-Tak, wkurzył mnie. Nie. Chcę sama wygrać tą wojnę. Nie mów nic Lou, bo nie będzie chciał narażać mnie na fochy, więc nie będzie go tu przyprowadzał, ale on musi spędzać z nim czas, więc też tu nie zajrzy. Skoro i tak on ma tu przebywać, chcę wygrać. Muszę wygrać.-Ale się nakręciłam. Dopiero, gdy to ze mnie wypłynęło zdałam sobie sprawę, że brzmię jak psychopatka.
-Siostra, dobrze się czujesz?-Ułożył dłoń na moim czole.
-Tak właściwie to nieco boli mnie głowa.-Nie kłamałam.
-Masz gorączkę.-oznajmił.
-Przestań. To nic. Tylko proszę nie mów nic Louis'owi i nie mieszaj się. Jestem już dużą dziewczynką.-Uśmiechnęłam się delikatnie. Przejechał palcami po moim policzku i musnął go ustami.
-Okej. Nie ma problemu, tylko nie przesadź. Nie chcę znów odbierać cię z aresztu.-Zakpił ze mnie.
-Nie zrobię tego co z Jeremy'm, obiecuję.-Puścił mi oczko i wyszedł. Teraz zostało mi się tylko zastanowić jak się bronić oraz jak atakować...
***
Kolejnego dnia obudziłam się z lekkim katarem, nie przejęłam się zbytnio. Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Przyznam, że nie czułam się za dobrze, jakoś tak mizernie. Weszłam do kuchni.
-Hej.-mruknęłam wysokim głosem.
-Cześć mała.-Zayn odwrócił się do mnie przodem.-Głodna?-zapytał.
-Nie, jakoś nie.-Upiłam łyk jego herbaty.
-Coś ty dzisiaj taka spokojna?-Zmierzył mnie wzrokiem. Nie miałam zamiaru wyznawać mu prawdy, przez to nie mogłabym nigdzie wyjść przez nadchodzący weekend i do tego zniszczyłabym jego plany.
-Normalna.-Wzruszyłam ramionami. Mulat spożył posiłek, wtem rozległ się dzwonek.-Ja otworzę.-oznajmiłam. Uchyliłam wrota. Ujrzałam Louis'a i tego idiotę. Postanowiłam nie zachowywać się jak dziecko, świadoma byłam swoich możliwości i uwierzcie to nie był mój poziom.-Hej wam.-Lekko się uśmiechnęłam. Oj tak, nie chciałam ignorować zielonookiego. To dla bachorów. Ja miałam ciekawsze zamiary.
-Cześć młoda.-Przytuliłam przyjaciela i pozwoliłam im wejść do środka.
-Zen!-zawołałam.
-Idę, idę.-Wyłonił się z salonu. Przybił sobie piątkę najpierw z Harry'm, później zajął się Tomlinson'em. Minęłam ich i jako pierwsza opuściłam posesję. Obok mnie szedł brat. Nie słuchałam ich rozmów. Na prawdę pękała mi głowa, męczył mnie katar i lekki kaszel.Starałam się to ukrywać. Dopiero słowa skierowane do mnie wyrwały mnie z transu.
-...Vivien?-Zerknęłam na Zazę.
-Co?-Wtedy zauważyłam, że cała trójka się mi przygląda.
-Pytam czy zostałabyś sama na weekend, bo chcemy jechać z Lou na koncert.-odpowiedział.
-Jasne, pewnie.-odrzekłam.
-Na pewno?-dopytał.
-Tak, tak, dam radę.-Uniosłam kąciki ust. W tamtej chwili wkroczyliśmy do budynku szkoły.
-Tylko bądź grzeczna.-szepnął mi na ucho.
-Postaram się.-Puściłam mu oczko. Nasze drogi się rozeszły. Moja szafka znajdowała się na jednym końcu szkoły, ich na drugim. Wyjęłam z niej niezbędne książki i zeszyty. Nagle drzwiczki się zatrzasnęły, a zza nich ukazał się "PAN WIELKI KAPITAN SZKOLNEJ DRUŻYNY FOOTBALL'U".
-Cześć maleńka.-Zbliżył się do mnie z tym swoim idiotycznym uśmieszkiem i próbował dotknąć moich włosów, ale uderzyłam do w rękę.
-Czego chcesz Dave?-warknęłam. Mimo, że miał ze dwa metry i ważył ze 100 kilogramów, nie bałam się go.
-Nie tym tonem, blondyneczko.-Złapał mnie za gardło i przycisnął do ściany. Czułam jego oddech na twarzy. Może nie byłam jakoś bardzo przerażona, ale martwiłam się o swój los. Nikt nigdy nie miał odwagi postawić się temu gorylowi. Jego dłoń coraz mocniej zaciskała się na mojej skórze. Brakło mi powietrza. Moje wierzganie nie pomagało. Na korytarzu nie było nikogo prócz nas, na prawdę obawiałam się David'a. Nie wiedziałam co ze mną zrobi, wszystko było możliwe. Niespodziewanie rozległ się głos, męski głos.
-Zostaw ją!-Do moich uszu doszła taka miła chrypka. Blondyn puścił mnie. Zgięłam się w pół łapiąc tlen. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam. Zakręciło mi się w głowie. Ciemność zapanowała mi przed oczyma. Chyba zemdlałam. Kiedy otworzyłam oczy stała nade mną pielęgniarka szkolna.
-Jak się czujesz dziecko?-odezwała się.
-Dobrze, już dobrze.-Zajęłam pozycję siedzącą.-Co się stało?-Złapałam się za głowę.
-Dave Flow podduszał cię, za co został zawieszony i rozważa się wydalenie go z naszej placówki. Twój brat cię tu przyniósł.-wyrecytowała starsza pani.
-Zayn tu jest?-zapytałam.
-Tak. Napisałam ci zwolnienie do końca tygodnia. Idź dziecko do lekarza. Wracaj już do domu.-Podała mi kartkę.
-Dziękuję, do widzenia.-Opuściłam jej gabinet. Czułam się słabo, ale nie przez ten incydent, po prostu jakbym miała być chora. A ja nigdy nie choruję!
-Viv.-Objął mnie.-Wszystko dobrze?-Jego usta musnęły czubek mojej głowy
-Tak. Mam wrócić na chatę. Mam wolne te dwa dni.-westchnęłam.
-Może odwołam ten wypad?-zaproponował.
-Nie, nic mi nie jest. Jedź, drugiej szansy może nie być. Nie wiadomo kiedy rodzice wyfrunął znów.-Zaśmialiśmy się. Odprowadził mnie do bramy szkoły.
-To trzymaj się, będę za pięć godzin.-Pocałował mnie w czoło.
-No. Papa.-Pomachałam mu i ruszyłam. Kaszel nie dawał mi spokoju, tak samo jak katar oraz ból głowy. Każdy mój mięsień piekł od najmniejszego ruchu. Walczyłam ze swoim organizmem, aby dotrzeć do domu. Natychmiast przebrałam się w leginsy i jakąś bluzę Zen'a. Położyłam się do łóżka i zasnęłam...
Hejka! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że nie jest taki zły :) Nie wiem czy uda mi się dzisiaj dodać coś jeszcze to gardło i katar mi także nie dają spokoju i czuję się okropnie :P Przepraszam.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Fajny rozdziałek!
OdpowiedzUsuńKuruj mi się tam!!
Pozdrowionka i dużo weny!
Dziękuję, cieszę się :)
UsuńOkej, okej :3
Całuski i dziękuję <3
Aww istnie genialnie
Usuńjednak nie mam bladego pojęcia czego się spodziewać
hmmm
bosko
czekam na kolejny
buziaki
Mela:*
Awww dziękuję :))
UsuńTo chyba, chyba dobrze ;*
Już niedługo <3
Całuski :3
Och mieć takiego starszego brata ..
OdpowiedzUsuńRozdział mistrzostwo świata ;)
Dużo weny maleńka
Nom, chciałabym takiego :)
UsuńDziękuję, bardzo się cieszę :DD
Dziękuję :>>
Całuski :**