-Hej.-Wspięła się na palce, aby pocałować mnie w policzek.
-Cześć. Gdzie K?-Od razu zapytałem.
-Poszła na to rozpoznanie z rana, ma wolne.-Odrzekła.
-Aha. Idziemy?-Objąłem ją.
-Jasne.-Ruszyliśmy. Spacerem dotarliśmy do mieszkania sis. Konstancji nie było ani w salonie ani w kuchni. Zapukałem delikatnie do jej pokoju. Uchyliła niepewnie drzwi. Podniosła nieśmiało wzrok na moje oczy. Od razu wiedziałem co tam się działo.
-Płakałaś?!-...
***
-Nie.-Otarła dokładniej poliki.
-Koni, widzę przecież.-Lekko poirytowany warknąłem i na siłę wepchnąłem się do jej pokoju.-Mów co się dzieje.-Wtuliłem ją w siebie.
-Nic.-odparła cicho.
-Konstancja!-krzyknąłem i ścisnąłem jej ramiona. Spuściła głowę. Wyglądała jakby wstydziła się.-Proszę.-Już nie wiedziałem jak na nią wpłynąć.
-Po prostu...Po raz pierwszy widziałam trupa i teraz dziwnie się czuję.-Zawyła lekko.
-Mała.-Znów wylądowała w moim uścisku. Wydawało mi się, że mówi prawdę, ale tylko wydawało.
-Przepraszam.-Uspokajała się na siłę.
-Nie krztuś wszystkiego w sobie, okazywanie emocji to nic złego.-Stwierdziłem nie puszczając jej.
-Ale nie chcę litości, współczucia, to najgorsza rzecz na świecie .Nie potrafię wylewać wszystkiego na zewnątrz. Chcę dzielić się uśmiechem, nie smutkiem, bo jego i tak wszyscy mają zbyt wiele.-odpowiedziała.
-Od tego są bliscy. Są z tobą na dobre i na złe, pomogą ci zawsze i to właśnie z nimi powinnaś dzielić i radość i te gorsze chwile.-Starałem się ją przekonać.
-Na początek to trzeba mieć tych bliskich.-parsknęła.
-Masz mnie.-wyszeptałem do jej ucha. Aż przeszedł ją dreszcz.-Nie pozwolę, abyś pozostawała z problemami samotnie, pamiętaj, że zawsze masz mnie. Dobrze?-Mocniej ją przytuliłem. Pokiwała twierdząco głową. Nie do końca jej ufałem.
*Oczami Koni
Pozostało tylko mu przytaknąć. Myślał, że to takie łatwe. Nie do końca po moich doświadczeniach. Gdyby tylko wiedział...Co ja mówię?! Gdybym to ja mu powiedziała...Może wtedy zrozumiałby. Nawet nie wpadł na to co działo się w rzeczywistości. Może to lepiej. Niekoniecznie chciałam dzielić to z innymi, więc nawet wyszło mi to na dobre. Na szczęście był w stanie uwierzyć we wszystko co powiedziałam. Czasami miałam wrażenie, że on...Nie to niemożliwe!-przerywałam tok myślenia. Tym razem także udało mi się zagrać doskonale. Puścił mnie i jak na komendę w wejściu pojawiła się Alby.
-Coś nie tak mała?-Podeszła do mnie.
-Wszystko gra, tylko głupia, ckliwa książka trochę mnie...No wiesz, ten no...Wzruszyła.-Kłamałam jak z nut, czemu przyglądał się Zen. Nie odezwał się słowem. Miałam nadzieję, że pomyśli, iż to właśnie w tym pokoju ON jest tym zaufanym przeze mnie. Dzięki Bogu, mimo, że Al to moja przyjaciółka, nigdy nie była za mądra i spostrzegawcza.
-Okej.-Zaśmiała się i objęła mnie w tali, po czym przyległa swoim ciałem do mojego.-A jak tam, wiesz?-Ta jej subtelność. Zachowywała się jakby Zaz nie wiedział o niczym.
-Spoko.-Oczywiście, że łgałam.
-Sto pro?-dopytała.
-Jasne.-Puściłam jej oczko.-Może obejrzymy jakiś film?-Starałam się wybrnąć z tej sytuacji.
-Właściwie, to ja tak trochę jestem już umówiona.-Skrzywiła się lekko.
-Louis?-Pokiwała szczęśliwa na tak.
-Więc chyba jesteś skazana na mnie.-Zayn ułożył brodę na moim ramieniu oplatając moją kruchą posturę rękami.
-Na to wygląda.-Znacząco zachichotała Mulatka. Posłałam jej karcące spojrzenie.
-Okej, ja lecę. Buźka.-Musnęła mój polik i zniknęła. Wtem wyrwałam się się ciemnookiemu.
-Czemu nie powiedziałaś prawdy?-Natychmiast wyskoczył. Żebyś ty ją znał, kochaniutki...-pomyślałam.
-Przecież to ty mianowałeś się tym, któremu mogę się zwierzyć, nie Als. Więc...-Wzruszyłam ramionami.
-Racja.-Debil.
-To co idziemy do salonu?-Już kroczyłam.
-Mam lepszy pomysł.-Zatrzymałam się.
-Jaki?
-Choć, pokażę ci coś pięknego.-Pociągnął mnie za rękę.
-Ale...
-Żadnego ale.-przerwał.
-Ale chcę mój telefon.-Powróciłam po urządzenie i za moment biegliśmy jedną z najpiękniejszych ulic Sydney. Rzeczywiście, to było niesamowite...


Hejka! Wybaczcie, że nie było mnie dzisiaj tak długo, ale byłam w szpitalu i ogółem mój dzień nie był za różowy. Przepraszam, ale nie miałam jak zajrzeć. Teraz jestem :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego rozdziału. Może ktoś domyśla się już co skrywa Koni? Piszcie ;) Tym czasem zapraszam na: mystery1directionff.blogspot.com :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
-Koni, widzę przecież.-Lekko poirytowany warknąłem i na siłę wepchnąłem się do jej pokoju.-Mów co się dzieje.-Wtuliłem ją w siebie.
-Nic.-odparła cicho.
-Konstancja!-krzyknąłem i ścisnąłem jej ramiona. Spuściła głowę. Wyglądała jakby wstydziła się.-Proszę.-Już nie wiedziałem jak na nią wpłynąć.
-Po prostu...Po raz pierwszy widziałam trupa i teraz dziwnie się czuję.-Zawyła lekko.
-Mała.-Znów wylądowała w moim uścisku. Wydawało mi się, że mówi prawdę, ale tylko wydawało.
-Przepraszam.-Uspokajała się na siłę.
-Nie krztuś wszystkiego w sobie, okazywanie emocji to nic złego.-Stwierdziłem nie puszczając jej.
-Ale nie chcę litości, współczucia, to najgorsza rzecz na świecie .Nie potrafię wylewać wszystkiego na zewnątrz. Chcę dzielić się uśmiechem, nie smutkiem, bo jego i tak wszyscy mają zbyt wiele.-odpowiedziała.
-Od tego są bliscy. Są z tobą na dobre i na złe, pomogą ci zawsze i to właśnie z nimi powinnaś dzielić i radość i te gorsze chwile.-Starałem się ją przekonać.
-Na początek to trzeba mieć tych bliskich.-parsknęła.
-Masz mnie.-wyszeptałem do jej ucha. Aż przeszedł ją dreszcz.-Nie pozwolę, abyś pozostawała z problemami samotnie, pamiętaj, że zawsze masz mnie. Dobrze?-Mocniej ją przytuliłem. Pokiwała twierdząco głową. Nie do końca jej ufałem.
*Oczami Koni
Pozostało tylko mu przytaknąć. Myślał, że to takie łatwe. Nie do końca po moich doświadczeniach. Gdyby tylko wiedział...Co ja mówię?! Gdybym to ja mu powiedziała...Może wtedy zrozumiałby. Nawet nie wpadł na to co działo się w rzeczywistości. Może to lepiej. Niekoniecznie chciałam dzielić to z innymi, więc nawet wyszło mi to na dobre. Na szczęście był w stanie uwierzyć we wszystko co powiedziałam. Czasami miałam wrażenie, że on...Nie to niemożliwe!-przerywałam tok myślenia. Tym razem także udało mi się zagrać doskonale. Puścił mnie i jak na komendę w wejściu pojawiła się Alby.
-Coś nie tak mała?-Podeszła do mnie.
-Wszystko gra, tylko głupia, ckliwa książka trochę mnie...No wiesz, ten no...Wzruszyła.-Kłamałam jak z nut, czemu przyglądał się Zen. Nie odezwał się słowem. Miałam nadzieję, że pomyśli, iż to właśnie w tym pokoju ON jest tym zaufanym przeze mnie. Dzięki Bogu, mimo, że Al to moja przyjaciółka, nigdy nie była za mądra i spostrzegawcza.
-Okej.-Zaśmiała się i objęła mnie w tali, po czym przyległa swoim ciałem do mojego.-A jak tam, wiesz?-Ta jej subtelność. Zachowywała się jakby Zaz nie wiedział o niczym.
-Spoko.-Oczywiście, że łgałam.
-Sto pro?-dopytała.
-Jasne.-Puściłam jej oczko.-Może obejrzymy jakiś film?-Starałam się wybrnąć z tej sytuacji.
-Właściwie, to ja tak trochę jestem już umówiona.-Skrzywiła się lekko.
-Louis?-Pokiwała szczęśliwa na tak.
-Więc chyba jesteś skazana na mnie.-Zayn ułożył brodę na moim ramieniu oplatając moją kruchą posturę rękami.-Na to wygląda.-Znacząco zachichotała Mulatka. Posłałam jej karcące spojrzenie.
-Okej, ja lecę. Buźka.-Musnęła mój polik i zniknęła. Wtem wyrwałam się się ciemnookiemu.
-Czemu nie powiedziałaś prawdy?-Natychmiast wyskoczył. Żebyś ty ją znał, kochaniutki...-pomyślałam.
-Przecież to ty mianowałeś się tym, któremu mogę się zwierzyć, nie Als. Więc...-Wzruszyłam ramionami.
-Racja.-Debil.
-To co idziemy do salonu?-Już kroczyłam.
-Mam lepszy pomysł.-Zatrzymałam się.
-Jaki?
-Choć, pokażę ci coś pięknego.-Pociągnął mnie za rękę.
-Ale...
-Żadnego ale.-przerwał.
-Ale chcę mój telefon.-Powróciłam po urządzenie i za moment biegliśmy jedną z najpiękniejszych ulic Sydney. Rzeczywiście, to było niesamowite...


Hejka! Wybaczcie, że nie było mnie dzisiaj tak długo, ale byłam w szpitalu i ogółem mój dzień nie był za różowy. Przepraszam, ale nie miałam jak zajrzeć. Teraz jestem :) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego rozdziału. Może ktoś domyśla się już co skrywa Koni? Piszcie ;) Tym czasem zapraszam na: mystery1directionff.blogspot.com :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Boski
OdpowiedzUsuńKoni to chodząca zagadka
Jestem ciekawa co skrywa i cóż takiego pokaże jej Zayn
Hmm będę czekać
Szpital???
Mam nadzieję,że wszystko ok?
Cio?
Buziaki
Ściskam
Trzymaj się <333
Dziękuję, bardzo się cieszę, że jesteś zadowolona i, że w ogóle jesteś <3 Mega motywacja, za którą dziękuję ^^
UsuńJuż niedługo dowiesz się wszystkiego <3
No niestety. Tak wszystko okej, na szczęście. Tylko mi cukier spadł i trochę słodkiego musiałam wszamać ^^ Już uzupełnione <3 Tylko tyle, że zasłabłam i boli mnie ręka po zastrzykach, badaniach i takich tam innych...
Całuski :*