Długo szwendał się po Londynie bez dachu nad głową. Spał na torbach w biednych okolicach, schroniskach lub ośrodkach pomocy. Nie przypuszczał, iż tak potoczy się to wszystko. Wiele czasu zajęło mu znalezienie pracy. Kiedy już ją posiadł, wstydził się jej. Dlaczego? A czy bicie się na ringu za pieniądze jest godne podziwu? Nie. Uważał to za upadek. Tak bardzo żałował. Każda noc mijała w strachu. Nie wiadomo było czy ktoś nie zabije go, okradnie lub skrzywdzi, mimo, że dzięki walką miał możliwość zasypiania w jakimkolwiek mieszkaniu. Niestety to była tylko obskurna kamienica ze starymi zamkami w drzwiach i popękanymi szybami w ramach okien. Ukrywał swój ból, to co nim targało.
Dlaczego, więc nie wrócił? Nie miał już gdzie i po co. Wyrzekł się religii, rodziny, wszystkiego co miał. Opuścił tych, którzy obdarzyli go miłością dla marzeń. Nikt z bliskich nie wierzył w niego, co dodatkowo go motywowało.
Była tylko jedna osoba. I to właśnie ta osoba sprawiała mu przynosiła mu najwięcej cierpienia. Tak, właśnie ona. Gdyż, to ona przeprowadziła się, jeżeli można tak to nazwać, z nim do stolicy UK. W zasadzie to ubolewał od tego, że ją krzywdzi. Że pozwala jej dzielić z nim tą hańbę. Tyle razy się z nią spierał. Tak wiele razy błagał ją, aby wróciła. Lecz nie. Ta dziewczyna zbyt kochała bezmyślnego Zayn'a Malik'a. Nie potrafiła mu tego powiedzieć. On także zamykał to uczucie w sobie. Właściwie to sprawy sercowe zamazywały mu choroby prawdziwego życia, nie tego emocjonalnego.
Można także rozprawiać o tym co Mulat robił z tą drobinką kiedy odbierał ciosy od umięśnionych napastników z ringu. Jak patrzenie na dotkliwe obrażenie chłopaka rozbijało ją od środka. Czuła każde kopnięcie w jego brzuch, uderzenie w twarz i cios w klatkę piersiową.
Nie była w stanie odciągnąć go od tego co robi. Zbyt pożądał lepszego dla niej, nie dla siebie. Ona była mogła trwać w niedostatku, byleby z nim, byleby był bezpieczny i zdrowy. Tak właściwie to jedno wadziło drugiemu. Ranili siebie, dla siebie.
Nie układało im się, to jasne. Wiele pozostawało do życzenia. Dziewczyna-ekspedientka, chłopak-bokser.
Nie dostrzegali na horyzoncie lepszej przyszłości. Jednak nadzieja nadal żywo płonęła w ich sercach. To piękne jak nawzajem się wspierali. Mimo biedy, nędzy i wszystkiego co najgorsze trzymali się razem. Najgorsze tylko to, że nie umieli wyznać sobie pewnych rzeczy...
Wszyscy wiemy, że los może trzymać w dołku bardzo długo. Lecz także dobrze znana nam jest opowieść o gwiazdce z nieba. I im ona się ukazała. Zwykły przypadek zadecydował o wszystkim.
Nie zawsze jednak obie strony korzystają. No więc...
Ten dzień nie wyróżniał się niczym. Wieczór natomiast odznaczył się wyjątkowo liczną publicznością na sali bokserskiej, na której walczył Malik. Ona jak zawsze zajmowała miejsce w bezpieczniejszej sekcji, nie wychylała się, nie miał zamiaru narażać ją na niebezpieczeństwa jakie czyhały w tamtym miejscu. Zaczęła się runda Zayn'a. Serca pary przyspieszały. Oboje bali się równie. Drobinka o jego zdrowie. Ciemnookiego troskało to czy nie padnie i nie zostawi jej samej. Zaczęło się. Mimo, iż przeciwnik wydawał się uzdolniony, co pozorowała imponująca masa i mięśnie, nie należał do czempionów. To właśnie Mulat zwyciężył. Fakt, iż wyszedł bez szwanku powodował euforię wewnątrz dziewki. Widzowie powoli wysypywali się z ''lokalu'', bokser właśnie przebierał się w swoje ubrania, gdy nagle spod ziemi wyrósł postawny siwy mężczyzna. Złożył Zen'owi propozycję. Wydawałoby się, że nie do odrzucenia. Właściwie to facet trafił w sedno, to właśnie jego oferta spełniłaby marzenia chłopaka. Miał możliwość stania się znanym zawodnikiem w swojej grupie wiekowej i wagowej. Na prawdę mógł dostać wszystko, to co od dziecka tkwiło w jego głowie. Niestety pojawiło się ale. Zmuszony by był do opuszczenia swojej ukochanej. Wyjazdy obejmowałby tylko jednoosobową ekipę.
Powrócił do swojej, wtedy jeszcze, przyjaciółki. Pytała kim był siwiec, nie odpowiedział szczerze. Wiedział jak bardzo zabiegałaby o jego zgodę na układ. Zbyt dobrze znał ją i siebie. Oboje by nie odpuścili. Wolał zabić niż zostawić ją. Wszystko jakby przepadło.
Lecz nie na długo. Około miesiąca trwali w swoich stałych warunkach. Kiedy to powtórzyła się szansa, która tym razem odwróciła kartki ich życia na nowe strony. Ukazała im lepszą drogę. Wykorzystali ją w stu procentach i odnaleźli te wartości jakich im brakowało tak długo. Zasłużyli na nie. Na dostatek, dom, pracę, miłość. Do końca trzymali się razem, nikt mi nie wmówi, że moich rodziców nie połączyło przeznaczenie. Dlatego tak bardzo w nie wierzę, wierzę także w marzenia i wiem, że mogę je spełnić. Chociażbym miała cierpieć jak oni...

Hejka! Oto imaginek na zamówienie Ewci :) Miało być coś smutnego z happy end'em, nie miałam lepszego pomysłu niż to tam u góry. Nie wiem czy jest dobrze, jak dla mnie nijako. Oceń sama :) Mam nadzieję, że nie zawiodłam bardzo.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Jej,jakie to...
OdpowiedzUsuńSmutne.
Ale piękne, bo żadko jest taka miłość.
Dziękuję za tak superaśny imagin!
Nie ma za co, to dla mnie sama przyjemność pisać takie imaginy :D
UsuńCieszę się, że jesteś zadowolona z zamówienia :3
całuski <3
So sad :'( pięknie napisane ;-; az ściska za serce
OdpowiedzUsuńOh, don't cry ;*
UsuńDziękuję, bardzo się cieszę :D
Wielka motywacja :))
Całuski :**