-Ja ciebie też, misia-rozbawił mnie nieco-Chodź, wracajmy. Martwimy się o ciebie-objął mnie i poprowadził do salonu. Natychmiast zajęłam miejsce obok Hazz'y, a blondyn obok Tati. Wszyscy wlepiali we mnie te gały czekając na odpowiedź. Przebiegłam wzrokiem po ich twarzach zatrzymując się na oczach lokatego. Posłałam mu lekki uśmiech i lekko musnęłam jego usta. Dając sobie czas na złożenie zdań w myślach...
***
Przestałam i wzięłam oddech:
-Wyjeżdżam do rodziców do Irlandii i bardzo, ale to bardzo się denerwuję-westchnęłam. Wszystkim jakby ulżyło. Wpatrywali we mnie te swoje gały, zwłaszcza siostra. Nie wszyscy byli wtajemniczeni w moją przeszłość, więc nie rozumieli do końca. Zaczęła się normalna rozmowa.
Czas mijał bardzo szybko i całkiem miło.
Przyszedł ten dzień. Dzień wylotu. Moje serce biło w przyśpieszonym tempie. Bałam się jak nigdy. Harry wspierał mnie, trzymał blisko, nie pozwalał zostać samej nawet na minutkę. Jej, ale ten chłopak jest niesamowity. Kocham go całym serduszkiem. Właśnie zajęliśmy miejsca. Odchyliłam głowę lekko do tyłu i wypuściłam powietrze z płuc. Hazz ułożył dłoń na swojej dłoni i spojrzał mi w oczy. Posłał mi lekki uśmiech otuchy, który odwzajemniłam i zajrzałam za okno-Muszę spróbować-szepnęłam pod nosem.
Taksówka zatrzymała się dokładnie pod tym domem. Pod domem w którym się wychowałam, przeżyłam to co najlepsze w życiu, czyli dzieciństwo. Ta dzielnica, wciąż taka sama. Nadal te drzewa, chodnik, sklepiki, płotki, latarnie, nic się nie zmieniło. Wydawało mi się nawet, że na parkingach stały te same auta co ostatnio. Wysiadłam i nabrałam w płuca powietrza delektując się powietrzem jakie niosło to miasto. Tak mi tego brakowało. Tej woni słodkich bułeczek pieczonych w cukierni obok. Dźwięków kłócących się Państwa Reb, a później godzących się z namiętnością. Zwyczajnie tęskniłam. Zabawne, jakby nie było mnie tam od stu lat. Nawet zapomniałam o tym co zaraz ma mieć miejsce. Dołączył do mnie loczek. Stanął tuż obok. Luknęłam na niego i pokiwałam głową, dając znak zgody na podjęcie wyzwania. Zaczęłam powoli kroczyć ku drzwiom. Emocje brały górę. Cieszyłam się, smuciłam, stresowałam i bałam, tyle emocji naraz, taka, niby, mała rzecz. Oddech przyśpieszał. Serce szalało. Łzy już tańczyły po mojej twarzy. Ręce drgały jak nigdy. Czułam jak miękną mi kolana. Przez moment bałam się czy nie upadnę. Postawiłam nogę na pierwszym stopniu trzech schodków, które byłam zmuszona pokonać, by dotrzeć do celu. Białe drewno zaskrzypiało jak za dawnych lat-Tata nadal ich nie naprawił-na moment zagościł u mnie uśmieszek. Po króciutkiej, jak rzęsa, chwili zniknął. Spoważniałam i nie zmieniając tempa szłam dalej. Na ganku, jak zawsze, stała ta stara brązowa waza, której mama za wszelką cenę nie chciała się pozbyć, mimo iż owa ledwo stała w całości. Wiatr powiewał i tym samym rozbujał fotel, na którym bunia przesiadywała całe lato dziergając i pilnując czy smyki nie jedzą zbyt wiele lodów. Dobre czasy. Spojrzałam na ten dębowy filar. Tak. Nadal widniał na nim napis, mój i Tat:
"Nie potrzebujemy luster, aby zobaczyć siebie,
lecz wewnątrz mamy różne odbicia."
Łza kręciła się w oku, nieustannie. Dotknęłam wyrytego tekstu i zwróciłam wzrok na barierę, która dzieliła mnie od dawnego życia. Stanęłam do niej twarzą w twarz. Wahałam się moment. Zdecydowałam.
Nie mogłam tak żyć. Tęskniłam, jak cholera. Brakowało mi ich głosów. Wszystkiego co z nimi związane.
Nabrałam tlenu i delikatnie uderzyłam zaciśniętą dłonią w pięść w drzwi. Słyszałam te charakterystyczne stąpanie. Powoli kroki zwalniały, a mój puls przyśpieszał. Klamka powędrowała w dół, następnie w górę. Ukazała mi się, jakby, starszej mnie. Wysoka, szczupła. Blondynka, wielkie niebieskie oczy. Cud, nie kobieta. Dla mnie była wzorem. Ideałem. Zawsze marzyłam, aby być taką jak ona. Spojrzała na mnie. Może to dziwne, ale tylko ona z rodziny mogła rozróżnić mnie z siostrą. Zmierzyła mnie wzrokiem. Widziałam jej niepowstrzymany szok. I mi, i jej lały się łzy. Zasłoniła usta dłonią. Po chwili ją zabrała, aby odezwać się:
-Mi...Michell?-jęknęła przez płacz
-Mama?-...
Hejka! Wiem, krótki i niezbyt ciekawy. Ale musiałam. Chciałabym poinformować, iż nie pobierałam "cytatu" z żadnej strony, jest w 100% mojego autorstwa, jeżeli widzieliście podobny, nie skopiowałam, przysięgam. Jest zawarty w cudzysłów, ponieważ osoba mówiąca cytowała tekst z filaru. Tylko informuję, aby nie było podejrzeń lub niejasności. Wiem, że nie należy do najmądrzejszych i najpiękniejszych i właściwie nie ma sensu i jest głupi, ale co tam...
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
W takim momencie kończyć?!
OdpowiedzUsuńWiesz czo?
Hazz z nią był jak slodko...
Czekam na kolejny
Hehe :D Musiałam ^^
UsuńJuż niedługo :*