piątek, 30 października 2015

Imagin Liam

- Witaj Helen - przywitałem się z kasjerką w pralni niedaleko mojego domu.
- Cześć Liam - uśmiechnęła się do mnie promiennie wystawiając rachunek klientowi. Puściłem jej oczko i ruszyłem do pralki na samym końcu korytarza. Otworzyłem ją i włożyłem brudne ubrania. Włączyłem urządzenie. Gdy odchodziłem pod nogi wpadł mi niewielki skrawek materiału. Podniosłem koszulkę i podałem osobie, która ją upuściła. Była to seksowna blondynka o ciemnych oczach i długi, aż do nieba, nogach. Uśmiechała się do mnie zalotnie. Była piękna, ale zbyt sztuczna. Do tego było widać, iż jest dziewczyną "na raz". Kiedy się cofałem wpadłem na otwarte drzwi jednej z pralek, które uderzyły w coś po drugiej stronie. Szybko się odwróciłem, a moje oczy spotkały niewysoką kobietkę trzymającą się za głowę lewą ręką. Kiedy osłoniła obolałe miejsce zauważyłem lejącą się strumieniami krew.
- Ała! - wydarła się.
- Przepraszam, nie chciałem. Wybacz. Bardzo boli? - spanikowany zbliżyłem się do niej, a ta się odsunęła.
- Nie. Nie boli. Jest dobrze - choć w głosie dziewczyny przeważało poirytowanie, to nadal mnie to nie peszyło.
- Nie chciałem, zapatrzyłem się - powiedziałem. Krwi zaczęło się robić coraz więcej i więcej. Poważnie się wystraszyłem.
- Na tą cycatą pustaczkę? Widziałam - prychnęła z pogardą.
- Krwawisz. Zabiorę cię do szpitala - oznajmiłem.
- Nie - odpowiedziała.
- To nie było pytanie - wiedziałem, że inaczej nie można było z nią grać.
- A ty nie jesteś moim szefem, to raz. Dwa, nie znam cię i ci nie ufam. A co jak jesteś jakimś psycholem? Może masz zamiar mnie poćwiartować - zupełnie poważnie wyrecytowała. Miała rację, to fakt. Choć opryskliwa, to wydała mi się rozsądna i inteligentna.
- Tylko cie zaprowadzę, ulicę dalej jest lekarz. Jeżeli masz jakieś poważniejsze urazy, to za to odpowiadam. Rozumiesz? Nie mam wyjścia, tak samo nie dam ci tego olać. A teraz chodź, bo podłoga zaczyna się robić czerwona - nakazałem. Stawała się coraz bledsza i mętniejsza. Ledwo co doprowadziłem ją do przychodni przytomną. Po kilkudziesięciu minutach pielęgniarka do mnie wróciła, aby przekazać informacje.
- Rana dość poważna, przebiła skórę i odłamek plastiku niemal wbił się w kość, ale opatrzyliśmy głowę pacjentki i powinno zagoić się w przeciągu dwóch tygodni. Mimo to, trzeba zmieniać opatrunek i uważać, aby nie wdało się zakażenie. Blizna, niestety, zostanie, ale na szczęście niewielka. Zaraz przyprowadzimy pana dziewczynę - nie czekając na moją odpowiedź odeszła. Nie miałem zamiaru tłumaczyć jej, że nie znam nawet imienia poszkodowanej. Zaraz wyszła z bandażem owiniętym wokół głowy. Nie wyglądała na wesołą, w sumie co się dziwić. Nie dość, że jeszcze cierpiała, to wydawała się wściekła na mnie. To też nie niespodzianka.
- Jak się czujesz? - zapytałem po wyjściu z budynku. W odpowiedzi obrzuciła mnie jedynie chłodnym spojrzeniem. Głupie pytanie - to fakt. - Powiedz mi chociaż jak się nazywasz - poprosiłem.
- Nie - oschle odezwała się. - Cześć - rzuciła i przeszła na drugą stronę ulicę. Zatrzymałem się i obserwowałem jak odchodzi. Westchnąłem tylko i odpuściłem. Nie mogłem uganiać się za nieznajomą. Chociaż bardzo tego chciałem, nie mogłem aż tak się narzucać.
Kolejnego dnia wróciłem do pralni, aby uczynić to co poprzednio. Skręcając z alejki wpadłem na kogoś. Spojrzałem nieco w dół.
- Czy ty chcesz mnie zabić? - zapytała marszcząc czoło.
- Nie. Gdybym tego chciał nie martwiłbym się o ciebie całą noc - odparłem z pewną nadzieją.
- I co może mam się teraz rozpłynąć z podniecenia, bo powiedziałeś, że się o mnie martwić? - szyderczo parsknęła. Minęła mnie i zajęła się wkładaniem ubrań do pralki. Uniosłem kąciki ust i opuściłem budynek.
Tak minął tydzień, miesiąc, trzy miesiące, a każdego ranka spotykałem ją tam. Jednak nasza
'relacja' się zmieniała. Przestała na mnie fukać i zrobiła się milsza, choć wciąż szczera do bólu. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, ale nigdy nie zrobiło się niezręcznie. Wyglądało na to, że nie znała tematu tabu. Bardzo podobał mi się charakter dziewczyny i nie tylko. Śliczna buzia, zdrowe włosy, ładne ciało. Jak dla mnie charyzmatyczny ideał. Jednak nie flirtowałem na siłę, bo i tak by przejrzała mnie. Po dwunastu tygodniach postanowiłem zaprosić ją na spotkanie poza pralnią.
- Nieznajoma - zwróciłem się do niej. Tak, wiem, że to może być żenujące i żałosne, ale nadal nie znałem jej imienia.
- Tak Liam? - uśmiechnęła się podczas swojej codziennej czynności.
- Może pójdziemy na kawę? - zaproponowałem. Zatrzasnęła drzwiczki pralki i spojrzała na mnie rozbawiona.
- Poważnie? - zachichotała w nietypowy sposób, jak miała w zwyczaju.
- Taaak - przeciągnąłem niepewny tego co mnie czeka.
- Po trzech miesiącach zebrałeś się na to, żeby zaprosić mnie gdziekolwiek? - zaśmiała się. Wpiłem wzrok w przestrzeń za nią ze wstydu. Zacząłem masować swój kark lewą ręką, aby choć trochę się rozluźnić. - Miałaś rację Helen, wiszę ci dziesiątkę! - zawołała do kasjerki. Zajrzałem w jej onieśmielające źrenice zdziwiony.
- Założyłaś się z Helen o to kiedy cię zaproszę? - nie dowierzając jęknąłem. Przymrużyła oczy nie tracąc humoru i pokiwała głową na tak.
- Stawiałam na więcej - przyznała.
- Dzięki - prychnąłem zażenowany. Z jednej strony nie było to jakieś specjalnie komfortowe i miłe, ale miało swoje plusy. Przynajmniej wiedziałem, że jest mną zainteresowana skoro o mnie rozmawia z innymi. Do tego wiedziała, że będę miał zamiar gdzieś ją zabrać. - Co z propozycją? - dopytałem.
- Powiedzmy, że się zgadzam - puściła mi oczko. Popadłem w taką wewnętrzną euforię, że nie zauważyłem kiedy zniknęła z pola mojego widzenia. Kiedy się ocknąłem zrozumiałem, iż nie wiem co, kiedy, jak i gdzie. Westchnąłem zwiedziony swoją postawą. Uderzyłem pięścią w ścianę obwieszoną urządzeniami i wyszedłem z pralni. Dochodziła godzina 17.30. Siedziałem na swoim łóżku i czytałem książkę kryminalną, gdy mój telefon dał o sobie znać.

Od: Nieznany
19.00 Parkour bar. Nieznajoma xx.

Odczytałem sms, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Odłożyłem lekturę i zebrałem się do przygotowań do spotkania. Uszykowany ruszyłem do baru. Po kilkunastu minutach stałem przed budynkiem. Zapłaciłem za wejście i trafiłem do środka. Wzrokiem przebiegłem po otoczeniu. Przy ladzie z alkoholami zastałem posturę nieznajomej. Siedziała na wysokim krześle popijając przeźroczystą ciecz z dodatkiem lodu w kostkach oraz mięty. Podszedłem do niewiasty.
- Hej - przywitałem się. 
- Cześć - odparła. 
- Skąd miałaś mój numer? - zapytałem.
- Tajemnica, obiecałam Helen, że nie powiem - zażartowała. 
- Wy konspirujecie, baby nieznośne - także dołączyłem do wypowiedzi nutkę humoru. Dosiadłem się do niej i zaczęliśmy poznawać się bliżej. Nie lubiła alkoholu, ani papierosów. Nigdy nie brała narkotyków, ale miewała problemy z prawem. Kilka razy wdała się w bójkę uliczną. Twierdziła, że to przez brak równouprawnienia i bronienie własnego zdania. Opowiadała o tym jak trafiła do dużego miasta z małej wsi, jakie filmy lubi, jakie książki czyta i czym się interesuje. Zajmowała się projektowaniem ogrodów kwiatowych. Satysfakcjonował ją jej fach. Dowiedziałem się wielu nowych rzeczy, jak i ona o mnie. Jednak ta podstawowa wciąż pozostawała tajemnicą. 
- ... O która to już godzina - zerknęła na zegar przed nami. Wskazówki pokazywały 00.40. - Muszę lecieć - oznajmiła. - Było bardzo miło, kiedyś musimy to powtórzyć - przyznała całując mnie w policzek. - Dziękuję, do zobaczenia - odeszła kawałek. 
- Powiedz mi jeszcze jedną rzecz!- zawołałem. Zerknęła na mnie. - Jak masz na imię? - nie odpowiedziała. Zaśmiała się i odeszła. Dokończyłem napój, zapłaciłem i wróciłem do siebie. 
Następnego dnia nie pojawiła się w pralni, co mnie zmartwiło. Ani następnego, ani za tydzień. Po tych siedmiu dniach nie wytrzymałem i musiałem zapytać jedyną osobę, która znała nas oboje.
- Helen? - postanowiłem dowiedzieć się czegokolwiek od kobiety pracującej w pralni.
- Tak? - zwróciła na mnie uwagę.
- Wiesz gdzie podziewa się ta dziewczyna... ? - nie dane było mi dokończyć.
- Nie - przerwała mi spokojnie. - Wiem natomiast, że zostawiła coś dla ciebie - spod lady wyjęła kopertę i podała mi ją. Obdarowała mnie pocieszającym uśmiechem. Podziękowałem i udałem się do alejki z moją ulubioną pralką należącą właśnie do niej. Zacząłem czytać.


Hej Liam, 
To ja. Na pewno zastanawiasz się gdzie jestem i dlaczego mnie nie ma. Nie myśl, że to twoja wina. Nie jest tak. Po prostu się wyprowadzam. Chciałam po raz ostatni się z tobą spotkać. Już prawdopodobnie nigdy cię nie zobaczę. Wyjechałam do Australii, samolot miałam trzy godziny po wyjściu z baru. Prawdopodobnie to koniec. Fajnie było kogoś poznać. Dziękuję za wszystko. 
Nieznajoma xx.



Kiedy to przeczytałem, zamarłem. Nie wiedziałem co robić, jak się zachować. Złapałem się za głowę. Zrobiło mi się ogromnie przykro. 
Następnego ranka bez życia wszedłem do pralni, ze spuszczoną głową. Przywitałem Helen mrucząc pod nosem. Przeszedłem do swojego stałego miejsca w budynku i wepchnąłem ubrania do urządzenia nastawiając odpowiednie parametry. Kątem oka zauważyłem ruch w okolicach pralki nieznajomej. Odwróciłem się twarzą w tamtym kierunku. Przy pralce stała średniego wzrostu kobietka. Spojrzała na mnie, a kąciki jej ust uniosły się. Odwzajemniłem gest. Wiedziałem, że nic nie będzie już takie jak z nieznajomą, ale nowe wcale nie znaczy gorsze...






Hej! Przepraszam, że bardzo późno, ale nie dałam rady wcześniej. Mam nadzieję, że imagin nie jest taki zły ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

2 komentarze:

  1. Hah
    Świetny! Szkoda że im się nie udało i ze niw dowiedział się jak ona miała na imie,..
    Naprawdę świetny! :*

    OdpowiedzUsuń