niedziela, 8 marca 2015

Imagin Louis zamówienie

-Dziękuję pani bardzo.-Mój klient ściskał moją dłoń uradowany.
-Nie ma za co. Również dziękuję i do widzenia.-Odeszłam stamtąd. Wróciłam do kancelarii, w której pracowałam.-Witaj Melanie!-przywitałam wysoką rudą sekretarkę.
-Cześć.-wyszeptała.
-Co jest?-zapytałam nachylając się nad jej biurkiem.
-Szef właśnie podpisuje tą umowę, wiesz, że przekazuje firmę synowi.-odparła cicho.
-A, no tak zapomniałam.-Lekko uderzyłam się w czoło.
-Siadaj, zaraz przyniosę kawę.-Puściłam jej oczko i zajęłam swoje miejsce. Natychmiast zaczęłam szperać w papierach mojego następnego klienta. Po kilku minutach Mel postawiła na moim blacie Late, które tak uwielbiałam.
-Dziękuję.-Upiłam łyk patrząc na dziewczynę.
-Spoko.-Posłała mi szczery uśmiech i zajęła się swoimi obowiązkami. Właśnie pisałam e-maila do znajomego adwokata z pewną prośbą, gdy z gabinetu szefa wyłonił się on sam z wysokim brunetem o niebieskich oczach.
-Dzień dobry, proszę pana.-Jednocześnie z rudą odezwałyśmy się.
-Witajcie. To mój pierworodny Louis. Dzisiaj oficjalnie to on jest waszym szefem, ale jakby ten narwaniec zaczął gwiazdożyć to albo dajcie mu Snickers'a albo zadzwońcie do mnie.-Zaśmiałyśmy się. Szczęście dopisało i mi i sekretarce, że miałyśmy tak wyluzowanego boss'a.-Dobra, to ja już uciekam. Będę zaglądał. Pa.-Wyszedł. M wyskoczyła pierwsza.
-Melanie mam na imię.-Chłopak wyszczerzył swoje białe ząbki i uścisnął jej dłoń.
-Louis.-Podszedł do mnie.-Ty zapewne jesteś Ewa.-Ucałował moją rękę.
-Tak.-przytaknęłam. Nie będę kłamać, że nagle się zarumieniłam, serce zaczęło mi bić mocniej czy coś takiego. Wcale tak nie było. Po prostu wydał mi się miły i myślałam, że to z grzeczności.
-Świetnie. To ja uciekam do siebie, a wy sobie spokojnie pracujcie.-Sprawił, że zachichotałyśmy pod nosami i zniknął za drzwiami.
-Przystojny, co?-Natychmiast wydusiła moja towarzyszka.
-Jakoś mało mnie to obchodzi.-Z lekką pogardą na jej ''podniecenie" parsknęłam.
-Oj tam, nie gadaj, że ci się nie podoba.-kontynuowała.
-Mam dużo roboty, ty też. Pozwól.-Przewróciła oczami i dzięki Bogu posłuchała. Mijały godziny, on nadal nie wychodził.  Siedział tam, nie słychać było żadnych dźwięków. Kiedy my sobie jadłyśmy, piłyśmy czy rozmawiałyśmy, Lou siedział tam sam w ciszy. Zastanawiało mnie to. Był jakimś robotem czy coś? Dochodziła 22.00.
-Ja już się zmywam, podwieźć cię?-zapytała wstając.
-Nie dzięki, ja jeszcze tu trochę posiedzę muszę sprawdzić jeszcze kilka spraw.-Zerknęłam na nią kiedy ubierała płaszcz i zabierała swoje rzeczy.
-Jak wolisz.-Dała mi buziaka w policzek.-To pa.-Pomachała mi.
-Buziaczki.-Powtórzyłam jej gest i powróciłam do obowiązków. Kiedy otwierałam nożem do listów pewną kopertę mocno przecięłam sobie dłoń. Pisknęłam dość głośno. Niespodziewanie pojawił się Louis.
-Co się stało?-Szybko do mnie podszedł. Tylko pokazałam, nie miałam siły powiedzieć, gdyż zaciskałam zęby z cierpienia.-Boże.-Zajął się opatrzeniem mojej ręki. Zrobił to w krótkim czasie i bezboleśnie. Jakby już kiedyś to robił.
-Dziękuję.-wyjęknęłam.
-Jak to się stało?-Nadal klęcząc przede mną zapytał.
-Ymm...Otwierałam jedną kopertę i o tak wyszło.-westchnęłam.
-Następnym razem bardziej uważaj.-Zaśmiał się.
-Przepraszam, że odciągnęłam cię od pracy.-Spuściłam smutno głowę ze wstydu.
-Właściwie, to czekałem na dobrą okazję, aby spędzić z tobą trochę czasu sam na sam.-Uniosłam brwi. Zaczęłam się śmiać.
-To miał być tekst na podryw?-Może zaakcentowałam to lekkim szyderstwem, ale co tam.
-Może.-Puścił mi oczko.-Chodź, zawiozę cię do domu, na dzisiaj ci wustarczy.
-Ale musze jeszcze to dokon...
-Nie prawda, nic  nie musisz. Daję ci tydzień wolnego. Zlecę komuś innemy twoje prace. I bez dyskusji, to ja jestem tu szefem.-Rozbawił mnie. Nie musiałam podawać mu adresu, co mnie zdziwiło,ale nie skomentowałam.
-Dziękuję. Jest pan...
-Żaden pan, Louis.-Ujełam jego dłoń.
-Ewa.-Uśmiechnęłam się. Zapadła chwila ciszy.-Chcesz wejść?-Nie wiem co mi strzeliło, naprawdę.
-Nie będę przeszkadzał tobie i twojemu chłopakowi?-Serio te słabe teksty.
-Nie, moja dziewczyna jest wyluzowana  na pewno nie będziesz przeszkadzał.-Postanowiłam z niego zażartować. Żebyście wodzieli jego minę.
-Co?-Jaki szok malował się na jego ślicznej twarzy.
-Żartuję, wchodź.-Wprowadziłam go do mieszkania. Widać było jak wypuszca powietrze z płuc.
-Ładnie tu.-Rozejrzał się i usiadł na sofie obok mnie.
-Dziękuję.
-Ale widzę tu coś milion razy bardziej interesującego.-Założył jeden z kosmyków moich włosów za me ucho.
-Louis, jesteś moim szefem i to niestosowne.-Nieśmiało wydukałam.
-Jeżeli chcesz mogę stać się kimś więcej, żeby stało się to stosowne.-Złapał delikatnie mój podbródek i musnął me usta.-Chcesz?-wyszeptał nie zmniejszając dystansu pomiędzy nami. Moją jedyną odpowiedzią był kolejny pocałunek, lecz tym to ja byłam adresatem...




Hejka! No to dopiero dzisiaj udało mi się wstawić drugie zamówienie. Mam nadzieję, że nie zawiodłam podwójnie i chociaż ten będzie znośny.
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*

2 komentarze: