sobota, 14 marca 2015

Be my wonder 7

 Nie pamiętam kiedy zasnęłyśmy. Wiem, że obudziłam się 8.30. Kiedy spojrzałam na zegarek wręcz spadłam z kanapy. Szybko pobiegłam do łazienki. Prysznic, włosy. Jak najprędzej ubieranie się i sprint na dół. Droga zajęła mi dziesięć minut. Dotarłam dosłownie na styk. Wiedziałam, że ten wieczór to nie był najlepszy pomysł. Byłam wykończona. To jaki przypadł odwaliłam...Ah, szkoda mówić...
***
Wparowałam do budynku jak oszalała. Szczęście od Boga, że nie złożyłam szpilek tylko baletki i obyłam się bez połamanych nóg. Aby było szybciej minęłam recepcje i natychmiast pomknęłam schodami w górę. Nie miałam zamiaru korzystać z przepełnionej po brzegi windy, która zatrzymuje się na każdym piętrze, a ja muszę dotrzeć na jedno z ostatnich. Udało mi się. Jeszcze minuta, a ja stałam już przy drzwiach. Poprawiłam sweter i włosy. Wypuściłam powietrze z płuc i popchnęłam barierę oddzielającą mnie od biura. Na prawdę tylko mi pogratulować. Napierając na wrota poczułam jak kogoś taranuję. Nie myliłam się. Na ziemi leżał Niall. Przymrużyłam oczy z zażenowania.
-Przepraszam, nie chciałam.-Pomogłam mu wstać. Gdybyście tylko widzieli jakie rumieńce ogarniały moją twarz. Otrzepał się z kurzów. Ułożyłam dłoń na czole. Czułam się jak skończona idiotka. A on? A on się śmiał.
-Nic się nie stało.-Po raz pierwszy tego dnia spojrzał mi w oczy tym samym kolorując wszystko dookoła.
-Na pewno? Nic cię nie boli? Jesteś cały?-Mój głos aż drżał.
-Tak, spokojnie. To chyba ja powinienem się o to zapytać. Wyglądasz jakby ci się świat zawalił.-Więc odbuduj go swoim uśmiechem.-Ta myśl sama mi się nasunęła.
-Po prostu nie lubię się spóźniać, a wczoraj wypadło mi coś i późno...-Tak szybko paplałam, że sama się nie rozumiałam.
-Już, już. Przestań. Wszystko w najlepszym porządku. Siadaj i zabieraj się za pracę, ja pójdę po kawę.-Puścił mi oczko i zniknął z moich oczu. Uniosłam tylko kąciki ust na pożegnanie. Kiedy tylko upewniłam się, że nie ma go. Oparłam się o ścianę i lekko uderzyłam o nią tyłem głowy. Miałam ochotę zapaść się pod ziemie. Odwiesiłam płaszcz na wieszak, a torbę na swój fotel. Zajęłam miejsce i włączyłam komputer. Kolejny mail od manager'a hotelu z przypomnieniem o wysyłce decyzji co do wyjazdu na Hawaje. Przyznam, że nie wiedziałam co robię. Odpisałam. Zanim przeczytałam swoje wypociny po raz drugi nacisnęłam przycisk "Wyślij". Kiedy na monitorze wyświetlił się napis "Wiadomość dostarczona", moja mina ze znudzonej zmieniła się na przerażoną. Otworzyłam to co poszło do mężczyzny.

"Dzień dobry, 
Decyduję się na wyjazd służbowy na Hawaje. Podejmuję się wszystkich przykazanych mi obowiązków.
                                                                                                         Christina Tree"

Załamałam się. Ja to zrobiłam! Nie specjalnie. Przecież nie miałam stuprocentowej pewności. Wahałam się. Każda strona przedstawiała swoje plusy i minusy. Chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę jaka decyzja byłaby korzystniejsza dla czystego rozsądku i pomyślunku. Najlepsze jest to, iż byłam na siebie zła za swój czyn, to gdzieś tam w środku już szalały mi motyle wspominające o czasie spędzonym z Horan'em. Sama gubiłam się w tym wielkim labiryncie. Westchnęłam tylko głośno. Przecież odwrotu i tak już nie było. Wtem na moim blacie ukazała się filiżanka mojej ulubionej karmelowej Cappuccino.
-Dziękuję.-Uniosłam wzrok by spojrzeć w te jego niebieściutkie ślepia. W tamtej chwili wyrzuty związane z mail'em uleciały. Pragnęłam tych trzech tygodni jak niczego nigdy. Nie mam pojęcia co mną władało.
-Nie ma za co.-Obdarzył mnie widokiem tych bieluśkich perełek.
-Jeszcze raz przepraszam za ten incydent.-Założę się, że me poliki nadal płonęły rumieńcem.
-Wiesz co? Jak dla mnie to możesz to powtarzać codziennie, byle żebyś tak słodko się rumieniła i uroczo stresowała i żebym mógł ujrzeć ten cudowny uśmiech na twojej pięknej twarzy. Aby twoje spojrzenie spotkało moje i obym utonął w twych błękitnych źrenicach na zawsze.-wyrecytował nachylając się nade mną. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mogłam się ruszyć. Moje serce waliło jak oszalałe. Nie ułatwiał mi sprawy. Znałam go zaledwie cztery dni, a już zdążyłam zadurzyć się w nim milion razy bardziej niż w swoim narzeczonym, który istniał w moim życiu od kilku dobrych lat. Siedziałam tak i patrzyłam się na niego osłupiała. Słysząc takie słowa nie wiadomo jak się zachować. Błagałam w myślach, żeby coś to przerwało, to do czego dążył...Dążyliśmy. Jednakże to coś nadal siedziało we mnie prosząc o jego malinowe usta...






Hejka! Rozdział 7 :D Jak się podoba? Tu już dzieje się coś więcej ;) Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Zayn zamówienie

Nie stać go było na mieszkanie, ubranie czy jedzenie. Tak wiele mu brakowało. Tak bardzo żałował jednej decyzji swojego życia. Wyjechał z Bradford w pogoni za marzeniami. Obrał sobie cel-Londyn. Niestety nie mierzył sił na zamiary. Właściwie bez grosza opuścił rodzinne miasteczko na rzecz drogiej stolicy. Nie spodziewał się jak ciężkie może być funkcjonowanie w takim miejscu. Wcześniej nie spotkał się z zabójstwem, porwaniem, gwałtem, pijaństwem, narkomanami, żebrakami na każdym rogu, bójkami i wieloma innymi syndromami metropolii. Myślał, że tam marzenia się spełniają, że to tam odnajdzie szczęście. W jego głowie obraz miasta przedstawiał się zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Bardzo się zawiódł.
Długo szwendał się po Londynie bez dachu nad głową. Spał na torbach w biednych okolicach, schroniskach lub ośrodkach pomocy. Nie przypuszczał, iż tak potoczy się to wszystko. Wiele czasu zajęło mu znalezienie pracy. Kiedy już ją posiadł, wstydził się jej. Dlaczego? A czy bicie się na ringu za pieniądze jest godne podziwu? Nie. Uważał to za upadek. Tak bardzo żałował. Każda noc mijała w strachu. Nie wiadomo było czy ktoś nie zabije go, okradnie lub skrzywdzi, mimo, że dzięki walką miał możliwość zasypiania w jakimkolwiek mieszkaniu. Niestety to była tylko obskurna kamienica ze starymi zamkami w drzwiach i popękanymi szybami w ramach okien. Ukrywał swój ból, to co nim targało.
Dlaczego, więc nie wrócił? Nie miał już gdzie i po co. Wyrzekł się religii, rodziny, wszystkiego co miał. Opuścił tych, którzy obdarzyli go miłością dla marzeń. Nikt z bliskich nie wierzył w niego, co dodatkowo go motywowało.
Była tylko jedna osoba. I to właśnie ta osoba sprawiała mu przynosiła mu najwięcej cierpienia. Tak, właśnie ona. Gdyż, to ona przeprowadziła się, jeżeli można tak to nazwać, z nim do stolicy UK. W zasadzie to ubolewał od  tego, że ją krzywdzi. Że pozwala jej dzielić z nim tą hańbę. Tyle razy się z nią spierał. Tak wiele razy błagał ją, aby wróciła. Lecz nie. Ta dziewczyna zbyt kochała bezmyślnego Zayn'a Malik'a. Nie potrafiła mu tego powiedzieć. On także zamykał to uczucie w sobie. Właściwie to sprawy sercowe zamazywały mu choroby prawdziwego życia, nie tego emocjonalnego.
Można także rozprawiać o tym co Mulat robił z tą drobinką kiedy odbierał ciosy od umięśnionych napastników z ringu. Jak patrzenie na dotkliwe obrażenie chłopaka rozbijało ją od środka. Czuła każde kopnięcie w jego brzuch, uderzenie w twarz i cios w klatkę piersiową.
Nie była w stanie odciągnąć go od tego co robi. Zbyt pożądał lepszego dla niej, nie dla siebie. Ona była mogła trwać w niedostatku, byleby z nim, byleby był bezpieczny i zdrowy. Tak właściwie to jedno wadziło drugiemu. Ranili siebie, dla siebie.
Nie układało im się, to jasne. Wiele pozostawało do życzenia. Dziewczyna-ekspedientka, chłopak-bokser.
Nie dostrzegali na horyzoncie lepszej przyszłości. Jednak nadzieja nadal żywo płonęła w ich sercach. To piękne jak nawzajem się wspierali. Mimo biedy, nędzy i wszystkiego co najgorsze trzymali się razem. Najgorsze tylko to, że nie umieli wyznać sobie pewnych rzeczy...
Wszyscy wiemy, że los może trzymać w dołku bardzo długo. Lecz także dobrze znana nam jest opowieść o gwiazdce z nieba. I im ona się ukazała. Zwykły przypadek zadecydował o wszystkim.
Nie zawsze jednak obie strony korzystają. No więc...
Ten dzień nie wyróżniał się niczym. Wieczór natomiast odznaczył się wyjątkowo liczną publicznością na sali bokserskiej, na której walczył Malik. Ona jak zawsze zajmowała miejsce w bezpieczniejszej sekcji, nie wychylała się, nie miał zamiaru narażać ją na niebezpieczeństwa jakie czyhały w tamtym miejscu. Zaczęła się runda Zayn'a. Serca pary przyspieszały. Oboje bali się równie. Drobinka o jego zdrowie. Ciemnookiego troskało to czy nie padnie i nie zostawi jej samej. Zaczęło się. Mimo, iż przeciwnik wydawał się uzdolniony, co pozorowała imponująca masa i mięśnie, nie należał do czempionów. To właśnie Mulat zwyciężył. Fakt, iż wyszedł bez szwanku powodował euforię wewnątrz dziewki. Widzowie powoli wysypywali się z ''lokalu'', bokser właśnie przebierał się w swoje ubrania, gdy nagle spod ziemi wyrósł postawny siwy mężczyzna. Złożył Zen'owi propozycję. Wydawałoby się, że nie do odrzucenia. Właściwie to facet trafił w sedno, to właśnie jego oferta spełniłaby marzenia chłopaka. Miał możliwość stania się znanym zawodnikiem w swojej grupie wiekowej i wagowej. Na prawdę mógł dostać wszystko, to co od dziecka tkwiło w jego głowie. Niestety pojawiło się ale. Zmuszony by był do opuszczenia swojej ukochanej. Wyjazdy obejmowałby tylko jednoosobową ekipę.
Powrócił do swojej, wtedy jeszcze, przyjaciółki. Pytała kim był siwiec, nie odpowiedział szczerze. Wiedział jak bardzo zabiegałaby o jego zgodę na układ. Zbyt dobrze znał ją i siebie. Oboje by nie odpuścili. Wolał zabić niż zostawić ją. Wszystko jakby przepadło.
Lecz nie na długo. Około miesiąca trwali w swoich stałych warunkach. Kiedy to powtórzyła się szansa, która tym razem odwróciła kartki ich życia na nowe strony. Ukazała im lepszą drogę. Wykorzystali ją w stu procentach i odnaleźli te wartości jakich im brakowało tak długo. Zasłużyli na nie. Na dostatek, dom, pracę, miłość. Do końca trzymali się razem, nikt mi nie wmówi, że moich rodziców nie połączyło przeznaczenie. Dlatego tak bardzo w nie wierzę, wierzę także w marzenia i wiem, że mogę je spełnić. Chociażbym miała cierpieć jak oni...





Hejka! Oto imaginek na zamówienie Ewci :) Miało być coś smutnego z happy end'em, nie miałam lepszego pomysłu niż to tam u góry. Nie wiem czy jest dobrze, jak dla mnie nijako. Oceń sama :) Mam nadzieję, że nie zawiodłam bardzo.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 50

-O, już się przywitaliście.-Zaśmiał się Hazz wkraczając do pomieszczenia.
-Wiedziałeś?-Zbliżyłam się do niego.
-Tak.-Rechotał.
-Gdyby to nie byli oni, byłabym zła.-Lekko go pocałowałam.
-Ale nie jesteś.-Wtulił mnie w siebie.
-Ona też tu przyjedzie?-Zwróciłam się do gości.
-Niestety.-westchnął niebieskooki.
-Nie będę komentować, bo jej nie znam. Wiem tylko, że nie podaruję jeżeli go skrzywdzi.-Zapadła krótka chwila milczenia.
-No to opowiadaj modelko, jak to jest?-odezwał się Calum. Co miałam powiedzieć? Na pewno nie wyznałabym nic przy Harry'm. Co ja gadam?! W ogóle żadnemu nie opowiedziałabym tego jak jest naprawdę! Musiałam ładnie dobrać słowa tak, żeby nie okłamać ich aż tak bardzo...
***
-Ciekawe zajęcie, poznaję wiele osób. Dużo nowych doświadczeń. Długo by opowiadać. A co tam u rodziców?-Zwinnie próbowałam zmienić temat. Luke i Hazz wymienili spojrzenia. Serce zabiło mi mocniej. To oni znali mnie najlepiej. Nie moja wina, że przy przyjaciołach umiałam wiarygodnie kłamać, przy bracie nigdy, może dlatego Harry dopiero wtedy zaczął się domyślać. To samo Lukie. Zawsze wiedział, gdy coś leżało mi na wątrobie. Na szczęście u Cala zmysł przenikliwości nie wyostrzył się zbytnio.
-Ymm...Dobrze, jakoś.-odrzekł niebieskooki.
-To fajnie. Cieszę się.-Zapanowała niezręczna atmosfera.
-Okej. Możemy gdzieś odłożyć walizki?-zapytali.
-Tak jasne. Misiek idź pokaż im pokoje.-rzekłam do Styles'a. Posłusznie zniknął z nimi na drugim piętrze. Odetchnęłam i opadłam na sofę. Nagle rozbrzmiał mój telefon.
-Halo?-odebrałam.
-Hej, mała. Dzisiaj organizujemy małą imprezkę. Wpadniecie?-Usłyszałam głos siostry w słuchawce.
-Tak, tylkooo...
-Co jest?-Bałam się jej to powiedzieć.
-No, bo Luke i C przylecieli. Przysięgam nic nie wiedziałam.-Nie odzywała się jakieś trzydzieści sekund.-Tatiana?
-Jestem, jestem. No dobra, okej. Przyjdźcie z nimi.
-Wszystko okej?-Wolałam dopytać.
-Tak, tak. Bądźcie gotowi na 19.00. Później idziemy do klubu.-No i się rozłączyła. Zrobiło mi się tak jakoś jej szkoda. Wiedziałam o jej kłótni z brackim przed jej wyjazdem. Po za tym nie miała zbytnio dobrych relacji z Calum'em. W tamtej chwili chłopcy znów zeszli na dół.
-Yyy...O siódmej mamy być w jaskini, a po rozgrzewce do :"Ryku''.-Starałam się przekazać to jak najszybciej.
-Jaskini?-W duecie nasi goście zapytali.
-Dom naszych przyjaciół i...Tatiany.-Ściszyłam ton wypowiadając imię siostry.
-Kogo?-Nachylili się do mnie bliżej.
-Ta...-mruknęłam niesłyszalnie odwracając głowę.
-Kogo?-Jeszcze bliżej.
-Tatiany, jasne?-Już miałam dość.
-Okej. Czemu się tak denerwujesz?-Luke usiadł obok mnie.
-No, bo wiem, że była mała spina i, że ogólnie...-zaczęłam. Harold jak zawsze stał sobie z boku i tylko obserwował. Chłopak na wagę złota, naprawdę. Ten sarkazm.
-Ej, ej, ej. Spokojnie. Będzie dobrze, po za tym i tak w  końcu byśmy się na siebie natknęli. To moja siostra nie tylko twoja, też ją znam i wiem, że się pogodzimy. I to sprawa pomiędzy nami.-Objął mnie, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
-Tak, ale wiesz, że zawsze stałam pomiędzy wami kiedy mieliście małe wymiany zdań i dni ciszy. Kocham was tak samo i nigdy nie wiem komu przyznać rację. Może dlatego, że żadne z was nigdy jej nie ma.-Zakpiłam z nich.
-Miła jesteś.-Lekko mnie szturchnął.
-Dzięki. To na sto procent jest okej?-zapytałam ich obu.
-Tak.-wspólnie odrzekli.
-Hazz?-Zerknęłam na niego.
-Tak, tak.-Uśmiechnął się.
-No dobra, to ja uciekam się szykować.-Aż  podskoczyłam.
-Jest dopiero 16.00-stwierdził ciemnooki.
-Już?!-Zniknęłam z ich oczu w ułamku sekundy. Przygotowania zajęły mi dwie i pół godziny, ale warto było. Efekt końcowy mnie zadowalał. Zeszłam na dół ukazując się Harry'emu, Lukie'mu oraz Cal'owi.-Ale wyglądacie, moje przystojniaki.-Pocałowałam lekko ukochanego.
-Pięknie wyglądasz.-szepnął mi na ucho.
-Dziękuję.-Puściłam mu oczko.-Jedziemy?-zaproponowałam. Szczerze stresowałam się, czy słusznie?...





Hejka! Oto rozdział NUMER 50! :D Ale zleciało :) To już prawie pół roku WOW :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Przy okazji na moim drugim blogu mystery1directionff.blogspot.com NOWY #16 ROZDZIAŁ!!!

piątek, 13 marca 2015

Imagin Liam

To był zdecydowanie najgorszy dzień mojego życia. Właśnie dowiedziałem się, że moja dziewczyna zdradza mnie. Co gorsza z Brayan'em-moim BYŁYM najlepszym kumplem. Wyparowałem z walizkami z naszego mieszkania. Natychmiast skierowałem się do tego, które zamieszkiwałem zanim związałem się z tą zdradziecką kobietą. Głupi kochałem ją, dałem jej wszystko, a ona wykorzystała moje wielkie serducho. Byłem wściekły sam na siebie, nie na nią. Dlaczego na nią? Gdyż, to ja pozwoliłem sobie obdarzyć takim głęboki uczuciem tak zimnego człowieka, źle wybrałem. Opadłem na sofę i schowałem twarz w dłoniach. Podparłem głowę o rękę i zacząłem dumać. Nagle rozległ się dzwonek. Niechętnie podszedłem do drzwi.
-Cze...?!-Chciałem się wydrzeć, ale postura wysokiej, szczupłej dziewczyny mnie zmiękczyła.-O przepraszam, myślałem, że to...Właściwie nie wiem co myślałem.-Podrapałem się za głową. Uniosła wzrok. Utonąłem w jej cudownych oczach. Na oba jej ramiona opadały długie, proste włosy. Ubrana była zwyczajnie, jej twarz pozostała wolna od make-up'u, a i tak wyglądała niesamowicie.
-Spokojnie, nic się nie stało. Chciałam tylko oddać listy, które ktoś zostawił zaadresowane do pana w mojej skrzynce.-Podała mi kilka kopert, odebrałem je. Poczułem się jak skończony idiota, w sumie to nim byłem. Wstyd ogarnął całego mnie.
-O, dziękuję. Tak w ogóle, to Liam.-Uścisnęła moją dłoń.
-(T.I)-odpowiedziała.
-Jesteś tu nowa?-zapytałem.
-Yyy...Zależy. Mieszkam tu od miesiąca i nigdy cię tu nie widziałam, więc...-Zaśmiała się uroczo.
-Wiesz przeprowadziłem się do swojej byłej, już, dziewczyny i teraz wróciłem, nieważne z resztą. Może wejdziesz?-zaproponowałem. Nie mam pojęcia skąd nagle znalazła się we mnie taka pewność siebie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie miałem, po za tym właśnie tamtego dnia, kilka godzin wcześniej, zostałem singlem, więc to naprawdę dziwiło mnie.
-Nie przeszkadzam ci?-Wtedy w myślach miałem jej uśmiech.
-Nie, nic nie robiłem.-Przekroczyła próg i weszła w głąb mieszkania.
-Ładnie tu masz. Lubię takie klimaty. Gitary, fortepian, no no.-Z rękami w kieszeniach bluzy rozejrzała się kiwając twierdząco głową na znak podziwu .
-Dzięki. Interesujesz się muzyką?-Usiadła obok mnie na sofie.
-Trochę. Jestem tancerką i w dzieciństwie grałam trochę na saksofonie, więc nie jest źle. A ty?-Nie mogłem napatrzeć się na tą ślicznotkę. Uroda  (T.I) mnie zachwycała. W życiu nie widziałem takiej piękności.
-Śpiewam, gram, takie tam.-Machnąłem ręką.
-Kiedyś coś mi zaprezentujesz.-Puściła mi oczko.
-Oczywiście.-Nie potrafiłem nie odwzajemnić tego zniewalającego uśmiechu.
-Czym się zajmujesz?
-Pracuję w fabryce samolotów, jestem inżynierem.-odrzekłem.-A ty?-Jezu! Jakim ja jestem idiotą!
-Tancerką.-Powtórzyła.
-No tak.-Pogratulować, idioto!-skarciłem się w myślach.
-Wiem, że jestem teraz bezpośrednia, ale taki mam już sposób bycia, ale ile masz lat?-Na szczęście nie długo rechotała z mojego powodu.
-Na ile wyglądam?
-To raczej kobiecy tekst, wiesz?-Rozbawiła mnie.
-Dwadzieścia jeden.-odparłem.
-Staruch.-Zażartowała.
-Tak? A ty gówniaro to ile masz?-Może to dziwne, ale po jakichś dziesięciu minutach znajomości zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od bardzo dawna.
-Dwadzieścia.-Wystawiła mi język.
-Starucha.-Parsknąłem. I w tym momencie znów rozbrzmiał dzwonek.-Przepraszam.-Wstałem i otworzyłem drzwi.
-Hej Liam! Stary nic się nie przejmuj, już ekipa ratunkowa jest i...-Harry przerwał w połowie zdania wpraszając się z resztą (Lou, Niall, Zen) do środka, widząc (T.I)-O! Już masz...-Zasłoniłem mu usta zanim by przesadził.
-Cicho Styles.-warknąłem mu do ucha.
-Cześć.-Jak zwykle przed szereg wyskoczył Nialler. Dziewczyna uścisnęła dłoń każdego z nich przedstawiając się.
-...To może ja już pójdę. Mam jeszcze dużo do zrobienia, a wy chyba macie coś do obgadania. Nie będę przeszkadzać.-Zwróciła się do mnie kiedy oni zniknęli w salonie, a my pozostaliśmy w przedpokoju.
-Nie przeszkadzasz.-Wyparłem jej słowa.
-Przeszkadzam, przeszkadzam. Dobra, ja uciekam.-Minęła mnie.
-(T.I)?-Odwróciła się do mnie twarzą stojąc już w progu i trzymając klamkę.
-Tak?
-Powtórzymy to jeszcze? Poznamy się lepiej?-zapytałem nieśmiało. Wyszczerzyła te swoje białe perełki.-Chyba, że twój chłopak ma coś przeciwko.
-Ale oryginalnie, nie mam chłopaka.-Zaśmiała się.-Jasne, staruchu.-Mrugnęła do mnie, posłała uśmieszek i zniknęła, ale nie na długo...








Hejka! Oto takie coś z Liam'kiem, którego tak u mnie brakuje ;( Postaram się kolejne opowiadanie z nim :)) Mam nadzieję, że to tam u góry nie takie złe ;3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Hatin' Syndrome 2

Otworzyłam szafkę na samej górze, ale ostatnia półka ze szklankami i tak była dla mnie nieosiągalna. Wspinałam się na palce, ale nic z tego. Nagle za sobą poczułam tors i mignęła mi tylko przed twarzą dłoń trzymająca szkło,którego potrzebowałam. Zwinnie odwróciłam się. Musiałam lekko unieść podbródek by spotkać ślepia 'wybawcy'. 
-Dziękuję, ale nie musiałeś. Dałabym radę.-Odebrałam naczynie i minęłam Ha, Ha...Harry'ego (?). Złapałam za karton z sokiem i nalałam nieco.
-Chyba nie. Słoneczko jesteś trochę niska. Musiałem.-Myślałam, że mnie uszy mylą.
-Posłuchaj.-zaczęłam  powoli zbliżać się do niego.-Po pierwsze nie nazywaj mnie słoneczko. Po drugie mam całe 1.74 wzrostu. Po trzecie nie bądź taki pewien siebie, bo pożałujesz, cwaniaczku.-Przymrużyłam lekko powieki i zmierzyłam go wzrokiem. Już trafił na moją czarną listę...
***
-Jak sobie życzysz promyczku.-Warknęłam tylko na jego słowa i odwróciłam się. Wściekle opadłam na fotel jak najdalej od tego idioty. 
-Coś się stało?-zapytał Zayn.
-Nie.-mruknęłam zezłoszczona.-Wiecie co, nie mam humoru. Idę na górę.-Po kilku sekundach postanowiłam, że wycofałam się zanim ten dupek wrócił z kuchni.
-Okej, to do jutra.-Zdezorientowani wydukali wspólnie. Nie odezwałam się już. Oczywiście kiedy  opuszczałam pomieszczenie i już miałam skręcić w lewo do schodów, natknęłam się na zielonookiego. Wylał na moją ulubioną bokserkę czerwony sok. Cofnął się kilka kroków. Odchyliłam włosy z ramion i spojrzałam na koszulkę. Od razu wiedziałam,że muszę ją wyrzucić no i, że zrobił to specjalnie. Przypuszczam, że moje ślepia już płonęły. Jakby to powiedzieć? Hmm...Dobrze, prosto z mostu. Rzuciłam się na niego z łapami. Podniosłam jedną rękę i miałam zamiar go uderzyć, ale zatrzymał moją pięść.
-Słoneczko, odkupię ci bluzkę, wyluzuj.-Spokojnie powiedział. Szlak jasny mnie trafił. Wyrwałam kończynę z jego uścisku i uśmiechnęłam się cwanie, odwzajemnił to naiwniak. Wtem moje kolano się uniosło trafiając w jego czułe, męskie miejsce. Skulił się. Zbliżyłam swoje usta do ucha bruneta.
-Nigdy więcej nie próbuj takich chwytów. Bo inaczej, obiecuję, zrobi się niemiło.-Udałam się usatysfakcjonowana do swojego pokoju. Opadłam na łóżko i westchnęłam. Oczywiście mój brat musiał się wtrącić.
-Mała?-Wkroczył do środka i zajął pozycję siedzącą obok mnie.
-Hmm?-Nadal nabuzowana chrząknęłam.
-Co ty mu zrobiłaś? Zwija się z bólu chłopak. O co wam poszło?-Zdjęłam poduszkę ze swojej twarzy i zerknęłam na Zen'a.
-Kopnęłam. Dobrze mu tak. I nieważne.-Znów znalazła się na swoim miejscu.
-Ważne.
-Nie!
-Vivien!
-Zayn!
-Mów!
-Nie!-No i tak przez kolejne dziesięć minut.-...Denerwuje mnie jasne?!-krzyknęłam.
-Zrobił ci coś? Mam się tym zająć?-Wypuściłam powietrze z płuc i także usiadłam, ale po turecku.
-Tak, wkurzył mnie. Nie. Chcę sama wygrać tą wojnę. Nie mów nic Lou, bo nie będzie chciał narażać mnie na fochy, więc nie będzie go tu przyprowadzał, ale on musi spędzać z nim czas, więc też tu nie zajrzy. Skoro i tak on ma tu przebywać, chcę wygrać. Muszę wygrać.-Ale się nakręciłam. Dopiero, gdy to ze mnie wypłynęło zdałam sobie sprawę, że brzmię jak psychopatka.
-Siostra, dobrze się czujesz?-Ułożył dłoń na moim czole.
-Tak właściwie to nieco boli mnie głowa.-Nie kłamałam.
-Masz gorączkę.-oznajmił.
-Przestań. To nic. Tylko proszę nie mów nic Louis'owi i nie mieszaj się. Jestem już dużą dziewczynką.-Uśmiechnęłam się delikatnie. Przejechał palcami po moim policzku i musnął go ustami.
-Okej. Nie ma problemu, tylko nie przesadź. Nie chcę znów odbierać cię z aresztu.-Zakpił ze mnie.
-Nie zrobię tego co z Jeremy'm, obiecuję.-Puścił mi oczko i wyszedł. Teraz zostało mi się tylko zastanowić jak się bronić oraz jak atakować...



Hejka! Wiem, że jakaś masakra, przepraszam. Jestem po prostu chora i nie myślę trzeźwo.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 12 marca 2015

Be my wonder 6

-Prawie gotowe.-Oznajmił mi Bruce kiedy wyjmowałam szklankę na sok.-O ty już w piżamce?-Słodko wyszczerzył swoje białe ząbki. Ale zżerało mnie poczucie winy.
-Wiesz co, nie jestem jakoś głodna. Nie bądź zły, ale nie mam ochoty.-Nalałam sobie napoju i upiłam łyk z miną szczeniaczka.
-Nie jestem, jak coś to później odgrzejesz sobie.-Puścił mi oczko.
-Cudowny jesteś.-Wspięłam się na palce i musnęłam jego policzek. Odeszłam i rozłożyłam się w salonie przed telewizorem. Akurat leciał mój ulubiony horror, więc z przyjemnością wciągnęłam się w seans starając się nie zajmować myśli swoim życiem uczuciowym. Mimo, że setki razy widziałam ten film i tak troszkę się bałam. Nagle rozległo się potężne pukanie do drzwi co wywołało u mnie mini zawał serca. Otworzyłam. Nie spodziewałam się...
***
-Hej mała!-Uradowana, jak zwykle, Chloe mnie przytuliła.
-Cześć miśka.-Zmierzyła mnie wzrokiem.
-Wooow...Musimy pogadać. Co się dzieje? Komu mam przylać?-Zaśmiałam się i zamknęłam za nią drzwi.
-Nikomu.-Szurając nogami kroczyłam za nią do salonu.
-Jasne.-parsknęła.-Gadaj.-Opadła na sofę, ja naprzeciwko.
-Nie przy...
-O hej Chloe!-Nagle z kuchni wyłonił się Bruce.
-Cześć. Mogę porwać Chris na babski wieczór z nocowaniem dzisiaj?-zapytała.
-Wiesz, to nie mnie powinnaś się pytać. Przecież ja nikim nie rządzę. Jeżeli moja księżniczka chce wyjść proszę bardzo, jestem za.-Ucałował mój polik.
-No to super!-Ucieszyła się dziewczyna.
-Miłego wieczoru laski.-Zniknął.
-Dzięki.-rzuciła.
-Co ty robisz? Jutro idę do roboty i...
-Wyluzuj, weźmiesz wszystko ze sobą. Ciocia Chlo się wszystkim zajmie. Spokojnie.-Jak zwykle zachowywała się jakby wszystko grało i nie wadziło.
-Wiesz co niech będzie, mam dość jak na jeden dzień.-Ułożyłam dłoń na czole i wypuściłam powietrze z płuc.
-Serio coś jest nie tak. Dawaj torba, rzeczy, auto, GO.-wstała. Spakowałam to co było mi potrzebne i wsiadłam do swojego samochodu i pojechałam za przyjaciółką. Wysiadłyśmy z zaparkowanych aut i 'wspięłyśmy się' po schodach na dziesiąte piętro do jej apartamentu. Przygotowałyśmy sobie szaszłyki owocowe, galaretkę i wino, taki nasz mały rytuał. No i się zaczęło z komedią romantyczną w tle.-Mów.-Nakazała. Wiedziałam, że muszę to z siebie wyrzucić.
-...-opowiedziałam wszystko od początku. Trudno było stwierdzić jakie emocje wyraża jej twarz.
-Christina, nie wiem co ci powiedzieć. Z jednej strony serce nie sługa, ale z drugiej Bruce to...
-Ideał, tak wiem! Mam dosyć tego, że nie ma wad! Nie mam się o co przyczepić!-Aż się we mnie gotowało.
-Kochanie, ty na serio się zakochałaś. Jeszcze nigdy wcześniej nie chciałaś wyeliminować Brucer'a ze swojego życia. To poważne.-Wtem serce pękło mi na milion kawałków. Zaczęłam beczeć jak dziecko.Ułożyłam głowę na kolanach bff i płakałam.
-Mam straszne wyrzuty sumienia, to jeszcze są przyjaciele i nie mogę tego znieść. Z jednej strony obawiam się stracić to co mam z nim, bo w końcu to jest życie na poziomie. Jednak z drugiej tak strasznie ciągnie mnie do Niall'a. Widzę w nim to czego brakuje mi w narzeczonym. Takiej męskości, solidność, tęgości. Nie wiem  już sama co robić. Podświadomie wiem, że mogę popełnić najgorszy błąd, ale serce woła, że warto ryzykować wszystko co osiągnęłam. Boję się, gubię się...-dukałam. Wszystkie emocje wypływały ze mnie falami.
-Wiem skarbie, wiem.-Uspokajała mnie.-Ciii...Będzie dobrze. Pojedź na te Hawaje zbadaj, że tak powiem, teren i zdecyduj. Nie pozwalaj tylko chwili dawać górę. Zastanów się czy z Bru kiedykolwiek czułaś to coś i czy nie jest po prostu tak, że pojawił się ktoś inny, wyróżniający się z tłumu, i zwyczajnie wydaję ci się, że to ideał, którym masz zastąpić sobie obecnego partnera.-Nie musiałam, naprawdę nie musiałam myśleć nad tym, gdyż wiedziałam. Byłam pewna.
-Dziękuję.-Postanowiłam już się nie mazać i przytuliłam Chloe.
-Dobra, koniec smentów. Oglądamy horrory.-Zrobiła zabawną minę.
-Oookej.-Zaśmiałam się.
-Już się nie martw, be happy.-Pocałowała mnie w policzek i poszła zmienić płytę DVD.
-Mów jak tam pan słodki, przystojny, piłkarz?-Wzruszyłam śmiesznie brwiami.
-No właśnie...-Pogaduszki, jak to zawsze. Nie pamiętam kiedy zasnęłyśmy. Wiem, że obudziłam się 8.30. Kiedy spojrzałam na zegarek wręcz spadłam z kanapy. Szybko pobiegłam do łazienki. Prysznic, włosy. Jak najprędzej ubieranie się i sprint na dół. Droga zajęła mi dziesięć minut. Dotarłam dosłownie na styk. Wiedziałam, że ten wieczór to nie był najlepszy pomysł. Byłam wykończona. To jaki przypadł odwaliłam...Ah, szkoda mówić...







Hejka! Oto rozdział 6! Jak myślicie, co to za przypał? Jak to będzie pomiędzy Christi, a Niallem i Brucem?  Jaką decyzje podejmie? Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 49

Trudno jest opisać jak to jest kiedy wolisz nie budzić się ze snu, który przeżywasz. Tak po prostu nie. Czy to wszystko o czym w życiu marzyłam? Tak, dokładnie. Radość. Bliscy. Wtem nie brakowało mi niczego. Może jednej rzeczy.
Zdecydowanie mogę nazwać tamten wieczór jednym z najcudowniejszych mojego żywota, bez namysłu.
-Nikt wcześniej nie uczynił czegoś takiego dla mnie.-Wtuliłam się w jego tors.
-Nikt wcześniej nie rozświetlił mi świata tak jak ty.-Ujął moją twarz w dłonie i delikatnie musnął moje czoło.
-Kocham cię.-wyszeptałam.
-Kocham cię.-Powtórzył równie cicho.
-Na zawsze.
-Do końca.-Złączyliśmy nasze dłonie w nieśmiałym dotyku...
***
Obudziłam się sama w łóżku. Przetarłam oczy i wstałam. Założyłam bieliznę i białą koszulę Harold'a, która późną nocą trafiła na podłogę. Przeczesałam włosy szczotką jaką  miałam pod ręką i powoli skierowałam się na dół. Przystanęłam na ostatnim schodku. Na sekundę oniemiałam. Harry przygotował śniadanie i to moje ukochane.
-Aaa! Grzanki z cynamonem!-Jak mała dziewczyna podskoczyłam i oplotłam jego ciało nogami.
-Dzień dobry, księżniczko.-Pocałował mnie.
-Dziwnie się czuję kiedy tak mnie nazywasz.-Zachichotałam.
-Dlaczego?
-Nie wiem, ale wiem, że jestem głodna.-Zeskoczyłam z niego.-Jesteś najlepszym, najukochańszym chłopakiem na świecie.-Mocno cmoknęłam jego polik.
-Nie zapomnij dodać najprzystojniejszy.-Zaśmiałam się na jego słowa.
-Ale pyszności.-Już po jednej musiałam skończyć co nie było łatwe.-Dziękuję.-Znów obdarzyłam go buziakiem.
-Gdzie idziesz?-Wstał i podszedł do mnie.
-W takim tempie jak będziesz mnie zatrzymywał to chyba nigdzie.-Wpił się w moje usta zachłannie i namiętnie. Znów powróciliśmy do pozycji powitalnej, powiedzmy.-Niestety, ale jestem zmęczona po wczorajszym, więc nie będzie powtórki przez następne kilka...
-Godzin?-przerwał mi.
-Dni.-Zeskoczyłam z niego i dosłownie pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic i założyłam ubranie sportowe. Pomknęłam na dół do swojej mini siłowni i zaczęłam 'wyciskać'. Dołączył do mnie lokaty.
-Hej mała.-Chciał przerwać mi bieganie na bieżni.
-Przestań, bo się wywrócę.-Bawił mnie nawet próbą przytulenia się.
-Złapałbym cię, ale okej.-Od razu zajął się ciężarami. Ogólnie uwielbiałam ćwiczyć z nim. Kochałam robić brzuszki i za każdym wykonanym zdobywać całus. Wielbiłam także pompki jakie robił na moim ciałem i w rezultacie nasze usta łączyły się słodko. Nie myślałam nawet wtedy o bólu, przy nim po prostu nie istniał. Po trzygodzinnym treningu, tak nie żartuję, wyszliśmy i oboje odświeżyliśmy się. Ubrałam się i zeszłam otworzyć drzwi do, których ktoś się dobijał. Uchyliłam barierę drzewną i doznałam szoku.
-Luke! Calum!-Rzuciłam się bratu na szyję. Trzymając mnie nad ziemią zakręcił nami kilkukrotnie.-Co wy tu robicie?!-Naskoczyłam oplatając nogami jego ciało, a rękami kark na przyjaciela.
-Przyjechaliśmy do ciebie.-Z nutką rozbawienia odpowiedzieli.
-Co was tak śmieszy?-zapytałam odsuwając się nieco od torsu ciemnookiego by spojrzeć mu w oczy.
-Masz malinkę na szyi, musiało się dziać.-Rzeczywiście, różowe znamię ozdabiało moją skórę.
-Ha ha.-Stanęłam na ziemię.-Gdzie Ash oraz M?-Zmarszczyłam brwi i wprowadziłam ich do salonu.
-Oni przylecą późniejszym samolotem, bo dziewczyna Michael'a robiła problemy i akcje, więc musiał z nią zostać, a Ashton miał dotrzymać im...
-Zaraz, zaraz. Dziewczyna?-Szczerząc się przerwałam mu.-Mój zwariowany braciszek friend ma dziewczynę?-Chichotałam.
-No, czekaj pokażę ci.-odrzekł Cal. Po kilku sekundach na jego wyświetlaczu pojawiła się partnerka mojego Micha.
-Pasują do siebie.-Rozbawiłam samą siebie, TYLKO.-Coś nie tak?-Uspokoiłam się na widok ich krzywych min.
-Ona,to znaczy Rebecca jest...Okropna.-Wydusili.
-Czemu?-Oparłam się o sofę.
-Tylko przy nim zachowuje się jakoś normalnie, wiesz miła i słodka. Gdy tylko zniknie staje się opryskliwa i wredna, uważamy, że jest z nim dla kasy jego rodziców.-Aż zakuło mnie coś w sercu. Już miałam coś powiedzieć, gdy...
-O, już się przywitaliście.-Zaśmiał się Hazz wkraczając do pomieszczenia.
-Wiedziałeś?-Zbliżyłam się do niego.
-Tak.-Rechotał.
-Gdyby to nie byli oni, byłabym zła.-Lekko go pocałowałam.
-Ale nie jesteś.-Wtulił mnie w siebie.
-Ona też tu przyjedzie?-Zwróciłam się do gości.
-Niestety.-westchnął niebieskooki.
-Nie będę komentować, bo jej nie znam. Wiem tylko, że nie podaruję jeżeli go skrzywdzi.-Zapadła krótka chwila milczenia.
-No to opowiadaj modelko, jak to jest?-odezwał się Calum. Co miałam powiedzieć? Na pewno nie wyznałabym nic przy Harry'm. Co ja gadam?! W ogóle żadnemu nie opowiedziałabym tego jak jest naprawdę! Musiałam ładnie dobrać słowa tak, żeby nie okłamać ich aż tak bardzo...






Hejka! No to 49 rozdział! Wow! Ale szybko leci. Mam wrażenie, że dopiero pisałam 20, a tu już 50! No nic, mam nadzieję, że nie aż taka tragedia :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 11 marca 2015

One Direction, Proszę Państwa!

Ha. Ha...No dobra...Jest tak, ale zdarzyło się tylko One...RAZ!


Nasz spostrzegawczy poeta <3 XD


Szczerość to podstawa dobrego związku,czy jakoś tak XD


Hahaha...To samo w sobie nie jest zabawne, ale fakt, że Hazz serio opowiada takie żarty jest po prostu wyciskaczem śmiechu XD


:') Jej...Ile to już minęło, a ci milionerzy nadal noszą starocie po sobie :D XD To rozwala psychikę :D


Friends forever <3 Bardzo XD
Skąd ja to znam XD
Like a boss <3

BLIŹNIAKI! O.o
Zaraz...Co? Nie chyba już zmęczona jestem, sora XD 

Ja powiedziałabym Air Force :D He-he...Bang! 


To mnie rozbiło XD


Du-bi-du-bi-du-ba-du-bi-du-bi-du-ba! XD Proste i logiczne :)

Hahaha XD





Hejka! Kolejna dawka śmiesznego z serii ''Nic takiego, tylko One Direction, przewijaj dalej.'' XD Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Na mystery1directionff.blogspot.com NOWY ROZDZIAŁ! ZAPRASZAM! 

Hatin' Syndrome 1

Wiele historii zaczyna się dramatem, tyle samo radośnie lub wątkiem miłosnym. Moja właściwie się nie zaczyna, nie ma wyrazu, jest nijaka. Zwyczajne życie nastolatki, co tu dużo mówić. Codzienne problemy, szkoła itd. Czy byłam buntowniczką? Zależy co mamy tu na myśli. Owszem, zawsze miałam swoje zdanie. Nigdy  nie podążałam za grupą. Kiedy coś mi się nie podobało, sprzeciwiałam się temu. Gdy miałam na coś ochotę, robiłam to. Nie należałam do większych zbiorowości, to same kłamstwa, spiski i fałszywe osoby. Za to miałam najlepszych przyjaciół-Louis'a oraz starszego brata Zayn'a. Chodziłam z nimi do tej samej klasy, taki chociaż plus, nie musiałam znosić samotnie lekcji. Okej, okej, pewnie zastanawiacie się jak to jest, że ze starszym bratem jestem w tym samym roczniku. Otóż on urodził się w styczniu, ja w grudniu. Od razu oznajmiam, iż jeżeli chodzi o wygląd nie byliśmy podobni. Czemu? Yhh...Nie lubię tego tematu. On 'powstał' w efekcie miłości, ja nie do końca. Moją, naszą mamę zgwałcono i zaszła ze mną w ciążę. Nie usunęła mnie, bo nie miała sumienia. Na szczęście tata został z nią, to znaczy tata Zen'a, wiedząc o wszystkim. Cała ich trójka Mulaci. A ja? Niebieskooka blondynka, dopasowanie rodzinne, co nie.
Dzień mijał szybko. Po zajęciach samotnie wróciłam do domu, gdyż chłopcy mieli jeszcze trening czy dodatkowe nauczanie, nie pamiętam dokładnie. Na lodówce wisiała karteczka:


''Nie zdążyłam zrobić obiadu. Przepraszam skarby. Vivien, Zayn błagam nie spalcie domu. 
xoxo Mama"


Zaśmiałam się pod nosem i zajrzałam do chłodziarki, nic, jak zwykle, pustka. Zamówiłam pizzę, wiem lenistwo. Odebrałam 'posiłek'. Czekałam na brata w swoim pokoju. Nareszcie książę znalazł się (wywnioskowałam po dźwięku zamykanych drzwi).
-Gdzieś ty się tyle szwendał?-warknęłam stając na ostatnim, na dole, stopniu. 
-Załatwiałem coś jeszcze.-Złapał mnie za biodra i postawił na ziemi.
-Yh. Dobra. Chodź. Głodny?-Ruszyliśmy do kuchnio-jadalni.
-No, co jest?-zapytał.
-Mama nie dała dzisiaj czasowo rady, więc zamówiłam pizzę.-odrzekłam na co się zaśmiał.-Odwal się.-Szturchnęłam go i wyjęłam karton z lodówki. 'Danie' powędrowało do mikrofali, następnie na nasze talerze.-Za ile przybędzie królewicz Lou?-odezwałam się przy oglądaniu meczu piłki nożnej.
-Zaraz powinien być. Dzisiaj wpada z jakimś kuzynem z Holmes Chapel. Ponoć wprowadza się do niego.-Szczerze jakoś mało się przejęłam jego słowami.
-Jej!-udałam entuzjazm. Wtem do domu wkroczył ojciec.
-Hej dzieci!-Nawet nie zobaczyliśmy go, gdyż natychmiast znalazł się w sypialni buszując w rzeczach.
-Cześć tato.-Na raz przywitaliśmy go. 
-Słuchajcie! Zaraz ja, mama i młody mamy samolot do Paryża do ciotki Gabi, macie wolną chatę na tydzień. Kasa w szufladzie, papiery obok, numer na lodówce, klucze na wieszaku. Wypadło, znów.Kochamy was,pa!-I tyle go widzieliśmy. Często zdarzało się im nagle wylatywać z kraju. Ciocia to siostra matki, chora na schizocośtam. Zaczęli już nawet wozić ze sobą walizki w aucie, więc przyzwyczajeni byliśmy do tego, że nagle tak o sobie znikają i pojawiają się. Norma, jednym słowem. Wiem, dziwne i dość niespotykane, do tego głupie. My na szczęście nie musieliśmy, wiecie szkoła i te sprawy. 
-No, pa.-chrząknęliśmy. Minęło może pięć minut, a wpadł Louis. Akurat byłam w kuchni otwierając chipsy i nasypując je do miski. Zwyczajnie poznałam po głosie, że to on. Wzięłam miskę i pokierowałam się do salonu. 
-Hej Viv.-Od razu skoczył na mnie niebieskooki, zanim zdążyłam spostrzec cokolwiek innego poza jego posturą.
-Cześć.-Gdy mnie puścił moim oczom ukazał się wysoki lokacz z rubinowymi ślepiami.
-Hej, Harry jestem.-Uścisnęłam jego dłoń.
-Ta, Vivien.-Usiadłam na sofie na kolanach Zazy i odstawiłam naczynie. Miałam durne wrażenie, że ten nowy na mnie patrzy. Spokojnie, w naszym wykonaniu, oglądaliśmy mecz. Ten brunet nawet mi nie przeszkadzał, więc było okej.-Idę się napić.-oznajmiłam i wyszłam do kuchni. Otworzyłam szafkę na samej górze, ale ostatnia półka ze szklankami i tak była dla mnie nieosiągalna. Wspinałam się na palce, ale nic z tego. Nagle za sobą poczułam tors i mignęła mi tylko przed twarzą dłoń trzymająca szkło,którego potrzebowałam. Zwinnie odwróciłam się. Musiałam lekko unieść podbródek by spotkać ślepia 'wybawcy'. 
-Dziękuję, ale nie musiałeś. Dałabym radę.-Odebrałam naczynie i minęłam Ha, Ha...Harry'ego (?). Złapałam za karton z sokiem i nalałam nieco.
-Chyba nie. Słoneczko jesteś trochę niska. Musiałem.-Myślałam, że mnie uszy mylą.
-Posłuchaj.-zaczęłam  powoli zbliżać się do niego.-Po pierwsze nie nazywaj mnie słoneczko. Po drugie mam całe 1.74 wzrostu. Po trzecie nie bądź taki pewien siebie, bo pożałujesz, cwaniaczku.-Przymrużyłam lekko powieki i zmierzyłam go wzrokiem. Już trafił na moją czarną listę...


Vivien (18 lat) 





Hejka! Oto moje nowe opowiadanie-''Hatin' Syndrome''. Mam nadzieję, że się spodoba :) Piszcie jakie pierwsze wrażenia. Jak tam z nimi dalej będzie? Czekam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Be my wonder 5

Myślałam, że to byli najlepsi przyjaciele. Nie wnikałam, Brucie często wyolbrzymiał i koloryzował.-Mówił ci już, że jutro razem wychodzimy?-odezwał się po chwili.
-Jakim wyjściu?-Uniosłam brew do góry.
-A, czyli nie.-Zaśmiał się, a ja z nim. Nie potrafiłam nie zrobić tego, był taki uro...Stop!
-No nie.-Lekko się zarumieniłam, nie wiedzieć czemu. Szybko spuściłam głowę chowając się we włosach.
-Co robisz?-Nadal chichocząc dłonią odsłonił mój polik zza blond fal.
-Nic.-nadal wlepiałam wzrok w ziemię.
-Christina.-Rechotając wstał i zmusił mnie do kontaktu wzrokowego. Utonęłam...
***
-Ja, już muszę...-Zaczęłam plątać się we własnych słowach i myślach. Poprawiając włosy nerwowo podniosłam się i złapałam za torebkę oraz płaszcz.-Do jutra w pracy.-Wyszłam jak najszybciej. Nie odwracałam się. Musiałam zaczerpnąć powietrza. Pomykając nogami dotarłam do samochodu i po pięciu minutach, gdyż strasznie trzęsły mi się dłonie, udało mi się włożyć kluczyk do stacyjki i odpalić maszynę. Wreszcie zrzuciłam z siebie okrycie i opadałam na sofę w domu. Głowa pękała mi. Miałam mętlik. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Dawno się tak nie czułam. Przy Bruce'sie tak nie było. On stał się już rutyną trwającą od liceum. W sumie to przyzwyczaiłam się bardziej do tego, że jest obok niż że tego potrzebowałam. Dawno uleciały mi motyle z brzucha, właściwie to chyba nigdy ich nie było. Aż do wtedy. Starałam się wyprzeć tą myśl. Ale jak? Jak to zrobić kiedy ta osoba po prostu miesza ci samym sobą? Wystarczy ten głos, uśmiech, tak niewiele sprawia ci tyle radości. Przemyślenia przerwał mój narzeczony.
-Hej skarbie.-Choć miałam zamknięte oczy, wiedziałam, iż zrzuca z siebie kurtkę i buty w przedpokoju. Podszedł i musnął mój polik.
-Hej.-mruknęłam.
-Ej, co znowu?-Zatroskany zapytał. Usiadł na skraju kanapy, ułożył moje nogi na swoich udach i zaczął mój ulubiony masaż stóp.
-Nic, zastanawiam się nad takim jednym zleceniem.-Po części to nawet szczerze się wyraziłam.
-Jakim?-Piękne jest to, że chociaż tyle razy wracałam już z roboty tak zmarnowana, a on za każdym razem dociekał o co chodzi z takim samym zapałem i uczuciem. To WCALE nie ułatwiało mi życia w tamtej chwili, jak się domyślacie.
-Mam lecieć na Hawaje na trzy tygodnie, ale nie jestem pewna czy to dobry pomysł. No bo wiesz...-Szybko, szybko jakaś dobra ściema. Czemu to nie spoko idea?!-krzyczałam sobie w myślach. No przecież nie powiedziałabym czegoś w stylu ''...Chyba pożądam twojego przyjaciela z gimnazjum i załam sobie sprawę, że nigdy cię nie kochałam i boję się, że coś może się stać pomiędzy nim a mną, gdyż jedziemy tam we dwójkę.''-...Przygotowania do ślubu i...
-Miśka, przestań.-przerwał mi. O nie! Tylko nie to, kaplica!-pomyślałam.-Terminu jeszcze nie wyznaczyliśmy, więc nie trzeba się śpieszyć. Jeszcze nigdy tam nie byłaś i przyda ci się troszkę odpoczynku od tej szarej rzeczywistości. Jeżeli chodzi o mnie masz moje błogosławieństwo, a nawet nakaz. Masz pobrać trochę z tej wyczerpującej pracy, a nie tylko przesiadywać w tym biurze.-Boże! Jaki on był kochany! Nie mogłam znieść jaką jestem bezduszną osobą, że nie potrafię tego docenić i okazywać mu tego samego uczucia. Co poradzić, że moim sercem nie władał właśnie on. Poważnie takiego jak Bruce to ze świecą szukać, ale jak już się coś ma, nie szanuje się tego w odpowiedni sposób.
-Pewien jesteś?-Nawet nie pomyślałam. Chyba rozum już nie kierował mną. Mój przegrzany mózg, najprawdopodobniej, wyłączył się na rzecz tego tam niżej co ma mi niby pomagać okazywać emocje.
-Tak, na serio.-Nagle moje ciało odebrało sygnał, iż wisi nade mną z rękami po obu jego stronach. Zdjęłam skrzyżowane ręce z oczu i spojrzałam na niego po raz pierwszy.
-Dziękuję.-Jak mówię, trzeźwe myślenie umknęło mi. Lekko pocałował mnie. Rujnował mnie fakt, iż ja już kompletnie oziębłam w stosunku do niego. Nie działał na mnie. Wręcz miałam ochotę go odepchnąć. Dziwię się, że jeszcze nie załamałam się.
-Kocham cię, słoneczko. Już. Chodź idziemy zjeść.-Ujął moją dłoń wstając.
-Ymm...Ja tak jakby nie...
-''...Zrobiłam obiadu''.-Wyręczył mnie.
-Tak.-Cicho zaśmiałam się. Mimo wszystko i tak gdzieś tam w środku był dla mnie jak...Najlepszy przyjaciel? Brat?
-Nie ma sprawy, ja coś zrobię.-Posłał mi szczery uśmiech. Czym ja do cholery mać jasnej pieprzonej zasłużyłam sobie na taki ideał, którego NIE WIEM jak doceniać?!-Karciłam samą siebie.
-Powodzenia.-Rozbawiłam go. Zwlekłam się z sofy i szurając nogami poszłam do łazienki. Przygotowałam ciepłą kąpiel z bąbelkami i wskoczyłam do wanny. Woda choć na moment rozluźniła moje mięśnie i mały relaks pozwolił ulecieć na sekundę wszystkim troską, których z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej.
Włosy owinęłam ręcznikiem i po dokładnym wysuszeniu ciała ubrałam piżamę. Może jeszcze nie szykowałam się do snu, ale i tak nie miałam zamiaru już nigdzie wychodzić i w ogóle. Pojawiłam się w kuchni.
-Prawie gotowe.-Oznajmił mi Bruce kiedy wyjmowałam szklankę na sok.-O ty już w piżamce?-Słodko wyszczerzył swoje białe ząbki. Ale zżerało mnie poczucie winy.
-Wiesz co, nie jestem jakoś głodna. Nie bądź zły, ale nie mam ochoty.-Nalałam sobie napoju i upiłam łyk z miną szczeniaczka.
-Nie jestem, jak coś to później odgrzejesz sobie.-Puścił mi oczko.
-Cudowny jesteś.-Wspięłam się na palce i musnęłam jego policzek. Odeszłam i rozłożyłam się w salonie przed telewizorem. Akurat leciał mój ulubiony horror, więc z przyjemnością wciągnęłam się w seans starając się nie zajmować myśli swoim życiem uczuciowym. Mimo, że setki razy widziałam ten film i tak troszkę się bałam. Nagle rozległo się potężne pukanie do drzwi co wywołało u mnie mini zawał serca. Otworzyłam. Nie spodziewałam się...




Hejka! Wiem, że nudy, ale pamiętajcie-cisza przed burzą ;) Szczerze, myślę, że w porównaniu do tego co ostatnio tu wstawiam jest niezłe. Oceńcie sami.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


wtorek, 10 marca 2015

Imagin Nialler zamówienie :)

-Puść mnie, idioto! Nigdzie nie idę!-Wyrywałam się Liam'owi, mojemu bratu, który próbował wyciągnąć mnie z łóżka.
-Przestań! Zayn to nie jest Bóg! To, że nie zaprosił cię na bal nie jest równoznaczne z końcem twojego życia. Cały weekend leżałaś w łóżku, koniec!-Udało mu się ściągnąć mnie na ziemię, dosłownie.
-Ała!-Mruknęłam.
-Dawaj, dawaj. Co nie lubisz poniedziałku?-Zaśmiał się.-Masz godzinę, jeżeli w ciągu niej nie zobaczę cię na dole gotowej do szkoły, obiecuję, że przyniosę wiadro.-I trzask.
-Yhh...-Oparłam głowę o ręce spoczywające na miękkim dywanie. Niechętnie zwlekłam się i z ''poranną miną'', szurając nogami, poszłam do łazienki.-Yy...-Z obrzydzeniem cofnęłam się od lustra. Wyglądałam jak potwór. Rozwalony kok na czubku głowy, wory pod oczami, poszarpana piżama, ślady lodów czekoladowych w kącikach ust. Co poradzić, że tak załamałam się tym, iż sam Zayn Malik miał zabrać na imprezę szkolną Hannę, nie mnie. Przystojny, wysportowany, mądry, ideał. Ta. Nie dla mnie, oczywiście. Z resztą kto by mnie chciał. Westchnęłam i wzięłam się za siebie. Prysznic, suszenie, no i czas na dressing. Ubrania, włosy, make-up i gotowe. Doprowadziłam się do takiego stanu, żeby nie bać się zbliżyć do odbicia. Luknęłam na zegarek, akurat 60 minut. Zjawiłam się obok brata na korytarzu. Uśmiechnął się szeroko widząc mnie. Krzywo zmierzyłam go wzrokiem i zatrzymałam naprzeciw. Objął mnie i wyprowadził z domu. Wepchnął mnie akurat na Niall'a, który jak zawsze pewnie miał zamiar wejść. Dosłownie nasze ciała się stykały. Spojrzałam lekko w górę i spotkałam jego niebieskie oczęta.
-Takie powitania to ja mogę mieć codziennie.-Lekko się od siebie odsunęliśmy.
-Czesia Nialler.-Stanęłam na palcach i wtuliłam się w niego. Przyjaźnił się z Li, więc ze mną także.
-Siema stary.-Przybili sobie piątkę i ruszyliśmy. Całą drogę rozmawiali, ale nie słuchałam. Zastanawiałam się tylko nad tym jak zniosę widok tej chudej Han i obiektu moich westchnień.
-Hej, mała. Wszystko okej?-Kiedy już znaleźliśmy się w budynku niebieskooki owinął ręką moją talię.
-Tak, nie wiem tylko czy nie zacznę ryczeć na widok Zen'a z moją, rzekomą, przyjaciółką, która doskonale wiedziała o tym, że chciałam iść na bal z nim.-Przez zaciśnięte zęby wyrecytowałam.
-Ej. Przestań już. Zastanów się czy na prawdę tak bardzo go lubisz. Przecież nawet go nie znasz.-Tekst blondyna rzeczywiście dał mi do myślenia. Zmarszczyłam brwi.-Dobra kruszynko, lecę. Pa.-Pocałował mnie w czoło i pobiegł do klasy. Ej, ej, ej...Doszło do mnie, że tak serio to w życiu nie zależało mi na tym Mulacie. Horan jak zawsze poprawił mi humor. Kochany chłopak, znałam go od dziecka. W życiu nie dałby mnie skrzywdzić. Ufałam mu w stu procentach i kochałam go całym serduszkiem...Zaraz, zaraz. Co?
-Lekcja!-Zawołał mnie nauczyciel matematyki przechodzący obok. Ocknęłam się z przemyśleń.
-Tak, tak.-Pospiesznie podskoczyłam do klasy. Rozprawiałam tylko o...Właściwie to o swoim życiu, nie obchodziła mnie matma. Czas minął mi całkiem szybko. Po sześciu godzinach zastała mnie wolność, zamiast chłopców, którzy nie przyszli do mnie nawet na sekundę. W sumie, to nawet dobrze. Pozwoliło mi to coś zrozumieć, dało mi chwilę na zastanowienie się. Właśnie opuszczałam teren szkoły, kiedy usłyszałam za sobą krzyki.
-Młoda!-Znane mi głosy podążały za mną. Odwróciłam się i ujrzałam brata i Irlandczyka biegnących w moim kierunku.
-Co tam?-Posłałam im, może nie szczery, uśmiech.
-Chciałaś pójść bez nas?-Odezwał się ciemnooki.
-Przecież kończycie za dwie godziny. Po za tym chciałam zabrać się z Clarie, bo strasznie bolą mnie nogi.-Zaśmiałam się.
-Nie, kończymy już teraz.-Rozbawili mnie.
-Jak chcesz mogę cię zanieść maleńka.-Niall zdjął plecak i podał Liam'owi. Odebrał go, a ja wskoczyłam na plecy Nialler'a.-Już lepiej?-zapytał ukradkiem, kiedy bracki gadał przez telefon.
-Tak. Dzięki. Szkoda tylko, że będę tam sama.-westchnęłam.
-Też nie mam pary.-Czułam jak się uśmiecha.
-To miała być propozycja?-Twarz cieszyła mi się jak nigdy.
-A poszłabyś na to?
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
-A więc ty tego nie rób.-Chichotałam na jego słowa.
-Poszłabym.-odpowiedziałam dumnie.
-No to już nie będziesz sama.-Samoistnie uniosłam kąciki ust.-Jesteśmy.-Postawił mnie. Wciąż rozmawiający Li otworzył nam drzwi i rozsiedliśmy się w kuchni.
-Mam mega ochotę na chińskie, co wy na to?-zaproponowałam już wystukując numer na klawiaturze telefonu.
-Jasne.-zgodził się blondi.
*Wieczór balu, 18.45
Byłam już gotowa. Chociaż sukienki to nie do końca ja, to tamta akurat przypadła mi do gustu. Poprawiłam jeszcze włosy i zeszłam na dół. Czekał tam na mnie brat z Soph oraz Niall. Wszystkie trzy pary oczu skierowały się na mnie. Najpierw 'spotkałam' dziewczynę.
-Ślicznie wyglądasz.-złapała mnie za ręce i musnęła polik.
-Nie, no co ty. To ty wyglądasz prze bosko!-Nie kłamałam. Później podszedł do mnie Lili, tak jak go pieszczotliwie nazywam.
-Ślicznie mała, ale obserwuję cię.-Puścił mi oczko.
-Ja ciebie też przystojniaku.-Poprawiłam mu kołnierz i strzepnęłam jakiś paproch z ramienia. Kolejny był Horan.
-Hej.-przywitałam się co moment spuszczając głowę i podnosząc ją.
-Wyglądasz niesamowicie.-Posłał mi najcudowniejszy spośród uśmiechów.
-Ty też.-Wtuliłam się w niego.
-Zatańczysz?-zapytał już na balu. Dałam porwać się chłopakowi. W jego ramionach poczułam się inaczej niż dotychczas. Serce zabiło mi mocniej. Kompletnie inne emocje targały mną przy nim, w porównaniu do tego co wcześniej. Wyszliśmy na taras za jego sprawą. Pełnia księżyca doskonale oświetlała mi jego przejętą minę.
-O co chodzi?-Zbliżył się do mnie.
-Chciałem powiedzieć ci to już od dawna. Bałem się, ciebie interesował Malik, tyle rzeczy uniemożliwiało mi wyznanie prawdy. Ale dzisiaj wiem, że jestem gotowy. Kocham cię i pragnę, abyś została kimś więcej niż moją najlepszą przyjaciółką.-Zaskoczył mnie. Gdyby tylko wiedział, że w tamten poniedziałek pomógł sobie sam. Gdyby nie jego słowa nie zrozumiałabym co do niego czuję. Uśmiechnęłam się pod nosem wyładowując nieco napięcie.
-Nie gadaj już tyle, tylko mnie pocałuj.-Przez chwilę stał bezruchu, chyba nie docierały do niego moje słowa. Jednakże po chwili zmniejszyła się odległość pomiędzy nami. Jego malinowe usta złączyły się z moimi w delikatnym pocałunku, który z każdą chwilą nabierał na namiętności. Było wspaniale. Byłam pewna. Jego, tego, że chcę spędzić z Niall'em resztę życia i nie mam zamiaru odpuszczać...





Hejka! Oto dzisiejsze zamówienie Ewci, wybacz jeżeli nie podołałam. Starałam się jak mogłam. Mam nadzieje, że nie bardzo cię zawiodłam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Little Sweet Angel 48

Kiedy się odwróciłam przed moją twarzą stał Styles z bukietem białych róż, moich ulubionych. Uśmiechał się od ucha do ucha, co odwzajemniłam. Nie spodziewałam się czegoś takiego, ale w tamtym momencie zrozumiałam wszystko. Byłam trochę zła, że tak mnie wkręcił, ale jaka dziewczyna nie marzy o tak niesamowitym geście ze strony ukochanego. Jedyną rzeczą jaka pozostawała mi tajemnicza, to jaki cel obierało to wszystko...
***
-Harry, co tu się dzieje?-Unosząc kąciki ust wydukałam. Trwałam w wielkim zachwycie. Nie umiałam się ruszyć.
-Zapraszam.-Wziął mnie pod rękę i zaprowadził do stolika. Zajęłam miejsce i nadal z szerokim uśmiechem się w niego wpatrywałam.
-Hazz!-Śmiejąc się warknęłam.
-Słucham księżniczko.-Udawał, że nie wie o co mi chodzi.
-Powiedz z jakiej to wszystko okazji.-Starałam się być cierpliwa, ale ciekawość mnie zżerała. No proszę kogo by nie?
-Tyle się ostatnio dzieje, tyle masz na głowie. Chciałem wynagrodzić ci to wszystko i choć raz zrobić coś tylko dla ciebie, ty tyle dla mnie robisz.-Ścisnął lekko moją dłoń. Rozpłynęłam się. Pomyśl, że tak przystojny chłopak kieruje takie słowa do ciebie. Czułam rumieńce na mojej twarzy.
-Misiek, nie to, że coś, ale ja ostatnio nawet kolacji nie robię.-Wydusiłam po chwili lekko rozbawiona.
-Nie o to mi chodzi, robisz o wiele więcej.-Zaśmiał się delikatnie.-Twój uśmiech poprawia mi najsmutniejszy dzień, oczy rozświetlają ciemność nocy, dotyk koi rany, a obecność wypełnia całą duszę. Nie pragnę niczego więcej jak twojej obecności. Jesteś moim całym światem.-Łzy zebrały się w moich oczach ze wzruszenia. W życiu nie słyszałam czegoś tak pięknego.
-Ja...-Moje poliki zaczęły robić się wilgotne.
-Skarbie, nie płacz.
-Trudno nie płakać ze szczęścia mając kogoś tak niesamowitego przy sobie. Po prostu nie mogę uwierzyć, że Bóg zesłał mi kogoś takiego, wiesz? Dziękuję.-Szczęśliwa starałam się uspokoić.
-Mogę prosić?-Po chwili wstał i wyciągnął do mnie rękę, którą bez namysłu ujęłam. Nagle rozbrzmiała muzyka. Piękna muzyka. Oplotłam palce wokół jego karku, jego dłonie spoczęły na mojej wąziutkiej tali. Ułożyłam głowę na  ramieniu ukochanego i pozwoliłam Harold'owi kołysać nam lekko. Moje serce biło w przyśpieszonym tempie. Czułam się jak najpiękniejsza na świecie, wyjątkowa, choć przez minutę. W jego ramionach świat nie istniał. Był tylko on i ja. Przy przeciwko wszystkiemu co dookoła. Przymknęłam powieki i zaczęłam przeglądać pamięć. Ujrzałam wszystkie chwile spędzone u jego boku. Te piękne i te gorsze. W tak niewielkim odstępie czasowym tak wiele miało miejsce. Nie do pomyślenia. Pragnęłam już nigdy nie wychodzić ze szklanej kuli, w jakiej miałam wrażenie tańczymy. Powolna melodia niosła mnie nad chmury i jeszcze wyżej. Szczęście, miłość, to co przepełniało mnie w stu procentach. Trudno jest opisać jak to jest kiedy wolisz nie budzić się ze snu, który przeżywasz. Tak po prostu nie. Czy to wszystko o czym w życiu marzyłam? Tak, dokładnie. Radość. Bliscy. Wtem nie brakowało mi niczego. Może jednej rzeczy.
Zdecydowanie mogę nazwać tamten wieczór jednym z najcudowniejszych mojego żywota, bez namysłu.
-Nikt wcześniej nie uczynił czegoś takiego dla mnie.-Wtuliłam się w jego tors.
-Nikt wcześniej nie rozświetlił mi świata tak jak ty.-Ujął moją twarz w dłonie i delikatnie musnął moje czoło.
-Kocham cię.-wyszeptałam.
-Kocham cię.-Powtórzył równie cicho.
-Na zawsze.
-Do końca.-Złączyliśmy nasze dłonie w nieśmiałym dotyku...






Hejka! Spodziewaliście się po naszym Harry'm czegoś takiego? Piszcie ;) Jak się podoba, mam nadzieję, że nie taka tragedia.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 9 marca 2015

I cant find this feeling 16 the end

Wróciłam do domu i szybko się przygotowałam. Byłam bardzo ciekawa dalszego rozwoju sytuacji. Trochę martwiła mnie nieobecność Alby, ale nie o tym dane mi było myśleć. Jeszcze nie nie do końca oswoiłam się z myślą posiadania kogoś bliskiego u swojego boku. Potrzebowałam czasu na przyzwyczajeniu się do tego. Zastanawiałam się co takiego było taką wielką tajemnica. Podejrzewałam jakiś wypad do kina czy coś, ale to co zrobił przeszło moje najśmielsze oczekiwania...
***
Najlepiej będzie jeżeli opowiem to wszystko od początku. Otworzyłam drzwi.
-Hej.-Uśmiechnęłam się szeroko.
-Hej, księżniczko.-Musnął mój polik. Zakluczyłam mieszkanie.Ruszyliśmy za rękę. Blask księżyca oświetlał nam drogę. Ściągnęliśmy buty i przemierzaliśmy plażę. Dotarliśmy w okolicę niewielkiego lasku. 
-Zayn, to jest śliczne.-Rzuciłam się mu na szyję na widok ogniska. Był tam koszyk z jedzeniem i piciem, gitara, koc. Naprawdę ideał. 
-Podoba ci się?-Niepewnie zapytał.
-Czy mi się podoba? To jest wspaniałe, jeszcze nigdy nikt nie zrobił dla mnie czegoś tak słodkiego.-Nie puszczałam go. 
-Cieszę się. Strasznie się stresowałem.-Usiedliśmy na przygotowanym siedzisku. 
-Widzisz ten szeroki uśmiech?-Wskazałam na usta, które szczerzyły mi się jak nigdy.
-Widzę.-Zaśmiał się.
-To oznacza, że niepotrzebnie.-Wtuliłam się w jego ramie.
-Chyba masz rację.-Włożył mi do buzi malinę.
-Dziękuję.-Otarłam wargi z białej czekolady, która otaczała owoc odchylając się nieco od chłopaka.
-Poczekaj masz tu jeszcze trochę.-Zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie musnął moje usta. Uniosłam się ponad chmury. Ujęłam twarz Mulata w dłonie i coraz namiętniej wpajałam się w pocałunek. Czułam coś co jeszcze wcześniej nie zostało mi dane. Nareszcie odczułam to czego przez tak długi czas szukałam. Miłość, takie piękne słowo, doskonale opisujące to co się wtedy czuje. W końcu zasmakowałam tego daru. 
-Kocham cię.-wyszeptałam.
-Kocham cię.-powtórzył równie cicho. Kto by pomyślał, że taka 'bezduszna, zamknięta w sobie' ja znajdzie kogoś tak niesamowitego i zakocha się bez pamięci? Ja nie. Lecz to nie rozum włada uczuciem, na szczęście. Jestem pewna, że uczuć nie będę stawiać  na logikę, tak jak robiłam to kiedyś. Zrozumiałam, że życie to nie tylko przemyślenia. To nie prowadzi do niczego. Nie polecam. Teraz nauczyłam się...On nauczył mnie kochać i tym chcę żyć-Sercem, to jest teraz dla mnie najważniejsze, kochać...




Hejka! Oto koniec naszego opowiadania :) Mam nadzieję, że się spodoba :D Postaram się jak najszybciej wstawić nowe opowiadanie, które wybrałam spośród swoich ''dzieł'' samodzielnie, obyście byli zadowoleni z mojego wyboru ;) Jakie wrażenia po zakończeniu Icftf? Piszcie ;3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

P.S. Na mystery1directionff.blogspot.com  NOWY ROZDZIAŁ! :D

niedziela, 8 marca 2015

Prawdziwe

Witam!
Natknęłam się na pewien filmik na YT i chciałabym się z wami nim podzielić, gdyż jest nieziemski. Dziewczyna, która go zrobiła jest niesamowita. Opisuje dokładnie co czujemy w każdym jej dziele, jednakże to szczególnie na mnie zadziałało i mam nadzieję, że na was także. Poruszyło mnie to. Płaczę, długo płakałam. Wiecie, prawda boli. Polecam wszystkie filmiki autorki, lecz podaję ten link gdyż akurat ten złapał mnie najbardziej za serce. Oto link ---> https://www.youtube.com/watch?v=uzGVfZRq-6k
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
P.S. Piszcie opinie Kochani <3

Imagin Louis zamówienie

-Dziękuję pani bardzo.-Mój klient ściskał moją dłoń uradowany.
-Nie ma za co. Również dziękuję i do widzenia.-Odeszłam stamtąd. Wróciłam do kancelarii, w której pracowałam.-Witaj Melanie!-przywitałam wysoką rudą sekretarkę.
-Cześć.-wyszeptała.
-Co jest?-zapytałam nachylając się nad jej biurkiem.
-Szef właśnie podpisuje tą umowę, wiesz, że przekazuje firmę synowi.-odparła cicho.
-A, no tak zapomniałam.-Lekko uderzyłam się w czoło.
-Siadaj, zaraz przyniosę kawę.-Puściłam jej oczko i zajęłam swoje miejsce. Natychmiast zaczęłam szperać w papierach mojego następnego klienta. Po kilku minutach Mel postawiła na moim blacie Late, które tak uwielbiałam.
-Dziękuję.-Upiłam łyk patrząc na dziewczynę.
-Spoko.-Posłała mi szczery uśmiech i zajęła się swoimi obowiązkami. Właśnie pisałam e-maila do znajomego adwokata z pewną prośbą, gdy z gabinetu szefa wyłonił się on sam z wysokim brunetem o niebieskich oczach.
-Dzień dobry, proszę pana.-Jednocześnie z rudą odezwałyśmy się.
-Witajcie. To mój pierworodny Louis. Dzisiaj oficjalnie to on jest waszym szefem, ale jakby ten narwaniec zaczął gwiazdożyć to albo dajcie mu Snickers'a albo zadzwońcie do mnie.-Zaśmiałyśmy się. Szczęście dopisało i mi i sekretarce, że miałyśmy tak wyluzowanego boss'a.-Dobra, to ja już uciekam. Będę zaglądał. Pa.-Wyszedł. M wyskoczyła pierwsza.
-Melanie mam na imię.-Chłopak wyszczerzył swoje białe ząbki i uścisnął jej dłoń.
-Louis.-Podszedł do mnie.-Ty zapewne jesteś Ewa.-Ucałował moją rękę.
-Tak.-przytaknęłam. Nie będę kłamać, że nagle się zarumieniłam, serce zaczęło mi bić mocniej czy coś takiego. Wcale tak nie było. Po prostu wydał mi się miły i myślałam, że to z grzeczności.
-Świetnie. To ja uciekam do siebie, a wy sobie spokojnie pracujcie.-Sprawił, że zachichotałyśmy pod nosami i zniknął za drzwiami.
-Przystojny, co?-Natychmiast wydusiła moja towarzyszka.
-Jakoś mało mnie to obchodzi.-Z lekką pogardą na jej ''podniecenie" parsknęłam.
-Oj tam, nie gadaj, że ci się nie podoba.-kontynuowała.
-Mam dużo roboty, ty też. Pozwól.-Przewróciła oczami i dzięki Bogu posłuchała. Mijały godziny, on nadal nie wychodził.  Siedział tam, nie słychać było żadnych dźwięków. Kiedy my sobie jadłyśmy, piłyśmy czy rozmawiałyśmy, Lou siedział tam sam w ciszy. Zastanawiało mnie to. Był jakimś robotem czy coś? Dochodziła 22.00.
-Ja już się zmywam, podwieźć cię?-zapytała wstając.
-Nie dzięki, ja jeszcze tu trochę posiedzę muszę sprawdzić jeszcze kilka spraw.-Zerknęłam na nią kiedy ubierała płaszcz i zabierała swoje rzeczy.
-Jak wolisz.-Dała mi buziaka w policzek.-To pa.-Pomachała mi.
-Buziaczki.-Powtórzyłam jej gest i powróciłam do obowiązków. Kiedy otwierałam nożem do listów pewną kopertę mocno przecięłam sobie dłoń. Pisknęłam dość głośno. Niespodziewanie pojawił się Louis.
-Co się stało?-Szybko do mnie podszedł. Tylko pokazałam, nie miałam siły powiedzieć, gdyż zaciskałam zęby z cierpienia.-Boże.-Zajął się opatrzeniem mojej ręki. Zrobił to w krótkim czasie i bezboleśnie. Jakby już kiedyś to robił.
-Dziękuję.-wyjęknęłam.
-Jak to się stało?-Nadal klęcząc przede mną zapytał.
-Ymm...Otwierałam jedną kopertę i o tak wyszło.-westchnęłam.
-Następnym razem bardziej uważaj.-Zaśmiał się.
-Przepraszam, że odciągnęłam cię od pracy.-Spuściłam smutno głowę ze wstydu.
-Właściwie, to czekałem na dobrą okazję, aby spędzić z tobą trochę czasu sam na sam.-Uniosłam brwi. Zaczęłam się śmiać.
-To miał być tekst na podryw?-Może zaakcentowałam to lekkim szyderstwem, ale co tam.
-Może.-Puścił mi oczko.-Chodź, zawiozę cię do domu, na dzisiaj ci wustarczy.
-Ale musze jeszcze to dokon...
-Nie prawda, nic  nie musisz. Daję ci tydzień wolnego. Zlecę komuś innemy twoje prace. I bez dyskusji, to ja jestem tu szefem.-Rozbawił mnie. Nie musiałam podawać mu adresu, co mnie zdziwiło,ale nie skomentowałam.
-Dziękuję. Jest pan...
-Żaden pan, Louis.-Ujełam jego dłoń.
-Ewa.-Uśmiechnęłam się. Zapadła chwila ciszy.-Chcesz wejść?-Nie wiem co mi strzeliło, naprawdę.
-Nie będę przeszkadzał tobie i twojemu chłopakowi?-Serio te słabe teksty.
-Nie, moja dziewczyna jest wyluzowana  na pewno nie będziesz przeszkadzał.-Postanowiłam z niego zażartować. Żebyście wodzieli jego minę.
-Co?-Jaki szok malował się na jego ślicznej twarzy.
-Żartuję, wchodź.-Wprowadziłam go do mieszkania. Widać było jak wypuszca powietrze z płuc.
-Ładnie tu.-Rozejrzał się i usiadł na sofie obok mnie.
-Dziękuję.
-Ale widzę tu coś milion razy bardziej interesującego.-Założył jeden z kosmyków moich włosów za me ucho.
-Louis, jesteś moim szefem i to niestosowne.-Nieśmiało wydukałam.
-Jeżeli chcesz mogę stać się kimś więcej, żeby stało się to stosowne.-Złapał delikatnie mój podbródek i musnął me usta.-Chcesz?-wyszeptał nie zmniejszając dystansu pomiędzy nami. Moją jedyną odpowiedzią był kolejny pocałunek, lecz tym to ja byłam adresatem...




Hejka! No to dopiero dzisiaj udało mi się wstawić drugie zamówienie. Mam nadzieję, że nie zawiodłam podwójnie i chociaż ten będzie znośny.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 7 marca 2015

Imagin Louis 7 (the end)

-Nie!-przerwała mu.-Nie przeprowadzam się nigdzie! Mam osiemnaście lat! Nie będziesz mi życia układał! Jestem tu szczęśliwa i to powinno się dla ciebie liczyć! Przez ciebie nie miałam nigdy przyjaciół, nikogo. Wieczny samotnik, chowający się za tłumem! Bo co?! Bo tatuś dyrektorek?! Nie! Tak nie będzie! Nie ma mowy, że dalej będę żyła w ten sposób! Nie napisałeś swojego scenariusza jak chciałeś?! Dobrze, ale zostaw mój w spokoju! Sama ułożę sobie wszytko! Nie potrzebuję twoich cholernych nakazów i pieprzonych zakazów! Zdobyłam to o czym zawsze marzyłam! Wiesz co?! Nie, jasne, że nie! Bo przecież liczy się tylko opinia nauczycieli i znajomych, prawda?! Mam PRZYJACIELA! Najlepszego przyjaciela, dzięki, któremu mam komu się wyżalić, z kim się pośmiać, mieć kogoś bliskiego kto mnie rozumie! Kocham go całym sercem i twoje głupie dyrdymały mnie nie obchodzą! Zostaję tu i koniec, psychopato-kontrolerze!-wydarła się na cały głos. Nawet mi oczy wyszły na wierzch. Nie tak to planowaliśmy. Nie tak miała to zrobić, w ogóle nie miała tak tego interpretować! Zacznijmy od tego, że to wcale nie miało być to! Byłem w totalnym szoku, którego w dalszym rozwoju wydarzeń mi nie zabrakło...
***
-Pozwól mi żyć na własnych zasadach!!!-dodała po chwili nie ściszając tonu.
-Nareszcie!-krzyknął z triumfem w głosie.-W końcu zawalczyłaś o swoje!-Wtedy kompletnie zgłupiałem. Zastanawiałem się czy to nie ukryta kamera.-Ile można cię dziecko podpuszczać żebyś w końcu zareagowała? Tyle razy wystawiałem cię na próbę, a ty nic. Ja wiem dlaczego. Mama mi powiedziała...-Nadstawiłem uszu bardziej.-Kochasz go.-Te słowa odbiły się kilkukrotnie w mojej głowie. Wychyliłem się zza ściany. Mężczyzna stał za biurkiem, a jego córka naprzeciw. Oboje skierowali wzrok na mnie. Miałem zdziwiony wyraz twarzy. Zerknąłem na dziewczynę, w jej oczach pojawiły się łzy.
-Jak mogłeś?-Wydusiła cicho do mężczyzny i zaczęła odbiegać. Zatrzymałem ja w progu, ale się wyrwała.-Zostaw mnie!-warknęła i uciekła na górę. Zrezygnowany przetarłem twarz dłońmi. Tego się nie spodziewałem. Złapałem się za kark.
-Chłopcze, idź tam. Walcz o nią. Wiem jak wiele błędów popełniłem. Doskonale jestem tego świadom. Rzeczywiście chciałem ją przetestować, wiem nie powinienem. To dobra i grzeczna osóbka, moja mała córcia, nigdy nie postawiła mi się, aż do teraz. Nawet gdy miała przyjaciółkę w pobliżu nie walczyła. Zależy jej na tobie, kocha cię jak nikogo wcześniej. Nie zmarnuj tego. Idź i tocz to do samego końca, teraz. Nie pozwól jej oddalić się od siebie. Zastanów się tylko czy tego chcesz i czy czujesz to do niej.-wyrecytował do mnie dyrektor. Nic nie powiedziałem. Wtedy sekundy ciągnęły się jak godziny. Spokojnie przemierzałem stopnie. Serce waliło mi jak oszalałe. Dokładnie wiedziałem co zamierzam jej powiedzieć. Tyle myśli przebiegało przez moją głowę. Nareszcie dotarłem. Cicho otworzyłem drzwi. Składała swoje ubrania do walizki.
-(T.I) nie wyjeżdżasz do żadnej ciotki, nie ma mowy!-Od razu ożyłem. Zatrzasnąłem za sobą barierę drzewną i zbliżyłem się do niej. Wyprostowała się i spojrzała na mnie. Pełno łez widniało na jej policzkach.
-Masz rację, nie wyprowadzam się do ciotki. Nie wiem gdzie się wynoszę, ale jak najdalej stąd.-Wrzuciła koszulkę do torby.
-Dlaczego?-zapytałem stawiając kroki ku niej.
-Dlaczego?-oburzyła się.-Ponieważ całe życie zmarnował mi ojciec! Kontrolował mnie, ja głupia wierzyłam. A okazało się to jakimś bzdurnym sprawdzianem, który zrujnował moje całe życie towarzyskie!-łkała.-Nigdy nie zależało mi tak na wolności i bliskich osobach z zewnątrz jak teraz. Bałam się, bałam się jak nigdy powiedzieć ci jak bardzo cię kocham. Jak niesamowity jest dla mnie twój dotyk, twoja bliskość. Ile dajesz mi samą swoją obecnością. Nie chciałam stracić twojej przyjaźni, zniszczyłabym wszystko. Teraz mogę tylko iść i podziękować mu, że zrobił to dla mnie.-Zrezygnowana ocierała łzy. Złapałem ją za ręce i zmusiłem do kontaktu wzrokowego.
-Nie możesz.-lekko się uśmiechnąłem.-Ponieważ nic nie zniszczył. Wiesz czemu?-Pokiwała głową na nie.-Bo kocham cię jak szalony i nie pozwolę ci odejść, nigdy.-wyszeptałem ostatnie słowo. Delikatnie musnąłem jej usta.-Nigdy...-powtórzyłem równie cicho.








Hejka! Oto ostatni rozdział tego imagina :D Jak się podoba? Powiem szczerze, że mi nawet się podoba, nie ma rewelacji, ale jest chyba niezły. Piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harry zamówienie

Nadszedł olejny semestr po wakacjach spędzonych u rodziców, pierwszy semestr tak właściwie. Nareszcie ostatnia klasa w mojej szkole z internatem. Tak szkole z internatem. I to jakiej? Ekskluzywny akademik robił mi za dom od ósmego roku życia. Moi rodzice byli zapracowani i takie tam. Nie powiem, żebym strasznie cierpiała z tego powodu i tęskniła nie wiadomo jak. Tam miałam zapewnione wszystko czego można chcieć. Miałam przyjaciół i poważnie niczego mi nie brakowało. Szkoła wychowywała dzieci i młodzież na geniuszy, przyszłych przedstawicieli firm, wielkich korporacji i lekarzy czy prawników. ''Sztuka manier'' także zostawała wpajana nam od małego. Ogólnie lekkie pranie mózgu na mini snobów. No, bo przecież nasi rodzice to same persony z 'elit' światowych. Jednakże ja nie do końca dałam się prądowi. Ogółem byłam posłuszna i wykonywałam wszystkie polecenia, prace, przestrzegałam zasad i tak dalej, ale gdzieś w głębi duszy wcale taką nie byłam. Nie zawładnęli mną, robiłam to dla świętego spokoju, żeby nie powtarzać klasy i nie musieć słuchać wywodów tych paniuś z filiżaneczką w dłoni kolejny, dodatkowy rok. 
Rozpakowałam rzeczy w swoim, stałym od dziesięciu lat, pokoju. Dzieliłam go z dosyć miłą dziewczyną-Felicią. Pochodziła z Francji, dokładniej to z Paryża. Śliczna, poważnie, do tego inteligenta, no i ten jej akcent. Miałam szczęście natykając się na taką osobę, gdyż ona także nie 'wyznawała' tego prądu z jakim szli inni uczniowie. Powiedzmy, że to była miłość od pierwszego wejrzenia ;). Cały budynek podzielony została sekcje. W jednej mieszkały dziewczyny, w drugiej chłopcy. Wszystkie pokoje przydzielane były rocznikami. Poczynając od grup przedszkolnych i podstawówki, przed gimnazja do liceum. W posiadaniu instytucji trwały także basen, biblioteka, klasy, forum, sala gimnastyczna. Na zewnątrz boiska, ogrody, parki, place i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Ogółem wszystko wypasione i ekskluzywne. Po oficjalnym otwarciu roku szkolnego i spraw organizacyjnych mieliśmy czas wolny. Przebrałam się z mundurka w coś swojego i bez Feli, gdyż wyparowała do sąsiadek, poszłam na małe przeszpiegi do męskiej części, chociaż to zakazane. Drogę miałam już obeznaną, więc nie stanowiło dla mnie problemu przemieszczenie się, ale i tak zmuszona byłam rozglądać się. Nie miałam prawa natknąć się na nauczyciela, strażnika czy nawet i ucznia. Mogli mnie zakablować do dyrektora. Pff...Mogli, zrobiliby to bez zastanowienia. Udało mi się czmychnąć i powoli spacerowałam po ich terenie. Stałam właśnie przy drzwiach jednego z pokoi, kiedy ktoś zasłonił mi usta ręką i wciągnął mnie do środka. Wierzgałam i szarpałam się, ale oczywiście nic to nie dało. 
-Puszczaj!-W końcu puścił i stanęłam z nim twarzą w pierś, tak trochę wysoki. Uniosłam głowę by spojrzeć mu w oczy. Burza loków, cudowne szmaragdowe oczy, których jeszcze nigdy nie widziałam.-Co robisz?-zapytałam spokojniej.
-Zaraz obchód u nas, a ty spakujesz sobie zakazanego owocu.-zaśmiał się.
-Nie powiesz nikomu?-Pełna nadziei wyjęknęłam.
-Nie. Nie po to cię wyratowałem.-rechotał. Dopiero wtedy zauważyłam jaki jest przystojny. 
-To może ja już pójdę...-Zaczęłam się wycofywać ze wstydu.
-Nie możesz.-Uniosłam na niego wzrok.-Kręci się tu teraz pełno osób, później cię odprowadzę.-dopełnił swoją wypowiedź.
-Nie boisz się?-Trochę mnie zdziwił. Postawił kilka kroków przed siebie. Czułam zapach jego mocnych, ale seksownych perfum i oddech na twarzy. 
-Ja niczego się nie boję.-Swoim zachrypniętym głosem mruknął. Aż dreszcz przeszedł całe moje ciało. Moje serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Nasze ciała zaczęły się stykać co świadczyło o jego zbliżaniu się do mnie. Zapaliła mi się czerwona lampka. Wystawiłam dłonie przed siebie i lekko odsunęłam chłopaka. 
-Ale ja tak. Wychodzę.-oznajmiłam.
-Ale za drzwiami może ktoś stać.-Zmarszczył brwi.
-Kto powiedział, że wyjdę przed drzwi?-Otwierając okno i przekładając jedną nogę za parapet. Złapał mnie za jedną rękę.
-Nie ma mowy.-Stawił mi się.
-Dobra.-Wzruszyłam ramionami. Uśmiechnął się lekko, lecz triumfalnie. Idiota.-pomyślałam. Kiedy tylko ''dał mi miejsca na powrót'' wyszłam i zaczęłam przesuwać się po mało stabilnej betonowej podstawie trzymając się rynny nad głową. Znajdowałam się około dwadzieścia metrów nad ziemią, przecież to nic wielkiego. 
-Co ty robisz?-Zbulwersowany wychylił się zza okna.
-Miało być bez mowy, no to jest. Nic nie powiedziałam, tylko wyszłam.-parsknęłam.
-Wracaj tu, możesz spaść.-Chyba mu zależało, nie wiedzieć czemu.
-No i co? YOLO.-zaśmiałam się, gdy już prawie byłam na naszej połowie.
-Wariatka.-Wydawało mi się, że odetchnął.
-Sztywniak.-Spojrzałam na niego.
-Sztywniak?-oburzył się.-Okej, który pokój?-zapytał.
-Sto osiemna...A po co ci to wiedzieć?-otworzyłam okno już do swojego pokoju.
-Bądź gotowa o północy.-Tylko tyle usłyszałam. Wpadłam do pomieszczania. Mój puls był oszalały. Dziwnie się czułam. Mój oddech, dłonie, wszystko takie inne odkąd go zobaczyłam. Na szczęście nikt nie dowiedział się o tym co zaszło. Około 23.00 mieliśmy już leżeć w łóżkach. Oczywiście zamiast piżamy miałam ubranie. Czekałam na...Nieznajomego. Rozsądne, prawda? Rzeczywiście po 24.00 usłyszałam pukanie w szybę. Szybko wstałam i otworzyłam. Stał tam on. Wystawił ku mnie dłoń, ujęłam ją.
Zeskoczyłam za nim na mały daszek pod nami.
-Hej.-przywitał się.
-Cześć.-odpowiedziałam. Strasznie się go krępowałam i wstydziłam. Wcześniej tak nie miałam.-Gdzie my idziemy? Przecież nie można...
-Sztywniara?-uniósł brwi. 
-Nie, Ewa.-wystawiłam mu język.
-Harry.-znów pomógł mi zejść niżej po cegłach wystających ze ścian. Stało się uciekliśmy. 
-Gdzie my tak właściwie się wybieramy?-zapytałam lukając na niego.
-Zobaczysz.-puścił mi oczko. Jaki on jest uroczy!-krzyczała moja podświadomość. W ogóle kiedy z nim rozmawiałam wydawał mi się taki podobny do mnie. Doskonale się z nim bawiłam w barze, na kręglach, skacząc po ulicach. Doskonała noc. Po bliższym poznaniu Harold'a na prawdę go polubiłam. Lubiłam takich niegrzecznych chłopców, właściwie to wtedy się tego dowiedziałam. Może dlatego, że wszyscy których znałam byli tacy grzeczni nie podobali mi się ani trochę. Dochodziła szósta rano, a my dopiero wracaliśmy.  Śmialiśmy się dość głośno, po małej dawce alkoholu. Natknęliśmy się na najostrzejszą nauczycielkę, no i tak zaczęła się nasza niegrzeczna  historia... Jesteśmy młodzi, piękni, możemy się starać, ale i tak to umknie, więc żyjmy w stu procentach. You only life once :* Break the rules <3 






Hejka! Jej! Ile ja męczyłam ten imagin OMG! Nie wiem czy jest dobry, sami oceńcie. Nie zbyt jestem z niego zadowolona >< Jednakże mam nadzieję, że MOJA KOCHANA EWCIA nie będzie na mnie bardzo zła, starałam się, ale niestety chyba zawaliłam. Przepraszam jak coś. Postaram się jeszcze dzisiaj dodać LOU <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 6 marca 2015

Zwała z 1D

Haha XD To musiała być indywidualna opinia, nie ma innej opcji XD



Ja na prawdę wolę tego nie komentować ani nie tłumaczyć XD
Ale On UROCZY *.*
Hahaaaa XD Prawda :)


Pozdro z dywanu :*


Ja...Emm...Przepraszam za zniszczenie psychiki XD


Nie wypowiadam się na ten temat XD Zabiło mnie to XD Tak po prostu XD 



Pff..Ha...


Ymm...No okej, ale tak szczerze to która z nas tak nie ma? XD



Yup...XD Ta przebiegłość by Narry XD



It's just like...OMG! xD

Czy po tym ile zobaczyliśmy z nimi cokolwiek będzie w stanie nas zadziwić?! XD Don't think so, sorry :*




Także tego... XD
Wrong direction, Harry XD 






Hejka! Oto kolejne, drugie, z tej serii. Mam nadzieję, że się podoba :3 Mam pytanie: Może ktoś chciały imagina na zamówienie? Na jutro napisałabym coś świeżego, nie tylko rozdziały? To jak? Piszcie śmiało ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*