Dzień mijał szybko. Po zajęciach samotnie wróciłam do domu, gdyż chłopcy mieli jeszcze trening czy dodatkowe nauczanie, nie pamiętam dokładnie. Na lodówce wisiała karteczka:
''Nie zdążyłam zrobić obiadu. Przepraszam skarby. Vivien, Zayn błagam nie spalcie domu.
xoxo Mama"
Zaśmiałam się pod nosem i zajrzałam do chłodziarki, nic, jak zwykle, pustka. Zamówiłam pizzę, wiem lenistwo. Odebrałam 'posiłek'. Czekałam na brata w swoim pokoju. Nareszcie książę znalazł się (wywnioskowałam po dźwięku zamykanych drzwi).
-Gdzieś ty się tyle szwendał?-warknęłam stając na ostatnim, na dole, stopniu.
-Załatwiałem coś jeszcze.-Złapał mnie za biodra i postawił na ziemi.
-Yh. Dobra. Chodź. Głodny?-Ruszyliśmy do kuchnio-jadalni.
-No, co jest?-zapytał.
-Mama nie dała dzisiaj czasowo rady, więc zamówiłam pizzę.-odrzekłam na co się zaśmiał.-Odwal się.-Szturchnęłam go i wyjęłam karton z lodówki. 'Danie' powędrowało do mikrofali, następnie na nasze talerze.-Za ile przybędzie królewicz Lou?-odezwałam się przy oglądaniu meczu piłki nożnej.
-Zaraz powinien być. Dzisiaj wpada z jakimś kuzynem z Holmes Chapel. Ponoć wprowadza się do niego.-Szczerze jakoś mało się przejęłam jego słowami.
-Jej!-udałam entuzjazm. Wtem do domu wkroczył ojciec.
-Hej dzieci!-Nawet nie zobaczyliśmy go, gdyż natychmiast znalazł się w sypialni buszując w rzeczach.
-Cześć tato.-Na raz przywitaliśmy go.
-Słuchajcie! Zaraz ja, mama i młody mamy samolot do Paryża do ciotki Gabi, macie wolną chatę na tydzień. Kasa w szufladzie, papiery obok, numer na lodówce, klucze na wieszaku. Wypadło, znów.Kochamy was,pa!-I tyle go widzieliśmy. Często zdarzało się im nagle wylatywać z kraju. Ciocia to siostra matki, chora na schizocośtam. Zaczęli już nawet wozić ze sobą walizki w aucie, więc przyzwyczajeni byliśmy do tego, że nagle tak o sobie znikają i pojawiają się. Norma, jednym słowem. Wiem, dziwne i dość niespotykane, do tego głupie. My na szczęście nie musieliśmy, wiecie szkoła i te sprawy.
-No, pa.-chrząknęliśmy. Minęło może pięć minut, a wpadł Louis. Akurat byłam w kuchni otwierając chipsy i nasypując je do miski. Zwyczajnie poznałam po głosie, że to on. Wzięłam miskę i pokierowałam się do salonu.
-Hej Viv.-Od razu skoczył na mnie niebieskooki, zanim zdążyłam spostrzec cokolwiek innego poza jego posturą.
-Cześć.-Gdy mnie puścił moim oczom ukazał się wysoki lokacz z rubinowymi ślepiami.
-Hej, Harry jestem.-Uścisnęłam jego dłoń.
-Ta, Vivien.-Usiadłam na sofie na kolanach Zazy i odstawiłam naczynie. Miałam durne wrażenie, że ten nowy na mnie patrzy. Spokojnie, w naszym wykonaniu, oglądaliśmy mecz. Ten brunet nawet mi nie przeszkadzał, więc było okej.-Idę się napić.-oznajmiłam i wyszłam do kuchni. Otworzyłam szafkę na samej górze, ale ostatnia półka ze szklankami i tak była dla mnie nieosiągalna. Wspinałam się na palce, ale nic z tego. Nagle za sobą poczułam tors i mignęła mi tylko przed twarzą dłoń trzymająca szkło,którego potrzebowałam. Zwinnie odwróciłam się. Musiałam lekko unieść podbródek by spotkać ślepia 'wybawcy'.
-Dziękuję, ale nie musiałeś. Dałabym radę.-Odebrałam naczynie i minęłam Ha, Ha...Harry'ego (?). Złapałam za karton z sokiem i nalałam nieco.
-Chyba nie. Słoneczko jesteś trochę niska. Musiałem.-Myślałam, że mnie uszy mylą.
-Posłuchaj.-zaczęłam powoli zbliżać się do niego.-Po pierwsze nie nazywaj mnie słoneczko. Po drugie mam całe 1.74 wzrostu. Po trzecie nie bądź taki pewien siebie, bo pożałujesz, cwaniaczku.-Przymrużyłam lekko powieki i zmierzyłam go wzrokiem. Już trafił na moją czarną listę...

Vivien (18 lat)
Hejka! Oto moje nowe opowiadanie-''Hatin' Syndrome''. Mam nadzieję, że się spodoba :) Piszcie jakie pierwsze wrażenia. Jak tam z nimi dalej będzie? Czekam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*






















