Dni mijały bardzo szybko. Może wydać się to niedorzeczne, ale w ciągu dwóch miesięcy zarobiłam tyle ile doświadczona modelka w ciągu roku. Tak, to prawda. Moja kariera nabrała rozpędu. Reklamy, wywiady, sesje, pokazy, to stało się już dla mnie normalnością. Wszystko działo się bardzo szybko. Kupiłam nam nowy dom, samochód, nasze życie stanęło na głowie. Na szczęście w dobrym znaczeniu. Jednak to co się zmieniło, nie zmodyfikowało mojej relacji z Hazz'ą i resztą przyjaciół. Poświęcałam im tyle samo czasu co wcześniej. A to za sprawą mojej kochanej asystentki, która rozplanowywała mój grafik wręcz idealnie. Na prawdę, zaczęłam trwać w pięknej bajce. Ale jak wszyscy wiemy sielanka nie trwa wiecznie. W moim przypadku to były tylko dwa miesiące. Później ukazała mi się ciemna strona mocy, jeżeli w takim zmiękczeniu można to wyrazić...
***
-Jeszcze dwa centymetry.-Mierząc moje biodra powiedziała krawcowa.
-Jeszcze? Schudłam pięć kilo odkąd tu pracuje. Mówiliście, że mam idealne wymiary.-Smutno odrzekłam.
-Idealne, ale jak na początkującą modelkę. Dziecko, masz 1,76 wzrostu i ważysz 50 kilogramów, to na prawdę o jeszcze trochę dużo.-Wydukała widząc mój żal.
-Dobrze. Ile mam czasu?-zapytałam zrezygnowana.
-Tydzień i trzy do wylot do Paryża, więc.-odpowiedziała.
-Postaram się.-Złapałam się za głowę.
-Inaczej będziemy musiały poszerzać sukienkę na jeden pokaz.-Rzuciła kiedy już wychodziłam.
-Rozumiem.-westchnęłam i opuściłam pomieszczenie. Napotkałam na swojej drodze Cin.
-Hej. Coś się stało?-Spojrzała mi w oczy.
-Jeszcze muszę stracić z dwa centymetry w biodrach.-wyznałam.
-Ej, nie martw się. Chodź na pocieszenie zabiorę cię na sok.-Objęła mnie w talii i ruszyłyśmy. Rozsiadłyśmy się w ulubionym miejscu z napojami.
-Już mam tego dosyć. Już czuję na sobie te zmartwione spojrzenia i słyszę tyle słów od przyjaciół i rodziny. Nie chcę znów popaść w anoreksję. Staram się jak mogę odżywiać się i ćwiczyć, aby tylko nie przytyć, ale o strasznie ciężkie i męczące. Po uszy już mi tego 'A jeszcze tyle musisz i tyle...".-Zwierzałam się przyjaciółce. Powiedziałam jej już wcześniej, że chorowałam na zaburzenia odżywiania. Jednakże nie znała całej mojej przeszłości i to dla mnie było dobre. Po co rozpowiadać to całemu światu?
-Kochana, przestań. Wiem, że to straszne i w ogóle. Pomyśl jakie płynął z tego korzyści, zamiast zauważać tylko minusy twojej pracy. Wszystko ma swoje wyrzeczenia, musisz to zrozumieć. Uwierz mi, że te dwa centymetry nie zaważą na twojej karierze, nawet jeżeli ich nie zgubisz. Jesteś rozchwytywana bez względu na jakieś bzdurne jednostki. Jesteś piękna, masz potencjał i ludzie pragną cię oglądać. A ludzie z branży zabiliby za możliwość pracy z tobą.-Pocieszała mnie. Łatwo jest jej mówić.-pomyślałam. Wspomniała coś o plusach modelingu, hmmm...Bogactwo, sława, pieniądze, tyle. Wydaje się to jak sen. Czy do końca tak jest? Odpowiedź brzmi NIE. O twoim dalszym życiu może zaważyć kilogram, bądź milimetr. Mimo wszystko i tak kochasz to i nie chcesz przerywać. Powiem szczerze, że to był jeden z moich pierwszych błędów.
-Wiesz co? Ja już chyba jadę do domu. Ile mam wolnego?-Cicho odezwałam się.
-Teraz cztery dni, ale jak coś to będę dzwoniła, bo od Channel ostatnio przyszedł cynk o jakiejś reklamie, więc jak coś bądź pod telefonem.-Bez zająknięcia wyrecytowała.
-Okej.-Zawiesiłam torebkę na ramię.
-Wszystko dobrze?-Złapała mnie za dłoń.
-Tak, jasne.-Posłałam jej uśmiech. Nie był szczery. Złapało mnie podłamanie i nie chciałam rozmawiać o tym z nikim w tamtej chwili. Pożegnałam się z Cindy buziakiem w policzek i wsiadłam do swojego nowego auta, Ferrari. Podjechałam pod dom i zaparkowałam auto w garażu. Weszłam do środka i rzuciłam torbę w kąt. Opadłam na łóżko w sypialni i przymknęłam oczy. Po jakiś dwóch godzinach obudził mnie dzwonek. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i zeszłam na dół otworzyć. Przede mną stanął obraz Lou i Zen'a. A zapomniałam wspomnieć o imprezie Mulata. Wyszło niesamowicie, był na prawdę zaskoczony. Trochę się upili, ale obyło się bez wybijania szyb.
-Hej mała, co tam?-Przywitali mnie jak zawsze i weszli ze mną do kuchni.
-Spoko. Harry wraca dopiero za trzy godziny chyba jesteście skazani na mnie.-Zaśmiałam się.
-To za surowe określenie i wiemy.-Zażartował Louis.
-Gdzie El i Pezz i reszta?-Wyjęłam z lodówki wodę i upiłam łyk z buteleczki. Wymienili spojrzenia.
-Ymmm...Na zakupach.-Zająknęli się. Poczułam się trochę dziwnie. Zawsze na takie wypady chodziłam z nimi. Mała iskierka odrzucenia pojawiła się w mojej duszy.
-O. To fajnie.-Udałam, że mnie to nie rusza.
-Kiedy twój brat przyjeżdża?-Ciemnooki szybko zechciał zmienić temat.
-Nie wiem, gada i gada, że niedługo, ale mało z tego robi. Jak zawsze z resztą.-Machnęłam ręką. Rozsiedliśmy się w salonie i włączyliśmy mecz. Pokibicowaliśmy może z dwie i pół godziny, kiedy rozległ się dzwonek mojej komórki.
-Tak?-odezwałam się.
-Hej skarbie. Załóż coś ładnego. Zaraz po ciebie będę, nie zadawaj pytań. Masz pół godzinki. Kocham cię.-Usłyszałam głos Harry'ego, a później sygnał rozłączenia się połączenia...
Witam! Oto kolejny rozdział, wow, ale to szybko leci. Przed chwilą jeszcze pisałam dwudziesty rozdział, a tu już pięćdziesiąt się zbliża. Mam nadzieję, że rozdział do zniesienia ;)
Pozdrawiam JEDNOKIERUNKOWYCH :*
Superaśny rozdział!
OdpowiedzUsuńCoś mię wydaje e z tego odchudzania to nic dobrego nic nie wyjdzie...
Co 5o za niespodzianka od Harrego??
Jestem bardzo ciekawa!
<3
Dziękuję, bardzo się cieszę, że Ci się podoba ^^
UsuńZobaczysz w najbliższej przyszłości Kochana <3
Całuski :*
<3