środa, 11 marca 2015

Hatin' Syndrome 1

Wiele historii zaczyna się dramatem, tyle samo radośnie lub wątkiem miłosnym. Moja właściwie się nie zaczyna, nie ma wyrazu, jest nijaka. Zwyczajne życie nastolatki, co tu dużo mówić. Codzienne problemy, szkoła itd. Czy byłam buntowniczką? Zależy co mamy tu na myśli. Owszem, zawsze miałam swoje zdanie. Nigdy  nie podążałam za grupą. Kiedy coś mi się nie podobało, sprzeciwiałam się temu. Gdy miałam na coś ochotę, robiłam to. Nie należałam do większych zbiorowości, to same kłamstwa, spiski i fałszywe osoby. Za to miałam najlepszych przyjaciół-Louis'a oraz starszego brata Zayn'a. Chodziłam z nimi do tej samej klasy, taki chociaż plus, nie musiałam znosić samotnie lekcji. Okej, okej, pewnie zastanawiacie się jak to jest, że ze starszym bratem jestem w tym samym roczniku. Otóż on urodził się w styczniu, ja w grudniu. Od razu oznajmiam, iż jeżeli chodzi o wygląd nie byliśmy podobni. Czemu? Yhh...Nie lubię tego tematu. On 'powstał' w efekcie miłości, ja nie do końca. Moją, naszą mamę zgwałcono i zaszła ze mną w ciążę. Nie usunęła mnie, bo nie miała sumienia. Na szczęście tata został z nią, to znaczy tata Zen'a, wiedząc o wszystkim. Cała ich trójka Mulaci. A ja? Niebieskooka blondynka, dopasowanie rodzinne, co nie.
Dzień mijał szybko. Po zajęciach samotnie wróciłam do domu, gdyż chłopcy mieli jeszcze trening czy dodatkowe nauczanie, nie pamiętam dokładnie. Na lodówce wisiała karteczka:


''Nie zdążyłam zrobić obiadu. Przepraszam skarby. Vivien, Zayn błagam nie spalcie domu. 
xoxo Mama"


Zaśmiałam się pod nosem i zajrzałam do chłodziarki, nic, jak zwykle, pustka. Zamówiłam pizzę, wiem lenistwo. Odebrałam 'posiłek'. Czekałam na brata w swoim pokoju. Nareszcie książę znalazł się (wywnioskowałam po dźwięku zamykanych drzwi).
-Gdzieś ty się tyle szwendał?-warknęłam stając na ostatnim, na dole, stopniu. 
-Załatwiałem coś jeszcze.-Złapał mnie za biodra i postawił na ziemi.
-Yh. Dobra. Chodź. Głodny?-Ruszyliśmy do kuchnio-jadalni.
-No, co jest?-zapytał.
-Mama nie dała dzisiaj czasowo rady, więc zamówiłam pizzę.-odrzekłam na co się zaśmiał.-Odwal się.-Szturchnęłam go i wyjęłam karton z lodówki. 'Danie' powędrowało do mikrofali, następnie na nasze talerze.-Za ile przybędzie królewicz Lou?-odezwałam się przy oglądaniu meczu piłki nożnej.
-Zaraz powinien być. Dzisiaj wpada z jakimś kuzynem z Holmes Chapel. Ponoć wprowadza się do niego.-Szczerze jakoś mało się przejęłam jego słowami.
-Jej!-udałam entuzjazm. Wtem do domu wkroczył ojciec.
-Hej dzieci!-Nawet nie zobaczyliśmy go, gdyż natychmiast znalazł się w sypialni buszując w rzeczach.
-Cześć tato.-Na raz przywitaliśmy go. 
-Słuchajcie! Zaraz ja, mama i młody mamy samolot do Paryża do ciotki Gabi, macie wolną chatę na tydzień. Kasa w szufladzie, papiery obok, numer na lodówce, klucze na wieszaku. Wypadło, znów.Kochamy was,pa!-I tyle go widzieliśmy. Często zdarzało się im nagle wylatywać z kraju. Ciocia to siostra matki, chora na schizocośtam. Zaczęli już nawet wozić ze sobą walizki w aucie, więc przyzwyczajeni byliśmy do tego, że nagle tak o sobie znikają i pojawiają się. Norma, jednym słowem. Wiem, dziwne i dość niespotykane, do tego głupie. My na szczęście nie musieliśmy, wiecie szkoła i te sprawy. 
-No, pa.-chrząknęliśmy. Minęło może pięć minut, a wpadł Louis. Akurat byłam w kuchni otwierając chipsy i nasypując je do miski. Zwyczajnie poznałam po głosie, że to on. Wzięłam miskę i pokierowałam się do salonu. 
-Hej Viv.-Od razu skoczył na mnie niebieskooki, zanim zdążyłam spostrzec cokolwiek innego poza jego posturą.
-Cześć.-Gdy mnie puścił moim oczom ukazał się wysoki lokacz z rubinowymi ślepiami.
-Hej, Harry jestem.-Uścisnęłam jego dłoń.
-Ta, Vivien.-Usiadłam na sofie na kolanach Zazy i odstawiłam naczynie. Miałam durne wrażenie, że ten nowy na mnie patrzy. Spokojnie, w naszym wykonaniu, oglądaliśmy mecz. Ten brunet nawet mi nie przeszkadzał, więc było okej.-Idę się napić.-oznajmiłam i wyszłam do kuchni. Otworzyłam szafkę na samej górze, ale ostatnia półka ze szklankami i tak była dla mnie nieosiągalna. Wspinałam się na palce, ale nic z tego. Nagle za sobą poczułam tors i mignęła mi tylko przed twarzą dłoń trzymająca szkło,którego potrzebowałam. Zwinnie odwróciłam się. Musiałam lekko unieść podbródek by spotkać ślepia 'wybawcy'. 
-Dziękuję, ale nie musiałeś. Dałabym radę.-Odebrałam naczynie i minęłam Ha, Ha...Harry'ego (?). Złapałam za karton z sokiem i nalałam nieco.
-Chyba nie. Słoneczko jesteś trochę niska. Musiałem.-Myślałam, że mnie uszy mylą.
-Posłuchaj.-zaczęłam  powoli zbliżać się do niego.-Po pierwsze nie nazywaj mnie słoneczko. Po drugie mam całe 1.74 wzrostu. Po trzecie nie bądź taki pewien siebie, bo pożałujesz, cwaniaczku.-Przymrużyłam lekko powieki i zmierzyłam go wzrokiem. Już trafił na moją czarną listę...


Vivien (18 lat) 





Hejka! Oto moje nowe opowiadanie-''Hatin' Syndrome''. Mam nadzieję, że się spodoba :) Piszcie jakie pierwsze wrażenia. Jak tam z nimi dalej będzie? Czekam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Be my wonder 5

Myślałam, że to byli najlepsi przyjaciele. Nie wnikałam, Brucie często wyolbrzymiał i koloryzował.-Mówił ci już, że jutro razem wychodzimy?-odezwał się po chwili.
-Jakim wyjściu?-Uniosłam brew do góry.
-A, czyli nie.-Zaśmiał się, a ja z nim. Nie potrafiłam nie zrobić tego, był taki uro...Stop!
-No nie.-Lekko się zarumieniłam, nie wiedzieć czemu. Szybko spuściłam głowę chowając się we włosach.
-Co robisz?-Nadal chichocząc dłonią odsłonił mój polik zza blond fal.
-Nic.-nadal wlepiałam wzrok w ziemię.
-Christina.-Rechotając wstał i zmusił mnie do kontaktu wzrokowego. Utonęłam...
***
-Ja, już muszę...-Zaczęłam plątać się we własnych słowach i myślach. Poprawiając włosy nerwowo podniosłam się i złapałam za torebkę oraz płaszcz.-Do jutra w pracy.-Wyszłam jak najszybciej. Nie odwracałam się. Musiałam zaczerpnąć powietrza. Pomykając nogami dotarłam do samochodu i po pięciu minutach, gdyż strasznie trzęsły mi się dłonie, udało mi się włożyć kluczyk do stacyjki i odpalić maszynę. Wreszcie zrzuciłam z siebie okrycie i opadałam na sofę w domu. Głowa pękała mi. Miałam mętlik. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Dawno się tak nie czułam. Przy Bruce'sie tak nie było. On stał się już rutyną trwającą od liceum. W sumie to przyzwyczaiłam się bardziej do tego, że jest obok niż że tego potrzebowałam. Dawno uleciały mi motyle z brzucha, właściwie to chyba nigdy ich nie było. Aż do wtedy. Starałam się wyprzeć tą myśl. Ale jak? Jak to zrobić kiedy ta osoba po prostu miesza ci samym sobą? Wystarczy ten głos, uśmiech, tak niewiele sprawia ci tyle radości. Przemyślenia przerwał mój narzeczony.
-Hej skarbie.-Choć miałam zamknięte oczy, wiedziałam, iż zrzuca z siebie kurtkę i buty w przedpokoju. Podszedł i musnął mój polik.
-Hej.-mruknęłam.
-Ej, co znowu?-Zatroskany zapytał. Usiadł na skraju kanapy, ułożył moje nogi na swoich udach i zaczął mój ulubiony masaż stóp.
-Nic, zastanawiam się nad takim jednym zleceniem.-Po części to nawet szczerze się wyraziłam.
-Jakim?-Piękne jest to, że chociaż tyle razy wracałam już z roboty tak zmarnowana, a on za każdym razem dociekał o co chodzi z takim samym zapałem i uczuciem. To WCALE nie ułatwiało mi życia w tamtej chwili, jak się domyślacie.
-Mam lecieć na Hawaje na trzy tygodnie, ale nie jestem pewna czy to dobry pomysł. No bo wiesz...-Szybko, szybko jakaś dobra ściema. Czemu to nie spoko idea?!-krzyczałam sobie w myślach. No przecież nie powiedziałabym czegoś w stylu ''...Chyba pożądam twojego przyjaciela z gimnazjum i załam sobie sprawę, że nigdy cię nie kochałam i boję się, że coś może się stać pomiędzy nim a mną, gdyż jedziemy tam we dwójkę.''-...Przygotowania do ślubu i...
-Miśka, przestań.-przerwał mi. O nie! Tylko nie to, kaplica!-pomyślałam.-Terminu jeszcze nie wyznaczyliśmy, więc nie trzeba się śpieszyć. Jeszcze nigdy tam nie byłaś i przyda ci się troszkę odpoczynku od tej szarej rzeczywistości. Jeżeli chodzi o mnie masz moje błogosławieństwo, a nawet nakaz. Masz pobrać trochę z tej wyczerpującej pracy, a nie tylko przesiadywać w tym biurze.-Boże! Jaki on był kochany! Nie mogłam znieść jaką jestem bezduszną osobą, że nie potrafię tego docenić i okazywać mu tego samego uczucia. Co poradzić, że moim sercem nie władał właśnie on. Poważnie takiego jak Bruce to ze świecą szukać, ale jak już się coś ma, nie szanuje się tego w odpowiedni sposób.
-Pewien jesteś?-Nawet nie pomyślałam. Chyba rozum już nie kierował mną. Mój przegrzany mózg, najprawdopodobniej, wyłączył się na rzecz tego tam niżej co ma mi niby pomagać okazywać emocje.
-Tak, na serio.-Nagle moje ciało odebrało sygnał, iż wisi nade mną z rękami po obu jego stronach. Zdjęłam skrzyżowane ręce z oczu i spojrzałam na niego po raz pierwszy.
-Dziękuję.-Jak mówię, trzeźwe myślenie umknęło mi. Lekko pocałował mnie. Rujnował mnie fakt, iż ja już kompletnie oziębłam w stosunku do niego. Nie działał na mnie. Wręcz miałam ochotę go odepchnąć. Dziwię się, że jeszcze nie załamałam się.
-Kocham cię, słoneczko. Już. Chodź idziemy zjeść.-Ujął moją dłoń wstając.
-Ymm...Ja tak jakby nie...
-''...Zrobiłam obiadu''.-Wyręczył mnie.
-Tak.-Cicho zaśmiałam się. Mimo wszystko i tak gdzieś tam w środku był dla mnie jak...Najlepszy przyjaciel? Brat?
-Nie ma sprawy, ja coś zrobię.-Posłał mi szczery uśmiech. Czym ja do cholery mać jasnej pieprzonej zasłużyłam sobie na taki ideał, którego NIE WIEM jak doceniać?!-Karciłam samą siebie.
-Powodzenia.-Rozbawiłam go. Zwlekłam się z sofy i szurając nogami poszłam do łazienki. Przygotowałam ciepłą kąpiel z bąbelkami i wskoczyłam do wanny. Woda choć na moment rozluźniła moje mięśnie i mały relaks pozwolił ulecieć na sekundę wszystkim troską, których z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej.
Włosy owinęłam ręcznikiem i po dokładnym wysuszeniu ciała ubrałam piżamę. Może jeszcze nie szykowałam się do snu, ale i tak nie miałam zamiaru już nigdzie wychodzić i w ogóle. Pojawiłam się w kuchni.
-Prawie gotowe.-Oznajmił mi Bruce kiedy wyjmowałam szklankę na sok.-O ty już w piżamce?-Słodko wyszczerzył swoje białe ząbki. Ale zżerało mnie poczucie winy.
-Wiesz co, nie jestem jakoś głodna. Nie bądź zły, ale nie mam ochoty.-Nalałam sobie napoju i upiłam łyk z miną szczeniaczka.
-Nie jestem, jak coś to później odgrzejesz sobie.-Puścił mi oczko.
-Cudowny jesteś.-Wspięłam się na palce i musnęłam jego policzek. Odeszłam i rozłożyłam się w salonie przed telewizorem. Akurat leciał mój ulubiony horror, więc z przyjemnością wciągnęłam się w seans starając się nie zajmować myśli swoim życiem uczuciowym. Mimo, że setki razy widziałam ten film i tak troszkę się bałam. Nagle rozległo się potężne pukanie do drzwi co wywołało u mnie mini zawał serca. Otworzyłam. Nie spodziewałam się...




Hejka! Wiem, że nudy, ale pamiętajcie-cisza przed burzą ;) Szczerze, myślę, że w porównaniu do tego co ostatnio tu wstawiam jest niezłe. Oceńcie sami.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


wtorek, 10 marca 2015

Imagin Nialler zamówienie :)

-Puść mnie, idioto! Nigdzie nie idę!-Wyrywałam się Liam'owi, mojemu bratu, który próbował wyciągnąć mnie z łóżka.
-Przestań! Zayn to nie jest Bóg! To, że nie zaprosił cię na bal nie jest równoznaczne z końcem twojego życia. Cały weekend leżałaś w łóżku, koniec!-Udało mu się ściągnąć mnie na ziemię, dosłownie.
-Ała!-Mruknęłam.
-Dawaj, dawaj. Co nie lubisz poniedziałku?-Zaśmiał się.-Masz godzinę, jeżeli w ciągu niej nie zobaczę cię na dole gotowej do szkoły, obiecuję, że przyniosę wiadro.-I trzask.
-Yhh...-Oparłam głowę o ręce spoczywające na miękkim dywanie. Niechętnie zwlekłam się i z ''poranną miną'', szurając nogami, poszłam do łazienki.-Yy...-Z obrzydzeniem cofnęłam się od lustra. Wyglądałam jak potwór. Rozwalony kok na czubku głowy, wory pod oczami, poszarpana piżama, ślady lodów czekoladowych w kącikach ust. Co poradzić, że tak załamałam się tym, iż sam Zayn Malik miał zabrać na imprezę szkolną Hannę, nie mnie. Przystojny, wysportowany, mądry, ideał. Ta. Nie dla mnie, oczywiście. Z resztą kto by mnie chciał. Westchnęłam i wzięłam się za siebie. Prysznic, suszenie, no i czas na dressing. Ubrania, włosy, make-up i gotowe. Doprowadziłam się do takiego stanu, żeby nie bać się zbliżyć do odbicia. Luknęłam na zegarek, akurat 60 minut. Zjawiłam się obok brata na korytarzu. Uśmiechnął się szeroko widząc mnie. Krzywo zmierzyłam go wzrokiem i zatrzymałam naprzeciw. Objął mnie i wyprowadził z domu. Wepchnął mnie akurat na Niall'a, który jak zawsze pewnie miał zamiar wejść. Dosłownie nasze ciała się stykały. Spojrzałam lekko w górę i spotkałam jego niebieskie oczęta.
-Takie powitania to ja mogę mieć codziennie.-Lekko się od siebie odsunęliśmy.
-Czesia Nialler.-Stanęłam na palcach i wtuliłam się w niego. Przyjaźnił się z Li, więc ze mną także.
-Siema stary.-Przybili sobie piątkę i ruszyliśmy. Całą drogę rozmawiali, ale nie słuchałam. Zastanawiałam się tylko nad tym jak zniosę widok tej chudej Han i obiektu moich westchnień.
-Hej, mała. Wszystko okej?-Kiedy już znaleźliśmy się w budynku niebieskooki owinął ręką moją talię.
-Tak, nie wiem tylko czy nie zacznę ryczeć na widok Zen'a z moją, rzekomą, przyjaciółką, która doskonale wiedziała o tym, że chciałam iść na bal z nim.-Przez zaciśnięte zęby wyrecytowałam.
-Ej. Przestań już. Zastanów się czy na prawdę tak bardzo go lubisz. Przecież nawet go nie znasz.-Tekst blondyna rzeczywiście dał mi do myślenia. Zmarszczyłam brwi.-Dobra kruszynko, lecę. Pa.-Pocałował mnie w czoło i pobiegł do klasy. Ej, ej, ej...Doszło do mnie, że tak serio to w życiu nie zależało mi na tym Mulacie. Horan jak zawsze poprawił mi humor. Kochany chłopak, znałam go od dziecka. W życiu nie dałby mnie skrzywdzić. Ufałam mu w stu procentach i kochałam go całym serduszkiem...Zaraz, zaraz. Co?
-Lekcja!-Zawołał mnie nauczyciel matematyki przechodzący obok. Ocknęłam się z przemyśleń.
-Tak, tak.-Pospiesznie podskoczyłam do klasy. Rozprawiałam tylko o...Właściwie to o swoim życiu, nie obchodziła mnie matma. Czas minął mi całkiem szybko. Po sześciu godzinach zastała mnie wolność, zamiast chłopców, którzy nie przyszli do mnie nawet na sekundę. W sumie, to nawet dobrze. Pozwoliło mi to coś zrozumieć, dało mi chwilę na zastanowienie się. Właśnie opuszczałam teren szkoły, kiedy usłyszałam za sobą krzyki.
-Młoda!-Znane mi głosy podążały za mną. Odwróciłam się i ujrzałam brata i Irlandczyka biegnących w moim kierunku.
-Co tam?-Posłałam im, może nie szczery, uśmiech.
-Chciałaś pójść bez nas?-Odezwał się ciemnooki.
-Przecież kończycie za dwie godziny. Po za tym chciałam zabrać się z Clarie, bo strasznie bolą mnie nogi.-Zaśmiałam się.
-Nie, kończymy już teraz.-Rozbawili mnie.
-Jak chcesz mogę cię zanieść maleńka.-Niall zdjął plecak i podał Liam'owi. Odebrał go, a ja wskoczyłam na plecy Nialler'a.-Już lepiej?-zapytał ukradkiem, kiedy bracki gadał przez telefon.
-Tak. Dzięki. Szkoda tylko, że będę tam sama.-westchnęłam.
-Też nie mam pary.-Czułam jak się uśmiecha.
-To miała być propozycja?-Twarz cieszyła mi się jak nigdy.
-A poszłabyś na to?
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
-A więc ty tego nie rób.-Chichotałam na jego słowa.
-Poszłabym.-odpowiedziałam dumnie.
-No to już nie będziesz sama.-Samoistnie uniosłam kąciki ust.-Jesteśmy.-Postawił mnie. Wciąż rozmawiający Li otworzył nam drzwi i rozsiedliśmy się w kuchni.
-Mam mega ochotę na chińskie, co wy na to?-zaproponowałam już wystukując numer na klawiaturze telefonu.
-Jasne.-zgodził się blondi.
*Wieczór balu, 18.45
Byłam już gotowa. Chociaż sukienki to nie do końca ja, to tamta akurat przypadła mi do gustu. Poprawiłam jeszcze włosy i zeszłam na dół. Czekał tam na mnie brat z Soph oraz Niall. Wszystkie trzy pary oczu skierowały się na mnie. Najpierw 'spotkałam' dziewczynę.
-Ślicznie wyglądasz.-złapała mnie za ręce i musnęła polik.
-Nie, no co ty. To ty wyglądasz prze bosko!-Nie kłamałam. Później podszedł do mnie Lili, tak jak go pieszczotliwie nazywam.
-Ślicznie mała, ale obserwuję cię.-Puścił mi oczko.
-Ja ciebie też przystojniaku.-Poprawiłam mu kołnierz i strzepnęłam jakiś paproch z ramienia. Kolejny był Horan.
-Hej.-przywitałam się co moment spuszczając głowę i podnosząc ją.
-Wyglądasz niesamowicie.-Posłał mi najcudowniejszy spośród uśmiechów.
-Ty też.-Wtuliłam się w niego.
-Zatańczysz?-zapytał już na balu. Dałam porwać się chłopakowi. W jego ramionach poczułam się inaczej niż dotychczas. Serce zabiło mi mocniej. Kompletnie inne emocje targały mną przy nim, w porównaniu do tego co wcześniej. Wyszliśmy na taras za jego sprawą. Pełnia księżyca doskonale oświetlała mi jego przejętą minę.
-O co chodzi?-Zbliżył się do mnie.
-Chciałem powiedzieć ci to już od dawna. Bałem się, ciebie interesował Malik, tyle rzeczy uniemożliwiało mi wyznanie prawdy. Ale dzisiaj wiem, że jestem gotowy. Kocham cię i pragnę, abyś została kimś więcej niż moją najlepszą przyjaciółką.-Zaskoczył mnie. Gdyby tylko wiedział, że w tamten poniedziałek pomógł sobie sam. Gdyby nie jego słowa nie zrozumiałabym co do niego czuję. Uśmiechnęłam się pod nosem wyładowując nieco napięcie.
-Nie gadaj już tyle, tylko mnie pocałuj.-Przez chwilę stał bezruchu, chyba nie docierały do niego moje słowa. Jednakże po chwili zmniejszyła się odległość pomiędzy nami. Jego malinowe usta złączyły się z moimi w delikatnym pocałunku, który z każdą chwilą nabierał na namiętności. Było wspaniale. Byłam pewna. Jego, tego, że chcę spędzić z Niall'em resztę życia i nie mam zamiaru odpuszczać...





Hejka! Oto dzisiejsze zamówienie Ewci, wybacz jeżeli nie podołałam. Starałam się jak mogłam. Mam nadzieje, że nie bardzo cię zawiodłam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 48

Kiedy się odwróciłam przed moją twarzą stał Styles z bukietem białych róż, moich ulubionych. Uśmiechał się od ucha do ucha, co odwzajemniłam. Nie spodziewałam się czegoś takiego, ale w tamtym momencie zrozumiałam wszystko. Byłam trochę zła, że tak mnie wkręcił, ale jaka dziewczyna nie marzy o tak niesamowitym geście ze strony ukochanego. Jedyną rzeczą jaka pozostawała mi tajemnicza, to jaki cel obierało to wszystko...
***
-Harry, co tu się dzieje?-Unosząc kąciki ust wydukałam. Trwałam w wielkim zachwycie. Nie umiałam się ruszyć.
-Zapraszam.-Wziął mnie pod rękę i zaprowadził do stolika. Zajęłam miejsce i nadal z szerokim uśmiechem się w niego wpatrywałam.
-Hazz!-Śmiejąc się warknęłam.
-Słucham księżniczko.-Udawał, że nie wie o co mi chodzi.
-Powiedz z jakiej to wszystko okazji.-Starałam się być cierpliwa, ale ciekawość mnie zżerała. No proszę kogo by nie?
-Tyle się ostatnio dzieje, tyle masz na głowie. Chciałem wynagrodzić ci to wszystko i choć raz zrobić coś tylko dla ciebie, ty tyle dla mnie robisz.-Ścisnął lekko moją dłoń. Rozpłynęłam się. Pomyśl, że tak przystojny chłopak kieruje takie słowa do ciebie. Czułam rumieńce na mojej twarzy.
-Misiek, nie to, że coś, ale ja ostatnio nawet kolacji nie robię.-Wydusiłam po chwili lekko rozbawiona.
-Nie o to mi chodzi, robisz o wiele więcej.-Zaśmiał się delikatnie.-Twój uśmiech poprawia mi najsmutniejszy dzień, oczy rozświetlają ciemność nocy, dotyk koi rany, a obecność wypełnia całą duszę. Nie pragnę niczego więcej jak twojej obecności. Jesteś moim całym światem.-Łzy zebrały się w moich oczach ze wzruszenia. W życiu nie słyszałam czegoś tak pięknego.
-Ja...-Moje poliki zaczęły robić się wilgotne.
-Skarbie, nie płacz.
-Trudno nie płakać ze szczęścia mając kogoś tak niesamowitego przy sobie. Po prostu nie mogę uwierzyć, że Bóg zesłał mi kogoś takiego, wiesz? Dziękuję.-Szczęśliwa starałam się uspokoić.
-Mogę prosić?-Po chwili wstał i wyciągnął do mnie rękę, którą bez namysłu ujęłam. Nagle rozbrzmiała muzyka. Piękna muzyka. Oplotłam palce wokół jego karku, jego dłonie spoczęły na mojej wąziutkiej tali. Ułożyłam głowę na  ramieniu ukochanego i pozwoliłam Harold'owi kołysać nam lekko. Moje serce biło w przyśpieszonym tempie. Czułam się jak najpiękniejsza na świecie, wyjątkowa, choć przez minutę. W jego ramionach świat nie istniał. Był tylko on i ja. Przy przeciwko wszystkiemu co dookoła. Przymknęłam powieki i zaczęłam przeglądać pamięć. Ujrzałam wszystkie chwile spędzone u jego boku. Te piękne i te gorsze. W tak niewielkim odstępie czasowym tak wiele miało miejsce. Nie do pomyślenia. Pragnęłam już nigdy nie wychodzić ze szklanej kuli, w jakiej miałam wrażenie tańczymy. Powolna melodia niosła mnie nad chmury i jeszcze wyżej. Szczęście, miłość, to co przepełniało mnie w stu procentach. Trudno jest opisać jak to jest kiedy wolisz nie budzić się ze snu, który przeżywasz. Tak po prostu nie. Czy to wszystko o czym w życiu marzyłam? Tak, dokładnie. Radość. Bliscy. Wtem nie brakowało mi niczego. Może jednej rzeczy.
Zdecydowanie mogę nazwać tamten wieczór jednym z najcudowniejszych mojego żywota, bez namysłu.
-Nikt wcześniej nie uczynił czegoś takiego dla mnie.-Wtuliłam się w jego tors.
-Nikt wcześniej nie rozświetlił mi świata tak jak ty.-Ujął moją twarz w dłonie i delikatnie musnął moje czoło.
-Kocham cię.-wyszeptałam.
-Kocham cię.-Powtórzył równie cicho.
-Na zawsze.
-Do końca.-Złączyliśmy nasze dłonie w nieśmiałym dotyku...






Hejka! Spodziewaliście się po naszym Harry'm czegoś takiego? Piszcie ;) Jak się podoba, mam nadzieję, że nie taka tragedia.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 9 marca 2015

I cant find this feeling 16 the end

Wróciłam do domu i szybko się przygotowałam. Byłam bardzo ciekawa dalszego rozwoju sytuacji. Trochę martwiła mnie nieobecność Alby, ale nie o tym dane mi było myśleć. Jeszcze nie nie do końca oswoiłam się z myślą posiadania kogoś bliskiego u swojego boku. Potrzebowałam czasu na przyzwyczajeniu się do tego. Zastanawiałam się co takiego było taką wielką tajemnica. Podejrzewałam jakiś wypad do kina czy coś, ale to co zrobił przeszło moje najśmielsze oczekiwania...
***
Najlepiej będzie jeżeli opowiem to wszystko od początku. Otworzyłam drzwi.
-Hej.-Uśmiechnęłam się szeroko.
-Hej, księżniczko.-Musnął mój polik. Zakluczyłam mieszkanie.Ruszyliśmy za rękę. Blask księżyca oświetlał nam drogę. Ściągnęliśmy buty i przemierzaliśmy plażę. Dotarliśmy w okolicę niewielkiego lasku. 
-Zayn, to jest śliczne.-Rzuciłam się mu na szyję na widok ogniska. Był tam koszyk z jedzeniem i piciem, gitara, koc. Naprawdę ideał. 
-Podoba ci się?-Niepewnie zapytał.
-Czy mi się podoba? To jest wspaniałe, jeszcze nigdy nikt nie zrobił dla mnie czegoś tak słodkiego.-Nie puszczałam go. 
-Cieszę się. Strasznie się stresowałem.-Usiedliśmy na przygotowanym siedzisku. 
-Widzisz ten szeroki uśmiech?-Wskazałam na usta, które szczerzyły mi się jak nigdy.
-Widzę.-Zaśmiał się.
-To oznacza, że niepotrzebnie.-Wtuliłam się w jego ramie.
-Chyba masz rację.-Włożył mi do buzi malinę.
-Dziękuję.-Otarłam wargi z białej czekolady, która otaczała owoc odchylając się nieco od chłopaka.
-Poczekaj masz tu jeszcze trochę.-Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie musnął moje usta. Uniosłam się ponad chmury. Ujęłam twarz Mulata w dłonie i coraz namiętniej wpajałam się w pocałunek. Czułam coś co jeszcze wcześniej nie zostało mi dane. Nareszcie odczułam to czego przez tak długi czas szukałam. Miłość, takie piękne słowo, doskonale opisujące to co się wtedy czuje. W końcu zasmakowałam tego daru. 
-Kocham cię.-wyszeptałam.
-Kocham cię.-powtórzył równie cicho. Kto by pomyślał, że taka 'bezduszna, zamknięta w sobie' ja znajdzie kogoś tak niesamowitego i zakocha się bez pamięci? Ja nie. Lecz to nie rozum włada uczuciem, na szczęście. Jestem pewna, że uczuć nie będę stawiać  na logikę, tak jak robiłam to kiedyś. Zrozumiałam, że życie to nie tylko przemyślenia. To nie prowadzi do niczego. Nie polecam. Teraz nauczyłam się...On nauczył mnie kochać i tym chcę żyć-Sercem, to jest teraz dla mnie najważniejsze, kochać...




Hejka! Oto koniec naszego opowiadania :) Mam nadzieję, że się spodoba :D Postaram się jak najszybciej wstawić nowe opowiadanie, które wybrałam spośród swoich ''dzieł'' samodzielnie, obyście byli zadowoleni z mojego wyboru ;) Jakie wrażenia po zakończeniu Icftf? Piszcie ;3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

P.S. Na mystery1directionff.blogspot.com  NOWY ROZDZIAŁ! :D

niedziela, 8 marca 2015

Prawdziwe

Witam!
Natknęłam się na pewien filmik na YT i chciałabym się z wami nim podzielić, gdyż jest nieziemski. Dziewczyna, która go zrobiła jest niesamowita. Opisuje dokładnie co czujemy w każdym jej dziele, jednakże to szczególnie na mnie zadziałało i mam nadzieję, że na was także. Poruszyło mnie to. Płaczę, długo płakałam. Wiecie, prawda boli. Polecam wszystkie filmiki autorki, lecz podaję ten link gdyż akurat ten złapał mnie najbardziej za serce. Oto link ---> https://www.youtube.com/watch?v=uzGVfZRq-6k
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Piszcie opinie Kochani <3

Imagin Louis zamówienie

-Dziękuję pani bardzo.-Mój klient ściskał moją dłoń uradowany.
-Nie ma za co. Również dziękuję i do widzenia.-Odeszłam stamtąd. Wróciłam do kancelarii, w której pracowałam.-Witaj Melanie!-przywitałam wysoką rudą sekretarkę.
-Cześć.-wyszeptała.
-Co jest?-zapytałam nachylając się nad jej biurkiem.
-Szef właśnie podpisuje tą umowę, wiesz, że przekazuje firmę synowi.-odparła cicho.
-A, no tak zapomniałam.-Lekko uderzyłam się w czoło.
-Siadaj, zaraz przyniosę kawę.-Puściłam jej oczko i zajęłam swoje miejsce. Natychmiast zaczęłam szperać w papierach mojego następnego klienta. Po kilku minutach Mel postawiła na moim blacie Late, które tak uwielbiałam.
-Dziękuję.-Upiłam łyk patrząc na dziewczynę.
-Spoko.-Posłała mi szczery uśmiech i zajęła się swoimi obowiązkami. Właśnie pisałam e-maila do znajomego adwokata z pewną prośbą, gdy z gabinetu szefa wyłonił się on sam z wysokim brunetem o niebieskich oczach.
-Dzień dobry, proszę pana.-Jednocześnie z rudą odezwałyśmy się.
-Witajcie. To mój pierworodny Louis. Dzisiaj oficjalnie to on jest waszym szefem, ale jakby ten narwaniec zaczął gwiazdożyć to albo dajcie mu Snickers'a albo zadzwońcie do mnie.-Zaśmiałyśmy się. Szczęście dopisało i mi i sekretarce, że miałyśmy tak wyluzowanego boss'a.-Dobra, to ja już uciekam. Będę zaglądał. Pa.-Wyszedł. M wyskoczyła pierwsza.
-Melanie mam na imię.-Chłopak wyszczerzył swoje białe ząbki i uścisnął jej dłoń.
-Louis.-Podszedł do mnie.-Ty zapewne jesteś Ewa.-Ucałował moją rękę.
-Tak.-przytaknęłam. Nie będę kłamać, że nagle się zarumieniłam, serce zaczęło mi bić mocniej czy coś takiego. Wcale tak nie było. Po prostu wydał mi się miły i myślałam, że to z grzeczności.
-Świetnie. To ja uciekam do siebie, a wy sobie spokojnie pracujcie.-Sprawił, że zachichotałyśmy pod nosami i zniknął za drzwiami.
-Przystojny, co?-Natychmiast wydusiła moja towarzyszka.
-Jakoś mało mnie to obchodzi.-Z lekką pogardą na jej ''podniecenie" parsknęłam.
-Oj tam, nie gadaj, że ci się nie podoba.-kontynuowała.
-Mam dużo roboty, ty też. Pozwól.-Przewróciła oczami i dzięki Bogu posłuchała. Mijały godziny, on nadal nie wychodził.  Siedział tam, nie słychać było żadnych dźwięków. Kiedy my sobie jadłyśmy, piłyśmy czy rozmawiałyśmy, Lou siedział tam sam w ciszy. Zastanawiało mnie to. Był jakimś robotem czy coś? Dochodziła 22.00.
-Ja już się zmywam, podwieźć cię?-zapytała wstając.
-Nie dzięki, ja jeszcze tu trochę posiedzę muszę sprawdzić jeszcze kilka spraw.-Zerknęłam na nią kiedy ubierała płaszcz i zabierała swoje rzeczy.
-Jak wolisz.-Dała mi buziaka w policzek.-To pa.-Pomachała mi.
-Buziaczki.-Powtórzyłam jej gest i powróciłam do obowiązków. Kiedy otwierałam nożem do listów pewną kopertę mocno przecięłam sobie dłoń. Pisknęłam dość głośno. Niespodziewanie pojawił się Louis.
-Co się stało?-Szybko do mnie podszedł. Tylko pokazałam, nie miałam siły powiedzieć, gdyż zaciskałam zęby z cierpienia.-Boże.-Zajął się opatrzeniem mojej ręki. Zrobił to w krótkim czasie i bezboleśnie. Jakby już kiedyś to robił.
-Dziękuję.-wyjęknęłam.
-Jak to się stało?-Nadal klęcząc przede mną zapytał.
-Ymm...Otwierałam jedną kopertę i o tak wyszło.-westchnęłam.
-Następnym razem bardziej uważaj.-Zaśmiał się.
-Przepraszam, że odciągnęłam cię od pracy.-Spuściłam smutno głowę ze wstydu.
-Właściwie, to czekałem na dobrą okazję, aby spędzić z tobą trochę czasu sam na sam.-Uniosłam brwi. Zaczęłam się śmiać.
-To miał być tekst na podryw?-Może zaakcentowałam to lekkim szyderstwem, ale co tam.
-Może.-Puścił mi oczko.-Chodź, zawiozę cię do domu, na dzisiaj ci wustarczy.
-Ale musze jeszcze to dokon...
-Nie prawda, nic  nie musisz. Daję ci tydzień wolnego. Zlecę komuś innemy twoje prace. I bez dyskusji, to ja jestem tu szefem.-Rozbawił mnie. Nie musiałam podawać mu adresu, co mnie zdziwiło,ale nie skomentowałam.
-Dziękuję. Jest pan...
-Żaden pan, Louis.-Ujełam jego dłoń.
-Ewa.-Uśmiechnęłam się. Zapadła chwila ciszy.-Chcesz wejść?-Nie wiem co mi strzeliło, naprawdę.
-Nie będę przeszkadzał tobie i twojemu chłopakowi?-Serio te słabe teksty.
-Nie, moja dziewczyna jest wyluzowana  na pewno nie będziesz przeszkadzał.-Postanowiłam z niego zażartować. Żebyście wodzieli jego minę.
-Co?-Jaki szok malował się na jego ślicznej twarzy.
-Żartuję, wchodź.-Wprowadziłam go do mieszkania. Widać było jak wypuszca powietrze z płuc.
-Ładnie tu.-Rozejrzał się i usiadł na sofie obok mnie.
-Dziękuję.
-Ale widzę tu coś milion razy bardziej interesującego.-Założył jeden z kosmyków moich włosów za me ucho.
-Louis, jesteś moim szefem i to niestosowne.-Nieśmiało wydukałam.
-Jeżeli chcesz mogę stać się kimś więcej, żeby stało się to stosowne.-Złapał delikatnie mój podbródek i musnął me usta.-Chcesz?-wyszeptał nie zmniejszając dystansu pomiędzy nami. Moją jedyną odpowiedzią był kolejny pocałunek, lecz tym to ja byłam adresatem...




Hejka! No to dopiero dzisiaj udało mi się wstawić drugie zamówienie. Mam nadzieję, że nie zawiodłam podwójnie i chociaż ten będzie znośny.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 7 marca 2015

Imagin Louis 7 (the end)

-Nie!-przerwała mu.-Nie przeprowadzam się nigdzie! Mam osiemnaście lat! Nie będziesz mi życia układał! Jestem tu szczęśliwa i to powinno się dla ciebie liczyć! Przez ciebie nie miałam nigdy przyjaciół, nikogo. Wieczny samotnik, chowający się za tłumem! Bo co?! Bo tatuś dyrektorek?! Nie! Tak nie będzie! Nie ma mowy, że dalej będę żyła w ten sposób! Nie napisałeś swojego scenariusza jak chciałeś?! Dobrze, ale zostaw mój w spokoju! Sama ułożę sobie wszytko! Nie potrzebuję twoich cholernych nakazów i pieprzonych zakazów! Zdobyłam to o czym zawsze marzyłam! Wiesz co?! Nie, jasne, że nie! Bo przecież liczy się tylko opinia nauczycieli i znajomych, prawda?! Mam PRZYJACIELA! Najlepszego przyjaciela, dzięki, któremu mam komu się wyżalić, z kim się pośmiać, mieć kogoś bliskiego kto mnie rozumie! Kocham go całym sercem i twoje głupie dyrdymały mnie nie obchodzą! Zostaję tu i koniec, psychopato-kontrolerze!-wydarła się na cały głos. Nawet mi oczy wyszły na wierzch. Nie tak to planowaliśmy. Nie tak miała to zrobić, w ogóle nie miała tak tego interpretować! Zacznijmy od tego, że to wcale nie miało być to! Byłem w totalnym szoku, którego w dalszym rozwoju wydarzeń mi nie zabrakło...
***
-Pozwól mi żyć na własnych zasadach!!!-dodała po chwili nie ściszając tonu.
-Nareszcie!-krzyknął z triumfem w głosie.-W końcu zawalczyłaś o swoje!-Wtedy kompletnie zgłupiałem. Zastanawiałem się czy to nie ukryta kamera.-Ile można cię dziecko podpuszczać żebyś w końcu zareagowała? Tyle razy wystawiałem cię na próbę, a ty nic. Ja wiem dlaczego. Mama mi powiedziała...-Nadstawiłem uszu bardziej.-Kochasz go.-Te słowa odbiły się kilkukrotnie w mojej głowie. Wychyliłem się zza ściany. Mężczyzna stał za biurkiem, a jego córka naprzeciw. Oboje skierowali wzrok na mnie. Miałem zdziwiony wyraz twarzy. Zerknąłem na dziewczynę, w jej oczach pojawiły się łzy.
-Jak mogłeś?-Wydusiła cicho do mężczyzny i zaczęła odbiegać. Zatrzymałem ja w progu, ale się wyrwała.-Zostaw mnie!-warknęła i uciekła na górę. Zrezygnowany przetarłem twarz dłońmi. Tego się nie spodziewałem. Złapałem się za kark.
-Chłopcze, idź tam. Walcz o nią. Wiem jak wiele błędów popełniłem. Doskonale jestem tego świadom. Rzeczywiście chciałem ją przetestować, wiem nie powinienem. To dobra i grzeczna osóbka, moja mała córcia, nigdy nie postawiła mi się, aż do teraz. Nawet gdy miała przyjaciółkę w pobliżu nie walczyła. Zależy jej na tobie, kocha cię jak nikogo wcześniej. Nie zmarnuj tego. Idź i tocz to do samego końca, teraz. Nie pozwól jej oddalić się od siebie. Zastanów się tylko czy tego chcesz i czy czujesz to do niej.-wyrecytował do mnie dyrektor. Nic nie powiedziałem. Wtedy sekundy ciągnęły się jak godziny. Spokojnie przemierzałem stopnie. Serce waliło mi jak oszalałe. Dokładnie wiedziałem co zamierzam jej powiedzieć. Tyle myśli przebiegało przez moją głowę. Nareszcie dotarłem. Cicho otworzyłem drzwi. Składała swoje ubrania do walizki.
-(T.I) nie wyjeżdżasz do żadnej ciotki, nie ma mowy!-Od razu ożyłem. Zatrzasnąłem za sobą barierę drzewną i zbliżyłem się do niej. Wyprostowała się i spojrzała na mnie. Pełno łez widniało na jej policzkach.
-Masz rację, nie wyprowadzam się do ciotki. Nie wiem gdzie się wynoszę, ale jak najdalej stąd.-Wrzuciła koszulkę do torby.
-Dlaczego?-zapytałem stawiając kroki ku niej.
-Dlaczego?-oburzyła się.-Ponieważ całe życie zmarnował mi ojciec! Kontrolował mnie, ja głupia wierzyłam. A okazało się to jakimś bzdurnym sprawdzianem, który zrujnował moje całe życie towarzyskie!-łkała.-Nigdy nie zależało mi tak na wolności i bliskich osobach z zewnątrz jak teraz. Bałam się, bałam się jak nigdy powiedzieć ci jak bardzo cię kocham. Jak niesamowity jest dla mnie twój dotyk, twoja bliskość. Ile dajesz mi samą swoją obecnością. Nie chciałam stracić twojej przyjaźni, zniszczyłabym wszystko. Teraz mogę tylko iść i podziękować mu, że zrobił to dla mnie.-Zrezygnowana ocierała łzy. Złapałem ją za ręce i zmusiłem do kontaktu wzrokowego.
-Nie możesz.-lekko się uśmiechnąłem.-Ponieważ nic nie zniszczył. Wiesz czemu?-Pokiwała głową na nie.-Bo kocham cię jak szalony i nie pozwolę ci odejść, nigdy.-wyszeptałem ostatnie słowo. Delikatnie musnąłem jej usta.-Nigdy...-powtórzyłem równie cicho.








Hejka! Oto ostatni rozdział tego imagina :D Jak się podoba? Powiem szczerze, że mi nawet się podoba, nie ma rewelacji, ale jest chyba niezły. Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harry zamówienie

Nadszedł olejny semestr po wakacjach spędzonych u rodziców, pierwszy semestr tak właściwie. Nareszcie ostatnia klasa w mojej szkole z internatem. Tak szkole z internatem. I to jakiej? Ekskluzywny akademik robił mi za dom od ósmego roku życia. Moi rodzice byli zapracowani i takie tam. Nie powiem, żebym strasznie cierpiała z tego powodu i tęskniła nie wiadomo jak. Tam miałam zapewnione wszystko czego można chcieć. Miałam przyjaciół i poważnie niczego mi nie brakowało. Szkoła wychowywała dzieci i młodzież na geniuszy, przyszłych przedstawicieli firm, wielkich korporacji i lekarzy czy prawników. ''Sztuka manier'' także zostawała wpajana nam od małego. Ogólnie lekkie pranie mózgu na mini snobów. No, bo przecież nasi rodzice to same persony z 'elit' światowych. Jednakże ja nie do końca dałam się prądowi. Ogółem byłam posłuszna i wykonywałam wszystkie polecenia, prace, przestrzegałam zasad i tak dalej, ale gdzieś w głębi duszy wcale taką nie byłam. Nie zawładnęli mną, robiłam to dla świętego spokoju, żeby nie powtarzać klasy i nie musieć słuchać wywodów tych paniuś z filiżaneczką w dłoni kolejny, dodatkowy rok. 
Rozpakowałam rzeczy w swoim, stałym od dziesięciu lat, pokoju. Dzieliłam go z dosyć miłą dziewczyną-Felicią. Pochodziła z Francji, dokładniej to z Paryża. Śliczna, poważnie, do tego inteligenta, no i ten jej akcent. Miałam szczęście natykając się na taką osobę, gdyż ona także nie 'wyznawała' tego prądu z jakim szli inni uczniowie. Powiedzmy, że to była miłość od pierwszego wejrzenia ;). Cały budynek podzielony została sekcje. W jednej mieszkały dziewczyny, w drugiej chłopcy. Wszystkie pokoje przydzielane były rocznikami. Poczynając od grup przedszkolnych i podstawówki, przed gimnazja do liceum. W posiadaniu instytucji trwały także basen, biblioteka, klasy, forum, sala gimnastyczna. Na zewnątrz boiska, ogrody, parki, place i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Ogółem wszystko wypasione i ekskluzywne. Po oficjalnym otwarciu roku szkolnego i spraw organizacyjnych mieliśmy czas wolny. Przebrałam się z mundurka w coś swojego i bez Feli, gdyż wyparowała do sąsiadek, poszłam na małe przeszpiegi do męskiej części, chociaż to zakazane. Drogę miałam już obeznaną, więc nie stanowiło dla mnie problemu przemieszczenie się, ale i tak zmuszona byłam rozglądać się. Nie miałam prawa natknąć się na nauczyciela, strażnika czy nawet i ucznia. Mogli mnie zakablować do dyrektora. Pff...Mogli, zrobiliby to bez zastanowienia. Udało mi się czmychnąć i powoli spacerowałam po ich terenie. Stałam właśnie przy drzwiach jednego z pokoi, kiedy ktoś zasłonił mi usta ręką i wciągnął mnie do środka. Wierzgałam i szarpałam się, ale oczywiście nic to nie dało. 
-Puszczaj!-W końcu puścił i stanęłam z nim twarzą w pierś, tak trochę wysoki. Uniosłam głowę by spojrzeć mu w oczy. Burza loków, cudowne szmaragdowe oczy, których jeszcze nigdy nie widziałam.-Co robisz?-zapytałam spokojniej.
-Zaraz obchód u nas, a ty spakujesz sobie zakazanego owocu.-zaśmiał się.
-Nie powiesz nikomu?-Pełna nadziei wyjęknęłam.
-Nie. Nie po to cię wyratowałem.-rechotał. Dopiero wtedy zauważyłam jaki jest przystojny. 
-To może ja już pójdę...-Zaczęłam się wycofywać ze wstydu.
-Nie możesz.-Uniosłam na niego wzrok.-Kręci się tu teraz pełno osób, później cię odprowadzę.-dopełnił swoją wypowiedź.
-Nie boisz się?-Trochę mnie zdziwił. Postawił kilka kroków przed siebie. Czułam zapach jego mocnych, ale seksownych perfum i oddech na twarzy. 
-Ja niczego się nie boję.-Swoim zachrypniętym głosem mruknął. Aż dreszcz przeszedł całe moje ciało. Moje serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Nasze ciała zaczęły się stykać co świadczyło o jego zbliżaniu się do mnie. Zapaliła mi się czerwona lampka. Wystawiłam dłonie przed siebie i lekko odsunęłam chłopaka. 
-Ale ja tak. Wychodzę.-oznajmiłam.
-Ale za drzwiami może ktoś stać.-Zmarszczył brwi.
-Kto powiedział, że wyjdę przed drzwi?-Otwierając okno i przekładając jedną nogę za parapet. Złapał mnie za jedną rękę.
-Nie ma mowy.-Stawił mi się.
-Dobra.-Wzruszyłam ramionami. Uśmiechnął się lekko, lecz triumfalnie. Idiota.-pomyślałam. Kiedy tylko ''dał mi miejsca na powrót'' wyszłam i zaczęłam przesuwać się po mało stabilnej betonowej podstawie trzymając się rynny nad głową. Znajdowałam się około dwadzieścia metrów nad ziemią, przecież to nic wielkiego. 
-Co ty robisz?-Zbulwersowany wychylił się zza okna.
-Miało być bez mowy, no to jest. Nic nie powiedziałam, tylko wyszłam.-parsknęłam.
-Wracaj tu, możesz spaść.-Chyba mu zależało, nie wiedzieć czemu.
-No i co? YOLO.-zaśmiałam się, gdy już prawie byłam na naszej połowie.
-Wariatka.-Wydawało mi się, że odetchnął.
-Sztywniak.-Spojrzałam na niego.
-Sztywniak?-oburzył się.-Okej, który pokój?-zapytał.
-Sto osiemna...A po co ci to wiedzieć?-otworzyłam okno już do swojego pokoju.
-Bądź gotowa o północy.-Tylko tyle usłyszałam. Wpadłam do pomieszczania. Mój puls był oszalały. Dziwnie się czułam. Mój oddech, dłonie, wszystko takie inne odkąd go zobaczyłam. Na szczęście nikt nie dowiedział się o tym co zaszło. Około 23.00 mieliśmy już leżeć w łóżkach. Oczywiście zamiast piżamy miałam ubranie. Czekałam na...Nieznajomego. Rozsądne, prawda? Rzeczywiście po 24.00 usłyszałam pukanie w szybę. Szybko wstałam i otworzyłam. Stał tam on. Wystawił ku mnie dłoń, ujęłam ją.
Zeskoczyłam za nim na mały daszek pod nami.
-Hej.-przywitał się.
-Cześć.-odpowiedziałam. Strasznie się go krępowałam i wstydziłam. Wcześniej tak nie miałam.-Gdzie my idziemy? Przecież nie można...
-Sztywniara?-uniósł brwi. 
-Nie, Ewa.-wystawiłam mu język.
-Harry.-znów pomógł mi zejść niżej po cegłach wystających ze ścian. Stało się uciekliśmy. 
-Gdzie my tak właściwie się wybieramy?-zapytałam lukając na niego.
-Zobaczysz.-puścił mi oczko. Jaki on jest uroczy!-krzyczała moja podświadomość. W ogóle kiedy z nim rozmawiałam wydawał mi się taki podobny do mnie. Doskonale się z nim bawiłam w barze, na kręglach, skacząc po ulicach. Doskonała noc. Po bliższym poznaniu Harold'a na prawdę go polubiłam. Lubiłam takich niegrzecznych chłopców, właściwie to wtedy się tego dowiedziałam. Może dlatego, że wszyscy których znałam byli tacy grzeczni nie podobali mi się ani trochę. Dochodziła szósta rano, a my dopiero wracaliśmy.  Śmialiśmy się dość głośno, po małej dawce alkoholu. Natknęliśmy się na najostrzejszą nauczycielkę, no i tak zaczęła się nasza niegrzeczna  historia... Jesteśmy młodzi, piękni, możemy się starać, ale i tak to umknie, więc żyjmy w stu procentach. You only life once :* Break the rules <3 






Hejka! Jej! Ile ja męczyłam ten imagin OMG! Nie wiem czy jest dobry, sami oceńcie. Nie zbyt jestem z niego zadowolona >< Jednakże mam nadzieję, że MOJA KOCHANA EWCIA nie będzie na mnie bardzo zła, starałam się, ale niestety chyba zawaliłam. Przepraszam jak coś. Postaram się jeszcze dzisiaj dodać LOU <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 6 marca 2015

Zwała z 1D

Haha XD To musiała być indywidualna opinia, nie ma innej opcji XD



Ja na prawdę wolę tego nie komentować ani nie tłumaczyć XD
Ale On UROCZY *.*
Hahaaaa XD Prawda :)


Pozdro z dywanu :*


Ja...Emm...Przepraszam za zniszczenie psychiki XD


Nie wypowiadam się na ten temat XD Zabiło mnie to XD Tak po prostu XD 



Pff..Ha...


Ymm...No okej, ale tak szczerze to która z nas tak nie ma? XD



Yup...XD Ta przebiegłość by Narry XD



It's just like...OMG! xD

Czy po tym ile zobaczyliśmy z nimi cokolwiek będzie w stanie nas zadziwić?! XD Don't think so, sorry :*




Także tego... XD
Wrong direction, Harry XD 






Hejka! Oto kolejne, drugie, z tej serii. Mam nadzieję, że się podoba :3 Mam pytanie: Może ktoś chciały imagina na zamówienie? Na jutro napisałabym coś świeżego, nie tylko rozdziały? To jak? Piszcie śmiało ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*




I can't find this feeling 15

Cicho uchyliłem barierę drzewną z uwagi na głębokie milczenie. Na jej łóżku po turecku siedziała Koni trzymając Alby na kolanach i głaskającą ją po głowie. Obie ubrane były w piżamy. Tyle tylko, że Mulatka spała. Od razu wiedziałem, że płakała. Nie jestem jakimś detektywem, ale góra zużytych chusteczek wokół niej mówiła sama za siebie. K spojrzała na mnie. Kiwnąłem głową przywołując ją. ''Odłożyła'' przyjaciółkę i zgasiła lampkę. Rozsiedliśmy się w jej sypialni. 
-Już wiesz?-zapytała.
-Tak. Powiedzmy, że zeskrobywałem zrozpaczonego i zalanego Lou z chodnika.-Zachichotała cicho.
-Ja miśkę, też zapitą w trzy dupy. Jestem pewna, że będzie dobrze. Są dla siebie stworzeni.-Przytaknąłem jej. 
-Trochę głupio wyszło z tym...No wiesz, wejściem.-Nerwowo pogładziłem swój kark.
-Nie tak strasznie, w sumie to dobrze. Chciałabym, żeby nasz pierwszy pocałunek był romantyczny.-Przygryzła dolną wargę. Wyglądała przesłodko. Zaskoczyła mnie nieco. Nie wiedziałem co powiedzieć...
***
-Ymm...W sumie to racje.-Chyba zauważyła, że nie do końca rozumiem jej słowa. Wiecie, dla niektórych romantyczny jest teatr, a dla innych Big Mac w MacDonald's. Jednakże nic nie powiedziała, chyba zrozumiałem aluzję. 
-Jestem zmęczona już, chcę iść spać.-Po chwili uśmiechów ziewając uroczo oznajmiła. 
-Jasne, jasne. Już uciekam.-Wstałem w pośpiechu. Złapała mnie za nadgarstek.
-Zayn?-widziałem w jej oczach niepewność i zawstydzenie.
-Tak?
-Z...?-Nie dosłyszałem, bo tylko coś pomruczała.
-Nie słyszałem, powtórzysz?-westchnęła głośno.
-Zostaniesz ze mną?-zaśmiałem się w duchu. Zachowywała się tak słodko. Była śliczna. Zakochiwałem się w niej coraz bardziej.
-Jasne.-Chyba jej ulżyło. Zgasiłem światło i ułożyłem się obok niej. Czułem, że krępuje się. Przyciągnąłem ją do siebie. Jej głowa spoczywała na moim torsie, a prawa ręka oplatała klatkę piersiową. Jej puls naprawdę był wysoki. Uniosłem kąciki ust i cmoknąłem jej włosy.
-Dobranoc.-wyszeptała.
-Dobranoc.-odrzekłem równie cicho. Zasnąłem. To wszystko było takie nierealne. 
*Oczami Koni
Obudziłam się w ramionach Zen'a, ale nie otworzyłam oczu. Jego pierś podnosiła się i opadała delikatnie mnie kołysając. Uśmiechnęłam się lekko. Nagle zza drzwi dobiegł krzyk, damski wrzask. Natychmiast podniosłam na głowę i spojrzałam na już nie śpiącego Zayn'a. Wstałam, on za mną. Wychyliłam głowę za drzwi nie wychodząc poza próg. Czułam za sobą posturę Zazy. Louis kurczowo przyciskał nadgarstki Mulatki do ściany całując ją namiętnie. Oddawała każdy pocałunek. Zachichotałam pod nosem i spojrzałam w górę, aby spotkać czekoladowe tęczówki Malik'a. Podzielał mój wyraz twarzy. Cofnęliśmy się i zamknęliśmy za sobą drzwi. Oparłam się o wewnętrzną stronę bariery drzewnej i zanim zdążyłam spostrzec stał ze mną twarzą w twarz.
-Dzień dobry księżniczko.-odezwał się.
-Dzień dobry królewiczu.-weszłam pomiędzy jego rozłożone ręce i mocno się w niego wtuliłam. Ciepło z niego emanowało. Odczuwałam szczęście, po raz pierwszy. Zasmakowałam miłości i powiem, że nic nie jest w stanie się z nią równać. Porozmawialiśmy siedząc w swoich uściskach. Później oboje poszliśmy do pracy. Cały dzień się do mnie nie odzywał. Nie wiedziałam o co chodzi. Było mi przykro, w pewnym sensie poczułam się nawet wykorzystana. W głowie pojawiały mi się czarne myśli. Dopiero w okolicach 21.00 przyszedł sms:
''Witaj perełko, wybacz, że nie pisałem, ale wydałbym się jak znam życie. Bądź gotowa o 00.00. Wpadnę po ciebie.    xoxo''
Ulżyło mi. Przecież nawet zanim zostaliśmy parą przez cały czas pisaliśmy. Szybko wystukałam zgodę na klawiaturze dotykowej.
''Będę czekać niecierpliwie. Do zobaczenia misiek.     xoxo''


Wróciłam do domu i szybko się przygotowałam. Byłam bardzo ciekawa dalszego rozwoju sytuacji. Trochę martwiła mnie nieobecność Alby, ale nie o tym dane mi było myśleć. Jeszcze nie nie do końca oswoiłam się z myślą posiadania kogoś bliskiego u swojego boku. Potrzebowałam czasu na przyzwyczajeniu się do tego. Zastanawiałam się co takiego było taką wielką tajemnica. Podejrzewałam jakiś wypad do kina czy coś, ale to co zrobił przeszło moje najśmielsze oczekiwania...







Hejka! Dzisiaj wcześniej :D Mam nadzieję, że nie jest takie złe.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 5 marca 2015

Be my wonder 4

-Dzień dobry panno Tree.-Przywitał mnie brunet.
-Dzień dobry. Czy coś się stało?-zapytałam, gdyż stali tuż przede mną. Nialler także na coś czekał.
-Chciałem wam przekazać, że macie zlecenie. Otwieramy nowy hotel na Hawajach, chcemy abyście odwiedzili go i spędzili tam jakieś trzy tygodnie. Później, żebyście wystawili opinię i wrócili do nas.-Z szerokim uśmiechem oznajmił. Wymieniłam spojrzenia z blondynem. Z jednej strony moja podświadomość krzyczała: "Całe trzy tygodnie na Hawajach i to z nim!", z drugiej natomiast: "Tam może wydarzyć się coś, co nie powinno...".
-A dlaczego we dwójkę?-Wyprzedził mnie niebieskooki.
-Gdyż to zupełnie nowo postawiony obiekt, jeszcze nie ma przyznanych opinii. Dlatego potrzebujemy większego składu, w tym przypadku was, oraz dłuższego czasu pobytu niż statystycznie.-odpowiedział.-Macie czas do jutra. Zdecydujcie się, informuję, że płaca całkiem korzystna.-Rzucił na wychodne.
-A kiedy ma to być?-Znów Horan wyprzedził mnie.
-Za pięć dni.-I zniknął. Pozostawił nas w niezręcznej ciszy...
***
Spuściłam głowę, aby więcej nie utrzymywać kontaktu z jego niebieściutkimi ślepiami, które wciąż na sobie czułam.
-Masz zamiar tam pojechać?-wyskoczył. Tak, właśnie. Co miałam mu powiedzieć? ''Bardzo, bardzo, bardzo chcę, ale boję się, że do reszty utopię się w twoich oczach i zakocham się o reszty.''-Nie wydaje mi się.
-Muszę to przegadać z Bruce'm i zastanowić się i...
-Rozumiem, że musisz poznać opinię partnera, ale taka szansa zdarza się raz na milion. Pomyśl sobie Hawaje, plaża, słońce. Nie to co Irlandia.-Pierwsze zdanie nie należało do najweselszych z jego strony. Później recytował z taką pasją. Miałam, wręcz wrażenie, iż namawia mnie zaciekle.
-Obiecuję, że ty pierwszy dowiesz się, jeżeli zgodzę się. Ty chyba już podjąłeś decyzję.-Zaśmiałam się pod nosem.
-Nie do końca. Dopóki nie będziesz pewna, ja także.-Zajął swoje miejsce. Nie odezwałam się już. Znowu. Co miałam powiedzieć? Zapewne zbłaźniłabym się po raz milion setny, nie dziękuję. Zajęłam się swoją pracą nadal myśląc o tym wszystkim. Najstarszy konflikt świata dał mi się we znaki-serce kontra rozum, ot cóż. Nialler wyszedł około 14.50, czyli dziesięć minut przed moim finiszem. Skorzystałam z okazji i jak najszybciej, sekundę po 15.00, zebrałam wszystko co potrzebne i wręcz biegiem ruszyłam do windy. Na szczęście nie zatrzymywała się na żadnym piętrze i spokojnie dotarłam na parter. Minęłam recepcję, cały hall i już myślałam, że jestem wolna i zbawiona, kiedy ktoś zapał mnie za ramię. Serce automatycznie zaczęło walić mi jak oszalałe. Odwróciłam się i ujrzałam oczywiście blondasa, wesołego jak zawsze.
-Chciałaś uciec bez pożegnania?-zapytał, a mnie zalały zimne poty.
-Nie. Po prostu jestem straszliwie głodna i chciałam zmyć się na obiad jak najszybciej.-Boże! Tylko mi Nobla za te teksty dać! Jezu, zawsze palnę coś na maksa głupiego i później tylko się wstydzę za siebie. Oczywiście, że zarżał na moje słowa, sama turlałabym się po ziemi po czymś takim z ust innej osoby.
-Skoro tak, to może wybierzemy się do mojej ulubionej restauracji?-zaproponował. No i co teraz?-pomyślałam. Samodzielnie wkopałam się w dołek. Jak miałam odmówić? Przecież sama stwierdziłam, iż jestem głodna. Mogłam wyplątać się poprzez obowiązek przygotowania posiłku, ale wtedy nie wpadło mi to do głowy, więc nie miałam wyboru.
-Oookej...-jęknęłam z sztucznym uśmiechem. Otworzył przede mną drzwi i ruszyliśmy. Coś tam porozmawialiśmy. Zajęliśmy miejsca w lokalu i zamówiliśmy posiłki. W sumie to nie byłam ani trochę głodna. Mimo to zjadłam co nie co w jego towarzystwie. Naprawdę, im lepiej go poznawałam, tym bardziej mnie oczarowywał. Czułam się jak gimnazjalistka. Powiem tak, chudy jak patyk, a zjadł tyle, że moja cała rodzina by się napełniła. Jednakże nie skomentowałam.
-...To jak właściwie było z tobą i Bruce'm?-zapytałam z ciekawości.
-Chodziliśmy razem do klasy w gimnazjum, właściwie to nie była to jakaś wspaniała przyjaźń. Rozmawialiśmy ze sobą tak po prostu, lubić zaczęliśmy się pod koniec ostatniej klasy. Później urwał się nam kontakt i nie dawno się spiknęliśmy.-opowiedział z uśmiechem. Myślałam, że to byli najlepsi przyjaciele. Nie wnikałam, Brucie często wyolbrzymiał i koloryzował.-Mówił ci już, że jutro razem wychodzimy?-odezwał się po chwili.
-Jakim wyjściu?-Uniosłam brew do góry.
-A, czyli nie.-Zaśmiał się, a ja z nim. Nie potrafiłam nie zrobić tego, był taki uro...Stop!
-No nie.-Lekko się zarumieniłam, nie wiedzieć czemu. Szybko spuściłam głowę chowając się we włosach.
-Co robisz?-Nadal chichocząc dłonią odsłonił mój polik zza blond fal.
-Nic.-nadal wlepiałam wzrok w ziemię.
-Christina.-Rechotając wstał i zmusił mnie do kontaktu wzrokowego. Utonęłam...










Hejka! Wybacie, że nie było mnie dzisiaj wcześniej, ale chemia, chemia, chemia i mój najgorszy strach czyli stomatolog >< Masakra jednym słowem Xd Mam nadzieję, że wybaczycie :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Nie polecam bicia dentysty ani uciekania z gabinetu ;) Nie opłaca się, boli tylko gorzej ;)

środa, 4 marca 2015

Little Sweet Angel 47

-Gdzie El i Pezz i reszta?-Wyjęłam z lodówki wodę i upiłam łyk z buteleczki. Wymienili spojrzenia.
-Ymmm...Na zakupach.-Zająknęli się. Poczułam się trochę dziwnie. Zawsze na takie wypady chodziłam z nimi. Mała  iskierka odrzucenia pojawiła się w mojej duszy.
-O. To fajnie.-Udałam, że mnie to nie rusza.
-Kiedy twój brat przyjeżdża?-Ciemnooki szybko zechciał zmienić temat.
-Nie wiem, gada i gada, że niedługo, ale mało z tego robi. Jak zawsze z resztą.-Machnęłam ręką. Rozsiedliśmy się w salonie i włączyliśmy mecz. Pokibicowaliśmy może z dwie i pół godziny, kiedy rozległ się dzwonek mojej komórki.
-Tak?-odezwałam się.
-Hej skarbie. Załóż coś ładnego. Zaraz po ciebie będę, nie zadawaj pytań. Masz pół godzinki. Kocham cię.-Usłyszałam głos Harry'ego, a później sygnał rozłączenia się połączenia...
***
-Aha.-parsknęłam pod nosem i wstałam.
-Co tam?-spojrzeli na mnie dziwnie uśmiechnięci.
-Yyy...Hazz zaraz po mnie będzie, macie za zadanie przypilnować chaty, tylko jej nie spalcie, nie zburzcie i ogółem żeby nic mi się tu nie zmieniło. Jasne?-wskazałam na nich palcem i weszłam po schodach do garderoby. ''Załóż coś ładnego...''-CO TO W OGÓLE ZNACZY?! Nie wiem koszula i spódnica, sukienka i szpilki, a może firmowy dres? Tak wiem, te kobiece problemy. Szybki prysznic i przekopanie szafy. Jakoś udało mi się ogarnąć. Nawet podmalowałam oczy, tak dla tego 'załóż coś ładnego'. Ledwo co dopięłam płaszcz a mój telefon zadrżał i pojawiła się wiadomość od loczka o obecności. Zeszłam na dół. Zen i Lou jakoś dziwnie się szczerzyli i chichotali jak geje.-Coś nie tak?-Zatrzymałam się przed nimi.
-Nie, nic.-odpowiedzieli chórem.
-Okej.-chrząknęłam i minęłam kanapę.-To cześć.-rzuciłam.
-Do zobaczenia.-odrzekli rozbawieni. Przewróciłam oczami i wsiadłam do samochodu zielonookiego.
-Gdzie Harry?-zapytałam widząc ucieszoną twarz Horan'a.
-Tak. Cześć Michell. Mi też miło cię widzieć.-Ruszył.
-Niall!-warknęłam na niego.
-Tak?
-Gdzie jest Harry?-pozostawiając odstęp pomiędzy każdym słowem powtórzyłam.
-Zaraz będziemy.-Nawet nie zwrócił uwagi na to co do niego mówię. Mogłam sobie wrzeszczeć i płakać, płakać się czy bić go, on i tak zachowywał się jak gdyby nie było mnie obok. W końcu zrezygnowałam, zabrakło mi sił na tego blondasa.-Ta dam!-zatrzymał się pod elegancką restauracją.
-Co to?-zmierzyłam go wzrokiem. Posłał mi ostatni uśmiech, kiedy drzwi z mojej strony się otworzyły. Odwróciłam głowę i już zostałam delikatnie wyciągnięta z auta przed Liam'a. Wtem samochód odjechał, a Li zaczął prowadzić mnie do lokalu.-Payne, co to ma być za teatr?-Wyżywałam się na nim, ale mało mi co to dało. Nagle ''przekazał mnie'' tym dwóm co przed kilkoma minutami siedzieli u mnie w domu. Warto wspomnieć, że każdy z nich, nawet ''szofer'', byli pod krawatem. Wzięli mnie pod rękę z obu stron i zaprowadzili na, powiedzmy sobie, balkon widokowy wewnątrz budynku. Pod nami ujrzałam piękną salę, gdzie na samym środku stał jeden wielki okrągły stół nakryty bardzo pięknie. A za nim szyba, balkon zewnętrzny i cudowny widok na Londyn.-Wow!-Wyrwałam się z uścisków chłopaków, aby podejść bliżej barierki.-Co...?-Kiedy się odwróciłam przed moją twarzą stał Styles z bukietem białych róż, moich ulubionych. Uśmiechał się od ucha do ucha, co odwzajemniłam. Nie spodziewałam się czegoś takiego, ale w tamtym momencie zrozumiałam wszystko. Byłam trochę zła, że tak mnie wkręcił, ale jaka dziewczyna nie marzy o tak niesamowitym geście ze strony ukochanego. Jedyną rzeczą jaka pozostawała mi tajemnicza, to jaki cel obierało to wszystko...






Heja! Witam ponownie z nowym rozdziałem LSA :D Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie :) Jak myślicie, co takiego ma zamiar zrobić Hazz? Piszcie bez owijania w bawełnę :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


Imagin Louis 6 (second part)

-Ojciec przenosi mnie do szkoły w Menchesterze, do ciotki. Stwierdził, że tu mam złe towarzystwo.-Wykrztusiła. Zatkało mnie, ale nie miałem zamiaru tego okazywać. Miałaby jeszcze wyrzuty sumienia przeze mnie.
-Spokojnie. Przecież decyzja jeszcze nie zapadła, prawda?-Wtuliłem ją w siebie.
-Nie wiem. Oznajmił mi to tak po prostu, nie wytrzymałam i wyszłam. Zawsze każe mi coś, a ja jak głupia muszę to wykonać. Czuję się jak jego pies czy coś.-Wyrecytowała nadal rycząc.
-Mała, przecież możesz mu się postawić.-stwierdziłem.
-To nie przejdzie.-chrząknęła.
-Próbowałaś w ogóle?-zapytałem.
-Nie.-Krótko odrzekła.
-No właśnie, a więc zrobimy tak...
***
-...-wyrecytowałem.-Zgadzasz się?
-Tylko, jeżeli zrobisz to ze mną.-odpowiedziała.
-Dobrze, będę z tobą, ale nie będę się wtrącał.-Wtuliłem ją w siebie mocniej.
-Jeżeli nie będzie trzeba.-Bezradnie stwierdziła i ruszyła przez korytarz.-Możemy zrobić to dzisiaj, od razu po zajęciach. Właśnie skończył zmianę, więc będzie na chacie.-Przytaknąłem i objąłem ją po przyjacielsku. Poszliśmy na kolejną lekcję. Czas leciał bardzo szybko, jak nigdy. Ja się nie denerwowałem, w przeciwieństwie to (T.I). Razem podeszliśmy pod jej dom. Widziałem jak się trzęsie, w sumie to kiedy ją tuliłem czułem jej bardzo pospieszny puls serca. Zatrzymaliśmy się przed wejściem.
-Gotowa?
-Chyba bardziej już nie będę.-Przymknęła na sekundę oczy wypuszczając powietrze z płuc. Otworzyła drzwi i weszliśmy. Zamknąłem barierę za sobą i rzuciłem plecak na ziemie obok jej. Powoli postawiła kilkanaście kroków do domowego biura ojca. Stanęła w progu, ja pozostałem za ścianą. Usłyszałem męski głos.
-Dobrze, że już jesteś. Chciałem omówić z tobą szczegóły, mazgaju. Nigdy więcej nie przerywaj mi wybiegając, jasne? Wyjeżdżasz za dwa tygodnie. Nie wiem czy wrócisz...-Chciał kontynuować. Powiem szczerze, że już się we mnie gotowało. Kiedy słyszałem jak odzywa się do córki i to, że wkrótce mogę ją stracić...Yhh...
-Nie!-przerwała mu.-Nie przeprowadzam się nigdzie! Mam osiemnaście lat! Nie będziesz mi życia układał! Jestem tu szczęśliwa i to powinno się dla ciebie liczyć! Przez ciebie nie miałam nigdy przyjaciół, nikogo. Wieczny samotnik, chowający się za tłumem! Bo co?! Bo tatuś dyrektorek?! Nie! Tak nie będzie! Nie ma mowy, że dalej będę żyła w ten sposób! Nie napisałeś swojego scenariusza jak chciałeś?! Dobrze, ale zostaw mój w spokoju! Sama ułożę sobie wszytko! Nie potrzebuję twoich cholernych nakazów i pieprzonych zakazów! Zdobyłam to o czym zawsze marzyłam! Wiesz co?! Nie, jasne, że nie! Bo przecież liczy się tylko opinia nauczycieli i znajomych, prawda?! Mam PRZYJACIELA! Najlepszego przyjaciela, dzięki, któremu mam komu się wyżalić, z kim się pośmiać, mieć kogoś bliskiego kto mnie rozumie! Kocham go całym sercem i twoje głupie dyrdymały mnie nie obchodzą! Zostaję tu i koniec, psychopato-kontrolerze!-wydarła się na cały głos. Nawet mi oczy wyszły na wierzch. Nie tak to planowaliśmy. Nie tak miała to zrobić, w ogóle nie miała tak tego interpretować! Zacznijmy od tego, że to wcale nie miało być to! Byłem w totalnym szoku, którego w dalszym rozwoju wydarzeń mi nie zabrakło...







Hejka! Oto kolejna część, mam nadzieję, że się spodoba. Nie bądźcie źli, że tak mnie mało, ale serio brak czasu. Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*




wtorek, 3 marca 2015

Imagin Louis 6 (first part)

-Aż tacy są straszni?-Zaśmiałem się do niej.
-Nie są, ale takich udają. Proszę cię od razu widać, że zgrywają fajnych. Założę się, że Mulat jest cichy wcale nie taki do przodu, blondas lubi się śmiać. Ten co wygląda jak zboczeniec, Harry, tak na prawdę jest łagodniejszy niż się wydaje, miły i uczynny. Li za to ukrywa swój intelekt, jest na prawdę mądry i nie wiedząc czemu boi się to pokazać. Pisze sprawdziany na lufy dla was, żeby nie stał się kujonem.-Jakby to wszystko stanowiło jasność wyrecytowała. Zaskoczyła mnie. Inni o tym nie wiedzieli, tylko my nawzajem znaliśmy się z tej strony. Reszta liceum miała nas za takich jakich udawaliśmy. Wprowadziła mnie w szok i zakłopotanie. Miała rację, stuprocentową. Wszystko co powiedziała zgadzało się. Zacząłem obawiać się tego czy jest człowiekiem. 
-Skąd ty...?-Zacząłem jąkać się jak głupi. Lecz szczerze, kto inny nie byłby oniemiały po tak trafnym oczytaniu, jeżeli tak można to nazwać, ludzi. Serio, dziwne myśli przebiegały przez moją głowę...
***
-Jak ty ich rozgryzłaś?-Zszokowany wydukałem.
-Mam dar od niebios, zdrowy tok myślenia, no i oczy.-Zupełnie poważnie odpowiedziała. Chciałem coś jeszcze dodać, ale nauczyciel przerwał mi.
Dni mijały szybko. Miesiąc przepadł jak z bicza strzelił i kolejny oraz następny. Moje wyniki poprawiły się za sprawą częstych korepetycji z  moją nauczycielką. Nadawaliśmy na podobnych falach. Zaprzyjaźniliśmy się. Tamtego dnia zaczęliśmy historią. Lekcja ciągnęła się jak nigdy. Kiedy dzwonek zdzwonił, nawet nie zauważyłem jak (T.I) czmychnęła mi przed nosem i zniknęła. Nie mogłem jej znaleźć. Poszedłem więc do swoich kumpli.
-Widzieliście może...
-Chyba jest u dyra.-Zanim skończyłem przerwał mi Harry.
-Dzięki.-Wystawiłem dłoń ku górze dając znak wdzięczności i pożegnania jednocześnie. Przemierzyłem pół placówki w poszukiwaniu dziewczyny. Nareszcie dotarłem. Już miałem wejść kiedy ktoś z drugiej strony złapał za klamkę i po sekundzie zatrzasnął je za sobą. Była to ona. Miała spuszczoną głowę w dół i mocno przyciśnięte książki do piersi. Bardzo pospiesznym krokiem skierowała się do pomieszczenia obok, czyli damskiej łazienki.
-(T.I)! Co się stało?-Wszedłem za nią.
-Zbok.-parsknęły dwie wychodzące brunetki.
-(T.I)!-zaglądałem dołem każdej kabiny. Usłyszałem cichy szloch w ostatniej. Uchyliłem drzwi. Siedziała na kafelkach płacząc.-Miśka. Co jest?-Zająłem pozycję klęczącą przed nią.
-Wiedziałam, że tak będzie. Zawsze tak jest. Popełniłam ten sam błąd.-dukała. Pociągnąłem ją w górę stawiając ją na proste nogi. Otarłem jej poliki i ująłem twarz w dłonie.
-Mów, bo tak nie dojdziemy do porozumienia.-Spojrzała mi smutno w oczy.
-Ojciec przenosi mnie do szkoły w Menchesterze, do ciotki. Stwierdził, że tu mam złe towarzystwo.-Wykrztusiła. Zatkało mnie, ale nie miałem zamiaru tego okazywać. Miałaby jeszcze wyrzuty sumienia przeze mnie.
-Spokojnie. Przecież decyzja jeszcze nie zapadła, prawda?-Wtuliłem ją w siebie.
-Nie wiem. Oznajmił mi to tak po prostu, nie wytrzymałam i wyszłam. Zawsze każe mi coś, a ja jak głupia muszę to wykonać. Czuję się jak jego pies czy coś.-Wyrecytowała nadal rycząc.
-Mała, przecież możesz mu się postawić.-stwierdziłem.
-To nie przejdzie.-chrząknęła.
-Próbowałaś w ogóle?-zapytałem.
-Nie.-Krótko odrzekła.
-No właśnie, a więc zrobimy tak...








Hejka! Pierwsza część rozdziału, bo się spieszę na zajęcia. Zrozumcie mnie proszę, przepraszam, kocham <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 2 marca 2015

I can't find this feeling 14

Przez jakieś dziesięć minut myślałem o tym, kiedy rozległ się dzwonek mojej komórki. Zostawiłem telefon w korytarzu, więc ruszyłem tam po niego. Wychodząc z pomieszczenia wpadłem na owiniętą ręcznikiem Koni. Znów. Zupełnie jak w dzień naszego poznania. Stanęliśmy naprzeciw siebie, bardzo blisko. Posyłaliśmy sobie uśmiechy wpatrując się w swoje oczy. Muzyka urządzenia ucichła. Postawiłem dwa  kroki do przodu. Jedną rękę ułożyłem na jej biodrze, drugą złapałem delikatnie jej brodę. Nasze usta już prawie się stykały, ale jak zwykle coś musiało pójść nie tak...
***
-Koni! Tu jesteście!-Do mieszkania wpadła Al, na co jak poparzeni odskoczyliśmy od siebie.-Boże myślałam, że już się coś stało.-Moja siostra rzuciła się blondynce na szyję.
-Jest okej.-Zaśmiała się patrząc na mnie ukradkiem.
-Czemu tak uciekłaś?-Trzymając ją za ramiona zapytała Mulatka.
-Potrzebowałam świeżego powietrza.-K zdjęła z siebie łapy Alby.
-Zayn?-Serio? Dopiero teraz mnie zauważyłaś?-pomyślałem.
-Co?-warknąłem.
-Już nic nerwusie.-Krzywo zmierzyła mnie wzrokiem i pociągnęła niebieskooką do swojego pokoju. Nie do końca wiedziałem o co chodzi. Wzruszyłem ramionami i złapałem za swój telefon.
"Nie odbierasz, więc piszę. Stary jest problem, potrzebuję...Potrzebujemy twojej pomocy. Wpadaj pod klub, poważne. Li''-odczytałem. 
Ruszyłem nie pozostawiając żadnego śladu po sobie. Jak najszybciej pragnąłem znaleźć się przy kumplach. Po pierwsze nigdy nie otrzymywałem takich sms'ów od nich, bo przecież rzadko kiedy byli poważni. A po drugie nigdy nie wiadomo w jak poważne gówno wdepnęli. Pobiegłem i po około dziesięciu minutach zastałem ich pod lokalem. Lou siedział na krawężniku, a  reszta klęczała lub stała obok.
-Co jest?-odezwałem się zatrzymując. Wtem spostrzegłem, iż niebieskooki brunet szlocha jak dzieciak.
-Al...-wydukał. Przebiegłem wzrokiem po twarzach towarzystwa.
-Co z moją siostrą?-Starałem się brzmieć jak najspokojniej.
-Ja...Liam, powiedz, ja nie dam rady.-Jęknął załamany Tommo. Sam już nie wiedziałem o kogo się martwię. O Alby czy o kolegę. Z jednej strony on wyglądał jakby pół rodziny mu wybito, z drugiej jednak chodziło o moją młodszą sis. 
-El ty była, nachlała się i rzuciła mu na szyję. Wywalił się, bo jej nie zauważył, a ta opadła mu na klatę. Wyglądało to tak a nie inaczej. Als weszła akurat na to i wyszła z klubu. Tomlinson odkopał się spod brunetki i na zewnątrz młoda oznajmiła mu, że to koniec ich miłości. Teraz nie dość, że jest wstawiony i mu się na sentymenty zbiera, to jeszcze to. Właściwie to potrzebujemy przetransportować go do mieszkania, a Nialler jest pijany, więc sam z tym idiotą nie dam rady, zwłaszcza, że do do końca trzeźwych też nie należy.-Naprawdę tylko się w czoło pacnąć. Umieją wystraszyć właśnie takim czymś. Nawet nie przejąłem się. Przepełniła mnie pewność o powodzeniu w pogodzeniu się parki. Przewróciłem oczami i pomogłem Payne'owi zatargać trójeczkę do domów i sam wróciłem do mieszkania siostry. Cisza i ciemność panowała wszędzie. Tylko spod jej drzwi zauważalne było światło. Cicho uchyliłem barierę drzewną z uwagi na głębokie milczenie. Na jej łóżku po turecku siedziała Koni trzymając Alby na kolanach i głaskającą ją po głowie. Obie ubrane były w piżamy. Tyle tylko, że Mulatka spała. Od razu wiedziałem, że płakała. Nie jestem jakimś detektywem, ale góra zużytych chusteczek wokół niej mówiła sama za siebie. K spojrzała na mnie. Kiwnąłem głową przywołując ją. ''Odłożyła'' przyjaciółkę i zgasiła lampkę. Rozsiedliśmy się w jej sypialni. 
-Już wiesz?-zapytała.
-Tak. Powiedzmy, że zeskrobywałem zrozpaczonego i zalanego Lou z chodnika.-Zachichotała cicho.
-Ja miśkę, też zapitą w trzy dupy. Jestem pewna, że będzie dobrze. Są dla siebie stworzeni.-Przytaknąłem jej. 
-Trochę głupio wyszło z tym...No wiesz, wejściem.-Nerwowo pogładziłem swój kark.
-Nie tak strasznie, w sumie to dobrze. Chciałabym, żeby nasz pierwszy pocałunek był romantyczny.-Przygryzła dolną wargę. Wyglądała przesłodko. Zaskoczyła mnie nieco. Nie wiedziałem co powiedzieć...









Hejka! No to takie małe nudy, ale muszę dojść do pewnego momentu po trupach ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 1 marca 2015

Be my wonder 3

-Mamy masę pracy.-Zatrzymałam się i odwróciłam do niego przodem, aby spotkać te krystaliczne ślepia. Tkwiliśmy bardzo blisko. Wiedziałam jaki to błąd, ale nie umiałam się oprzeć.
-Zlecę to komuś innemu.-Wzruszył ramionami.
-Nie jesteś właścicielem hotelu, możesz sobie.-parsknęłam.
-Ja nie, mój wuj, tak.-Oniemiałam. Nie spodziewałam się. 
-Czemu nie powiedziałeś?-Ruszyliśmy obok siebie.
-"Hej, Christina, jestem siostrzeńcem właściciela, figo-fago i te sprawy. Mogę załatwić ci nowe biuro, bo jestem takim bogaczem, że dostałem tą fuchę ze względu na powiązania rodzinne." Nie wydaje mi się.-Rozbawił mnie. Polubiłam...Tak, a może nie. Nie wiem czy to odpowiednie słowo. Coś mówiło mi, że ta cała sytuacja nie skończy się dobrze. Najgorsze jest to, że mimo czarnych myśli nie próbowałam się opanować...
***
Zeszliśmy do kawiarenki po drugiej stronie ulicy. Zamówiliśmy i otrzymaliśmy gorące napoje. Choć przyznam, że to nie kawa była najgorę...STOP!
-Od kiedy spotykasz się z Bruce'm?-Wyskoczył. Byłam zaskoczona. Od razu poruszył temat mojego chłopaka.
-Ymmm...Od liceum. Poznaliśmy się w pierwszy dzień szkoły i jakoś tak poszło. Teraz jesteśmy zaręczeni i w ogóle.-Dosyć smutno to wyrecytowałam. A przecież niedawno tak bardzo mnie to cieszyło. W jego źrenicach pojawił się...Zawód?
-Słyszałem. Gratulacje.-Nie do końca szczerze mu to wyszło.
-Dzięki, a ty?-Starałam się wybrnąć.
-Ja co?-Zaśmiał się.
-Masz kogoś?-Upiłam łyk z kubka.
-Nie, jestem sam już od sześciu miesięcy. Miałem taką jedną, ale leciała tylko na kasę mojej rodziny.-Wyjaśnił krótko i na temat.
-Nie wiem jak tak można.-westchnęłam.-Pieniądze to nie wszystko, to może minąć w każdej chwili. Miłość to coś innego. To trzeba poczuć, tego nie da się zmienić. To się wie...-Nie wiedzieć czemu zaczęłam pasjonować się tematem. Niall przyglądał mi się z szerokim uśmiechem.-Przepraszam, rozmarzyłam się.-Spuściłam głowę, by ukryć rumieńce nachodzące mi na poliki.
-Spokojnie. Dobrze, to opisałaś. Czujesz coś takiego do Brucer'a?-Oniemiałam. Okej, dobrze się dogadywaliśmy, ale nie do końca znaliśmy. Nie wiedziałam co odpowiedzieć na tyle delikatnie, aby nie być niegrzeczną. No nie miałam zamiaru dzielić się z nim tą informacją.
-Wiesz co, może już wracajmy.-Zwiodłam go. Dał mi do myślenia. Zaczęłam zastanawiać się nad tym jego pytaniem. Niespodziewanie naszły mnie wątpliwości.
-Tak jasne.-Na prawdę wyglądał na smutnego i przybitego. Nie wiedziałam o co chodzi, kompletnie. Zajęliśmy swoje miejsca w biurze. Reszta dnia minęła w niezręcznej ciszy. Po powrocie do domu coś we mnie się burzyło. Nie miałam ochoty na nic. Ugotowałam obiad od niechcenia. Rzuciłam się na sofę i olałam wszystkie sms'y, telefony itd. Leżałam sobie oglądając jakieś stare seriale. Około 19.30 do domu wkroczył mój narzeczony.
-Hej kochanie. Jak pierwszy dzień?-Nachylił się nade mną i pocałował w policzek.
-Dobrze.-mruknęłam.
-Właśnie słychać.-Zaśmiał się.-Co się stało?-zapytał. Przyznam, że takich jak on to ciężko znaleźć. Nigdy nie odpuszczał, gdy coś się działo. Zawsze zabiegał o to bym zwracała się do niego o pomoc. Troszczył się, złoty chłopak.
-Po prostu, ahh...Nie udało mi się jedno zlecenie na opinię i musieli poprawiać i...Ehh szkoda gadać.-Skłamałam nawet nie ruszając się.
-Ej, misia, wiem, że jesteś perfekcjonistką, ale nie przejmuj się takimi sprawami. Następnym razem się uda, a jak nie to kolejnym. Życie to nie tylko sukcesy, ale także i upadki. Nie smuć się i chodź, mam dla ciebie niespodziankę.-Złapał mnie za dłoń. Niechętnie wstałam i zostałam poprowadzona przed kamienicę.
-Co to takiego?-Wzruszyłam ramionami nie widząc żadnych lampek, świec czy sztucznych ogni,  no bo czego można było się spodziewać.-Nie ma tu nic prócz tego ślicznego Mercedes'a...Nie gadaj.-Od razu ożyłam.
-Nie gadam, informuję tylko, że to nasz.-Moje oczy się poszerzyły.-A właściwie to twój.-Wręczył mi kluczyki. Ledwo co zdołałam je utrzymać.
-Bruce, ja...
-Ciii...Nie mów nic. Podoba się?-Rzuciłam się mu na szyję.
-On jest piękny!-Zachwycałam się.
-Cieszę się, że jesteś zadowolona.-Szczerzył się. Po kolacji odświeżyliśmy się i położyliśmy spać, no może z jednym małym ale przed spaniem, lecz tego chyba nie muszę opisywać.
Kolejnego dnia punktualnie stawiłam się za biurkiem. Niall'a jeszcze nie było. Nagle po jakiejś godzinie pojawił się w towarzystwie menager'a hotelu. Wstałam.
-Dzień dobry panno Tree.-Przywitał mnie brunet.
-Dzień dobry. Czy coś się stało?-zapytałam, gdyż stali tuż przede mną. Nialler także na coś czekał.
-Chciałem wam przekazać, że macie zlecenie. Otwieramy nowy hotel na Hawajach, chcemy abyście odwiedzili go i spędzili tam jakieś trzy tygodnie. Później, żebyście wystawili opinię i wrócili do nas.-Z szerokim uśmiechem oznajmił. Wymieniłam spojrzenia z blondynem. Z jednej strony moja podświadomość krzyczała: "Całe trzy tygodnie na Hawajach i to z nim!", z drugiej natomiast: "Tam może wydarzyć się coś, co nie powinno...".
-A dlaczego we dwójkę?-Wyprzedził mnie niebieskooki.
-Gdyż to zupełnie nowo postawiony obiekt, jeszcze nie ma przyznanych opinii. Dlatego potrzebujemy większego składu, w tym przypadku was, oraz dłuższego czasu pobytu niż statystycznie.-odpowiedział.-Macie czas do jutra. Zdecydujcie się, informuję, że płaca całkiem korzystna.-Rzucił na wychodne.
-A kiedy ma to być?-Znów Horan wyprzedził mnie.
-Za pięć dni.-I zniknął. Pozostawił nas w niezręcznej ciszy...






Hejka! Oto kolejny rozdział. Jak myślicie, pojadą? Jeżeli tak, to czy coś się wydarzy? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 46

Dni mijały bardzo szybko. Może wydać się to niedorzeczne, ale w ciągu dwóch miesięcy zarobiłam tyle ile doświadczona modelka w ciągu roku. Tak, to prawda. Moja kariera nabrała rozpędu. Reklamy, wywiady, sesje, pokazy, to stało się już dla mnie normalnością. Wszystko działo się bardzo szybko. Kupiłam nam nowy dom, samochód, nasze życie stanęło na głowie. Na szczęście w dobrym znaczeniu. Jednak to co się zmieniło, nie zmodyfikowało mojej relacji z Hazz'ą i resztą przyjaciół. Poświęcałam im tyle samo czasu co wcześniej. A  to za sprawą mojej kochanej asystentki, która rozplanowywała mój grafik wręcz idealnie. Na prawdę, zaczęłam trwać w pięknej bajce. Ale jak wszyscy wiemy sielanka nie trwa wiecznie. W moim przypadku to były tylko dwa miesiące. Później ukazała mi się ciemna strona mocy, jeżeli w takim zmiękczeniu można to wyrazić...
***
-Jeszcze dwa centymetry.-Mierząc moje biodra powiedziała krawcowa.
-Jeszcze? Schudłam pięć kilo odkąd tu pracuje. Mówiliście, że mam idealne wymiary.-Smutno odrzekłam.
-Idealne, ale jak na początkującą modelkę. Dziecko, masz 1,76 wzrostu i ważysz 50 kilogramów, to na prawdę o jeszcze trochę dużo.-Wydukała widząc mój żal.
-Dobrze. Ile mam czasu?-zapytałam zrezygnowana.
-Tydzień i trzy do wylot do Paryża, więc.-odpowiedziała.
-Postaram się.-Złapałam się za głowę.
-Inaczej będziemy musiały poszerzać sukienkę na jeden pokaz.-Rzuciła kiedy już wychodziłam.
-Rozumiem.-westchnęłam i opuściłam pomieszczenie. Napotkałam na swojej drodze Cin.
-Hej. Coś się stało?-Spojrzała mi w oczy.
-Jeszcze muszę stracić z dwa centymetry w biodrach.-wyznałam.
-Ej, nie martw się. Chodź na pocieszenie zabiorę cię na sok.-Objęła mnie w talii i ruszyłyśmy. Rozsiadłyśmy się w ulubionym miejscu z napojami.
-Już mam tego dosyć. Już czuję na sobie te zmartwione spojrzenia i słyszę tyle słów od przyjaciół i rodziny. Nie chcę znów popaść w anoreksję. Staram się jak mogę odżywiać się i ćwiczyć, aby tylko nie przytyć, ale o strasznie ciężkie i męczące. Po uszy już mi tego 'A jeszcze tyle musisz i tyle...".-Zwierzałam się przyjaciółce. Powiedziałam jej już wcześniej, że chorowałam na zaburzenia odżywiania. Jednakże nie znała całej mojej przeszłości i to dla mnie było dobre. Po co  rozpowiadać to całemu światu?
-Kochana, przestań. Wiem, że to straszne i w ogóle. Pomyśl jakie płynął z tego korzyści, zamiast zauważać tylko minusy twojej pracy. Wszystko ma swoje wyrzeczenia, musisz to zrozumieć. Uwierz mi, że te dwa centymetry nie zaważą na twojej karierze, nawet jeżeli ich nie zgubisz. Jesteś rozchwytywana bez względu na jakieś bzdurne jednostki. Jesteś piękna, masz potencjał i ludzie pragną cię oglądać. A ludzie z branży zabiliby za możliwość pracy z tobą.-Pocieszała mnie. Łatwo jest jej mówić.-pomyślałam. Wspomniała coś o plusach modelingu, hmmm...Bogactwo, sława, pieniądze, tyle. Wydaje się to jak sen. Czy do końca tak jest? Odpowiedź brzmi NIE. O twoim dalszym życiu może zaważyć kilogram, bądź milimetr. Mimo wszystko i tak kochasz to i nie chcesz przerywać. Powiem szczerze, że to był jeden z moich pierwszych błędów.
-Wiesz co? Ja już chyba jadę do domu. Ile mam wolnego?-Cicho odezwałam się.
-Teraz cztery dni, ale jak coś to będę dzwoniła, bo od Channel ostatnio przyszedł cynk o jakiejś reklamie, więc jak coś bądź pod telefonem.-Bez zająknięcia wyrecytowała.
-Okej.-Zawiesiłam torebkę na ramię.
-Wszystko dobrze?-Złapała mnie za dłoń.
-Tak, jasne.-Posłałam jej uśmiech. Nie był szczery. Złapało mnie podłamanie i nie chciałam rozmawiać o tym z nikim w tamtej chwili. Pożegnałam się z Cindy buziakiem w policzek i wsiadłam do swojego nowego auta, Ferrari. Podjechałam pod dom i zaparkowałam auto w garażu. Weszłam do środka i rzuciłam torbę w kąt. Opadłam na łóżko w sypialni i przymknęłam oczy. Po jakiś dwóch godzinach obudził mnie dzwonek. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i zeszłam na dół otworzyć. Przede mną stanął obraz Lou i Zen'a. A zapomniałam wspomnieć o imprezie Mulata. Wyszło niesamowicie, był na prawdę zaskoczony. Trochę się upili, ale obyło się bez wybijania szyb.
-Hej mała, co tam?-Przywitali mnie jak zawsze i weszli ze mną do kuchni.
-Spoko. Harry wraca dopiero za trzy godziny chyba jesteście skazani na mnie.-Zaśmiałam się.
-To za surowe określenie i wiemy.-Zażartował Louis.
-Gdzie El i Pezz i reszta?-Wyjęłam z lodówki wodę i upiłam łyk z buteleczki. Wymienili spojrzenia.
-Ymmm...Na zakupach.-Zająknęli się. Poczułam się trochę dziwnie. Zawsze na takie wypady chodziłam z nimi. Mała  iskierka odrzucenia pojawiła się w mojej duszy.
-O. To fajnie.-Udałam, że mnie to nie rusza.
-Kiedy twój brat przyjeżdża?-Ciemnooki szybko zechciał zmienić temat.
-Nie wiem, gada i gada, że niedługo, ale mało z tego robi. Jak zawsze z resztą.-Machnęłam ręką. Rozsiedliśmy się w salonie i włączyliśmy mecz. Pokibicowaliśmy może z dwie i pół godziny, kiedy rozległ się dzwonek mojej komórki.
-Tak?-odezwałam się.
-Hej skarbie. Załóż coś ładnego. Zaraz po ciebie będę, nie zadawaj pytań. Masz pół godzinki. Kocham cię.-Usłyszałam głos Harry'ego, a później sygnał rozłączenia się połączenia...








Witam! Oto kolejny rozdział, wow, ale to szybko leci. Przed chwilą jeszcze pisałam dwudziesty rozdział, a tu już pięćdziesiąt się zbliża. Mam nadzieję, że rozdział do zniesienia ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Louis 5

*Oczami (T.I)
Jak zawsze wyszłam z domu o 8.00. Przed furtką jednak zastałam coś, właściwie kogoś nowego.
-Co tu robisz?-odezwałam się pierwsza.
-Czekam na ciebie.-oznajmił.
-Myślałam, że po przemyśleniu tego zrezygnujesz.-Ruszyliśmy.
-Rzadko kiedy się poddaję.-odrzekł.
*Oczami Lou
Wkroczyliśmy do budynku szkoły. Wszystkie spojrzenia zostały skierowane na nas. Nie czułem się nieswojo. Wręcz duma przepełniała mnie. Zjawiliśmy się przed moją "paczką", o której już opowiadałem. Każdy z nich miał zaskoczony wyraz twarzy. Cóż, pewnie nie spodziewali się. W tajemnicy zdradzę, że nie tylko oni. Ciekawy byłem ich reakcji, która mogła objawić się w każdy sposób...
***
-Jesteście razem?-Jako pierwszy wydukał Harry. Wymieniłem spojrzenia z (T.I) z szyderczymi uśmiechami.
-Nie.-Jednocześnie parsknęliśmy.
-Więc?...Jak z wami jest?-Kontynuował Liam.
-Kumplujemy się?-Warknęła poirytowana dziewczyna. Ostra, lubię takie. 
-Nie denerwuj się tak...-Mój kolega uniósł ręce w geście obronnym.
-"Jesteście razem?" "Nie", ''Jak z wami jest?", no proszę cię. Jak może być? Jesteście tacy puści czy co?-Westchnęła głośno. Patrzeli na nią z lekkim przerażeniem, a ja na nich, za to z rozbawieniem.-Nie ważne.-Machnęła ręką.
-W ogóle wiesz jak się nazywają?-zapytałem przerywając ich małe starcie.
-Li, Niall, Hazz, Zen.-Wymieniła nawet na nich nie patrząc z obojętnością. Wtedy to i ja oniemiałem. Moje oczy zapewne wyszły na wierzch. Przecież tak bardzo ją irytowali.-Tylko sobie czegoś głupki nie pomyślcie, znam imiona wszystkich osób ze szkoły. Mam pamięć, po za tym lubię znać otoczenie.-Rzuciła na odchodne. Zostałem sam z czwórką przyjaciół.
-Sary, gadaj.-Zayn natychmiast zwrócił się do mnie.
-Ale co?-Uniosłem brwi.
-Jak się do niej, no wiesz...?-Dokończył Nialler.
-Długa historia. Sam jeszcze nie wierzę jakim jestem szczęściarzem.-Szczerzyłem się jak nigdy. 
-Jaka ona jest poza szkołą?-Krzywo zerknąłem na lokatego po tych słowach.-No proszę cię, chyba nie myślisz, że uwierzymy, że nie spotkałeś się z nią wczoraj.-Dodał widząc mój wyraz twarzy.
-Jest inna, nie taka jak te sztuczne barbie ze szkoły.-Rozmarzyłem się nieco, co oczywiście zauważyli.
-W twoim typie są takie buntowniczki, co?-Zaszydzili ze mnie.-W ogóle to pasujecie do siebie idealnie. Zamierzasz coś działać z nią?-Męczyli już mnie. W sumie na początku myślałem, że taki obieram cel. Ale kiedy wspomnieli o tym jakoś nie byłem już taki pewien.
-Wiecie co, teraz chcę ją poznać. Na razie nie mam zamiaru zarywać.-Poklepałem zielonookiego po ramieniu i ruszyłem do klasy. Zająłem miejsce obok (T.I). 
-Aż tacy są straszni?-Zaśmiałem się do niej.
-Nie są, ale takich udają. Proszę cię od razu widać, że zgrywają fajnych. Założę się, że Mulat jest cichy wcale nie taki do przodu, blondas lubi się śmiać. Ten co wygląda jak zboczeniec, Harry, tak na prawdę jest łagodniejszy niż się wydaje, miły i uczynny. Li za to ukrywa swój intelekt, jest na prawdę mądry i nie wiedząc czemu boi się to pokazać. Pisze sprawdziany na lufy dla was, żeby nie stał się kujonem.-Jakby to wszystko stanowiło jasność wyrecytowała. Zaskoczyła mnie. Inni o tym nie wiedzieli, tylko my nawzajem znaliśmy się z tej strony. Reszta liceum miała nas za takich jakich udawaliśmy. Wprowadziła mnie w szok i zakłopotanie. Miała rację, stuprocentową. Wszystko co powiedziała zgadzało się. Zacząłem obawiać się tego czy jest człowiekiem. 
-Skąd ty...?-Zacząłem jąkać się jak głupi. Lecz szczerze, kto inny nie byłby oniemiały po tak trafnym oczytaniu, jeżeli tak można to nazwać, ludzi. Serio, dziwne myśli przebiegały przez moją głowę...






Hejka! Oto takie krótkie cuś :^ Mam nadzieję, że nie będziecie źli, ale musiałam trochę skrócić, aby pozostawić w napięciu moich kochanych czytelników <3 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*