewniejsza siebie niż ja.
-Nie.-Zaśmiałem się. Ten wyraz twarzy nadal nie znikał z jej buźki.-Miałem na myśli w ogóle się zapoznać, bo chyba będziesz ze mną siedzieć na chemii.-Trochę, tylko trochę...Dobra, bardzo skłamałem.
-Yhym. Chyba już wiesz jak się nazywam, więc masz co chciałeś.-Zwróciła wzrok na swój zeszyt.
-Ale ty nie znasz mojego imienia.-Słusznie zauważyłem.
-To ty miałeś ochotę się "zapoznać", nie ja. Dla mnie możesz pozostać anonimowy.-parsknęła. Każdy normalny natychmiast odpuściłby sobie taką dziewczynę, ale nie ja. Wiedziałem, że ta walka będzie ciężka, ale i tak ją wygram. Potrafiłem reagować tylko uśmiechem, co więcej mi pozostało. Po lekcji jakby wyparowała. Nie widziałem jej cały Boży dzień. Dochodziła godzina 16.00 ja nadal trwałem w budzie z powodu korepetycji. O tej porze po budynku kręci się parę belfrów i sprzątaczki. Uczniowie wyparowują stamtąd już o 13.00. Wyszedłem z klasy, gdzie spędziłem ostatnie trzy godziny i pokierowałem się do swojej szafki szkolnej. No nie wierzę!-pomyślałem.
-Proszę, proszę. Kogo my tu mamy?-Oparłem się o drzwiczki obok niej. Spojrzała poirytowana w górę i zatrzasnęła schowek i westchnęła.
-Czego ty ode mnie chcesz? Możesz się odczepić?-Niemiłym tonem zapytała.
-Nie. Nie pozwalasz mi na to sobą.-Przewróciła teatralnie oczami.
-Nie wiem czy wiesz "Panie Piękny", ale wygląd to nie wszystko.-Zmniejszyła dystans pomiędzy nami mówiąc to i, gdy skończyła, miała zamiar odejść, ale nie pozwoliłem jej na to łapiąc nadgarstek kruszynki.
-Nie wiem czy wiesz, ale nie miałem na myśli tylko wyglądu.-wyrwała rękę z mojego uścisku i wrogo na mnie spojrzała.
-Palant!-krzyknęła krocząc tyłem do mnie i wystawiając środkowy palec w moim kierunku.
-Jasne jasne! Jeszcze  będziesz krzyczeć moje imię któregoś wieczoru!-Odwrzasnąłem.
-Chyba już po śmierci!-Tylko tyle usłyszałem od niej więcej.
-Tsa...-Zaśmiałem się pod nosem. Nagle na ramieniu poczułem dłoń. Odwróciłem się na pięcie. Zamarłem. No to kaplica!-pomyślałem...




Hejka! Oto kolejny imagin z serii "Nagły napływ weny" ;) Tak jakoś mnie natchnęło, więc nie wiem do końca ile będzie części, ale jak na razie mam pomysł na przynajmniej 2 :D Już nie mogę doczekać się ^^ Nie wiem, to chyba pierwsza "praca" od bardzo dawna kiedy na serio jestem zadowolona. Może nie ma rewelacji, nie jestem wniebowzięta, ale to powyżej wywołało w efekcie końcowym uśmiech na mojej twarzy :3 Mam nadzieję, że podzielicie mój entuzjazm ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 10

-Czemu nie powiedziałaś prawdy?-Natychmiast wyskoczył. Żebyś ty ją znał, kochaniutki...-pomyślałam.
-Przecież to ty mianowałeś się tym, któremu mogę się zwierzyć, nie Als. Więc...-Wzruszyłam ramionami.
-Racja.-Debil.
-To co idziemy do salonu?-Już kroczyłam.
-Mam lepszy pomysł.-Zatrzymałam się.
-Jaki?
-Choć, pokażę ci coś pięknego.-Pociągnął mnie za rękę.
-Ale...
-Żadnego ale.-przerwał.
-Ale chcę mój telefon.-Powróciłam po urządzenie i za moment biegliśmy jedną z najpiękniejszych ulic Sydney. Rzeczywiście, to było niesamowite...
***
Wiadomo, mieszkając w Sydney nie raz widziałam Operę, ale nigdy od środka. To miejsce po pierwsze dla mnie za drogie, po drugie zbyt...Eleganckie. Stanęliśmy przed budynkiem.
-Co tu robimy?-Z szerokim uśmiechem zapytałam.
-Zobaczysz.-Puścił mi oczko i pociągnął za rękę. Wszedł po kontenerze i pomógł mi zrobić to samo.
-Wkradamy się do środka?-Chichotałam.
-Może.-Zrobił "koszyczek" z dłoni i podsadził mnie do okna. Znalazłam się na poddaszu opery. Właśnie trwał spektakl. Sala mieniła się w pięknych barwach, było dosłownie magicznie. Po kliku sekundach dołączył do mnie. Przebywaliśmy dosłownie nad widownią.
-Wow.-Rozejrzałam się w zachwycie.-Cudo.-stwierdziłam.-Skąd znasz to miejsce?-zapytałam.
-Kiedy ja i Al chodziliśmy jeszcze do podstawówki byliśmy biedni. Mieszkaliśmy w najbiedniejszej dzielnicy. Nie mieliśmy na wiele rzeczy pieniędzy. Wtedy ciekawość mnie zżerała, musiałem tu zajrzeć, a nie wiedziałem jak. Wtem znalazłem to.-Wyszczerzył się. W tamtej chwili zrobiło mi się głupio. Tyle mi o sobie mówił, a o mnie nic nie wiedział. Ukrywałam przed nim wszystko co za mną. Z jednej strony to dobrze, z drugiej nie do końca. 
-Masz coś jeszcze w zanadrzu?-Ukazałam swoje dołeczki.
-Więcej niż myślisz, ale nie wszystko na raz.-Nawet nie zauważyłam kiedy nasze palce się splotły. 
-Będę czekać cierpliwie.
-Ja też.-Serce mi stanęło na moment. Czyli zdawał sobie sprawę co robię. Zamilkłam i dalej obserwowałam akcję na scenie. Nie powiem, że atmosfera się nie zagęściła.-Chodź, trochę nudno.-Znów porwał mnie. Tym razem na plażę. Niestety chłodna bryza dała się we znaki moim niczym nie okrytym ramionom. Zen bez namysłu narzucił na mnie swoją bluzę pozostając jedynie w bluzce z rękawem 3/4.
-Nie musisz.
-Ale chcę.-Objął mnie. Moje serduszko zabiło trochę mocniej.
-Dlaczego tak bardzo zabiegasz o moją obecność i w ogóle?-Po chwili milczenia zapytałam go.
-Trudno to wyjaśnić. Zwyczajnie lubię czuć, że jesteś obok, że zawsze mogę cię rozbawić, pomóc, być z tobą.-odpowiedział.
-Nie chcę litości, to oznaka słabości.-Spuściłam głowę.
-To nie litość. Czy smutek od razu musi oznaczać śmierć?-Spojrzałam mu w oczy.-Nie.-Sam odparł.-Mówiłem ci już, że gram w czyste karty.-Pogładził mnie po plecach.
-Nie jesteś zły na Louis'a, że chodzi z twoją siostrą?-Postanowiłam nie drążyć tematu.
-Nie, dlaczego? Ufam im oboje, jeżeli postanowią się rozstać to ich sprawa. Co innego jeżeli jedno skrzywdzi drugie. Wtedy...Musiałbym zareagować.-odrzekł.
-Rozumiem. Fajnie, że masz takie podejście.-Luknęłam na niego ukradkiem. W świetle księżyca wyglądał naprawdę atrakcyjnie. Zaraz...Co?! Stop!
-Taaa...Jutro pracujesz?-rzucił.
-No, niestety. Nie mam ochoty na wstawanie z rana, ale nie mam wyboru.-Westchnęłam.-Spójrz!-Wskazałam na niebo.-Gwiazdy są niesamowite.-opadłam na piasek odchylając głowę do tyłu. On zrobił to samo.
-Nie tylko one...-Przykuł moją uwagę...








Hejka! Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

GŁOSOWANIE NA EKRANIE :D

Hejka! Oto znowu ja z głosowaniem na następne opowiadanie. Co wy na to?
 1. Kto?
a) Niall,
b) Liam,
c) Hazz.
(bez reszty, bo właśnie skończyło się jedno z Lou i trwa inne z Zen'em.)
2. Tematyka?
a) szkolny,
b) dramat,
c) fantasy (czarodzieje, wampiry i takie tam inne bzdety).
(błagam nie róbcie mi tego ;) )
3. Dziewczyna?
a) Lucy Hale,
b) Kendall Jenner,
c) Barbara Palvin.
4. Miejsce?
a) LA,
b) Rodzinne miasto bohatera,
c) Nowy Jork.
5. Sławni?
a) tak,
b) nie.
6. Chłopak bad boy'em czy grzeczniutki?
a) bad boy,
b) grzeczny.

To wszystko. Mam nadzieję, że weźmiecie udział i przyczynicie się nieco :) GŁOSOWANIE TRWA DO 22.02! Większość wygrywa. Jeżeli odpowiedzi nie będą się pokrywały, będę mieszać ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 20 lutego 2015

Little Sweet Angel 42

Czułam się dziwnie, ale i wyjątkowo. Z jednej strony podobało mi się to, z drugiej miałam wyrzuty sumienia. Przecież nigdy nie uważałam się za lepszą od nich. Zasługiwały na to tak samo jak ja. Sama nie wiedziałam co myśleć. To było jak marzenie, które właśnie się spełniają. Tona gładzi szpachlowej pojawiła się na mojej twarzy. Wtem pojawił się "szef" całej sesji.-Co to ma być?!-Oburzył się.-Zamazałyście jej naturalność! Natychmiast ma to zniknąć, coś lżejszego! Macie dwadzieścia minut na skończenie tego!-Przytaknęły i zaczęły od nowa. Chryste! Pomyśleć, że sekundę wcześniej latałam na zawołanie jak one. Może to być samolubne, egoistyczne i w ogóle, ale czułam, że to dopiero mój początek w tym wielkim świecie mody...
***
Pozowało mi się...Doskonale! Zero problemu, jakbym robiła to od urodzenia. Fotograf nie miał zarzutów. Czułam, że latam nad ziemią. Po może czterdziestu klatkach w różnych ustawieniach artysta zza obiektywu zakończył "prace", dla mnie to była sama przyjemność.
-Jesteś niesamowicie fotogeniczna! Jestem zachwycony. Jeszcze nie miałem okazji uwieczniać takiej postaci. Dosłownie dziewczyna idealna w każdym calu. Chcę mieć cię dla siebie. Pragnę zawrzeć z tobą kontrakt. Mój brat jest projektantem, umiesz chodzić na szpilkach?-Stałam nadal oszołomiona. Wydawało mi się, że to sen, piękny, magiczny, sen.
-Ttttak.-wydukałam.
-Nie mów. Pokaż.-Dał mi miejsca. Zaczerpnęłam powietrza i postawiłam kilkanaście kroków w tą i z powrotem.
-Teraz, nie masz wyjścia, jesteś moja. Powiedz, interesuje cię moja propozycja? Chcesz zostać modelką? Pozować? Chodzić po wybiegu? Występować w telewizji, udzielać wywiadów? Być gwiazdą?-Serce mi rosło na każde jego słowo. Szczerzyłam się jak nigdy. Nadal to do mnie nie dochodziło.
-Oczywiście, że tak.-zgodziłam się nie myśląc długo.
-Doskonale. Pozwól ze mną.-Pojechał ze mną do swojego studia. Jego pracownicy przedstawili mi wszystkie formalności. Podpisałam umowę. Rzeczywiście, ZOSTAŁAM MODELKĄ! Już po dwóch dniach miała pojawić się okładka. To było niesamowite. Nie traciłam uśmiechu z twarzy. Od  razu zważyli mnie, zmierzyli i "obejrzeli". Ponoć miałam perfekcyjne wymiary. Kiedy ujrzałam jakie mają moje być moje zarobki zupełnie mnie zatkało. Nigdy w życiu nie widziałam tylu zer na mojej umowie. NIGDY! Szczęśliwa po wielu godzinach formalności i takich tam innych bzdetów, które nie należą do interesujących, wróciłam do domu cała w skowronkach. Nie miałam jednak zamiaru chwalić się przeżyciami, postanowiłam zrobić niespodziankę bliskim. Drzwi były otwarte. Zrzuciłam z siebie okrycie i weszłam w głąb mieszkania. W salonie czekał na mnie misiek, właściwie to spał przy włączonym telewizorze. Nachyliłam się przez tylną część sofy i chciałam go pocałować, kiedy on mnie wyprzedził. Oplótł moją talię i pociągnął na siebie łącząc nasze usta.
-Hej.-przywitałam się.
-Witam moje słońce. Zrobiłem kolację.-Odgarnął włosy z mojej twarzy.
-Myhm. A co to takiego?-Uniosłam kąciki ust jeszcze wyżej.
-Niespodzianka.-Wziął mnie na ręce i zaniósł do kuchni. Posadził na blacie.-Ta dam.-Okazało się, że to najzwyczajniejsza sałatka owocowa z jogurtem. Zwykła, bo zwykła, ale mimo wszystko to moje ulubione danie.
-Kocham cię.-Znów wpiłam się w wargi ukochanego.
-Wiem.-Ah, te jego dołeczki.
-Chyba aż za dobrze.-Puściłam mu oczko i "brutalnie" przyciągnęłam za koszulkę. Po namiętnościach (tylko całusy) mogłam wreszcie zjeść. Rzeczywiście, udało mu się mnie zadowolić. Nosiło mnie, aby wygadać się lokatemu, ale nie mogłam.
-Mam ochotę na...-szeptał mi do ucha.
-Trolololo...Nie ma bata.-Odepchnęłam go nieco krztusząc się śmiechem.
-Nie o to mi chodziło. Miałem na myśli wypad do Lou, dzisiaj rocznica naszego poznania.-Zaczerwieniłam się niewątpliwie, więc spuściłam wzrok. Było mi głupio.-Hej. Kocham jak różowieją twoje policzki, wtedy wyglądasz jak laleczka z porcelany.-Zarechotał.
-Przepraszam. Jasne, idź.-Okazałam rozbawienie samą sobą.
-Co? Czy słyszałaś gdzieś w mojej wypowiedzi, iż odwiedzam go sam? No way, baby. Lecisz ze mną.-Obrócił mną jak w tańcu.
-Jesteś niemożliwy.-Uderzyłam go lekko w pierś...








Hejka! Oto kolejny luźny rozdział ;) Mam nadzieję, że nie taki zły :) Piszcie ;) Jak zareaguje Hazz i reszta?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I can't find this feeling 9

Dzień mijał całkiem spokojnie, a w mojej głowie nadal toczyła się Trzecia Wojna Światowa myśli. Już stało się to normalne. Około 20.00 skończyłem. Wyszedłem i postanowiłem odebrać siostrę i Koni z pracy. Jednakże zastałem tylko Alby.
-Hej.-Wspięła się na palce, aby pocałować mnie w policzek.
-Cześć. Gdzie K?-Od razu zapytałem. 
-Poszła na to rozpoznanie z rana, ma wolne.-Odrzekła.
-Aha. Idziemy?-Objąłem ją. 
-Jasne.-Ruszyliśmy. Spacerem dotarliśmy do mieszkania sis. Konstancji nie było ani w salonie ani w kuchni. Zapukałem delikatnie do jej pokoju. Uchyliła niepewnie drzwi. Podniosła nieśmiało wzrok na moje oczy. Od razu wiedziałem co tam się działo.
-Płakałaś?!-...
***
-Nie.-Otarła dokładniej poliki.
-Koni, widzę przecież.-Lekko poirytowany warknąłem i na siłę wepchnąłem się do jej pokoju.-Mów co się dzieje.-Wtuliłem ją w siebie.
-Nic.-odparła cicho.
-Konstancja!-krzyknąłem i ścisnąłem jej ramiona. Spuściła głowę. Wyglądała jakby wstydziła się.-Proszę.-Już nie wiedziałem jak na nią wpłynąć.
-Po prostu...Po raz pierwszy widziałam trupa i teraz dziwnie się czuję.-Zawyła lekko.
-Mała.-Znów wylądowała w moim uścisku. Wydawało mi się, że mówi prawdę, ale tylko wydawało.
-Przepraszam.-Uspokajała się na siłę.
-Nie krztuś wszystkiego w sobie, okazywanie emocji to nic złego.-Stwierdziłem nie puszczając jej.
-Ale nie chcę litości, współczucia, to najgorsza rzecz na świecie .Nie potrafię wylewać wszystkiego na zewnątrz. Chcę dzielić się uśmiechem, nie smutkiem, bo jego i tak wszyscy mają zbyt wiele.-odpowiedziała.
-Od tego są bliscy. Są z tobą na dobre i na złe, pomogą ci zawsze i to właśnie z nimi powinnaś dzielić i radość i te gorsze chwile.-Starałem się ją przekonać.
-Na początek to trzeba mieć tych bliskich.-parsknęła.
-Masz mnie.-wyszeptałem do jej ucha. Aż przeszedł ją dreszcz.-Nie pozwolę, abyś pozostawała z problemami samotnie, pamiętaj, że zawsze masz mnie. Dobrze?-Mocniej ją przytuliłem. Pokiwała twierdząco głową. Nie do końca jej ufałem.
*Oczami Koni
Pozostało tylko mu przytaknąć. Myślał, że to takie łatwe. Nie do końca po moich doświadczeniach. Gdyby tylko wiedział...Co ja mówię?! Gdybym to ja mu powiedziała...Może wtedy zrozumiałby. Nawet nie wpadł na to co działo się w rzeczywistości. Może to lepiej. Niekoniecznie chciałam dzielić to z innymi, więc nawet wyszło mi to na dobre. Na szczęście był w stanie uwierzyć we wszystko co powiedziałam. Czasami miałam wrażenie, że on...Nie to niemożliwe!-przerywałam tok myślenia. Tym razem także udało mi się zagrać doskonale. Puścił mnie i jak na komendę w wejściu pojawiła się Alby.
-Coś nie tak mała?-Podeszła do mnie.
-Wszystko gra, tylko głupia, ckliwa książka trochę mnie...No wiesz, ten no...Wzruszyła.-Kłamałam jak z nut, czemu przyglądał się Zen. Nie odezwał się słowem. Miałam nadzieję, że pomyśli, iż to właśnie w tym pokoju ON jest tym zaufanym przeze mnie. Dzięki Bogu, mimo, że Al to moja przyjaciółka, nigdy nie była za mądra i spostrzegawcza.
-Okej.-Zaśmiała się i objęła mnie w tali, po czym przyległa swoim ciałem do mojego.-A jak tam, wiesz?-Ta jej subtelność. Zachowywała się jakby Zaz nie wiedział o niczym.
-Spoko.-Oczywiście, że łgałam.
-Sto pro?-dopytała.
-Jasne.-Puściłam jej oczko.-Może obejrzymy jakiś film?-Starałam się wybrnąć z tej sytuacji.
-Właściwie, to ja tak trochę jestem już umówiona.-Skrzywiła się lekko.
-Louis?-Pokiwała szczęśliwa na tak.
-Więc chyba jesteś skazana na mnie.-Zayn ułożył brodę na moim ramieniu oplatając moją kruchą posturę rękami.
-Na to wygląda.-Znacząco zachichotała Mulatka. Posłałam jej karcące spojrzenie.
-Okej, ja lecę. Buźka.-Musnęła mój polik i zniknęła. Wtem wyrwałam się się ciemnookiemu.
-Czemu nie powiedziałaś prawdy?-Natychmiast wyskoczył. Żebyś ty ją znał, kochaniutki...-pomyślałam.
-Przecież to ty mianowałeś się tym, któremu mogę się zwierzyć, nie Als. Więc...-Wzruszyłam ramionami.
-Racja.-Debil.
-To co idziemy do salonu?-Już kroczyłam.
-Mam lepszy pomysł.-Zatrzymałam się.
-Jaki?
-Choć, pokażę ci coś pięknego.-Pociągnął mnie za rękę.
-Ale...
-Żadnego ale.-przerwał.
-Ale chcę mój telefon.-Powróciłam po urządzenie i za moment biegliśmy jedną z najpiękniejszych ulic Sydney. Rzeczywiście, to było niesamowite...








Hejka! Wybaczcie, że nie było mnie dzisiaj tak długo, ale byłam w szpitalu i ogółem mój dzień nie był za różowy. Przepraszam, ale nie miałam jak zajrzeć. Teraz jestem :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego rozdziału. Może ktoś domyśla się już co skrywa Koni? Piszcie ;) Tym czasem zapraszam na: mystery1directionff.blogspot.com :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 19 lutego 2015

Girl on the show 19 (the end)

-Kocham cię.-wyszeptałam. Uspokoił się. Spojrzałam mu prosto w ślepia. Delikatnie musnęłam jego usta. Tak brakowało mi ich smaku. Pogłębił pocałunek. Zachłanniej i zachłanniej. Nie odrywaliśmy się od siebie. Zaczęliśmy zbliżać się do łóżka. Zniknęła z niego koszulka. Ja straciłam spodnie. Po kolei zrywaliśmy z siebie odzież. Pozostaliśmy nago kontynuując przyjemną walkę toczoną pomiędzy naszymi językami. Nie żałowałam. Nie bałam się. Pragnęłam tego uczucia. Świadomości o obecności Louis'a...
***
Stało się. Było...Wspaniale. U jego boku czułam się wyjątkowo.
-Spróbujemy, razem?-zapytałam leżąc na jego nagiej klatce piersiowej. Zapadła krótka chwila milczenia.
-...Tak, ale nie chcę cię narażać.-odrzekł po zastanowieniu.
-Nie narażasz, wystarczy jeżeli odpuścisz sobie czarne interesy.-Stwierdziłam.
-Nie rozumiesz. To nie jest supermarket, gdzie pracujesz, zwalniasz się, znikasz i nikt cię nie szuka. W tej branży zostajesz na zawsze. Wyrządziłem tyle krzywdy, mam ogrom wrogów i osób, które chcą się na mnie zemścić. Nawet jeżeli odszedłbym, znaleźliby mnie i skończyli mój lub twój żywot. Nie chcę, abyś była częścią tego bagna.-wyjaśnił jak najspokojniej, chociaż słyszałam, że puls mu wzrósł.
-Ja to wszystko wiem. Jestem świadoma jakie zagrożenia czyhają na mnie za rogiem twojego domu, ale od początku byłam i nie boję się. Jeżeli mam zginąć, to szczęśliwa, bo mam ciebie. Jestem częścią ciebie, a ty tego "bagna", więc...-wyrecytowałam. Pewność mnie przepełniała. Nie kłamałam.
-Ale...
-Żadnego ale. Będę z tobą zawsze, na zawsze, nawet gdybyś był samym szatanem. A wiesz czemu? Bo kocham cię bezgranicznie i koniec kropka.-Przerwałam mu umiejętnie.
-Nie spodziewałem się, że ktokolwiek kiedykolwiek zdobędzie się na te słowa skierowane do mnie.-Zaśmiał się bawiąc się moimi włosami.
-A jednak.-Musnęłam jego usta.-Właściwie co to za miejsce?-zapytałam.
-Mój dom handlowy.-odparł.
-Co to oznacza?-kontynuowałam.
-W piwnicy odbywa się całe moje życie. Zakłady, handel i ogółem zarabianie na czarno, długo by mówić. Nie ważne.-Starał się wybrnąć z tematu.
-Jest coś co robisz legalnie?-Zachichotałam.
-Kocham cię.-odrzekł. Czy tylko ja uważam, że to było słodkie? Przyznam, że się zarumieniłam. Wpatrywałam się w te jego cudne oczy i nie wierzyłam, że w tak krótkim czasie moje życie obróci się o 180 stopni.-Dlaczego akurat ja?-odezwał się po jakimś czasie.
-To chyba ja powinnam zapytać.-Rozbawił mnie.
-Po prostu chcę wiedzieć dlaczego taki...Łajdak zawrócił ci w głowie.-Wyszczerzył te swoje białe ząbki.
-No nie wiem, zawsze lubiłam bad boy'i.-mruknęłam.
-Miau.
-Jesteś niemożliwy.-Lekko go pocałowałam.
-Za to mnie uwielbiasz.-Pogłębił kontakt.
-Ale nie chcę zostać we Włoszech, tu jest moja ciotka i wuj, boję się, że mnie zobaczą i skarcą za brak odwiedzin.-Oparłam głowę na jego piersi.
-Wyjedziemy z powrotem do Londynu jutro.-Wtulił mnie w siebie mocniej.-Teraz cieszę się, że Li zostawił ten liścik.-Zerknęłam na niego podejrzliwie.
-Wiedziałeś?-Uniosłam brwi.
-Mam monitoring i cały czas sprawdzam swoich "podwładnych", nie myśl sobie, że widzę cię nago po raz pierwszy.-Zaśmiał się.
-Zboczeniec!-Uderzyłam go w mostek.
-Ała!
-Dobrze ci tak.-bąknęłam i udałam obrażoną.
-Żartuję nie mam kamer w łazienkach. Że co miałbym oglądać nagich facetów?-Wybuchnęliśmy rechotem.
-No ja mam nadzieję.-Uspokoiliśmy się. Gładził delikatnie moje włosy i składał całusy na mej dłoni. Wpatrywaliśmy się w siebie w zupełnej ciszy. Nie pomyślałabym, że zakocham się i zapomnę o świecie, ale tak się stało. Miałam nadzieję, że wszystko się ułoży i będziemy żyć, na miarę gangstera i jego partnerki, spokojnie.-Gdzie dzisiaj będę spała?-Po jakiś pięciu minutach odezwałam się.
-W moich ramionach, dzisiaj i do końca.-Te słowa odbiły się w mojej głowie echem. Może to was zdziwić, bo taki człowiek nie powinien być prawdomówny, ale mój Lou w życiu by mnie nie oszukał i tak stało się i tym razem...







Hejka! Troszkę was oszukałam, ale nieświadomie. Wena mnie naszła i postanowiłam napisać ten koniec już dzisiaj zamiast jutro. Mam nadzieję, że z tej wersji będziecie bardziej zadowoleni niż z ostatniej :) Nie bądźcie źli za to małe kłamstewko :3 A no i wyrażajcie w komentarzach to co naprawdę myślicie, bez owijania w bawełnę, po prostu chcę wiedzieć co myślicie i czy nie zmieniać czegoś w moim blogu. Jeżeli macie jakieś uwagi, walcie śmiało, chętnie poprawię się. Zapraszam także do proponowania kolejnego opowiadania i zamawiania. Dobrze, dobrze już kończę ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

No i znów...

WyBaczcie, ale raczej słabe szanse na jakikolwiek post. Długo siedziałam nad rozdziałem "Their souls are here" i nie mam zbytnio czasu na pisanie czegoś tu. Przepraszam. Mam nadzieję, że wybaczycie :)
Sory, ale druga gim jest najgorsza i muszę się starać, bo tamten semestr i tak zawaliłam. Przyznam, że miałam najgorszą średnią w swojej historii (4.33) i chcę wskoczyć na czerwony pasek, więc rozumiecie.
ZAPRASZAM na: mystery1directionff.blogspot.com
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 18 lutego 2015

Imagin Nialler

Irlandia a Anglia, spora różnica, przyznam. Trudność stanowiło mi zaklimatyzowanie się w tym kraju. Wychowałem się w małej mieścinie, więc Londyn był SPORYM obiektem do ogarnięcia. Mimo wszystko, udało mi się. Znalazłem mieszkanie, pracę, poznałem kilka miłych osób. Brakowało mi tylko jednego, chyba jak większości osób w moim wieku. Dlatego nie miałem parcie na szukanie drugiej połówki, przecież miałem dwadzieścia jeden lat, miałem czas. Żyłem z dania na dzień. Szczerze dążyłem do osiągnięcia sukcesu jako mechanik, bardziej niż osiągnięcia miłości.
Tego dnia zwyczajnie trafiłem do roboty. Pracowałem jak zawsze. Pod warsztat podjechało śliczne, takie o jakim zawsze marzyłem, Ferrari. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, to nazywa się miłość. Spodziewałem się, że z pojazdu wyjdzie jakiś Turecki milioner albo homoseksualista, który dziedziczy majątek po rodzicach. Ale z samochodu wyskoczyła...Piękna, długonoga, wysoka, szczupła, blondynka o krystalicznych jak ocean niebieskich oczach. Ideał, jednym słowem. Jednakże, wbrew pozorom, nie była to kopia Paris Hilton. Jej ubrania nie wyglądały jak u pani lekkich obyczajów. Zwyczajne czarne rurki, bokserka pod kolor i szary długi rozpięty sweter. Do tego ciemne Converse. Podeszła do mnie. Dopiero wtedy zorientowałem się, że patrzę na nią jak pies na mięso.
-Hej.-przywitała mnie z uśmiechem
-Cześć. O co chodzi?-odparłem.
-Silnik...-Wtedy już kompletnie mnie zamurowało. Właściwie to powiedziała mi wszystko. Zdefiniowała każdą najmniejszą część maszyny. Jakby wychowała się w środowisku mechaników. Dosłownie nie miałem jak się uczepić czegokolwiek. Zaimponowała mi.-...Tyle, że nie mam sprzętu, aby zrobić to sama, bo właśnie się tu wprowadziłam i...Rozumiesz o co mi chodzi.-Zachichotała widząc moje zawieszenie.
-Tak, tak. Doskonale rozumiem.-Ocknąłem się.-Powiedz. Skąd masz taką wiedzę na temat aut?-zapytałem podchodząc do CUDA.
-Wychowałam się w USA w Texasie, ojciec sprzedawał samochody. Nasłuchałam się wiele o nich i jakoś samo przyszło. W wieku czternastu lat zaczęłam naprawiać je. Teraz przyjechałam tu zacząć pracować jako aktorka.-Streściła mi wszystko.
-Wow. Powiem, że jeszcze żadna dziewczyna nigdy nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.-Oglądałem jej własność.
-Nie musiałeś podkreślać tego "dziewczyna", wiesz? To, że nie mam tak rozbudowanych mięśni, nie jestem w stanie podnieść dwustu kilo nie jest równoznaczne z niewiedzą na tematy motoryzacji, broni i innych "męskich" zainteresowań.-Aż serce rosło kiedy jej słuchałem.
-Nie powiedziałem, że laski są gorsze.-Zaśmiałem się.
-Ale zapewne tak pomyślałeś.-Chciałem zaprzeczyć, ale w sumie...To miała rację. Wybuchnąłem rechotem.-Ha ha. Proszę bardzo. Chcesz się przekonać, że jestem w stanie cię przebić?-Pewnie założyła ręce na piersi.
-Marzę o tym.-Stanąłem dokładnie naprzeciw niej.
-Okej.-Odwróciła się i jej długie włosy "spoliczkowały mnie".
-Dzięki.-Pod nosem parsknąłem.
-Co?-Luknęła na mnie.
-Nie nic.-Machnąłem ręką. No...Dobra! Pomyliłem się! Była lepsza! Przyznam, że moje przekonanie o swoich możliwościach, tak jakby, uległo zmianie. Męska duma ucierpiała, no wybaczcie panowie.
-Wierzysz teraz słabiaku?-Zaszydziła ze mnie.
-Nie dobijaj mnie jeszcze bardziej, proszę.-Nerwowo przeczesałem włosy.
-Ale wiesz, że dawałam ci fory?-Wiedziałem, że mówi poważnie. Wtedy kompletnie się załamałem, gdyż sam starałem się jak najlepiej.
-I ty marnujesz taki talent na aktorstwo?-Zbliżyłem się do niej.
-Ponoć w grze jestem jeszcze lepsza.-odrzekła.
-To trafisz na szczyt.-stwierdziłem.
-Mam nadzieję.-Uśmiechnęła się uroczo.
-Jak ci na imię, czarodziejko?-Wyszeptałem.
-Anonimowa.-Puściła mi oczko i minęła mnie. Wsiadła do samochodu, który sama naprawiła.-Kasa na stole.-Przez otwarte okno rzuciła. Zniknęła z mojego pola widzenia. Podszedłem tam. Kilkaset funtów spoczywało obok moich narzędzi, a pod nimi mała karteczka.:
"23983757-(T.I) xoxo." 

Otworzyła mi oczy na wiele poglądów. Między innymi na miłość...








Hejka! Mam nadzieję, że spodoba się takie o coś na szybko z Nialler'kiem :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 41

-Smacznego, proszę.-Mami podała nam placuszki z cukrem pudrem i herbatę wiśniową.
-Dziękujemy!-Wszyscy razem odrzekliśmy.
-Tak z czystej ciekawości. Na ile zostajecie?-Zainteresował się Ashton.
-Za dwa dni wracamy. Harry ma pracę, ja z resztą też.-Smutno westchnęłam.
-Ale nie długo wrócisz!-Jak dziecko warknął Cal
-Specjalnie dla ciebie.-Zachichotałam.
-Bo będę zazdrosny.-Harold.
-No i ja.-dodał Michael.
-Ja też.-wtrącił się perkusista.
-Me too.-Calum.
-Ja to się już lepiej nie odzywam.-Zażartował Lukie.
-Najlepiej.-stwierdziłam...
***
Te dwa dni minęły niesamowicie szybko. Nie umiem wyrazić jak ciężko było mi pożegnać się z rodziną. Łzy, przytulenia i wzruszające wypowiedzi mnie nie ominęły. Wróciliśmy do Londynu, w sumie brakowało mi go. Z lotniska odebrali nas wszyscy, prócz małej. Liam z Sophi, Zayn z Pezz, Niall z Tat oraz Lou wraz z El, czekali na nas. Przywitaliśmy się i podzieliliśmy wrażeniami. Kolejnego dnia miałam wrócić do pracy. Wstałam z samego rana. Ubrałam niebieską koszulę, czarne rurki, narzuciłam na ramiona czarny sweterek, który pozostawiłam rozpięty, na stopy nasunęłam błękitne koturny, do zestawu dobrałam torebkę oraz biżuterię. Uczesałam świeżo umyte i wysuszone włosy i zrobiłam makijaż, który w mojej branży było niestety koniecznością. Gotowa założyłam płaszcz i pożegnałam się z ukochanym. Po dwudziestu minutach jazdy samochodem zatrzymałam się pod budynkiem. Wysiadłam. Przebrnęłam przez pierwsze kilkanaście pięter windą i znalazłam się w biurze krawieckim. Zaczęłam szyć, mierzyć itd. Zlecono mi pomoc przy sesji zdjęciowej na okładkę pewnego magazynu. Miałam poprawiać kreację pozującej i ogółem pilnować dobrania kreacji. Przyznam, że patrząc na dziewczynę przed obiektywem zazdrościłam jej. Miała tak lekką z pozoru pracę. Jednakże fotograf nie był zadowolony. Ze swoim  francuskim akcentem wyklinał chudą brunetkę.
-Do niczego się nie nadajesz! Dajcie mi inną!-darł się.
-Wszystkie inne modelki są na pokazie, mamy tylko statystki i krawcowe.-Asystentka mojego szefa wyjaśniła mężczyźnie.
-To dajcie mi kogokolwiek, tylko nie tą! Kogoś kto umie pokazać jakąkolwiek emocje na twarzy!-Wymachiwał rękami. Zdenerwował się. Postanowiłam w tym czasie wejść na plan, w całe światło i "scenografię", aby poprawić sukienkę. Zapadła chwila ciszy.-Ty!-Podniosłam głowę.-Pokaż mi twarz.-Odwróciłam się do niego przodem, gdyż to do mnie były skierowane te słowa.-Ona! Ona ma mi pozować!-Nie ściszał tonu. Stałam jak osłupiała, nie wiedziałam co się dzieje. To tak nagle i...
-Ale to tylko kraw...
-Nie obchodzi mnie kim jest teraz, ja pragnę zrobić z niej gwiazdę, jest idealna.-Zanim "doradczyni' skończyła postawił się jej.-Ty idź.-wygonił brunetkę, która już płakała. Podszedł do mnie kiedy tamta się ulotniła.-Jak masz na imię?-Złapał mnie za dłonie.
-Michell.-odpowiedziałam niepewnie.
-Michell, jesteś niesamowita. Wysoka, masz idealne ciało, proporcje, twarz, wszystko. Nigdy nie widziałem tak pięknej dziewczyny. Chcę, abyś została moim kolejnym odkryciem, ale tym razem osiągnęła więcej, dużo, dużo więcej. Pozwól mi cię sfotografować. Zakochałem się w twojej urodzie. Taka niewinna i słodka, chcę odkryć w tobie tego ukrytego diabełka, który musi gdzieś tam w tobie tkwić. Błagam.-Pomyślcie jak bardzo zszokowana byłam. Przecież to jeden z najsławniejszych w branży i na kolanach prosi mnie o współpracę! MNIE! To niedorzeczne z mojego punktu widzenia. Nie musiałam długo się zastanawiać. Od razu wiedziałam. Jedne co pozostawało mi do przeanalizowania to to czy nie śnię lub czy to nie jest żart. Ryzyk-fizyk.
-Oczywiście, że tak.-Niemal śpiewająco się zgodziłam .
-Doskonale! Odziać ją, natychmiast!-Klasnął w dłonie i uradowany gdzieś zniknął. Na jego znak chmara makijażystek, fryzjerek i moich współpracownic sprzed kilku minut zaczęła skakać wokół mnie. Czułam się dziwnie, ale i wyjątkowo. Z jednej strony podobało mi się to, z drugiej miałam wyrzuty sumienia. Przecież nigdy nie uważałam się za lepszą od nich. Zasługiwały na to tak samo jak ja. Sama nie wiedziałam co myśleć. To było jak marzenie, które właśnie się spełniają. Tona gładzi szpachlowej pojawiła się na mojej twarzy. Wtem pojawił się "szef" całej sesji.-Co to ma być?!-Oburzył się.-Zamazałyście jej naturalność! Natychmiast ma to zniknąć, coś lżejszego! Macie dwadzieścia minut na skończenie tego!-Przytaknęły i zaczęły od nowa. Chryste! Pomyśleć, że sekundę wcześniej latałam na zawołanie jak one. Może to być samolubne, egoistyczne i w ogóle, ale czułam, że to dopiero mój początek w tym wielkim świecie mody...







Hejka! OTO TO WAŻNE WYDARZENIE! Teraz to się zacznie :D Mam nadzieję, że się spodoba i będziecie zadowolone ^^ Czekam na opinie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*



I can't find this feeling 8

-Gotowa.-Stanęła na palcach i znów na płaskie stopy uśmiechając się od ucha do ucha. Straszne jak bardzo mnie to trapiło. Wstaliśmy jak na komendę i ruszyliśmy. Starałem się iść jak najbliżej K. Dotarliśmy do wielkiej, w sumie to chyba największej w Sydney, lodziarni. Każdy zamówił sobie deser i po chwili otrzymał go do rąk. Przyznam, że miło spędziliśmy wspólnie czas. Po "posiłku" wybraliśmy się na spacer. Plaża, centrum, deptak i ogółem trochę chodzenia. Pod późny wieczór postanowiliśmy zamówić pizzę i zrobić maraton filmowy u dziewczyn. Dochodziła godzina 23.00, kiedy rozległo się solidne pukanie do drzwi. Als poszła otworzyć.
-Koni! To do ciebie!-Krzyknęła z nutką niepokoju w głosie...
***
-Tak?-Blondynka wychyliła się zza progu salonu by sprawdzić kto to. Widziałem szok wymalowany na jej twarzy.
-Dobry wieczór. Pani Konstancja Averie General?-Usłyszałem głęboki głos mężczyzny kiedy zniknęła mi z oczu.
-Tak. Coś nie tak?-zapytała. 
-Pani chłopak popełnił samobójstwo wczoraj wieczorem. Powiesił się w starym domku w lasku w wschodnim Sydney. Chcieliśmy, aby przyszła pani na rozpoznanie zwłok. Jest, była pani jedyną bliską mu osobą.-Chyba całe towarzystwo było w szoku. Spodziewaliśmy się jakiejś reakcji ze strony dziewczyny, ale ona jak zawsze musiała zaskoczyć.
-To nie był już mój chłopak, ale przyjdę jutro i postaram się pomóc.-odrzekła.
-Rozumiemy, przepraszamy i dziękujemy.-Po tonie funkcjonariusza wyczytałem zdziwienie.-Dobranoc.-pożegnali się.
-Do widzenia.-I trzask zamykanych drzwi. Koni wróciła do nas jak gdyby nigdy nic. i usiadła na sofie. Wszyscy patrzeliśmy na nią jak na wariatkę. 
-K?-odezwał się Niall.
-Proszę, nie. Nie mam zamiaru o tym mówić, proszę.-Od razu stanowczo nakazała nam. W pewnym sensie on ją bardzo skrzywdził, ale jakaś reakcja przydałaby się.
-Dobrze.-Przytaknął i zapadło milczenie. Nadal oglądaliśmy film. Napięcie wisiało w powietrzu. Znów ta obawa. Znów się bałem o małą. Myślę, że nie tylko mnie niepokoiła ta sytuacja. Po jakimś czasie blondi ruszyła się. 
-Idę pod prysznic i kładę się spać, jestem  zmęczona.-Zniknęła nie czekając na żadne słowa. Natychmiast zaczęli rozprawiać na temat jej zachowania.
-...Prawda Zen?-Dopiero to do mnie doszło.
-Co?-Zwróciłem się do nich.
-Coś nie tak? Siedzisz tak bez ruchu przez jakieś pół godziny.-Zauważył Lou.
-Nie, jest spoko. Wracam do siebie, coś znużyło mnie. Przepraszam.-Także wyszedłem. Starałem się ułożyć sobie to wszystko w całość. Nie umiałem nic wymyślić. Po prostu nie potrafiłem zrozumieć tego jak mało emocji w niej się działo. Wziąłem kąpiel i położyłem się spać. Rano obudziły mnie krzyki za ścianą, jak zawsze. Moi sąsiedzi kłócili się nie wiadomo o co. Westchnąłem tylko i zwlekłem się z łóżka. Ogarnąłem się i poszedłem do pracy bez śniadania. Przecież tam i tak nie ominęłoby mnie jedzenie. W końcu jak jest się kelnerem...Nieważne. Dzień mijał całkiem spokojnie, a w mojej głowie nadal toczyła się Trzecia Wojna Światowa myśli. Już stało się to normalne. Około 20.00 skończyłem. Wyszedłem i postanowiłem odebrać siostrę i Koni z pracy. Jednakże zastałem tylko Alby.

-Hej.-Wspięła się na palce, aby pocałować mnie w policzek.
-Cześć. Gdzie K?-Od razu zapytałem. 
-Poszła na to rozpoznanie z rana, ma wolne.-Odrzekła.
-Aha. Idziemy?-Objąłem ją. 
-Jasne.-Ruszyliśmy. Spacerem dotarliśmy do mieszkania sis. Konstancji nie było ani w salonie ani w kuchni. Zapukałem delikatnie do jej pokoju. Uchyliła niepewnie drzwi. Podniosła nieśmiało wzrok na moje oczy. Od razu wiedziałem co tam się działo.
-Płakałaś?!-...









Hejka! Tak, wiem krótki, ale ten durny brak czasu mi doskwiera. Wybaczcie. Mam nadzieję, że nie będziecie bardzo źli :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Zayn

-Ona...Nie żyje.-Wiadomość przekazała mi matka przyszła, niedoszła teściowa. Te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie. Nie wierzyłem. Moja mała odeszła z tego świata. Nie, nie i jeszcze raz nie! Ja....Popadłem w histerię. Rozpacz mnie pochłonęła. Moja dusza odeszła wraz z niej. Trudno powiedzieć jak długo łkałem, krzyczałem, demolowałem korytarz szpitala. W pewnym momencie wybuchłem. Wstałem i wybiegłem z budynku. Nie miałem sił już na ryk. W tamtej chwili nie myślałem jak wielkie zagrożenie w ruchu drogowym stanowię prowadząc w takim, a nie innym stanie. Przemierzałem miasto z jednym celem. Całe moje życie przebiegło przed moimi oczyma.
"-Oddaj, bo będzie źle.-Śmiałem się. 
-Nie ma mowy.-Ten słodki chichot zadudnił w mych uszach.
-Sama tego chciałaś.-Zacząłem ją łaskotać.
-Haha haha...Przestań, Zen!-Krzyczała  wyrywając się z moich objęć.
-Po jednym warunkiem, pocałuj mnie.-Posłusznie złączyła nasze usta w delikatnym pocałunku.
-Proszę.-Leżąc pode mną uśmiechnęła się pukając mnie w nos.
-A teraz pilot.-Odgarnąłem włosy z jej twarzy.
-Nie e.-Zepchnęła mnie z siebie i zaczęła się gonitwa..."


"-Skarbie!-wołała.
-Tak?!-Wyjrzałem z kuchni.
-Jak wyglądam?-Ukazała mi się. Piękna jak zawsze. Ubrana w śliczną granatową sukienkę z rozkloszowaną spódnicą.
-Bajecznie.-Ułożyłem ręce na jej talii. Ucałowałem ją z szerokim uśmiechem.-A na jaką to okazję?-zapytałem.
-Na twoje urodzinki, kochany.-odpowiedziała.
-Najpiękniejszy prezent jaki ktokolwiek mógłby mi dać, właśnie TY.-wyszeptałem do jej ucha..."
     


"-Chcę tylko ciebie, nikogo innego. Mam zamiar trwać u twojego boku do końca, nie opuszczę cię choćbyś chciała. Będę przy tobie zawsze i wszędzie. Obiecuję, że nigdy nie zostaniesz sama. Kocham cię, kocham cię, kocham cię. Nie pozwolę ci odejść, nigdy...-płakałem przy jej szpitalnym łóżku.
-Zayn, proszę...
-Nie, nie próbuj nawet. Tak będzie i nic nie jest w stanie mi tego wyperswadować, nic, uwierz.-Stawiałem się jej.-Jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś moim aniołem stróżem, ja zostanę twoim..."




Te wspomnienia przeszły przez moje myśli jako ostatnie. Po raz kolejny zajrzałem w przestrzeń pode mną. Światła miasta "umilały" mi tą chwilę, która i tak była dla mnie niesamowita. Wiedziałem, że zaraz dołączę do ukochanej, której przez te ostatnie dwie godziny tak okropnie mi brakowało. Nareszcie zaznamy wiecznego spokoju u swojego boku.-pomyślałem. Mój ostatni oddech, ostatnie chwile. Koniec, rozbiłem się o "dno" miasta. Teraz trwam na zawsze, z nią...






Hejka! Oto imagin na zamówienie dla Ewci :* Skarbie przepraszam, zapewne nie o to ci chodziło. Wybacz, że tyle czekałaś i, że to taki chłam i, że ogółem jest do bani ;p Postaram się poprawić...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*