czwartek, 5 marca 2015

Be my wonder 4

-Dzień dobry panno Tree.-Przywitał mnie brunet.
-Dzień dobry. Czy coś się stało?-zapytałam, gdyż stali tuż przede mną. Nialler także na coś czekał.
-Chciałem wam przekazać, że macie zlecenie. Otwieramy nowy hotel na Hawajach, chcemy abyście odwiedzili go i spędzili tam jakieś trzy tygodnie. Później, żebyście wystawili opinię i wrócili do nas.-Z szerokim uśmiechem oznajmił. Wymieniłam spojrzenia z blondynem. Z jednej strony moja podświadomość krzyczała: "Całe trzy tygodnie na Hawajach i to z nim!", z drugiej natomiast: "Tam może wydarzyć się coś, co nie powinno...".
-A dlaczego we dwójkę?-Wyprzedził mnie niebieskooki.
-Gdyż to zupełnie nowo postawiony obiekt, jeszcze nie ma przyznanych opinii. Dlatego potrzebujemy większego składu, w tym przypadku was, oraz dłuższego czasu pobytu niż statystycznie.-odpowiedział.-Macie czas do jutra. Zdecydujcie się, informuję, że płaca całkiem korzystna.-Rzucił na wychodne.
-A kiedy ma to być?-Znów Horan wyprzedził mnie.
-Za pięć dni.-I zniknął. Pozostawił nas w niezręcznej ciszy...
***
Spuściłam głowę, aby więcej nie utrzymywać kontaktu z jego niebieściutkimi ślepiami, które wciąż na sobie czułam.
-Masz zamiar tam pojechać?-wyskoczył. Tak, właśnie. Co miałam mu powiedzieć? ''Bardzo, bardzo, bardzo chcę, ale boję się, że do reszty utopię się w twoich oczach i zakocham się o reszty.''-Nie wydaje mi się.
-Muszę to przegadać z Bruce'm i zastanowić się i...
-Rozumiem, że musisz poznać opinię partnera, ale taka szansa zdarza się raz na milion. Pomyśl sobie Hawaje, plaża, słońce. Nie to co Irlandia.-Pierwsze zdanie nie należało do najweselszych z jego strony. Później recytował z taką pasją. Miałam, wręcz wrażenie, iż namawia mnie zaciekle.
-Obiecuję, że ty pierwszy dowiesz się, jeżeli zgodzę się. Ty chyba już podjąłeś decyzję.-Zaśmiałam się pod nosem.
-Nie do końca. Dopóki nie będziesz pewna, ja także.-Zajął swoje miejsce. Nie odezwałam się już. Znowu. Co miałam powiedzieć? Zapewne zbłaźniłabym się po raz milion setny, nie dziękuję. Zajęłam się swoją pracą nadal myśląc o tym wszystkim. Najstarszy konflikt świata dał mi się we znaki-serce kontra rozum, ot cóż. Nialler wyszedł około 14.50, czyli dziesięć minut przed moim finiszem. Skorzystałam z okazji i jak najszybciej, sekundę po 15.00, zebrałam wszystko co potrzebne i wręcz biegiem ruszyłam do windy. Na szczęście nie zatrzymywała się na żadnym piętrze i spokojnie dotarłam na parter. Minęłam recepcję, cały hall i już myślałam, że jestem wolna i zbawiona, kiedy ktoś zapał mnie za ramię. Serce automatycznie zaczęło walić mi jak oszalałe. Odwróciłam się i ujrzałam oczywiście blondasa, wesołego jak zawsze.
-Chciałaś uciec bez pożegnania?-zapytał, a mnie zalały zimne poty.
-Nie. Po prostu jestem straszliwie głodna i chciałam zmyć się na obiad jak najszybciej.-Boże! Tylko mi Nobla za te teksty dać! Jezu, zawsze palnę coś na maksa głupiego i później tylko się wstydzę za siebie. Oczywiście, że zarżał na moje słowa, sama turlałabym się po ziemi po czymś takim z ust innej osoby.
-Skoro tak, to może wybierzemy się do mojej ulubionej restauracji?-zaproponował. No i co teraz?-pomyślałam. Samodzielnie wkopałam się w dołek. Jak miałam odmówić? Przecież sama stwierdziłam, iż jestem głodna. Mogłam wyplątać się poprzez obowiązek przygotowania posiłku, ale wtedy nie wpadło mi to do głowy, więc nie miałam wyboru.
-Oookej...-jęknęłam z sztucznym uśmiechem. Otworzył przede mną drzwi i ruszyliśmy. Coś tam porozmawialiśmy. Zajęliśmy miejsca w lokalu i zamówiliśmy posiłki. W sumie to nie byłam ani trochę głodna. Mimo to zjadłam co nie co w jego towarzystwie. Naprawdę, im lepiej go poznawałam, tym bardziej mnie oczarowywał. Czułam się jak gimnazjalistka. Powiem tak, chudy jak patyk, a zjadł tyle, że moja cała rodzina by się napełniła. Jednakże nie skomentowałam.
-...To jak właściwie było z tobą i Bruce'm?-zapytałam z ciekawości.
-Chodziliśmy razem do klasy w gimnazjum, właściwie to nie była to jakaś wspaniała przyjaźń. Rozmawialiśmy ze sobą tak po prostu, lubić zaczęliśmy się pod koniec ostatniej klasy. Później urwał się nam kontakt i nie dawno się spiknęliśmy.-opowiedział z uśmiechem. Myślałam, że to byli najlepsi przyjaciele. Nie wnikałam, Brucie często wyolbrzymiał i koloryzował.-Mówił ci już, że jutro razem wychodzimy?-odezwał się po chwili.
-Jakim wyjściu?-Uniosłam brew do góry.
-A, czyli nie.-Zaśmiał się, a ja z nim. Nie potrafiłam nie zrobić tego, był taki uro...Stop!
-No nie.-Lekko się zarumieniłam, nie wiedzieć czemu. Szybko spuściłam głowę chowając się we włosach.
-Co robisz?-Nadal chichocząc dłonią odsłonił mój polik zza blond fal.
-Nic.-nadal wlepiałam wzrok w ziemię.
-Christina.-Rechotając wstał i zmusił mnie do kontaktu wzrokowego. Utonęłam...










Hejka! Wybacie, że nie było mnie dzisiaj wcześniej, ale chemia, chemia, chemia i mój najgorszy strach czyli stomatolog >< Masakra jednym słowem Xd Mam nadzieję, że wybaczycie :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Nie polecam bicia dentysty ani uciekania z gabinetu ;) Nie opłaca się, boli tylko gorzej ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz