środa, 24 grudnia 2014

Happy B-DAY Lou!!! Imaginek+życzonka

Miałem już dość tego udawanego związku. Postawiłem się Paul'owi i zerwałem kontakty z Eleanor. Zostałem sam, otrzymałem wolność. Postanowiłem uczcić to z chłopakami. Oni nie lubili El równie co ja. Wybraliśmy się do klubu. Bawiliśmy się świetnie. Piliśmy, tańczyliśmy, wyrywaliśmy laski, właściwie oni wyrywali. Ja nie mogłem znaleźć żadnej w moim typie. Lecz jedna przykuła moją uwagę. Podszedłem do baru i usiadłem obok niej. Gdzieś już widziałem te cudowne oczy, pełne usta i urocze dołeczki:
-Cześć Louis!-przywitała mnie buziakiem w policzek. Wiedziałem, że jest mi znajoma. Ale skąd?-nie miałem pojęcia
-Witaj...-skrzywiłem się pytająco
-(T.I) przez chwilę pracowałam z waszą stylistką-rozjaśniła mi w głowie
-Wybacz, tyle ludzi ostatnio się wokół mnie kręci, że nie rozróżniam już Zayn'a od Niall'a-zażartowałem
-Opowiadaj, co tam?-nie wiem jak mogłem jej nie pamiętać. Kiedyś zauroczyła mnie
-A jakoś leci, udało mi się namówić producentów na rozstanie z tą idiotką-zaśmiała się
-Ja też ostatnio zostawiłam chłopaka, właściwie kilka godzin temu zastałam go z inną w łóżku-chociaż się uśmiechała, widziałem w jej oczach żal
-To przykre-złapałem ją za ramię
-Trochę, ale nie rozmawiajmy o tym-wlepiła wzrok w dno szklanki z drinkiem
-Dobrze-przytaknąłem-A mogę wiedzieć co robisz jutro wieczorem?-zbliżyłem się
-Właściwie to nic-wzruszyła ramionami
-Dasz zaprosić się na kolację?-popiłem drinka jak i ona
-Jasne. 20?-zaproponowała
-Pamiętam adres, będę po ciebie-puściłem jej oczko
-Adres pamiętasz, ale imiona już zapomniałeś?-uniosła brwi
-Wybacz-czułem jak rumieniec ogarnia moją twarz. Rozmawiałem z nią moment, alkohol sam wlewał się do naszych ust. W momencie kiedy z nią tańczyłem urwał mi się film.
Obudziłem się u siebie, z okropnym bólem głowy. Udało mi się ogarnąć. Opanowałem utrapienie i ubrałem się. Dzień minął mi szybko.
Uszykowałem się i wyszedłem z domu po (T.I). Zahaczyłem jeszcze o kwiaciarnie. Zapukałem do drzwi jej mieszkania. Otworzyła, przywitała się ze mną, odebrała kwiaty i ruszyliśmy. Rozmawiało mi się z nią świetnie. Była idealna. Z czasem zakochałem się, ale nie umiałem jej tego wyznać.
Postanowiłem powiedzieć jej to w moje urodziny, z nadzieją, że jeżeli nie czuje tego samego co ja, będzie chociaż łagodna, w ramach prezentu. Przyszła na imprezę. Bawiliśmy się niesamowicie. Nareszcie nadarzyła się okazja. Usiadłem z nią przy kominku w pokoju obok, gdzie było ciszej. Wziąłem głęboki oddech:
-(T.I) muszę ci coś wyznać?-złapałem ją za dłoń
-Słucham cię-uśmiechnęła się
-Odkąd cię zobaczyłem, nie mogę przestać o tobie myśleć. (T.I) kocham cię-zbladła
-Poważnie?-niepewnie zapytała
-Tak-potwierdziłem. Wtedy myślałem, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. Bardzo się bałem
-Ja...Ja, też cię kocham Louis-radość ponownie zawitała na jej twarzy. Złapałem jej podbródek i złączyłem nasze usta razem w delikatnym pocałunku-Wszystkiego najlepszego-powiedziała kiedy lekko się od niej odsunąłem
-Nie mogłem wyobrazić sobie lepszego prezentu-ponownie musnąłem jej wargi...





ŻYCZENIA (Nie rymowane) DO NASZEGO LOU ;) :

Zacząłeś nas zabawiać na początku marchewkami,
Twoje krzyki "THE LIGHT!", Superman!", "She's mine!", Jimmy Protested!" do łez do dzisiaj nas doprowadzają ;)
Twoje magiczne sztuczki Dynamo przebijają :D
Kevin zniknął i pojawił się za twoimi słowami 
Jesteś naszym aniołem, bogiem, idolem.
Zawsze jesteś z nami, na dobre i na złe
Chociaż nas nie znasz, traktujesz nas jak księżniczki
Stanowisz dla nas ideał, zmienić nic w tobie nie trzeba
Dorastasz, tego nie da się ukryć
Dzisiaj mija kolejny rok,
Jak się z tym czujesz?
Z jednej strony radujemy się z tobą, składamy Ci życzenia
Z drugiej smutno nam, że nasz mały Lou dojrzewa
Brakuje nam twoich wybryków, krzyków, podskoków i tańców
Lecz takie jest życie, nie zawsze będziesz malutki
My będziemy Cię kochać, jakimkolwiek nie będziesz
Po prostu byłeś, jesteś, będziesz, to wystarczy
Dzisiaj, wszyscy razem chcemy Ci powiedzieć:
Te lata spędzone z Tobą, są najpiękniejsze w naszym życiu
Dopóki z nami będziesz, uśmiech będzie gościł na naszych twarzach,
Bujne marzenia będą się nas trzymać,
Zwyczajne będziemy szczęśliwi,
Kochamy Cię! I wiemy, ty nas też.
Nie wiesz o nas nic, ale my o Tobie wszystko,
Życzenia dzisiaj Ci składamy, mimo, że nie wiesz od kogo one są
My Ci powiemy, 
Od twoich największych, nie do zastąpienia, DIRECTIONERKI i DIRECTIONERZY, którzy nigdy Cię nie opuszczą
Jeszcze raz od nas:
Dziękujemy, za to, że po prostu jesteś, darujesz nam całego siebie
Kochamy Cię, mimo wszystkich wad oraz głupot, które zdarzają się każdemu
Wszystkiego Najlepszego HOT23!!!











Hejka! Wiem, marny ze mnie życzenio-pisarz (xD jest takie słowo?)  Ale się starałam i włożyłam w to wiele serca. Jeżeli czegoś zabrakło w moim "dziele", lub po prostu macie ochotę, dodajcie w komentarzu swoje życzenia, prosto do Lou :3 Mimo, że raczej ich nie przeczyta, piszcie, dla samego symbolu :)
OMG! To  już tyle latek ma nasze maleństwo :') Łza się w oku kręci, oni tak szybko dorastają :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 23 grudnia 2014

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #6

Wtuliłam się w jego tors i przymknęłam oczy. Swoimi palcami malowałam wzroki na jego klatce piersiowej, a on na moich plecach. Zachowywaliśmy się jak para, a znaliśmy się od kilku godzin. Mimo to czułam z nim więź i chciałam dać nam szansę
-Dobranoc Harry-szepnęłam
-Dobranoc księżniczko-nie wiem dlaczego, ale pozwoliłam mu się tak nazwać. Od razu zrobiło mi się cieplej. Kiedy słyszałam takie słowa płynące z jego ust, miękłam. Działał na mnie jak nikt. Kiedy poprawiłam się aby jeszcze bardziej się do niego zbliżyć, pocałował mnie w głowę delikatnie. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mam się nad czym zastanawiać...
***
Obudził mnie głos Gemm'y:
-Gdzie jest (T.I)?-dźwięk dobiegał z korytarza, rozmawiała z Anne
-Harry, Harry...-szturchałam chłopaka
-Ymm...Co?-zapytał zaspany
-Gem jest w przed pokoju, nie może się o tym dowiedzieć-wyszłam z łóżka
-Sprawdzę u Hazz'y-słyszalna była matka rodzeństwa, później pukanie. Szybko weszłam do szafy, a lokaty śmiejąc się otworzył
-Co tam?-przeciągnął się
-Jest u ciebie...
-Jestem sam-przerwał obojętnie
-Okej-odeszła, a on zatrzasnął drzwi
-Wychodź, królewno-miałam zamiar tak zrobić, ale niechcący upadłam. Podniósł mnie rozbawiony
-Haha-wypowiedziałam-Jak mam stąd wyjść?-na moment utonęłam w jego zielonkach, ale szybko się ocknęłam. Przeczesał swoje cudowne włosy, w taki sposób...STOP!-musiałam się hamować
-Mogę cię wynieść-zbliżył się
-Nie ma mowy-ułożyłam ręce na jego nagiej klatce piersiowej
-Mmm...-mruknął. Zarumieniłam się i zabrałam dłoń z jego ciała
-Zobacz czy nikogo nie ma na zewnątrz, to wrócę do siebie-popchnęłam go lekko w kierunku bariery drzewnej
-Pusto-na jego komendę przemknęłam przez pomieszczenie i trafiłam do pokoju. O dziwo, drzwi natychmiast się otworzyły, ironia losu (ten sarkazm). Chyba ci tam u góry chcieli, żebym z nim spała, złośliwce ( ;) ). Oparłam się o ścianę i wzięłam kilka oddechów. Szybko wskoczyłam pod prysznic i ogarnęłam się. Opanowałam emocje i zeszłam na dół do kuchni
-Dzień dobry-przywitałam się. Harold na mój widok zachłysnął się piciem
-Witaj dziecko-Anne krzywo spojrzała na syna i podała mu chusteczkę-Gdzie się podziewałaś?-zapytała troskliwie
-Byłam w pokoju-usiadłam na krześle obok G
-Pukałyśmy, nie odzywałaś się-kobieta oparła się o blat. Harry nie spuszczał ze mnie wzroku
-Mam twardy sen, po za tym byłam pod prysznicem-skłamałam
-Dobrze. Proszę, zrobiłam tosty-podała mi talerz
-Dziękuję-zaczęłam jeść. Przyznam, serce biło mi jak szalone
-Kłamczucha, wiem gdzie byłaś-szepnęła do mnie Gem. Zamarłam...








Witam! Wybaczcie, że ostatnio jestem mało obecna, ale przygotowania, goście i w ogóle-MASAKRA! Lecz już jutro Wigilia i trochę się uspokoi ^^ OMG! Nie mogę się doczekać :3 Jutro wstawię trochę więcej :D Mała zapowiedź: Niespodzianka+ 2x coś specjalnego ^^ Już mam napisane :DD To co, do jutra kochani :)
P.S. Wiecie już co dostaniecie? Ja się domyślam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Rain of scars pierwsza część rozdziału 20

Nareszcie przyszedł ten dzień, ostatni dzień naszej rozłąki. Miał mieć miesięczną przerwę, ponieważ Liam złamał rękę. Lubię Payne'a, ale cieszyłam się z  wiadomych powodów. Nic osobistego, po prostu nie wytrzymałabym więcej bez mojego blondaska. To był jedyny dzień, gdzie nie płakałam. Po prostu nie umiałam. O 22.00 lądowali. Miałam czekać w domu. Około godziny 21.00 usłyszałam, że drzwi się otwierają. Szczęśliwa poszłam przekonać się czy to nie Horan. Niestety. Moje serce stanęło na moment. Całe życie przebiegło mi przed oczami, napełnionymi już łzami. Wszystko wróciło. Zaczęłam uciekać. Byłam w połowie schodów, kiedy złapał mnie za kostkę i pociągnął na dół. Wiedziałam jak to się skończy. Mojego koszmaru, nadszedł ciąg dalszy...
***
-Myślałaś, że mi uciekniesz?-stanął nade mną
-Proszę cię-łkałam-Zostaw mnie-cofałam się opierając się na rękach, a on kroczył za mną
-Kiedy już skończę-zaśmiał się szyderczo. Bałam się. Nie chciałam znów wracać do przeszłości. Pomyślałam o Niall'u, zebrała się we mnie odwaga. Chciałam obronić się dla niego, nie dla siebie. Kiedy nachylał się nade mną,  z całych sił, kopnęłam go tam gdzie mężczyznę boli najbardziej. Skulił się i upadł obok mnie. Szybko wyrwałam swoje nadgarstki z jego uścisku, wstałam i wybiegłam na zewnątrz. Wsiadłam do samochodu i odpaliłam go, pomimo, że nie do końca umiałam jeździć. Udało mi się podjechać na lotnisko prywatne, gdzie miał lądować samolot chłopaków. Miałam na sobie tylko białą bokserkę, szarą bluzę, spodnie dresowe do kompletu oraz czarne trampki. Było mi zimno, ale i tak czekałam na powietrzu. Długo stałam trzęsąc się, nie tylko z zimna. To co się stało było dla mnie przeżyciem. Wszystko do mnie wróciło. Płakałam siedząc na masce. Nad głową przeleciał mi samolot. Wiedziałam, że zaraz go zobaczę. Specjalnie dla Horan'a uspokoiłam się. Otarłam poliki i stanęłam na nogi. Już z daleka zauważyłam jego blond kędziory i śnieżnobiały uśmiech. Zapomniałam o wydarzeniach sprzed niecałej godziny, kąciki moich ust same się uniosły. Rozbiegłam się. Puścił walizkę i również zaczął podążać ku mnie. W końcu dotarliśmy do siebie. Wskoczyłam na niego, ponownie zaczęłam płakać:
-Tak bardzo tęskniłam-wtuliłam się i nie chciałam puścić
-Ja też, ja też-szepnął drżącym głosem. Wtedy nie wiedziałam co zrobić. On zabiłby tego psychopatę, gdyby dowiedział się. Ale postanowiłam być szczera. Po dłuższej chwili odezwał się-Skąd się tu wzięłaś?-zapytał-Czemu nie ubrałaś się odpowiednio?
-Niall, ja muszę ci coś powiedzieć-spojrzałam mu w oczy
-Coś się stało?-czułam jak gul mu skacze, na widok mojego niepokoju
-Nie, tak, prawie-byłam niezdecydowana-Uciekłam z domu, bo on był u nas i chciał znowu...-zacięłam się. Nie mogłam tego powiedzieć. Jego mina przybrała bardzo wściekły wyraz
-On tam jest?-nie chciał dać mi zejść na ziemię
-Nie wiem, tak jakby go znokautowałam i zostawiłam...-krztusiłam się łzami
-Wracamy-zaniósł mnie do samochodu. Ochroniarze jechali za nami. Obawiałam się dalszego rozwoju wydarzeń. To mogło skończyć się tragedią...






Hejka! Przepraszam, że taki krótki, ale uciekam na małe zakupy uzupełniające i nie mogę więcej, więc dzisiaj nie wstawię zbyt wiele ;( Ale mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z pierwszej połowy tego rozdziału ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rain of scars 19

-Coś się stało?-natychmiast zauważyła
-Okazało się, że trasa przyspiesza i już za półtora tygodnia wyruszam w pięciomiesięczną podróż-ta iskierka w jej oczach zgasła. Opadła na kanapę. Usiadłem obok i pozwoliłem jej wypłakać się w ramię. Moje serce umierało stopniowo z każdą jej łzą. Nie wiedziałem co zrobić, nie miałem wyjścia. To i tak  kiedyś by nastało. Dla nas to znaczyło tragedię. Nie mogliśmy bez siebie żyć. Nie wyobrażałem sobie świata poza nią. Łkała bardzo długo, nie wiedziałem co  powiedzieć...
***
-Zostanę tu sama?-trochę się uspokoiła. Serce mi się krajało, kiedy widziałem ją w takim stanie. Miała w oczach nadzieję, ale byłem bezsilny
-Postaram się przyjeżdżać jak najczęściej. Els, Sophia i Pezz będą wpadać-łagodnie odpowiedziałem. O tym nie wspominałem, w ciągu miesiąca Julia poznała dziewczyny i nawet zamieniła z nimi kilka słów. Wszyscy wiedzieli co przeszła i byli delikatni
-Ale to nie to samo, będzie mi ciebie brakować-tuliła się do mnie mocno. Chciałem zapamiętać to uczucie, przecież miało mi go brakować tak długo
-Wiem, nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym zostać-łzy zebrały się w moich oczach, a głos drżał. Podniosła się i złapała moją twarz w dłonie
-Damy radę, tylko nie płacz-ponownie rzuciła mi się na szyję.
*10 dni później
Byłem już spakowany, walizki stały w przedpokoju. Trzymałem Julię na kolanach w tych ostatnich chwilach spędzonych razem. Pozostawaliśmy w milczeniu. Wszystko wydawało się takie szare, bez wyrazu. Czekaliśmy jak na śmierć. Miałem opuścić najistotniejszą osobę w moim życiu. Bolało jak cholera. Usłyszałem dźwięk podjeżdżającego samochodu, wiedziałem co to oznacza. Blondynka powstała bez słów i ruszyła do przedpokoju. Poszedłem za nią. Mój szofer już zabierał torby. Stanęliśmy naprzeciwko siebie
-Będę czekać-szepnęła. Widziałem jak jej piękne ślepia się szklą
-Już niedługo wrócę, obiecuję-pocałowałem ją w czoło i przytuliłem
-Będę tęsknić-łkała
-Ja też-oboje płakaliśmy
-Dziękuję za to, że jesteś-trzęśliśmy się z rozpaczy
-Dziękuję za to, że jesteś-powtórzyłem. Jeszcze raz musnąłem jej czoło i wyszedłem. Pomachała mi kiedy odjeżdżałem. Nie mogłem się uspokoić, to było nierealne.
*Oczami Julii
Zostawił mnie. To był koszmar. Ten wielki dom, wydawał się taki pusty. Wszystko przybrało ciemne barwy. Opadłam na sofę i łkałam resztę dnia. Przestałam tylko kiedy rozmawiałam z Niall'em na video kamerze.
Mijały dni, tygodnie, jego nadal nie było. Byłam wrakiem. Zawsze przygotowywałam dwa posiłki i udawałam, że jest obok. Brakowało mi jego śmiechu, jego radosnych oczu, po prostu jego. Codziennie rozpaczałam. Dziewczyny mnie odwiedzały, ale nie chciałam z nimi rozmawiać. Jedyna osoba z którą zamieniałam słowo, był Nialler. Codziennie do mnie dzwonił, pisał, rozmawiał. Tęskniłam za nim, nie umiałam poradzić sobie samotnie.
Nareszcie przyszedł ten dzień, ostatni dzień naszej rozłąki. Miał mieć miesięczną przerwę, ponieważ Liam złamał rękę. Lubię Payne'a, ale cieszyłam się z  wiadomych powodów. Nic osobistego, po prostu nie wytrzymałabym więcej bez mojego blondaska. To był jedyny dzień, gdzie nie płakałam. Po prostu nie umiałam. O 22.00 lądowali. Miałam czekać w domu. Około godziny 21.00 usłyszałam, że drzwi się otwierają. Szczęśliwa poszłam przekonać się czy to nie Horan. Niestety. Moje serce stanęło na moment. Całe życie przebiegło mi przed oczami, napełnionymi już łzami. Wszystko wróciło. Zaczęłam uciekać. Byłam w połowie schodów, kiedy złapał mnie za kostkę i pociągnął na dół. Wiedziałam jak to się skończy. Mojego koszmaru, nadszedł ciąg dalszy...










Witam! Jak idą przygotowania do Świąt? To coś wspaniałego, ale okropnie wyczerpującego, niestety.
Jak myślicie, co stanie się z Julią?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #5

Wyszłam ze swojej sypialni i po cichu wkroczyłam do tej naprzeciw. Światło w łazience paliło się, więc postanowiłam zaczekać. Pomieszczenie wyglądało jakoś inaczej, ale bez soczewek mój wzrok szwankował, do tego było ciemno, więc nie przejęłam się zbytnio. Stałam tak na boso, omotana ręcznikiem sięgającym mi ledwo do połowy uda i z wilgotną fryzurą. Usłyszałam otwierające się drzwi od toalety. No, wtedy byłam pewna, że pomyliłam pokoje...
***
Zza bariery drzewnej wyłonił się Harry, mało tego. Miał na sobie tylko ręcznik, owinięty wokół jego bioder. Moim oczom ukazały się wszystkie, jak sądzę, tatuaże. Było ich bardzo wiele. Zbudowany był jak Adonis, był idealny. Stałam tak i się na niego patrzyłam. Oboje byliśmy w szoku:
-Ymm...Ja pomyliłam pokoje...Przepraszam, już znikam-chciałam odejść, ale złapał mnie za nadgarstek
-Nic się nie stało, spokojnie-spojrzał mi w oczy-A czego szukasz?-trochę wyrównałam oddech
-Suszarki do włosów-niepewnie odpowiedziałam
-Poczekaj-wrócił do łazienki. To był jakiś kiepski żart. On miał lepszą suszarkę niż ja
-Dziękuję-odebrałam od niego urządzenie-Przepraszam jeszcze raz-uśmiechnął się, a ja wyszłam. Oparłam się o ścianę w korytarzu i wzięłam kilka oddechów. Moje serce biło jak szalone. Chciałam wejść do siebie. Szarpałam się chwilę z drzwiami. Skutek-zatrzasnęły się. Doskonale-pomyślałam. Nie miałam wyboru. Do rodziców G nie mogę iść, do niej też nie, bo na sto procent śpi, ażeby przerwać jej sen trzeba obudzić całe miasto. Byłam zmuszona skierować się do Hazz'y. Zapukałam cicho. Uchylił wrota pewnie
-Coś nie tak?-szczerzył się na mój widok
-Nie mogę wejść do siebie, drzwi się zatrzasnęły-wpuścił mnie bez żadnego ale. O dziwo, ubrany już był w spodnie dresowe-Dasz mi jakąś koszulkę, czy coś? Nie zdążyłam nic ze sobą wziąć. A po za tym ,nie planowałam tego-wyjął z szafki bluzkę i podał mi ją, dodał jeszcze do tego spodnie dresowe-Dziękuję, to ja pójdę się przebrać-trafiłam do toalety. Założyłam ubranie na siebie, wysuszyłam włosy. Oparłam ręce o blat przed lustrem-To jest jakaś katastrofa-sama do siebie powiedziałam i wyszłam. Leżał na łóżku i bawił się telefonem. Kiedy tylko mnie ujrzał, rozpromieniał
-Chcesz już iść spać?-zapytał
-Nie wiem, chyba nie, możemy jeszcze pogadać-stwierdziłam
-Kładź się-wskazał miejsce obok.  Powolnym krokiem ruszyłam ku wskazanemu kierunkowi. Czułam jakby coś miało się wydarzyć, coś co na tym etapie znajomości nie powinno się zdarzyć. Ale z drugiej strony ufałam jemu i sobie i wątpiłam, że moglibyśmy wykorzystać najbliższą okazję. Ułożyłam się tuż obok. Czułam jak na mnie patrzy. Kiedy nasze oczy się spotkały, wszystkie moje obawy opuściły mnie
-Dlaczego to robisz?-odezwałam się
-Ale co?-lekko go rozbawiłam
-Czemu tak wlepiasz we mnie te swoje śliczne gały-przewróciłam się na bok
-Ciężko tego nie robić przy takim cudzie-mówił tak spokojnie. Chociaż było ciemno, a jedyne co oświetlało nam noc to księżyc, to ja i tak widziałam każdy szczegół jego twarzy. Był nieziemsko przystojny, nie  mogłam uwierzyć, że leżę tuż obok kogoś takiego
-Harry...Miałeś nie...
-Miałem skupić się na jednej, wyjątkowej, więc to robię-wyprzedził mnie w słowach. Czułam jak moje serce bije szybciej
-Mamy jeszcze miesiąc, zobaczymy jak to będzie-uniosłam kąciki ust, jak i on. Zatrzęsłam się, temperatura w tamtym pokoju była wyjątkowo niska
-Zimno ci?-zapytał troskliwie
-Jak się śpi w igloo, to nic dziwnego-nakryłam się bardziej kołdrą
-Chodź tu do mnie-objął mnie i przyciągnął do siebie
-Hazz...
-Wolisz marznąć? Proszę cię, nic się nie wydarzy. Chcę się tobą zaopiekować, zmienić się dla ciebie, daj mi to zrobić-miał rację. Miał stać się wierniejszy, a ja się opierałam. Postanowiłam więc oddać się mu. Wtuliłam się w jego tors i przymknęłam oczy. Swoimi palcami malowałam wzroki na jego klatce piersiowej, a on na moich plecach. Zachowywaliśmy się jak para, a znaliśmy się od kilku godzin. Mimo to czułam z nim więź i chciałam dać nam szansę
-Dobranoc Harry-szepnęłam
-Dobranoc księżniczko-nie wiem dlaczego, ale pozwoliłam mu się tak nazwać. Od razu zrobiło mi się cieplej. Kiedy słyszałam takie słowa płynące z jego ust, miękłam. Działał na mnie jak nikt. Kiedy poprawiłam się aby jeszcze bardziej się do niego zbliżyć, pocałował mnie w głowę delikatnie. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mam się nad czym zastanawiać...








Hejka! Mam nadzieję, że się spodoba Kochani :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

niedziela, 21 grudnia 2014

Let me know you 14 (the end)

Jego słowa leczyły rany, które wcześniej mi zadał. Rozpaczał, jakby stracił kogoś najważniejszego na świecie. Moje serce zaczęło bić mocniej. Jego ryk ustał na chwilę. Schylił się nade mną jeszcze bardziej i szepnął mi na ucho:


-...Aqua...Ja, ja...Ja cię kocham-te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie. Oniemiałam. Moje oczy otworzyły się. Od razu pokierowałam wzrok na niego. Łzy zaczęły spływać po moich polikach. On był w szoku, ja również...
***
Podniosłam się. Patrzałam na niego z niedowierzaniem:
-Ccc...co powiedziałeś?-jęknęłam. Złapał mnie za dłoń i prosto w oczy powtórzył:
-Kocham cię-moje oczy szukały wyjaśnienia w jego czekoladowych tęczówkach. To wszystko nie miało sensu. Najpierw, niby na żarty, się mnie wyrzekał, później mówił, że mnie kocha. Zastanowiłam się
-Zayn, ja...Dlaczego mi nie powiedziałeś?-zapytałam. Pomógł mi wstać. Powoli pokierował mnie na balkon. Posadził mnie sobie na kolanach i otarł moje poliki
-Aqua, czułem to od początku. Moje serce zabiło szybciej natychmiast, kiedy cię ujrzałem. Nie wiedziałem o tym-recytował mi w twarz-Coś mi w tobie nie pasowało, nie wiedziałem co. Na początku myślałem, że jesteś nudna, czyli nie dla mnie. Dowiodłaś, że nie jesteś taka, a to uczucie niepokoju nadal we mnie tkwiło. Nie  wiedziałem o co chodzi. Nie zdawałem sobie sprawy z tego jak bardzo cię kocham, jak mi na tobie zależy-słuchałam go uważnie. Ja także coś zrozumiałam. Kiedy opowiadał mi wszystko,  można powiedzieć, od podstawy, obrazowałam to sobie w głowie. Widziałam te wszystkie  wspólnie spędzone chwile-Dzisiaj, gdy zobaczyłem do czego cię doprowadziłem...-zaciął się-Moje serce pękło na miliony  kawałków, zrozumiałem...-znów pauza-Że to ja byłem problemem-nie do końca wiedziałam o co chodzi-Z całych sił broniłem się od tego przymusu małżeństwa. Jestem wolnym ptakiem i nie lubię klatek. Oceniłem to pochopnie i nie dałem dopuścić do siebie myśli, że mógłbym poczuć coś do dziewczyny wybranej przez moją rodzinę-wyjaśnił-To moja wina, nie powinienem. Wybacz. Kocham cię. To dla ciebie budzę się każdego ranka. To dla ciebie przeżywam każdy dzień. Do ciebie skierowany jest mój każdy uśmiech. Bez ciebie nie istnieję ja, nie  istnieje świat, liczysz się tylko ty-łzy szczęścia opuszczały moje oczy-Aqua, nie chcę nikogo innego. Pragnę tylko ciebie. Czy zostaniesz moją żoną?-wstał i uklęknął przede mną z małym pudełeczkiem w dłoniach. Nie dał dojść mi do słowa podczas swojej wypowiedzi. Lecz ja ich nie potrzebowałam, aby wyrazić co czuję. Rzuciłam mu się na szyję, kładąc nas na kafelkach-To znaczy tak?-zaśmialiśmy  się
-Po za tym, że nie mam wyjścia, to tak-zażartowałam. Wstaliśmy. Mulat wsunął na mój serdeczny palec piękny srebrny pierścionek z diamentem. Zerwałam sztuczne bandaże z rąk. Włosy ułożyłam na ramionach. Pozwoliłam mu otrzeć moje twarz z łez. Uśmiechałam się od ucha do ucha. Zbliżył swoje usta do moich. Słońce jakby znajdowało się pomiędzy nimi.  Zasłoniliśmy jego blask poprzez długi i namiętny pocałunek. Może wydać to się chore i nienormalne, ale oświadczyny, kiedy byliśmy tacy cali w sztucznej krwi, z rozwalonymi włosami i sinymi oczami od płaczu, były idealne. Nie mogłam wyobrazić sobie piękniejszych, a to dlatego, że były prawdziwe. Nikt ich nie zaplanował, nikt nas do nich nie zmuszał. Kochaliśmy się szczerze, bez żadnego ale. Szczęście nas przepełniało.
Obok nas rozległy się brawa. Przerwaliśmy nie odsuwając się od siebie:
-No nareszcie!-krzyczeli chłopcy
-Co to za krew w łazience?-zapytał Liam
-Zrobiłam małego psikusa-spojrzałam na Malika i przygryzłam dolną wargę
-Jesteś szalona-cmoknął mnie w nos 
-Jeszcze nie poznałeś mnie do końca-zażartowałam
-So, Let me know you-złączyłam nasze usta w pocałunku.
 Kto by pomyślał, że znajomość rozpoczęta sztormem, zakończyła się spokojną wodą. Wtedy dziękowałam mojej, jak to stwierdził Zayn, bezmyślnej babci...




Hejka! No to koniec tej historii. Mam nadzieję, że zakończenie się spodoba, chociaż jest trochę chore i nienormalne :D Hehe, piszcie ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Rain of scars 18

Nie mogłem. Pomogłem jej zdjąć spodnie od  dresu. Po raz kolejny moim oczom ukazały się jej sine uda. Stała przede mną w bieliźnie, znów odczuwałem strach z jej strony. Wyrzuciłem za siebie część odzieży i zrobiłem coś czego się nie spodziewała. Przytuliłem ją, słyszałem jak szybko biło jej serce, a później puls zwalniał. Nie mogłem wyobrazić sobie jak można uczynić to tak niewinniej istocie. Kiedy przedstawiono mi ją w takiej odsłonie, wiedziałem, to było to...
***
Owinąłem jej bandaż folią, aby się nie zmoczył. Usiadła na napełnionej po brzegi wannie. Wyszedłem, ale zostałem po drzwiami. Czekałem i czekałem. Nareszcie odezwała  się:
-Niall!-krzyknęła
-Mam wejść?-zapytałem
-Tak-zrobiłem jak kazała. Była już pod powłoką piany
-Co się stało?-zamknąłem drzwi za sobą i zbliżyłem się
-Przepraszam-patrzała mi w oczy
-Za co?-nie zrozumiałem
-Że na własne życzenie zraniłam sobie tą stopę i teraz się mną...
-Julia-przerwałem jej-Ja chcę się tobą zajmować. Na nikim mi tak nie zależy-założyłem kosmyk jej blond włosów za ucho. Moje serce prawie wyskoczyło z piersi. Po chwili przerwała ciszę
-Powiesz mi coś jeżeli cię zapytam?-była niepewna. Rozbawiła mnie jej słodka minka
-Oczywiście-potwierdziłem
-Dlaczego pokłóciłeś się z chłopakami? To przeze mnie?-posmutnieliśmy
-Nie-zaprzeczyłem-Widzisz-zacząłem, choć  wiedziałem, że nie będzie mi łatwo. Lecz ja wiedziałem o niej tak wiele, ona natomiast o mnie tak mało, że pragnąłem jej opowiedzieć o tym co zaszło-...Bardzo mnie skrzywdziła, a oni tylko mi o tym przypomnieli, ale to nic. Nie długo będzie dobrze-udało mi się. Powiedziałem jej o tym jak wykorzystywała mnie moja pierwsza i jedyna dziewczyna, która, wydawało mi się, kochałem. Ona nic nie odrzekła, pozostała w milczeniu. Jedyne co zrobiła to złapała mnie za dłoń. To dodało  mi otuchy, bardziej niż słowa mogłyby to zrobić.

*Miesiąc  później
Dni mijały, a z nimi nasilały się moje emocje, jeżeli chodzi o dziewczynę. Jej stopa była już zdrowa. Zaczęła uczyć się u mnie w domu, każdego dnia otwierała się coraz bardziej. Nasza więź zacisnęła się jeszcze mocniej. Wspieraliśmy się nawzajem, wszystko szło dobrze. Jedyne co przygnębiało Julę, to to, że media robiły z niej patologię, którą gwiazdor przyjął tylko z litości. Czasami płakała przez słowa na jej temat, ale nie pozwalałem długo się jej zadręczać. Rany na udach i brzuchu powoli znikały, informowała mnie o tym, ufała mi. Pogodziłem się z chłopakami. Często gościli w moim...naszym domu, pomagali blondynce w zawieraniu relacji. Było to coś w rodzaju terapii, która przynosiła efekty. Była moją porcelanową laleczką, bałem się o nią bardziej niż o siebie. Nie chciałem na nią naciskać, dawałem jej wolną rękę, do niczego  nie zmuszałem.
Pewnego dnia dostałem wiadomość od managera, załamałem się. Wróciłem do domu, Julia czekała w salonie. Zbliżyłem się i przywiałem ją przytuleniem:
-Coś się stało?-natychmiast zauważyła
-Okazało się, że trasa przyspiesza i już za półtora tygodnia wyruszam w pięciomiesięczną podróż-ta iskierka w jej oczach zgasła. Opadła na kanapę. Usiadłem obok i pozwoliłem jej wypłakać się w ramię. Moje serce umierało stopniowo z każdą jej łzą. Nie wiedziałem co zrobić, nie miałem wyjścia. To i tak  kiedyś by nastało. Dla nas to znaczyło tragedię. Nie mogliśmy bez siebie żyć. Nie wyobrażałem sobie świata poza nią. Łkała bardzo długo, nie wiedziałem co  powiedzieć...

I will teach you life 2

Ale gdzie my jedziemy?-zadawałam mnóstwo pytań
-Posłuchaj-zaczął-Masz siedzieć cicho, bo jeżeli nie, znajdą mnie i będzie źle-nie wiem dlaczego, ale postanowiłam zamilknąć. Minęło kilkanaście minut-Masz. Załóż to-podał mi wielką bluzę z  kapturem. Nałożyłam ją na siebie
-George, czy ty masz mnie zabić?-niepewnie odezwałam się kiedy zapinał zamek okrycia
-Nie nazywam się tak-odrzekł
-A jak?
-Payne, Liam Payne-poczułam się jak w filmie akcji. Czułam niepokój, ale i powiew przyjemniej adrenaliny...
***
Wręcz wytargał mnie z budynku. Wepchnął na przednie siedzenie wysokiego, czarnego samochodu. Jechał bardzo szybko, dopóki nie wyjechaliśmy poza miasto. Panowała pomiędzy nami cisza. Postanowiłam ją przerwać:
-Powiesz mi nareszcie kim jesteś i co to ma w ogóle być za akcja?-wyrecytowałam bardzo pretensjonalnie. Nawet na mnie nie spojrzał. Z grobową miną wlepiał wzrok w drogę
-Dostałem zlecenie-krótko odpowiedział
-Od kogo? Po co?-zachowywałam się jak małe dziecko, ale byłam w szoku
-Zajmuje się tobą rodzina zastępcza. W twoim domu było już zbyt wiele osób. Zostałaś wybrana na ucznia spośród setek jednostek z twoją sytuacją-jego słowa doszły do mnie dopiero po chwili
-Jakiego ucznia? Jakie jednostki? Kim ty do cholery jesteś?! Chcę wracać!-zaczęłam krzyczeć
-Ucisz się, bo naprawdę pożałujesz-był zupełnie poważny. Zaczęłam się bać
-Mów o co u chodzi-warknęłam
-Twoja przybrana rodzina zgłosiła cię do biura mojego szefa. Obserwowano cię przez wiele miesięcy. Stwierdzono, że jesteś odpowiednia. Zostałaś moją podopieczną, będę twoim mentorem-powiedział spokojnie
-K***A! Jakim mentorem? Naoglądałeś się za dużo filmów akcji, psychopato-nerwy mi puściły
-Posłuchaj. Masz szczęście, że trafiłaś na mnie. Niektórzy już by się pobili za to zachowanie-postanowiłam się uspokoić, co nie było łatwe
-Czego ty masz mnie niby nauczyć? Na czym to polega?-wzięłam głęboki oddech
-Życia. Mam za zadanie zabrać cię za granicę i nauczyć jak być szpiegiem. Później sama podejmujesz decyzję, chcesz pozostać w zawodzie, czy żyć w ciągłym strachu jako normalny człowiek-łzy zebrały się w moich oczach. Wiedziałam, że nie żartuje. Ja? Szpiegiem?-bzdura-pomyślałam. To naprawdę było jak sen, z którego pragnęłam się obudzić
-A jeżeli ja nie chcę-pełna nadziei odezwałam się przez łzy
-Nie masz wyboru, znają twoje dane i nie odpuściliby ci-odrzekł
-Dlaczego ja?-ryczałam jak dziecko
-Jesteś zdrowa, wysportowana, giętka, sprytna, szybka, inteligentna, myślisz, strategiczna, jest wiele powodów-odpowiedział. Zatrzymaliśmy się przed wielką willą, zrobioną prawie w całości, ze szkła
-Gdzie my jesteśmy?-pełna niepokoju zaciekawiłam się
-U szefa-wysiadł i pomógł mi zrobić to samo. Ledwo utrzymywałam się na nogach z przerażenia...








Hejka! Jednak udało mi się napisać coś na tym wiekowym urządzeniu :P No nic :> Mam nadzieję, że spodoba się :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #4

-W jaki sposób?-zapytał
-Masz być grzeczny, czyli nie podrywać dziewczyn i skupić uwagę na jednej, nie mówię, że na mnie, na jednej-w głębi duszy i tak liczyłam, że będę to ja
-Nie widzę żadnej innej, więc udowodnię ci, że nie jestem zwykłą świnią, która pobawi się uczuciami i odejdzie, gdy tylko ujrzy nową dziewczynę-był pewny siebie
-Okej. To umowa stoi?-wyciągnęłam do niego rękę
-Stoi-już mniej pewnie rzekł...
***
Długo rozmawialiśmy. Wiele się o sobie dowiedzieliśmy. Cały czas czułam na sobie jego wzrok. Przy nim latałam wysoko nad chmurami, czułam się wyjątkowa. Wróciliśmy do domu Styles'a. W kuchni czekała już rodzina lokatego:
-No chodźcie, chodźcie, jedzenie stygnie-pośpieszała nas Pani Anne. Zajęliśmy miejsca i poczęliśmy jeść. Po posiłku Gemma natychmiast pociągła na górę Hazz'ę. Zostałam na dole z ojczymem tego uroczego rodzeństwa
-(T.I) co ty mu zrobiłaś?-przez lekki śmiech zapytał
-Nie rozumiem-uniosłam brwi 
-Harold jeszcze nigdy nie patrzał tak na nikogo, miał\wiele "przyjaciółek", ale przy tobie jest jak zaczarowany-zarumieniłam się
-Poważnie?-zachichotałam
-Tak, dziecko-pogłaskał mnie po głowie-Może idź sprawdź co oni tam wyprawiają, jak ich znam Gem znowu okłada go, bo pożyczył jej lakier-zażartował
-Dobrze-rozbawiona ruszyłam na górę. Znalazłam się pod drzwiami jakiegoś pokoju, miałam przejść obojętnie, ale usłyszałam głosy dobiegające z niego. Zbliżyłam się:
-Ale dlaczego?-pytał zielonooki
-To moja przyjaciółka, jedyna. Zawsze mi to robiłeś. Jeżeli ją zranisz, nie dość, że zostawi ciebie to i jeszcze mnie-mówiła jego siostra-Nie chcę tego, błagam nie znów-była poważnie przejęta
-Ty nie rozumiesz. Czuję, że to naprawdę to. Zakochałem się, od pierwszego wejrzenia-moje serce biło coraz mocniej
-Szkoda z tobą gadać-stwierdziła-Jeżeli ją zranisz, przysięgam...-zatrzymała się na moment-Pożałujesz, gorzko-stanowczo oznajmiła. Szybko pobiegłam do pomieszczenia tuż obok. Czyli sypialni G. Po chwili znalazła się obok mnie
-Co tam?-odezwałam się jak gdyby nigdy nic
-(T.I) musimy pogadać-opadła na łóżko
-Słucham-zajęłam miejsce na pufie obok
-Bo widzisz mój brat od zawsze podrywał moje przyjaciółki, później przestawała się mu podobać i chrzanił wszystko. Wiadomo, że po takim rozstaniu nie chce się już widzieć takiego dupka, dlatego dziewczyny mnie opuszczały. Tylko, ponieważ jestem z nim spokrewniona-bardzo interesowała mnie jej wypowiedź-Widzę jak teraz on patrzy na ciebie, jak na nikogo nigdy. Lecz nadal obawiam się, że złamie ci serce i stracę cię. A nie chcę tego-przytuliłam  ją. Nie zdziwiły mnie jej słowa. Podejrzewałam, że z Harry'ego niezłe ziółko. Pomimo to ja i tak czułam do niego miętę
-Gem, w życiu, nie ważne co by się stało, nie przestałabym cię wspierać i nie przestałabym się z tobą przyjaźnić. Zaufaj mi, nie dam się omotać-założyłam pasmo jej włosów za jej ucho-Przyznam, Hazz mi się podoba, ale nie będę się spieszyć. Wiem, że to może minąć, może być to tylko taka przelotna mgiełka, która nie zostawi po sobie śladu. Lecz może to także być coś niesamowitego, co więcej może się nie powtórzyć. Chcę to sprawdzić i obiecuję ci, że choćby się nam nie udało, nie opuszczę tak wspaniałej przyjaciółki jak ty. Przysięgam-mówiłam prosto z serca. Nie chciałam dać porwać się emocjom. Kiedy skończyłam wypowiedź długo tuliłam się z dziewczyną. Kochałam ją jak siostrę, była dla mnie wyjątkowa. Po czułościach pokazała mi moją sypialnię. Znajdowała się naprzeciw pokoi jej i loczka. Rozgościłam się. Dochodziła godzina 00.00. Postanowiłam wziąć prysznic. Wytarłam się i owinęłam w puszysty ręcznik. Mniejszym kawałkiem materiału  okryłam swoje mokre włosy. Zorientowałam się, że zapomniałam suszarki. Nie mogłam położyć się w takim stanie, z rana obudziłabym się z szopą na głowie. Byłam zmuszona poprosić o takową Gem. Wyszłam ze swojej sypialni i po cichu wkroczyłam do tej naprzeciw. Światło w łazience paliło się, więc postanowiłam zaczekać. Pomieszczenie wyglądało jakoś inaczej, ale bez soczewek mój wzrok szwankował, do tego było ciemno, więc nie przejęłam się zbytnio. Stałam tak na boso, omotana ręcznikiem sięgającym mi ledwo do połowy uda i z wilgotną fryzurą. Usłyszałam otwierające się drzwi od toalety. No, wtedy byłam pewna, że pomyliłam pokoje...











Hejka! Wybaczcie, że stosunkowo późno, lecz mój internet się bardzo muli i nie zbyt mogę robić to szybciej. Jest szansa, że to mój ostatni post dzisiaj, ale raczej nie, więc zaglądajcie co jakiś czas jeżeli jesteście ciekawi dalszych losów bohaterów moich opowiadań ;) Mam  nadzieję, że ten rozdział przypadnie wam do gustu i dodacie mi trochę motywacji Kochani :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 20 grudnia 2014

Little Sweet Angel 28

 Na ramionach poczułam dłonie, ktoś wyskoczył przede mnie
-Jezu! Wiesz jak mnie wystraszyłeś wariacie!-krzyknęłam na Niall'a
-Oj przepraszam, nie gniewaj się mała-zbliżył się do mnie
-Tylko nie mała-podniósł mnie i zakręcił dookoła
-Wybacz, ale takiej chudzinki jeszcze nie widziałem-zaśmiał się
-Haha-powiedziałam
-Co tu robisz?-zaciekawiłam się
-Wracam od kumpla-ruszyliśmy-Już pojutrze Święta-ucieszył się
-Tak, nareszcie czuję ten klimat-wystawiłam dłoń przed siebie. Nareszcie osiągnęłam spokój, miałam nadzieję, że potrwa to jak najdłużej...
***
-To moja siostra Tatiana-przedstawiłam przyjacielowi mojego "klona"
-Hej. Jestem Niall-podali sobie ręce-Jesteście bardzo podobne. Czemu nie mówiłaś, że po świecie chodzą jednak dwa ideały?-miałam wrażenie, że moja sister wpadła mu w oko. Blondynka zarumieniła się na słowa Irlandczyka
-Ty!-warknęłam-Nie podrywaj mojej bliźniaczki-pogroziłam mu palcem
-Dobrze wszechmogąca-złożył ręce w geście obronnym
-Przestań!-rozbawił mnie
-Wracajmy już może, zimno-zaproponowała trzęsąca się Tats
-Poczekaj-Nialler otulił ją swoją kurtką. Wpadłam na pomysł
-O Boże!-krzyknęłam, na co podskoczyli 
-Co się dzieje?-jakby jednocześnie zapytali
-Harry! Miałam pomóc mu dzisiaj-udawałam, że to prawda-Nie ważne, ja lecę-pobiegłam w przeciwną stroną zostawiając ich samych. Tak wiem co pomyślicie: Michell bawi się w swatkę. To prawda, zawsze lubiłam to robić. Z uwagi na to, że do willi chłopaków rzeczywiście było mi bliżej, właśnie tam się skierowałam. Zapukałam. Otworzyła El:
-Michi!-rzuciła mi się na szyję
-Cześć kochana-odwzajemniłam uścisk
-Wchodź, jestem sama-zaprosiła mnie. Zdjęłam okrycie i pokierowałyśmy się na sofę w salonie
-Gdzie chłopcy i mała?-zaciekawiłam się
-Em śpi na górze, Li oraz Zayn mają dzisiaj randki-namalowała cudzysłów w powietrzu i zachichotała. Również się ucieszyłam-A Hazz i Lou poszli nie wiem gdzie, nie mówili-trochę mnie to zaniepokoiło. Nie wiadomo co loczkowi wpadnie do głowy, o Tomlinson'ie już nawet nie wspomnę
-Ile czasu już ich nie ma?-kontynuowałam temat
-Z dwie godzinki-odpowiedziała-A dlaczego...
-Tak pytam-przerwałam jej
 -Gadaj.Jak to jest z tobą i Harry'm?-przewróciłam oczami przez śmiech, na zmianę tematu
-...-opowiedziałam jej wszystko. Nie mówiłam dosadnie co czuję, sama nie byłam niczego pewna. Wiadomo powiedziałam, że to mój najlepszy przyjaciel i nie do końca wiem co między nami jest
-On chodzi jak nakręcony. Cały czas o tobie mówi, wisi na telefonie i sprawdza czy nie dzwonisz lub piszesz. Kiedy idzie do ciebie ma niebywale dobry humor, gdy wraca jeszcze lepszy, a kiedy jest z tobą, o Boże! Wtedy traci głowę. Jeszcze nie widziałam go w takim stanie, więc coś może być na rzeczy-puściła mi oczko. Ja udałam, że to mało istotne i tylko uniosłam lekko kącki ust. Lecz wewnątrz roznosiło mnie z radości, co było dla mnie niezrozumiałe...\








Witam! Tak wiem, szok, że dodałam aż dwa rozdziały w tak krótkim okresie czasu. Lecz musiałam to zrobić, gdyż w Wigilię... Nie no dobra, nie zdradzam więcej ;) Mam nadzieję, że się spodoba :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Hrold Edward Styles CZĘŚĆ number #3

-Tak, ale czasami męczący jest...
-Brak prywatności-dokończyłam z nim równocześnie
-Tak właśnie. Skąd wiedziałaś?-zaśmiał się cicho
-Sama tak uważam-wyjaśniłam-To jest ciężki temat, wiem o tym, dlatego cię nie męczę-jakoś nie krępowałam się jego spojrzenia
-Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś takiego  jak ty-miałam wrażenie, że idziemy coraz bliżej siebie
-Co masz na myśli?-rozbawił mnie nieco
-...-wybuchłam śmiechem, ale z drugiej strony byłam w szoku i przestraszona...
***
-Nic ci nie jest?-starałam powstrzymać śmiech
-Leci mi krew?-odsłonił czoło
-Nie-udało mi się uspokoić-Jak mogłeś wpaść na słup?-dotykałam jego twarzy szukając obrażeń, jakich mógł doznać
-Utonąłem w twoich oczach-złapał mnie w talii
-Będziesz miał siniec-nie przestawałam okrywać go dłońmi. Czułam jak rumieńce napływają na moje poliki po jego słowach i jak serce przyspiesza
-Dla tego co dzieje się teraz, warto było-uśmiechnął się
-Dla czego?-złapałam go za ramiona
-Tej bliskości pomiędzy nami-jeszcze bardziej mnie przyciągnął
-Znasz mnie od kilkudziesięciu minut-stwierdziłam
-A mam wrażenie, że od dzieciństwa-zbliżył swoją twarz do mojej, ale zasłoniłam usta
-O nie kochany, trzeba sobie zasłużyć-wyrwałam się  z jego uścisku
-Ale ty mnie intrygujesz-ruszył za mną. Złapał mnie za rękę-Co lubisz robić?-zapytał
-Studiuję dziennikarstwo, więc pisać-zachichotałam-A ty? Poza śpiewem-postanowiłam pociągnąć temat
-Patrzeć na ciebie-szczerzył się
-G miała rację-zaśmiałam się
-Nie rozumiem-spoważniał
-Jesteś podrywaczem-złapał mnie za ramiona i odwrócił ku sobie
-Nie jestem. Ja po prostu nie mogę nie skomplementować takiej piękności, jaką jesteś ty-ahh faceci...
-To się nazywa flirt, czyli podryw, robią to podrywacze...Czyli nim jesteś-stwierdziłam
-Nie prawda-protestował i próbował dorównać mi kroku
-Skoro tak uważasz-ponownie przystopowałam a on za mną-Będę tu z twoją siostrą jeszcze trochę czasu. Z tego co wiem ty także, więc masz czas aby się wykazać-powiedziałam
-W jaki sposób?-zapytał
-Masz być grzeczny, czyli nie podrywać dziewczyn i skupić uwagę na jednej, nie mówię, że na mnie, na jednej-w głębi duszy i tak liczyłam, że będę to ja
-Nie widzę żadnej innej, więc udowodnię ci, że nie jestem zwykłą świnią, która pobawi się uczuciami i odejdzie, gdy tylko ujrzy nową dziewczynę-był pewny siebie
-Okej. To umowa stoi?-wyciągnęłam do niego rękę
-Stoi-już mniej pewnie rzekł...




Hejka! Jak tam? Podoba się? No mi jakoś nie specjalnie, ale muszę was jakoś wprowadzić ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*


Imagin część 4 (the end)

Czekałam i czekałam. Dochodziła godzina 21.00, załamałam się. Zrobiło mi się przykro. Tak bardzo nie chciałam mieć złamanego serca, a na  to się zapowiadało, ponieważ zauroczyłam się. Nie zamierzałam podzielać przeżyć mojej mamy, jeżeli chodzi o mężczyzn, ona nigdy nie miała szczęścia. Rozpłakałam się, dla mnie to było straszne przeżycie. Nigdy wcześniej nie miałam chłopaka, nie byłam zakochana, a za pierwszym razem, zraniono mnie. Zdziwiłam się, gdyż zawsze uważałam Liam'a za gentelman'a. Wpadłam w rozpacz. Zdjęłam z siebie ubiór, nałożyłam dres i ułożyłam się w łóżku. Łkałam całą noc...
***
Obudziłam się rano z okropnym bólem głowy, coś strasznego. Miałam doła. Zeszłam na dół. Nie chciałam jeść, nie chciałam pić, nie chciało mi się żyć. Usiadłam na sofie i zaczęłam płakać ponownie. Moja komórka świeciła. Złapałam ją. Otarłam łzy, aby spojrzeć na ekran. Na wyświetlaczu pojawiło się 28 nieodebranych połączeń od Liam'a oraz dziesiątki sms'ów. Zanim udało mi się otworzyć chociaż jeden z nich , zadzwonił dzwonek. Podeszłam do drzwi i zajrzałam przez judasza-Payne. Nie miałam zamiaru otwierać:
-(T.I)! Wiem, że jesteś w środku, proszę, daj mi wyjaśnić-otworzyłam. Nie przejmowałam się, że jestem nie uczesana, we łzach i piżamie. Stanęłam w progu
-Masz pięć sekund-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
-Przysięgam nie mogłem się z tobą zobaczyć, wypadło mi coś bardzo ważnego-tłumaczył się
-Telefon też był zajęty?-zatrzęsłam się-Wejdź, jest chłodno-wpuściłam go tylko z tego względu
-Nie, ja nie miałem możliwości go użyć-był bardzo przejęty
-Dlaczego?-rozłożyłam ręce w pytającym geście
-Na dzień dzisiejszy nie mogę zdradzić, ale...
-Nie mamy, więc o czym rozmawiać-przerwałam mu
-(T.I) nie rozumiesz-widziałam jak łzy zbierają się w jego oczach
-Bo nie dajesz mi zrozumieć!-krzyknęłam-Po raz pierwszy w życiu moje serce zaczęło bić mocniej, a ty natychmiast to zniszczyłeś-zaczęłam płakać-Jeżeli będziesz gotowy mi wyjaśnić co takiego zaszło, że nie mnie wystawiłeś, wróć. Ale teraz wyjdź, jeżeli nie możesz tego zrobić-wskazałam na drzwi
-(T.I) kocham cię, kocham tak jak nikogo nigdy. Chcę żebyś o tym wiedziała i błagam nigdy nie zapomnij o tym-zbliżył się, wpił się w moje usta i wyszedł. Zsunęłam się po ścianie na podłogę. Ryczałam jakby świat mi się zawalił. Nie wiedziałam dlaczego to powiedział. Co takiego się stało. Byłam w kropce. Mijały dni, każdego myślałam  o nim i roniłam przynajmniej  łzę. Nie odzywał się do mnie. Wpadłam w depresję. Nawet taniec mi nie pomagał.
Pewnego dnia wracałam z pracy. Na ulicach płakało mnóstwo osób, pomyślałam, że wydarzył się jakiś wypadek. Jak najszybciej znalazłam się w domu i włączyłam kanał informacyjny. Jeszcze stałam kiedy do moich uszu dotarła wiadomość: "Sławny piosenkarz Liam Payne, miesiąc temu dowiedział się o śmiertelnej chorobie. Niestety wokalista przegrał walkę i zmarł godzinę temu. Tysiące fanek na całym świecie..." Już nie słuchałam. Opadłam na sofę. Słowa prezenterki telewizyjnej odbijały się echem w mojej głowie. Po dłuższej chwili doszło to do mnie. Ogarnęła mnie histeria. Wpadłam w szał. Zdemolowałam cale moje mieszkanie. Żałowałam, jak niczego nigdy. Nie dałam mu szansy, nie dałam mu chwili. To oto chodziło, gdybym tylko wiedziała. Nie dość, że zostawiłam go w takiej chwili to jeszcze tak potraktowałam. Moje serce pękło. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Przez łzy zapisałam kilka słów do najbliższych na kartce. Przeprosiłam. Ja nie dałam rady psychicznie. Za bardzo go kochałam.
*Narracja trzecioosobowa
(T.I) w pośpiechu wyrzuciła z szafek pudełka tabletek. Była w szale. Łkała na zmianę krzycząc. Śmierć ukochanego uderzyła w nią z niewyobrażalną siłą. Jedyne czego pragnęła to być z nim i przeprosić go za to jak się zachowała. Winiła się za jego śmierć. Łudziła się, że swoją obecnością wyleczyła by członka zespołu One Direction, myliła się. Choroba postąpiła bardzo szybko, chłopak cierpiał. Lecz każdego dnia wspominał swoją ukochaną, pamiętał o niej. Nie winił jej za zachowanie, wiedział, że źle postąpił. Kiedy dostał informację od lekarza, załamał się, nie mógł do siebie dojść tamtego wieczoru. Zdawał sobie sprawę, że zadałby ból tancerce diagnozą. Dlatego celowo ją sprowokował, aby go zostawiła. Zrobił to dla niej, ale ona nie zdawała sobie z tego sprawy. Kochał ją bez pamięci o świecie, tak jak i ona jego. A tą zakochaną parę złączyła choroba, dwa pudełka tabletek nasennych i spirytus. Teraz są tam, u góry, razem, na zawsze.








Hejka! Tak wiem, smutny. Mam nadzieję, że mnie za niego nie znienawidzicie :) I, że się spodoba chociaż troszkę :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Let me know you 13

-On nie powiedziałby tego gdyby nie my-zgłupiałam
-Jak to?-rozejrzałam się po ich twarzach
-Tak jakby zmusiliśmy go do tego-wyznał blondyn
-Co? Dlaczego?-uspokoiłam się, lecz tylko dlatego, że mnie zaskoczyli
-Zaczęliśmy się nabijać z tego, że się "zakochał"-lokaty namalował w  powietrzu cudzysłów-On się zawstydził i rzekł to co rzekł, abyśmy dali mu spokój. Normalnie nie zrobiłby tego, zależy mu na tobie-zapewniał
-Jeżeli tak by było to by był tu ze mną-postawiłam się
-W tym momencie szuka cię z Lou, my mieliśmy czekać tu gdybyś nie wróciła-wyjaśnił Liam. Nieco mi ulżyło, ale i tak chciałam usłyszeć to z jego ust. Pragnęłam aby sam się przyznał. Nieważne dla mnie było to czy, stało się to pod wpływem emocji, ja już w myślach szykowałam karę...
***
-Błagam was, idę do pokoju. Nie mówcie mu o tej rozmowie-wyrwałam się spomiędzy nich. Opadłam na sofę, przygotowałam plan. Malik'owi ponoć na mnie zależało, postanowiłam przetestować go tym samym zemścić się na nim za to jak bardzo mnie zranił. Weszłam do łazienki i "zrobiłam to". Pozostało mi tylko czekać.
*Oczami Zayn'a
Byłem w rozsypce. Jestem idiotą! Jak mogłem to powiedzieć?!-myślałem. Przeszukaliśmy prawie całe Sydney. Nie będę się krył, ryczałem jak dziecko. Zależało mi na niej, a wiedziałem, że ją zraniłem
-Stary, nie znajdziemy jej. Wracajmy, wróci-odezwał się Louis. Nie odezwałem się, zwyczajnie zacząłem iść w kierunku domu. Wszedłem pełen nadziei do salonu. Siedzieli w milczeniu-Wróciła?-wyprzedził mnie Tomlinson
-Jest na górze-pomknąłem zanim Harry skończył zdanie. Wszedłem. Drzwi od łazienki były otwarte. Wystraszyłem się. Podszedłem, leżała w plamie krwi na posadzce. Moje serce stanęło. Miała ręce poowijane bandażami przez które prześwitywała ta sama czerwona ciecz. Uklęknąłem nad nią:
-Aqua!-łkałem-Co ty zrobiłaś?-nie odpowiadała-Błagam nie zostawiaj mnie-wziąłem ją na kolana-Proszę. Popełniłem wielki błąd, nie chciałem tego mówić-dusiłem się łzami-Oni ze mnie żartowali. Mówili, że cię kocham. Ja chciałem im pokazać i...stało się-wyglądała tak spokojnie-Błagam, błagam, błagam, nie opuszczaj mnie. To była nieprawda, wybacz, Aqua-wręcz krzyczałem. Zrozumiałem coś i musiałem jej to powiedzieć. Nieco się uspokoiłem, aby to rzec.
*Oczami Aqua'y
Leżałam na nim i nie mogłam przestać się śmiać w duchu, przez to, gdyż nie zauważył, że nadal oddycham. Zrobiło mi się go szkoda. Pomyślałam: Jakbym ja się czuła gdyby to on zakpił ze mnie w ten sposób. Ale po chwili przypominałam sobie, że skrzywdził mnie. Jego słowa leczyły rany, które wcześniej mi zadał. Rozpaczał, jakby stracił kogoś najważniejszego na świecie. Moje serce zaczęło bić mocniej. Jego ryk ustał na chwilę. Schylił się nade mną jeszcze bardziej i szepnął mi na ucho:
-...Aqua...Ja, ja...Ja cię kocham-te słowa odbiły się w mojej głowie kilkukrotnie. Oniemiałam. Moje oczy otworzyły się. Od razu pokierowałam wzrok na niego. Łzy zaczęły spływać po moich polikach. On był w szoku, ja również...







Cześć! Jak się podoba? No to mu pokazała ;) Ale przy okazji dowiedziała się czegoś. Jak myślicie jak zareaguje? Piszcie :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Rain of scars 17

-Pyszności-oblizałam wargi-A gdzie chłopcy?-po chwili przypomniałam sobie
-Nie wiem-posmutniał
-Coś się stało?-zaciekawiłam się
-Nie. Po prostu, nie miałem ochoty rozmawiać na pewien ciężki temat i...-zaciął się-...jakoś tak wyszło-stwierdził. Nie dociekałam o co chodzi, sama też nie chciałam być pytana o niektóre zagadnienia. Dawne doświadczenia dały mi niezłą szkołę życia. Zdawałam sobie sprawę, że on nie chce o tym rozmawiać,a ja nie miałam zamiaru go zmuszać. Mimo to, martwiłam się...







***
-Wiesz...Pożyczysz mi jakieś ubrania, bo nie mam żadnych?-zapytałam kiedy skończyliśmy jeść
-Jasne-chciał ponownie wziąć mnie na ręce, ale mu nie pozwoliłam
-Dam radę-spróbowałam stanąć na jedną nogę, udało mi się. Oparłam się o chłopaka
-Myślisz, że to lepsze wyjście?-w połowie drogi się odezwał
-Nie mogę liczyć na to, że wiecznie będziesz mnie nosił-spotkaliśmy się ze schodami
-Usiądź-posadził mnie  na jednym ze stopni
-Co  ty wyprawiasz?-zachichotałam
-Zaraz wracam-pobiegł do góry i za moment wrócił z kulami-Mam problemy z kolanem, więc mam i to. Weź, tak będzie prościej-podał mi je
-Nie chce mi się-westchnęłam
-Okej-zaśmiał się i ujął jak pannę młodą
-Nie o to mi chodziło-rozbawił mnie
-Proszę-podał mi ubrania
-Idę pod prysznic-oznajmiłam
-Ale nie możesz sama-zaprotestował poważnie
-Nie wejdziesz tam ze mną-ruszyłam ku łazience, ale stanął mi na drodze
-Wprowadzę cię i pomogę. Wejdziesz do wanny i wyjdę, później mnie zawołasz i znów...
-Niall!-uderzyłam go lekko łokciem w klatkę piersiową
-Nie jestem zboczony, tylko się o ciebie martwię-jakby czytał w moich myślach
-Nie jestem gotowa-spuściłam głowę
-Ufasz mi?-złapał mnie za podbródek
-Tak-przytaknęłam
-Obiecuję, że wyjdę kiedy tylko będziesz chciała-jego niebieskie oczy skierowane na mnie, przyprawiały mnie o przyjemne dreszcze
-Dobrze-z niepokojem w głosie zgodziłam się. Oparłam moje dwie dodatkowe "nogi" o ścianę i próbowałam ściągnąć z siebie koszulkę, lecz nie mogłam. Blondyn bez słów pomógł mi to zrobić. Wstydziłam się swoich wystających kości, sinego u dołu brzucha. Spojrzałam na niego, by zaobserwować jego reakcję. Niall tylko luknął na moje ciało i odłożył koszulkę, nie komentował. Ale czułam, że jego myśli nadal są przy tych ranach. Czułam się winna, za to, że trafił na kogoś takiego jak ja, na taką patologię.
*Oczami Nialler'a 
Moje serce pękło na milion kawałków, gdy ujrzałem jak potraktował ją ten oprawca. Zaniemówiłem. Jej oczy się szkliły, widziałem, że to dlatego nie chciała abym z nią wchodził. Bała się mojej reakcji, ale dla mnie znaczyła wszystko i nigdy bym nie opuścił jej lub wyśmiał z takiego powodu. Ona na to nie zasłużyła, to był mój anioł. Jeżeli ona cierpiała, ja również, z podwojoną siłą. Nie mogłem. Pomogłem jej zdjąć spodnie od  dresu. Po raz kolejny moim oczom ukazały się jej sine uda. Stała przede mną w bieliźnie, znów odczuwałem strach z jej strony. Wyrzuciłem za siebie część odzieży i zrobiłem coś czego się nie spodziewała. Przytuliłem ją, słyszałem jak szybko biło jej serce, a później puls zwalniał. Nie mogłem wyobrazić sobie jak można uczynić to tak niewinniej istocie. Kiedy przedstawiono mi ją w takiej odsłonie, wiedziałem, to było to...










Witam! Mam nadzieję, że się spodoba ;) Jak myślicie, w czym utwierdził się nasz blondasek głodomorek? Piszcie ;D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I will teach you life 1

Była to ostatnia lekcja:
-Witam! Zastąpię waszego nauczyciela muzyki przez jakiś okres czasu, gdyż jest na zwolnieniu. Nazywam się George Roobens i jestem praktykantem-przedstawił nam się brunet o czekoladowych oczach. Miał około dwadzieścia jeden lat. Przyznam był przystojny. Uśmiechnęłam się na jego widok-Może przedstawicie mi się po kolei? Proszę ty zacznij-wskazał na chłopaka w pierwszej ławce. Ten podał swoją godność, jak i reszta członków mojej klasy. Przyszła kolej na mnie, Pan Roobens zatrzymał swoje nieziemskie tęczówki na mnie:
-(T.I) (T.N)-szybko udzieliłam odpowiedzi
-Dobrze, więc teraz zajmijmy się lekcją-zaczął opowiadać, mało słuchałam. Wiem, że wciąż mylił uczniów, wyłączyłam się więc-(T.I)-no mnie to zapamiętał bez problemu-Jesteś znudzona? Chyba nie jesteś zainteresowana-niestety natrafił na tą co nie trzeba, Bozia dała mi tą nienaganną szczerość
-No jakoś mało mnie obchodzi historia muzyki, wolałabym posłuchać czegoś, albo zagrać-parsknęłam szyderczo
-Ciekawe, masz rację-zdziwił mnie-Jeżeli jesteś taka porywcza, zapraszam zaprezentujesz nam coś-zza biurka wyciągnął gitarę
-Dobra-no to trafiła kosa na kamień. Można było zauważyć, że mamy mocne charaktery-A co?-wzięłam instrument do rąk
-Masz wolną rękę-szczerzył się, jakby był pewien, że zrobię z siebie ofiarę. No niestety Proszę Pana, ale uczę się grać od czasu kiedy chodzę, więc...Szczęka mu opadła
-To  może teraz ty coś zaprezentujesz?-minęłam go wciskając mu gitarę w klatkę piersiową. Nie bałam się, że skarci mnie, czułam się luźno
-Dobrze, ale ty zaśpiewaj, bo mi idzie to słabo-zajął miejsce na krawędzi swojego stolika. Wszyscy zachowywali się jak w kościele, utrzymywali ciszę i patrzeli na centrum dźwięków z fascynacją
-Nie  umiem-skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
-Pomogę-uśmiechnął się, nie umiałam się oprzeć
-Okej-westchnęłam i usiadłam obok. Zaczął grać, od razu wiedziałam co- "Royals"-Lorde. Miał anielski głos, głupek się z nim ukrywał. Kiedy skończyliśmy rozległy się brawa. Ja tylko przewróciłam teatralnie oczami i wróciłam na miejsce
-Już lepiej?-zwrócił się do mnie
-Ta-chrząknęłam. Irytowała mnie jego idealność
-Cieszę się, zostajesz dzisiaj po lekcjach-oznajmił
-Świetnie-pod nosem stwierdziłam
-Masz coś jeszcze nam do powiedzenia?-zbliżył się
-Nie-krótko, jak zawsze
-Wróćmy więc do tematu-znów zaczął opowiadać. Bla bla bla, nie słuchałam. Kiedy zadzwonił dzwonek, wszyscy opuścili klasę. Zostaliśmy sami. Szkoła prawdopodobnie gościła tylko mnie i nauczyciela
-Do której mam tu być?-obojętnie zapytałam
-Dopóki nie wyłączą kamer, czyli jakieś piętnaście minut-spojrzał na zegarek
-Co?-wyprostowałam się na krześle-Kim ty w końcu do cholery jesteś? Belfrem na stażu, czy zbokiem?-zaśmiał się na moje słowa
-Ani tym ani tym. Proszę cię, nikt nie wie, że tu jestem-zaglądał co moment przez okno
-O co tu k***a chodzi?-wstałam
-Ej, spokojnie. Nic ci nie będzie-zapewniał-...Jeżeli będziesz grzeczna-dodał cicho po chwili
-Co?! Co ty masz zamiar mi zrobić, psychopato?!-drastycznie podszedł i zasłonił mi usta
-Ciszej-powiedział spokojnie. Nie bałam się go, ale za wszelką cenę chciałam poznać jego zamiary
-Powiedz mi-ledwo udało mi się wydukać, kiedy miałam rękę na twarzy
-Opowiem ci wszystko na miejscu-rozglądał się
-Ale gdzie my jedziemy?-zadawałam mnóstwo pytań
-Posłuchaj-zaczął-Masz siedzieć cicho, bo jeżeli nie, znajdą mnie i będzie źle-nie wiem dlaczego, ale postanowiłam zamilknąć. Minęło kilkanaście minut-Masz. Załóż to-podał mi wielką bluzę z  kapturem. Nałożyłam ją na siebie
-George, czy ty masz mnie zabić?-niepewnie odezwałam się kiedy zapinał zamek okrycia
-Nie nazywam się tak-odrzekł
-A jak?
-Payne, Liam Payne-poczułam się jak w filmie akcji. Czułam niepokój, ale i powiew przyjemniej adrenaliny...











Hejka! Oto pierwszy rozdział nowego opowiadania :D Mam nadzieję, że się spodoba. Na razie rozdziały będą pojawiać się rzadziej niż pozostałe opowiadanka, ponieważ nie dam rady pisać aż tyle na raz :P
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 19 grudnia 2014

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #2

Nawet kiedy przemierzałyśmy schody, patrzałam na loczka. Zatrzasnęła drzwi, najprawdopodobniej, swojego pokoju. Nasze pakunki już tam stały. Oparła się o drzwi i luknęła na mnie-(T.I) wszystko okej?-zapytała
-Ttt...tak-zająknęłam się, ponieważ myślami nadal byłam z Harry'm-A dlaczego pytasz?-starałam się nie oderwać stóp od ziemi, ja po prostu latałam wysoko w chmurach
-Oj kochana...-szczerzyła się jak nienormalna-Serio? Mój brat?-skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i postawiła kilka kroków w moim kierunku-Co w nim takiego jest? Tyle razy go widziałaś-w sumie sama nie wiedziałam. Chyba dałam się jej poznać, aż, za dobrze...
***
-Ale o co ci chodzi?-tak trudno było mi prowadzić rozmowę
-Błagam cię-podparła się o biodra-Widać, że ci się podoba-wiedziałam, że rumieniec ogarnia moją twarz
-Cooo?-piskliwym głosem przeciągnęłam
-Tylko się pogrążasz-szyderczo się zaśmiała
-To nie prawda, wcale mi się nie...
-(T.I)-podejrzliwie na mnie spojrzała
-Daj mi spokój-zrozumiałam, że nie muszę się jej tłumaczyć i odwróciłam się
-Taaa...Zobaczymy co z tego wyniknie-westchnęła pod nosem. Zabrałyśmy się za przysłowiowe "ogarnianie", w moim przypadku jest to, splątanie włosów w kucyk oraz ubranie się w coś świeżego. Lecz Gemma potrzebuje więcej czasu, musi się pomalować, uczesać, kilka razy  poprawić, wybrać coś, następnie się w to odziać, ja na szczęście nie miałam takich problemów. Zeszłyśmy na dół. Harry stał ubrany w korytarzu. Rozpromienił się na nasz widok:
-O nie!-warknęła pod nosem Gem wpatrując się w ekran telefonu
-Co jest?-zapytałam
-Sam do mnie napisała, mam zaraz u niej być. No nic, idźcie sami, wrócę późno. Pa-pocałowała i mnie i jego w policzek. Kiedy muskała mój polik szepnęła:
-Powodzenia, przy okazji nie ma za co-wiedziałam. Robiła to specjalnie, nie szła do żadnej Samanta'y. Zostałam z nim sama
-Idziemy?-zaproponował
-Tak-pomógł mi nałożyć kurtkę-Dzięki-otworzył przede mną drzwi-Gdzie się wybieramy?-zainteresowałam się, kiedy szliśmy już po bruku
-Pokażę ci okolice-nadal nie spuszczał ze mnie oka
-Lubisz swoją pracę?-zaciekawiłam się
-Tak, ale czasami męczący jest...
-Brak prywatności-dokończyłam z nim równocześnie
-Tak właśnie. Skąd wiedziałaś?-zaśmiał się cicho
-Sama tak uważam-wyjaśniłam-To jest ciężki temat, wiem o tym, dlatego cię nie męczę-jakoś nie krępowałam się jego spojrzenia
-Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś takiego  jak ty-miałam wrażenie, że idziemy coraz bliżej siebie
-Co masz na myśli?-rozbawił mnie nieco
-...-wybuchłam śmiechem, ale z drugiej strony byłam w szoku i przestraszona...





Hej! No ciekawe co takiego się wydarzyło ;) Hehe...Mam nadzieję, że się spodoba i zmotywujecie mnie do dalszego działania, Kochani ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin część 3

Niespodziewanie zatrzymałam skoki i salta, straciłam równowagę i wpadłam Payne'owi prosto w ramiona. Melodia ucichła. On nadal mnie trzymał. Odkrył moją twarz spod włosów. Spojrzał mi prosto w oczy. Czułam się niesamowicie. Moja klatka piersiowa pracowała bardzo szybko nie tylko ze zmęczenia. To co stało się później, pokolorowało mój świat na tysiące ciepłych barw, których wcześniej nie znałam...
***
On mnie...ustawił na nogi i złapał tak, że dzieliło nas tylko kilka centymetrów:
-Mogę?-zapytał niepewnie
-Niczego bardziej nie pragnę-zachichotałam. Musnął lekko moje usta. Już chciał przestać kiedy ja pogłębiłam pocałunek. Iskrzyło pomiędzy nami. Złączył nasze czoła razem. Udało się nam unormować oddechy. Lekko się od siebie oddaliliśmy, lecz nadal trzymaliśmy się za dłonie
-Zapraszam cię na kolację-oznajmił
-Dzisiaj?-zapytałam
-Dokładnie. Pójdziemy do mojego ulubionego lokalu-uroczo się uśmiechnął
-Jeszcze nigdy nie  umawiałam się ze starszym uczniem-zażartowałam i zbliżyłam się,aby wpleść dłonie w jego włosy
-A ja nigdy nie miałem odwagi pocałować takiej piękności-ponownie sprawił, że nasze wargi się spotkały
-Rumienię się-ucieszyłam się jak mała dziewczynka. Wziął mnie na ręce, oplotłam nogi wokół jego torsu. To było zabawne, znaliśmy się zaledwie dwie godziny, a czułam się jakbym była z nim przynajmniej pół żywota. Przerwał nam dzwonek jego telefonu:
-Wybacz-odstawił mnie i ruszył po swoją komórkę. Odebrał i zamienił kilka zdań-Niestety muszę jechać do studia. Masz mój numer, napisz mi adres, a będę o 20.00-cmoknął mnie w polik i ruszył ku wyjściu
-Pa-pomachałam mu
-Do zobaczenia-zatrzasnął za sobą drzwi. Odwróciłam się do lustra przodem, oparłam się na ramie przy nim i złączyłam czoło z odbiciem. Uśmiechałam się nieustannie, można było powiedzieć, że spełniły się moje marzenia. Później zrobiłam to co zawsze daje mi wyrazić to co czuję, zatańczyłam.
Około 18.30 zaczęłam się szykować. Wzięłam  prysznic, wysuszyłam i rozczesałam włosy, użyłam perfum i kilku innych kosmetyków (kremy, balsamy). Pomalowałam rzęsy i ubrałam się w wcześniej przygotowaną kreację. Wszystko wydawało się idealne.Przejrzałam się i napisałam sms'a do Liam'a z  moim adresem.Nie odpisał.
Czekałam i czekałam. Dochodziła godzina 21.00, załamałam się. Zrobiło mi się przykro. Tak bardzo nie chciałam mieć złamanego serca, a na  to się zapowiadało, ponieważ zauroczyłam się. Nie zamierzałam podzielać przeżyć mojej mamy, jeżeli chodzi o mężczyzn, ona nigdy nie miała szczęścia. Rozpłakałam się, dla mnie to było straszne przeżycie. Nigdy wcześniej nie miałam chłopaka, nie byłam zakochana, a za pierwszym razem, zraniono mnie. Zdziwiłam się, gdyż zawsze uważałam Liam'a za gentelman'a. Wpadłam w rozpacz. Zdjęłam z siebie ubiór, nałożyłam dres i ułożyłam się w łóżku. Łkałam całą noc...








Cześć! Tak wiem słabe zakończenie, zapewne oczekiwaliście idealnej relacji i w ogóle, lecz to nie moja bajka i nie umiem pisać słodkich historyjek :P Ale mam nadzieje, że się spodoba chociaż trochę ;^
Nie jestem pewna co do ilości kolejnych rozdziałów, waham się pomiędzy pięcioma, a czterema. Znając mnie i tak pewnie napiszę z sześć, ale postaram się zaprzestać na czterech, gdyż, niedługo, mam zamiar zapoczątkować nowe opowiadanko Kochani :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Let me know you 12

-...Nie no co wy, gdyby to nie było z przymusu nawet bym na nią nie spojrzał-podsłuchałam. Natychmiastowo łzy zebrały się w moich oczach. Odstawiłam blaszany okrąg i stanęłam przed nimi zapłakana
-Dobrze wiedzieć-wybiegłam z domu, nie miałam ochoty go widzieć. Oszukał mnie, a myślałam, że naprawdę mnie lubi...









***
Przemierzyłam kilka ulic. Nie wiedziałam gdzie się pokierować. Na myśl przychodziło mi jedno miejsce. Usiadłam na ławce przed miejscem, w którym skakaliśmy na bungee. Płakałam jak nigdy, nie wiedziałam dlaczego. Zabolały mnie jego słowa, ale przecież myślałam, że jest tylko moim kolegą, przyjacielem (?). Coś drgało w tej relacji od początku, lecz my nadal utrzymywaliśmy ten stosunek na jednej fali. Po głowie chodziły mi nasze najlepiej spędzone razem chwile, jego uśmiech, zabawne zirytowanie. Nawet wspomnienie naszych kłótni, których nie brakowało, nasilało mój ryk. Cierpiałam, otworzyłam się przed nim, a on zranił moje uczucia jednym zdaniem. Zrujnował to co nawiązaliśmy. Najzabawniejsze w tym było to, że nie przygnębiał mnie fakt, gdyż i tak mam za niego wyjść, a to, że zawiódł mnie. Udało mi się uspokoić. Nadal ze  łzami w oczach ruszyłam do domu. Nie wiedziałam co tam zastanę. Starałam się wyrównać oddech. Powoli przekroczyłam próg. Niestety, aby znaleźć się w sypialni, musiałam przemierzyć salon. Złapałam powietrze i jak najszybciej chciałam przemknąć przez duży pokój. Zauważyłam, że Zayn'a i Louis'a nie ma. Zwolniłam i przyjrzałam się chłopakom, którzy na sam mój widok powstali:
-Aqua, proszę...-Harry pociągnął mnie na dół z trzeciego schodka, ponieważ miałam zamiar uciec
-Nie chcę go widzieć-wyrywałam się. Ponownie zaczęłam histeryzować
-Ale go tu nie ma-wyjaśnił Niall. Posadzili mnie na środku sofy, Li uklęknął przede mną, a Hazz i Nialler zajęli miejsca po moich oibu stronach. Czułam się na jakiejś terapii społecznej
-Posłuchaj...-zaczął Payne
-Nie mam ochoty o tym rozmawiać. Wyprowadzę się stąd i nie zobaczy mnie już przed niechcianym z jego strony ślubem, odciążę go-przerwałam mu przez płacz
-Nie-złapał mój podbródek
-On nie powiedziałby tego gdyby nie my-zgłupiałam
-Jak to?-rozejrzałam się po ich twarzach
-Tak jakby zmusiliśmy go do tego-wyznał blondyn
-Co? Dlaczego?-uspokoiłam się, lecz tylko dlatego, że mnie zaskoczyli
-Zaczęliśmy się nabijać z tego, że się "zakochał"-lokaty namalował w  powietrzu cudzysłów-On się zawstydził i rzekł to co rzekł, abyśmy dali mu spokój. Normalnie nie zrobiłby tego, zależy mu na tobie-zapewniał
-Jeżeli tak by było to by był tu ze mną-postawiłam się
-W tym momencie szuka cię z Lou, my mieliśmy czekać tu gdybyś nie wróciła-wyjaśnił Liam. Nieco mi ulżyło, ale i tak chciałam usłyszeć to z jego ust. Pragnęłam aby sam się przyznał. Nieważne dla mnie było to czy, stało się to pod wpływem emocji, ja już w myślach szykowałam karę...





Witam! Oj, no musiałam :D Nie potrafiłam nie uniewinnić Zayn'a ;) Ale sprawa i tak nieco się skomplikuje... Dobra, nie będę zdradzać za dużo, przecież musicie mieć niespodziankę ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Rain of scars 16

-Czy mogę?-kiwnęła głową na tak. Wtem byłem pewien, że nie boi się mnie. Lecz nadal nie zamierzałem narażać jej na towarzystwo innych. Zdawałem sobie sprawę, że to tylko mi ufa. A ja nie chciałem tego zepsuć najgłupszym pomysłem jaki wpadnie mi do głowy. Nie mogłem się spieszyć, to zrujnowałoby naszą relację...
***
Zająłem miejsce obok nie j i również okryłem się kołdrą. Nasze dłonie złączyły się w uścisku. Ciepły prąd przemierzył przez całe moje ciało. Ona skupiała całą uwagę na deszczu-Dlaczego go tak kochasz?-przymknęła oczy
-Moja mama zawsze mówiła, że to łzy tych, którzy już odeszli. To mi ich przypomina-uniosła kąciki ust-Ja po prostu czuję, że wtedy są ze mną-objąłem ją, oparła głowę na moim ramieniu . Nie chciałem nic mówić, zdawałem sobie sprawę, że tylko przeszkadzałem. Po jakimś czasie zorientowałem się, że zasnęła. Mnie samego nużył sen. Lekko przechyliłem nas do tyłu i odleciałem.
*Oczami Julii
Obudziłam się. Czułam ciepło. Zorientowałam się, że Niall leży obok. Mnie to nie przestraszyło, nie zestresowało, zdałam sobie sprawę, że ufam mu w stu procentach i nie boję się go. Chciałam to samo powiedzieć o moim stosunku do innych mężczyzn, ale Nialler mi wystarczał. Podniosłam głowę aby na niego spojrzeć. Luknęłam, mogę śmiało to powiedzieć, na mojego przyjaciela. Miał nadal zamknięte oczy. Jakoś udało mi się wydostać z jego objęć bezszelestnie. Niestety, zapomniałam, że nadal nie jestem w stanie do końca stawać i głośno syknęłam z bólu kuląc się. Blondyn jak na zawołanie stanął na baczność i przerażony posadził mnie znów na łóżku:
-Nie rób tego więcej, wiesz jak mnie wystraszyłaś-przytulił mnie
-Przepraszam-szepnęłam. Kiedy trochę mi ulżyło odezwałam się-Głodny?-puścił mnie
-Zaraz coś zrobię-podjął się zadania
-Ja chciałam to zrobić-postawiłam się
-Nie jesteś w stanie-zaśmiał się
-Jestem-próbowałam wstać, ale znów opadłam na skutek natychmiastowego cierpienia
-Julia, nie rób tego-złapał moją twarz w dłonie i złączył nasze czoła razem-Za bardzo mi na tobie zależy-moje serce zaczęło bić mocniej. Poczułam coś czego jeszcze wcześniej nie doświadczyłam. Miałam w brzuchu coś dziwnego, nie wiedziałam co to. Kiedy oddaliliśmy się od siebie, blondyn niespodziewanie ujął mnie jak pan młody
-Co ty wyprawiasz?-chichotałam
-Zabieram cię na śniadanie, księżniczko-zarumieniłam się na jego  słowa
-A co oferujesz?-nie mogłam uwierzyć, że w ciągu kilku dni nawiązałam z chłopakiem tak silną więź, po takich przeżyciach
-Yyym...Gofry czekoladowe z białą czekoladą i owocami leśnymi-posadził mnie na krześle. Nie umiałam napatrzeć się na ten przecudowny uśmiech, był zniewalający
-Pyszności-oblizałam wargi-A gdzie chłopcy?-po chwili przypomniałam sobie
-Nie wiem-posmutniał
-Coś się stało?-zaciekawiłam się
-Nie. Po prostu, nie miałem ochoty rozmawiać na pewien ciężki temat i...-zaciął się-...jakoś tak wyszło-stwierdził. Nie dociekałam o co chodzi, sama też nie chciałam być pytana o niektóre zagadnienia. Dawne doświadczenia dały mi niezłą szkołę życia. Zdawałam sobie sprawę, że on nie chce o tym rozmawiać,a ja nie miałam zamiaru go zmuszać. Mimo to, martwiłam się...













Hej! Już WOLNE :D Nareszcie odpoczynek! :) Cieszę się jak nigdy :D Ciekawe co jest z Niall'em HMMM... ;) Dowiecie się niebawem :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*





czwartek, 18 grudnia 2014

Imagin Harold Edward Styles CZĘŚĆ number #1

Poznałam Gem, jeszcze kiedy studiowała. Zostałyśmy współlokatorkami. Od początku wiedziałam kim jest jej brat, ten sławny Harry z zespołu One Direction. Szczerze, nigdy mnie to nie ruszało, dla mnie to był zwyczajny chłopak, z nadzwyczajną pracą, tyle. Gemma doskonale o tym wiedziała i ufała mi. Chociaż była pomiędzy nami różnica pięciu lat, dogadywałyśmy się doskonale. Ja byłam ta szalona, ona ta spokojniejsza, równowaga w kosmosie musi być ( ;) ). Zaproponowała mi wizytę u jej rodziny. Zgodziłam się. Już wcześniej poznałam jej mamę i ojczyma, byli naprawdę mili. Wysiadłyśmy z samolotu. Po półgodzinie sunęłyśmy przez lotnisko z walizkami. Przywitali nas i zabraliśmy się z  nimi do rodzinnego miasteczka Styles. Całkiem postawny mężczyzna zabrał walizki do domu, a my pozostałyśmy jeszcze chwilę przed domem:
-Ale się cieszę-skakała z radości
-Ja też, bardzo chciałam zobaczyć gdzie wychowała się moja bff-zachichotałyśmy i wkroczyłyśmy do środka
-Ale za tym tęskniłam-głośno westchnęła
-No teraz spędzisz tu cały miesiąc ze mną i będziesz za ten czas tęsknić za New Castle-zażartowałam
-Pewnie tak-zdjęłyśmy z siebie kurtki
-Em-tak nazywała ją jej rodzicielka-Mamy dla ciebie niespodziankę-zza futryny wyłonił się o pół głowy
ode mnie wyższy lokaty chłopak. Wiedziałam, że to brat mojej przyjaciółki
-Hazz!-rzuciła mu się na szyję
-Chodź tu maleńka-rzeczywiście, ona nie należała do najwyższych osób
-Brakowało mi mojego szoguna-potargała jego włosy kiedy już skończyli się tulić
-A jak mi mojej kruszynki-zaśmiali się. Te ich rechoty zdawały się identyczne
-To jest (T.I), opowiadałam ci o niej-dopiero wtedy nasze oczy się spotkały. Jakby na moment czas się zatrzymał, cały świat stanął w miejscu. Nie mogliśmy oderwać od siebie wzroku. Jego zielonki przyprawiały mnie o przyjemne dreszcze. Zamarliśmy, ale ja szybko ocknęłam się, by nie dać Gemm'ie powodu do figli
-Miło mi-podałam mu rękę. Kiedy ją ujął, ciepły prąd przeszedł przez moje całe ciało. Czułam coś czego jeszcze nigdy nie miałam okazji
-Mi również-nie spuszczał ze mnie uwagi
-Dooobra-przeciągnęła G i na zmianę nas skanowała
-Może przejdziecie się, a my przygotujemy kolację?-zaproponowała Pani Anne
-Nie trzeba pomóc?-starałam się nie wlepiać wzroku w Harold'a, ale nie umiałam
-Nie. Damy sobie radę-zauważyłam, że puściła oczko partnerowi
-No dobrze, to my pójdziemy się ogarnąć i zaraz ruszmy-za rękę do góry pociągnęła mnie Em. Nawet kiedy przemierzałyśmy schody, patrzałam na loczka. Zatrzasnęła drzwi, najprawdopodobniej, swojego pokoju. Nasze pakunki już tam stały. Oparła się o drzwi i luknęła na mnie-(T.I) wszystko okej?-zapytała
-Ttt...tak-zająknęłam się, ponieważ myślami nadal byłam z Harry'm-A dlaczego pytasz?-starałam się nie oderwać stóp od ziemi, ja po prostu latałam wysoko w chmurach
-Oj kochana...-szczerzyła się jak nienormalna-Serio? Mój brat?-skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i postawiła kilka kroków w moim kierunku-Co w nim takiego jest? Tyle razy go widziałaś-w sumie sama nie wiedziałam. Chyba dałam się jej poznać, aż, za dobrze...






Hello! Będą dwie części lub trzy części, zależy od was, czy wam się spodoba. Mam nadzieję ;) Jak myślicie co będzie dalej? Hehe...Mam mały plan jak was zadziwić ;3 Bardzo chciałabym go wykorzystać :D Tak wiem, jestem nienormalna :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*