środa, 11 marca 2015

Hatin' Syndrome 1

Wiele historii zaczyna się dramatem, tyle samo radośnie lub wątkiem miłosnym. Moja właściwie się nie zaczyna, nie ma wyrazu, jest nijaka. Zwyczajne życie nastolatki, co tu dużo mówić. Codzienne problemy, szkoła itd. Czy byłam buntowniczką? Zależy co mamy tu na myśli. Owszem, zawsze miałam swoje zdanie. Nigdy  nie podążałam za grupą. Kiedy coś mi się nie podobało, sprzeciwiałam się temu. Gdy miałam na coś ochotę, robiłam to. Nie należałam do większych zbiorowości, to same kłamstwa, spiski i fałszywe osoby. Za to miałam najlepszych przyjaciół-Louis'a oraz starszego brata Zayn'a. Chodziłam z nimi do tej samej klasy, taki chociaż plus, nie musiałam znosić samotnie lekcji. Okej, okej, pewnie zastanawiacie się jak to jest, że ze starszym bratem jestem w tym samym roczniku. Otóż on urodził się w styczniu, ja w grudniu. Od razu oznajmiam, iż jeżeli chodzi o wygląd nie byliśmy podobni. Czemu? Yhh...Nie lubię tego tematu. On 'powstał' w efekcie miłości, ja nie do końca. Moją, naszą mamę zgwałcono i zaszła ze mną w ciążę. Nie usunęła mnie, bo nie miała sumienia. Na szczęście tata został z nią, to znaczy tata Zen'a, wiedząc o wszystkim. Cała ich trójka Mulaci. A ja? Niebieskooka blondynka, dopasowanie rodzinne, co nie.
Dzień mijał szybko. Po zajęciach samotnie wróciłam do domu, gdyż chłopcy mieli jeszcze trening czy dodatkowe nauczanie, nie pamiętam dokładnie. Na lodówce wisiała karteczka:


''Nie zdążyłam zrobić obiadu. Przepraszam skarby. Vivien, Zayn błagam nie spalcie domu. 
xoxo Mama"


Zaśmiałam się pod nosem i zajrzałam do chłodziarki, nic, jak zwykle, pustka. Zamówiłam pizzę, wiem lenistwo. Odebrałam 'posiłek'. Czekałam na brata w swoim pokoju. Nareszcie książę znalazł się (wywnioskowałam po dźwięku zamykanych drzwi).
-Gdzieś ty się tyle szwendał?-warknęłam stając na ostatnim, na dole, stopniu. 
-Załatwiałem coś jeszcze.-Złapał mnie za biodra i postawił na ziemi.
-Yh. Dobra. Chodź. Głodny?-Ruszyliśmy do kuchnio-jadalni.
-No, co jest?-zapytał.
-Mama nie dała dzisiaj czasowo rady, więc zamówiłam pizzę.-odrzekłam na co się zaśmiał.-Odwal się.-Szturchnęłam go i wyjęłam karton z lodówki. 'Danie' powędrowało do mikrofali, następnie na nasze talerze.-Za ile przybędzie królewicz Lou?-odezwałam się przy oglądaniu meczu piłki nożnej.
-Zaraz powinien być. Dzisiaj wpada z jakimś kuzynem z Holmes Chapel. Ponoć wprowadza się do niego.-Szczerze jakoś mało się przejęłam jego słowami.
-Jej!-udałam entuzjazm. Wtem do domu wkroczył ojciec.
-Hej dzieci!-Nawet nie zobaczyliśmy go, gdyż natychmiast znalazł się w sypialni buszując w rzeczach.
-Cześć tato.-Na raz przywitaliśmy go. 
-Słuchajcie! Zaraz ja, mama i młody mamy samolot do Paryża do ciotki Gabi, macie wolną chatę na tydzień. Kasa w szufladzie, papiery obok, numer na lodówce, klucze na wieszaku. Wypadło, znów.Kochamy was,pa!-I tyle go widzieliśmy. Często zdarzało się im nagle wylatywać z kraju. Ciocia to siostra matki, chora na schizocośtam. Zaczęli już nawet wozić ze sobą walizki w aucie, więc przyzwyczajeni byliśmy do tego, że nagle tak o sobie znikają i pojawiają się. Norma, jednym słowem. Wiem, dziwne i dość niespotykane, do tego głupie. My na szczęście nie musieliśmy, wiecie szkoła i te sprawy. 
-No, pa.-chrząknęliśmy. Minęło może pięć minut, a wpadł Louis. Akurat byłam w kuchni otwierając chipsy i nasypując je do miski. Zwyczajnie poznałam po głosie, że to on. Wzięłam miskę i pokierowałam się do salonu. 
-Hej Viv.-Od razu skoczył na mnie niebieskooki, zanim zdążyłam spostrzec cokolwiek innego poza jego posturą.
-Cześć.-Gdy mnie puścił moim oczom ukazał się wysoki lokacz z rubinowymi ślepiami.
-Hej, Harry jestem.-Uścisnęłam jego dłoń.
-Ta, Vivien.-Usiadłam na sofie na kolanach Zazy i odstawiłam naczynie. Miałam durne wrażenie, że ten nowy na mnie patrzy. Spokojnie, w naszym wykonaniu, oglądaliśmy mecz. Ten brunet nawet mi nie przeszkadzał, więc było okej.-Idę się napić.-oznajmiłam i wyszłam do kuchni. Otworzyłam szafkę na samej górze, ale ostatnia półka ze szklankami i tak była dla mnie nieosiągalna. Wspinałam się na palce, ale nic z tego. Nagle za sobą poczułam tors i mignęła mi tylko przed twarzą dłoń trzymająca szkło,którego potrzebowałam. Zwinnie odwróciłam się. Musiałam lekko unieść podbródek by spotkać ślepia 'wybawcy'. 
-Dziękuję, ale nie musiałeś. Dałabym radę.-Odebrałam naczynie i minęłam Ha, Ha...Harry'ego (?). Złapałam za karton z sokiem i nalałam nieco.
-Chyba nie. Słoneczko jesteś trochę niska. Musiałem.-Myślałam, że mnie uszy mylą.
-Posłuchaj.-zaczęłam  powoli zbliżać się do niego.-Po pierwsze nie nazywaj mnie słoneczko. Po drugie mam całe 1.74 wzrostu. Po trzecie nie bądź taki pewien siebie, bo pożałujesz, cwaniaczku.-Przymrużyłam lekko powieki i zmierzyłam go wzrokiem. Już trafił na moją czarną listę...


Vivien (18 lat) 





Hejka! Oto moje nowe opowiadanie-''Hatin' Syndrome''. Mam nadzieję, że się spodoba :) Piszcie jakie pierwsze wrażenia. Jak tam z nimi dalej będzie? Czekam ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze:

  1. Jej, fajne nowe opowiadanko!!!!
    Juz nie moge doczekac sie kolwjnej części!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się cieszę :D
      Motywacja *.* :D ^^ :3
      Już niedługo :))

      Usuń