sobota, 7 marca 2015

Imagin Harry zamówienie

Nadszedł olejny semestr po wakacjach spędzonych u rodziców, pierwszy semestr tak właściwie. Nareszcie ostatnia klasa w mojej szkole z internatem. Tak szkole z internatem. I to jakiej? Ekskluzywny akademik robił mi za dom od ósmego roku życia. Moi rodzice byli zapracowani i takie tam. Nie powiem, żebym strasznie cierpiała z tego powodu i tęskniła nie wiadomo jak. Tam miałam zapewnione wszystko czego można chcieć. Miałam przyjaciół i poważnie niczego mi nie brakowało. Szkoła wychowywała dzieci i młodzież na geniuszy, przyszłych przedstawicieli firm, wielkich korporacji i lekarzy czy prawników. ''Sztuka manier'' także zostawała wpajana nam od małego. Ogólnie lekkie pranie mózgu na mini snobów. No, bo przecież nasi rodzice to same persony z 'elit' światowych. Jednakże ja nie do końca dałam się prądowi. Ogółem byłam posłuszna i wykonywałam wszystkie polecenia, prace, przestrzegałam zasad i tak dalej, ale gdzieś w głębi duszy wcale taką nie byłam. Nie zawładnęli mną, robiłam to dla świętego spokoju, żeby nie powtarzać klasy i nie musieć słuchać wywodów tych paniuś z filiżaneczką w dłoni kolejny, dodatkowy rok. 
Rozpakowałam rzeczy w swoim, stałym od dziesięciu lat, pokoju. Dzieliłam go z dosyć miłą dziewczyną-Felicią. Pochodziła z Francji, dokładniej to z Paryża. Śliczna, poważnie, do tego inteligenta, no i ten jej akcent. Miałam szczęście natykając się na taką osobę, gdyż ona także nie 'wyznawała' tego prądu z jakim szli inni uczniowie. Powiedzmy, że to była miłość od pierwszego wejrzenia ;). Cały budynek podzielony została sekcje. W jednej mieszkały dziewczyny, w drugiej chłopcy. Wszystkie pokoje przydzielane były rocznikami. Poczynając od grup przedszkolnych i podstawówki, przed gimnazja do liceum. W posiadaniu instytucji trwały także basen, biblioteka, klasy, forum, sala gimnastyczna. Na zewnątrz boiska, ogrody, parki, place i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Ogółem wszystko wypasione i ekskluzywne. Po oficjalnym otwarciu roku szkolnego i spraw organizacyjnych mieliśmy czas wolny. Przebrałam się z mundurka w coś swojego i bez Feli, gdyż wyparowała do sąsiadek, poszłam na małe przeszpiegi do męskiej części, chociaż to zakazane. Drogę miałam już obeznaną, więc nie stanowiło dla mnie problemu przemieszczenie się, ale i tak zmuszona byłam rozglądać się. Nie miałam prawa natknąć się na nauczyciela, strażnika czy nawet i ucznia. Mogli mnie zakablować do dyrektora. Pff...Mogli, zrobiliby to bez zastanowienia. Udało mi się czmychnąć i powoli spacerowałam po ich terenie. Stałam właśnie przy drzwiach jednego z pokoi, kiedy ktoś zasłonił mi usta ręką i wciągnął mnie do środka. Wierzgałam i szarpałam się, ale oczywiście nic to nie dało. 
-Puszczaj!-W końcu puścił i stanęłam z nim twarzą w pierś, tak trochę wysoki. Uniosłam głowę by spojrzeć mu w oczy. Burza loków, cudowne szmaragdowe oczy, których jeszcze nigdy nie widziałam.-Co robisz?-zapytałam spokojniej.
-Zaraz obchód u nas, a ty spakujesz sobie zakazanego owocu.-zaśmiał się.
-Nie powiesz nikomu?-Pełna nadziei wyjęknęłam.
-Nie. Nie po to cię wyratowałem.-rechotał. Dopiero wtedy zauważyłam jaki jest przystojny. 
-To może ja już pójdę...-Zaczęłam się wycofywać ze wstydu.
-Nie możesz.-Uniosłam na niego wzrok.-Kręci się tu teraz pełno osób, później cię odprowadzę.-dopełnił swoją wypowiedź.
-Nie boisz się?-Trochę mnie zdziwił. Postawił kilka kroków przed siebie. Czułam zapach jego mocnych, ale seksownych perfum i oddech na twarzy. 
-Ja niczego się nie boję.-Swoim zachrypniętym głosem mruknął. Aż dreszcz przeszedł całe moje ciało. Moje serce zaczęło bić jeszcze mocniej. Nasze ciała zaczęły się stykać co świadczyło o jego zbliżaniu się do mnie. Zapaliła mi się czerwona lampka. Wystawiłam dłonie przed siebie i lekko odsunęłam chłopaka. 
-Ale ja tak. Wychodzę.-oznajmiłam.
-Ale za drzwiami może ktoś stać.-Zmarszczył brwi.
-Kto powiedział, że wyjdę przed drzwi?-Otwierając okno i przekładając jedną nogę za parapet. Złapał mnie za jedną rękę.
-Nie ma mowy.-Stawił mi się.
-Dobra.-Wzruszyłam ramionami. Uśmiechnął się lekko, lecz triumfalnie. Idiota.-pomyślałam. Kiedy tylko ''dał mi miejsca na powrót'' wyszłam i zaczęłam przesuwać się po mało stabilnej betonowej podstawie trzymając się rynny nad głową. Znajdowałam się około dwadzieścia metrów nad ziemią, przecież to nic wielkiego. 
-Co ty robisz?-Zbulwersowany wychylił się zza okna.
-Miało być bez mowy, no to jest. Nic nie powiedziałam, tylko wyszłam.-parsknęłam.
-Wracaj tu, możesz spaść.-Chyba mu zależało, nie wiedzieć czemu.
-No i co? YOLO.-zaśmiałam się, gdy już prawie byłam na naszej połowie.
-Wariatka.-Wydawało mi się, że odetchnął.
-Sztywniak.-Spojrzałam na niego.
-Sztywniak?-oburzył się.-Okej, który pokój?-zapytał.
-Sto osiemna...A po co ci to wiedzieć?-otworzyłam okno już do swojego pokoju.
-Bądź gotowa o północy.-Tylko tyle usłyszałam. Wpadłam do pomieszczania. Mój puls był oszalały. Dziwnie się czułam. Mój oddech, dłonie, wszystko takie inne odkąd go zobaczyłam. Na szczęście nikt nie dowiedział się o tym co zaszło. Około 23.00 mieliśmy już leżeć w łóżkach. Oczywiście zamiast piżamy miałam ubranie. Czekałam na...Nieznajomego. Rozsądne, prawda? Rzeczywiście po 24.00 usłyszałam pukanie w szybę. Szybko wstałam i otworzyłam. Stał tam on. Wystawił ku mnie dłoń, ujęłam ją.
Zeskoczyłam za nim na mały daszek pod nami.
-Hej.-przywitał się.
-Cześć.-odpowiedziałam. Strasznie się go krępowałam i wstydziłam. Wcześniej tak nie miałam.-Gdzie my idziemy? Przecież nie można...
-Sztywniara?-uniósł brwi. 
-Nie, Ewa.-wystawiłam mu język.
-Harry.-znów pomógł mi zejść niżej po cegłach wystających ze ścian. Stało się uciekliśmy. 
-Gdzie my tak właściwie się wybieramy?-zapytałam lukając na niego.
-Zobaczysz.-puścił mi oczko. Jaki on jest uroczy!-krzyczała moja podświadomość. W ogóle kiedy z nim rozmawiałam wydawał mi się taki podobny do mnie. Doskonale się z nim bawiłam w barze, na kręglach, skacząc po ulicach. Doskonała noc. Po bliższym poznaniu Harold'a na prawdę go polubiłam. Lubiłam takich niegrzecznych chłopców, właściwie to wtedy się tego dowiedziałam. Może dlatego, że wszyscy których znałam byli tacy grzeczni nie podobali mi się ani trochę. Dochodziła szósta rano, a my dopiero wracaliśmy.  Śmialiśmy się dość głośno, po małej dawce alkoholu. Natknęliśmy się na najostrzejszą nauczycielkę, no i tak zaczęła się nasza niegrzeczna  historia... Jesteśmy młodzi, piękni, możemy się starać, ale i tak to umknie, więc żyjmy w stu procentach. You only life once :* Break the rules <3 






Hejka! Jej! Ile ja męczyłam ten imagin OMG! Nie wiem czy jest dobry, sami oceńcie. Nie zbyt jestem z niego zadowolona >< Jednakże mam nadzieję, że MOJA KOCHANA EWCIA nie będzie na mnie bardzo zła, starałam się, ale niestety chyba zawaliłam. Przepraszam jak coś. Postaram się jeszcze dzisiaj dodać LOU <3
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

4 komentarze:

  1. oooooo *.*
    Genialny
    Był w 100% warty pracy,której w niego włożyłaś
    Hazzz sztywny?
    Hehehe nieźle
    Buziaki
    Mela:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że jesteś zadowolona ^^
      Mega motywacja <3
      Dziękuję <3
      No nie, też mi nie pasuje to tego opisu ;D
      Całuski <3

      Usuń
  2. Ostanie zdanie jest niesamowicie prawdziwe Yolo
    Haha szalony Hazza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :D Yolo-moje motto :DD
      :* Dziękuję za komentarz, to znaczy dla mnie bardzo wiele :**

      Usuń