sobota, 21 listopada 2015

Save me 7

Uznawałem się za cholernego szczęściarza będąc jej partnerem. Powoli zszedłem z pocałunkami do samej dłoni i tą samą drogą w górę, przez szyję, aż do ust. Pragnąłem, aby tamten czas nigdy nie minął. Oby nic tego nie zepsuło...
***
Obudziłem się obok Acris, trzymając jej drobne ciało w objęciach. Obserwowałem jak spokojnie oddycha z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Dochodziła godzina 9.00 rano, więc zmuszony byłem naszykować się do pracy. Jak najdelikatniej potrafiłem odsunąłem się od dziewczyny. Udałem się do łazienki, gdzie wykonałem wszystkie rutynowe czynności poranne, tym samym kończąc przygotowania. Gdy, znalazłem się w sypialni, łóżko było puste. Zaśmiałem się pod nosem i zszedłem na dół, skąd dochodził chichot Adley. Znalazłem się w kuchni, gdzie zastałem córkę, siedzącą na blacie obok kuchenki oraz Cris smażącą gofry. 
- Boo Bear! - krzyknęła mała wyciągając do mnie ręce. Zbliżyłem się do brunetki i wziąłem na ręce. Ucałowałem czoło Dley.
- Dzień dobry moim dwóm księżniczkom - rzekłem cmokając delikatnie polik zajętej blondynki. Kąciki jej pełnych ust uniosły się. Wyglądała tak cholernie dobrze. Miała na sobie moją białą koszulkę na krótki rękaw, która sięgała jej do połowy uda. Włosy niebieskookiej pozostawiony były w nieładzie, a rozpromieniona twarz dodawała uroku efektowi. 
- Zjesz z nami? - zapytała radośnie Acris.
- Niestety nie - odparłem mniej entuzjastycznie. - Mam spotkanie na 11.00 i muszę dojechać na drugi koniec miasta - wyjaśniłem widząc zawód w oczach Cris. - Ale, kiedy wrócę zabieram was w pewne miejsce - puściłem oczko do malutkiej. Zachichotała podekscytowana.
- Co to za miejsce? - krzyknęła swoim cienkim głosikiem. 
- Tajemnica - szepnąłem przykładając wargi do czoła córeczki. - Dobra słońca wy moje - zacząłem. - Lecę - poinformowałem.
- Pa - buziakiem pożegnała mnie blondynka. Posadziłem córkę na blat i wyszedłem zabierając jeszcze swoją teczkę. Trafiłem do budynku mojej pracy i zająłem się nią. Po pięciu godzinach otrzymałem telefon od nieznanego numeru.
- Tak? - odezwałem się.
- Zabawmy się - oschły, damski głos zabrzmiał po drugiej stronie.
- Słucham? To chyba pomy ... - zmarszczyłem czoło. Miałem bardzo złe przeczucia.
- To nie żadna, pieprzona pomyłka Tomlinson - przerwała mi kobieta. Nie brzmiała znajomo. Nie miałem pojęcia w jakim celu może się ze mną kontaktować. - Mam twoją dziunię i dziecko - oznajmiła osoba po drugiej stronie, na co natychmiast zerwałem się z miejsca. - Siadaj na miejsce bo ta czerwona kropka na twoich plecach to nie latarka! - wykrzyczała. Odwróciłem się i rzeczywiście ~ byłem na czyimś celowniku. Nie bałem się o siebie, a o moje skarby. Przełknąłem ślinę i zacisnąłem mocno szczękę. Wypełniłem nakaz szukając snajpera w budynku naprzeciw. Pomieszczenie, w którym się znajdywałem ~ moje biuro, zamiast dwóch ścian miało szyby, przez które to miałbym zostać zastrzelony.
- Czego chcesz? - wycedziłem przez zęby.
- Nie tak ostro pięknisiu - szyderczym tonem odparła kobieta. - Ty masz pieniądze, a ja nie ... Potrzebuję ich, a ty mi je dasz albo twoje królewny szlak trafi, a raczej moja spluwa - poinformował głos. - Jeżeli ktokolwiek się o tym dowie, a mam podsłuch i ludzi, przysięgam, że już więcej ich nie zobaczysz - dokończyła surowo. Serce zaczęło mi bić jeszcze mocniej niż wcześniej. Ten lekceważący ton sprawiał, że się we mnie gotowało.
- Ile chcesz? - warknąłem.
- Milion - odparła. Nie zakrztusiłem się z wrażenia, ale suma nie była mała. Nie wiedziałem jak szybko uda im się zdobyć tyle pieniędzy. - Kasę zostawisz w skrzynce na dworcu przy głównej ulicy obok fabryki stolarskiej jutro o 19.00 - po tych słowach rozbrzmiał już tylko sygnał informujący o rozłączeniu połączenia. Rzuciłem telefonem i westchnąłem, przecierając twarz dłońmi.
- To nie dzieje się na prawdę - powiedziałem sam do siebie.  W mojej głowie pojawiło się mnóstwo myśli, których nie byłem w stanie poukładać. Nie rozumiałem dlaczego ktoś mi to robił.  Martwiłem się o Adley oraz Acris. Dopiero co je odzyskałem, a już miałem je stracić. Łzy cisnęły mi się do oczu, lecz starałem się pozostać opanowany i silny dla odzyskania dziewczyn. Zauważyłem, że czerwona plamka zniknęła z mojego ciała.  Wstałem i udałem się do mojej sekretarki.
- Biorę wolne na parę dni, prosze odwołać wszystkie spotkania i konferencje w trybie natychmiastowym. Odciąć wszystkich wspólników od kontaktu ze mną. Wyjechałem i mnie nie ma. Na moje konto do północy ma znaleźć się milion od Simpsona - wyrecytowałem. Poprawiłem swój krawat, ubrałem kurtkę i złapałem za teczkę. Opuściłem budynek i ruszyłem do domu. Spodziewałem się tam kompletnego nieładu oraz śladów po włamaniu.  Jednak wszystko stało w jak najlepszym porządku.  Postanowiłem sprawdzić monitoring zewnętrzny. Cris i Dley wsiadły do czarnego Ferrari dwie godziny po moim wyjściu. Niestety kierowca zaparkował auto na tyle daleko, aby jego rejestracja nie była czytelna. Sprawdziłem ostatnie połączenia telefonu domowego, lecz cała historia została usunięta. To samo stało się z komputerem i laptopem. Nic nie składało się w całość, a ja coraz bardziej się we wszystkim plątałem. To nie było normalne i przypadkowe. Coś było nie tak. Nic nie pasowało.  Szukałem kamer i podsłuchu,  ale niczego nie znalazłem. Nic więcej nie mogłem zrobić w tej sprawie. Gdybym skontaktował się z policją, najukochańsze mi osoby by zginęły.  Nie chciałem na to pozwolić. Nie mogę ich zawieść - powtarzałem sobie ...


Hej! Także jestem u taty i mam internet :) ale tylko na kilka dni niestety :'( narazie jestem więc może ze trzy posty jeszcze się pojawią :3 zaglądajcie często :D Przepraszam za nieobecność i wgl ale serio nadal nie mam pojęcia kiedy przywrócą mi internet :/ Może dopiero w grudniu albo styczniu -.- eh ... wybaczcie :( ale także wielkie sory za wszystkie błędy bo trochę na laptopie pisałam a trochę dokończyłam na telefonie :^ Mam nadzieje że jednak nie jest tak źle i chociaż da się czytać :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Aww. Lou taki kochany...
    Kto śmiał ich porwać?!
    Biedy Lou odchodzi od zmysłów...
    No nic, czekam na dalej<3

    Zapraszam na nianię,jest kolejny rozdział:)

    OdpowiedzUsuń