- ... Myślę, więc, że błękit będzie pasował tu idealnie - podsumowała Elisabeth. - Nie uważasz? - tuląc się do mego torsu, zwróciła się do mnie. Zerknąłem na nią z uśmiechem, który miał mnie uratować.
- Tak kochanie - potwierdziłem, mimo, że za cholerę nie wiedziałem o co chodzi. Nie słuchałem wywodów na temat kwiatów i dekoracji, jakimi miało zostać usłane nasze wesele. Szczerze, wszystko było mi jedno. Jaki facet przejmowałby się barwą serwetek na stole?
- Wiem, że to nie twój klimat, ale postaraj się mieć jakikolwiek wkład w to jak będzie wyglądał najlepszy dzień naszego życia - poprosiła całując mnie w usta.
- Dobrze, postaram się - obiecałem, szczerząc się do niej.
- Tak ma być - zaśmiała się i powróciła do kobiety, która miała zorganizować całe wydarzenie. Kiedy były wystarczająco daleko wypuściłem powietrze z ust, doznając ulgi. Usiadłem na kamiennych schodach pod starodawnym domem, gdzie mieliśmy się pobrać.
Elisabeth to urocza, mądra i otwarta kobieta. Niestety o 20 lat starsza. Przyznam się bez bicia ~ początkowo związałam się z nią dla pieniędzy. W tamtym czasie zachowywałem się cholernie nieodpowiedzialnie i niedojrzale. Ja byłem wolny i spłukany. Znalazłem prace w barze, gdzie poznałem Elisabeth. Opijała ze znajomymi swój rozwód. Na palarni poznaliśmy się lepiej. Wyglądała na dzianą, więc postanowiłem ja uwieść. W tamtym okresie rozterek życiowych, wydawała się nietrudna do zdobycia. Po dwóch miesiącach byliśmy razem. Zamieszkałem u niej. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wykorzystywałem Elisabeth w każdy możliwy sposób. Kiedy zrozumiałem, że się we mnie zakochała, dorosłem. Choć może to źle określenie ... - zrozumiałem powagę mojego postępowania. Nie było odwrotu. Dosłownie. Wiedziałem ile przeszła i nie chciałem jej zranić. Mimo , że kiedyś ciągnęły mnie do niej tylko pieniądze, to z czasem stała się mi przyjaciółką. Wewnętrznie czułem , że nie mogę z dnia na dzień jej opuścić.
Do oświadczyn doszło w nietypowy sposób. Nie wiedziałem jaki sprawić jej prezent na urodziny. Kompletnie nie przemyślałem swojego zakupu, a Elisa potraktowała pierścionek jako zaręczyny. Co miałem powiedzieć? ~ "Przepraszam, ale to nie to co myślisz ... Nie chce za ciebie wyjść. " ? - nie sądzę. Wiedziałem, że popełniłem największy błąd swojego życia. Wiele razy próbowałem ją jakoś od siebie odwieść, lecz ta akceptowała każdą moją wadę. Później zaczęły się przygotowania do ślubu i resztę już chyba znacie.
- Dzisiaj przyjeżdża moja córka - odezwała się Elisabeth, podczas drogi powrotnej do naszej, a właściwie jej, willi.
- ( T.I )? - zapytałem.
( T.I ) nigdy nie chciała mnie poznać. Znienawidziła mnie od początku. Na początku "związku" z jej matka miałem 20 lat, a ona 17. Wyprowadziła się do Melbourne do swojego ojca. Pamiętałem ją jako pryszczatą nastolatkę w okularach i aparatem ortodontycznym na zębach.
- Tak - westchnęła. - Stresujące wydarzenie - skomentowała. - W końcu nie widziałam jej prawie rok ... - stwierdziła smutno.
- Spokojnie - ująłem jej dłoń. - Ja nie widziałem ( T.I ) od czterech lat. Na pewno wiele się zmieniło, oby nasze relacje tez się polepszyły - westchnąłem.
- Przyznam, że możesz jej nie poznać. Wypiękniała - radośniej rzekła Elis. - Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze - zakończyła opierając głowę o szybę po stronie pasażera.
W domu zająłem się pracą. Usiadłem w pracowni i wyceniałem mieszkania oferowane przez firmę w, której pracowałem. Elisabeth zajęła się kolacją.
- Louis! - usłyszałem jej głos, dobiegający z kuchni.
- Tak ? - znalazłem się u boku brunetki.
- Muszę pojechać do sklepu na zakupy, gdyż brakuje mi kilku składników. Możesz odebrać ( T.I ) z lotniska? - zapytała.
- Oczywiście - zgodziłem się.
- Dzięki ci - ucałowała mój polik. - Jak wyruszysz za 10 minut, ominą cie korki - zerkając na zegar poinformowała.
- Dobrze kochanie - zaśmiałem się i wróciłem do pracowni. Zamknąłem system i wyłączyłem lampkę. Przebrałem się i ruszyłem w drogę.
Stałem przy ogromnej szybie, która dawała mi podgląd na samoloty. Zmrok juz dawno zapadł, a migające światła maszyn rozświetlały tą ciemność. Kiedy zaczął padać deszcz, wszyscy zaczęli pracować pośpieszniej, aby nie zmoknąć. Włożyłem dłonie do kieszeni kurtki i skupiłem się na oglądaniu krajobrazu za oknem. Kompletnie zapomniałem o celu przybycia na lotnisko. Myślałem o tym jak bardzo żałuję tego co narobiłem w swoim życiu. Z rozmyśleń wywiódł mnie delikatny, kobiecy głos.
- Louis? - jak na zawołanie wyprostowałem się i przez chwilę nie ruszałem. Po kilku sekundach zdobyłem się na odwagę i odwróciłem się. Elisabeth miała rację ~ ( T.I ) kompletnie nie przypomniała dawnej siebie. Idealna figura, piękna twarz bez skazy, proste żeby, brak okularów. Szczerze? Nigdy nie widziałem tak imponującej przemiany. Była prześliczna. Zaniemówiłem.
- ( T.I )? - wydukałem.
- T... Tak - również wydawała się mną zaskoczona. Mój wygląd także uległ zmianie przez te cztery lata. Nie tak drastycznej, ale jednak. Zarost, tatuaże, zdrowej masy tez mi przybyło. Po części tez mogła być zaskoczona. Patrzeliśmy się tak na siebie przez jakiś czas w niezręcznej atmosferze.
- Cześć - wydusiłem ledwo.
- Hej - odpowiedziała. Pomiędzy nami występował dziwny magnetyzm, którego nie potrafię opisać. Być może to niestosowne, ale cholernie mnie podniecała. Miała na sobie obcisłe, czarne spodnie oraz biały top. Obie części odzieży doskonale opinały atuty dziewczyny. Bałem się, że ta zauważy to jak na mnie zadziałała. Obyło się bez ckliwych przywitań, gdyż niegdyś mnie nienawidziła, a ja uważałem ją za rozpieszczoną gówniarę. - Dawno się nie widzieliśmy - odezwała się kiedy pakowałem jej walizki do bagażnika. Stała obok oglądając moje poczynania z uwagą, na co starałem się nie zwracać uwagi.
- Taaak - przeciągnąłem. - Przyznam, że się zmieniłaś - postanowiłem pociągnąć jakikolwiek temat, aby tylko zniknęła niezręczna energia.
- To samo mogę powiedzieć o tobie ... Tato - gdy wypowiedziała ostatnie słowo spojrzałem na nią z przerażeniem w źrenicach. Kiedy zapoznała się dokładniej z moją reakcją, zaczęła się śmiać, co sprawiło, że kamień spadł mi z serca. Aż sam zarechotałem.
- Nie mów tak do mnie, jestem starszy o zaledwie 3 lata - poprosiłem zamykając bagażnik. Oparłem się o samochód i wpiłem wzrok w piękne oczy dziewczyny.
- Wiesz moja matka jest od ciebie starsza o 20, a nazywa cię swoim narzeczonym ... Chyba nic nie jest zdrowego w tym wszystkim - prychnęła. Wiele zmieniło się przez te cztery lata. Nie jednokrotnie przypominała o tym jaka różnica dzieli mnie i jej rodzicielkę, ale niegdyś czyniła to z pretensją oraz obrzydzeniem. Tamtym razem udało się jej oszczędzić sobie nieprzyjemnego tonu. Zastąpiła go humorem. Wyglądała przeuroczo, kiedy marszczyła swój słodki nosek chichocząc jak mała dziewczynka. Mogłem patrzeć tak na nią godzinami. Była taka idealna ... Tak cholernie idealna.
- Cóż ... Sam nie wiem co na to odpowiedzieć - przyznałem się, po dłuższej chwili milczenia. W tamtej chwili nie pamiętałem już o tym, że rozmawiam z córką mojej przyszłej żony, ani tym, że przed chwilą panowała wściekle niezręczna atmosfera. Nie obchodziło mnie nawet to, że flirtowaliśmy ze sobą nawet mową ciała. Nic się nie liczyło ... Jakby rzuciła na mnie jakieś cholerne zaklęcie.
- Zostawmy to w spokoju - machnęła ręką.
- Chyba nie jest to już tak denerwujący dla ciebie fakt ... - postanowiłem sprowokować ją do rozwinięcia swojego zdania na temat mojego związku.
- Dorosłam i zrozumiałam, że są różne rodzaje szczęścia, które można zdobywać w różny sposób. Jeżeli wy macie się nim obdarzyć, to raczej nie powinnam mieć nic przeciwko - wzruszyła ramionami obojętnie. Jednak, gdy to mówiła ... Jakby posmutniała. Wydawało mi się, że jednak nie jest to "obojętne". Mimo to, wolałem odpuścić pytaniom.
- Nie poznaję cię - zażartowałem.
- A co ja mam powiedzieć? - jej śliczna buzia ponownie się rozpromieniła.
- Nie rozumiem ... - udałem, że nie wiem o co chodzi.
- Kiedy ostatni raz cię widziałam, byłeś chudy, nie miałeś tatuaży, zarostu ... Po za tym zachowywałeś się jak nadpobudliwy dziesięciolatek, a tutaj zdaje się jesteś dorosłym, poważnym MĘŻCZYZNĄ - podkreśliła ostatni wyraz.
- Sugerujesz, że jestem gruby? - złapałem za swój brzuch, z udawaną miną smutnego dziecka. Zaśmiała się na akt mojego humoru.
- Raczej bardziej umięśniony, ale interpretuj to jak chcesz - puściła mi oczko. Ugryzłem polik od środka, gdy po raz kolejny ujrzałem jej szczery uśmiech, który wydawał mi się tak cholernie perfekcyjny.
- No powiedzmy, że ci wybaczam - powiedziałem.
- Dzięki - oblizała swoje pełne usta, co pewnie należało do jej odruchów, których na sto procent nie zauważała. Jednak ja miałem szczęście to dostrzec. - Zimno się robi ... Możemy już jechać? - zapytała.
- Jasne - kiwnąłem głową, przypominając sobie o reszcie świata. Kompletnie zatraciłem się w przyjemnej rozmowie z ( T.I ), co wydawało mi się chore.
Jak to możliwe, że w ciągu kilkunastu minut poczułem pociąg do córki swojej kobiety? Odwróciła się i podeszła do miejsca pasażera. Odruchowo wzrok przeniosłem na idealnie wykrojoną pupę 21 latki. Przygryzłem dolną wargę, skupiając całą uwagę właśnie na tej części ciała ( T.I ). Kiedy wsiadła do auta i zatrzasnęła drzwi, dotarło do mnie co wyprawiałem. Otrząsnąłem się i ruszyłem do samochodu.
Kur*a, nie zapowiada się dobrze ...
Hej! Kochani, dzisiaj wyjątkowo otrzymałam dostęp do prawdziwego komputera! :D O Boże, jak się cieszę! Ale szkoda, że to tylko jeden dzień :'(
Chciałam niniejszym poinformować Was moi kochani, iż piszę częściowe imaginy, ponieważ wszystkie planty i dalsze ciągi moich opowiadań, jak "LSA" czy "Save me" mam na moim komputerze, który obecnie jest w naprawie -.- Także, postanowiłam się zając imaginami ;) W imaginie z Niallem jeszcze trochę się wydarzy, ale postanowiłam już zacząć ten ;)
Mam nadzieję, że się spodoba i skomentujecie ;) Zostawcie po sobie ślad :D To motywuje!!!
Pozdrawiam
JEDNOKIERUNKOWYCH :*