***
Wparowałam do budynku jak oszalała. Szczęście od Boga, że nie złożyłam szpilek tylko baletki i obyłam się bez połamanych nóg. Aby było szybciej minęłam recepcje i natychmiast pomknęłam schodami w górę. Nie miałam zamiaru korzystać z przepełnionej po brzegi windy, która zatrzymuje się na każdym piętrze, a ja muszę dotrzeć na jedno z ostatnich. Udało mi się. Jeszcze minuta, a ja stałam już przy drzwiach. Poprawiłam sweter i włosy. Wypuściłam powietrze z płuc i popchnęłam barierę oddzielającą mnie od biura. Na prawdę tylko mi pogratulować. Napierając na wrota poczułam jak kogoś taranuję. Nie myliłam się. Na ziemi leżał Niall. Przymrużyłam oczy z zażenowania.
-Przepraszam, nie chciałam.-Pomogłam mu wstać. Gdybyście tylko widzieli jakie rumieńce ogarniały moją twarz. Otrzepał się z kurzów. Ułożyłam dłoń na czole. Czułam się jak skończona idiotka. A on? A on się śmiał.
-Nic się nie stało.-Po raz pierwszy tego dnia spojrzał mi w oczy tym samym kolorując wszystko dookoła.
-Na pewno? Nic cię nie boli? Jesteś cały?-Mój głos aż drżał.
-Tak, spokojnie. To chyba ja powinienem się o to zapytać. Wyglądasz jakby ci się świat zawalił.-Więc odbuduj go swoim uśmiechem.-Ta myśl sama mi się nasunęła.
-Po prostu nie lubię się spóźniać, a wczoraj wypadło mi coś i późno...-Tak szybko paplałam, że sama się nie rozumiałam.
-Już, już. Przestań. Wszystko w najlepszym porządku. Siadaj i zabieraj się za pracę, ja pójdę po kawę.-Puścił mi oczko i zniknął z moich oczu. Uniosłam tylko kąciki ust na pożegnanie. Kiedy tylko upewniłam się, że nie ma go. Oparłam się o ścianę i lekko uderzyłam o nią tyłem głowy. Miałam ochotę zapaść się pod ziemie. Odwiesiłam płaszcz na wieszak, a torbę na swój fotel. Zajęłam miejsce i włączyłam komputer. Kolejny mail od manager'a hotelu z przypomnieniem o wysyłce decyzji co do wyjazdu na Hawaje. Przyznam, że nie wiedziałam co robię. Odpisałam. Zanim przeczytałam swoje wypociny po raz drugi nacisnęłam przycisk "Wyślij". Kiedy na monitorze wyświetlił się napis "Wiadomość dostarczona", moja mina ze znudzonej zmieniła się na przerażoną. Otworzyłam to co poszło do mężczyzny.


Hejka! Rozdział 7 :D Jak się podoba? Tu już dzieje się coś więcej ;) Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Wparowałam do budynku jak oszalała. Szczęście od Boga, że nie złożyłam szpilek tylko baletki i obyłam się bez połamanych nóg. Aby było szybciej minęłam recepcje i natychmiast pomknęłam schodami w górę. Nie miałam zamiaru korzystać z przepełnionej po brzegi windy, która zatrzymuje się na każdym piętrze, a ja muszę dotrzeć na jedno z ostatnich. Udało mi się. Jeszcze minuta, a ja stałam już przy drzwiach. Poprawiłam sweter i włosy. Wypuściłam powietrze z płuc i popchnęłam barierę oddzielającą mnie od biura. Na prawdę tylko mi pogratulować. Napierając na wrota poczułam jak kogoś taranuję. Nie myliłam się. Na ziemi leżał Niall. Przymrużyłam oczy z zażenowania.
-Przepraszam, nie chciałam.-Pomogłam mu wstać. Gdybyście tylko widzieli jakie rumieńce ogarniały moją twarz. Otrzepał się z kurzów. Ułożyłam dłoń na czole. Czułam się jak skończona idiotka. A on? A on się śmiał.
-Nic się nie stało.-Po raz pierwszy tego dnia spojrzał mi w oczy tym samym kolorując wszystko dookoła.
-Na pewno? Nic cię nie boli? Jesteś cały?-Mój głos aż drżał.
-Tak, spokojnie. To chyba ja powinienem się o to zapytać. Wyglądasz jakby ci się świat zawalił.-Więc odbuduj go swoim uśmiechem.-Ta myśl sama mi się nasunęła.
-Po prostu nie lubię się spóźniać, a wczoraj wypadło mi coś i późno...-Tak szybko paplałam, że sama się nie rozumiałam.
-Już, już. Przestań. Wszystko w najlepszym porządku. Siadaj i zabieraj się za pracę, ja pójdę po kawę.-Puścił mi oczko i zniknął z moich oczu. Uniosłam tylko kąciki ust na pożegnanie. Kiedy tylko upewniłam się, że nie ma go. Oparłam się o ścianę i lekko uderzyłam o nią tyłem głowy. Miałam ochotę zapaść się pod ziemie. Odwiesiłam płaszcz na wieszak, a torbę na swój fotel. Zajęłam miejsce i włączyłam komputer. Kolejny mail od manager'a hotelu z przypomnieniem o wysyłce decyzji co do wyjazdu na Hawaje. Przyznam, że nie wiedziałam co robię. Odpisałam. Zanim przeczytałam swoje wypociny po raz drugi nacisnęłam przycisk "Wyślij". Kiedy na monitorze wyświetlił się napis "Wiadomość dostarczona", moja mina ze znudzonej zmieniła się na przerażoną. Otworzyłam to co poszło do mężczyzny.
"Dzień dobry,
Decyduję się na wyjazd służbowy na Hawaje. Podejmuję się wszystkich przykazanych mi obowiązków.
Christina Tree"
Załamałam się. Ja to zrobiłam! Nie specjalnie. Przecież nie miałam stuprocentowej pewności. Wahałam się. Każda strona przedstawiała swoje plusy i minusy. Chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę jaka decyzja byłaby korzystniejsza dla czystego rozsądku i pomyślunku. Najlepsze jest to, iż byłam na siebie zła za swój czyn, to gdzieś tam w środku już szalały mi motyle wspominające o czasie spędzonym z Horan'em. Sama gubiłam się w tym wielkim labiryncie. Westchnęłam tylko głośno. Przecież odwrotu i tak już nie było. Wtem na moim blacie ukazała się filiżanka mojej ulubionej karmelowej Cappuccino.
-Dziękuję.-Uniosłam wzrok by spojrzeć w te jego niebieściutkie ślepia. W tamtej chwili wyrzuty związane z mail'em uleciały. Pragnęłam tych trzech tygodni jak niczego nigdy. Nie mam pojęcia co mną władało.
-Nie ma za co.-Obdarzył mnie widokiem tych bieluśkich perełek.
-Jeszcze raz przepraszam za ten incydent.-Założę się, że me poliki nadal płonęły rumieńcem.
-Wiesz co? Jak dla mnie to możesz to powtarzać codziennie, byle żebyś tak słodko się rumieniła i uroczo stresowała i żebym mógł ujrzeć ten cudowny uśmiech na twojej pięknej twarzy. Aby twoje spojrzenie spotkało moje i obym utonął w twych błękitnych źrenicach na zawsze.-wyrecytował nachylając się nade mną. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mogłam się ruszyć. Moje serce waliło jak oszalałe. Nie ułatwiał mi sprawy. Znałam go zaledwie cztery dni, a już zdążyłam zadurzyć się w nim milion razy bardziej niż w swoim narzeczonym, który istniał w moim życiu od kilku dobrych lat. Siedziałam tak i patrzyłam się na niego osłupiała. Słysząc takie słowa nie wiadomo jak się zachować. Błagałam w myślach, żeby coś to przerwało, to do czego dążył...Dążyliśmy. Jednakże to coś nadal siedziało we mnie prosząc o jego malinowe usta...


Hejka! Rozdział 7 :D Jak się podoba? Tu już dzieje się coś więcej ;) Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*



































