poniedziałek, 19 stycznia 2015

Imagin Lou nagroda :3

Ile można? Już dłużej nie będę się krył. Kocham ją i jestem pewien, lecz boję się odrzucenia. Nie wiem czy nie zepsuję wszystkiego. Przecież, kiedy odmówi będzie niezręcznie i nasz, dotychczas, idealny związek rozsypie się. To trudne. Wszystko ma plusy i minusy. Moje serce zmusiło mnie do działania. Muszę wymyślić plan. To przewidywalne, to tandetne...Ahh. Wszystko już przereklamowane. Chcę wykazać się oryginalnością. Ewa zasługuje na to. Jest wyjątkowa, więc ta chwila też musi.
Jaka ona jest? Idealna. Jej nieziemskie zielone oczęta przyprawiały mnie o ciepłe dreszcze. Pełne, malinowe usteczka same prosiły się o pocałunki. Długie ciemne włosy opadały kaskadami po jej kruchutkich ramionach. Do tego to doskonałe wcięcie w talii, zaokrąglone biodra i długie nogi...Po prostu ideał. Do tego mądra, sprytna, zabawna, pozytywna, kochana i miła. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Oszalałem na punkcie Ewci.
Już od kilku godzin stałem w miejscu z moją wyobraźnią. Nie miałem pojęcia jak. Yhhh...Szlag by to trafił. 
Ale...Zaraz, zaraz. Już wiem! Przeanalizowałem wszystko dokładnie. Przecież to jasne i takie proste. Co Ewi lubi najbardziej? O, tak. Uratowałem się.
Wszystko wydaje się gotowe. Malik i Styles, mam nadzieję, zajęli się nią. Czekam już od dwóch godzin. Nagle widzę ją. Kroczy powoli rozglądając się z uśmiechem. Mój puls drastycznie wzrósł. Ale szczerzyłem się jak nigdy, gdyż zwyczajnie ją zobaczyłem. Zbliżyła się:
-Hej misiu-ułożyła dłonie na  mojej klatce piersiowej i pocałowała delikatnie-Co tu robimy?-odsunęła się lekko
-Zabieram cię na przejażdżkę-oznajmiłem podając jej toczek jeździecki
-Mmmm...-mruknęła zadowolona
-Proszę księżniczko-pomogłem jej wsiąść na białego konia
-Dziękuję książę-zachichotała i usadowiła się wygodnie. Wskoczyłem na czarnego rumaka i ruszyliśmy powoli. Wysokie zwierzęta wiozły nas przez malownicze góry. Słońce zaczęło powoli zachodzić. Było pięknie. Zbliżaliśmy się do wybranego przeze mnie miejsca
-Dajmy odpocząć Grace i Hamer'owi-udałem, ze to tylko o to chodzi. Przywiązaliśmy je do drewnianej barierki. Podeszliśmy na szczyt jednej z gór. Usiedliśmy na niej. Wszystko jakby stygło. Krajobraz malował się w odcieniach pomarańczu, żółci oraz jasnej czerwieni. Cisza panowała dookoła. Czułem, że to ten moment. Zamilkliśmy. Sięgnąłem do kieszeni-Ewa, chciałem cię o coś zapytać-jeszcze nie odsłaniałem dłoni
-Słucham-te jej piękne ślepia lekko mnie zestresowały
-Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i wyjdziesz za mnie?-uklęknąłem przed nią i ukazałem pierścionek, na który nawet nie spojrzała. Zauważyłem łzy. Nie mogła się wysłowić. Pokiwała tylko twierdząco głową i pocałowała mnie. Kiedy na jej paluszku znalazł się symbol naszych zaręczyn i przestaliśmy muskać swoje usta, cicho wydukała
-Tak Lou, zostanę twoją żoną-kamień spadł mi z serca. Ponownie zastygliśmy w uściskach. Nie wierzę do dziś. Taki ideał wybrał właśnie mnie. Nie do pomyślenia. Teraz jestem najszczęśliwszym mężem i ojcem na świecie...








Hejka! Oto "nagroda" za zgadnięcie ulubionego filmu Nialler'a, na którym byłam wczoraj, dla Ewci. Skarbie mam nadzieję, że Ci się spodoba :) Pisałam go z myślą o Tobie :3 Nie do końca wiem jak wyglądasz i czym się interesujesz i czy tak wyglądają twoje marzenia, ale mam nadzieję, że Ci się spodoba :) I, że spełnią się twoje prawdziwe marzenia C:
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*








niedziela, 18 stycznia 2015

Imagin Harry zamówienie

Wróciłam z pracy. Ciemno. Znów go nie ma. Zapewne szlaja się z Lou i Li po barach. Głupek. Zapomniał po raz kolejny. Byliśmy ze sobą cztery lata. Z czego zapomniał o dwóch rocznicach, a tu zapowiadał się kolejna. Tak, doskonały chłopak, ideał po prostu. Westchnęłam ciężko i ruszyłam do sypialni. Padłam przodem na łóżko. Coś twardego przyczepiło mi się do policzka. Podniosłam się i odkleiłam, jak się okazało, kopertę z twarzy. Otworzyłam papierek:

 "Twój Harry został porwany. Za kilkanaście minut pojawią się u ciebie moi pachołkowie. Radzę nie próbować żadnych numerów. Spakuj się i bądź gotowa. Masz tylko jedną szansę na uratowanie go"

Ta. Czy się wystraszyłam? Nie bardzo. Głupie żarty chłopców zdarzały się dość często. Lecz mimo to wzięłam tą głupią torbę i wrzuciłam kilka istotnych elementów. Usiadłam spokojnie na pościel. Nie denerwowałam się. Byłam zbyt zmęczona. Nagle usłyszałam ostry trzask. Zmarszczyłam brwi. Słyszałam silne kroki. Do pomieszczenia wparowało kilku wielkich mężczyzn w kominiarkach. Założyli mi jakąś torbę na łeb i związali:
-Ała! Puszczaj-wyrywałam się
-Bądź grzeczna, to nic ci się nie stanie-wysyczał ten, który mnie niósł po schodach. Okej. Wtedy to bałam się na max'a. Moje starania na próżno. W momencie kiedy wrzucili mnie do samochodu urwał mi się film. Kiedy ocknęłam się czułam, że stoję na własnych nogach. Nadal w tym worku-Dajcie mi powietrza-warknęłam, gdyż czułam ręce na ramionach-Gdzie jest Hazz?! Gadajcie!-szarpałam się
-No przecież tu jestem-z mojej twarzy zniknął materiał, a oczom ukazał się lokaty uśmiechający się od ucha do ucha
-Harreh!-rzuciłam mu się na szyję. Tuląc go rozejrzałam się. Byliśmy na plaży. W bardzo ciepłym miejscu. Fale spokojnie rozbijały się o brzeg w blasku pełni księżyca. Lekki szum wpadał do mych uszu. Pełno lampek świeciło się dookoła składając się w wielkie serce-Styles?-odsunęłam się od niego i spojrzałam na niego pytająco-O co tu do cholery chodzi?-fuknęłam, czym nie zmazywałam dołeczków z jego polików
-Porwałem cię na wycieczkę-oznajmił jak gdyby nigdy nic
-C-O-?-?-?-szczęka mi opadła i wpatrywałam się w niego jak w idiotę-Po co?-lustrowałam wszystko dookoła 
-Dzisiaj nasza czwarta rocznica-złapał mnie w tali
-Aha-moje oczy się powiększyły-To po to mnie straszysz, nasyłasz na mnie jakiś brutali, rzucasz do samochodów, wkładasz jakieś siaty na głowę, przemycasz mnie gdzieś...
-Na Hawaje-dopełnił moją wypowiedź
-Bo mamy rocznicę?-dokończyłam
-Dokładnie-potwierdził. Jeszcze moment stałam tak osłupiała
-Wariat-splotłam dłonie na jego karku i wpiłam się delikatnie w jego usta
-Kocham cię-złapał mnie za zgięcia kolan i podniósł
-Ja ciebie też-ułożyłam głowę na jego ramieniu. No troszkę się pomyliłam, jednak jest z niego ideał...















Hej! Wiem, późno, ale byłam w kinie na ulubionym filmie Nialler'a. Kto zgadnie na jakim ? :3 Nagrodą będzie imagin z wybranym członkiem zespołu. Jeżeli wiecie, piszcie: "...(tytuł filmu) i (np.) Zayn" Pamiętajcie, kto pierwszy ten lepszy ;) Mam nadzieję, że się spodoba c:
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Niall zamówienie

Właśnie gotowałam obiad. Rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wytarłam ręce o ścierkę i ruszyłam ku wejściu. Zajrzałam tylko jeszcze do salonu. Uśmiech zagościł na mej twarzy na widok małej Rauqelle bawiącej się swoją ukochaną lalką. Otworzyłam drzwi. Natychmiast zrzedła mi mina:
-Niall? To ty tu...?
-Ani, błagam daj mi to wszystko wyjaśnić. Proszę, jeżeli po moich słowach nie będziesz chciała mnie widzieć uszanuję to, lecz wysłuchaj mnie-przerwał mi. Tak dawno nie widziałam jego niebieskich oczu, blond włosków. Stęskniłam się za nim. Myślałam, że już nigdy go nie zobaczę. Kochałam go, właściwie nigdy nie przestałam. Wahałam się moment, ale uchyliłam dzielącą nas barierę i pozwoliłam mu na wkroczenie do środka
-Rozbierz  się i chodź do kuchni-ruszyłam przodem. Kiedy stałam już w progu kuchni odezwał się
-Czy to...-wskazywał palcem na małą 
-Tak-potwierdziłam zanim jeszcze zdążył skończyć. Gdyby tylko wiedział, jak wiele przeszłam, jak bardzo mi go brakowało, co do niego czuję. Na pewno wszystko wyglądałoby inaczej
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-zajęłam się warzywami
-Zostawiłeś mnie, to chyba mówi samo za siebie-stwierdziłam drżącym głosem
-An, nie zostawiłem cię. Nigdy o tobie nie zapomniałem-zbliżył się nieco, ale nie reagowałam. Udawałam, że pochłania mnie praca i stałam tyłem jakby wcale mnie nie interesował. Nie chciałam, aby wiedział, że...
-Gdzie więc podziewałeś się tyle czasu?-zapytałam z nutką sarkazmu
-Pisałem, dzwoniłem, nie odpowiadałaś. Przestałem, to był mój największy błąd. Wiem, że powinienem bardziej zabiegać, starać się. Jestem idiotą. Żałuję, błagam cię, wybacz mi. Na niczym mi tak nie zależy-tłumaczył. Za każdym zdaniem wypowiedzianym przez niego moje serce krajało się kilkukrotnie
-Niall, zmieniłam adres, numer. Moi rodzice ci nie powiedzieli?-trzymałam się na granicy rozpaczy
-Nie widziałem Mullingar od pięciu lat-odrzekł. Zatkało mnie. Moja rodzina przekonywała mnie, iż niejednokrotnie powtarzali to blondynowi. Utwierdzali mnie w tym, że Horan to zwykły dupek, który tylko wykorzystał moją naiwność. Okłamali mnie, wiedziałam na pewno. Szczerze, to od początku miałam wątpliwości co do ich szczerości. Nigdy nie byłam ważna dla matki i ojca, lub reszty. Stanowiłam coś w rodzaju piątego koła u wozu. Między innymi dlatego uciekłam. Odwróciłam się przodem do niebieskookiego. Stał bardzo blisko. Wtedy spostrzegł me łzy
-Naprawdę?-jęknęłam
-Tak. Nie zapomniałem. Ale myślałem, że to ty nie chciałaś mnie widzieć. Niedawno spotkałem Mike'a, opowiedział mi o wszystkim. Przysięgam, moje uczucie do ciebie się nie zmieniło, w sumie to jeszcze bardziej się wzmocniło. Tak mi ciebie brakowało. Ani, proszę cię, nie chcę znów cię tracić. Kocham cię, jak wariat- ujął moją twarz w dłonie, a ja łkałam jeszcze bardziej. Jak miałam mu to powiedzieć? Czułam dokładnie to co on. To wydawało się nierealne. Jak z filmu. Nigdy wcześniej nie wierzyłam w takie historie, lecz sama stałam się "ofiarą" takiego wydarzenia-Błagam, nie daj mi się stracić-szeptał łącząc nasze czoła razem
-Nie pozwolę-cicho powiedziałam. Tak przyjemnie było ponownie poczuć jego usta. Znów przeniosłam się do czasów liceum. Uniosłam się wysoko nad chmury. Serce biło mi jak u nastolatki, a motylki w brzuchu szalały z euforii-Przepraszam-wydukałam
-Przepraszam-powtórzył-Kocham cię
-Kocham cię-zaśmialiśmy się lekko
-Mamusia?-oboje spojrzeliśmy w lewo. W progu stała moja...Nasza córeczka
-Rocky-podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce-Wiesz skarbie, zaczynamy nowy rozdziałek w naszej książeczce, królewno-z szerokim uśmiechem oznajmiłam jej to. Od tamtego dnia, Rauqelle ma tatę, a ja miłość życia na zawsze...














Witam! Być może nie o to chodziło anonimkowi zamawiając ten imagin, lecz tak wena mnie napadła i co poradzić. Mam nadzieję, że nie będziecie źli :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Girl on the show 6

Umiejętnie schowałam kilka ciastek leżących w misce do kieszeni. Blondyn delikatnie złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju. Nie chciał na mnie patrzeć, w przeciwieństwie do mnie. Co sekundę na niego lukałam. Zatrzymał się przy drzwiach, aby je otworzyć. Już miał zamykać je za mną kiedy zatrzymałam je dłonią:
-Dziękuję Nialler-stanęłam w, jak najmożliwiej, atrakcyjnej dla oka pozie i puściłam mu oczko. Słyszałam jak głośno przełyka ślinę i trzask drwi. Zaśmiałam się pod nosem:
-Dobrze, że męskie umysły nie są zbyt złożone-stwierdziłam na głos nie ukrywając rozbawienia...
***
Wyjęłam z kieszeni jedyne co miałam do zjedzenia. Wszamałam ciastka ze smakiem. Musiałam być silna, wytrzymać jeszcze kilka, może kilkanaście dni. Zero mazania się. Tylko hardość.
Pod wieczór czekałam tylko na chłopców. Jak wcześniej mi "nakazali" wzięłam kąpiel i pozostałam w szlafroku. Włosy oczywiście już wysuszyłam. Starałam się wyglądać jak najatrakcyjniej. Do pomieszczenia wszedł ten lokaty, Harry. Jak zwykle grobowa mina gościła na jego twarzy, ale tylko dopóki mnie nie ujrzał. Jednak ten dar uwodzenia samą  sobą został mi dany
-Witaj-wstałam i powolnym krokiem się zbliżyłam-Szkoda, że musisz wybrać mi ubranie-zauważyłam niezrozumienie na jego twarzy-Wolałabym zostać tak-odsłoniłam trochę bielizny, a jemu prawie ślina ciekła-No ale skoro musisz-zasłoniłam się i westchnęłam-Lubię seksowne fatałaszki-usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w niego flirtującym wzrokiem. Ocknął się i zajrzał do szafy. Przeglądał wszystko po kolei. Nareszcie znalazł coś i wręczył mi. Wstałam i odebrałam kreację. Zbliżyłam się do niego i szepnęłam mu zmysłowo na ucho-Masz duży...talent-zrobiłam przerwę by jeszcze bardziej go nakręcić. Nagle wkroczył Mulat. Odsunęłam się od loczka, który ledwo oddychał, napaleniec jeden. Ale dobrze, niech się nakręcają, niech łapią przynętę. Zielonooki opuścił nas. Zostałam tylko ja i Zayn. Powiesiłam suknię na szafę i weszłam do łazienki. Z za mną. Usiadłam przed lustrem-Dlaczego to właśnie ty masz zajmować się moim make-up'em?-przygryzłam seksownie dolną wargę. O dziwo, nie zareagował szczególnie
-Zobaczysz-złapał za cienie i inne bzdety. Po około godzinie skończył i mogłam się przejrzeć. Wyglądało pięknie. Miał wielki, ogromny dar
-Wow-przeglądając się prawie straciłam oddech-Jesteś...-zwróciłam się do niego-Niesamowity-dokończyłam z uśmiechem
-Teraz fryzura-widziałam w jego oczach przebłysk dumy, ale krył to
-Dlaczego tak boisz się okazywać emocje?-kiedy rozczesywał moje "siano", jak zawsze  po kąpaniu z resztą, wydukałam
-Nie twój interes-warknął
-Tchórz-wrogo na mnie zerknął-Boisz się tego całego "szefa"-namalowałam cudzysłów w powietrzu-Co on ci może. Pff...Baba z ciebie-zaobserwowałam już jak podwyższyć mu ciśnienie
-Zamknij się-przez zęby wysyczał
-A co? Przede mną też nie umiesz się obronić?-z sarkazmem podkręcałam temperaturę
-Przestań!-krzyknął
-Nie!-tym samym tonem odrzekłam i stanęłam mu naprzeciw
-Przestań! Bo...-jego palec zatrzymał się przed moją twarzą
-Bo co?! Bo zrobisz mi krzywdę?! Nie możesz! Przecież trzęsiesz gaciami na widok "Pana", a jak tylko mnie dotkniesz załatwi cię cienka fajo-wściekłość rosła w jego oczach
-Zamknij mordę i siadaj, bo cię kurwa zatłukę-popchnął mnie na miejsce. Udało się. Mogłam odhaczyć etap pierwszy mojego jakże doskonałego planu. Zaczęło działać...











Hejka! Zaczyna się dziać ;) Hehe :D Myślę, że was zaciekawię ^^ Mam nadzieję, że się spodoba i skomentujecie :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Liam zamówienie

-Słucham-odebrałam telefon od mojego najlepszego przyjaciela
-Hej mała. Masz ochotę wyskoczyć ze mną do wesołego miasteczka?-zaproponował
-No nie wiem-leżąc obróciłam się na plecy i zaśmiałam się pod nosem drocząc się z nim, tym samym
-Miśkaaa-przeciągnął błagając
-No dobra. Spotkajmy się przed bramą o 18.30-odpuściłam mu wyjątkowo szybko
-Do zobaczenia
-No pa-rozłączyłam się i zaśmiałam. Z Li znałam się od kilku lat. Zawsze otaczało mnie wiele osób. Innymi słowy, pseudo przyjaciół, którzy przy pierwszej okazji mnie opuszczali. On okazał się inny i został tylko mój Miś. Przyznam, lubiłam go troszeczkę bardziej niż jak koleżanka, ale nie łudziłam się nawet. Nie mieliśmy szansy na związek. Miał dziewczynę w Szkocji. Miła dziewczyna, poznałam ją. Nie zależało mi na tym by ich rozdzielać ze względu na siebie. Podobał mi się, ale nie kochałam go bez opamiętania. Nie musiałam się mu narzucać, wystarczała mi tamta relacja. W ciągu dnia pomogłam mamie z zakupami, naprawiłam z ojcem rower młodszego brata i zabrałam go na przejażdżkę. Około 17.30 zaczęłam przygotowania. Wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy i splotłam je w luźny warkocz na bok. Pomalowałam usta błyszczykiem, oczy podkreśliłam tuszem i zajrzałam do szafy. Wybrałam zestaw. Założyłam go. Ale po kilku minutach zmieniłam zdanie i zrzuciłam z siebie szpilki i wymieniłam je na czarne Vansy. Zdałam sobie sprawę, że będę wyglądać jak idiotka w wysokich butach. Pożegnałam rodzinę i ruszyłam do umówionego miejsca. Zeszło mi z dwadzieścia minut zanim dotarłam
-Hej królewno-podał mi jabłko w karmelu, wiedział, że to moje ulubione
-Cześć, dziękuję-przytuliłam go i odebrałam "deser na patyku". Zaliczyliśmy kilka atrakcji, przy czym nie brakowało śmiechu
-Poczekaj-skręcił do budki z pluszakami
-Co ty wyprawiasz?-chichotałam
-Jeden rzut-uśmiechnął się do mnie, a zwrócił do sprzedawcy
-Proszę-mężczyzna podał mu piłkę. Zbił wszystkie butelki-Oto Pańska nagroda-podał Payne'owi wielką maskotkę
-Dziękuję-zaczęliśmy się oddalać-To dla ciebie-wręczył mi miśka
-Dzięki. Jest słodki-przyjrzałam się wypchanemu zwierzakowi
-Jak ty-zbliżył się nieco
-Yhym-chrząknęłam rozbawiona
-Hej! Może pójdziemy na karuzelę?-zaproponował
-No nie wiem. Dopiero zjedliśmy i...
-No proszęęęęęę-wskoczył na powierzchnię maszyny i zrobił te swoje "oczy kota z Sherek'a"
-No dobra-weszłam do małej filiżanki. Wszystko zaczęło się kręcić. Ja bawiłam się przednio, ale Liam...Nie wyglądał za dobrze. Ledwo udało mu się zejść na ziemię o własnych nogach. Jego twarz mieniła się w barwach poczynając od zieleni, przez granat, do bieli
-Liaś, wszystko okej?-zbliżyłam się zmartwiona
-Tak, tak-złapał się za brzuch-Albo i nie-zdjął z mojej głowy kapelusz i tak jakby...No wiecie co się w nim znalazło. Ohyda. Mimo, iż wiedziałam, że to wcale nie jest dla niego przyjemne i w ogóle, śmiałam się wniebogłosy. Leżałam wręcz na ścieżce. Wyrzucił moją własność do śmietnika
-To był twój pomysł, gratulacje-skulona w pół wydukałam przez rechot
-Ha ha, to nie miało być tak-ruszył obrażony
-Na co ty się fochasz?! Przecież nic się nie stało, a po za tym sam chciałeś!-kroczyłam za nim. Nadal nie mogłam przestać chichotać. Wziął gumę do żucia do ust, a nawiasem mówiąc dobra decyzja, zaraz dowiecie się czemu ( ;) )-Liam!-warknęłam widząc jego wkurzoną minę
-No co?!-zatrzymał się-To po prostu było żenujące-usiadł na krawężniku i schował twarz w dłonie
-Wcale nie, to było zabawne. Przecież jesteśmy przyjaciółmi-objęłam go
-No tak, ale...-widziałam jego zażenowanie, więc natychmiast spoważniałam
-Co ale? Co ale? N-I-C SIĘ NIE STAŁO-powoli wyrecytowałam mu w twarz
-Ty nie rozumiesz-kiwał głową na boki-Czuję się jak idiota-westchnął
-Wiesz co?-spojrzał mi w oczy-Jesteś idiotą, ale moim, więc przestań smutać, bo mam dla ciebie niespodziankę i nie chcę żeby się zmarnowała-lekko poprawiłam mu humor. Nie czekając na odpowiedź złapałam go za rękę i pociągnęłam pod tunel miłości
-Co my tu robimy?-rozejrzał się
-Jak to co? Czekamy-odpowiedziałam podekscytowana
-Na co?-luknął na mnie
-Raczej na kogo-wyjrzałam za niego dając mu znak by zrobił to samo. Odwrócił się, więc  nie widziałam już jego wyrazu twarzy
-Sophi?-słyszałam w jego głosie euforię. Objął ją bardzo mocno i zakręcił ją w powietrzu-Boże! Jak ja za tobą tęskniłem-usłyszałam
-Ja za tobą też-zastygli w swoich ramionach i pocałunkach, dobrze, że wziął wcześniej tą gumę (XD)
-To ja was zostawiam-ukradkiem odeszłam. Cieszyłam się, że udało mi się go zaskoczyć. Mój mały, kochany Liaś nie spodziewał się, że dziewczyna, którą zauroczył tak będzie chciała jego szczęścia. No cóż, dla mnie zawsze był ważniejszy niż ja sama. Powoli wracałam przez centrum wesołego miasteczka śmiejąc się lekko na samą myśl o tym co stało się kilkanaście minut wcześniej-Niezły dzień-stwierdziłam na głos. No to mój Li miał swoją Soph, a ja związałam się z Panem Parker'em. Ja załatwiłam Payne'owi dziewczyne, on wygrał mi chłopaka i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. 




Hejka! Oto zamówiony przez Ewę imagin o Li. Nie wiem czy udało mi się wyrazić to o co Ci chodziło, ale się starałam i mam nadzieję, że będziesz choć trochę zadowolona ;) Nie wiem czy jest śmieszny, sami oceńcie :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I will teach you life 14

-Niall, ja chyba już tak nie mogę-zaczęłam płakać. Nie zastanawiał się ani chwili. Wstał i objął mnie
-Ciii...Spokojnie, (T.I)-szeptał mi do ucha. Mój brat, niby twardy dla każdego, ale dla mnie delikatny i czuły. Byłam jego, jak to mnie określał, królewną. Udało mi się uspokoić
-Chcę mieć normalne życie, nie chcę być taka-dukałam łapiąc oddech-Proszę, daj mi odejść-spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich coś co mówiło mi, iż coś jest nie tak-Niall?-cała się trzęsłam
-To nie jest możliwe-zamarłam...
***
-Co? Dlaczego?-jęknęłam. Spuścił wzrok
-Ludzie z branży znajdą cię, jesteś rozpoznawalna. Nie masz gdzie uciec, nie ma szans-te słowa odbiły się echem w mojej głowie. Już znałam tą wypowiedź. Przypominała mi podobną. Już nie płakałam
-Niall, wszystko jest możliwe. Chcę zaryzykować, ja po prostu nie mogą żyć w takim miejscu. Przepraszam-dukałam
-Rozumiem, ale ja boję się o ciebie. Dopiero cię odzyskałem, a już mam cię stracić?-jego głos drżał
-Nie stracisz mnie, zawsze będę przy tobie. Fizycznie lub mentalnie czy duchowo-ujęłam jego twarz w dłonie
-Ale...
-Nie-przerwałam mu-Muszę to zrobić, ja zwyczajnie sobie nie radzę. Oddaliłam się od miłości mojego życia, serce mi pęka. Może popełniam błąd, ale nie przekonam się dopóki nie spróbuję-rzuciłam mu się na szyję i mocno przytuliłam-Znikam w nocy. Nie wiem czy jeszcze się zobaczymy. Najlepiej będzie jeżeli nie dowiesz się gdzie zamieszkam-moje serce biło tak mocno, że bałam się czy blondasek go nie usłyszy. Tak ciężko było mi wypowiadać te słowa. Sama myśl, że już nigdy go nie zobaczę przerażała. Wstałam i już nie patrząc na Horan'a wyszłam. Musiałam być twarda, musiałam. Weszłam bez pukania do Li. Siedział na łóżku tyłem do mnie. Zamknęłam cicho drzwi i usiadłam obok. W dłoni miał zdjęcie. Moje i jego. Zrobione w Malibu przez szpiegów ojca. Przedstawiało scenę naszego pierwszego pocałunku. Uśmiechnęłam się na widok tego obrazka. Ale po chwili mina mi zrzedła
-Liam, rezygnuję. Odchodzę-spojrzał na mnie zdziwiony-Zrozumiałam, że zabijam, ranię i niszczę życia innym. Do tego tracę osobę, która kocham nad życie. Nie chcę tego, pragnę uciec i nie wracać-chwile siedział w milczeniu, zastanawiał się 

-(T.I) jadę z tobą. Nie umiem bez ciebie. Mój żywot nie ma sensu bez mojej królewny-objął mnie i delikatnie musnął  me usta. Tak dawno ich nie czułam. To było tak przyjemne
-Ale...
-Żadnego ale-zachował się tak jak ja w stosunku do brata-Pakujemy się i nie ma po nas śladu-musnął moje czoło.
Szczerze to wzięłam tylko kilka rzeczy. W większości była to broń. Ubrałam leginsy, o wiele za dużą szarą bluzę z kapturem i czarno-białe air max'y. Z Niall'em już się pożegnałam. Ryczeliśmy jak dzieci, ale jakoś udało się rozstać. Wyszłam przez okno. Miałam spotkać się z moim chłopakiem na lotnisku. Bez problemy wydostałam się z posiadłości i dotarłam do umówionego miejsca. Udało nam się przejść przez odprawę. O dziwo nie zauważyli broni. Lot mijał szybko. Bardzo szybko. Nagle...











Hejka! Wiem, że do bani >< Nie wiem o co chodzi nie mam weny >< Mimo to, mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

sobota, 17 stycznia 2015

I didn't forget where I belong 15

-Też znalazłbyś sobie kogoś-stwierdziłam, a Tomi zaczął powoli się oddalać
-Ja mam dziewczynę-oburzony stwierdził
-Co?-nie skumałam
-Louis! Nigdy więcej jej nie dotykaj-Niall oplótł nogą i rękoma lodówkę-Ona jest moja-odtrącał mojego chłopaka od urządzenia. Leżałam tam i nie mogłam przestać się śmiać...
***
Resztę dnia spędziłam na obijaniu się na kanapie wraz z Lou. Około 18.20 ruszyłam do łazienki by się przygotować. Weszłam pod prysznic. Po dokładnym opłukaniu ciała ciepłą wodą, wysuszyłam i ułożyłam włosy by składały się w duże sprężyny. Nałożyłam bieliznę, czarne rurki, chabrową bluzkę na ramiączkach z pięcioma sporymi falbanami. Do tego skórzana kurtka pod kolor spodni, buty na koturnie o tej samej barwie i złota biżuteria. Podkreśliłam lekko oczy eyeliner'em i tuszem. Zadowolona z efektu uśmiechnęłam się do odbicia i spryskałam ulubionym zapachem od Channel. Złapałam za torebeczkę pasującą do zestawu i spakowałam do niej to co było mi potrzebne. Weszłam na górę. Może to dziwne, ale rzeczy Lou nadal były u nich, u mnie tylko spał i przebywał całymi dniami, tylko (:D). Zwykle, to czeka się na kobietę zanim się wyszykuje, w naszym przypadku to ja musiałam czekać zanim się ogarną. Nareszcie zjawili się. Nawet nie musiałam się na nich drzeć, co było nowością. Pierwszy pojawił się Louis:
-Pięknie wyglądasz-złapał mnie w tali i delikatnie musnął moje usta
-Dziękuję. Ty także, przystojniaku-splotłam nasze dłonie razem
-Idziemy?-skakał Nialler
-Czekajcie! Boże to jest jakaś katastrofa!-z łazienki darł się Zayn. Wcale nie zauważyłam, że tylko jego brakuje. Poszliśmy tam-Jezu! Jak ja się ludziom pokażę?-stał i, nie wiadomo na co, się wnerwiał
-O co ci chodzi?-mruknął Hazz
-Nie widzicie? Moje włosy-nasz wzrok pokierował się na jego fryzurę
-I? Przecież są tak jak zawsze-stwierdził mój chłopak. Rzeczywiście wyglądały normalnie
-Ty ignorancie!-Zen ułożył dłoń na piersi-Przecież tu odstaje mi kępa siana-wskazał na miejsce, które było przylizane żelem na max'a
-Jesteś psychiczny. Wyglądasz spoko, chodź bo się spóźnimy-stwierdził Li
-Dzięki za wsparcie-parsknął Zen i ruszył za nami. O dziwo udało nam się nie zetknąć z fanami, paparazzi lub innymi "atrakcjami". Trafiliśmy w "spokoju", jeżeli można tak to nazwać z tymi wariatami, którzy na zmianę mną rzucali. Tak, rzucali. Przeszłam, może, z pięć kroków. Najpierw niósł mnie Lou, protestowałam, ale co ja mogę, później Harry, Liam, Niall oraz Zaza. Idioci. Nie dość, że bez tego zwracamy na siebie uwagę. Dotarliśmy do kina. Jeszcze nigdy nie byłam w takim miejscu bez tych wszystkich bogackich bajerów. Tak było lepiej, z nimi, po prostu. Martwili mnie tylko ci ludzie. O dziwo, przed budynkiem, po seansie, nie stały chmary fotografów itd. Spokojnie wracaliśmy do mieszkania. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Szliśmy sobie ulicą, na której mieszkaliśmy. Rechotaliśmy bez opamiętania. Nagle oni przestali, a słychać było tylko mnie. Spojrzałam tam gdzie skierowany był ich wzrok. Zamarłam. Oni także. Moje serce prawie wyskoczyło z mojej piersi. Tego bałam się najbardziej:
-Mama? Tata?-wydukałam...


Girl on the show 5

Witam! Przed tym rozdziałem, chciałam serdecznie was zaprosić na mój drugi blog, właśnie pojawił się szósty rozdział: mystery1directionff.blogspot.com


***

Nareszcie. Pojawił się on. Jak zwykle zabójczo przystojny. Jego cudne oczy pokierowały się na mnie i rozpłynęłam się. Szyderczo się uśmiechnął i opadł naprzeciw mnie. To było chore. Oni mieli same smakołyki na talerzach. A ja? Ja miałam dwie kromki razowego chleba z jakimś śmiesznym twarożkiem i do tego koktajl warzywny
-To są jakieś żarty?-odezwałam się odsuwając od siebie posiłek. Spiorunowali mnie wzrokiem-No co?-warknęłam ruszając ramionami. Wszyscy pytająco luknęli na "szefa". Czułam jakby pytali o to czy mają mi coś zrobić. On pokiwał głową na nie i otworzył usta by zacząć mówić...
***
-Od dzisiaj jesz tylko to, bez dyskusji-stanowczo rzekł. Parsknęłam tylko i odwróciłam wzrok
-Ice, nie dostaniesz nic więcej-szepnął Li. Przewróciłam oczami i nadal nie spożywałam posiłku. W milczeniu pochłaniali żarcie, bo to był prawdziwy luksus. Kiedy skończyli, bez słowa Niall wyciągnął mnie do "pokoju". Co ja tam miałam robić? Czytać? Tańczyć, może śpiewać? Na pewno, chyba nie w tym życiu. Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć nad tym jak samodzielnie uda mi się uciec. Wiedziałam jedno, muszę znieść nieco katuszy, później zadziałam. Muszę być grzeczna, zagrać nie siebie. Nigdy nie byłam dobrą aktorką, to mnie dobijało. Nie trudno było mnie sprowokować. Język za zębami trzymałam do pewnego momentu, kilka słów i już mi się ostrzy. Co poradzić? Taką byłam.
Obmyślałam właśnie plan. Nagle znów odezwał się głos Mulata:
-Dzisiaj o 21.00 szef zabiera cię na spotkanie z grubą rybą jeżeli chodzi o sprzedaż broni. Harry wybierze ci kreacje, ja cię pomaluję. Koniec kropka-słyszałam, że jeszcze się nie rozłączył
-A jak ty masz na imię?-zbliżyłam się do urządzenia
-Dlaczego miałbym ci to zdradzać?-warknął
-I tak się dowiem-stwierdziłam
-Zayn-i koniec połączenia. Zadowolona uśmiechnęłam się i odeszłam. To dziwne. Po pierwsze, mieli mnie stroić faceci ( O.o) Po drugie przecież to przez tego całego Harry'ego się tam znalazłam. Doskonale. Musiałam przygotować się psychicznie. To dało mi do myślenia. Nieświadomie dawali mi wskazówki. Zaczęłam rozumieć ich całą taktykę. Nie zbyt wymyślna, przyznam. Chociaż dla głupiej laski mógł być nie do rozgryzienia. Kontrastowało tam wszystko. Domyśliłam się po co ten przepych w moim pokoju, tyle starań i te minimalistyczne śniadanko. Ha ha, idioci-stwierdziłam w myślach. To było takie płytkie i bezsensu. Nie złapię haczyka, nie ma mowy, nie ze mną te numery. No to trafiła kosa na kamień. Czekałam cierpliwie na blondyna. Zbliżała się pora obiadu. Przyznam, nigdy nie byłam aż tak głodna. Ale musiałam mieć silną wolę. Wszedł:
-Jedzenie-oznajmił oschle i zawołał mnie tym samym ruchem głowy. Zbliżyłam się. Ponownie złapał mnie równie brutalnie
-Nialler, przestań, to boli-nie dałam mu się ciągnąć. Oczy prawie mu wyszły na wierzch
-Jak ty mnie nazwałaś?-warknął
-Wiem, że masz na imię Niall, ładnie brzmi Nialler. Nie powiesz, że nikt nigdy cię tak nie nazywał-stał osłupiały nadal ściskając moje ramie. Nie wiem dlaczego, ale w jego niebieskich diamencikach ujrzałam łzy-Nie płacz-udało mi się wyrwać i przytuliłam go. Odepchnął mnie i otarł poliki
-Idziemy-wziął mnie DELIKATNIE za DŁOŃ. Zaczęło działać. Zaprowadził mnie do jadalni i NIE UŻYWAJĄC SIŁY usadził na moim miejscu. Dołączyła reszta. On, ponownie patrzał na mnie z uśmieszkiem. Udawałam, że się zawstydzam, że mnie to kręci, chociaż w sumie... Udawałam (?)
Jak się spodziewałam na ich talerzach zagościły same przysmaki, u mnie sałatka, dobre. Odsunęłam ją od siebie. Znów te spojrzenia z ich strony. W każdym mogłam odczytać coś innego. U blondasa-zdziwienie, u lokatego-obojętność, Mulata-rozbawienie zmieszane z pogardą, u brata-zmartwienie. Jedyne czego nie potrafiłam rozgryźć to przekazu "Pana", idiotyczne określenie nawiasem mówiąc. Intrygował mnie jego sposób bycia. Taka chodząca zagadka. Specjalnie ignorowałam jego spojrzenie. Ogółem nie zerkałam na niego. Nie mogłam. Musiałam trzymać się planu, który z każdą chwilą miał coraz większą szansę się powieść. Kiedy poszli odłożyć naczynia do zmywarki. Umiejętnie schowałam kilka ciastek leżących w misce do kieszeni. Blondyn delikatnie złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju. Nie chciał na mnie patrzeć, w przeciwieństwie do mnie. Co sekundę na niego lukałam. Zatrzymał się przy drzwiach, aby je otworzyć. Już miał zamykać je za mną kiedy zatrzymałam je dłonią:
-Dziękuję Nialler-stanęłam w, jak najmożliwiej, atrakcyjnej dla oka pozie i puściłam mu oczko. Słyszałam jak głośno przełyka ślinę i trzask drwi. Zaśmiałam się pod nosem:
-Dobrze, że męskie umysły nie są zbyt złożone-stwierdziłam na głos nie ukrywając rozbawienia...











Hejka! Jak myślicie, o co w tym wszystkim chodzi? Piszcie ;)
Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Przy okazji, zapraszam do nowych zakładek, nie cieszą się zbytnim zainteresowaniem, co mnie zasmuca :'(
Wierzę, że się obudzicie :D
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

piątek, 16 stycznia 2015

Little Sweet Angel 33

-Dziękuję. Kocham cię, misiek-pocałowałam go w policzek-tak właśnie. Nialler był dla mnie jak brat. Cudowny chłopak, cud
-Ja ciebie też, misia-rozbawił mnie nieco-Chodź, wracajmy. Martwimy się o ciebie-objął mnie  i poprowadził do salonu. Natychmiast zajęłam miejsce obok Hazz'y, a blondyn obok Tati. Wszyscy wlepiali we mnie te gały czekając na odpowiedź. Przebiegłam wzrokiem po ich twarzach zatrzymując się na oczach lokatego. Posłałam mu lekki uśmiech i lekko musnęłam jego usta. Dając sobie czas na złożenie zdań w myślach...
***
Przestałam i wzięłam oddech:
-Wyjeżdżam do rodziców do Irlandii i bardzo, ale to bardzo się denerwuję-westchnęłam. Wszystkim jakby ulżyło. Wpatrywali we mnie te swoje gały, zwłaszcza siostra. Nie wszyscy byli wtajemniczeni w moją przeszłość, więc nie rozumieli do końca. Zaczęła się normalna rozmowa.
Czas mijał bardzo szybko i całkiem miło.
Przyszedł ten dzień. Dzień wylotu. Moje serce biło w przyśpieszonym tempie. Bałam się jak nigdy. Harry wspierał mnie, trzymał blisko, nie pozwalał zostać samej nawet na minutkę. Jej, ale ten chłopak jest niesamowity. Kocham go całym serduszkiem. Właśnie zajęliśmy miejsca. Odchyliłam głowę lekko do tyłu i wypuściłam powietrze z płuc. Hazz ułożył dłoń na swojej dłoni i spojrzał mi w oczy. Posłał mi lekki uśmiech otuchy, który odwzajemniłam i zajrzałam za okno-Muszę spróbować-szepnęłam pod nosem.
Taksówka zatrzymała się dokładnie pod tym domem. Pod domem w którym się wychowałam, przeżyłam to co najlepsze w życiu, czyli dzieciństwo. Ta dzielnica, wciąż taka sama. Nadal te drzewa, chodnik, sklepiki, płotki, latarnie, nic się nie zmieniło. Wydawało mi się nawet, że na parkingach stały te same auta co ostatnio. Wysiadłam i nabrałam w płuca powietrza delektując się powietrzem jakie niosło to miasto. Tak mi tego brakowało. Tej woni słodkich bułeczek pieczonych w cukierni obok. Dźwięków kłócących się Państwa Reb, a później godzących się z namiętnością. Zwyczajnie tęskniłam. Zabawne, jakby nie było mnie tam od stu lat. Nawet zapomniałam o tym co zaraz ma mieć miejsce. Dołączył do mnie loczek. Stanął tuż obok. Luknęłam na niego i pokiwałam głową, dając znak zgody na podjęcie wyzwania. Zaczęłam powoli kroczyć ku drzwiom. Emocje brały górę. Cieszyłam się, smuciłam, stresowałam i bałam, tyle emocji naraz, taka, niby, mała rzecz. Oddech przyśpieszał. Serce szalało. Łzy już tańczyły po mojej twarzy. Ręce drgały jak nigdy. Czułam jak miękną mi kolana. Przez moment bałam się czy nie upadnę. Postawiłam nogę na pierwszym stopniu trzech schodków, które byłam zmuszona pokonać, by dotrzeć  do celu. Białe drewno zaskrzypiało jak za dawnych lat-Tata nadal ich nie naprawił-na moment zagościł u mnie uśmieszek. Po króciutkiej, jak rzęsa, chwili zniknął. Spoważniałam i nie zmieniając tempa szłam dalej. Na ganku, jak zawsze, stała ta stara brązowa waza, której mama za wszelką cenę nie chciała się pozbyć, mimo iż owa ledwo stała w całości. Wiatr powiewał i tym samym rozbujał fotel, na którym bunia przesiadywała całe lato dziergając i pilnując czy smyki nie jedzą zbyt wiele lodów. Dobre czasy. Spojrzałam na ten dębowy filar. Tak. Nadal widniał na nim napis, mój i Tat:
 "Nie potrzebujemy luster, aby zobaczyć siebie, 
lecz wewnątrz mamy różne odbicia."
Łza kręciła się w oku, nieustannie. Dotknęłam wyrytego tekstu i zwróciłam wzrok na barierę, która dzieliła mnie od dawnego życia. Stanęłam do niej twarzą w twarz. Wahałam się moment. Zdecydowałam.
Nie mogłam tak żyć. Tęskniłam, jak cholera. Brakowało mi ich głosów. Wszystkiego co z nimi związane. 
Nabrałam tlenu i delikatnie uderzyłam zaciśniętą dłonią w pięść w drzwi. Słyszałam te charakterystyczne stąpanie. Powoli kroki zwalniały, a mój puls przyśpieszał. Klamka powędrowała w dół, następnie w górę. Ukazała mi się, jakby, starszej mnie. Wysoka, szczupła. Blondynka, wielkie niebieskie oczy. Cud, nie kobieta. Dla mnie była wzorem. Ideałem. Zawsze marzyłam, aby być taką jak ona. Spojrzała na mnie. Może to dziwne, ale tylko ona z rodziny mogła rozróżnić mnie z siostrą. Zmierzyła mnie wzrokiem. Widziałam jej niepowstrzymany szok. I mi, i jej lały się łzy. Zasłoniła usta dłonią. Po chwili ją zabrała, aby odezwać się:
-Mi...Michell?-jęknęła przez płacz
-Mama?-...













Hejka! Wiem, krótki i niezbyt ciekawy. Ale musiałam. Chciałabym poinformować, iż nie pobierałam "cytatu" z żadnej strony, jest w 100% mojego autorstwa, jeżeli widzieliście podobny, nie skopiowałam, przysięgam. Jest zawarty w cudzysłów, ponieważ osoba mówiąca cytowała tekst z filaru. Tylko informuję, aby nie było podejrzeń lub niejasności. Wiem, że nie należy do najmądrzejszych i najpiękniejszych i właściwie nie ma sensu i jest głupi, ale co tam...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I will teach you life 13

-Gdzie szef?-zapytał jeden z nich
-Stoi przed wami-skrzywili się-Tamtego szefa już nie ma, teraz jestem ja i mój brat. Koniec rozmowy-zauważyłam Mulat'a i "ekipę"-Wy możecie sprzątnąć umarlaka-ich oczy prawie wyszły na wierzch, ale wiedzieli, że nie mogą się stawiać. Teraz ja pojęłam władzę, a oni nie mieli kontroli...
***
Posprzątali w gabinecie moim i Niall'a. Dziwne uczucie być otaczaną wielkimi mężczyznami, którzy trzęsą się na twój sam widok. Z dnia na dzień, rządziłam nimi z Niall'em. Byłam wręcz żądna krwi. Nie miałam litości. Kilka osób dziennie traciło przeze mnie pracę, a co gorsza życie. Lecz moje poczucie winy i sumienie zniknęły. Nie dawały o sobie znaku. Szybko odnalazłam się w tym "biznesie". Większość ludzi z branży była mi już znana. Czułam się jak królowa świata. Miałam kasę, luksus, brata, władzę. Ale w tym wszystkim zapomniałam o kimś ważnym, Liam'ie. Prawie go nie widziałam. Byłam skupiona, na...Rozkazach. Któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że nie ma go przy mnie. Akurat wszedł do mojego "pomieszczenia grozy", tak nazywali go moi pracownicy:
-Co ci się stało? Nie jesteś taka-złapał mnie za dłonie. Coś mnie tknęło. Przeanalizowałam to co uczyniłam. Ja...Zabiłam. Coś czego kiedyś wystrzegałam się jak ognia. Łzy zebrały się w moich oczach. Odwróciłam się do chłopaka plecami
-Wyjdź-wydukałam
-Ale...
-Wyjdź!-wrzasnęłam. Ostatnie co usłyszałam to trzask drzwi. Miał rację. To nie byłam ja. Jak mogłam: zabić, pobić, skrzywdzić, rozkazywać? Kiedyś nazwanie mnie aniołem wcale nie było dalekie od prawdy. Wiedziałam, że nie mogę tego robić. Że to nie jest moja droga. Podjęłam trudną decyzję. Wyszłam z "gabinetu" i pomknęłam szukać Nialler'a. Znalazłam go uderzającego w tzw. gruchę
-N! Przestań-mruknęłam
-Jeszcze nie skończyłem-warknął nadal podskakując. Zdążyłam się już przekonać, ze z nim nie da się po dobroci, zbyt uparty
-Skończyłeś-podeszłam i ścięłam go z nóg silnym uściskiem mięśnia w okolicach szyi
-Dobra, dobra, ał-powstał trzymając się w miejscu gdzie trzymałam dłoń-Co jest?-zapytał siadając na desce, którą nazywał "ławką"
-Niall, ja chyba już tak nie mogę-zaczęłam płakać. Nie zastanawiał się ani chwili. Wstał i objął mnie
-Ciii...Spokojnie, (T.I)-szeptał mi do ucha. Mój brat, niby twardy dla każdego, ale dla mnie delikatny i czuły. Byłam jego, jak to mnie określał, królewną. Udało mi się uspokoić
-Chcę mieć normalne życie, nie chcę być taka-dukałam łapiąc oddech-Proszę, daj mi odejść-spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich coś co mówiło mi, iż coś jest nie tak-Niall?-cała się trzęsłam
-To nie jest możliwe-zamarłam...













Hejka! Jak tam? #Byledopiątku ;) Nie? Hehe :D Mam nadzieję, że się spodoba i skomentujecie :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

czwartek, 15 stycznia 2015

I did't forget where I belong 14

Wprowadziłam ich do swojego mieszkania i stanęłam wkurzona na środku salonu. Obserwowali mnie oniemiali
-Skarbie, nie wiedziałem, że masz w sobie tyle agresji-szczerząc się mruknął Lou
-Zazwyczaj nie mam, ale nie dam im wykorzystywać was-dałam przytulić się do Louis'a
-Spokojnie misia-pocałował mnie w czoło
-Staram się-westchnęłam...
***
Postanowiliśmy obejrzeć u mnie jakiś film, by zająć czymś myśli. Wybrałam komedię. Nadal nie umiałam się skupić. Bałam się. W każdej chwili mogłam natknąć się na rodziców. 
Mijały dni. A o mnie nadal huczało w mediach. Z każdą dobą przejmowałam się coraz mniej. Wierzyłam, że jednak mnie nie najdą. Skupiłam się na związku z Lou, który wydawał mi się idealny, i Louis i nasza relacja dla jasności. Każdego ranka budziłam się w jego ramionach, nieziemskie uczucie. Dbał, okazywał czułość, kochał. Ideał faceta. Zakochałam się po uszy. A reszta, jak mnie wnerwiała, tak mnie wnerwiała. Mimo to, wielbię tych ciołków ( :) ). Siedziałam właśnie półprzytomna po spędzonej z chłopakiem nocy na...Rozmowie (zboczeńce. Co myśleliście? XD ). Nawijaliśmy o wszystkim. Nagle do kuchni wpadł blondas i zaczął targać mną trzymając moje ramiona w dłoniach:
-Diana! Diana! Diana!-podskakiwał jak mały szczeniaczek
-Niall! Niall! Niall! Jestem tu, słyszę cię, nie musisz się drzeć-powtórzyłam jego ton tracąc na sile z każdym słowem. Usiadł podekscytowany obok-Co jest?-włożyłam przepełnioną łyżkę do buzi
-Idziemy do kina, na mój ulubiony film. Oh yeah, aha, oh yeah aha-zaczął odstawiać swój "taniec radości"
-Nigdy nie byłam w prawdziwym kinie, bez sukni, szpilek i gali-szczęka mu opadła. Patrzył na mnie tak przez 10 minut nawet nie mrugając, a ja obserwując go z zwykłą miną nadal spożywałam posiłek
-Omg! Rozdziewiczymy cię w piątkę!-podskoczył, a to co miałam w ustach znów trafiło do miski. Wybuchłam śmiechem
-Jesteś nienormalny, wiesz?-krztusiłam się wręcz
-Wiem, za to mnie skrycie kochasz i jesteś z Tomlinson'em żeby nie robić mu przykrości, a tak naprawdę to uwielbiasz mnie-wzruszył zabawnie brwiami. Już nic nie odpowiedziałam tylko rechotałam. On czasami...Nie no, nie da się go opisać. Nagle do pomieszczenia wkroczył Tommo bez koszulki, w samych spodniach dresowych. Ah...Jak zwykle wyglądał idealnie
-Co tu tak wesoło?-z uśmiechem zbliżył się do nas. Horan odwrócił się i zerknął na mojego mężczyznę
-Aaaa! Zejdź mi z oczu! Parzy, parzy! Moje gały! Ała! Opaliłbyś się-blondyn zakrywał oczy a ja chichotałam
-Głupek-parsknął Louis i nachylił się nade mną-Dzień dobry skarbie-pocałował mnie
-Witam królewicza-uniosłam kąciki ust
-Fu-skrzywił się Nialler. Lou luknął na niego, później na mnie. Wzruszył znacząco brwiami, przytaknęłam i wpiłam się w jego usta tak jak jeszcze nigdy. Zachłannie, namiętnie. Nie mogłam powstrzymać rozbawienia na reakcję Horan'a, który wręcz wymiotował. Przestaliśmy
-Też znalazłbyś sobie kogoś-stwierdziłam, a Tomi zaczął powoli się oddalać
-Ja mam dziewczynę-oburzony stwierdził
-Co?-nie skumałam
-Louis! Nigdy więcej jej nie dotykaj-Niall oplótł nogą i rękoma lodówkę-Ona jest moja-odtrącał mojego chłopaka od urządzenia. Leżałam tam i nie mogłam przestać się śmiać...











Witam! Jednak mi się udało napisać coś SPECIAL, wiecie coś luźnego, nie mam humorku na dramaty :D Mam nadzieję, że się spodoba ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Girl on the show 4

Po za tym zauważyłam mnóstwo pięknych kreacji, butów, torebek i pasków. Oto dbali. Na prawdę byli przygotowani. Znalazłam się w toalecie. Była, nieziemska.  Nadal nie rozumiałam. Dlaczego?...
***
Weszłam do wanny i wzięłam kąpiel. Trochę się rozluźniłam. Nawet przez moment zapomniałam gdzie jestem. Ubrałam koszulę, umyłam zęby i ogółem przygotowałam się do spania. Położyłam się w tym pięknym łóżku i z wyczerpania, zasnęłam.
Usłyszałam głos z tego małego urządzenia wiszącego na ścianie:
-Pobudka. Niall przyjdzie po ciebie i zabierze cię na śniadanie-znów Mulat
-Jaki  Niall?-mruknęłam  sama  do siebie i wstałam. Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic. Wysuszyłam włosy. Na lustrze wisiała mała karteczka:
                                           "Ładny makijaż, ładne ubrania, piękna dziewczyna"
To oznaczało, że ktoś był u mnie w nocy. To wszystko wydawało się takie nierealne. Nie chciałam tego. To było nienormalne, chore i psychopatyczne. Byłam jak w klatce. Zamknięta. Nie mogłam nic zrobić. Jak w jakimś akademiku. Jak lalka, tylko do oglądania. Chciało mi się płakać, lecz wierzyłam iż brat mi pomoże. Ufałam mu i musiałam z cierpliwością czekać. Ale postanowiłam nie być tylko kolejną. Jeżeli i tak miałam zniknąć. W taki lub inny sposób, to dlaczego nie miałam nie dać się zapamiętać. Postanowiłam. Owinęłam  się ręcznikiem. Podeszłam do szafy. Wybrałam zestaw. Pomknęłam znów do toalety. Szybko się pomalowałam i wyperfumowałam. Zadowolona usiadłam na łóżku i czekałam na tego całego Niall'a.
Usłyszałam jak klucz przekręca się w zamku i jak drzwi się uchylają. Ujrzałam tego wytatuowanego blondyna, nie powiem, przystojny. Kiwnął tylko głową, że mam ruszyć. Powstałam udając, że nie obchodzi mnie to jak pożera mnie wzrokiem. Chyba dawno nie widział dziewczyny. Miałam zamiar go minąć, ale złapał mnie w miejsce  pomiędzy łokciem, a dłonią
-Nie tak prędko-zatrzasnął barierę drzewną i pociągnął mnie na dół. Kiedy tak kroczyliśmy po tym domu, rozglądałam się. Mój pokój zupełnie różnił się od tego czarnego miejsca. Tylko u mnie było ładnie, reszta-okropieństwo. Trafiliśmy do "jadalni", jeżeli tak można było to nazwać. Szare, obdrapane ściany, okrągły biały stół i sześć krzeseł dookoła. Czemu sześć? Też się zastanawiałam. Stanęłam i patrzyłam się na chłopaka-Siadaj-posadził mnie na jednym z miejsc. Po chwili pojawił się lokaty, Mulat, mój brat, który traktował mnie jak powietrze. Rozumiałam to, musiał, nie mógł się zdradzić. Wszyscy okrążyli stół. Zrozumiałam. Nareszcie. Pojawił się on. Jak zwykle zabójczo przystojny. Jego cudne oczy pokierowały się na mnie i rozpłynęłam się. Szyderczo się uśmiechnął i opadł naprzeciw mnie. To było chore. Oni mieli same smakołyki na talerzach. A ja? Ja miałam dwie kromki razowego chleba z jakimś śmiesznym twarożkiem i do tego koktajl warzywny
-To są jakieś żarty?-odezwałam się odsuwając od siebie posiłek. Spiorunowali mnie wzrokiem-No co?-warknęłam ruszając ramionami. Wszyscy pytająco luknęli na "szefa". Czułam jakby pytali o to czy mają mi coś zrobić. On pokiwał głową na nie i otworzył usta by zacząć mówić...






Hejka! Dzisiaj raczej nic więcej. Chemia >< Mam nadzieję, że się spodoba :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

środa, 14 stycznia 2015

I will teach you life 12

Obserwowaliśmy was. Wiemy co działo się ostatniej nocy-mentalnie już leżałam na podłodze. Bałam się jak nigdy, nie o siebie. O niego-Ty dziecko jeszcze nie wiedziałaś, ale Payne tak. Złamaliście zasady, właściwie on złamał-luknął wrogo na Li-Będzie kara, chyba zdajcie sobie z tego sprawę-zamarłam...
***
-Jaka kara?-samoistnie wydukałam
-Jeszcze nie miałaś okazji wykazać się na pełnym polu. Ty go załatwisz-mój puls zatrzymał się na moment. On nie żartował, on mówił poważnie. Nie mogłam się ruszyć. Po chwili wpadłam na pomysł
-Jak ma to wyglądać?-jak zimna suka zapytałam a mina Liam'a wyrywała mi serce z klatki. Wszyscy byli zdziwieni
-Ze względu na to, że jesteś moją córką. Dam ci wolną rękę, wybieraj-zbliżył się do mnie
-Chcę żebyś widział to tylko ty, tylko-podkreśliłam ostatnie słowo rozglądając się po twarzach goryli z boku
-Ja sobie życzysz dziecko-złapał się. Mocniej ścisnęłam Niall'a dając mu tym samym znak.Zrozumiał
-I mój brat-dodałam bez wyrazu
-Dobrze-rozłożył ręce w geście zgody. Nie spuszczałam oka z Payne'a, ale widziałam już przebłysk zrozumienia w jego oczach. Wszyscy opuścili pomieszczenie. Zrobiono mi miejsce. Dostałam nóż. Dokładnie przeanalizowałam wszystko dookoła, aby się powiodło. Nialler stanął pod ścianą. Ojciec zajął miejsce przed biurkiem. Li nadal się nie ruszał i trwał przy drzwiach. Postawiłam kilka kroków-Proszę dziecko, działaj. Poczuj to, poczuj te emocje. Niech to cię przepełni. Nie przejmuj się niczym. Jakby zależał od tego los świata. Bądź bezwzględna i bezlitosna-powtarzał. Byłam już tylko kilka centymetrów od chłopaka, już się nie bał wiedziałam to
-Będę-pod nosem szepnęłam z lekkim uśmiechem. Już zamachnęłam się, aby "wbić" sztylet w ciemnookiego, kiedy zwróciłam się ku ojcu i rzuciłam w niego ostrym narzędziem. Trafiło prosto w tętnice. Dodatkowo wyjęłam z botka mały pistolet i doprawiłam tatusia kulką w głowę. Liam szybko zamknął drzwi, a Niall upewnił się, że on nie żyje. Nie czułam wyrzutów sumienia. Na szczęście 'ochroniarze" się nie dobijali, przecież mieli wrócić na znak szefa
-Co teraz?-zapytał blondyn
-Jak to co?-szyderczo parsknęłam chichotem-Teraz to my tu rządzimy-podeszłam do zwłok-Jego już nie ma, a tylko upoważnieni otrzymują piedestał. Jesteśmy jego dziećmi, to mówi samo za siebie-powiedziałam bez emocji. Tylko do niego nie żywiłam żadnej pozytywnej emocji. Był złym człowiekiem. Nie żałowałam-Nawet nie mogą rzucić się na nas-usiadłam na fotelu ojca-Nieprawdaż?-złączyłam palce w "piramidę". Patrzeli na mnie z szokiem w oczach
-Od kiedy jesteś taka? Liam? Czegoś ty ją nauczył? Przecież nawet  ty taki nie jesteś?-mój brat luknął na Payne'a
-Nie jestem taka, ale on chciał zabić bardzo bliską mi osobę. Wtedy staję się bezlitosna-stwierdziłam i obróciłam się dookoła. Powstałam i minęłam ich. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się rząd goryli
-Gdzie szef?-zapytał jeden z nich
-Stoi przed wami-skrzywili się-Tamtego szefa już nie ma, teraz jestem ja i mój brat. Koniec rozmowy-zauważyłam Mulat'a i "ekipę"-Wy możecie sprzątnąć umarlaka-ich oczy prawie wyszły na wierzch, ale wiedzieli, że nie mogą się stawiać. Teraz ja pojęłam władzę, a oni nie mieli kontroli...












Hejka! Zaskoczenie? Mam nadzieję, że tak i to pozytywne ;) 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

I didn't forget where I belong 13

-Co moi rodzice?-nie dawałam za wygraną
-Gratulacje cymbale-Mulat uderzył lokatego w tył głowy
-Ał-syknął
-Mówcie-wstałam
-Twoi rodzice przylecieli do Londynu i za wszelką cenę chcą cię znaleźć-Tommo znów pociągnął mnie na swoje kolana
-Słucham?-oniemiałam. Czułam jak bladnę...
***
-Diana, Diana skarbie-cucili mnie kiedy leżałam pół przytomna na sofie
-Błagam, powiedzcie, że żartowaliście-mruknęłam niezadowolona
-Niestety nie-uderzyłam głową w poduszkę za moją głową całkiem mocno.
Cały dzień chodziłam bez sensu po mieszkaniu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Miałam schizy. Wydawało mi się, że cały czas ktoś mnie obserwuje. Byłam sama. Chłopcy pojechali na podpisywanie płyt. Co moment przeglądałam strony internetowe poszukując informacji o sobie. Czytałam jakiego to skandalu nie wywołałam i jak to wiele osób zastanawia się gdzie przebywam na stałe. Zamknęłam laptop i usiadłam na łóżku, jakbym czekała na coś. Nagle usłyszałam silne pukanie do drzwi. Moje serce stanęło na moment. Podeszłam cicho i zajrzałam przez "judasza". Otworzyłam zamaszyście:
-Musisz mnie tak straszyć?!-warknęłam i odeszłam w głąb mieszkania dając tym samym wstęp Zayn'owi do środka
-Nie, ale lubię-zatrzasnął za sobą barierę i podążył za mną
-To nie jest zabawne-opadłam na sofę i przytuliłam się do poduszki
-Dobra, wybacz-usiadł obok
-Gdzie reszta?-bawiłam się palcami
-Musieliśmy jechać różnymi samochodami, żeby wszyscy paparazzi nie pojechali na nami. Wiesz, nie chcemy wyjawić miejsca naszego zamieszkania. Po pierwsze okrążaliby nas od rana, po drugie twoi rodzice...-wyrecytował
-Yhym-przerwałam tym samym karząc mu nie kończyć-Jak poszło?-obojętnie zapytałam
-Spoko.  Wiesz krzyk, ekscytacja, łzy, norma-zażartował
-W sumie-zaśmiałam się lekko-Nie mogę przestać myśleć o tym co będzie kiedy ich spotkam-ręce mi opadły i spojrzałam na Mulata
-Nie możesz się tak przejmować, to osoby, które dały ci życie, na pewno cię zrozumieją-Oj gdybyś ich znał-pomyślałam
-Mam nadzieję-westchnęłam. Nagle do mieszkania, bez zapowiedzi, wpadli Niall i Liam
-Nie udało się, są pod blokiem-zdyszani oznajmili. Natychmiast podbiegłam z Zayn'em do okna. Rzeczywiście chmara dziennikarzy stała pod drzwiami i nie chciała przepuścić Harold'a i Lou. Dosłownie ich blokowali
-Ja tak nie mogę-stwierdziłam i zaczęłam zmierzać ku wyjściu'
-Diana, wtedy dowiedzą się...-złapał mnie Li
-Nie obchodzi mnie to, nie chcę żebyście przeze mnie mieli problemy większe nisz dotychczas-wystrzeliłam przed siebie. Natychmiast wszystkie obiektywy skierowały się na mnie i ponownie zaczęli zasypywać mnie pytaniami-Cholera jasna!-wrzasnęłam przykuwając uwagę także zszokowanych chłopców-Tak! Mieszkam tu, z nimi! Tak! Tak! Tak! Tak! Od prawie dwóch miesięcy! Tak, jestem z tym oto Louis'em Tomlinson'em!-złapałam swojego ukochanego za dłoń i stanęłam pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi-A teraz dajcie nam żyć i jedzcie sprzedać te informacje! Zostawcie nas tylko w spokoju!-wydarłam się na nich i pociągnęłam za sobą niebiesko i zielonookiego. Wprowadziłam ich do swojego mieszkania i stanęłam wkurzona na środku salonu. Obserwowali mnie oniemiali
-Skarbie, nie wiedziałem, że masz w sobie tyle agresji-szczerząc się mruknął Lou
-Zazwyczaj nie mam, ale nie dam im wykorzystywać was-dałam przytulić się do Louis'a
-Spokojnie misia-pocałował mnie w czoło
-Staram się-westchnęłam...









Hejka! Wiem, że nuda, ale musiałam wprowadzić ;) I hope You'll enjoy it <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

wtorek, 13 stycznia 2015

Imagin Harold Wdard Styles CZĘŚĆ number #16 (the end)

-Skarbie nie płacz przez tego idiotę-usiadł na moim łóżku i przytulił mnie
-Nie przez niego-zaprzeczyłam-Po prostu jestem szczęśliwa, iż już nigdy nie pokaże mi się na oczy-odetchnęłam z ulgą...
***
Dni mijały bardo szybko. Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną z Harold'em. Na szczęście opanował się i przestał robić mi sceny zazdrości. Zakolegowałam się z chłopakami i w ogóle. Dołączyła do nas Gem. Świetnie się bawiliśmy. Nie ma to jak w siódemkę (XD). Niestety przyszedł ten dzień. Harry pożegnał się ze mną i wyjechał w trasę. Ja wróciłam do mojego szarego New Castle, w sumie nawet tęskniłam za tym miastem. Każdego dnia pisałam z Hazz'ą, wydawało mi się, że codziennie się do siebie zbliżaliśmy, mimo iż dzieliły nas tysiące kilometrów. Jednakże, gadaliśmy coraz mniej. Ciągłe zapracowanie z jego strony przeszkadzało. Zaczęło brakować mi jego bliskości. Tęskniłam, płakałam, ale nie dawałam po sobie tego poznać. Zaczęło do mnie dochodzić. Przypomniałam sobie o moim postanowieniu. Jak uważałam zanim trafiłam do rodzinnego domu Gem. Nie umiałam, musiałam.
Tego wieczoru mieliśmy porozmawiać na Skype. Włączyłam laptop i połączyłam się z Harold'em:
-Witaj, księżniczko-szerzył się
-Hej-lekko uniosłam kąciki ust
-Co się dzieje?-od razu zauważył
-Harry, ja już tak nie potrafię-zaczęłam płakać-To dla mnie za dużo-łkałam
-Już o tym rozmawialiśmy, niedługo wracam-pocieszał mnie
-Nie rozumiesz, wrócisz, ale zaraz znów znikniesz. I tak w kółko-ocierałam bezskutecznie łzy-Kiedyś wiedziałam co znaczy "sława", przynajmniej myślałam, że wiem-namalowałam cudzysłów w powietrzu. Uważnie się mi przysłuchiwał ze smutną miną-Wybacz, chyba musimy dać sobie spokój. Nie umiem trwać w związku na odległość, to za trudne-serce mi pękało kiedy to mówiłam-Wciąż będę cię odzyskiwać i tracić. Zostańmy przyjaciółmi w kontakcie, proszę. Zrozum mnie. Kocham cię nad życie...
-I dlatego kończysz z nami?-drżącym głosem przerwał mi
-Nie. Dlatego, że to zbyt bolesne. Proszę cię...-ryczałam jak dziecko
-Kocham cię (T.I)-rozłączył się. Wpadłam w histerię. Nie spałam całą noc.
Kolejne dni były bardzo  depresyjne. Przez dwa tygodnie prawie nic nie zjadłam. Styles nie odezwał się do mnie ani razu i ignorował moje zaczepki. G pomagała mi się pozbierać, niestety bezskutecznie. Z tego co mi mówiła, loczek też się z nią nie kontaktuje.
Jak zwykle siedziałam na łóżku i słuchałam smętnych piosenek w sowim pokoju:
-Ubieraj się mała-rzuciła we mnie sukienką i szpilkami
-Ała-złapałam się za głowę po "bliskiej randce" z obcasem buta-Co ty gadasz? Zostaw mnie w spokoju-warknęłam i odwróciłam głowę
-Nie ma żadne "zostaw mnie". Zabieram cię dzisiaj na babski wypad-oznajmiła
-Nie chcę-odrzekłam
-(T.I) cholera jasna! Rusz tyłek! Siedzisz tu od trzech tygodni! Daj sobie powietrza. Po to zerwałaś z moim bratem żeby teraz się nad sobą użalać? Gdzie podziała się ta moja stara, szalona (T.I), której nikt nie mógł podskoczyć?-motywującym tonem recytowała i usiadła obok
-Utonęła-mruknęłam
-Przestań. Wychodzimy i koniec, wiesz, że nie dam ci spokoju-miała rację
-Dobra, tylko dlatego, że mam cię dość-wstałam
-Ok. Ja lecę się szykować, do zobaczenia za półtorej godziny. Ubierz się ładnie-już stała za progiem
-Przecież już mam kreację-podniosłam to co mi rzuciła wcześniej
-To tylko tak symbolicznie. To szajs, weź coś lepszego-trzasnęła drzwiami. Westchnęłam głośno i poszłam do łazienki. Prysznic, włosy, makijaż itd. Nareszcie poczułam się nieco lepiej. Rzeczywiście wystrojenie się może pomóc kobiecie. Ubrałam się i wyszłam z pokoju. Oczywiście skomplementowała mnie i wyruszyłyśmy. Trafiłyśmy do najlepszej restauracji w mieście, co mnie zdziwiło. Od kiedy Gemma lubi takie lokale? Nie pytałam-Muszę do toalety-wstała i nie czekając na moją odpowiedź zniknęła ze swoją torebką. Rozglądałam się i czekałam, w sumie na nic. Nagle poczułam dłonie na oczach:
-G, przestań-zdjęłam je i odwróciłam się. Moim oczom ukazał się Harry. Oniemiałam. Łzy momentalnie zaczęły spływać po moich policzkach-Hazz?-jakbym nie dowierzała. Rzuciłam się mu na szyję i nie chciałam puścić. Jednak musiałam, bo czułam na brzuchu kolce. Odsunęłam się i zauważyłam piękne róże w jego rękach
-To dla ciebie-wręczył mi je, odebrałam-(T.I) chciałem cię o coś zapytać?-na sali jakby na komendę zaczęła grać muzyka romantyczna-Wyjdziesz za mnie?-padł na kolano i wyjął czerwone pudełeczko jak się domyśliłam, bo nie chciałam nawet na nie patrzeć, liczył się tylko on. Zasłoniłam usta dłonią, lecz po chwili ją zabrałam
-Ale twoja praca i...
-Nie obchodzi mnie moja kariera, media i cały świat. Jesteś tylko ty, tylko moja księżniczka (T.I) Kocham cię i nie poddam się dopóki nie usłyszę słowa "tak" z twoich ust-uparty jak Gem. Podobieństwo-uderzające
-Tak-zachichotałam i pozwoliłam mu wsunąć pierścionek na swój palec. Powstał i ujął mnie w objęcia. Rozległy się gromkie brawa-Chyba częściej muszę urządzać sobie "babskie wieczory" z tobą, dla takich niespodzianek-po długim pocałunku wydusiłam
-Chyba tak-zaśmiał się-Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem
-Przestań-mruknęłam
-Uda się, zbyt cię kocham, aby się to rozsypało-wyszeptał
-No, no, udało się-nagle zjawiła się moja przyjaciółka, a jego siostra-Nie spodziewałam się, że mój "sławny" braciszek zwiąże się na stałe i to z moją najbliższą przyjaciółką-z szerokim uśmiechem stwierdziła. Nie wychodząc z ramion chłopaka podniosłam głowę by spotkać jego zielonki
-Ja też nie-lekko uniosłam kąciki ust i zastygłam przy jego torsie, którego już nigdy mi nie zabrakło...











Hejka! Zaskoczeni! Ja tak, nie wiedziałam, że napiszę koniec i to dzisiaj. A do tego taki długi :) Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin Lou zamówienie

Czy należąc do największej mafii na świecie można kochać? Zabijać, mordować, katować, dręczyć...Kochać? Czy to możliwe? 
Zdziwię was, tak. Mimo iż uwielbiałem torturować, w sercu tkwiła mi jedna osoba. Na nikim innym mi nie zależało. Jednakże, nikt nie wiedział o moim uczuciu, nikt nie mógł. Zginęłaby. Z zemsty ktoś by ją zabił. Nie sądzę. Spotykałem się z nią często, w ukryciu. Doskonale wiedziała, z kim się spotyka. Próbowałem jej to jakoś...Ale nie. Ona była uparta. Nie chciała rezygnować z miłości dla życia. Bez sensu, nie?
Otrzymałem zlecenie. Miałem porwać i załatwić córeczkę znanego polityka. Żaden problem. Co to dla mnie. Zgodnie z planem pojmałem piętnastoletnią brunetkę. Jeszcze nigdy wcześniej nie widziałem tak spokojnej osoby przed egzekucją. Przywiązałem ją do krzesła w piwnicy i zdjąłem bluzę, aby jej nie ubrudzić. Siedziała tylko ze spuszczoną głową. Nie musiałem nawet zatykać jej ust
-Postaram się zrobić to szybko-swoim bezlitosnym tonem odezwałem się oglądając pistolet, którego miałem zamiar użyć
-Nie musisz się wysilać, katuj mnie. Proszę bardzo, dla mnie i  tak nie ma ratunku-podniosła na mnie wzrok. Oniemiałem. Jeszcze nie spotkałem się z takim przypadkiem. Po raz pierwszy ujrzałem w oczach...Nic. Właśnie, żadnej emocji, zero. Bardzo przypominała mi...Stop! Jesteś twardy, Louis-musiałem powstrzymywać głos sumienia
-Nie zależy ci na życiu?-zbliżyłem się starając nie okazywać zdziwienia
-Zależy, ale co mi to da. Co da mi darcie się i próba ucieczki, jeżeli ty i tak mnie załatwisz-nie spuszczała ze mnie wzroku. Tym razem już nie miałem grobowej miny. Wtedy, nie dochodziło do mnie to co powiedziała. Musiałem to przeanalizować. Przyglądałem się jej z uwagą. Wyglądała dokładnie jak moja Eva, identycznie. Te zielone ślepia. Ten uroczy nosek i pełne usta. Ideał. Nie umiałem. Wyrzuty sumienia mnie dopadły. Ubrałem bluzę i wyszedłem. Przy drzwiach stał mój wspólnik:
-Zayn, ty to zrób, ja muszę coś załatwić-wystrzeliłem przed siebie. Zrozumiałem dzięki nastolatce, jakim tyranem jestem. Ile złego w życiu uczyniłem. Wsiadłem do mojego Ferrari i odjechałem z piskiem opon. Trafiłem pod moje mieszkanie. Spakowałem co to trzeba i pomknąłem po Ev. Wytargałem ją z jej mieszkania:
-Lou, co się dzieje?-lekko wystraszona zapytała
-Musimy wyjechać, ja już nie potrafię tego robić. Muszę przestać, a boję się zostawić cię tu samą-cicho wyjaśniłem. Już się nie odezwała. Trafiliśmy w miejsce, gdzie moja mafia nie miała szans nas odnaleźć, choćby wysilała się nie było opcji. Tego miejsca nawet nie ma na mapie. To mała wyspa, niedaleko Nowej Zelandii. Nie przemyślałem tego dobrze.
*Narracja trzecioosobowa
Przez kilka dni, żyli spokojnie. Jednakże, kiedy spacerowali po plaży, ktoś stanął im na drodze:
-Zabiłeś moją córkę-wyjmując nóż zbliżał się do pary
-To nie ja-schował za sobą ukochaną
-Teraz ja odbiorę ci twoją królewnę-zaśmiał się szyderczo, jak psychopata
-Daj jej żyć, zabij mnie. To ja zasłużyłem-złączył swoje czoło z czołem Evy
-Louis?-ze łzami w oczach odezwała się
-Kocham cię skarbie, żegnaj. Teraz uciekaj. Wiesz gdzie, nie daj się-pocałował ją i popchnął by biegła. Nie odwracając się i zanosząc płaczem odbiegła
-Pożałujesz-mężczyzna wił w brzuch chłopaka ostry sztylet. Rzeczywiście, otrzymał karę najwyższą. Za to co uczynił. Ale nie można powiedzieć, iż nie miał serca. Bo kochał ją, jak oszalały, kochał Evę...












Hejka! Oto imagin dla Ewy :) Wiem, że szajs, mi się nie podoba, ale nie specjalnie mam pomysł na coś innego >,< Przepraszam za to 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Imagin

Byłam directioner, może nie od początku, ale kochałam ich jednakowo jak inne fanki. Zbierałam ich zdjęcia, plakaty, wszystkie piosenki znałam na pamięć. Oglądałam wszystkie filmiki z ich udziałem po kilkanaście razy. Śledziłam każdy ich krok. Interesowało mnie wszystko co z nimi związane. Kochałam ich. Niestety nigdy nie miałam okazji zobaczyć ich na żywo. Wiecie, niepełnoletnia nastolatka z Polski, jedna z milionów innych. Mogłam tylko skrycie marzyć o tym, by kiedykolwiek mieć szansę z nimi porozmawiać.
Tego dnia, wstałam z samego rana. Przygotowanie do szkoły, śniadanie itd. Ledwo żywa, jeszcze zaspana siedziałam nad michą mleka z płatkami. Nagle zadzwonił telefon domowy. Moja mama odebrała. Wyszła. Siedziałam i mieszałam w naczyniu próbując nie zasnąć. Nagle wróciła z szerokim uśmiechem:
-Córeczko, nie chciałabyś pojechać na wakacje do cioci Kasi do Niemiec? Wiesz, do Berlina-moje oczy otworzyły się nieco szerzej
-Czemu nie. Nigdy nie byłam za granicą-wzruszyłam ramionami-Kiedy?-włożyłam łyżkę z jedzeniem do buzi
-Wyjedziesz 3 lipca, pozwiedzasz trochę miasta, 5 lipca pójdziesz na koncert One Direction, a później...-zachłysnęłam się
-CO?!?!?!-aż podskoczyłam
-No ciocia wygrała bilety w konkursie radiowym, wejdziesz za scenę-moje serce zaczęło bić jak szalone
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa...!!!!!!!!!!!-zaczęłam skakać jak wariatka. Nie mogłam się opanować. Szalałam z półgodziny. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i padłam. Obudziłam się na kanapie, matula wisiała nade mną-Błagam powiedz, że to nie był sen-zamaszyście złapałam ją za ramiona
-Nie słońce, to nie był sen-zaśmiała się
-O MÓJ BOŻE! Zobaczę ONE DIRECTION NA ŻYWO!-ponownie zaczęłam okazywać euforię. Zachowywałam się tak, że zdołałam uniknąć dnia nauki. Ale i tak nie byłabym w stanie myśleć o niczym innym. Cały dzień podskakiwałam, nadal to do mnie nie dochodziło.
W końcu, doczekałam się. Dojechałam na miejsce. Przywitałam się z ciocią itd. Poszłyśmy na miasto. Niby słuchałam jej opowieści o budynkach i w ogóle, ale myślami byłam z nimi i tym jacy będą
-Poczekaj tu na mnie, kochana. Idę po lody-odeszła na znaczną odległość. Wpatrzona w komórkę usiadłam na brzegu jakiejś fontanny. Obok mnie klapnął jakiś wysoki chłopak. Nawet nie podniosłam głowy:
-Lubisz 1D?-odezwał się po angielsku. Uśmiechnęłam się pod nosem i pociągnęłam za koszulkę, aby spojrzeć na ich twarze
-Tak, oni...-podniosłam głowę. Zejdę! Moim oczom ukazał się, nie kto inny jak Liam Payne (!). Moje oczy wypadły mi z orbit, a szczęka opadła prawie do ziemi. Siedziałam tak i się na niego patrzałam. Kiedy on chichotał pod nosem
-Cześć mała, chyba znasz już moje imię-objął mnie
-Tttak, znam. Ja...-jąkałam się-Tak jakby, się nie spodziewałam-dukałam
-Co? Nie spodziewałaś się, że spotkasz mnie na ulicy? Dziwne, rzadko to słyszę-zażartował. Zaśmiałam się. Moje serce waliło jak szalone-Jak masz na imię, królewno?-pieszczotliwie zapytał
-(T.I)-odpowiedziałam
-Ładne imię-skomplementował
-Dziękuję-uniosłam kąciki ust jeszcze wyżej. Czułam rumieńce na twarzy-Głupio mi o to pytać, ale możgę autograf?-niepewnie wyrecytowałam
-Czemu głupio, skarbek-puknął mnie palcem w nos. BOŻE CZY TO NAPRAWDĘ SIĘ DZIEJE?!-pytałam sama siebie-Pewnie, że tak-wziął ode mnie zeszyt i podpisał się na nim-Wiesz co. Niestety zaraz zorientują się, iż tu jestem, więc będę uciekał. Mam nadzieję, jutro widzimy się na koncercie-pomasował moje ramie-Kocham cię mała-pocałował mnie w policzek i zniknął mi z oczu. Pomachałam mu jeszcze i gdy tylko kompletnie utonął w tłumie, wpatrywałam się w przestrzeń z otwartymi ustami. Nie wierzyłam. Nie wierzyłam i jeszcze raz nie wierzyłam. Nagle pojawiła się moja ciotka
-Hejka! Stało się coś ciekawego, że taka zafascynowana?-wsunęła mi do ręki deser w rożku, a on samowolnie wypadł mi z dłoni
-Nie cioteczko, nic takiego-nie spuszczałam wzroku z obrazu przed sobą.
Stałam w pierwszym rzędzie i czekałam na chłopców. Wyszli, rozległ się ogromny wrzask. Mój też, między innymi. Świetnie się bawiłam. Po koncercie niepewnie ruszyłam na backstage. Okazałam dowód upoważnienia i mogłam wejść. Właśnie robili sobie zdjęcia z szybszymi ode mnie. Okazało się iż byłam ostatnia w kolejce. Nie wiem czemu, ale już się tak nie stresowałam. Ogarnęłam, że to zwykli chłopcy. Kiedy przyszła moja kolei, podeszłam powoli. Ich wzrok pokierował się na mnie. Liam wyszedł przed szereg:
-(T.I)!-przytulił mnie jako pierwszy-Wiedziałem, że przyjdziesz-zachichotał słodko. Grupa patrzała na nas ze zdezorientowaniem-To o niej wam mówiłem-ON O MNIE MÓWIŁ!-podniecałam się w myślach
-Hej maleńka-Nialler wziął mnie w ramiona, jak i reszta
-Cześć-przywitałam się najspokojniej jak umiałam. Cyknęli nam kilka fotek, całkiem zabawnych, dali kilka autografów. Musieli już jechać. Mój czas minął. Żegnając się z Li, czułam jak wkłada mi coś do kieszeni
-Do zobaczenia, księżniczko-musnął mój polik. Tak na marginesie, to Ipppp (wiecie taki mały okrzyk ekscytacji XD )
-Książę-pomachałam mu i wyszłam. Sprawdziłam co takiego mi wręczył. Kartkę z kilkoma liczbami. Skrzywiłam się na ten widok, dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że to numer jego telefonu. Ucieszyłam się jak nigdy.
Do dzisiaj piszę z nim na fb oraz tt.
Tak właśnie spełniły się marzenia zwykłej nastolatki z Polski :)




Hejka! Mam nadzieję, że spodoba się wam taki imagin w 10 minut :) Nie wiem, wena mnie naszła i jakoś samo wyszło. Chyba da się to przeczytać?
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Girl on the show 3

-Zabierz mnie stąd-cała się trzęsłam. Dopiero wtedy nasze ciemne oczy spotkały się
-Nie teraz, uratuję cię, ale jeszcze nie teraz. Jeżeli spróbuję ci pomóc bez dalszego planu, zabiją mnie, później wykończą ciebie-zamaszyście podszedł do mnie i objął mnie mocno
-Nie chcę tu być-wyszeptałam
-Wiem skarbie, wiem. Musisz być grzeczna-odrzekł równie cicho. Gładził moje włosy tak delikatnie. Tak bardzo przerażało mnie to wszystko...
***
Nagle wparował Mulat:
-Liam, zaprowadź ją do pokoju-nakazał. Brat posłusznie pociągnął mnie za rękę. Miałam pokój na górze. Był...Prześliczny. Jak dla lalki. Kompletnie nie przypominał wnętrza z dołu. Czułam się jak księżniczka. Dlaczego tak się starano? Przecież miałam być tylko kolejną w kolejce. Wiedzieli, że przyjdzie następna i następna. Że nie muszą zdobywać nikogo. Rozglądałam się uważnie
-Ice-zwróciłam się do Liam'a-Nie próbuj niczego głupiego, nie graj. Znam cię, błagam, choć raz mnie posłuchaj-już stał za progiem i trzymał klamkę-Na materacu leży kartka, tam rozpisane jest to co będziesz musiała robić i cały plan dnia-oznajmił-Kocham cię i dobranoc-posłał mi blady uśmieszek
-Dobranoc-powstrzymując łzy odwzajemniłam gest. To było okropne. Ocierając  bezskutecznie poliki opadłam na łóżko i złapałam za świstek papieru. Przeczytałam to. Wynikało, iż miałam zachowywać  się jak dama. Nie mogłam odchodzić od stołu, opuszczać "Pana" na krok i zwracać się do wszystkich jakby byli lepsi. Miałam robić za pieska pokazowego. To nie byłam ja. Kompletnie. Straszne. Brat mnie prosił, ale nie umiałam. Nie potrafiłam tak po prostu się ich słuchać. Zabrałam się za studiowanie planu dnia:
"7.00-pobudka
7.00-8.00-czas na przygotowanie się
8.00-śniadanie
8.30-powrót do pokoju
8.30-14.00-czas w pokoju, ewentualne wyjścia z "Panem" lub "Pionkami"
14.10-obiad
14.50-18.00-czas w pokoju, ewentualne wyjścia z "Panem" lub "Pionkami"
18.30-kolacja
19.00-przygotowanie
21.00-wyjście lub szykowanie się do snu"

Okropieństwo. Miałam podporządkować się co do minuty. Nie, oj na pewno, nie-pomyślałam. Ogarnęłam się. Złapałam za klamkę, chciałam zapytać o cokolwiek. Nie mogłam. Zamknięte. Nagle zauważyłam, że na ścianie wisi mała tabliczka. Nacisnęłam zielony przycisk. Usłyszałam  ten sam głos, głos Mulata:
-Czego?-odezwał się, jak widać bardzo miło i przyjaźnie
-Chciałam zapytać, czy mogę wziąć prysznic-drżącym głosem powiedziałam
-Drzwi do łazienki masz obok szafy-rozłączył się. Nawet nie zdążyłam podziękować. Rzeczywiście, wcześniej nie spostrzegłam ich. Zajrzałam do szafy i wyjęłam z niej jedwabną, różową koszulę nocną  (!!!). Po za tym zauważyłam mnóstwo pięknych kreacji, butów, torebek i pasków. Oto dbali. Na prawdę byli przygotowani. Znalazłam się w toalecie. Była, nieziemska.  Nadal nie rozumiałam. Dlaczego?...










Hejka! Jak myślicie, czemu jest tam tak pięknie? Hmm? Piszcie ;) Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni  z mojej pracy :>
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :* 

I will teach you life 11

No tak, jesteśmy tacy podobni-pomyślałam. Wszystko zaczęło składać się w całość. Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że gdzieś już go widziałam, zanim jeszcze trafiłam do tego "fachu". Z uwagą się mu przyglądałam-Oto Niall-kątem oka widziałam jak, mój nowo poznany, ojciec wskazuje na niego. Wtedy, wszystko stało się jasne. Niall, Niall, Niall...-jego imię odbija się w mojej głowie. Nie wytrzymałam, wpadłam w histerię. A oni? Czy jakoś na to zareagowali?...
***
Nie. Siedzieli i czekali aż się uspokoję. Patrzeli na mnie z grobowymi minami. Nie wiedziałam jak tak można. Przecież to nie do pomyślenia. To był mój ojciec (!) oraz brat (!), a kiedy ja histeryzuje, oni jakby siedzieli na kazaniu. Są, bo są, czekając tylko na koniec. Udało mi się uspokoić. Zobaczyłam coś na jego nadgarstku. Wszytko stało się jasne:
-To ty-nie spuszczałam wzrok z tej blizny, charakterystycznej blizny
-Pamiętasz to jeszcze?-zszokowany spytał
-Tak. Tęskniłam za tobą, myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę. A do tego jesteś moim bratem i...-ponownie zaczęłam płakać. Widziałam jak chłopak się waha. Zerkał co moment to na mnie, to na ojca. Nareszcie się zdecydował. Pojawił się mój stary Niall. Przytulił mnie. Ten Nialler, z którym bawiłam się w rodzinie zastępczej dopóki nie zabrano mi go. Ten czuły, zabawny, miły, kochany blondas. Ten, którego tak kochałam. Nigdy nie pomyślałabym, że to moja rodzina. Kiedyś tylko on był moim przyjacielem. Miałam zaledwie pięć lat, a pamiętam jakby to było wczoraj. To jak rozrabialiśmy i wspólnie obrywaliśmy za wygłupy. Zmienił się nie do poznania. Jak mogłam go uderzyć?!-wrzeszczałam na siebie w myślach. Tulił mnie i tulił
-Przestańcie, tu nie ma emocji-warknął tato. Chłopak z żalem oderwał się ode mnie. Przestałam beczeć. On spuścił głowę, nie zareagował. Nie miałam zamiaru tak tego zostawić. To, że on się bał nie znaczy, iż ja także
-Jak to nie ma emocji?!-wstałam-Do cholery jasnej! Nie widziałam kilkanaście lat, osoby, która kiedyś była moim całym światem. Dowiaduję się, że jednak mam rodzinę i to taką! A ty do cholery mówisz do mnie, że to nie miejsce na okazywanie uczuć?!-nie zmienił nawet miny, nadal pozostawał poważny-Nie będziesz mi życia układał!-wydarłam się na całe gardło
-Ale tego życia mogę cię nauczyć-ze spokojem wstał i zbliżył się do mnie-Po raz pierwszy ktokolwiek miał odwagę mi się postawić-złapał mnie za podbródek-Jestem pod wrażeniem-stwierdził z grobową miną-Jesteś najlepszą ze wszystkich z którymi miałem do czynienia-zaczął kręcić kółka po pomieszczeniu-Gdyby nie jeden fakt, już stałabyś na podium-moje serce na moment się zatrzymało-Wprowadzić go-zwrócił się do jednego z jego "goryli". Odwróciłam  się. Nialler powstał i prawie nie ukazując tego gestu złapał mnie za dłoń. Miałam wrażenie, że on wie. W pomieszczeniu pojawił się Liam. Patrzał na mnie ze łzami w oczach. Zamknięto drzwi. Pomiędzy mną a nim stał ojciec-Oto i ten "fakt"-namalował cudzysłów w powietrzu-Obserwowaliśmy was. Wiemy co działo się ostatniej nocy-mentalnie już leżałam na podłodze. Bałam się jak nigdy, nie o siebie. O niego-Ty dziecko jeszcze nie wiedziałaś, ale Payne tak. Złamaliście zasady, właściwie on złamał-luknął wrogo na Li-Będzie kara, chyba zdajcie sobie z tego sprawę-zamarłam...





Hejka! Oto kolejny rozdział. Zaskoczeni? :) Mam nadzieję, że się spodoba ^^ 
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

Imagin i życzonka dla naszego Zen'a

To już dzisiaj. Ten moment. Głęboki oddech. Ostatnie spojrzenie na mężczyznę, który dał mi życie. Ostatni uśmiech. Ostatnie chwile "wolności". Muzyka rozbrzmiewa. Słyszę jak goście wstają. Ruszamy. Stawiamy razem powolne kroki. Sunę z gracją patrząc na osoby po bokach i szczerząc się do nich. Jestem już blisko mojego narzeczonego. Mój ojciec podaje mu mą dłoń. Dopiero wtedy zajrzałam w oczy Zayn'a. Wyglądał nieziemsko. Nigdy nie widziałam tyle szczęścia w jego cudownych czekoladowych kryształkach. Nie spuszczał ze mnie uwagi. Składaliśmy przysięgę z ogromną przyjemnością. Już nie mogłam doczekać się oficjalnego ogłoszenia nas małżeństwem.  Nareszcie doczekałam się nazwiska Malik. To było wspaniałe uczucie. Jego delikatne usta zetknęły się z moimi. Chciałam samodzielnie wyjść z budynku, lecz nie pozwolił mi na to i wyniósł mnie ciągnąc za sobą sznur gości. Byłam wniebowzięta:
-Kocham cię Panie Malik-zachichotałam
-A ja Panią, Pani Malik-pocałował mnie namiętnie i odstawił pozwalając wsiąść do wielkiego samochodu. Trafiliśmy do tego pięknego ogrodu, w którym miała odbyć nasze wesele. Cudo, wszystko tak jak zaplanowaliśmy. Tak właśnie, razem. Nie chciałam angażować tylko siebie, Zaza też się postarał. Zabawa trwała w najlepsze. Kiedy skończył się nasz pierwszy taniec i pokroiliśmy tort, zbliżył się do mnie Harry:
-Pani Malik, mogę prosić?-ukłonił się lekko i wystawił ku mi dłoń. Złapałam za nią
-Uwielbiam to słyszeć. Możesz nazywać mnie tak cały czas-uśmiechnęłam się do niego i ruszyliśmy na parkiet. Kolejno Niall, Lou, Li, i cała masa innych gości. Prawie nie widziałam mojego MĘŻA. Tęskno mi było. To zdecydowanie najlepszy dzień w moim życiu. Nie mogłam wymarzyć sobie czegoś piękniejszego. Nareszcie złapałam go:
-Nie mogę w to uwierzyć, nareszcie-westchnęłam chichocząc
-Ja także. Księżniczka...
-Książę-przerwałam. Zaśmiał się
-Księżniczka, zechciałaby zatańczyć?-nie odpowiedziałam tylko dałam się "porwać". Wpatrywałam się w te jego hipnotyzujące oczęta. To nierealne, taki aniołek. Aniołko-diabełek, no bo w sumie jak się rozkręci...Szkoda mówić. W końcu pożegnaliśmy gości i ruszyliśmy na samolot. Zayn zaplanował miesiąc miodowy. Za Chiny nie chciał zdradzić dokąd się wybieramy. Już nie w sukni zajęłam miejsce obok niego. Wymienialiśmy wrażenia po imprezie, gdy ja po prostu...Zasnęłam. Tak wiem, genialność. No co? Nie spałam przez te wcześniejsze kilka dób, należało się. Kiedy otworzyłam oczy leżałam na wielkim łóżku z baldachimem. Dookoła było ciemno i bardzo ciepło. Delikatny wietrzyk powiewał zza otwartego okna balkonowego. Delikatnie wstałam starając się nie obudzić ukochanego. Tak słodko sapał. Wyszłam na taras. Przede mną widniało ocean, a w oddali zauważyłam ten charakterystyczny dla Rio postąg Chrystusa. Już wiedziałam. Spełnił jedno z moich marzeń. Lekko się do siebie uśmiechnęłam. Na ramionach poczułam dłonie, a na szyi delikatny całus:
-Dzień dobry Pani Malik-szepnął
-Dzień dobry Panie Malik-lekko się zaśmiałam...






Życzenia: 
Drogi Zayn'ie! 
Mój ty kochany! 
Dziś życzonka Ci składamy! 
Jesteś naszym słońcem, oddechem, powietrzem. Dajesz nam wszytko, dajesz nam siebie. Jesteś naszą muzą wszystkim czego pragniemy. Dziękujemy, za wszystko, za to, że po prostu JESTEŚ! 

Życzę Ci, abyś był zdrowy, szczęśliwy, zawsze uśmiechnięty, żebyś poślubił tą jedyną i nie zawiódł się na niej, żebyś spełnił wszystkie marzenia, abyś miał zawsze chęć do śpiewu, abyś jak najdłużej grał z zespołem. Żebyś zwyczajnie żył, tak jak podoba się tobie, nie innym. A więc, jeszcze raz, wszystkiego czego zapragniesz :*

P.S. Kochamy Cię <3









Mam nadzieję, że imagin i życzenia się spodobają. Wiem, że raczej ich nie przeczyta, ale to dla symbolu :3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*