piątek, 20 marca 2015

Hatin' Syndrome 5

-Proszę.-Z trudem zaprosiłam.
-Vivi. Chciałem upewnić się czy na pewno mam tam...?-Ujrzałam Zaz'ę.
-Zayn, tak, masz tam jechać bez dyskusji.-Przerwałam mu zanim zdążył jeszcze wejść. Chociaż nie byłam pewna kazałam mu i nie miałam zamiaru się poddawać.
-Dobrze, ale załatwiłem ci jeszcze małą opiekę i...
-Dobra, dobra. Nie było trzeba, bla bla bla. Oboje wiemy, że ja się będę bronić, ale i tak się nie ugniesz i tyle z tej rozmowy, a ja chcę obejrzeć do końca.-Zaśmialiśmy się.
-Pewna jesteś, że...?
-Tak.-Nie przestawałam wchodzić mu w słowo.
-Okej.-Lekko pogardliwym rechotem odpowiedział i wycofał się. Trochę to nietypowe. Ok kiedy mój brat się tak zachowuje? Co go tak cieszyło?...
***
Wzruszyłam tylko ramionami i dokończyłam seans. Później zasnęłam. Obudziłam się dopiero kolejnego dnia. Czułam się jeszcze gorzej. Postanowiłam wziąć kąpiel. Zayn'a i tak już nie było, więc chatę miałam wolną, czyli mogłam przesiadywać w wannie tak długo jak chcę. No zbyt to ja się nie pocieszyłam, bo w pewnej chwili, po jakichś dziesięciu minutach odpoczynku, zebrało mi się na...Wymioty. Jeszcze nigdy wcześniej nie spędziłam tyle godzin nad muszlą klozetową. Wydawało mi się, że straciłam z pięć kilogramów. Na szczęście udało mi się skończyć przed powrotem brata. Związałam włosy jeszcze wyżej, tak na wszelki wypadek, dokładnie umyłam zęby i twarz. Ubrałam się i poszłam wypić herbatę. Kaszlałam, kichałam, karat mnie męczył, głowa pękała. Nie miałam apetytu ani chęci do życia. Jednoznacznie stwierdziłam, iż jestem chora.
Właśnie kończyłam gorący napój kiedy do domu wkroczyli chłopcy. Tak przy okazji poinformuję was, że Louis przesiadywał u nas więcej niż u siebie, ale szczegół. Ukazali mi się.
-Hej, mała.-Jednocześnie mnie przywitali.
-Cześć. Coście tacy szczęśliwi?-Lekko się uśmiechnęłam.
-Dostaliśmy bilety i załatwiliśmy wszystko.-Dumnie odpowiedział Zen.
-To super.-Upiłam jeszcze łyk.
-Misia, czy ty się dobrze czujesz?-Lou się do mnie zbliżył.
-Tak, wszystko okej.-Skłamałam.
-Na pewno?-Uniósł brwi podejrzliwie dotykając mojego czoła.-Masz gorączkę.-Dodał.
-Nic mi nie jest, trochę boli mnie głowa, ale jest dobrze.-Zapewniałam  tym samym oszukując samą siebie. Nie cierpię okazywać słabości, a dla mnie choroba jest jednym z jej objawów.
-...-Mój brat otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale na to wszedł Harry i ciemnooki nie zdążył nic wydusić.
-Hej wam.-Przywitał nas z uśmiechem. No i w tamtej chwili znów mnie zemdliło. Musiało to wyglądać przekomicznie kiedy na jego widok zrobiłam się zielona i pędem ruszyłam do łazienki. Nie chodziło o niego,po prostu mój organizm wybrał taki a nie inny moment, aż tak nie nienawidziłam lokatego, chociaż może...W każdym razie, to nie było specjalnie. Na moich plecach delikatne wzory malowała czyjaś ręka. Kiedy skończyłam osoba pomogła mi wstać. Podeszłam do umywalki i wypłukałam usta.
-Vivien, na sto procent dobrze się czujesz?-zapytał Zaza.
-Tak.-chrząknęłam kaszląc.-Musiałam zjeść coś nieświeżego.-Rzuciłam z nadzieją, że mi uwierzy.
-Może zadzwonić po lekarza?-zaproponował.
-Nie trzeba. Wezmę jakieś leki i położę się u siebie.-Minęłam go. Przed drzwiami stali Louis i Harold. Chyba czekali na mnie. Obu spiorunowałam wzrokiem i ruszyłam dalej. Pokierowałam się do kuchni i otworzyłam jedną z górnych szafek. No i znów. Nie mogłam dosięgnąć. Odwróciłam się, aby złapać za krzesło. Cholera jasna! Kiedy stałam na podwyższeniu zakręciło mi się w głowie i straciłam równowagę. No i oczywiście nie mógł złapać mnie nikt inny jak Pan Styles! Yhh...
-Wiesz, co może zaniosę cię do pokoju choruszku co?-Te jego irytujące dołeczki pojawiły się kiedy to mówił. Szczęście od Boga, że nie było przy tym Mulata i Lou, na sto procent wtedy nie pojechaliby.
-Postaw mnie, dam radę sama.-Jak najspokojniej odrzekłam. Spełnił moją prośbę.-Od kiedy ty taki posłuszny?-Podał mi koszyczek z tabletkami, po który nie udało mi się sięgnąć.
-Od kiedy ty taka spokojna?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Odkąd jestem chora.-mruknęłam pod nosem.-Nie ciesz się za bardzo, niedługo mi przejdzie i wrócę do gry.-Rzuciłam opuszczając pomieszczenie z potrzebnym wyposażeniem.
*Kolejny dzień 17.00
-To kiedy wracacie?-zapytałam przy żegnaniu chłopaków.
-W niedzielę wieczorem .-Pocałował mnie w policzek. Widziałam jak Louis pakuje ostatnie walizki do auta swojego kuzyna Drake'a.
-A gdzie Harry?-Skrzywiłam się nie widząc go w samochodzie.
-On nie jedzie. Kocham cię pa.-Przytulił mnie i zwinnie opuścił mnie.
-Co?!-Krzyknęłam wściekła.
-Do zobaczenia.-Pomachał mi i wsiadł. Myślałam, że go zabiję tylko kiedy wróci. Chyba już wiem co to za opieka...






Hejka! Oto kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba :D Obiecuję, że już niedługo się rozkręci :)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

6 komentarzy:

  1. Heuheu Styles niczym super bohater :D supper rozdział ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :D Prawda :))
      Dziękuję, cieszę się, że jesteś zadowolona :))
      Całuski <3

      Usuń
  2. Pan Styles jak refleks!
    Choroba ją coraz bardziwj rozklada.
    Harry nie jedzie!!!
    Jej
    Super rozdział czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :DD
      No widzisz ;)
      Dziękuję, bardzo się cieszę <3
      Już niedługo <3
      Całuski :**

      Usuń
  3. O żeesz co,tam się może dziać
    mmmm aż pożera mnie ciekawość
    hmmm...
    czekam na nn
    buziaki
    ściskam
    Mela:*

    OdpowiedzUsuń